_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homoherezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homoherezja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2026

„Pielgrzymka śladami... grzechu. Jak jezuici niszczą istotę pątnictwa”

Zrzut ekranu z prezentacji o. Jamesa Martina SJ, wygłoszonej w marcu 2018 roku, zatytułowanej
 „Duchowe spostrzeżenia dla katolików LGBT”. (YouTube)

Apostazja w strukturach kościelnych przybiera coraz bardziej groteskowe formy. Pod koniec września 2026 roku znany ze swoich kontrowersyjnych działań jezuita o. James Martin SJ po raz kolejny stanie na czele inicjatywy, która otwarcie drwi z tradycyjnego pojęcia pątnictwa. Jego organizacja Outreach organizuje w Nowym Jorku tzw. „pielgrzymkę śladami historii LGBTQ”.

Zamiast nawiedzania grobów męczenników czy miejsc objawień uczestnicy tego wydarzenia będą „modlić się” m.in. pod Stonewall National Monument – symbolem rewolucji seksualnej i obyczajowej – oraz w parkach pamięci.

Zamiana sacrum w manifestację ideologiczną

Pielgrzymka – w tradycji katolickiej będąca aktem pokuty, modlitwy i dążenia do uświęcenia – została zredukowana do polityczno-ideologicznego mityngu. W programie znalazły się co prawda Msze Święte w nowojorskich kościołach, ale wyłącznie w takich, które od lat słyną ze skrajnie liberalnego podejścia i promowania agendy LGBT.

Ks. James Martin nie kryje satysfakcji, określając Nowy Jork jako „miejsce o wielkim bogactwie duchowym” dla środowisk homoseksualnych. To bezpośrednia kontynuacja ubiegłorocznego skandalu, kiedy podobne wydarzenie zorganizowano w Rzymie.

Gdzie podziała się prawda o grzechu i nawróceniu?

Przypomnijmy to, o czym inicjatorzy akcji Outreach zdają się całkowicie zapominać. Nauczanie Kościoła katolickiego w kwestii moralności seksualnej pozostaje niezmienne:

  • Akty homoseksualne są z samej swojej natury nieuporządkowane i sprzeczne z prawem naturalnym (KKK 2357).

  • Sama skłonność homoseksualna jest obiektywnie nieuporządkowana (KKK 2358).

  • Każdy człowiek – bez wyjątku – jest wezwany do życia w czystości oraz do stałego nawracania się.

Prawdziwe duszpasterstwo polega na prowadzeniu grzesznika do Chrystusa, do konfesjonału i do porzucenia grzechu śmiertelnego. Tymczasem działania ks. Martina i jego protegowanych – wśród których znajdują się nawet niektórzy hierarchowie – stanowią jawny sabotaż katolickiej doktryny. Zamiast wezwania do poprawy życia oferuje się wiernym fałszywe poczucie akceptacji w grzechu.

To nie jest „otwartość” ani „miłosierdzie”. To prosta droga do zgorszenia i duchowej ruiny.

Źródło informacji: https://www.lifesitenews.com/

środa, 29 lipca 2026

„Cicero pro domo sua”: Dlaczego hierarchia milcząco wspiera postulaty lobby gejowskiego?

  Abp Carlo Maria Viganò /Youtube

Szaleńcza propozycja Jamesa Martina SJ nie jest prowokacyjnym żartem, lecz kolejnym krokiem w długiej serii działań mających na celu legitymizację sodomii nie tylko wśród świeckich, ale wręcz w samym duchowieństwie.

Stanowi ona oczywistą i niedopuszczalną sprzeczność z odwieczną nauką Świętej Matki Kościoła, z Pismem Świętym, które jednoznacznie potępia akty homoseksualne jako obrzydliwość wbrew naturze (por. Kpł 18, 22; Rz 1, 26-27; 1 Kor 6, 9-10), oraz z Magisterium.

Argument przytaczany przez Jamesa Martina – „obecność wielu świętych i zdrowych gejowskich i żyjących w celibacie księży” – jest zwodniczym sofizmatem i kłamstwem: autentyczna świętość zwalcza nieuporządkowane skłonności przy pomocy łaski sakramentalnej i ascezy, w odrazie do obrażania Boga odrażającymi grzechami.

Święty Kościół naucza, że sodomia jest obiektywnym, najcięższym nieporządkiem, a nie rzeczywistością neutralną czy pozytywną. Próba budowania na niej jakiegokolwiek „otwarcia” na Święcenia Kapłańskie oznacza zaprzeczenie Prawu naturalnemu, a także pogwałcenie Przykazań Bożych.

Święcenie mężczyzn z zakorzenionymi skłonnościami homoseksualnymi nie tylko naruszałoby normy kościelne, ale także narażałoby owczarnię na bardzo poważne skandale, zasilałoby i tak już szeroko rozpanoszone w duchowieństwie lobby gejowskie oraz obrażało świętość Sakramentu. Kapłaństwo nie jest prawem podmiotowym ani narzędziem ideologicznej „inkluzywności”: jest darem Bożym, który wymaga pełnej zgodności z wolą Bożą i świętości życia.

Jest również oczywiste, że ta operacja – szeroko wspierana przez wysokich przedstawicieli hierarchii soborowo-synodalnej oraz przez samego prefekta Prevosta – służy przede wszystkim obaleniu oceny moralnej sodomii, czyniąc z grzechu wołającego o pomstę do nieba stan wybrania, godny wręcz Kapłaństwa.

Krótko mówiąc, mamy tu do czynienia z zasadą „Cicero pro domo sua” [Cyceron we własnej sprawie]: lobby zboczeńców zagnieżdżone w ciele kościelnym nieuchronnie prowadzi neomodernistyczną hierarchię do otwartego opowiedzenia się za sodomią dla osobistych korzyści. Sposób działania (modus operandi) jest zawsze ten sam: ci, którzy legitymizują pewne grzechy (w sferze religijnej) i pewne przestępstwa (w sferze cywilnej), robią to tylko dlatego, że są to grzechy i przestępstwa, które sami bezkarnie popełniają.

Konserwatyści zauważają – z właściwym sobie cynizmem – że te niedorzeczności pochodzą od jezuity znanego z bycia „na granicy” (border line) i że Magisterium się nie zmieniło. Udają, że nie rozumieją, iż James Martin jest tylko błaznem, któremu władza pozwala głośno mówić to, co sama nieoficjalnie już postanowiła wprowadzić w życie.


Oryginalny tekst opublikowano na koncie X, arcybiskupa Viganò

piątek, 24 lipca 2026

Ks. James Martin i marzenie o święceniach dla homoseksualistów żyjących w celibacie. Czy to pierwszy krok do demontażu kapłaństwa?

Współczesny kryzys w Kościele katolickim nie ogranicza się jedynie do kwestii administracyjnych. Jest to przede wszystkim głęboki kryzys tożsamości kapłaństwa i wierności depozytowi wiary. Najnowszy esej ks. Jamesa Martina SJ, opublikowany w lipcu 2026 roku, w którym jezuita wprost postuluje otwarcie drzwi seminariów dla mężczyzn z homoseksualnymi skłonnościami, jest kolejnym dowodem na to, jak daleko posunęła się infiltracja ideologii sprzecznych z katolicką nauką wewnątrz struktur kościelnych.

Czy argumentacja ks. Martina – oparta na założeniu, że „celibat i czystość” wystarczą do dopuszczenia osób z SSA do święceń – to tylko niewinne duszpasterskie wezwanie do otwartości? Czy może raczej jest to próba przeprowadzenia fundamentalnej zmiany, która w ostatecznym rozrachunku doprowadzi do pełnego zakwestionowania katolickiego rozumienia kapłaństwa?

Ideologiczna ofensywa zamiast ewangelizacji

Ks. James Martin, wykorzystując swoje wpływy i liczne audiencje u papieża Franciszka, konsekwentnie forsuje narrację, która stoi w jawnej sprzeczności zarówno z Pismem Świętym, jak i oficjalnym nauczaniem Kościoła. Jego argumentacja opiera się na subiektywnych doświadczeniach anegdotycznych – „świętych i zdrowych gejowskich księży” – ignorując przy tym obiektywną prawdę o naturze ludzkiej oraz jasne wytyczne Stolicy Apostolskiej.

Martin próbuje przeforsować zmianę paradygmatu: zamiast widzieć w skłonnościach homoseksualnych (SSA) obiektywne zaburzenie, które wymaga uzdrowienia i pokonania, przedstawia je jako „naturalną tożsamość stworzoną przez Boga”. Jest to niebezpieczny błąd, który podważa fundamenty chrześcijańskiej antropologii. Kościół, opierając się na Tradycji, zawsze nauczał, że akty homoseksualne są wewnętrznie nieuporządkowane, a osoby z głęboko zakorzenionymi skłonnościami homoseksualnymi nie posiadają przymiotów koniecznych do sprawowania kapłaństwa, co wyraźnie podkreślają dokumenty Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej z 2005 roku.

„Lawendowa mafia” i rozmywanie świętości

Działalność ks. Martina jest postrzegana przez wielu wiernych jako element szerszego zjawiska, często określanego mianem „lawendowej mafii” – sieci wpływów, która od wewnątrz drąży świętość kapłaństwa. Promowanie ideologii LGBT w Kościele nie jest jedynie kwestią „duszpasterskiej otwartości”, lecz systemowym działaniem, które osłabia zdolność kapłana do bycia alter Christus w czystości i ofiarności.

Nie sposób pominąć dramatycznego kontekstu tego zjawiska. Statystyki i badania historyczne w sposób niepodważalny wykazują, że ogromna większość przypadków molestowania nieletnich przez duchownych w ostatnich dekadach była związana z homoseksualizmem sprawców. Promowanie wewnątrz seminariów kultury, która akceptuje homoseksualne skłonności jako „normę”, zamiast dążyć do ich przezwyciężenia, jest wprost otwieraniem furtki do dalszych skandali i ostatecznego niszczenia wiarygodności Kościoła w oczach świata.

Katolicka odpowiedź: Wierność prawdzie

Kościół katolicki stoi przed wyzwaniem powrotu do korzeni. Podczas gdy inne wspólnoty chrześcijańskie uginają się pod presją nowoczesnych ideologii, katolicyzm musi – zgodnie ze swoją naturą – stać twardo przy nauczaniu o sakramentalnym charakterze kapłaństwa i wymogach czystości.

