_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą x. Piotr Natanek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą x. Piotr Natanek. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lutego 2012

Kontrowersyjne poparcie dla x. Natanka

Na zdjęciu ks. bp Christian Lambert
Na zdjęciu
ks. bp
Christian Lambert
Z jednej strony trudno odmówić trafności wielu jego spostrzeżeniom natury moralnej i obyczajowej. Z drugiej (przy całym zrozumieniu trudnej sytuaci personalnej w archidiecezji krakowskiej) – nie można przejść do porządku dziennego nad jawnym złamaniem zasad dyscypliny i hierarchiczności Kościoła. Co więcej, teologicznie tak samego duchownego, jak i jego zwolenników cechuje spora chaotyczność, o czym świadczą zarówno eksperymenty liturgiczne, jak i np. pozytywny stosunek do fałszywych objawień w Medjugorie.

Ponadto, z ideowo-politycznego punktu widzenia - część ruchu intronizacyjnego reprezentuje swego rodzaju eskapizm od bieżących problemów Ojczyzny – niby je dostrzegając i często prawidłowo diagnozując, ale jednocześnie przyjmując stanowisko, że zostaną one automatycznie rozwiązane z chwilą prawdziwego ukoronowania Chrystusa Króla. Przy całej słuszności samego postulatu – jest to negatywne w skutkach pominięcie faktu, że Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają... W tej sytuacji najbliższa prawdzie wydaje się chyba ocena sformułowana na Konserwatyzmie.pl, w której przyrównano ruch x. Natanka do mariawityzmu, z jego martyrologicznością i pierwotnym mieszaniem katolickości z „misją i ofiarą Narodu Polskiego”.

W ostatnich dnia fora katolickie rozgorzały dyskusją nad tajemniczym poparciem otrzymanym przez x. Natanka. Jego zwolennicy triumfalnie ogłosili, że udzielił go „katolicki biskup z Hiszpanii”, niedwuznacznie krytykując przy tym działania JE metropolity krakowskiego. Przeciwnicy szybko odpowiedzieli oskarżeniem o fałszywkę, podnosząc, że Kościół w Hiszpanii nie zna osoby bp. Christiana Lamberta. Tymczasem prawda jest nieco bardziej skomplikowana – nie mamy do czynienia z fałszywką, ale raczej z manipulacją.

Ks. bp Lambert reprezentuje bowiem Rzymskokatolickie Stowarzyszenie Leona XIII, a więc rozłamowe środowisko z jednej strony prowadzącej dialog ze Stolicą Apostolską i podkreślające swoje oddanie Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, z drugiej zaś dysponującą sukcesją apostolską od ks. bpa Carlosa Duarte Costa, założyciela „Brazylijskiego Katolickiego Kościoła Apostolskiego”, założonego przed 67 laty i oskarżanego o uleganie teologii wyzwolenia, a nawet komunizmowi. Grupa ta wyodrębniła się od KK oskarżając Go o „współpracę z faszyzmem”, a także domagając się „postępowych reform” liturgicznych i doktrynalnych, jak spowiedź powszechna, msza w językach narodowych twarzą do wiernych, komunia pod dwiema postaciami, zniesienie celibatu itd.

Cóż, sukcesja apostolska to także w środowiskach tradycjonalistycznych/sedewakantystycznych temat drażliwy, sięgano już wszak po nią nawet do starokatolików oraz do duchownych o dość kontrowersyjnych życiorysach. Tłumaczono te działania potrzebą opieki duchowej, uniemożliwionej choćby przez odstąpienie (zdaniem wielu krytyków) od dawnych święceń przez „Kościół rzymski”. Nawiązanie takich kontaktów (a placówka „leonitów” funkcjonuje już w Polsce) przez x. Natanka może wskazywać, że nie tylko zamierza on kontynuować swój spór z JE. ks. kardynałem Dziwiszem, ale także, że duchowny szuka wsparcia mogącego nadać jego wspólnocie sztywne ramy organizacyjne, a nawet własną hierarchię duchowną. Nieco więc wątpliwa co do swej podstawy formalnej obecna „schizma” stałaby się schizmą prawdziwą i to poddaną wpływom co najmniej kontrowersyjnym ideowo i religijnie. To zaś musi budzi niepokój w sytuacji, gdy wielu zacnych katolików i patriotów zdaje się powtarzać, że „może i ksiądz Piotr przesadza, ale przecież...” Można się obawiać, że x. Natanek tym razem przesadzi już ostatecznie.

Konrad Rękas

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

Więcej informacji na temat bp. Lamberta i Bractwa papieża Leona XIII można znaleźć na stronie forum Bractwa św. Piusa X http://forum.piusx.org.pl/index.php?topic=3671.0

środa, 18 stycznia 2012

Rada Stała Episkopatu: Osoby współpracujące z suspendowanym ks. Piotrem Natankiem przyczyniają się do rozłamu w Kościele


Oświadczenie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ks. Piotra Natanka i jego zwolenników

Rada Stała, w oparciu o analizę sytuacji dotyczącej działalności suspendowanego ks. Piotra Natanka, stanowczo przestrzega katolików przed gromadzeniem się wokół jego osoby i popieraniem głoszonych przez niego idei. Mimo wyraźnego zakazu biskupa miejsca i nałożonej kary kanonicznej, ks. Natanek nie zaprzestał niestety swojej działalności. Rada zwraca uwagę, że Msze św. sprawowane przez suspendowanego kapłana są niegodziwe i świętokradzkie, a udzielane rozgrzeszenia są nieważne.

Rada Stała Episkopatu Polski po raz kolejny stanowczo przestrzega też katolików przed błędnym nauczaniem tego duchownego i prosi wiernych, by nie korzystali z posługi duszpasterskiej ks. Natanka, nie kierowali się jego nauką, nie wierzyli w jego bezpodstawne zapewnienia o jej zgodności z nauczaniem papieży i biskupów oraz nie przystępowali do tworzonych przez niego grup.

Osoby współpracujące z suspendowanym ks. Piotrem Natankiem przyczyniają się do rozłamu wspólnoty wierzących. Współdziałając w niszczeniu jedności Kościoła, popełniają grzech, z którego mają obowiązek oczyścić się w sakramencie pokuty. Warunkiem natomiast otrzymania rozgrzeszenia jest odstąpienie od wspierania rozłamu w Kościele i gotowość naprawienia wyrządzonego zła.


Członkowie Rady Stałej
Konferencji Episkopatu Polski


Warszawa, 16 stycznia 2012 r.

Źródło informacji: http://episkopat.pl

piątek, 2 września 2011

Pokora ks. Natanka

Czy ona jest kluczem do rozwiązania obecnej sytuacji kapłana z Grzechyni? O tym specjalnie dla portalu Fronda.pl z rzecznikiem Archidiecezji Krakowskiej ks. dr Robertem Nęckiem rozmawia Jarosław Wróblewski.


Kuria krakowska dostała jednoznaczne wsparcie w liście Episkopatu w sprawie ks. Piotra Natanka. Jakie następne działania zostaną poczynione, aby rozstrzygnąć ten nierozwiązany problem?

- Jestem tylko rzecznikiem i nie ja podejmuję decyzję w tej sprawie.

Czy są prowadzone przez was rozmowy z ks. Natankiem?

- W momencie kiedy ksiądz jest suspendowany, to rozmowy będą prowadzone wtedy, gdy spełni to, co jest wymagane aby suspendę zdjęto.

U ks. Natanka nie widać jednak szczególnej zmiany. Jak się śledzi jego internetowe kazania to jest to bardziej kierunek wojny niż pokoju w stosunku do kardynała Dziwisza.

Dlatego za wcześnie jest dyskutowanie co będzie dalej.

W Grzechyni pojawili inni kapłani. Trwa pasowanie kolejnych szeregów Rycerzy Jezusa Chrystusa Króla, którzy wychodzą z przekazem na zewnątrz i np. w Trójmieście prowadzą akcję informacyjną. Nie niepokoi to księdza?

- Z punktu widzenia prawa kanonicznego obowiązuje taki stan rzeczy jaki jest obecnie. Nie jestem wstanie przewidzieć dalszych kroków.

Ale nie obawia się ksiądz schizmy w swojej archidiecezji?

- To zależy od tego czy ktoś chce się podporządkować w stylu św. Franciszka czy Matki Kozłowskiej od Mariawitów.

Ks. Natanek deklaruje łączność z papieżem, ale walczy z biskupem.

Przedstawicielem papieża w terenie jest biskup. Dlatego podobnie jak w wydaniu św. Franciszka lepsze jest posłuszeństwo niż nabożeństwo.

Słuchając stanowiska księdza, faktyczna sytuacja jest niezmienna, choć moim zdaniem pogarszająca się z dnia na dzień. Obraz archidiecezji na tym traci, a mnie osobiście jako katolika, ta sprawa bardzo boli.

- Mnie też to boli.

Ale czy kuria nie popełniła tutaj jakiś błędów? Wygląda na to, że samymi dekretami nie udało się sprawy załagodzić. Czy któryś z krakowskich biskupów nie powinien wybrać się do Grzechyni i porozmawiać szczerze, po ojcowsku z ks. Natankiem?

- Według mojej wiedzy były dyskusje. Na ich bazie i opinii profesorów Uniwersytetu Papieskiego, powstał pierwszy komunikat kurii. Komisja wykazała błędy teologiczne w działalności ks. Natanka.

Czyli kuria nie podejmie teraz żadnych kroków, tylko będzie czekała na pokorę ks. Natanka wobec biskupa?

- Tak. Na chwilę obecną tak.

Rozmawiał Jarosław Wróblewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

Chesterton i ks. Natanek


"Każda wielka herezja nieodmiennie łączyła trzy cechy. Heretyk zaczynał od tego, że wybierał sobie jedną mistyczną ideę spośród pozostających w równowadze mistycznych idei Kościoła. Następnie wykorzystywał tę ideę jako broń do walki przeciw wszystkim innym ideom. Najbardziej osobliwa jest jednak trzecia cecha: otóż heretyk najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, że jego ulubiona mistyczna idea jest właśnie ideą mistyczną, to znaczy, że jest zagadkowa, aprioryczna i że można ją podać w wątpliwość..."

Gilbert Keith Chesterton

środa, 24 sierpnia 2011

Prywatni rycerze ks. Natanka


Noszą czerwone płaszcze z wizerunkiem Chrystusa Króla, krzyżem i białym orłem. Choć mają bronić wiary katolickiej i szerzyć Intronizację Jezusa Chrystusa Króla Polski i Wszechświata, działają bez oficjalnej zgody Archidiecezji Krakowskiej.

Są posłuszni swojemu twórcy, ks. Piotrowi Natankowi. On im wydaje rozkazy. Można odnieść wrażenie, że są przygotowywani w posłuszeństwie do przyszłych zadań. Jakie one będą? Na jaki bój poprowadzi szeregi w czerwonych płaszczach? Pasterz z Grzechyni, po głośnej suspensie, nie idzie już za swoim rzymskokatolickim pasterzem. I niestety wiele wskazuje na to, że podobnie może być z jego rycerzami, którzy - choć pobożni - wymaszerowują powoli z przestrzeni Kościoła.

Na internetowej stronie Rycerstwa Jezusa Chrystusa Króla możemy przeczytać, że jest ich prawie 3,5 tys. z Polski i z zagranicy. Celem rycerstwa jest „ofiarowanie wszystkich zawartych tu modlitw i aktów pobożnych w intencji budowania Królestwa Bożego oraz spełnienia misji przekazanej przez Służebnicę Bożą Rozalię Celakównę - Jezusa Chrystusa Króla na całym świecie i w duszach wszystkich ludzi”. Zalecana jest do codziennego odmawiania modlitwa do Trójcy Świętej, a także różaniec, Droga Krzyżowa, nowenna ku czci Jezusa Chrystusa Króla czy noszenie medalika z Jego wizerunkiem.

