_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreacjonizm - Ewolucjonizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreacjonizm - Ewolucjonizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 maja 2017

Stworzenie, ewolucja i kryzys wiary cz. 3



Trzecia część seminarium "Stworzenie, ewolucja i kryzys wiary", które odbyło się w 04.08.2016r w Gdyni. Wykład wygłosił Thomas Seiler, dr fizyki, Kolbe Center for the study of Creation (http://kolbecenter.org/).

wtorek, 28 marca 2017

Stworzenie, ewolucja i kryzys wiary cz. 2




Druga część seminarium "Stworzenie, ewolucja i kryzys wiary", które odbyło się w 04.08.2016 r w Gdyni. Wykład wygłosił Thomas Seiler, dr fizyki, Kolbe Center for the study of Creation

poniedziałek, 6 marca 2017

Stworzenie, ewolucja i kryzys wiary cz. 1




Pierwsza część seminarium "Stworzenie, ewolucja i kryzys wiary", które odbyło się w 04.08.2016r w Gdyni. Wykład wygłosił Hugh Owen, dyrektor Kolbe Center for the study of Creation (http://kolbecenter.org/).

niedziela, 29 maja 2016

Ks. prof. Tadusz Guz: Sprzeczność „teorii ewolucji” w aspekcie filozofii




Wykład księdza profesora Tadeusza Guza - Sprzeczność „teorii ewolucji” w aspekcie filozofii - wygłoszony podczas konferencji Ewolucja i pochodzenie gatunków w świetle współczesnej nauki – spojrzenie interdyscyplinarne w Warszawie 19 maja 2016 r.

czwartek, 26 maja 2016

Tomasz Rowiński: Czy Pius XII poparł ewolucjonizm, czyli o konsekwencjach „otwartych furtek”



Kwestia teorii darwinowskiej w pierwszej połowie XX wieku budziła coraz więcej napięć, nie omijały one także naukowców identyfikujących się z wiarą katolicką, odbijały się one również na kolejnych pracach apologetów i teologów.

Kulturowa ekspansywność ateistycznego wyjaśnienia pochodzenia człowieka jak i całego świata biologicznego zyskiwała coraz szerszą popularność – nadawała sens filozoficzny, a nawet parareligijny scjentyzmowi naukowemu dogmatycznie uczepionemu naturalistycznemu wyjaśnieniu świata. Pierwsza połowa wieku XX to okres silnej presji nauki na religię, presji budowanej przez wyznaczanie nieprzekraczalnej granicy pomiędzy tymi rzeczywistościami. Była to w skrócie granica pomiędzy tym co sensowne i bezsensowne, racjonalne i zabobonne. Dziś, kiedy kryzys XX wieczny osłabił i zmusił do autorefleksji dominujący typ postoświeceniowej racjonalności, trudno sobie wyobrazić intensywność tego starcia.

Wydaje się, że przełomowym momentem, który stał się punktem wyjścia dla powszechnej akceptacji w Kościele tzw. teistycznego ewolucjonizmu i odrzucenia tradycyjnej nauki o bezpośrednim utworzeniu przez Boga ciała Adama była encyklika Piusa XII „Humani generis”. Amerykański teologii Robert Stackpole w taki sposób charakteryzuje okoliczności i konsekwencje „Humani generis”:
W 1950 roku jedna linijka z encykliki papieża Piusa XII „Humani generis – jedno zdanie mówiące o możliwości ewolucji ludzkiego ciała z niższej „żywej materii” – doprowadziło do jednej z największych zmian w historii nauczania katolickiego. Nieważne, że zdanie to było zazwyczaj wyrywane z kontekstu całej encykliki. Nieważne, że papież w tej samej encyklice podkreślał, że katoliccy badacze nie powinni „pochopnie przekraczać granic wolności w debacie” poprzez twierdzenie, że proces ewolucji jest faktem, że nie powinni ignorować tego, że „w źródłach objawienia Bożego są rzeczy, które wymagają największego umiaru i rozwagi. Papieskie ostrzeżenia i zachęty zostały powszechnie zignorowane. Teraz istotne stało się to, że korek został wyjęty z butelki. Katoliccy teologowie, rozpaczliwie poszukujący uznania wśród swoich akademickich kolegów, nareszcie poczuli, że mogą z całą wolnością przyjąć ewolucję neodarwinistyczną jako najlepsze wyjaśnienie pochodzenia wszystkich żywych gatunków. W ten sposób zredukowali istotny moment napięcia między sobą a swoimi akademickimi kolegami z wydziałów nauk ścisłych. Odtąd wiara i rozum, Biblia i nauka mogły pozostać pojednane za pomocą prostego rozwiązania: Ewolucja neodarwinistyczna była mechanizmem, który Bóg wybrał od początku i wszczepił w prawa przyrody, aby wytworzyć wszystkie rodzaje istot żywych, jakie znajdujemy na Ziemi.
Można zrozumieć teologa, który broni papieża i jego intencji warto jednak przyjrzeć co Humani generis faktycznie mówi o ewolucji i na czym polega jej problem.

W roku 1941, w początkach swojego pontyfikatu, podczas przemówienia do Papieskiej Akademii Nauk Papież powtórzył tradycyjną naukę Kościoła na temat pochodzenia człowieka. Była to jego pierwsza wypowiedź na ten temat:
Człowiek został ukształtowany z prochu ziemi, a Bóg tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, i tak stał się człowiek istotą żyjącą. […] Tego samego dnia, którego Bóg ukształtował człowieka, ukoronował jego głowę swoim własnym obrazem i podobieństwem.
Co więcej Papież aluzyjnie odnosił się do ewolucjonizmu mówiąc, że „tylko od człowieka może pochodzić inny człowiek”. Podkreślał także niepewność ustaleń nauk szczegółowych i zwracał uwagę, że konieczne muszą one być oświecone i prowadzone przez Objawienie jeśli mają zbliżyć się do właściwiej odpowiedzi w kwestii genezy.

„Humani generis” opublikowana dziewięć lat później poświęca problemowi relacji pomiędzy antropologią i biologią jeden akapit. Choć jest on zbyt długi by przytoczyć go tu w całości to jednak i tak stanowił zupełnie niewielki ułamek całego tekstu encykliki. Przywołajmy najistotniejszy fragment:
Magisterium Kościoła nie zabrania uczonym i teologom badania doktryny ewolucjonizmu według dzisiejszego stanu nauk przyrodniczych i teologicznych, gdy się bada problem powstania ciała ludzkiego z już istniejącej i żyjącej materii.
Chociaż fragment ten nie zawiera żadnej wykładni dotyczącej pochodzenia ludzkiego życia to jednak nie jest on obojętny. Widzimy w nim także zmianę w stosunku do przemówienia z roku 1941, gdzie wyłożona została tradycyjna nauka. Przede wszystkim Pius XII dopuszczając możliwość odkrycia ewolucyjnego pochodzenia ciała człowieka sprawił implicite, że prawda ta przestała być odczytywana jako kwestia wiary. Wyjęcie jej spod ochrony wiary – opartej przecież na najstarszej tradycji Kościoła – oznaczało oddanie kompetencji naukowcom, działającym w paradygmacie ateistycznym, kwestii rozstrzygnięcia sprawy. Taka zmiana ontologii człowieka nie okazała się przypadkiem – Papież powtórzył swoją propozycję z „Humani generis” podczas przemówienia do uczestników Pierwszego Międzynarodowego Kongresu Genetyki Medycznej w roku 1953. To faktyczne odcieleśnienie nauczania Kościoła o powstaniu człowieka, odcieleśnienie jego nadprzyrodzonego charakteru w oczywisty sposób musiało stać się zachętą do mitologizacji (odrealnienia) pewnych elementów wiary w łonie samego Kościoła.

Mamy zatem dwie możliwości wytłumaczenia braku zakazu ze strony Papieża – co było nowością explicite – prowadzenia badań w nurcie ewolucjonistycznym. Pierwsze wytłumaczenie skłania nas ku przyjęciu tezy o faktycznym przekonaniu Papieża, że nauka może dotrzeć do ostatecznych rozstrzygnięć i że ewolucja biologiczna jest prawdopodobnym mechanizmem w jaki doszło do uformowania się człowieka. Drugie wytłumaczenie byłoby wyjaśnieniem z wolności prowadzenia badań. Kościół i tak wie jaka jest prawda dotycząca powstania człowieka, ale będzie z ciekawością przyglądał się ludzkim wysiłkom próbującym wywieźć ludzkie pochodzenie od zwierząt.

Drugie wytłumaczenie pozostawałoby w zgodzie z takimi istotnymi dla naszej kwestii dokumentami jak orzeczenie Synodu z Kolonii z 1860, encyklika „Arcanum” Leona XIII 1880 roku oraz dekretem Papieskiej Komisji Biblijnej z 1909 roku. I właściwie niezależnie od osobistych intencji Piusa XII tak należy czytać „Humani generis”, ponieważ nie jest ona prywatna opinią Papieża, ale dokumentem Magistrium. Co więcej jak widać nie da się jej prawidłowo czytać poza Magisterium. Interpretacja teologów poszła jednak tam gdzie było jej wygodniej, czyli ku zamienieniu niewielkiej furtki w szeroką bramę, w którą katolicy weszli z radością porzucając tradycyjną naukę Kościoła.

A przecież dwa miesiące przed publikacją tekstu encykliki kard. Ernesto Ruffini w „L’Osservatore Romano” oznajmiał:
Ewolucja była dotąd dyskutowana w szkołach i w książkach przez kilka dekad, niemniej katolicy nigdy nie uważali, że mogą podawać w wątpliwość nauczanie katechizmu, że człowiek został stworzony bezpośrednio przez Boga, również w odniesieniu do jego ciała.
Przypadek Piusa XII i encykliki „Humani generis” oczywiście można by potraktować znacznie szczerzej – nie poruszyliśmy tu nawet wszystkich aspektów zawartych w akapicie poświęconym biologii i antropologii. Nawet jednak na tym drobnym wycinku widzimy pewien proces, polegający na tym, że chociaż Papież choć nie ma kompetencji by zmieniać doktrynę, to jednak przez swoje nieprecyzyjne wypowiedzi lub też mieszanie prywatnych opinii nieuzgodnionych w pełni z nauczaniem Kościoła do wypowiedzi magisterialnych, może wpłynąć na rozpowszechnianie się zdeformowanej praktyki kościelnej. W tym wypadku chodziło o zaangażowanie katolików w rozwijanie fałszywej doktryny ukrywającej się pod autorytetem naukowości.

