______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Ojca Leona słów kilka

SUTANNA I HABIT TO PRZEŻYTEK?

A jeżeli sutanna służy tylko do posługi w kościele, a po wyjściu z niego jest zdejmowana, to wydaje się, że ksiądz za nic już potem nie odpowiada, jest jak każdy zwykły człowiek. To jest to chyba jakiś konflikt z powołaniem! Trzeba nam się na to wyczulić. A wszystkich wiernych proszę, przypominajcie księżom, że chcecie, żeby na co dzień chodzili w stroju duchownym.

John Cotter - Nowe spojrzenie na Asyż


Przedruk za "The Remnant" z dnia 15 lutego 1987.

Nota redakcyjna

Dokonujemy przedruku niniejszego tekstu za The Remnant z lutego 1987 celem przypomnienia reakcji środowisk tradycyjnie katolickich, jaka nastąpiła tuż po pierwszym międzyreligijnym spotkaniu modlitewnym w Asyżu w roku 1986. Okazja po temu jest oczywista: za kilka miesięcy, w październiku, będziemy świadkami podobnego – jakże smutnego dla większości z nas – wydarzenia. Tekst ś.p. J. Cottera wydaje się w związku z powyższym nader aktualny, a uwagi w nim zaprezentowane – ciągle ważne.

ONZ

19 czerwca 1955, w ramach obchodów 10 rocznicy powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, w San Francisco Cow Palace zorganizowano Festiwal Wszystkich Wiar (ang. U.N. Festival of All Faiths). “Nabożeństwo” stało się amalgamatem religii, w trakcie którego reprezentowane były judaizm, islam, buddyzm, bahaizm, a także prawie wszystkie odłamy chrześcijaństwa - za wyjątkiem dwóch. Te dwa wyjątki to luteranie i Rzymscy Katolicy. Obecnie, 27 października 1986, do podobnego spotkania doszło we włoskim Asyżu, przy czym zwołał je sam papież. Co więcej: papież postąpił krok dalej, sprowadził bowiem afrykańskich animistów. Co więc stało się z Kościołem w trakcie tych 31 lat? Zmienia się? A może został zmieniony? A jeśli tak – to przez kogo?

Gdy we wrześniu 1984 papież odwiedził Kanadę, staraniem wielebnego Briana Clougha, rektora największego anglojęzycznego seminarium św. Augustyna w Toronto, przygotowano dla niego dwa „spotkania ekumeniczne”. O. Clough włączył w nie większość tych samych kościołów oraz wyznań, jak wspomniane wyżej: „buddyści, autochtoni, hindusi, bahaiści, sikhowie, muzułmanie i zoroastrianie” – wyliczał Toronto Sun z dnia 12 czerwca 1984. Sam o. Clough, tuż przed przybyciem papieża, został zresztą pośpiesznie zwolniony ze stanowiska rektora z uwagi na swój zbyt pobłażliwy stosunek do homoseksualizmu w seminarium, niemniej jednak jego spotkania ekumeniczne pozostawiono. W trakcie ich trwania Ojciec Święty zupełnie zignorował obecność nie-chrześcijan i poprowadził „nabożeństwo ekumeniczne” tak, jak gdyby było czysto chrześcijańskie – a więc zgodnie z tradycyjnym rozumieniem słowa ekumenizm. Nawet najsłynniejszy rabin Kanady, dr. W. Gunther Plaut, przyznał, że “jest to - rzecz jasna - uprawnione i akceptowalne znaczenie pojęcia ekumeniczny”. Za swoje postępowanie papież został natomiast poddany krytyce prasy – wystarczy wspomnieć artykuł w Globe & Mail z 18 września 1984, w którego nagłówku czytamy: „Nie-chrześcijanie czuli się jak obcy przy recepcji”. Później do grona krytyków miał jeszcze dołączyć kardynał Carter, który stwierdził, że „z perspektywy czasu dostrzega lepszą organizację nabożeństwa międzyreligijnego w anglikańskim kościele św. Pawła, gdzie zezwolono na większy udział reprezentacji nie-chrześcijan, w szczególności przywódców żydowskich” (Toronto Sunday Sun z dnia 15 września 1985).

W tamtym czasie wszystko, co zrobił papież, sprowadziło się do interpretacji ekumenizmu jako jedności chrześcijan. Kilka miesięcy wcześniej Światowa Rada Kościołów (World Council of Churches, WCC) zwołała swoje 6 walne zgromadzenie w Vancouver. Zdefiniowano wówczas ekumenizm jako mający dotyczyć „całego zamieszkanego świata” (od greckiego oikumenous, oznaczającego właśnie „cały zamieszkany świat”). Dziś, w Asyżu, w roku 1986 papież zaakceptował interpretację ekumenizmu zaproponowaną przez WCC, którą przebywając w Kanadzie, wcześniej odrzucił! Raz jeszcze musimy zadać pytanie: czy Kościół Rzymskokatolicki zmienia się? Czy też jest zmieniany, a jeśli tak – to co za tym stoi?

Światowa Rada Kościołów

Czy Kościół Katolicki dołączy teraz do WCC? Miejmy na uwadze, że organizacja ta (rzecz jasna reprezentowana w Asyżu) mknie w stronę synkretyzmu z szybkością wprost zawrotną. Na obrady jej 5 w kolejności walnego zjazdu w Nairobi, w roku 1975, zaproszono przedstawicieli religii nie-chrześcijańskich i pozwolono im wygłosić krótkie odczyty; w Vancouver, w czerwcu 1984, uczestniczyli oni w posiedzeniach już nie jako zwykli obserwatorzy, ale pełnoprawni członkowie! Co więcej: WCC jest dziś nieomal w całości komunistyczna. Time z 21 sierpnia 1983 w artykule zatytułowanym „Zastanawiająca polityka ekumenizmu” pisze: „dla Światowej Rady Kościołów sowieci są bezgrzeszni”. Tak więc grzech pierworodny nie dotyczy komunistów… Watykan rozważa poza tym liturgię WCC z Limy, stworzoną w styczniu 1982 w stolicy Peru przez 120 teologów, przede wszystkim protestanckich, wliczając też 12 katolickich, pod ogólnym przewodnictwem protestanta – Maxa Thuriana z ekumenicznej ‘wspólnoty zakonnej’ z Taize.

Istotnie - barka piotrowa kieruje się na przerażające morza!

Asyż

Głównym organizatorem spotkania był Roger kardynał Etchegaray, przewodniczący dalece lewicowej Komisji Sprawiedliwości i Pokoju, wspierany przez działającą pod auspicjami ONZ Światową Konferencję Religii i Pokoju (World Conference for Religion and Peace, WCRP). Wzięło w nim udział 155 przywódców reprezentujących 12 największych religii: chrześcijan, muzułmanów, buddystów, Żydów, hindusów, zoroastrian, afrykańskich animistów (w tym czcicieli kultu węża), Sikhów, kapłanów shinto z Japonii, dżinistów, dwóch północnoamerykańskich Indian (jeden z nich był szamanem plemienia Crow), ponadto bahaisów (wierzących, że Chrystus był tylko jednym z 9 niebiańskich posłańców, zresztą nie najważniejszym). W skład delegacji chrześcijan wchodzili m. in. Robert Runcie – arcybiskup Canterbury, Dr. Emilio Castro, obecny Sekretarz Generalny Światowej Rady Kościołów, a także patriarchowie kościołów ortodoksyjnych z Rosji, Bułgarii oraz Czechosłowacji i patriarcha Konstantynopola. Nie zabrakło wygnanego z Tybetu Dalaj Lamy. Na jego temat New York Times z 28 października 1986 napisał m. in.: „Dzień przyniósł pewne nietypowe wydarzenia kulturalne. Dla przykładu: buddyści pod przewodnictwem Dalaj Lamy, szybko przeobrazili ołtarz w kościele św. Piotra, umieszczając na tabernakulum małą figurkę Buddy, ustawiając zwoje modlitewne oraz zapalając dookoła kadzidła. Buddyści odwrócili się potem tyłem do Najświętszego Sakramentu, pozostawionego w bocznej kaplicy”.

Dlaczego w czasie trwania spotkania, rzekomo poświęconego “modlitwie o pokój”, Bóg miałby wysłuchać modlitw tych, którzy czczą innych bogów? Papież Jan Paweł II mógł sam nie złamać Pierwszego Przykazania, mówiącego o czci oddawanej obcym idolom, jednak to on zwołał do Asyżu zjazd, na którym obecnych było wielu wiernych z całego świata i który to zjazd cieszył się niemal zupełną przychylnością mediów. Niektórzy ‘bogowie’ byli zresztą dość dziwaczni. „To trudny do zmierzenia skandal bez precedensu” – jak określił rzecz Arcybiskup Lefebvre. Św. Paweł mówi: „Nie ciągnijcie wespół z niewiernymi w jarzmie, które wam jest obce. Jakaż jest łączność między sprawiedliwością a nieprawością? Cóż wspólnego ma światłość z ciemnością? Jakaż być może harmonia między Chrystusem a Belialem? Co ma wierzący wspólnego z niewierzącym? Jakiż jest stosunek świątyni Boga do bałwanów?” (II Kor VI, 14-16).

Odpowiedzialność Soboru Watykańskiego II

Zacytujmy Canadian Catholic Register z 10 stycznia 1987 (za NC News Service): „Jedność pokazana przez światowych przywódców religijnych, modlących się o pokój w Asyżu w październiku 1986, była widzialną ilustracją wezwania II Soboru Watykańskiego do ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego – powiedział papież Jan Paweł II. Jego słowa przeplecione były cytatami z dokumentów soborowych, co – jak stwierdził, pokazało, że tak wspaniałe wydarzenie stało się owocem nauczania Soboru”. Mamy tu więc źródło - Sobór Watykański II, co do którego z pewnością nie ma mowy o nieporozumieniu, skoro tak właśnie interpretuje go sam Papież. Jednak nasz Pan nie wzywał do „ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego”. Mówi On: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody chrzcząc je w Imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego”.

Św. Pawła definicja istoty wojny

Spotkanie w Asyżu miało miejsce w celu odprawienia modłów o pokój. Jakkolwiek na świecie rozgorzało obecnie wiele drastycznych konfliktów, wszystkie inspirowane przez Sowietów (np. Afganistan), zobaczmy jak św. Paweł definiuje dlaczego tak się dzieje: „Bo nie z ciałem i krwią staczamy bój, lecz z mocami i potęgami, ponurymi władcami tego świata, ze złymi duchami, które unoszą się w przestworzach” (Ef VI, 12).

Nawet chcąc wykazać jak najwięcej dobrej woli musimy przyznać, że muzułmanie, hindusi, zoroastrianie, bahaisi, afrykańscy animiści i inne tego typu religie nie akceptują faktu, że Chrystus jest Bogiem. Skoro odmawiają mu boskości, to – znów nawet przy najlepszych chęciach – muszą być uważane za anty-chrześcijańskie, a wiec także za anty-boskie.

Jak zatem ich modlitwy mogą pomóc w prawdziwej wojnie, tej zdefiniowanej przez św. Pawła, której wojny mające miejsce na ziemi są jedynie odbiciem, a nie przyczyną? Jezus mówi: „Jakże to może szatan wypędzać szatana?” (Ewangelia św. Marka III, 23). Pamiętajmy: “wojny to kara za grzechy” – jak zapowiedziała Nasza Pani w Fatimie. Kto zaś wpędza nas w grzech i tym samym powoduje wojny przyczyniające się do naszych cierpień i szerzenia się strachu na ziemi? „Moce i potęgi, ponurzy władcy tego świata”. Papież w swoim niewątpliwie szczerym pragnieniu pokoju powinien raczej posłuchać naszego Pana, który rzekł: „Jeżeli mocą Ducha Bożego wypędzam czarty, wówczas już przyszło do was królestwo Boże”.

