_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka sakralna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka sakralna. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 marca 2018

Jak przywrócić piękno w liturgii przy pomocy muzyki



„Tragedia utraty piękna w liturgii nie jest czymś, co powinniśmy lekceważyć” – pisze John Paul Meenan na łamach „Crisis Magazine”. „Powinniśmy ofiarować Bogu to, co najlepsze w naszym oddawaniu Mu czci”, a tymczasem wydajemy się składać ofiarę Kaina, w której dominują kicz i mierność.

Wprawdzie ktoś może stwierdzić, że nie zawsze to samo jest piękne dla różnych osób i że „piękno jest w oku patrzącego”, ale czy na pewno oznacza to, że powinniśmy oddawać cześć Bogu „według własnych wrażliwości estetycznych”? Czy na pewno nie ma obiektywnych kryteriów tego, co stosowne w liturgii, a co odpowiedniejsze jest dla innych okazji?

Choć prawdą jest, że piękna można doświadczyć np. w śpiewie przy akompaniamencie gitary, to czy „jest to właściwy rodzaj piękna dla liturgii?” Bo przecież „niektóre rzeczy są obiektywnie piękniejsze niż inne, o tyle o ile zbliżają się do transcendentnego i wiecznego piękna Stwórcy wszystkiego, co piękne”.

Autor przytacza trzy kryteria św. Tomasza, które pozwalają określić, co czyni daną rzeczą piękną: proporcjonalność, integralność i jasność. Jeśli zastosujemy te kryteria do liturgii, to dojdziemy do wniosku zgodnego z tym, co mówią np. Josef Ratzinger czy Uwe Lang, że „piękno w liturgii polega na wyrażeniu tego, co znajduje się za zasłoną sakramentalnego znaczenia, wiecznych rzeczywistości, ku którym dążymy, czyli tego, co możemy określić jako transcendencję albo liminalność (od limina – próg). (...) Większość naszego życia jest zanurzona w tym, co świeckie i doczesne, w postaci tego świata, która przemija, a musimy poprzez liturgię, a przede wszystkim Mszę Świętą skupiać nasze umysły na rzeczach w górze”.

Tymczasem „liturgia, która jest świecka i z tego świata, nawet jeśli jest piękna i miła na swój sposób, jedynie przesłoni to, czym liturgia jest tak naprawdę”. Dotyczy to zarówno muzyki liturgicznej, przedmiotów używanych we Mszy Świętej, sposobu sprawowania Eucharystii, jak i samego budynku kościoła, który może unosić nasze myśli ku niebu lub przypominać na przykład „latający spodek”.

Autor proponuje sięgnąć do „Magisterium, które daje nam wskazówki, jak Chrystus chciałby, abyśmy oddawali Mu cześć”, i skupić się „na pięknie muzyki, jako najbardziej podstawowym i integralnym aspekcie liturgii, prócz rzeczywistych słów sakramentalnych i działań kapłana uobecniającego Eucharystię ex opere operato”.

Tak więc w konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum concilium czytamy: „Muzyczna tradycja całego Kościoła stanowi skarbiec nieocenionej wartości, wyróżniający się wśród innych form wyrazu artystycznego szczególnie tym, że śpiew kościelny, jako związany ze słowami, jest nieodzowną oraz integralną częścią uroczystej liturgii”.

Meenan stwierdza ze smutkiem, że właśnie muzyka jest „tym aspektem obecnie najbardziej zaniedbanym” i zwraca uwagę na mylne rozumienie zarówno muzyki liturgicznej, jak i uczestnictwa wiernych w muzyce. Bowiem muzyczna tradycja Kościoła wcale nie zakłada, że wierni muszą zawsze czynnie brać udział w śpiewie, który przeznaczony jest dla tych, którzy są do niego odpowiednio przygotowani.

Wynika to zdaniem autora z mylnej interpretacji tego uczestnictwa, które konstytucja o liturgii określa jako particpatio actuosa, co zazwyczaj tłumaczy się jako „czynne uczestnictwo” (podobnie w polskim przekładzie tego dokumentu – jjf). A jednak to określenie „oznacza bardziej urzeczywistnione uczestnictwo, w rozumieniu poważnej formy modlitwy i nabożeństwa”. Pius XII – jak przypomina Meenan – określił to jako „wewnętrzne uczestnictwo”.

Wspomniana już konstytucja stwierdza: „Kościół uznaje śpiew gregoriański za własny śpiew liturgii rzymskiej. Dlatego w liturgii powinien zajmować on pierwsze miejsce wśród innych równorzędnych rodzajów śpiewu”.

To z kolei przypomina nauczanie Piusa X z Tra le sollecitudini: „był i pozostanie śpiew gregoriański na zawsze najdoskonalszym wzorem muzyki kościelnej, tak, iż śmiało postawić można następującą zasadę ogólną: kompozycja kościelna tym jest świętszą, tym bardziej charakterowi liturgii bliską, im bardziej w budowie swojej, w natchnieniu i w guście orientuje się według chorału gregoriańskiego, odpowiada zaś kościelnej powadze tym mniej, im bardziej od pierwowzoru swego się oddala”.

Jeśli uwzględnić kryteria św. Tomasza, „chorał jest najbardziej integralny (...), proporcjonalny (...) i jasny (...). A zatem jest najpiękniejszy do użytku liturgicznego”.

Sacrosanctum concilium również dodaje: „Nie wyklucza się ze służby Bożej innych gatunków muzyki kościelnej, zwłaszcza polifonii, byleby odpowiadały duchowi sprawowanej liturgii”.

To wszystko oznacza, że muzyka nie może być świecka, ale musi być przystosowana i przeznaczona do „świętości kultu”, podobnie jak naczynia liturgiczne, budynek kościelny czy szaty. Jedynym dopuszczalnym instrumentem są organy piszczałkowe, bowiem ich „brzmienie potę­guje wzniosłość kościelnych obrzędów,”. „Inne natomiast instrumenty – mówi dokument – można dopuścić do kultu Bożego według uznania i za zgodą kompetentnej władzy terytorialnej (...) o ile nadają się albo mogą być przystosowane do użytku sakralnego, jeżeli odpowiadają godności świątyni i rzeczywiście przyczyniają się do zbudowania wiernych”.

Są to „mocne słowa” – stwierdza autor, ale „gdyby wprowadzić je w życie, wówczas każda Msza byłaby tym, czym naprawdę ma być”, albowiem „chorał i święta polifonia przedstawiają najdoskonalej wspaniałość i prawdę liturgii”, przy zachowaniu proporcji, integralności i „pełnej jasności tego, czym naprawdę jest liturgia. Ich zaniedbanie było szkodliwe i jedną z głównym przyczyn utraty wiary w to, co jest oznaczane: realności Eucharystii, nieba, piekła, grzechu, odkupienia, sądu oraz poważnych i wiecznych konsekwencji życia moralnego”.

Podsumowując swoje rozważania autor zastanawia się, jak to możliwe, że w liturgii wciąż uparcie powraca się do „gitary i przesłodzonych składanek”, skoro wystarczy usłyszeć prawidłowo wykonany śpiew gregoriański czy utwory takich twórców, jak Palestrina, Bach, Tallis, Victoria, by docenić to wyjątkowe piękno i stosowność takiej muzyki w Kościele. Podaje dwa powody.

