_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Posoborowy kryzys życia zakonnego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Posoborowy kryzys życia zakonnego. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2026

Mianowanie heretyczki grzechem ciężkim? Ostra reakcja na watykańską nominację s. Barron

Pamiętacie nasz niedawny wpis o s. Mary Barron OLA i jej manipulacyjnej „grze w rozeznawanie”, w której pod osłoną frazesów o Duchu Świętym próbowała podważać nieodwołalne nauczanie zawarte w Ordinatio Sacerdotalis? Sprawa ta ma swój ciąg dalszy, który obnaża jeszcze głębszy poziom kryzysu kadrowego w dzisiejszym Watykanie.

Słowa przewodniczącej Papieskich Dzieł Misyjnych (Missio), sugerującej na łamach EWTN, że Kościół powinien „ułatwiać rozeznawanie” kobietom odczuwającym rzekome powołanie do kapłaństwa, wywołały burzę za oceanem.

Głos w sprawie zabrał Thomas V. Mirus – ceniony amerykański publicysta, dziennikarz, dyrektor wykonawczy wydawnictwa Trinity Communications oraz redaktor naczelny portalu CatholicCulture.org. Jest również synem Jeffreya Mirusa, współzałożyciela Christendom College oraz twórcy portalu CatholicCulture.org.

Mirus bez owijania w bawełnę: "To jest grzech ciężki"


Komentując fakt, że osoba jawnie podważająca katolicką doktrynę piastuje wysokie stanowisko w Kurii Rzymskiej, Mirus napisał na platformie X słowa, które wstrząsnęły publicystyką katolicką:

„Wierzę, że grzechu ciężkiego dopuszcza się każdy, kto mianuje lub pozwala tej kobiecie nadal piastować to stanowisko, znając jej heretyckie poglądy”.

I dodał bez ogródek:

„Dlatego właśnie powiedziałem jakiś czas temu, że nie można być »dobrym papieżem«, jeśli pozwala się na takie rzeczy – bez względu na to, jak wiele budujących rzeczy duchowych wypowie się w swoich homiliach”.

Pobłażliwość wobec heretyckich poglądów na szczytach władzy 

Głos Mirusa trafia w sam punkt. W poprzednim wpisie analizowaliśmy modernistyczną taktykę s. Barron – powolną ewolucję dogmatów i oswajanie wiernych z myślą, że decyzje Urzędu Nauczycielskiego są płynne. Dziś widoczny jest tego bezpośredni skutek kanoniczny i moralny.

Mamy do czynienia z sytuacją, w której na kluczowe urzędy odpowiedzialne za ewangelizację świata wyznacza się ludzi, którzy nie przyjmują podstawowych prawd wiary oraz hierarchicznej struktury Kościoła ustanowionej przez Chrystusa. Jak zauważa Mirus, odpowiedzialność za ten stan rzeczy nie spada wyłącznie na same słowa s. Barron, ale na przełożonych, którzy wiedząc o jej poglądach, dają jej do ręki oficjalne pieczęcie i mikrofony Stolicy Apostolskiej.

Pobożna retoryka nie zastąpi prawdy

Nie da się dłużej ukrywać tego pęknięcia. Duszpasterskie uśmiechy, pobożne encykliki czy orędzia pełne czułości stają się pustym rekwizytem, gdy w sferze decyzji personalnych przyzwala się na bezkarne promowanie haseł sprzecznych z Magisterium Kościoła.

Gdy urzędnik Kurii Rzymskiej publicznie kwestionuje nauczanie papieży, a przełożeni milczą, nie jest to już tylko „różnorodność opinii” – to jawne przyzwolenie na niszczenie depozytu wiary od środka.

Mirus wyraził to, co dziś czuje wielu wiernych katolików: wierność Kościołowi nie polega na ślepym przyklaskiwaniu szkodliwym decyzjom kadrowym, lecz na odwadze nazywania rzeczy po imieniu – choćby płynęły one z samych szczytów władzy.

A jakie jest Wasze zdanie? Czy nominowanie i utrzymywanie na urzędach osób podważających dogmaty to faktycznie ciężka wina przełożonych, czy tylko „błąd w rozeznaniu”? Zapraszam do dyskusji w komentarzach!

środa, 21 października 2026

Gra w „rozeznawanie” nieodwołalnego. Jak urzędnicy Kurii Rzymskiej podważają "Ordinatio sacerdotalis"


Kiedy w 1994 roku Ojciec Święty Jan Paweł II ogłaszał list apostolski Ordinatio sacerdotalis, użył formuły niesłychanie precyzyjnej, definitywnej i zamykającej wszelkie spekulacje:

„Oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne”.

Nie było tu miejsca na dwuznaczności. Kościół nie tyle „nie chce” wyświęcać kobiet, ile nie ma do tego żadnej władzy, gdyż ustrój sakramentalny został ustalony raz na zawsze przez samego Jezusa Chrystusa. Dziś jednak, w erze posynodalnego zamętu, wyższe urzędy Kurii Rzymskiej obsadzane są przez osoby, dla których dogmatyczne orzeczenia Urzędu Nauczycielskiego Kościoła zdają się być jedynie czasową opinią, którą można – a wręcz należy – negocjować.

Powrót „otwartych drzwi”

Oto s. Mary Teresa Barron, powołana na stanowisko przewodniczącej Papieskich Dzieł Misyjnych oraz sekretarza pomocniczego Dykasterii ds. Ewangelizacji, udziela wywiadu dla stacji EWTN News. Wypowiedź ta stanowi wręcz podręcznikowy przykład modernistycznej taktyki rozmywania prawd wiary pod osłoną pobożnie brzmiącej retoryki o „słuchaniu Ducha Świętego”.

Gdy zapytano ją o kwestię ordynacji kobiet, watykańska dygnitarz – zamiast przypomnieć niezmienną naukę Kościoła – odparła: „Kimże jestem, by mówić, czy drzwi są otwarte, czy zamknięte?”.

A przecież jedyna właściwa odpowiedź katolika – a tym bardziej urzędnika Stolicy Apostolskiej – brzmi: Jesteś stróżem depozytu wiary (depositum fidei), a nie jego autorem! Drzwi te zamknął sam Chrystus, wybierając wyłącznie mężczyzn na Apostołów, a powagą władzy kluczy piotrowych przypomniał o tym Jan Paweł II. Twierdzenie, że kwestia ta wciąż podlega „procesowi rozeznawania”, jest niczym innym jak podważaniem nieomylnego Magisterium Kościoła.

Zasłona dymna z „Ducha Świętego”

Przeraża łatwość, z jaką we współczesnych dyskursach wewnątrzkościelnych bezczeszczone jest imię Ducha Świętego. Siostra Barron sugeruje, że rzekome „powołanie”, jakie odczuwają niektóre kobiety, może pochodzić od Trzeciej Osoby Trójcy Przenajświętszej. Cytując dokument końcowy Synodu o Synodalności – „To, co pochodzi od Ducha Świętego, nie może zostać powstrzymane” – wysuwa wniosek, że skoro temat ordynacji kobiet wciąż powraca, to z pewnością stoi za tym Duch Boży.

To niebezpieczny gnostycyzm i absolutne pomieszanie pojęć. Duch Święty jest Duchem Prawdy – On nie może zaprzeczać samemu sobie ani obalać sakramentalnej struktury, której przez dwa tysiące lat strzegł Kościół Rzymski! Upór, z jakim środowiska progresywne powracają do tematu kapłaństwa kobiet, nie jest dowodem na działanie Ducha Świętego, lecz na kryzys posłuszeństwa i głęboką infiltrację Kościoła przez świecki feminizm.

Jeśli coś uporczywie powraca mimo jasnego zakazu Urzędu Nauczycielskiego, to nie jest to tchnienie Parakleta, lecz pycha i duch buntu.

Odpowiedzialność za Lex credendi

Przykład s. Barron pokazuje groźny mechanizm: poprzez stałe powtarzanie, że „temat powróci, gdy nadejdzie właściwy czas”, oswaja się wiernych z myślą, że struktura dogmatyczna Kościoła jest płynna. To powolna ewolucja dogmatów w praktyce – metoda, przed którą tak przestrzegał św. Pius X w encyklice Pascendi dominici gregis.

Jako tradycyjni katolicy musimy z całą mocą przypominać podstawową prawdę: kapłaństwo nie jest prawem człowieka ani urzędem państwowym, do którego można zgłaszać roszczenia. Jest niezasłużonym darem i uczestnictwem w jedynym kapłaństwie Chrystusa – sakramentem, w którym kapłan działa in persona Christi Capitis (w osobie Chrystusa-Głowy, który wcielił się jako Mężczyzna i Oblubieniec Kościoła).

Modlimy się za Kościół i za urzędników Kurii Rzymskiej, aby Bóg dał im łaskę wiernego strzeżenia tego, co zostało im powierzone, zamiast szukania poklasku u świata i prób „rozeznawania” spraw, które Bóg raz na zawsze rozstrzygnął.

