_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tradycyjne instytuty i zgromadzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tradycyjne instytuty i zgromadzenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 grudnia 2015

Redemptoryści Zaalpejscy - odnowa życia zakonnego na Orkadach



W zeszłym roku na Kongresie w Londynie delegacja kilku mnichów ze wspólnoty mieszczącej się na odosobnionej wyspie w archipelagu Orkadów, Papa Stronsay, wzbudziła taką ciekawość u przedstawiciela Latin Mass Society, że zdecydował się on ich odwiedzić…

Dziedzictwo mniszych wspólnot poświęcających swoje życie na służbę Bogu na wyspach leżących niedaleko Wielkiej Brytanii obejmuje ponad 1000 lat, ale wygląda na to, że w wyniku ataków wikingów, które kontynuowano jeszcze w średniowieczu, ta zakonna tradycja została przerwana na Papa Stronsay. Ten stan zmienił się zaledwie 16 lat temu.

Papa Stronsay jest małą wyspą niedaleko Stronsay, jednej z głównych wysp Orkadów, na którą można dostać się promem z Kirkwall. Aby dotrzeć na wyspę trzeba wsiąść na małą, ale ładowną łódkę należącą do mnichów i przepłynąć niewielki kanał przez który wpływa się na wyspę, której właścicielami jest ta zakonna wspólnota. Malutka wysepka, która jest dla nich bazą dla działań a także domem, przy dobrej pogodzie jest dobrze widoczna ze Stronsay. Głównym budynkiem jest stara zagroda z solidnego lecz trochę odpychającego szarego kamienia, a w pobliżu znajduje się kilka parterowych budynków i sporych szop, które świadczą o praktycyzmie wspólnoty.

Zbliżając się do miejsca gdzie cumują mniejsze łodzie, można odnieść fałszywe wrażenie, że w pobliżu na gości czeka rząd domków letniskowych. Jednak są to cele mnichów oraz odwiedzających, w których spędza się wiele czasu na kontemplacji i samokształceniu, tak jak życzyłby sobie tego ojciec założyciel zakonu, św. Alfons Liguori. Bowiem ci mnisi i kapłani są Synami Najświętszego Odkupiciela (często zwanymi także „Redemptorystami Zaalpejskimi”), wspólnotą założoną przez ich ojca przełożonego i duchowego przewodnika w listopadzie 1732 roku jako Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela.

W typowym przewodniku dla turystów, który można kupić w Kirkwall, głównym mieście Orkadów, wspomniano krótko o Papa Stronsay i zamieszczono krótką wzmiankę, w której napisano z wielkim niedopowiedzeniem, że mnisi powrócili na wyspę w 1999 roku. Można by dodać, tak jak później zaprezentowano to w filmie dokumentalnym nakręconym przez BBC (i dostępnym na Youtube), że był to powrót po kilkuset latach. Można by również stwierdzić, że na Papa Stronsay już w „średniowieczu” istniały mnisze wspólnoty, chociaż dowody na to są ograniczone. Jednakże ruiny dwunastowiecznej kaplicy poświęconej św. Mikołajowi można wypatrzeć bez trudu. O roli mnichów w tym miejscu w tamtym czasie i wcześniej można przeczytać w Sadze o Orkadach znanej jako Orkenyinga.

Kaplice używane obecnie przez mnichów to przekształcone budynki gospodarcze, głównie stare szopy dla owiec. Jednak gdy pielgrzymi wchodzą do środka nie zdają sobie z tego sprawy, gdyż mnisi, na początku (i wciąż) tak bardzo zależni od darczyńców, stworzyli piękne święte miejsca kultu z oszałamiającą różnorodnością obrazów, sakramentaliów, posągów i przedmiotów religijnych. Te ostatnie to np. relikwie i obrazy świętych redemptorystów, a także liczne stacje drogi krzyżowej z różnych miejsc Europy.
W każdej celi, jako pomoce w modlitwie i kontemplacji, znajdują się obrazy Matki Bożej Nieustającej Pomocy, św. Alfonsa, Pasja Naszego Zbawiciela, klęcznik, a na stole krucyfiks i czaszka. Nie jest to nic groteskowego - to po prostu przypomnienie, że jesteśmy śmiertelni. Jak powiedział św. Alfons, nie ma niczego krótszego niż czas, ale również niczego ważniejszego.

Goście mogą otrzymać posiłki w wiklinowych koszach. Mnisi, nowicjusze oraz postulanci jedzą w skromnym refektarzu w ciszy, podczas gdy jeden z mnichów czyta lekcję. Każdy gość musi przyzwyczaić się do gaszenia świateł o 21:15, kiedy wyłącza się generator, oraz do pobudki w postaci mnicha dzwoniącego dzwonkiem o 5:25, a następnie o 6:00 na pierwsze oficjum i Mszę Świętą. Śniadanie jest poprzedzone modlitwą różańcową. Następnie bracia rozpoczynają poranek wypełniony ciężką pracą, z przerwą w południe na Anioł Pański, a następnie na obiad. Grafik na popołudnie i wieczór zajmują modlitwa, praca i kontemplacja. Wtedy także mnisi odprawiają Mszę świętą po łacinie w rycie tradycyjnym dla wiernych z wyspy. W całym miejscu naprawdę czuje się, że ciągle trwa tu praca.

Większość budynków i ścieżek na Papa Stronsay mnisi wybudowali metodą wielu prób i błędów. Szczególnie zadowoleni sią ze skonstruowania kilku solidnych, betonowych chodników. Siła wiatru zmusiła mnichów do nauczenia się trudnej sztuki tworzenia struktur zdolnych wytrzymać wichury i sztormy. Podobnież bracia zajmujący się sztuką, którzy stworzyli figury i pobożne obrazy w niszach i na otwartych polach, do pewnego stopnia opanowali sztukę rzeźbienia według skali Beauforta!

W stosunkowo krótkim czasie Synowie Najświętszego Zbawiciela stali się w pewnym stopniu samowystarczalni, sadząc własne owoce i warzywa, hodując zwierzęta, zwłaszcza gęsi, oraz produkując własne mleko i ser. Robi to około 10-12 mnichów, chociaż liczba wybudowanych cel wskazuje na to, że jest nadzieja na więcej powołań. Sama nazwa wyspy, „Papa”, w języku staronordyckim oznacza nomen omen „księdza”, a „Wyspa Księży ze Stronsay” jest teraz znana również jako Wyspa Golgoty; informacje o jej istnieniu i o pracy mnichów szerzą się w wielu krajach. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki imponującym stronom internetowym (dostępnym przez www.papastronsay.com) oraz własnemu wydawnictwu, The Desert Will Flower Press, założonemu kilka lat temu.

Mimo iż mnisi pochodzą z całego świata, jednak mają tylko jeden dom poza wyspą, w Christchurch w Nowej Zelandii. Jak to ujął jeden z młodszych braci (a jest tu kilku dwudziesto- i trzydziestolatków): „Mamy domy na przeciwległych krańcach świata. Wszystko co musimy zrobić to popracować nad tym, co znajduje się pomiędzy nimi.” W istocie, Ojciec Przełożony oraz założyciel tej wspólnoty redemptorystów, o. Michael Mary pochodzi z Nowej Zelandii, ale minęło trochę czasu (najpierw założono tymczasowe wspólnoty we Francji i Anglii) nim otrzymano „łaski z góry”. Mnisi kupili wyspę tuż przed rozpoczęciem trzeciego millenium. Następnie, 15 sierpnia 2012 roku, wspólnota została kanonicznie uznana jako instytut klerycki na prawie diecezjalnym przez bpa Aberdeen Hugh Gilberta OSB jako Zgromadzenie Synów Najświętszego Odkupiciela. Bardzo istotnym aspektem tego wydarzenia jest powierzenie księżom i mnichom opieki nad lokalnym kościołem na Stronsay, kaplicą NMP o pięknym wnętrzu. To oznacza, że ich łodzie płyną w tę i z powrotem przez większość dni, a ich droga różni się od podróży przez Morze Galilejskie tylko odległością geograficzną.



