_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

czwartek, 9 września 2021

Sugestie dla Biskupów diecezjalnych w sprawie „Traditionis Custodes”


l. Status quaestionis (zasady wynikające z Motu Proprio „Traditionis Custodes”)

Motu Proprio „Traditionis Custodes” Papieża Franciszka oraz towarzyszący mu List do Biskupów zawierają szereg wskazań dla Biskupów diecezjalnych, które można podzielić na cztery grupy:

  • intencja Ojca Świętego
  • uprawnienia Biskupów w zakresie zezwoleń
  • powinności Biskupów w przypadku udzielenia zezwoleń
  • nałożone ograniczenia.

Motu Proprio budzi w kilku miejscach uzasadnione wątpliwości, w sprawie których wypada nie zabierać stanowiska, zanim nie wyjaśni tego sama Stolica Apostolska:

  • kwestia kapłanów, którzy nie mieszczą się w dwóch grupach, opisanych w Motu Proprio (ani jeszcze nie odprawiali w starej formie, ani nie są wyświęceni po 16 lipca 2021);
  • kwestia odprawiania innych sakramentów i sakramentaliów (Motu Proprio mówi tylko o Mszy)

1. Intencja Ojca Świętego (z Listu do Biskupów)

  • W kwestii Mszału należy „przywrócić jedność w całym Kościele Rytu Rzymskiego”.
  • Biskupi powinni podjąć „działanie na rzecz powrotu do jednolitej formy celebracji”.
  • Osobom związanym ze starą liturgią należy stworzyć środowisko powrotu przez usunięcie nadużyć ze współczesnej liturgii, szczególnie tzw. kreatywności liturgicznej, co „często prowadziło do trudnych do zniesienia deformacji liturgii.”
  • Należy uwzględnić przejściowy czas dla tych, którzy go „potrzebują na powrót do Rytu Rzymskiego, promulgowanego przez świętych Pawła VI i Jana Pawła II.”

2. Uprawnienia dla Biskupów w sprawie udzielania zezwoleń

  • Udzielanie pozwolenia na celebrowanie w starszej formie tym kapłanom, którzy już sprawowali starszą formę liturgii i zwrócili się do Biskupa o pozwolenie na kontynuowanie celebrowania w tej formie (Art. 5).
  • W przypadku kapłanów wyświęconych po 16 lipca 2021 obowiązuje ograniczenie, o którym dalej.

3. Powinności Biskupów

  • Upewnienie się co do tego, że grupy tradycyjne nie wykluczają ważności i prawowitości reformy liturgicznej, nakazów Soboru Watykańskiego II i Magisterium Papieży (Art. 3 § 1).
  • Wskazanie jednego lub więcej miejsc, w których wierni należący do tych grup mogą gromadzić się na sprawowanie Eucharystii (Art. 3 § 2); o ograniczeniu miejsca – w dalszej części.
  • Ustanowienie we wskazanym miejscu dni, w których dozwolone są celebracje eucharystyczne w starszej formie (Art. 3 § 3).
  • Mianowanie kapłana, który jako delegat będzie odpowiedzialny za celebracje i opiekę duszpasterską nad tymi grupami wiernych. (Art. 3 § 4).
  • Sprawdzenie, czy już kanonicznie erygowane parafie personalne dla tych wiernych, rzeczywiście są miejscem rozwoju duchowego i ocenienie, czy należy je utrzymać, czy też nie (Art. 3 § 5).
  • « Czuwanie, aby liturgia w zwykłej formie była „sprawowana godnie i z dochowaniem wierności księgom liturgicznym promulgowanym po Soborze Watykańskim II, bez ekscentryzmów, które łatwo przeradzają się w nadużycia” (List do Biskupów).

4. Ograniczenia dla Biskupów

  • Nie należy wyznaczać kościołów parafialnych na miejsca celebracji starszej formy liturgii (Art. 3 § 2).
  • Nie należy tworzyć nowych parafii personalnych dla grup tradycyjnych (Art. 3 §2).
  • Nie należy zezwalać na tworzenie nowych grup (Art. 3 §6).
  • W przypadku zamiaru udzielenia zgody kapłanom wyświęconym po 16 lipca 2021 jest wymóg skonsultowania się ze Stolicą Apostolską (Art. 4).

II. Ogólne zasady prawne do zastosowania

Zgodnie z prawem ogólnym (Kan. 87 – § l), dla dobra wiernych Biskupi zgodnie ze swoim rozeznaniem, mogą dyspensować od poszczególnych zapisów Motu Proprio, m.in. mogą wyznaczyć np. kościół parafialny do sprawowania starszej liturgii, jeśli istnieją ku temu powody. Dyspensa zawsze powinna zawierać klauzulę tymczasowości.

  • Dyspensa nie dotyczy udzielania zezwoleń nowo wyświęconym kapłanom, ponieważ Motu Proprio wyraźnie zastrzega tę kwestię kompetencji Stolicy Apostolskiej (wymóg konsultacji).
  • W miejscach, w których Motu Proprio jest niejasne, należy przyjąć zasadę Kodeksu Prawa Kanonicznego, że tylko te „Ustawy, które ustanawiają kary, ograniczają swobodne wykonywanie uprawnień albo zawierają wyjątek od ustawy, podlegają ścisłej interpretacji”, a więc nadal obowiązuje tradycyjna zasada ,,favorabilia amplianda, odiosa restringenda” (ustawy uciążliwe należy interpretować ściśle, korzystne zaś – szeroko). Co za tym idzie, luki w dokumencie papieskim należy interpretować na korzyść wiernych tradycyjnych, np. dokument nic nie mówi o innych sakramentach poza Mszą, a więc domyślnie nie dotyczy on np. Rytuału (chrztu itd.).

III. Sugerowana strategia postępowania

5. Wstrzymanie się w kwestii niejasnych punktów Motu Proprio

Treść „Motu proprio” papieża Franciszka jest w kilku miejscach nieprecyzyjna:

  • Nie wiadomo, czy dotyczy samej .Mszy świętej, czy innych sakramentów oraz Breviarium Romanum.
  • Nie jest jasne, czy w „liturgii trydenckiej” proklamacja czytań w języku narodowym ma zastąpić proklamację tekstów łacińskich, czy być elementem dodatkowym.
  • Nie ma pewności, czy jest zniesione całe Motu Proprio Benedykta XVI, czy tylko te jego zapisy, które nie są zgodne z nowym dokumentem (Por. Kań. 21 KPK).
  • Motu Proprio nie dotyczy kapłanów, którzy są wyświęceni przed 16.07.2021 i jeszcze nie celebrowali, w związku z tym zgodnie z zasadami prawa teoretycznie w każdej chwili mogliby zacząć legalnie bez pytania Biskupa odprawiać starą liturgię, kierując się Motu Proprio „Summorum Pontificum”. Wydaje się to sprzeczne z myślą papieża Franciszka, ale tacy kapłani nie złamaliby żadnego zakazu, a zakazy należy traktować ściśle.
  • Wydaje się, że powinny ukazać się z najbliższym czasie szczegółowe wskazania Stolicy Apostolskiej lub przynajmniej odpowiedzi na niektóre rodzące się wątpliwości.
  • Rozsądnym wydaje się stosowanie rozwiązań czasowych – tj. np. wydawanie dekretów o rocznej ważności lub z klauzulą „ad experimentum”.
  • Warto wyznaczyć termin, w którym kapłani dotąd celebrujący Msze w starszej formie będą mogli zwracać się do Biskupa z prośbą o pozwolenie na kontynuowanie tej praktyki.

