______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

wtorek, 26 września 2017

Tajemnice fatimskie – między tragedią a nadzieją


Matkę Bożą określa się jako Tę, która przybliża do Boga i oddala od szatana. Ta Pośredniczka między Niebem z Ziemią objawiała się kilkukrotnie w różnych miejscach, między innymi w portugalskiej miejscowości Fatima. Przekazała tam trzy tajemnice zwane tajemnicami fatimskimi.

Objawienia w Fatimie

W Fatimie Matka Boża objawiała się sześciokrotnie nad karłowatą odmianą dębu. Świadkami objawienia okazała się trójka dzieci: dziesięcioletnia Łucja de Jesus, dziewięcioletni Franciszek Marto i siedmioletnia Hiacynta Marto. Objawienia miały miejsce 13-go maja, 13-go czerwca, 13-go lipca, 13-go sierpnia, 13-go września i 13-go października 1917 roku. Objawienia były przesiąknięte wezwaniem do nawrócenia ludzkości. Podczas trzeciego objawienia, 13-go lipca 1917 roku Matka Boża przekazała pastuszkom trzy tajemnice. Łucja powiedziała je biskupowi fatimskiemu, na którego polecenie zostały one spisane. Pierwszą i drugą tajemnicę spisano w roku 1941 i wówczas też je upubliczniono, z kolei trzecią tajemnicę spisano w toku 1944, a do wiadomości publicznej podano ją dopiero w 2000 roku.

Pierwsza tajemnica fatimska

Pierwsza tajemnica fatimska zawiera wizję piekła. Przerażające piekło, do kutego idą potępieni, przypomina, że stworzono nas i nas zbawiono, ale tylko od nas zależy, czy z tego daru skorzystamy. Wizja ta obrała za cel przestrzeganie przed nieprawościami.

Druga tajemnica fatimska

Druga tajemnica fatimska zawiera wizję II wojny światowej. Czas objawień w Fatimie to czas I wojny światowej, a Matka Boża przestrzega, że jeśli ludzkość się nie opamięta, zamiast pokoju, nastąpi II wojna światowa. Wizja ta obrała za cel wzywanie do nawrócenia.

Trzecia tajemnica fatimska

Trzecia tajemnica fatimska, uchodząca za najbardziej straszną, zawiera wizję czasów ostatecznych. Ginie w niej papież oraz wielu wiernych. Wizja ta obrała za cel wzywanie do pokuty. Interpretuje się ją jako proroctwo zamachu na Jana Pawła II, a jego ocalenie bezgranicznemu zawierzeniu Matce Bożej.

Czwarta tajemnica fatimska

Pojawia się wiele pogłosek jakoby istniała czwarta tajemnica fatimska, jednakże Kościół stanowczo temu zaprzecza. Czwarta tajemnica fatimska według tych podań okazałaby się całością ujawnionej jedynie w części trzeciej tajemnicy fatimskiej, a Kościół chroniłby ją z racji zgorszenia i przerażenia wiernych. Jej treść odnosi się do czasów ostatecznych, gdy w Kościele dochodzi do masowych apostazji, a na szczytach kościelnej hierarchii dochodzi do upadku. Ponadto wspomina się o zabitym, a nie jedynie postrzelonym papieżu oraz masowych mordach wiernych. Temat zaognił papież Benedykt XVI, gdy w Fatimie oświadczył, iż prorocka misja Fatimy nie została zakończona. Sens tego tekstu tkwił jednak w kontekście, otóż chodziło, iż objawienia w Fatimie wzywały do nawrócenia, a wciąż pozostaje jeszcze wiele do zrobienia w tej materii. Tak więc nie doszukujmy się czwartej tajemnicy, a po prostu realizujmy oczekiwania tych trzech, które zostały nam objawione.

Od Serca Maryi do Serca Jezusa Chrystusa

Matka Boża podczas objawień w Fatimie zapragnęła, aby czcić Jej Niepokalane Serce. Niepokalane Serce Maryi prowadzi bowiem do Najświętszego Serca Jezusa Chrystusa. A to właśnie przez Nie, źródło i cel naszych serc, przychodzi Królestwo Niebieskie.


Figurki Niepokalane Serce Maryi czy Matkę Bożą Fatimską znajdziesz w sklepie z artykułami religijnymi HolyArt.pl.

Zapomniane prawdy: To, czego Kościół dzisiaj potrzebuje, tak jak zresztą zawsze potrzebował, to...




„Służalczość pochlebców, tych, którzy unikają i obawiają się wszelkiego starcia, którzy cenią nade wszystko święty spokój, nie jest prawdziwym posłuszeństwem. To, czego Kościół dzisiaj potrzebuje, tak jak zresztą zawsze potrzebował, to nie pochlebcy pomagający zachować święty spokój, ale ludzie gotowi stanąć twarzą w twarz wobec każdego nieporozumienia i ataku, które może sprowokować ich postawa, jednym słowem ludzi, którzy bardziej kochają Kościół niż wygodne i bezkonfliktowe życie”.

kard. Józef Ratzinger
artykuł „Szczerość i posłuszeństwo” z 1977 r.

Bractwo Św. Piusa X i powrót Rzymu do Tradycji



W niniejszym artykule ks. Paweł Robinson FSSPX, profesor w seminarium Bractwa w Australii, rozważa, czy kanoniczne uznanie Bractwa „takiego, jakim jest”, byłoby korzystne dla sprawy Tradycji, czy też nie.

Wstęp

Na zakończenie Kapituły Generalnej Bractwa Św. Piusa X w 2006 r. jej uczestnicy ogłosili zwyczajową przy takich okazjach deklarację. Stwierdzała ona m.in.:
„Kontakty z władzami rzymskimi, podejmowane od czasu do czasu przez Bractwo, mają jeden jedyny cel: pomóc im w przyjęciu na nowo Tradycji, której Kościół nie może wyprzeć się bez utraty swej tożsamości. Celem tych kontaktów nie jest jedynie osiągnięcie przez Bractwo jakichś własnych korzyści ani doprowadzenie do porozumienia na poziomie czysto praktycznym”.
Deklaracja wyraźnie wskazuje na dwojaki cel przyświecający FSSPX w prowadzeniu rozmów z Rzymem: przywrócenie Tradycji należnego jej miejsca oraz dobro Bractwa Św. Piusa X. Zaznacza również, że dalszy czy też ostateczny cel, jakim jest przywrócenie należnego miejsca Tradycji, ma pierwszeństwo przed celem bliższym, tj. ewentualnymi korzyściami dla Bractwa.

Jednakże od 2006 r. wiele dyskutowano na temat właściwych środków, przy pomocy których Bractwo miałoby pomóc w powrocie Rzymu do Tradycji. Najistotniejsze pytanie dotyczyło tego, czy pierwsze kroki w tym kierunku powinny być wykonane na poziomie praktycznym czy też doktrynalnym. Mówiąc konkretnie: czy byłoby lepiej dla Bractwa, aby zaakceptowało ono uregulowanie swego statusu kanonicznego, w ramach którego Rzym przyjmowałby je „takim, jakim jest”, czy też – odrzucając je – starać się wywrzeć na Rzym nacisk, aby powrócił tradycyjnej doktryny? Czy uregulowanie statusu kanonicznego FSSPX przy akceptacji Bractwa przez Rzym „takim, jakim jest”, byłoby korzyścią, czy też przeszkodą w przywróceniu Tradycji należnego jej miejsca, o co zabiega Bractwo?

W niniejszym artykule pragniemy przedstawić dwa różne stanowiska w tej kwestii: stanowisko odrzucające uregulowanie statusu kanonicznego, w ramach którego Rzym akceptowałby Bractwo „takim, jakim jest”, oraz stanowisko optujące za jego przyjęciem. Celem tego artykułu, podobnie jak tekstu Jedność wiary z papieżem Franciszkiem, nie jest ustalenie kiedy i w jakich okolicznościach akceptacja uznania kanonicznego Bractwa „takiego, jakim jest” byłaby ze strony przełożonego generalnego aktem roztropnym, ale raczej obrona publicznego stanowiska Domu Generalnego, zgodnie z którym zgoda władz rzymskich na zachowanie przez Bractwo jego tożsamości stanowi zasadniczy warunek zaakceptowania uregulowania jego statusu kanonicznego. W powyższym kontekście autor rozumie uznanie kanoniczne Bractwa, pozwalające mu pozostać „takim, jakim jest”, w tym samym sensie co Dom Generalny, a obejmuje to przede wszystkim wolność FSSPX do otwartego wyrażania swojego stanowiska doktrynalnego, kontynuowania praktyk liturgicznych oraz zachowania stanowiących jego własność nieruchomości i miejsc kultu.