Nierzadko się zdarza (na zasadzie pewnego automatyzmu), że praktyka kształtuje faktyczne pojęcie o doktrynie dlatego tak istotne jest by wypowiedzi Kościoła były ścisłe i nie powodowały dwuznaczność, w której sytuacje nadzwyczajne zaczną być odbierane jako normy.

Problem genezy wielu czytelnikom może wydać się egzotyczny i mało ważny – co nie jest słuszne – jednak zwracam na niego uwagę także dlatego, że koresponduje on również silnie z dzisiejszymi problemami, które są czymś znacznie więcej niż spór wokół dyscypliny sakramentów. Uchylenie furtki pomiędzy ortodoksją i ortopraksją naraża całe obszary życia kościelnego na martwicę spowodowaną szerzeniem się - także w dobrej woli – nieprawdziwych nauk.

Źródło informacji: PCH24.pl

środa, 25 czerwca 2014

Darwinizm to nie nauka, skończy się tak jak marksizm!


Za trzydzieści lat będziemy w zupełnie innej sytuacji. Dowody płynące z nauki są po prostu tak mocne, że darwinizm nie może przetrwać. To jest sytuacja podobna do historii marksizmu-mówi Jay W. Richards.

O. Michał Chaberek OP: Czy pytanie o to, skąd pochodzi życie, należy przede wszystkim do kompetencji nauki, czy należy je raczej pozostawić religii?

Jay W. Richards: Myślę, że wszystkie wielkie pytania dotyczące początków, czy to początku świata, życia czy człowieka, znajdują się na pograniczu nauk przyrodniczych i teologii. Zawsze zawierają one ważne implikacje filozoficzne i teologiczne. Nauka może nas przybliżać do odpowiedzi na takie pytania. Naukowcy reprezentujący nauki przyrodnicze przedstawiają ciekawe odpowiedzi i wnioskowania dotyczące tego, czy chemia mogła doprowadzić do powstania życia, czy świat jest skończony, czy wieczny. Niemniej jednak nauka sama z siebie nie może udzielić pełnej odpowiedzi na pytanie o to, skąd pochodzi życie.

Większość współczesnych teologów chrześcijańskich opowiada się za teistycznym ewolucjonizmem. Jest to pogląd, według którego ewolucja jest sposobem stwarzania świata przez Boga. W tradycyjnej teologii chrześcijańskiej uznawano, że Bóg stworzył zasadnicze elementy świata widzialnego (na przykład różne gatunki roślin i zwierząt) swoim bezpośrednim działaniem. Czy Pana zdaniem da się pogodzić te dwie wizje?

– To jest problem logiczny. Te dwie wizje mogą być pogodzone, jeżeli przyjmiemy, że Bóg faktycznie działa w sposób bezpośredni i szczegółowy w procesie zmian. Nie uważam, aby można było pogodzić ewolucję darwinowską i teizm. Ewolucja darwinowska uznaje, że złożoność gatunków jest efektem bezcelowego procesu. Nie ma sensu twierdzenie, że Bóg celowo kierował bezcelowym procesem. To jest po prostu logicznie niespójne. Myślę więc, że jest bardzo ważne, aby ludzie wyraźnie odróżniali, co mają na myśli, kiedy mówią o ewolucji. Niektórzy mają na myśli tylko tyle, że Bóg stworzył gatunki na przestrzeni długiego czasu i na wiele sposobów. Inni jednak rzeczywiście myślą o tej wielkiej materialistycznej opowieści ewolucyjnej, która w istocie zupełnie wyklucza Boga. Taki właśnie pogląd głoszą zwolennicy teistycznej ewolucji, która jest próbą zwykłego ochrzczenia darwinizmu. Na tę pułapkę musimy uważać.

Ostatnio słyszałem takie zdanie: „To był przypadek dla nas, ale nie dla Boga”.

– Można to samo wyrazić jeszcze inaczej: z naszej perspektywy wygląda to na przypadek. To by jednak oznaczało, że Bóg działa poprzez nonsens. Koncepcja ta rozwiązuje problem logiczny, ponieważ jest logicznie możliwe, że coś wygląda na bezcelowe, ale w istocie jest celowe. Tyle że wtedy musimy sobie zadać pytanie, jakie dowody faktycznie wskazują na to rozwiązanie. Zanim dojdziemy do tak wyrafinowanych sposobów pogodzenia dwóch poglądów, zapytajmy najpierw, co faktycznie mogą zdziałać przypadkowe mutacje genetyczne? Pismo Święte i Tradycja mówią nam, że istnienie Boga można rozpoznać samym rozumem na podstawie badania natury. To zaś zdaje się sprzeciwiać idei, że Bóg stworzył świat, który wygląda tak, jakby powstał poprzez przypadkowy proces. W Liście do Rzymian czytamy, że od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła (Rz 1,20). Myśl chrześcijańska utrzymuje zatem nie tylko, że Bóg stworzył świat, ale, jeżeli popatrzymy na świat uważnie, możemy powiedzieć, że pochodzi on od mądrego i rozumnego Źródła.

W sprawie Kitzmiller vs Dover inteligentny projekt (IP) został posadzony na ławie oskarżonych. I przegrał. Jak ocenia Pan przyszłość IP w USA? Czy przekroczenie paradygmatu neodarwinowskiego we współczesnej kulturze jest możliwe?

- Według badań statystycznych prowadzonych w Stanach Zjednoczonych obecnie większość Amerykanów wierzy w jakąś wersję inteligentnego projektu. Tylko w obrębie wąskiej grupy liderów dominuje naprawdę silny darwinizm i materializm. Sprawa Kitzmiller vs Dover dotyczyła jedynie małego dystryktu w Pensylwanii, a wyrok nie był decyzją Sądu Najwyższego USA. Osąd pochodził zatem tylko od jednego sędziego, tylko w tej konkretnej sytuacji, w której zresztą wyglądało na to, że Rada Szkolnictwa rzeczywiście inspirowała się motywacją religijną. Ze względu na ustalenia Sądu Najwyższego, jeżeli jakaś Rada Szkolnictwa kieruje się motywami religijnymi, jej działania z góry są traktowane jako niekonstytucyjne. W pewnym sensie ten przypadek był pomocny, ponieważ udało nam się uniknąć debaty na temat tego, co będzie się działo w szkołach państwowych. Większość zwolenników inteligentnego projektu chce przekonać społeczeństwo za pomocą dowodów naukowych oraz mocnych argumentów filozoficznych. To, co będzie się działo w szkołach państwowych, jest wtórne i wyniknie z ogólnej debaty. Myślę, że zmiana kulturowa jest o wiele ważniejsza niż to, o czym mówi się w Dover w Pensylwanii.

Ile czasu daje Pan neodarwinizmowi?

– Za trzydzieści lat będziemy w zupełnie innej sytuacji. Dowody płynące z nauki są po prostu tak mocne, że darwinizm nie może przetrwać. To jest sytuacja podobna do historii marksizmu. Związek Radziecki był w stanie, posługując się przemocą, działać przez siedemdziesiąt lat. Ale teoria świata, którą propagował, była błędna i rzeczywistość w końcu sama ją zweryfikowała. Myślę, że takie jest przeznaczenie wszystkich materialistycznych idei, w tym także darwinizmu.

Czy istnieje określony program badawczy lub strategia długofalowa, którą Discovery Institute będzie realizował w przyszłości?

– W tej chwili wdrażamy nową strategię. Założyliśmy właśnie instytut biologiczny będący ośrodkiem badań dla naukowców, którzy koncentrują się na bardzo szczegółowych zagadnieniach dotyczących neodarwinizmu. Badają między innymi pochodzenie i złożoność protein oraz to, w jakim zakresie mutacje mogą powodować powstawanie nowych form. Na te badania chcemy wydawać kilkaset tysięcy dolarów rocznie. Ostatnio opublikowaliśmy także wiele książek popularnonaukowych. Staramy się jednak świadomie koncentrować na badaniu kluczowych zagadnień i naukowych dowodów, o których wiemy, że wykażą empirycznie, iż neodarwinizm po prostu nie może wytworzyć tego, co chce wytworzyć. Ważne są także badania Guillermo Gonzaleza i innych, którzy odkrywają kolejne dowody prawdziwości IP w innych niż biologia dziedzinach nauki.

Jeden z popularnych zarzutów względem teorii IP jest taki, że jej zwolennicy krytykują teorie oparte na zasadach darwinizmu, ale jednocześnie sami nie proponują żadnej pozytywnej alternatywy. Czy IP oferuje pozytywne odpowiedzi? A jeżeli tak, to czy wyjaśnia więcej niż teoria ewolucji biologicznej?

– Nie jest prawdą – bardzo popularne wśród darwinistów stwierdzenie – iż inteligentny projekt oferuje wyłącznie negatywne rozważania. Doskonale jest to widoczne w przypadku tezy o „bogu zapchajdziurze”, która uchodzi za sztandarowy argument za tym, że nasze rozważania są czysto negatywne. Jeśli przeanalizować myśl Michaela Behe’ego, to można zobaczyć, że wykorzystuje on ten właśnie typ rozumowania, jako argument przeciwko neodarwinizmowi. Nie sposób jednak nie dostrzec, że u niego jest to także pozytywny argument za tym, że pewne struktury biologiczne musiały zostać inteligentnie zaprojektowane. Nie chodzi zatem tylko o to, że neodarwinizm nie potrafi wyjaśnić powstania wici bakteryjnej, ale także o to, że sama wić ma takie własności, które należy skojarzyć z inteligentnym działaniem. Podstawowe pytanie stawiane przez teoretyka inteligentnego projektu brzmi, czy jakaś konkretna struktura wskazuje na to, że mogła być zaprojektowana przez inteligentnego twórcę. A to jest tylko pierwsze pytanie. Gdy już znajdziemy na nie odpowiedź, możemy dalej pytać o to, jak dana rzecz powstała, jak została zaprojektowana, jakie poziomy projektu można znaleźć, itp.

