______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

wtorek, 30 kwietnia 2013

Z księgarskiej półki - Katolicy

Brian Moore

KATOLICY

Wydawnictwo FRONDA, Warszawa 2009
ISBN: 978-83-60335-24-6
format: 120 X 165, stron: 124, oprawa: miękka, cena 1,00 zł
do nabycia w księgarni internetowej XLM

Zachodni brzeg Wyspy Muck (czyli Wyspy Gnoju!) koniec świata, ostatni skrawek Irlandii, kresy Europy... To tutaj rozgrywa się akcja "Katolików", sensacyjnej powieści Briana Moore`a. Oto u bram starożytnego opactwa Muck ląduje helikopter z wysłannikiem Watykanu. Ksiądz James Kinsella przybywa ze szczególną misją. Ma wymóc na mnichach podporządkowanie się zdemoralizowanej doktrynie Kościoła.
W pojęciu sędziwego opata Muck podporządkować się temu - oznacza w istocie tyle, co zdradzić ufających mu parafian i współbraci. W mikrokosmosie irlandzkiego opactwa widać jak w soczewce Kościół Katolicki i dramat jego wewnętrznych rozterek. W najgłębszej warstwie jednak "Katolicy" opowiadają po prostu o utracie wiary.
Na podstawie książki nakręcono film z Martinem Sheenem w roli głównej
RECENZJA FILMU zamieszczona w miesięczniku Zawsze Wierni
Chcielibyśmy zwrócić uwagę czytelników na film „Katolicy” w reżyserii Jacka Golda. Zrealizowany w 1973 r., w dwa lata po wprowadzeniu przez papieża Pawła VI nowego rytu mszy, jest odbiciem tej najdramatyczniejszej w dziejach katolicyzmu epoki, która wzbudziła zainteresowanie nawet niekatolików. W filmie występują Trevor Howard, Martin Sheen, Cyril Cusack, Andrew Keir i Michael Gambon. Jednak gra aktorska jest tylko tłem dla skontrastowania przeciwstawnych postaw. Już pierwsze ujęcie wprowadza napięcie, które będzie towarzyszyć widzowi aż do końca. Na irlandzkim wybrzeżu zakonnicy z położonego na wyspie klasztoru odprawiają tradycyjną, trydencką Mszę św. Widz odbiera scenę jak z czasów prześladowań Cromwella, kiedy katolicy irlandzcy zbierali się w ukrytych miejscach, nocą, na Świętą Liturgię. Przebywający w Rzymie przełożony zakonu, któremu podlega nieposłuszny klasztor, wysyła specjalnego wysłannika dla wprowadzenia posoborowych zmian. Przełożony wyszydza starą Mszę jakby to był przeżytek, nic już dla współczesności nie znaczący anachronizm. Wysłannik, ksiądz grany przez Martina Scheena, dla skontrastowania ze swymi zakonnymi adwersarzami jest ubrany po cywilnemu i wydaje się być człowiekiem całkowicie zeświecczonym. Jest zresztą brany przez ludność za dziennikarza, któremu nie należy pomagać. Kiedy zdeterminowany (nasuwa się tutaj analogia do współczesnych znanych nam modernistów) przy pomocy śmigłowca dotrze w końcu ze swymi poglądami do bogobojnych mnichów, będą to dwa przeciwstawne światy. Z jednej strony głęboka wiara i troska o zbawienie dusz poprzez udzielanie im sakramentalnej posługi, z drugiej natomiast służba, jak sam wysłannik przyznaje, ludzkości – łącznie z pełną akceptacją rewolucyjnej działalności w Ameryce Łacińskiej. I co najbardziej zdumiewające, nie wierzy on w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, co jest jakby dyrektywą płynącą z samego Rzymu. Kluczową postacią w dramacie jest konserwatywny opat, już kilkakrotnie przeciwstawiający się zmianom prowincjała. Ale w decydującym momencie przyznaje, że już od pewnego czasu stracił wiarę (!) – i on właśnie przechodzi na stronę apostazji. Jest to bardzo symptomatyczny sojusz modernistów i tych co stracili wiarę. W ostatniej sekwencji opat zaczyna wyznawać protestancką definicję obecności Pana Jezusa przez sam fakt wspólnotowej modlitwy. Przy pomocy nakazu posłuszeństwa opat chce wprowadzić modernistyczne nowinki. Tego jednak w filmie już nie zobaczymy. Znając historię możemy się tylko domyślać, jaki los spotkał tą monastyczną wspólnotę, której końcem będzie zeświecczenie, utrata powołań i opuszczenie na zawsze klasztoru na wyspie. Mechanizm zniszczenia był wszędzie podobny. Posługując się zaprzeczeniem zasady posłuszeństwa, która jest tylko w służbie Prawdy, a nigdy odwrotnie, dokonano demontażu Tradycji w Kościele na Zachodzie, a od kilkunastu lat również i w Polsce. I pomyśleć, że gdyby nie „nieposłuszny” arcybiskup Marcel Lefebvre, odebranoby nam katolikom na zawsze prawdziwą Mszę św."
"Zawsze Wierni. Prawdzie Katolickiej - Prawdzie Jedynej.", nr 26 (styczeń-luty 1999), s.109-110.

Być na Mszy św. i nie stracić wiary


Czy potrzebna jest reforma reformy oraz o spokojnej zatoce łaciny i wzburzonym morzu języków narodowych, a także o nadużyciach w sprawowaniu liturgii – usłyszeli uczestnicy sympozjum „Blaski i cienie reformy liturgicznej”.

Po ukazaniu dokonań Soboru Watykańskiego II w zakresie liturgii uczestnicy wysłuchali kilku wykładów, które od strony praktycznej ukazywały sposoby realizacji wskazań Vaticanum II ze szczególnym uwzględnieniem Polski.

Dużym zainteresowaniem cieszył się wykład bp. Stefana Cichego z Legnicy o nadużyciach w celebracji liturgii, który odwołując się m.in. do wypowiedzi papieży oraz dykasterii Kurii Rzymskiej, a także poszczególnych biskupów, zwrócił uwagę na nieprawidłowości, jakie wkradały się bądź nadal funkcjonują w sprawowaniu liturgii. Hierarcha przypomniał, że to biskup diecezjalny ma na pierwszym miejscu troszczyć się, by nadużycia zostały wyeliminowane, a odwołując się do książki pt. „Jak pójść na Mszę św. i nie stracić wiary?”, zwrócił uwagę, że liturgia jest dziełem Chrystusa, a nie kapłana i wspólnoty, a wszelkie nadużycia mogą osłabić wiarę katolików.

Czytaj dalej

Zapomniane prawdy c.d.


"Cóż z tego, że wszyscy biskupi są przeciwko mnie, skoro wszyscy Święci i Doktorzy Kościoła są po mojej stronie" 

św.Tomasz More

Odbyła się konferencja "Zwróćmy się ku Panu"!

logo Polonia Christiana

W sobotnie południe w Warszawie przy parafii św. Klemensa Hofbauera odbyła się konferencja pt. „Tradycyjny katolicyzm w „nowej ewangelizacji”. Warunek powodzenia czy nieporozumienie?”. Była to już czwarta konferencja z cyklu „Zwróćmy się ku Panu”.

Chorał gregoriański cz. 1 - Choir of the Abbey of Mount Angel (1965)

TRADSI, KONTRKULTUROWCY, PAPIEŻ I LITURGIA - ROZMOWA Z DR. PAWŁEM MILCARKIEM, REDAKTOREM NACZELNYM "CHRISTIANITAS"

- W pięknej, godnej, tradycyjnej liturgii chodzi nie o znaki doczesnego splendoru i nie o bicie po oczach bogactwem - lecz o to Franciszkowe "Bóg mój - moje wszystko". Nie ma konfliktu między tym wyczuciem prymatu służby Bożej, a prostotą diakonii, między wziętym po przodkach ornatem i pastorałem - a prostą sutanną i niechęcią do "pomponów" w codziennym obyciu - mówi dr Paweł Milcarek, redaktor naczelny kwartalnika "Christianitas" w rozmowie z ekumenizm.pl.

