______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

wtorek, 29 marca 2011

Z księgarskiej półki c.d.

Adam Wielomski

OD GRZECHU DO APOKATASTASIS
Historiozofia Josepha de Maistre'a

Instytut Konserwatywno-Liberalny, Warszawa 2011
ISBN: 9788388017179
Foramt: A5, s. 380, opr. miękka, cena 42,00 zł
Do nabycia w księgarni internetowej CapitalBook.pl
Ta niezwykła książka poświęcona jest Rewolucji Francuskiej i jednego z jej najważniejszych przeciwników Josepha De Maistre'a, człowieka który powiedział NIE! Wolności, Równości i Braterstwu. Profesor Wielomski pokazuję, że filozofia konserwatywna brew temu co się mówi powstała przed rewolucją, a sam jej wybuch wpasował się we wcześniej powstałą koncepcję. Książka przeznaczona jest jest dla wszystkich tych co chcą się dowiedzieć więcej na temat katolickieji i konserwatywnej myśli społecznej. Trzecie wydanie tej książki poszerzone jest o ekskluzywny wywiad z autorem.
"Popularny stereotyp głosi, iż konserwatywna filozofia polityczna stanowi jedynie wyraz sprzeciwu starych grup arystokratycznych, które bronią swojego stanu posiadania i pozycji społecznej. W tym sensie, jak pisze Samuel Huntington, konserwatyzm jest tylko "teorią arystokratyczną", która pojawia się, gdy świat agrarno - feudalny zostaje zagrożony w swej egzystencji przez rodzący się kapitalizm i ideologie mieszczańskie".
RECENZJA KSIĄŻKI ZAMIESZCZONA NA PORTALU KONSERWATYZM.pl
Gdy czyta się o poglądach J. de Maistre'a trudno nie zacząć się w pewnym momencie zastanawiać, czy kwalifikowanie go jako konserwatysty nie jest w istocie nieporozumieniem. Myśliciel ten podzielał gnostycki podzielał pogląd o preegzystencji ogólnej duszy ludzkiej, która zmieszana z materią rozbiła się na wielość indywidualnych bytów. Dzieje świata to dążenie do osiągnięcia powtórnie tego wyjściowego stanu.
Dużo jest takich pojęć, które będąc podstawowymi dla naszego rozumienia rzeczywistości, jednocześnie nie posiadają swojej precyzyjnej definicji. Czym jest konserwatyzm, kto jest konserwatystą? To jedna z takich kwestii.

Gdy czyta się o poglądach J. de Maistre'a trudno nie zacząć się w pewnym momencie zastanawiać, czy kwalifikowanie go jako konserwatysty nie jest w istocie nieporozumieniem. Myśliciel ten podzielał gnostycki podzielał pogląd o preegzystencji ogólnej duszy ludzkiej, która zmieszana z materią rozbiła się na wielość indywidualnych bytów. Dzieje świata to dążenie do osiągnięcia powtórnie tego wyjściowego stanu.

Z całą więc pewnością nie koncepcja człowieka ani nie koncepcje eschatologiczne stanowią o konserwatyzmie, jeżeli J. de Maistre'a chcemy konserwatystą nazywać. A. Wielomski przedstawia nam wywód myśli Sabaudczyka właśnie od jego koncepcji filozoficznych a potem jak wygląda świat w ruchu, to znaczy jak nastąpił upadek, a potem jak ma odbyć się jego naprawienie, które przy takich koncepcjach ontologicznych staje się wizją apokatastazy jako wiodącej do przywrócenia wspólności duszy ludzkiej. Właśnie jednak w opisie działania świata, szczególnie po upadku znajdujemy to miejsce, w którym myśl J. de Maistre'a musi przypaść do gustu wszystkim tym, którzy również chcieliby się konserwatystami nazywać. Chodzi o wywodzenie pochodzenia władzy - to, że ma być ona pochodną zasad moralnych na straży których stoi, a nie powstawać z woli samych rządzonych. „Porządek nie tworzy się więc spontanicznie; sprzeczności ludzkiej natury uniemożliwiają powstanie społeczeństwa na drodze kontraktualnej /.../ Ład zawsze jest tworzony przez suweren, który narzuca go pogrążonym w chaosie grupom społecznym” - referuje ten problem A. Wielomski.