Dwie uwagi wstępne

Przed zagłębieniem się w szczegóły koniecznie należy poczynić dwie uwagi wstępne. Pierwsza jest taka, że od czasu ponownego nawiązania stosunków z Rzymem w 2000 r. Bractwo Św. Piusa X dążyło do przywrócenia Tradycji należnego jej miejsca zarówno na poziomie praktycznym, jak i doktrynalnym. Występując z inicjatywą dyskusji doktrynalnych bp Fellay nalegał, aby przed ich rozpoczęciem zostały spełnione przez Rzym dwa praktyczne warunki wstępne. Było nimi „uwolnienie” tradycyjnej Mszy św. oraz wycofanie dekretu o ekskomunikach biskupów Bractwa. Cytowana wyżej deklaracja wyjaśniała, w jaki sposób spełnienie tych warunków „przyniosłoby wielką korzyść Kościołowi, przywracając, przynajmniej częściowo, prawa jego własnej Tradycji”.

Wspomniane warunki wstępne zostały w mniejszym lub większym stopniu spełnione, w konsekwencji czego zostały przeprowadzone rozmowy doktrynalne. Jednakże sukces na poziomie praktycznym nie przyniósł analogicznego sukcesu na poziomie doktrynalnym. Hierarchowie prowadzący rozmowy ze strony Rzymu nie zgadzali się ze stanowiskiem zajmowanym przez FSSPX, zgodnie z którym trzy elementy nauczania II Soboru Watykańskiego (o wolności religijnej, ekumenizmie i kolegializmie) stanowią zerwanie z odwiecznym nauczaniem Kościoła. Pomimo braku porozumienia Rzym zdecydował się na dalsze kroki na poziomie praktycznym, wysuwając projekt prałatury personalnej, po raz pierwszy przedstawiony w 2011 r.

Od tego czasu zostały podjęte inne praktyczne kroki w kierunku przywrócenia Tradycji należnego jej miejsca. Kapłanom Bractwa została udzielona jurysdykcja zwyczajna dla udzielania sakramentu pokuty, zostały też ustanowione wytyczne określające uzyskiwanie przez nich autoryzacji w celu przyjmowania ślubowań małżeńskich zgodnie z formą kanoniczną.

Nie od rzeczy będzie przypomnieć tym, którzy negują, że obecne stosunki pomiędzy Bractwem a Rzymem różnią się w czymkolwiek od stosunków z przeszłości, że przez długi okres czasu – od roku 1975 do 2007 – Rzym nie poczynił w stosunku do FSSPX żadnych ustępstw. Później jednak zmienił stanowisko, skłaniając się do akceptacji FSSPX „takim, jakim jest”. Fakt, że ustępstwa ze strony Rzymu dotyczyły niemal wyłącznie sfery praktycznej, wywołał debatę dotyczącą kwestii priorytetu, tj. czy pierwszeństwo powinny mieć kroki natury doktrynalnej, czy też praktycznej. Debata ta nie powinna jednak przesłonić oczywistego faktu, że wspomniane ustępstwa stwarzają nową sytuację. Pytanie nie brzmi już: „Co powinniśmy czynić, kiedy Rzym okazuje nam wrogość?”, ale: „Co powinniśmy czynić, gdy Rzym wykonuje gesty w naszym kierunku?”. Jedynie w tym kontekście może być stawiane nasze zasadnicze pytanie, tj. czy Bractwo powinno kontynuować ten proces na poziomie praktycznym, czy też wstrzymać się w oczekiwaniu na zwrot na poziomie doktrynalnym?

Prowadzi nas to do wniosku drugiego, a mianowicie że praktycznych kroków w kierunku przywrócenia Tradycji należnego jej miejsca nie da się całkowicie oddzielić od kroków natury doktrynalnej i vice versa. Każdy krok praktyczny, prowadzący do uregulowania naszego statusu kanonicznego i zwiększenia możliwości oddziaływania Bractwa, będzie z konieczności krokiem w kierunku powrotu Kościoła do tradycyjnej doktryny; podobnie każdy krok natury doktrynalnej w kierunku skorygowania błędów Vaticanum II będzie z konieczności powodował w praktyce zwiększenie możliwości oddziaływania FSSPX. Jedyna różnica polega na tym, że niektóre kroki będą natury ściśle doktrynalnej, a jedynie pośrednio praktycznej, inne zaś zasadniczo praktyczne i mające jedynie uboczny skutek doktrynalny. Reasumując, jest niemożliwe oddzielenie tradycyjnej wiary oraz praktyki; stanowią one spójną całość. Tak więc kiedy wykonuje się gest na korzyść jednego z elementów tej całości, z konieczności działa się też na korzyść drugiego.

Rozważmy przykładowo możliwość przekształcenia Bractwa w prałaturę personalną, przy czym zaakceptowano by nas „takimi, jakimi jesteśmy”. Począwszy od dnia uregulowania statusu FSSPX w kanonicznych strukturach Kościoła istniałaby działająca na całym świecie organizacja skupiająca tradycyjnych kapłanów oraz zakonników, otwarcie głoszących, że dokumenty II Soboru Watykańskiego zawierają błędy przeciwko zdefiniowanym dogmatom wiary. Sam fakt, że Rzym aprobowałby taką organizację i pozwalał jej na głoszenie poglądów kwestionujących pewne aspekty nauczania soboru, stanowiłby dla Vaticanum II potężny cios.

Właśnie z tego powodu znany katolicki pisarz Jerzy Weigel postrzega możliwość uznania kanonicznego Bractwa „takiego, jakim jest” z niepokojem – w jego opinii dałoby to bowiem katolikom z całego świata „prawo do posiadania innego zdania”:
„Przyjęcie duchownych FSSPX do pełnej komunii z Rzymem, pozwalając im równocześnie zachować zastrzeżenia wobec wolności religijnej (i ekumenizmu) podczas składania wyznania wiary i przysięgi wierności oznaczałoby zagwarantowanie – za pomocą dziwacznego, ultra-tradycjonalistycznego precedensu – «prawa do posiadania innego zdania» wewnątrz Kościoła”1.
Choć nie zgadzamy się z Weigelem, że oznaczałoby to zagwarantowanie prawa do kontestowania całego nauczania Kościoła, nie ulega jednak wątpliwości, że dawałoby prawo do kwestionowania [dokumentów] Vaticanum II. W tym kontekście jest niemożliwe, aby uznanie kanoniczne Bractwa „takiego, jakim jest” nie przybliżało nas do potępienia błędów soboru, choć samo w sobie nie byłoby krokiem doktrynalnym, ale praktycznym. Gdyby FSSPX zostało zaakceptowane „takim, jakim jest”, jego stanowisko [doktrynalne] czy też credo musiałoby również zostać uznane za katolickie.

Ustaliwszy te dwie kwestie, możemy teraz powrócić do naszego głównego pytania: czy Bractwo powinno wykonać kolejny, zasadniczo praktyczny i pośrednio doktrynalny, krok w kierunku przywrócenia należnego miejsca Tradycji, tj. zaakceptować uregulowanie swego statusu kanonicznego? Czy też może powinno ono skoncentrować się osiągnięciu celu natury zasadniczo doktrynalnej i mającego jedynie pośrednio konsekwencje praktyczne?

Oczekiwanie na zmianę stanowiska Rzymu

Można spotkać się niekiedy z twierdzeniem, że uregulowanie statusu kanonicznego Bractwa, choć wiążą się z tym pewne korzyści, byłoby w ostatecznym rozrachunku przeszkodą dla przywrócenia należnego miejsca Tradycji. Wysuwający je osoby argumentują, że Bractwo Św. Piusa X powinno poczekać, aż Rzym ogłosi formalną deklarację potępiającą błędy Vaticanum II […]. Ich rozumowanie można streścić w następujący sposób:
  • „Celem Bractwa jest przywrócenie przez Rzym Tradycji wszystkich przysługujących jej praw”2
  • Przywrócenie tych praw polegać miałoby na tym, że „Stolica Apostolska dokonałaby publicznego sprostowania błędów doktrynalnych, stanowiących źródło bezprecedensowego kryzysu, w którym pogrążony jest po dziś Kościół”.
  • Tak więc to właśnie „takie sprostowanie jest celem, do którego powinniśmy dążyć, celem per se, ostateczną zasadą, zasadą wszelkich dalszych kroków w kontekście naszych relacji z Rzymem”.
  • Jednakże uregulowanie statusu kanonicznego Bractwa zagrażałoby osiągnięciu tego celu na dwa sposoby3:

  1. Czyniłoby stanowisko doktrynalne FSSPX jedną z wielu opinii tolerowanych w Kościele soborowym, prowadząc w konsekwencji do jego relatywizacji.
  2. Stwarzałoby niebezpieczeństwo osłabienia wyrazistości stanowiska doktrynalnego Bractwa.

