_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diabeł i Egzorcyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diabeł i Egzorcyzm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Zakładnik diabła



Ksiądz Malachi Martin. Dla zwolenników fascynujący, czarujący, błyskotliwy, i zaprawiony w boju wojownik Boga. Dla oponentów mitoman, kłamca, szuja i oszust. A kim był naprawdę ten kontrowersyjny ex-jezuita? Na to pytanie próbują odpowiedzieć twórcy dokumentu "Zakładnik diabła".

niedziela, 25 marca 2012

Diabeł i jego wpływ na człowieka

poniedziałek, 6 lutego 2012

Spotkanie z egzorcystą


Konferencja ks. Piotra Glasa, egzorcysty pracującego w Anglii, o pracy księży egzorcystów i o egzorcyzmach, o wpływie szatana na współczesny świat i ludzi.

wtorek, 10 stycznia 2012

Złego nie dotykaj, bo zginiesz


Opętanie nie jest związane tylko ze złem fizycznym, ale ze złem moralnym, z grzechem, z tajemnicą zła. Szatan jest ojcem grzechu, a grzech przyciąga grzech i zło. Podobne przyciąga podobne. Ludzie źli przyciągają złe duchy, a dobrzy dobre - mówi demonolog, teolog i filozof, jezuita, o. Aleksander Posacki

Czytaj dalej

wtorek, 6 grudnia 2011

Opętana przez diabła

Studentka z Rzeszowa opowiada wstrząsającą historię zniewolenia przez demona.

Ludzie myślą, że szatan i złe duchy są tylko w horrorach. Ja wiem, że istnieją naprawdę. Wiem, jak to jest być w niewoli demona, który powoli spycha cię w najczarniejszą otchłań, przejmuje kontrolę nad tobą i całym twoim życiem i robi wszystko, żebyś się poddał i wreszcie ze sobą skończył raz na zawsze… - Agnieszka urywa na moment swoją historię…

poniedziałek, 14 listopada 2011

Egzorcyzm z mediumizmu



Mam dzisiaj 36 lat i jestem 8 lat po odprawianym nade mną wielkim rytuale egzorcyzmu z powodu mediumizmu. Niesamowita historia.

Moja historia rozpoczyna się w roku 1863 kiedy mój prapradziadek został po powstaniu wraz z rodziną wysiedlony na Syberię. Wyjazd z Polski był równoznaczny z opuszczeniem rodzinnych stron mazowieckiego dworu w którym religia katolicka była oczywistością, a wejściem w kulturowe konteksty Rosji końca XIX wieku. Sytuacja materialna mojej rodziny w Rosji na samym początku zesłania była zła, ale szybko ustatkowała się na tyle, że mój pradziadek kształcił się we Władywostoku w szkole prowadzonej przez Niemców, rozmawiał tylko po rosyjsku i niemiecku, porzucił praktyki katolickie, fascynował się teozofią. Dobrze płatny zawód pozwalał mu na dalekie wycieczki na północ, w dzikie regiony Syberii gdzie był surowy nietknięty chrześcijaństwem szamanizm, gdzie jak wspominał podległ z kolegami jakimś obrzędom, które miały powiększyć jego zdolności medialne. „Bycie medium” w tamtym środowisku było modne, nieraz oszukiwano podczas seansów, aby skupić na sobie uwagę towarzystwa, ale pradziadek podczas syberyjskiej inicjacji uzyskał coś prawdziwego, co na samym początku dawało mu wielką satysfakcję, ale z czasem przeraziło na tyle, że wypytywał jak się tego pozbyć. Odpowiedź jaką uzyskał była mroczna, nie da się tego pozbyć. Co więcej „cechy mediumizmu” pozostaną w rodzinie i będą dziedziczone przez kilka pokoleń, mogą co najwyżej być uśpione poprzez nie używanie ich.

