______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

poniedziałek, 28 czerwca 2010

x. Curzio Nitgolia - Krytyka sedewakantyzmu cz. 2

1) „Wątpliwy Papież, żaden Papież”?

Odpowiedź: Św. Robert Bellarmin rozprawiał o tym w De conciliis, księga II, rozdział 19, ad 3um. Przypadek przedstawia się następująco: chodzi o pewnego Papieża, którego wybór jest sporny, czyli nie jest pewne (lub zachodzi jakaś wątpliwość) czy został wybrany kanonicznie. W takim wypadku trzeba ponownie przeprowadzić wybory kanoniczne aby z pewnością wiedzieć czy przynajmniej został wybrany. Gdy tylko wybory kanoniczne są pewne lub też nie są kontestowane przez kardynałów elektorów, jeśli wybrany przyjmie, zostaje Papieżem. Otóż, żaden kardynał (ani też ks. bp Lefebvre czy de Castro Mayer) nie poddał pod wątpliwość wyborów kanonicznych (przez tajne głosowanie) „soborowych Papieży”. Stąd jest pewne, że są oni Papieżami, nawet jeśli swoją funkcje sprawują na sposób ułomny.

2) Czy Papież, który w sprawowaniu swojej władzy błądzi (aż po herezję) jest prawdziwym Papieżem?

Odpowiedź: Papież heretykiem jest tylko hipotezą, opinią możliwą nie zaś pewnością. Doktorowie Kościoła, przede wszystkim z okresu kontrreformy, dyskutowali na ten temat bez osiągnięcia jednomyślnej zgody i nigdy pewności, każdy wyraził swoją możliwą hipotezę, nie zaś tezę pewną.

a) Pierwsza hipoteza (Św. Robert Bellarmin, De romano pontifice, księga II, rozdział 30; Franciszek Suarez, De fide, dysputa X, sesja VI, n. 11, s. 319; kardynał Ludwik Billot, De Ecclesia Christi, tom I, ss. 609-610) utrzymuje, że Papież nie może popaść w herezję po swoim wyborze. Aczkolwiek analizuje również inną hipotezę (uważaną za mniej prawdopodobną) Papieża, który może popaść w herezję. Jak widzi Czytelnik, ta pierwsza hipoteza nie jest uważana ani przez Bellarmina ani przez Billot’a jako pewna, lecz tylko jako bardziej prawdopodobna niż inne. Przeciwnie, Billot (tamże, ss. 610-612) naucza, że Kościół nauczający pozostawił wolność zachowania jako możliwe Papieża, który popadłby w herezję, nawet jeśli wydaje mu się to mało prawdopodobne. Również Bellarmin przyznaje, że taka hipoteza, pozostając mało prawdopodobną, jest możliwa (tamże, księga II, rozdział 30, s. 418).

b) Druga hipoteza (którą Bellarmin kwalifikuje jako możliwą ale bardzo mało prawdopodobną, tamże) twierdzi, że Papież może popaść w herezję nawet notoryczną i zachować swój pontyfikat; tą utrzymuje tylko jeden francuski kanonista D. Bouix (+1870) w Tractatus de Papa, tom II, ss. 670-671, na 130 autorów („jedna jaskółka nie czyni wiosny”).

c) Trzecia hipoteza utrzymuje, że Papież może popaść w herezję i traci swój pontyfikat tylko po tym, jak kardynałowie czy biskupi zadeklarowaliby jego herezję (Kajetan, De auctoritate Papae et concilii, rozdział XX-XXI). Papież heretyk nie jest złożony z urzędu ipso facto, lecz ma być z niego złożony (deponendus) przez Chrystusa po tym, jak kardynałowie ogłosiliby jego uporczywą i jawną herezję.

d) Czwarta hipoteza utrzymuje, że Papież może popaść w herezję i traci ipso facto swój pontyfikat (depositus). Utrzymują ją jako mniej prawdopodobną niż pierwsza, ale bardziej prawdopodobną niż czwarta Bellarmin (jak wyżej, s. 420) i Billot (tamże, ss. 608-609).

Jak Czytelnik widzi, chodzi o hipotezy mniej więcej prawdopodobne, nigdy o twierdwenia teologicznie pewne, tym mniej o „stanowiące przedmiot aktu wiary”.

3) Czy prawdziwy Papież powienien sprawować swój autorytet

wyłącznie prawowicie, bez żadnego błędu?

Odpowiedź:

a) Niektórzy teologowie mówią o „pełnym szacunku zewnętrznym milczeniu”, to znaczy wewnętrznie niezgadza się, zaś zewnętrznie nie wyraża się spreciwu wobec błedu (Diekamp, Pesch, Merkelbach, Hurter, Cartechini).

b) Inni, przeciwnie, dopuszczają również sprzeciw publiczny, podobnie jak św. Paweł sprzeciwił się publicznie św. Piotrowi, w wypadku sytuacji grożącego niebezpieczeństwa dla wiary (św. Tomasz z Akwinu) lub agresji przeciwko duszom, które mają prawo do prawowitej obrony (św. Robert Bellarmin), czy też publicznego skandalu (Korneluisz z Lapide) w dziedzinie doktrynalnej. (Poza trzema zacytowanymi, cf. Vitoria, Suarez, Wernz-Vidal, Peinador, Camillo Mazzella, Orazio Mazzella, Prummer, Iragui, Tanquerey, Palmieri). Ta hipoteza wydaje mi się najbardziej prawdopodobną. Jednakże Kościół na ten temat nie wypowiedział się, stąd nie można jej narzucać jako zobowiązującej.

c) Należy uniknąć niebezpieczeństwa tych, którzy roszczą sobie prawo do czynienia pewną lub de fide opinii teologicznej jakiejś szkoły[1], która jest całkowicie mniejszościowa: jest możliwe, by dokumenty magisterium były błędne, ale nie wolno zawieszać wewnętrznej zgody (Choupin, Pègues, Salaverri).

Obie najbardziej powszechne szkoły rzeczywiście przyjmują taką możliwość. Bardziej surowa odrzuca słuszność sprzeciwu publicznego, ale przyjmuje słuszność niezgody wewnętrznej; podczas gdy ta mniej powszechna przyjmuje możliwość błędów, nie dopuszcza natomiast zawieszenia zgody (co wydaje mi się być sprzecznym ze zdrowym rozsądkiem, a nawet niedorzecznością[2]).

d) Niemożliwość błędu, kiedy Papież lub sobór nie chcieliby zobowiązywać lub korzystać z nieomylności, jest utrzymywana przez niektórych zatwierdzonych teologów (Franzelin, Billot) jako czysta opinia teologiczna i należy do mniejszości. Dalej, istnieją pewne grupki ekstremistyczne, które czynią z niej „przedmiot aktu wiary”, który wyłącznie do nich należy, nie zaś do Kościoła; nie jest nawet teologicznie pewny, przeciwnie, jest tylko opinią, mniej prawdopodobną i mniej powszechną, jednego wielkiego teologa (Gerard des Lauriers). Przypadek analogiczny do kanonisty wyżej wymienionego D. Bouix („jedna jaskółka nie czyni wiosny”).