Opracowała redakcja „Rzymskiego Katolika”

Źródło: EWTN News

wtorek, 26 maja 2015

To przez psychologię pustoszeją zakony!



Policzmy - było w zgromadzeniu 615 zakonnic, po roku „terapii” wysłanych zostało 300 próśb do Rzymu o zwolnienie ze ślubów. Wnioski?

Magazyn tradycyjnych katolików "The Latin Mass" zamieścił niepokojący wywiad przeprowadzony ze skruszonym katolickim psychologiem, który twierdzi że jego współpraca z zakonami była bardziej destrukcyjna niż budująca. To niepokojące świadectwo dał Dr William Coulson, który był uczniem wpływowego amerykańskiego psychologa Carla Ransoma Rogersa, jednego z głównych przedstawicieli znanej także w Polsce „psychologii humanistycznej”.

Skruszony psycholog

Opowiadający tę historię William Coulson w 1964 roku został szefem instytucji skupiającej kadrę animatorów przeznaczonych między innymi do współpracy z zakonami (dokładnie Western Behavioral Sciences Institute z siedzibą w La Jolla, California, USA). Jego refleksja o destrukcyjności własnych działań dojrzała dosyć szybko. Już w 1971 roku zaczął się wycofywać z niektórych swoich twierdzeń i działań, a z czasem w pełni poświęcił swoje życie wykładom dla grup katolickich i protestanckich zagrożeniach związanych z psychoterapią.

Uczeń Rogersa

Coulson opisuje rolę jaką odegrał w niszczeniu pewnego katolickiego zakonu. Jego droga rozpoczęła się w latach 50-tych, od doktoratu z filozofii, poświęconego myśli Carla Rogersa. Rogers był wówczas jednym z najbardziej znanych amerykańskich psychologów, a jego myśl nie budziła kontrowersji. Także dr Coulson nie należał do wrogo nastawionych do Kościoła, przeciwnie, właśnie należał do praktykujących swoją wiarę katolików. Nie widział jednak przeszkód w fascynacją teoriami psychologii, która nazywana byłą „nondirective” czyli „bez autorytetów”.

Czy mamy zły (katolicki) „Pomysł na siebie”?

W Polsce istnieje Polskie Towarzystwo Psychologii Humanistycznej, powołujące się na myśl Rogersa http://www.psychologia-humanistyczna.pomoc-psychologiczna.com/. Teoria Rogersa definiowana jest tam następująco : „Kluczowym pojęciem teorii Rogersa jest tzw. "self - concept", czyli "wyobrażenie siebie samego takim jakim chciałoby się być jak i swojej przyszłości". Można by powiedzieć hasłowo iż chodzi tu o "pomysł na siebie". (…) Otóż, podkreśla on, iż w procesie wychowywania do umysłu dziecka są wtłaczane liczne "nakazy i zakazy", które czasami skutecznie blokują naturalny proces "aktualizacji pomysłu na siebie". W rezultacie na samopoczucie lub ogólniej kondycję psychiczną człowieka wpływają dwie siły : (1) "inklinacja do naturalnego, zgodnego z wrodzonym potencjałem rozwoju pomysłu na siebie" i przeciwdziałająca siła (2) "nie uświadamianych lub słabo uświadamianych nakazów i zakazów - kierujących jednak zachowaniem. (…) Skoro tendencja do aktualizowania siebie (pomysłu na siebie) może być znacznie zakłócona, należy więc obmyślić warunki kiedy owa "inklinacja do uaktualniania, rozwoju swoich potencjalnych możliwości" mogłaby być "wzmocniona".

Winne jest „Sumienie”!

Carl Rogers uważał, że kluczem do wielu psychologicznych zaburzeń jest „sumienie” w którym odzywa się echo wmówionych w dzieciństwie zakazów i nakazów. Robił badania nad ludźmi którzy wyrośli w I poł XX w. w tradycyjnie chrześcijańskich, konserwatywnych regionach USA. Jego pacjenci deklarowali, że posiadają „sumienie”, o którym często wspominali, jako o czymś hamującym pewne działania. Rogers wówczas nie nawoływał wprost do tego, aby jego pacjenci porzucili to co im nakazywało „sumienie”. Często jednak używał sformułowania "Kiedy myślę na tym co Pan powiedział, to mam wrażenie, że …” i dalej już zostawiał pacjenta nam na sam z jego myślami o wdrukowanych mu w domu, szkole, zakonie, ograniczeniach. Myślał, że to było ważne, żeby człowiek w kontakcie z „terapeutą” miał „szansę” pomyśleć nie koniecznie stosując się do norm, w których był wychowywany. Twierdził, że wówczas może samemu „usłyszeć Boga” czy nawet „Ducha Świętego”. Ponieważ używał niekiedy tej terminologii religijnej, jego teorie były łatwe do przyjęcia przez wierzących. Czyż źle jest poszukiwać „Głosu Boga”?

Wyleczmy „normalnych ludzi” z ”sumienia” !

Kiedy powiadający tę historię William Coulson poznał swojego mistrza Rogersa, ten stosował już swoje metody nie tylko wobec ludzi wykazujących zaburzenia psychiczne, ale także wobec tzw. „normalnych ludzi” których życie pragnął ulepszyć. Pojechali razem do Kalifornii, opuszczając te regiony USA gdzie katolicyzm był niezwykle tradycyjny, na słynące z tolerancji wybrzeże. Coulson zauważa dziś autoironicznie, iż był to spory błąd, poszukiwanie „normalnych ludzi” w Kalifornii, na dodatek u zakonnic które miały dom w Hollywood. Zgromadzenie prowadziło szkoły i wśród nich był bardzo wysoki procent sióstr z wysokim wykształceniem. Na dodatek niejednokrotnie wywodziły się one z domów aktorów i businessmanów z Hollwood, w których wychowanie odbiegało od tradycyjnych schematów. Tam już na samym początku było spore otwarcie zakonu na nowinkarstwo i siostry Niepokalanego Serca Maryi (skrót od angielskiej nazwy Zgromadzenia - IHM) zgodziły się, aby ekipa psychologów weszła ze swoimi pomysłami do ich szkoły, w środowisko nauczycieli, uczniów i rodziców, aby móc wpływać na rozwój normalnego katolickiego życia rodzinnego. To zapoczątkowało katastrofę!

Brak pomocy u spowiedników

Na pytanie ile czasu zajęło mu niszczenie Zgromadzenia Sióstr, skruszony psycholog odpowiada, że to trwało około półtora roku. Siostry poddane „terapii” likwidującej „sumienie” nie chciały już żadnej innej władzy, niż „własny wewnętrzny głos”. Na przykład: pewna siostra Mary Benjamin IHM, która świeżo wstąpiła do zgromadzenia, została tam uwiedziona przez starszą od siebie zakonnicę lesbijkę. Stało się to pod pretekstem psychologizującego „uwolnienia tego kim się jest naprawdę wewnętrznie”. Oficjalnie gry erotyczne nie były elementem terapii zalecanej przez Rogersa, ale stosowało ją wielu terapeutów jako rzekome narzędzie do wyzwalania „ukrytych pragnień” pacjentów. Bywało też tak, że zakonnice opuszczające zgromadzenie wchodziły w związki z kapłanami również pod wpływem psychologów porzucającymi swoje powołanie. Siostra Mary Benjamin wkrótce po współżyciu ze współsiostrą miała wrażenie że stało się coś złego i wyspowiadała się z tego, trafiła jednak na kapłana który powiedział jedynie, że „nie chce wydawać wyroku na jej działania” i to „od niej należy decyzja o osądzie, czy to co zrobiła było dobre czy złe”. Wówczas ta młoda zakonnica zorientowała się, że tak naprawdę została z tym wszystkim sama. Utraciła podstawową busolę moralności i wystąpiła. Kiedy rodzice przywozili ją do zakonu, robili to w dobrej wierze myśląc że córka oddaje siebie Bogu, niestety oddawali ją władzy psychologii. Co opowiedziałby jej Jezus? To co odpowiadało jej prawdziwe sumienie: „Idź i nie grzesz więcej”, zamiast tego usłyszała psychologizującą odpowiedź, że „sama ma zadecydować”. Tak siostry szły za swoim wewnętrznym głosem, który po prostu powinien być nazwany POKUSĄ i masowo występowały ze zgromadzenia wschodząc w związki z mężczyznami, a często również z kobietami. Istnieje zapis tej katastrofy, która z czasem rozszerzyła się na inne zakony, wydany w formie książki Nancy Manahan, Rosemary Keefer Curb „Lesbian Nuns, Breaking Silence” Która dokumentuje sprawę widzianą od strony zakonnic, które wystąpiły ze Zgromadzenia, po odkryciu pod wpływem owych terapeutów, że są lesbijkami. Książka o wiarygodnej treści stała się bestsellerem, klasyką literatury LGBT.