Synkretyzm zaprzeczony

“To, co stanie się w Asyżu, z pewnością nie będzie religijnym synkretyzmem” – powiedział papież Jan Paweł II 22 października 1986. W jego przekonaniu różnica polega na tym, że zebrani tam nie przybyli „modlić się razem” lecz „przybyli razem by się modlić”. Dobrze znany komentator religijny wpływowej gazety Toronto Star, Tom Harper, napisał po Asyżu: „było zbyt wiele obaw, że różne grupy mogły by być postrzegane lub uważane za modlące się razem, jak również sugerujących, że postrzegają się wzajemnie za równe w prawdzie. Dlatego właśnie papież Jan Paweł II cały czas nalegał, by nie przybywali modlić się razem, lecz by przybyli razem, aby się modlić. I co z tego?” (Toronto Star z 9 listopada 1986). Właśnie, w tym sęk: i co z tego? Kto zauważy te niezbędne, wysublimowane uwagi, stanowiące w zasadzie kwestię czysto semantyczną? Mogło by się wydawać, że jakaś oszczercza ręka stojąca za papieżem jest zdeterminowana do pchnięcia katolików w stronę synkretyzmu, równocześnie nie chcąc mieszać w to papieża.

Nie może być inaczej, odkąd papież Paweł VI potępił synkretyzm w swojej encyklice Evangelii Nuntiandi z 8 grudnia 1975. Ale Bóg nie jest czymś sztucznym. Spora ilość katolików może teraz wybiec w stronę synkretyzmu lub pewnych egzotycznych religii – jak bahaizm, kulty hinduistyczne, zoroastryzm, etc. – albo też wpaść w obrzydzenie do fundamentalizmu. Popularny amerykański lider fundamentalistów, dr Carl McIntyre [co prawda protestant – przyp. tłum.], nazwał Asyż „największym pojedynczym ohydztwem w dziejach Kościoła”. To te same odczucia, jakie wyraził Arcybiskup Marcel Lefebvre, który nazwał go „szczytem mistyfikacji, najwyższą obrazą Naszego Pana”, i dalej: „z mojego punktu widzenia był to akt diaboliczny”.

Synkretyzm zdefiniowany

“Zadziwiająca różnorodność zaproszonych grup również wzbudziła podejrzenia wśród niektórych chrześcijan, że Asyż stanowił heretycki krok w stronę synkretyzmu, amalgamatu wielu skonfliktowanych religii” (Time z 10 listopada 1986). Co wyjaśnia, dlaczego papież wcześniej powiedział, że „To, co stanie się w Asyżu, z pewnością nie będzie religijnym synkretyzmem”. Poczyńmy zatem w tym miejscu krótką dygresję, która pozwoli określić to, czym jest synkretyzm.

Najlepszą definicję (co w sumie dość ironiczne) podał swego czasu pierwszy Sekretarz Generalny Światowej Rady Kościołów (1948 -1966), Dr W. A. Visser’t Hooft, w swojej książce pt. No Other Name: The Choice between syncretism and Christian Universalism (Philadelphia 1963; Londyn 1963). Na stronie 11 pisze on: “Słowo synkretyzm powinno być zarezerwowane dla innego rodzaju nastawienia, zasługującego na swoją własną nazwę z uwagi na to, że jest ono ważnym, uporczywym i ogólnoświatowym zjawiskiem religijnym. Jest to pogląd, który utrzymuje, że w dziejach nie zaistniało jedno unikalne objawienie, że istnieje zatem wiele dróg do osiągnięcia boskiej rzeczywistości, że wszystkie sformułowania prawd religijnych są w istocie nieadekwatnymi wyrażeniami samej prawdy, dlatego też ważne jest zharmonizowanie wszystkich idei i doświadczeń religijnych w stopniu tak dalekim, jak to możliwe, by móc stworzyć jedną uniwersalną religię dla całej ludzkości”.

Na stronie 10 dr Hooft zapisał: „Wielu najlepszych spośród nas zaniepokojonych jest niezdolnością rodziny ludzkiej, obecnie zmuszonej na dobre i złe do życia w bliższym kontakcie, do znalezienia wspólnego etosu i standardu więzi międzyludzkiej. Zdano sobie sprawę, że etos taki musi być głęboko zakorzeniony we wspólnych przekonaniach co do najwyższych kwestii dotyczących naszego życia. Czyż nie implikuje to konieczności zmuszenia jakoś liderów religijnych do osiągnięcia porozumienia i rozwoju w kierunku jednej uniwersalnej religii światowej? Czy synkretyzm nie jest zatem czymś nieuniknionym?”

To właśnie ten jakże przekonujący, racjonalnie niemal rozumiały sam przez się, charakter odpowiedzi synkretyzmu na światowe potrzeby czyni z niego wyzwanie dla Kościoła znacznie poważniejsze niż to, które prezentuje ateizm.

Jest nader niefortunnym, że w ostatnich miesiącach papież, wliczając tu spotkanie w Asyżu, kilkukrotnie wzywał do jak najbliższej współpracy z ONZ, bezbożną i masońską organizacją, obecnie coraz bardziej popadającą pod kontrolę Związku Radzieckiego. W rzeczy samej Asyż został zwołany dla „podkreślenia rangi Międzynarodowego Roku Pokoju ONZ”. WCRP odbyła jak na razie 4 posiedzenia: w Kyoto (Japonia) w roku 1970; w Louvain (Belgia) w 1974; w Princeton (U.S.A.) w 1979; i ostatnie – w Nairobi (Kenia) w sierpniu 1984. Hołubiony przez media kardynał Desmond Tutu, podejrzewany o anglikanizm, został wybrany przewodniczącym WCRP. Jej obecnym sekretarzem generalnym jest dr John B. Taylor, były dyrektor Wydziału ds. Dialogu z Ludźmi Żywych Wiar i Ideologii Światowej Rady Kościołów (DFI), który oświadczył, że “Światowa Konferencja Religii i Pokoju przy ONZ wspierała spotkanie w Asyżu od samego początku i została w nie włączona już na etapie planowania” (Toronto Star z 18 października 1986). Cytowano też inną wypowiedź dra Taylora: „Patronat ludzi takich, jak papież i arcybiskup Canterbury, jest w stanie zachęcić nieco tych, którzy wahają się lub mają jakieś uprzedzenia co do zbierania się razem na poziomie lokalnym” (Star z 18 października 1986). To dokładnie to, czego się obawialiśmy.

Papieskie podróże sprzyjają synkretyzmowi

Podstawową zasadą leżącą u podstaw synkretyzmu jest przeświadczenie, że wszystkie religie mają tę samą wartość. Papież oczywiście nie wypowiada takich osądów, ale jego pochwały i bezkrytyczna obrona pogan, religii stanowiących dzieło człowieka, a także judaizmu, z całą pewnością stanowić będą nośnik w/w pryncypium, a jego nieustanne podróże służyć będą dalszemu umacnianiu synkretyzmu Asyżu. Zważmy: w trakcie swojej wizyty w Kanadzie w roku 1984 papież palił słodką trawę tamtejszymi Indianami. W tym samym roku odwiedził buddyjską świątynię w Tajlandii. W roku 1985 przepraszał muzułmanów w trakcie swojej podróży do Maroka i obsypywał ich pochwałami. Następnie odwiedził święty las niedaleko Lohomay (Togo), a jego towarzyszem był niejaki Arseno, Wielki Kapłan Świętego Lasu.

W trakcie wizyty na Togo papież spotkał się też z wyznawcami kultu węża, którzy następnie weszli w skład reprezentacji zebranych w Asyżu. W roku 1986 odwiedził najważniejszą synagogę Rzymu – na warunkach i w postawie zupełnej akceptacji równouprawnienia starego [zastąpionego już przez nowe] Przymierza z Żydami. W roku 1986, podróżując po Indiach, zezwolił na oznaczenie przez lokalnych kapłanów jego czoła tilakiem – znakiem wykonywanym przy pomocy pasty z drzewa sandałowego. Gdziekolwiek się udał, cytował teksty hinduskich świętych ksiąg, a także był obecny przy odprawianiu pogańskich rytów. Wychwalał hinduskiego synkretystę, Ghandiego, pod niebiosa. Ghandi stwierdził niegdyś: „Jestem chrześcijaninem i hindusem, i muzułmaninem, a także Żydem”, co więcej: przy realizacji filmu o Ghandim doradzali wyznawcy bahaizmu. Papież recytował ponadto tzw. modlitwę o pokój, “asothama satgamaya”, tę samą, której wprowadzenie w Anglii przez kardynała Humea próbował powstrzymać wielki Hamish Fraser. Jakie jednak miał on szanse, skoro w/w modlitwy używał sam papież? W Suva (archipelag Fiji), w trakcie wizyty mającej miejsce w listopadzie 1986, [Jan Paweł II] pił też napój zwany kava, niegdyś oficjalnie potępiony jako element [lokalnego] kultu demonów. Papież wychylił go jednym haustem.

Przyzwolenie Hansa Kunga

Hans Hung, w roku 1979 pozbawiony statusu katolickiego teologa, jest gorącym zwolennikiem inicjatyw z Asyżu. Cytujemy za Catholic Register (Toronto) z dnia 19 kwietnia 1986: „O. Hans Kung, urodzony w Szwajcarii profesor teologii, który oskarżył Jana Pawła II o mentalność sprzed Soboru Watykańskiego II, chwalił papieża za jego niedawne kontakty z chrześcijańskimi i nie-chrześcijańskimi liderami religijnymi. ‘W tym aspekcie papież jest zgodny z Vaticanum II’ – powiedział Kung. ‘Wielu uważa mnie za stojącego w opozycji do papieża we wszystkim. To fałsz’ – dodał. ‘Jestem szczęśliwy widząc, że papież przemawia mając na uwadze dialog z innymi religiami i czuje się zobowiązany do przychylności wobec nich w trakcie swoich podróży’ – dodał. W zakresie dialogu z religiami niechrześcijańskimi ważne jest, by ‘unikać każdego impulsu, mogącego sugerować, że za tymi nowymi inicjatywami stoi stary duch rzymskiego imperializmu’ (innymi słowy – żadnych nawróceń)… ‘Mam nadzieję, ze wydarzenia z Asyżu będą spotkaniem zrównania w godności, nie zaś manifestacją papieskiego triumfalizmu’. ‘Papież Jan Paweł II, domagając się zunifikowanej modlitwy ludzi wielu religii ukazuje swoją wiarę w ich wspólny fundament’ – powiedział”.

Obawiamy się, że Hans Kung miał na myśli tzw. złotą regułę – wrócimy do niej za chwilę. Winno się mieć na uwadze, że Kung, epatował zgniłą wonią synkretyzmu będąc jeszcze profesorem wizytującym na Uniwersytecie Toronto; mówił wówczas: „Niech oni (biskupi katoliccy) pracują nad osiągnięciem zrozumienia między kościołami chrześcijańskimi, ponadto zaś nad wolnym od uprzedzeń dialogiem z Żydami, muzułmanami oraz innymi religiami” (za Globe & Mail z 5 października 1985).