Stąd więc dokumenty papieskiego magisterium czy też soborowego, jeśli nie są wiążące, mogą zawierać błędy. Otóż Sobór Watykański II nie miał zamiaru zobowiązywać. Dlatego może zawierać błędy. W tym wypadku można i należy odrzucić zgodę z tymi błędnymi dokumentami.

Cóż czynić?

Nie możemy sprawić czymś pewnym tego, co jest tylko prawdopodobne. Jesteśmy wolni by przylgnąć opinii, która nam się najbardziej podoba, nie możemy jednakże czynić jej dogmatem, nie posiadając do tego autorytetu. Rozumiem, że wobec publicznego skandalu spowodowanego przez soborowych Papieży można się czuć wstrząśniętym, oburzonym a nawet zagubionym, ale nie należały przekraczać granicy zezwolonej przez zdrową teologię i zdrowy rozsądek. In certis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas[3]. Wszakże, w obecnej sytuacji niesamowicie poważnej i pełnej zamieszania, w której się znajdujemy („uderzyli w pasterza i rozproszyły się owce”), należy mieć wiele zrozumienia wobec tych, którzy, w dobrej wierze, w celu obrony wiary katolickiej przed modernistyczną agresją, „grzeszą” przez nadmiar lub przez niedomiar. Nie można uważać, że da się widzieć jasno w środku nocy. Tenże sam Jezus przepowiedział swoim Apostołom żeby szli dopóty dopóki będzie jeszcze On, a więc Światłość, albowiem miały przyjść Ciemności (Ukrzyżowanie), zaś gdy się chodzi po ciemku, łatwo można się potknąć. Ci sami Apostołowie potykali się, tym bardziej i my możemy potykać się, stąd nie wolno się gorszyć wobec niepewności i różnic opinii, ale należałoby wspólnie stawić czoła (każdy pozostając wiernym samemu sobie i swojej tożsamości, ale bez uważania się za nieomylnego i bezgrzesznego) rzeczywistemu wrogowi Kościoła, neomodernizmowi. Dzisiejsza sytuacja, w dziedzinie duchowej, analogiczna jest owej przebytej, w dziedzinie politycznej, 8 września 1943: król uciekł, generałowie rozproszyli się, a nieszczęśni żołnierze zdani na łaskę samych siebie zostali wysłani na rzeź. Nie wydaje mi się żeby strzelanie do swoich żołnierzy i osób cywilnych, którzy padli wtedy ofiarą swojego króla, było stosownym; i dziś nie strzelajmy do siebie samych: przyjacielski ogień jest najbardziej niebezpieczny.

Velletri, 26 lutego 2009

PRZYPISY:

[1] Etienne Gilson mawiał, że „prawdziwa teologia nie rości sobie prawa do bycia nosicielką absolutnej prawdy, która wszyscy powinni przyjąć jako de fide. Pewna opinia teologiczna i szkoła teologiczna nie mogą sobie rościć prawa do narzucania się jako prawda Wiary, ‘ekskomunikując’ pozostałe opinie i szkoły teologiczne”.
[2] Przyp. tłum.: termin użyty przez Autora „un contro[buon]senso”, dzięki umieszczonym nawiasom, pozwala na dwuznaczność tłumaczenia, to znaczy: „un contro buon senso” to coś, co jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, zaś „un controsenso” oznacza wręcz nonsens lub niedorzeczność.
[3] Papież Wiktor I, święty (189-199) początkowo chciał narzucić swój autorytet wobec kwestii daty Wielkanocy. W rzeczywistości Rzym i Kościół łaciński świętował ją w niedzielę, która następowała po 14 dniu miesiąca Nissan. W Azji Mniejszej natomiast kościół świętował ją 14 dnia Nissan, nawet jeśli nie była to niedziela. Wiktor domagał się zgodności z Rzymem, ale azjatycka Wspólnota uparła się, Papież wtedy zdecydował eksomunikować całą wyżej wymienioną Wspólnotę i jej biskupa Polikrata. Wielu łacińskich biskupów jednakże okazało Papieżowi swoje zakłopotanie w stosunku do jego postępowania, które mogło sprowokować schizmę; decydującą okazała się interwencja św. Ireneusza, biskupa Lyon’u (130-202), który przekonał Papieża do przejścia do bardziej umiarkowanych decyzji, Wiktor zatem nie przystąpił do zamiaru eksomunikowania. Jak widać, w bardzo ważnej kwestii (Kościół Zachodni zarówno jak Wschodni nadal obchodzą Wielkanoc w różne dni) Papież (do tego święty) pozostawił wschodnim katolikom możliwość obchodzenia Wielkanocy nawet poza niedzielą, bez potępienia ich, bez ekskomunikowania ich. Ktoś, niestety, kto się uważa za „Przedwiecznego Ojca” (termin tu użyty przez Autora to „Padreterno”, przyp. tłum.), ekskomunikuje i potępia „na prawo i na lewo” tego, kto nie podziela tych samych opinii teologicznych. Warto byłoby wziąść przykład od św. Wiktora.

x. Curzio Nitoglia: Krytyka sedewakantyzmu



Złagodzony sedewakantyzm wszystkim przystępny [1]

1) Według o. Gerarda des Lauriers, skoro nowy ryt konsekracji biskupich jest wątpliwy, w razie gdyby na Papieża obrany został podmiot konsekrowany według nowego rytu, nie miałby być ważnie biskupem więc również nie mógłby być Papieżem (czyli biskupem Rzymu) nawet materialnie. W takim wypadku Ojciec Gerard mówił o „czystych postaciach papieży” (Problem autorytetu i episkopatu w Kościele, Verrua Savoia, CLS, 2005, s. 37).

2) Wraz z wyborem Benedykta XVI na Stolicę Apostolską (2005), znaleźliśmy się dokładnie w takiej sytuacji: J. Ratzinger faktycznie został konsekrowany na biskupa według nowego pontyfikału, stąd, dla o. Gerarda, nie miałby być biskupem, ani tym bardziej Papieżem, nawet nie materialnie. Przeto od 2005 Kościół miałby znajdować się, według tego, co o. Gerard był napisał w latach 1978-1987, w stanie całkowitego (materialnego i formalnego) wakansu autorytetu.

3) Jest to jednakże sprzeczne, przyjąwszy to, co sam był napisał: „Kto obecnie oświadcza, że ks. bp Wojtyła bynajmniej nie jest Papieżem [nawet nie materialnie], albo musi zwołać konklawe, albo pokazać listy uwierzytelniające, które ustanawiają go wprost i bezpośrednio legatem Pana Naszego Jezusa Chrystusa.” (Problem autorytetu…, s. 37).