W Modlitwie Rycerza Jezusa Chrystusa Króla czytamy m.in.: „Daj mi siłę i odwagę, abym mężnie stawał przeciwko niewidomym i widomym przeciwnikom dla obrony pokoju i sprawiedliwości. Udziel mi wzrostu w wierze, nadziei, miłości, daj bojaźń Twoją i miłość jednocześnie, a także pokorę, wytrwałość, posłuszeństwo oraz stosowną cierpliwość.(…) Przyjmij mnie, Panie mój i Królu, jako nowego człowieka i zlej łaskę Twojego błogosławieństwa na mnie oraz spraw, abym ufając w mocy Twojej prawicy był zbrojony przez niebieskie zastępy przeciw wszystkim przeciwnościom. Amen.”

Ks. Robert Nęcek, rzecznik Archidiecezji Krakowskiej, na której terenie mieszka ks. Natanek, mówi, że nic mu nie wiadomo, aby Rycerstwo Jezusa Chrystusa Króla zwracało się o zgodę do biskupa na swoją działalność. Z tego wynika, że rycerstwo, choć Jezusowe, rozmodlone z medalikiem na szyi i krzyżem na płaszczu, działa od samego początku poza oficjalnymi strukturami Kościoła rzymskokatolickiego. Dziś nawet wbrew Kościołowi, a często przeciw niemu, a dokładniej jego hierarchii.

Rycerze z Grzechyni nie są jednym z wielu bractw rycerskich czy zakonem rycerskim wywodzącym się jeszcze ze średniowiecza. Są prywatnym wojskiem jednej osoby, ks. Piotra Natanka. Oddani, wierni, i pobożni, ale posłuszni swojemu założycielowi, a nie Kościołowi. Na internetowych filmach widać, że w rycerskich płaszczach służą ministranci do Mszy Świętej. W płaszczach też jeżdżą z księdzem na pielgrzymki do Częstochowy czy Rzymu. Ten płaszcz, założony na cywilny ubiór, to znak rozpoznawczy.

Zastanawiające, że choć z zasady rycerzem zawsze był mężczyzna, u ks. Natanka są nimi również kobiety czy nastoletnie dziewczynki. Ksiądz sam, bądź z innymi kapłanami, pasuje ich mieczem bądź karabelą na rycerzy. Ks. Natanek lubi pokazać się z rycerzami publicznie. Prowadzi ich, charyzmatycznie idąc na czele z ryngrafem na piersi, pasterską laską czy dużym krucyfiksem, jak miało to miejsce w Rzymie, przypominając co jakiś czas o szatanie, zagrożeniach i dyscyplinie. Potrafi też zaprosić po marszu na lody.

Pasowanie na rycerza jest uroczyste. Miało miejsce przy okazji 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Nastąpiła wtedy duża mobilizacja. Ksiądz specjalnie wynajął teren. Wystosował również list pt. Narodowa Intronizacja Owiec Jezusa Chrystusa na Króla Polski pod Grunwaldem.

Czytamy w nim: „Zbliżające się w lipcu 2010 roku jubileuszowe uroczystości: 600-lecie bitwy pod Grunwaldem (15 lipca 1410); 400-lecie bitwy pod Kłuszynem (4 lipca 1610) i 100-lecie prapremiery pieśni Marii Konopnickiej Nie rzucim ziemi przy pomniku grunwaldzkim w Krakowie 15 lipca 1910 roku, napawają nas radością, poczuciem dumy narodowej, siłą wiary Polaka katolika, mimo nienajlepszej kondycji stanu państwa i Kościoła polskiego. Pomni na słowa nadziei papieża Leona XIII z encykliki Annum Sacrum pragniemy zwrócić się nade wszystko o pomoc do Nieba i wezwać tych wszystkich, którym leży na sercu dobro Polski i Kościoła, do udziału w Narodowej Intronizacji Owiec na polach grunwaldzkich.(…) Możni tego świata w zakłamaniu dalej dwóm panom służą. Dlatego też wzywam Polaków do udziału w Narodowej Intronizacji Owiec 15 lipca 2010 roku na polach Grunwaldu. Owce mają również prawo stanowić o swojej przyszłości. (…) Intronizacja to rewolucja polityczna, społeczna i gospodarcza o wymiarze globalnym. To rewolucja odnowienia wszystkiego w Jezusie Chrystusie i podporządkowania się Jemu, jako Królowi i Jego prawu wedle zamysłów Boga. W tym wydarzeniu naszej wiary, pobożności i patriotyzmu prostego ludu polskiego nie zamierzamy ani na krok wyprzedzać Boga, ustalać kolejności i porządku wydarzeń, czy też określać ich czasu. Bóg jest Panem czasu i przestrzeni. To On kieruje losami świata. Intronizacja ma się rozpocząć od Polski i ogarnąć pozostałe narody świata, bo Jezus Chrystus jest Królem Wszystkich Narodów. O tę pomoc dla świata błagał Polaków na Błoniach krakowskich papież Benedykt XVI w dniu 28 maja 2006 roku: Polsko, Europa potrzebuje twojej wiary.”

List napisany w Grzechyni 4 lipca 2010 r. kończy się słowami: „Do udziału w tej intronizacji zapraszam nie tylko wszystkie chętne owce, ale i możnych tego świata. Proszę samo Niebo, by przybyło nam z pomocą pod wodzą św. Michała Archanioła.”

W przypisie do tych słów można przeczytać dosyć zaskakujący dialog księdza ze św. Andrzejem Bobolą:

„Ksiądz, który Cię (rozmowa ze św. Andrzejem Bobolą 16 V 2010) bardzo kocha, prosi, czy mógłbyś zorganizować armię świętych polskich w Niebie, jako wspomożenie dla nas pod Grunwaldem i w ogóle w dziele Intronizacji i walki o naszą Ojczyznę i Kościół?

- Dziecko, powiedz mu, że ta armia jest zorganizowana pod wodzą św. Michała Archanioła i jest do dyspozycji każdego narodu, który chce dokonać Intronizacji Pana Jezusa.

Ale on myślał o polskiej armii, bo wiemy, że polscy święci bardzo za nami orędują u Pana.

- Oczywiście, że orędujemy za wami nieustannie, ale dlaczego mamy iść sami, skoro tłumaczę ci, że możemy iść z zastępami wszystkich świętych i aniołów pańskich?

To wspaniale. Nie zrozumiałam wcześniej. Dziękuję ci. Jak więc mamy się modlić, aby ta armia niebieska była z nami pod Grunwaldem?

- Proście św. Michała Archanioła, aby tam ze swoją armią przybył. My się tam wszyscy wybieramy, teraz mówię o polskich świętych, polskich patronach, męczennikach i błogosławionych. Nie podam mu listy, bo nie starczyłoby ci życia, żeby ich wszystkich wypisać. Idziemy wszyscy. Nie ma w Niebie jednego Polaka, który nie pragnąłby całym sercem ocalenia dla Polski i Polaków.

Oczywiście. Dziękuję w imieniu całej Polski. Zwyciężymy. Mamy już dwie armie.

- Posłuchaj, możecie oczywiście odmawiać litanię do polskich świętych, bo wtedy dużo więcej możemy wam pomagać. Módlcie się do nas dużo, bo my wiele dla Polski cierpieliśmy i wiele jeszcze dla Polski możemy wyprosić przez nasze zasługi, ale przede wszystkim przez zasługi niewinnego Baranka Bożego.”

Są więc dwie armie. Niebieska i ta z Grzechyni. Ale trzeba pamiętać o tym, że tak naprawdę jest jedna armia, czyli Kościół walczący tu na ziemi. I właśnie jemu rycerstwo ks. Natanka wypowiedziało posłuszeństwo i mocno go - w osobie kardynała Stanisława Dziwisza - atakuje. Jeśli rycerze nie zmienią swojego zachowania, jeśli - wraz ze swoim założycielem nie podporządkują sie decyzjom biskupa, i nie zaczną cierpliwie czekać na zgodne z prawem kanonicznym załatwienie sprawy, to nie będą służyć Chrystusowi i Kościołowi, i nie będzie ich można określić armią Pana.

Jarosław Wróblewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

wtorek, 23 sierpnia 2011

Dziś to mnie nic nie zatrzyma!


Ks. Natanek: – Prezydent Lech Kaczyński zginął, bo nie posłuchał naszych orędzi. Staruszek koszący trawę w Grzechyni: – Natanek? Oczytany człowiek, gdyby tak nie wojował, pewnie i biskupem by został.

Ks. Natanek ucieka się do apokaliptycznych wizji i niepotwierdzonych prywatnych objawień – orzekła kuria. Którędy do księdza Natanka? – pytam pracujących przy drodze w Grzechyni robotników. – Do księdza? To już nie żaden ksiądz. To zwykły chłop w portkach jak my.

Gdzie znajduje się źródło pęknięcia, które zaowocowało suspendowaniem kontrowersyjnego kapłana?

„Ja tylko wykonywałem rozkazy”

Księdza Natanka znam z trzech kazań i mnóstwa tekstów-opinii o nim. Z tej pobieżnej znajomości wyłania się arcyciekawy obraz polskiego kleru. I owieczek, które tenże kler miałby prowadzić ku zbawieniu.

Z pierwszym z kazań, o których wspomniałem, miałem do czynienia kilka lat temu. Delikatnie mówiąc, nie wzbudziło mojego entuzjazmu. Wzbudzało natomiast entuzjazm wielu innych osób. Zastanawiałem się wtedy, co sprawia, że to pomieszanie z poplątaniem – idee często słuszne a zapomniane (choć w nierzadko karykaturalnej formie) z dziwnymi pomysłami, nadinterpretacjami, przeinaczeniami... mają takie wzięcie.

Ta refleksja wróciła niedawno, gdy znów natknąłem się na kazanie duchownego z Grzechyni. Nie tylko charyzma i radykalizm przyciągają do niego licznych zwolenników. Jego przemówienia mają w sobie coś bardzo istotnego, coś czego brakuje homiliom zdecydowanej większości kaznodziejów, których miałem okazję słuchać: konkret.

Kazania księdza Natka są o czymś. Da się w nich uchwycić główne wątki wypowiedzi, a te są wyjątkowo „namacalne”. Zamiast miałkiego powtarzania banałów o ubogacaniu się duchową głębią, głębszym pochyleniu się nad duchowym zagadnieniem i poszukiwaniu ukrytego głęboko duchowego sensu – jasno sformułowane polecenia, prosto (choć niekoniecznie poprawnie) wyłożone myśli. I w tym wszystkim odwoływanie się do codziennych sytuacji, zamiast krążenia po niebycie duchowych głębi, które głębokie i duchowe są tylko w zamierzeniach.

Niektórzy mówią „on nazywa rzeczy po imieniu”. Czy rzeczywiście dobrze rozpoznaje naturę poruszanych kwestii? Z pewnością nie zawsze. Nie można mu jednak odmówić bezpośredniości – nie ukrywa tego, co chce przekazać za warstwą nieznośnych homiletycznych frazesów, ale krytykuje otwarcie, jeśli coś mu się nie podoba. I jednocześnie wskazuje pozytywny program. Nie można mu odmówić również umiejętności argumentacyjnych.

I nie odmawiali mu tego kolejni księża. Nie odmawiali mu też miejsca przy ambonie, gdy prowadził kaznodziejskie tournée. Co więcej sami chętnie zapraszali go do prowadzenia rekolekcji. Znali poglądy i zapraszali. A dziś, gdy poglądów nie zmienił – mają za wyklętego.

Rodzi się więc we mnie pytanie. Jak mają sprawować duszpasterską opiekę nad wiernymi ludzie, którzy nie rozpoznali rzucających się w uszy herezji?