Złota Reguła

Dziękując delegatom za przebycie długich nieraz dystansów i poświęcenie poniesione celem wzięcia udziału w spotkaniu zwołanym do Asyżu, wyraził pogląd, że ‘złota reguła’, której miał nauczać również Chrystus, by „traktować inne religie tak, jak chciałoby się być traktowanym przez nie”, stanowi fundament pokoju między religiami (Our Sunday Visitor z 16 listopada 1986)[1]. Jest prawdą, że „złota reguła” da się odnaleźć we wszystkich kultach i wyznaniach. Istnieje zresztą dowód, że także ONZ zechce proklamować ją jako duchową podstawę projektowanej synkretycznej światowej religii, mającą nosić miano Świata Powszechnego Braterstwa. Dzięki czemu Związek Sowiecki w szczególności a komunizm generalnie, podbijając świat poprzez zdradę, stosowanie kruczków – głównie prawnych, a także bezzasadną agresję, będzie w stanie cytować złotą regułę gwoli uzasadnienia swoich rojeń. Coś jak nawrócony złodziej, który stosuje 7 przykazanie (Nie kradnij!) by chronić łup, który wcześniej zagrabił.

Obecnie złota reguła jest przykładem religijnego indyferentyzmu par excellence. Czy naprawdę chcemy, by to właśnie ów religijny indyferentyzm stanowił duchową podstawę planowanego światowego superpaństwa? Należy pamiętać, że wraz ze złotą regułą wcale nie musimy dostać Chrystusa. Równie dobrze może to być Kriszna, Zoroaster, Konfucjusz lub Hillel.

Żydzi najczęściej przypisują jej powstanie Hillelowi[2], chociaż pojawia się w Leviticusie (19:18). Hillel był przewodniczącym Sanhedrynu i zmarł około 10 roku n.e. Jest dziś bardzo poważany m. in. przez B’Nai B’Rith. Biskup Fulton Sheen w swojej książce Life of Christ zapisał, że „Hillel mógł być obecny w świątyni i uczestniczyć w dyskusji o Bożym Dziecięciu”. W A Catholic Dictionary z roku 1949 stwierdzono też, że “w ujęciu pisarzy żydowskich i tych reprezentujących nurt modernistyczny Hillel jest wysuwany jako rywal Chrystusa…”.

Blisko 80 lat temu The Catholic Encyclopedia, wydana w roku 1910 w Nowym Jorku, musiała stwierdzić, że „Hillel z uwagi na charakter osobisty, walory duchowe oraz długotrwały wpływ, jaki wywarł, nie może być w żadnym stopniu porównywany (…) z Chrystusem, Światłem i Zbawicielem Świata”.

Chrystus zatem (a nie złota reguła) musi być duchową podstawą przyszłego porządku świata. Z Chrystusem bowiem zyskujemy ją niejako automatycznie, nie zaś vice versa. Papież Piux XII ujął jedyne rozwiązanie dla naszego umęczonego świata tak: „Świat słyszy dziś wołanie o odnowę i lament za powstaniem – chrześcijańskim powstaniem. Świat będzie musiał być odbudowany w Jezusie!”.

Św. Franciszek z Asyżu

Zobaczmy jeszcze jak sam św. Franciszek podszedł do tego samego problemu przy okazji VI Krucjaty w roku 1219. A jakże: on też chciał pokoju i był nastawiony ekumenicznie! Po wielu trudnościach i wśród niemałego ryzyka, święty dotarł w końcu do sułtana. Cytat, który teraz zaprezentujemy, pochodzi z Lives of the Saints Butlera:

„W międzyczasie Św. Franciszek, płonąc chęcią nawrócenia Saracenów, zapragnął przejść do ich obozu, dla Chrystusa nie lękając się żadnych niebezpieczeństw. Otoczyli go zwiadowcy niewiernych, do których zawołał: ‘Jestem chrześcijaninem, prowadźcie mnie do waszego pana’. Postawiony przed obliczem sułtana i zapytany o sprawę, z którą przybył, odrzekł ze wspaniałą odwagą i zapałem: ‘Zostałem posłany, ale nie przez ludzi, a przez najwyższego Boga, by pokazać tobie i twojemu ludowi drogę zbawienia głosząc Ci prawdę Ewangelii’. Sułtan wydawał się poruszony i zaprosił go, by z nim został. Mąż Boży odparł: „jeżeli ty i twoi ludzie wysłuchacie Słowa Bożego, zostanę z wami. Jeżeli jednak wahasz się między Chrystusem a Mahometem, każ rozpalić wielki ogień, ja zaś przejdę przez niego z twoimi imamami, byś zobaczył która wiara jest prawdziwa”. Sułtan odrzekł, że nie wierzy, by któryś z imamów wyrazi wolę przejścia przez ogień lub znoszenia cierpień za wiarę, zaś on sam nie może przyjąć warunków Franciszka z uwagi na obawę przed buntem”.

Ocena Asyżu

Arcybiskup Lefebvre powiedział o Asyżu: „Z mojego punktu widzenia był to akt diaboliczny” oraz “szczyt mistyfikacji, najwyższa obraza Naszego Pana”. Mamy przeczucie, że Asyż może być powtarzany cyklicznie, gdyż w swoim dorocznym Orędziu Bożonarodzeniowym w roku 1986 papież powiedział: „Wydarzenie w Asyżu może być uważane za widzialną ilustrację, lekcję z faktów, katechizm zrozumiały dla każdego, mówiące o tym, co znaczy i co zakłada zobowiązanie ekumeniczne i obowiązek dialogu między religiami” (Globe and Mail z 24 grudnia 1986).

Papież Jan Paweł II jest naszym papieżem, my zaś musimy modlić się za niego jak nigdy przedtem. Winniśmy przy tym bez ustanku wzywać imienia Błogosławionej Dziewicy Maryi, Lilii Izraela, bacząc na jej tytuły: „Zwyciężczyni Heretyków”, „Królowej Zwycięstwa” i „Królowej Pokoju”.

Tłum. Mariusz Matuszewski

[1] Było to zresztą jawne nadużycie słów Chrystusa. W Ewangelii św. Łukasza odnośny fragment brzmi: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy wam złorzeczą; módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeżeli cię kto w policzek uderzy, nadstaw mu i drugi; a jeśli ci ktoś płaszcz zabierze, nie wzbraniaj mu także tuniki. Daj każdemu, kto cię prosi. Od tego, kto zabiera co twoje, nie żądaj zwrotu. Jak chcecie, żeby wam czynili ludzie, tak wy im czyńcie” (Łukasz VI, 27 – 32). Kontekst jest tu niezwykle ważny, Chrystus nie mówi bowiem o religii, ale o miłości bliźniego i nieprzyjaciół. Nie może być mowy o tym, że tzw. złota reguła w wydaniu ewangelicznym stanowić ma wskazówkę pozwalającą na snucie rozważań będących ukłonem w stronę synkretyzmu czy religijnego indyferentyzmu.

[2] Hillel zwany Starszym (przełom I w. p.n.e. i I w. n.e.) był wpływowym żydowskim autorytetem prawnym, stworzył własną szkołę interpretacyjną, przeciwstawianą szkole współczesnego mu Szammaja Starszego (ok. 50 r. p.n.e. – 30 r. n.e.), z którym tworzy ostatnią zugot. Prawdopodobnie wywodził się z diaspory babilońskiej (stąd określany również jako Hillel Babilończyk) i pochodził z rodu Dawida. Osoba Hillela obrosła w liczne anegdoty, w których podkreśla się jego łagodność. Był sławnym aforystą. Sformułował w formie negatywnej "złotą zasadę", która pozytywnie została wyrażona w ewangeliach synoptycznych. Jego szkoła prezentowała bardziej elastyczne podejście do Tory niż rygorystyczna szkoła Szammaja. Ostatecznie judaizm przyjął właśnie wykładnię Hillela za obowiązującą.

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

x. prof. Nicola Bux - La Sacrosanctum Concilium e gli abusi liturgici postconciliari / Sacrosanctum Concilium i posoborowe nadużycia liturgiczne


Wykład x. prof. Nocli Buxa, znanego liturgisty i konsultanta w Kongregacji Doktryny Wiary i Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wygłoszony na konferencji zorganizowanej przez Franciszkanów Niepokalanej w grudniu 2010 r a poświęconej Soborowi Watykańskiemu II.

Ofiara Mszy św. - Rozważania w słowie i obrazie

1. WEJŚCIE DO KOŚCIOŁA

Idziemy do kościoła, aby wraz z kapłanem uczestniczyć we Mszy św., która jest odnowieniem jedynej ofiary Jezusa Chrystusa, inaczej mówiąc: Ofiara Jezusa Chrystusa będzie uobecniona.

Wchodzimy do wnętrza kościoła dla uczczenia Jezusa w Najświętszym Sakramencie i równocześnie po to, aby przez adorację przygotować się do uczestnictwa we Mszy św. Czy jesteśmy świadomi przy wejściu do kościoła do kogo idziemy? Czy wewnętrznie jesteśmy przekonani, że Jezus na nas czeka z pełnią swej Boskiej miłości i radości? Czy wstępujemy do świątyni z bojaźnią jaka ogarnęła Piotra wchodzącego do łodzi, łodzi Kościoła? Przecież on mówił „Panie, odejdź ode mnie, bom człowiek grzeszny”.

Kto w drodze do kościoła troszczy się o to, aby iść z bojaźnią Piotrową, może przy wejściu, wewnętrznie zjednoczony z aniołami, które otaczają ołtarz, w głębi swej duszy śpiewać: „święty, święty, święty jesteś Ty, o Panie” i tak z otwartym sercem, z całej duszy i mocy godnie sprawować z kapłanem tę Najświętszą Ofiarę.

Święta Maryjo, Pośredniczko Łask, Któraś ofiarę swojego Syna współprzeżywała, wyjednaj mi proszę łaskę godnego i całkowicie oddanego sprawowania wraz z kapłanem ofiary Jezusa.

Z księgarskiej półki c.d.

o. Columban Marmion OSB

CHRYSTUS WZOREM KAPŁANA


Wydawnictwo TE DEUM, Warszawa 2010
ISBN: 978-83-89345-68-4
format: A5, ss. 390, oprawa: twarda, cena: 36,00 zł
do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa TE DEUM

Książka o. Marmiona zajmuje się sprawą, która w ascetycznej literaturze kapłańskiej i w życiu kapłańskim jest zasadnicza, to jest kapłańskim pośrednictwem. Stanowi ono podstawę wszelkiej działalności kapłańskiej. Trzeba przyznać, że niewiele książek ascetycznych tak dobrze ujmuje te zagadnienia jak właśnie praca, którą oddajemy do rąk polskich czytelników. Nawet zestawiając tę książkę z innymi pracami wydanymi po polsku z tejże dziedziny, możemy uważać konferencje o. Marmiona za klasyczne.

Mieszanka słodko- kwaśna po holendersku

Pozwalam sobie napisać nt. kondycji Kościoła w Holandii, będzie to mieszanka słodko-kwaśna. Dla mnie to co tu się dzieje jest bardzo ciekawe.

Byłem jakiś czas temu na mszy w "polskim" kościele, ksiądz na kazaniu mówił bardzo ciekawie, widziałem, że ludzie słuchali z uwagą. Otóż w jednym z kościołów pod Amsterdamem rada parafialna wpadła na pomysł jak przyciągnąć młodzież do Kościoła. Wymyślili zrobić.....dyskotekę w kościele!!!! Centralnie w kościele, nie na plebanii, nie na placu kościelnym, ale w środku! W tym celu usunęli wszystkie ławki i ołtarz, zamówili didżeja do mixowania muzyki, były lasery, światła i sztuczna mgła. Miały być dwie takie próby "przyciągnięcia" młodzieży. Nasz ksiądz w rozmowie z przewodniczącym rady stwierdził, że owszem przyjdą na dyskotekę, ale do kościoła więcej nie przyjdą! Jak chcecie, żeby przyszli do kościoła to wyciągnijcie konfesjonały!!! To była ta gorzka część, teraz będzie na słodko....