Na Papa Stronsay mnisi służyli Bogu w pierwszym tysiącleciu, na początku i pod koniec drugiego i teraz w trzecim millenium.. A obecna wspólnota powiększa się i zaczyna prosperować. Jak oświadczają nam mnisi w swoich pracach, to co się dzieje to nie zanikanie świętej Tradycji, ale jej przywracanie.

Alan Frost

Tłumaczenie: Marek Kormański

Źródło informacji: http://www.unacum.pl/

wtorek, 6 października 2015

Tradycyjne Instytuty i Zgromadzenia: Benedyktyni z Nursji


Nasza wspólnota została założona w Rzymie 3 września 1998 roku. Przez dwa lata wynajmowaliśmy budynek nowicjatu. Jednak to wspaniałe mieszkanie posiadało tylko prowizoryczną kaplicę. Było skromne i coraz bardziej zatłoczone, ale my byliśmy gorliwi i rozpaleni ideałem życia monastycznego.

W dwa lata później, po daremnych poszukiwaniach bardziej odpowiedniego miejsca do życia, została nam zaoferowana możliwość przeprowadzenia się do Nursji, miejsca narodzin św. Benedykta.My byliśmy wspólnotą bez klasztoru, zaś Nursja miała klasztor, ale bez mieszkańców. Zabraliśmy więc nasz skromny dobytek i przybyliśmy do Nursji w pierwszą niedzielę Adwentu 2000 roku. Kler diecezji i mieszkańcy miasta powitali nas z wielkim entuzjazmem. Od tego czasu nasza wspólnota znacznie się powiększyła i dlatego kontynuuje poszukiwania kolejnych pomieszczeń.

2 grudnia 2000 roku, mała grupka amerykańskich zakonników, która miała ze sobą tylko wiarę i odwagę, przywróciła życie monastyczne w Nursji (Włochy), w mieście narodzenia św. Benedykta. Zakonnicy zostali wypędzeni z Nursji w 1810 roku przez potężną i wrogą dla wiary armię. Po niespełna dwóch wiekach Opatrzność przyprowadziła ich z powrotem.Inspirowani przez Świętą Regułę, ci zapaleńcy życia monastycznego zamierzają powrócić do korzeni benedyktyńskiej tradycji. Dniem i nocą śpiewając po łacinie Święte Oficjum w miejscu narodzin swojego świętego patrona, są zdolni, aby w bardzo konkretny sposób powrócić do ducha założyciela ich zakonu. Sobór Watykański II przynaglał do tego wszystkich zakonników.

W rezultacie, w Nursji dzieje się coś nadzwyczajnego. Młodzi mężczyźni z całego świata, z powodu miłości do Chrystusa, opuszczają swoją ojczyznę i swoje domy, i wstępują do nowego klasztoru, gdzie w miejscu narodzin św. Benedykta zobowiązują się do stałości miejsca, przemiany życia i posłuszeństwa. Ich celem jest realizacja przynaglającego wezwania: Nic nie przedkładać nad miłość Chrystusa!


Powołanie monastyczne jest przeżywane we wspólnocie. Jest ona szkołą miłości, w której uczymy się dawać siebie samych naszym braciom. Do zakonu wstępują mnisi o najróżniejszych cechach ciała i ducha. Życie we wspólnocie łagodzi wady naszego charakteru. Praktykowanie cierpliwości i przebaczenia buduje w nas szlachetne uczucie ku naszym współbraciom oraz wdzięczność za ich pozytywne cechy, które mogą być całkiem odmienne od naszych uzdolnień i zainteresowań.

Więcej informacji o wspólnocie braci benedyktynów i jej specyfice można przeczytać w broszurze w formacie pdf, opracowanej na podstawie strony internetowej klasztoru przez ks. Cezarego Pacieja.

wtorek, 1 września 2015

Tradycyjni dominikanie z Steffeshausen w Belgii


sobota, 29 sierpnia 2015

Gość Niedzielny o tradycyjnym opactwie benedyktyńskim w Fontgombault



Jacek Dziedzina, MNISI BIORĄ FRANCJĘ (GN 35/2015)

Podczas gdy wiele opustoszałych klasztorów w Europie Zachodniej zamienia się w hotele czy restauracje, benedyktyńskie opactwo Fontgombault w centralnej Francji przyjmuje kolejnych kandydatów. W dodatku otwiera swoje filie i przejmuje inne upadające klasztory.

W tej wiosce co czwarta osoba jest katolickim mnichem. Dokładnie tak, bo wśród ok. 250 mieszkańców ponad 60 to benedyktyni z tutejszego opactwa. W ubiegłym roku doszło nawet do kuriozalnego zdarzenia: lewicowi radni chcieli... wykreślić mnichów z list wyborczych, co obniżyłoby frekwencję w wyborach lokalnych o 25 proc. i w sposób oczywisty wpłynęło na wynik końcowy. Ten antydemokratyczny zamiar lewicy powiódł się tylko częściowo – sąd skreślił z listy wyborców 10 mnichów, którzy od pewnego czasu mieszkają już w innym opactwie. Na lewicę oburzyli się jednak mieszkańcy Fontgombault i burmistrz wioski, który rozpoczyna posiedzenia rady gminy od modlitwy. I choć brzmi to jak opowiastka o małej społeczności, która żyje w swoim egzotycznym, jak na francuskie warunki, światku, to tak naprawdę jest to historia jednego z miejsc, które promieniują na inne regiony Francji, a nawet eksportują mnisze życie do... Stanów Zjednoczonych. Tak, jedyny klasztor kontemplacyjny benedyktynów w USA mnisi z Fontgombault, założyli w Clear Creek w stanie Kolorado. We Francji z opactwa wyszły fundacje (klasztory) w Randol, Triors, Donezan, a ostatnio ekspansywni mnisi przejęli i przywracają do życia klasztor w Wisques niedaleko Calais. Gdy liczba mnichów dochodzi do 80 – tworzą nową fundację. Fontgombault jest fenomenem, który sprawia, że życie monastyczne w tym kraju ma przyszłość.

Całość do przeczytania w wydaniu papierowym Gościa Niedzielnego bądź w jego e-wydaniu

środa, 1 października 2014

Powołanie należy przyjąć z wdzięcznością


Powołanie należy przyjąć z wdzięcznością

W zatwierdzeniu Instytutu Dobrego Pasterza uznałem znak od Boga, który chciał, żebym podjął to wyzwanie, jakim jest współpraca w zakładaniu nowego instytutu – mówi dla portalu PCh24.pl ks. Mateusz Markiewicz z Instytutu Dobrego Pasterza.

Jest Ksiądz kolejnym Polakiem, który otrzymał święcenia kapłańskie w tradycyjnym instytucie. Czy mógłby Ksiądz na początku opowiedzieć pokrótce, jak toczyła się historia Instytutu Dobrego Pasterza?

Historia naszego Instytutu jest w miarę krótka, został on bowiem zatwierdzony przez Stolicę Apostolską w 2006 roku. Grupa księży należących niegdyś do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X zwróciła się do ówczesnego Przewodniczącego Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, kard. Castrillón-Hoyosa, z prośbą o erygowanie kolejnego tradycyjnego instytutu, otrzymując odpowiedź pozytywną oraz zapis o wyłącznym odprawianiu liturgii według ksiąg obowiązujących w 1962 roku.

Naszym domem-matką był kościół pod wezwaniem św. Eligiusza w Bordeaux, jednocześnie podjęto starania o otwarcie seminarium duchownego, które zostało ostatecznie utworzone w Courtalain. Od tego wszystko się zaczęło. Pozostałe lata to powolny wzrost Instytutu, głównie na terenie Ameryki Południowej, z otwarciem placówek w Brasilii i São Paulo.

Od jak dawna związany jest Ksiądz ze środowiskami tradycyjnymi?

Moja znajomość środowisk tradycyjnych rozpoczęła się kiedy jeszcze byłem w gimnazjum, będzie to więc już ponad dziesięć lat, jak znam te środowiska, głównie dzięki Duszpasterstwu Wiernych Tradycji Łacińskiej w Archidiecezji Wrocławskiej, któremu to wiele zawdzięczam.