Pierwszym jest to, że po prostu łatwo jest chwycić za gitarę i grać. A tymczasem muzyka polifoniczna czy śpiewanie w chórze wymaga „praktyki i dyscypliny, nie tylko po to, aby wykonać, ale także po to, aby w pełni docenić, a te cechy nie są zbyt widoczne w naszym świecie, zarówno w Kościele, jak i poza nim”.

Natomiast „drugim, głębszym powodem jest entropiczna skłonność do podejścia emocjonalnego” we współczesnym Kościele. Źródeł tej skłonności można doszukać się w IV wieku w herezji zwanej messalianizmem, której przedstawiciele „utożsamili łaskę Ducha Świętego z psychologicznym doświadczeniem jej obecności w duszy” – jak czytamy w dokumencie O niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej, podpisanym przez kardynała Ratzingera.

John Paul Meenan przypomina też słowa św. Pawła, który o naszym kulcie mówi, że jest to logike latreia, czyli jak czytamy w polskim przekładzie BT: „rozumna służba Boża” (por. Hbr 12,1). A zatem liturgia powinna być przede wszystkim aktem rozumu, a nie doświadczeniem uczuciowym, w którym emocje odgrywają główną rolę.

„Modlitwa, zwłaszcza modlitwa liturgiczna, wymaga wejścia w siebie, by otworzyć się wewnętrznie na łaskę Boga, która działa łagodnie i po cichu w naszych duszach. Duchowe dojrzewanie jest długim i trudnym procesem, podążając drogą krzyża i nie ma szybkiego emocjonalnego rozwiązania. Uczestnictwo we Mszy powinno być pracą, jak sugeruje określenie liturgia, a nie wesołym klubem samoafirmacji”.

Tymczasem głośna, rytmiczna muzyka, która nadawałaby się może na imprezy na wolnym powietrzu, może stanowić przeszkodę w tak opisanym procesie dojrzewania. „Tylko poprzez powrót do naprawdę transcendentnej muzyki tradycji Kościelnej liturgia ponownie stanie się tak piękna, jak powinna być”.

Crisis Magazine

Jan J. Franczak

Źródło informacji: http://www.pch24.pl

sobota, 9 kwietnia 2016

Ciebie Boga wysławiamy... Muzyka w liturgii



O miejscu muzyki w liturgii, muzycznym wykształceniu duchownych i „nieziemskim” śpiewie gregoriańskim z ks. dr. Wojciechem Kałamarzem z Międzyuczelnianego Instytutu Muzyki Kościelnej w Krakowie rozmawia Błażej Tobolski.

Od początków chrześcijaństwa liturgii towarzyszy muzyka. Czy to jedynie piękny dodatek do niej czy coś więcej?

– Z całą mocą należy podkreślić, że muzyka jest integralną częścią liturgii. Nie jest żadnym dodatkiem, żadną ozdobą, ornamentem, kaprysem, ale sama jest częścią kultu oddawanego Bogu. Niestety, w ogłoszeniach, rozmowach, różnych pismach wciąż możemy spotkać się z wyrażeniem „oprawa muzyczna” np. Mszy św. Świadczy ono o kompletnym niezrozumieniu miejsca muzyki w liturgii oraz o nieznajomości dokumentów Kościoła i nauczania chociażby papieża Benedykta XVI. Jakkolwiek świeckich katolików można tu trochę usprawiedliwić, tak ignorancja duchownych jest niezrozumiała. Przecież na studiach, zgodnie z ratio studiorum, winni oni poznać dokumenty, w których jasno sformułowane jest m.in., że: „śpiew kościelny związany ze słowami jest nieodzowną oraz integralną częścią uroczystej liturgii” (konstytucja II Soboru Watykańskiego Sacrosanctum concilium, nr 112); „Muzyka, a zwłaszcza śpiew, jest nie tylko jej ozdobą, ale po prostu jej integralną częścią” (Instrukcja Episkopatu Polski, p. 4). Swoim studentom tłumaczę to bardzo prosto i dosadnie: „oprawić” to sobie można obraz w ramkę. Muzyka zaś nie jest ramką, ale samym obrazem wewnątrz ramki, muzyka należy do liturgii, jest częścią tego obrazu, jest współpatrzeniem z Bogiem, jest zasłyszaną częścią liturgii niebios, jest aktem uwielbienia Boga przez Ciało Chrystusa, czyli Kościół, ale wraz z jego Głową, czyli z Synem Bożym.

Mamy więc pewnie w Polsce jeszcze sporo do zrobienia na tym polu...

– Jednym z poważniejszych problemów jest tutaj słabe przygotowanie muzyczne kapłanów, mające źródło m.in. w braku odpowiedniej edukacji muzycznej na poziomie szkolnictwa podstawowego, gimnazjalnego, średniego. Przychodzący do seminarium kandydat nierzadko po raz pierwszy ma do czynienia z muzyką dopiero na studiach. To trochę późno dla owocnej edukacji. Czyni to naukę trudną, ale nie niemożliwą. Ściśle z tym związany jest problem właściwie przygotowanych wykładowców muzyki kościelnej, którzy nie tylko powinni mieć wiedzę i odpowiednie uzdolnienia muzyczne, ale poprzez własne świadectwo powinni rozpalać w młodych miłość do muzyki, winni przekazywać niezbędne informacje oraz kształcić u studentów podstawowe umiejętności. Potrzebujemy wykładowców pasjonatów, zapaleńców, bo tylko oni zainicjują, często niestety w niezbyt muzycznie uzdolnionych alumnach, chęć muzykowania.

Zdaniem Księdza to przed kapłanami stoją największe wyzwania, jeśli chodzi o zmianę naszej świadomości muzycznej?

– Niewątpliwie najważniejsza jest edukacja duchownych. Oni stoją na czele Kościoła, zarówno na jego górze, jak i na czele lokalnych wspólnot, kształtują ich gust, dyktują poziom artystyczny. Brak odpowiedniego wyczucia estetycznego u księży owocuje bylejakością w duszpasterskiej działalności. Nie można dać czegoś, czego się nie ma. Natomiast muzycznie wykształcony ksiądz nie tylko sam będzie dbał o wysoki poziom we wspólnocie, w której będzie pracował, ale też doceni rolę świetnie przygotowanego organisty. Nie zatrudni domorosłego muzykanta, któremu się wiele wydaje, lecz niewiele umie, ale raczej zatrudni fachowego muzyka, potrafiącego akompaniować do śpiewu liturgicznego, prowadzić śpiew podczas liturgii, dyrygować chórem i ubogacać uroczystości artystyczną grą instrumentalną. Mądry rządca wspólnoty zna wagę dobrego organisty, wie, ile znaczy dobrze uformowany, przygotowany pod względem liturgicznym i teologicznym, muzyk w parafii.

A chorał gregoriański? Czy jest jeszcze miejsce dla niego w dzisiejszej liturgii polskiego Kościoła?