6. Kwestia kościołów parafialnych

  • Tam, gdzie wierni tradycyjni nie mogliby się gromadzić tylko ze względu na brak kościoła innego niż parafialny, wypada wielkodusznie udostępnić możliwość starej liturgii w kościele parafialnym przez udzielenie dyspensy, poza godzinami „grafikowymi”.

7. Zezwolenia udzielane kapłanom

  • Należy wyraźnie rozróżnić pozwolenie Biskupa na celebrowanie publiczne Mszy dla wiernych (co może mieć obecnie miejsce jedynie w ośrodkach i dniach wyznaczonych przez Biskupa) od zezwoleń na msze prywatne (w tym przypadku nie ma wymogu ustalania miejsca i czasu).
  • Nie ma obecnie powodu, aby ograniczać dni celebracji.
  • Samo zezwolenie wydawane kapłanowi z zasady powinno dotyczyć prawa do celebracji prywatnych oraz celebrowania publicznego – jednak w tym wypadku jedynie w miejscach wskazanych przez Biskupa i za zgodą wyznaczonego do duszpasterskiej opieki nad grupą delegata Biskupa.
  • Wydając decyzję, dobrze jest podkreślić, iż korzystanie z prawa do prywatnych celebracji Mszy w starszej formie nie może powodować łamania prawa dotyczącego wielokrotnego celebrowania mszy jednego dnia. Inaczej mówiąc kapłan mający obowiązki duszpasterskie może nie mieć możliwości skorzystania z prawa do celebrowania Mszy w formie sprzed roku 1970 w dniu, w którym stanowiłaby ona nieuprawioną binację czy trynację.

8. Postawa wobec wiernych tradycyjnych

  • Wierni tradycyjni, którzy korzystali legalnie ze starej liturgii mogli zaplanować np. sakrament małżeństwa, chrztu czy bierzmowania w starej formie na okres po nowym dokumencie papieskim, i nie wypada im odbierać tego przywileju, a raczej udzielić zezwolenia.
  • Zgodnie z intencją papieską, działania wobec środowisk skupiających wiernych tradycyjnych powinny uwzględnić ich wrażliwość i ułatwić im powrót do powszechnej formy liturgii. Ich ewentualny powrót do liturgii sprawowanej w formie odnowionej zależeć będzie w bardzo dużym stopniu od tego, czy uzyskają oni realną możliwość udziału w godnych i nie naznaczonych nadużyciami celebracjach.
  • Nie wypada generalizować i „szufladkować” wiernych tradycyjnych jako zagrożenia dla jedności, ponieważ wielu z nich należy do najlepszych wiernych, zachowujących zdrową doktrynę i będących przykładem miłości do Kościoła i liturgii.
  • Wierni tradycyjni, którzy wielkim pietyzmem otaczają liturgię i z nabożeństwem w niej uczestniczą, mogą być przykładem dla tych, którzy do współczesnych liturgii wprowadzili liczne nadużycia.
  • Wierni tradycyjni przodują w zachowywaniu dyscypliny kościelnej, postów, wstrzemięźliwości, modlitwach, zdrowej nauce moralnej oraz ofiarności.

9. Zbadanie grup tradycyjnych

  • Ponieważ zadaniem Biskupa jest zbadanie czy grupy wiernych tradycyjnych nie odrzucają współczesnej doktryny oraz współczesnych form liturgicznych, należy najpierw ustalić, gdzie takie grupy w diecezji występują.
  • Trzeba pamiętać, że obok miejsc dostępnych dla wiernych wielu parafii lub posługujących całej diecezji, erygowanych przez samych Biskupów, wydane przez Benedykta XVI prawo umożliwiało tworzenie grup wewnątrzparafialnych, do czego wymagana była jedynie zgoda proboszcza.
  • Wstępnie dobrze jest więc wyznaczyć termin, do którego proboszczowie powinni poinformować Biskupa o istnieniu takich grup działających dotychczas na mocy zgody proboszcza, aby i one zostały zbadane i wzięte pod uwagę podczas ewentualnych zmian dokonywanych w diecezji.
  • Badając poszczególne grupy Biskup powinien uwzględnić ewentualnie to, czy były one dotychczas wizytowane przy okazji np. kanonicznych wizytacji parafii w których lub przy których miały one swoją siedzibę. Jeśli dane środowiska od kilkunastu lat nie budziły zastrzeżeń Biskupa trudno, by zaczęły nagle to robić teraz. Z drugiej strony wysunięcie zastrzeżeń wobec większości takich grup może być odebrane jako dowód na to, iż Biskup dotychczas zaniedbywał swój obowiązek duszpasterskiego badania i troski o tych wiernych tolerując ich doktrynalne błędy.
  • Jeżeli w wyniku badania danej grupy Biskup podejmie decyzję o jej likwidacji, powinien wskazać pobliskie miejsca, w których liturgia w odnowionej formie będzie celebrowana systematycznie w opisany wcześniej sposób wzorcowy. Miejsce to niech będzie otwarte dla chcących zaangażować się dotychczasowych ministrantów, śpiewaków i wiernych.

10. Katecheza wiernych tradycyjnych

  • Wierni tradycyjni powinni otrzymać właściwą katechezę na temat roli jedności w liturgii oraz odpowiednią formację, która usunęłaby ewentualne uprzedzenia, jakich nabrali przez lata. Brak formacji, szczególnie eklezjalnej, doprowadza do pogłębienia rozłamów w Kościele, a także negowania nauczania papieskiego.
  • Wypada zgodnie z myślą listu papieskiego dać im z jednej strony czas na powrót do jednej formy celebracji, która z drugiej strony nie byłaby dla nich bolesnym odejściem od godności i dostojeństwa kultu Bożego.

11. Usuwanie nadużyć z odnowionej liturgii

  • Liczne materiały ukazują, że powodem unikania celebracji Mszy w formie zreformowanej przez wiernych o tradycyjnej wrażliwości są powtarzające się nadużycia liturgiczne, m. in.:
    • samowolnie i bezprawne wprowadzanie zmian w przebiegu celebracji Mszy św.;
    • pominięcia i skrócenia w obrzędach (np. pomijanie odmawiania modlitw offertorialnych, puryfikacja paten komunijnych w drodze itp.);
    • nadużywanie II Modlitwy Eucharystycznej (np. w niedziele);
    • regularne pomijanie I Modlitwy Eucharystycznej, która jest przeznaczona wraz z III ME na niedziele i święta;
    • nadużywanie funkcji nadzwyczajnych;
    • niska jakość stosowanych w liturgii paramentów.
  • Nadużycia w wielu miejscach stały się tak częstą praktyką, że niekiedy w oczach duchownych nie są postrzegane w kategorii nieprawidłowości, co w przypadku dyskusji między wiernymi a duchownymi pogłębia poczucie bycia niezrozumianymi i odrzuconymi.
  • Duchowieństwo i wierni świeccy powinni być na nowo i w sposób systematyczny formowani liturgicznie, by zaszczepiano w nich wrażliwość liturgiczną, a nadużycia były skutecznie likwidowane.
  • Biskup powinien badać wszelkie otrzymane od wiernych skargi na nadużycia, a po ich potwierdzeniu reagować stosownie do ciężkości i częstotliwości przewiny. W tych zadaniach Biskupa wspierać powinna diecezjalna komisja liturgiczna czy też odpowiednio wyznaczeni kapłani.