Inteligentny projekt po prostu odpowiada na takie pytania inaczej niż materializm, czy neodarwinizm. Oczywiście negatywne argumenty dotyczące krytyki neodarwinizmu i materializmu stanowią ważną część teorii, ale oferuje ona także pozytywne argumenty na rzecz istnienia projektu. William Dembski, Guillermo Gonzalez i także ja (w książce The Privileged Planet) pokazujemy, jakie pytania i badania ludzie mogą podjąć w obrębie paradygmatu inteligentnego projektu.

Gdyby miał Pan w trzech zdaniach przekonać polskiego czytelnika do IP, co by mu Pan powiedział?

– Po pierwsze, powinniśmy być otwarci na dowody, jakich dostarcza nam sama przyroda i iść za nimi tam, gdzie nas zaprowadzą. Po drugie, jeżeli są jakieś dowody istnienia celu i celowości w przyrodzie, powinniśmy rozważać, jak mogą one wyglądać. Po trzecie, gdziekolwiek się rozejrzymy – na polu fizyki, kosmologii, astronomii, pytań o początek życia, czy źródeł biologicznej złożoności organizmów żywych – wszędzie tam są ślady inteligencji odsyłające do inteligentnego działacza, a nie do bezcelowych procesów.

Dziękuję za rozmowę

Wywiad ukazał się w kwartalniku "FRONDA" nr. 63

czwartek, 13 lutego 2014

Darwinizm przeminie jak marksizm – Z Jay’em W. Richardsem rozmawia Michał Chaberek OP


Za trzydzieści lat będziemy w zupełnie innej sytuacji. Dowody płynące z nauki są po prostu tak mocne, że darwinizm nie może przetrwać. To jest sytuacja podobna do historii marksizmu. Myślę, że takie jest przeznaczenie wszystkich materialistycznych idei, w tym także darwinizmu – mówi filozof Jay Richards.

Jay Richards
Czy pytanie o to, skąd pochodzi życie, należy przede wszystkim do kompetencji nauki, czy należy je raczej pozostawić religii?

– Myślę, że wszystkie wielkie pytania dotyczące początków, czy to początku świata, życia czy człowieka, znajdują się na pograniczu nauk przyrodniczych i teologii. Zawsze zawierają one ważne implikacje filozoficzne i teologiczne. Nauka może nas przybliżać do odpowiedzi na takie pytania. Naukowcy reprezentujący nauki przyrodnicze przedstawiają ciekawe odpowiedzi i wnioskowania dotyczące tego, czy chemia mogła doprowadzić do powstania życia, czy świat jest skończony, czy wieczny. Niemniej jednak nauka sama z siebie nie może udzielić pełnej odpowiedzi na pytanie o to, skąd pochodzi życie.

Większość współczesnych teologów chrześcijańskich opowiada się za teistycznym ewolucjonizmem. Jest to pogląd, według którego ewolucja jest sposobem stwarzania świata przez Boga. W tradycyjnej teologii chrześcijańskiej uznawano, że Bóg stworzył zasadnicze elementy świata widzialnego (na przykład różne gatunki roślin i zwierząt) swoim bezpośrednim działaniem. Czy Pana zdaniem da się pogodzić te dwie wizje?

– To jest problem logiczny. Te dwie wizje mogą być pogodzone, jeżeli przyjmiemy, że Bóg faktycznie działa w sposób bezpośredni i szczegółowy w procesie zmian. Nie uważam, aby można było pogodzić ewolucję darwinowską i teizm. Ewolucja darwinowska uznaje, że złożoność gatunków jest efektem bezcelowego procesu. Nie ma sensu twierdzenie, że Bóg celowo kierował bezcelowym procesem. To jest po prostu logicznie niespójne. Myślę więc, że jest bardzo ważne, aby ludzie wyraźnie odróżniali, co mają na myśli, kiedy mówią o ewolucji. Niektórzy mają na myśli tylko tyle, że Bóg stworzył gatunki na przestrzeni długiego czasu i na wiele sposobów. Inni jednak rzeczywiście myślą o tej wielkiej materialistycznej opowieści ewolucyjnej, która w istocie zupełnie wyklucza Boga. Taki właśnie pogląd głoszą zwolennicy teistycznej ewolucji, która jest próbą zwykłego ochrzczenia darwinizmu. Na tę pułapkę musimy uważać.

Ostatnio słyszałem takie zdanie: „To był przypadek dla nas, ale nie dla Boga”.

– Można to samo wyrazić jeszcze inaczej: z naszej perspektywy wygląda to na przypadek. To by jednak oznaczało, że Bóg działa poprzez nonsens. Koncepcja ta rozwiązuje problem logiczny, ponieważ jest logicznie możliwe, że coś wygląda na bezcelowe, ale w istocie jest celowe. Tyle że wtedy musimy sobie zadać pytanie, jakie dowody faktycznie wskazują na to rozwiązanie. Zanim dojdziemy do tak wyrafinowanych sposobów pogodzenia dwóch poglądów, zapytajmy najpierw, co faktycznie mogą zdziałać przypadkowe mutacje genetyczne? Pismo Święte i Tradycja mówią nam, że istnienie Boga można rozpoznać samym rozumem na podstawie badania natury. To zaś zdaje się sprzeciwiać idei, że Bóg stworzył świat, który wygląda tak, jakby powstał poprzez przypadkowy proces. W Liście do Rzymian czytamy, że od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła (Rz 1,20). Myśl chrześcijańska utrzymuje zatem nie tylko, że Bóg stworzył świat, ale, jeżeli popatrzymy na świat uważnie, możemy powiedzieć, że pochodzi on od mądrego i rozumnego Źródła.

W sprawie Kitzmiller vs Dover1 inteligentny projekt (IP) został posadzony na ławie oskarżonych. I przegrał. Jak ocenia Pan przyszłość IP w USA? Czy przekroczenie paradygmatu neodarwinowskiego we współczesnej kulturze jest możliwe?

– Według badań statystycznych prowadzonych w Stanach Zjednoczonych obecnie większość Amerykanów wierzy w jakąś wersję inteligentnego projektu. Tylko w obrębie wąskiej grupy liderów dominuje naprawdę silny darwinizm i materializm. Sprawa Kitzmiller vs Dover dotyczyła jedynie małego dystryktu w Pensylwanii, a wyrok nie był decyzją Sądu Najwyższego USA. Osąd pochodził zatem tylko od jednego sędziego, tylko w tej konkretnej sytuacji, w której zresztą wyglądało na to, że Rada Szkolnictwa rzeczywiście inspirowała się motywacją religijną. Ze względu na ustalenia Sądu Najwyższego, jeżeli jakaś Rada Szkolnictwa kieruje się motywami religijnymi, jej działania z góry są traktowane jako niekonstytucyjne. W pewnym sensie ten przypadek był pomocny, ponieważ udało nam się uniknąć debaty na temat tego, co będzie się działo w szkołach państwowych. Większość zwolenników inteligentnego projektu chce przekonać społeczeństwo za pomocą dowodów naukowych oraz mocnych argumentów filozoficznych. To, co będzie się działo w szkołach państwowych, jest wtórne i wyniknie z ogólnej debaty. Myślę, że zmiana kulturowa jest o wiele ważniejsza niż to, o czym mówi się w Dover w Pensylwanii.

Ile czasu daje Pan neodarwinizmowi?

– Za trzydzieści lat będziemy w zupełnie innej sytuacji. Dowody płynące z nauki są po prostu tak mocne, że darwinizm nie może przetrwać. To jest sytuacja podobna do historii marksizmu. Związek Radziecki był w stanie, posługując się przemocą, działać przez siedemdziesiąt lat. Ale teoria świata, którą propagował, była błędna i rzeczywistość w końcu sama ją zweryfikowała. Myślę, że takie jest przeznaczenie wszystkich materialistycznych idei, w tym także darwinizmu.

Czy istnieje określony program badawczy lub strategia długofalowa, którą Discovery Institute będzie realizował w przyszłości?

– W tej chwili wdrażamy nową strategię. Założyliśmy właśnie instytut biologiczny będący ośrodkiem badań dla naukowców, którzy koncentrują się na bardzo szczegółowych zagadnieniach dotyczących neodarwinizmu. Badają między innymi pochodzenie i złożoność protein oraz to, w jakim zakresie mutacje mogą powodować powstawanie nowych form. Na te badania chcemy wydawać kilkaset tysięcy dolarów rocznie. Ostatnio opublikowaliśmy także wiele książek popularnonaukowych. Staramy się jednak świadomie koncentrować na badaniu kluczowych zagadnień i naukowych dowodów, o których wiemy, że wykażą empirycznie, iż neodarwinizm po prostu nie może wytworzyć tego, co chce wytworzyć. Ważne są także badania Guillermo Gonzaleza i innych, którzy odkrywają kolejne dowody prawdziwości IP w innych niż biologia dziedzinach nauki.

Jeden z popularnych zarzutów względem teorii IP jest taki, że jej zwolennicy krytykują teorie oparte na zasadach darwinizmu, ale jednocześnie sami nie proponują żadnej pozytywnej alternatywy. Czy IP oferuje pozytywne odpowiedzi? A jeżeli tak, to czy wyjaśnia więcej niż teoria ewolucji biologicznej?

– Nie jest prawdą – bardzo popularne wśród darwinistów stwierdzenie – iż inteligentny projekt oferuje wyłącznie negatywne rozważania. Doskonale jest to widoczne w przypadku tezy o „bogu zapchajdziurze”, która uchodzi za sztandarowy argument za tym, że nasze rozważania są czysto negatywne. Jeśli przeanalizować myśl Michaela Behe’ego, to można zobaczyć, że wykorzystuje on ten właśnie typ rozumowania, jako argument przeciwko neodarwinizmowi. Nie sposób jednak nie dostrzec, że u niego jest to także pozytywny argument za tym, że pewne struktury biologiczne musiały zostać inteligentnie zaprojektowane. Nie chodzi zatem tylko o to, że neodarwinizm nie potrafi wyjaśnić powstania wici bakteryjnej, ale także o to, że sama wić ma takie własności, które należy skojarzyć z inteligentnym działaniem. Podstawowe pytanie stawiane przez teoretyka inteligentnego projektu brzmi, czy jakaś konkretna struktura wskazuje na to, że mogła być zaprojektowana przez inteligentnego twórcę. A to jest tylko pierwsze pytanie. Gdy już znajdziemy na nie odpowiedź, możemy dalej pytać o to, jak dana rzecz powstała, jak została zaprojektowana, jakie poziomy projektu można znaleźć, itp.