Czy przed wyborem seminarium Instytutu Dobrego Pasterza zastanawiał się Ksiądz nad innymi seminariami? Co ostatecznie skłoniło Księdza do takiego wyboru?

Przyznam, że myśl o powołaniu była u mnie wcześniejsza od samego poznania środowisk tradycyjnych. Było dla mnie wtedy oczywistym, iż powinienem przestąpić próg seminarium diecezjalnego. Jednakże, z upływem lat i zagłębianiem tematów związanych z tradycją katolicką, zdecydowałem o tym, że Bóg powołuje mnie do odprawiania Mszy świętej według tradycyjnych ksiąg liturgicznych. W zatwierdzeniu Instytutu Dobrego Pasterza uznałem znak od Boga, który chciał, żebym podjął to wyzwanie, jakim jest współpraca w zakładaniu nowego instytutu.

Jak ludzie z otoczenia Księdza – rodzina, proboszcz, przyjaciele, znajomi – zareagowali na decyzję wstąpienia do tradycyjnego instytutu?

Zaskoczenia nie było. Mogę powiedzieć, że wymienione osoby wiedziały, co będę robił w życiu. Nikt mnie do zmiany decyzji nie nakłaniał i została ona pozytywnie przyjęta.

Jak przebiegała formacja w seminarium Instytutu Dobrego Pasterza? Czym się ono różni od diecezjalnych seminariów?

Formacja w naszym seminarium w Courtalain trwała sześć lat. Pierwszy rok, propedeutyczny, był poświęcony głównie pogłębianiu podstawowych znajomości o Piśmie Świętym, tradycyjnym nauczaniu Kościoła, historii ruchu tradycyjnego. Dwa kolejne lata to głównie filozofia, z przedmiotami teologicznymi, według myśli św. Tomasza z Akwinu. Wreszcie, trzy ostatnie lata, to wyłącznie przedmioty teologiczne, również w świetle Akwinaty.

Nie jestem w stanie, poza oczywistym aspektem różnic liturgicznych, porównać naszej fomacji z tą udzielaną w seminariach diecezjalnych, tej drugiej nie znam.

Jak wyglądają święcenia kapłańskie w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego?

Święcenia kapłańskie w tradycyjnej formie są obrzędem, który liczy sobie wiele wieków. Większość obrzędów odbywa się w tej części Mszy świętej, którą nazywa się Mszą katechumenów. Wraz z przyszłymi diakonami leży się krzyżem w trakcie śpiewu Litanii do Wszystkich Świętych. Mają miejsce pouczenia, nałożenie rąk przez biskupa, obecnych kapłanów, prefacja konsekracyjna. Ważnym elementem jest ubranie przez biskupa w szaty kapłańskie, namaszczenie rąk olejem katechumenów, podanie pateny z hostią i kielicha z winem, czym symbolicznie przekazuje się władzę odprawiania Mszy. Nowi kapłani koncelebrują z biskupem Mszę od ofertorium, recytując te same formuły co on. Neoprezbiterzy klęczą w trakcie owej koncelebracji i przyjmują Komunię wyłącznie pod postacią chleba. Pod koniec Mszy mają miejsce ryty uzupełniające, jak ostatnie nałożenie rąk, z przekazaniem władzy odpuszczania grzechów. Towarzyszy temu rozłożenie ornatu, który przez większość część ceremonii był złożony z tyłu.

Jakie przeżycia towarzyszyły Księdzu przy odprawianiu Mszy świętej prymicyjnej?

Po pierwsze, chciałbym podziękować wszystkim, który pomogli mi w organizacji mojej Prymicji. Ks. Prałat Stanisław Pawlaczek, proboszcz parafii pw. Najświętszej Maryi Panny na Piasku, wieloletni duszpasterz środowiska tradycyjnego, udostępnił mi kościół i okazał wiele sympatii. Obecny duszpasterz, ks. Ireneusz Bakalarczyk, wziął na siebie sporą część „techniczną” wydarzenia i pracował w ukryciu, za co mu serdecznie dziękuję. Roli kapłana asystenta podjął się ks. Leszek Królikowski, który wygłosił również budujące kazanie o roli kapłana. Równie ważna była dla mnie obecność ks. Jarosława Powąski z Kalisza, który był diakonem, oraz posługa subdiakona sprawowana przez kl. Michała Kaczmarczyka z naszego Instytutu. Nie mogę nie wspomnieć ministrantów pod wodzą Piotra Szukla, którzy okazali się niezawodni. Im wszystkim oraz wiernym, którzy mnie wsparli również materialnie, serdecznie dziękuję.

Samo odprawianie Mszy świętej jest czymś, co ciężko opisać, tym bardziej gdy jest to pierwsza Msza uroczysta, w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych. Wdzięczność Bogu za dar powołania, to chyba główne przeżycie, które towarzyszy takiemu wydarzeniu.

Gdzie obecnie Ksiądz posługuje? Czy jest szansa na to, że trafi Ksiądz ostatecznie do Polski?

Obecnie posługuję w naszej parafii personalnej w Bordeaux, która jest domem-matką naszego Instytutu, jak również i miejscem, gdzie przyjąłem wszystkie święcenia wyższe. Pomagam innym pracującym tu kapłanom, zajmują się głównie skautami, chórem i prowadząc jedną z grup katechezy. Jednocześnie, od października, podejmuję zaoczne studia z teologii w celu uzyskania licencjatu kanonicznego. W tym celu będę jeździł w miarę regularnie do Tuluzy, do Instytutu św. Tomasza z Akwinu prowadzonego przez dominikanów.

Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski.

Źródło informacji:  http://www.pch24.pl/

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wizyta w Gricigliano



Gricigliano, dla tych, którzy nie wiedzą, to Seminarium Instytutu Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana (ICRSP), w którym ja i mój dobry przyjaciel mogliśmy przebywać przez tydzień w lutym (w trakcie wizyty obchodzono w kalendarzu liturgicznym środę popielcową i początek Wielkiego Postu). Oboje wnikliwie przyglądaliśmy się, gdyż mamy zamiar wstąpić do Instytutu. Ów tydzień był wspaniały, i mogę bez przesady powiedzieć, że był to najlepszy tydzień w moim życiu.

Chcieliśmy przede wszystkim poprzez tę wizytę poznać jak wygląda życie w tradycyjnym seminarium i zorientować się czy taki sposób życia jest dziś aktualny.

Typowy dzień rozpoczyna się o wschodzie słońca, tj. o 6.00, później śniadanie o 6.30. Klerycy i goście jedzą śniadanie oddzielnie, jest to gest pokory z naszej strony, który jest jeszcze bardziej dostrzegalny podczas Mszy św., gdyż goście zajmują miejsce za kapłanami i seminarzystami, na końcu chóru. Taki sposób zajmowania miejsc w kaplicy jest godny uwagi, choć we współczesnym kościele już niepraktykowany z powodu prawie 4 dekad zamieszania jakie spowodował tzw. „duch Soboru”, który przeobraził kapłaństwo w laicką, nadzwyczajną posługę na rzecz wspólnoty.

Po śniadaniu o 6.50 śpiewa się Laudesy, czyli Jutrznię na jednym tonie, co trwa ok. 10-20 min., kolejne 30 min. to czas przeznaczony na prywatną medytację. Następnie wykłady aż do 10.30, gdyż o tej godzinie jest Msza św. czytana. W święta i niedziele o tej porze celebruje się oczywiście Mszę św. uroczystą. Porządek dnia w święta i niedziele jest nieco inny, pobudka jest później, no i oczywiście nie ma wykładów.

Po Mszy św. i krótkiej przerwie zaczynają się wykłady, po których jest obiad w refektarzu. Obiad goście wraz z seminarzystami spożywają w tym samym pomieszczeniu w ciszy, jedynie jeden z kleryków czyta na głos po francusku różne książki, najczęściej dzieła św. Franciszka Salezego. Po obiedzie wszyscy przechodzą do pokoju obok refektarza na godzinną rekreację, w czasie której można rozmawiać, pić kawę i słuchać muzyki klasycznej.