Dla nas konserwatyzm J. de Maistre'a może być podejrzany i domagający się wyjaśnienia gdy czytamy, że wywodził on go z całkowicie nieortodoksyjnych poglądów i z filozoficznych koncepcji które my oceniać musimy w świetle doświadczeń XX-wiecznych totalitaryzmów wyrosłych z tych samych pojęć. Jednak J. de Maistre miałby zapewne podobne wątpliwości odnośnie wielu z tych, którzy mieniąc się dziś konserwatystami podzielają przekonanie o roli zasad moralnych, ale nie widzą już związku z realizowaniem tego poglądu przez władzę monarchiczną i papieską. Sabaudczyk raczej nie przyjąłby do wiadomości, iż możliwym jest budowanie właściwego porządku przez władzę, która sama swe pochodzenie wywodzi immanentnie, zaś papiestwo rozumiane jest jako dobrotliwe ględzenie bez mieszania się do realnego życia - jak to bardziej czy mniej świadomie uważa obecnie bardzo wielu nominalnych konserwatystów. J. de Maistre posuwa się tu do tak mocnego utożsamienia władzy w ogóle, że nawet mało przejrzystym się staje rozróżnienie władzy duchownej i świeckiej.

Żyjemy w rzeczywistości, w której tego typu rozumienia można głosić bardziej postulatywnie, gdyż to co się dzieje wokół nas próbuje się konstruować w oparciu o zupełnie inne założenia demokracji rozumianej jako wyłanianie się władz przez nadanie samych rządzonych, a nie jako emanacja zasad. Stąd może trudno nam dostrzec coś, co dla J. de Maistre'a było całkowicie oczywistym: jeżeli nawet w porządku myślenia władza jest pochodną zasad moralnych poświadczonych autorytetem Boskim, to praktyce obrona tych zasad moralnych jest opowiedzeniem się za instytucjami, które je reprezentują, a są nimi monarchia i papiestwo. Tu kryje się odpowiedź na zagadkę o konserwatyzm J. de Maistrea który ma całkowicie niezgodne z nauczaniem Kościoła poglądy na temat kondycji ludzkiej, dziejów zbawienia. Jego konserwatyzm kryje się właśnie w przekonaniu, że nadanie porządku moralnego ludzkości domaga się istnienia władzy monarchicznej i papieskiej.

Paradoksalnie, pierwszym czym władza papieska mogłaby się zająć, to poglądami samego J. de Maistre,a, gdyż od czasów Orygenesa było wiadomym, że apokatastaza nie jest zgodna z nauczaniem Kościoła. A. Wielomski tłumaczy, że „Bóg Josepha de Maistre'a i Bóg, o którym naucza chrześcijaństwo, a katolicyzm w szczególności, to nie do końca ta sama osoba”. To jednak w żaden sposób nie tłumaczy problemu ciekawszego. W jaki sposób Sabaudczyk łączył swoje poglądy na rolę papiestwa ze swymi ewidentnie nieortodoksyjnymi poglądami, z czego musiał zdawać sobie sprawę? W jaki sposób ta sprzeczność mogła egzystować w umyśle, który za podstawę ładu uważał chrześcijaństwo, zaś może nawet wręcz przesadnie twierdził, iż „chrześcijaństwo to papież”? Może kiedyś A. Wielomski znajdzie czas, by wrócić do tematyki którą zajmował się ponad dekadę temu i jeszcze coś o tym napisać.
Ludwik Skurzak

Trzy okresy życia wewnętrznego

Rekolekcje wielkopostne wygłoszone przez
x. Karola Stehlina FSSPX pt.

TRZY OKRESY ŻYCIA WEWNĘTRZNEGO

Kraków, 11—13 III 2011 r.