12. Upowszechnienie liturgii wzorcowych

  • Należy zadbać, aby przynajmniej w katedrach i innych znaczniejszych kościołach każdej diecezji sprawowana była systematycznie (tj. we wszystkie niedziele i święta) na sposób wzorcowy msza święta w odnowionej formie:
    • ze śpiewem gregoriańskim
    • z uroczystą asystą liturgiczną (kadzidło, świece, ewangeliarz, procesja z darami, w miarę możliwości asysta diakona i ustanowionych posługujących)
    • z właściwym doborem modlitw Eucharystycznych (nie powinna to być II ME w niedzielę i święta)
    • z zachowanymi w odpowiednich momentach chwilami ciszy o z użyciem godnych i pięknych szat oraz paramentów liturgicznych
    • w miarę możliwości również z użyciem Ordo Missae w języku łacińskim, wymaganym przez Instrukcję KEP o Muzyce (zob. niżej).
  • Sobór Watykański II, którego nauczanie mocno jest podkreślone w liście papieskim, wyraźnie stwierdził, że „w obrządkach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego poza wyjątkami określonymi przez prawo szczegółowe” (KL 36 §1) oraz że „śpiew gregoriański jest własnym śpiewem liturgii rzymskiej” (KL 116).
  • Z tego względu wszyscy wierni, a szczególnie przywiązani do starszej formy, mają prawo do odnowionej liturgii w języku łacińskim i z użyciem chorału gregoriańskiego, które należy pilnie przywracać do polskich kościołów, szczególnie tych bardziej znaczących, jak kościoły katedralne, sanktuaria i bazyliki. Nie jest to sugestia, ale powszechne prawo, przypomniane w Instrukcji KEP o muzyce w 2017, za innymi dokumentami: „We wszystkich kościołach katedralnych, bazylikach i sanktuariach powinna być (…) Msza Święta w języku łacińskim z udziałem scholi gregoriańskiej.”

13. Udział, pasterzy w odpowiedzialności moralnej za osoby zranione w wymiarze wrażliwości liturgicznej, a nawet zagrożone odejściem do grup schizmatyckich

  • Zaniedbania w materii użycia języka łacińskiego i śpiewu gregoriańskiego w liturgii oraz tolerowanie nadużyć w celebracji Eucharystii i sakramentów, mogą być powodem zaciągnięcia winy ze strony pasterzy za zgorszenie tych wiernych, którzy mają prawo do swojej liturgii we własnym Kościele.
  • Zgorszenie może w skrajnych przypadkach powodować migrowanie wiernych do wspólnot schizmatyckich, za co częściowa wina moralna może spaść na pasterzy, którzy nie realizują woli Kościoła.

Abp Józef Górzyński
Metropolita Warmiński

Sesja Rady Biskupów Diecezjalnych

  1. Kan. 87 – § 1. Biskup diecezjalny może dyspensować wiernych, ilekroć uzna to za pożyteczne dla ich duchowego dobra od ustaw dyscyplinarnych, tak powszechnych, jak i partykularnych, wydanych przez najwyższą władzę kościelną dla jego terytorium lub dla jego podwładnych, jednak nie od ustaw procesowych lub karnych ani od których dyspensa jest specjalnie zarezerwowana Stolicy Apostolskiej lub innej władzy.
  2. Kań. 21: W wątpliwości nie domniemywa się, że ustawa poprzednia została odwołana, lecz ustawy późniejsze należy odnieść do poprzednich i wedle możności z nimi uzgodnić.

niedziela, 22 sierpnia 2021

Dominikanin ojciec Wojciech Gołaski przechodzi do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

Wojciech Gołaski OP Jamna, 17 sierpnia 2021 roku ul. Szyszkowa 10
62-050 Mosina
Jego Świątobliwość Papież Franciszek
Dom Świętej Marty
Stolica Apostolska
Watykan
Do wiadomości:
Rev. Generał Zakonu Kaznodziejów, Gerard Francisco Timoner III OP
Rev. Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów, Paweł Kozacki OP
J.E. Biskup Tarnowski, Andrzej Jeż
Rev. Przełożony Klasztoru w Jamnej, Andrzej Chlewicki OP
P.T. Bracia i Siostry w Zakonie
Rev. Przełożony Polskiego Dystryktu Bractwa Św. Piusa X, Karl Stehlin FSSPX
Omnes quos res tangit

Najczcigodniejszy Ojcze Święty!
Urodziłem się 57 lat temu, 35 lat temu wstąpiłem do Zakonu Dominikanów. 29 lat temu złożyłem śluby wieczyste, a od 28 lat jestem księdzem.

Nie poznałem już Mszy Świętej w kształcie sprzed reform z roku 1970. W pamięci z najwcześniejszego dzieciństwa pozostały zaledwie oderwane obrazy.

Byłem 16 lat po święceniach, gdy dwóch zaprzyjaźnionych świeckich (nawzajem się nie znali) zaczęło mnie jednocześnie namawiać, bym się nauczył odprawiania Mszy Świętej w tradycyjnej formie. Posłuchałem.

Przeżyłem wstrząs. Okazało się, że Msza Święta w swojej klasycznej formie:
- kieruje całą uwagę księdza i wiernych na Misterium,
- z wielką precyzją słów i gestów wyraża wiarę Kościoła w to, co się tu i teraz dokonuje,
- z równą tej precyzji siłą umacnia wiarę celebrujących,
- nie prowokuje księdza ani wiernych do inwencji i kreacji własnej podczas liturgii,
- przeciwnie, stawia ich na ścieżce wyciszenia i kontemplacji,
- przez bogactwo rodzajów i liczbę gestów daje sposobność do nieustannych aktów pobożności i miłości wobec Boga,
- jednoczy księdza z wiernymi, umieszczając ich po tej samej stronie ołtarza i zwracając ich w tę samą stronę – versus Crucem, versus Deum.

Pomyślałem: A więc Msza Święta jest czymś takim! I ja przez 16 lat będąc księdzem tego nie wiedziałem! To było potężne eureka, odkrycie, po którym myślenie o Mszy nie mogło już zostać takie samo.

Od samego początku zauważyłem, że ryt ten stanowi przeciwieństwo stereotypów na swój temat: Zamiast formalizmu swobodna ekspresja duszy przed Bogiem, zamiast chłodu żar czci Bożej, zamiast dystansu bliskość, zamiast obcości czułość, zamiast sztywności bezpieczeństwo, zamiast bierności świeckich żywe i dogłębne zaangażowanie (to świeccy namówili mnie do Mszy tradycyjnej, a nawet jej uczyli), zamiast przepaści między kapłanem a wiernymi niezwykła duchowa jedność wszystkich zgromadzonych, strzeżona i wyrażana przez ciszę Kanonu.

Odkryciu towarzyszyła świadomość: To właśnie ta forma jest pomostem do pokoleń, które żyły przed nami i przekazały nam wiarę. Radość z kościelnej jedności, wykraczającej poza obecną chwilę i obejmującej wszystkie czasy, była ogromna.