Najbardziej tragiczne w całej sprawie księdza Natanka wydaje mi się nie to, co on sam głosi, nie postawa jego... fanów(?) fanatyków(?), ale próby opisania całej sytuacji przez księży i media (często na jedno wychodzi). Myślę o „mediach katolickich”, bo nie dziwi mnie jakoś szczególnie, że media świeckie mają tu twardy orzech do zgryzienia. Mnóstwo słyszę ostrzeżeń przed kapłanem, który jeszcze niedawno gościł w podkrakowskich kościołach jako wybitny autorytet. Ale obracają się one wokół jednego zaledwie słowa: posłuszeństwo.

Naczytałem się i nasłuchałem jakim to złem są osoba i mowy księdza Piotra Natanka. Padają najcięższe, zarzuty, wyciągane są słowa dotąd zabronione, nie będące od lat w użyciu pielgrzymującego Kościoła, który kocha wszystkich i swymi coraz to szerszymi kręgami ogarnia nawet tych, którzy sobie tego nie życzą. Pada zardzewiały już, „brzmiący chyba z łacińska” (czyli języka, którego nikt nie rozumiał) termin: schizma.

Dlaczego akurat taki termin? Poręczny, ciężki, łatwo nim przywalić? Bo nie chodzi chyba o techniczne znaczenie tego wyrazu – w takim znaczeniu (jeszcze) nie da się nim operować wobec zjawiska, jakie ma miejsce w Grzechyni. Nie przeszkadza to jednak księżom, których słyszałem, szermować tym zapomnianym, średniowiecznym słowem.

Podobnie nie potrafią określić, co wiąże się z imienną suspensą, która okazuje się być głównym argumentem przeciw ks. Natankowi (może dlatego, że zbyt rzadko jest stosowana i zaczyna być abstrakcją?). Wydaje się czasem jakby kara nie była skutkiem głoszonych przez ukaranego poglądów, ale jakby dopiero ona była sednem problemu.

Choćby komentarz, który czytałem dziś rano – autor jedyne co miał do powiedzenia to to, że brzydki Natanek ma w nosie swego przełożonego, ale przynajmniej ostrzegł „parafian”, że msze przez niego sprawowane są niegodne, ale niegodne są też u wielu, wielu innych szafarzy Eucharystii. I nie zauważa autor, że ksiądz Natanek mylił (a może świadomie mieszał – w końcu mamy do czynienia z doktorem habilitowanym i ktoś mu te tytuły naukowe dał) prawnokanoniczne znaczenie niegodności z obiegowym. Innymi słowy ostrzeżenie nic nie było warte, bo nieprawdą utwierdzało słuchających, że nie jest tak źle.

Przy innej okazji dostało się nawet idei ziemskiego królowania Chrystusa jako takiej. Ciekawe co też wielebny kapłan-krytykant czyni, gdy przychodzi mu odprawiać mszę w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata... Pewnie jakoś rozwiązuje sobie ten teologiczny węzeł. Może w podobny sposób, jak rozwiązuje kwestię konieczności chrztu do zbawienia – owszem, jest konieczny, ale bez niego też się idzie do nieba bez żadnych warunków, bo przecież jest Miłosierdzie Boże...

Skoro zatem nie spotkałem się z krytyką czegoś tak jawnie niekatolickiego jak symulowanie sakramentu chrztu, co zdarzało się księdzu Natankowi, to dlaczego dziwię się, że zatroskani duszpasterze gubią się w mniej oczywistych kwestiach i zostaje im tylko grzmienie o nieposłuszeństwie. Cóż – nie będę się też dziwił, że przesuwają tym samym cnotę posłuszeństwa do rzędu cnót boskich – tych, w których nigdy nie ma w nadmiarze, a zawsze trzeba coraz mocniej i więcej je praktykować. Zupełnie inaczej brzmią w takim kontekście tłumaczenia Niemców, którzy posłusznie zabijali żydów.

Źródło informacji: http://www.liturgia.pl/blogi/Michal-Buczkowski

środa, 17 sierpnia 2011

Czy Franciszek Kucharczak to dzielny gość ?

„Gość Niedzielny” to ciekawy tytuł na polskim rynku czasopism. Ma za sobą osiemdziesiąt lat ciekawej historii, w której wątki niezbyt chwalebne (np. osoba założyciela - przyszłego biskupa Teodora Kubiny) przeplatają się z osobami i zdarzeniami godnymi najwyższego szacunku (kolejnym red. naczelnym był przyszły biskup Józef Gawlina). Obecnie „Gość Niedzielny” jest jednym z najpoczytniejszych polskich tygodników, rywalizującym ze wspominanym w poprzedniej notce „Uważam Rze” oraz „Polityką” o miano najpopularniejszego lubczasopisma. Chyba wszyscy katolicy kibicowali „Gościowi” parę lat temu, gdy tygodnik został oskarżony przez niejaką Alicję Tysiąc, której państwo polskie nie dało zabić dziecka i jeszcze musiało za to zapłacić odszkodowanie. Osobiście z niesmakiem przyjąłem ugodę pisma z wyżej wymienioną, w wyniku której cofnięto skargę kasacyjną od wyroku nakazującego wypłatę 30 000 zł, uzyskując jedynie odstąpienie od konieczności przeproszenia feministki za tych kilka słów prawdy pod jej adresem.

Jednym z najdobitniejszych głosów „GN” w sprawie Tysiąc był red. Franciszek Kucharczak. Jest on zapewne dla wielu czytelników tego tygodnika wabikiem i wykładnikiem jego linji – tak jak Rafał Ziemkiewicz w „Rzepie” czy Janusz Korwin Mikke w „Najwyższym Czasie!”. Niestety p. Kucharczak jest uprzejmy systematycznie pisać nieprawdę na temat tradycjonalizmu katolickiego. W najświeższym swoim felietonie poświęconym osobie ks. Piotra Natanka był (nie)uprzejmy porównywać go do Arcybiskupa Marcelego Lefebvre’a.
Musimy trzymać się skały Piotra i złączonych z nim biskupów, a nie choćby najładniejszych oderwanych kamieni. Takim luźnym kamieniem był abp Lefèbvre, który przed laty zerwał jedność z Kościołem i założył schizmatycką wspólnotę. I oto ks. Natanek idzie jego drogą, sądząc zapewne, że tak przysłuży się Kościołowi. Ale tak się Kościół kaleczy. Nie scala się rozbiciem, nie łączy rozdarciem.

Gdyby abp Lefèbvre swoją gorliwość połączył z posłuszeństwem, Bóg wyprowadziłby z tego dobro. A tak zbuntowany duchowny stworzył koczującą na obrzeżach Kościoła grupę rozdrażnionych ludzi, upatrujących istotę wiary w utrwalonej na wieki formie.
Tekst ten brzmi, jakby powstał w najciemniejszych czasach posoborowej dominacji. Kucharczak nie zauważa, że czasy się zmieniają. Nie dość, że Kościół Jana Pawła II nigdy nie ogłosił, iż wierni i kapłani związani z Arcybiskupem tworzą „schizmatycką wspólnotę”, to przecież całkiem niedawno Ojciec Święty Benedykt XVI stwierdził uchylenie ekskomunik ciążących na biskupach Bractwa Św. Piusa X. Hierarchom tym nie przyznano żadnych oficjalnych funkcyj i tytułów, ale w mocy pozostaje dawna decyzja papieskiej komisji Ecclesia Dei pozwalającą katolikom korzystać z posługi sakramentalnej członków FSSPX.

Franciszek Kucharczak może być zdziwiony, jeśli zapozna się z faktami świadczącymi, iż cały katolicki ruch związany z Nadzwyczajną Formą Rytu Rzymskiego mniej lub bardziej utożsamia się z walką Arcybiskupa Marcelego Lefebvre’a i uważa za jego duchowe dzieci. Postępują tak nie tylko osoby związane z Bractwem Św. Piusa X, ale także Instytut Dobrego Pasterza, znaczna część Bractwa Św. Piotra oraz rzesze zwykłych kapłanów diecezjalnych i wiernych, którzy nie poznaliby nigdy Tradycji katolickiej bez osoby Arcybiskupa i jego apostolatu. Ponieważ jedno zdjęcie znaczy więcej niż tysiąc (nomen omen) słów, zamieszczę tu linka do obrazka ze święceń w IBP.

Oto zakrystia w kościele pw. św. Eligiusza w Bordeaux, a purpuratami przymierzającymi się do popularnego „niedźwiadka” są miejscowy ordynariusz, Jan Piotr kard. Ricard i emerytowany kurialista Dariusz kard. Castrillon Hoyos. Jak widać nie przeszkadza im zupełnie portret Arcybiskupa Lefebvre’a, który znajdziemy po lewej stronie zdjęcia. Kardynałowie nie wyglądają na "koczujących na obrzeżach Kościoła"!


Antylefebrystowskie zaślepienie p. Kucharczaka odbiera mu znaczną część wiarygodności. Bowiem w sprawie tej to on stał się „Alicjem Tysiącem”, sługą fałszu, bo nawet nie półprawdy. Mam nadzieję, że to tylko tymczasowe i redaktor okaże się być dzielnym człowiekiem; gościem, który w świetle faktów zmienia zdanie i odtąd konsekwentnie nie powtarza kłamstw. Bo przecież nikt z nas tradycjonalistów nie wymaga, by pokochał Arcybiskupa Lefebvre’a i jego dzieło. Niech po prostu przestanie mijać się z prawdą na ten temat!

Źródło informacji: http://przedsoborowy.blogspot.com

Wieś, gdzie coś się dzieje

fot. Tomasz Borejza / Onet.pl
2,5 tys. mieszkańców, kilka sklepów, piękne widoki i dwa kościoły. Grzechynia. Wieś, na obrzeżach której zdecydowanie coś się dzieje. Ks. Piotr Natanek, który dzięki transmitowanym w sieci kazaniom stał się gwiazdą internetu na miarę Krzysztofa Kononowicza, w "Pustelni Niepokalanów" buduje swój ruch odnowy Kościoła.

Do Grzechyni wjeżdżam od strony Suchej Beskidzkiej. Zaraz za granicą wsi widać niewielki, zadbany kościół parafialny. Jednak nigdzie ani śladu pustelni ks. Natanka. – To prosto Pan pojedzie. Ze trzy kilometry będzie. Pozna pan po figurach – mówi zapytany o drogę człowiek. I rzeczywiście. Figury to doskonały znak drogowy. Figury i sznur samochodów z rejestracjami innymi niż lokalne, którymi podróżują pielgrzymi na zjazd Rycerzy Chrystusa Króla.

Ks. Natanek: między Lutrem a ojcem Pio


Duchowny z Grzechyni wchodzi na drogę wielu schizmatyków i heretyków, których sam mocno krytykuje. A ruch jego sympatyków łatwo może zejść na pozycje sekty – ostrzega Tomasz Terlikowski w Rzeczpospolitej

niedziela, 14 sierpnia 2011

Jeżeli ksiądz nie słucha swojego biskupa,,,



wtorek, 9 sierpnia 2011

Ksiądz Natanek i ojciec Rydzyk jako mistrzowie patriotycznej rewolucji?

Andrzej Sobkowiak pisze: "W dobie, gdy panuje otwarta wojna sil ateistycznych i demoliberalnych przeciw KK, (...) tacy bojownicy jak Rydzyk, Natanek czy Małkowski mogą zmobilizować do obrony kościoła, wiary i tożsamości."

W naszym konserwatywnym środowisku, krytycznym wobec PiS, co jakiś czas ujawnia się dyskusja czy partia ta jest bardziej niebezpieczna dla polskiej prawicy czy dla polskiego katolicyzmu.

Nie mam wątpliwości, że PiS i cały ruch smoleński opiera się wyłącznie na demagogicznej charyzmie jednego człowieka: Jarosława Kaczyńskiego. Po jego odejściu z polityki lub śmierci Sekta Smoleńska [SS] rozpadnie się, a pojęcia „prawicy” i „katolicyzmu” będą ośmieszone na dziesięciolecia. Nikt bowiem lepiej nie przyczynia się dziś do przyszłej laicyzacji Polski jak właśnie Jarosław Kaczyński, przekształcając polski katolicyzm w rodzaj „lotniczej” sekty. W tekstach zwolenników SS raz po raz czytamy, że 10 kwietnia w samolocie prezydenckim leciał Jezus Chrystus, a medialna nagonka na Lecha Kaczyńskiego jest już porównywana z procesem Jezusa.