  • Reasumując należy więc uznać, że uregulowanie statusu kanoniczego Bractwa raczej przeszkodzi niż pomoże w przywróceniu Tradycji należnego jej miejsca, tak więc nie powinno być akceptowane do czasu, gdy Rzym podpisze deklarację doktrynalną potępiającą błędy Vaticanum II.

Pierwszą rzeczą, jaką należy powiedzieć odnośnie do tego stanowiska jest to, że przyjmuje ono całkowicie odmienne kryterium akceptacji uregulowania statusu kanonicznego FSSPX niż – jak czynił to abp Lefebvre – zaakceptowanie go przez Rzym „takim, jakim jest”. Istnieją trzy tego powody:
  1. Jego zwolennicy nie postrzegają uregulowania statusu kanonicznego Bractwa jako aktu mogącego przyśpieszyć powrót [Rzymu] do tradycyjnej doktryny, ale raczej jako przeszkodę w tym procesie.
  2. Nie wierzą, że w przypadku uznania kanonicznego Bractwa na tych warunkach istniałyby wystarczające gwarancje dla zachowania przez nie (nieskażonej – przyp. tłum.) wiary.
  3. Nie uważają, aby Bractwo miało jakikolwiek moralny obowiązek zaakceptowania uznania kanonicznego, na mocy którego Rzym przyjmowałby je „takim, jakim jest”.
Przeanalizujmy teraz dokładniej te trzy argumenty.

1° Akceptacja uznania kanonicznego Bractwa, w ramach którego Rzym przyjmowałby je „takim, jakim jest”, stanowi przeszkodę dla powrotu Rzymu do tradycyjnej doktryny

Jak już zauważyliśmy, uregulowanie statusu kanonicznego Bractwa stanowiłoby poważny cios dla statusu doktrynalnego Vaticanum II. Jednakże zwolennicy oczekiwania na deklarację doktrynalną ze strony Rzymu utrzymują, że posiadające uregulowany status kanoniczny Bractwo byłoby postrzegane po prostu jako grupa wyznająca jedną z wielu różnych opinii na temat II Soboru Watykańskiego. Z tego punktu widzenia byłoby lepiej dla FSSPX, aby pozostawało ono pozornie poza Kościołem, ponieważ wówczas byłoby w stanie zajmować stanowisko klarowniejsze i wzbudzać większe zainteresowanie swymi poglądami.

Pomijając już to, że ignoruje się w ten sposób fakt, iż stanowisko Bractwa obecnie jest postrzegane jako jedna z wielu opinii – a najczęściej jako opinia fałszywa – zwolennicy tej opcji wydają się ignorować normalny proces, w jakim dokonuje się odrodzenie Kościoła w okresach kryzysu. Zazwyczaj mają miejsce trzy etapy: prześladowanie, następnie tolerancja, a ostatecznie uprzywilejowanie. Przykładowo w Cesarstwie Rzymskim katolicyzm był prześladowany, za Konstantyna zaczął być tolerowany, a za kolejnych chrześcijańskich cesarzy został wyniesiony do rangi religii państwowej. Dla katolików, którzy byli skazywani na śmierć i którzy nie mogli gromadzić się publicznie w celu praktykowania swojej religii, stan tolerancji religijnej był czymś pożądanym. Nie był on dobrem absolutnym, ale względnym – i krokiem w kierunku najlepszej sytuacji, w której wiara katolicka byłaby religią państwową, do czego ma pełne prawo.

Katolikom wolno jest żądać ochrony prawnej od państwa pluralistycznego, hołdującego zasadzie wolności religijnej. Nie muszą upierać się przy znoszeniu prześladowań, czekając aż państwo nawróci się na wiarę katolicką i uczyni katolicyzm religią państwową.

Innym przykładem może być kryzys ariański – i ten przykład być może bardziej pasuje do obecnej sytuacji niż pierwszy, bowiem dotyczy okresu, w którym większość prześladowań miała swe źródło wewnątrz Kościoła. Przez pewien czas biskupi wyznający wiarę katolicką zamiast ariańskiej byli skazywani przez ariańskiego cesarza i ariańskich biskupów na wygnanie. Później do władzy doszedł Julian Apostata i przywołał z wygnania wszystkich katolickich biskupów, mając nadzieję na wywołanie jeszcze większego chaosu w Kościele. Strategia ta zawiodła, ponieważ stworzyła atmosferę tolerancji dla doktryny o bóstwie Chrystusa, która następnie odzyskała uprzywilejowane stanowisko – została uznana przez świat katolicki jako oficjalne nauczanie Kościoła.

Zwolennicy oczekiwania na deklarację doktrynalną ze strony Rzymu chcą, aby Tradycja przeszła bezpośrednio z etapu prześladowań do etapu uprzywilejowania. Pragną, aby Rzym przeszedł od prześladowania Tradycji do jej uprzywilejowania, pomijając pośredni etap tolerancji. Ponadto postrzegają oni etap tolerancji jako raczej szkodliwy niż korzystny dla przywrócenia Tradycji należnego jej miejsca. Mówiąc w skrócie, lepsze jest tu wrogiem dobrego. Jako że najlepsze rozwiązanie (uprzywilejowanie) jest tak bardzo pociągające, kwestionuje się dobro obecne w rozwiązaniu mniej doskonałym (tolerancji).

Nawiasem mówiąc, można by także zauważyć, że pomimo iż marginalizowanie Bractwa przez minionych 40 lat chroniło je w pewnym stopniu, nie sposób jednak utrzymywać, że przyczyniło się do popularyzacji poglądów głoszonych przez FSSPX. Przeciwnie, Bractwo zostało w wielkim stopniu zamknięte przez swych wrogów w swoistym getcie, aby głoszone przez nie poglądy nie mogły rozpowszechniać się w Kościele – i ta strategia okazała się całkiem skuteczna.

2° Akceptacja uregulowania statusu kanonicznego Bractwa, w ramach którego Rzym przyjmowałby je „takim, jakim jest”, niesie za sobą zagrożenie dla wiary

Drugi argument wysuwany przez zwolenników oczekiwania na deklarację doktrynalną ze strony Rzymu brzmi, że jeśli Bractwo zostanie oficjalnie włączone do sprzyjającego herezji Kościoła soborowego, trudno będzie mu w dalszym ciągu występować przeciwko błędom Vaticanum II. Kłopotliwym aspektem tego argumentu jest fakt, że wydaje się on znajdować poparcie w słowach Arcybiskupa4:
„Tym, o co chodzi nam przede wszystkim, jest zachowanie wiary katolickiej. To właśnie tego dotyczy nasza walka. Kwestia czysto kanoniczna, dotycząca posiadania oficjalnego statusu w Kościele, ma znaczenie drugorzędne. Ważne jest, aby pozostać w Kościele […] w Kościele, czyli przy wyznawaniu wiary katolickiej wszech czasów, z prawdziwym kapłaństwem, z prawdziwą Mszą, z prawdziwymi sakramentami, z katechizmem wszech czasów, z Biblią wszech czasów”5.
Pozorny paradoks polega na tym, że Arcybiskup był w oczywisty sposób zwolennikiem akceptacji uregulowania statusu kanonicznego Bractwa przy równoczesnym zagwarantowaniu przez Rzym jego tożsamości. Weźmy na przykład słowa wypowiedziane przezeń podczas kazania wygłoszonego w październiku 1987 r., w 40. rocznicę jego sakry biskupiej:
„Jeśli Rzym chciałby zagwarantować nam prawdziwą autonomię, taką, jaką mamy obecnie, wymagając od nas podporządkowania się Ojcu Świętemu, przystalibyśmy na to – zawsze pragnęliśmy być podporządkowani Ojcu Świętemu”6.
Uczciwość wobec Arcybiskupa wymaga, byśmy starali się pogodzić ze sobą te dwa cytaty. Jeśli w pierwszym z nich mówi on, że zachowanie wiary jest ważniejsze niż uregulowanie sytuacji kanonicznej, bez wątpienia odnosi się do sytuacji, w której dla uzyskania uznania kanonicznego Bractwo musiałoby zaakceptować nową Mszę, wolność religijną lub spełnić jakiś podobny warunek. Nie twierdzi, że gdyby Bractwu zaoferowano uregulowanie jego statusu, przy czym Rzym zaakceptowałby je „takim, jakim jest”, znalazłoby się ono w niebezpieczeństwie odejścia od tradycyjnej doktryny, tak więc lepiej, aby pozostawało w dalszym ciągu marginalizowane niż zgodziło się na uregulowanie swego statusu, w obrębie którego mogłoby zachować swoje stanowisko w kwestiach doktrynalnych.