– W dużej mierze ten śpiew już w niej funkcjonuje. Polacy nie skorzystali bowiem z możliwości ułożenia nowych melodii do tłumaczonych na język polski tekstów liturgicznych, ale dostosowali do niego melodie gregoriańskie. Tak więc melodie w Mszale rzymskim, tony Ewangelii, czytań, pasji, są melodiami w dużej mierze gregoriańskimi. Ponadto gregoriańskie tony psalmowe legły u fundamentów nie tylko psalmodii, ale także wielu polskich pieśni kościelnych. Nie jest więc z tym śpiewem gregoriańskim w naszej liturgii tak źle, jakby się mogło z pozoru wydawać. Owszem, mało jest go w postaci oryginalnej, z tekstami w języku łacińskim. Przyczyn tego stanu rzeczy upatrywałbym w braku odwagi u ludzi odpowiedzialnych za śpiew. Powiem szczerze, że największe wrażenie zrobiło na mnie wykonanie Missa de Angelis na wsi, na Zamojszczyźnie podczas prymicji mojego kolegi w 1997 r. Mało kto zachwycił mnie później podobną żarliwością i dbałością o wierność zapisowi.

Z kolei przed kilkoma laty, z inicjatywy mojej koleżanki ze studiów muzycznych, w jednym z krakowskich kościołów odprawiłem Mszę św. w języku łacińskim. Przygotowane były teksty łacińsko-polskie dla ludzi, a zespół zadbał o śpiewy. Daliśmy też informacje do ogłoszeń duszpasterskich w niedzielę, że w najbliższą sobotę o godz. 20.00 zostanie odprawiona taka Msza. Nigdy w sobotę o tej godzinie w tej parafii żadnej Mszy św. nie było. Księża w parafii wieszczyli więc wielką porażkę. Tymczasem kościół był pełen ludzi i to w większości studentów uczelni niemuzycznych! Powiem więcej – bez przygotowania wczytywali się w teksty i dialogowali ze mną po łacinie. Czasem naprawdę więcej jest w nas obaw i lęków niż rzeczywistych powodów tychże.

Czyli potrzeba tylko odwagi?

– Oczywiście! Co przeszkadza włączyć do liturgii Mszy Świętej jakiś śpiew gregoriański, chociażby z repertuaru podanego w Śpiewniku kościelnym ks. Jana Siedleckiego? Śpiew gregoriański jest nie tylko własnym śpiewem Kościoła, nie tylko legł u podstaw wszelkiej muzyki europejskiej, ale dzisiaj, przez swą antyczność, odmienność, wokalność, modalność, ametryczność, jest śpiewem ponadczasowym, nieziemskim, innym niż wszystko, co nas otacza. Przez to idealnie nadaje się do odsyłania do rzeczywistości odmiennej od tej, w której na co dzień żyjemy. W kościele nie powinno być łomotu, jaki w dużej mierze towarzyszy przeciętnemu Polakowi w przestrzeni jego życia rodzinnego i zawodowego. Tak jak świątynia jest miejscem innym, bo wyłączonym z profanum, a czas spotkania liturgicznego jest czasem świętym, bo uobecnia Tajemnicę. Również święte obrzędy winna przenikać muzyka, która się do tego najbardziej nadaje, czyli śpiew gregoriański, lub ten, który jest w nim zakorzeniony, czyli muzyka polifoniczna, pieśni kościelne, muzyka instrumentalna.

Wspomniał Ksiądz o Śpiewniku kościelnym ks. Siedleckiego. To ważna pozycja, jeśli chodzi o muzykę liturgiczną.

– Śpiewnik kościelny ks. Jana Siedleckiego to dzieło wyjątkowe pod wieloma względami. Jest wydawany od 136 lat. Najbardziej do jego wysokiej pozycji przyczynił się ks. Wendelin Świerczek, który jako redaktor naczelny 13 wydań z lat 1928–1975 nadał temu wydawnictwu rangę opracowania krytycznego, rzetelnego, wzorcowego. Jego założenia metodologiczne zawarte w zwięzłych wprowadzeniach do kluczowych wydań (1928, 1959) winne być istotnym katalogiem wskazań dla każdego, kto bierze się za ułożenie jakiegokolwiek śpiewnika kościelnego. Jednak nigdy oficjalnie śpiewnik ten nie uzyskał aprobaty Episkopatu jako śpiewnik ogólnopolski, choć niewątpliwie taką funkcję spełnia od ponad 100 lat. Mam nadzieję, że doczekamy się w końcu swego rodzaju formalnego ukoronowania tego, co de facto od wielu lat i tak ma miejsce, czyli że Śpiewnik kościelny ks. J. Siedleckiego uzyska kiedyś aprobatę Episkopatu Polski. Świadom ogromnej odpowiedzialności, wraz z księżmi redaktorami, rozpocząłem w tym roku w październiku przygotowanie 41. wydania tego śpiewnika, które powinno się ukazać ok. 2015-2016 r. Mam nadzieję, że ono także spotka się z przychylnym przyjęciem wśród polskich katolików.

ks. dr Wojciech Kałamarz


nr 46/2012

piątek, 25 kwietnia 2014

Antonina Karpowicz-Zbińkowska: W poszukiwaniu kryteriów sakralności muzyki


O ile dość prosto jest ustalić jaka muzyka jest muzyką liturgiczną (jedni powiedzą, że jest to ta, którą się w liturgii wykonuje, zdarzało mi się jednak usłyszeć na mszy arię z opery Haendla Rinaldo i wcale fakt wykonywania tej arii na mszy tej muzyki liturgiczną nie czynił. Inni powiedzą, że liturgiczna muzyka, to taka, która przez władze kościelne została zatwierdzona do użytku liturgicznego, niestety brak przestrzegania tych kościelnych nakazów dotyczących muzyki sprawia, że podział na muzykę liturgiczną i nieliturgiczną jest zupełnie teoretyczny), to o wiele trudniej ustalić jaka muzyka spełnia wymogi sakralności. W obszernym zbiorze wszelakiej muzyki liturgicznej pełno jest bowiem i takiej, która tych wymogów nie spełnia. Zaś różnego rodzaju muzyka, którą możemy usłyszeć na koncertach, czasami miewa ambicje wywoływania w słuchaczach poczucia, że oto obcujemy z sacrum. Właściwie dobrze byłoby w tym miejscu zastanowić się czym tak naprawdę jest sacrum, dzisiejsze czasy są na tyle zsekularyzowane, że człowiek w totalnym pomieszaniu sacrum i profanum, nie wie już z czym ma do czynienia i słuchając dzieł Rubika myśli, że oto właśnie obcuje z prawdziwym sacrum. Ale nie bardzo jest się czemu dziwić, skoro w Kościele muzyka obecnie jest jak najbardziej z gatunku profanum, to może ta prawdziwa muzyka, która daje możliwość obcowania z Absolutem wyprowadziła się choćby na sale koncertowe?

piątek, 22 listopada 2013

Muzyka integralną częścią liturgii



„Przede wszystkim tam gdzie jest to możliwe należy jak najczęściej śpiewać chorał gregoriański” - o prawdziwej muzyce kościelne i jej roli w liturgii, śpiewie jako wyznawaniu wiary mówi w rozmowie z PCh24.pl Józef Curyłło kierujący serwisem MusicamSacram.pl.

czwartek, 17 października 2013

Europejska muzyka sakralna: Chorał cysterski. Monodie XII wieku.


Chorał cysterski. Monodie XII wieku.

W XII wieku zakon cystersów przeprowadził wielką reformę chorału gregoriańskiego, dążąc do powrotu do pierwotnej surowości Reguły św. Benedykta. Pod kierunkiem św. Bernarda z Clairvaux oraz św. Stefana Hardinga odrzucono przeładowanie formalne na rzecz liturgicznej czystości i powściągliwości.