Ów ksiądz był na południu Francji (to chyba jest Burgundia - ale łba siwego nie dam sobie uciąć), mówił, że po latach niszczenia i obumierania Kościoła pojawia się wiosna. Ludzie zaczynają chodzić do kościoła, kościoły się zapełniają. Jest to po części zasługą wspólnoty z Taize, a po części powrotowi do rytu trydenckiego, msza sprawowana jest w łacinie, w kościołach stoją konfesjonały i głosi się wprost co jest dobre a co złe, co jest święte a co nie, wiernym stawiane są wymagania. Okazuje się, że ludzie tego potrzebują. Tutaj wszystkim wydaje się, że każdy ma swoją prawdę, że wszystko jest OK, że każdy jest dobry, każdy dobrze postępuje.

Nawet tutaj w Amsterdamie jest kościół prowadzony przez Bractwo św. Piusa X, kościół miał być sprzedany i zamieniony pewnie na jakieś mieszkania albo biura. Teraz kościół jest pełny ludzi, a w niedziele odprawia się kilka mszy św !!!!!!!!!

Sumując moje wypociny trzeba powiedzieć, że różowo nie jest. Ale można tę sytuację zmienić - okazuje się, że bardzo prosto i bez kombinowania, bez zamieniania kościołów w sale koncertowe.

Powiem szczerze trzeba się modlić za ten Kościół - bo niedługo będą potrzebni misjonarze, którzy nawrócą drugi raz tych ludzi. Zacytuję fragment artykułu z gazety polonijnej "Niedziela.nl" " W samej tylko Brabancji w ciągu mijającej dekady zamknięto 237 z 287 kościołów" Czy trzeba coś więcej tłumaczyć?

Pojawia się pytanie co z tymi zamkniętymi kościołami? Pewnej niedzieli pozwiedzałem najbliższą okolicę Widziałem te "pozamykane kościoły", tzn one są dalej otwarte, tylko zostały przerobione na mieszkania, biura, dyskoteki... Skąd to znamy - magazyny, kina, teatry. Już to przerabialiśmy i autor (system) tych przeróbek nie przetrwał - przetrwał Kościół w sercach ludzi i ostatecznie kościół materialny. Tutaj niestety ludzie są już ateistami - są piękne fasady kościołów, ładnie utrzymane i odnowione, ale nie ma Kościoła, nie ma ludzi, którzy wierzą, chodzą do kościoła, chrzczą swoje dzieci, chowają w wierze przodków. TUTAJ JUŻ TEGO NIE MA ! Chyba, że mieszkam w innej Holandii. Oczywiście ludzie są uśmiechnięci, życzliwi, uprzejmi. Ale czasami czuję, że to jest tylko powierzchowne.

Pewnie ktoś powie, że przesadzam. Być może, ale co musi się zmienić w człowieku, żeby mieszkać w kościele? Tam się śpi, gotuje, prasuje, defekuje, kopuluje i jeszcze parę innych rzeczy - gdzie jest sacrum? Odpowiedź jest prosta -nie ma już nawet sacrum.

Tyle zostało z Holandii

Znalezione na forum Rebelya.pl

Zapomniane prawdy c.d.

„Jestem bardzo ożywiony i w świetnym humorze, jednakże prześladują mnie złośliwe pomówienia katolików progresistów. Zapamiętaj moje słowa człowieku, nie ma paskudniejszego gatunku na powierzchni ziemi niż katolicy progresiści: podli, frywolni, niezdarni, dwuznaczni, jadowici i pękający w szwach od postępowości, która ciągnie ich do miast świeckości i Teilhardowskiego metra. Frakcja Ottavianiego była okropna, ale ci są nieskończenie gorsi. Poczekaj, a zobaczysz”.

o. Tomasz Merton

Była manager kliniki aborcyjnej: Traktowali kobiety jak bydło

Nie milkną echa po przemianie duchowej byłej aborcjonistki, Abby Johnson, która ujawniła w swojej książce “UnPlanned” jak działają kliniki aborcyjne. Teraz w jej ślady idzie była manager kliniki Planned Parenthood w Sherman w Teksasie. Ramona Trevino również ujawnia szokująca prawdę o jednej największych sieci klinik aborcyjnych na świecie.

Podczas ogólnonarodowej akcji „40 dni dla życia” w Dallas, była pracownica PP przyznała, że, mimo iż klinika w kórej pracowała nie dokonywała aborcji chirurgicznie, to jej sumienie nie pozwalało jej tam dalej pracować. Trevino przyznaje, że kiedyś myślała, że Planned Parenthood pomaga kobietom, jednak doszła do wniosku, że w klinice „traktowano kobiety jak bydło, dbając jedynie o pieniądze”.

Planned Parenthood zamknęło w końcu klinikę w Sherman 23 sierpnia tego roku po tym jak gubernator Teksasu (biorący udział w prawyborach na prezydenta USA) Rick Perry podpisał ustawę ograniczającą finansowanie kliniki z pieniędzy podatników, która również zakazuje władzy stanowej zawierania jakichkolwiek kontraktów z PP. Dzięki działaniom gubernatora Perrego w kolejce do zamknięcia czeka kolejnych sześć teksańskich klinik aborcyjnych w Gainesville, Arlington, Mesquite, Plano, Terrell i Waxahachie.

Wczoraj przed byłą siedziba Planned Parenthood w Herman odbyło się spotkanie obrońców życia. - Chcemy wspólnie zastanowić się nad błogosławieństwa, które otrzymaliśmy i cieszyć się zwycięstwem, którego Bóg dokonał - powiedział Gerry Brundage, rzecznik akcji 40 Days for Life w Sherman. Ramona Trevino będzie również mówić o swych doświadczeniach podczas podobnego spotkania 27 września w Dallas.

Ł.A/LSN

Źródło informacji: FRONDA.pl

x. prof. Nicola Bux - La paziente riforma liturgica di Benedetto XVI / Cierpliwa reforma liturgiczna Benedykta XVI


Wykład x. prof. Nicoli Buxa wygłoszony podczas konferencji z okazji pierwszej rocznicy ogłoszeniu przez papieża Benedykta XVI motu proprio Summorum Pontificum.

Zapomniane prawdy c.d.

Należenie do mniejszości, nawet jednoosobowej, nie czyni nikogo szaleńcem. Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny. Normalność nie jest kwestią statystyki.”

George Orwell

Instytut Dobrego Pasterza krótko o "Universae Ecclesiae"


Na słynnym portalu internetowym "Disputationes theologicae" prowadzonym przez kapłanów Instytutu Dobrego Pasterza opublikowany został niezwykle interesujący tekst odnoszący się przede wszystkim do szeroko komentowanego na całym świecie artykułu numer 19 instrukcji Universae Ecclesiae:

Otrzymaliśmy następujące pytanie wyrażające obawy mające wydźwięk teologiczny:

„Zgodnie z art. 19 Instrukcji „Universae Ecclesiae” wszyscy ci, którzy deklarują uczestnictwo w Mszy w rycie tradycyjnym nie powinni podważać ważności i zasadności istnienia Nowej Mszy, nie mogą tym samym podjąć dyskusji na temat rytu Pawła VI. Czy w związku z tym, zgodnie z dokumentem, nie ma już możliwości przeprowadzenia żadnej krytyki w tym temacie? Co stanie się zatem z wolnością dyskursu teologicznego? Ponadto problemy z nowym Ofertorium wydają mi się całkiem poważne. Nie można już o tym rozmawiać? Jeśli mam wątpliwości dotyczące Nowej Mszy, powinienem zatem, zgodnie z Instrukcją i żeby być konsekwentnym, zwrócić się w stronę grup, które oddzieliły się od Rzymu? Chciałbym dowiedzieć się, jakie jest w tej sprawie stanowisko Instytutu Dobrego Pasterza... I co na to Disputationes?

Giacomo Santini
Odpowiedź Disputationis Theologicae (do niektórych podniesionych kwestii wrócimy jeszcze później i je pogłębimy):

I. Instrukcja „Universae Ecclesiae" i jej kontekst

Przede wszystkim, zgodnie z elementarnymi zasadami realizmu tomistycznego, dokument dyscyplinujący umieszczony jest w kontekście historycznym i dotyczy konkretnej sytuacji, w której znajduje się Kościół. Ze znaczącym opóźnieniem być może również spowodowanym wyraźnymi oznakami sprzeciwu, które napotyka Ojciec Święty, nawet wewnątrz Kurii Rzymskiej, a które wstrzymują jego zamierzenia Komisja „Ecclesia Dei” stworzyła tekst, który na ówczesny moment był bardzo odważny. Oczywiste jest, że Papież, który tekst zatwierdził, a z Nim Komisja, życzyliby sobie, aby wyjść poza mentalność, która redukuje zastosowanie Mszy gregoriańskiej do przypadków pozwoleń udzielonych nostalgicznym estetom. Ten sposób myślenia w oczywisty sposób nie służy Kościołowi. To nie musi tak wyglądać i dziś potwierdza to także Rzym. Msza gregoriańska, jak nazywa ją Kard. Castrillòn Hoyos, została przedstawiona w dokumencie jako czcigodny obrządek, który należy ze wszech miar szanować, bo stanowi ona, jak pisał dziennik Avvenire, cenny skarb: jest zarówno istotnym punktem odniesienia w liturgii, jak i „lekiem”, którego powinno podawać się jak najwięcej, by uzdrowić chorego celebracje „zdesakralizowane”. Jednak, z oczywistych względów, w tekście nie wyrażono tego dosłownie. Kwestia sprowadza się to jednak do tego, co obecny Ojciec Święty twierdzi już od lat siedemdziesiątych, odkąd z bólem obserwuje posoborowy podział w kwestiach liturgicznych i doktrynalnych. Tekst zmierza w tym kierunku, szczególnie jeśli czytelnik potrafi czytać między wierszami, jednak, zważywszy na delikatną sytuację w Watykanie zwróćmy uwagę, to także jest realizm tomistyczny Papież zmuszony jest działać bardzo ostrożnie, starając się nie urazić tych, także spośród duchownych, którzy są wrogo nastawieni do jego dzieła. W ostatnich dniach usłyszeliśmy o buntach przeciw Stolicy Apostolskiej, w tym bardzo poważnych, ze strony pewnych episkopatów, kleru austriackiego, licznych teologów niemieckich. Te historyczne znaki są ze sobą wzajemnie powiązane i, jeśli spojrzymy na sprawę realistycznie, są już faktem warunkującym.

Instrukcja, warto wspomnieć, ma jeszcze jedną wielką zaletę: przyznaje w końcu Komisji skuteczne uprawnienia do przeciwstawienia się przypadkom nieposłuszeństwa. Trudno przewidzieć, jak zostanie to zastosowane w praktyce, ale, w oczekiwaniu na solidniejsze struktury kanoniczne, zasada została określona. Po tym krótkim zarysie dotyczącym ratio Instrukcji (która stanowi, być może, pierwszy z szeregu dokumentów wyjaśniających) przejdźmy do szeroko dyskutowanego art. 19, który odczytamy z tekstu łacińskiego, ponieważ niektóre tłumaczenia zawierają błędy gramatyczne i składniowe. Przyjrzyjmy się zatem uważnie warstwie tekstowej nie dając się zwieść tendencyjnym stwierdzeniom na temat tego, o czym naprawdę artykuł ten mówi a następnie spróbujemy się nad nim zastanowić.