Ks. James Martin, nazywając nauczanie Kościoła o „obiektywnym nieporządku” czymś „niepokojącym”, w istocie deklaruje swoje wyjście poza wspólnotę wiary, mimo noszonego habitu. Jako wierni mamy obowiązek zachować czujność i modlić się o prawdziwą odnowę kapłaństwa – o kapłanów wiernych Chrystusowi, a nie trendom kulturowym, kapłanów, których życie jest świadectwem czystości, a nie próbą legitymizacji zaburzeń.

Świętość kapłaństwa to nie sugestia – to obowiązek wobec Boga i zbawienia dusz. Każda próba rozmycia tego ideału jest zamachem na dar, który otrzymaliśmy w sakramencie święceń.

Czy według Ciebie Kościół powinien podjąć bardziej radykalne kroki wobec duchownych, którzy publicznie negują jego nauczanie w kwestiach moralnych?


Źródło: Catholic Herald, Rzymski Katolik

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Zapomniane prawdy: Udzielanie błogosławieństwa parom homoseksualnym oznacza błogosławienie grzechu sodomii, uważanego przez niemal całą ludzką historię i przez całą tradycję chrześcijańską za grzech wołający o pomstę do nieba.



Udzielanie błogosławieństwa parom homoseksualnym oznacza błogosławienie nie tylko grzechu pozamałżeńskiego aktu seksualnego, ale, co jeszcze gorsze, aktu seksualnego pomiędzy osobami tej samej płci, to znaczy - błogosławienie grzechu sodomii, uważanego przez niemal całą ludzką historię i przez całą tradycję chrześcijańską za grzech wołający o pomstę do nieba. Dlaczego taki grzech woła o pomstę do nieba? Bo unieważnia, plugawi i przeczy bezpośrednio naturze oraz porządkowi ludzkiej seksualności we wzajemnej komplementarności dwóch płci, stworzonych w nieskończonej mądrości Boga. Akty homoseksualne i związki homoseksualne są bezpośrednio sprzeczne z rozsądkiem i wszelką logiką i z wyraźną wolą Boga

(...) 

Gdy duchowni promują błogosławienie związków homoseksualnych, promują grzech wołający o pomstę do nieba. Promują także absurd logiczny. Tacy duchowni popełniają przy tym ciężki grzech, a ich grzech jest jeszcze poważniejszy od tego, którego dopuszczają się błogosławieni przez nich partnerzy homoseksualni. [Tacy duchowni] udzielają tym ludziom zachęty do życia w nieustannym grzechu i wystawiają ich konsekwentnie na autentyczne ryzyko wiecznego potępienia. Tacy duchowni z pewnością usłyszą od Boga - w chwili ich sądu szczegółowego - ,,Jeśli powiem bezbożnemu: "Z pewnością umrzesz", a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew'' (Ez. 3, 18). Ci duchowni, którzy błogosławią praktyki homoseksualne, wprowadzają na powrót rodzaj prostytucji świątynnej. Podobne zachowanie duchownych jest równe z apostazją i względem nich w pełni znajdują zastosowanie słowa Pisma Świętego: ,,Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, którzy dawno już są zapisani na to potępienie, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego zamieniają na rozpustę, a nawet wypierają się jedynego Władcy i Pana naszego Jezusa Chrystusa (List św. Judy, 4).

Bp. Atanazy Schneider
Słowa wypowiedziane podczas wywiadu Jego Ekscelencji z redaktorem portalu ,,OnePeterFive"

czwartek, 28 listopada 2013

ks. Dariusz Oko: Z papieżem przeciw homoherezji



Jeśli komfort homowinowajców miałby być ważniejszy od losu dzieci i młodzieży, od losu całego Kościoła, gdyby było to robione całkiem świadomie, byłaby to kościelna zdrada stanu, kościelna zdrada człowieka młodego! Od szeregu tygodni trwa w Polsce głośna dyskusja na temat „podziemia homoseksualnego w Kościele” wywołana wypowiedziami ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego w jego najnowszej książce „Chodzi mi tylko o prawdę”. Niektórzy zaprzeczają istnieniu tego podziemia oraz głoszą tezy głęboko sprzeczne z nauczaniem Kościoła, a jedno i drugie głęboko mija się z prawdą. Problem jest bardzo poważny, dlatego czuję się zobowiązany do zabrania głosu, ponieważ mnie także chodzi o prawdę, ale przede wszystkim o dobro, o fundamentalne dobro człowieka oraz Kościoła – podstawowej wspólnoty jego życia.

Cały artykuł dostępny jest w formacie pdf i mp3

wtorek, 26 listopada 2013

Miecz Świętego przeciw homoseksualnemu grzechowi w Kościele


Miecz Świętego przeciw homoseksualnemu grzechowi w Kościele

Dzieło św. Piotra Damianiego pt. „Liber Gomorrhianus”(w wyd. pol.: „Mury Sodomy. Księga Gomory i walka z sodomią wśród kleru”) to traktat, który zawiera niezwykle cenne wskazówki mówiące o tym, dlaczego nie należy milczeć w sprawie problemu homoseksualizmu wśród duchownych. Warto przypomnieć, że Św. Damiani otrzymał pełne wsparcie świętego papieża – Leona IX.

niedziela, 10 listopada 2013

Księża z Wenus


Księża z WenusCo prawda w Polsce nie dochodzi jeszcze do takich sytuacji jak w krajach zachodnich, gdzie media powoli przestają się interesować skandalami pedofilskimi w Kościele. Do tej pory przedstawiano je w sposób sugerujący, iż każdy, kto założy na siebie sutannę stanowi zagrożenie dla czci dziecka. Ale przecież każdy temat musi się kiedyś znudzić. Walka z Kościołem i tradycyjną moralnością jednak trwa, zachodni dziennikarze próbują więc co jakiś czas wypuścić informację już nie o księdzu pedofilu, ale o księdzu homoseksualiście. W oczach widzów kanałów telewizyjnych to już nie skandal, nawet nie zgorszenie, ale ciekawostka, udowadniająca oczywiście, że homoseksualizm to norma, a opresyjny Kościół to totalitarna instytucja, w której stłamszeni mężczyźni nie mogą spełniać swoich marzeń i żyć w zgodzie z samymi sobą.

środa, 6 listopada 2013

Wróg jest wśród nas – homoseksualny atak na Kościół


Zdjęcie: Brian Talbot, Flickr

„Aby osiągnąć swoje cele, Szatan wykorzystuje wyrafinowane, nadludzkie umiejętności, by mylić i tworzyć struktury w których nadprzyrodzony porządek jest stawiany na głowie, od dobro po zło, a zło wydaje się służyć dobru, występek staje się cnotą a cnota występkiem, zdrowa doktryna herezją a herezja zdrową doktryną. Tak rozwinęły się przerzuty, które dziś porażają kościelne ciało” – tłumaczy ks. Ariel Gualdo di Stefano Levi, kapłan i egzorcysta.

Jak podkreśla duchowny, nigdy nie walczył z osobami przeżywającymi tendencje homoseksualne. Niektórzy homoseksualiści prosili go o duchową pomoc, problem ten podejmował także w trakcie posługi w konfesjonale. – Moje zadanie polega na kierowaniu łaską i przebaczeniem Boga – tłumaczy w rozmowie z „Nuova Bussola Quotidiana”. Dodaje, że homoseksualiści są tolerowani i traktowani przez katolików z dużą dyplomacją. „Nie są oni zdatni dla kapłaństwa, pośród męskiego świata, składającego się z mężczyzn od których wymaga się równowagi psychicznej i seksualnej abstynencji, do których można dojść, ale nie są one łatwo dostępne, ani proste do utrzymania” – napisał duchowny w jednej ze swoich książek.

- Kiedy otrzymałem święcenia kapłańskie biskup powiedział mi: „Bądź zawsze sobą”. Ale jak można powiedzieć homoseksualnemu księdzu „bądź zawsze sobą”, albo czy może można budować kapłaństwo na fikcji, na podwójnym życiu? Zamiast być z Panem tak jak uczniowie w drodze do Emaus (Łk 24,13-35), homoseksualni duchowni będą ciągle na Via Crucis skupionej na samym sobie, nie odnajdą na niej kamienia odsuniętego od pustego grobu. Efektem będą poważne szkody wyrządzone samemu sobie i Kościołowi. Nie dlatego, że są to osoby o tendencjach homoseksualnych, dla których przebaczenie, łaska i zbawienie nie są niedostępne, ale dlatego, że nie korzystają z wolności i radości bycia samym sobą. Dlatego też homoseksualni księża natrafiają, w przeciwieństwie do homoseksualnych wiernych świeckich, na poważne zagrożenie dla ich odpuszczenia grzechów, dla łaski, a zbawienie pozostaje dla nich zamknięte – powiedział w rozmowie dla włoskiego czasopisma.

Odpowiadając na pytanie dlaczego ks. Ariel di Stefano Levi zdecydował się na podjęcie problemu zagrożenia, jakim jest homoseksualizm w Kościele, duchowny odpowiedział, że musiał go podjąć, ponieważ jego boski „pracodawca” to Słowo, które stało się ciałem, by lepiej głosić prawdę. – Zawsze, gdy jest to konieczne, praktykowane jest miłosierdzie, co konkretnie oznacza ukazywanie doktryny i autorytetu Kościoła. Niewykonywanie tego prowadzi do zepsucia samej idei miłosierdzia, które zostałoby pozbawione właściwego znaczenia, przekształcone we własną parodię. Jeśli chrystologiczne miłosierdzie zostanie zamienione na urzędową „dobroczynność”, stworzy to po tysiąckroć nieszczęśliwe milczenie, którego celem jest zastąpienie faktyczną Boskość ludzką potencjalnością – tłumaczy kapłan, konwertyta z judaizmu.