Do pobrania i odsłuchania w formacie MP3

Wykład IWykład IIWykład IIIWykład IVWykład V

MP3 12,2 MB • MP3 16,8MB • MP3 22,4 MB • MP3 17,60 MB • MP3 20,3 MB

wtorek, 22 marca 2011

Kapłan

On nie musi krzyczeć...

Jezus przez Wielki Tydzień objawiał całą swoją miłość. Zrobił wszystko, co tylko mógł, by pokazać jak bardzo mnie kocha. Jak bardzo Mu na mnie zależy. Wydarzenia Paschalne są szczególnym czasem w ciągu roku. Nic nie jest w stanie tego zmienić. Mogą krzyczeć do mnie z billboardów, z Internetu, że Boga nie ma...To mnie tylko umacnia w przekonaniu, że On umiera i zmartwychwstaje, że JEST. Jest Bogiem cichym i pokornym, nie musi krzyczeć i na siebie wskazywać. Przychodzi z delikatnością i nic nam nie nakazuje. Nie mówi: musisz... powinnaś...

...jeśli chcesz, popatrz na Mój krzyż, popatrz na Moje ręce i przebity bok. Jeśli chcesz. Jeśli nie, zrozumiem, lecz nie przestanę cię kochać.

Dlatego Mu wierzę.

Gdyby nie kapłańskie ręce

Czas Wielkiego Postu był szczególnym zatrzymaniem się nad tajemnicą kapłaństwa. W tym krótkim czasie stanęło na mojej drodze wielu księży, a także tych, którzy o kapłaństwie myślą czy do niego zmierzają.

To co najlepsze mógł nam Bóg zostawić, to On sam. A jest cały dla nas w Eucharystii, mówi do nas w Sakramencie Pojednania, w chrzcie i bierzmowaniu daje nam swojego Ducha i sprawia, że stajemy się Jego dziećmi. Nie było by tego wszystkiego gdyby nie kapłańskie ręce.

Wyobrażasz to sobie?

Pomyśl, co by było gdyby nie było Mszy Świętej, spowiedzi. Kościoły by nie istniały... Nie można byłoby przyjść, stanąć przed Nim i po prostu z Nim porozmawiać. Nie można byłoby wpatrywać się w Niego i szukać w Nim rozwiązania tego, co wydaje się takie trudne. Nie można byłoby opowiedzieć Mu o radości kolejnego dnia, o uśmiechu i tym, że udało się kolejny raz zrobić coś, z czego tylko On byłby dumny, bo tylko On jest w stanie nas zrozumieć. Gdyby nie można było się nakarmić Jego łaską i Nim samym. Nie byłoby skąd brać sił. Wyobrażasz to sobie?

Ja nie. I wolę nigdy nie poznać takiej perspektywy.

Chcemy być drugą Wielką Brytanią?

W czasie Triduum byłam świadkiem pustych, pozamykanych kościołów i tych wystawionych na sprzedaż, i księży, którzy z powodu swojej starości już nie posługują duszpastersko, widziałam ludzi zagubionych, którzy nigdy nie słyszeli o Bogu. Widziałam smutek, brak szczęścia i szaleńczą pogoń za tym, co zdawać by się mogło, że daje szczęście, lecz nie daje. Taką Wielką Brytanię.

Nie potrafię zrozumieć jak możemy tęsknić i pragnąć by w Polsce było podobnie. A ilu z nas ciągle chciałoby byśmy byli jak wielkie Imperia tego świata.

Każdego dnia trzymają w swoich dłoniach Jezusa

Zastanawiałam się jak to jest z tymi, którzy każdego dnia trzymają w swoich dłoniach Jezusa, którzy Jego władzą mogą odpuszczać nam grzechy. Czy wraz ze święceniami dostają pakiet łask, które czynią ich od razu świętymi i nieskalanymi? Czy stając się księdzem są chronieni i nic złego na nic przyjść nie może? Czy dla kapłana życie jest łatwizną i prostą drogą do nieba?