Miarą religijnego szaleństwa SS jest przerażający komentarz Pana Andrzeja Sobkowiaka pod jednym z moich tekstów na facebooku:

„W dobie, gdy panuje otwarta wojna sil ateistycznych i demoliberalnych przeciw KK, włącznie z dywersją ideologiczną w łonie samego kościoła, tacy bojownicy jak Rydzyk, Natanek czy Małkowski mogą zmobilizować do obrony kościoła, wiary i tożsamości. Ich przesłanie musi być siła rzeczy uproszczone. Gdy się przystępuje do boju, nie czas jest na dyskurs teologiczny. Dlatego haniebne jest, ze podkopuje pan ich pozycje albo to posługując sie argumentami wroga, albo wrogowi tych argumentów dostarczając”.

To bardzo charakterystyczne słowa dla przedstawicieli SS: guzik mnie obchodzą dogmaty, nie interesują nas prawdy wiary, mamy w nosie czy poglądy religijne popierających nas duchownych są prawowierne, czy też jest to – używając określenia Piusa X – „skrzyżowanie wszelkich herezji”. Ważne jest aby duchowni wzięli udział w naszej patriotycznej rewolucji, która wyniesie do władzy PiS, a Jarosława Kaczyńskiego uczyni Premierem lub Prezydentem IV RP.

Podczas gdy Jarosław Kaczyńscy, jego pomagierzy i nadworni „teologowie polityczni” zaczadzeni wizją „męczeństwa” Lecha Kaczyńskiego starają się jeszcze zachować jakieś pozory w akcji upartyjnienia polskiego katolicyzmu i przekształcenia go w religię posmoleńską, szeregowi zwolennicy tej rewolucji politycznej – jak właśnie Andrzej Sobkowiak – piszą do nas otwartym tekstem: Kościół nas nie interesuje, prawda katolicka nas nie interesuje, to tylko instrumenty w walce o władzę i naszą „patriotyczną” rewolucję. Kościół może się zapaść, rozpaść, spłonąć – byle Jarosław Kaczyński doszedł do władzy.

Adam Wielomski

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Czy rodzi się nowa sekta



Co ma wspólnego ks. Natanek z byłym jezuitą Tadeuszem Kiersztynem? Kim jest 33-letnia wizjonerka Agnieszka? W jakim celu manipuluje się słowami objawień Sługi Bożej Rozalii Celakówny?

Zwolennicy ks. Natanka często podnoszą argument, jakoby z nie wiadomych powodów zakazywane mu było nauczanie. Tymczasem „Komunikat Arcybiskupa Metropolity Krakowskiego w sprawie sankcji kanonicznych podjętych wobec ks. Piotra Natanka” z dnia 20 lipca 2011 r. ściśle powiadamia, że „Podstawą niniejszej decyzji jest ostentacyjnie okazywane przez ks. Piotra Natanka nieposłuszeństwo, polegające na uporczywym głoszeniu przezeń niezgodnych z nauką Kościoła poglądów (…) opartych na prywatnych objawieniach”, także we wcześniejszym oświadczeniu z dnia 23 maja 2011 r. jest skonkretyzowano, że Ks. Natanek „ucieka się do apokaliptycznych wizji, niepotwierdzonych prywatnych objawień.”

Co to za objawienia w Grzechyni? Niby jest to tajemnica tego miejsca, ale użytkownicy Forum Frondy zostali szerzej poinformowani o sprawie przez osobę, która podpisała się nickiem "Sagitarius", informuje ona, że ks. Natanek doświadczany trudnościami z przełożonymi „Przeżył okres załamania, chciał nawet rzucić kapłaństwo, bardzo kochał to co robił. I w tym ciężkim okresie pojawia się na jego drodze Agnieszka rodem z Ostrołęki która od jakiegoś czasu ma tzw. prywatne objawienia, słyszy głos Pana, NMP i świętych. Przez nią ksiądz dostaje orędzie, że ma być Jego głosem, długo się przed tym broni lecz w końcu kapituluje gdy Pan mówi mu o rzeczach znanych tylko jemu i Bogu. Tak się zaczyna ich duchowa współpraca. Pan nakazuje im aby porzucili swoje dotychczasowe życie i zamieszkali na pustelni u rodziców księdza gdzie zawsze latem prowadził rekolekcje dla dzieci. Z czasem rodzi się z niczego TV Internet. Agnieszka cały czas otrzymuje orędzia które na bieżąco ksiądz głosi na kazaniach. Temat posłuszeństwa też jest precyzyjnie wyjaśniony przez samego Pana Jezusa w którymś z kazań. Msze św. w tygodniu rzadko są krótsze niż dwie godziny, ileż pięknego wielbienia Boga , jaki żar serca nigdzie wcześniej przeze mnie niewidzianego. Co się tyczy samej Agnieszki to zapewniam, że to wiarygodna, skromna i pełna pokory 33-letnia panna”. Mniej więcej takie same wiadomości o Agnieszce publikowane są razem z niektórymi umieszczanymi w internecie kazaniami na You Tube, w których Ks. Natanek cytuje „Orędzia”, z których dowiadujemy się szczegółów: „Agnieszka urodziła się około 33 lat temu a zażyłość z Panem Jezusem rozpoczęła sie w 2000 roku. Pierwsza rozmowę miała z Janem Ewangelistą 26 lutego 2009 roku a następne 27 listopada 2009 roku z Panem Jezusem i od tego czasu Jezus przekazuje orędzia aż do dziś.” Istnienie owej Agnieszki potwierdzają wypowiedzi Ks. Małkowskiego, umieszczone na stronie internetowej Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy w nagraniu „Kontrowersje wokół ks. Natanka”, gdzie ponadto dokonuje wstępnej analizy teologicznej wskazując na konkretne nieprawidłowości w przekazie objawień: „(…) prędkie powoływania się na objawienia, które otrzymują osoby z jego kręgu między innymi Agnieszka, Małgorzata, ale szereg też innych osób, osoby zaprzyjaźnione z nim, które wciąż rozmawiają z Matką Bożą, z Panem Jezusem. Te przesłania notują, ks. Natanek je publikuje, powołuje się w kazaniach, choćby w kazaniu niedzielnym z 17 lipca , powołuje się na niedawne przesłanie, które otrzymała jego znajoma od Matki Najświętszej. Treść tych przesłań jest najczęściej słuszna, natomiast taka pewna skwapliwość i łatwowierność, gdy chodzi o przejmowanie tych przesłań w całości, a są tam pewne elementy dziwne, dziwaczne, zwłaszcza personalne”.

W jaki sposób orędzia te są głoszone widać na licznych nagraniach umieszczonych w internecie. Podczas Mszy Świętej, po Ewangelii następuje krótka homilia dotycząca czytań, a następnie ks. Natanek bierze do ręki wydruki i wyraźnie oświadcza, że to co teraz będzie cytował to treści jakie bezpośrednio pochodzą z „orędzia”. Zatem nie są to, jak twierdzą ci, którzy pragną załagodzić sprawę, jakieś poetyckie porównania, jest to wprost odwoływanie się do konkretnych orędzi. Odczytywanie objawień przeplatane jest z interpretacją Ewangelii, a także ostrymi osądami i groźbami, za jakie chyba można uznać sugestię, że prezydent Polski Lech Kaczyński zginął, ponieważ nie posłuchał orędzi. Taka postawa grożenia śmiercią wydaje się mało chrystusowa.

Aby zilustrować problem i dać próbkę charakterystycznych klimatów, posłużę się cytatami z cyklu kazań, które widać są czymś szczególnym, ponieważ prowadzi do nich kolorowy banner ze strony internetowej www.christusvincit-tv.pl. Nagranie z 12 czerwca o tytule „Kazanie wg Orędzi Pana Jezusa - cz. 1”. Poniżej cytuję fragmenty z nagrania ( www.youtube.com/watch?v=HKIviwAUnwM ): „Zatytułowane kazanie „Nieposłuszny?” Jest to streszczenie tego co się ukaże w broszurze: „Ks. Piotr Natanek nieposłuszny?”

Pierwszym moim listem otwartym to był list do naszych ukochanych biskupów prezydenta RP i premiera rządu Rzeczpospolitej 13 grudnia 2010 tam umieściłem jedno zdanie gdzie do tego listu te słowa moi drodzy podyktował Pan Jezus, oto Jego słowa, takie same jakie dziś mówił św. Piotr. Zapamiętajcie: „Honor zachowany na tym świecie jest nic nie wart, pamiętajcie o błędzie Piłata, bał się tylko utraty swojej pozycji, a utracił wszystko. kto nie opowie się za Jezusem Chrystusem i Jego królowaniem, ten utraci to wszystko jak tamten, który był ostrzegany” Czy głoszę Wam coś innego? Z tego teamu ostrzegany był nasz prezydent, już go niema, ostrzegany był Abp Józef, już go niema. Jawnie blokowali królowanie Pana. (…)

(...) a że później przyszła pomoc z Nieba, że mi Pan Jezus mi dał telefon do nieba, przecież za tym nie goniłem, był tylko problem jaki, żeby uwierzyć w ten telefon, ze to on do mnie mówi. Nie mówię Wam, że to przyjąłem „pyk, weźmijcie teraz tom VII, to zobaczycie jaka tam była wojna ducha. Dlaczego tylko wytrwałem? Dziś? Ha, dziś to jestem rozpalony, dziś to nie nic nie zatrzyma. (…) Dla tego w lutym ubiegłego roku przyszedł mi Pan Jezus z pomocą. Uwierzyłem w Orędzia na czasy Ostateczne. Nie znalazłem nic w nich sprzeczności, ani teologicznej, ani historycznej, a są one dopełnieniem i Panu Bogu dziękuję, w wielu punktach, są potwierdzeniem moich poszukiwań. Dla tego pozwólcie, że w kolejnej części kazania, moi drodzy, posłużę się teraz tymi tekstami. Mam w sumie ich cztery, będę spokojnie czytał, Pierwsze ukazało się w tomie II. Część się oburzyło najbliższych, odeszli, że jestem nieposłuszny, pyszny, dla tego dokonam konkretnej analizy. Najbardziej dla mnie pomocny jest tekst na pięć stron, które Pan Jezus przekazał na moje pytanie 29 maja po tych wszystkich największych już nagonkach i kurialnych i medialnych. Ludzie pytają księdza, dlaczego jest nieposłuszny i proszą o pomoc, dla tego pozwólcie, punkt po punkcie (...) Otrzymałem takie oto wsparcie „Synu mój nie przestawaj w walce, miłe są mi Twoje czyny i gorące serce, ja Bóg podtrzymuję Cię i ochraniam” zasadnicza gwarancją jaką otrzymałem od Pana, kiedy przyszedł czas próby, bo znał moje chłopskie zapatrywanie, bo jestem normalnym chłopem, dwa pytania: Panie co z Grzechynią? I jak to utrzymać. Panie, wierzę w Ciebie, no ale zadaję Ci konkretne pytania, co z pustelnią i co z Grzechynią? I otrzymałem konkretną odpowiedź: Pustelnię Ci obronię, pieniądze dostaniesz, wykonaj wszystko to, coś zamierzał i coś mi obiecał.

Kuria Krakowska wydając oświadczenia mówi nam o objawieniach w liczbie mnogiej, nie o jednym objawieniu. Może być tu wiele czynników, ale ważne jest rozpatrywanie bliskiemu ks. Natankowi środowiska byłego jezuity Ks. Tadeusza Kiersztyna, propagującego „Intronizację Jezusa Króla Polski” (www.intronizacja.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=278:opo&catid=37:aaa ).