Po rekreacji następują znowu wykłady albo studium z przerwą na herbatę. W ciągu tygodnia między 17 a 18 jest również wystawienie Najświętszego Sakramentu i nabożeństwo przebłagalne za grzechy i obrazy popełnione w trakcie karnawału. Po nim o 19.30 kolacja. Kolacja spożywa się w podobny sposób jak obiad, w ciszy itp. W święta klerycy mogą ze sobą rozmawiać, zwłaszcza, że kolację serwuje się wtedy na wzór stołu szwedzkiego.

Po wieczornym posiłku jest, podobnie jak po obiedzie, rekreacja, z tym, że znacznie dłuższa. Duch św. Franciszka Salezego, miłość i gościnność Seminarium jest widoczna na każdym kroku. Jest to duchowość, która przenika cały Instytut. Nawet jeśli wszędzie będzie można odprawiać Mszę św. w Klasycznym Rycie Rzymskim, Instytut będzie miał rację bytu ze względu na swą duchowość, miłość i misyjną naturę. A przecież bez duchowości kapłan jest nikim.
Kompletę śpiewa się o godz. 21, a silentium sacrum (święte milczenie) rozpoczyna się o godz. 21.30, ale nawet wtedy seminarzyści mogą pozostać w kaplicy na osobistej modlitwie przed przepiękną figurą Matki Bożej Fatimskiej aż do 22.00, kiedy to gasi się światło. Rygor duchowy i formacja intelektualna, porzucona przez bardziej seminaria, jest kluczem do tego, by uformować dobrego, świętego kapłana.

Po tygodniu przebywania w seminarium, mieliśmy spotkanie z Rektorem seminarium, które okazało się bardzo owocne i jednocześnie stanowiło dobre zakończenie pobytu w seminarium. Jestem pewien, jeżeli Bóg pozwoli, że we wrześniu wstąpię do Instytutu i rozpocznę formację w seminarium w Gricigliano. Proszę módlcie się za mnie i mojego przyjaciela.

Sanctus Franciscus Salesius ora pro nobis.

tłum. x. Jarosław

TEKST POCHODZI Z 2007 ROKU 
(http://english-trad.blogspot.com/2007/04/visit-to-gricigliano.html)

piątek, 9 maja 2014

Warto czerpać z bogactw Kościoła!



Charyzmat dominikański to kontemplowanie i przekazywanie innym owoców naszej kontemplacji (Contemplata aliis tradere). Cisza, studium, celebracja Bożego Oficjum; nasz klasztor jest domem kontemplacji - mówi o. Dominique-Marie de Saint Laumer FSVF w rozmowie z Dominiką Krupińską.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Dokumenty związane z powstaniem Wspólnoty Kapłańskiej Świętego Grzegorza Wielkiego


ScreenShooter

sobota, 19 października 2013

Instaurare Sacra - Kanonicy Regularni św. Jana Kantego


Instaurare Sacra - Kanonicy Regularni św. Jana Kantego

Chcemy odprawiać Mszę św. jak najlepiej, w jak najpiękniejszy sposób i wiernie według wskazań Kościoła, żeby przywrócić charakter sakralny i nadprzyrodzony, który liturgia powinna posiadać. Chcemy przez to prowadzić katolików do osobistej świętości – mówi portalowi PCh24.pl o. Dennis Koliński ze zgromadzenia Kanoników Regularnych Św. Jana Kantego.

Czytaj dalej

wtorek, 26 czerwca 2012

Klasztor Świętego Benedykta


Nowy Ruch Liturgiczny


Tradycja Katolicka we Francji rozwija się coraz dynamiczniej. W grudniu 2011 roku J.E Dominique Rey, biskup diecezji Fréjus-Toulon, erygował Klasztor św. Benedykta - nową wspólnotę monastyczną opartą na regule benedyktyńskiej, która celebruje świętą liturgię według starej i klasycznej formy monastycznego rytu rzymskiego. Przełożony wspólnoty udzielił wywiadu dla strony New Liturgical Movement, którego tłumaczenie zamieszczamy:

Czcigodny Ojcze Przeorze, czy mógłbyś opowiedzieć o początkach waszego klasztoru ?

Historia naszego klasztoru ma swoje korzenie w naszym pragnieniu życia monastycznego według Reguły Świętego Benedykta. Niektórzy z nas przeszli formację oraz złożyli profesję benedyktyńską w przeszłości, lecz czuliśmy się sfrustrowani przymusem przeżywania naszego powołania w okolicznościach nad którymi straciliśmy już kontrolę. Inni również napotkali te trudności, lecz pragnęli mimo wszystko pozostać mnichami. Było to życie dalekie od ideału monastycznego i mimo iż bardzo trudne, wzmocniło jednak nasze pragnienie tradycyjnego życia mniszego w jego codziennej harmonii z klasycznym rytem liturgii. W tych okolicznościach, które okazały się całkowicie opatrznościowe, mieliśmy okazję wyrazić nasze pragnienie biskupowi Rey.

Biskup Rey przyjął nas tak, jak uczyniłby to prawdziwy ojciec. Po naszej prośbie nastąpił okres rozeznania i przygotowania praktycznego, zakładający wielki wkład biskupa, nas samych, mojego biskupa (który również okazał swą ojcowską troskliwość, życzliwość i wielkoduszność), jak również wsparcie i ofiarność wielu przyjaciół, nie zapominając o ciepłym przyjęciu mieszkańców La Garde-Freinet. Ku naszemu wielkiemu i miłemu zaskoczeniu było dla nas możliwym rozpoczęcie całego monastycznego horarium od pierwszej niedzieli Adwentu oraz celebrowanie erekcji klasztoru w pierwsze Nieszpory Niepokalanego Poczęcia N.M.P.

Jakie wsparcie otrzymaliście od diecezji Fréjus-Toulon i jej biskupa?

Wsparcie biskupa i diecezji było i pozostaje nadal bardzo solidne. Postawa bp Rey jest od zawsze przeniknięta pytaniem, w jaki sposób jako biskup przysłużyć się do umocnienia i rozwoju Kościoła. On jest gotowy aby wraz ze swą diecezją włączyć się w służbę inicjatywom, które według niego pozwolą na rozwój Królestwa Bożego na Ziemi. Szuka rozwiązań, a nie problemów. Czynią to również jego współpracownicy: wikariusz generalny, sekretarze, kanoniści, rada finansowa i inni. Wszyscy oni współpracują razem by budować Kościół na pewnych również i finansowych fundamentach. Został nam powierzony duży, przykościelny budynek parafialny (już teraz, pytamy się z radością czy nie będzie zbyt mały), jak i kościół w którym sprawujemy oficjum. Proboszcz, który przyjął nas bardzo życzliwie mieszka w innej miejscowości, w której posługuje, a tutaj odprawia trzy Msze Święte w tygodniu, dla niewielkiej, lecz bardzo zaangażowanej parafii. To „współdzielenie” kościoła, dobrze funkcjonuje i daje możliwość wiernym dodatkowego uczestnictwa w oficjum i Mszach celebrowanych poza ich stałym porządkiem.

Bp Rey okazał nam także swą wielkoduszność, pomagając nam finansowo przy naszej instalacji, mam tu na myśli choćby bardzo wysokie stawki ubezpieczenia socjalnego - lecz pracujemy nad tym, aby jak najszybciej stać się niezależnymi finansowo.

Praktyczną i braterską pomoc otrzymaliśmy od całej diecezji, miejscowych kapłanów i wiernych, którzy oprócz zachęty z ich strony, zapewnili nam także wiele dóbr materialnych, niezbędnych w tak dużym domu.

Klasztor to zawsze coś innego i nowego, ale został przyjęty z gościnnością i otwartością kapłanów i wiernych świeckich, z której, ta diecezja jest bardzo znana.

Czy jesteście częścią światowej Konfederacji benedyktyńskiej?