Przyglądając się w ostatnim czasie Pańskim wypowiedziom na temat papieża Franciszka, odniosłem – może mylne – wrażenie jakby zmagał się pan sam z sobą: z jednej strony życzliwy sceptycyzm, a z drugiej podkreślane posłuszeństwo wobec nowego Biskupa Rzymu. Jednak pośród polskich tradycjonalistów wydaje się pan w jakiejś mierze nie tyle entuzjastą, co przychylnym obserwatorem i komentatorem „franciszkańskiej rewolucji”, wyznającym: „Papież codziennie mówi coś słusznego”.

Nie jestem sceptykiem. Papież to papież, jest się mu posłusznym nie tylko przez katolicką wiarę w jego rolę Wikariusza Chrystusa, ale i związane z tym poczucie lojalności, a na pewno także przez więź nadprzyrodzonej solidarności. To oczywiście nie znaczy, że wśród już długiego szeregu następców Piotra każdego mamy tak samo wielbić, opiewać, dokonując apoteozy każdego jego ruchu. Jednak Papież Franciszek rządzi Kościołem ledwie od miesiąca - to szczególnie wzruszający czas, kiedy Papież uczy się papiestwa, a Kościół uczy się tego konkretnego papieża. Mogę powiedzieć, że widzę ten okres właśnie jak czas porodowych bólów i nadziei, radości. Czuję jak przechodzą przeze mnie fale tych uczuć - na tle spokoju, że "wszystko idzie zgodnie z planem". Już wiemy, że nowy papież wybrał styl jakby proboszczowski, bardzo duszpasterski - w którym zwięzłe mistrzowskie homilie odgrywają bardzo ważną rolę. Już wiemy, że zamierza kontynuować pewne trudne fronty walki Benedykta XVI (zapowiedź polityki wobec nadużyć wśród duchownych). Czekamy na wyraźniejsze ruchy w dziedzinie rządzenia i reformowania Kurii itp. To są obszary radości i nadziei. Na tle Poprzednika papież Franciszek ma na pewno mniej zmysłu liturgicznego - co z kolei mnie martwi, ponieważ niezależnie od intencji Papieża może to oznaczać dodanie skrzydeł kościelnemu prądowi liturgicznego "dziadostwa", a przede wszystkim ożywić prąd sprowadzania liturgii do minimalnych rytuałów będących okazją dla homilii. W sumie pozostaję umiarkowanym optymistą. Niewątpliwie Papież staje przed potężną pracą, każdy powinien mu pomóc tam gdzie jest.

Ale jeśli liturgia jest wyrazem wiary Kościoła wg starożytnej zasady lex orandi lex credendi, to czy obawy części środowisk tradycjonalistycznych nie są uzasadnione, że papież Franciszek bardziej kładzie nacisk na zdeliturgizowaną ortopraksję niż na ortodoksję? Czy rzeczywiście duchowy wymiar pontyfikatu Franciszka i papieża Benedykta XVI jest tak bliski, że można mówić o kontynuacji?

Uważam, że w tej chwili można mówić o kontynuacji - nie tylko w tym podstawowym sensie, w którym nigdy nie ma dyskontynuacji między papieżami, ale również w sensie dalej idącym. Do rangi pewnego symbolu można podnosić to, że gdy Franciszek mówi o centralnym znaczeniu Krzyża, to czyni to od ołtarza, na którym zgodnie z decyzją Benedykta XVI stoi na środku krucyfiks - wtedy słowo i znak wzajemnie się potwierdzają. Czy jednak będzie to kontynuacja pewnego zamysłu, który widzieliśmy w linii Benedykta? Zapewne obaj żyjący papieże są sobie trochę dalsi niż np. byli sobie Jan Paweł II i jego następca, bliski współpracownik. Jest duża różnica doświadczeń, środowiska, temperamentu, formacji - a z tego wynika też różnica "w fizjonomii i ruchach". Mimo nimbu Biedaczyny papież Franciszek pozostaje przede wszystkim jezuitą - z charakterystycznym dla tego środowiska praktycyzmem, woluntaryzmem, nastawieniem przede wszystkim na komunikację i kierownictwo duszami. To faktycznie inne słowa-klucze niż te kojarzące się z Benedyktem: ortodoksja (jako "rozumna służba Boża", logike latreia), logos wiary... Treść krótkich homilii Franciszka wskazuje na to, iż widzi on swoje duszpasterstwo jako operowanie przede wszystkim w warstwie moralnej: pobudzanie ludzi do tego, by próbowali być lepszymi chrześcijanami i ludźmi. Benedykt próbował przede wszystkim zapraszać ludzi do społecznego sam na sam z Bogiem w celebracji liturgicznej oraz do otwierania umysłu, na prawdę i piękno. Oba kierunki nie są kontradyktoryjne.

Nie obawia się pan jednak, że opisana zmiana paradygmatu spowoduje poczucie wyobcowania środowisk liturgicznych, które wraz z wyborem papieża Benedykta i jego historycznymi decyzjami (Summorum pontificum), nabrały przysłowiowego wiatru w żagle?

Benedykt XVI wykonał pracę przywrócenia sprawiedliwości, zaburzonej na etapie posoborowej reformy liturgicznej z lat 70. XX wieku. Niestety ta praca została na wyższym i średnim szczeblu decyzyjnym w Kościele odebrana w jakimś pomniejszającym kontekście "koncesji dla nostalgików" lub czysto formalnego potwierdzenia "ciągłości" Kościoła. Nie potrafiono jak na razie dostatecznie skorzystać z bogactwa tej otwartej możliwości wzbogacania praktyki liturgicznej dziedzictwem duchowym z przeszłych wieków. Obawiam się, że obecnie skorzystanie z tej lekcji nie będzie popularniejszą drogą: papież Franciszek przychodzi z kraju, w którym liturgia pełniejsza, bogatsza kojarzy się z racji historyczno-społecznych ze "światem dla wybranych", a nie z dobrem mas ludowych. Paradoks polega jednak na tym, że patron obecnego Papieża, święty Franciszek założył zakon, któremu wszczepił ogromną miłość do staranności służby Bożej, w której widział dosłownie tkliwą opiekę nad Chrystusem wydanym rękom kapłańskim. Dobrze byłoby dostrzec właśnie tę perspektywę: w pięknej, godnej, tradycyjnej liturgii chodzi nie o znaki doczesnego splendoru i nie o bicie po oczach bogactwem - lecz o to Franciszkowe "Bóg mój - moje wszystko". Nie ma konfliktu między tym wyczuciem prymatu służby Bożej, a prostotą diakonii, między wziętym po przodkach ornatem i pastorałem - a prostą sutanną i niechęcią do "pomponów" w codziennym obyciu. Taka synteza jest możliwa.

A czy nie dziwią pana stwierdzenia byłego ceremoniarza papieskiego, abpa Pierro Mariniego, który mówił ostatnio, że Kościół wyszedł niejako z bagna, a z kolei przewodniczący niemieckiego episkopatu, abp Robert Zollitsch, stwierdził, że bycie katolikiem znów stało się interesujące, czym wywołał lawinę niepochlebnych komentarzy?

Niestety nie dziwią mnie - ponieważ pewien typ arogancji wobec kiedyś kard. Ratzingera, a potem papieża Benedykta XVI był zawsze "dopuszczalny" nawet w kręgach hierarchów. Natomiast te stwierdzenia wydają mi się zwyczajnie niesprawiedliwe. Zwłaszcza wypowiedź abp. Mariniego jest ogromnie niesmaczna - w kontekście trudnej i niezbędnej walki Benedykta o oczyszczenie życia kościelnego z nadużyć. Autor takiej wypowiedzi ustawia się w szeregu tych, którym bardzo niewygodne były te działania. I to ostatnie rzeczywiście mnie dziwi.