4) Teza Cassiciacum („papież tylko materialiter”) skończyła się, w sensie historycznym, wraz z wyborem Benedykta XVI, który, zgodnie z „Tezą”, nie miałby być biskupem ani też Papieżem (nawet nie materialnie). Otóż, hipoteza jakoby Benedykt XVI rzeczywiście nie był Papieżem, nawet w możności, byłaby nie do przyjęcia dla o. Gerarda, który oparł całą swoją „Tezę” na rozróżnieniu między Papieżem w akcie i „papieżem” tylko w możności, zdecydowanie zaprzeczając całkowitemu wakansowi (czyli również materialnemu) Stolicy Apostolskiej.

5) Ci, którzy idą za tezą Stolicy zupełnie (w możności i w akcie) opuszczonej, opierają się na fakcie, że heretyk nie może być głową Kościoła albowiem nie jest jej członkiem. Jest to jednakże tylko opinia mało prawdopodobna, której nie utrzymują nawet teologowie, którzy zajmowali się kwestią Papieża ewentualnie heretyka; w rzeczywistości ci właśnie jednomyślnie utrzymują (jako zdanie bardziej prawdopodobne lub wprost pewne) że Papież nie może popaść w herezję. Jednakże, odpowiadają sedewakantyści zupełni, podmiot może być heretykiem zanim zostałby wybrany na Papieża i wtedy wybór jego byłby nieważny, powołując się na bullę Pawła IV Cum ex apostolatu.

6) Wydaje mi się, iż w takim wypadku można odpowiedzieć na trzy sposoby:

a) według św. Tomasza z Akwinu „symonia uważana jest za herezję (simonia haeresis dicitur)” (S. th., II-II, q. 100, a. 1, ad 1um), ale jednocześnie Doktor Anielski naucza, że „Papież może zaciągnąć grzech symonii” (ad 7um) i nie mówi, że nie jest Papieżem w akcie czy nawet nie w możności. Na przykład, jest historycznie pewnym, że Aleksander VI zanim został Papieżem kupił Papiestwo, lecz de facto jest powszechnie zaliczany w oficjalnym poczcie Papieży.

b) Ponadto św. Pius X w ‘Konstytucji Apostolskiej’ dla Kościoła powszechnego (stąd też towarzyszy jej nieomylność) Sede apostolica vacante z 25 grudnia 1904, naucza, iż nawet jeśli wybrany kupił papiestwo poprzez symonię jakkolwiek ważnie jest Papieżem. Kwestia ta jest zatem uregulowana de facto, lecz również de jure i do tego nieomylnie.

c) Jest powszechnym nauczaniem Kościoła, że gdziekolwiek nastąpiłby wybór kanoniczny a wybrany by go przyjął, bezzwłocznie zostaje Papieżem z powszechną jurysdykcją w akcie nad całym Kościołem. Otóż, „Papieże soboru” zostali kanonicznie wybrani i przyjęli wybór, którego kanoniczność nie została poddana pod wątpliwość przez nikogo posiadającego autorytet.

7) Autorytet jest istotą społeczności i zatem Kościoła, który jest społecznością doskonałą porządku duchowego; stąd Papież nie jest przypadłościowy, ale istotny i konieczny dla jego istnienia. Bez Papieża, który panowałby w akcie, nie przetrwa Ciało Mistyczne, które podobne byłoby do ciała bez formy lub duszy, czyli martwego.

8) Przypadek „wakansującej stolicy” lub okresy między zmarłym Papieżem a innym, mającym być dopiero wybranym, różni się istotnie od przypadku „zupełnego czy tylko aktualnego wakansu Autorytetu w Kościele” (Papież, biskupi i kardynałowie). W rzeczywistości, gdy Papież umiera kardynałowie, kolegialnie pod przewodnictwem kardynała dziekana, wzywają zmarłego Papieża, rządzą Kościół z autorytetem i zapewniają jego jedność i trwanie przy istnieniu, Autorytet będąc zasadą jedności i bytu społeczności, która nie posiadałaby jedności ani nie istniałaby bez Autorytetu. Podczas zupełnego lub formalnego wakansu Autorytetu w Papieżu, biskupach i kardynałach, brakuje właśnie zasady (Autorytetu) jedności i życia Kościoła, który zatem obumarłby, jednakże sprzeciwia się to wierze katolickiej. By dać temu choć jeden przykład, porównywalne jest to do znieczulenia, które utrzymuje przy życiu, właśnie przez „śmierć chemicznie zadaną” i życie w możności, pacjenta, który ma być operowany, lecz gdy tylko operacja jest zakończona, pacjent jest odesłany, w akcie, w pełni życia od anestezjologa. Gdy tymczasem dusza opuściła ciało nic już nie zostaje do zrobienia, zakończyła się wszelka możność życia, śmierć nie jest chemicznie zadana, lecz jest rzeczywista i nieodwracalna. Otóż wraz z Benedyktem XVI, dusza lub życiodajna zasada jedności i egzystencji Kościoła (Autorytet), miałaby opuścić (zgodnie z „Tezą”) także materialnie czy potencjalnie ciało Kościoła. Dlatego też nie miałby już być więcej nawet w możności, ale miałby się zupełnie zakończyć w akcie i w możności, to jest martwy rzeczywiście (mózg, serce i oddychanie zatrzymane).

9) Konkluzja wydaje mi się być następująca: Benedykt XVI de facto praktycznie rządzi, ponadto jest Papieżem de jure czyli należy mu się Tytuł Papieża; jednakże wykonywanie takiego Autorytetu jest wadliwe (zastosowanie Soboru Watykańskiego II oraz reform z niego wynikających).

Inaczej trzebaby utrzymywać, że Kościół, nie posiadając już Autorytetu czy to w Papieżu czy to też w biskupach i kardynałach (w akcie i w możności) od pięćdziesięciu lat nie żyje. Po Vaticanum II i NOM (wydarzenia apokaliptycznie i tragiczne, które ni mają sobie podobnych w historii Kościoła), „Teza” o. Gerarda „materialiter” mogła pogodzić kryzys Autorytetu z nieułomnością Kościoła i uratować swoje bytowanie (jako pewien rodzaj znieczulenia), ale przestała ona istnieć w 2005 wraz z wyborem na Stolicę Apostolską podmiotu, który, nie będąc nawet biskupem (według tego, co sam był napisał o. Gerard), tym bardziej nie może być Papieżem czy biskupem Rzymu, ani nawet w możności (analogicznie do śmierci rzeczywistej i całkowitej). Niektórzy roszczą sobie prawo do poprawienia o. Gerarda w interpretacji „Tezy” samego Gerarda, a więc pretendują wiedzieć o jego „Tezie” więcej niż on sam. „Zostawmy ją”. Nie mam czasu do stracenia z takimi, dla mnie jest to „sprawa zamknięta”. Jeśli chcą ją ponownie otworzyć, niech napiszą do Merlin [2].


1) „Wątpliwy Papież, żaden Papież”?