Na stronie internetowej ks. Kiersztyn oświadcza, że Ks. Natanek dołączył do niego w 2007 r. a potem się odłączył, niemniej potwierdza, że coś robili razem. Skomplikowanej relacji tych osób poświęca również nieco uwagi w swoich wypowiedziach ks. Małkowski, który usiłuje wprowadzić rozróżnienie pomiędzy teologią i sposobem działania ks. Natanka, zwracając uwagę na „problematyczność” samych widzeń, a teologią i sposobem działania ks. Tadeusza Kiersztyna, które zdaje się zupełnie akceptować i zalecać. Wiadomość z ostatnich dni, że także sam ks. Kiersztyn aktualnie okazuje niechęć do nauczania Ks. Natanka, stając po stronie Kurii, która „kwestionuje także wiarygodność jego (Natanka) nauczania, które przeważnie bazuje na objawieniach różnych nawiedzonych osób, co, niestety, wydaje się być zarzutem słusznym.” Historykowi Kościoła trudno się zgodzić na takie skontrastowanie, ponieważ wizje środowiska ks. Kierszyna, które on osobiście komentował, zostały dziesiątkami opublikowane przez samo „Stowarzyszenie Róża” w wydawanych bez nadzoru i akceptacji jakiejkolwiek władzy kościelnej biuletynach. Idea intronizacji propagowana przez ks. Kiersztyna bez wątpienia oparta jest na wizjach, z wizji pochodzi wygląd figurki, oraz inne symbole, co przemilczano w ostatnim czasie, przez co wielu zaangażowało się w ten kult nieświadomie. Niewątpliwie jest wspólne pasmo doktrynalne tych środowisk i podobna metoda polegająca na głoszeniu wizji.

Biuletyn Stowarzyszenia Róża: „Biuletyn Wprowadzający”: W 2000 roku poszczególne osoby z naszej grupy modlitewnej otrzymały dar wizji. Jest to jeden z darów (charyzmatów) Ducha Świętego, którym Pan Bóg szczególnie lubi się posługiwać. (…) Pan Bóg wprowadzał nas w swoją rzeczywistość bardzo powoli. Pierwsze obrazy były bardzo proste choć już piękne i przejmujące. Dla nas szczególnie cenne stały się obrazy ukazujące Pana Jezusa jako Króla (otoczonego nieziemskim blaskiem, w złocistych szatach, pięknej koronie, zasiadającego na tronie lub działającego) czy całą Trójcę Świętą królującą w niebie. To ,w co dotąd wierzyliśmy całym sercem, Pan Bóg zaczął ukazywać naszym oczom, poprzez osoby obdarzone tym darem. Cały czas staraliśmy się odczytywać Bożą wolę w stosunku do nas, a dotyczącą Intronizacji. W tym czasie otrzymaliśmy od Jezusa Króla (w kilku wizjach) bardzo znamienną zapowiedź: nasze modlitwy są Panu Bogu bardzo miłe i zostały wysłuchane. Otrzymamy trzy środki. które obdarzone szczególną łaską nadprzyrodzoną mają doprowadzić do Intronizacji Jezusa Króla w Polsce. Kolejne obrazy pouczyły nas, że tymi trzema środkami będzie: miecz, pochodnia oraz pieczęć. Jednakie te trzy środki zostały nam dane w formie zadania do którego wykonania Bóg powołał poszczególne osoby z naszej grupy modlitewnej. Pierwsze zadanie otrzymał ks. Tadeusz Kiersztyn. W roku 2000 rozpoczął pisanie książki o walce, jaka toczy się w świecie pomiędzy Królestwem Bożym a królestwem Lucyfera. Zachęcany i wspierany gorącą nieustanną modlitwą całej wspólnoty, doświadczając konkretnej Bożej pomocy przy opisywaniu kolejnych obrazów dotyczących sytuacji człowieka i świata na przestrzeni minionych wieków,. Ojciec

Tadeusz poświęcił na jej napisanie trzy lata. Dał książce znamienny tytuł „Ostatnia walka". W czasie ukazania się książki otrzymaliśmy, m.in. w formie wizji, wiele pouczeń odsłaniających wielką wagę napisanego przez Ojca dzieła. Książka „Ostatnia walka" ma odegrać wielka rolę w czasie ostatecznego zmagania o zakrólowanie Jezusa nad światem. Drugie zadanie otrzymał brat Wojtek, artysta, z zawodu jubiler, obdarzony łaską oglądania chwały Jezusa Króla. Pan Bóg polecił mu uczynić coś niezwykłego - figurkę Jezusa Króla Polski. Zamysł ten, otaczany żarliwą modlitwą wspólnoty, powoli zaczął się realizować i po roku czasu dzieło mu powierzone było gotowe. Wkrótce też otrzymaliśmy szereg pouczeń w formie pięknych obrazów nt. roli tego drugiego środka: figurka będzie dla ludzi światłem, będzie rozświetlać ciemności zalegające na świecie, a w czasie „apokaliptycznego biada" nadchodzącego na ziemię, będzie chronić dzieci Króla zgromadzone wokół tego znaku Jego królewskiej mocy. Po ukazaniu się tych dwóch środków szybko zorientowaliśmy się, że: „mieczem Słowa" jest książka „Ostatnia walka", a „pochodnią" jest figurka Jezusa Króla Polski. Nic wiedzieliśmy natomiast, co oznacza „pieczęć". Zrozumienie przyszło, kiedy jesienią 2003 roku powstało (w dużej mierze dzięki ojcu Tadeuszowi) opracowanie zbiorowe pt. „Nabożeństwo Intronizacyjne". W licznych wizjach zostaliśmy pouczeni, że dokonany Akt Intronizacji Jezusa Króla naznacza ludzi przed żniwem śmierci pieczęcią Króla (zob. Ap 7). Zatem trzecim środkiem - „pieczęcią" - jest „Nabożeństwo Intronizacyjne". Także w formie wizji otrzymaliśmy jeszcze jedno pouczenie nt. dzieła będącego jakby zwieńczeniem danych nam trzech środków. Dziełem tym jest księga „Chwała korony", która dziś majestatycznie spoczywa na ołtarzu w kaplicy Jezusa Króla Polski w Domu Formacyjnym w Szczyglicach (więcej nt. księgi powiemy na końcu biuletynu). Wspomniane trzy środki pojawiły się w stosunkowo krótkim odstępie czasowym (figurka na Uroczystość Chrystusa Króla 2002, „Ostatnia walka" - 15 sierpnia na Uroczystość Wniebowzięcia NMP 2003, a nabożeństwo na Uroczystość Chrystusa Króla 2003).

Relacje teologii Chrystusa Króla i Najświętszego Serca Jezusowego, pojęć „intronizacji” i „poświecenia” to sprawy warte osobnego artykułu. Na zakończenie warto wspomnieć, że zmarła w opinii świętości pielęgniarka Sługa Boża Rozalia Celakówna (zm. 1944), na której wizje powołują się różni zwolennicy Intronizacji Jezusa Króla Polski, w żadnym ze swoich pism nie wspominała ani razu, że Jezus Chrystus ma nosić tytuł „Jezus Król Polski”. Jej wszystkie pisma zostały opublikowane i ten fakt każdy może w bardzo prosty sposób stwierdzić. Pisała natomiast o Intronizacji Najświętszego Serca Jezusowego. Dokładny cytat: Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną. Zapamiętaj to sobie, dziecko moje, zginą i już nigdy nie powstaną! (Zob. http://celakowna.jezuici.pl).

Maria Patynowska

Źródło informacji: FRONDA.pl

niedziela, 7 sierpnia 2011

Ks. Natanek wyrósł na obrońcę osieroconej sprawy

- Gdzie nie ma dogmatu i rozrywa się więzi z Kościołem, pojawia się szatańska pokusa tworzenia swojego własnego. To zawsze tak wygląda. Nawet jeśli w punkcie wyjścia intencje były czyste - mówi portalowi Fronda.pl, Paweł Milcarek "Christianitas".

Podstawowe przesłanie ks. Natanka wiąże się z intronizacją Chrystusa Króla. I szkoda, że wtedy gdy Episkopat odnosił się negatywnie do ruchu intronizacyjnego, nie powiedziano wyraźnie, na czym polega katolickie i poprawne rozumienie intronizacji. Zamiast tego mieliśmy odrzucenie Intronizacji jako takiej - co już podgrzało atmosferę, a przysporzyło popularności np. ks. Natankowi. Gdy zaczęło wyglądać na to, że Hierarchia jest w ogóle przeciwna uznaniu Chrystusa za Króla Polski, powstał jakiś zgrzyt: przecież wielu z nas wyrosło w cieniu Ślubowań Jasnogórskich, gdzie naród pod przewodem Prymasa Wyszyńskiego uznawał to królowanie Maryi i Jej Syna nad Polską. Nie wyjaśniono, jak to się ma do obecnych inicjatyw, które uznano po prostu za sprzeczne z Ewangelią. Tworzy to sytuację, w której niektórzy ludzie przyłączają się do ks. Natanka w przekonaniu, że trzeba poprzeć kogoś kto nawet przeciw biskupom upomina się o najwyższe panowanie Jezusa.

Ks. Natanek wyrósł więc na charyzmatycznego lidera i obrońcę osieroconej sprawy. Jednak to wciąż za mało, by miał prawo zachowywać się tak, jakby nie dotyczyły go, księdza diecezjalnego, reguły życia kościelnego. Obowiązuje go posłuszeństwo - z pamięcią o tym, że dopóki przełożony nie poleca wprost jakiegoś grzechu, trzeba się go słuchać. To nie jest kwestia oceny walorów poszczególnych osób - to kwestia wiary w Kościół. Myślę, że z taką świętą wiarą np. św. o. Pio zrobił ze swym posłuszeństwem więcej niż wszyscy "charyzmatyczni przywódcy" robiący wzór ze swego nieposłuszeństwa.

Jednak w przypadku ks. Natanka problem jest jeszcze głębszy. Nie znam dostatecznie jego wystąpień, podobno mocno egzaltowanych, ale jeśli np. podejmuje on działania tak dziwne jak próba "chrzczenia" dusz zmarłych, to świadczy to o jakiejś prywatnej teologii, obcej nauczaniu katolickiemu. To już nie tylko nieposłuszeństwo, ale własna doktryna i ekscentryczne pojmowanie sakramentów.

Gdzie nie ma dogmatu i rozrywa się więzi z Kościołem, pojawia się szatańska pokusa tworzenia swojego własnego. To zawsze tak wygląda. Nawet jeśli w punkcie wyjścia intencje były czyste. Dlatego boję się, aby ta grupa nie poszła szlakiem, który znamy z dziejów np. mariawitów: od pobożności do aberracji.

Jak pomóc w obecnej sytuacji? Najgorzej można teraz przysłużyć się księdzu Natankowi tworząc wianuszek osób popierających go i jeszcze bardziej popychających do "oporu". My powinniśmy modlić się za niego o stałość w wierze i posłuszeństwo Kościołowi.

Paweł Milcarek

Not. Jarosław Wróblewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

Kto szkodzi Chrystusowi Królowi?

Jeśli ktoś chciał zaszkodzić idei intronizacji, świadomości, że Chrystus jest Królem świata i każdego serca ludzkiego, i beatyfikacji Rozalii Celakówny – to powinien wymyślić bunt księży Tadeusza Kiersztyna i Piotra Natanka. Niestety tego nikt nie wymyślił. To się dzieje naprawdę.

Nie wycofuje się z tego, co napisałem o charyzmie ks. Piotra Natanka, ani z tego, że ludzki podziw dla niego ma swoje głębsze korzenie w życiu Kościoła w Polsce. Nie ulega też dla mnie wątpliwości, że samymi decyzjami administracyjnymi niewiele da się zdziałać, potrzebna jest rozmowa. Ale ta ostatnia jest możliwa tylko wówczas, gdy obie strony mają dobrą wolę, a tej ostatniej już po stronie ks. Piotra Natanka nie ma. Tak jak nie ma – przynajmniej tak wynika z jego ostatnich wypowiedzi – woli podporządkowania się przełożonym, których Bóg ustanowił dla niego swoim głosem.