Dziwi, a może nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę dość krótki żywot abp. Mariniego na stanowisku papieskiego ceremoniarza...

Mówi Pan o jego służbie przy Benedykcie XVI. Jednak i tak trwało to dość długo - zważywszy na to jak bardzo rozbieżne wizje liturgii mieli zawsze ci dwaj ludzie. Dla mnie to podtrzymanie na stanowisku przez Benedykta wieloletniego ceremoniarza Poprzednika było jednym z przykładów jego klasy, lojalności, pokory: próbował współpracować z Marinim. Po kilku bolesnych wpadkach uznał, że trzeba to zakończyć i przeniósł arcybiskupa na inne stanowisko, które ma on do dzisiaj. Były wówczas po stronie Mariniego objawy złości, zwłaszcza po uwolnieniu liturgii tradycyjnej w 2007. Potem długo milczał. Obecnie powiedział to, z czym się zapewne "dusił" przez te lata.

Wielokrotnie zabierał Pan głos na temat ekumenizmu, krytykując "radosną twórczość" posoborową, prezentując - nazwijmy to umownie - dość konserwatywną wersję ekumenizmu pośród rzymskokatolickich publicystów w Polsce. Czy Pańskie spojrzenie na ekumenizm wynika jedynie z refleksji teologicznej, czy wypływa ono również z bezpośredniego doświadczenia?

Mam wrażenie - także po dokładnym studium soborowego Dekretu o ekumenizmie i encykliki Jana Pawła II "Ut unum sint" - że katolickie podejście do ekumenizmu zakłada wiele teologicznych subtelności, unikających irenizmu, relatywizmu – oraz obojętności. A równocześnie mam doświadczenie, że ci katolicy, którzy angażują się w działalność ekumeniczną albo podchodzą do tych subtelności bardzo "kreatywnie", albo w ogóle ignorują związane z nimi trudności, nawet chyba nie zauważając różnicy podejścia katolickiego i innych. Przyznaję, że to mnie odstręcza od tych aktywności, ponieważ taka "mgła niejasności" (jak mawiał o praktyce ekumenizmu kard. Journet) nie pozwala się ani spotkać z innymi, ani zachować świadomości daru, który posiada się dla siebie i dla innych. Z mojej wczesnej młodości zachowałem wspomnienie uczestnictwa w spotkaniach ekumenicznych (i to pojętych szeroko, gdyż z udziałem żydów): zapamiętałem dużo entuzjazmu, dużo życzliwości, dużo zachwytu z możliwości "bycia razem" - niestety już nie więcej. Doceniam zarówno dobre relacje międzyludzkie, jak i spokojne rozeznanie "tego, co łączy", przy założeniu dobrej woli i bez rozszerzającego szafowania kategoriami grzechów i kar. Natomiast jestem bardzo przeciwny sztucznemu wytwarzaniu form niby-jedności, w których jakieś zewnętrzne akty nie mogą być utwierdzone w wewnętrznych przeświadczeniach wiary. Przyznam, że od lat sprawę ekumenizmu obserwuję prawie wyłącznie z perspektywy tego, co ona wnosi do wnętrza Kościoła katolickiego - natomiast moje doświadczenia i wiedza dotycząca tego co wnosi - nie ekumenizm w ogóle, lecz katolickie akty ekumeniczne - do życia innych chrześcijan, ich Kościołów i Wspólnot, jest niewielka.

Ale czy taka reakcja nie jest wynikiem lęku i w jakiś, również mistyczny sposób, uniemożliwienia jeszcze większego zgłębienia katolickości oraz ukazania tego, co wszystkim nam wspólne?

W praktyce ekumenizmu - mówię cały czas o podejściu katolickim - musi zachodzić harmonia między mocnym podtrzymaniem wypływającej z wiary wdzięczności za już otrzymany dar katolickości w Kościele rządzonym przez Piotra - a ufnym w moc darów Bożych potwierdzeniem ich działania poza jego granicami jurydycznymi. Mówię o harmonii a nie o równowadze między tymi dwiema rzeczami, ponieważ chociaż wypływają one z tego samego źródła zaufania do Boga i Jego zamysłu życzliwości, to nie są równej "wagi": drugie jest jakoś podporządkowanego względem pierwszego. Taka zresztą jest również logika "katolickich zasad w dziedzinie ekumenizmu". Dziękczynienie Bogu za to, że mimo rozłamów wiele różnych podstawowych darów bywa bazą naszej wspólnoty, nie może wygasić niepokoju o trwałość i kompletność owych darów, w dziedzinie wiary, sakramentów i życia kościelnego. Ta niezbędna troska ze strony Kościoła - troska, której ekumenizm nie powinien usypiać - oczywiście nie może być utożsamiana z samozadowoleniem katolików: jednym z owoców poprawnie odczytywanego ekumenizmu jest mocniejsza wrażliwość na to, co w różnych okresach i miejscach w życiu Kościoła katolickiego było nie dość kochane, nie dość przeżywane - mimo że należy do obecnego w Kościele depozytu. Nie pomniejszając winy tych czy innych ludzi, którzy tworzyli rozłam, zawsze miał on w tle jakieś długotrwałe i przynajmniej z pozoru akceptowane zaniedbanie, nadużycie, deficyt w czymś ważnym dla żywotności i rzeczywistej wiarygodności życia wiary. Ostatnio uwidoczniło się to w związku ze sprawą abp. Lefebvre'a i Bractwa św. Piusa X - która chociaż nie ma wymiaru głębokiego zerwania, jednak powtarza ten sam schemat: zanim doszło do nieposłuszeństwa i "odejścia" jednych, inni doprowadzili do tego, że w życiu kościelnym pewne prawdy nie były dość proklamowane, a pewne dobra - dość kochane.

Uczestniczył Pan kiedyś w luterańskim nabożeństwie, anglikańskiej czy mariawickiej mszy właśnie dla lepszego poznania i rozeznania tego, czym są żywe wspólnoty nie będące w pełnej jedności z Biskupem Rzymu?

Nie, o ile mnie pamięć nie myli, nigdy nie uczestniczyłem w nabożeństwie tych wspólnot chrześcijańskich, z którymi my, katolicy nie podzielamy tej samej wiary w Eucharystię i sakrament święceń (w zborze luterańskim byłem bodaj tylko raz, na spotkaniu ekumenicznym w trakcie pielgrzymki Benedykta XVI, asystując ówczesnemu Marszałkowi Sejmu). Chyba też nie byłem nigdy na Liturgii prawosławnej - chociaż widywałem jej odprawianie niejako "w przejściu", zaglądając do cerkwi. Z pewnym zaskoczeniem dowiadywałem się natomiast przy różnych okazjach, że to, co wśród katolików uchodzi np. za "protestanckie" w liturgii, bywa w rzeczywistości obce wielu protestantom, mocno odróżniając np. nabożeństwo luterańskie od kalwińskiego. To niewątpliwe, że reforma Lutra wniosła ze sobą także modyfikacje i zerwania w dziedzinie kultu - mimo to jest w tej tradycji cały szereg elementów tej ciągłości liturgicznej, którą w Kościele katolickim odsunięto na boczny tor w ramach posoborowej reformy liturgicznej - i to niekiedy z rzekomo "ekumenicznych" względów. Rozmawiamy w Niedzielę, która w tradycyjnym Mszale Rzymskim nosi z powodu swego introitu nazwę "Cantate" - o ile wiem, ten sam introit śpiewa się w zborze luterańskim! Takie mniejsze i większe znaki wspólnego dziedzictwa mocno przeczą obecnemu wśród katolików przekonaniu, iż odnajdywanie "wspólnego języka" katolików z luteranami to po prostu pozbywanie się średniowiecznych nabytków tradycji łacińskiej. Czasami to pozbywanie jest właśnie odsuwaniem wspólnego dziedzictwa.