Co na to zarząd Zgromadzenia sióstr?

Na tym etapie, kiedy już następowały te zbiorowe odejścia, władze Zgromadzenia Sióstr były już nieco zaniepokojone. Trudno było jednak wykształconym siostrom z nie zaufać psychologom , skoro powoływali się na psychologię jako naukę, Rogers był autorytetem w dziedzinie psychologii, a pełniący dużą rolę w zespole Coulson był katolikiem. Siostry doszły więc do wniosku, jakby wbrew już widocznym faktom "Ci ludzie nie zaszkodzą nam.” Tymczasem, Coulson, co obecnie wyznaje, choć był katolikiem miał nieraz podobnie anty-katolickie myśli jak Rogers. Nie lubili hierarchii kościelnej. Myśleli o sobie, że to oni są Kościołem i że to właśnie na nich Jan XXIII „otworzył okna, aby przewietrzyć Kościół”. Tymczasem ze zgromadzenia zaczynało „wywiewać” kolejne zakonnice. Czy i nie dzisiaj ilość odejść z zakonu wzrasta wraz z wpływem teorii psychologicznych na życie zakonne?

Społeczność bez hamulców.

Psychologowie w środowisko zakonu i szkoły zrobili eksperymentalną małą społeczność, w której miała panować zupełna wolność od wszelkich zahamowań. Korzystali tu ze specyfiki zamknięcia środowiska charakterystycznego dla szkół prowadzonych przez katolickie zakony. Dlaczego siostry na to pozwoliły? Czy nie czuły że są to destrukcyjne prądy? Jak się dało im okłamać jednocześnie ponad 600 zakonnic? Zapewne dla tego że w roku 1967 zakonnice wiedziały że wezwane są przez Sobór Watykański II do przewartościowania tego co było, a otwarcia się na to co nowe. To ogólne wezwanie w swojej gorliwości chciały natychmiast zrealizować. Czuły że jakoś jest to bolesne i rozwala ich wspólnotę, ale nie były dojrzałe do przerwania eksperymentu, który w założeniach wydawał im się dobry, bo był czymś nowym. Psychologowie jawili im się jako odpowiedź na „wezwania soborowe”. Był w tym czasie jeszcze zamęt i sposób odpowiedzi na wezwania soboru dopiero się kształtował, między innymi na tamtym tragicznym przykładzie. Z pewnością nie było to dobre rozumienie nauk soborowych, tylko jakaś manipulacja postanowieniami Soboru. Psychologizująca herezja.

Z 615 zakonnic, ile pozostało do dzisiaj?

Zgromadzenie zostało rozwiązane w sensie prawa kanonicznego, a przekształcone w świeckie zrzeszenie, co jest wyraźną oznaką że Kościół nie akceptuje czegoś takiego. Jest grupa kobiet na emeryturze, które mieszkają w ośrodku opieki; istnieje też niewielka grupa młodszych radykalnych feministek, która prowadzi sklepik w centrum teologii feministycznej w Hollywood. Istnieje też kilka szkół, ale ich sposób kształcenia nie ma już prawie nic wspólnego z tym co było kiedyś. Sprzedano też kampus uczelni. Nie istnieje też słynny niegdyś college. Te drogie szkoły, w fazie swojego upadku, były środowiskiem bardziej gorszącym od szkół państwowych. Jedna matka która zabierała jej córkę przed zamknięciem tego college mówiła: "Można stracić swoją wiarę za darmo na uczelni państwowej."

Skrucha

Skruszony psycholog wyznaje, że musiał zatem przerwać swoje działania po dwóch latach, ponieważ ich przedmiot badań przestał istnieć. Wyznaje: nie chcieliśmy zniszczyć, chcieliśmy ulepszyć. Tymczasem wszystko rozpadło się nam w rękach…

Maria Patynowska

Bibliografia


  1. "WE OVERCAME THEIR TRADITIONS, WE OVERCAME THEIR FAITH" Pierwodruk: "The Latin Mass.", Vol. 3, No. 1, 1994; zamieszczonego na stronie http://www.ewtn.com/
  2. Film „Tearing Down Catholic Schools - Dr William Coulson 1993 https://www.youtube.com/watch?v=8dGy8iuYgWA
  3. Polskie Towarzystwo Psychologii Humanistycznej http://www.psychologia-humanistyczna.pomoc-psychologiczna.com/.
  4. Nancy Manahan, Rosemary Keefer Curb „Lesbian Nuns, Breaking Silence” fragment on-line, http://www.bellabooks.com/mm5/appetizer/app-%20Lesbian%20Nuns%20Breaking%20Silence.pdf
  5. O autorze: http://www.issuesetcarchive.org/issues_site/resource/journals/coulson.htm
  6. Wasiukiewicz Anna, Psychologia jak religia, religia jak psychologia, Bollinari Publishing House, 2015.
Źródło informacji: FRONDA.pl

wtorek, 27 stycznia 2015

Amerykańskie siostry zakonne



Jeszcze w ubiegłym wieku a niewiele przed II Soborem Watykańskim, w USA powstała rada przełożonych żeńskich zgromadzeń czynnych. Miało to miejsce w 1956 r. a powołał ją do życia Pius XII. Na fali przemian w Kościele, rewolucji lat sześćdziesiątych i ogólnego przekonania, że oto ruszana jest z posad bryła świata, także i ta rada zaczęła zmieniać oblicze oraz, w 1971 r., definitywnie zmieniła nazwę z „The Conference of Major Superiors of Women” (Konferencja Głównych Przełożonych Żeńskich) na „The Leadership Conference of Women Religious” (Przywódcza Konferecja Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych – LCWR). Przez zmianę nazwy chciano podkreślić równość wszystkich sióstr, zaś w zakonach przełożone miały zostać zastąpione przez liderki, przez co akcent miał być położony nie tyle na sprawowanie przez nie władzy, co bycie przewodniczką na drodze duchowej i wspólnotowej.

piątek, 2 stycznia 2015

Non serviam, czyli zbuntowane zakonnice



Non serviam, czyli zbuntowane zakonnice

(Tekst z 2010 roku)

Choć często umyka to powszechnej świadomości, żeńskie zgromadzenia zakonne odegrały znaczącą rolę w historii Kościoła katolickiego w Ameryce Północnej. Nie jest dziełem przypadku, że pierwszą kanonizowaną świętą spośród osób urodzonych w USA była właśnie zakonnica, św. Elżbieta Anna, zwana Matką Seton, założycielka tamtejszej gałęzi Sióstr Miłosierdzia1, poświęcająca się nauczaniu i opiece nad ubogimi dziećmi. Innymi wybitnymi zakonnicami były: św. Franciszka Ksawera Cabrini, która uznana w Italii za zbyt chorowitą, by sprostać trudom klasztornego życia, stworzyła Zgromadzenie Misjonarek Najświętszego Serca i założyła w USA ponad 70 szkół, sierocińców i szpitali; św. Katarzyna Drexel, założycielka Zgromadzenia Sióstr od Najświętszego Sakramentu dla Indian i Kolorowych, która poświęciła swój olbrzymi prywatny majątek, by nieść Chrystusa Indianom i byłym niewolnikom; św. Teodora Guérin, wybitna pedagog i misjonarka, której dzieło kontynuowały Siostry od Matki Bożej z Woods. To one i wiele ich odważnych i pobożnych towarzyszek nadawało kształt amerykańskiemu katolicyzmowi w ciągu ostatnich 200 lat.

Siostry w kryzysie

W Stanach Zjednoczonych siostry zakonne stanowią zdecydowanie największą katolicką społeczność osób związanych z Kościołem nie tylko wiarą i sakramentami, ale także mocą ślubów i przyrzeczeń. Liczebności oraz różnorodności tworzonych przez nie instytutów nie dorównują ani księża i bracia zakonni, ani kapłani diecezjalni. Ale też właśnie instytuty żeńskie borykają się z problemem coraz dotkliwszego braku powołań i coraz częstszych odejść sióstr związanych ślubami wieczystymi. W latach 1965–2000, zgodnie ze statystykami opublikowanymi przez Centrum Badań Stosowanych w Apostolacie (CARA)2, liczba sióstr zakonnych spadła o 54%3 – ze 160 tys. do niecałych 70 tys., a dziewięć na dziesięć z nich przekroczyło 60. rok życia. Obraz młodej zakonnicy ubranej w habit i pracującej w miejscowej parafii, szpitalu czy szkole, jest już przeszłością. Dziś nie ma ich aż tak wiele, a zdecydowana większość porzuciła nie tylko strój, lecz także zakonną dyscyplinę, angażując się w działalność organizacji pozarządowych, z których zaledwie niewielka część ma cokolwiek wspólnego z edukacją, opieką nad sierotami, ludźmi chorymi czy więźniami, a więc pierwotnymi charyzmatami ich zakonów.