II. Art. 19

Tekst artykułu stanowi zwrot do wiernych, którzy proszą o odprawienie Mszy gregoriańskiej (« Christifideles (…) postulantes auxilium ne ferant neque nomen dent »), zachęcający do tego, by nie wspierać społeczności, które bojkotują z wrogością i zaciekłością oficjalne teksty związane z reformą liturgiczną (“inpugnent formam ordinariam” - “sint infensae”) ani grup wrogich Rzymowi. To, co wspomniany artykuł odradza, jest zatem sprawą dobrze zdefiniowaną: chodzi o podważanie ważności i prawomocności tychże tekstów. Oczywiste jest, że odnosi się to głównie do Bractwa św. Piusa X. Komisja, oprócz tego, że odpowiedziała w sposób dyplomatycznie łagodny na obawy wyrażane przez niektóre środowiska w świecie katolickim, chciała również napomnieć surowo tych, którzy w środowiskach tzw. „tradycjonalistów”, atakują Papieża i Mszał z 1970 r. w sposób skrajnie radykalny, nie umiejąc rozpoznać przeszłej i obecnej roli Następcy Piotra w kwestii liturgii. Zdarza się słyszeć, także z ust cenionych duchownych „tradycjonalistów”, niezwykle kategoryczne oskarżenia odmawiające wszelkiej prawomocności, a nawet ważności, Mszy ogłoszonej przez Pawła VI. Są także prości wierni, bez żadnego przygotowania teologicznego, roszczący sobie prawo do definitywnego i kategorycznego wypowiadania się na temat każdej Mszy Św. odprawianej zgodnie z Mszałem ogłoszonym przez pewnego Papieża. Są także kapłani, niekoniecznie zaznajomieni z teologią, którzy twierdzą nawet z niewzruszoną pewnością, że Novus Ordo nigdy nie został ogłoszony, ani też nigdy nie zostanie, ponieważ jest „zły sam w sobie”. Wiadomo, że w teologii nie mamy do czynienia z „prawem” jeśli wymagana czynność stanowi naruszenie prawa naturalnego lub boskiego. Jeśli porównują oni zatem Novus Ordo do aktu z moralnego punktu widzenia zawsze złego takiego jakim jest na przykład cudzołóstwo oczywiste staje się dla nich, że Novus Ordo nie jest wcale prawem, tak jak nie mógłby być nim dekret wymagający cudzołóstwa. Teza ta, często wyrażana w rygorystycznych sylogizmach przez kapłanów z innych względów godnych poważania, nie dotyczy jedynie sedewakantystów, ale także tych, którzy przeczą jakoby nimi byli, nie zdając sobie sprawy, że na tym właśnie polega teologia i sposób myślenia tegoż ruchu.

Także niektóre uznane czasopisma z obszaru tradycyjnego, oprócz zamieszczania uzasadnionych uwag krytycznych, doszły jeśli nie do bezpośredniej negacji ważności rytu, to przynajmniej do prostego zestawiania uczestnictwa we Mszy Novus Ordo do udziału w rycie protestanckim, w którym nie można aktywnie uczestniczyć jednocześnie nie grzesząc. Doszło do tego, że niektórzy mówią ujawniając pewne braki z zakresu metafizyki o „obecności realnego zła” podczas Mszy odprawianej zgodnie z Novus Ordo; zalecają, aby unikać mieszania hostii i wina konsekrowanych podczas celebracji w obu rytach; niektórzy zniechęcają do uczestnictwa we Mszach sprawowanych przez tych, którzy są kanonicznie uznani przez Papieża. Podsumowując, osiągnięto a niekiedy i przekroczono pewne delirium teologiczne, powstały także wątpliwe, jeśli nie heretyckie, teologie eucharystyczne. Stolica Apostolska zaoponowała przeciwko tym "wykrzyczanym” postawom, lekceważącym i zuchwałym, ze strony pewnych środowisk tradycjonalistycznych a także, w szczególności poprzez art. 19, unaoczniła wiernym „tradycjonalistom”, że chcą trzymać zarówno ze zwolennikami teologii sedewakantystycznej i jednocześnie z tymi, którzy pozostają w łączności z Papieżem, a wobec Motu proprio nie można dłużej stać w ten sposób okrakiem. Przypadek sedewakantystów powinien być, oczywiście, jeszcze bardziej oczywisty.

III. Szacunek dla tekstu liturgicznego zatwierdzonego przez Najwyższą Władzę przy jednoczesnym zachowaniu prawa do wysuwania uwag teologicznych (por. KPK, kan. 212 i 215)

Sprawa ma dwa aspekty. Z jednej strony Novus Ordo Missae jest jak prawo liturgiczne, ogłoszone przez Kościół powszechny, nie chciejmy więc opacznie rozumieć opatrznościowej opieki, którą Chrystus obiecał Swojemu Kościołowi aż do końca czasów. Niektórzy twierdzą, że brakuje zgody między teologami w kwestii definicji nieomylności dotyczącej „faktów dogmatycznych” takich jak liturgia - transeat , są to rzeczywiście sprawy złożone i niełatwe, nie upoważnia to jednak do „wrogiego atakowania” (“inpugnent”/“infensae”) tegoż Mszału i Władzy, która go ogłosiła. Szacunek do władz kościelnych nie oznacza jednak upartego negowania powagi obecnej sytuacji liturgicznej tak jak czynią to ci, którzy celowo zamykają oczy, choć w głębi serca doskonale dostrzegają problem. Nie chodzi tylko o nadużycia, potrzeba co najmniej „reformy reformy” ogłoszonej już przez poszczególnych księży. Zreformowana liturgia wymaga pilnej interwencji. Można by, tytułem przykładu, przywrócić: 1) celebrację versus crucem; Papież w pewien sposób już to czyni; 2) zweryfikować wspomnianą kwestię Ofertorium; kwestię tę poruszył Ks. Prof. Nicola Bux na stronie; 3) przyjmować Komunię zawsze na język i w pozycji klęczącej, to kwestia wysuwana także przez Jego Eminencję Kard. Canizaresa, Prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego; 4) zweryfikować niektóre przekłady i formuły; zgodnie z myślą obecnego Ojca Świętego wskazującego na przywrócenie tradycyjnego “pro multis” w formule konsekracji w nowym rycie.

Ojciec Święty swego czasu pisemnie wypowiedział się na temat reformy liturgicznej. Art. 19 nie wymaga, aby ją negować, a jedynie podkreślić, że jedynie Najwyższa Władza może wydać ostateczny osąd w sprawie i w sytuacji tak delikatnej jak ta związana z liturgią. Także w środowiskach najbardziej tradycjonalistycznych weryfikuje się postawy, a nierzadko i ostry ton wypowiedzi, głoszące jakoby sprawowanie nowej Mszy i uczestnictwo w niej nie powinno być ogóle aprobowane, gdyż jest ryt wręcz akatolicki. Sprawa jest zdecydowanie bardziej złożona i zaczyna się to dostrzegać. Nie wystarczy być „tradycjonalistą", trzeba nauczyć się odróżniać pewne kwestie. Przede wszystkim zaś należy nauczyć się szacunku dla autorytetu następcy Świętego Piotra i działania w duchu kościelnej caritas. Wierność tym podstawowym zasadom katolicyzmu nie przeszkodziło jednak kard. Ottavianiemu i kard. Bacciemu podpisać się pod „Krótką analizą krytyczną Novus Ordo Missae”; ani kard. Castrillònowi Hoyosowi napisać (ponadto z ramienia Stolicy Apostolskiej), że wobec przypadków niespójności, konstruktywna krytyka będzie nieocenioną służbą na rzecz Kościoła. Jeśliby tego nie podkreślać, czym byłaby specyfika Instytutu Dobrego Pasterza? Co byłoby racją bytu tego pisma? Oznacza to, że przyjęcie wymienionych podstawowych wartości jest prostym znakiem spójności teologicznej i eklezjalnej dla tych, którzy nie chcą popaść w praktyczny sedewakantyzm, choćby i bezwiednie. Nie oznacza to, że wszystkie czasopisma dążą do rozkładu, że należy mówić i działać wbrew sumieniu, że jesteśmy zmuszeni do służalczej postawy i nie możemy wyrażać szczerze swojej krytycznej opinii, także w sprawie reformy liturgicznej. Uczynił tak chociażby Jego Eminencja kard. Alfredo Ottaviani, odważny Prefekt Emeryt Świętego Oficjum, którego uwagi na temat Novus Ordo w większości podzielamy, a którego nikt nie może posądzać o łamanie prawa czy nieposłuszeństwo wobec Wikariusza Chrystusa.

Autorem tekstu jest ks. Stefano Carusi IBP, jeden z profesorów w międzynarodowym seminarium Instytutu Dobrego Pasterza w Courtalain, gdzie wykłada m. in. teologię fundamentalną, eklezjologię, historię Kościoła oraz języków: łacińskiego i greckiego.

Tłumaczenie: Marta Kurian

Źródło informacji: NOWY RUCH LITURGICZNY

Powstanie w Wandei

Chciałbym poruszyć temat powstania rojalistycznego w Wandei podczas Rewolucji Francuskiej. Temat nam, narodowcom, konserwatystom i katolikom uważam za bardzo bliski.

Hasło „Wandea” stanowi wstydliwy moment rewolucji, rzekomo „ludowej”. Oto z inspiracji tego ludu wybucha przeciwko niej i rewolucyjnej władzy typowe powstanie chłopskie jako świadectwo, że rewolucja nie miała ludowego poparcia. Inicjatorzy zrywu powstańczego to nie szlachta czy arystokracja broniące swoich dóbr, lecz prosty lud, poczuwający się do obrony wiary i Kościoła.

Wandea to także pierwszy w dziejach Europy rejon, gdzie dopuszczono się ludobójstwa – planowej, systematycznej akcji eksterminacyjnej wobec ludności, spośród której wywodzili się powstańcy. Decydentami i wykonawcami byli głosiciele frazesów o wolności, równości i braterstwie.

piątek, 26 sierpnia 2011

Historya Kościoła Chrystusowego


HISTORYA KOŚCIOŁA CHRYSTUSOWEGO

potocznie opowiedziana

DLA NAUKI I ZBUDOWANIA

przez dr Macieja Robitscha
profesora uniwersytetu w Gracu

–––––––––––


Historya Kościoła Chrystusowego (pdf, 19,6 Mb)


Program do otwierania plików pdf: PDF-XChange Viewer (exe, 18,0 Mb)


–––––––––––


Wiktor Cathrein T. J., Historya Kościoła Chrystusowego. Tłumaczył Ks. Władysław Jachimowski. Nakładem Alexandra Vogla. Lwów 1867, str. 500.

Kapłani dla przyszłości

Francjo, co zrobiłaś ze swoim chrztem?

„Francjo, co zrobiłaś ze swoim chrztem?” (Jan Paweł II) Z ks. Jerzym Skotnickim – proboszczem pięciu francuskich parafii – rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś

"...wielkie piętno na Kościele francuskim wywarła rewolucja francuska. W 1905 r. nastąpił rozdział Kościoła od państwa, które zagarnęło całe mienie kościelne – kościoły, plebanie, pola, lasy. W 1968 r. miała miejsce tzw. rewolucja kulturalna, nazywana seksualną, na którą w Kościele nałożyły się zmiany posoborowe. We Francji od kapłaństwa odeszła wtedy ponad połowa księży. Do dziś zresztą we francuskim Kościele katolickim nie ma jedności: są księża tradycjonaliści; są księża integryści, którzy nadal odprawiają Msze św. po łacinie, tyłem do ludzi, i – dziwna rzecz – mają pełne kościoły wiernych; są księża progresiści, którzy bardzo lekko traktują szczególnie liturgię. Nie ma kultu Eucharystii takiego, jaki jest w Polsce. W tej chwili w Poitiers oczekujemy na nowego biskupa – obecny przeszedł na emeryturę. I gdyby nowy biskup zapytał mnie, co przede wszystkim potrzebne jest w diecezji, to bym powiedział, że diecezjalny kongres eucharystyczny. Bez Eucharystii nie ma Kościoła. W ogóle to czekamy na biskupa pobożnego, biskupa duszpasterza. Osobiście czekam na biskupa eucharystycznego."