- Celem, jakim sobie postawiłem jako mężczyzna i kapłan, jest być bardziej żywym, aktywnym sługą prawdy, która jest Słowem, które stało się ciałem. Ostre i bezpośrednie słowa Jezusa przeciwko niemoralności skorumpowanej władzy żydowskich kapłanów Jego czasów zaprowadziły Go do klęski krzyża, a niedługo po tym do chwały zmartwychwstania, ponieważ Jezus, Słowo, jest Bogiem (J 1,1) – tłumaczy duchowny. – Dziś Jezus, gdyby przybył do tych oddziałów Sodomy i Gomory, które stworzyli niektórzy w Watykanie, które sprowokowały papieża do słów „Módlcie się za mnie, abym nie uciekł ze strachu przed wilkami”, użyłby wobec niemoralności skorumpowanej władzy katolickiego duchowieństwa tych samych słów: „gniazdo żmij” (Łk 3,7), „groby pobielane” (Mt 23,27). Kto wie, jak wiele razów wymierzyłby współczesnym handlarzom w świątyni (Mk 11, 15-19). Prawdopodobnie nie tylko użyłby słów „Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom, nad którym wzywano mojego imienia?” (Jr 7,11). (…) Ponownie zobaczyłby krzyż i Sanhedryn. Kto wie, jak wielu biskupów, kapłanów i teologów oskarżyłoby Go o arogancję, ilu odmówiłoby Mu wiarygodności, twierdząc, że nie ma prawa, by przemawiać: „Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam (…)?” (Mt 13:55) – podkreśla kapłan-konwertyta.

Odpowiadając na pytanie, jakie są cele lobby homoseksualnego w Kościele, ks. di Stefano Levi nie pozostawia wątpliwości. –Zniszczenie Kościoła od wewnątrz, to oczywiste! Parę lat temu byłem formowany do podjęcia posługi egzorcysty. Mój biskup powierzył mi takie zadanie, choć do tej pory egzorcyzmy wykonywałem tylko dwukrotnie. (…) Byłem zaangażowany w prawdziwy przypadek (opętania przyp. red.), jak wtedy wszystko wskazywało, jak też teraz uważam, nie zrozumiałem dlaczego z tajemnicą zła w jego czystej formie nie możemy walczyć naszymi własnymi siłami. (…) Aby osiągnąć swoje cele, Szatan wykorzystuje wyrafinowane, nadludzkie umiejętności, by mylić i tworzyć struktury, w których nadprzyrodzony porządek jest stawiany na głowie, od dobro po zło, a zło wydaje się służyć dobru, występek staje się cnotą a cnota występkiem, zdrowa doktryna herezją a herezja zdrową doktryną. Tak rozwinęły się przerzuty, które dziś porażają kościelne ciało. Spowodowało to brak przywództwa na różnych poziomach, na których można zaradzić gnostyckiemu, teologicznemu relatywizmowi, przesadnemu indywidualizmowi i nieposłuszeństwu wobec osłabionego Kościoła, Papieża i biskupów. Ten mechanizm odwrócenia ma na celu zastąpienie Boga przez ego człowieka. Wystarczy posłuchać niektórych księży-teologów w garniturach i krawatach, którzy w okresie posoborowym stworzyli ich własny egonomiczny Sobór i ich osobiste wątpliwe nauczanie wygłaszane z katedr papieskich uczelni – tłumaczy.

Jak dodaje, homoseksualizacja katolickiego duchowieństwa to konsekwencja złożonego procesu społecznego. Ks. Ariel Gualdo di Stefano Levi wspomina, że w czasach jego dzieciństwa obserwowane dziś występki obyczajowe były nieznane. Zdarzało się, że niektórzy duchowni rezygnowali z kapłaństwa wiążąc się z kobietami. W latach 60-tych rozpoczął się proces niszczenia seminaryjnej formacji. – W ciągu tylko trzydziestu lat zaatakowano doktrynę i zakwestionowano depozyt wiary. (…) Wystarczy pomyśleć o liturgii, lub o tym, co niektórzy nazywają teologią antropologiczną. W końcu doszliśmy do homoseksualizacji Kościoła i homoseksualizacji władzy. Należy jak najszybciej dokonać zmian w seminariach, w których przyszli księża stają się w swojej wyobraźni klerykami, a nie chrześcijanami w sercu. Często w seminariach brakuje podstawowej edukacji a przed rozpoczęciem formacji trzeba się cieszyć zdrowym i solidnym wykształceniem. Sam znalazłem się w sytuacji wielu młodych niszczonych ludzi, ponieważ byli stygmatyzowani jako osoby heteroseksualne przez ich mniej lub bardziej homoseksualnych nauczycieli w seminariach, którzy dodatkowo w sposób oczywisty chronili gejowskich seminarzystów – powiedział ks. Ariel.

Jak tłumaczy, duchowni, którzy dokonali tej rewolucji w latach 70-tych i 80-tych są dziś przełożonymi i biskupami, otaczając się osobami o podobnym nastawieniu. – Oni muszą otaczać się osobami o podobnym nastawieniu, które są systematycznie umieszczane na kluczowych stanowiskach w diecezji, włączając w to seminaria – kontynuuje. Jak dodaje, receptą na ten kryzys jest autorytet apostolski. Samo to słowo wywołuje u wielu lęk, zwłaszcza u „egomaniackich teologów” pracujących nad upowszechnieniem w Kościele „kolegializmu” i „demokracji”.

Ks. Ariel Gualdo di Stefano Levi jest konwertytą z judaizmu i księdzem diecezji rzymskiej. Jest redaktorem czasopisma teologicznego „Fides Quaerens Intelletcum”, wydał m. in. prace „Erbe Amare, il secolo del sionismo” (2007) i „E Satana si fece Trino relativismo, individualismo, disobbedienza. Analisi sulla Chiesa del terzo millenio”, w której podjął problem posoborowego kryzysu i homoseksualnego zagrożenia dla Kościoła.

Nuova Bussola Quotidiana

Źródło informacji: POLONIA CHRISTIANA

czwartek, 10 października 2013

Rozmowa z ks. Dariuszem Oko o homoherezji


Spotykam się z groźbami, że zostanę zamordowany jak ksiądz Popiełuszko. To pokazuje, z kim mamy tu do czynienia. Ludziom, którzy aż tak kłamią i aż tak grożą, tym bardziej trzeba się przeciwstawiać – żeby nie zdobyli władzy totalnej – o brutalnej ofensywie homoideologii mówi w rozmowie z magazynem "Polonia Christiana" ks. Dariusz Oko.

Jak Ksiądz definiuje pojęcie homoherezji?

– Homoherezja to uporczywe odrzucanie przez członków Kościoła jego nauki na temat homoseksualizmu. Homoherezja zwykle objawia się w dwóch postaciach. Pierwsza z nich to postawa odrzucenia całego nauczania Kościoła na ten temat, nieprzyjmowanie do wiadomości, że homoseksualizm to coś negatywnego, że to – jak mówi Katechizm – poważne nieuporządkowanie. W istocie postawa taka polega na przyjęciu ideologii współczesnego homolobby, czyli genderideologii. Katolik porzuca wówczas wiarę katolicką na rzecz tejże ideologii.

Druga postać problemu dotyczy homoseksualizmu wśród duchowieństwa. Kościół wyraźnie mówi, że ludzi o skłonnościach homoseksualnych nie wolno wyświęcać, ba, nawet przyjmować do seminarium! Nie jest to bowiem dla nich droga dobra, przeciwnie: jest to dla nich droga bardzo niebezpieczna, pełna pokus, którym łatwo mogą ulec. Bo to podobna sytuacja, jakby zgodzić się na klasztory koedukacyjne, jakby normalny mężczyzna miał całe życie spędzić w klasztorze żeńskim. Kto w takiej sytuacji na pewno wytrwałby bez grzechu? Wielu jednak odrzuca to nauczanie.

W Kościele mamy jednak do czynienia nie tylko z homoherezją, ale także z pedofilią wśród duchowieństwa?

– Owszem, zdarzają się w naszym gronie pedofile, a raczej przede wszystkim homopedofile. Nie trzeba wyjaśniać, że pedofilia jest jedną z największych zbrodni, gdyż łamie duchowy kręgosłup dziecka. Po molestowaniu lub zgwałceniu przez pedofila można na całe życie zostać duchowym kaleką. Jest to tym straszniejsze, gdy takiej zbrodni dokonuje ktoś, kogo zadaniem jest opiekować się dziećmi – czyli ksiądz, nauczyciel albo rodzic. Wtedy jest to zbrodnia do kwadratu. W przypadku księży zaś – wręcz do sześcianu! Ich zadaniem jest przecież głosić i czynić rzeczy najbardziej święte.

Dzisiaj uznaje się, że w sprawie księży‑pedofilów w Kościele za bardzo starano się chronić instytucję, a za mało same dzieci. A to człowiek jest drogą Kościoła. Trzeba więc chronić dziecko, a nie wizerunek Kościoła. Poza tym, jeśli nie będziemy bronić dziecka, to i tak wizerunek Kościoła na dłuższą metę zostanie zrujnowany. W końcu to zrozumiano i dziś nikt nie robi w sprawie oczyszczenia się z grzechu pedofilii tyle, co Kościół.

To niewiedza, że także wśród duchownych może występować pedofilia (która jest trudniej uleczalna niż homoseksualizm), powodowała brak dostatecznej ochrony dzieci. Ludziom, i to akurat nieraz najbardziej wierzącym, nie mieściło się w głowie, że czegoś takiego mógłby dopuszczać się ksiądz. Więc jeśli coś takiego się działo, karano skarżące się, szukające pomocy dzieci! Uważano, że kłamią. A to była dla nich kolejna trauma, prawdziwy horror. Teraz, dzięki nagłośnieniu takich przypadków, sygnały ze strony dzieci traktujemy już bardzo poważnie. Przykro jest dowiedzieć się, że ktoś z nas ma gruźlicę lub jest Judaszem, ale lepiej to wiedzieć, by gruźlicą się nie zarazić, a Judasza zneutralizować.

A jak wielki jest to problem pośród duchowieństwa?

– Trzeba przede wszystkim podkreślać, że w Kościele w dziewięćdziesięciu procentach mamy do czynienia z aktami pedofilii homoseksualnej – homopedofilii, w tym zwłaszcza efebofilii, czyli molestowania i gwałcenia nie dzieci w ogóle, tylko dorastających chłopców. Tego właśnie dopuszczają się księża‑homoseksualiści.