Anna Carey, autorka książki Sisters in Crisis: The Tragic Unraveling (‘Siostry w kryzysie. Tragiczne rozdarcie’) zbadała w 1997 r. życie i posługę amerykańskich zakonów żeńskich, a jej praca stanowi kolejny dowód, że niegdyś żyjące wiarą i dynamicznie rozwijające się wspólnoty są dziś dotknięte głębokim kryzysem. Jest to kryzys tożsamości, który dotyka zgromadzeń, ale także poszczególnych tworzących je osób. „W ciągu ostatnich 40 lat – pisze Carey – zakony żeńskie coraz bardziej porzucały życie wspólnotowe, a należące do nich budynki wykorzystywały jako miejsce zakwaterowania, z którego siostry wyruszały, by pracować w różnych katolickich instytucjach”. Z czasem jednak ich zaangażowanie zaczęło wykraczać nie tylko poza działalność Kościoła, ale także poza działalność akceptowalną przez Kościół. To „wyjście do świata”, pozbawione zabezpieczeń w postaci zjednoczonej wiarą i charyzmatem wspólnoty, sprawiło, że siostry zakonne szybko wchłonęły skrajnie liberalną i lewicową ideologię lat 60., której dodatkowo, ze względu na posoborowe zmiany w doktrynie, liturgii i praktykach, coraz łatwiej było przeniknąć do wnętrza Kościoła. „Zatrważa fakt – stwierdza Carey – że niektóre siostry sprzeciwiają się Magisterium w dziedzinie moralności, a nawet stają się jawnymi rzeczniczkami «małżeństw» homoseksualnych i prawa do aborcji4. Najgorsze jest to, że wiele z nich nie wierzy już w podstawowe prawdy wiary i nie jest już praktykującymi katoliczkami”.

Matka Kane: Od błędów do ekskomuniki

We wrześniu ubiegłego roku w St. Louis odbywały się uroczystości związane z 40. rocznicą powstania Narodowej Koalicji Amerykańskich Zakonnic – NCAN5. Choć utworzona w 1969 r. organizacja gromadzi nie więcej niż 2 tys. sióstr, to jej oddziaływanie na kształt życia zakonnego w USA jest nieproporcjonalnie duże. Dzieje się tak dlatego, że siostry z NCAN są jednymi z najaktywniejszych członkiń Konferencji Przywództwa Zakonów Żeńskich – LCWR6, organizacji reprezentującej ponad 90% wszystkich amerykańskich instytutów żeńskich.

s. Teresa Kane
Podczas jubileuszowych obchodów największy aplauz zdobyła s. Teresa Kane ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, nestorka „katolickiego feminizmu”. W 1979 r., gdy Jan Paweł II odbywał podróż apostolską do USA i był witany w waszyngtońskim Narodowym Sanktuarium Niepokalanego Poczęcia, s. Kane, wówczas przewodnicząca LCWR, wygłosiła przemówienie, w którym odniosła się do wydanej trzy lata wcześniej deklaracji Pawła VI Inter insigniores7 i kwestii kapłaństwa kobiet: „Mając przywilej bycia tu razem z Tobą, Wasza Świątobliwość – mówiła Kane – proszę Cię, abyś pamiętał o ogromnym cierpieniu, które jest udziałem wielu kobiet, także w Stanach Zjednoczonych. Wzywam Cię do współczucia i usłyszenia wołania kobiet, które stanowią połowę ludzkości. My, kobiety, usłyszałyśmy wspaniałe przesłanie naszego Kościoła dotyczące godności i szacunku dla wszystkich osób. Jako kobiety zastanawiałyśmy się nad tymi słowami. Nasza refleksja prowadzi nas do stwierdzenia, że Kościół w swojej walce o to, by być wiernym swemu wezwaniu do poszanowania godności wszystkich osób, musi odpowiedzieć przez zapewnienie kobietom, jako osobom, możliwości uczestnictwa we wszystkich jego posługach”.

Trzydzieści lat później s. Teresa Kane – wbrew ostrzeżeniom – wzięła udział w celebracjach, podczas których symulowano udzielanie święceń episkopatu członkiniom stowarzyszenia „rzymskokatolickich kapłanek” – RCWP8. Uczestnicy tego wydarzenia zostali obłożeni ekskomuniką, ale zakonnicy nie przeszkodziło to w oficjalnym wystąpieniu podczas jubileuszu NCAN. Pytana przez dziennikarzy o ekskomunikę, powiedziała, że nie ma sobie nic do zarzucenia i że to „nie ona jest poza komunią, ale instytucja, która zerwała komunię z nią” (sic!). Podczas swego przemówienia stwierdziła, że „nastał czas gniewu” i jeżeli ten „gniew nie zostanie okazany, to w Kościele nic się nie zmieni”. O RCWP powiedziała, że ta „organizacja katolickich kapłanek jest wprawdzie niewielka i bardzo krytykowana, ale się nie poddaje. Nikt nie ma władzy nad naszą przyszłością poza nami samymi” – dodała s. Kane.

Liderki czy wyższe przełożone?

I rzeczywiście, to od samych zakonnic zależy przyszłość ich wspólnot, lecz jak dotąd próżno było szukać troski o tę przyszłość w głównym nurcie amerykańskiego życia zakonnego, skupionego wokół LCWR. Konferencja, której liderki same przedstawiają jako progresywną, została ustanowiona w 1956 r. pod nazwą Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich9 i w ciągu swojej ponad 40­letniej historii często miała napięte stosunki z Rzymem. Najlepszym przykładem ewolucji poglądów LCWR jest zorganizowana w latach 80., wraz z przedstawicielami amerykańskich zakonów męskich, konferencja na temat przyszłości życia konsekrowanego. Opublikowano wówczas wspólne stanowisko, w którym przewidywano, że wspólnoty zakonne czeka ewolucja w kierunku organizacji ekumenicznych10, otwartych dla małżeństw, „ludzi różnych płci i orientacji seksualnych”, z opcjonalnymi ślubami. Konflikty z Kongregacją Nauki Wiary w latach 90. i tzw. lojalna niezgoda jako sposób na trwanie w Kościele, przy jednoczesnym kwestionowaniu jego nauk, w tym totalna krytyka deklaracji Dominus Iesus11, sprawiły, że w 2001 r. przywódczynie LCWR otrzymały poważne ostrzeżenie. Kard. Józef Ratzinger, ówczesny prefekt kongregacji, wyraził przekonanie, że część aktywności zakonnic jest nie do pogodzenia z Magisterium, prosząc, by organizacja poczyniła kroki, dzięki którym Kościół odzyska pewność, iż siostry akceptują katolicką doktrynę w zakresie nauczania o święceniach kapłańskich jako zarezerwowanych wyłącznie dla mężczyzn, o jedynozbawczości i wyjątkowości Chrystusa i Kościoła oraz o homoseksualizmie12. Jednak interwencja rzymskiej dykasterii nie spotkała się z pozytywną odpowiedzią ze strony amerykańskich zakonnic. Więcej, na swoje doroczne spotkania nadal zapraszały prelegentów znanych z błędów doktrynalnych i upartego nieposłuszeństwa Kościołowi.

Już w 1970 r., w odpowiedzi na popadnięcie LCWR w błędy modernizmu, liberalizmu, feminizmu i ekologizmu, część sióstr, których najbardziej widocznym wyróżnikiem jest zachowanie habitów, oddzieliła się od konferencji i utworzyła Radę Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich (CMSWR13). Rada uzyskała aprobatę Watykanu w 1992 r. Stało się to wówczas, gdy przełożone z LCWR wywołały kolejną falę kontrowersji, wspierając „katolickie” ruchy żądające dopuszczenia kobiet do święceń kapłańskich, tak jak to się stało we Wspólnocie Anglikańskiej. Decyzja Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, potwierdzająca faktyczny rozłam wśród amerykańskich zakonnic, została odczytana przez watykanistów i komentatorów życia eklezjalnego w USA nie tylko jako wotum nieufności Kurii Rzymskiej wobec LCWR, ale także jako dowód braku wpływu Rzymu na tę organizację.

Sympozjum w Stonehill College

Kierunek, w którym zmierzały zmiany w amerykańskim Kościele, niepokoił już nie tylko członkinie zgromadzeń należących do konserwatywnej CMSWR, ale nawet część sióstr z progresywnej LCWR. Okazją do zaprezentowania obaw wobec przedstawiciela Stolicy Apostolskiej stało się sympozjum w Stonehill College14 (stan Massachusetts) poświęcone życiu konsekrowanemu. W spotkaniu wzięło udział blisko 600 uczestników, duchownych i świeckich, wśród których znalazł się kard. Franciszek Rodé, prefekt Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego.