Im bardziej się przyglądam księżom tym wyraźniej widzę, że tak nie jest.

Księża są słabi jak każdy z nas, a my ich jeszcze osłabiamy, księża każdego dnia niosą nam Życie, a my tak często pragniemy ich "śmierci" księża mają znacznie więcej pokus od nas, a my zamiast im pomagać w walce sami stajemy się dla nich pokusą, księża pragną dać nam swoje serce, a my w te serca wypuszczamy zaostrzone strzały, księża dzięki naszej modlitwie mają mieć siłę do służby, a my zamiast się modlić - przeklinamy, księża są tylko ludźmi i potrzebują naszego dobrego słowa i wsparcia, a dostają naszą letniość i obojętność.

Dlaczego im nie wierzę?

A przecież Chrystus jest Najwyższym Kapłanem. Kiedy Jego słudzy doświadczają prześladowania, On sam jest prześladowany. Kiedy źle mówisz o kapłanie, źle mówisz o Chrystusie, kiedy wyciągasz swoją rękę na kapłana, to tak jakbyś chciał uderzyć Chrystusa, kiedy widzisz jedynie słabości i masz w tym upodobanie, to tak jak jakbyś kładł koronę cierniową na Chrystusową głowie, kiedy opluwasz kapłana to tak, jakbyś Jego opluwał, kiedy wreszcie czynisz wszelkie zło względem kapłana to tak jakbyś Jezusa biczował.

W ostatnich dniach spotkałam różne Jego sługi. Nie chcę patrzeć na ich słabości, wystarczająco wiele dostrzegam ich w sobie. Pragnę zobaczyć ich przy ołtarzu, trzymających Jezusa w swoich rękach. To im Jezus dał się w całości. Nie mnie. Dlatego pragnę ufać Bogu i mam coraz większą ufność w sens każdej kapłańskiej posługi, choćby wydawała mi się ostatnia, niepotrzebna i pełna grzechu. Nie mam prawa tak myśleć. Jeżeli On im uwierzył, to dlaczego ja im nie wierzę?

Bogu dzięki, że dzięki kapłanowi…

Kiedy zło, względem kapłana budzi się w sercu, Jezus do mnie mówi: Dziecko moje, dzięki niemu możesz żyć, dzięki niemu, ja daję ci siłę, dzięki niemu sprawiam, ze moje Miłosierdzie się nad tobą wylewa, dzięki niemu mogę odpuszczać Tobie grzechy, dzięki niemu mogę z tobą obcować i przychodzić do ciebie w Eucharystii... Nie niszcz tego, pamiętaj Moc w słabości się doskonali, pomóż im wydoskonalać się w słabościach...

Proszę Was zatem o modlitwę za wszystkich księży.
Dziękuję Panie, że przez kapłanów pozwalasz mi odnaleźć siebie.

Anna Migalska

Źródło informacji: http://maladroga.blox.pl

Jestem księdzem

Kinga Wenklar: NPR zawsze OK?


Nie tak dawno świętowaliśmy 40-lecie ukazania się encykliki Humanae Vitae. W kontekście debaty nad powołaniem małżonków katolickich dokument ten usankcjonował NPR (naturalne planowanie rodziny) jako jedyną dopuszczalną metodę kontrolowania płodności w małżeństwie. Paweł VI, kierując się zrozumieniem dla małżeństw będących w wyjątkowo trudnej sytuacji zdrowotnej czy materialnej, udziela małżonkom swoistej „dyspensy” od sakramentalnego zobowiązania, że przyjmą i wychowają dzieci powierzone im przez Boga. Dokument jednocześnie wyraża stanowczy sprzeciw Kościoła wobec wszelkiej formy antykoncepcji, zezwalając na stosowanie NPRu wyłącznie w celu wprowadzenia dłuższych odstępów między rodzącymi się dziećmi.