Odpowiedź: Św. Robert Bellarmin rozprawiał o tym w De conciliis, księga II, rozdział 19, ad 3um. Przypadek przedstawia się następująco: chodzi o pewnego Papieża, którego wybór jest sporny, czyli nie jest pewne (lub zachodzi jakaś wątpliwość) czy został wybrany kanonicznie. W takim wypadku trzeba ponownie przeprowadzić wybory kanoniczne aby z pewnością wiedzieć czy przynajmniej został wybrany. Gdy tylko wybory kanoniczne są pewne lub też nie są kontestowane przez kardynałów elektorów, jeśli wybrany przyjmie, zostaje Papieżem. Otóż, żaden kardynał (ani też ks. bp Lefebvre czy de Castro Mayer) nie poddał pod wątpliwość wyborów kanonicznych (przez tajne głosowanie) „soborowych Papieży”. Stąd jest pewne, że są oni Papieżami, nawet jeśli swoją funkcje sprawują na sposób ułomny.

2) Czy Papież, który w sprawowaniu swojej władzy błądzi (aż po herezję) jest prawdziwym Papieżem?

Odpowiedź: Papież heretykiem jest tylko hipotezą, opinią możliwą nie zaś pewnością. Doktorowie Kościoła, przede wszystkim z okresu kontrreformy, dyskutowali na ten temat bez osiągnięcia jednomyślnej zgody i nigdy pewności, każdy wyraził swoją możliwą hipotezę, nie zaś tezę pewną.

a) Pierwsza hipoteza (Św. Robert Bellarmin, De romano pontifice, księga II, rozdział 30; Franciszek Suarez, De fide, dysputa X, sesja VI, n. 11, s. 319; kardynał Ludwik Billot, De Ecclesia Christi, tom I, ss. 609-610) utrzymuje, że Papież nie może popaść w herezję po swoim wyborze. Aczkolwiek analizuje również inną hipotezę (uważaną za mniej prawdopodobną) Papieża, który może popaść w herezję. Jak widzi Czytelnik, ta pierwsza hipoteza nie jest uważana ani przez Bellarmina ani przez Billot’a jako pewna, lecz tylko jako bardziej prawdopodobna niż inne. Przeciwnie, Billot (tamże, ss. 610-612) naucza, że Kościół nauczający pozostawił wolność zachowania jako możliwe Papieża, który popadłby w herezję, nawet jeśli wydaje mu się to mało prawdopodobne. Również Bellarmin przyznaje, że taka hipoteza, pozostając mało prawdopodobną, jest możliwa (tamże, księga II, rozdział 30, s. 418).

b) Druga hipoteza (którą Bellarmin kwalifikuje jako możliwą ale bardzo mało prawdopodobną, tamże) twierdzi, że Papież może popaść w herezję nawet notoryczną i zachować swój pontyfikat; tą utrzymuje tylko jeden francuski kanonista D. Bouix (+1870) w Tractatus de Papa, tom II, ss. 670-671, na 130 autorów („jedna jaskółka nie czyni wiosny”).

c) Trzecia hipoteza utrzymuje, że Papież może popaść w herezję i traci swój pontyfikat tylko po tym, jak kardynałowie czy biskupi zadeklarowaliby jego herezję (Kajetan, De auctoritate Papae et concilii, rozdział XX-XXI). Papież heretyk nie jest złożony z urzędu ipso facto, lecz ma być z niego złożony (deponendus) przez Chrystusa po tym, jak kardynałowie ogłosiliby jego uporczywą i jawną herezję.

d) Czwarta hipoteza utrzymuje, że Papież może popaść w herezję i traci ipso facto swój pontyfikat (depositus). Utrzymują ją jako mniej prawdopodobną niż pierwsza, ale bardziej prawdopodobną niż czwarta Bellarmin (jak wyżej, s. 420) i Billot (tamże, ss. 608-609).

Jak Czytelnik widzi, chodzi o hipotezy mniej więcej prawdopodobne, nigdy o twierdwenia teologicznie pewne, tym mniej o „stanowiące przedmiot aktu wiary”.

3) Czy prawdziwy Papież powienien sprawować swój autorytet wyłącznie prawowicie, bez żadnego błędu?

Odpowiedź:

a) Niektórzy teologowie mówią o „pełnym szacunku zewnętrznym milczeniu”, to znaczy wewnętrznie niezgadza się, zaś zewnętrznie nie wyraża się spreciwu wobec błedu (Diekamp, Pesch, Merkelbach, Hurter, Cartechini).

b) Inni, przeciwnie, dopuszczają również sprzeciw publiczny, podobnie jak św. Paweł sprzeciwił się publicznie św. Piotrowi, w wypadku sytuacji grożącego niebezpieczeństwa dla wiary (św. Tomasz z Akwinu) lub agresji przeciwko duszom, które mają prawo do prawowitej obrony (św. Robert Bellarmin), czy też publicznego skandalu (Korneluisz z Lapide) w dziedzinie doktrynalnej. (Poza trzema zacytowanymi, cf. Vitoria, Suarez, Wernz-Vidal, Peinador, Camillo Mazzella, Orazio Mazzella, Prummer, Iragui, Tanquerey, Palmieri). Ta hipoteza wydaje mi się najbardziej prawdopodobną. Jednakże Kościół na ten temat nie wypowiedział się, stąd nie można jej narzucać jako zobowiązującej.

c) Należy uniknąć niebezpieczeństwa tych, którzy roszczą sobie prawo do czynienia pewną lub de fide opinii teologicznej jakiejś szkoły [1], która jest całkowicie mniejszościowa: jest możliwe, by dokumenty magisterium były błędne, ale nie wolno zawieszać wewnętrznej zgody (Choupin, Pègues, Salaverri).

Obie najbardziej powszechne szkoły rzeczywiście przyjmują taką możliwość. Bardziej surowa odrzuca słuszność sprzeciwu publicznego, ale przyjmuje słuszność niezgody wewnętrznej; podczas gdy ta mniej powszechna przyjmuje możliwość błędów, nie dopuszcza natomiast zawieszenia zgody (co wydaje mi się być sprzecznym ze zdrowym rozsądkiem, a nawet niedorzecznością [2]).

d) Niemożliwość błędu, kiedy Papież lub sobór nie chcieliby zobowiązywać lub korzystać z nieomylności, jest utrzymywana przez niektórych zatwierdzonych teologów (Franzelin, Billot) jako czysta opinia teologiczna i należy do mniejszości. Dalej, istnieją pewne grupki ekstremistyczne, które czynią z niej „przedmiot aktu wiary”, który wyłącznie do nich należy, nie zaś do Kościoła; nie jest nawet teologicznie pewny, przeciwnie, jest tylko opinią, mniej prawdopodobną i mniej powszechną, jednego wielkiego teologa (Gerard des Lauriers). Przypadek analogiczny do kanonisty wyżej wymienionego D. Bouix („jedna jaskółka nie czyni wiosny”).

Stąd więc dokumenty papieskiego magisterium czy też soborowego, jeśli nie są wiążące, mogą zawierać błędy. Otóż Sobór Watykański II nie miał zamiaru zobowiązywać. Dlatego może zawierać błędy. W tym wypadku można i należy odrzucić zgodę z tymi błędnymi dokumentami.

Cóż czynić?