Od pierwszych chwil doznałem potężnej siły duchowego przyciągania Mszy Świętej w tej tradycyjnej formie. Nie same znaki były tym, co przyciągało – ale ich znaczenie, które odczytywać może dusza. Sama myśl o następnej celebracji sprawiała radość. Wypatrywałem sposobności do każdej następnej celebracji z pilnością i wytęsknieniem.

Szybko dojrzała we mnie całkowita wewnętrzna pewność, że gdybym do końca życia odprawiał Mszę Świętą (a także inne Sakramenty i obrzędy) tylko i wyłącznie w formie tradycyjnej, formy posoborowej ani trochę by mi nie brakowało.

Gdyby ktoś poprosił mnie, bym swoje odczucia związane z odprawianiem tradycyjnym, w kontekście odprawiania posoborowego, wyraził jednym słowem, byłoby to słowo „ulga”. Była to bowiem rzeczywiście ulga, o niewysłowionej głębi. Tak jakby ktoś, kto odkąd zaczął chodzić, chodził tylko w butach, w których jest kamyk. Kamyk uwiera, ale nie ma innego doświadczenia chodzenia. Mija 16 lat, ktoś przynosi parę butów, w których nie ma kamyka: „Masz, ubierz, spróbuj!”.

Odkryłem bowiem nie tylko Mszę Świętą na nowo. Odkryłem też zdumiewającą różnicę między dwiema formami: tą praktykowaną przez wieki a tą posoborową. Różnicy tej nie znałem, bo nie znałem formy wcześniejszej.

Poznania tradycyjnej liturgii nie porównuję do spotkania kogoś, kto mnie adoptował i został moim zastępczym rodzicem. To było spotkanie z Matką, która zawsze była moją Matką, tylko ja jej nie znałem.

Wszystkiemu temu towarzyszyła błogosławiąca ręka Najwyższych Pasterzy Kościoła. Uczyli oni, że mszał z roku 1962, „nie był nigdy prawnie zniesiony i w konsekwencji co do zasady był zawsze dozwolony”, dodając, że „co wcześniejsze pokolenia uznawały za święte, pozostaje święte i wielkie także dla nas, i nie może być nagle całkowicie zakazane lub nawet uznane za szkodliwe. Wypada nam wszystkim zachować bogactwa, które rozwinęły się w wierze i modlitwie Kościoła i dać im właściwe im miejsce” (Benedykt XVI, List do Biskupów, 2007). Wiernych uczono też: „Ze względu na czcigodny i starożytny zwyczaj forma extraordinaria powinna być z należnym szacunkiem zachowywana”; określona została ona jako „cenny skarb, który należy zachować” (Instrukcja Universae Ecclesiae, 2011). Słowa te rozwijały treść wcześniejszych dokumentów, umożliwiających wiernym korzystanie z liturgii tradycyjnej po reformach z roku 1970, z których pierwszy wydany został w roku 1984 (Quattuor abhinc annos). Gruntem i źródłem światła dla wszystkich tych dokumentów pozostaje Bulla św. Piusa V Qui primum tempore (1570).

Jeżeli, nie zapominając o uroczystym dokumencie Papieża Piusa V, weźmiemy pod uwagę czas obowiązywania rozstrzygnięć samych tylko Twoich, Ojcze, bezpośrednich Poprzedników, to mamy 37 lat, od roku 1984 do 2021, w czasie których Kościół mówił wiernym o liturgii tradycyjnej, kolejno w coraz mocniejszych stwierdzeniach: ‘Jest taka droga. Możecie nią iść’.

Wszedłem zatem na drogę, którą dawał mi Kościół.

Kto wchodzi na tę drogę, kto chce, aby ryt – naczynie Boskiej Obecności i Boskiej Ofiary – wydawał w Jego życiu owoce, musi się otworzyć, by móc siebie i innych całkowicie powierzyć Bogu obecnemu i działającemu w nas poprzez naczynie świętego rytu. Uczyniłem to z całym zaufaniem. Czułość rytu tradycyjnego – wbrew stereotypowi – jakby wyraz świętego zatroskania o nas, sprawiła, że mogłem zakosztować tego oddania jak nigdy przedtem.

Przychodzi 16 lipca 2021 roku.

Z Twoich, Ojcze Święty, dokumentów dowiaduję się, że drogi, którą od 12 lat idę, nie ma.

Mamy dwa zdania dwóch Papieży: Ojciec Święty Benedykt XVI powiedział: należy uznawać Mszał św. Piusa V za nadzwyczajny wyraz lex orandi Kościoła katolickiego rytu rzymskiego. Ojciec Święty Franciszek mówi: Księgi liturgiczne promulgowane przez św. Pawła VI i św. Jana Pawła II są jedynym wyrazem lex orandi rytu rzymskiego. Zdanie Następcy neguje zdanie żyjącego Poprzednika.

Czy konkretny sposób odprawiania, potwierdzony niepamiętną wielowiekową tradycją, uznawany przez wszystkich Papieży – do 15 lipca 2021 łącznie z Tobą, Ojcze Święty – i uświęcony praktyką wieków może utracić cechę bycia wyrazem lex orandi rytu rzymskiego? Gdyby tak było, znaczyłoby to, że cecha ta nie pochodzi z wnętrza obrzędów, lecz jest przypadłością zewnętrzną, podlegającą decyzjom decydentów, zwłaszcza najwyższego szczebla. Wszystko, co wiemy o tradycyjnej liturgii, upewnia, że bycie wyrazem lex orandi rytu rzymskiego wyrasta z jej wnętrza, z wnętrza każdego gestu i zdania, i złożonej z nich całości. Bycie wyrazem lex orandi wyrasta także – i tak zawsze pojmował to Kościół – z nieprzerwanej, od niepamiętnych czasów trwającej praktyki. Pozostaje więc wniosek, że pierwsze z powyższych dwóch zdań ma uzasadnienie i jest prawdziwe, a drugie pozbawione jest podstaw i mówi nieprawdę. Choć mówi nieprawdę, to jednak jemu właśnie nadano charakter stanowionego prawa. Ma to swoje konsekwencje, o których mówię niżej.

Zgody na używanie mszału z roku 1962 mają teraz inny charakter niż wcześniej. Nie jest to już wyjście naprzeciw miłości wiernych, z jaką przylgnęli do tradycyjnych form, a jedynie użyczenie wiernym czasu – jak długiego, nie wiadomo – na powrót do liturgii zreformowanej.

Słowa Motu Proprio i Listu do Biskupów czynią całkowicie jasnym, że zdecydowano rozpocząć i faktycznie rozpoczęto operację usunięcia liturgii tradycyjnej z życia Kościoła i przeniesienia jej w przepaść zapomnienia (zakaz dla kościołów parafialnych, zakaz tworzenia nowych grup, wymóg zgody z Rzymu dla nowych księży). Biskupi mają być teraz rzeczywiście Traditionis Custodes, strażnikami Tradycji, ale nie w sensie tych, którzy ją chronią, ale raczej w sensie strażników więziennych.

Niech mi będzie wolno wyrazić przekonanie: To się nie stanie, rozpoczęta operacja nie powiedzie się. Na czym opieram to przekonanie?