W pierwszym z przytoczonych cytatów Arcybiskup stwierdza, że postawione w obliczu wyboru Bractwo powinno przedkładać zachowanie wiary katolickiej nad uregulowanie swego statusu kanonicznego. W cytacie drugim mówi natomiast, że jeśli mogłoby ono zachować (nieskażoną – przyp. tłum.) wiarę, prawdziwe kapłaństwo, prawdziwą Mszę, prawdziwe sakramenty, prawdziwy katechizm etc., JAK RÓWNIEŻ posiadać uregulowany status kanoniczny, powinno na to przystać.

Trzeba też zauważyć, że zwolennicy oczekiwania na deklarację doktrynalną ze strony Rzymu wydają się nie dostrzegać zagrożeń dla wiary, na jakie wystawione jest Bractwo pozostając przez całe dekady bez uregulowanego statusu kanonicznego. Gdyby podzielić księży, którzy opuścili FSSPX na dwie grupy: tych, którzy przeszli do tzw. ruchu oporu lub przyjęli stanowisko sedewakantystyczne oraz tych, którzy zaczęli odprawiać nową Mszę, okazałoby się, że pierwsza z nich jest znacznie liczniejsza. Niewspółmiernie wysoka liczba byłych księży Bractwa, którzy utracili wiarę w widzialność i autorytet Kościoła, powinna stanowić jasną wskazówkę, że nienormalna sytuacja, w jakiej znajduje się FSSPX, sama w sobie niesie za sobą niebezpieczeństwo utraty wiary w Kościół. Tak więc rzekome bezpieczeństwo zachowania wiary, jakie miałby gwarantować nieuregulowany status kanoniczny, okazuje się bardzo iluzoryczne.

W celu uwidocznienia tego w sposób konkretny przejdźmy teraz do punktu trzeciego.

3° Akceptacja przez Bractwo uregulowania jego statusu kanonicznego, w ramach którego Rzym przyjmowałby je „takim, jakim jest”, jest aktem moralnie obojętnym

Zwolennicy wyczekiwania na deklarację doktrynalną ze strony Rzymu postrzegają akceptację uregulowania statusu kanonicznego Bractwa przyjmującego je „takim, jakim jest”, jako moralnie obojętną7. Innymi słowy uważają oni, że FSSPX nie ma moralnego obowiązku akceptacji lub odrzucenia propozycji uregulowania swego statusu kanonicznego. Konsekwentnie wolno mu odrzucić ją ze względów ubocznych, nie dotyczących aktualnej propozycji, ale innych okoliczności. Wolno mu również stawiać ze swej strony warunki akceptacji takiej propozycji, jak np. potępienie błędów Vaticanum II.

Dla zilustrowania tej postawy można się posłużyć pewnym porównaniem – choć bez wątpienia pod wieloma względami niedoskonałym. Wyobraźmy sobie mianowicie, że dziecko ma ojca pijaka, który notorycznie każe mu robić rzeczy obiektywnie złe. Pewnego dnia wydaje mu jednak polecenie, którego wykonanie wprowadziłoby pewien ład do życia rodzinnego. Nie byłoby rzeczą słuszną, aby w sytuacji takiej dziecko powiedziało mu: „Ze względu na twoje pijaństwo posłuszeństwo twemu poleceniu jest kwestią moralnie obojętną. Tak długo, jak nie porzucisz swego nałogu, korzystniejsze jest dla mnie nie uznawanie twoich aktów władzy – nawet słusznych, które mogłyby doprowadzić do uzdrowienia naszego życia rodzinnego – ponieważ nie uznając ich będę w stanie skuteczniej ukazywać wartość cnoty trzeźwości i wywierać na ciebie nacisk, abyś porzucił złe nawyki”.

W rzeczywistości ojciec zachowuje prawo do egzekwowania posłuszeństwa we wszystkim, co jest obiektywnie dobre. Uregulowanie statusu kanonicznego Bractwa nie jest czymś moralnie obojętnym, ale dobrym, jako że naprawia istniejącą w Kościele niesprawiedliwość. Jak stwierdził bp Fellay w „Cor Unum” z kwietnia 2014 r.: „Samo w sobie uznanie kanoniczne jest wielkim dobrem”. Fakt, że jest to moralnie dobre, nakłada na FSSPX obowiązek zaakceptowania go, o ile nie stwarza ono zagrożenia dla wiary. Obowiązek zachowania wiary posiada bez wątpienia pierwszeństwo, jednak obowiązek posiadania właściwych relacji z Następcą Piotra nie jest czymś opcjonalnym.

W sposób jednoznaczny mówił o tym sam Arcybiskup:
„Fundamentalną zasadą, na której opiera się stanowisko i działanie Bractwa w bolesnym czasie kryzysu w Kościele, jest zasada nauczana przez św. Tomasza z Akwinu w jego Sumie teologicznej: nie sprzeciwiać się władzy Kościoła poza przypadkiem bezpośredniego zagrożenia dla wiary”8.
Mówiąc w skrócie, zwolennicy oczekiwania na deklarację doktrynalną ze strony Rzymu popełniają błąd, zmieniając kryterium akceptacji uznania kanonicznego z „możliwości zachowania przez Bractwo tradycyjnej wiary” na „wyznawanie tradycyjnej wiary przez Rzym”. Po bliższej analizie argumenty, jakie wysuwają w celu wykazania, że akceptacja uznania kanonicznego Bractwa „takiego, jakim jest” stanowiłaby przeszkodę dla przywrócenia Tradycji należnego jej miejsca okazują się fałszywe, przez co teza ta upada.

Stanowisko Arcybiskupa

Pozostaje nam jeszcze wyjaśnienie faktu, że sam Arcybiskup wypowiadał się na rzecz akceptacji uznania kanonicznego Bractwa, gwarantującego mu pozostanie „takim, jakim jest”. Powinniśmy się przy tym wystrzegać budowania argumentacji na wyrwanych z szerszego kontekstu słów naszego Założyciela – o wiele lepszą metodą będzie skoncentrowanie się na jego zasadniczej idei i przeanalizowanie, w jaki sposób starał się on ją urzeczywistnić przez całe swoje życie.

Innymi słowy – musimy przyjrzeć się wizji Arcybiskupa odnośnie do roli FSSPX i rozważyć, w jaki sposób ta wizja wpłynęła na negocjacje, które prowadził on z Rzymem w kwestii statusu Bractwa w Kościele.

Odnowa Kościoła poprzez kapłanów

Należy pamiętać, że wizja roli, jaką Arcybiskup miał później wyznaczyć Bractwu, zaczęła się kształtować jeszcze przed nastaniem kryzysu w Kościele. Już w latach 50. XX wieku marzył on o pracy nad odnową Kościoła. W jego zamyśle najważniejszym, a nawet jedynym środkiem prowadzącym do tej odnowy było kapłaństwo. Kapłaństwo, udzielane poprzez sakrament święceń, jest w Kościele fundamentalnym źródłem ładu, pozostaje też w ścisłym związku z głównym aktem służącym przywracaniu ładu w upadłym świecie – najświętszą ofiarą Mszy. To właśnie ta wizja była tłem słynnego „widzenia” Arcybiskupa w katedrze w Dakarze w latach 50.::
„Marzenie, by przekazać, wobec postępującej degradacji ideału kapłańskiego, katolickie kapłaństwo naszego Pana Jezusa Chrystusa […] Jak mógłbym zrealizować to, co jawiło mi się wówczas jako jedyny sposób na ożywienie Kościoła i chrześcijaństwa? To było jedynie marzenie, jednak zrozumiałem już wówczas potrzebę nie tylko przekazywania autentycznego kapłaństwa i zdrowej nauki, zaaprobowanej przez Kościół, ale również wzniosłego i niezmiennego ducha katolickiego kapłaństwa […], nierozerwalnie związanego z wielką modlitwą naszego Pana, którą na wieki wyraża Jego ofiara na krzyżu”9.
To właśnie dążąc do urzeczywistnienia tej wizji, Arcybiskup – zakładając Bractwo Św. Piusa X – za jego cel główny i zasadniczy uznał „kapłaństwo oraz wszystko, co do niego przynależy i jedynie to, co jego dotyczy”10. „Jesteśmy wspólnotą kapłańską. Zasadniczą cechą naszego Bractwa jest jego kapłańska natura. Taki jest jego cel”11.