I jeszcze raz powtórzę nie ma znaczenia, czy w konkretnych sprawach rację ma ks. Piotr Natanek czy jego biskup. Głos przełożonego jest bowiem głosem Boga. Bóg może chcieć sprawdzić pokorę, posłuszeństwo, wierność Kościołowi – i dopuszczać złe decyzje (nie twierdzę, że ta jest taka) przełożonych. A kapłan, zakonnik ma się im podporządkować. I czekać cierpliwie, aż Bóg, który dopuścił poniżenie, zatrzymanie działania – odblokuje pewne możliwości. Jezus wielokrotnie przypominał o tym św. Faustynie Kowalskiej, przypominając, że milsze jest Mu jej posłuszeństwo, niż realizacja zadań, jakie przed nią postawił.

Niestety ks. Natanek, i jego rosnąca armia zwolenników, postanowili inaczej. Wypowiedzenie posłuszeństwa biskupowi, działanie na rzecz podziału Kościoła nigdy nie służy realizacji woli Bożej, nie przyczynia się do budowania Królestwa Bożego czy realizacji nawet najbardziej szczytnych idei. I chodzi nie tylko o kwestie duchowe, ale także jak najbardziej ludzkie. Teraz każdy, kto przypomni o idei intronizacji, zostanie przypisany do grupy buntowników, politycy będą stronić od każdego, kto choćby wspomni o takiej możliwości, a instytucje kościelne będą jeszcze ostrożniej spoglądać na Rozalię Celakównę. I trudno się im dziwić. Ewangelia ujmuje rzecz wprost: „Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców” (Mt 7,18). Nieposłuszeństwo kapłańskie, bunt przeciw biskupowi nie jest zaś rzeczą dobrą.

Tomasz P. Terlikowski

Źródło informacji: FRONDA.pl

Ks. Isakowicz: Kuria krakowska robi błąd nie rozmawiając z ks. Natankiem

- Ta sprawa sama się nie rozwiąże. Na razie są ciosy coraz boleśniejsze z obu stron – mówi portalowi Fronda.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

- Szkoda, że nie dochodzi do próby rozmów między diecezją krakowską, a księdzem Natankiem, który zrobił bardzo wiele dla archidiecezji krakowskiej. Ksiądz jest osobą charyzmatyczną i wiele osób się dziwi, że przez tyle czasu archidiecezja nie potrafi znaleźć drogi do porozumienia. Moim zdaniem, to nie jest sprawa czarno-biała, że jest zły ksiądz i dobra kuria. Po dwóch stronach są błędy. Sprawa przynosi bardzo wiele szkody archidiecezji i wielu ludzi wątpi w działania kurii. Moim zdaniem – dla dobra sprawy - kuria krakowska powinna wyjść z propozycją dogadania się z księdzem. To nie jest człowiek głupi. Obronił niedawno habilitację. Działania poprzez dekrety do niczego nie doprowadzą. Nie można za pomocą sankcji tego problemu rozwiązać.

Wielokrotnie mówiłem, że nie popieram poglądów ks. Natanka. Nie identyfikuję się z nimi, ale też z metodami kurii stosowanymi wobec niego. Ona wydaje rozkaz i żołnierz ma posłuchać, ale to już jest inny czas. To - jak widać - nic nie daje.

Nieposłuszeństwo ks. Natanka jest oczywiście błędem, ale to już jest spirala, która sama się nakręca. On idzie na całość. Kuria też, i nie chodzi o licytowanie się, która strona popełniła więcej błędów tylko chodzi o dobro ogólne jakim jest archidiecezja krakowska. To się wszystko dzieje na oczach świata. Co mają powiedzieć biedni ludzie, którzy słuchają tego wszystkiego. Dostaję wiele listów i ludzie nie wiedzą po której stronie jest prawda, kto ma rację, a kto jej nie ma.

Kilka miesięcy temu była beatyfikacja Jana Pawła II. Karol Wojtyła na pewno znalazłby drogę do rozwiązania tego problemu.

Musi dojść do jakiegoś porozumienia. Kuria idzie błędną drogą nie podejmując rozmów. Na tej wojnie wszyscy tracą. Kuria czeka na rozwój wypadków, ale ta sprawa sama się nie rozwiąże. Na razie są ciosy coraz boleśniejsze z obu stron.

Obawiam się rozłamu, bo 1400 osób podpisało list w obronie ks. Natanka do nuncjusza. Ks. Natanek ma autentycznie duże poparcie. Może dojść do autentycznej schizmy. Boję się eskalacji konfliktu. Kuria musi znaleźć wyjście z tego impasu – podkreśla ks. Isakowicz-Zaleski.

Not. Jarosław Wróblewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Miejsce to wybrał Pan?


Film dokumentalny "Miejsce to wybrał Pan?" to zapis tego co się dzieje w Grzechyńskiej kaplicy w "Pustelni Niepokalanów". Suspendowany ks. Natanek odprawia w tamtejszej kaplicy nabożeństwa i Msze św. Atakowany, krytykowany przez media i internet, ale jaka jest prawda? Czy zdanie kogoś, kto nawet nie wysłuchał ani jednego kazania księdza Natanka, nie zobaczył Jego Mszy św. to obraz tego co "w kadrze" autora filmu zostało zapisane? Film ukazuje również kontrowersyjne, bezmyślne wpisy zwolenników ks. Natanka. Czy zatem "Miejsce to wybrał Pan?".

czwartek, 28 lipca 2011

„Obłudnik Powszechny” błądzi bardziej niż x. Natanek

W zaledwie pięć dni po opublikowaniu dekretu J. Em. Stanisława kard. Dziwisza suspendującego x. Piotra Natanka pojawił się w drukowanym „Tygodniku Powszechnym” tekst p. Tomasza Ponikły pt. „Fałszywy prorok”. Artykuł ten nie wnosi nic do sprawy, może co najwyżej poprawić samozadowolenie krakowskich kurialistów, którzy zapewne chętnie sięgają po to „lub czasopismo”.

Cóż zatem pisze p. Ponikło ?

„Zgodnie z przepisami prawa kanonicznego [suspendowany] ksiądz ma zakaz sprawowania wszelkich czynności kapłańskich i wykonywania władzy związanej z obowiązkami duszpasterza. Jednak ks. Natanek już następnego dnia oraz w niedzielę w pustelni w Grzechyni odprawił – nieważne, bo sprawowane niegodnie – Msze”.

Msze kapłana suspendowanego są ważne, ale niegodziwe, co dość jasno i całkiem trafnie wyjaśnił x. Natanek w swojej odpowiedzi po zasuspendowaniu.


Drugi cytat z „Obłudnika”:

„Nie tylko nie podjął możliwych starań o cofnięcie kary, ale wybrał drogę, na której z punktu widzenia Kościoła kolejnym krokiem może być przeniesienie do stanu świeckiego”

Nie. Po suspensie za działania przeciw jedności Kościoła może być nałożona exkommunika. Laicyzacja jest decyzją, karą stosowaną w kontekście przestępstw przeciwko celibatowi. W ostatnich latach nałożono ją po zagrożeniu suspensą i obłożeniu exkommuniką na byłego arcybiskupa Lusaki Emmanuela Milingo, po tem jak ów związał się z sektą Moona, zawarł w niej małżeństwo oraz wyświęcał prezbiterów i biskupów dla wspólnot niezależnych. Nie znam jakichkolwiek przesłanek wskazujących na konieczność czy choćby możliwość laicyzowania x. Piotra Natanka.

Trzeci cytat, najmocniejszy:

„Nikt nie przerwał Mszy, które ks. Natanek odprawiał niegodnie. A do tego, co wyjaśnił metropolita w komunikacie dla diecezjan, zobowiązani są wierni poinformowani, że kapłan jest suspendowany”.

Metropolita i opracowujący jego komunikaty nie są na szczęście aż takimi ignorantami jak p. Ponikło. Nikt na świecie nie jest upoważniony do przerywania trwającej Mszy świętej, jeśli kapłan rozpoczął modlitwy Offertorjum. W kontekście tej konkretnej sytuacji: świadomi wierni po prostu opuściliby pustelnię w Grzechyni i nie uczestniczyliby w sakramentach sprawowanych przez suspendowanego xiędza. Przy zadeklarowanej personalnie suspensie nie stosuje się bowiem art. 1335 KPK zawieszającego cenzurę, ilekroć wierny prosi o sakrament lub sakramentalia bądź o akt rządzenia; wolno zaś o to prosić z jakiejkolwiek słusznej przyczyny.

Swoją drogą, zapamiętajmy sobie: jeśli w Polsce dojdzie kiedykolwiek do zakłócenia sprawowania obrzędów niekatolickich, to pierwszym podejrzanym o sprawstwo, a przynajmniej o podżeganie, powinien być p. Tomasz Ponikło i redakcja „TP”. Pomysł, ażeby wierni przerywali jakiekolwiek nabożeństwo sprawowane niegodnie winien być z całą mocą piętnowany. Bowiem nawet w religji fałszywej to kapłan odpowiada za sacrum, a nie ludzie postronni. Wyjątki przeciw tej regule byłyby niezwykle rzadkie obejmując np. mordy rytualne lub inne obrzędy satanistyczne, np. prostytucję sakralną. Że też trzeba takie rudymenty wyjaśniać awangardzie dialogu akukumenicznego i międzyreligijnego !

Druga połowa („większa”) tekstu p. Ponikły nie robi już takiego wrażenia jak początek. Choć może wychodzi tu moja znieczulica. Albowiem reporter „Obłudnika” kwalifikuje do szuflady pt. „schorowana wyobraźnia” informację, iż x. Natanek według własnej relacji dostępuje prywatnych objawień. Oczywiście i to jest możliwe, ale niepokój budzi, że nominalnie katolicki dziennikarz nie rozważa nawet możliwości, że objawienia te mają miejsce i mogą być prawdziwe lub fałszywe.

Tymczasem dla mnie jako obserwatora sytuacji, od chwili, gdym się dowiedział o owych mniemanych objawieniach, stają się one centrum dramatu x. Natanka i muszą być zweryfikowane. Jeśli ktoś zechce mu pomódz, od tego powinien zacząć. Oczywiście mam na myśli wyłącznie duchownych. Rozpoznawanie objawień prywatnych nie jest obszarem, w którym powinni się udzielać świeccy.

Istotą dobrej dezinformacji jest pomieszanie 90 % prawdy i 10 % fałszu. Zwróćmy uwagę, że wszystkie znane fałszywe objawienia przekazują zasadniczo treści promujące prawowierny katolicyzm i praktyki pobożnościowe. Nawet w Medjugorju nie promuje się Komunji na rękę, kapłaństwa kobiet czy pobłażliwości dla aborcji. Diabeł nie traci na to czasu ni zasobów. Nie musi udawać Boga, by to promować, skoro ma w tych zakresach wielu gorliwych ziemskich sług. Natomiast bardzo często łączy w ten sposób większość rzeczy dobrych z punktu widzenia swoich przeciwników (opowiadanie się przeciw deformom posoborowym, przeciw Komunji na stojąco itp.) z jakimś aspektem antykatolickim. Polecam lekturę tekstu nt. fałszywych objawień w Garabandal, jaki kilkanaście lat temu opublikowano w „Zawsze Wiernych”.

Jeśli ktoś chce przekonać wiernych ufających x. Natankowi, że tkwi w błędzie, musi przeprowadzić analogiczną argumentację jak o. Warszawski TJ w Garabandal. Wielokrotne powtarzanie „ks. Natanek błądzi, ks. Natanek nieposłuszny, ks. Natanek zdradził” nic posoborowcom nie da. Muszą się wznieść ponad swoje ograniczenia intelektualne, jeśli faktycznie chcą uniknąć rozłamu w Kościele krakowskim.