Mimo iż obaj przeszliśmy ważny nowicjat i złożyliśmy profesję będąc w konfederacji, nasz klasztor jest założony przez biskupa i jest częścią diecezji. Co nie świadczy, że jesteśmy odizolowani: wielu mnichów Konfederacji jest naszymi dobrymi przyjaciółmi i cieszy nas bardzo ich braterska pomoc i wsparcie. Pewien zaprzyjaźniony Opat przyjął prośbę naszego biskupa, aby pomóc nam, w razie gdy wspólnota zacznie się powiększać. Poprosiliśmy w sposób szczególny o pomoc w formacji nowicjuszy. A więc będąc niezależni od Konfederacji, pozostajemy w ścisłych relacjach z jej członkami i głęboko cenimy sobie ich wizyty, wsparcie, mądrość i doświadczenie, którymi z nami się dzielą.

Czy mógłby ojciec opowiedzieć o porządku dnia i życiu liturgicznym w klasztorze?

Nasz porządek dnia jest prosty, zaczyna się matutinum o godz. 4.00, a kończy kompletą o godz. 20.00. Obejmuje on całe śpiewane oficjum według Breviarium monasticum(1963), jak również mszę konwentualną wg. usus antiquior. Porządek dnia to nie jakaś reklamowa sztuczka, czy też wytwór wyobraźni - to rzeczywistość i trzeba przyznać iż mimo wymagań które nakłada - to radość życia.

W naszym życiu liturgicznym «staramy się czynić tyle ile jesteśmy w stanie zrobić», jak zachęcał do tego św. Tomasz z Akwinu w sekwencji Lauda Sion « quantum potes, tantum aude ». Codzienny i wierny śpiew wszystkich oficjów to nie małe przedsięwzięcie. Gdy wspólnota będzie się powiększać, będziemy z pewnością mogli zrobić więcej, gdyż każde nowe powołanie to dar Opatrzności Bożej, pozwalający wspólnocie monastycznej chwalić Boga w sposób doskonalszy w świętej liturgii.

Oczywiście, życie liturgiczne jest sercem naszego klasztoru. Jest racją naszego istnienia. Jesteśmy tu, aby przede wszystkim służyć Bogu, aby nic nie stawiać ponad Jego służbę, jak tego uczy św. Benedykt. To nadaje tożsamość naszemu powołaniu, wyznacza wyraźny kierunek w konkrecie dnia codziennego i mówiąc raz jeszcze przynosi wiele radości. Jest czymś wspaniałym iż dzięki woli i zezwoleniu naszego papieża Benedykta XVI (którego całkowicie podziela, wspiera i promuje bp. Rey), celebrowanie starszych rytów liturgicznych nie stanowi już żadnego problemu. Nie stanowi i nie powinien już wzbudzać kontrowersji sposób, w jaki dniem i nocą wielbimy Boga w modlitwie, czy też składamy Najświętszą Ofiarę Mszy, jak to mnisi czynili od wieków.

W jaki sposób wasz klasztor może uczestniczyć i wspierać nowy ruch liturgiczny którego pragnie papież Benedykt ?

Jesteśmy niewielką wspólnotą monastyczną, która na ile jest to możliwe, stara się żyć wiernie i intensywnie liturgią. Szukamy przede wszystkim należytej służby Wszechmocnemu Bogu, a czyniąc to, wzrastania w osobistym nawróceniu przez uzgadnianie naszego życia z Jego drogami. W «nowym ruchu liturgicznym» chodzi przede wszystkim o to, aby stać się samemu liturgicznym, aby przesiąknąć świętą liturgią, pozwolić jej oddziaływać na to kim jestem i w jaki sposób żyję, oraz dać miejsce nawróceniu, które jest sercem Reguły świętego Benedykta. Nie pretendujemy do tego, aby wnieść wkład na wielką skalę. Lecz jeśli będziemy każdego dnia wiernie i wielkodusznie żyli duchem liturgii, z pewnością zostawi to nasz własny, mały ślad w Kościele i świecie. W dziele Bożej Opatrzności odegramy naszą skromną rolę w rozwoju nowego ruchu liturgicznego.

Dajemy świadectwo, liturgicznego i mniszego życia, którego owoce dają się już nam zauważyć. Naszą inaugurację celebrowaliśmy w pierwsze Nieszpory Niepokalanego Poczęcia, śpiewane w chorale gregoriańskim według rytu monastycznego. Przyjaciele, lokalne duchowieństwo, parafianie oraz ci, którzy już od dawna nie byli w Kościele, przyłączyli się do naszej modlitwy i mimo iż dla wielu było to pierwsze takie doświadczenie, śpiewali znakomicie. Liturgia Kościoła w swej tradycji monastycznej zajaśniała w pełni i dotknęła wiele serc tamtego wieczora. Jeśli uda się nam kontynuować w ten sposób, a wierzę że tak, będzie to również nasz wkład.

Czego powinien się spodziewać ktoś, kto rozeznawałby przyłączenie się do waszej wspólnoty?

Bylibyśmy gotowi, aby przyjąć go na pewien nie długi okres, aby mógł poznać nasz sposób życia, gdyż czymś innym jest o nim mówić, a czym innym doświadczyć go osobiście. Następnie, byłby wskazany dłuższy, co najmniej miesięczny pobyt, w celu lepszego rozeznania. Gdyby zdecydował się na wstąpienie do klasztoru, miałby miejsce zwykły proces kandydatury, czyli postulat (co najmniej 3 miesiące oraz roczny nowicjat, który może się przedłużyć do półtora roku).

I jaka formacja następnie ?

W czasie postulatu i nowicjatu formacja skupia się głównie na modlitwie i życiu monastycznym: reguła, historia życia monastycznego, święta liturgia, psalmy, łacina i ze względu na naszą sytuację geograficzną również nauka języka francuskiego. Po profesji czasowej, formacja odpowiadałby zdolnościom poszczególnych osób i potrzebom klasztoru. Jedni mogliby podjąć studia teologiczne w dążeniu do święceń kapłańskich, inni rozwijać swoje kompetencje w innych dziedzinach - chcemy przyjąć tych wszystkich, których dobry Bóg nam przyprowadzi, aby zostali jak to dawniej nazywano braćmi chórowymi czy też braćmi tzw. konwersami. W zależności od potrzeb klasztoru i Kościoła, ci, którzy posiadaliby odpowiednie zdolności, byliby także zachęcani, aby kontynuować studia. Lecz, najlepsza formacja dla każdego postulanta czy nowicjusza, to bycie wiernym wymaganiom codziennego życia z jego wyzwaniami i czasem rzeczywistymi trudnościami. Wytrwałość pośród tych trudności pozwala powołanym do życia monastycznego wejść na drogę nawrócenia, które jest naszym powołaniem i zasmakować radości życia pomiędzy braćmi, w braterstwie zwanym « szkołą służby pańskiej ». Nie jest to łatwe do wyjaśnienia, ale dla tych którzy są do tego wezwani, chodzi o coś bardzo realnego i pokrzepiającego, o prawdziwą łaskę i przywilej. Jak to śpiewamy w niedzielnym oficjum prymy «viam mandatorum tuorum cucurri, cum dilatasti cor meum » (biegłem drogą twych przykazań, gdyś rozszerzył serce moje).

Czy macie już braci nowicjuszy?

Jak na razie nasza wspólnota istnieje krócej niż mógłby trwać postulat! Mamy dwóch poważnych kandydatów do nowicjatu i jeśli Bóg zechce przyjmą habit jeszcze w tym roku. Są także kandydaci którzy chcieliby złożyć nam dłuższą wizytę. Ważnym jest aby nie pośpieszać rozeznania, i dać każdemu czas, przestrzeń i wolność konieczne do podjęcia dobrej decyzji w stosownym do tego momencie. Wolimy nie mówić kto i kiedy powinien wstąpić, aby chronić tę wolność, gdyż każdy z nas ma prawo do swojego życia prywatnego.

Klasztor jest wyłącznie anglojęzyczny?

Nie wyłącznie. My mówimy oczywiście po angielsku, ale musimy również uczyć się francuskiego. Jesteśmy otwarci na wszystkich, których Bóg nam posyła. Ostatnio nasz biskup powierzył nam formację końcową seminarzysty, który nie mówi po angielsku, więc nasz francuski doskonali się z chwili na chwilę! Podczas głoszenia używamy zarówno języka angielskiego jak i francuskiego: wielu tutejszych mieszkańców jest rodzonymi anglofonami.