Uważna analiza obu Listów z 16 lipca wydobywa 4 zawarte w nich elementy: heglizm, nominalizm, wiarę we wszechwładzę papieża i odpowiedzialność zbiorową. Wszystkie są istotnym składnikiem przekazu i żaden nie daje się pogodzić z depozytem katolickiej wiary. Skoro nie daje się pogodzić, nie zostanie z nią zintegrowany ani w dziedzinie myśli, ani w dziedzinie praktyki. Przyjrzyjmy się im po kolei.

1) Heglizm. Termin jest umowny: nie chodzi o cały system niemieckiego filozofa, lecz o ujęcie historii jako nieuchronnego, rozumnego i dobrego procesu nieustannych zmian (myśl ta wpisuje się w dłuższą tradycję: Heraklit – Plotyn – Joachim de Fiore – Hegel – Marks – ich współcześni spadkobiercy). Cechą tego ujęcia jest podział dziejów na etapy rozumiane tak, że rozpoczęcie kolejnego musi łączyć się z zakończeniem poprzedniego. Próby „ochrzczenia” heglizmu polegają na obwarowaniu kolejnych (odczytywanych bądź postulowanych) etapów sankcją Ducha Świętego. Przyjmuje się wówczas, że Duch Święty mówi kolejnemu pokoleniu coś, czego nie mówił poprzedniemu, lub wręcz mówi coś przeciwnego do tego, co mówił wcześniej. Konsekwencją jest przyjęcie jednego z trzech twierdzeń: albo na niektórych etapach Kościół nie słuchał Ducha Świętego, albo Duch Święty się zmienia, albo nosi w sobie sprzeczności. Inną konsekwencją jest zmiana rozumienia Kościoła i Tradycji. Kościoła nie można już rozumieć jako wspólnoty łączącej wiernych ponad czasem (jak to ujmuje wiara katolicka), lecz rozpada się Ona na należące do różnych etapów grupy, które nie mają ze sobą wspólnego języka: nasi poprzednicy nie znali tego, co Duch Święty mówi do nas dzisiaj. Tradycja zaś nie jest już jednym, wciąż zgłębianym przekazem, lecz polega na przyjmowaniu od Ducha Świętego co jakiś czas nowych rzeczy. Wtedy też mówi się chętniej, jak czytamy w Twoim, Ojcze, Liście do Biskupów, o „dynamizmie tradycji”, stosując go do konkretnych zdarzeń. Takim zastosowaniem są słowa, że wspomnianego dynamizmu „ostatnim etapem jest II Sobór Watykański, na którym biskupi katoliccy zebrali się by, słuchać i rozeznawać drogę, którą Duch Święty wskazuje Kościołowi”. Reszta rozumowania jest prosta: nowe formy liturgii odpowiadają nowemu etapowi, dawne – poprzedniemu, już zakończonemu. Ponieważ więc następstwo etapów sankcjonuje Duch Święty (via Sobór), kto mając dostęp do nowych form sięga po dawne, sprzeciwia się Duchowi Świętemu. Wszystkie te ujęcia jednak obce są wierze.

Pismo Święte – norma katolickiej wiary – nie daje podstaw do takiego rozumienia historii. Daje podstawy do rozumienia zgoła innego. Król Jozjasz, dowiedziawszy się o znalezieniu księgi Prawa, zarządził świętowanie Paschy według słów odnalezionej księgi na przekór półwiecznej przerwie (2 Krl 22-23). Podobnie Ezdrasz i Nehemiasz po powrocie z niewoli babilońskiej obeszli wraz z ludem święto Namiotów ściśle według dawnych zapisów Prawa, mimo wielu dziesiątek lat od poprzednich obchodów.
.
W obu wypadkach wznawiając kult po okresie zawieruch sięgnięto po dawne opisy. Nikt nie stawiał wymogu zmiany obrzędu z powodu nadejścia nowych czasów.
2) Nominalizm. Podczas gdy heglizm wpływa na rozumienie historii, nominalizm dotyka pojmowania jedności. Przejawem nominalizmu jest przekonanie, że wprowadzenie jedności zewnętrznej (przez odgórną decyzję administracyjną) jest równoznaczne z osiągnięciem jedności realnej. Uważa się tak, ponieważ nominalizm dokonuje redukcji rzeczywistości duchowej, w przekonaniu, że można ją ujmować i regulować miarami materialnymi. Piszesz, Ojcze Święty: „To dla obrony jedności Ciała Chrystusa jestem zmuszony odwołać uprawnienie przyznane przez moich Poprzedników”. Lecz dla osiągnięcia tego samego celu – rzeczywistej jedności – Twoi Poprzednicy podjęli decyzje odwrotne. I nie bez powodu. Gdy rozumie się, że jedność realna, obejmująca wnętrze, jest innej natury niż zewnętrzna, nie dąży się do tej pierwszej przez redukcję znaków zewnętrznych. Nie uzyskujemy bowiem w tej sposób realnej jedności, lecz realne zubożenie i przeciwieństwo jedności – podział.

Jedność nie pojawia się wskutek odwołania uprawnień, cofnięcia pozwoleń i nałożenia ograniczeń. Król Judy Roboam przed decyzją, jak potraktować Izraelitów, oczekujących od niego poprawy swej doli, radził się dwóch grup doradców. Starsi (w Piśmie Świętym często symbol dojrzałości) podpowiadali łagodność i zmniejszenie ciężarów. Młodzi (w Piśmie Świętym często symbol niedojrzałości), rówieśnicy króla, doradzili zwiększenie obciążeń i surowe słowa. Król poszedł za radą młodszych. Nie przyniosło to jedności między Judą a Izraelem, lecz dało początek rozpadowi na dwa królestwa (1 Krl 12). Nasz Pan zszywał to rozdarcie właśnie przez łagodność, wiedząc, że z jej braku powstało.

Używanie kryteriów zewnętrznych do oceny jedności nieobce było już Apostołom (przed Zesłaniem Ducha Świętego). Skorygował to sam Zbawiciel, który na słowa św. Jana: „Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”, odpowiedział: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (Łk 9,49-50, por. Mk 9,38-41). Miałeś, Ojcze, wiele set tysięcy wiernych, którzy „nie byli przeciwko” Tobie. I zrobiłeś tak wiele, by im to utrudnić! Czy nie lepiej było trzymać się słów Zbawiciela, wskazujących na głębszy, duchowy grunt jedności?