Po odzyskaniu niepodległości pradziadek z rodziną zamieszkał w Warszawie, jego córka została żoną znanego piłsudczyka, zafascynowanego seansami spirytystycznymi Stefana Ossowieckiego. Ossowiecki namawiał babcię, aby z nim współpracowała, nalegał, że wyczuwa jej nadzwyczajne cechy które nazywał „wrodzonymi”, „wartymi uruchomienia”, ona poruszona tymi komplementami zastanawiała się nad współpracą, czemu jej zainicjowany na Syberii Ojciec bardzo się sprzeciwiał. Rozmawiano wówczas o tym, że on doświadcza pewnego rodzaju cierpienia i nie chce żeby z córką było podobnie, że przestrzega ją przed zainteresowaniem tymi sprawami, że żałuje tego co robił kiedyś, ale nie widzi możliwości cofnięcia sprawy. Powstrzymało ją to przed zabawowym uczestnictwem w seansach, ale podczas wojny i okupacji jej nastawienie do możliwości poszukiwania zaginionych i wypytywania się zmarłych o różne rzeczy zmieniło się, spirytyzm nabrał bardzo praktycznego wymiaru, był też nęcącym substytutem duchowości, bo wiary w sensie katolickim to środowisko już nie posiadało. Niedawno starsza osoba z rodziny opowiadała mi że z dzieciństwa spędzonego w schronach bombardowanej Warszawy pamięta ciągle odprawiane tam seanse spirytystyczne. Kładziono talerzyk na stole, siadano wokół i wypytywano „duchu duchu, powiedz nam czy Iksiński żyje”, a „zawołaj ducha Kowalskiego niech się wypowie czy można przejść bezpiecznie do tamtej ulicy, czy tam strzelają”. I rzeczywiście, niekiedy otrzymywano zupełnie trafne odpowiedzi. Podobnie jak u pradziadka u Babci po okresie zadowolenia z mediumizmu nadchodził okres cierpienia, do którego w wesołym z natury i trzeźwo myślącym środowisku nie było się przed kim przyznać. Po II wojnie nie było już seansów, było już tylko cierpienie. Mama pamięta dziadka, który jej jako dziecku w prostych słowach tłumaczył. „Jest coś takiego jak spirytyzm, ludzie czasem z ciekawości z nudów chcą rozmawiać ze zmarłymi. Ale tego nie wolno robić, ja to kiedyś robiłem i bardzo się po tym cierpi, niestety po tym co robiłem, a jest to tak jakbym coś odgrzebał głęboko spod ziemi, moja rodzina będzie już to mieć i ty też. To są skomplikowane sprawy. Najważniejsze dla ciebie jest, żebyś nigdy nie pozwoliła przy sobie robić nic związanego z wywoływaniem duchów, czy jakimś dziwnym leczeniem. Jeżeli ktoś ci będzie prawił komplementy że jesteś medium, to nie rozmawiaj z nim, jeżeli gdzieś towarzystwa będzie chciał wywoływać duchy to pamiętaj, że ty wychodzisz, masz nie zwracać uwagi czy to grzecznie że wyjdziesz czy nie, tylko uciekać. Bo jak oni będą bez ciebie to im się najprawdopodobniej nic nie uda. A z tobą może się udać i będą z tego straszne rzeczy.” Czasy komunizmu rodzina przeżyła dość spokojnie, jakby cała sprawa odchodziła w niepamięć, obrosła nawet nieco żartobliwą legendą. W latach 70 kiedy zaczynały się pojawiać w Polsce przemycane z zachodu druki z rysunkami aury ludzkiej, ciał astralnych, było w rodzinie kilka rozmów uzgadniających, że wszyscy to widzą mniej więcej tak jak na rysunkach i że każdy nieraz zastanawia się nad sobą, czy nie jest wariatem. Te rozmowy miały jakiś uspokajający charakter, że skoro kilka osób widzi to samo, na jakimś wspólnym znajomym i może o tym spokojnie pogadać, no to widać to obiektywnie istnieje. Bardziej niepokoiły zwierzenia o tym, że każde z nas kilkakrotnie miało doznania związane z wychodzeniem ze swojego ciała, tego nikt nie pamiętał jako przyjemne.