Jaką pracę wykonują członkowie wspólnoty?

Naszym pierwszym zadaniem jest modlitwa i własne nawrócenie. Następnie praca związana z rozeznaniem i formacją kandydatów. Po tym następują wszystkie stałe obowiązki administracyjne i domowe poczynając od kuchni i sprzątania, po odpowiedzi na listy i płacenie rachunków. Zarządzamy także niewielkim butikiem i produkujemy sami pewne rzeczy, które są tam sprzedawane, między innymi karty pocztowe. Żywimy nadzieję że będziemy mogli także trochę publikować. Mamy do swojej dyspozycji niewielki teren, który jest przeznaczony dla naszych upraw. Czasem głosimy wykłady z dziedzin liturgicznych, akademickich i innych płaszczyzn intelektualnych. Przyjmujemy gości i rekolektantów oraz pełnimy posługę dla osób przywiązanych do starego rytu. Pomagamy także od czasu do czasu biskupowi w różnorakich projektach. Poza zwykłymi działaniami nasza praca polega na odpowiedzi szansom, talentom i potrzebom, które Opatrzność Boża nam zsyła o ile tylko nie zaćmiewają one dzieła bożego.

Gdzie jesteście usytuowani ? Czy możliwym jest dla was przyjęcie gości?

Nasze miejscowość jest położona na wysokości łańcucha Maurów, między Fréjus a Toulon w Prowansji. Jesteśmy około 10 km od Morza Śródziemnego i 20 km na północ od Saint Tropez. Jest to region wyjątkowo piękny, a nasze miasteczko jest niewielkie i spokojne. Są tu wspaniałe widoki zachęcające do długich spacerów po górach, idealne dla rekolektantów. Zamieściliśmy kilka zdjęć na naszej stronie internetowej.

Tak, goście są zawsze mile widziani, zarówno dla uczestnictwa w oficjum i mszy które są publiczne czy też spędzenia kilku dni odpoczynku lub rekolekcji. Mężczyźni, którzy chcieliby spędzić jakiś czas w klasztorze, powinni wcześniej skontaktować się z nami. Gościnność więc stanowi ważną część naszego powołania.

Jeśli chodzi o dojazd do klasztoru, całkiem niedaleko nas jest duży dworzec (Les Arcs), z którego (częściej w weekendy i okresie letnim) ruszają autobusy, przejeżdżające przez naszą miejscowość. Mimo to, samochód jest najlepszym i najpraktyczniejszym środkiem transportu. Jest także dobra droga, biegnąca przez wybrzeże, oraz autostrada Provence (A8).Z obydwu tych dróg, potrzeba około pół godziny, aby do nas dojechać.

W jaki sposób można wesprzeć wasz klasztor?

Przede wszystkim muszę tutaj wyrazić naszą wdzięczność, za liczne ofiary i dary, które dotąd otrzymaliśmy. Byliśmy nieustannie zadziwieni dobrocią Bożej Opatrzności działającą przez tak wiele wielkodusznych serc. Fakt, iż mogliśmy rozpocząć nasze życie tutaj, w dużej części wynika z braterskiej miłości ludzi, których czyny znane są Wszechmogącemu Bogu, za których modlimy się codziennie i ofiarujemy raz w miesiącu Mszę Świętą w ich intencji.

Jak wspomniałem o tym wcześniej, musimy rzeczywiście stać się jak najszybciej niezależni finansowo. Z napływem nowych powołań, ta potrzeba staje się coraz bardziej nagląca. Wsparcie i dary są zawsze mile widziane i są rzeczywistym błogosławieństwem. Nasza strona internetowa podaje różne sposoby aby móc nas wesprzeć: używając nasze własne linki aby zakupić coś na stronie Amazon, ofiarując nam jeden tytuł z listy rzeczy, których potrzebujemy (chcielibyśmy przede wszystkim powiększyć naszą bibliotekę), kupując w naszym butiku, składając ofiarę czy zamawiając Mszę Świętą. Jesteśmy w pełni świadomi, że powinniśmy sami ciężko pracować nad rozwojem naszego przemysłu i dochodów. To wymaga zarówno ludzi jak i kapitału - ale Opatrzność Boża nas nie opuści, o ile będziemy wierni naszemu powołaniu monastycznemu.

Czy posiadacie program formacyjny dla oblatów?

Tak, cieszymy się już naszym pierwszym oblatem-nowicjuszem, kapłanem diecezji, który przyodział habit niedługo po naszej inauguracji. Oblaci stanowią część naszej rodziny i mają udział w jej dobrach duchowych, my z kolei korzystamy z ich braterskiej przyjaźni i wsparcia. Mężczyźni i kobiety (katolicy), którzy są zainteresowani naszą oblaturą mogą znaleźć informacje na ten temat na naszej stronie internetowej.

Dom Aidan, co szykuje przyszłość dla Klasztoru Św. Benedykta ?

To co szykuje nam przyszłość to z pewnością oficjum monastyczne, które będzie sprawowane, kolejne okazje do ćwiczenia się w braterskiej miłości, znoszenie trudów i cierpienia w wierze i nadziei, szanse przyjmowania jak Chrystus tych, którzy pukają do klasztoru nie zawsze uświadamiając sobie własną potrzebę szukania Boga. I jeśli będziemy wierni temu co Reguła nam wskazuje w każdej z tych sytuacji, to na pewno Bóg będzie wychwalany i odnajdowany, a czyniąc to będziemy bardziej do Niego podobni.

Mamy oczywiście projekty i nadzieje, ale Opatrzność ma szerszą perspektywę i często „tasuje, po czym na nowo rozdaje karty”. Zobaczymy co przyszłość nam przyniesie. Jeśli wspólnota będzie wierna Regule i podążała za głosem bożym, przyszłość jaka by nie była, będzie zależna od Boga.

Niech Bóg błogosławi was i waszych czytelników !

Monastère Saint-Benoît
 2, rue de la Croix
 83680 La Garde-Freinet
 France

tł. kl. Wojtek Pobudkowski


Źródło informacji: NOWY RUCH LITURGICZNY

piątek, 13 kwietnia 2012

Jeden dzień z życia seminarzysty Instytutu Chrystusa Króla i Najwyższego Kapłana


wtorek, 6 grudnia 2011

Tradycyjne instytuty i zgromadzenia

środa, 12 października 2011

Bracia Mniejsi Kapucyni


Historia Braci Mniejszych (franciszkanów) bierze swój początek od św. Franciszka, który będąc synem zamożnego kupca i należąc do „kwiatu asyskiej młodzieży” nie pragnął niczego innego jak sławy, tytułu szlachcica – i wrażeń. Później, powołany przez Pana, postanowił oddać się na służbę „Miłości, która nie jest kochana”. Jako sposób życia przyjął Ewangelię z jej całym radykalizmem. Odtąd poświęcił się życiu modlitwy, pokuty, usługiwaniu biednym i trędowatym, a czynił to z wielką prostotą, w najwyższym ubóstwie i bezgranicznym umiłowaniu Ukrzyżowanego. Wkrótce Pan dał mu braci, aby postępowali w tym samym co on duchu. W taki sposób powstał żebraczy Zakon Braci Mniejszych. Przez wieki nie zawsze dochowywał on wierności ideałom św. Franciszka, jednak co jakiś czas znajdowali się reformatorzy, przywracający pierwotne franciszkańskie życie.

W 1525 r. brat Mateusz z Bascio, a za jego przykładem inni bracia postanowili powrócić do bardziej literalnego zachowywania Reguły, tj. do skrajnego ubóstwa, większej pokuty i życia bardziej niż dotąd kontemplacyjnego. Po licznych prześladowaniach ze strony swych dawnych współbraci, papież Klemens VII zatwierdził w 1528 r. nową reformę pod nazwą „Braci Mniejszych Kapucynów”. Zakon rozwijał się bardzo szybko i już po 50 latach liczył 3500 braci w 300 klasztorach. Niemal równolegle powstały siostry Klaryski Kapucynki (1538 r.). Podobnie jak bracia, dążyły do ściślejszego zachowywania swej Reguły i Konstytucji.