Nie możemy sprawić czymś pewnym tego, co jest tylko prawdopodobne. Jesteśmy wolni by przylgnąć opinii, która nam się najbardziej podoba, nie możemy jednakże czynić jej dogmatem, nie posiadając do tego autorytetu. Rozumiem, że wobec publicznego skandalu spowodowanego przez soborowych Papieży można się czuć wstrząśniętym, oburzonym a nawet zagubionym, ale nie należały przekraczać granicy zezwolonej przez zdrową teologię i zdrowy rozsądek. In certis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas [3]. Wszakże, w obecnej sytuacji niesamowicie poważnej i pełnej zamieszania, w której się znajdujemy („uderzyli w pasterza i rozproszyły się owce”), należy mieć wiele zrozumienia wobec tych, którzy, w dobrej wierze, w celu obrony wiary katolickiej przed modernistyczną agresją, „grzeszą” przez nadmiar lub przez niedomiar. Nie można uważać, że da się widzieć jasno w środku nocy. Tenże sam Jezus przepowiedział swoim Apostołom żeby szli dopóty dopóki będzie jeszcze On, a więc Światłość, albowiem miały przyjść Ciemności (Ukrzyżowanie), zaś gdy się chodzi po ciemku, łatwo można się potknąć. Ci sami Apostołowie potykali się, tym bardziej i my możemy potykać się, stąd nie wolno się gorszyć wobec niepewności i różnic opinii, ale należałoby wspólnie stawić czoła (każdy pozostając wiernym samemu sobie i swojej tożsamości, ale bez uważania się za nieomylnego i bezgrzesznego) rzeczywistemu wrogowi Kościoła, neomodernizmowi. Dzisiejsza sytuacja, w dziedzinie duchowej, analogiczna jest owej przebytej, w dziedzinie politycznej, 8 września 1943: król uciekł, generałowie rozproszyli się, a nieszczęśni żołnierze zdani na łaskę samych siebie zostali wysłani na rzeź. Nie wydaje mi się żeby strzelanie do swoich żołnierzy i osób cywilnych, którzy padli wtedy ofiarą swojego króla, było stosownym; i dziś nie strzelajmy do siebie samych: przyjacielski ogień jest najbardziej niebezpieczny.

Velletri, 26 lutego 2009

PRZYPISY:


[1] Jest to czwarta, reasumująca, część jakby apologii ks. Nitoglii dotyczącej racji porzucenia przez niego tzw. „Tezy Cassiciacum”. Przeto racje Autora stanowią, w formie czterech artykółów, wykład fałszywości samej tezy oraz błędnych konsekwencji z niej wynikających, opierając się na nauczniu Kościoła oraz na opiniach teologicznych, według ich stopnia pewności, odnoszących się do kwestii władzy i autorytetu Papieża.

[2] Przyp. tłumacza: chodzi o Linę (Angelina) Merlin. Urodzona w Pozzonovo, 15 października 1887, była silnie aktywna politycznie w swojej ojczyźnie. Członkini Zgromadzenia Konstytucyjnego, jako pierwsza kobieta została wybrana do włoskiego Senatu. Wcześniej zaproponowaną działalność na rzecz ugrupowań faszystowskich wybrała socjalizm. Jako członkini Wloskiej Partii Socjalistycznej była wojującą antyfaszystką. Zmarła w Padwie, 16 sierpnia 1979.

[3] Etienne Gilson mawiał, że „prawdziwa teologia nie rości sobie prawa do bycia nosicielką absolutnej prawdy, która wszyscy powinni przyjąć jako de fide. Pewna opinia teologiczna i szkoła teologiczna nie mogą sobie rościć prawa do narzucania się jako prawda Wiary, ‘ekskomunikując’ pozostałe opinie i szkoły teologiczne”.

[4] Przyp. tłum.: termin użyty przez Autora „un contro[buon]senso”, dzięki umieszczonym nawiasom, pozwala na dwuznaczność tłumaczenia, to znaczy: „un contro buon senso” to coś, co jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, zaś „un controsenso” oznacza wręcz nonsens lub niedorzeczność.

[5] Papież Wiktor I, święty (189-199) początkowo chciał narzucić swój autorytet wobec kwestii daty Wielkanocy. W rzeczywistości Rzym i Kościół łaciński świętował ją w niedzielę, która następowała po 14 dniu miesiąca Nissan. W Azji Mniejszej natomiast kościół świętował ją 14 dnia Nissan, nawet jeśli nie była to niedziela. Wiktor domagał się zgodności z Rzymem, ale azjatycka Wspólnota uparła się, Papież wtedy zdecydował eksomunikować całą wyżej wymienioną Wspólnotę i jej biskupa Polikrata. Wielu łacińskich biskupów jednakże okazało Papieżowi swoje zakłopotanie w stosunku do jego postępowania, które mogło sprowokować schizmę; decydującą okazała się interwencja św. Ireneusza, biskupa Lyon’u (130-202), który przekonał Papieża do przejścia do bardziej umiarkowanych decyzji, Wiktor zatem nie przystąpił do zamiaru eksomunikowania. Jak widać, w bardzo ważnej kwestii (Kościół Zachodni zarówno jak Wschodni nadal obchodzą Wielkanoc w różne dni) Papież (do tego święty) pozostawił wschodnim katolikom możliwość obchodzenia Wielkanocy nawet poza niedzielą, bez potępienia ich, bez ekskomunikowania ich. Ktoś, niestety, kto się uważa za „Przedwiecznego Ojca” (termin tu użyty przez Autora to „Padreterno”, przyp. tłum.), ekskomunikuje i potępia „na prawo i na lewo” tego, kto nie podziela tych samych opinii teologicznych. Warto byłoby wziąść przykład od św. Wiktora.

niedziela, 27 czerwca 2010

x. Curzio Nitgolia - Krytyka sedewakantyzmu cz. 1

Złagodzony sedewakantyzm wszystkim przystępny

1) Według o. Gerarda des Lauriers, skoro nowy ryt konsekracji biskupich jest wątpliwy, w razie gdyby na Papieża obrany został podmiot konsekrowany według nowego rytu, nie miałby być ważnie biskupem więc również nie mógłby być Papieżem (czyli biskupem Rzymu) nawet materialnie. W takim wypadku Ojciec Gerard mówił o „czystych postaciach papieży” (Problem autorytetu i episkopatu w Kościele, Verrua Savoia, CLS, 2005, s. 37).

2) Wraz z wyborem Benedykta XVI na Stolicę Apostolską (2005), znaleźliśmy się dokładnie w takiej sytuacji: J. Ratzinger faktycznie został konsekrowany na biskupa według nowego pontyfikału, stąd, dla o. Gerarda, nie miałby być biskupem, ani tym bardziej Papieżem, nawet nie materialnie. Przeto od 2005 Kościół miałby znajdować się, według tego, co o. Gerard był napisał w latach 1978-1987, w stanie całkowitego (materialnego i formalnego) wakansu autorytetu.