Moje najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa, pierwsze zapamiętane obrazy mają już na sobie pewne rzeczy których inne osoby nie widzą. Mama rozmawiała ze mną o tym tak jak się rozmawia z dzieckiem poznającym świat, wyjaśniła mi, że inni tego nie widzą, żeby nie rozmawiać o tym z nikim, bo zostanę uznana za wariatkę, ale żeby się nie przejmować, ponieważ ona to widzi i babcia widziała i pradziadek, widzimy, „bo jesteśmy mediami” ,że jest to jakby uśpione i co „nie ruszane nie sprawi mi kłopotu”. Pamiętam też z dzieciństwa wizyty duchów, białego stojącego koło szafy i czarnego wiszącego nad moim łóżkiem, budziła mnie ich obecność, otwierałam oczy, ale nie mogłam się przez parę chwil poruszyć, było mi duszno tak jakbym się czymś zachłysnęła, było to jednak tylko kilkanaście zastanawiających momentów w dzieciństwie szczęśliwym i spokojnym.

Od reszty rodziny odróżnia mnie to, że byłam u pierwszej Komunii Świętej. Prowadzono mnie na nauki związane z tym sakramentem „żebym nie była inna od dzieci w klasie”, bo mieszałyśmy w robotniczej, „po wiejsku” wierzącej dzielnicy, gdzie by nas babcie kolegów z klasy mocno wzięły na języki jakbym nie chodziła na religię, podśmiewywano się z panujących tam „wiejskich klimatów”, ale jednak prowadzono. Moja wiara jaka dostałam od prostej katechetki zakonnicy była szczera, ale niepodtrzymywania zanikła wraz z wiekiem dojrzewania. Życie sakramentalne wznowiłam na studiach, pod wpływem wierzącego środowiska. Jazda zaczęła się nagle, kiedy pojechałam na obóz środowiska studenckiego, na którym przez ścianę z nami mieszkali chłopcy którzy codziennie chodzili na Mszę Św. Ponadto pościli w intencji pielgrzymki do Częstochowy, na której czas pokrywał się z pobytem na obozie, ofiarowywali to za uczestników. W moim pokoju nocą chodziła ciągle ciemna postać smukłego mężczyzny bez rozpoznawalnej twarzy, której kroki i obecność zauważali niekiedy także i inni. Robili różne teorie, że być może jest to dusza zmarłego, ja jednak wiedziałam że jest to zjawa towarzysząca mi od dzieciństwa, która zmieniła sposób zachowania. Nie spałam w ogóle ponad tydzień, obecność ducha łączyła się z ukazywaniem mi obrazów różnych grzechów i złych sytuacji, odległych morderstw i umarłych, wiązało się to z uczuciem przytłoczenia cudzymi grzechami, tak jakby on dzielił się swoją pamięcią o świecie przechwalając się złem i zwalał je na mnie, nieracjonalne poczucie przytłoczenia było z godziny na godzinę większe. Doznawałam wielkiej ulgi w obecności Najświętszego Sakramentu który był w kaplicy gdzie się spowiadałam, ale zaraz po wyjściu robiło się jeszcze gorzej, naprawdę zaczynałam w tym wszystkim tracić trzeźwość.