Największe wrażenie na słuchaczach wywarły wystąpienia wspomnianej już Anny Carey, autorki książki o życiu zakonów w USA, oraz s. Sary Butler, misjonarki Sług Trójcy Przenajświętszej i wykładowczyni akademickiej. Carey sygnalizowała, że od chwili, gdy opublikowała swoją książkę, nieprzer­wanie przyjmuje listy i telefony od zakonnic niezadowolonych z kierunku zmian zachodzących w ich klasztorach. Frus­tracja sióstr jest tym większa, że nie widzą możliwości przeciwdziałania patologiom. „Wiele z nich – mówiła autorka – skarży się, że są zmuszane do uczestnictwa w sfeminizowanej liturgii i zrewidowanym feministycznym brewiarzu, a władze ich wspólnot ustaliły wieloletni plan zaprowadzenia jeszcze dalej idących «reform», ignorując skargi niezadowolonych”. Warto przy tym zauważyć, że sfeminizowana liturgia i tak stanowi najmniejsze z zagrożeń duchowych dla zakonnic i ich podopiecznych, bowiem klasztory coraz częściej spełniają funkcję „centrów duchowości”, w których praktykuje się wschodnią medytację, jogę, reiki oraz usiłuje się leczyć ludzi za pomocą radiestezji, bioenergoterapii i homeopatii.

Siostra Sara Butler, której zgromadzenie należy do LCWR, bardzo ostro skrytykowała obecny stan amerykańskiego życia zakonnego, odwołując się także do osobistych doświadczeń, gdy po publikacji książki w obronie kapłaństwa wyłącznie dla mężczyzn15 o mało nie straciła zajmowanego stanowiska wykładowczyni teologii dogmatycznej w nowojorskim Seminarium pw. Św. Józefa. „Jest zagadką i powodem wstydu – mówiła s. Butler – że nasze dwie najważniejsze krajowe konferencje koncentrują się tak bardzo na zagadnieniach dotyczących porządku światowego i problemach globalnych, a tak mało uwagi poświęcają pilnym potrzebom Kościoła. Dlaczego zdają się częściej pytać o przyszłość Ziemi niż o przyszłość Kościoła?”.

Pod koniec dyskusji panelowej uczestnicy zostali poproszeni o sugestie. Dwie z sióstr, wśród nich s. Butler, zapytały kardynała o możliwość przeprowadzenia wizytacji apostolskiej.

Kardynał Rodé i matka Millea

Wydaje się, że konferencja w Stonehill College rzeczywiście stanowiła przełom, bowiem w grudniu 2008 r., krótko po spotkaniu kard. Rodé z Benedyktem XVI, podczas którego kardynał zrelacjonował swój pobyt w Ameryce, wydano dekret o wizytacji apostolskiej we wszystkich żeńskich instytutach zakonnych w Stanach Zjednoczonych.

Matka Mary Clare Millea ASCJ
Wizytacje, będące sposobem na zapewnienie odpowiedniej kondycji poszczególnych wspólnot, a nawet całych zgromadzeń, są normalną częścią życia zakonnego. Jednak wizytacja zarządzona przez kard. Rodé nie ma chyba precedensu. Przede wszystkim pierwszy raz w historii jest prowadzona przez kobiety – wizytatorem apostolskim została mianowana matka Maria Klara Millea, przełożona generalna Apostołek Najświętszego Serca Pana Jezusa, której zgromadzenie należy do obu amerykańskich konferencji zakonnych. Jest to również pierwsza wizytacja na tak dużą skalę, bo nie dotyczy jednego zgromadzenia, ale całego żeńskiego życia zakonnego w USA.

W styczniu 2009 r. rzeczniczka matki wizytatorki, s. Ewa Maria Ackerman, franciszkanka altoniańska16, była dziennikarka i dyrektorka Wydziału Życia Konsekrowanego kurii diecezjalnej w St. Louis, podczas konferencji prasowej w Waszyngtonie zapoznała media z celem i procedurami towarzyszącymi wizytacji. Ma ona trwać dwa lata i składać się z czterech etapów, w trakcie których matka Maria Klara podda ocenie „jakość życia” wizytowanych zgromadzeń, ich pracę apostolską i rezultaty „aktywnego zaangażowania w służbie Kościoła i społeczeństwa”. „Mamy nadzieję – mówiła s. Ackerman – lepiej zrozumieć trudności i przeszkody, które hamują osoby i instytucje, ograniczając ich wzrost, a także zwrócić ich działania tam, gdzie będą najbardziej potrzebne”.

Polowanie na czarownice?

Wizytację, która w zamyśle kongregacji nie miała być dochodzeniem, lecz raczej studium żeńskiego życia zakonnego w Stanach Zjednoczonych, zaczęto postrzegać w kategoriach policyjnego śledztwa. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że takie myślenie towarzyszy zarówno przeciwnikom watykańskiej wizytacji, jak i zwolennikom, którzy swymi komentarzami o konieczności zaopatrzenia matki Millea w osinowe kołki niepotrzebnie zaogniają i tak już napiętą sytuację. Prowokują przy tym niechętnych Kościołowi dziennikarzy do stosowania ich ulubionego wachlarza „katolickich” skojarzeń: średniowiecze, polowanie na czarownice, inkwizycja i stosy.

Prominentne członkinie LCWR natychmiast wyraziły zaniepokojenie wiadomością o wizytacji, a rozmach, z jakim została zaplanowana, przypomniał im kontrolę 200 amerykańskich seminariów duchownych z 2005 r., gdy po serii skandali pedofilskich Watykan, w ogniu oskarżeń o polowanie na homoseksualistów, starał się zaprowadzić tam stosowną dyscyplinę. Również to skojarzenie zaważyło na postrzeganiu przez zakonnice z LCWR działań matki wizytatorki.

20 lutego 2009 r. biuro prasowe Konferencji Przywództwa Zakonów Żeńskich wydało oświadczenie, w którym napisano: „Planowana wizytacja jest dla nas niespodzianką, a związane z nią zamiary i jej wpływ na życie zgromadzeń żeńskich w USA pozostają niejasne”. „Oczywiście nie możemy utrudniać im dochodzenia – pisała w jednej z publikacji s. Sandra Schneiders ze Zgromadzenia Służebniczek Niepokalanego Serca Maryi – ale możemy przyjąć ich grzecznie i uprzejmie, jako tych, którymi są: nieproszonymi gośćmi, których podejmuje się w salonie i nie pozwala węszyć po całym domu”.

Badanie doktrynalne

Niebawem po ogłoszeniu decyzji o rozpoczęciu wizytacji niezadowolenie zbuntowanych zakonnic przerodziło się w oburzenie. Liderki LCWR zostały bowiem poinformowane, że organizacja będzie się musiała poddać nie tylko wizytacji, lecz także odrębnej ocenie doktrynalnej, której z upoważnienia kard. Wilhelma Levady, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, dokona bp Leonard Blair, ordynariusz Toledo (Ohio). Podczas gdy wizytacja ma odpowiedzieć na pytania dotyczące przyczyn spadku liczby powołań, bp ­Blair będzie badał poglądy teologiczne amerykańskich przełożonych zakonnych. Okazało się to konieczne, ponieważ siostry z LCWR nie pofatygowały się, by udzielić odpowiedzi na doktrynalne upomnienie Kongregacji Nauki Wiary z 2001 r., a wizytacja stała się dobrą okazją, żeby to wyegzekwować. Rezultaty badania doktrynalnego mogą się okazać zatrważające, bowiem już pobieżna obserwacja treści głoszonych podczas dorocznych zjazdów LCWR każe przypuszczać, że poglądy wielu amerykańskich zakonnych „liderek” wyczerpują nie tylko zawartość Syllabusa Piusa IX, ale mogłyby przyprawić o palpitację serca nawet najbardziej zagorzałych modernistów czasów ostatniego soboru powszechnego.

Nie dziwi więc, że decyzja Kongregacji Nauki Wiary została odebrana z nieskrywaną wrogością. W wydanej deklaracji zakonnice zapowiedziały, że będą współpracować zarówno z biskupem Blairem, jak i matką Milleą, ale tylko pod warunkiem, że „prowadzący dochodzenie zmienią niektóre z metod działania”. Siostry nie przyjęły do wiadomości, że nie mają prawa wglądu w raporty na swój temat. Oświadczyły także, że nie będą gościć rzymskich delegatów na swój koszt.

Czy habit i sobór dadzą się pogodzić?