3) Jest to jednakże sprzeczne, przyjąwszy to, co sam był napisał: „Kto obecnie oświadcza, że ks. bp Wojtyła bynajmniej nie jest Papieżem [nawet nie materialnie], albo musi zwołać konklawe, albo pokazać listy uwierzytelniające, które ustanawiają go wprost i bezpośrednio legatem Pana Naszego Jezusa Chrystusa.” (Problem autorytetu…, s. 37).

4) Teza Cassiciacum („papież tylko materialiter”) skończyła się, w sensie historycznym, wraz z wyborem Benedykta XVI, który, zgodnie z „Tezą”, nie miałby być biskupem ani też Papieżem (nawet nie materialnie). Otóż, hipoteza jakoby Benedykt XVI rzeczywiście nie był Papieżem, nawet w możności, byłaby nie do przyjęcia dla o. Gerarda, który oparł całą swoją „Tezę” na rozróżnieniu między Papieżem w akcie i „papieżem” tylko w możności, zdecydowanie zaprzeczając całkowitemu wakansowi (czyli również materialnemu) Stolicy Apostolskiej.

5) Ci, którzy idą za tezą Stolicy zupełnie (w możności i w akcie) opuszczonej, opierają się na fakcie, że heretyk nie może być głową Kościoła albowiem nie jest jej członkiem. Jest to jednakże tylko opinia mało prawdopodobna, której nie utrzymują nawet teologowie, którzy zajmowali się kwestią Papieża ewentualnie heretyka; w rzeczywistości ci właśnie jednomyślnie utrzymują (jako zdanie bardziej prawdopodobne lub wprost pewne) że Papież nie może popaść w herezję. Jednakże, odpowiadają sedewakantyści zupełni, podmiot może być heretykiem zanim zostałby wybrany na Papieża i wtedy wybór jego byłby nieważny, powołując się na bullę Pawła IV Cum ex apostolatu.

6) Wydaje mi się, iż w takim wypadku można odpowiedzieć na trzy sposoby:

a) według św. Tomasza z Akwinu „symonia uważana jest za herezję (simonia haeresis dicitur)” (S. th., II-II, q. 100, a. 1, ad 1um), ale jednocześnie Doktor Anielski naucza, że „Papież może zaciągnąć grzech symonii” (ad 7um) i nie mówi, że nie jest Papieżem w akcie czy nawet nie w możności. Na przykład, jest historycznie pewnym, że Aleksander VI zanim został Papieżem kupił Papiestwo, lecz de facto jest powszechnie zaliczany w oficjalnym poczcie Papieży.

b) Ponadto św. Pius X w ‘Konstytucji Apostolskiej’ dla Kościoła powszechnego (stąd też towarzyszy jej nieomylność) Sede apostolica vacante z 25 grudnia 1904, naucza, iż nawet jeśli wybrany kupił papiestwo poprzez symonię jakkolwiek ważnie jest Papieżem. Kwestia ta jest zatem uregulowana de facto, lecz również de jure i do tego nieomylnie.

c) Jest powszechnym nauczaniem Kościoła, że gdziekolwiek nastąpiłby wybór kanoniczny a wybrany by go przyjął, bezzwłocznie zostaje Papieżem z powszechną jurysdykcją w akcie nad całym Kościołem. Otóż, „Papieże soboru” zostali kanonicznie wybrani i przyjęli wybór, którego kanoniczność nie została poddana pod wątpliwość przez nikogo posiadającego autorytet.

7) Autorytet jest istotą społeczności i zatem Kościoła, który jest społecznością doskonałą porządku duchowego; stąd Papież nie jest przypadłościowy, ale istotny i konieczny dla jego istnienia. Bez Papieża, który panowałby w akcie, nie przetrwa Ciało Mistyczne, które podobne byłoby do ciała bez formy lub duszy, czyli martwego.

8) Przypadek „wakansującej stolicy” lub okresy między zmarłym Papieżem a innym, mającym być dopiero wybranym, różni się istotnie od przypadku „zupełnego czy tylko aktualnego wakansu Autorytetu w Kościele” (Papież, biskupi i kardynałowie). W rzeczywistości, gdy Papież umiera kardynałowie, kolegialnie pod przewodnictwem kardynała dziekana, wzywają zmarłego Papieża, rządzą Kościół z autorytetem i zapewniają jego jedność i trwanie przy istnieniu, Autorytet będąc zasadą jedności i bytu społeczności, która nie posiadałaby jedności ani nie istniałaby bez Autorytetu. Podczas zupełnego lub formalnego wakansu Autorytetu w Papieżu, biskupach i kardynałach, brakuje właśnie zasady (Autorytetu) jedności i życia Kościoła, który zatem obumarłby, jednakże sprzeciwia się to wierze katolickiej. By dać temu choć jeden przykład, porównywalne jest to do znieczulenia, które utrzymuje przy życiu, właśnie przez „śmierć chemicznie zadaną” i życie w możności, pacjenta, który ma być operowany, lecz gdy tylko operacja jest zakończona, pacjent jest odesłany, w akcie, w pełni życia od anestezjologa. Gdy tymczasem dusza opuściła ciało nic już nie zostaje do zrobienia, zakończyła się wszelka możność życia, śmierć nie jest chemicznie zadana, lecz jest rzeczywista i nieodwracalna. Otóż wraz z Benedyktem XVI, dusza lub życiodajna zasada jedności i egzystencji Kościoła (Autorytet), miałaby opuścić (zgodnie z „Tezą”) także materialnie czy potencjalnie ciało Kościoła. Dlatego też nie miałby już być więcej nawet w możności, ale miałby się zupełnie zakończyć w akcie i w możności, to jest martwy rzeczywiście (mózg, serce i oddychanie zatrzymane).

9) Konkluzja wydaje mi się być następująca: Benedykt XVI de facto praktycznie rządzi, ponadto jest Papieżem de jure czyli należy mu się Tytuł Papieża; jednakże wykonywanie takiego Autorytetu jest wadliwe (zastosowanie Soboru Watykańskiego II oraz reform z niego wynikających).

Inaczej trzebaby utrzymywać, że Kościół, nie posiadając już Autorytetu czy to w Papieżu czy to też w biskupach i kardynałach (w akcie i w możności) od pięćdziesięciu lat nie żyje. Po Vaticanum II i NOM (wydarzenia apokaliptycznie i tragiczne, które ni mają sobie podobnych w historii Kościoła), „Teza” o. Gerarda „materialiter” mogła pogodzić kryzys Autorytetu z nieułomnością Kościoła i uratować swoje bytowanie (jako pewien rodzaj znieczulenia), ale przestała ona istnieć w 2005 wraz z wyborem na Stolicę Apostolską podmiotu, który, nie będąc nawet biskupem (według tego, co sam był napisał o. Gerard), tym bardziej nie może być Papieżem czy biskupem Rzymu, ani nawet w możności (analogicznie do śmierci rzeczywistej i całkowitej). Niektórzy roszczą sobie prawo do poprawienia o. Gerarda w interpretacji „Tezy” samego Gerarda, a więc pretendują wiedzieć o jego „Tezie” więcej niż on sam. „Zostawmy ją”. Nie mam czasu do stracenia z takimi, dla mnie jest to „sprawa zamknięta”. Jeśli chcą ją ponownie otworzyć, niech napiszą do Merlin[2].