Podczas tych bezsennych nocy przypominałam sobie dokładnie co ja wiem o sobie, co wiem o Bogu, co wiem o mediumizmie, co wiem moim życiu sakramentalnym i dochodziłam do wniosku, że muszę koniecznie coś z tym zrobić, bo tylko udaję przed sobą, że rozumiem kiedy mówią „widzisz takie rzeczy, bo jesteś medium”, przyjmowałam jako dziecko co mówią, ale teraz dosyć tego. Zrozumiałam, że światopogląd w którym mnie wychowano nie wytrzymuje próby mojej sytuacji i nie jest kompatybilny z katolicyzmem, który usiłowałam w sobie kształtować. Zadzwoniłam do domu i zapytałam co konkretnie mają na myśli powtarzając, że "to nie ruszane nie sprawia kłopotu”, co to znaczy „nie ruszać tego” i odpowiedziano mi „nie należy za bardzo interesować się duchowością w żadnym kierunku, ani nie uprawiać magii, spirytyzmu, ani w drugą stronę, się za bardzo nie modlić, nie chodzić za często do kościoła (chodzono raz w roku), ogólnie nie ruszać tego, to to nie będzie sprawiać kłopotów”. Ta odpowiedź mnie zdruzgotała. Magii nigdy nie chciałam, ale kto miał by mnie powstrzymywać przed modlitwą i czemu? Ja chciałam normalnie, mieć pobożnych kolegów i prowadzić życie sakramentalne, kochać Pana Boga, móc wchodzić do kościoła kiedy chcę a nie wbiegać tam z lękiem i nie bać się z niego wyjść.

Rzeczywistość miała dla mnie coraz bardziej duchowy charakter. Żaden przedmiot ani żadne miejsce nie wydawały mi się neutralne. Były dla mnie piękne lub wstrętne, po dotykaniu przedmiotów miałam różne wizje związane z ich przeszłością. Bałam się przebywania wśród ludzi, bo czułam ich choroby w sobie, tak jakbym zewsząd zbierała do siebie jakiś pył z przedmiotów których obecność powodowała niechciane obrazy. Pojawiały się wokół mnie dziwne ciecze, szerszenie, było trzaskanie drzwiami, niewytłumaczalne poruszenia przedmiotów. Tak, wiem ze to brzmi jak z przeładowanego treścią horroru, ale tak było. Czułam się jak przejście podziemne, które jest puste, a przez które przechodzą obcy przechodnie. Otwierałam Pismo Święte żeby się modlić, a nie widziałam tekstu, przeistoczoną Hostię widziałam jako mięso i czułam pogardę dla niego jako do czegoś zabitego.

Dostawałam też róże ochłapy wiadomości o przyszłości z którymi nie wiedziałam co robić, były to wszystko „złe nowiny”, że ktoś umrze, że gdzieś będzie wypadek samochodowy. Pojawiało się to w formie jednego obrazu a potem przesuwało jakby po klatce, w przód, w tył, rozszerzając swoja treść o nowe elementy. Niektóre, drobne, spełniły się, ale te największe raczej były zapowiedziami wydarzeń duchowych. Np. bardzo wyraźną wizję że ktoś jest chory i że ta choroba jest zabijaniem go miałam w związku ze znanym mi księdzem, który później został znanym egzorcystą. Rzeczywiście dostał ataku choroby takiej jaką widziałam i w takich okolicznościach, ale nie umarł, bo znalazł go nieprzytomnego i pomógł mu przyjaciel również ksiądz, choroba nie zabiła go, przeciwnie, wzmogła jego modlitwę. To było tak jakby byt informujący mnie o zdarzeniu nie miał siły czy ochoty, czy może nawet wiedzy o dobrych elementach zdarzenia, jakby miłosierdzie przekraczało jego sposób myślenia. Kiedy mówił „zabiję” miał na myśli „mam w planach zabić”, ale nie zabił bo nie jest Panem, Panem jest Jezus. Dla mnie to zdarzenie miało umacniający charakter, mówiło wiele o bycie-informatorze.