„Jeśli więc istnieją słuszne powody dla wprowadzenia przerw między kolejnymi urodzeniami dzieci, wynikające bądź z warunków fizycznych czy psychicznych małżonków, bądź z okoliczności zewnętrznych, Kościół naucza, że wolno wówczas małżonkom uwzględniać naturalną cykliczność właściwą funkcjom rozrodczym (…)” (HV II 16).

Tymczasem wprowadzenie obowiązkowego kursu NPR dla narzeczonych rodzi w młodych małżonkach przekonanie, że powołaniem katolickiego małżeństwa jest kontrolowanie swojej płodności poprzez okresową wstrzemięźliwość. Ustawia się tym sposobem młodych wobec nieprawdziwej skądinąd alternatywy: albo antykoncepcja albo NPR, zapominając o tym, by wspierać ich przede wszystkim w gotowości do współpracy z Bogiem przez odważne przyjmowanie dzieci, których pragnie dla nich Bóg.

Przykładem kontrowersji, jakie niesie z sobą usilna promocja NPRu, jest artykuł Doroty Mazur „NPR jest OK!”, prezentujący na łamach małopolskiej „Niedzieli” (39/2010) portal www.za-kochanie.pl. Zasadniczo każdy akapit tego tekstu wnosi z sobą tezy tylko pozornie zgodne albo wręcz sprzeczne z tym, na co wskazuje katolicka teologia małżeństwa.

„Z naturalnym planowaniem rodziny Kasia i Mariusz [Marcinkowscy, założyciele portalu] zetknęli się jeszcze przed okresem narzeczeństwa i wiedzieli, że w ich życiu tylko taka droga, zgodna z nauczaniem Kościoła katolickiego, jest możliwa”. Otóż NPR nie jest drogą życia dla katolickich małżonków. Droga ta określona zostaje w przysiędze małżeńskiej. Mówi ona o przyjmowaniu dzieci powierzonych przez Boga, a nie zaplanowanych przez małżonków. Współpraca z Bogiem, o jakiej z upodobaniem mówią instruktorzy NPR, jest w rzeczywistości współpracą z naturą, a nie z Bogiem. Tam, gdzie nie pozwala się Bogu działać, stosując metodę unikania poczęć skuteczniejszą od prezerwatywy i porównywalną z farmakologiczną antykoncepcją, tam nie może być mowy o współpracy. Smutne, że Kasia i Mariusz nie usłyszeli w narzeczeństwie, że dzieci są błogosławieństwem, a trud ich wychowania – drogą do zbawienia dla małżonków (por. Gaudium et Spes). Być może nikt również nie miał odwagi im wspomnieć, że ich powinnością jest rozeznawać na modlitwie, czego oczekuje od nich Bóg, a nie szukać metody, która pozwoli im ograniczyć liczbę dzieci do ilości, która nie pokrzyżuje (nomen omen) ich wyobrażeń o rodzinie.

„Kościół poleca tę metodę”. Kościół zaledwie ją dopuszcza, wyłącznie okresowo. Zgodę tę otrzymują jedynie ci, którzy znajdują się w sytuacji szczególnie trudnej, stawiającej w konflikcie prawo do życia już istniejącej rodziny z powołaniem małżonków do płodności. Paweł VI wymienia tu chorobę i czynniki zewnętrzne, np. ubóstwo.

„Naturalne planowanie rodziny daje człowiekowi bezpieczeństwo…”. Dobrze jest budować poczucie bezpieczeństwa na czymś godniejszym niż notatki dotyczące temperatury, śluzu i szyjki macicy. Na przykład na sile sakramentu i obecności Boga w małżeńskim życiu. Gorszy w tym zdaniu coś innego jednak – podtrzymywanie tak powszechnej dziś wizji (nieplanowanego) dziecka jako zagrożenia. Bo przecież przed dzieckiem ochrania nas NPR.