Zapomniane prawdy c.d.

"Zwolenników błędów należy dziś szukać już nie wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni - że tak powiemy - w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni".

św. Pius X. Encyklika Pascendi Dominici Gregis.

Rozmowy Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X i Watykanu kontynuowane

Jest nadzieja na pojednanie Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ze Stolicą Apostolską. Kolejne spotkanie przełożonego Bractwa biskupa Bernarda Fellaya z prefektem Kongregacji Nauki Wiary kard. Williamem J. Levadą zaplanowane jest na 14 września.

Według informacji ks. Franza Schmidbergera, przełożonego Bractwa w Niemczech, podczas rozmów podsumowane być mają efekty dwuletniego dialogu doktrynalnego. Uczestnicy spotkania mają także rozpatrywać sytuację Bractwa z punktu widzenia prawa kanonicznego.

TPT/CatholicReview

Źródło informacji: FRONDA.pl

x. Jacek Bałemba SDB o Eucharystii

http://www.jasnagora.com/multimedia/12133.mp3

Kardynał Schönborn: Święcenia kobiet to „żaden problem“

Kardynał wiedeński Christoph Schönborn nie ma nic przeciwko żądaniom tak zwanej Inicjatywy Kapłanów. Powiedział to jego rzecznik prasowy przedstawicielowi katolickiej agencji informacyjnej „Kathpress”. Tym samym komentował on „Wezwanie do nieposłuszeństwa”, ktore Inicjatywa Kapłanów opublikowała 19. czerwca.

Problem stanowi dla kardynała jedynie kontrowersyjna forma tego dokumentu. Rzecznik prasowy kardynała wyjaśnił na zapytanie glorii.tv, że ważne jest merytoryczne wyjaśnienie wymienionych w dokumencie żądań.

To są owe bezproblemowe żądania: wyświęcanie kobiet, kazania świeckich, świętokradztwo

Żądania którym kardynał nie ma nic do zarzucenia dotyczą między innymi udzielania komunii niekatolikom oraz katolikom, którzy żyją w jawnym grzechu. Poza tym Inicjatywa Kapłanów żąda sprawowania w niedziele liturgii słowa przez wiernych, zamiast mszy świętej odprawionej przez nie-miejscowych księży. Kolejne żądania to są: głoszenie kazań przez osoby świeckie, stworzenie „nowego wizerunku księży”, małżeństwo dla księży oraz wyświęcanie kobiet.

Wolność do herezji?

Według swojego rzecznika kardynał Schönborn opowiada się za „wolnością każdego katolika do występowania za zmianami w kościele, nawet jeśli sam kardynał nie zawsze może poprzeć te żądania”. Przed glorią.tv rzecznik porównał wyżej wymienione żądania Inicjatywy Kapłanów z żądaniami o zniesieniu przyjmowania komunii do ręki, silniejszym uwzględnieniu rytu trydenckiego czy propozycją ogłoszenia nowego dogmatu o Maryi Współodkupicielce.

Źródło informacji: GLORIA.TV

czwartek, 25 sierpnia 2011

ŚDM Madryt 2011 - Tego nie widziałeś w telewizji

Zapomniane prawdy c.d.

Utrzymywać że wszystkie religie są głosem prawdy, jest największą niedorzecznością. Nie dosyć na tym, wszystkie religie chcą pochodzić z nieba, i w samej istocie ta z nich będzie prawdziwą, która tego dowieść potrafi; inne zaś pozostaną urojeniem lub kłamstwem... Jestże rzeczą podobną do prawdy, aby wszystkie religie, wszystkie wyznania, zarówno były miłymi Bogu? Wszakże nieskończona prawda nie może kochać błędu, a to co jest złem nie może się podobać dobroci bez granic! Ten zatem co twierdzi, że wszystkie religie zarówno są dobre, że za pomocą jakiegokolwiek wyznania człowiek dopełnia obowiązków swoich względem Boga, bluźni przeciwko prawdzie, urąga dobroci Stworzyciela.

x. Jakub Balmes, O sposobie osiągnienia prawdy. Filozofia praktyczna. Tłumaczenie z hiszpańskiego. Poznań 1853, ss. 132-133

Katolicki pogląd na świat


KATOLICKI POGLĄD NA ŚWIAT


KS. WIKTOR CATHREIN SI

Tłumaczył Ks. Adam Kuleszo

–––––––––––


Katolicki pogląd na świat (djvu, 10,2 Mb)


Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15.4 Mb)


–––––––––––


Wiktor Cathrein T. J., Katolicki pogląd na świat. Tłumaczył Ks. Adam Kuleszo. Nakład Księgarni św. Wojciecha. Poznań – Warszawa – Wilno – Lublin [1928], str. 611.

Ciekawe kazanie bp Williamsona



- W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Kapłani, moi drodzy przyjaciele, przybyłem tu w zeszłym roku by konsekrować ten kościół. Pamiętam trochę ceremonię, pamiętam jak podziwiałem kościół, budynek, a teraz dodaliście do tego jeszcze wspaniałe gimnazjum, które podziwiałem dziś rano. Bóg jest bardzo dobry dla was wszystkich, dając wam w tych trudnych czasach realną możliwość by się do niego modlić i Go kochać. Może to powiedziałem, gdy konsekrowałem kościół, ale nie pamiętam. W każdym bądź razie ten czas już minął i oczywiście świat porusza się naprzód ciągle, zwłaszcza ci, którzy są świadomi technologii widzą, że świat porusza się szybko, ale nie we właściwym kierunku. Porusza się on ciągle z dala od Boga, cały czas. Oprócz małych grup, jak wy sami, trzymających się wiary, a to jest wspaniałą rzeczą, jaką można zrobić w obecnych okolicznościach. Nie można zachować wiary, idąc dzisiaj z prądem. Jeśli idziesz dzisiaj z prądem żyjesz dla weekendów, dla muzyki pop lub rap, dla plaży, dla wakacji, wiecie w jakim celu większość ludzi dzisiaj żyje.

środa, 24 sierpnia 2011

Papież do włoskich liturgistów: liturgia ma być dziełem Boga, a nie człowieka


Liturgia powinna być sprawowana w taki sposób, aby było jasne, że jest ona w pierwszym rzędzie dziełem Boga. Dzięki temu stanie się ona katechezą, w której sam Bóg będzie nauczał i wychowywał wiernych – przypomina Benedykt XVI uczestnikom 62. Krajowego Tygodnia Liturgicznego we Włoszech. Jest to pięciodniowy kongres, który rokrocznie odbywa się w jednej z włoskich diecezji. W tym roku gości go Triest, a główny temat poświęcono liturgii jako źródle katechezy.

Katedra w Phoenix (Arizona) zakazuje “ministrantek”

Proboszcz katedry pw. świętych Szymona i Judy w Phoenix (Arizona), ks. John Lankeit, podjął decyzję i ogłosił o wprowadzeniu zakazu dopuszczania dziewcząt w charakterze ministrantek.

Decyzja ma na celu uporządkowanie wyboru przyszłej drogi chłopców i dziewcząt: ministrantów jako kapłanów, a dziewcząt jako siostry i zakonnice. Dotychczasowe przepisy, wprowadzone w Stanach Zjednoczonych w 1983 roku w ramach posoborowej “odnowy” w Kościele, burzyły to jasne rozróżnienie.

Jak wyjaśnia ks. Lankeit: “Związek pomiędzy służeniem do Mszy św. ministranta, a przyszłym kapłaństwem, ma podstawy historyczne. Jest też częścią rozróżnienia pomiędzy rolą chłopców i dziewcząt, bowiem Chrystus ustanowił kapłaństwo wybierając tylko mężczyzn. Służenie przy ołtarzu jest więc szczególnym aktem kapłańskim.” Według danych statystycznych, 80-95 procent księży służyło wcześniej jako ministranci.

Ks. Lankeit wyjaśnił, że decyzję podjął samodzielnie po konsultacji ze swoim biskupem, Thomas’em J. Olsted, który pozostawił tę możliwość proboszczowi.

Według dotychczasowych danych, jest to pierwsza parafia w diecezji Phoenix zakazująca “ministrantek”. Jak jednak twierdzi dyrektor diecezjalnej Komisji do spraw Liturgii, ks. Kieran Kleczewski, nie spodziwa się on naśladowców, a i sam jako ksiądz parafii św. Tomasza z Akwinu w Avondale, nie planuje wprowadzenia zmian.

Wszelkie dane statystyczne wyraźnie pokazują na korelację pomiędzy poziomem tradycyjnych form liturgicznych a liczbą powołań kapłańskich. W uważanej za najbardziej konserwatywną diecezji – Lincoln w stanie Nebraska – która już dawno temu zakazała “ministrantek”, od wielu lat notuje się najwyższe wskaźniki powołań kapłańskich.

Źródło informacji: BIBULA.com

Zatrzymaj się i pomyśl... Wybór należy do Ciebie

Zapomniane prawdy c.d.

Od dawna już stwierdzamy, Czcigodni Bracia, jak nieszczęsny na­prawdę konflikt wynikający ze zwalczających się wzajemnie zasad - kon­flikt pomiędzy prawdą a błędem, cnotą a występkiem, światłością a ciem­nościami - wstrząsa, w naszej zwłaszcza opłakanej epoce, społecznością cy­wilną. Jedni bowiem ze swej strony, strzegą pewnych upodobań związa­nych z nowoczesną, jak ją nazywają, cywilizacją; inni, z drugiej, walczą w obronie praw sprawiedliwości i najświętszej naszej religii. I pierwsi do­magają się, by Papież Rzymski pojednał się i ułożył z Postępem, z Liberaliz­mem, jak to nazywają, i z cywilizacją ostatniego czasu. Drudzy zaś całko­wicie słusznie domagają się, by nieporuszalne i niezachwiane zasady wiecz­nej sprawiedliwości strzeżone były nietknięte i niepogwałcone, i by zacho­wywana była zbawienna w najwyższym stopniu siła naszej Boskiej religii - siła, która zarówno rozszerza chwałę Bożą, jak też przynosi stosowne środ­ki zaradcze na wszelkie rodzaje zła, jakie dręczą rodzaj ludzki; siła, która jest jedyną i prawdziwą normą, dzięki której synowie ludzcy, odebrawszy w śmiertelnym tym życiu we wszelkiej wykształcenie cnocie, dochodzą do portu szczęśliwej wieczności. Adwokaci jednak dzisiejszej cywilizacji nie przystają na taki podział: twierdzą wszak, że są prawdziwymi i szczerymi przyjaciółmi religii. I chcielibyśmy dać im tu wiarę, jednakże bardzo na­prawdę smutne fakty, każdego dnia rozgrywające się przed oczyma wszy­stkich, dowodzą czegoś wręcz przeciwnego. A przecież jedna jest prawdzi­wa i święta na ziemi religia, przez samego Chrystusa Pana założona i uksz­tałtowana, płodna matka i karmicielka cnót wszelkich a tępicielka występ­ków, wyzwolicielka serc i drogowskaz do prawdziwego szczęścia; imię jej - Katolicka, Apostolska i Rzymska. Co zaś sądzić o tych, którzy poza tą arką zbawienia żyją, oświadczyliśmy już w Naszej alokucji konsystorialnej z dnia 9 grudnia roku 1854, i tu tęże samą naukę potwierdzamy. Teraz zaś tych, co Nas zachęcają, byśmy podali rękę dzisiejszej cywilizacji, pytamy: czy fakty są tego rodzaju, by Chrystusowego tu na ziemi Wikariusza - któ­rego sam Pan na sposób Boski ustanowił po to, by chronił czystość Jego niebieskiej nauki i by za sprawą tej właśnie nauki pasł i umacniał baranki i owce - mogły skłonić do tego, by bez najcięższej obrazy sumienia i bez największego dla wszystkich zgorszenia sprzymierzył się z dzisiejszą cywi­lizacją, której dokonania powodują tyle nigdy dość opłakanych rodzajów zła, które nadają oficjalny wymiar (promulgantur) tylu najohydniejszym poglądom, błędom i zasadom, całkowicie przeciwnym katolickiej religii i jej nauczaniu? Przykładem owych faktów może być to - o czym wszyscy dobrze wiedzą - w jaki sposób doszczętnie są niweczone solenne nawet po­rozumienia uroczyście zawarte pomiędzy Stolicą Apostolską a Monarcha­mi, jak się to właśnie wydarzyło w Neapolu. W tej ostatniej sprawie usilną w tym dostojnym Waszym zgromadzeniu zanosimy skargę, Czcigodni Bra­cia, i jak najmocniej protestujemy, tak samo jak przeciwko podobnym za­machom i gwałtom w innych protestowaliśmy razach.