Trzeba też pamiętać, że według badań prowadzonych w różnych krajach, na każdy tysiąc pedofilów osadzonych już w więzieniach, około czterystu to są homoseksualiści, a tylko jeden (albo jeszcze mniej) ksiądz, też zwykle homoseksualista. Taka jest skala zjawiska. Skoro więc media tak wiele mówią o księżach‑pedofilach, to czterysta razy więcej wypadałoby mówić o tym zjawisku w środowiskach gejowskich. Jeżeli o pedofilię oskarża się Kościół, to czterysta razy bardziej należałoby oskarżać środowiska gejowskie. Oczywiście, pod warunkiem, że mediom rzeczywiście zależałoby na dobru dzieci, a nie na niszczeniu Kościoła. Tymczasem z marginalnych przypadków tego, co złe w Kościele, media robią dziś pałkę do bicia Kościoła, czyniąc wielką krzywdę ogółowi księży, przedstawiając ich jak jakąś szkodliwą i groźną dla społeczeństwa grupę. Bardzo podobnie naziści mówili o Żydach. Stąd tylko krok do wezwania do eksterminacji takiej grupy.

Najbardziej wiarygodne badania wskazują, że homoseksualistów w społeczeństwie jest mniej niż dwa procent. A średnio w skali badań światowych czterdzieści procent wszystkich zbrodni pedofilskich oraz sześćdziesiąt procent przypadków zachorowania na AIDS przypada właśnie na nich, co oznacza olbrzymią nadreprezentację. Prawdopodobieństwo, że homoseksualista dopuści się pedofilii lub zachoruje na AIDS (oraz inne choroby weneryczne) jest więc kilkadziesiąt razy większe niż u normalnych mężczyzn. Trzeba lepszego dowodu, że to zaburzenie, patologia? A patologia wymaga nie propagowania, tylko leczenia.

W roku 2002 odkryto w Warszawie szajkę pedofilów, którzy wykorzystywali dzieci uciekające z domów i sierocińców. Dzieci spały na dworcu kolejowym, który stał się dla pedofilów – jak sami mówią – zagłębiem świeżego mięska. Byli to często ludzie wysoko postawieni w wielu sferach. Zapowiadano wielki skandal – między innymi czynił to reżyser Sylwester Latkowski, który nakręcił na ten temat film. No i co? Sprawę zamieciono pod dywan – tak, jak uczyniono z podobnymi aferami w Belgii i na Litwie. Dziennikarzom, którzy tak aktywnie atakują Kościół, proponuję zająć się tą sprawą i zbadać, dlaczego z tak wielkiej chmury nie było żadnego deszczu. Niech zbadają, ilu pedofilów jest wśród polityków, wśród artystów, nauczycieli oraz w ich własnym środowisku dziennikarskim. Niech o tym piszą i dają tytuły na pierwszą stronę – jeżeli chcą zachować elementarne zasady uczciwości. Inaczej ciągle będziemy mieli do czynienia ze strasznym zakłamaniem, któremu należy się zdecydowanie przeciwstawiać.

W Kościele zawsze byli ludzie grzeszni, ale dlaczego grzech tak się nasilił w drugiej połowie XX wieku?

– Kościół i świat to naczynia połączone. Nie żyjemy w różnych kosmosach. Kościół jest częścią świata i częścią kultury. Staramy się oddziaływać na świat, ale i świat wpływa na nas – zarówno dobrze, jak i źle. Ruchy i zjawiska wpływowe w świecie oddziałują również na Kościół. W czasach powszechnego, wielkiego dobrobytu ludziom często przewraca się w głowach (jak wcześniej przewracało się tylko nielicznym bogatym elitom). Zatracają się w tym, co cielesne. Przyciągają ich wtedy prymitywne ideologie.

Genderideologia i homoideologia to w gruncie rzeczy ideologie seksmaniaków – ludzi sprowadzających życie do seksualności, czyniących z seksu bożka. To zresztą typowe dla ateistów – odsunięcie Boga sprzyja wysunięciu na pierwszy plan fizjologii. Jeżeli to, co duchowe, pozostaje w nas niedorozwinięte, łatwo zostajemy zdominowani przez to, co cielesne – jak często dzieje się to u dzieci i osób upośledzonych umysłowo.

Wielu ludzi żyje dziś zgodnie z tą ideologią, która, niestety, oddziałuje również niekiedy na słabszych duchowo i intelektualnie katolików, w tym księży. Nie jest to zjawisko nowe, mieliśmy już wszak próby łączenia marksizmu z chrześcijaństwem, mieliśmy księży patriotów, duchownych współpracujących z totalitarnymi systemami, którzy do dziś pobierają wysokie emerytury z racji pracy dla UB. Jeśli więc byli katolicy, a nawet duchowni, którzy utrzymywali, że można pogodzić chrześcijaństwo ze współpracą zarówno z Hitlerem, jak i ze Stalinem czy Bierutem, to nie dziwmy się, że dziś żyją tacy, którzy twierdzą, że chrześcijaństwo da się pogodzić z ideologię ­gender.

Wynika to nie tylko z niewiedzy czy głupoty. Często także ze złej woli. Bo kiedy zgrzeszę, mam przed sobą dwie drogi. Pierwsza polega na uznaniu, że to ja uczyniłem zło, a przykazanie jest dobre, i na konsekwentnym staraniu się o nawrócenie. Druga polega na uznaniu, że to ja uczyniłem dobrze, a przykazanie jest złe, i na konsekwentnym trwaniu w tej racjonalizacji, w pogłębianiu grzechu. Jeżeli bowiem nie żyjemy, jak wierzymy, będziemy wierzyć tak, jak żyjemy.

Istnieje chora część duchownych głęboko zdradzających, zaprzeczających swej misji – można powiedzieć „kościół Judasza”. Nie raz przecież widzimy w mediach księdza w koloratce, mówiącego językiem ideologii promowanej przez te media, nie zaś językiem prawd Kościoła. Kapłan mówiący językiem lewackiej ideologii sieje straszny zamęt w głowach ludzi, niszczy rzecz najcenniejszą – ich wiarę. Słyszą oni bowiem księdza, który o eutanazji czy o aborcji mówi, że to właściwie nic strasznego. Tacy duchowni popychają ludzi do grzechu i apostazji.

Zawsze trzeba pamiętać, że istnieją duchowni, którzy przeszli na stronę przeciwnika. Jeszcze noszą koloratkę, sutannę czy habit, ale w sercu już stali się wrogami Jezusa. Przyjęli nauczanie szatana – z tym trzeba się po prostu liczyć. Judasz stanowił przecież prawie dziesięć procent apostołów.

Niedawno dowiedzieliśmy się, że był pewien zakonnik, który wiarę stracił już w seminarium. UB jednak przekonało go, by z niego nie występował. Człowiek ów całe swe kapłańskie życie przeżył jako ateista, pracował w Watykanie, został tam nawet jednym z dyrektorów, a zarazem całe życie ściśle współpracował z UB, między innymi stale donosił na papieży. Cały czas jako niewierzący wiarygodnie wiódł życie zakonne i sprawował sakramenty. Ten przypadek dobitnie pokazuje, że można być księdzem współpracującym z diabłem, ale na zewnątrz sprawiać wrażenie godnego duchownego. Taki ksiądz z reguły proponuje też wiernym takie życie, jakie sam prowadzi. Takie chrześcijaństwo w wersji „soft”: maksimum korzyści i przyjemnych przeżyć, minimum przykazań i dobrych czynów. To się często sprowadza to zasady: „jesteś tym lepszym chrześcijaninem, im bardziej kierujesz się nauczaniem nie Kościoła, ale antychrześcijańskich mediów, które Kościoła szczerze nienawidzą”.

Jeśli duchowny jest chwalony przez śmiertelnych wrogów Kościoła, bo mówi rzeczy sprzeczne z nauczaniem papieża, to wyraźny znak, że może już należeć do kościoła Judasza. Trzeba o tym wiedzieć, żeby się skutecznie bronić, żeby się wystrzegać jego słów i jego samego.

Czy to właśnie tacy ludzie tworzą w Kościele środowisko określane przez wielu mianem lawendowej mafii? Jeśli tak, to na czym ono polega i jaki jest jego zasięg?

– Pojęcie lawendowej mafii rzeczywiście powoli staje się znane w Polsce. W USA używane jest już od dziesiątków lat. To określenie lobby homoseksualnego w Kościele, o istnieniu którego niedawno (6 czerwca) mówił sam papież Franciszek.

Księża homoseksualni mają zwyczaj przywiązywać wielką wagę do strojów, możliwie jak najdroższych, do perfum (także lawendowych) i tym podobnych rzeczy, stąd określenie „lawendowa mafia”. Zachowują się trochę jak playboye. Z reguły tworzą mocne związki i wspierają się nawzajem wbrew obiektywnym zasadom – na przykład starają się, by ludzie tego pokroju awansowali w Kościele, mimo iż nie posiadają do tego odpowiednich kompetencji.

W Kościele odpowiedzialne stanowiska powinni zajmować ludzie szczególnie dokładnie wyselekcjonowani, tymczasem nierzadko głównym kryterium staje się przynależność do tego lobby. Takie rzeczy mogą się dziać i dzieją w wielu innych środowiskach. W Polsce mają miejsce choćby w teatrze – wiele razy mówiła o tym Joanna Szczepkowska i potwierdził to Kazimierz Kutz. Według nich teatr polski zdominowany jest przez homolobby. Podstawą i warunkiem zyskania pozycji w teatrze jest przynależność do owej grupy lub przynajmniej wykazanie postawy gayfriendly. Inni nie mają szans. Po swojej krytyce Szczepkowska (znakomita aktorka, prezes Związku Artystów Scen Polskich) usłyszała, że „jest nikim, że jej już nie będzie”. Oto piewcy tolerancji. Jak już mają władzę, rządzą totalitarnie. Oto ich program: od tolerancji do totalitaryzmu. To jest też przyczyna upadku teatru w Polsce – z takim lobby w środku często karłowacieje on do przedstawień w stylu homoporno, z którego widzowie jak najszybciej wychodzą.

Tutaj szczególnie wyraźnie widać, co może stać się ze środowiskiem zdominowanym przez homolobby, w którym ono sprawuje władzę absolutną.

Czy samo ujawnienie istnienia owej mafii jest dobrym sposobem na to, by się przed nią bronić?