Cechy charakterystyczne monodii cysterskiej:

  • Jednogłosowość (Monodia): Śpiew wykonywany unisono przez całą wspólnotę braci. Brak wielogłosu miał podkreślać jedność ducha oraz eliminować popisową indywidualizację głosu.

  • Ograniczenie skali (Ambitus): Ściśle skorygowano zakres dźwięków — melodia rzadko przekraczała oktawę (dziesięć tonów). Unikano zbyt wysokich rejestrów i gwałtownych skoków interwałowych, które uważano za emocjonalnie nieuporządkowane.

  • Prymat Słowa (Verbum): Muzyka była całkowicie podporządkowana tekstowi łacińskiemu. Rytm i akcenty języka naturalnie kształtowały linię melodyczną, zapewniając pełną zrozumiałość Pisma Świętego.

  • Redukcja melizmatów: Drastycznie ograniczono rozbudowane frazy muzyczne śpiewane na jednej sylabie, nadając śpiewom charakter bardziej recytatywny i modlitewny.

Architektura a brzmienie

Śpiewy te są nierozerwalnie połączone z cysterską architekturą tamtego okresu. Surowe, pozbawione rzeźb i polichromii kamienne kościoły (jak opactwa Le Thoronet, Sénanque czy Fontenay) tworzyły długi, naturalny pogłos. W takiej przestrzeni pojedyncza, czysta linia monodyczna zyskiwała niezwykłą głębię, wypełniając całe wnętrze harmonijnym rezonansem.

poniedziałek, 30 września 2013

Niebo jest zaludnione polskimi chłopami


Niebo jest zaludnione polskimi chłopami

Niewątpliwie reforma kalendarza liturgicznego, zdewastowanie Mszy i wprowadzenie Novus Ordo Missae nie służą rozwojowi pobożności ludowej. Ale jednocześnie, zważywszy na to, co widziałem na Zachodzie i także na Wschodzie, polska religijność rzeczywiście nadal przedstawia się imponująco - mówi Adam Strug, pieśniarz i instrumentalista w rozmowie z Dominiką Krupińską.

poniedziałek, 20 maja 2013

Muzyka mu zbliżać do Boga


Echo Katolickie

Rozmowa z ks. prof. dr. hab. Michałem Szulikiem, przewodniczącym Diecezjalnej Komisji ds. Muzyki Kościelnej przy Kurii Diecezjalnej w Siedlcach.

piątek, 29 marca 2013

Monodia Polska: koncert pieśni pasyjnych

Dwójka

Monodia Polska to zespół praktykujący polskie pieśni religijne i świeckie, w wariantach melodycznych zebranych przez A.Struga na płn.-wsch. Mazowszu (Łomżyńskie, Kurpie Zielone). Zespół posługuje się skalami muzycznymi wcześniejszymi, niż używana dziś powszechnie skala dur-moll., zachowując dawny strój, emisję i maniery wykonawcze.

wtorek, 20 grudnia 2011

O muzyce w pewnej archidiecezji czyli kilka kwiatków

Jakieś dwa tygodnie temu wchodząc do sklepu rzuciłem jak zawsze okiem na stojak z prasą stojący przy wejściu i z miejsca uderzył mnie tytuł na pierwszej stronie "Gazety Krakowskiej". Głosił: "Zły doradca kardynała".

Chyba nigdy wcześniej nie czytałem "Gazety Krakowskiej" (w sumie nie wiem po co patrzę na ten stojak, przecież nie interesuje mnie jaki ma w tym tygodniu makijaż Kinga Rusin, robię to machinalnie, mimowolnie przyciągany oczo..., ekhem, ...bijną feerią barw zapodawaną przez rozmaite "tiny"). Ale teraz sięgnąłem, a nawet kupiłem, bo rzecz dotyczyła muzyki w Kościele, a rzeczonym "złym doradcą" był ks. Robert Tyrała, którego my wszyscy, mający coś wspólnego z 2 tomem śpiewnika "Niepojęta Trójco" znamy i kochamy, ale nie lubimy (umrę, jak żyłem - z nieopanowaną skłonnością do eufemizmów).

piątek, 2 grudnia 2011

We współczesnym Kościele jest za mało muzyki sakralnej

Prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa mówił o tym przy grobie św. Cecylii w Rzymie. Zwrócił uwagę, że muzyka jest doskonałą preewangelizacją, ponieważ przygotowuje duszę na przyjęcie wielkiego przesłania Ewangelii, sprzyja skupieniu i poszukiwaniu Absolutu, którego pragnie ludzka dusza. W człowieku już wierzącym pogłębia natomiast asymilację Ewangelii, pozwalając zakosztować słodyczy wiary – powiedział kard. Piacenza. W jego przekonaniu szczególną rolę muzyka sakralna odgrywa w liturgii. Udział w niej wymaga bowiem zaangażowania wszystkich zmysłów – dodał szef watykańskiej dykasterii.

RV

środa, 2 listopada 2011

Średniowieczny hymn ku czci Chrystusa Króla

środa, 17 sierpnia 2011

Roberto de Mattei: Dzisiejszy repertuar pieśni kościelnych jest przejawem sekularyzacji, jaka dokonała się w Kościele katolickim



We Włoszech trwa debata nad muzyką sakralną. W dużej mierze jest ona echem apelu znanego dyrygenta Riccarda Mutiego, który przed trzema miesiącami w jednym z wywiadów wezwał do oczyszczenia katolickich kościołów z muzycznego kiczu.

Czytaj dalej

niedziela, 24 lipca 2011

Ołtarz w cieniu rocka

Poszukując przyczyn bezprecedensowej sekularyzacji naszego społeczeństwa po 1989 r., nie można pominąć zmian zachodzących w zewnętrznej formie kultu, w tym także zmian dotyczących muzyki liturgicznej. Przy ignorowaniu przepisów liturgicznych zmiany te dążą do zerwania z tradycją i w konsekwencji prowadzą do desakralizacji, a ponieważ muzyka najbardziej przylega do tekstów liturgicznych, niewłaściwy jej dobór może prowadzić nawet do profanacji.


W liście apostolskim „Mane nobiscum Domine” (MND) z 7 października 2004 r., który wprowadzał Kościół w Rok Eucharystyczny (2005), Jan Paweł II napisał: „Eucharystia to wielka tajemnica! Tajemnica, którą trzeba przede wszystkim dobrze celebrować. Trzeba, aby Msza św. zajmowała centralne miejsce w życiu chrześcijan i aby każda wspólnota dokładała wszelkich starań dla jej uroczystego celebrowania, zgodnie z ustalonymi normami, z udziałem ludu, korzystając z posługi różnych osób wypełniających zadania dla nich przewidziane, i z poważną troską o zachowanie sakralnego charakteru, którym powinien odznaczać się śpiew i muzyka liturgiczna”.

Missa

W dalszym rozważaniu Papież przypomina o realnej obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii: „W szczególności trzeba pielęgnować, zarówno podczas celebrowania Mszy św., jak i w kulcie eucharystycznym poza Mszą św., żywą świadomość rzeczywistej obecności Chrystusa, dbając o to, by dawać jej świadectwo tonem głosu, gestami, sposobem poruszania się, całym zachowaniem. W związku z tym normy przypominają (...) wagę, jaką należy przywiązywać do chwil milczenia czy to w celebracji, czy w czasie adoracji eucharystycznej. Jednym słowem, konieczne jest, aby całej postawie względem Eucharystii, zarówno szafarzy, jak i wiernych, towarzyszył najwyższy szacunek” (MND 18), aby w zakończeniu wyrazić zdumienie i fascynację, „jak niezrównany skarb Chrystus powierzył swemu Kościołowi” (MND 29).