Heglizm z nominalizmem często zawiązują przymierze, bo to właśnie materialne rozumienie etapu dziejów prowadzi do przekonania, że musi się on bezpowrotnie skończyć.
3) Wiara we wszechwładzę papieża. Gdy Papież Benedykt XVI regulował swobodniejsze używanie klasycznej formy liturgii, powoływał się na wielowiekowy zwyczaj i usus. Stanowiły one solidny fundament tamtych rozstrzygnięć. Decyzja Waszej Świątobliwości za swoją podstawę nie ma takich faktów. Przeciwnie, tutaj odwołuje się coś, co długo istniało i żyło. Mówisz, Ojcze Święty, że wsparciem dla Ciebie są decyzje św. Piusa V, lecz on zastosował kryteria dokładnie odwrotne do Twoich: Co trwało długo i od dawna, mogło trwać nadal, zaniechano zaś tego, co było nowszej daty. Jedyną więc podstawą Twojej decyzji pozostaje wola osoby obdarzonej papieską władzą. Lecz czy władza ta, przy całym swoim ogromie, może spowodować, by wielowiekowe zwyczaje liturgiczne przestały być wyrazem lex orandi Kościoła rzymskiego? Święty Tomasz stawia pytanie, czy Bóg może sprawić, by to, co kiedyś było, nigdy nie zaistniało. Odpowiada, że nie, ponieważ nie jest częścią Bożej wszechmocy nic, co pociąga za sobą sprzeczność (Summa Theologiae, p. I, qu. 25, art. 4). Tym bardziej władza papieża nie może sprawić, by tradycyjne obrzędy, które przez wieki wyrażały i wyrażają nadal wiarę Kościoła (lex credendi), nagle jednego dnia utraciły cechę wyrażania także prawa modlitwy tego samego Kościoła (lex orandi). Papież może podejmować decyzje, ale nie takie, które naruszają jedność, wykraczającą wstecz i wprzód poza czasy jego pontyfikatu. Papież służy jedności większej niż zakres jego decyzji i to jedność reguluje decyzje, a nie decyzje regulują jedność.
4) Odpowiedzialność zbiorowa. Wskazując na przyczyny swojego kroku, stawiasz, Ojcze Święty, rozmaite, w tym ciężkie, zarzuty wobec korzystających z uprawnień, określonych przez Papieża Benedykta XVI. Ale nie jest powiedziane, kto dokładnie, w jakiej liczbie i gdzie popełniał wymieniane nadużycia. Padają tylko słowa „często”, „liczni”. Nie wiemy nawet, czy większość. Chyba raczej nie? Nie większość jednak, lecz wszyscy korzystający ze wspomnianych uprawnień dotknięci zostali drakońską sankcją karną – odebraniem ich duchowej drogi, teraz lub za jakiś czas. Część osób źle korzysta z noży. Czy należy z tego powodu powszechnie zatrzymać produkcję i rozprowadzanie noży? Twoja decyzja, Ojcze Święty, jest o wiele dotkliwsza niż hipotetyczny absurd powszechnego zakazu noży.

Ojcze Święty! Dlaczego to czynisz? Dlaczego zaatakowałeś świętą praktykę starożytnej formy sprawowania Najświętszej Ofiary naszego Pana? Powszechne zaś nadużycia rozplenione poza tą formą nie doczekały się żadnych realnych decyzji, prócz ogólnych deklaracji słownych. Jak można najpierw urzędowo nauczać, że „zanik pewnej kultury może być równie albo jeszcze bardziej poważny jak wyginięcie gatunku zwierząt lub roślin” (Laudato si, 145), a kilka lat później jednym ruchem przeznaczać do likwidacji znaczącą część własnego dziedzictwa duchowo-kulturowego? Dlaczego sformułowane przez Ciebie zasady pogłębionej ekologii przestały w tym wypadku działać? Dlaczego nie uznałeś raczej za znak od Ducha Świętego stałego wzrostu liczby wiernych utożsamiających się z tradycyjną liturgią? Nie skorzystałeś z rady Gamaliela (Dz 5). Zamiast tego uderzyłeś restrykcją bez vacatio legis.

Nie w taki sposób posługuje się władzą Pan Bóg – wzór władców ziemskich, w pierwszym rzędzie kościelnych. O Bogu mówi Pismo Święte: „wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz (…) sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz” (Mdr 12). Prawdziwa siła nie musi dowodzić siebie samej przy pomocy surowości. Dlatego nie surowość jest atrybutem władzy naśladującej Boży wzór. Sam Zbawiciel zostawił nam w tej kwestii precyzyjną, niezawodną naukę (zob. Mt 20,24-28).

To nie było wyszarpnięcie dywanu spod nóg idących do Boga ludzi. To była próba zabrania im spod nóg ziemi. Ta próba nie będzie skuteczna. Cokolwiek koliduje z katolicyzmem nie przyjmie się w Kościele Bożym.

Ojcze Święty! Nie sposób doświadczać przez 12 lat gruntu pod nogami i bezpośrednio po tym uznać, że go nie ma. Nie sposób przyznać, że własna Matka, po latach odnaleziona, nie jest moją Matką. Władza Papieża jest bardzo duża. Ale nawet władza Papieża nie może sprawić, by moja Mama przestała być moją Mamą! Jedno życie nie pomieści dwóch wzajemnie sprzecznych przełomów, z których pierwszy otworzył skarbiec, a drugi byłby zgodą, że skarbiec się przedawnił i zniknął.

Gdybym przyjął te sprzeczności, ustałaby możliwość dalszego prowadzenia życia umysłowego, a co za tym idzie duchowego. Z dwóch zdań sprzecznych wynika dowolne zdanie, prawdziwe lub fałszywe. To oznacza koniec racjonalnego myślenia, koniec poznawania rzeczywistości, koniec skutecznego komunikowania czegokolwiek komukolwiek. Wszystkie te rzeczy są podstawowym składnikiem życia ludzkiego w ogóle, a w szczególności – życia dominikańskiego.

Nie mam żadnych zachwiań do co swojego powołania. Mam stabilną wolę kontynuowania życia i posługi w Zakonie Świętego Dominika. Żeby móc je kontynuować, niezbędne jest móc po prostu poprawnie, logicznie myśleć. Po 16 lipca przestało to być dla mnie możliwe w dotychczasowych strukturach.

Widzę z całą jasnością, że kościelny skarbiec świętych rytów, droga pod stopami praktykujących je i matka ich pobożności – w oczywisty sposób nadal istnieje. Równie jasne stało się dla mnie, że trzeba o tym zaświadczyć.

Pozostało mi zwrócić się do tych, którzy od samego początku radykalnych zmian (nota bene wykraczających poza wolę II Soboru Watykańskiego) ujęli się za Tradycją Kościoła, wraz z jej respektem dla wymogów rozumu, i przekazują wiernym niezmienny depozyt katolickiej wiary – do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Bractwo okazało się gotowe przyjąć mnie, całkowicie respektując moją dominikańską tożsamość i dając nie tylko perspektywę służby Bogu i Kościołowi nie spętanej przez sprzeczności, ale także – dawania właściwej odpowiedzi na te sprzeczności (będące wrogiem Prawdy), które z taką siłą zaatakowały Kościół.

Między Bractwem a oficjalnymi strukturami Kościoła trwa sytuacja sporu. Jest to spór wewnątrzkościelny i dotyczy rzeczy ważnych. Treść dokumentów i decyzji z 16 lipca sprawiła, że moje stanowisko w przedmiocie sporu stało się zbieżne ze stanowiskiem Bractwa. Jak każdy ważny spór, także i ten winien być rozwiązywany. Jestem zdeterminowany oddawać moje siły rozwiązywaniu tego sporu. W moim zamierzeniu ten list jest już częścią tych wysiłków. Środkami mogą być tylko pokorny respekt wobec prawdy i łagodność, których źródła są nadprzyrodzone. Dzięki temu możemy ufać, że rozwiązywanie tego sporu będzie budowało jedność, łączącą nie tylko żyjących obecnie, ale także wszystkie pokolenia.