Kapucyni przyjęli brunatne habity; ubogie, wielokrotnie łatane, z długimi kapturami. Przepasani sznurem, odziani w sandały wkładane na gołe nogi, z niestrzyżonymi brodami, przemierzali świat głosząc wszędzie Pokój i Dobro. Kapucyni nigdy nie szukali w Kościele honorów. Czuli się powołani przede wszystkim do służby ludziom prostym, biednym i szczególnie potrzebującym. Z zajęć braci zawsze biła wielka pokora. Tak pisał o tym bł. ojciec Pio:

Aby uniknąć pochwał od innych ludzi, wolimy posty ukryte niż jawne, milczenie bardziej niż elokwentne mówienie, bycie pogardzonymi niż wywyższanymi, wolimy poniżenie od zaszczytów.

Od początku kapucyni dali się poznać jako kwestarze, opiekuni biedoty troszczący się zwłaszcza o ofiary epidemii. Zasłynęli również jako kaznodzieje ludowi, spowiednicy, misjonarze, duszpasterze żołnierzy oraz kapelani więzienni. Poddani życzeniom Świętej Matki Kościoła posyłani byli tam, gdzie inni wzbraniali się udawać. Zakon Braci Mniejszych Kapucynów wydał 10 świętych, 23 błogosławionych oraz dziesiątki zakonników uhonorowanych przez Kościół tytułem „Czcigodnych” oraz „Sług Bożych”. Wśród nich najbardziej znani są św. Feliks z Cantalice, św. Wawrzyniec z Brindisi, bł. Honorat z Białej (Koźmiński) oraz bł. ojciec Pio.

Duchowość kapucyńska to płomienna miłość Jezusa Ukrzyżowanego, kult Jego świętego Człowieczeństwa (szczególnie w Tajemnicy Wcielenia, Narodzenia, Odkupienia i Męki), nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu, dosłowne zachowywanie Ewangelii, poświęcenie się najwyższemu ubóstwu i zawierzenie się Niepokalanej, Patronce zakonu.

Do Polski kapucynów sprowadził Jan III Sobieski po zwycięstwie pod Wiedniem (przed bitwą Czcigodny o. Marek z Aviano przepowiedział królowi zwycięstwo). Kapucyni polscy nieśli Boga najuboższym i chorym. Ginęli w zawieruchach wyzwoleńczych XIX wieku, w obozach koncentracyjnych, w łagrach i na wygnaniu. Obecnie wśród wyniesionych na ołtarze znajduje się już sześciu polskich błogosławionych kapucynów i jedna siostra klaryska kapucynka.

Owce Pana poszły za Nim w ucisku i prześladowaniu, w upokorzeniu i głodzie, w chorobie i doświadczeniu, i we wszystkich innych trudnościach, i w zamian za to otrzymały od Pana życie wieczne (św. Franciszek).

Dlaczego Morgon?


Czasy po Vaticanum II przyniosły ogólny kryzys w Kościele. Posoborowa ruina nie ominęła Zakonu Kapucynów. W 1968 r. Zakon ustanowił nowe Konstytucje, zmieniając zupełnie swe oblicze. Konstytucje zostały przeforsowane przez tzw. „ekspertów”, pośród których nie wszyscy mieli nawet prawo głosu! Dodatkowo nowe Konstytucje naruszają istotę poprzedniego prawodawstwa, a zmiany tego rodzaju nie mogą odbywać się bez wiedzy i nadzoru najwyższego przełożonego Zakonu, którym jest Ojciec Święty. Z tego m.in. powodu Konstytucje te nigdy nie uzyskały aprobaty Pawła VI (na nieszczęście zatwierdził je obecny papież). O powstaniu Konstytucji z 1968 r. jasno wyraził się obecny na ówczesnej Kapitule Generalnej kanonista Zakonu, o. Bonawentura:

Pomijając ilość mandatów otrzymanych od Stolicy Apostolskiej i przekroczenie ich dyspozycji, Kapituła Generalna zamiast rozpatrzyć i w ważny sposób uaktualnić tekst Konstytucji, wychodząc od pierwszej sesji odłożyła je zupełnie na bok, a dała nam tekst Konstytucji zupełnie nowy (...) zmieniając ilość punktów istotnych, a zwłaszcza sedno, naturę i charakter Zakonu.

Konstytucje z 1968 r. nie zawierają sensu stricto herezji. To, co w nich osłabiło Zakon, to nieprecyzyjne sformułowania dające wiele możliwości do interpretacji, duch ułatwiania, czyli inaczej rozmiękczania, oraz brak jednolitości (dowolność w wielu rzeczach dotąd nie do pomyślenia). „Reformę” przeprowadzano pod pięknymi hasłami, lecz jak w praktyce wyglądały zmiany w życiu kapucynów? Zniesiono większość praktyk, zwłaszcza pokutnych. Zanikło kwestowanie, życie z jałmużny, nocne wstawanie, ścisła klauzura, „dyscyplina”, oskarżanie się, spożywanie mniejszych posiłków. Skrócono czas wspólnej modlitwy. Zrezygnowano z tonsury oraz ubogiego i pokutnego habitu, wprowadzając w jego miejsce habit z delikatnego materiału, strój cywilny pod spód i buty zamiast sandałów. Powyższe przykłady dotyczą w dużej mierze sfery zewnętrznej kapucyńskiego codzienności, ale dzięki nim łatwo zobaczyć, jak do życia poświęconego Miłości Ukrzyżowanej wkradła się łatwizna, rozprężenie i zatrata regularności. Usunięto wiele rzeczy, ale nie pozostawiono próżni...

Kapucyni nowocześni zaopatrzyli się w telefony, telewizory, samochody... Pozwolili sobie na urlopy, wycieczki i inne wyjścia (nie wyłączając kina). Również liczby dobitnie pokazują katastrofę spowodowaną obecnymi zmianami w Zakonie. Od II Soboru Watykańskiego liczba kapucynów wciąż maleje, a średnia ich wieku – rośnie. Krajem najbardziej dotkniętym „odnową reguły” jest Francja. Dla przykładu w prowincji Francji-Południowej średnia wieku zakonników wynosi obecnie 66 lat, a w jedynym nowicjacie dla wszystkich kapucynów francuskojęzycznych nie ma dziś żadnego nowicjusza! „Po owocach ich poznacie!”

Ze zbliżającego się kryzysu w Zakonie doskonale zdawał sobie sprawę bł. ojciec Pio. Pierwsi o nowych konstytucjach pomyśleli franciszkanie, których Generał przyjechał po specjalne błogosławieństwo od o. Pio. Ten jednak nie miał najlepszego zdania o zmianach w duchu dostosowywania do świata. Podczas tego spotkania o. Pio wykrzyknął swoją opinię na temat tych nowości: „To nic innego jak destrukcyjny nonsens!”. Nieco później o. Pio w obecności Definitora Generalnego i współbraci (dyskutujących o planowanych zmianach w Zakonie kapucynów) nagle zawołał: „Po coście przybyli do Rzymu? Co knujecie? Czy chcecie zmienić nawet Reguły św. Franciszka?” Definitor odpowiedział: „Ojcze, proponujemy zmiany, ponieważ młodzi nie chcą słyszeć o tonsurze, habicie i bosych stopach...”. „Wygnajcie ich! Wygnajcie ich!” – tak brzmiała odpowiedź stygmatyka. O. Pio bardzo cierpiał widząc, że zmiany w Zakonie idą w złą stronę. To dlatego powiedział generałowi franciszkanów: „Nie wolno nam się wynaturzać, nie wolno nam się wynaturzać! Na Sądzie Bożym św. Franciszek nie pozna swoich synów!”. Dodać można jeszcze pewne zdarzenie: kiedy jeden z współbraci próbował wziąć z o. Pio miarę tłumacząc, że trwająca właśnie Kapituła Generalna zezwala na strój świecki, o. Pio z typowym dla siebie temperamentem odpowiedział: „Straciłeś głowę? Żyłem i umrę w tym błogosławionym habicie, czy zrozumiałeś?”. Piętnaście dni później rzeczywiście umarł, lecz pozostało jeszcze kilku kapucynów wiernych „Pani Biedzie” i prawdziwie franciszkańskiemu życiu. Dość tradycyjna okazała się prowincja Lyonu, gdzie prowincjał (o. Philibert) już od lat pięćdziesiątych zabiegał o ściślejsze zachowywanie Reguły i Konstytucji. Już w czasach posoborowych założył klasztor pełnej obserwancji (z zachowaniem Mszy Trydenckiej!), nieustannie zabiegając wśród hierarchii kościelnej o stałe i oficjalne pozwolenie na kontynuację tradycyjnego kapucyńskiego życia. Niestety, bez większych rezultatów.