Ta zaś nowoczesna cywilizacja, gorliwie wspierając wszelki kult nie­katolicki i nawet niewiernym nie broniąc pełnienia urzędów publicznych, odcina zarazem dzieci tych samych niewiernych od szkół katolickich, szale­je przeciw rodzinom zakonnym, przeciw zakładom powołanym do pro­wadzenia szkół katolickich, przeciw ogromnej liczbie znamienitych god­nością, wszelkiego stopnia duchownych (spośród których wielu prowadzi nędzne życie na niepewnym wygnaniu albo w więzieniu), a wreszcie i prze­ciw wyróżniającym się świeckim, którzy Nam i tej Świętej Stolicy oddani, z zapałem bronią sprawy religii i sprawiedliwości. Cywilizacja ta, udzielając finansowego wsparcia instytucjom i osobom niekatolickim, odziera jed­nocześnie Kościół katolicki z najbardziej prawowitych jego posiadłości i wszelkie podejmuje zabiegi, by zmniejszyć tegoż Kościoła zbawienną sku­teczność. Poza tym dając pełną swobodę wszelkim słowom i pismom, które zniechęcają do Kościoła i do wszystkich, którzy są mu z serca oddani, oka­zuje się jednocześnie bardzo ostrożna i powściągliwa w powstrzymywaniu gwałtów i dokuczliwych działań podejmowanych przeciwko tym, co wy­dają pisma dobre; dopełnia za to wszelkiej surowości w karaniu, gdy uzna, że te ostatnie choćby nieznacznie przekroczyły granice umiarkowania.

Czy tego zatem rodzaju cywilizacji mógłby kiedykolwiek Rzymski Papież podać przyjazną prawicę i zawrzeć z nią serdeczne przymierze i zgo­dę? Trzeba rzeczom przywrócić nazwy prawdziwe, a ta Święta Stolica zaw­sze będzie wierna sobie! (Vera rebus vocabula restituantur, et haec Sancta Sedes sibi semper constabit). Przecież to ona była niezmiennie opiekunką i karmicielką prawdziwej cywilizacji; wszystkie pomniki historii dają najwymowniejsze świadectwo i dowód tego, że w każdej z epok to ta Święta Stolica wnosiła we wszystkie, najodleglejsze i najbardziej barbarzyńskie kraje świata prawdziwą i właściwą cywilizację (humanitatem) obyczajów, dyscyplinę i mądrość. Ale skoro przez pojęcie cywilizacji chce się rozumieć system specjalnie przygotowany (systema apposite comparatum) dla osłabienia, a może i zniszczenia Kościoła Chrystusowego, to z tego rodzaju cywilizacją Stolica Święta i Papież Rzymski z całą pewnością nigdy nie mogą się porozumieć. Cóż bowiem – jak najmądrzej woła Apostoł – za uczestnictwo sprawiedliwości z nieprawością albo co za towarzystwo światłości z ciemnościami? Albo co za porozumienie Chrystusa z Belialem (2 Kor 6, 14-15).

Pius IX, Alokucja Iamdudum Cernimus, wygłoszona na konsystorzu tajnym dnia 18 marca 1861 roku (wyciąg)

Z księgarskiej półki c.d.

x. Dariusz Olewiński

W OBRONIE MSZY ŚWIĘTEJ

I TRADYCJI KATOLICKIEJ


Wydawnictwo ANTYK DYBOWSKI, Komorów 1997
ISBN 83-86482-35-4
format: 145 x 205, ss. 424, oprawa: miękka, cena 48,00 zł
do nabycia w księgarni internetowej SANCTUS

Często spotyka się zarzut, że realistyczne podejmowanie tematu obecnej sytuacji liturgicznej w Kościele jest wymierzone w jego jedność, bądź że sprzeciwia się Soborowi i Papieżowi. Takie podejrzenie czy oskarżenie może mieć jakieś realne, przynajmniej z subiektywnego punktu widzenia, podstawy, lecz stosowanie go w każdym przypadku z góry jako założenia jest z pewnością błędne i krzywdzące. Źródłem bowiem obecnego kryzysu liturgii i zarazem Kościoła, na który skarżył się także Ojciec święty Jan Paweł II, jest - jak powiedział sam kard. Ratzinger - już istniejący w Kościele "brak wewnętrznej jedności", a nawet "głęboka niezodność (ein tiefer Dissens) co do istoty celebracji liturgicznej, jej pochodzenia, jej nośnika i jej właściwej formy", przy czym "nowa koncepcja liturgii" jako "imprezy towarzyskiej" musi konsekwentnie prowadzić do "zniesienia liturgii, to znaczy oficjalnej, wspólnotowej Służby Bożej".

Słowo wstępne, Komorów, 1997 r.

Zapomniane prawdy - Duch Boży i duch diabelski

Oznaki ducha diabelskiego

[...]Zamiast zasilać wiarę rozważaniem nauki ewangelicznej, uwaga niektórych zwraca się po wpływem złego ducha ku temu, co bardziej nadzwyczajne, cudowne, co może wykazać naszą wartość, lub na to, co obce naszemu powołaniu. Podsuwa misjonarzowi myśl wstąpienia do kartuzów, a kartuzowi pragnienie nawracania pogan. Lub też przeciwnie, skłania innych do umniejszania roli nadprzyrodzoności, do unowocześniania wiary, np. przez lekturę dzieł liberalnych protestantów.

Jego [diabła] sposób pobudzania nadziei polega na budzeniu zarozumiałości, pragnienia osiągnięcia natychmiastowej świętości bez przejścia koniecznych stopni i drogi wyrzeczenia. Pobudza w nas nawet pewną niecierpliwość w stosunku do nas samych i gniew zamiast skruchy.

Nie tylko nie wpływa na wzrost miłości, lecz pielęgnuje w nas miłość własną, a zależnie od temperamentu i okoliczności wypacza miłość w kierunku sentymentalizmu humanitarnego, pełnego skrajnej pobłażliwości, którą się uważa za wielkoduszność, lub też przeciwnie - zgorzkniałej gorliwości, która na prawo i na lewo strofuje wszystkich, zamiast poprawić siebie; pokazuje nam źdźbło w oku bliźniego, gdy mamy belkę w swoim.[...]

Oznaki Ducha Bożego

Oznaki Ducha Bożego są przeciwne poprzednio opisanym. [...]
Napełnia on prawdziwą pokorą, która zabrania nam wynosić się nad innych, nie lęka się wzgardy, przemilcza otrzymane łaski Boże, nie przeczy im, gdy istnieją, lecz oddaje całą chwałę Bogu.

Skłania nas do karmienia naszej wiary tym, co w Ewangelii najprostsze i najgłębsze, do wiernego trwania przy Tradycji, a unikania nowinek. Ukazuje nam w przełożonych Jezusa Chrystusa; rozwija w nas ducha wiary.[...]

O. Reginald Garrigou-Lagrange OP. Trzy okresy życia wewnętrznego

Msza św. Ojca Pio

"Twarz jego przeobraża się, gdy stanął u stopni ołtarza. Nie trzeba być mędrcem, żeby zrozumieć, że znalazł się w świecie dla nas niedostępnym. Nagle pojmuję, dlaczego Msza odprawiana przez niego przyciąga tłumy, dlaczego je przykuwa i podbija. Od pierwszej chwili jesteśmy raptownie wciągnięci w głąb tajemnicy. Jak niewidomi otaczający widzącego. Jesteśmy bowiem ślepcami, przebywającymi za granicami rzeczywistości. To właśnie jest posłannictwem mistyków. Oni przywołują do życia nasze wewnętrzne oczy, które uległy zanikowi, oczy przeznaczone do oglądania olśniewającej jasności, nieporównywalnie potężniejszej od światła widzialnego okiem śmiertelnika... Od siebie mogę powiedzieć, że w San Giovanni Rotondo okryłam w ofierze Mszy świętej otchłanie miłości i światła, przedtem zaledwie dostrzegalne. Ten moment jest bardzo ważny... Jego zadaniem nie jest robienie niczego innego, ani też «lepiej niż inni», ale uprzystępnienie nam zrozumienia, przeżycia i wchłonięcia w siebie tej jedynej w świecie Ofiary, jaką jest Msza święta...

Bo trzeba być ślepym, żeby nie wiedzieć, że człowiek, który przystąpił do tego ołtarza, cierpi. Jego krok jest ciężki i chwiejny. Niełatwo jest stąpać na przebitych stopach. Ramiona ciężko się opierają na ołtarzu, gdy go całuje. Zachowuje się jak ranny w ręce, zmuszony do oszczędzania każdego ruchu. Wreszcie, uniósłszy głowę, wpatruje się w krzyż. Mimo woli odwracam oczy, jak gdyby lękając się podpatrzeć tajemnicę miłości. Twarz kapucyna, przed chwilą wyrażająca jowialną uprzejmość, ulega przeobrażeniu. Przechodzą przez nią fale wzruszenia, jak gdyby niewidzialne siły powołujące go do walki napełniały go kolejno obawą, radością, smutkiem, trwogą, bólem. Rysy jego odzwierciedlają tajemny dialog. Protestuje, potrząsa głową przecząco, czeka na odpowiedź. Całe ciało sprężyło się w milczącym błaganiu (...). Czas stanął. A raczej czas przestał się liczyć. Wydaje mi się, że ten ksiądz przykuty do ołtarza wprowadził nas wszystkich w inny wymiar, gdzie trwanie zmieniło znaczenie.

Nagle wielkie łzy tryskają mu z oczu, a ramiona wstrząsane łkaniem zdają się uginać pod przytłaczającym ciężarem. Przylatuje mi na myśl szybkie jak błyskawica wspomnienie wojenne:. skazanych na śmierć, w chwili usłyszenia wyroku. Mięśnie twarzy ani drgną, ale całe ciało usuwa się, kurczy. Ta powolna agonia, to uczenie się śmierci przygotowuje do spojrzenia wprost w oczy plutonowi egzekucyjnemu. Dramat Chrystusowy jest własnym dramatem Padre Pio. Oddalenie między nim a Chrystusem znikło: «Vivo ego, iam non ego...« - »Żyję ja, już nie ja...». Czyżby Pan wznawiał swą ofiarę w sposób bezkrwawy po to tylko, żebyśmy zapomnieli o cenie Jego Krwi? Wszak każda Msza zaprasza do uczestnictwa w Męce Odkupienia, bo to On sam żyje, cierpi i umiera w Swym Ciele mistycznym. Alboż nie jesteśmy wszyscy współpracownikami Odkupienia? I czyż Msza nie jest dla każdego z nas miejscem przeistoczenia, w którym nasze biedne cierpienie, przejęte przez Chrystusa, osiąga cenę wieczności? (...).