Inteligentny projekt po prostu odpowiada na takie pytania inaczej niż materializm, czy neodarwinizm. Oczywiście negatywne argumenty dotyczące krytyki neodarwinizmu i materializmu stanowią ważną część teorii, ale oferuje ona także pozytywne argumenty na rzecz istnienia projektu. William Dembski, Guillermo Gonzalez i także ja (w książce The Privileged Planet) pokazujemy, jakie pytania i badania ludzie mogą podjąć w obrębie paradygmatu inteligentnego projektu.

Gdyby miał Pan w trzech zdaniach przekonać polskiego czytelnika do IP, co by mu Pan powiedział?

– Po pierwsze, powinniśmy być otwarci na dowody, jakich dostarcza nam sama przyroda i iść za nimi tam, gdzie nas zaprowadzą. Po drugie, jeżeli są jakieś dowody istnienia celu i celowości w przyrodzie, powinniśmy rozważać, jak mogą one wyglądać. Po trzecie, gdziekolwiek się rozejrzymy – na polu fizyki, kosmologii, astronomii, pytań o początek życia, czy źródeł biologicznej złożoności organizmów żywych – wszędzie tam są ślady inteligencji odsyłające do inteligentnego działacza, a nie do bezcelowych procesów.

Dziękuję za rozmowę.

PRZYIS:

1 Sprawa Kitzmiller przeciw Dover z 2005 roku zaczęła się od wydania zarządzenia przez Radę Szkolną w Dover (Pensylwania), by nauczyciele biologii odczytywali na lekcjach krótkie oświadczenia mówiące o teorii inteligentnego projektu jako alternatywie dla ewolucji. Oświadczenie stwierdzało między innymi, że teoria ewolucji nie jest faktem i że zawiera luki bez popierającego materiału dowodowego. Oświadczenie wspominało o inteligentnym projekcie jako „wyjaśnieniu pochodzenia życia, różniącym się od poglądu Darwina”. Niezadowoleni rodzice części uczniów zaskarżyli decyzję Rady przed sądem. Po sześciu tygodniach głośnego procesu sędzia John E. Jones wydał rozstrzygnięcie, w którym stwierdzał, że ruch inteligentnego projektu jest sukcesorem chrześcijańskiego kreacjonizmu i, odmawiając mu jakiejkolwiek wartości naukowej, sprowadzał go do rangi przekonania religijnego. Obie strony sporu zgodziły się po tym wyroku, że okręg szkolny prawdopodobnie miał niekonstytucyjne motywy religijne, ale ustaliły również, że sędzia Jones przekroczył swoje kompetencje, wypowiadając się na temat naukowego statusu IP. Więcej o tym zob.: H. Wayne House, Darwinizm a prawo, w: Inteligentny projekt 101., s. 145-172.

Jay Richards, filozof analityczny oraz doktor nauk teologicznych Seminarium Teologicznego w Princeton. Do końca 2011 roku był dyrektorem programowym Centrum Nauki i Kultury (CSC) działającym w ramach Discovery Institute w Seattle. Obecnie jest starszym członkiem Instytutu. Do jego najważniejszych publikacji należy książka The Privileged Planet (2004), w której, wraz ze współautorem Guillermo Gonzalesem, zastosował teorię inteligentnego projektu w obszarze astronomii i badań o Ziemi.

Źródło informacji: http://fides-et-ratio.pl

środa, 12 lutego 2014

Luis Dufaur : Teoria Darwina


24 listopada 1859 Karol Darwin opublikował “O powstaniu gatunków na drodze doboru naturalnego”. Teorie Darwina, zaprzeczając istnieniu Boga i podważając porządek naturalny, ­oznaczają zgodę na „kulturę śmierci”, tożsamą z unicestwieniem człowieka.

Karol Darwin (1809-1882) urodził się w zamożnej angielskiej rodzinie. Studiował nauki przyrodnicze na uniwersytetach w Edynburgu i Cambridge. Jeszcze jako młody chłopak odbył niemal pięcioletnią podróż dookoła świata (1831-1836), w trakcie której obserwował faunę i zbierał jej okazy.

Wbrew powszechnej opinii, podróż owa nie zmieniła nastawienia Darwina wobec Boga. Na przykład, ujrzawszy brazylijski las, powiedział: Nie sposób wyobrazić sobie uczuć zachwytu i nabożeństwa, jakie przepełniają i oczarowują duszę. Pamiętam, że zyskałem przekonanie, iż człowiek to coś więcej niż tylko ciało.

Kiedy ponad dwadzieścia lat później przyrodnik Alfred Russel Wallace (1823-1913) pokazał Darwinowi książkę zawierającą myśli zbliżone do jego własnych, którą Wallace zamierzał ogłosić drukiem, zmobilizowało to Darwina do odszukania starych notatek, uporządkowania ich i opublikowania. Tak oto, 150 lat temu, światło dzienne ujrzała praca zatytułowana O powstawaniu gatunków.

Zwrot przeciw chrześcijaństwu

Jednak w momencie wydania swego opus magnum Darwin był już kimś zupełnie innym. Wychowany w duchu protestanckim resztki wiary stracił między rokiem 1836 a 1839. W swej autobiografii opowiada, jak odwrócił się od biblijnego Boga. Wyznanie tego odstępstwa było tak szokujące, że jego potomkowie zakazali dalszego rozpowszechniania książki. Została ona wydana ponownie dopiero w roku 1958. Czytamy w niej: Z trudem mogę zrozumieć, jak ktoś może pragnąć, aby chrześcijaństwo było postrzegane jako prawda. Gdyby bowiem tak było, Pismo Święte wyraźnie wskazuje, że ludzie, którzy nie wierzą – to jest mój ojciec, mój brat i wszyscy moi najlepsi przyjaciele – zostaną ukarani na wieczność. Jest to doktryna godna potępienia.

Darwin wybrał relatywistyczny, mętny sentymentalizm. Krytykował uporządkowaną logikę moralności ewangelicznej, odrzucił odruchy duszy zainspirowane wspaniałą scenerią natury, zrozumiał bowiem, że były ściśle związane z wiarą w Boga. Wspominając młodzieńczy podziw dla brazylijskiego lasu wyznał: Dzisiaj nawet najwspanialsze obrazy natury nie wzbudziłyby we mnie żadnej refleksji ani uczucia tego rodzaju.

Wkrótce zaczął określać się jako agnostyk i złośliwie krytykować religię. W autobiografii znajdujemy następujące wyznanie: Stary Testament jest w oczywisty sposób fałszywy – wieża Babel, tęcza jako znak, itd. Skoro przypisuje on Bogu uczucia mściwego tyrana, nie jest wcale bardziej wiarygodny niż święte księgi Hindusów czy zabobony innych barbarzyńców. (…) Przestałem wierzyć w chrześcijaństwo jako Boskie objawienie.

Stopniowo porzucał ideę Boga osobowego, a nawet możliwość istnienia ostatecznej przyczyny świata: Stary argument celowości istnienia świata, który niegdyś wydawał mi się tak przekonywający, utracił zupełnie swą moc po odkryciu istnienia ­doboru naturalnego. (…) Nie wierzę, aby w zmienności bytów organicznych i w działaniu doboru naturalnego było więcej celowości niż w kierunku, w jakim wieje wiatr.

Człowiek i świat przyrody jawiły mu się zatem jako zwykłe produkty ślepego fatalizmu, który ewoluuje w stronę nieznanego. Siłą napędową owego postępu byłyby transformacje zachodzące w wyniku przypadkowych zdarzeń lub podyktowane potrzebą. Gatunki powstałe w efekcie tego procesu, czyli te, które osiągnęły wyższy poziom rozwoju, wyniszczałyby nieuchronnie gatunki mniej rozwinięte i słabsze.

Kryzys religijny, który doprowadził Darwina do odstępstwa od wiary i wrogości do chrześcijaństwa, przebiegał równolegle z wyjaśnianiem zasad ewolucjonizmu. Nie dziwi zatem, że u podstawy myśli Darwina i jego następców, „neodarwinistów”, leży nie bezstronne naukowe dociekanie, lecz postawa agresywnie antychrześcijańska.

Mroki tajemnicy

Jeden z dzisiejszych koryfeuszy darwinizmu, profesor Dominique Lecourt z paryskiej Sorbony, mówi: Darwin był w pełni świadomy, że odsuwa człowieka od centrum, zbliża go do zwierzęcia i doprowadza go do konfliktu z samym sobą. Darwin wyznał swojej bardzo pobożnej żonie, że jego teoria nie zgadza się z dogmatem chrześcijańskim. Wiedział, że wyprodukował bombę. I rzeczywiście jego teorie posłużyły do podminowania racjonalnej wizji stworzenia wszechświata i zburzenia rządzącego nim porządku.

Kluczową dla ewolucjonizmu teorię doboru naturalnego gatunków Darwin stworzył wespół z Alfredem Russelem Wallacem, który jednak zachował wiarę w nadrzędną inteligencję poprzedzającą ewolucyjną walkę i w roku 1862 zwrócił się w stronę spirytyzmu i okultyzmu. Darwin natomiast pozostał wierny materialistycznemu agnostycyzmowi.

Jednak w używanym przezeń języku wyczuwa się próbę wyjaśnienia znanego nieznanym i tajemniczym. W dziele O pochodzeniu człowiekarozsnuwa on wizję pochodzenia istoty ludzkiej od jakiegoś dawno wymarłego gatunku małpy, który z kolei miałby wyewoluować prawdopodobnie od archaicznego torbacza; a ten ostatni byłby potomkiem jakiegoś nieznanego stworzenia płazopodobnego, pochodzącego od jeszcze mniej zidentyfikowanego zwierzęcia przypominającego rybę.