Dziękuję za poświęcenie uwagi moim słowom i proszę Cię, Ojcze, o Twoje apostolskie błogosławieństwo.

z synowskim oddaniem w Chrystusie


Wojciech Gołaski OP"

piątek, 23 lipca 2021

Aberracje liturgiczne cz. 132 - Msza charyzmatyczna w kościele Św. Ludwika, Tulon, Francja

wtorek, 29 czerwca 2021

Co winniśmy Papieżowi? Kazanie na uroczystość śś. Piotra i Pawła


† Dalszy ciąg Ewangelii według św. Mateusza, 16, 13-19. – A przyszedł Jezus w strony Cezarei Filipowej i pytał uczniów swoich, mówiąc: Kim mienią być ludzie Syna człowieczego? A oni rzekli: Jedni Janem Chrzcicielem, a drudzy Eliaszem, a inni Jeremiaszem, albo jednym z Proroków. Rzekł im Jezus: A wy kim mię być powiadacie? Odpowiadając Szymon Piotr rzekł: Tyś jest Chrystus Syn Boga żywego. A odpowiadając Jezus, rzekł mu: Błogosławionyś jest Szymonie Barjona: bo ciało i krew nie objawiła tobie, ale Ojciec mój, który jest w niebiesiech. A ja tobie powiadam, iżeś ty jest Opoka (Petrus): a na tej opoce (petram) zbuduję Kościół mój: a bramy piekielne nie zwyciężą go. I tobie dam klucze Królestwa niebieskiego. A cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebiesiech; a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebiesiech.

Proste to nader słowa dzisiejszej Ewangelii św., a jednak przedstawiają one wypadek wiekopomnego znaczenia, wypadek, co od 19 wieków w cudownej wielkości istnieje, a będzie budził podziw, choćby tyleż jeszcze wieków, albo i tysiące lat minęło, bo aż do końca świata; wypadek, którego żadna zaciekłość zaprzeczyć i żadna potęga obalić nie zdoła, nawet piekło samo nie zdoła z wszystką chytrością swą i mocą. Tym wypadkiem, to ustanowienie Piotra św. Głową Kościoła.

W okolicy miasta Cezarei oto Piotr czyni po raz pierwszy wyraźne i głośne wyznanie: "Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego", a ten Syn Boga żywego mianuje tego Piotra, który to pamiętne wyznanie złożył za sprawą Ojca w niebiesiech, mianuje go widzialnym namiestnikiem Kościoła, który niebawem miał po całym rozszerzyć się świecie; tego Kościoła, któremu żadna siła ludzka ani moce podziemne nie zdołają śmiertelnego zadać ciosu. Ustanowion jest rządcą królestwa, które miało świat odmienić i odnowić, tego królestwa, które nie upadnie, chociaż narody całe ustąpią z widowni ziemi.

Co za podziwienia godny wypadek! Prosty, ubogi rybak wybran jest na władcę największego i niepożytego (a) królestwa. Z Piotrem rozpoczyna się długi szereg książąt, który po dziś dzień się ciągnie nieprzerwanie, chociaż nie ma potomka z własnej krwi, jako następcy, ni tyle mocy, by komu z przyjaciół tron zapewnić, który on sam dzierży aż do śmierci. A jednak książę po książęciu następuje, – Piotr żyje wciąż w swych następcach. Tego cudu, obejmującego wszystkie wieki chrześcijańskie, dokonało to jedno słowo wszechmocne: "Tyś jest Piotr itd.". I oto ufundowane jest Papiestwo, jedyna w świecie Instytucja, czczone od przyjaciół Chrystusowych, nienawidzone i bluźnione od wrogów – podziwiane od wszystkich. Na czele jego stoi Piotr, i dlatego słusznie pamiątkę jego śmierci chwalebnej uroczyście obchodzimy. Dzień dzisiejszy jest dla nas katolików zarazem dniem narodzin Papiestwa. Stąd Papiestwo będzie przedmiotem dzisiejszej mowy mojej i w tym celu odpowiem na dwa pytania:

I. Czym jest Papież?
II. Cośmy mu winni?

I.

Czym jest Papież dla nas katolików? Na to pytanie daje nam odpowiedź samaż Prawda odwieczna, Boski nasz Zbawiciel: "Tyś jest Piotr itd.". Piotr św. jest więc opoką Kościoła i jest Klucznikiem królestwa niebieskiego. A czym on był, tym jest i następca jego: jest fundamentem Kościoła i Klucznikiem królestwa niebieskiego. Co to znaczy?

1. Przede wszystkim Papież jest podwaliną Kościoła. Jak nikt nie buduje domu bez mocnego fundamentu, który, o ile podobna, ma być twardym, opoczystym, tak i Chrystus Pan Kościołowi swemu, który miał po wszystkie czasy rozmaite burze wytrzymać, dał fundament niewzruszony i niezachwiany, a tym fundamentem jest Papież. W nim to skupiają się i wiążą w jedną całość wszystkie członki Kościoła jakiego bądź stanu. Papież jest opoką, na której wszystkie członki Kościoła się wspierają i w jedno łączą. Dlaczego? Albowiem Papież strzeże jedności wiary i miłości.

Bez jedności wiary Kościół nie mógłby się ostać. Gdyby rozmaitym narodom, gdyby każdemu człowiekowi z osobna miało być wolno wierzyć, co chce, tedy nie tylko wnet rozerwie się węzeł religii, łączący w jedno wszystkich, lecz niebawem powstaną przeciw sobie szczepy, narodowości, jednostki w niezgodzie, śmiertelną nienawiścią prześladując się nawzajem dla swych przekonań religijnych. Społeczność każda bez jednej wspólnej wiary musi się rozpaść, i do takiej to społeczności stosują się słowa Chrystusowe: "Wszelkie królestwo rozdzielone przeciw sobie, spustoszone będzie, i dom na dom upadnie" (Łk. 11, 17). Od tego losu smutnego, zachowan jest Kościół katolicki przez Papieża, który nie tylko wiernym stróżem jest czystości wiary, lecz i najwyższym Sędzią we wszelakich wątpliwościach i sporach około nauki Jezusowej. Co Papież ogłosi jako prawdę objawioną, to muszą przyjąć wszystkie członki Kościoła; a co jako obłęd i wymysł ludzki potępi, to wszyscy odrzucamy i potępiamy. Jesteśmy więc bezpieczni przed błędami, do których prowadzi albo zaślepienie rozumu, albo zepsucie serca; jesteśmy zabezpieczeni naprzeciw bezbożnym naukom ludzi bez wiary. My nie potrzebujemy się pytać: którzy to są i gdzie się znajdują najgłębsi mędrcy, filozofowie, nauczyciele, by z ust ich słyszeć sprzeczne wyroki, co wierzyć lub nie wierzyć; my się zwracamy do Papieża i jego pytamy, jaka jest jego nauka, a tę naukę przyjmując, jesteśmy jedni w wierze i jedną i tę samą wyznawamy prawdę, jak daleko słońce na niebie złote swe promienie rozsiewa po ziemi.

Za tą jednością wiary idzie i jedność miłości. Papiestwo kojarzy z sobą katolików pięciu części świata jednością tych samych interesów: wszyscy do jednego i tego samego celu, i jednymi i tymi samymi zdążamy do niego środkami: jedna i ta sama wiara ma nas wszystkich do zbawienia doprowadzić. W Papiestwie uważamy się wszyscy za braci jednej wielkiej rodziny, za obywateli tego samego królestwa Bożego, za części tegoż ciała, którego głową – Papież. W nim skupia się węzeł miłości, i z niego wychodzi, by objąć nas wszystkich. Gdyby było podobnym obalić Papiestwo, tedyby tym samym dla Kościoła katolickiego wykopany był grób, albowiem, miłości i wiary pozbawion, musiałby się rozpłynąć w tyleż krajów, gmin i jednostek, ile by się do niego przyznawało.