W pewien piątek byłam świadkiem, jak dyszał, niby zapaśnik w walce nad siły, na próżno usiłując odsunąć od siebie przeszkodę, która mu broniła wypowiedzenia słów Konsekracji. Dochodziło do walki wręcz, z której wyszedł zwycięsko, lecz zmiażdżony. Kiedy indziej, poczynając od Sanctus, kroplisty pot spływał mu z czoła, zalewając twarz rozrywaną skurczami łkania. Był wtedy naprawdę uosobieniem bólu w walce z agonią. Bywały dni, kiedy wymawiał słowa Konsekracji, cierpiąc jak męczennik...

A na koniec trzyma we wzniesionych rękach Boga-Hostię. Po palcach jego spływa krew cienkimi strużkami. Na krótką chwilę jego rysy miękną i twarz promienieje. Czasem uśmiech muska jego wargi i oczy zdają się pieścić Hostię tkliwym spojrzeniem. Nie wiem, w jakie ciemności schodzi jego wiara, ale jestem pewna, że widziałam, jak jego wzrok sięgał w głąb, przebijając powłokę pozorów. Kto by wątpił o Obecności Rzeczywistej, winien słuchać Mszy odprawianej przez Padre Pio. Nie twierdzę, że wiara, która jest łaską, spłynęłaby na każdego natychmiastowo i niejako automatycznie, ale jestem przekonana, że postawiłby sobie to samo pytanie co pewien mój przyjaciel, którego posłałam do San Giovanni Rotondo: «Jedno z dwojga» - napisał mi. - «Albo ja jestem idiotą, albo Padre jest świętym». Opowiedział się jednak za pierwszą z tych ewentualności".

Maria Winowska, Prawdziwe oblicze Ojca Pio

Prywatni rycerze ks. Natanka


Noszą czerwone płaszcze z wizerunkiem Chrystusa Króla, krzyżem i białym orłem. Choć mają bronić wiary katolickiej i szerzyć Intronizację Jezusa Chrystusa Króla Polski i Wszechświata, działają bez oficjalnej zgody Archidiecezji Krakowskiej.

Są posłuszni swojemu twórcy, ks. Piotrowi Natankowi. On im wydaje rozkazy. Można odnieść wrażenie, że są przygotowywani w posłuszeństwie do przyszłych zadań. Jakie one będą? Na jaki bój poprowadzi szeregi w czerwonych płaszczach? Pasterz z Grzechyni, po głośnej suspensie, nie idzie już za swoim rzymskokatolickim pasterzem. I niestety wiele wskazuje na to, że podobnie może być z jego rycerzami, którzy - choć pobożni - wymaszerowują powoli z przestrzeni Kościoła.

Na internetowej stronie Rycerstwa Jezusa Chrystusa Króla możemy przeczytać, że jest ich prawie 3,5 tys. z Polski i z zagranicy. Celem rycerstwa jest „ofiarowanie wszystkich zawartych tu modlitw i aktów pobożnych w intencji budowania Królestwa Bożego oraz spełnienia misji przekazanej przez Służebnicę Bożą Rozalię Celakównę - Jezusa Chrystusa Króla na całym świecie i w duszach wszystkich ludzi”. Zalecana jest do codziennego odmawiania modlitwa do Trójcy Świętej, a także różaniec, Droga Krzyżowa, nowenna ku czci Jezusa Chrystusa Króla czy noszenie medalika z Jego wizerunkiem.

W Modlitwie Rycerza Jezusa Chrystusa Króla czytamy m.in.: „Daj mi siłę i odwagę, abym mężnie stawał przeciwko niewidomym i widomym przeciwnikom dla obrony pokoju i sprawiedliwości. Udziel mi wzrostu w wierze, nadziei, miłości, daj bojaźń Twoją i miłość jednocześnie, a także pokorę, wytrwałość, posłuszeństwo oraz stosowną cierpliwość.(…) Przyjmij mnie, Panie mój i Królu, jako nowego człowieka i zlej łaskę Twojego błogosławieństwa na mnie oraz spraw, abym ufając w mocy Twojej prawicy był zbrojony przez niebieskie zastępy przeciw wszystkim przeciwnościom. Amen.”

Ks. Robert Nęcek, rzecznik Archidiecezji Krakowskiej, na której terenie mieszka ks. Natanek, mówi, że nic mu nie wiadomo, aby Rycerstwo Jezusa Chrystusa Króla zwracało się o zgodę do biskupa na swoją działalność. Z tego wynika, że rycerstwo, choć Jezusowe, rozmodlone z medalikiem na szyi i krzyżem na płaszczu, działa od samego początku poza oficjalnymi strukturami Kościoła rzymskokatolickiego. Dziś nawet wbrew Kościołowi, a często przeciw niemu, a dokładniej jego hierarchii.

Rycerze z Grzechyni nie są jednym z wielu bractw rycerskich czy zakonem rycerskim wywodzącym się jeszcze ze średniowiecza. Są prywatnym wojskiem jednej osoby, ks. Piotra Natanka. Oddani, wierni, i pobożni, ale posłuszni swojemu założycielowi, a nie Kościołowi. Na internetowych filmach widać, że w rycerskich płaszczach służą ministranci do Mszy Świętej. W płaszczach też jeżdżą z księdzem na pielgrzymki do Częstochowy czy Rzymu. Ten płaszcz, założony na cywilny ubiór, to znak rozpoznawczy.

Zastanawiające, że choć z zasady rycerzem zawsze był mężczyzna, u ks. Natanka są nimi również kobiety czy nastoletnie dziewczynki. Ksiądz sam, bądź z innymi kapłanami, pasuje ich mieczem bądź karabelą na rycerzy. Ks. Natanek lubi pokazać się z rycerzami publicznie. Prowadzi ich, charyzmatycznie idąc na czele z ryngrafem na piersi, pasterską laską czy dużym krucyfiksem, jak miało to miejsce w Rzymie, przypominając co jakiś czas o szatanie, zagrożeniach i dyscyplinie. Potrafi też zaprosić po marszu na lody.

Pasowanie na rycerza jest uroczyste. Miało miejsce przy okazji 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Nastąpiła wtedy duża mobilizacja. Ksiądz specjalnie wynajął teren. Wystosował również list pt. Narodowa Intronizacja Owiec Jezusa Chrystusa na Króla Polski pod Grunwaldem.

Czytamy w nim: „Zbliżające się w lipcu 2010 roku jubileuszowe uroczystości: 600-lecie bitwy pod Grunwaldem (15 lipca 1410); 400-lecie bitwy pod Kłuszynem (4 lipca 1610) i 100-lecie prapremiery pieśni Marii Konopnickiej Nie rzucim ziemi przy pomniku grunwaldzkim w Krakowie 15 lipca 1910 roku, napawają nas radością, poczuciem dumy narodowej, siłą wiary Polaka katolika, mimo nienajlepszej kondycji stanu państwa i Kościoła polskiego. Pomni na słowa nadziei papieża Leona XIII z encykliki Annum Sacrum pragniemy zwrócić się nade wszystko o pomoc do Nieba i wezwać tych wszystkich, którym leży na sercu dobro Polski i Kościoła, do udziału w Narodowej Intronizacji Owiec na polach grunwaldzkich.(…) Możni tego świata w zakłamaniu dalej dwóm panom służą. Dlatego też wzywam Polaków do udziału w Narodowej Intronizacji Owiec 15 lipca 2010 roku na polach Grunwaldu. Owce mają również prawo stanowić o swojej przyszłości. (…) Intronizacja to rewolucja polityczna, społeczna i gospodarcza o wymiarze globalnym. To rewolucja odnowienia wszystkiego w Jezusie Chrystusie i podporządkowania się Jemu, jako Królowi i Jego prawu wedle zamysłów Boga. W tym wydarzeniu naszej wiary, pobożności i patriotyzmu prostego ludu polskiego nie zamierzamy ani na krok wyprzedzać Boga, ustalać kolejności i porządku wydarzeń, czy też określać ich czasu. Bóg jest Panem czasu i przestrzeni. To On kieruje losami świata. Intronizacja ma się rozpocząć od Polski i ogarnąć pozostałe narody świata, bo Jezus Chrystus jest Królem Wszystkich Narodów. O tę pomoc dla świata błagał Polaków na Błoniach krakowskich papież Benedykt XVI w dniu 28 maja 2006 roku: Polsko, Europa potrzebuje twojej wiary.”

List napisany w Grzechyni 4 lipca 2010 r. kończy się słowami: „Do udziału w tej intronizacji zapraszam nie tylko wszystkie chętne owce, ale i możnych tego świata. Proszę samo Niebo, by przybyło nam z pomocą pod wodzą św. Michała Archanioła.”

W przypisie do tych słów można przeczytać dosyć zaskakujący dialog księdza ze św. Andrzejem Bobolą:

„Ksiądz, który Cię (rozmowa ze św. Andrzejem Bobolą 16 V 2010) bardzo kocha, prosi, czy mógłbyś zorganizować armię świętych polskich w Niebie, jako wspomożenie dla nas pod Grunwaldem i w ogóle w dziele Intronizacji i walki o naszą Ojczyznę i Kościół?

- Dziecko, powiedz mu, że ta armia jest zorganizowana pod wodzą św. Michała Archanioła i jest do dyspozycji każdego narodu, który chce dokonać Intronizacji Pana Jezusa.

Ale on myślał o polskiej armii, bo wiemy, że polscy święci bardzo za nami orędują u Pana.

- Oczywiście, że orędujemy za wami nieustannie, ale dlaczego mamy iść sami, skoro tłumaczę ci, że możemy iść z zastępami wszystkich świętych i aniołów pańskich?

To wspaniale. Nie zrozumiałam wcześniej. Dziękuję ci. Jak więc mamy się modlić, aby ta armia niebieska była z nami pod Grunwaldem?

- Proście św. Michała Archanioła, aby tam ze swoją armią przybył. My się tam wszyscy wybieramy, teraz mówię o polskich świętych, polskich patronach, męczennikach i błogosławionych. Nie podam mu listy, bo nie starczyłoby ci życia, żeby ich wszystkich wypisać. Idziemy wszyscy. Nie ma w Niebie jednego Polaka, który nie pragnąłby całym sercem ocalenia dla Polski i Polaków.

Oczywiście. Dziękuję w imieniu całej Polski. Zwyciężymy. Mamy już dwie armie.

- Posłuchaj, możecie oczywiście odmawiać litanię do polskich świętych, bo wtedy dużo więcej możemy wam pomagać. Módlcie się do nas dużo, bo my wiele dla Polski cierpieliśmy i wiele jeszcze dla Polski możemy wyprosić przez nasze zasługi, ale przede wszystkim przez zasługi niewinnego Baranka Bożego.”

Są więc dwie armie. Niebieska i ta z Grzechyni. Ale trzeba pamiętać o tym, że tak naprawdę jest jedna armia, czyli Kościół walczący tu na ziemi. I właśnie jemu rycerstwo ks. Natanka wypowiedziało posłuszeństwo i mocno go - w osobie kardynała Stanisława Dziwisza - atakuje. Jeśli rycerze nie zmienią swojego zachowania, jeśli - wraz ze swoim założycielem nie podporządkują sie decyzjom biskupa, i nie zaczną cierpliwie czekać na zgodne z prawem kanonicznym załatwienie sprawy, to nie będą służyć Chrystusowi i Kościołowi, i nie będzie ich można określić armią Pana.

Jarosław Wróblewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.