Im bardziej Darwin zagłębia się w przypuszczeniach na temat nieweryfikowalnych zjawisk, tym wyraźniej jego język zaczyna przypominać sformułowania jasnowidza czytającego w kryształowej kuli. W mrokach przeszłości możemy dojrzeć, że pierwszym przodkiem wszystkich kręgowców było prawdopodobnie wodne zwierzę wyposażone w skrzela, łączące w sobie obie płcie, o najważniejszych organach ciała (takich jak mózg i serce) rozwiniętych słabo albo w ogóle nierozwiniętych. Zwierzę to wydaje się przypominać larwy współczesnych żachw morskich.

Nieweryfikowalne przypuszczenia

Uczniowie Darwina próbowali nadać mrokom przeszłości, w których ich guru „czytał” z taką łatwością, naukowe podstawy. Do całej teorii dodali nawet, że u źródła istniała komórka, która pojawiła się cztery miliony lat temu, zwana LUCA (Last Universal Common Ancestor czyli ostatni wspólny przodek). Skąd jednak wzięła się LUCA? Z darwinowskiego współzawodnictwa między komórkami, nawzajem się eliminującymi – mówi Patrick Forterre z Sorbony. I dodaje, że LUCA miałaby zostać wyposażona w DNA w wyniku zapłodnienia przez jakiś wirus.

Ale skąd wziął się ów wirus oraz komórki likwidujące się nawzajem w procesie darwinowskiego współzawodnictwa? Tu pojawiają się dwa kolejne domysły uczniów Darwina. Według pierwszego z nich, żywe molekuły miał przynieść na Ziemię meteoryt, wedle drugiego, miałyby się one pojawić miliony lat temu woazach życia, w pobliżu źródeł hydrotermalnych, w oceanach. Tam, na głębokości kilku tysięcy metrów, miało dojść do wycieku lawy wulkanicznej, co spowodowało bardzo wysokie temperatury i koncentrację soli. Próby odtworzenia w laboratorium owych „kotłów” z hipotetyczną hodowlą nie powiodły się.

Odmowa dyskusji naukowej

Liczni uczeni wskazują na nieścisłości i brak prawdopodobieństwa w ewolucyjnej układance. Opierając się na licznych badaniach w najróżniejszych dziedzinach nauk przyrodniczych utrzymują oni, że poważne i metodyczne studium organizmów żywych i struktury wszechświata zakłada istnienie inteligentnego projektu (ang. Intelligent Design), który poprzedza pojawienie się i zróżnicowanie istot żywych.

W nauce często pojawiają się teorie podważające powszechny consensus w jakiejś kwestii. Opozycje, rodzące się w ten sposób traktuje się jako bodziec do przetestowania ogólnie przyjętych tez i ich udoskonalenia. Jednakże ewolucjonistyczny establishment nieubłaganie prowadzi kampanię mającą na celu dyskwalifikację uczonych, którzy bronią inteligentnego projektu, uniemożliwiając im udział w naukowych sympozjach i dostęp do publikacji. 

Modelowym tego przykładem była międzynarodowa konferencja zatytułowana Biological Evolution, Facts and Theories, zorganizowana w tym roku przez Uniwersytet Gregoriański w Rzymie, jeden z największych katolickich ośrodków naukowych w stolicy chrześcijaństwa.

W konferencji wzięli udział najważniejsi piewcy ewolucjonizmu, w tym najbardziej wojujący ateiści i antychrześcijanie pokroju Richarda Dawkinsa. Jednocześnie nie wyrażono zgody na wystąpienie choćby jednego obrońcy inteligentnego projektu, chociaż prąd ten przyjmuje do pewnego stopnia zasady ewolucjonizmu.

Ewolucjonizm nie odpowiada na naukowe argumenty ID – gardzi nim jako uwspółcześnioną formą kreacjonizmu. Tymczasem teoria inteligentnego projektu bynajmniej się z kreacjonizmem nie identyfikuje, wydaje się za to rokować nadzieje na zgodę z ogółem nauk, w tym również ­teologią.

Radykalizacja postawy

Z dnia na dzień ewolucjonizm traci swych adeptów. Dziewiętnastowieczny entuzjazm dla bliżej nieokreślonego postępu mocno osłabł, a antychrześcijański rdzeń darwinizmu staje się coraz bardziej oczywisty.Wielu widziało w teorii Darwina tylko zbrojne ramię ateizmu – wyjaśnia oksfordzki filozof nauki, Thomas Lepelthier. Ten antyreligijny wymiar uczynił z darwinizmu przedmiot bezustannej polemiki. W wyniku owej dyskusji szerokie rzesze zasiliły szeregi kreacjonistów. W Stanach Zjednoczonych doszło do historycznych procesów sądowych w kwestii nauczania w szkołach kreacjonizmu w jego wersji biblijnej i naukowej. Znalazły one swój epilog w Sądzie Najwyższym.

Teoria kreacjonizmu budowana była w duchu protestanckim, bez udziału nauki Kościoła katolickiego, który zinterpretowałby biblijną opowieść o stworzeniu i określiłby dokładnie zakres, w którym obowiązują zasady nauk przyrodniczych i teologii. Znacznie ułatwiło to zadanie obrońcom ewolucjonizmu. Jednakże dyskusja ta wyraźnie pokazała, że z braku przekonujących argumentów darwinizm zaczyna odwoływać się do sądu, aby nauczanie swych teorii narzucić administracyjnie.

Ewolucjonizm progresywistyczny

W Kościele katolickim ewolucjonizm znalazł niezwykle podatny grunt w nurcie zwanym modernizmem, potępionym przez papieża św. Piusa X jako herezja. W encyklice Pascendi krytykuje on modernizm, ponieważ w jego doktrynie ewolucja jest niemal kapitałem. (…) Dogmat, Kościół, uświęcony kult, księgi, które czcimy jako święte, a nawet sama wiara (…)powinny podlegać prawom ewolucji (nr 25). Zgodnie z doktryną i machinacjami modernistów nic nie jest stałe, nic nie jest niezmienne w Kościele (nr 27). Błąd ten Ojciec Święty określił jako syntezę wszystkich herezji i nieskończone nagromadzenie sofizmatów, które powodują pęknięcia i zniszczenia w całej religii.

Po śmierci św. Piusa X moderniści powrócili do głosu, określając się mianem progresywistów. Wśród ich teologów wyróżnił się Piotr Teilhard de Chardin SJ, nieugięty zwolennik teorii Darwina zaangażowany w grubiańskie oszustwo, w którym szkielet małpy przedstawiano jako szkielet człowieka pierwotnego, zwanego człowiekiem z Piltdown.

W celu dopasowania ewolucjonizmu do doktryny katolickiej Teilhard de Chardin sięgnął po teologiczne sofizmaty i przesiąknięte panteizmem sformułowania nie mniej zawiłe niż darwinowskie. Bóg to dlań siła, która realizuje się poprzez ewolucję wszechświata. Ten zainkubowany w przyrodzie Bóg wyekstrahował człowieka z małpy i kieruje go ku przyszłej boskości.

Stąd, wedle progresywistów, przedmiotem religijnej czci stał się człowiek, gdyż dalsze jej oddawanie transcendentnemu i osobowemu Bogu, jako wymysłowi średniowiecza, czyli niższego etapu ewolucji, straciło sens.

W praktyce doktryny owe znalazły swą realizację w swoistej „walce klas” między laikatem a hierarchią kościelną, w obalaniu tradycyjnych form pobożności, a przyjmowaniu obrzędów odzwierciedlających ową kosmiczną religijność i budowaniu odpowiadających jej świątyń. Moralność, asceza, doktrynalna ścisłość straciły wszelkie znaczenie.

Uczeń Darwina – Marks

Tak zwany naukowy ewolucjonizm Darwina stworzył sprzyjające warunki do rozwoju ewolucjonizmu społecznego, którego jednym z głównych ideologów był Karol Marks.

Dla uzasadnienia swych najbardziej zdehumanizowanych tez marksizm rozwinął teorie niezwykle zbliżone do darwinowskich, a „dobór naturalny” gatunków dostarczył znamion naukowości leninowsko-marksistowskiej „walce klas”.

Rozprawiając na kartach swego dzieła zatytułowanego O powstawaniu gatunków o „doborze naturalnym”, Darwin stwierdza, iż jako bezpośredni rezultat walki toczącej się w przyrodzie, której przejawami są głód i śmierć, najbardziej zadziwia rozwinięcie się zwierząt wyższych.

Marks rozumował w podobny sposób w odniesieniu do „walki klas” i ewolucji historycznej, czego dowód stanowią jego własne słowa z dziennika „New York Daily Tribune”: Klasy i rasy zbyt słabe, aby stawić czoła nowym warunkom życia powinny usunąć się z drogi. Wcześniej zaś pisał, że rasy najsilniejsze (rewolucyjne) powinny wypełniać swoją rolę, podczas gdy głównym zadaniem wszystkich innych ras i ludów, wielkich i małych, jest wymrzeć w rewolucyjnym holokauście. W wyniku tej walki miałby się narodzić nowy człowiek, komunista – najbardziej zaawansowane stadium rozwoju materii. Konsekwencją tych poglądów stało się najstraszliwsze ludobójstwo w historii, dokonane z przyczyn ideologicznych pretendujących do naukowości.

Oficjalnym ideologiem marksistowsko-leninowskiego ewolucjonizmu w stalinowskim ZSRR był Trofim Denisowicz Łysenko, który uważał się za naśladowcę Darwina i do doktryny komunistycznej zastosował darwinowską zasadę walki wszystkich ze wszystkimi. 

„Usprawiedliwił” w ten sposób czystki, rzezie i eksterminację całych klas i narodów. Zgodnie z ewolucjonistycznymi postulatami Łysenko przeprowadzał doświadczenia mające zmodyfikować rośliny i zwierzęta poprzez zmianę ich środowiska. Teoria jednak nie sprawdziła się, a sowieccy chłopi już nigdy nie mogli otrząsnąć się z koszmaru wywołanego tymi innowacjami – zauważa cytowany wcześniej profesor Lecourt.

Rosyjscy naukowcy, którzy oprotestowali oszustwa Łysenki, zostali zesłani na Syberię. Dziś symbolicznym tego odpowiednikiem jest moralne i propagandowe wygnanie, na jakie ewolucjoniści skazują wszystkich niezgadzających się z darwinowskim „dogmatem”.