Napisał Pan niedawno: „Bardzo lubię moich braci tradsów - to jest środowisko niesamowicie rozmaite i zintegrowane właściwie tylko staraniem o możliwość korzystania z wielowiekowego dziedzictwa Kościoła rzymskiego.” Jak bardzo to środowisko jest zróżnicowane i czy dostrzega Pan potrzebę zjednoczenia tradycjonalistów wokół wspólnej sprawy.

W najściślejszym sensie tzw. tradycjonaliści katoliccy to po prostu katolicy, którzy czują się osobiście przywiązani do dziedzictwa kościelnej tradycji łacińskiej - w jej wymiarze najpierw liturgicznym, a następnie w pochodnych od niego wymiarach doktrynalnym, duchowym czy dyscyplinarnym. To jest coś co można by nazwać "wielkością i nędzą" tego środowiska: wielkością - ponieważ chodzi o pewne dobro nie związane z jakąś jedną osobowością czy wrażliwością, chodzi o dobro katolickie, powszechne; nędzą - ponieważ to oznacza, że "tradsi" nie mają atrakcyjności jakiejś zwartej grupy formacyjnej. Jest natomiast prawdą, że to niemal wyłącznie tradsi stawiają na polu kościelnym sprawę praktycznego prymatu służby Bożej, rzeczywistego traktowania liturgii jako "szczytu i źródła życia chrześcijańskiego", rezerwowania dla niej prymatu właśnie dlatego, że w liturgii objawiany jest sposób obecności człowieka przed Bogiem i sposób bycia Boga wobec człowieka. Poza tym konkret "starej Mszy" i w ogóle starszej formy rytu rzymskiego to coś bardzo ważnego - nie chodzi przecież o jedną z historycznych form liturgii katolickiego Zachodu, lecz o jedyny żywy do dziś przejaw historycznego, wielowiekowego, niewykoncypowanego sposobu modlitwy Kościoła w naszym obrządku. Tradsi nie zawsze to wiedzą, ale są przez to również rzecznikami zupełnie pierwotnej tradycji duchowości - w której ramami osobistej pobożności jest obiektywna droga modlitwy Kościoła, a nie takie czy inne wynalazki "ćwiczeń duchowych" nastawionych na prywatność jednostki. Oczywiście do tego dochodzi jeszcze kontekst: tradsi są kościelnymi kontr-kulturowcami i nonkonformistami. Kontr-kulturowcami - ponieważ przywiązanie do liturgii "dawnej szkoły" daje im podparcie do sprzeciwu wobec miałkich i czasami błędnych szlaków kościelnej nowoczesności, z jej banalizacją spraw duchowych i desakralizacją; nonkonformistami - ponieważ upominając się o dziedzictwo katolickie, które w pewnym momencie posoborowym zostało zarzucone i praktycznie "zakazane", tradsi przechodzą chcąc nie chcąc szkołę niezgody na chowanie do szafy rzeczy niewygodnych, na "adaptowanie" chrześcijaństwa do liberalnego czy post-liberalnego świata. Myślę, że środowisko tradsowskie jest jednym z najlepiej przygotowanych do upominania się o społeczny wymiar wiary, o cywilizację chrześcijańską, w jej wymiarze nadprzyrodzonym i humanistycznym. Znam przy tym nasze tradsowskie przywary, pewną nadwrażliwość w niektórych tematach - ale znam też historię tych "odcisków", uwarunkowaną mocno tym, że nasi kościelni "ojcowie" rzadko chcą być dla nas ojcami.

Upraszczając nieco: czy pozbawieni "charyzmatycznego ojcostwa" tradycjonaliści w Polsce pozostaną zatem małą grupą bez planów podbicia serc większości polskich katolików, dla których środowiska tradycjonalistyczne to albo pochodna lefebrystów lub dość wąskie kółko z dość specyficznymi zainteresowaniami liturgicznymi?

To wie Bóg. Myślę, że dzisiaj nawet wewnątrz Kościoła na tradsów patrzy się z podobną mieszaniną zainteresowania, zdziwienia i irytacji lub lekceważenia - z jaką w świecie antycznym popatrywano na kłócących się Żydów. Jestem przekonany, że to właśnie tradsi niosą przez obecny etap historii pewien "kod", który po właściwym użyciu jest niezbędny całemu Kościołowi - ale po pierwsze sam ten "kod" dla wielu wygląda tak prozaicznie i "twardo" jak deski Arki Przymierza, a po drugie obecni powiernicy tego "kodu" to często "naczynia gliniane": mało wśród nich wielkich tego świata, mało wymownych i możnych... Są dwa wyjścia: albo tradsi "się zorganizują" (co szybko doprowadzi ich jednak do dziwnej konfrontacji z tym konkretnym Kościołem, któremu chcą służyć), albo znowu Pan Bóg się upomni o tę „zgraję”, ze względu na ten "kod". Już raz i drugi Pan Bóg się upomniał: tradsów w ogóle miało nie być - a są; o starej liturgii miał już nikt nigdy nie usłyszeć - a tymczasem papieżem został właśnie ten ktoś kto o konieczności uwolnienia starej liturgii mówił od dawna, i wreszcie zrobił to. Nikt nie mówi, że będzie łatwo, a tradsi będą szli czwórkami do zwycięstwa. Wierzę, że to Boża sprawa - dlatego tak bardzo widoczna jest w niej słabość ludzka; słabość rzeczników Sprawy i małość jej najzłośliwszych oponentów.

Na ile tradsi mogą przyczynić się do odrodzenia europejskiego katolicyzmu w kontekście postępującej sekularyzacji?

Można pytać o miejsce tradsów w horyzoncie "nowej ewangelizacji". Wtedy dużo zależy od tego jak w ogóle rozumiemy sens i powód "nowej ewangelizacji". Jeśli jest to - ma być - po prostu "nowa lepsza" ewangelizacja, to oczywiście z definicji kwestionuje ona formy wcześniejsze, jako zdezaktualizowane etc. Sądzę jednak, że nie o to chodzi - a nową ewangelizacją nazywa się próbę rewitalizowania wiary w tych obszarach, gdzie doszło do "milczącej apostazji" - a więc przede wszystkim na obszarach starej cywilizacji chrześcijańskiej Zachodu. Jeśli tak, można nadal pytać na czym polega ten kryzys. Mam wrażenie, że w obszarze diagnoz mamy tu praktyczny monopol opowieści o tym, że problemem jest nadmiar "sakramentalizacji", a deficyt "budzenia wiary" - czyli że nie chodzi teraz o sprowadzanie ludzi do kościołów i włączenie ich do obrzędów, lecz o formowanie ich do "dojrzałego przeżywania wiary". A jednak taka ostra dychotomia "obrzęd czy przepowiadanie" nie ma sensu: od najdawniejszych czasów przepowiadanie i formacja ma właśnie swój wymiar obrzędowy, jak katechumenat.