Niech powyższe fragmenty, podane Kościołowi przez jego widzialną Głowę, posłużą do przemyślenia naszego uczestnictwa we Mszy św. i niech zastąpią wszystkie czcze wywody na temat tego niechlubnego zdarzenia, jakim była tzw. rockowa Msza św. w kościele pw. Świętych Bonifacego i Stanisława w Świnoujściu (nb., organizatorom przyświecał szczytny cel uczczenia rocznicy śmierci i zbliżającej się beatyfikacji Jana Pawła II). Wszak Świnoujście objawiło w całej pełni, że „gitara i bębenek” w kościołach wielu innych miejscowości zdają się wyznaczać kierunek rozwoju „muzyki liturgicznej” na Mszach z udziałem dzieci i młodzieży. Argument?! – bo w kościele jest smutno. Tak. Zaprośmy jeszcze kabaret, przynieśmy miśki, lalki i samochodziki i … zaśpiewajmy na Ofiarowanie: „Taki gruby, taki chudy może świętym być!”. Od razu weselej. Tylko, czy to jest Msza św.? Czy tak powinna wyglądać muzyczna oprawa liturgii? Nie zamierzam polemizować ze zwolennikami tego typu ekscesów. Najwyższy czas, abyśmy nie poprzestawali na delektowaniu się kremówkami i żarcikami na temat Ojca Świętego, a przejęli się jego nauczaniem i troską o kształt i muzyczną oprawę liturgii eucharystycznej, która jest skarbem całego Kościoła, nie zaś własnością księdza, grupy ludzi, organisty czy zespołu muzycznego. Nauczanie to jest głęboko zakorzenione w Tradycji Kościoła. Zanim jednak przybliżę ważniejsze przepisy odnośnie do muzyki sakralnej, konieczne jest przypomnienie treści, jaką niesie słowo „Msza”.

W znaczeniu teologicznym Msza św. jest bezkrwawą ofiarą Jezusa Chrystusa, którą kapłan – Alter Christus – składa na ołtarzu w obecności i przy czynnym udziale wiernych. Jest więc za każdym razem celebracją wydarzeń Wielkiego Tygodnia, od Niedzieli Palmowej poprzez Triduum Sacrum do Niedzieli Zmartwychwstania. Dlatego stanowi duchowe centrum życia Kościoła powszechnego oraz każdego wiernego indywidualnie. W tym kontekście śpiewy mszalne, stałe i zmienne (ordinarium i proprium missae), są swoistym komentarzem do celebrowanych tajemnic naszej świętej wiary i stanowią integralną część liturgii. Części stałe: Panie, zmiłuj się, Chwała na wysokości Bogu, Wierzę, Święty, Baranku Boży (łac. ordinarium missae: Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus, Agnus Dei) występują w każdej uroczystej Mszy św., a w ciągu wieków powstawały do nich godne melodie, poczynając od średniowiecznego chorału gregoriańskiego, późniejszej polifonii, homofonii aż do współczesności. Cykl części stałych opracowany przez kompozytora nosi również nazwę „msza”, ale odnosi się do formy muzycznej i zwykle doprecyzowana jest określeniem tonacji, okoliczności, dla których powstała i nazwiskiem kompozytora, np. Msza h-moll J. S. Bacha, Msza koronacyjna C-dur W. A. Mozarta, „Missa solemnis” L. van Beethovena. Mówiąc o mszy w znaczeniu formy muzycznej, nie nazywamy jej „święta”. Wiele tego typu kompozycji powstało z przeznaczeniem do wykonania koncertowego jako muzyka sakralna, lecz ze względu na duże rozmiary nie przystają one do liturgii, w której dwa czynniki: actio i contemplatio powinny zachować zarówno proporcje, jak i płynność przebiegu. Inne, mające zwartą budowę (np. niektóre msze Mozarta), mogą być wykonane w ramach liturgii z tym, że lud nie powinien pozostawać biernym słuchaczem, lecz może wtedy wykonać części zmienne. Z kolei śpiewy tzw. zmienne (proprium missae), jako antyfony na Wejście, Ofiarowanie i Komunię, treściowo wynikają z okresu liturgicznego, święta, bądź uroczystości i, pierwotnie śpiewane po łacinie, z czasem zostały zastąpione przez stosowne pieśni w językach narodowych. Części stałych nie należy zastępować pieśniami, zaś śpiewy zmienne powinny być dobierane z uwzględnieniem treści antyfon, liturgii słowa, czynności liturgicznej lub tajemnicy dnia.

Co mówią dokumenty?

Po tym niezbędnym wyjaśnieniu łatwiej będzie nam przyjąć przynajmniej niektóre wytyczne Kościoła pochylającego się z ogromną troską nad muzyką wprowadzaną do liturgii:

– Konstytucja o świętej liturgii, „Sacrosanctum concilium” (SC), Soboru Watykańskiego II w VI rozdziale, określając służebną rolę muzyki w liturgii, wskazuje na jej nadrzędny cel, „którym jest chwała Boża i uświęcenie wiernych” (SC 112). Nie eksponując siebie samej ani wykonawców, muzyka serdeczniej wyraża modlitwę, przyczyniając się do jednomyślności i nadając uroczysty charakter obrzędom świętym. Jakkolwiek w liturgii może funkcjonować muzyka instrumentalna, to w połączeniu ze słowem nabiera szczególnego znaczenia, jednocząc wspólnotę serc i kierując pieśń pochwalną ku Bogu.

– Instrukcja „Musicam Sacram” (MS) stawia muzyce sakralnej określone wymagania, aby mogła znaleźć się w liturgii, mianowicie powinna odznaczać się „świętością i doskonałością formy” (MS 4a). Takie przymioty Instrukcja odnajduje w śpiewie jednogłosowym: chorałowym i ludowym, w polifonii dawnej i nowszej oraz w muzyce organowej i granej na instrumentach dopuszczonych do użytku w kościele (MS 4b). Pozostaje sprawą dyskusyjną, czy muzyce można przypisać świętość i co ewentualnie przesądzałoby o niej: interwał, melodia, tonacja, akord?… Dźwięk sam w sobie jest neutralny, tzn. trudno mu przypisywać konotacje ze sfery sacrum czy profanum, ale już sekwencja dźwięków, realizowana przez określone instrumenty, połączona z rytmem i dynamiką z pewnością nasuwa konkretne skojarzenia i odczucia. Jeżeli więc muzyka nie sprzyja modlitewnemu skupieniu, lecz raczej prowokuje do podrygiwania, to z pewnością nie ma w/w przymiotów i z całą pewnością w zamyśle twórcy nie była komponowana z przeznaczeniem dla liturgii (nie spotkałem nigdy tańczących przy chorale gregoriańskim czy polifonii renesansowej). Oddzielnie należałoby potraktować piosenkę religijną, o czym poniżej.