PRZYPISY:

[1] Jest to czwarta, reasumująca, część jakby apologii ks. Nitoglii dotyczącej racji porzucenia przez niego tzw. „Tezy Cassiciacum”. Przeto racje Autora stanowią, w formie czterech artykółów, wykład fałszywości samej tezy oraz błędnych konsekwencji z niej wynikających, opierając się na nauczniu Kościoła oraz na opiniach teologicznych, według ich stopnia pewności, odnoszących się do kwestii władzy i autorytetu Papieża.
[2] Przyp. tłumacza: chodzi o Linę (Angelina) Merlin. Urodzona w Pozzonovo, 15 października 1887, była silnie aktywna politycznie w swojej ojczyźnie. Członkini Zgromadzenia Konstytucyjnego, jako pierwsza kobieta została wybrana do włoskiego Senatu. Wcześniej zaproponowaną działalność na rzecz ugrupowań faszystowskich wybrała socjalizm. Jako członkini Wloskiej Partii Socjalistycznej była wojującą antyfaszystką. Zmarła w Padwie, 16 sierpnia 1979.

Znany 96 letni starzec Rumuńskiego Patriarchatu, archimandryta Arseniusz (Papacioc) o obronie Prawdy.


Znany 96 letni rumuński starzec, skazany za wiarę w okresie prześladowań na 40 lat więzienia, z których odsiedział dziewięć, tak mówi o obronie Prawdy:

Są kapłani, którym grozi się pozbawieniem kapłaństwa, za to, że bronią prawosławnej (KATOLICKIEJ) nauki przed atakami współczesnych heretyków. Co ma robić kapłan w tym wypadku? „Jeśli nie zamilkniesz i nie przestaniesz mówić o heretykach, czy ekumenistach zostaniesz pozbawiony kapłaństwa!” Jak ma postąpić?

Mówię wam: trzeba umieć umierać, dlatego, że wtedy na pewno będziesz codziennie powstawać z martwych. Ponieważ życie to ciągłe umieranie w obronie Prawdy. Nie bronimy pięknej paschalnej babki. Bronimy Prawdy, którą jest Cerkiew (KOŚCIÓŁ), Wieczność, Stwórca, Święta Trójca: Ojciec, Syn i Duch Święty. Bronimy Prawdy!

Prawda to jedyna rzecz, która daje pokój. Jeśli nie stoisz w Prawdzie, to znaczy, że nie przebywasz w Bogu. A Prawda jest tylko jedna: „Ja jestem Prawdą, Drogą i Życiem”. Co możemy odciąć od prawdy?

Bóg najbardziej ze wszystkich pragnie pokoju, ale nie z diabłem. Co może mieć wspólnego Prawda z kłamstwem.

Co powinniśmy czynić? UMIERAĆ za Prawdę, oto co powinniśmy robić. Nie można inaczej postawić tego problemu. Bronimy Prawdy za wszelką cenę.

Ludzie obawiają się, że broniąc Prawosławia (KOŚCIOŁA), mogą narobić sobie problemów, a mianowicie, że zwolnią ich z pracy, że będą na nich patrzeć jak na cudaków. Boją się strasznie, że stracą pracę. Jak mają postąpić? Jak przemóc ów strach?

Moi drodzy, powiedziałem wam: za Prawdę trzeba nawet umrzeć, a nie tylko stracić pracę. A jeśli mowa nie jest o Prawdzie, ale jakimś innym problemie, wtedy walcz o swoje stanowisko. Natomiast jeśli problem dotyczy zdrady Prawdy, nigdy się na nią nie gódź, dlatego, ze czeka cię czarna wieczność, straszna wieczność, dlatego, że miałeś możliwość stanąć na czele świetlistej wieczności, ale wyrzekłeś się tego. To nie jest zabawa. Nasze ziemskie życie jest tylko przygotowaniem do innego życia. Powtarzam: i przejdziecie od śmierci do życia. Tylko wtedy zaczyna się życie. Czy uświadamiacie to sobie? Wiecie, jaka radość obejmuje duszę, kiedy bronisz Prawdy. W porównaniu z innymi złudnymi radościami, jak np. sytuacja w pracy i podwyższenie pensji…To taka radość która odradza, która daje poczucie zmartwychwstania.

Tych, którzy bronią Prawosławia (KOŚCIOŁA), osądzają jako fundamentalistów, mówią „ty jesteś ekstremistą, jesteś pyszny”…

Mój drogi, to nie pycha, a nawet jeśli ona i jest, to Chrystus ją przyjmuje. Apostołowie bronili Prawdy i my również szczycimy się tym, że bronimy Prawdy. Niezależnie od formy wyrażenia. Każdy może bronić Prawdy, dlatego, że tam gdzie jest Prawda tam jest Cerkiew (KOŚCIÓŁ). Nie tam gdzie hałas, tłum, gdzie panuje hasło: „pogódźmy się”. Prawosławna Cerkiew (KOŚCIÓŁ KATOLICKI) nie popełniła ani jednego błędu w swojej mistycznej tradycji, żeby miała powiedzieć: „pogódźmy się, bo i ty i ja zgrzeszyliśmy.”

Masz szczęście, jeśli umierasz. Ponieważ przechodzisz od śmierci do życia jak wyznawca, a nie jak leń albo tchórz.

Za Prawdę trzeba umieć umierać. Nie czekać, że Bóg w widzialnej formie da ci zwycięstwo w danej sytuacji. Królestwo Boże jest bardzo milczące. Pozostawia ciebie samego do obrony Prawdy, ale w niewidzialny sposób pomaga. Tajemne siły pozostają w ukryciu przed ludźmi, są nawet dla nas samych nieznane.

Lecz powtarzam…ponownie powtarzam: ta radość jest tak szczególna, tak uspokajająca, niebiańska, wieczna… Moi drodzy, umrzeć za Prawdę, za Prawdę, Którą wyznaje cała Prawdziwa Cerkiew (KOŚCIÓŁ KATOLICKI), to taka drobnostka.

Tak więc nie pozwólmy, żeby pod koniec ziemskiej historii, kiedy już widać przystań, utracić Prawosławie (KATOLICYZM), utracić wiarę. Jest wielką hańbą, żeby przez swoje tchórzostwo okazać się małodusznym. Moi drodzy, jakże piękna jest śmierć Jego przepodobnych…

Bronisz Prawdy, nie wiesz, co się stanie, ale niezależnie od tego należy bezwzględnie i za wszelką cenę bronić Prawdy. I nie odstępuj, Bóg daje łaskę nie małodusznym, ale bohaterom!

Trwaj dalej na swojej pozycji, dlatego że życie nie ma już znaczenia. Czy nie widzicie jak został postawiony problem? „Słuchaj, mogę cię zabić, albo wygonić z pracy”. „Wyganiaj, dlatego, że to ty jak dureń opuściłeś szeregi niebiańskiego wojska, a nie ja.”