Ponadto niekoniecznie należy szybko zgodzić się, że to słowo katechisty ma moc większą niż obrzędy Kościoła - przede wszystkim nie przeciwstawiajmy ich sobie. Problem potrzeby nowej ewangelizacji może wynikać - przynajmniej w niektórych, ale wcale nie nielicznych środowiskach - z tego, że w pewnym momencie życiu katolickiemu zaczęło brakować właśnie liturgicznej przestrzeni osobistego, poważnego, dorosłego, kontemplacyjnego kontaktu z Bogiem. Wraz z tym, że liturgie zaczęły przejmować coraz większy ciężar innych zadań - nauczania wiary, popularyzacji Biblii, moralizowania, mobilizowania do dzieł społecznych - zawężało się w nich lub niemal gasło "światło" spotkania przede wszystkim z Bogiem. Wielu ludzi, którzy masowo opuszczali kościoły i Kościół na przełomie lat 60/70 wieku XX, zachowało właśnie takie wspomnienie, iż opuszczali miejsce, w którym nie traktowano ich poważnie, nie proponowano im religii na serio - lecz jakieś formy moralizmu i psychoterapii lub wrażliwości społecznej. Dla tych ludzi, dla ich potomstwa spotkanie z liturgią "inną", bardziej sakralną, mniej fleksybilną względem zamówień grupowych, za to proponującą właśnie "eksterytorialność" przestrzeni cichej rozmowy z Bogiem - może być wybawieniem, może być odpowiedzią na ich głód – o ile takie spotkanie zostanie ochronione przez rozsądne duszpasterstwo liturgiczne, zapewniające pewne kwantum zrozumienia i wspólnych gestów. Na razie trudno to potwierdzić w skali masowej - ponieważ zarówno w świecie, jak i w Kościele propozycja "tradsowska" jest otoczona wysokim murem podejrzeń: to przecież "integryści", antysemici, faszyści, "nostalgicy", "schizmatycy" itd. Może jednak przyjść taki moment, w którym zarówno Kościół, jak i "szukający sensu" postchrześcijanie przestaną się zatrzymywać na tych etykietkach i wywoływanych przez nie strachach.

Dziękuję za rozmowę

Źródło informacji: http://www.ekumenizm.pl

Extra Ecclesiam nulla salus

Francja: Watykan mianował komisarza dla Instytutu Dobrego Pasterza

Dom Antoni Forgeot OSB,
komisarz i tymczasowy
przełożony generalny IBP
Abp Augustyn Di Noia, wiceprzewodniczący Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, powołał o. Antoniego Forgeota OSB, emerytowanego opata Fontgombault, na stanowisko komisarza pełnomocnego i przełożonego generalnego Instytutu Dobrego Pasterza. Opat Forgeot ma pełnić ten urząd przez najbliższe pół roku i w tym czasie doprowadzić do zażegnania podziału powstałego podczas ubiegłorocznej kapituły Instytutu (gdy dotychczasowy przełożony generalny, ks. Filip Laguérie, nie uznał wyborów, w wyniku których miał zostać zastąpiony przez ks. Rocha Perrela) oraz do ponownego, ważnego wyboru przełożonego generalnego IBP.

O. Antoni Forgeot był opatem benedyktyńskiego klasztoru w Fontgombault przez 34 lata – od 1977 do 2011 r. Z Instytutem Dobrego Pasterza współpracował od momentu jego powstania, głosząc rekolekcje dla kapłanów i udzielając niższych święceń klerykom (źródła: rorate-caeli.blogspot, tradinews.blogspot, 24 kwietnia 2013).

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl

Z księgarskiej półki - Libido Dominandi wreszcie po polsku

E. Michael Jones

LIBIDO DOMINANDI

SEKS JAKO NARZĘDZIE KONTROLI SPOŁECZNEJ

 Obrazek Ojciec Święty FRANCISZEK. U progu pontyfikatu

Wydawnictwo WEKTORY, Wrocław 2013
ISBN: 978-83-6056-261-1 
Format 160x235, ss. 736, op. twarda, cena 79,90 zł
Do nabycia w księgarni internetowej http://multibook.pl


Bestseller doktora Michaela Jonesa, który wyjaśnia pochodzenie i naturę nowoczesnych technik inżynierii społecznej i politycznej kontroli. Fascynująca i bogata faktograficznie lektura, ujawniająca zatajane fakty. Z wielką przenikliwością opisane w niej zostały mechanizmy, z których mieliśmy chyba nie zdawać sobie sprawy. Historia przeprowadzonego na ogromną skalę, udanego przeprogramowania zachodniej kultury.

Co łączy twórcę Iluminatów - Adama Weishaupta, Markiza de Sade, Zygmunta Freuda oraz jego siostrzeńca Edwarda Bernaysa, minister świeżo utworzonego rewolucyjnego rządu Aleksandrę Kołłontaj, działaczy partii socjalistycznych pierwszej połowy XX wieku, berlińską bohemę lat trzydziestych, mieszkańców i bywalców Harlemu, speców od propagandy obu wojen światowych, animatorów rewolucji seksualnej lat 60., techników współczesnych metod kształtowania opinii publicznej?
Oświecenie miało swój początek jako ruch zmierzający do wyzwolenia człowieka, a niemal z dnia na dzień przekształciło się w przedsięwzięcie zmierzające do uzyskania nad nim kontroli. Niniejsza książka to opowieść o tej transformacji. Można w niej widzieć historię rewolucji seksualnej, nowoczesnej psychologii lub wojny psychologicznej. Tym, co je wszystkie łączy, jest wielopokoleniowe przedsięwzięcie realizowane metodą prób i błędów z umysłem wypaczonym przez namiętności, a sprowadzające się do tych samych konkluzji, do jakich doszedł św. Augustyn pod koniec istnienia Rzymskiego Imperium. 
Człowiek ma tylu panów, ile przywar, wad i słabości. Sprzyjając im, władza działa na rzecz zniewolenia, które może przyjąć postać kontroli politycznej. Pozostaje jedynie pytanie, czy owo zniewolenie daje się wykorzystywać dla czerpania z niego korzyści finansowych i politycznych, a jeśli tak, w jaki sposób można to osiągnąć. Najlepsza metoda kontrolowania ludzi jest ta, która osiąga swe cele, pozostawiając ich całkowicie nieświadomymi faktu, że podlegają kontroli, a najlepszą drogą do tego jest systematyczna manipulacja ich pożądaniami, albowiem człowiek się z nimi utożsamia. Broniąc ich, broni swojej „wolności”, którą zazwyczaj pojmuje jako nieograniczoną możność zaspokajania własnych pragnień, nie rozumiejąc najczęściej, że niezwykle łatwo jest manipulować nimi z zewnątrz. Manipulacja ta służy dziś mrocznym siłom do udoskonalania systemu finansowego i politycznego nadzoru oraz eksploatacji. Dogłębnie rozumieli to św. Paweł i św. Augustyn, nazywając zjawisko owo „zniewoleniem przez grzech”. Książka ta, opisując spójną konstrukcję światopoglądu opartego na tym zjawisku, wyjaśnia, w jaki sposób wyzwolenie seksualne stało się formą politycznej kontroli.
E. Michael Jones

Lefebryści pod oknami arcybiskupa poznańskiego

Wyborcza.pl

Budynek na Chwaliszewie, zwykły murowany klocek wciśnięty w staromiejską zabudowę. Dopiero wiszący nad drzwiami duży krzyż i tablica na ścianie informują przechodniów, że to kaplica pw. św. Józefa. Kto jest jednak w sprawach religijnych nie bardzo zorientowany, ten nie wie, że nie jest to zwykły katolicki kościół. 

Katolicka nauka o istocie i zadaniach mężczyzny i kobiety

Pismo Święte to nie podręcznik do liturgiki - pewna rozmowa o Komunii na rękę

Liturgia.pl

Niedawno odbyłem krótką rozmowę na temat tzw. Komunii na rękę z jednym z profesorów wydziału teologicznego. Na samo hasło „Komunia na rękę” otrzymałem natychmiastową odpowiedź „Tylko na rękę!”. Z początku uznałem to za żart, ale w toku dalszej dyskusji z coraz większym rozczarowaniem przekonywałem się, że to jednak całkiem poważne stwierdzenie.

Konstytucja Apostolska św. Piusa V "Quo Primum Tempore"


Pius V

Konstytucja Apostolska Jego Świątobliwości Papieża św. Piusa V

QUO PRIMUM TEMPORE

o ustanowieniu Wiecznego Kanonu Mszy św.

z 14 lipca 1570 r.


Pius, Biskup, Sługa Sług Bożych Na wieczną rzeczy pamiątkę

Do Naszych Czcigodnych Braci: Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów, i innych Miejscowych Ordynariuszy w Pokoju i Łączności ze Stolicą Apostolską

Czcigodni Bracia, zdrowie i Błogosławieństwo Apostolskie!