Rzym nie ma wiele do zarzucenia zgromadzeniom reprezentowanym przez konserwatywną CMSWR, grupującą ok. 10 tys. sióstr, której przedstawicielki bez szemrania przyjęły rozporządzenia wizytacyjne. Matka Maria Kwintyna Sheridan, przełożona generalna CMSWR, powiedziała: „Nie rozumiem lęku przed wizytacją. Wszyscy musimy zmierzyć się z prawdą o spadku powołań do życia zakonnego, a rolą Kościoła jest stawianie pytań”. I choć zbytnim uproszczeniem byłoby postrzeganie wizytacji jako elementu wojny między konserwatystkami w habitach a progresistkami, które ich nie noszą, to trudno uniknąć wrażenia, że nawet część zakonnic tak na to patrzy. Wspomniana wcześniej s. Sandra Schneiders, profesor teologii wykładająca w Jesuit School of Theology w Berkeley, nazywa wizytację „wojną wywołaną przez Watykan pod fałszywym pretekstem i z inicjatywy osób przerażonych tym, że powoli tracą władzę”. Schneiders krytykuje siostry z CMSWR, twierdząc, że jej konferencja jest po prostu bardziej wierna dekretowi II Soboru Watykańskiego o przystosowanej odnowie życia zakonnego Perfectæ caritatis. „Różnimy się od nich (sióstr z CMSWR – przyp. J. P.) tak, jak zakony żebracze różnią się od benedyktynów – mówi Schneiders. – Największą jednak różnicą jest to, że one czytają Perfectæ caritatis, nie wyciągając daleko idących wniosków. Owszem, pogłębiły duchowość (mam nadzieję) i uczyniły kilka zmian w duchu nowoczesności – skróciły habity, uelastyczniły rozkład dnia, zaniechały zwyczajów, które były po prostu dziwne itd. My natomiast czytamy Perfectæ caritatis przez pryzmat Gaudium et spes17 oraz Lumen gentium18 i czujemy się wezwane do życia poza modelem monastycznym – w świecie, który, jak to zapisano w Gaudium et spes, Kościół objął na nowo po wiekach odrzucenia. Sobór wyzwolił nas z getta i skierował ku ekologii, feminizmowi i sprawiedliwości społecznej. Kuria Rzymska ma problem z akceptacją takiego obrotu sprawy”.

Kwestionariusz niezgody

Wizytacja trwa już rok. W tym czasie matka Millea spotkała się z ponad połową przełożonych generalnych blisko 400 instytutów z całych Stanów Zjednoczonych. Od marca do maja rozmawiała w Rzymie z blisko 50 przełożonymi generalnymi. Wszystkie spotkania odbywały się na zasadzie dobrowolności. Z końcem lata biuro wizytator apostolskiej rozesłało instrumentum laboris – dokument roboczy zawierający kwestionariusz, który przełożone miały obowiązek wypełnić. Wszystkie amerykańskie zakonnice zostały także poinformowane, że wizytacja jest objęta ścisłą tajemnicą, a siostry, które obawiają się wyrażać swoje zdanie przed przełożonymi, mogą pisać bezpośrednio do matki wizytatorki.

Zdecydowana większość przełożonych nie udzieliła odpowiedzi na pytania zawarte w ankiecie. Dokument trafiał do Rzymu niewypełniony, z załączoną konstytucją zakonną mającą zastąpić odpowiedź. „Opór jest niemal powszechny – stwierdziła anonimowo jedna z przełożonych. – Mówimy «dość!». Podczas 40 lat mego życia w zakonie nigdy nie widziałam takiej jednomyślności”.

W ankiecie, która tak bardzo zbulwersowała amerykańskie zakonnice, znalazły się pytania o wiek sióstr, posługę, w jaką się angażują, wypełnianie obowiązków stanu, ale także dotyczące nieruchomości pozostających własnością zgromadzeń i rezultatów najnowszych audytów finansowych.

Część przełożonych odmówiła podania informacji dotyczących personaliów, wieku i zaangażowania swoich sióstr, powołując się na ustawę o ochronie danych osobowych (sic!) i prawo do prywatności. Z kolei ujawnienie pytań dotyczących majątku zakonów sprowokowało amerykańskie media do oskarżenia Watykanu o chęć ich sprzedaży i wykorzystania uzyskanych środków na wypłaty odszkodowań dla ofiar niedawnych afer pedofilskich19.

Wśród pytań „naruszających prywatność” zakonnic znalazły się m.in. te z zakresu życia duchowego, sakramentalnego i liturgicznego, np.: „Opisz, w jaki sposób jako wyższa przełożona wspierasz i zachęcasz swoje siostry do uczestnictwa w codziennej Mszy św. i częstej spowiedzi. – Czy podległe ci siostry uczestniczą w liturgii eucharystycznej zgodnie z zatwierdzonymi normami liturgicznymi? – Czy podczas wspólnotowych spot­kań/uroczystości (np. kapituł, jubileuszy itp.) Eucharystia jest ich częścią? Czy [inne] rytuały zastępują celebrację liturgii Kościoła? – Czy podczas Mszy konwentualnych lub innych siostry wygłaszają świadectwa zamiast homilii kapłana lub diakona? – Czy twoje siostry odmawiają Liturgię Godzin zgodnie z waszymi konstytucjami? (Tytuł, wydawca i data). – Jakie są twoje nadzieje i obawy dotyczące dalszego rozwoju życia duchowego twoich sióstr?”.

„Niezdrowa ciekawość” Stolicy Apostolskiej dotyczyła także niektórych aspektów życia wspólnotowego, np.: Jak idea życia wspólnotowego jest wyrażana w praktyce przez członkinie twego zgromadzenia? – Jak kształtowany jest duchowy i osobisty rozwój sióstr w ramach wspólnoty? – Czy sposób ubierania się twoich sióstr jest zgodny z prawem właściwym twemu instytutowi zakonnemu, czy jest świadectwem oddania Bogu, a także godności i prostoty waszego powołania? – Jak uregulowana jest kwestia opieki nad starzejącymi się i chorymi siostrami i jakie są dalsze plany twojego zgromadzenia w tej sprawie? – Czy starsze i chore siostry, niezależnie od miejsca zamieszkania, mają dostęp do sakramentu Eucharystii, pokuty i namaszczenia (a także Wiatyku)?.

Zakonnice zarzucają matce Millei, że kwestionariusz jest „zbyt techniczny”, a jego wypełnienie nie przyczyni się do poznania i zrozumienia przez Watykan całego ogromu pracy, którą siostry z LCWR wykonują we wszystkich dziedzinach swojego zaangażowania. Pod koniec września z poparciem dla nich wystąpił kard. Jan O’Malley, pochodzący z zakonu kapucynów ordynariusz Bostonu, a miesiąc później biskupi Kalifornii. Kard. O’Malley, prezentując stanowisko Komitetu ds. Duchownych, Życia Konsekrowanego i Powołań w episkopacie USA – które, jak zaznaczył, całkowicie podziela – napisał do zakonnic LCWR: „Kościół jest wam wdzięczny za wszystko, co wasze wspólnoty zrobiły i co jeszcze zrobią dla jego misji (...). Nasi założyciele przetrwali wiele wyzwań i przeszkód z gorliwością, która inspirowała ich modlitwę i dzieło. Kościołowi potrzebne są wasze charyzmaty”.

Jak dotąd jedyną publiczną reakcją na wypowiedzi kwestionujące procedury wizytacji i w ogóle jej sensowność są słowa rzeczniczki prasowej wizytatorki, s. Ewy Marii Ackerman, która na początku grudnia ubiegłego roku oświadczyła: „Zarządzona przez Stolicę Apostolską wizytacja żeńskich zgromadzeń zakonnych w Stanach Zjednoczonych będzie kontynuowana mimo oporu ze strony niektórych wspólnot”.

Na rozdrożu

Nie sposób jeszcze powiedzieć niczego pewnego na temat wyników wizytacji, ale niezależnie od wniosków i zaleceń raportu końcowego komentatorzy zastanawiają się, do jakiego stopnia Rzym będzie w stanie egzekwować ich praktyczną realizację. Wydaje się, że może to być proces obliczony na długie lata i że głównym czynnikiem uzdrawiającym amerykańskie życie zakonne, oprócz Bożej Opatrzności, będzie czynnik biologiczny. Średni wiek sióstr stowarzyszonych w liberalnej Konferencji Przywództwa Zakonów Żeńskich dobiega 70 lat, a ten sam wskaźnik dla sióstr z konserwatywnej Rady Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich nie przekracza 40. Na dodatek w ostatnim czasie te drugie zanotowały znaczący wzrost liczby powołań.

S. Laura Brink, biblistka, dominikanka sinsinawiańska20, podczas dorocznego spotkania LCWR w 2007 r. nakreśliła w swoim odczycie cztery główne kierunki, w których pójdzie życie zakonne w USA. Choć jej wystąpienie było pełne modernistycznej ideologii i eufemizmów mających ukryć upadek zgromadzeń, wynikający z niewierności ich konstytucjom, to jej prognoza wydaje się częściowo trafna. Otóż s. Brink uważa, że drogami, którymi podążą amerykańskie wspólnoty zakonne, będą: „umieranie z godnością i wdziękiem”; „zgoda na oczekiwania innych”, gdy siostry, zgodnie z nakazem władz kościelnych, wrócą na tradycyjną drogę zakonną; „pielgrzymowanie w Nowej Ziemi, jeszcze nieznanej”, co s. Brink nazywa „wyjściem poza Kościół, a nawet poza Jezusa”; a w końcu „pojednanie w imię misji”, a więc działalność na rzecz pojednania w świecie i Kościele (najpierw z Kościołem hierarchicznym, od którego – jak powiedziała s. Brink – „doświadczamy nadużyć, opresji, lekceważenia i dominacji”).