– Instrukcja Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II (IEP) podkreśla powszechny charakter Eucharystii: „Ponieważ liturgia jest dziełem całego Ludu Bożego, dlatego podczas jej sprawowania należy mieć na względzie dobro duchowe wszystkich zgromadzonych bardziej niż poszczególnych jednostek. Ten wzgląd należy mieć zawsze na uwadze przy włączaniu w ramy liturgii odpowiednich śpiewów” (IEP 9). I zaraz dodaje: „Wszystkie śpiewy przeznaczone do użytku liturgicznego mają mieć aprobatę Konferencji Episkopatu Polski albo przynajmniej Władzy Diecezjalnej” (IEP 10). „Podczas liturgii nie wolno wykonywać muzyki mającej charakter wyraźnie świecki, np. jazzu, big-beatu itp. Muzyka ta nie jest zgodna z duchem i powagą liturgii, nie sprzyja jej refleksyjnemu przeżywaniu, a ponadto często wyłącza całe zgromadzenie wiernych od udziału w śpiewie” (IEP 20).

Instrukcja zabrania wykonywania w liturgii piosenek religijnych (IEP 15), które mimo że często zawierają w sobie pogłębioną treść duchową (np. „Barka”, „Zjednoczeni w Duchu”), to jednak nie nadają się do liturgii ze względu na banalną linię melodyczną i taneczny rytm. Muzyka z religijnymi tekstami może być wykonana podczas specjalnych nabożeństw, nad którymi pieczę powinni sprawować duszpasterze, dbając o ich religijny charakter, uszanowanie miejsca oraz o dobro duchowe uczestników (IEP 20).

Instrukcja odnosi się także do instrumentarium w liturgii, wskazując na organy piszczałkowe, które „należy mieć w wielkim poszanowaniu”, ponieważ ich „brzmienie dodaje ceremoniom kościelnym majestatu, a umysły wiernych podnosi do Boga” (IEP 28). Dopuszczone są także inne instrumenty „z wyjątkiem tych, które są zbyt hałaśliwe lub wprost przeznaczone do wykonywania współczesnej muzyki rozrywkowej. Wyłącza się z użytku liturgicznego, zgodnie z tradycją, takie instrumenty, jak: fortepian, akordeon, mandolina, gitara elektryczna, perkusja, wibrafon itp.” (IEP 29).

Ponieważ liturgia eucharystyczna nie pozwala „zaistnieć” wielu wartościowym kompozycjom z zakresu szeroko rozumianej i ze wszech miar godnej wykonania muzyki religijnej, Kongregacja Kultu Bożego wydała Instrukcję o koncertach w kościołach (IOK), która precyzuje, jaką muzykę można wykonać w świątyni i jakie warunki powinny towarzyszyć takiemu koncertowi. Powołując się na kan. 1210 KPK, Instrukcja przypomina: „W miejscu świętym dopuszcza się tylko to, co służy sprawowaniu i szerzeniu kultu, pobożności i religii, a zabrania się tego, co jest obce świętości miejsca” (IOK 8). I nieco wcześniej: „…kościołów nie można uważać za zwyczajne miejsce «publiczne», mogące służyć wszelkiego rodzaju zgromadzeniom. Są to miejsca święte, przeznaczone wyłącznie i na stałe, od momentu ich konsekracji lub poświęcenia, do sprawowania kultu Bożego. (…) W niespokojnym i pełnym zgiełku społeczeństwie, zwłaszcza w wielkich miastach, kościoły są również miejscem, gdzie w ciszy i modlitwie ludzie znajdują duchowe uspokojenie lub światło wiary. Jednakże dzieje się tak tylko wtedy, gdy kościoły zachowują swoją tożsamość” (IOK 5).

Skądinąd wiemy, że kościoły są doskonałymi i często jedynymi salami koncertowymi ze względu na dużą kubaturę i dobrą akustykę. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, a zarazem dbając o świętość miejsca, Instrukcja przyjmuje następującą zasadę: „Jest niezgodne z prawem wykonywanie w kościele muzyki, która nie zrodziła się z inspiracji religijnej i została skomponowana z myślą o określonych środowiskach świeckich, niezależnie od tego, czy jest to muzyka dawna, czy współczesna, czy stanowi dzieło reprezentujące najwyższy poziom, czy też posiada charakter sztuki ludowej. Jej wykonywanie oznaczałoby brak szacunku wobec świętości kościoła, a także samego utworu muzycznego, który nie powinien być wykonywany w niestosownym dla niego kontekście” (IOK 8).

Poza obrzędami liturgicznymi można wykonać w świątyni muzykę sakralną: wokalną, organową i instrumentalną, która np. ze względu na wielkość formy nie mieści się w liturgii, a także muzykę religijną do tekstów biblijnych czy mszalnych. Organizatorzy koncertu powinni zwrócić się do ordynariusza z prośbą o zezwolenie, przedkładając program z wyszczególnieniem tytułów utworów oraz ich autorów. Zezwolenie na koncert w kościele, szczegółowym aktem administracyjnym wydaje każdorazowo ordynariusz, zasięgając rady komisji diecezjalnej ds. liturgii i muzyki sakralnej (jedno zezwolenie obejmuje organizację jednego koncertu). Na organizatorach spoczywa odpowiedzialność cywilna za ewentualne szkody, zobowiązanie do pokrycia kosztów i uporządkowania miejsca. Wstęp do kościoła powinien być bezpłatny, a strój i zachowanie tak wykonawców, jak i słuchaczy nie może naruszać sakralnego charakteru miejsca. Muzycy nie powinni występować w prezbiterium, a szczególnym szacunkiem należy otoczyć ołtarz, ambonę oraz miejsce przewodniczenia celebransa. Najświętszy Sakrament powinien zostać przeniesiony na czas trwania koncertu w bezpieczne i przyozdobione miejsce. Ważnym byłby stosowny komentarz, pogłębiający duchowe uczestnictwo oraz zrozumienie muzyki przez słuchaczy (IOK 10).

Zamiast zakończenia


Czy w świetle przytoczonych dokumentów powinna się zdarzyć tzw. Msza rockowa?

Z tym pytaniem pozostawiam wszystkich mających wpływ na piękno liturgii. Składam podziękowanie wielu kapłanom, zakonnicom i organistom, którzy podejmują trud uczenia – zwłaszcza dzieci przygotowujące się do pełnego uczestnictwa w Eucharystii – wartościowych śpiewów. W dobie „kultury hiphopowej”, czyli stawiania wszystkiego na głowie, Kościół ma stanowić wyraźną przeciwwagę, jako że głowa ku górze wzniesiona być musi, aby cała reszta mogła się na właściwym miejscu odnaleźć.

W Nieszporach z wtorku IV tygodnia modlimy się: „Będę Ci śpiewał wobec aniołów, pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku” (Ps 138). Warto nad tymi słowami się zatrzymać przed wejściem na chór i do prezbiterium, by obudzić w sobie świadomość – każdy według powołania – że nie śpiewamy dla siebie, ale dla Pana Boga, a jeżeli przyjdzie nam ochota zaśpiewania byle czego, może lepiej zachować … silentium sacrum (święte milczenie).

Źródło informacji: NIEDZIELA.pl

wtorek, 11 października 2005

KIEDY KANTOR BYŁ JAK KAPŁAN. Wywiad z ks. Domenico Bartoluccim



Wywiad z ks. Domenico Bartoluccim dla tygodnika L'Espresso, który przeprowadził Riccardo Lenzi.

P: Mistrzu, nie mniej jak sześciu papieży słuchało księdza koncertów. W którym z nich widział ksiądz najwięcej wiedzy muzycznej?