Dla Arcybiskupa szczególne znaczenie miał fakt, że cel przyświecający założeniu Bractwa nie miał natury negatywnej, ale pozytywną. Bractwo nie zostało powołane do życia, aby krytykować Rzym oraz sobór. Coś takiego Arcybiskup uznałby za niewłaściwe. Zostało ono założone, aby wykonywać pracę pozytywną, aby formować dobrych księży:
„[Bractwo Św. Piusa X] nie narodziło się z ducha kontestacji, ducha sprzeciwu. Bynajmniej! Zrodziło się ono w sposób, w jaki rodzą się dzieła Kościoła, tj. z zaistniałej potrzeby: potrzeby zapewnienia dobrej formacji kapłańskiej”12.
Arcybiskup nie założył Bractwa w celu uleczenia kryzysu w Kościele. Pragnął oczywiście, aby przyczyniło się ono do jego odbudowy, jednak na sposób właściwy dla bractwa kapłańskiego. Kościół nie powierzył FSSPX – aprobując jego statuty – zadania wyprowadzenia go z kryzysu; nie posiada ono też po temu koniecznych środków, gdyż te pozostają w rękach Rzymu, a jego założyciel nie powołał go do życia w bezpośrednim celu uzdrowienia Kościoła. Tak więc praca na rzecz uzdrowienia Kościoła jest jedynie dalszym celem Bractwa, zaś formowanie dobrych kapłanów – jego celem bliższym.

Rozróżnienie to jest ważne. Gdyby bliższym celem Bractwa było uzdrowienie Kościoła, wówczas dla osiągnięcia tego celu powinno ono wykorzystywać wszelkie dostępne środki, nie koncentrując się na formacji dobrych kapłanów. Ponieważ jednak jego celem bliższym jest formowanie dobrych księży, zatem środki, przez które może ono przyczynić się do uzdrowienia Kościoła, zostały już wyznaczone i nie mogą się zmienić, przynajmniej o ile Bractwo pragnie zachować swą tożsamość.

W jaki sposób wspólnota kapłańska przyczynia się do uzdrowienia Kościoła

Możemy sobie zadać pytanie, w jaki konkretnie sposób wspólnota kapłańska przyczynia się do uzdrowienia Kościoła. Przedstawiliśmy już wizję Arcybiskupa w jej ogólnych zarysach: należy formować kapłanów zachowujących czystość doktrynalną oraz ożywionych duchem misyjnym. W jaki jednak sposób ci kapłani mogą się przyczynić do przezwyciężenia najpoważniejszego kryzysu w historii Kościoła?

Najbardziej jasne wypowiedzi Arcybiskupa w tej kwestii można znaleźć w pierwszej konferencji wygłoszonej przez niego podczas rekolekcji wielkopostnych bezpośrednio przed konsekracjami biskupimi. Można wręcz zastanawiać się, czy owa konferencja z kwietnia 1988 r. nie powinna być postrzegana jako swoiste rozwinięcie wizji z Dakaru. Ze względu na jej znaczenie, po niniejszym artykule zamieszczamy jej obszerny fragment13.

W tym rozwinięciu założyciel FSSPX przedstawia swą wizję dotyczącą tego, w jaki sposób założonemu przez niego bractwu kapłańskiemu mogłyby zostać stworzone warunki, dzięki którym skutecznie przyczyniałoby się ono do przywrócenia Tradycji należnego jej miejsca. Wszystko to rozpoczęłoby się od uregulowania statusu kanonicznego Bractwa, które zostałoby zaakceptowane przez Rzym „takim, jakim jest”. Naturalną konsekwencją tego kroku byłoby udzielenie mu zgody na otwarcie placówki w Rzymie. Po pewnym czasie otrzymałoby ono jeden z tamtejszych kościołów, które obecnie nie są używane. Następnie w Rzymie zostałoby założone seminarium, które przyciągnęłoby wiele powołań z całego świata. A ponieważ większość biskupów wywodzi się spośród kapłanów formowanych w seminariach rzymskich, wielu księży pochodzących z rzymskiego seminarium Bractwa zostałoby w przyszłości biskupami i kierowało diecezjami na całym świecie.

A przywrócenie należnego miejsca Tradycji? W pewnym momencie, wskutek zwiększającego się wpływu Tradycji ze względu na obecność Bractwa w Rzymie, istnienie w tym mieście jego seminarium, a także uformowanych przez FSSPX kapłanów i biskupów, Rzym powróciłby ponownie do swej własnej Tradycji.

„To piękne marzenie” – mówi Arcybiskup – „ale kto wie?”. Jest to marzenie, które pozostaje w doskonałej zgodzie z koncepcją założonego przez niego bractwa kapłańskiego: formujcie dobrych księży wyznających integralną wiarę katolicką, a przez ten fakt pomożecie uzdrowić Kościół.

Konkluzja

Abp Lefebvre wierzył w rolę właściwie uformowanych kapłanów w dziele uzdrowienia Kościoła – właśnie dlatego założył bractwo kapłańskie, którego celem jest formacja księży głoszących integralną doktrynę i ożywionych misjonarską gorliwością. Sam Kościół, aprobując statuty FSSPX, przekazał Bractwu zadanie formowania dobrych kapłanów, zaś Bractwo posiada wszelkie środki niezbędne do realizacji tego celu. Jednakże, ze względu na nielegalne zniesienie FSSPX w 1975 r., sytuacja kanoniczna Bractwa stała się oficjalnie nie uregulowana, było ono zwalczane przez władze Kościoła i wszelkimi środkami uniemożliwiano mu wypełnianie jego misji. Ponieważ nasz Założyciel powołał do życia Bractwo w celu formowania dobrych kapłanów, a uregulowanie jego statusu kanonicznego poprzez akceptację go „takim, jakim jest” umożliwiłoby mu wypełnianie tej misji w szerszym zakresie, Arcybiskup był zwolennikiem takiego rozwiązania.

Zwolennicy oczekiwania na deklarację doktrynalną ze strony Rzymu uważają natomiast, że głównym celem Bractwa jest dążenie do uzdrowienia Kościoła, konsekwentnie nie postrzegają więc uregulowania jego statusu kanonicznego przy akceptacji FSSPX „takiego, jakim jest” za sprzyjające osiągnięciu tego celu. Pragnęliby wykorzystać nieuregulowany status kanoniczny FSSPX jako narzędzie służące do wywierania na Rzym nacisku, aby potępił on błędy Vaticanum II. Zajmując takie stanowisko, kierują się wizją różną od wizji Arcybiskupa, wizją, w której Bractwo nie stara się przyczynić do uzdrowienia Kościoła głównie poprzez formację kapłanów wyznających nieskażoną wiarę, ale raczej poprzez wywieranie na Rzym nacisku, aby powrócił do Tradycji.



Abp Marceli Lefebvre, Rekolekcje wielkopostne 1988

Pozostajemy wierni zasadzie, zgodnie z którą zachowanie wiary ma pierwszeństwo przed posłuszeństwem. Pierwszym obowiązkiem jest posłuszeństwo wierze. Posłuszeństwo wierze ma pierwszeństwo przed posłuszeństwem ludziom, których obowiązkiem jest przekazywanie nam wiary. Jest to oczywiste, poza tym jednak znajdujemy się w opozycji względem tych, którzy atakują wiarę. Toczymy dwojaką walkę: walkę z błędami, jak również z tymi, którzy te błędy propagują. Trudno sobie wyobrazić, żebyśmy mogli być przeciwnikami błędów, nie występując równocześnie przeciwko głoszącym je ludziom. Właśnie z tego powodu nasi wrogowie mogą wysuwać argument: „Walczycie z Rzymem, tak więc jesteście przeciwko Rzymowi, przeciwko papieżowi, przeciwko soborowi, a więc jesteście poza Kościołem!”. Takie reakcje są całkowicie zrozumiałe i łatwo jest wysuwać tego rodzaju zarzuty, jednak opierają się one na fałszywej przesłance. Zakłada się bowiem, że Rzym nigdy nie popełnia błędów, co jest nieprawdą.