„…i rozwój duchowy”. Jeśli jesteśmy uwikłani w antykoncepcję, sięgnięcie po NPR jest rzeczywiście duchowym krokiem milowym. Jeśli jednak młodzi, praktykujący katolicy wchodzą w NPR już w narzeczeństwie, a potem modlą się o małżeńską wytrwałość w unikaniu dni płodnych, to o rozwoju duchowym nie sposób mówić. NPR może być pożytecznym narzędziem w sytuacji, gdy nie stać nas na oddanie planów życiowych Bogu, na zaryzykowanie innego niż nasz, scenariusza na życie. Ale rozwój zakłada, że celem jest osiągnięcie takiej dojrzałości, by umieć odrzucić półśrodki. Czy narzeczeni usłyszą na kursach przedmałżeńskich, że skoro już sięgną po NPR, powinni zarazem modlić się o to, by ostatecznie uwolnić się od niego? By uwolnić się od lęku przed kolejnym dzieckiem?

„Uczy cykliczności i skłania do refleksji nad pięknem ludzkiego ciała”. Życie oparte na rytmie poczęć, narodzin, karmień uczy cykliczności równie konsekwentnie. I równie przejmująco objawia piękno ludzkiego ciała. Ale dopóki przed narzeczonymi stawać będą ludzie zachwalający metodę, dzięki której przez 20 lat małżeństwa mają tylko dwoje, troje dzieci, a nie małżonkowie wielodzietni mówiący o radości i działaniu Bożym w ich niełatwym życiu, dopóty jako wspólnota tkwić będziemy w nerwowym staccatto współżycia „dni płodne-niepłodne”, i nie odważymy się na łagodny puls życia „poczęcie-narodziny-opieka nad małym dzieckiem”.

„Uczy właściwego podejścia do swojej seksualności w chwilach trudnych, kiedy nie jest możliwe współżycie (…). Dzięki tej metodzie człowiek może spojrzeć na swą cielesność z perspektywy wartości duchowych. W antykoncepcji tego nie ma, gdyż jest ona iluzją dostępności i przez którą popada się w rutynę i zatraca piękno”. Wszystko to prawda, o ile porównujemy NPR z antykoncepcją. Jeśli porównamy go z życiem opartym na przekonaniu, że małżeństwo to służba Bogu, który pragnie obdarzać życiem, okaże się, że tego samego, co NPR, uczy nas życie bez NPR-u. Również i tego narzeczeni nie usłyszą na przedmałżeńskim kursie ani w poradni rodzinnej.

Dalej czytamy, że planowane przez Marcinkowskich wejście do szkół z edukacją NPR sprawi, że „katolicyzm nie będzie utożsamiany z wielodzietnością, ponieważ skuteczność NPR jest bardzo wysoka”. I to jest perła tego artykułu. Nawet trudno to zdanie komentować. Może tylko zacytuję arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego, założyciela pierwszego w świecie Instytutu Studiów nad Rodziną, który mawiał, że w takim duszpasterstwie [jak wyżej, oczywiście] nigdy nie przyszedłby na świat. Urodził się jako trzynaste dziecko w rodzinie.

Powszechne wypowiedzi o NPR w wykonaniu wytrawnych instruktorów są bardziej powściągliwe niż artykuł Doroty Mazur. Na kursach przedmałżeńskich czy w programie katechetycznym dla licealistów nie znajdziemy słowa antykoncepcja ani bezpieczeństwo. Padnie za to wiele słów na temat rozwoju duchowego i dojrzałości małżonków, o wzrastaniu w cnotach. Na koniec, niejako na marginesie, dowiemy się o wysokiej skuteczności NPR – czego dotyczy ta skuteczność, niestety już nie. A szkoda, prawda?

Źródło informacji: http://pismo.christianitas.pl/

środa, 16 marca 2011

Plinio Corrêa de Oliveira a inni "doktorzy" Kontrrewolucji

Plinio Corrêa de Oliveira a inni "doktorzy" Kontrrewolucji
Wykład dr. hab. Jacka Bartyzela prof. UMK w Toruniu

Spotkanie zorganizowane przez Warszawski oddział Krucjaty – Młodzi w Życiu Publicznym oraz Studenckie Koło Myśli Politycznej UW

poniedziałek, 14 marca 2011

Czy spustoszona winnica znów się zazieleni

wtorek, 8 marca 2011

Traditio Tradita [ Tradycja zdradzona ]

Wykład x. Jana Jenkinsa FSSPX p.t.