Obroniłeś Prawdę, a nie jakiegoś dzika, czy sarnę przed lufą myśliwskiej strzelby, obroniłeś Niebiosa Niebios, Władcę Niebiańskich Niebios.

Moi drodzy, chcecie być szczęśliwi? Oddajcie życie za Prawdę!


* dodtki w nawiasie pochodzą od autora bloga

piątek, 25 czerwca 2010

Aberracje liturgiczne cz. 23


środa, 23 czerwca 2010

Aberracje liturgiczne cz. 22




Dnia 26.07.2009r. obyła się w świdnickiej katedrze niezwykła msza z udziałem gości - ojców misjonarzy i zespołu Gospel z Wybrzeża Kości Słoniowej. Kościół był wypełniony po brzegi wiernymi, ale także wspaniałymi afrykańskimi głosami. Wszyscy zebrani poczuli powiew radości, taką odrobinę pięknej Afryki....

poniedziałek, 21 czerwca 2010

O kapłanach

Szum wokół afer "pedofilskich" w Kościele ciągle wybucha medialnym rozgłosem, na niezliczonych forach dyskutuje się na temat moralnej kondycji kleru oraz feruje się sądy mające wytłumaczyć obecny stan. Nie ulega wątpliwości że rozluźnione normy obyczajowe, rewolucja seksualna mające swoje apogeum na przełomie lat 50 i 60 owocują skandalami w Kościele do dziś. W pośród licznych grzechów Chrystus ostrzega swoich uczniów przed zgorszeniem wobec dzieci:

Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Mt 18:6

Nie chcę powielać truizmów że pedofilia to obrzydliwe przestępstwo i winno być bez żadnych taryf ulgowych ścigane... to wszyscy doskonale wiemy. Chciałbym raczej podzielić się smutną refleksją nad dewaluacją znaczenia kapłana w życiu parafii, społeczności - czy mówiąc szerzej Kościoła.

Naturalną rzeczą jest, że przykład proboszcza, wikarego może mieć budujące jak i destruktywne wpływy na wiarę i pobożność "ludu Bożego". Niestety zastanawia i przeraża łatwość z jaką poszczególni członkowie Kościoła przewartościowują swój stosunek do wiary i Kościoła kierując się świadectwem lokalnego duszpasterza.

W jednym ze swoich kazań św. Bazyli Wielki opisuje historię jednego księdza, który kiedyś w przeszłości dopuścił się morderstwa. Kiedy św. Bazyli widział tegoż kapłana dostrzegał na jego plecach człowieka, który symbolizował przestępstwo jakiego dopuścił się ów kapłan. Ciężar minionego grzechu towarzyszył kapłanowi w każdym miejscu i każdym czasie... prócz, i tu rozpoczyna święty Ojciec Kościoła najciekawszą część swojej opowieści. Ciężar dokonanego przestępstwa znika kiedy kapłan stojąc przed Ołtarzem Bożym, prosi Pana aby stać się dostojnym uczestnictwa w największej Tajemnicy - Eucharystii. W czasie kiedy duchowny staje się celebrującym Boską liturgię przestaje być grzesznikiem, a Duch Święty oczyszcza go sprawiając że pełni swoją posługę "in persona Christi".

Kapłani powołani są aby sprawować najświętsze Tajemnicę abyśmy mogli wzrastać w wierze i zmierzać ku wiecznemu zbawieniu, ich moralne błędy, życie osobiste jest ważne gdyż są owocem ich wiary, ale nie jest to przedmiotem wiary Kościoła.

Jeden mnich żyjący na pustyni zapytał raz człowieka wypowiadającego nieprzebrane słowa krytyki w stosunku do duchownych czy gdyby był spragniony, cierpiał w powodu braku wody i ktoś przyszedł do niego z najpiękniejszym złotym naczyniu, wyłożonym perłami a w nim najczystszą wodą wahałby się z uwagi na nieczyste ręce, poszarpany strój tego który oferuje mu ów napój?

Żywot nasz podobny jest to wędrowca przemierzającego swoje życie jednocześnie, odczuwając palące pragnienie. Pragnienie to zaspokajają boże sakramenty, a sługami którzy je nam oferują są księża. Wiara dojrzała, przemyślana wie kto tu jest najważniejszy i smucąc się kondycją duchowieństwa nie zraża się do ciągłego i trwałego bycia świadkiem Chrystusa w Jego Jednym Świętym i Katolickim Kościele.

Źródło informacji: http://xpictianoc.blogspot.com

środa, 16 czerwca 2010

W obronie wypraw krzyżowych

Wykład p. Ryszarda Mozgola pt.

W OBRONIE WYPRAW KRZYŻOWYCH

Lublin, 24 XI 2005 r.

Do pobrania i odsłuchania w formacie MP3

MP3, 42 MB

POBIERZ PLIK

Aberracje liturgiczne cz. 21


niedziela, 6 czerwca 2010

Opactwo benedyktyńskie św. Marii Magdaleny w La Barroux


W jednym z antykwariatów w Lincoln kupiłem niegdyś archiwalny egzemplarz magazynu The Latin Mas – Chronicle of a Catholic Reform. Numer datowany jest na marzec i kwiecień 1994r. Moją uwagę przyciągnęła okładka ze znajomym i pięknym widokiem „cichej” Mszy celebrowanej przy jednym z bocznych ołtarzy kościoła opackiego w Le Barroux. I rzeczywiście, wewnątrz znalazłem reportaż poświęcony Opactwu Świętej Marii Magdaleny.


sobota, 5 czerwca 2010

Bluźnierstwa i herezje Marcina Lutra

Wykład Pana Ryszarda Mozgola pt.

BLUŹNIERSTWA I HEREZJE

Marcina Lutra

MP3, 81 MB

POBIERZ PLIK

wtorek, 1 czerwca 2010

x. prof. dr hab. Tadeusz Guz - Czym jest Liberalizm?

ROZMOWY NIEDOKOŃCZONE - TELEWIZJA TRWAM

Czym jest liberalizm? cz. 1 - Link do pliku Mp3

ROZMOWY NIEDOKOŃCZONE - RADIO MARYJA

Czym jest liberalizm? cz. 2 - link do pliku Mp3

Czym jest liberalizm? cz. 3 - Link do pliku Mp3

O noszeniu sutanny

Dawniej w dworach, panował zwyczaj szycia uniformów dla służby (w tym celu, by goście mogli odróżnić służbę, i w razie potrzeby zwrócić się do nich). Natomiast w dzisiejszych czasach takim znakiem wyróżniającym kapłana wśród tłumu jest sutanna. Ona jest znakiem rozpoznawczym, że człowiek w nią ubrany poświęcony jest na służbę Bogu i ludziom. Sutanna wyróżnia kapłana z tłumu, ale nie poto by go wywyższyć, tylko po to by dzięki niej każdy potrzebujący wiedział, że człowiek idący w sutannie jest w pewien sposób on-line dla potrzebujących pomocy duchowej ludzi.

Zasłyszane na rekolekcjach

Printfriendly

______________________________________________________________________
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny. 
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________