– Niestety, to nie wystarczy. Nie ma niezawodnej metody poradzenia sobie ze złem, które jest w człowieku, a więc i w Kościele. Także papież Franciszek stwierdzając, że w Watykanie jest lobby gejowskie, dodał „zobaczymy, co się da z tym zrobić”. Zatem także dla niego to nie jest prosta sytuacja, nie ma gotowych, niezawodnych recept, musi dopiero lepiej zbadać sytuację. Wszak wybór zła to dzieło naszej wolności. Jeśli ktoś się uprze grzeszyć, nikt mu w tym nie przeszkodzi, nawet Bóg – bo uczynił go wolnym. Jest to trudne zwłaszcza wtedy, gdy postępuje tak kapłan – osoba mająca na co dzień do czynienia ze sprawami najświętszymi. Jeżeli to go nie przekonuje, to co miałoby go jeszcze przekonać? Jeśli ksiądz podepcze to, co najwyższe, co zostało mu powierzone, zaczyna spadać jak kamień, który oderwał się z wieży katedry…

Corruptio optimi pessima…

– Właśnie. Duchowni studiują rzeczy najświętsze i najmądrzejsze, rzeczy duchowe. Codziennie odprawiamy Mszę Świętą – to naprawdę największy skarb na tej ziemi. Dlatego wśród księży jest tak wielu świętych. Jeśli jednak mimo tego ksiądz żyje w permanentnym grzechu ciężkim, co ma mu pomóc?

Mieć pretensje o to, że rozmawiamy o tych sprawach, to podobnie, jakby mieć pretensje do Ewangelistów, że pisali o Judaszu. A przecież Judasz jest wieczny – jego naśladowcy wciąż żyją – to duchowni, którzy wybrali drogę zdrady. Tylko Bóg wie, czy z własnej winny czy nie, tylko On może ich i nas ostatecznie osądzić. My jednak musimy pamiętać, że w Kościele tacy ludzie zawsze byli, są i będą – to warunek skutecznej obrony przed ich zdradą.

Nie ma żadnej metody na wyeliminowanie ze świata wszystkich chorób czy wszystkich przestępców. Nasze działanie polega wyłącznie na ograniczaniu ich oddziaływania. Nigdy nie zabraknie pracy ani dla lekarzy, ani dla policjantów. Ani jedni nigdy nie wyleczą wszystkich chorób, ani drudzy nigdy nie złapią wszystkich przestępców. W Kościele jest podobnie. Teksty, które nazywają problem po imieniu, są właśnie takim ograniczaniem działania homolobby. Homoseksualne lobby w Kościele jest jedną ze struktur grzechu w nim istniejących. Sama wiedza o jego istnieniu już utrudnia jego działanie. Do tej pory, gdy coś wyszło na jaw, szli w zaparte. Znane są przypadki, gdy do końca, wbrew oczywistym faktom, broniono zaciekle człowieka ewidentnie winnego. Po takich tekstach jest to dużo trudniejsze. Między innymi dlatego, gdy ostatnio wyszło na jaw podwójne, homoseksualne życie szkockiego kardynała Keitha O’Briena, papież zareagował natychmiast i nie dopuścił do jego udziału w ostatnim konklawe. Został on też pozbawiony swojego stanowiska i wysłany na pokutę.

Wspominał Ksiądz, że po opublikowaniu artykułu Z papieżem przeciw homoherezji, który został przetłumaczony na wiele języków, nie spotkał się z publiczną, imienną krytyką w kręgach kościelnych. A nie boi się Ksiądz oskarżeń o homofobię? Nie boi się Ksiądz, że prędzej czy później zajmie się nim władza świecka?

– Co więcej, po zapoznaniu się z tym artykułem sam papież Benedykt XVI udzielił mi specjalnego apostolskiego błogosławieństwa na dalszą pracę. A dokładnie w rok po jego ukazaniu się sam papież Franciszek zaczął mówić o lobby gejowskim działającym w Watykanie. To takie potwierdzenia z najwyższego poziomu, zresztą podobnie reagowało wielu kardynałów, arcybiskupów i biskupów.

Natomiast samo pojęcie homofobii jest pojęciem sztucznym stworzonym na użytek homopropagandy. Ma grać taką rolę, jak w języku bolszewików odgrywały pojęcia „reakcjonista”, „kułak” czy „­zapluty karzeł reakcji”, a w języku nazistów „parszywy, zawszony Żyd”. To słowa, które mają pomagać w zabijaniu. Ostemplowanie taką nazwą ma sprowadzać człowieka do kategorii podludzi, którzy nie mają prawa brać udziału w życiu społecznym i którym można dowolnie ubliżać. Najpierw ma prowadzić to do śmierci cywilnej, a potem fizycznej. Jest to w istocie pojęcie rasistowskie, bo zakłada istnienie pewnej rasy „homofobów”, która zostaje wyłączona poza nawias rasy ludzkiej i z którą w związku z tym można robić wszystko – najpierw ubliżać, wyrzucać z pracy, odbierać prawa obywatelskie.

W praktycznym użyciu homoideolodzy homofobem nazywają każdego, kto wypowie choćby jedno zdanie krytyczne na ich temat. Przy okazji przypisują sobie cechy boskie, bo wynoszą się ponad wszelką krytykę, a takie wyniesienie przysługuje tylko Bogu. Podobnie narkofobem lub alkofobem można by nazywać każdego, kto krytykuje styl życia narkomana czy alkoholika. To nie żadna kategoria psychologiczna, tylko po prostu pałka do bicia krytyków homoideologii.

Czołowymi „homofobami” okazują się przy tym papieże – bł. Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek – bo przecież należą do najbardziej prominentnych krytyków tej ideologii. Podobnie wszyscy wierni biskupi, kapłani, chrześcijanie – i zwłaszcza święci, jak bł. Matka Teresa z Kalkuty. Jesteśmy więc w dobrym towarzystwie.

Trzeba też dodać, że homoideolodzy chcą wprowadzić prawa zabraniające wszelkiej krytyki homoseksualizmu (i takie prawa już w niektórych krajach zaczynają obowiązywać). Według tych praw nawet za jedno zdanie krytyki polegające na przykład na cytowaniu Pisma Świętego lub badań naukowych, można trafić do więzienia. Według nich powinno się uwięzić przede wszystkim papieży i kolejno kardynałów, biskupów i księży – jako czołowych homofobów. Gdyby te prawa wprowadzono wcześniej w Polsce, żadna pielgrzymka Jana Pawła II nie byłaby możliwa, trzeba by go aresztować, gdy tylko stanął na lotnisku. Na szczęście nawet komuniści nie ważyli się na takie szaleństwa, do których bezwzględnie dążą homolobbyści.

Co więcej, przecież zdecydowana większość Polaków ma negatywne zdanie na temat homoideologii, w tym homozwiązków i homoadopcji. Często też o tym mówią. Gdyby więc homolobby uzyskało prawa, o które walczy, trzeba by konsekwentnie uwięzić zdecydowaną większość Polaków. Trzeba by stworzyć państwo policyjne z tysiącami szpicli oraz tysiącami obozów koncentracyjnych dla dziesiątek milionów „homofobów”, prawdziwe homogułagi XXI wieku. I to na polskiej ziemi najbardziej zniszczonej i skrwawionej przez totalitaryzmy XX wieku. Czy naprawdę chcemy oddać całą władzę ludziom, których żądania mają takie logiczne konsekwencje?

Ja przynajmniej nie, dlatego się im sprzeciwiam pamiętając, że gdyby więcej, wystarczająco dużo ludzi sprzeciwiało się nazistom i bolszewikom, nigdy nie doszliby oni do władzy.

Czynię to, pomimo że spotykam się z groźbami, że zostanę zamordowany jak ksiądz Popiełuszko. To pokazuje, z kim mamy tu do czynienia. Ludziom, którzy aż tak kłamią i aż tak grożą, tym bardziej trzeba się przeciwstawiać – żeby nie zdobyli władzy totalnej. Zresztą nie należy zbytnio obawiać się męczeństwa i śmierci. Przecież w obronie ziemskiej ojczyzny, w przypadku wojny, giną miliony żołnierzy. Tym bardziej mamy obowiązek walczyć jak żołnierze Chrystusa, gdy chodzi o obronę ojczyzny niebieskiej, gdy walcząc o prawdę, walczymy także o zbawienie wieczne milionów. Zbawienie także naszych śmiertelnych wrogów, nawet najbardziej cynicznych i zakłamanych homoideologów. To także są nasi bracia, tym bardziej zagrożeni, im bardziej żyją w nienawiści i kłamstwie.

Tym bardziej, że przecież chodzi o obronę dzieci i młodzieży

– Właśnie, przecież w tym roku program edukacji seksualnej stworzony według zasad gender po raz pierwszy usiłowano wprowadzić do polskich szkół. A według jego kanonów koniecznie należy uczyć masturbacji już 3-letnie dzieci, a współżycia seksualnego dzieci 12-letnie. To jest najlepszy program, aby uczynić z dzieci seksnarkomanów, doprowadzić do zdruzgotania ich przyszłości. Trzeba być maniakiem seksualnym, żeby taki program stworzyć i forsować, a takich maniaków w żadnym wypadku nie można dopuszczać do dzieci. To podobnie, jakby prostytutki i alfonsów wpuszczać do szkół, by do woli molestowali dzieci.

To jest też brutalne wdzieranie się do świętego kręgu rodzin, pogwałcenie konstytucyjnych praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. Jak bardzo muszą gardzić człowiekiem ideolodzy, którzy dopuszczają się takich rzeczy.

Ideologia genderowa prowadzi nie tylko do dewiacji, o których Ksiądz mówi, ale też do zakwestionowania całej dotychczasowej europejskiej kultury. Ostatnio mieliśmy do czynienia z głośnym przypadkiem, gdy naukowiec z PAN ogłosił pracę, w której obwieszczał, że bohaterowie Kamieni na szaniec, a więc książki, na której kształtowały się patriotyczne uczucia Polaków, byli homoseksualistami. I zapowiada się kolejne tego typu prace wynajdujące rzekome związki homoseksualne w dziełach literackich.

– To jest brukanie wielkiego daru Bożego, jakim jest przyjaźń. Ma ona w sobie dużo więcej bezinteresowności niż miłość erotyczna, która jest między innymi miłością posiadania i potrzeby. Przyjaźń jest bardziej duchowa – to złączenie we wspólnym patrzeniu, rozumieniu i działaniu. Tak jak u młodych bohaterów Kamieni na Szaniec.