Coraz bardziej zrozumiałe dla mnie było to, że jest koniecznością żeby poruszyć sprawę mojej sytuacji z jakimś księdzem. Znałam stan swojego sumienia, wiedziałam o sobie, że nie bycie w stanie Łaski Uświęcającej sprawiało mi ulgę, zatem uważałam że to nie w porządku wobec spowiednika żeby tracił czas na doszukiwanie się przyczyn, że coś złego zrobiłam, kiedy przyczyna była jedna - nie cierpiałam siebie w stanie Łaski Uświęcającej, bo męczyły mnie wizje, więc coś robiłam złego żeby nie cierpieć. Do poszukiwania księdza "znającego się na duchach" motywowała mnie chęć dokładniejszej spowiedzi. Sposób wykonywania mojego zawodu wówczas sprawiał, że stykałam się często z księżmi z wieloma z nich będąc w przyjaźni. Zaczynałam rozmawiać z nimi ostrożnie, zawsze w ten sam sposób, najpierw uprzedzając, że ja wiem że istnieje coś takiego jak dziedziczna choroba psychiczna i że ja najprawdopodobniej coś takiego mam, tylko że od 120 lat to ukrywamy. Są to nieraz osoby z pierwszych stron gazet, a prywatnie ciągle mają wizje które przyjmują w swoim światopoglądzie mediumicznym, nauczyły się na rzeczy dziwne nie ragować, ale cierpią, o czym rzadko wspominają. Ze mną jest najgorzej, bo się najbardziej szarpię do Boga. Trudno mi się o tym rozmawiało, bo nie natrafiałam na księży przygotowanych na taką rozmowę, nieraz niestety też trafiałam na takich, którzy sami przyznawali się do bytności u jasnowidzów, wypytywali mnie jak wygląda ich aura, ogólnie nie byli przekonani, aby to co mnie dotyczyło miało związek z demonami. Upierałam się, że mną jest to coś złego. Księża bagatelizujący mnie przemawiali z punktu widzenia ciekawostek o którychś gdzieś tam przeczytali, a ja mówiłam z punktu ponad 100 letnich doświadczeń, z punktu poważnego konfesjonałowego problemu. Spotykałam się z niedowierzaniem, bo nie wyglądałam na osobę z jakimkolwiek problemem, cały czas pracowałam w kontaktach z ludźmi, na stanowiskach wymagających ciągłej uwagi i odpowiedzialności.

W końcu znalazłam księdza który mnie zrozumiał i wyjaśnił, co z resztą intuicyjnie czułam od dawna, że poprzez inicjację okultystyczną którą zrobił pradziadek, zły duch został zaproszony do naszej rodziny. Moja sytuacja jako osoby wierzącej i z miłości do Boga pragnącej wyzwolenia, i z uporem, pomimo przeciwności do tego dążącej się była i jest pełna nadziei. Problem jaki mnie dotyczy teologicznie nazywa się "obciążenie okultystyczne*". Potrzeba postawy pełnego wyrzeczenia się tych zjawisk, bez zastanawiania się nad zachowaniem najbardziej nawet pożytecznych, przydatnych do leczenia, czy odnajdywania ciał zmarłych, bo szatan kusi czymś przydatnym, chcąc pozostać. Wyjaśniono mi, że niezależnie od tego z jaką mocą te duchy zostały kiedyś do nas zaproszone, należy je wyrzucić, Kościół to może uczynić poprzez rytuał egzorcyzmu. Cechy jasnowidzenia, widzenia aury, zniknęły klika lat temu, nie dam się namówić na przytaknięcie tezie, że część z nich była cechami genetycznymi czy naturalnymi w inny sposób. To był pewien pakiet zjawisk, z którego zostałam wyzwolona, najpierw czasowo, z powrotami, a teraz to już chyba zupełnie. Czasami przeżywam teraz jakieś duchowe odwiedziny, które można by porównać do oferty akwizytora, proponującego jakieś zyski, podnoszącego ofertę dla utraconego klienta, ale nie zwracam na to uwagi, jak ktoś nie otwierający drzwi obcym. Widzę wiele łask jakich doznałam, ale mojego świadectwa nie odważę się podsumować, że to na pewno wszystko się skończyło, nasze wyzwolenie trwa, tu jeszcze nie ma happy endu, prosimy o modlitwę za siebie.