Eugenika – córka ewolucjonizmu

Termin eugenika – wywodzący się z greki i oznaczający genetyczne ulepszenie – został ukuty przez matematyka i adepta teorii ewolucji (prywatnie kuzyna Karola Darwina) Francisa Galtona (1822-1911), który zainspirowany hodowlą zwierząt starał się stworzyć naukę służącą ulepszeniu rodzaju ludzkiego.

Ewolucjonizm społeczny szybko zaadaptował eugeniczną utopię. Obmyślono wiele metod „typowania” jednostek, kategorii i ras „upadłych” czy „niższych”, które powinno się odseparować, wyeliminować lub uniemożliwić im reprodukcję – tak, aby nie stanowiły przeszkody na drodze postępu społecznej ­ewolucji.

Czołowe miejsce w tym nieludzkim projekcie zajęły narody protestanckie. W roku 1907 amerykański stan Indiana nakazał sterylizację chorych psychicznie. Dwa lata później przepis ten zaczął obowiązywać w stanach Waszyngton, Kalifornia i Connecticut; w roku 1917 obowiązywał już w piętnastu stanach, a w roku 1955 – w trzydziestu trzech. W roku 1928 śladem tym podążyła Szwajcaria; w 1933 Dania (rozszerzając przepis o sterylizację przestępców), w 1935 Finlandia i Szwecja, a w 1937 Estonia.

Uczeń Darwina – Hitler

Z frenetycznym zapałem przyjął ewolucjonizm i eugenikę ruch nazistowski i – co ciekawe – okazał się wierniejszy darwinowskim zasadom niż marksizm. W roku 1933 naziści nakazali sterylizację osób cierpiących na dziewięć rodzajów chorób, wśród których znaleźli się niewidomi, alkoholicy i schizofrenicy. Szacuje się, że w III Rzeszy i na terenach przez nią okupowanych, dokonano 400 000 sterylizacji. Tajny dekret z roku 1940 zmuszał kobiety „ras niższych” do aborcji. Eksterminacja „niższych ras” oraz wysiłki podejmowane w celu stworzenia „rasy wyższej” – „czystego aryjczyka” są dobrze znane.

Oczywiście dzisiejsi zwolennicy Darwina deklarują ogromny żal z powodu przerażających konsekwencji, jakie zrodziła inspiracja nazizmu ewolucjonizmem. Nie ma jednak pewności, czy ich stanowisko byłoby takie samo, gdyby II wojnę światową wygrali Niemcy… W istocie bowiem eugenika oparta na ewolucjonizmie znacznie się po wojnie rozwinęła i obecnie stanowi bazę dla kampanii przeciw życiu. Pretekst jest nadal taki sam: uniemożliwienie narodzin dzieci z poważnymi wadami; dzieci stanowiących ciężar finansowy czy po prostu dzieci niechcianych.

Nowy Wspaniały Świat?

Śladem eugenicznej utopii podąża inżynieria genetyczna obiecująca „wyprodukować niemowlę doskonałe”, bez żadnych wad i chorób. Co więcej, dziecko to ma mieć niezwykle wysoki iloraz inteligencji, nieskazitelne cechy charakteru i piękny wygląd zewnętrzny.

Według doktora Jacquesa Testarta, pioniera w stosowaniu metod zapłodnienia in vitro i obrońcy ewolucjonizmu, tendencja owa przygotowuje grunt pod wyhodowanie w laboratorium „nowej ludzkości”. Homo sapiens, aktualna prowizoryczna faza w ewolucjonistycznej kosmowizji rozwoju człowieka, zostanie zastąpiony przez nowego człowieka, którego można nazwać homo geneticus.

Jak zaobserwował dziennikarz naukowy Michel Alberganti, marzenie o „dziecku doskonałym” prowadzi do prób stworzenia życia od początku do końca. A zatem prokreacja miałaby odtąd leżeć w gestii laboratoriów, a matka i ojciec nie braliby już w niej jakiegokolwiek udziału. Sytuacja taka stanowiłaby śmiertelny cios dla rodziny, gdyż zostałaby ona pozbawiona swego podstawowego celu. Przestałoby istnieć macierzyństwo, a Wcielenie Słowa stałoby się mitem. Czym będzie człowiek, który w tak radykalny sposób złamie Prawo Boże? Do kogo się zwróci w potrzebie czy w godzinie niepokoju? Perspektywy te są przerażające dla jednych i fascynujące dla drugich – mówi ­Alberganti.

Filozof nauki, Jean-Pierre Dupuy, bazując na ustaleniach australijskiego badacza Damiena Brodericka z uniwersytetu w Melbourne, przepowiada, że nadejdzie dzień, kiedy przypadek rządzący ewolucją zostanie zastąpiony sterowaniem przez człowieka. Dochodzimy tu do krańcowej sprzeczności: w oparciu o „ewolucję” odrzuca się Boga, jednak w szczytowym punkcie teorii ewolucjonizmu człowiek ma ambicję wzniesienia się ponad światem i zajęcia Jego ­miejsca.

Koszmar pomieszania gatunków

Wedle nieznających żadnych zahamowań ewolucjonistów życie wynalezione od początku do końca umożliwiłoby nam zanurzenie się w raju bioróżnorodności. Miałby on polegać na egalitarnej utopii, w której zniesione zostałyby granice między człowiekiem a pozostałymi organizmami żywymi, co zaowocowałoby wszelkiego rodzaju hybrydami: małpo-ludźmi czy roślino­­‑zwierzętami.

Richard Dawkins – cieszący się największym uznaniem współczesny rzecznik ewolucjonizmu – ubolewa nad faktem, iż nasza moralność i polityka zakładają (…), że separacja między człowiekiem a zwierzęciem ma być całkowita. Krytycznie wypowiadał się o działaczach pro-life sprzeciwiających się aborcji i eutanazji w oparciu o kryteria etyczne, jako o szczególnie godnych potępienia naśladowcach owego błędnego rozumowania.

Dawkins gani również katolików za wiarę, że człowiek ma w sobie niezmienną esencję. Ów esencjalizm jest głęboko sprzeczny z ewolucją – grzmi. Wyobraża on sobie perwersyjny raj, w którym wszystkie zwierzęta odbywałyby ze sobą stosunki seksualne, a człowiek mógłby się rozmnażać wespół z szympansem. Przyznaje, że ów „raj” – my nazwalibyśmy go pandemonium – nie istnieje, ale w przyszłości nauki biologiczne będą w stanie wypracować łańcuchy współzapładniania, logicznej kontynuacji ewolucji.

Dawkins przewiduje pierwszy ku temu krok: stworzenie w laboratorium chimery złożonej z równej w przybliżeniu liczby komórek człowieka i szympansa. Publiczna prezentacja takiej „chimery” miałaby na celu wywołanie skandalu i polemiki, dzięki którym ludzie oswoiliby się z ideą wspólnego życia z istotami obcymi dla porządku naturalnego. Przyznaję, że czuję dreszcz przyjemności, myśląc o chwili, w której zakwestionujemy to, co do tej pory wydawało się niepodważalne – dodaje współczesny Don Kichot darwinizmu.

Homo sapiens – gatunek wymarły

Przyjmując powyższe hipotezy obóz ewolucjonistyczny rozważa możliwość bliskiego „wymarcia” ludzkości w jej obecnym kształcie.

Amerykański ekolog Jared Diamond uzasadnia to powołaniem się na podstawowe „dogmaty” ewolucjonizmu, zgodnie z którymi w kolejnych fazach historii kolejne rodzaje hominidów zostawały wyparte przez gatunki na wyższym poziomie ewolucji. Teraz miałaby nadejść kolej na szóste wymarcie, czyli kres homo sapiens. Wszystkie wskaźniki biozróżnicowania świadczą o tym, że pociąg w kierunku szóstego wymarcia ruszył już pełną parą – mówi profesor Philippe Bouchet z Narodowego Muzeum Historii Naturalnej w ­Paryżu.

Darwinizm rozwinął się w oparciu o hipotezy nieprawdopodobne, lecz pełne optymizmu. U kresu swego rozwoju kreśli on jednak chorobliwą i bluźnierczą perspektywę eksterminacji. Czyż nie jest to wizja bezlitosnego szaleństwa – najwyższej zbrodni, jaką byłoby wyeliminowanie z Ziemi człowieka, którego Bóg stworzył na Swój obraz i podo­bieństwo?

„Postczłowiek”

Darwiniści wyobrażają sobie, że człowiek unicestwi się własnymi rękoma. W ich mniemaniu nie będzie to jednak trudne do wyobrażenia zbiorowe samobójstwo – jak twierdzą „opóźnieni w ewolucji” – lecz skok jakościowy. Co to znaczy?

Wedle najbardziej nowoczesnych ewolucjonistów, dzięki postępom biotechnologii, ­jeszcze przed zbiorowym wyginięciem rodzaju ludzkiego pojawiłby się na Ziemi „postczłowiek”.

Filozof Jean-Michel Besnier z Sorbony wyjaśnia, że „postczłowiek” narodził się wraz z ideą uwolnienia się od determinizmu narodzin, wraz z pojawieniem się pigułki i dziecka z probówki. Wśród przyczyn tego zjawiska wymienia dodatkowo: wspomaganą prokreację, hodowanie zarodków w laboratorium i klonowanie człowieka. Postludzka utopia wskazuje na koniec naturalnej historii ludzkości, wykształconej na drodze ewolucji. Tak naprawdę utopia ta pragnie (…) przejąć rolę natury. Besnier dodaje jeszcze, że prototyp [„postczłowieka” – L.D.] to cyborg, jaki pojawił się w latach sześćdziesiątych, (…) organizm biomechaniczny wyposażony w protezy, żyjący w warunkach pozaziemskich, obdarzony zdolnościami wykraczającymi poza ludzkie ograniczenia. Cyborg – nowa istota, która nie będzie już ewoluować zgodnie z prawami istot żywych.

Pisarze przyglądający się eksperymentom w laboratoriach nanotechnologii, sztucznej inteligencji i cybernetyki zadają sobie pytania, jakież to nieludzkie istoty będą następcami człowieka i wyobrażają sobie skrajnie dziwne formy życia. Ale cały ów tłum na poły biologicznych robotów bez wątpienia zniknie, gdy zabraknie ludzi, aby je naprawiać. Chyba że założymy, iż wstąpi w nie jakiś duch pełniący funkcję sztucznej inteligencji.