O: W ostatnim, Benedykcie XVI. Gra na pianinie, wykazuje głębokie zrozumienie Mozarta, kocha liturgię Kościoła, a w konsekwencji kładzie wielki nacisk na muzykę. Pius XII również wielce kochał muzykę i często grał na skrzypcach. Kaplica Sykstyńska wiele zawdzięcza Janowi XXIII. W 1959 udzielił mi pozwolenia na restaurację Sykstyny, która niestety była w złej formie, częściowo z powodu choroby poprzedniego dyrygenta, Lorenzo Perosiego. Nie miała już stałego członkostwa, archiwum muzycznego ani biura. Więc znalazło się biuro, falseciści zostali zwolnieni, a skład chóru i wynagrodzenie dla jego członków zostały ustalone. I w końcu udało się także utworzyć chór dziecięcy. Potem nastał Paweł VI, ale ten nie miał słuchu i nie wiem na ile cenił muzykę.

P: Czy Perosi był tak zwanym konserwatorem włoskiego oratorium?

O: Perosi był autentycznym muzykiem, człowiekiem bardzo pochłoniętym przez muzykę. Miał to szczęście, że kierował Sykstyną w czasach motu proprio na temat muzyki kościelnej, ale słusznie chciał oczyścić ją z teatralności, którą była nasycona. Mógł dać nowy impuls muzyce Kościoła, ale niestety nie posiadał wystarczającego rozumienia polifonii w tradycji Palestriny oraz tradycji Sykstyny. Powierzył także kierowanie chorałem Gregoriańskim swojemu zastępcy! Jego kompozycje liturgiczne często zasługiwały na uwagę ze względu na swój powierzchowny styl Cecyliański, daleki ideałowi połączenia tekstu i muzyki.

P: Perosi naśladował Pucciniego...

O: Ale Puccini był człowiekiem inteligentnym. A jego fugi dalece przewyższają fugi Perosiego.

P: Czy Perosi był w jakimś sensie zwiastunem obecnej trywializacji muzyki sakralnej?

O: Nie zupełnie. Dziś jest w kościołach moda na piosenki inspirowane popem i brzdąkanie na gitarach, ale błąd jest przede wszystkim po stronie pseudointelektualistów, którzy skonstruowali tę degenerację liturgii a stąd także i muzyki, doprowadzając do upadku i gardząc dziedzictwem przeszłości dla idei uzyskania nie wiadomo jakich korzyści dla ludu. Jeśli sztuka muzyki zamiast powracać do swej wielkości przedstawia sobą dostosowanie albo produkt uboczny, nie ma sensu pytać o jej funkcję w Kościele. Jestem przeciwny gitarom, ale jestem też przeciwny powierzchowności ruchu Cecyliańskiego w muzyce – to mniej więcej ta sama rzecz. Nasze hasło musi brzmieć: powróćmy do chorału Gregoriańskiego i do polifonii w tradycji Palestriny i podążajmy tą drogą!

P: Jakie inicjatywy powinien podjąć Benedykt XVI aby zrealizować ten plan w świecie dyskotek i iPodów?

O: Ten wielki repertuar muzyki sakralnej, który przekazała nam przeszłość składa się z Mszy, ofertoriów, responsoriów: kiedyś nie było czegoś takiego jak liturgia bez muzyki. Dziś nie ma miejsca dla tego repertuaru w nowej liturgii, która jest nieharmonijnym zgiełkiem – i nie ma sensu udawać że nim nie jest. To tak, jakby poprosić Michała Anioła żeby namalował sąd ostateczny na znaczku pocztowym! Proszę, niech mi pan powie, jak jest dziś możliwe wykonać Credo albo chociaż Gloria. Najpierw musielibyśmy powrócić, przynajmniej w Mszach w uroczystości albo święta, do liturgii która przyznaje muzyce jej właściwe miejsce i wyraża się powszechnym językiem Kościoła, łaciną. W Sykstynie, po reformie liturgii, byłem w stanie utrzymać tradycyjny repertuar przy życiu tylko w koncertach. Proszę tylko pomyśleć – Missa Papae Marcelli Palestriny nie została zaśpiewana w Bazylice Świętego Piotra od czasu papieża Jana XXIII! Łaskawie udzielono nam pozwolenia na wykonanie jej podczas rocznicy śmierci Palestriny i chcieli żeby była bez Credo, ale nie ustąpiłem wtedy i zostało wykonane całe dzieło.

P: Czy uważa ksiądz, że zgromadzenie wiernych powinno uczestniczyć w śpiewaniu chorału Gregoriańskiego podczas celebracji liturgicznych?

O: Musimy poczynić rozróżnienia w wykonywaniu chorału Gregoriańskiego. Część repertuaru, na przykład introity albo ofertoria, wymaga niezwykle wyrafinowanego poziomu artyzmu i może zostać zinterpretowana właściwie jedynie przez prawdziwych artystów. Jest też część repertuaru, która jest śpiewana przez lud: mam na myśli Mszę „o Aniołach”, muzykę procesyjną, hymny. Było kiedyś rzeczą bardzo poruszającą gdy się słyszało jak zgromadzenie śpiewa Te Deum, Magnificat, litanie - muzykę, którą ludzie przyswoili i uczynili swoją, ale dziś już nawet z tego niewiele zostało. Co więcej, chorał Gregoriański został zniekształcony przez rytmiczne i estetyczne teorie Benedyktynów z Solesmes. Chorał Gregoriański narodził się w gwałtownych czasach i powinien być męski i silny, a nie jak te słodkie i pocieszające adaptacje naszych własnych dni.

P: Czy myśli ksiądz, że tradycje muzyczne przeszłości znikają?

O: Wszyscy się z tym zgodzą: jeśli nie ma ciągłości, która utrzyma je przy życiu, są skazane na zapomnienie, a obecna liturgia z pewnością im nie sprzyja... Jestem z natury optymistą, ale obecną sytuację oceniam realnie i uważam, że Napoleon bez generałów zdziała niewiele. Dziś hasłem jest „idź do ludzi, spójrz im w oczy,” ale to wszystko to pusta gadanina! Gdy tak robimy to kończy się na tym, że celebrujemy samych siebie, a tajemnica i piękno Boga są przed nami ukryte. W rzeczywistości jesteśmy świadkami upadku Zachodu. Pewien afrykański biskup powiedział mi kiedyś: „Mamy nadzieję, że Sobór nie zabierze łaciny z liturgii, bo w przeciwnym razie w moim kraju utwierdzi się wieża Babel dialektów.”

P: Czy Jan Paweł II był w jakiś sposób pomocny w tych sprawach?

O: Pomimo pewnej liczby apeli, kryzys liturgiczny zakorzenił się głębiej podczas jego pontyfikatu. Czasami to właśnie papieskie celebracje przykładały się do tej nowej tendencji z tańczeniem i bębnami. Pewnego razu wyszedłem mówiąc „zawołajcie mnie jak skończy się show!” Dobrze pan rozumie, że jeśli takie przykłady idą od Bazyliki Świętego Piotra, apele i skargi na nic się nie zdadzą. Zawsze się tym rzeczom sprzeciwiałem. I nawet pomimo tego że mnie wywalili, rzekomo dlatego że przekroczyłem osiemdziesiątkę [Pius XII mianował ks. Bartolucciego kapelmistrzem dożywotnio – tłum.], nie żałuję tego co zrobiłem.