Po wyniesieniu Nas na tron apostolski, z zadowoleniem skoncentrowaliśmy Nasz umysł i energię, i skierowaliśmy wszystkie Nasze myśli na kwestię zachowania nieskazitelnym publicznego kultu Kościoła; i dołożyliśmy starań, z Bożą pomocą, wszelkimi środkami naszej władzy, do osiągnięcia tego celu.

Zważywszy, iż, pośród innych dekretów Świętego Soboru Trydenckiego, powierzono nam również obowiązek zrewidowania i ponownego wydania świętych ksiąg, a mianowicie Katechizmu, Mszału i Brewiarza; i zważywszy, że z woli Bożej wydaliśmy Katechizm dla nauczania wiernych oraz gruntownie zrewidowany Brewiarz, następnie, dla właściwego wywiązania się z Boskiego Urzędu, aby Mszał i Brewiarz były w doskonałej harmonii, co jest prawe i właściwe (uznając, iż jest zupełnie stosownym, aby w Kościele był jeden tylko odpowiedni rodzaj psalmodii [melodii śpiewanego psalmu – przyp. tłum.] i jeden jedyny ryt odprawiania Mszy św.), uznaliśmy za konieczne natychmiast skierować Naszą uwagę na to, co jeszcze pozostało do zrobienia, a mianowicie, przeredagowanie Mszału tak szybko, jak to tylko możliwe.

Postanowiliśmy więc przekazać to zadanie wybranemu komitetowi uczonych; a oni, porównując na każdym etapie swojej pracy i z najwyższą uwagą starożytne kodeksy z Naszej Watykańskiej Biblioteki oraz odpowiednie (oryginalne lub poprawione) kodeksy z innych źródeł, konsultując to ponadto z pismami uznanych starożytnych autorów, którzy zapisali nam w testamencie treści dotyczące odprawianych świętych rytów, odtworzyli w ten sposób sam Mszał w pierwotnej formie i rycie świętych Ojców. Gdy efekty tej pracy zostały poddane dokładnemu rozpatrzeniu, a następnie poprawieniu, wówczas My, po głębokim rozważeniu, nakazaliśmy, iż końcowy ich wynik będzie bezzwłocznie wydrukowany i wydany w Rzymie, tak aby wszyscy mogli cieszyć się owocami tej pracy: aby księża wiedzieli jakich modlitw używać, oraz jakich odtąd, przy odprawianiu Mszy św., rytów i ceremonii przestrzegać.

Dlatego więc, aby wszyscy i wszędzie zaadaptowali i przestrzegali tego, co zostało im przekazane przez Święty Kościół Rzymski, Matkę i Nauczycielkę wszystkich innych Kościołów, będzie odtąd bezprawiem na zawsze w całym świecie chrześcijańskim śpiewanie albo recytowanie Mszy św. według formuły innej, niż ta przez Nas wydana; nakaz ten ma zastosowanie do wszystkich kościołów i kaplic, patriarchalnych, kolegialnych i parafialnych, świeckich bądź należących do zgromadzenia religijnego, czy to męskiego (włączając w to wojskowe) czy żeńskiego, w których Msze św. winny być śpiewane głośno w prezbiterium lub recytowane prywatnie, zgodnie z rytami i zwyczajami Kościoła Rzymskiego; ma to zastosowanie nawet wówczas, jeżeli wymienione kościoły zostały w jakikolwiek sposób zwolnione, czy to przez indult Stolicy Apostolskiej, czy przez zwyczaj, przywilej, lub nawet przez przysięgę lub zatwierdzenie Stolicy Apostolskiej, lub też jeżeli ich prawa i swobody były zagwarantowane w jakikolwiek inny sposób; zachowując tylko te, gdzie praktyka odprawiania Mszy św. w inny sposób była przyznana ponad 200 lat temu wraz z jednoczesnym utworzeniem i zatwierdzeniem kościoła przez Stolicę Apostolską, oraz te, które zachowały podobny zwyczaj nieprzerwanie przez okres nie mniej niż 200 lat; w których to przypadkach w żaden sposób nie odwołujemy ich ww. przywilejów lub zwyczajów. Mimo to, jeżeli ten Mszał, który uznaliśmy, iż jest godzien wydania, bardziej odpowiada tym ostatnim, niniejszym pozwalamy im na odprawianie Mszy św. zgodnie z tym rytem, pod warunkiem uzyskania zgody ich biskupa lub prałata, oraz całej kapituły, i niezależnie od innych warunków. Wszystkim innym ww. kościołom zakazuje się używania innych mszałów, które należy zupełnie i w całości wycofać; i przez tę obecną Konstytucję, która będzie mieć moc prawną po wsze czasy, nakazujemy i polecamy, pod groźbą kary Naszego gniewu, aby nic nie było dodane do Naszego nowo wydanego Mszału, nic tam pominięte, ani cokolwiek zmienione.

W szczególności, nakazujemy każdemu patriarsze, administratorowi i innym osobom jakiejkolwiek kościelnej godności, choćby był to kardynał Świętego Kościoła Rzymskiego lub posiadacz jakiegokolwiek innego stopnia lub stanowiska, a nakazujemy im to na mocy świętego posłuszeństwa, aby śpiewali bądź recytowali Mszę św. zgodnie z rytem, sposobem i normą niniejszym przez Nas ustanowioną, a tym samym zaprzestali i całkowicie zaniechali wszystkich innych rubryk i rytów innych mszałów, niezależnie jak dawnych, do których przestrzegania byli przyzwyczajeni, i aby nie dopuszczali myśli o wprowadzaniu do odprawiania Mszy św. jakichkolwiek ceremonii lub recytowania jakichkolwiek innych modlitw, niż te zawarte w Mszale.

Ponadto, na mocy treści niniejszego aktu i mocą Naszej Apostolskiej władzy, przyznajemy i uznajemy po wieczne czasy, że dla śpiewania bądź recytowania Mszy św. w jakimkolwiek kościele, bezwzględnie można posługiwać się tym Mszałem, bez jakichkolwiek skrupułów sumienia lub obawy o narażenie się na karę, sąd lub cenzurę, i że można go swobodnie i zgodnie z prawem używać. Żaden biskup, administrator, kanonik, kapelan lub inny ksiądz diecezjalny, lub zakonnik jakiegokolwiek zgromadzenia, jakkolwiek nie byłby tytułowany, nie może być zobowiązany do odprawiania Mszy św. w inny sposób, niż przez Nas polecono. Podobnie nakazujemy i oznajmiamy, iż nikt nie może być nakłaniany bądź zmuszany do zmieniania tego Mszału; a niniejsza Konstytucja nigdy nie może być unieważniona lub zmieniona, ale na zawsze pozostanie ważna, i będzie mieć moc prawną, pomimo wcześniejszych konstytucji lub edyktów zgromadzeń prowincjalnych bądź synodalnych, i pomimo zwyczajów ww. kościołów, ustanowionych bardzo dawnym lub odwiecznym nakazem, zachowując tylko zwyczaje mające ponad 200 lat.

W konsekwencji, z Naszej woli i mocą tej samej władzy, zarządzamy, iż jeden miesiąc po opublikowaniu tej Naszej Konstytucji i Mszału, księża Kurii Rzymskiej będą zobowiązani do śpiewania bądź recytowania Mszy św. zgodnie z niniejszym; inni na południe od Alp, po trzech miesiącach; ci, którzy mieszkają za Alpami, po sześciu miesiącach lub tak szybko, jak tylko Mszał będzie dostępny.