Trudno się oprzeć przekonaniu, iż wymysły te wydają się zrodzonym w otchłani piekieł marzeniem o udaremnieniu planu, jaki przewidział dla ludzkości jej Stworzyciel.

Abyssus abyssum invocat (Przepaść przepaści przyzywa) – mówi Pismo Święte słowami Psalmu 41 (wers 8). Paplanina o „postczłowieku”, najwyższym produkcie ewolucjonizmu maskuje strach przed myślą o unicestwieniu rodzaju ludzkiego przez ostateczne odrzucenie Boga – logiczną konsekwencję „kultury ­śmierci”.

Naturalny postęp

Po przebyciu w wyobraźni powyższej drogi rodem z najgorszego koszmaru poczułem, że muszę znaleźć ukojenie dla duszy w czymś, co odwoływałoby się do pełnego harmonii rozwoju, jaki Boża Opatrzność przewidziała dla człowieka i wszechświata. Znalazłem to kontemplując figury zdobiące francuskie katedry gotyckie: Beau Dieu z Amiens, Matkę Boską z Chartres, Śmiejącego się anioła z Reims – całą miriadę świętych i aniołów, których wyobrażenia wykute w kamieniu w czasach gorącej wiary zdobią owe godne podziwu miejsca będące artystyczną syntezą katolickiej wizji wszechświata.

Postaci owe, tak w pełni ludzkie, a zarazem tak świetliście nadnaturalne, mogły zostać powołane do istnienia dlatego, że ich twórcy w codziennym życiu byli w stanie zaobserwować ludzi, stanowiących żywy przykład takiego bogactwa osobowości. Te twarze – poważne i uśmiechnięte, surowe i łagodne – objawiają pełnię rozwoju możliwości zarówno duszy, jak i ciała, właściwą ludziom kroczącym drogą ku niebieskiej chwale, w poszukiwaniu tego, co najbardziej szlachetne na tej ziemi, dążąc do przyszłej doskonałości w Niebie. Tak właśnie przebiegał triumfalny pochód chrześcijaństwa na przestrzeni wieków.

Opuściwszy mroki pogaństwa, pokonawszy przeszkody i słabości, naprawiwszy błędy, cywilizacja chrześcijańska doprowadziła do nagromadzenia w duszach niewysłowionych skarbów pokoju, szlachetności, piękna, harmonii oraz doskonałości moralnej. Skarby te wskazywały ponadto na kierunek pełnej realizacji najszlachetniejszych pragnień duszy.

Ów średniowieczny pochód został gwałtownie przerwany za sprawą procesu rewolucyjnego – postulującego gnozę, egalitaryzm i zmysłowość – który przyniósł wynaturzone zjawiska w rodzaju siejącego zniszczenie darwinizmu.

Oto dwie przeciwne drogi, dwa diametralnie różne kierunki.

Podczas objawień w Fatimie Matka Boska poprosiła ludzi, aby zeszli z drogi prowadzącej w przepaść, w którą zostaną strąceni, jeśli się nie opamiętają.

Średniowieczne figury ukazują ogromną radość, jaka czeka tych, którzy wybiorą drogę przeciwną: drogę pokuty, modlitwy i triumfu Niepokalanego Serca Maryi.

Źródło informacji: http://fides-et-ratio.pl

sobota, 28 grudnia 2013

Wygnani. Teoria ewolucji a Inteligentny projekt




Film dokumentalny “Expelled: No Intelligence Allowed” porusza kontrowersyjny problem ewolucji i opowiada o tym, jak niektórzy nauczyciele uniwersyteccy zostają pozbawieni pracy na uniwersytetach, ponieważ wyniki prowadzonych przez nich badań są sprzeczne z teorią ewolucji Darwina.

sobota, 21 grudnia 2013

Śmiertelne dziedzictwo Darwina




Darwinizm to nie tylko biologiczna teoria pochodzenia gatunków. Darwinizm to potężna idea, która od 150 lat zapładnia ludzkie umysły swoistym poglądem na miejsce człowieka w przyrodzie, na moralność, na rolę narodzin i śmierci.

Jak daleko sięgają idee Darwina? Czym był “darwinizm społeczny” i jaką rolę odegrał w traktowaniu ludzi z “niższych” klas społecznych i ras? Jakie skutki spowodowała eugenika, czyli “darwinizm stosowany w praktyce”? Czy darwinizm mógł być centralnym aspektem w “naukowym” światopoglądzie nazistowskim? Jaki wpływ dzisiaj wywiera na stosunek do życia ludzkiego i planowanie rodziny? Czy biologiczny darwinizm jest udowodniony naukowo?

Na pytania te odpowiada program telewizyjny z 2006 roku “Śmiertelne dziedzictwo darwinizmu” prowadzony przez D. Jamesa Kennedy’ego. Film jest naprawdę rzeczowy i bardzo ciekawy. Można go obejrzeć pod poniższymi linkami:

Program trwa godzinę. Wystąpili w nim naukowcy i autorzy książek podważających teorię ewolucji. Jest to również przegląd samej historii ewolucjonizmu i jego rosnącego wpływu na społeczeństwo, zwłaszcza od czasów Herberta Spencera. Sporo miejsca poświęcono też toczącej się w Stanach Zjednoczonych debacie o nauczaniu ewolucji w szkołach począwszy od słynnego filmu Inherit the wind (1960), poprzez strzelaninę w Columbine (1999) aż po proces w Dover (2004). Oczywiście wykazano też podstawowe braki dowodowe w biologicznej teorii Darwina.

Film został wyprodukowny dla telewizji Coral Ridge Ministries i polskie tłumaczenie ukazało się za jej zgodą.

piątek, 13 grudnia 2013

prof. Mieczysław Ryba - Ewolucjonizm czy kreacjonizm




EWOLUCJONIZM CZY KREACJONIZM

Uwagi na marginesie pracy „De idee religionis genesi in evolutionismo Darvino-Spenceriano” x. Idziego Radziszewskiego

Dla środowisk Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ogromne znaczenie ma postać Idziego Radziszewskiego, założyciela wszechnicy lubelskiej. Niezwykle ważny jest kontekst powołania do życia uczelni, a w szczególności cel, jaki przyświecał założycielowi. Ksiądz Radziszewski w dużym stopniu swoje poglądy ukształtował w czasie pobytu w Lowanium (1898-1900), gdzie napisał pracę doktorską noszącą tytuł „Geneza idei religijnej w ewolucjonizmie darwińsko-spencerowskim”[1]. Praca ta była napisana pod kierunkiem ks. prof. Dezyderego Merciera, późniejszego kardynała i prymasa Belgii. Mercier był dyrektorem Wyższego Instytutu Filozoficznego, powstałego przy lowańskim uniwersytecie[2]. Doktorat Radziszewskiego został napisany po łacinie, w swoim artykule posługuję się tłumaczeniem autorstwa księdza Władysława Świdra[3]. Ogromną zasługę w odnalezieniu rękopisu dzieła ks. Radziszewskiego odegrała profesor Grażyna Karolewicz. To dzięki jej uprzejmości mogłem skorzystać ze wspomnianego rękopisu[4].

Badania prowadzone w Instytucie związane były z filozofią scholastyczną, przy wykorzystaniu jednak najnowszych wówczas osiągnięć nauk szczegółowych. Miało to szczególne znaczenie ze względu na wszechobecny w kręgach uniwersyteckich pozytywizm, starający się wykazać sprzeczność między nauką a wiarą. Nauki przyrodnicze traktowano wręcz na sposób religijny[5]. Filozofowie chrześcijańscy czerpali inspirację do swoich działań z nauczania papieża. Leon XIII w encyklice „Aeterni Patris” jednoznacznie przeciwstawiał się tezom scjentystów, pragnących usprzecznić wiarę i naukę[6].

Prof. Mercier i jego uczniowie starali się zapoznawać z najnowszymi odkryciami nauk przyrodniczych i społecznych, chcąc z pozycji tomistycznych wejść w naukową dyskusję z pozytywistami. W szczególności starano się zapoznać z pracami dotyczącymi przyrody, matematyki, socjologii, historii i prawa[7]. Po powrocie z Lowanium Radziszewski pisał: „Neoscholastycy prześcigają się nawzajem, i słusznie, w przyswajaniu sobie danych naukowych, które są gromadzone (…) [Nauki – M. R.] czyż nie wzbudzają słusznego podziwu z powodu świetnych, do jakich doszły wyników? I czyż neoscholastyk ma być obcy temu wspaniałemu ruchowi? Nie, nie może i nie powinien trzymać się na uboczu, jako widz obojętny (…)”[8]. Uznanie dla osiągnięć nauk przyrodniczych i sprzeciw wobec ustaleń filozofii pozytywistycznej – oto główny wysiłek neoscholastyków z Lowanium. Ów sprzeciw wyraził się z jednej strony w rozwoju filozofii neotomistycznej, z drugiej w odrzuceniu tezy o sprzeczności nauki i wiary[9].

Olbrzymią rolę we wzroście oddziaływania antyreligijnie usposobionych scjentystów odegrała darwinistyczna i postdarwinistyczna teoria ewolucji, na bazie której wielu uczonych starało się obalać kreacjonistyczną naukę Kościoła. Niektórzy naukowcy twierdzą, że ewolucjonistyczne teorie społeczne w sposób zasadniczy zaważyły na kulturze europejskiej, sprowadzając ją na tory agnostyczne lub ateistyczne. Zatem temat pracy doktorskiej Idziego Radziszewskiego był dobrany niezwykle celnie, czynił bowiem przedmiotem badań jeden z zasadniczych sporów naukowych ówczesnej Europy i świata. G. Karolewicz pisze: „Zarówno tematyka rozprawy doktorskiej z pogranicza filozofii i teologii, jak jego rozwiązanie wprowadza nas w typowy warsztat pracy naukowej ks. Radziszewskiego. W warsztacie tym można wysunąć pewne cechy charakterystyczne, a mianowicie: podejmowanie złożonych problemów w relacji wiara a nauka, znajomość literatury obcej i włączenie jej wyników do badań, co było bardzo cenne i nie izolowało kraju od myśli zachodnioeuropejskiej, rozwiązywanie zagadnień w duchu tomizmu, z wyzyskaniem wyników nauk szczegółowych, jak historii, biologii oraz wszechstronna polemika z kierunkami przeciwnymi nauce Kościoła”[10]. Jak widzimy, Idzi Radziszewski wpisywał się tym samym w metodykę badań prowadzonych w Instytucie kardynała Merciera.