Ale jest to też, niestety, typowe dla lewackich, ateistycznych homoideologów, to ich typowe zaburzenie. Kiedy odrzucają Boga i przyjaźń z Nim, sami pozbawiają się tego, co w świecie ducha jest najważniejsze i najwyższe. Stają się duchowymi kalekami, które niejako automatycznie nie doceniają sfery ducha, a przeceniają sferę ciała. Stają się coraz bardziej cieleśni, coraz bardziej zniewoleni i oślepieni przez sprawy ciała. A pożądanie seksualne jest jednym z najmocniejszych pożądań cielesnych, dlatego to ono szczególnie zaczyna dominować w ich myśleniu. Wszystko zaczynają widzieć przez pryzmat seksu, także najbardziej zboczonego. Ale to tak, jakby mrówka usiłowała zrozumieć matematykę, liżąc podręcznik do algebry. W ich patrzeniu, jeśli dwóch mężczyzn się przyjaźni, to na pewno są homoseksualistami.

Ludzie o brudnych duszach i rękach wszystko widzą w sposób zabrudzony. Czego się nie dotkną, zostawiają brudny ślad. Wszystko redukują do seksu. Potem w bluźnierczy sposób mówią nie tylko o bohaterach Armii Krajowej, ale także o Dawidzie, Jonatanie, a nawet o Jezusie i Apostołach.

Prawdziwe oblicze genderowców najlepiej ukazują też ich strony gejowskie czy pisane przez nich książki, na przykład Lubiewo bez cenzury Michała Witkowskiego. Sami tam najbardziej szczerze przyznają, że przede wszystkim chodzi im o brutalny seks, że to jest dla nich najważniejsze.

Ale też widać, jak bardzo oni przy tym cierpią. Bo ktoś, kto został powołany do życia duchowego, bliskiego anielskiemu, a żyje w sposób bliski zwierzęcemu, nigdy nie będzie szczęśliwy. Choćby nie wiadomo co robił i ilu miał partnerów seksualnych. Bo żyje głęboko wbrew sobie, wbrew swojej naturze. Człowiek został powołany do życia we wspólnocie miłości z Bogiem i ludźmi. Robiąc z siebie samego seksualną maszynę, redukuje się do ciała i jego pożądań, jakby ucina sobie głowę. Nigdy nie może osiągnąć spełnienia i szczęścia autentycznie ludzkiego.

Dlatego największym zagrożeniem dla homoideologów są oni sami. Walcząc z homoideologią, walczymy też o nich samych. Także kiedy nam grożą, że nas wyrzucą z pracy, wsadzą do więzienia czy nawet zamordują. To są nasi najbardziej zagubieni i cierpiący bracia, trzeba ich kochać i walczyć o ich zbawienie tak, jak uczył nas Jezus, mówiąc o miłości nieprzyjaciół. Już teraz, jako seksnarkomani, strasznie cierpią, a co może ich dopiero czekać w wieczności? Trzeba się starać że wszystkich sił, żeby się nawrócili i zostali zbawieni, ale też żeby ich błędami nie zarażali się inni. Miłować ludzi – ale zawsze w prawdzie. Nie ma autentycznej miłości wbrew prawdzie.

Trzeba też na wszystko patrzeć w ostatecznej perspektywie, perspektywie Boga i wieczności. A z tego punktu widzenia szczególnie dobrze jest widać absurd każdego grzechu i każdej zakłamanej ideologii. W tej perspektywie szczególnie widać, jak każde zwycięstwo kłamstwa i nienawiści jest lokalne i tymczasowe. Tym bardziej trzeba zabiegać o ratunek tak zagubionych i tak cierpiących w tym zagubieniu naszych braci homoideologów.

Dziękuję za rozmowę.

Ksiądz dr hab. Dariusz Oko – filozof, teolog, publicysta. Wykładowca Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Autor terminu homoherezja.

Źródło informacji: http://www.pch24.pl

czwartek, 3 października 2013

Rozmowa z ks. Dariuszem Oko o homoherezji


O homoherezji

Spotykam się z groźbami, że zostanę zamordowany jak ksiądz Popiełuszko. To pokazuje, z kim mamy tu do czynienia. Ludziom, którzy aż tak kłamią i aż tak grożą, tym bardziej trzeba się przeciwstawiać – żeby nie zdobyli władzy totalnej – o brutalnej ofensywie homoideologii mówi w rozmowie z magazynem "Polonia Christiana" ks. Dariusz Oko.

Czytaj dalej

prof. de Mattei o upadku moralnym duchowieństwa


Przyczyny spustoszenia

"Upadek moralny duchowieństwa rozpoczął się po Soborze Watykańskim II, czyli dokładnie wtedy, gdy nowa teologia wyparła tradycyjną moralność, aby za swój przyjąć mit rewolucji seksualnej" - w związku z kolejnymi doniesieniami o skandalach pedofilskich przypominamy tekst prof. Roberto de Mattei dotyczący przyczyn spustoszenia w Kościele.

Czytaj dalej

wtorek, 1 października 2013

Triumf homolobby wynikiem błędów sprzed 50 lat


„Wadliwa katechizacja dzieci i młodzieży przyczyniła się do ułomnego rozumienia kwestii moralnych w dzisiejszych czasach” – stwierdził szef trybunału Stolicy Apostolskiej, kardynał Raymond Burke. Amerykański hierarcha zajmujący jedno z najwyższych stanowisk w Watykanie zaapelował do wiernych, by się wreszcie „przebudzili” i „zdecydowanie przeciwstawili” najgorszemu złu naszych czasów, jakim jest promocja homoseksualizmu.

wtorek, 21 maja 2013

Pierwsza w Tbilisi gejparada zakończyła się ucieczką sodomitów.


Prawosławni chrześcijanie Tbilisi (Gruzja) pod wodzą prawosławnych mnichów i kapłanów (między innymi znanego w Gruzji ojca Wasilija Mkaławiszwili należącego do Greckiej Starostylnej Cerkwi Prawosławnej) rozegnali propagandową paradę zboczeńców i zwyrodnialców zaplanowaną na 17 maja z okazji “dnia homofobii”.

Liczba zebranych Gruzinów – przeciwników parady sięgała około 30 000 osób! Sodomici których ledwie było kilkadziesiąt osób nie mieli praktycznie żadnych szans. Choć i tak mieli szczęście, bo gdyby nie policyjne żółte autobusy, które ich natychmiast stamtąd zabrały to zapewne nie uszliby z życiem.

Proszę nie gorszyć się metodami jakie stosują Gruzini. Ten kto choć trochę zna narodową mentalność tego narodu, to ten nie będzie się temu dziwić.

Demonstranci nieśli plakaty: “Nie chcemy Sodomy i Gomory”, “Demokracja nie oznacza niemoralności”, “Stop homoseksualnej propagandzie w Gruzji”.

“Nie pozwolimy tym chorym ludziom przeprowadzać parady gejów w naszym kraju. To jest przeciwko naszym tradycjom i naszej moralności” – mówiła Żużuna Tawadze, trzymając w ręku pęk pokrzyw, gotowa ich użyć przeciwko gejom.

Ojciec Dawid, prawosławny duchowny, który jest jednym z organizatorów antygejowskiej demonstracji, powiedział, że wiec “obraża tradycję narodu”.

Gruzińskie władze dały zielone światło wiecowi, twierdząc, że wszyscy Gruzini, niezależnie od orientacji, mają prawo do wyrażania swych opinii w przestrzeni publicznej.

“Jesteśmy przeciwko propagandzie homoseksualizmu” – powiedział 21-letni student Nikolaj Kiladze. “Jeśli musimy się zgadzać na takie parady, aby zostać członkiem Unii Europejskiej i innych zachodnich organizacji oraz bloków, jestem przeciwny wstąpieniu do nich” – dodał.

W czwartek zwierzchnik gruzińskiej Cerkwi Prawosławnej patriarcha Eliasz II zaapelował do władz, aby nie zgodziły się na wiec gejów, dodając, że jest to “pogwałcenie praw większości i “obraza” dla gruzińskich tradycji.

Gruzja jest jak dotąd jedynym prawosławnym krajem, którego wierni aktywnie walczą z opłacaną przez USA misją sekty świadków Jehowy.

Zapewne przeciwstawienie się gruzińskich obywateli przeciwko wprowadzaniu do ich kraju zboczeństwa zostanie poddane odpowiednim sankcjom przez takie „cywilizowane” kraje jak USrsel czy Unia Europejska.

- PP



poniedziałek, 20 maja 2013

Kard. Burke jasno o homolobby



Uznanie przez państwo związków homoseksualnych w jakiejkolwiek postaci, nie tylko małżeństwa, szkodzi społeczeństwu i rodzinie – oświadczył kard. Raymond Burke, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.

Jak można twierdzić, że się jest się jest przeciw tak zwanym małżeństwom osób tej samej płci, a zarazem zgadzać się na to, by państwo legitymizowało ich czyny sprzeczne z naturą? – powiedział watykański hierarcha w wywiadzie dla tygodnika „Tempi”. W jego przekonaniu, kto tak twierdzi, przyczynia się do rozkładu społeczeństwa. „Zostało to dobrze udokumentowane przez historię. Rodzina tego nie wytrzyma!” – dodał kard. Burke.

Wskazał on również na znaczenie tak zwanych marszów dla życia. W ubiegłą niedzielę jako jedyny kardynał wziął on udział w rzymskim marszu, który został powitany przez Papieża Franciszka na placu św. Piotra. Przyznał on, że protestować przeciwko aborcji można też na inne sposoby, jednakże udział w marszu dla życia to coś innego. Jest to osobiste świadectwo o mych życiowych decyzjach. Wychodząc na ulicę pokazuje się wszystkim, jak ważna jest ochrona życia. A widząc, jak wielu nas jest, nabieramy też siły do dawania o tym świadectwa przez cały rok – powiedział prezes Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.

Źródło informacji: http://gosc.pl

Arcybiskup Berlina: związki homoseksualne można traktować tak samo jak heteroseksualne

Arcybiskup Berlina Rainer Maria Woelki uznał za możliwą liberalizację w przyszłości postawy Kościoła wobec homoseksualistów. Wyjaśnił, że może sobie wyobrazić, iż "tam, gdzie ludzie przejmują za siebie odpowiedzialność, żyjąc w trwałej homoseksualnej więzi, można (taki związek) traktować podobnie jak stosunek heteroseksualny". Zastrzegł jednak, że "szybkich zmian nie będzie". - Małżeństwo między kobietą i mężczyzną zachowa z punktu widzenia Kościoła swój szczególny status.