Lucyna

* definicja „Obciążenia okultystycznego”

„Chodzi tutaj o rozmaite negatywne skutki psycho-duchowe (niekiedy bardzo tajemnicze), które oprócz tego, że przejawiają się w skłonności do popełniania grzechów okultyzmu, to również przejawiają się w rozmaitych ciemnych zniewoleniach (uniemożliwiających modlitwę), tajemniczych niepowodzeniach i złych nieszczęściach (mimo zewnętrznych oznak sukcesu), które dotykają całe rodziny. Nie chodzi tu o żaden determinizm czy odpowiedzialność zbiorową, ale o pewne skutki grzechu, uznanego przez Boga za najcięższy i określonego jako nierząd z mocami ciemności."

Cytat: O. Aleksander Posacki SJ, Okultyzm jako niewierność fundamentalna, Nota Duszpasterska Konferencji Biskupów Toskanii na temat magii i demonologii, wyd. "M", Kraków 1995.

Źródło informacji: FRONDA.pl

środa, 10 sierpnia 2011

Popyt na przeganianie demonów



Jedenaście lat temu było ich niespełna 20, a o ich pracy można było usłyszeć niewiele. Obecnie Kościół w Polsce oferuje ludziom pomoc i praktykę ponad stu egzorcystów. Podobnie dzieje się na całym świecie

Obok Włoch nasz kraj ma największą w Europie liczbę egzorcystów. W każdej polskiej diecezji jest przynajmniej jeden, a w niektórych po kilku. Ten trend jest widoczny nie tylko w Polsce. Na świecie powstają liczne książki, artykuły czy produkcje filmowe, od słynnych dokumentalnych „Egzorcyzmów Anneliese Michel” po amerykański fabularyzowany „Rytuał” z Anthonym Hopkinsem.

Wzrost zainteresowania demonologią nie zmienia faktu, że wokół egzorcyzmów narosło wiele mitów i u wielu ludzi budzą one skojarzenia z odległą przeszłością. Spowodował to m.in. rozwój psychiatrii, psychologii czy psychoterapii na przełomie XX i XXI w. O średniowieczną ciemnotę oskarżał niemiecki prokurator ks. Ernesta Alta – duchownego, który egzorcyzmował młodą studentkę Anneliese Michel. Dziewczyna była opętana i zmarła.

niedziela, 24 lipca 2011

Świadectwo jasnogórskiego egzorcysty

piątek, 8 lipca 2011

Wskutek upadku wiary rośnie rola egzorcystów

W Australii, wskutek upadku wiary księża egzorcyści mają coraz więcej pracy. Ostatnio biskup pomocniczy Sydney Julian Porteous, niedawno mianowany naczelnym egzorcystą kraju, mówił, że w Australii wskutek odwrócenia się od wiary, coraz więcej osób, cierpiących z powodu opętań i różnego rodzaju uzależnień natury demonicznej prosi o pomoc. Hierarcha chce zwiększyć liczbę kapłanów, którzy będą mieli zgodę na przeprowadzanie egzorcyzmów, by każda z diecezji mogła mieć przynajmniej jednego egzorcystę, jak stanowią przepisy kościelne. Obecnie na 30 diecezji w całej Australii jest 20 kapłanów, którzy mogą uwalniać od opętania uzależnione osoby.

Bp Petrous dostrzega pilną potrzebę ciągłego przypominania nauki Kościoła na temat pokus, natury grzechu i działania szatana.

Hierarcha od lat angażuje się w formację księży, organizuje spotkania i konferencje naukowe. Zorganizował m.in. sympozjum z udziałem egzorcysty hiszpańskiego - Jose Fortea, autorem licznych publikacji na temat egzorcyzmów i opętań, a także z byłym lekarzem ks. Jeremy Davisem, który szefuje Międzynarodowemu Stowarzyszeniu Egzorcystów, z ojcem Gabrielem Amorthem, czy jezuitą ks. G. Jordanem. Ten ostatni podczas niedawnej konferencji w Sydney, która odbyła się w maju br. mówił, że „choć niektórzy duchowni nie wierzą w diabła – uosobienie zła … konieczność przeprowadzania egzorcyzmów wraca z pełną mocą. Obserwuje się bowiem realny wzrost zainteresowania egzorcyzmami - pewien nawrót, który musiał nastąpić, ze względu na upadek wiary”.