Rozdroże, na którym stoją nie od dziś amerykańskie zakonnice, jest więc niczym więcej, jak kwestią wyboru jednej z alternatywnych dróg: 1° naturalna śmierć, 2° odnowa życia zakonnego w oparciu o zasady katolickie, 3° ostateczna apostazja, 4° dalsze udawanie i wywoływanie zamętu. Pozostaje mieć nadzieję, że coraz większa liczba członkiń amerykańskich żeńskich zgromadzeń zakonnych wybierze drogę wierności swemu powołaniu, tak jak to już czynią siostry reprezentowane przez CMSWR.

Jakub Pytel

Przypisy:
  1. Założone przez Matkę Seton w 1812 r. Siostry Miłosierdzia Św. Józefa przyłączyły się w 1850 r. do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo.
  2. Centre for Applied Research in Apostolate, instytut badawczy jezuickiego Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie.
  3. W tym samym czasie liczba kapłanów i braci zakonnych spadła odpowiednio o 30 i 36%
  4. W grudniu 2008 r. biskup teksańskiej diecezji Tyler, Alvaro Corrada, bezskutecznie napominał siostry ze Zgromadzenia Świętej Rodziny z Nazaretu, aby w dwóch prowadzonych przez nie szpitalach zaprzestano zabiegów sterylizacji. Zakonnice odmówiły, odpowiadając, że „interpretują prawo po swojemu i w dobrej wierze”.
  5. National Coalition of American Nuns.
  6. Leadership Conference of Women Religious.
  7. Paweł VI zlecił Kongregacji Nauki Wiary, by przedstawiła i wyjaśniła doktrynę Kościoła w kwestii udzielania kobietom święceń kapłańskich. Uczyniono to, wydając 15 października 1976 r. deklarację Inter insigniores, którą papież osobiście zatwierdził i nakazał opublikować. Deklaracja wyjaśnia podstawowe racje przemawiające za udzielaniem święceń wyłącznie mężczyznom, powołując się przy tym na przykład, jaki pozostawił Chrystus, wybierając dwunastu Apostołów, który Kościół wiernie naśladował w swojej niezmiennej i powszechnej Tradycji i dlatego „nie uważa się za uprawnionego do dopuszczania kobiet do święceń kapłańskich”. Naukę tę powtórzył Jan Paweł II w liście apostolskim Ordinatio sacerdotalis, wydanym w 1994 r.
  8. Roman Catholic Womenpriests.
  9. W 1970 r. organizacja zmieniła nazwę. Odtąd Konferencja Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich stała się Konferencją Przywództwa (ang. leadership) Zakonów Żeńskich. Stało się to pod wpływem szerzenia się wśród zakonnic ideologii feministycznej – siostry uznały, że nowa nazwa lepiej oddawać będzie rzeczywistość, w której kobiety są „liderkami”, a nie „tylko” przełożonymi swoich wspólnot. Rzymska Kongregacja Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego nigdy tej zmiany nie zaakceptowała.
  10. W lipcu 2006 r. wspólnota benedyktynek z Madison (stan Wisconsin) opuściła Kościół katolicki, aby stać się „wspólnotą ekumeniczną” na wzór Taizé. Przeorysza, matka Maria Walgenbach, stwierdziła, że decyzję podjęto, „aby nie krępować międzywyznaniowego charakteru wspólnoty i aby protestanckie siostry (w tym prezbiteriańska „kapłanka” ­– uwaga autora) nie czuły się we wspólnocie osobami drugiej kategorii”.
  11. Deklaracja Kongregacji Nauki Wiary Dominus Iesus o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła, ogłoszona 6 sierpnia 2000 r.
  12. W 1999 r. Kongregacja zakazała s. Joannie Gramick pracy duszpasterskiej z osobami orientacji homoseksualnej. Zakonnica w swej działalności „stale podważała podstawowe elementy nauczania Kościoła” – czytamy w dokumencie KNW. Amerykańskie zakonnice stanęły w jej obronie: „Jesteśmy głęboko zasmucone tą decyzją (...). Uważamy, że postanowienie kongregacji dodaje cierpień do tych, których już doświadcza wiele naszych sióstr posługujących osobom znajdującym się na marginesie Kościoła i społeczeństwa”.
  13. Council of Major Superiors of Women Religious.
  14. Stonehill College został założony w 1948 r. przez księży ze Zgromadzenia Krzyża Świętego. To samo zgromadzenie ufundowało w 1842 r. Uniwersytet Notre Dame.
  15. Sara Butler, The Catholic Priesthood and Women. A Guide to the Teaching of the Church (‘Kapłaństwo katolickie i kobiety. Przewodnik po nauczaniu Kościoła’), Hildebrand Books, 2007
  16. Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek od Męczeństwa Świętego Jerzego ze względu na miejsce swej amerykańskiej siedziby – Alton w stanie Illinois – jest nazywane franciszkankami altoniańskimi.
  17. Gaudium et spes, konstytucja duszpasterska II Soboru Watykańskiego o Kościele w świecie współczesnym.
  18. Lumen gentium, konstytucja dogmatyczna o Kościele II Soboru Watykańskiego.
  19. Otwarta pozostaje kwestia, czy tego typu akcję przeprowadzono z premedytacją. Obrońcy sióstr twierdzą, nie bez racji, że każdorazowe podjęcie przez amerykańskie media problematyki Kościoła katolickiego wykorzystywane jest do przypominania o grzechach jego członków i rzekomym bogactwie instytucji. Gdyby jednak wizytacja nie była sabotowana, prasa nie miałaby pożywki dla spekulacji.
  20. Zgromadzenie Różańca Świętego Zakonu Kaznodziejskiego jest amerykańską gałęzią dominikanek, które od miejscowości Sinsinawa (stan Wisconsin), gdzie stoi ich macierzysty dom, nazywane są dominikankami sinsinawiańskimi (Sinsinawa Dominican Sister).
Źródło informacji: http://jacquesblutoir.blogspot.com/

niedziela, 21 grudnia 2014

Siostry kryzysu. Pokolenie ’68 w habitach


Historia amerykańskiej Konferencji Przywództwa Zakonów Żeńskich może śmiało posłużyć za ilustrację posoborowego kryzysu Kościoła. Kryzysu do którego wielu podchodzi dziś zgodnie z dobrze znanym hasłem „nic się nie stało!”; a jeśli się nawet coś stało, to daleko i nie należy temu poświęcać uwagi.

Domagając się sakramentalnego „kapłaństwa” kobiet, zaakceptowania przez Kościół antykoncepcji, aborcji, związków osób tej samej płci, regulowania przyrostu naturalnego i otwarcia na duchowość nie-chrześcijan, amerykańskie siostry odczytać miały „znaki czasów” i przesłanie Soboru Watykańskiego II. Podobnie zresztą jak członkowie ruchu Wir sind Kirche oraz irlandzkiego Stowarzyszenia Księży Katolickich. Identycznie, jak w przypadku tych ruchów i innych, mniej znanych, grup, wspiera je w tym szeroka medialno-polityczna koalicja. Porozumienie to opiera się na kilku punktach wspólnych: niechęci do tradycji, teologii i dyscypliny Kościoła rzymskiego, „oficjalnego” magisterium i działań Kongregacji Doktryny Wiary, które aż do znudzenia zderzane są z najważniejszymi przesądami współczesności - antropocentryzmem, aktywizmem, dialogizmem, tolerantyzmem.

Zawsze na bieżąco z najnowszymi trendami

Skupiająca zakonne przełożone Konferencja Przywództwa Zakonów Żeńskich (LCWR) powstała już w 1956 roku, wówczas jeszcze pod inną nazwą. Dwa lata później przeprowadziła pierwszy program mający na celu „odnowę” życia religijnego poprzez „walkę ze skutkami naturalizmu, braku ascezy i nadmierną aktywnością”. Charakter organizacji uległ jednak szybkiej zmianie, kiedy w 1964 jej przewodniczącą została loretanka, s. Mary Luke Tobin – jedna z 15 kobiet - audytorek Drugiego Soboru Watykańskiego. Siostra Tobin weszła (razem z pięcioma innymi kobietami) w skład komisji przygotowującej projekt konstytucji duszpasterskiej „Gaudium et spes”. – Dla mnie Drugi Sobór Watykański był otwarciem drzwi (ale tylko niewielkim) dla uznania ogromnej obojętności [Kościoła] wobec kobiet i ignorowania potencjału, jakim dysponują – wyznawała.