Radziszewski wykazywał w swoim dziele, że Karol Darwin upatrywał początki religii w animizmie. Wiara w duchy, zdaniem twórcy teorii ewolucji, pozwalała człowiekowi pierwotnemu tłumaczyć niezrozumiałe dla niego zjawiska przyrodnicze[11]. W podobnym kierunku prowadził swoje rozważania Herbert Spencer. Religia jako wynik błędu poznawczego (Spencer), a zarazem jako wyraz ewolucyjnego rozwoju człowieka, który w początkowym stadium rozwoju szukał infantylnych sposobów tłumaczenia zjawisk natury (Darwin) – to tezy, które Rdziszewski zbijał starając się wykazać sprzeczność powyższych poglądów. Stojąc na założeniach ewolucjonistycznych należałoby wszak założyć, że religia wraz z biegiem dziejów powinna zanikać. Człowiek rozwijając się porzucałby krępujące jego umysł teorie. Tymczasem na gruncie historii i socjologii można wykazać, że po czasach kryzysu religijnego w różnych momentach dziejowych, następowało spore ożywienie w tej dziedzinie. „Wreszcie – twierdził Radziszewski – faktem jest, że religia nigdzie do tej pory nie zanikła mimo ogromnego postępu nauk”. Nasz uczony pisał: „Czy religia powstała w tak „naturalny” sposób, jak wywiódł filozof? Człowiek wpadał w iluzję, sam się oszukiwał, ależ te rzeczy nie są wcale „naturalne”, normalne lecz przeciwnie, anormalne! Założywszy jednak nawet, że to naturalne, jak może trwać ta religia na błędzie osadzona? Jeśli jest fałszywa, dopuszczając rozwój postępowy, to czy może się ona poprawić względnie nawet odrzucić czy też nie? Jeśli nie potrafi, to nieszczęsny ten rodzaj ludzki, skazany na życie wieczyste w mrokach błędów i nic nie zostaje niż gorzki sceptycyzm i rozpacz. Jeśli zaś może, czemuż, przeciwnie, jak się już rzekło, widzimy w miejsce zaniku religii od wielu już wieków – jej stan pomyślny?! Czemuż między tylu ludami wszechświata nie ma żadnego wyzbytego z religii? Czemuż nawet i w naszych czasach, tak sławionych z postępu, kultury, nauki nie znika ona, lecz ma tylu obrońców i niezliczonych zwolenników? Jeśli jest jakaś religia właściwa, to czyż jej początek może być taki, jaki zakreślił Spencer, tj. błąd i iluzja? Od jakiego to w końcu momentu (skoro już raz wyszła ona w kolebce z iluzji i błędu) – weszła na nową ścieżkę prawdy i jak mogła się dokonać przemiana wprost istotna bez esencjalnej zmiany religii samej”[12].

Socjologiczne argumenty serwowane przez Idziego Radziszewskiego odniesione były do myśli św. Tomasza z Akwinu. Tej myśli wierna była na przełomie wieków wszechnica w Lowanium, myśl tę propagował Kościół. Filozofii tomistycznej starał się być wierny również Idzi Radziszewski[13]. Wykładowi Radziszewskiego towarzyszyła kreacjonistyczna wizja świata, jeśli idzie o pochodzenie człowieka oraz przekonanie o naturalnym (metafizycznym) pochodzeniu religii. W doktoracie naszego autora czytamy: „Pojęcie Bytu – wyższego przynajmniej – początkowo niepełne, stanie się z czasem doskonalsze jak i człowiek postępuje w odkrywaniu doskonałości świata, co są pewnymi śladami doskonałości Bożych. Doszukawszy się wreszcie innych także argumentów dojdzie do poznania Bytu Najwyższego i nieskończenie doskonałego. (…) I wnet się też upewni ten człowiek, że i on sam jest dziełem Bożym i że tak on sam, jak i wszystkie jego sprawy zależą od tego Najwyższego Bytu. Zmysł zależności nakaże mu posłuszeństwo wobec swego Stwórcy: przeświadczony bowiem o tej prawdzie, że swą egzystencję zawdzięcza mocy i hojności boskiej, poczuje się zobowiązany do wdzięczności i powodowany do wszechstronnego oddania”[14]. Tezy zawarte w rozprawie doktorskiej rozwinął Idzi Radziszewski w pracy „Geneza religii w świetle nauki i filozofii” wydanej w 1911 roku[15].

W 2007 roku w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim odbyła się sesja naukowa zorganizowana przez Katedrę Filozofii Kultury KUL, zatytułowana „Ewolucjonizm czy kreacjonizm”. Referaty konferencyjne doskonale wpisują się w kontekst badań prowadzonych na przełomie wieków XIX i XX przez Idziego Radziszewskiego. Prof. Piotr Jaroszyński zauważył, że „spór: ewolucjonizm czy kreacjonizm osiąga swoje apogeum w sporze o rozumienie człowieka”[16]. Zaś ojciec prof. Mieczysław Albert Krąpiec, idąc tropem myśli tomistycznej, pisał: „Gdyby istniała przemiana i ewolucja bez przyczyny, bez dostatecznej racji bytowej, wówczas coś mniej bez uzasadnienia stawałoby się czymś więcej, wówczas niebyt w jakimś sensie przechodziłby w byt. A z niczego nic nie powstaje. Jeśli zatem istnieje ewolucja, jeśli istnieje rozwój, to istnieje współmierny czynnik warunkujący i „uniesprzeczniający” ten rozwój. Przyczyna Pierwsza i jej obecność (szczególnego rzędu) w świecie we wszystkich zjawiskach, we wszystkich procesach i stanach bytowych jest dostateczną racją bytu, uniesprzeczniającą fakty ewolucji. A fakty tak zwanej ewolucji darwinowskiej są naturalnym doborem stale dokonującym się w przyrodzie”[17].

Widzimy zatem, że kwestie podjęte przez księdza Idziego Radziszewskiego w pracy doktorskiej do dzisiaj rozgrzewają umysły filozofów i do dzisiaj spór o ewolucjonizm należy do najważniejszych w kulturze i we współczesnym uniwersytecie. Wprawdzie Idzi Radziszewski zajął się głównie aspektem religijnym w teoriach ewolucjonistycznych, jednakże w istocie rzeczy dotykał kwestii fundamentalnych – pytania o pochodzenie człowieka. Odpowiedź na to pytanie zasadniczo warunkowała też koncepcję nauki uprawianej w całej rozległej dziedzinie humanistyki i teologii. Ostatecznie w sposób kluczowy wpływała też na koncepcję uniwersytetu. Jeżeli zatem chcemy postawić sobie pytanie o cel założenia KUL, główną ideę katolickiej uczelni, musimy sięgnąć do tych ważnych, omawianych tu dzieł Ojca Założyciela.

Artykuł ukazał się w „Zeszytach Społecznych KIK” 2009.

PRZYPISY:

[1] Por. S. Vaihinger (I. Radziszewski), Geneza idei religijnej w ewolucjonizmie darwińsko–spencerowskim, tłum. ks. W. Świder , mnps. w posiadaniu autora.
[2] G. Karolewicz, Trzy listy ks. Idziego Radziszewskiego do kardynała Mercier, „Archiwa Biblioteki i Muzea Kościelne” 1983, s. 196; zob. także: S. Domińczak, Kardynał Mercier 1851-1926, Wilno 1927, s. 12-13.
[3] Ksiądz Władysław Świder (1907-1995) był profesorem historii sztuki sakralnej oraz języków w Seminarium Duchownym w Tarnowie. W latach 1963-1966 był rektorem tegoż Seminarium. Wybitny językoznawca, tłumaczenie pracy Idziego Radziszewskiego jego autorstwa jest w posiadaniu prof. Grażyny Karolewicz.
[4] Oryginalny tytuł pracy brzmi: „De idee religionis genesi in evolutionismo Darvino-Spenceriano”. Por.: G. Karolewicz, Lowanium w życiu i działalności ks. Idziego Radziszewskiego, „Ateneum Kapłańskie” 1980, t. 94, s. 72.
[5] G. Karolewicz, Trzy listy, s. 196.
[6] Taż, Ksiądz Idzi Radziszewski 1871-1922, Lublin 1998, s. 46.
[7] Tamże, s. 47.
[8] I. Radziszewski, Odrodzenie filozofii neoscholastycznej, Warszawa 1901, s. 25.
[9] „Wszak tylko mała nauka – pisał Radziszewski – jak to już dawno zauważył Bacon z Werulamu, odwodzi od Boga, a wielka – do Boga prowadzi”. Tamże, s. 5; por. G. Karolewicz, Geneza Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w: Katolicki Uniwersytet Lubelski. Wybrane zagadnienia z dziejów uczelni, red. G. Karolewicz, M. Zahajkiewicz, Z. Zieliński, Lublin 1992, s. 51.
[10] G. Karolewicz, Trzy listy, s. 196 – 197.
[11] S. Vaihinger (I. Radziszewski), Geneza idei religijnej, s. 21 – 22.
[12] Tamże, s. 43. Po powrocie do kraju w 1911 roku Radziszewski pisał: „I dlatego to religia jest tak powszechna jak rodzaj ludzki, tak dawna jak człowiek na ziemi, tak trwałą, że nic jej nie potrafi wykarczować, i tak zasadniczo jednakowa we wszystkich ludziach, mimo najrozmaitsze między ludami różnice”. I. Radziszewski, Geneza religii w świetle nauki i filozofii, Włocławek 1911, s. 188.
[13] Por. tenże, Credo nowożytnego filozofa, Włocławek 1913, s. 5.
[14] S. Vaihinger (I. Radziszewski), Geneza idei religijnej, s. 51
[15] Zob. I. Radziszewski, Geneza religii
[16] P. Jaroszyński, Personalizm a kreacjonizm, w: Ewolucjonizm czy kreacjonizm, red. P. Jaroszyński, Lublin 2008, s. 171.
[17] M. A. Krąpiec, Ewolucjonizm, ale jaki?, w: Ewolucjonizm, s. 39.

Źródło informacji: http://www.realitas.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.