Takie jest więc nasze stanowisko, o ile jednak naszym zadaniem jest zwalczać błędy, a również sprzeciwiać się i okazywać nieposłuszeństwo tym, którzy je głoszą, nie zwalnia nas to od obowiązku dążenia do utrzymywania z nimi kontaktu, aby próbować ich nawrócić, aby próbować doprowadzić ich na powrót do Tradycji. Taką postawę można by uznać za przejaw arogancji z naszej strony, nie jest to też dla nas łatwe, a jednak właśnie tego wymaga od nas Bóg. O ile zaistnieje taka konieczność, powinniśmy starać się nawrócić nawet naszych przełożonych! Jesteśmy za to krytykowani. Jest jednak jasne, że to oni są w błędzie, że sprzeciwiają się temu, czego nauczali ich poprzednicy. [Przykładowo] mamy dwa teksty: dokument ogłaszany obecnie oraz dokument ogłoszony wcześniej są ze sobą całkowicie sprzeczne. Komu w tej sytuacji mamy być posłuszni? Autorom dokumentów ogłaszanych dawniej, czy też teraz? Nie możemy być posłuszni i jednym, i drugim. Na tym polega dylemat. To właśnie powiedziałem Pawłowi VI, kiedy spotkałem się z nim w Castel Gandolfo: „Ojcze Święty, znajdujemy się w niewiarygodnej sytuacji. Mamy obowiązek okazania nieposłuszeństwa Tobie, aby zachować posłuszeństwo względem Twoich poprzedników. Postaw się na naszym miejscu. To nieprawdopodobna sytuacja. Pomyśl, co to oznacza dla wiernych! Istnieje sprzeczność pomiędzy tym, czego naucza Sobór oraz Quanta cura Piusa IX”. „Och, to nie czas na uprawianie teologii”. To łatwo powiedzieć, ale nie jest to odpowiedź (na moje pytanie – przyp. tłum.). To poważna sprawa.

Takie więc stanowisko zajmujemy i zamierzamy przy nim wytrwać. Jednak utrzymywanie kontaktów z Rzymem jest sprawą dość delikatną, ponieważ w tym samym czasie, gdy ich krytykujemy, musimy również z nimi korespondować, musimy się z nimi co jakiś czas spotykać, przynajmniej z przedstawicielami papieża. Cóż, Bóg pozwala, aby sprawy toczyły się właśnie w taki sposób, abyśmy zachowywali więź z Rzymem w tym samym czasie, w którym bezkompromisowo go krytykujemy. Listy, które ja oraz bp de Castro Mayer wysyłaliśmy do papieża, nie były zbyt łagodne. To ostatnia rzecz, jaką można by o nich powiedzieć. To samo można powiedzieć o obrazku mego autorstwa, który spotkał się z krytyką nawet ze strony licznych tradycjonalistów. Trafił on nawet do rąk papieża. Powiedział mi o tym kard. Ratzinger. W oczywisty sposób specjalnie mu (tj. papieżowi – przyp. tłum.) się on nie spodobał. Powiedziałem jednak kard. Ratzingerowi: „Gdyby tylko mogło to uratować jego duszę…”. Odpowiedział: „Poucza Ekscelencja papieża!”. To jednak prawdy katechizmowe! Wpuszcza on (tj. papież – przyp. tłum.) do Kościoła wszystkie złe duchy, a następnie chce być w przyjaźni z Bogiem! Musi wybrać. Albo przechodzi całkowicie na stronę demonów i przebywa z demonami, albo trzyma stronę Boga i wyrzuca złe duchy. To przecież rzeczy oczywiste. To jak katechizm w obrazach. Pomimo tego wszystkiego chcą oni z nami korespondować, chcą traktować nas jako partnera do rozmów. Wydawało mi się także, że należy zawsze trzymać się zasady, że lepiej jest przekonywać poprzez fakty niż przez kampanię propagandową, jaka mogłaby zostać przeprowadzona przez wszystkie media, przez radio, telewizję etc.

Uważam, że lepiej, abyśmy dawali się poznać poprzez nasze dzieło niż przez produkowane przez nas materiały wideo, abyśmy dawali się poznać poprzez projekty, jakie aktualnie realizujemy: seminarium w jednym miejscu, dom rekolekcyjny w innym, otwieranie kolejnych szkół i przeoratów – oczywiście dzięki pomocy Bożej, to On sam wspiera nas w naszym dziele – jako że staramy się pracować dla Zbawiciela, dla Kościoła – i Chrystus rzeczywiście nam pomaga. Niedawna wizytacja przedstawicieli Rzymu (w listopadzie i grudniu 1987 r. kard. Edward Gagnon, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, jako wizytator apostolski odwiedził większość ważnych ośrodków Bractwa – przyp. red. WTK) była możliwa właśnie dlatego, że po 12 latach naszej walki, od 1975 do 1987 r., ostatecznie sam Rzym uznał, że nie może traktować nas tak, jakbyśmy nie istnieli. Bractwo nie jest niczym, tradycjonaliści (wliczając do tej grupy tych wszystkich, którzy toczą tę samą co my walkę i którzy utrzymują z nami stosunki) nie są niczym. Tak więc Rzym uznał, że musi coś zrobić, czego konsekwencją jest niedawna wizytacja – i uważam, że już sam ten fakt jest wielkim zwycięstwem Tradycji, ponieważ wizytacja istotnie miała miejsce. Szczegóły znajdziecie w ostatnim numerze „Fideliter”. Wizytacja wypadła pomyślnie, wyrażane w jej trakcie opinie były względem nas jednoznacznie życzliwe do tego stopnia, że msgr Perl powiedział do sióstr z Fanjeaux: „To przy pomocy dzieł takich jak wasze dokonuje się odbudowa Kościoła”. Trudno o większy komplement. I myślę, że wypowiadając te słowa miał on na myśli wszystko, co widział podczas swej wizyty, ponieważ mniej więcej te same komplementy wypowiadał wszędzie, podobnie zresztą jak kardynał. Na koniec, co sami mogliście zobaczyć, kardynał oficjalnie asystował 8 grudnia we Mszy przy okazji odnowienia ślubów (w Bractwie – przyp. tłum.). Asystowanie przez kardynała we Mszy sprawowanej przez osobę zasuspendowaną a divinis jest czymś raczej niezwykłym. Takie było zakończenie tej wizytacji. Stanowi to już część historii, nie da się tego wymazać. Kiedy pewnego dnia będzie się pisać historię Bractwa, historię naszego oporu, historię naszej walki, znajdą się w niej również te fakty. To pewne.

Można mówić co się chce, również sam Rzym może później uczynić co chce, nawet ogłosić dementi: „To nie chodziło o to… On wcale tego nie powiedział…”. Fakt pozostaje faktem, te słowa zostały wypowiedziane, to już element historii. Rzym musi uznać [prowadzone przez nas] dzieło na rzecz kontynuowania Tradycji za służące odbudowie Kościoła, jego własnej kontynuacji. Muszą to uznać.

Czy jednak prowadzona przez nas walka oraz rozwój Bractwa wystarczą, aby udało się nam doprowadzić do powrotu Tradycji do samego Rzymu? To tajemnica Boga. Jest to możliwe, możliwe jest osiągnięcie pewnych rezultatów w tym kierunku, nie idąc równocześnie na żadne kompromisy, piętnując w dalszym ciągu błędy, trwając po stronie prawdy i Tradycji. Niech Rzym udzieli nam tego, o co prosimy: abyśmy mogli posiadać w Rzymie placówkę, abyśmy mogli mieć tam naszego oficjalnego przedstawiciela, nie żądając od nas ustępstw, kompromisu, nie wymagając od nas zaakceptowania w zamian ich błędów. Byłoby to drugie zwycięstwo Tradycji, definitywne zwycięstwo sprawy Zbawiciela. Dlaczego bowiem nie miano by przekazać nam, skoro zostalibyśmy w ten sposób oficjalnie uznani, któregoś z tamtejszych kościołów? Nie byłoby już żadnego powodu, aby nam tego odmawiać. Jest w Rzymie tyle kościołów, które nie są wykorzystywane. Mogliby przekazać nam jeden z nich, to zaś oznaczałoby oficjalny powrót Tradycji do Kościoła Rzymskiego, ze wszystkimi tradycyjnymi obrzędami. Byłoby to coś niesamowitego. I nie ma wątpliwości, że rezultaty tego byłyby bardzo poważne.