TRADITIO TRADITA

[ Tradycja zdradzona]

Lublin, 23 X 2008 r.

Do pobrania i odsłuchania w formacie MP3

MP3, 48 MB

POBIERZ PLIK

czwartek, 3 marca 2011

Aberracje liturgiczne cz. 38


Ach te klechy

Pewien profesor historii zdobił zwykle swe wykłady takimi uwagami:

"Księża są do niczego! Od wieków nienawidzili oni wiedzy, sztuki, a kochali zawsze wstecznictwo i ciemnotę".

Raz po wykładzie przyszedł do niego student, dobry i zdolny chłopiec, który nie dał się łatwo zbić z tropu.

-Panie profesorze - rzekł - czy nie byłby pan tak dobry rozwiązać mi kilka wątpliwości, które mną owładnęły od chwili, gdy słucham pańskich wykładów?

-Dlaczego nie, kochany przyjacielu! Bardzo chętnie! O cóż to chodzi?

-Tylko kilka pytań, panie profesorze! Kto zachował nam dzieła starych klasyków? W jaki sposób nie zginęły one, gdy za czasów średniowiecza barbarzyństwo zalało cały świat kulturalny?

-Mnisi poodpisywali je w swych klasztorach i tym sposobem zdołali je uratować.

-Mnisi?

-Tak, mnisi, zwłaszcza benedyktyni.

-Ach te klechy! Więc to oni poodpisywali stare kodeksy i w ten sposób dla nas je uratowali! Musiała to być wielka i żmudna praca? No i naturalnie niejeden nabawił się suchot wśród pyłu bibliotecznego? Nie inaczej! Prawda, to było jeszcze wtenczas, gdy głowy panujące nie umiały się nawet podpisać? Dziwne, zaiste, czasy! I dziwni, zaiste, ci mnisi, że mieli ochotę przepisywać literę po literze z Liwiusza, Cezara, Cycerona, Wirgiliusza itp. A jak te kodeksy wyglądają? Starannie pisane, jak malowane, a inicjały

- to istne dzieła sztuki! Przemierzłe klechy!

Po chwili znów drugie pytanie:

-Czy to prawda, że bez nich nie mielibyśmy także Kolumba ani Vasco De Gama? Pewien bowiem mnich, niejaki Fra Mauro, jak powiadają, narysował w roku 1450 ową sławną mapę, którą następnie posługiwał się Kolumb.

-Tak, to prawda, ale taka mapę mógłby narysować także kto inny.

-To się rozumie! Dlaczego by tylko klechom miały przychodzić takie pomysły?

-Czytałem też, panie profesorze, że zamiast niezgrabnych rzymskich cyfr, pewien papież wprowadził w arytmetyce cyfry arabskie.

-Papież Sylwester II. Byłby to uczynił kto inny! Cóż, kiedy papieże zawsze i wszędzie naprzód się pchali!

-Powiadają także, iż lunetę i teleskop też jakiś ksiądz wynalazł. Lecz może to nieprawda? Księża zawsze lubią przyswajać sobie różne rzeczy!

-Nie, to prawda. Franciszkanin Roger Bakon wymyślił te instrumenty.

-A, to przeklęty Bakon! Kiedy on żył właściwie?-Umarł w roku 1294.

-Był wcześnie już postępowym, prawda?

-A jeszcze coś! Wszak to ksiądz pierwszy udowodnił, że słońce stoi, a ziemia się obraca?

-Tak, Mikołaj Kopernik.

-Przepraszam pana profesora. Dlaczego nazywają wiek, w którym wiedza, sztuka i literatura najwięcej kwitły, złotym wiekiem Leona X?

-Bo papież Leon X był prawdziwym protektorem uczonych, artystów owego czasu.

-Co, papież protektorem cywilizacji?