Nieco innych środków używał przyjaciel o. Philiberta, o. Eugeniusz de Villeurbanne, który razem z o. Eleazarem utworzył klasztor w miejscowości Verjon (1972 r.). Jest to czas walki o przetrwanie synów wiernych swemu Ojcu, Biedaczynie z Asyżu. Posuniętym już w latach zakonnikom z każdej strony odmawiano wsparcia. Jedynym hierarchą realnie wspierającym braci był arcybiskup Marcel Lefebvre. Heroiczna postawa kilku kapucynów prowincji Lyonu spowodowała, że w 1971 r. w ślad za nimi poszły dwie siostry ze zgromadzenia Małych Sióstr Św. Franciszka tworząc, a raczej zachowując swoje zgromadzenie w tradycyjnej postaci. Podobnie uczyniła pewna siostra kontemplacyjna, klaryska, która w 1976 r., mając 63 lata i stojąc przez wyborem „klasztor lub abp. Lefebvre” wybrała tego ostatniego. Później owa siostra, Maria Izabela, musiała mieszkać przy przeoracie Bractwa św. Piusa X, a następnie samotnie przy klasztorze kapucynów w Morgon. Ziarno rzucone w ziemię obumarło i wydało oczekiwany owoc: istniejący do dziś klasztor Sióstr Klarysek Kapucynek (tradycyjnej obserwancji).

Wracając do usiłowań leciwych kapucynów trzeba zaznaczyć, że dokąd to było możliwe, starali się uzyskać od hierarchii aprobatę na dawny sposób życia. W 1973 r. o. Eugeniusz powierzył swe trudności kardynałowi Siri, który odpowiedział: „Proście dziesięć, sto razy. Jeśli odmawiają, żyjcie po kapucyńsku. Będziecie męczennikami, ale to są męczennicy, którzy zachowają Zakon i Francję”. Niestety, mimo pewnej opozycji wobec „reformujących” się kapucynów ze strony kilku hierarchów, a nawet częściowo Pawła VI, nie udzielono żadnego konkretnego wsparcia tradycyjnym ojcom.

W 1983 r. o. Eugeniusz przenosi klasztor z Verjon do Morgon. Jest to czas zbioru pierwszych powołań i niepierwszych zawodów. Klasztor powoli rozrasta się. Podobnie pomału kształtuje się zgromadzenie Małych Sióstr św. Franciszka, zakon sióstr Klarysek Kapucynek oraz przywrócony Tradycji w 1980 r. Trzeci Zakon franciszkański (tercjarstwo). O. Eugeniusz zmarł w 1990 roku, pozostawiając po sobie młodych kapłanów i braci. Obecnie klasztor liczy 4 kapłanów, 4 kleryków, jednego brata świeckiego, 2 nowicjuszy i jednego postulanta. Większość z nich jest Francuzami, jednak zwłaszcza ostatni pochodzą z innych krajów, tj. z Brazylii, RPA, Indii, Stanów Zjednoczonych i Polski. Siostry Klaryski są tylko cztery (wszystkie są już profeskami), a zamieszkują klasztor położony ok. 600 m od konwentu braci. Małe Siostry św. Franciszka liczą obecnie 36 profesek, 3 nowicjuszki i 3 postulantki, a podzielone są na 3 klasztory. Trzeci Zakon, najpokaźniejszy, posiada ok. 250 członków w zorganizowanych czterech Bractwach (grupy tercjarskie).

Życie kapucynów w Morgon jest kontynuacją zakonnej tradycji. Zgodnie ze wskazaniami Drugiego Soboru Watykańskiego kapucyni tradycyjnej obserwancji zwracają się do pierwotnych idei zakonodawcy oraz źródeł swej reformy. Kapucyni w Morgon utrzymują się z własnej pracy i z jałmużny, odpłacając swym dobroczyńcom modlitwą i pokutą. Ojcowie sprawują posługę sakramentalną w klasztorze braci i sióstr Klarysek Kapucynek, a także w jednym z kościołów Tradycji. Swoim duszpasterstwem i kierownictwem duchowym obejmują wielu wiernych, Trzeci Zakon, Arcybractwo Paska św. Franciszka, Małe Siostry św. Franciszka, Klaryski Kapucynki, dwie szkoły, tradycyjne harcerstwo i dom starców. Prowadzą też rekolekcje, pielgrzymki oraz od 1999 roku grupę modlitwy bł. ojca Pio.

Życie braci nie-kapłanów jest połączeniem modlitwy i pracy zgodnie z poleceniem św. Franciszka:

Wszyscy bracia niech starają się gorliwie przykładać do jakiejś pracy, bo napisane jest „Zawsze czyń coś dobrego, aby diabeł zastał cię zajętym”. Dlatego słudzy Boży powinni zawsze oddawać się modlitwie lub jakiemuś dobremu zajęciu.

Kapucyni w Morgon poświęcają dwie godziny dziennie na modlitwę myślną, recytują lub śpiewają wspólnie całe Oficjum, pół godziny przeznaczają na czytanie Pisma świętego, odmawiają codziennie Różaniec i szereg modlitw charakterystycznych dla zakonu. Pozostały czas zajmuje nauka, praca oraz dwa razy dziennie (spędzana razem) rekreacja.

Formację braci rozpoczyna postulat. Długość jego trwania zależy od wielu czynników, jednak najczęściej jest to kilka miesięcy. Nowicjat trwa minimalnie jeden rok, a zazwyczaj półtora. Następnie bracia przygotowujący się do kapłaństwa rozpoczynają siedmioletnie studia. Spośród wielu przedmiotów pierwsze trzy lata są w sposób szczególny poświęcone nauce filozofii. Kolejne trzy lata to przede wszystkim poznawanie teologii (według św. Tomasza z Akwinu). Później odbywają się święcenia kapłańskie, a po nich jeszcze jeden rok teologii – tym razem przede wszystkim św. Bonawentury. Bracia nie-kapłani po skończonym nowicjacie składają śluby czasowe dwa razy na trzy lata, a po sześciu latach – wieczyste. W miarę możliwości formacja odbywa się w klasztorze, choć czasem nauka teologii dla braci kleryków odbywana jest w seminarium Bractwa Św. Piusa X w Ecône.

Życie kapucyńskie jest życiem człowieka, który stracił wszystko, aby wszystko zyskać i móc za serafickim Ojcem powtórzyć: „Deus meus et omnia!” (‘Bóg mój i wszystko [moje]!’) Oto źródło czystej, głębokiej i świętej franciszkańskiej radości, której próżno szukać gdzie indziej.

Oby Dobry Bóg sprawił, że hojność i wielkoduszność, odwaga i Boże szaleństwo otworzą serca i usta młodych, którzy w ślad za ojcem Pio wymówią jego słowa jak swą własną modlitwę:

Gdzie mógłbym lepiej Ci służyć, Panie, jeśli nie w klasztorze świętego Twojego Biedaczyny z Asyżu? ... Niech Jezus obdarzy mnie łaską, abym był godnym synem świętego Franciszka, wzorem dla moich braci, ażeby moja gorliwość nigdy nie osłabła, ale aby wzrastała coraz bardziej, czyniąc mnie kapucynem doskonałym! Ω

Źródło informacji: http://www.piusx.org.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.