Źródło informacji: MŁOT NA POSOBOROWIE

W Grzechynii bez zmian




Był wczesny ranek, kiedy po Grzechynii rozeszła się wieść o suspensie księdza Piotra Natanka. O decyzji Metropolity Krakowskiego gospodarz tego miejsca dowiedział się telefonicznie od zaprzyjaźnionego księdza, który z kolei przeczytał informację zamieszczoną w Internecie.

Zawiniła gorliwość gospodarza Grzechynii – nie złe uczynki. Tak przynajmniej twierdzą księża - przyjaciele księdza Piotra Natanka i inne osoby przebywające w Grzechynii. Kiedy zapytasz ich o zdanie na temat ostatnich wydarzeń, jedni powiedzą, że „księdza Piotra niszczy się za to, że jest autentyczny w tym co robi i w sposób bezkompromisowy mówi prawdę”. - „Zadecydowała postawa Metropolity, który podlegał licznym naciskom, by coś zrobić z niepokornym kapłanem” - zripostują inni. Jedni i drudzy już zgodnie dodadzą, że tak naprawdę decyzja księdza Piotra Natanka o wypowiedzeniu posłuszeństwa swojemu biskupowi ma swoje określenie w psychologii: altruistyczna, to znaczy dla dobra innych.

Musicie od siebie wymagać

Grzechynia - mała miejscowość nieopodal Makowa Podhalańskiego. Kręte, górskie dróżki prowadzą do pustelni "Niepokalanów". O tym, że jest to miejsce poświęcone Bogu i umiłowaniu polskości świadczą widoczne z daleka znaki - liczne kapliczki, pomniki, ikony z tajemnicami różańcowymi, oraz olbrzymia biało-czerwona flaga zawieszona na drewnianej baszcie.

Sama pustelnia, to miejsce niezwykłe. Najpierw jest brama. Potem trawiasty dziedziniec z miejscem na grill, boisko do siatkówki i znów brama. Dalej liczne dwupiętrowe drewniane budynki uwieńczone basztami, opatrzone czerwonymi napisami na białym tle, odwołującymi się ku historii Polski, wartościom patriotycznym i umiłowaniu Boga. Widać, że tu kocha się i Boga i Ojczyznę. Ludzie, których tu przyjeżdżają też są niezwykli, bo - normalni. Przyjeżdżają z Polski i całego świata, bogaci i biedni, prości oraz intelektualiści, mieszkający na wsiach i w wielkich metropoliach. Wystarczy kilka godzin, by spotkać profesora jednego z uniwersytetów, bardzo znanego dziennikarza, grupę osób z Francji i z Austrii, pielgrzymkę z Kanady. I tak jest niemal każdego dnia. Przyjeżdżają z Włoch, Stanów Zjednoczonych.

Myliłby się więc ten, kto by zaklasyfikował działalność księdza Piotra Natanka, twórcę owej pustelni, jedynie do wąskiego grona "moherowych babć", czy rolników. Przybywających tutaj i wspierających księdza nie da się zamknąć w jakimkolwiek getcie. Kapłani z różnych stron świata, rodziny z maluchami, mnóstwo dzieci. Do tego liczne grupy młodzieży. Te ostatnie mogą zaskakiwać, bo po tak nagłośnionych w Internecie wypowiedziach (sprowadzonych jedynie do tekstów o paznokciach i żelu na włosach) mogłoby się wydawać, że młodzi ludzie winni omijać Grzechynię szerokim łukiem. A nie omijają… (jeszcze jeden argument dla tzw. nowoczesnych socjologów i pedagogów którym wydaje się, że młodzież jest szczęśliwa, jeśli może zakolczykować się od stóp do głów, wytatuować oraz ubrać, jak tylko jej to przyjdzie do głowy).

- Stawiając mocne wymagania młodym, na przekór modom i poprawnościom, ksiądz Piotr jest wiernym uczniem tego, który wzywał na Westerplatte w 1987 roku: „musicie od siebie wymagać, nawet jeżeli inni od was nie wymagają" – mówi krótko opiekun jednej z grup. Mała kaplica (pozwolenie na tabernakulum dał swego czasu sam Kardynał Stanisław Dziwisz, który był w Grzechyni i gorąco chwalił duszpasterskie zaangażowanie gospodarza) pęka w szwach. Przed wejściem plakat z wizerunkiem Jezusa, przedstawiający dwie grupy ludzi: modlących się w strojach bardziej pasujących do plaży niż do świątyni oraz ubranych w strój świąteczny. Plakat opatrzony jest napisem: „Przyjacielu, czyż nie zasługuję na szacunek?” Mieszkańcy, dzieci, młodzież i liczni goście z całego świata znają odpowiedź na to pytanie. Wszyscy, wszystko jedno starsi panowie czy młodzi chłopcy, odmawiając tradycyjne modlitwy (w oczekiwaniu na Mszę Świętą) ubrani są w eleganckie spodnie, takież koszule (przeważnie białe), obowiązkowe krawaty. Podobnie kobiety - żadnych spodni, wyłącznie suknie i długie spódnice. Po tak powszechnym widoku t-shirtów w świątyniach to musi wywierać wrażenie. Wrażenie wywiera także sama Msza. Nie trwa krótko, jak w zwyczajnych parafiach, przeciwnie - trzy, a nawet cztery godziny. Kazanie jest wielowątkowe, z dygresjami, cytatami. Części stałe liturgii przeplatane są specjalnym komentarzem, dłuższą chwilą adoracji, pieśnią. Na koniec Mszy długa procesja. O dziwo - nikt jednak nie wzdycha, nie marudzi, że długo. Słuchają. Śpiewają. Modlą się.

Natankowe rycerstwo Chrystusa

Po co ci ludzie tu przyjeżdżają? Czemu nie zostaną w swoich świątyniach? Czego nie daje im Kościół tam, gdzie żyją, że coś każe im gnać do tej podhalańskiej wioski? Czym przyciąga kapłan, tak wyszydzony przez media, atakowany przez duchownych i obłożony karami kościelnymi przez długoletniego sekretarza polskiego papieża? Licznie przybywający tu duchowni prawie bez wyjątku nie chcą się wypowiadać, co w obliczu decyzji Arcybiskupa Stanisława Dziwisza wydaje się zrozumiałe. („ Proszę pana, czy to coś zmieni? Czy odwróci od księdza Piotra suspensę ?”) „Prawie”, bo na wypowiedź daje się namówić jeden z księży. Prosi o anonimowość.

- Co można powiedzieć o wspaniałym człowieku i księdzu, który właśnie wypowiedział posłuszeństwo swojemu przełożonemu? Że był świetnym kapłanem, że wszystko, co czynił, czynił dla Boga, Ojczyzny i innych ludzi nie myśląc o sobie, ale zgrzeszył, bo nie potrafił sobie poradzić z niesprawiedliwością i zakłamaniem? Ludzie nie powinni księdza Piotra ostro osądzać, bo to dobry człowiek i kapłan, którego jedyną winą była gorliwość – tłumaczy. - Dziś brakuje ludzi, którzy jak ksiądz Piotr, wierząc w prawdę, mają odwagę ją mówić i nią żyć. Wielu katolików poszukując swej tożsamości powraca do tradycji - łacińskiej Mszy, kultu świętych, sakramentaliów. Wielu (także - o dziwo - młodych) odmawia litanie, nosi różaniec, modli się nowennami, czy koronkami. Wielu szuka przewodników duchowych, którzy umieją jasno rozgraniczyć dobro i zło zaplątane w dzisiejszym świecie. Wielu czeka, aby ktoś pokazał im jak mają się zaangażować w obronie najważniejszych dla nich wartości. Skądś przecież bierze się te kilka tysięcy osób tworzących Natankowe Rycerstwo Chrystusa Króla, których charakterystycznym emblematem są czerwone płaszcze z orłem i twarzą Jezusa! Nie ma już chyba uroczystości, na której by ich nie było - nawet na pogrzebie abpa Życińskiego nie zabrakło przedstawicieli Rycerstwa. To nie są fanatycy, czy szaleńcy - to ludzie, którzy zapragnęli radykalnie i na serio dać siebie w walce, poprzez modlitwę i świadectwo. Skądś biorą się ci, którzy obiecują, że będą do Komunii św. przystępować wyłącznie na kolanach, jak ich przodkowie. Czynią to, aby dać innym katolikom czytelny sygnał - tu jest świętość, którą mam prawo uczcić. Skądś przyjeżdżają te dzieci, które rodzice w zaufaniu powierzają księdzu Natankowi na czas turnusów wakacyjnych. Czemu nie otrzymują wsparcia od swych pasterzy? Owszem, można odnieść wrażenie, że ksiądz Natanek świadomie i niejako na zimno przesadził z wieloma swoimi tezami, i do przesady wyakcentował pewne znaki czy gesty. Jak z polskich kościołów coraz bardziej znika poczucie sacrum, tak jego polowa kaplica jest obwieszona obrazami świętych. Jak powszechnie na Zachodzie przyjmuje się Komunię do ręki, tak u niego trzeba iść metr na kolanach, aby przystąpić do tego sakramentu. Jak powszechnie księża odprawiają Mszę "sprawnie", czyli byle szybciej, tak on poniżej półtorej godziny nie zejdzie w dzień powszedni. Jak duchowni niemalże wstydzą się pokropień wodą święconą, czy używania kadzidła, tak u niego stoją baniaki z egzorcyzmowaną wodą, solą i oliwą. Że wygląda to momentami przaśnie i śmiesznie? A nie żałośniej wygląda katolicki ksiądz, który twierdzi, że nie będzie używał wody święconej, bo ktoś z pokropionych się obrazi? Natankowa przesada jest odpowiedzią na wkradający się do Kościoła i serca współczesnego człowieka olbrzymi brak czytelności i klarowności. Na powszechne, katolickie, odcięcie się od własnych korzeni, czemu próbuje przeciwdziałać obecny papież. Na zachowania tych duszpasterzy, którym łatwiej znaleźć wspólny język z wyznawcami odłamów chrześcijaństwa, czy nawet innych religii, aniżeli z braćmi należącymi do tego samego Kościoła. Na słowa hierarchów, którzy kompletnie zatracili tak charakterystyczną dla wielkich polskiego Kościoła umiejętność czytania w duszach ludzkich. Ludowa pobożność, którą wspiera ks. Natanek, była przecież naszą siłą, tak umiejętnie wykorzystaną przez Prymasa Tysiąclecia i Papieża Polaka. Dziś się z niej kpi i odkłada do lamusa historii. A przecież to nie tylko sztandary, feretrony i obrazy - to potężna moc zdolna poruszyć ludzkie serca ku zmianom! W sobie i dookoła siebie. Ksiądz Piotr Natanek wypowiedział posłuszeństwo swemu ordynariuszowi. Trudno powiedzieć, że jest to najbardziej roztropne wyjście z tej sytuacji. Ale trudno także powiedzieć, że roztropnie postąpił Kardynał Dziwisz (za którego ksiądz Natanek obiecał modlitwę i post), tak naprawdę nie podając przyczyn swej suwerennej decyzji. Papier jest cierpliwy i wszystko zniesie, a oskarżenie o szerzenie nauki wypaczającej przesłanie Kościoła może oznaczać wszystko. Jeśli nie będzie więcej świeckich, kapłanów, biskupów traktujących serio swoją wiarę i nie obawiających się wyznawać ją publicznie, w zgodzie z tradycją Kościoła i Narodu oraz dążących za wszelką cenę do prawdy - będzie więcej suspens, dekretów, nieposłuszeństw i rozdarć. I nie chodzi tu o straszenie kogokolwiek, lecz logiczną konsekwencję. Brak dóbr jakie potrzebują dusze ludzkie jest wystarczającym powodem. A przecież dobro dusz jest najważniejszym prawem Kościoła.