Tak więc, jak już powiedziałem, stanowiłoby to drugi krok. Jest to bez wątpienia scenariusz, którego ziszczenie się nadal trudno sobie wyobrazić, ale kto wie? Gdyby zechcieli uznać wartość naszych seminariów, wartość prowadzonej przez nas formacji kapłańskiej i dać nam seminarium w Rzymie, stanowiłoby to ukoronowanie naszego dzieła. Przenieślibyśmy was wszystkich do Rzymu, panowie profesorowie, i moglibyście prowadzić wszystkie wasze zajęcia po łacinie. Bez wątpienia nie zabrakłoby nam bowiem wówczas seminarzystów, zakładając że pojawialiby się oni z dobrymi intencjami, nie z zamiarem zniszczenia nas, podzielenia nas, szerzenia wśród nas swoich błędów. Jeśli jednak młodzi ludzie – przybywający z całego świata do Rzymu, aby odbyć w nim studia teologiczne – trafialiby do nas, do naszego seminarium, kontynuowalibyśmy dzieło, które Rzym prowadził przez całe wieki na swoich uniwersytetach: Gregoriańskim, Angelicum i Laterańskim. Z tych trzech wielkich rzymskich uniwersytetów pochodziło 60 do 70% wszystkich biskupów świata. Nie ma więc powodu, dla którego nasze seminarium w Rzymie, o ile spodoba się Bogu, nie miałoby również formować przyszłych biskupów dla całego świata katolickiego. Jak widzicie, trochę nadziei wciąż pozostaje! Z Bożą pomocą wszystko to jest możliwe. To piękne marzenie, ale kto wie? Bóg może sprawić, że się urzeczywistni. Albowiem powrót całego świata chrześcijańskiego do Tradycji może dokonać się jedynie przy pomocy Rzymu. My ze swej strony możemy czynić wszystko, co tylko w naszej mocy, i bez wątpienia to czynimy. Jest jednak konieczne, aby sam Rzym zwieńczył to dzieło, powracając do swej własnej Tradycji. W innym przypadku będzie to niemożliwe.



PRZYPISY:
  1. https//www.firstthings.com/web-exclusives/2017/04/lets-not-make-a-dealat-least-this-deal 
  2. Ten i kolejne cytaty pochodzą z tekstu Pour une entente doctrinale ?, zamieszczonego w „Courrier de Rome” z maja 2017 r. 
  3. Ibidem, par. 28–29. 
  4. Za: ibidem, par. 29. 
  5. Konferencja duchowa wygłoszona w Ecône 21 grudnia 1984 r. 
  6. „The Angelus”, listopad 1987, s. 8. 
  7. Patrz „Courrier de Rome”, maj 2017 r., Pour une entente doctrinale ?, par. 28. 
  8. List do Przyjaciół i Dobroczyńców z USA, 28 kwietnia 1983 r. 
  9. Podróż duchowa, str. 5. 
  10. Statuty FSSPX. 
  11. Priestly Holiness, s. 444. 
  12. Ibidem, s. 439. 

Źródło informacji: https://news.fsspx.pl

Kontrowersje wokół ruchów charyzmatycznych w Kościele katolickim



Piotr przez wiele lat był w tzw. Odnowie w Duchu Świętym. Opowiada nam o swoich doświadczeniach i dzieli się wiedzą, którą nabył usiłując rozwiać narastające wątpliwości.

poniedziałek, 25 września 2017

List do przewielebnych biskupów konferencji episkopatu o interpretacji dokumentów II Soboru Watykańskiego




ŚWIĘTA KONGREGACJA NAUKI WIARY

List do przewielebnych biskupów konferencji episkopatu o interpretacji dokumentów II Soboru Watykańskiego

( Cum Oecumenicum Concilium )

Niedawno zakończony Sobór Watykański II ogłosił pełne mądrości dokumenty, dotyczące zagadnień doktrynalnych, jak również dyscyplinarnych, w celu skutecznego rozwijania życia Kościoła. Na całym Ludzie Bożym spoczywa dzisiaj poważny obowiązek włączenia się w podjęcie tego wszystkiego, co - pod natchnieniem Ducha Świętego - zostało zaproponowane lub orzeczone przez to powszechne zgromadzenie Biskupów, któremu przewodniczył Ojciec Święty.

Na hierarchii spoczywa prawo i obowiązek czuwania nad zapoczątkowanym przez Sobór ruchem odnowy, przewodzenia mu i promowania go w taki sposób, aby Dokumenty i Dekrety Soboru były prawidłowo interpretowane i wprowadzane w życie zgodnie z ich celem i duchem. Nauczanie soborowe musi być więc strzeżone przez Biskupów, gdyż - pod przewodnictwem Piotra - pełnią oni misję autentycznego nauczania. W sposób godny pochwały niektórzy biskupi zaczęli już wyjaśniać nauczanie Soboru.

Trzeba jednak z bólem stwierdzić, że z różnych stron nadchodzą smutne wiadomości o nadużyciach, wynikających z interpretacji nauczania Soboru, jak również z pewnych pojawiających się tu i ówdzie błędnych opinii, które wywołują w wiernych duże zaniepokojenie. Są godne uznania studia i wysiłki zmierzające do głębszego poznania prawdy, słusznie rozróżniając między tym, co należy do istoty wiary, i tym, co jest przedmiotem opinii. Z przeanalizowanych przez Świętą Kongregację Nauki Wiary dokumentów wynika jednak, że chodzi o wiele stwierdzeń, które łatwo przechodząc ponad granicami hipotez lub opinii, wydają się w pewnej mierze dotykać podstaw wiary.

Będzie więc czymś właściwym wskazać przykłady takich opinii i błędów, na które zwracają uwagę raporty kompetentnych osób oraz, i które są zawarte w publikacjach.

1) Na pierwszym miejscu dotyczy to świętego Objawienia: są tacy, którzy odwołują się do Pisma Świętego, pozostawiając zupełnie na boku Tradycję, lecz zawężają zakres i siłę natchnienia biblijnego i wolności od błędu oraz nie rozumieją prawidłowo wartości tekstów historycznych.

2) Jeśli chodzi o naukę wiary, przyjmuje się, że formuły dogmatyczne podlegają ewolucji historycznej do tego stopnia, że również samo ich obiektywne znaczenie ulega zmianie.

3) Nauczanie zwyczajne Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, szczególnie Papieża, jest niekiedy niedoceniane i pomniejszane do tego stopnia, jak gdyby należało do zakresu wolnych opinii.

4) Niektórzy jakby nie uznają absolutnej, stałej i niezmiennej prawdy obiektywnej oraz wszystko poddają pewnego rodzaju relatywizmowi, pod pretekstem, że każda prawda w sposób konieczny rozwija się ewolucyjnie, idąc za ewolucją świadomości i historii.

5) Dotyka się osoby naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy wypracowując doktrynę chrystologiczną, stosuje się do natury i osoby pojęcia zbyt odległe od nauczania soborowego, zawartego w orzeczeniach dogmatycznych. Pojawia się pewnego rodzaju humanizm chrystologiczny, który redukuje Chrystusa do prostego człowieka, który otrzymał świadomość swego synostwa Bożego. Mówi się o Jego dziewiczym poczęciu, cudach i samym zmartwychwstaniu, ale to wszystko jest redukowane w tych wypowiedziach do porządku czysto naturalnego.

6) W podobny sposób, niektóre aspekty teologii sakramentalnej albo są ignorowane, albo nie są podejmowane w odpowiedni sposób; dotyczy to szczególnie Eucharystii. Co do rzeczywistej obecności pod postacią chleba i wina, nie brakuje takich, którzy mówią o niej, skłaniając się do przesadnego symbolizmu, jak gdyby na mocy przeistoczenia chleb i wino nie zmieniały się w Ciało i Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, ale po prostu zmieniały znaczenie. Są tacy, którzy mówiąc o Mszy świętej za bardzo skłaniają się do pojęcia agape, z uszczerbkiem dla pojęcia ofiary.

7) Niektórzy źle interpretują Sakrament Pokuty, uważając go za środek pojednania z Kościołem, nie wyrażając wystarczająco pojęcia pojednania z obrażonym Bogiem. Przyjmują również, że w sprawowaniu tego Sakramentu nie jest konieczne osobiste wyznanie grzechów, zadowalając się wyrażeniem jego funkcji społecznego pojednania z Kościołem.

8) Nie brakuje takich, którzy bądź nie uwzględniają prawidłowo nauczania Soboru Trydenckiego o grzechu pierworodnym, bądź wyjaśniają go w taki sposób, że pierworodna wina Adama i przekazywanie jego grzechu pozostają mocno zaciemnione.

9) Nie mniejsze błędy propaguje się w teologii moralnej. Wielu odważa się nawet odrzucać obiektywne kryterium moralności; inni nie uznają prawa naturalnego, przyjmując natomiast tak zawaną etykę sytuacyjną. Propaguje się szkodliwe opinie dotyczące moralności i odpowiedzialności w dziedzinie seksualnej i małżeństwa.