Kapłan przypomniał, że wypędzanie złych duchów od zawsze należało do podstawowych zadań duchownych. Powołał się na słowa Chrystusa skierowane do swoich uczniów, których wysyłał w świat. Za każdym razem Jezus mówił, że muszą głosić słowo Boże, leczyć chorych i wypędzać złe duchy.

Bp Petrous ubolewa nad faktem unikania przez kapłanów głoszenia nauki o grzechu i pokusach szatana. Przyniosło to szkodę dla wiary w Australii. Jego zdaniem, jest to jeden z czynników, który „doprowadził wielu ludzi do poszukiwania odpowiedzi na wiele istotnych problemów w miejscach niewłaściwych”.

– Nie mówiliśmy wystarczająco dużo o szatanie, o pokusach, a nawet możliwych przyczynach duchowych uzależnień. Mówiliśmy o uzależnieniach jako problemie społecznym, a nie duchowym. Z tego powodu ludzie przestali wierzyć w istnienie szatana i uzależnienia duchowe tłumaczą sobie przyczynami natury psychologicznej. Przestali brać pod uwagę aspekt demonicznej działalności – wyjaśnił. - W momencie, gdy chrześcijańska wizja życia zepchnięta została na dalszy plan, ludzie którzy doświadczają lęków i niepewności w swoim życiu - którzy jednak interesują się sprawami natury ludzkiej: co nadaje sens i kierunek ich działaniom itp. - zaczynają skłaniać się w kierunku np. jogi i reiki - dodał.

Hierarcha obserwuje pewną istotną zależność – wraz z upadkiem wiary rośnie zainteresowanie ideami new age, które stanowią pierwszy krok w otwarciu się na działanie sił demonicznych. Biskup przypomina, że nawet to, co wydaje się być nieszkodliwe, może zaprowadzić nas na manowce. Mówi: - Joga może być wykorzystywana jako ćwiczenia fizyczne. Na kogoś, kto ma silną wiarę może ona nie mieć destrukcyjnego wpływu. Jeśli jednak zdarzy się ktoś, kto będzie się chciał dowiedzieć czegoś więcej na temat duchowych podstaw jogi, wówczas może to być brama prowadząca do bardzo niebezpiecznego i demonicznego świata. Joga bowiem niejako wysysa umysł z wpływów religijnych, robiąc miejsce na inne wpływy duchowe – tłumaczy bp Petrous.

Hierarcha przypomniał także to, na co zawsze zwracają uwagę egzorcyści. Wypędzać szatana można tylko z osób opętanych przez niego. Dlatego należy dokonać dokładnego rozeznania czy dana osoba jest pod wpływem opętania demonicznego, czy raczej cierpi na problemy natury psychicznej. Może się jednak zdarzyć, że dana osoba cierpi z powodów psychicznych i dodatkowo jest pod wpływem szatana. Przykładowo ktoś ulega pokusie odrzucenia Boga i pokusie pożądliwości. Szatan subtelnie podszeptuje, jak te pożądliwości zaspokoić. Zdaniem australijskiego hierarchy, zwykle takie uzależnienia jak: uleganie pornografii, alkoholizmowi, narkomanii, czy nawet paleniu ma wymiar zarówno psychologiczny, jak i demoniczny. Czasami, by pomóc danej osobie wystarczą drobne, tradycyjne egzorcyzmy stosowane przez kapłanów w codziennej posłudze duszpasterskiej. Innym razem konieczna jest pomoc mianowanego przez biskupa egzorcysty.

Źródło informacji: PIOTRSKARGA.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.