środa, 15 maja 2013

O mrocznej nietolerancyjnej i pełnej nadużyć naturze programu środowisk gejowskich

Rasa i płeć to wieczyste i niezmienne cechy, narzucone już od urodzenia. Żaden moralny osąd nie powinien mieć miejsca tak w kwestii rasy, jak też płci, gdyż nikt ich nie wybiera.

Ponad 20 lat temu w pracy prowadziłem (z przerwami) rozmowę na temat homoseksualizmu z pewnym gejem. Jakkolwiek sam nieustannie przywoływał temat, od czasu do czasu wpadał w złość i nazywał mnie bigotem w sytuacji, gdy się z nim nie zgadzałem. Człowiek ten z czasem stał się jednym z głównych organizatorów środowisk gejowskich w moim mieście.

Na zdjęciu autor artykułu
Frederick J. Hutchison
Przed pięciu laty napisałem list do wydawcy czytywanej przeze mnie gazety na temat tego, w jaki sposób stała się ona organem obrony interesów homoseksualistów. Przesłałem ów list grupie osób, która otrzymywała ode mnie regularną korespondencję mailową. Jeden z jej członków odpowiedział i przedstawił się jako homoseksualista. Oskarżył mnie o chęć oddania gejów w ręce czegoś na wzór hiszpańskiej inkwizycji. Użył kilku obraźliwych zwrotów, które przypomniały mi inne zatargi, jakich doświadczyłem w związku z homoseksualistami, w tym osobą wymienioną w pierwszym akapicie. Odpowiedziałem wówczas, że nie mam zamiaru pozwolić na zastraszanie mnie i uciszenie.

Zastanawiałem się: czy zatem homoseksualiści są histerykami, pełnymi nienawiści i nietolerancyjnymi wobec sprzeciwu, a może wszyscy czytają te same podręczniki? Czy systematycznie organizują się w celu uderzania w oponentów i uciszenia ich poprzez zastraszanie? Odpowiedź brzmi: nie, nie koniecznie prezentują typ histeryczny, opętany nienawiścią z samej li tylko natury; i owszem – jest to coś, czego się nauczyli. Jest to technika zwana "zagłuszaniem", będąca elementem szczegółowego programu, tworzącego długofalowy plan.

Propaganda i kontrola myśli

O "zagłuszaniu" dowiedziałem się czytając artykuły How America Went Gay i Thought Reform and the Psychology of Homosexual Advocacy, napisane przezCharlesa W. Socaridesa M.D., Przewodniczącego the National Association for Research and Therapy of Homosexuality (NARTH), a równocześnie profesora psychiatrii na Albert Einstein College of Medicine. Jest on m. in. autorem książki: Homosexuality: A Freedom Too Far (1995). Socarides przywołał wiele spośród wykorzystanych przez siebie informacji na temat zagłuszania z After the Ball: How America Will Conquer Its Fear and Hatred of Gays in the 1990's (1990), pracy napisanej przez Marshalla Kirka i Hunter Madsen. Jest to swoisty plan postępowania dla aktywistów gejowskich w zakresie technik "prania mózgu", oparty na metodach rozwiniętych przez totalitarny reżim komunistycznych Chin. Techniki te zestawił Robert Jay Lifton w jakże doniosłej pracy pt. Thought Reform and the Psychology of Totalism: A Study of Brainwashing in China (1989).

Program zapożyczony od Chińczyków, a przedłożony wspomnianym wyżej aktywistom przez Kirka i Madsena, zawiera trzy podstawowe kroki: 1) znieczulenie (odwrażliwienie), 2) zagłuszanie, 3) konwersję.

1) Znieczulenie: przez nieustanne wystawienie na oddziaływanie homoseksualizmu, epatującego z telewizji, filmów, radia i gazet, społeczeństwo winno zostać przyzwyczajone do gejów jako normalnego elementu swojego życia. Obraz, jaki zostaje przekazany, to homoseksualista jako zwykły człowiek, taki, jak wszyscy inni. O ile jednak geje wyjdą z zamknięcia i pokażą się publicznie, o tyle wszelkie alarmujące aspekty gejowskiej patologii i perwersji muszą pozostawać ukryte, z dala od widoku publicznego. Celem znieczulenia jest ogólne zobojętnienie.

2) Zagłuszanie: jego założenie to zawstydzanie i zmuszenie oponentów do milczenia. Źródłem wstydu jest oskarżanie o bigoterię oraz społeczna stygmatyzacja.

"Wszyscy normalni ludzie czują wstyd wówczas, gdy odnoszą wrażenie, że nie myślą, nie czują i nie działają tak, jak otoczenie… Rzecz w tym, by bigot został sprowadzony do pozycji rozdzierającego poczucia wstydu w momencie ujawniania się jego niechęci do homoseksualistów".

"Propagandowe ogłaszanie może zatem ukazać homofobicznych i nienawidzących homoseksualistów bigotów jako prymitywnych krzykaczy… może pokazać ich jako krytykowanych, pełnych niechęci, odrzuconych. Musi też opisać gejów jako tych, którzy doświadczają okropnych cierpień, stanowiących bezpośredni rezultat anty-homoseksualnych prześladowań, których większość bigotów będzie ze wstydem unikać w obawie przed utożsamieniem ich z nimi". (Kirk and Madsen)

Zwróćmy uwagę na dwa elementy: wstydliwe klasyfikowanie "bigotów" poprzez wywoływanie wrażenia, że są społecznymi pariasami, a także podkreślanie cierpień gejów celem wywołania do nich sympatii. W świetle mojego osobistego doświadczenia mogę stwierdzić, że zetknąłem się z dwiema wersjami tej "zawstydzającej" taktyki, jaką stosują homoseksualni aktywiści. Pierwsza z nich polega na ataku ad hominem (a zatem na konkretna osobę); ignoruje się logikę oraz wszelkie fakty przedkładane przez oponentów i oskarża się ich o bycie bigotem – a zatem kimś okrytym wstydem. Takie oskarżenie jest najzwyklejszym pustosłowiem i nie ma oparcia w faktach. W swojej istocie stanowi zagrożenie społeczną stygmatyzacją w sytuacji, gdyby dana osoba nie wycofała się ze sprzeciwu przeciwko stanowisku środowisk gejowskich.

Taktyka ta bywa bardzo efektywna zwłaszcza w przypadku środowisk o politycznie poprawnej świadomości zbiorowej – takich jak uczelnia czy redakcja. Politycy jako klasa są bardzo wyczuleni na zagrożenie publiczną stygmatyzacją. Pamiętajmy wyrażoną przez Kirka i Marsdena ideę, zgodnie z którą "ludzie czują wstyd wówczas, gdy odnoszą wrażenie, że nie myślą, nie czują i nie działają tak, jak otoczenie…". Może to wydawać się prymitywną taktyką wynikającą z myślenia w kategoriach stada, niemniej jednak jest ona bardzo potężna.

Prawie każdy z nas doświadczył czegoś podobnego. Doskonałym przykładem jest grupa koleżeńska w szkole. Kara za naruszenie kodeksu grupy zawiera czasem publiczne zawstydzenie i demonizację. Jednostka staje się nietykalna, jest pariasem dla każdej szkolnej zbiorowości.

Analiza cyklu życia firm wykazała, że końcowe stadium ich schyłku wyznacza moment, gdy myślenie grupowe przeważa. Grupa staje sie wówczas powodem własnego końca, a klient zaczyna stanowić uciążliwą niedogodność. Dr James F. Welles napisał swego czasu The Story of Stupidity, w której to książce zbadał epoki historyczne, w których wielu ludzi zostało pokonanych przez auto-destrukcyjną zbiorową głupotę. W każdym wypadku myślenie grupowe przeważyło, z kolei racjonalizm i myślenie niezależne zepchnięto poza nawias. Polityczna poprawność jest takim właśnie współczesnym przykładem grupowego myślenia, nie zważającym na interes zbiorowości. Tak zatrute środowisko stworzyło możliwość rozkwitu dla nonsensu obraźliwego gejowskiego "zagłuszania". Jakkolwiek toksyczne i niszczące myślenie stadne by nie było, to skłonność, jaką przejawia w odniesieniu do niego człowiek – istota społeczna, jest potężną pokusą, z której korzystają dyktatorzy wszelkiej maści.

Gdy zeznawałem przed Komisją Senacką Stanu Ohio w sprawie the Defense of Marriage Act (DOMA), republikański przewodniczący, sam opowiadający się za aktem, zezwolił jego przeciwnikom na oskarżanie oponentów o bigoterię i nienawiść. Pozwolił swobodnie kontynuować bez żadnych ograniczeń czasowych, gdy odmalowywali gejowski styl życia w sposób pełen entuzjazmu i pławili się w osobistym bólu, którego rzekomo doświadczali z powodu bigoterii. Niestety nie zezwolił obrońcom aktu odpowiedzieć na zarzuty o bigoterię i odeprzeć argumenty wniesione przez przeciwników. Nie wydał zgody na zabranie głosu przez ekspertów w sprawie tragicznych aspektów homoseksualnego stylu życia. Dlaczego? Prawdopodobnie nie chciał być nazwany bigotem przed kamerami. Na śmierć wystraszył się publicznego "zagłuszania" i wstydu. Nawet jeżeli sam głosował za DOMA, obawiał się publicznej etykietki kogoś, kto nie jest z "naszej paczki". Doskonale współgra to z chińskimi technikami prania mózgu. Ponownie zwróćmy uwagę na to, co piszą Kirk i Marsden:

"Nasz efekt osiągany jest bez odwoływania się do faktów, logiki lub dowodu. Już z uwagi na sam fakt obwołania kogoś bigotem, bez dania racji, dzięki powtarzaniu takich rozmytych, emocjonalnych uwarunkowań, jego bigoteria może zostać stopiona w ten sam sposób niezależnie od faktu, czy jest on świadomy ataku, czy też nie. W skrócie: zagłuszanie skutkuje jak dotąd z uwagi na to, że wprowadza (choćby i niewielką) dozę wątpliwości i wstydu w uprzednio nienaruszoną, wynikającą z własnego przekonania zadowolenie. Takie nastawienie może być całkiem użyteczne i efektywne wówczas, gdy nasze przesłanie zyska znaczne możliwości oddziaływania, od których wszystko inne będzie zależne".

Środowiska gejowskie istotnie otrzymały od liberałów znaczące możliwości oddziaływania: wpływ w TV, filmach, a także mediach drukowanych. To agresywne wykorzystywanie mediów jest priorytetem liderów w/w środowisk przynajmniej od roku 1971.