10) Należy do tego dodać kilka słów na temat ekumenizmu. Stolica Święta rzeczywiście pochwala tych, którzy w duchu soborowego Dekretu o ekumenizmie podejmują inicjatywy zmierzające do rozwijania miłości wobec braci odłączonych i do przybliżenia ich do Kościoła; ubolewa jednak z tego powodu, że są również tacy, którzy - interpretując na własną rękę dekret soborowy - popierają działalność ekumeniczną, obrażającą jedność wiary i Kościoła oraz propagują niebezpieczny irenizm i indyferentyzm całkowicie obcy duchowi Soboru.

Te niebezpieczne błędy, rozpowszechnione w takim czy innym miejscu, zostały zebrane w sposób sumaryczny w tym Liście do Ordynariuszy miejsca, aby każdy, stosownie do swojej misji i swojego urzędu, podjął się wyeliminowania ich lub przeciwdziałania im.

Święta Kongregacja Nauki Wiary prosi usilnie Ordynariuszy, zgromadzonych w Konferencjach Episkopatu, by rozważyli te zagadnienia, a odpowiednie wnioski przekazali Stolicy Świętej, przesyłając je do Bożego Narodzenia tego roku.

Ordynariusze i ci wszyscy, którym uznają oni za właściwe pokazanie tego listu, niech strzegą go pod ścisłym sekretem, ponieważ z roztropnych powodów nie zaleca się jego publikacji.

Rzym, 25 lipca 1966 r.

A. Kard. OTTAVIANI
Pro-Prefekt

__________________________________________________________________

AAS 58 (1966) 659-661

_________________________________________________________

niedziela, 24 września 2017

Recenzja książki "Depozyt wiary. Jak Kościół katolicki zachował autentyczną doktrynę wczesnych chrześcijan"




"NIEOCENIONA POMOC W PRZYGOTOWANIU SIĘ DO ODPOWIEDZI NA WĄTPLIWOŚCI DOTYCZĄCE WIARY, DO JEJ OBRONY I DZIELENIA SIĘ NIĄ."

Bardzo często zdarza nam słyszeć z ust protestantów, ateistów a nawet katolików, że znaczna część tego, w co wierzymy, jest „wymyślona” przez ludzi, a nie dana przez Boga, że są to nie mające żadnego oparcia w Piśmie Świętym „dodatki”, które stanowią naleciałość na pierwotnym, autentycznym chrześcijaństwie? A może sam masz wątpliwości i pragniesz przekonać się, czy wiara katolicka jest zgodna z tym, w co wierzyli pierwsi chrześcijanie? A może chciałbyś wiedzieć, jak odpowiadać na tego rodzaju zarzuty?

Jeśli tak, to ta książka jest właśnie dla ciebie.

Autor konwertyta z protestantyzmu a z wykształcenia teolog i historyk zajmujący się dziejami wczesnego chrześcijaństwa wykazuje na podstawie Pisma i nauki Ojców, że doktryna współczesnego Kościoła w pełni odzwierciedla autentyczną naukę wczesnych chrześcijan. 

Książka składa się z siedmiu rozdziałów oraz wstępu gdzie autor omawia rolę jaką w pierwotnym Kościele spełniali Ojcowie. Nazywa ich pierwszymi klucznikami Tradycji bo to oni są tymi, którzy przyjęli to, co otrzymali od Jezusa oraz apostołów i co wiernie przekazali chrześcijanom swoich czasów - a za pośrednictwem swoich pism także przyszłym pokoleniom. W trakcie lektury książki będziemy mieli okazję poznać kilku spośród nich i przekonamy się, jak ich nauki zostały zachowane  w Kościele katolickim aż po dziś dzień. 

Pierwszy rozdział poświęcony jest relacjom Pisma Świętego i Tradycji a poprzedza go krótki biogram św. Klemensa Rzymskiego. Wiara a uczynki to temat drugiego rozdziału a Ojcem Kościoła, którego postać poznamy to św. Ireneusza z Lyonu. W trzecim rozdziale autor omawia nauczanie wczesnego Kościoła na temat sakramentów. Tutaj pomocny nam będzie św. Klemens Aleksandryjski. Kolejny rozdział poświęcony jest Eucharystii w wierze pierwotnego Kościoła a Ojcem, którego poznamy to św. Jan Chryzostom, kapłana i szafarza sakramentów. Następny to świętych obcowaniu a Ojcem którego poznamy to  Ambrożego z Mediolanu Przedostatni omawia spojrzenie Ojców na kwestię prymatu biskupa Rzymu św. Augustyna z Hippony Ostatni rozdział jest najciekawszy bo autor pokazuje nam jak wczesny Kościół znajdował wspólny język i Leon Wielki.

W każdym z tych rozdziałów autor rozprawia się ze znanymi nam wszystkim pytaniami; Czy nie wystarczy nam Biblia?, Czy Kościół dodaje coś do Biblii?, Czym jest Tradycja?, Czy czyściec jest pojęciem biblijnym? Co zbawia wiara czy uczynki? Dlaczego katolicy mają siedem sakramentów?, Co z chrztem niemowląt? Czy spowiedź przed kapłanem jest niezbędna?, Czy we wczesnym Kościele obecny był "protestancki" pogląd na Eucharystię?, Dlaczego katolicka komunia zarezerwowana jest wyłącznie dla katolików? Jak to jest z tym kultem świętych?, Czy katolicy otaczają Maryję kultem?, Czy Piotr był pierwszym papieżem?, Na czym polega papieska nieomylność?

I choć książka ma wybitnie charakter apologetyczny to jednak, jak zaznacza autor we wstępie, ma nie być ona "amunicją" wykorzystywaną przeciwko innym chrześcijanom. Ma natomiast zachęcić do rozmowy w duchu jedności, której Chrystus tak pragnął dla swego powszechnego Kościoła. Jest niczym prowiant na drogę, którą będziemy podążać ramię w ramię z naszymi niekatolickimi braćmi i siostrami.

Dopełnieniem całości jest dodatek p.t. "Siedem kluczowych kwestii, co do których katolicy i protestanci mogą się ze sobą zgodzić", które pozwolę sobie tutaj zacytować
  1. Autorytet Pisma Świętego i znaczenie Tradycji
  2. Zbawienie przez Jezusa Chrystusa
  3. Instytucja Kościoła
  4. Sakrament chrztu i powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących
  5. Sakrament Eucharystii i obcowanie świętych
  6. Obowiązek wychodzenia poza Kościół
  7. Nicejskie wyznanie wiary
Drodzy czytelnicy sięgajcie po znakomicie napisaną książkę Jamesa Papandrei, która udowadnia, że istnieje nieprzerwana łączność pomiędzy przesłaniem Jezusa a doktryną Kościoła Katolickiego, a wszystkie prawdy wiary głoszone przez Kościół wynikają bezpośrednio z nauczania Chrystusa przekazanego przez Jego uczniów. Przez pierwsze stulecia naszej ery rozumienie tego nauczania rozwinięte zostało dzięki teologicznej pracy najbardziej światłych umysłów tamtych czasów, których nazywamy Ojcami Kościoła. Doktryna i liturgia, które są tej pracy efektem, żyją do dziś w Kościele Katolickim i stanowią depozyt autentycznej wiary uczniów Jezusa.
.
___________

„Żyjemy w czasach dyktatury moralnego relatywizmu i rozmytych wartości. Nihilizmu i poprawności politycznej, która zastępuje prawdziwą religię. Bez powrotu do fundamentów wiary, która zbudowała zachodnią cywilizację, czeka nas katastrofa. Ta książka przypomina, dlaczego to Kościół katolicki jest skałą, mogącą nas przed tą katastrofą uchronić. Skałą, o której mówił Piotrowi Jezus Chrystus”. 
Łukasz Adamski, teolog, publicysta, krytyk filmowy i autor książki Bóg w Hollywood
__________


James L. Papandrea jest profesorem historii Kościoła, członkiem St. Paul Center for Biblical Theology, Society of Biblical Literature (SBL), North American Patristics Society (NAPS), American Society of Church History (ASCH), Classical Society of the American Academy in Rome (CSAAR), Illinois Medieval Association (IMA), Catholic Theological Society of America (CTSA). Jest autorem wielu książek, konsultantem w dziedzinie formacji wiary dorosłych oraz profesjonalnym muzykiem. 


Autor posiada swoją stronę internetową https://jimpapandrea.wordpress.com 
Można go także znaleźć na youtubie , jak i facebooku 


Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.