Niedługo później loretanka rozpoczęła wieloletnią „walkę z patriarchatem w Kościele”, popierając święcenia kapłańskie kobiet, uwolnienie liturgii od „języka mężczyzn”, a własne i inne zgromadzenia od tradycyjnej dyscypliny. Swoiście odczytując „znaki czasu”, w okresie zimnej wojny siostra Tobin protestowała przeciwko amerykańskiemu programowi zbrojeń, wojnie w Wietnamie a później przeciwko zaangażowaniu w wojnę domową w Salwadorze. – Zawsze podejmowała wyzwania i ryzyko, zachęcała innych do rozwijania ich talentów i zawsze, zawsze była na bieżąco z najnowszymi trendami w teologii, eklezjologii – podkreślała z nieukrywanym uznaniem jedna z jej wychowanek, s. Mary Catherine Rabbitt. Tak więc egzamin z „otwartości” i „postępowości” zdała siostra Tobin śpiewająco, stając się dla wielu ikoną „emancypacji” katolickich zakonnic.

Zakonnice postępowe…

Sobór Watykański Drugi stał się dla większości amerykańskich zakonnic katalizatorem głębokich zmian. W 1969 roku powstała Narodowa Koalicja Amerykańskich Zakonnic – zrzeszająca skrajne „katolickie” feministki (zakonnice i osoby świeckie) walczące z „feudalnym” Kościołem mężczyzn. Grupa ta jako pierwsza wezwała do udzielania święceń kapłańskich kobietom. Jej członkowie realizowali dobrze znany model lewicowego aktywizmu, a niektórzy z nich tak wczuli się w tę rolę, że (w późniejszym czasie) „eskortowali” kobiety do ośrodków aborcyjnych. Choć grupa skupiała najwyżej 2 tysiące sióstr, z czasem uzyskała istotny wpływ w kręgach katolickich.

Z kolei w latach 1970-1971 wspominana już Konferencja Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich stała się dobrze dziś znaną „Konferencją Przywództwa”. Przeprowadzono prace nad recepcją (i interpretacją!) soborowego nauczania, zmieniono strukturę i cele organizacji, która szybko pokonała dystans dzielący ją od „świata współczesnego”. Zakonnice skoncentrowały się na kwestiach „sprawiedliwości społecznej” i „równouprawnienia” kobiet w Kościele. W ich rękach znalazła się istotna część amerykańskich placówek edukacyjnych i działalności charytatywnej.

… i reakcyjne

Kurs obrany przez Konferencję przyniósł zrozumiałą reakcję. Dzięki wsparciu kardynała Jamesa Hickey’a powstało Consortium Perfectae Caritatis – grupa skupiająca przełożone bardziej konserwatywnych zgromadzeń. Zakonnice odrzucające fałszywie rozumiane „aggiornamento” utraciły reprezentację, istotną zwłaszcza w relacjach ze Stolicą Apostolską. Zostały okrzyknięte „integrystkami” i „tradycjonalistkami”, co po części można zrozumieć, jako, że nie zrezygnowały z habitów i prowadziły życie wspólnotowe podporządkowane regularnej modlitwie.

– Dla kogoś, kto zna sytuację w krajach takich jak Stany Zjednoczone nie jest zaskoczeniem, że szeroko rozpowszechnione są dwie różne koncepcje życia konsekrowanego - mówił sługa Boży o. John Hardon SJ w trakcie zebrania przełożonych należących do Consortium Perfectae Caritatis w lutym 1972 roku. Według jednej z nich jest ono silnie zakorzenione w historii, jego rodowód sięga założycieli istniejących wspólnot, wielkich chrześcijańskich świętych takich jak św. Ignacy, św. Dominik, św. Franciszek i św. Benedykt, św. Wincenty à Paulo, św. Joanna de Chantal i św. Aniela Merici. Koncepcja ta domaga się łączności z nieprzerwaną tradycją katolickiego chrześcijaństwa, także z pierwszymi uczniami apostołów, którzy dosłownie potraktowali zaproszenie do naśladowania Chrystusa na drodze ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

– Druga perspektywa na życie konsekrowane jest nie tyle inna, co przeciwna pierwszej – kontynuował o. John Hardon SJ. - W niej do przeszłości można się przyznawać, nawet nazywać ją chlubną, ale mówi się też, że w naszych czasach to tylko historia, która dawno przeminęła, a chęć jej zachowywania jest fantazją, pobożnym życzeniem. Życie konsekrowane, jak chcą zwolennicy tej koncepcji, nie ma przeszłości rozumianej jako paradygmat, wzorzec dla teraźniejszości; posiada jedynie niepewną i problematyczną przyszłość. Jaka ona będzie – to rzecz niejasna. (…) Chyba nie trzeba tłumaczyć, że na gruncie tych założeń można dalej używać pojęcia „życie konsekrowane”, utrzymywać historyczne słownictwo dotyczące życia zakonnego, ale znaczenie tych pojęć zostało radykalnie zmienione – tłumaczył. Skutki „alternatywnego” rozumienia powołania porównywalne były, jego zdaniem, jedynie z rewolucją protestancką.

Watykan nie chciał jednak uznać Consortium Perfectae Caritatis jako konkurencji dla Konferencji Przywództwa Zakonów Żeńskich, nalegał więc na „dialog” i „porozumienie. W 1974 roku Rzym wezwał zarówno katolickie, jak i „postępowe” zakonnice do trzydniowych rozmów pojednawczych. Konferencja Przywództwa Zakonów Żeńskich pozostała jedyną uznawaną kanonicznie reprezentacja przełożonych żeńskich zgromadzeń. Reprezentacja konserwatywnych sióstr oficjalnie została uznana dopiero w roku 1992.

Modernizm w praktyce

Tymczasem w 1979 roku s. Theresa Kane, ówczesna przewodnicząca Konferencji Przywództwa, witając Jana Pawła II w bazylice Niepokalanego Poczęcia w Waszyngtonie, zażądała dopuszczenia kobiet do „wszystkich posług” w Kościele, a więc i do sakramentalnego kapłaństwa. Wobec oporu Papieża – Polaka wobec tak radykalnych postulatów, siostry wkroczyły na drogę, na której końcu mógł być tylko otwarty bunt. Trzydzieści lat później ta sama siostra Kane zaciągnęła karę ekskomuniki uczestnicząc w symulacji święceń „biskupki”. Symboliczną klamrę stanowiło wystąpienie s. Laurie Brink z 2007 roku, wskazującej na zakonnice, które w swoich poszukiwaniach wykroczyły poza Kościół i Chrystusa.

Problemy życia konsekrowanego w Stanach Zjednoczonych nie doczekały się rozwiązania, choć Watykan podjął pierwsze kroki w tym kierunku już w roku 1983, a kwestia ta była regularnie poruszana w ciągu kolejnych lat. Sytuacja nie uległa zmianie także po Synodzie Biskupów w roku 1994. Jak podkreśliła wówczas była przewodnicząca LCWR, synod „nie zasugerował, że kierunek życia zakonnego po Drugim Soborze Watykańskim może albo powinien ulec zmianie” a co więcej, Kościół „mądrze nie zdecydował się na przyjęcie konkretnych rozwiązań lokalnych problemów”. „Lokalne” problemy potraktowane zostały z pobłażliwością. Kryzysowe zakonnice do dzisiaj przewodzą wewnątrzkościelnej lewicy w Stanach Zjednoczonych, dlatego też bronią ich media. Równocześnie - jak stwierdził niedawno kard. Gerhard Müller - ulegając nurtom sprzecznym z chrześcijańskim objawieniem siostry postawiły się poza Kościołem.

W 2008 roku Watykan zapowiedział w końcu wizytację apostolską zgromadzeń reprezentowanych w LCWR. Rok później Kongregacja Doktryny Wiary rozpoczęła proces badania wypowiedzi i publikacji konferencji, mając na uwadze zwłaszcza stanowiska prezentowane od 2001 roku. Niestety, jak na razie, nie doszło do korekt w zakresie prowadzonej przez nie działalności charytatywnej ani lewicowych pozycji politycznych, jakie zajmują. Niedawno odnotowano za to festiwal nadziei związanych z abdykacją papieża Benedykta XVI i wyborem papieża Franciszka, a później wręcz otwarte prowokacje wobec Stolicy Apostolskiej.

Po upływie sześciu lat, mimo dokonanej wreszcie rewizji statutów, pod adresem progresywnych zakonnic dalej formułowana jest długa lista zarzutów doktrynalnych. Niewiele wskazuje też na to, by w ciągu kolejnych lat sytuacja uległa poprawie. Zbuntowane zakonnice nie spotkały się z sankcjami, jakie Watykan zastosował w ostatnim czasie choćby wobec tradycyjnych Franciszkanów Niepokalanej. Przez dekady spotykały się z daleko idącą pobłażliwością. Podejmowane od lat 80-tych próby skorygowania obranego przez nie kursu wskazują na… bezradność Kościoła.

Mateusz Ziomber

Źródło informacji:  http://www.pch24.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.