Wspominana wyżej "doza wątpliwości" wprowadzonej poprzez uwarunkowania emocjonalne jest szczególnie skuteczna w przypadku kleru. Jego członkowie uważają się za ludzi sumienia i współczucia – i tak też chcą być postrzegani przez innych. Stąd też, kiedy pastor przemawia zgodnie z nauka Pisma i określa gejowskie praktyki seksualne mianem grzechu, może odczuwać niemal nieświadomy przypływ wątpliwości i wstydu. Nie jest to jednak wstyd wynikający z naruszania uniwersalnego prawa moralnego lub też stania na straży przekazu Biblii. Jest to wstyd występowania przeciwko pewnemu społecznemu tabu, a także obawa przed postrzeganiem przez innych jako osoby wykazującej się brakiem współczucia i wrażliwości. Prowadzi to wielu duchownych do najdalej posuniętego strachu: obawy przed publiczną niełaską.

Denominacje takie, jak episkopalianie, luteranie, prezbiterianie, a także medotyści znajdują się obecnie w stanie zaciętej batalii o to, czy wyświęcać gejów lub czy błogosławić związki homoseksualne. Wielu teologów i biskupów oświadczyło, że gotowych jest "wysłuchać obydwu stron". Odcinając się od jednoznacznych publicznych deklaracji uciekają oni od zniesławiania przed jedną ze stron jako bigotów lub szerzycieli nienawiści, albo przez drugą – za odbieganie od słów Pisma.

Opór przeciwko planom środowisk gejowskich pozostawia się w kościołach jednostkom najbardziej konserwatywnym, najbardziej przywiązanym do zasad i tym, którzy najbardziej pragną być sami. Ci, u których miłość Boga i prawdy jest silniejsza od niechęci przed publicznym napiętnowaniem przez aktywistów gejowskich i ich liberalnych sprzymierzeńców, muszą czasem płacić wysoką cenę. Gdy liberalny kler przejmuje kontrolę nad którąś z denominacji [chrześcijaństwa] i wraca do roszczeń wysuwanych przez homoseksualistów, konserwatystów spotyka ostracyzm i wykluczanie z seminariów, komitetów poszczególnych wyznań oraz odcięcie od możliwości zabierania głosu… To tyle jeżeli chodzi o liberalną "tolerancję" i "włączanie".

Jednym z aspektów techniki zawstydzania jest ukazywanie tego, ile cierpienia geje znoszą w konsekwencji nietolerancji bigotów. Film Filadelfia z Tomem Hanksem jest medialnym tour de force w przyciąganiu masowej publiki na stronę sympatii z cierpieniem homoseksualisty i niechęci względem prześladujących do bigotów. Każdy, kto przykłada dużą wagę do współczucia, musiał być pod wrażeniem filmu. Jest to jedno z największych arcydzieł propagandy, jakie pokazano na ekranach. Mało subtelne przesłanie jest następujące: "Wstydźcie się wy, bigoci, za brak akceptacji milusiemu i wrażliwemu Tomowi Hanksowi, któremu przytrafiło się być gejem". Za jednym zamachem bigoci zostali zawstydzeni i "zagłuszeni", a homoseksualiści zdobyli sympatię. Doskonała propaganda, z której Chińczycy mogą być dumni.

3) Konwersja: trzeci krok to próba dokonania zmiany nastawienia ogółu do w kierunku pełnej akceptacji roszczeń gejów. Wymaga ona zmiany w sercach, ta zaś nastąpi "wówczas, gdy sprawimy, że w zasadzie staną się tacy sami, jak my" – piszą Kirk i Madsen. "Konwersja ma na celu nic innego, jak tylko zmianę emocji Amerykanów, ich umysłów i woli poprzez zaplanowany atak psychologiczny w formie propagandy zaimplementowanej przez media". Gdy publiczność zaczęła sympatyzować z Tomem Hanksem w Filadelfii, proces konwersji został rozpoczęty.

Występując dawniej w telewizji, homoseksualna komediantka Ellen DeGeneres stosowała szorstkość [jako środek wyrazu] w komedii. Od czasu swojego publicznego ujawnienia się jako lesbijka zaczęła stawiać na własną sympatyczność. Queer Eye for the Straight Guy odniosło rewelacyjny sukces w zakresie wygrywania sentymentalnej przychylności publiki. Żaden sposób nie jest zbyt głupi, a żadna sytuacja nazbyt ckliwa. Nie mieliście przypadkiem ochoty kogoś z nich przytulić? To właśnie jest konwersja! Poważna konwersja. Nigdy nie lekceważcie egzaltowanego amerykańskiego sentymentalizmu. Milusińskość Topsy z Chaty wuja Toma zdziałała więcej dla odwrócenia mas od niewolnictwa, aniżeli wszyscy abolicjoniści razem wzięci.

Wielkie kłamstwo

Technika wielkiego kłamstwa została wykorzystana chyba we wszystkich reżimach totalitarnych. Jak ujął to kiedyś Józef Goebbels, szef nazistowskiej propagandy: "powiedz kłamstwo, uczyń je wielkim, powtórz je dostatecznie wiele razy, a wielu ludzi w nie uwierzy". Chińskie techniki propagandowe, zastosowane w celu realizacji programu środowisk gejowskich, są bardziej wysublimowane niż pompatyczne metody nazistów. Nie zmienia to jednak faktu, że będąc totalitarystami z krwi i kości szukającymi sposobu kontroli umysłów, ludzie stojący za tymi działaniami starają się promować trzy wielkie kłamstwa: 1) Homoseksualizm jest determinowany genetycznie; 2) zmiana nie jest tu możliwa; 3) prawa gejów wchodzą w skład praw człowieka. Homoseksualizm zostaje tu położony na jednej szali razem z płcią i rasą. Zgodnie z ty, co głoszą środowiska gejowskie, są to prawdy oczywiste i nie potrzeba tu żadnej dyskusji. Niezgoda w odniesieniu do którejś z wymienionych wyżej spraw jest dla nich oznaką bigoterii.

1) Uwarunkowania genetyczne. Wmawia się nam, że geny determinują ludzkie wybory i trajektorię rozwoju właściwego dla każdej jednostki. Oznacza to zatem, że gej jest zaprogramowanym automatem i nie ma wyboru: musi dokonywać takich aktów seksualnych, jakie dyktują mu geny. Pełne menu jego seksualnych perwersji zapisane jest w genotypie i oczekuje tylko na prawo, możliwość i stymulację do uzewnętrznienia się… Jest to oczywisty nonsens. Homoseksualiści mają wolną wolę i prawo wyboru – tak, jak każda istota ludzka. Zboczenia seksualne muszą wpierw zostać przyswojone zarówno w drodze doświadczenia, jak też uzyskania stosownych wskazówek.

Obecnie wydaje się, że nie istnieją żadne naukowe dowody łączące którekolwiek geny z określonymi praktykami seksualnymi. Nauka dowiodła natomiast czegoś wręcz przeciwnego. Próba, w trakcie której przebadano losy 90.000 par identycznych bliźniaków (mających te same geny) nie wykazała jakichkolwiek korelacji w odniesieniu do ich preferencji seksualnych. Tam, gdzie w obydwu przypadkach rodzeństwo miało płeć męską, korelacja była jedynie nieco wyższa; tak czy inaczej należy przyjąć, że gdyby uwarunkowania genetyczne były prawdą, to powinniśmy otrzymać 100% podobieństw (źródło: Bearman & Bruckner, American Journal of Sociology, Vol 107, No 5, 2002).

The Journal of Homosexuality, pismo redagowane przez środowiska homoseksualne, donosi, że pewne studia gejowsko-genetyczne i inne, dotyczące związków mózgu z homoseksualizmem, nie spełniają wymogów krytycznej analizy. Wielu gejów chce raczej prawdy, aniżeli wielkiego kłamstwa. Niestety inni wolą kłamstwo: jeden z autorów pracy z przywołanego wyżej nurtu gejowsko-genetycznego jest obecnie podejrzanym w prowadzonej przez the National Institutes of Health for Science Fraud oszustwo naukowe.

2) Homoseksualiści nie mogą się zmienić. Dr. Socarides twierdzi, że jedna trzecia jego byłych pacjentów żyje obecnie w udanych związkach małżeńskich i ma dzieci. Dobrze koresponduje to z rezultatami uzyskanymi w Betty Ford Clinic. Kolejne 30% pacjentów Socaridesa pozostaje wprawdzie homoseksualistami, jednak wycofało się ze środowiska gejowskiego. Zaczęli oni kontrolować swoje impulsy, a także wykazywać znacznie dalej idącą odpowiedzialność. Oznacza to, że 2/3 pacjentów dokonało pozytywnej zmiany w swoim życiu (w mniejszym lub większym zakresie). Zdecydowanie wyklucza to więc słuszność tezy, że homoseksualiści nie mogą się zmienić.

3) Dyskryminacja homoseksualistów jest kwestią praw człowieka. Rasa i płeć to wieczyste i niezmienne cechy, narzucone już od urodzenia. Żaden moralny osąd nie powinien mieć miejsca tak w kwestii rasy, jak też płci, gdyż nikt ich nie wybiera.

Dla kontrastu: gejowska aktywność seksualna jest cechą behawioralną, z kolei tzw. orientacja homoseksualna wydaje się rozwijać etapowo. Wybory, których dokonuje jednostka, a także otoczenie, w którym przebywa, gruntownie modelują trajektorię naszego rozwoju. Perwersji seksualnych trzeba się nauczyć w drodze doświadczenia i instruktażu. Praktyki takie są zatem przedmiotem moralnej oceny.

W świetle powyższych faktów i kontrowersji wydaje się, że tym, czego dziś potrzebujemy w Ameryce, jest moralna obywatelska odporność na opisane wyżej "pranie mózgu" i dezinformację. Jeżeli mamy ocalić cywilizację w obliczu nieustających kłamstw i zwodniczych technik gejowskiego programu działania, to odpowiednia ilość bogobojnych Amerykanów musi powstać i odważnie zająć miejsce przy tym, co słuszne po to, by przechylić szalę w tej kulturowej wojnie, której jesteśmy dziś świadkami.

Fred Hutchison
Tłum. Mariusz Matuszewski

Źródło informacji: http://konserwatywnaemigracja.com

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.