Ponadto, aby wymieniony Mszał był zachowany od skazy i utrzymany wolny od defektów i błędów, karą za nieprzestrzeganie niniejszego w przypadku wszystkich drukarń na obszarze bezpośrednio lub pośrednio podległym Nam, bądź Świętemu Kościołowi Rzymskiemu, będzie konfiskata ich książek i grzywna w wysokości 100 dukatów w złocie płatna ipso facto do Apostolskiego Skarbca. W przypadku siedziby w innych częściach świata, karą będzie ekskomunika latae sententiae i inne kary według Naszego uznania; i mocą Naszej Apostolskiej władzy i zgodnie z brzmieniem tego dokumentu, zarządzamy, iż nie wolno im ośmielić się, albo dopuścić myśli o wydrukowaniu, wydaniu lub sprzedaży, lub w jakikolwiek inny sposób przyczynić się do dostarczenia takich ksiąg, bez Naszego potwierdzenia i zgody, lub bez wyraźnej zgody Komisarza Apostolskiego dla wymienionych rejonów świata, który będzie w tym celu przez Nas wyznaczony. Każda z wymienionych drukarń musi otrzymać od ww. Komisarza Mszał standardowy, który będzie służyć jako wzorzec kolejnych kopii, które, gdy zostaną wykonane, muszą być porównane ze wzorcem i wiernie się z nim zgadzać, nie różniąc się w żaden sposób od pierwowzoru wydrukowanego w Rzymie.

Ale, ponieważ trudno byłoby przesłać niniejszą Konstytucję do wszystkich części świata i powiadomić jednocześnie wszystkich zainteresowanych, zarządzamy, iż będzie ona, jak zwykle, rozwieszona na drzwiach Bazyliki Księcia Apostołów, na drzwiach Apostolskiej Kancelarii i na końcu Campo de’Fiori; ponadto nakazujemy, że drukowane kopie niniejszego dokumentu, potwierdzone przez notariusza i poświadczone pieczęcią funkcjonariusza kościelnego, będą posiadać tę samą niebudzącą wątpliwości ważność, gdziekolwiek w każdym kraju, który chciałby wystawić publicznie niniejszy Nasz tekst. Podobnie, nikomu nie wolno naruszyć lub nierozważnie zmienić tego tekstu Naszego zezwolenia, ustanowienia, nakazania, polecenia, skierowania, przyznania, indultu, deklaracji, woli, dekretu i zakazu. Ktokolwiek by ośmielił się tak uczynić, niech wie, iż naraża się na gniew Boga Wszechmogącego oraz błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła.

Dan u Świętego Piotra w Rzymie, w roku tysiąc pięćset siedemdziesiątym Wcielenia Naszego Pana, dnia czternastego lipca, piątego roku Naszego Pontyfikatu.

Pomoce katechetyczne dla tradsów - Πάτερ ἡμῶν / Pater Noster / Ojcze Nasz





TEKST GRECKI

Πάτερ ἡμῶν ὁ ἐν τοῖς οὐρανοῖς·
ἁγιασθήτω τὸ ὄνομά σου·
ἐλθέτω ἡ βασιλεία σου·
γενηθήτω τὸ θέλημά σου, ὡς ἐν οὐρανῷ καὶ ἐπὶ τῆς γῆς·
τὸν ἄρτον ἡμῶν τὸν ἐπιούσιον δὸς ἡμῖν σήμερον·
καὶ ἄφες ἡμῖν τὰ ὀφειλήματα ἡμῶν, ὡς καὶ ἡμεῖς ἀφίεμεν τοῖς ὀφειλέταις ἡμῶν·
καὶ μὴ εἰσενέγκῃς ἡμᾶς εἰς πειρασμόν,
ἀλλὰ ῥῦσαι ἡμᾶς ἀπὸ τοῦ πονηροῦ.

TEKST ŁACIŃSKI

Pater noster qui es in coelis,
sanctificetur nomen tuum;
adveniat regnum tuum;
fiat voluntas tua sicut in coelo et in terra;
Panem nostrum quotidianum da nobis hodie;
et dimitte nobis debita nostra, sicut et nos dimittimus debitoribus nostris;
Et ne nos inducas in tentationem;
sed libera nos a malo.
Amen.

TEKST POLSKI

Ojcze nasz, któryś jest w niebie
święć się imię Twoje;
przyjdź królestwo Twoje;
bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi;
chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj;
i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy;
naszym winowajcom;
i nie wódź nas na pokuszenie;
ale nas zbaw ode Złego.
Amen.

Zapomniane prawdy c.d.

"Ludzie wracając z Mszy św. rozmawiają i śmieją się; są przekonani, że nic nadzwyczajnego nie widzieli. Można by sądzić, że byli świadkami czegoś zupełnie zwyczajnego i naturalnego; tymczasem rzecz ta choćby jeden raz tylko się rozegrała, starczyłaby, aby przyprawić o ekstazę zachwytu świat namiętny.

Wracają z Golgoty, a rozmawiają o pogodzie. Tylko dzięki tej obojętności nie dostają pomieszania zmysłów. Gdyby powiedziano im, że Maryja i św. Jan wracając z Kalwarii rozmawiali o rzeczach błahych, powiedzieliby, że to niemożliwe. A tymczasem oni właśnie tak postępują. Dopiero co byli przy wykonaniu wyroku śmierci, a za chwilę już o tym nie myślą. Tylko brak wyobraźni jest przyczyną, że nie dostają zawrotu głowy i nie umierają"

Julien Green

Rewolucja francuska i jej konsekwencje - historia terroru, ludobójstwa i laickiego państwa

Wywiad specjalny z księdzem Stehlinem

logo www.ngopole.pl

„Sobór Watykański II jest obaleniem starej, tradycyjnej i wiecznej nauki Kościoła Katolickiego i sprowadzeniem dokładnie tych samych fałszywych, masońskich ideologii do wnętrz Kościoła” – z księdzem Karolem Stehlinem z FSSPX rozmawia Bartłomiej Gajos

Ethos nr 100 - Filozofia Vaticanum II

ETHOS
NUMER 100
PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ 2012


Wydział Filozofii KUL, Lublin 2012
ISSN: 0860-8024
ss. 486, oprawa miękka, cena 18,00 zł

FILOZOFIA VATICANUM SECUNDUM

* Od REDAKCJI – Soborowa rewolucja? (A.M.W.) 
* JAN PAWEŁ II – Na drogach Soboru (Fragment encykliki Redemptor hominis
Kard. Angelo SCOLA – Trzy uwagi na temat hermeneutyki Vaticanum II (tłum. ks. A.M. Wierzbicki) 

WOBEC NOWOCZESNOŚCI

* Rocco BUTTIGLIONE – Sobór Watykański II. Tradycja i nowoczesność (tłum. P. Mikulska) 
* George WEIGEL – Ocalić Gaudium et spes. Nowy humanizm Jana Pawła II (tłum. D. Chabrajska)

KOŚCIÓŁ – KOMUNIA I ŚWIADECTWO

* Gilfredo MARENGO – Kościół i człowiek, lud Boży i komunia. Realizacja Vaticanum II w ujęciu Karola Wojtyły–Jana Pawła II (tłum. ks. K. Kwiatkowski) 
* Ks. Bogusław MIGUT – Nowość w perspektywie ciągłości. Liturgiczna hermeneutyka nauczania Soboru Watykańskiego II 
* Karol KLAUZA – Kultura przestrzenią dialogu Kościoła ze światem po Vaticanum Secundum 
* Ks. Łukasz KAMYKOWSKI – Wpływ soborowej zachęty do ekumenizmu i kontaktów międzyreligijnych na rozumienie dialogu 

NAUKA – DIALOG – ODNOWA

* Ks. Robert SKRZYPCZAK – Kościół w spluralizowanym świecie. Wpływ Karola Wojtyły na nauczanie Vaticanum Secundum o ekumenizmie i dialogu religijnym 
* Ks. Andrzej DOBRZYŃSKI – Kościół – człowiek – świat. Odnowa soborowa w ujęciu Karola Wojtyły 
* Bp Tadeusz PIERONEK – „Uczyć się” Soboru. Diecezjalny Synod Krakowski modelem synodu soborowego

LOGIKA WIARY

* Ks. Jerzy SZYMIK – Teo-logika rzeczywistości. Stwórczy Logos a „autonomia rzeczy ziemskich” w interpretacji Josepha Ratzingera–Benedykta XVI
* Tracey ROWLAND – Hermeneutyka reformy według Josepha Ratzingera (tłum. D. Chabrajska)

KONTEKSTY

* Andrzej GRAJEWSKI – „Nie drażnić bestii”. Konsekwentny unik Soboru
* Piotr GUTOWSKI – Stefan Swieżawski wobec Soboru Watykańskiego II
* Anna GŁĄB – „Nowa świadomość Kościoła”. Sobór Watykański II orazidea Kościoła otwartego w tekstach głównych przedstawicieli środowiska„Tygodnika Powszechnego” i „Znaku” 

INSPIRACJE I ŚWIADECTWA

* Yves CONGAR OP – Mój dziennik soborowy (tłum. K. Mrówka) 
* Jean GUITTON – „Niedokończona symfonia” (tłum. P. Mikulska)
* Ks. Jan SOCHOŃ – Poeci czasu Soboru: Wojtyła, Twardowski, Pasierb

MYŚLĄC OJCZYZNA...