Na pytanie, czy o księdzu Natanku trzeba mówić wyłącznie w czasie przeszłym? - ksiądz zastanawia się tylko przez chwilę. - Z pewnością nie – odpowiada krótko.

Co widzą hierarchowie?

Długie lata ks. Piotr Natanek był głównie historykiem. Doktorat i habilitację zrobił na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Szlify naukowe zdobywał pod kierunkiem słynnego polskiego historyka ks. prof. Jerzego Myszora. Nie dał się jednak zamknąć w haśle "ksiądz profesor". Mimo wykładów na kilku uczelniach, zajęć z klerykami, prowadzenia seminarium naukowego znajdował czas na duszpasterstwo. Grupy modlitewne, Oaza, letnie turnusy dla dzieci i młodzieży w Grzechyni, publikacje, liczne rekolekcje. Nawet nieprzychylni ks. Piotrowi mówią, że gorliwości nie można mu odmówić.

Pierwszy moment, w którym ksiądz zaczął jeszcze radykalniej pojmować swoje powołanie wiązał się z wykładem monograficznym, jaki prowadził dla swoich studentów. Temat - Mowa Boga do Kościoła w XIX wieku. Mówił o wizjach św. Jana Bosko, o objawieniach św. Małgorzaty Alacoque, o Cudownym Medaliku. Zaczął także czytać pisma świątobliwych osób żyjących w czasach nam bliższych - Kundusi Siwiec, Zofii Nosko, Wandy Malczewskiej. Z grozą odkrywał jak wiele z zapowiadanych przez nie wydarzeń spełniło się w ciągu XX wieku. Pojawiały się pierwsze pytania. Wszystko nabrało tempa od współpracy z kościelną komisją przygotowująca proces beatyfikacyjny Rozalii Celakówny, krakowskiej służącej i pielęgniarki, współczesnej św. Siostrze Faustynie. Objawienia te są podstawą dla polskiego ruchu domagającego się uznania Chrystusa jako Króla Polski. Zapoznawszy się z pismami kandydatki na ołtarze, ksiądz Piotr zaczął głosić obecne w jej zapiskach treści, stając się jednym z filarów ruchu intronizacyjnego. Zobaczył, że Polska jest na krawędzi duchowej i moralnej, bo nie chce zgodzić się na prawa Chrystusa Króla. Że ta zgoda na działanie Boga, która miałaby przenikać życie społeczne i osobiste chrześcijańskiego skądinąd narodu nie jest nikomu na rękę - ani politykom, ani hierarchom, ani zwykłym wiernym, przygaszonym wszechobecnym konsumpcjonizmem i letniością swych duszpasterzy.

Gdy w 2007 roku, ksiądz Natanek wygłosił rekolekcje na temat intronizacji do grupy polskich parlamentarzystów, kuria krakowska zareagowała natychmiast. Upomnieniem kanonicznym. Rzekomo za upolitycznienie objawień Celakówny. Ale przecież wiara musi prowadzić do świadectwa w przestrzeni publicznej, także politycznej. Ksiądz Natanek nie owija w bawełnę. Góralski temperament, charyzma i krytycyzm do post-nowoczesności, także tej kościelnej, sprawiają, że jego słowa (mimo przejęzyczeń, naleciałości gwary, szybkiego formułowania myśli, swoistych związków frazeologicznych) porażają autentyzmem. W sytuacji, w której ludzie Kościoła zrywają z tradycyjnym nauczaniem, a dawne formy katolickiej pobożności są obśmiewane nawet przez wysokich rangą duchownych (przypomina się pewien arcybiskup, który całkiem niedawno zastanawiał się publicznie, czemu młodzi ludzie chodzą na łacińskie Msze, skoro trwają dwa razy dłużej niż te posoborowe), grzechyńska kaplica staje się enklawą duchową i miejscem, w którym można usłyszeć parę słów mocnej prawdy. Owszem, często wydaje się, że ksiądz Natanek staje na granicy kiczu, dewocji, czy fideizmu. Niektórzy, za kurią krakowską, powiedzą że ową granicę dawno przekroczył. Ale czyż pewnych granic nie przekraczają tacy kapłani, jak bp Tadeusz Pieronek, czy dowcipkujący o pomniku Chrystusa Króla z prezydenckim doradcą (czy będę się smażył w piekle, bo nie mówię o tym na kolanach? To będzie nas dwóch, jakoś sobie poradzimy - uśmiech) w TVN 24 ksiądz Kazimierz Sowa? Czy granic nie przekracza o. Jacek Prusak, jezuita, gdy publicznie opowiada się za szkolną seks-edukacją, lub nazywa obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia "opętanymi"? Czy ktoś wyciąga z ich wypowiedzi wnioski o charakterze prawym?

- Tak, jak młodzież w głębi siebie, nie chcąc potakiwaczy i ulepszaczy życia, szuka ludzi, którzy chcą stawiać wymagania, tak polscy katolicy potrzebują kapłanów, którzy nie będą celebrytami, nie ulegną modom, nie odwrócą się od tradycji, nie wykpią ludowej pobożności i mają odwagę mówić prawdę nawet - a może przede wszystkim - wielkim tego świata. Ta potrzeba umysłów i serc ludzkich jest faktem. Czy widzą ja hierarchowie? - pyta retorycznie ksiądz Piotr Natanek.

Z Grzechynii - Wojciech Sumliński, ksiądz GJ
*zdjęcie: Rafał Biegun

Źródło informacji: FRONDA.pl

poniedziałek, 25 lipca 2011

To nie koniec sprawy ks. Piotra Natanka

Spór wokół działalności ks. prof. Piotra Natanka nie jest wcale zakończony. I, wbrew pozorom, nie zakończą go nakładane na kapłana kary. Ale jednocześnie trzeba mieć świadomość, że jeśli ks. Natanek chce pozostać wiernym Kościołowi, to musi podporządkować się decyzji kardynała Stanisława Dziwisza.

Ks. Piotr Natanek to obecnie jeden z ulubionych przedmiotów żartów i drwin. Jego kazania są hitem internetu, młodzież zaśmiewa się przy nich do łez. Inni nie kryją oburzenia, gdy kapłan rzuca przekleństwo na ekipę TVN czy oznajmia, że arcybiskup Józef Życiński „wyje w piekle”. I nawet trudno się im dziwić, bo jakoś trudno pogodzić takie opinie czy działania z tym, kim powinien być kapłan. Jego dłonie nie są wszak do przeklinania, ale do błogosławienia. Ale jednocześnie ks. Natanek przyciąga do prowadzonej przez siebie pustelni setki osób. Bywają tam młodzi kapłani, świeccy, którzy pod wpływem jego kazań i postawy porzucili dotychczasowe zniewolenia i autentycznie się nawrócili, a także ludzie, którzy chcą, by Chrystus rzeczywiście stał się Królem Polski. W pustelni nabierają sił i zmieniają swoje postawy. I tego też nie da się zakwestionować. Trudno też spodziewać się, że suspensa zmieni tę sytuację.


Skąd zatem bierze się taka popularność – na dobre i na złe – księdza prof. Natanka? Odpowiedzi trzeba w brakach współczesnego Kościoła w Polsce. Pierwszym z tych braków, które wykorzystuje suspendowany właśnie duchowny, jest deficyt odwagi. Od jakiegoś czasu można odnieść wrażenie, ze duchowni (nie wszyscy oczywiście, ale wielu) zwyczajnie boją się mówić rzeczy niepolitycznie poprawne, takie, za które można być wyśmianym w mediach. Nie wspominają więc nawet o tym, że pewne typy muzyki nie są obojętne duchowo, że ubranie świadczy o skromności lub jej braku, i że także ma swoje znaczenie religijne i moralne, że pewne lektury są niegodne, czy wreszcie, że w świecie toczy się autentyczna wojna duchowa. Takich obaw nie ma natomiast ks. Natanek. On wyrzuca z siebie wszystko całkowicie otwarcie, nie ma wątpliwości. I choć słuchając go można mieć wrażenie, że niekiedy brak mu roztropności czy nawet wyważenie racji, to nie sposób mu odmówić odwagi, braku lęku.


Kapłani, którzy bez lęku mówili o trudnych sprawach zawsze byli zaś bogactwem polskiego Kościoła. I to już od czasów ks. Piotra Skargi (swoją drogą ciekawe, czy dzisiaj nie zostałby on skrzyczany przez prezydenta i przywołany do porządku przez biskupa), aż do ks. Jerzego Popiełuszki. Brak takich postaci jest więc odczuwany nader silnie, a korzysta z tego choćby właśnie ks. Natanek, który nawiązuje do tamtej tradycji.


Nie mniej istotnym brakiem, znowu jakoś wymuszonym przez strach przed mediami, jest zaprzestanie wielkich religijnych aktów symbolicznych, które zawsze kształtowały nasz naród. Po ślubach jasnogórskich nie pojawiło się nic równie wielkiego, a jak pokazuje popularność ruchu intronizacyjnego (celowo pomijam tu analizę jego teologii) taka potrzeba w narodzie polskim istnieje. Jeśli zatem nie jest ona realizowana przez hierarchię, to zadania tego podejmują się inni, którzy robią to może nienajroztropniej, ale przynajmniej robią.


I wreszcie trzeci deficyt, na którym skutecznie buduje swoją siłę ks. Natanek, to deficyt romantycznego mesjanizmu, który zawsze był istotnym elementem polskiej religijności. Dla nikogo, kto choćby pobieżnie wczytał się w objawienia Rozalii Celakówny czy teksty zwolenników intronizacji nie ulega wątpliwości, że Polska zajmuje w nich miejsce szczególne. Ma do spełnienia misję, także symboliczną. Ten typ myślenia nie jest zresztą właściwy tylko dla zwolenników idei intronizacji, ale związany jest z polską duchowością w ogóle. Błogosławiony Bronisław Markiewicz, św. Maksymilian Maria Kolbe, a także św. Faustyna Kowalska także dostrzegali szczególne zadanie dla Polski i Polaków. Ale próżno szukać wiedzy o tym w głównym nurcie życia kościelnego. Nie słychać też przypomnienia o zadaniach, jakie stawiał przed Polską w Europie Jan Paweł II, a stawia Benedykt XVI. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że samo wejście do struktur europejskich było już celem religijnym, a marzenie o ewangelizacji Europy przez nasz naród, to jakiś wymysł oszołomów, a nie cel, jaki stawiał przed nam papież z Polski. I właśnie na tym braku buduje się siła ks. Natanka i jego zwolenników.


Niezależnie od tych przyczyn trzeba mieć jednak świadomość, że drogą Kościoła jest zawsze posłuszeństwo przełożonym. Ich głos, i to nawet wówczas, gdy nie mają racji, jest zawsze głosem Boga, któremu trzeba się podporządkować. I dlatego ks. Natanek powinien teraz przyjąć ową karę, a jego sympatycy powinni mu w tym pomóc, mając świadomość, że jeśli jest to dzieło Boże, to ono przetrwa. Bez posłuszeństwa ta inicjatywa, mimo tkwiących w niej słusznych elementów, będzie się wyradzać, tak jak wyrodził się ruch mariawicki, który z mającego w wielu kwestiach rację pobożnościowego ruchu kapłanów, sióstr i świeckich przerodził się w wyznanie, w którym siostr brały śluby z kapłanami, a dzieci miały się rodzić „niepokalanie poczęte”.


Z drugiej jednak strony suspensa czy nawet późniejsza ekskomunika nie wystarczą. Trzeba raczej szukać powodów, dla którego ten kapłan cieszy się taką popularnością i spróbować zapewnić realizację potrzeb religijnych, zgodnie z pełną katolicką ortodoksją (jeśli gdzieś jej zabrakło). Innej drogi nie ma. Karami, kpiną i słowami krytyki – także tej słusznej – nie zgasi się ruchu, który odwołuje się do głębokiej, choć niekiedy źle ukierunkowanej, pobożności.


Tomasz P. Terlikowski


Źródło informacji: FRONDA.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.