Lecz to dopiero jedna strona Papiestwa.

2. Papież jest Klucznikiem królestwa niebieskiego. "Tobie dam klucze królestwa niebieskiego". Klucze są znakiem (symbolem) władzy i panowania. Kto ma klucze do bram miasta, ten jest panem miasta; kto ma klucze domu, do tego dom należy i wszystko w nim. Pan Jezus dając Piotrowi klucze królestwa niebieskiego, tym samym dał jemu i jego następcom najwyższą władzę w Kościele. A przeto Papież jest, co otwiera Kościół i zamyka, to znaczy: przyjmuje do Kościoła i wyklucza z Kościoła. Kto więc nie jest z Papieżem, ten też nie jest z Kościołem, ten nie należy do ciała Chrystusowego, nie należy do obcowania Świętych. Papież więc wszystkimi członkami Kościoła rządzi, i dlatego rozporządzenia jego i przykazania muszą być spełnione, albowiem one wiążą nie tylko na ziemi, lecz i w niebiesiech. A przeto nikt nie może spodziewać się Nieba, kto w przeciwieństwie z Papieżem zostaje i jego władzy się opiera; cokolwiek Papież zwiąże, jest w niebiesiech związane.

Papież jest tym, który otwiera spiżarnię łask i skarbów kościelnych – zasług Jezusowych i zasług wszystkich Świętych. To wszystko może Papież na mocy oddanych sobie kluczy – jako rządca Kościoła i prawodawca wiernych, jako naczelny szafarz łask. Co za ogrom władzy, kiedyć on nawet klucze od bram Nieba trzyma w swoim ręku! I ten Papież, ten sługa sług Bożych, pomny słów Chrystusowych: "Syn człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służył" (Mt. 20, 28), z radością otwiera drzwi Kościoła wszystkim, co pragną wejść do niego, i bez ustanku wyprawia posły, by wszystkich, i najnędzniejsze ludy w odległych krajach, zapraszali, iżby zbawienia swego szukali w korabiu (b) katolickiego Kościoła. A kiedy wydaje przykazania, to jeno takie, których celem dobro nasze doczesne i wiekuiste. Miłościwie otwiera skarbnicę Kościoła, aby nam osiągnięcie zbawienia ułatwić. Dlatego słusznie zowiemy go nie panem lub królem, lecz Ojcem świętym.

Jakże więc ważną i jak drogą osobą jest Papież dla nas katolików!

A cośmy mu za to winni?

II.

Nie trudno poznać obowiązki, jakie mamy względem Papieża.

1. Jeżeli opoką jest, na której wiara nasza spoczywa, tedyć przede wszystkim mamy wierzyć jego wyrokom. Heretycy zarzucają nam: Wy katolicy musicie wierzyć, czego Papież naucza, a my tego nie potrzebujemy. Pytam się: Komuż wy tedy wierzycie? Oczywiście sobie samym, i wy sami tworzycie sobie wiarę, a podobno taką wiarę, która pożądliwościom serc waszych schlebia. Komuż wy wierzycie? Uczonym? Ależ ci nieraz w nic, nawet w Pismo św. nie wierzą. – My, my wiemy, że Papież jest opoką niewzruszoną, której nawet moce piekielne obalić nie mogą; my wiemy, że Papież oświecony Duchem Świętym nie może się omylić, skoro w rzeczach wiary i życia chrześcijańskiego zadekretuje. Pan Jezus modlił się za Piotra, by wiara jego nie ustawała, i ta modlitwa po dziś dzień nie utraciła nic a nic ze swej mocy i skuteczności, albowiem aż do tej godziny wiara w Papiestwie była, jak opoka, niezachwiana. Byli Biskupi, kapłani, świeccy, co się dali uwieść błędowi, lecz o skałę Piotrową każdy błąd się rozbija. I nie było Papieża, któremu by można zarzucić fałsz jakiś około nauki Wiary. A przeto Papieżowi wierząc, nie możemy być zwiedzieni.

2. Krom wiary należy się Papieżowi posłuszeństwo. Wszakże on ma klucze królestwa niebieskiego. Cokolwiek on rozporządzi, tego słuchać i to wykonać musimy, a nigdy przenigdy nie rozkaże coś takiego, co by się sprzeciwiało przykazaniom Bożym, albowiem on jest Namiestnikiem Chrystusowym.

3. Papieża musimy miłować, bo on jest wspólnym naszym Ojcem. Hańba i przekleństwo dziecku, co nie miłuje tego, który mu dał życie i któremu tyle dobrodziejstw zawdzięcza, którego ojcem swym zowie. A przecież to tylko ojciec wedle ciała, i dobrodziejstwa od niego doczesne tylko doznaje. Cóżby więc powiedzieć o katoliku, któryby był obojętnym względem swego Ojca duchownego, któremu tysiące łask duchowych zawdzięcza?

Taki, zaprawdę, nie wart, by go ziemia nosiła, aby mu słońce świeciło. Czyje serce na samo imię ojca chrześcijaństwa nie zadrgnie, nie poruszy się raźniej, ten człowiekiem niewdzięcznym i bez czucia. My miłujemy Papieża, myśmy doń całą duszą przywiązani. Stąd też dola jego naszą jest dolą. Co jego serce boli, co jemu troski przysparza, co jemu dolega, to i naszą jest troską, i smutkiem, i bólem. Jego weselem weselimy się, jego cierpieniem bolejem, i gdybyśmy mogli ująć mu dolegliwości i cierpień, żadna ofiara nie byłaby dla nas za wielką, żadna droga za daleką, żaden trud za ciężkim.

Miłujemy Papieża: dlatego bronimy go według sił i możności naprzeciw nieprzyjaciołom jego i szydercom, bronimy jego praw, bronimy go słowem i czynem.

Miłujemy Papieża, dlatego modlimy się zań z całą gorącością serca, by go Pan Bóg uzbroił gorliwością i namaszczeniem i wzmacniał go w ciężkim urzędowaniu jego.

Miłujemy Papieża, dlatego wspieramy go i będziemy wspierali, ile razy i jak długo dani naszej potrzebuje, choćbyśmy nawet sobie od ust zgłodniałych odjąć mieli. Aczkolwiek trudne są bardzo stosunki nasze, jednak możemy kilka groszy zaoszczędzić, by je jako dar dzieci kochających złożyć u stóp Ojca świętego.

I któżby nie miłował Papieża, który miłością serca swego wszystek rodzaj ludzki obejmuje, który chce wszystkim błogosławić? Gdyby świat chciał zrozumieć tę miłość Papieża, tedyby było Niebo na ziemi, tedyby była jedna owczarnia i jeden pasterz. I oto się módlmy. Amen.

KS. JÓZEF STAGRACZYŃSKI

Ks. Józef Stagraczyński, Wybór kazań niedzielnych i świątecznych. Tom I. Poznań 1908, ss. 515-520.

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.