* Kard. Joseph RATZINGER – Jan Paweł II i Sobór 

OMÓWIENIA I RECENZJE

* Sławomir J. ŻUREK – Posoborowa niespodzianka (rec. ks. R. Skrzypczak, Karol Wojtyła na Soborze Watykańskim II. Zbiór wystąpień, tłum. M.T. Szczepański, M. Romaniuk, Centrum Myśli Jana Pawła II, Warszawa 2011)
* Ks. Krzysztof KAUCHA – Droga do zmian (rec. J.W. O’Malley SJ, Co się zdarzyło podczas Soboru Watykańskiego Drugiego?, tłum. A. Wojtasik,Wydawnictwo WAM, Kraków 2011) 
* Małgorzata NOWAK – Książeczka do nabożeństwa pod lupą (rec. M. Wojtak, Współczesne polskie modlitewniki w oczach językoznawcy. Studium genologiczne, Biblos, Tarnów 2011) 
* Krzysztof WROCZYŃSKI – O dobru wspólnym i porządku konstytucyjnym państwa (rec. M. Piechowiak, Dobro wspólne jako fundament polskiego porządku konstytucyjnego, Biuro Trybunału Konstytucyjnego, Warszawa 2012) 
* Anna KAWALEC – Estetyka afirmacji, czyli „pięknie jest móc istnieć” (rec. G. Pöltner, Estetyka filozoficzna, tłum. J. Zychowicz, Wydawnictwo WAM, Kraków 2011) 
* Franciszek ADAMSKI – Socjologia rodziny pisana „na nowo” (rec. T. Szlendak, Socjologia rodzinyEwolucja, historia, zróżnicowanie,Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010) 
* Propozycje „Ethosu” (J. Jaworski, Podstawy patriotyzmu Jana Pawła II,Norbertinum; kard. K. Wojtyła, Kościół w tajemnicy odkupienia. Interpretacja Vaticanum II, wybór i oprac. ks. A. Dobrzyński, Fundacja Jana Pawła II–Ośrodek Dokumentacji i Studium Pontyfikatu w Rzymie;Hildegarda z Bingen, Scivias, Tyniec. Wydawnictwo Benedyktynów) 

SPRAWOZDANIA

* Ks. Maciej HUŁAS – W poszukiwaniu człowieka w człowieku. Chrześcijańskie korzenie nadziei (IV Kongres Kultury Chrześcijańskiej, KUL, Lublin, 27-30 IX 2012) 
* Justyna A. KOWALIK – Przyjacielskie convivium (Konferencja „Przyjaźń w literaturze staropolskiej”, KUL, Kazimierz Dolny, 8-10 X 2012) 

PRZEZ PRYZMAT ETHOSU

* Cezary RITTER – Wnuki Soboru nie zadają pytań 

BIBLIOGRAFIA

* Jan Paweł II i Benedykt XVI o znaczeniu Soboru Watykańskiego II (oprac. C. Ritter) 
Noty o autorach 


***************

Do nabycia w EMPIK-ach i bezpośrednio u wydawcy

Bruksela: feministki zaatakowały arcybiskupa

Półnagie belgijskie feministki zaatakowały arcybiskupa Andre-Josepha Leonarda w trakcie wykładu podczas konferencji na uniwersytecie w Brukseli.

Kobiety oblały duchownego wodą z butelki stylizowanej na figurkę Matki Bożej z Lourdes. Feministki lżyły duchownego zakłócając jego wykład poświęcony m. in. tematyce obrony życia.

Biskup zareagował spokojem oraz cichą modlitwą i po wyprowadzeniu aktywistek, spokojnie dokończył wykład, na koniec całując figurkę

Który to już raz wojownicy o tolerancję zrzucili maską i pokazali światu swoje prawdziwe oblicze. Wykrzywione w grymasie złości i gniewu skierowanego przeciwko Kościołowi i ludziom wierzącym. Jakże kontrastuje agresja feministek z postawą belgijskiego hierarchy. Na jej tle tym bardziej widoczna jest prawda o lewackich środowiskach, tak skrzętnie skrywaną przez przychylne im media.

Źródło informacji: http://www.pch24.pl

Kard. Burke: biskupi muszą walczyć z kulturą śmierci!

logo Polonia Christiana

- Biskupi świata są zobowiązani przejąć inicjatywę w walce z kulturą śmierci. Nie mogą czekać na rozmowy prowadzone podczas krajowych konferencji – powiedział w środę kardynał Raymond Leo Burke, arcybiskup Saint Louis, miasta w amerykańskim stanie Missouri.

Dlaczego muzyka to poważna sprawa? O istocie i znaczeniu muzyki

Tradicamp - Letni Zjazd Integracyjny dla wiernych przywiązanych do Mszy Świętej sprawowanej w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego.

Zdjęcie: TRADICAMP

Tradicamp jest spotkaniem z Bogiem w Jego Liturgii. Spotkaniem przeżywanym we wspólnocie wiernych przywiązanych do liturgii w formie jaka kształtowała Kościół Rzymskokatolicki przez wieki. Powstała wspólnota uczyniła zaś Tradicamp również spotkaniem z człowiekiem, drugim człowiekiem szukającym Chrystusa w otaczającym go świecie.

Tradicamp organizacyjne ukształtował się jako letni zjazd integracyjny dla wiernych Kościoła Rzymskokatolickiego przywiązanych do Liturgii sprawowanej w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego. Z pewnością jest on jednak spotkaniem otwartym również dla tych, którzy dopiero chcą poznać ten wielki skarb Kościoła.

Tradicamp to droga poznania tradycji własnego Kościoła i ludzi do niej przywiązanych, tradycji w jakiej żył Kościół i jego Święci na przestrzeni wieków. Droga dla starszych i młodszych, świeckich i kapłanów, droga nawet dla tych co powątpiewają.

Spowiedź! Msza Święta! Chorał gregoriański! Kadzidło! Psalmy! - duch dawnej liturgii Kościoła umacnia i powadzi zgromadzoną wspólnotę do Chrystusa.

Wspólne wycieczki plenerowe! Ogniska! Wakacje! - wymiar integracyjny zjazdu stwarza okazję do poznania wielu ciekawych ludzi i ukazuje prawdziwe oblicze ludzi tradycji.

Tradicamp dla niektórych jest trudnym połączeniem Liturgii i wakacji, ale dla swojej wspólnoty jest autentycznym odzwierciedleniem naturalnego połączenia w życiu człowieka.

Chrystus wszak Jest z nami zawsze; w kościele, w domu, w pracy, na wakacjach, w chwilach radości i smutku.

Spotkajmy Go na Jurze, spotkajmy Go w Jego Liturgii!

Więcej informacji na oficjalnej stronie zjazdu i profilu na facebook'u

Printfriendly

______________________________________________________________________
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny. 
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________