-Ej, zdaje mi się, mój chłopcze, że sobie ze mnie kpisz!

-Skądże! To wszystko są tylko wątpliwości, nieznośne wątpliwości! Chętnie bym klechom chciał przypiąć łatkę, że są i byli zawsze wstecznikami, lecz te wątpliwoci nie dają mi spokoju. Czy prawda, panie profesorze, że pierwsze szkoły ludowe bezpłatne stworzył de la Salle?

-Tak jest, Francuz de la Salle!

-Ksiądz?

-Ksiądz!

-I że pierwszym, który się zajął głuchoniemymi, był Hiszpan ksiądz Pedro de Ponce, a po nim de l'Epée?...

-Niech się pan nie gniewa, panie profesorze! Cóż ja temu winien, że klechy w historii nie dają mi spokoju? Czytałem jeszcze i to: nie dość, że mnich Bertold Szwarz wynalazł proch, mnich Guido d'Arezzo

- skalę i podstawowe reguły nauki o harmonii, mnich Tegeruss w Bawarii około roku 1000 malarstwo na szkle, jezuita Cavalieri (1747) polichromię, jezuita Secchi

- analizę spektralną...

-Dosyć, do pioruna! Widzę teraz dobrze, że sobie ze mnie kpisz!

-Prawda, prawda!

- pierwszy piorunochron nie został wynaleziony przez Franklina, lecz zrobił to już w roku 1754 mnich Premonstratensów proboszcz Prokop Divisch! O tym wspomina nawet Kürschner w leksykonie konwersacyjnym!

-Milcz, gaduło!

-Największym znawcą językowym naszych czasów był kardynał Mezzofanti!

-Ty wsteczniku!

-O nie! Największym wstecznikiem był najsławniejszy paleograf XIX wieku, kardynał Mur.

-Dosyć tych głupstw! Zaraz mi się wynoś!

-A w którym kierunku? Może to panu powiedzieć: diakon Flavio Gioia. On znacznie ulepszył kompas już w roku 1300!

-Tyś całkiem oszalał i masz rozpaloną głowę!

-Jeśli bym się zapalił, to musiałaby przybyć sikawka, by gasić pożar! Sikawki wprowadzili najpierw biali mnisi cystersi, a paryscy kapucyni byli aż do XVII wieku strażakami ogniowymi w Paryżu!

-Jeśli nie zamilkniesz, to wylecisz!

-Może w przestworza powietrzne? Prawda! Pierwszy balon wynalazł jeszcze na 60 lat przed Montgolfierem mnich Bertold Gusman, który w roku 1720 wobec całego dworu portugalskiego wzbił się w powietrze.

- Czego pan szuka, panie profesorze? Okularów?

- To także wynalazek księży! Okulary wynalazł w trzynastym stuleciu dominikanin Aleksander Spina! Czy pan się tak spieszy, że spogląda na zegarek? Zegarek to również wynalazek księży! Pierwszy zegarek mamy od kronikarza kościelnego Kassiodora (505 r.), ulepszył go Gerbert, późniejszy papież Sylwester II. Pierwszy zegar astronomiczny sporządził opat Ryszard Wallimford w roku 1316. No, ale teraz już idę! Palą się gazowe lampy. Jeszcze tylko słówko, panie profesorze! Pewnie pan wie, że światło gazowe wynaleźli jezuici. Z całą pewnością wynaleźli je jezuici! I w roku 1794 wprowadzili najpierw w Stonyhurst w Anglii, a jezuita Dunn otworzył w roku 1815 w Preston pierwsze towarzystwo gazowe. Do widzenia, panie profesorze! Co, rower także pan ma? Przedmiot ten wynalazł także ksiądz Pinaton, który już w roku 1845 jeździł na dwukołowcu!...

-Przepraszam jeszcze raz! Lecz prawda zostanie zawsze prawdą i tylko prawdę powinien głosić badacz historii!

Klerycy...

środa, 2 marca 2011

Aberracje liturgiczne cz. 37 - Padre Jony


Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.