P: Co to kiedyś znaczyło: śpiewać w Kaplicy Sykstyńskiej?

O: Miejsce i chór tworzyły jedność, tak jak jedność tworzyły muzyka i liturgia. Muzyka nie była byle ozdobą, ale przywodziła tekst liturgiczny do życia, a kantor był czymś na kształt kapłana.

P: Ale czy jest dziś możliwe komponować w stylu Gregoriańskim?

O: Po pierwsze, musielibyśmy przywrócić ducha stałości. Ale Kościół dokonał czegoś odwrotnego, faworyzując uproszczone, inspirowane popem melodyjki łatwe dla uszu. Myślał, że to ludzi uszczęśliwi, a wyszło tak jak wyszło. Ale to nie jest sztuka. Wielka sztuka to spoistość.

P: Czy nie widzi ksiądz dziś żadnych kompozytorów, którzy byliby zdolni przywrócić taką tradycję do życia?

O: To nie jest kwestia zdolności; po prostu nie ma atmosfery. Problem nie dotyczy muzyków, ale tego, czego się od nich chce.

P: A jednak mnisi z Santo Domingo de Silos sprzedali miliony płyt z chorałem Gregoriańskim. Jest też Trzecia Symfonia Henryka Góreckiego z jej średniowiecznymi odniesieniami...

O: To są zjawiska konsumenckie, które niewiele mnie interesują.

P: Ale są szanowani kompozytorzy, którzy postawili wiarę na centralnym miejscu, jak Pärt czy Penderecki...

O: Oni nie mają poczucia liturgii. Mozart też był wielki, ale nie wydaje mi się żeby jego muzyka sakralna czuła się dobrze w katedrze. Za to chorał Gregoriański i Palestrina pasują do liturgii jak ulał.

P: W efekcie, listy Mozarta nie niosą żadnego wielkiego uczucia religijnego. A jednak w „et incarnatus est” z jego Mszy w C-moll, fraza sopranowa instrumentów dętych doskonale wyjaśnia nam tajemnice wcielenia...

O: Niech pan nie zapomina, że ojciec Mozarta był kapelmistrzem. I tak, czy chciał tego czy nie, głęboko oddychał powietrzem Kościoła. Zawsze jest coś bardzo konkretnego, zwłaszcza w młodości człowieka, co wyjaśnia taką duchową głębię. Niech pan pomyśli o Verdim, który jako dziecko miał księdza za swojego pierwszego nauczyciela muzyki i grał na organach do Mszy.

P: Czy czuje się ksiądz trochę samotny, bez następców?

O: Nie pozostał nikt. Myślę, że jestem ostatnim kapelmistrzem.

P: Ale w Lipsku, w kościele św. Tomasza, jest szesnasty kantor od czasu Bacha...

O: W Niemczech, na arenie protestanckiej, dzieci kompozytora koncertów Brandenburskich zazdrośnie strzegą swojej tożsamości. Verdi słusznie powiedział, że Niemcy są wiernymi dziećmi Bacha, podczas gdy my Włosi jesteśmy zwyrodniałymi dziećmi Palestriny.

P: Jeśli już mówimy o Verdim, wielka muzyka sakralna nie zawsze współgra z liturgią...

O: Z pewnością. Mszy Requiem Verdiego nie można nazwać Mszą stosowną dla liturgii, ale proszę pomyśleć o mocy, z jaką znaczenie tekstu się przebija! Beethoven też: niech pan posłucha otwarcia Credo. Z ruchem Cecyliańskim jest zupełnie inaczej. To są arcydzieła muzyki sakralnej, które mają słuszne miejsce w wykonaniach koncertowych.

P: Bruckner także był bardzo natchniony...

O: On ma wadę rozwlekłości. Jego Msza na instrumenty dęte, ta w E-moll, jest raczej nudna.

P: Czy Mahler miał rację mówiąc, że jest „pół-bogiem i pół-głupolem”?

O: To prawda. Miał pewne nadzwyczajne momenty, jak jego mistrzowskie traktowanie łuku. Ale potem zaczął przesadzać, a potem...

P: A czy ksiądz lubi Mahlera?

O: On jest jak Bruckner – niektóre momenty piękne, ale raczej się powtarzał. W pewnych miejscach chciałoby się na niego nakrzyczeć: daj spokój! już załapaliśmy!

P: Według kard. Ratzingera, jest muzyka jako zjawisko masowe, muzyka pop, którą mierzy się wartościami rynku. I jest ta muzyka uczona, celebracyjna, która jest skierowana do małej elity...

O: To jest muzyka współczesnych, począwszy od Schönberga, ale muzyka kościelna musi podążać za duchem chorału Gregoriańskiego i szanować liturgię. Kantor jest w kościele nie jako artysta, ale jako kaznodzieja, czy też jako ktoś, kto naucza poprzez śpiew.

P: Czy w ogóle zazdrości ksiądz Kościołom Wschodnim?

O: Oni nie zmienili niczego, i dobrze zrobili. Kościół Katolicki wyrzekł się siebie i swojego szczególnego wizerunku, jak te kobiety, które przechodzą operację plastyczną: stają się nierozpoznawalne i czasem są poważne konsekwencje.

P: Czy to księdza ojciec zbliżył księdza do muzyki?

O: Był robotnikiem w fabryce cegieł w Borgo San Lorenzo, w prowincji Florencja. Uwielbiał śpiewać w kościele. I uwielbiał romanse Verdiego i Donizettiego. Ale w tamtych czasach wszyscy śpiewali: rolnicy podczas pielęgnacji winnicy, szewcy gdy podzelowywali buty. Były zespoły na ulicach, podczas wakacji reżyserzy muzyczni przyjeżdżali z Florencji i każdego roku teatr miał dwa sezony operowe. Teraz tego wszystkiego już nie ma.

P: We Włoszech władze poobcinały budżety orkiestrom i teatrom...

O: I słusznie. Te organizacje mają zbyt wielu ludzi, którzy są po prostu martwym balastem. Niech pan weźmie na przykład urzędy administracji: na początku było czterech czy pięciu ludzi, a teraz jest ich dwadzieścia czy dwadzieścia pięć.

P: W jakim sensie można uważać Palestrinę, Lasso czy Victorię za powiązanych ze sobą?

O: Ze względu na ich muzyczną spoistość. Palestrina jest ojcem-założycielem, który jako pierwszy zrozumiał, co to znaczy tworzyć muzykę. Przeczuł konieczność kompozycji kontrapunktowej powiązanej z tekstem, w przeciwieństwie do złożoności i reguł kompozycji flamandzkiej.

P: Dla filozofa Schopenhauera muzyka jest szczytem wszystkich sztuk, natychmiastową obiektywizacją Woli. Czy dla katolików może być ona zdefiniowana jako bezpośrednie wyrażenie Boga, jako Słowo?

O: Muzyka jest Sztuką przez duże S. Rzeźba ma marmur, a architektura ma gmach. Muzykę widzi się tylko oczyma ducha; ona wchodzi do wnętrza. I Kościół ma tę zasługę, że pielęgnował ją w swoich śpiewach, że dał jej gramatykę i składnię. Muzyka jest duszą słowa które staje się sztuką. Z całą pewnością usposabia do odkrycia i przyjęcia piękna Boga. Z tego powodu teraz bardziej niż kiedykolwiek Kościół musi się nauczyć ją odbierać.

Źródło informacji: SANCTUS.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.