_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

niedziela, 20 grudnia 2015

Z księgarskiej półki: kard. Raymond Burke, Boża Miłość stała się Ciałem


W książce Boża Miłość się stała Ciałem Jego Eminencja kardynał Raymond Leo Burke głosi piękno i moc Najświętszej Eucharystii w świetle głębokiego nauczania św. Jana Pawła II oraz papieża seniora Benedykta XVI. W sposób niezwykle klarowny i zrozumiały autor prowadzi czytelnika przez nauczanie Kościoła o Najświętszej Eucharystii i jej miejscu w życiu każdego ucznia Jezusa Chrystusa. Ten duchowy traktat o głównej tajemnicy naszej wiary łączy w sobie bogatą teologię Kościoła z praktyką życia duchowego. Cechująca kardynała Burke’a zdolność docierania do wiernych za pomocą prostego, lecz inspirującego języka niewątpliwie rozbudzi miłość do Eucharystii w sercach wszystkich czytelników.

Raymond Leo Burke urodził się 30 czerwca 1948 roku w Richland Center, w stanie Wisconsin w USA.

Był alumnem Seminarium Świętego Krzyża w La Crosse w tymże stanie. Studiował na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Został wyświęcony na kapłana przez papieża Pawła VI w Bazylice świętego Piotra w Rzymie 29 czerwca 1975 roku.

Po otrzymaniu w 1995 roku sakry biskupiej z rąk świętego Jana Pawła II przez prawie dziewięć lat pełnił posługę biskupa w La Crosse, gdzie założył Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe. 2 grudnia 2003 roku biskup Burke został mianowany arcybiskupem Saint Louis. W latach 2008-2014 pełnił posługę Prefekta Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej. W 2010 roku został przez papieża Benedykta XVI zaliczony w poczet Kolegium Kardynalskiego.

Kardynał Burke jest autorem wielu dzieł i wykładów poświęconych prawu kanonicznemu, Najświętszej Eucharystii, nabożeństwu do Najświętszego Serca Pana Jezusa, Matki Bożej z Guadalupe oraz świętości życia ludzkiego.



**********

kard. Raymond Leo Burke

BOŻA MIŁOŚĆ STAŁA SIĘ CIAŁEM 
Najświętsza Eucharystia jako Sakrament Miłości

Wydawnictwo AA, Kraków 2015
Format: 140x220 mm, ss. 224, op. twarda, cena 24,90 zł
Do nabycia na stronie internetowej wydawnictwa

sobota, 19 grudnia 2015

Ks. Hesse - Modernizm, Pius X i "Pascendi Dominici Gregis"


DZIESIĘĆ POWODÓW, ABY WYBRAĆ MSZĘ TRADYCYJNĄ




LIST NR 58
______

Publikowany w minionym tygodniu we francuskiej wersji List opowiadał o diecezji Saintes i La Rochelle. Ukazywał, jak bardzo nierealne okazuje się niekiedy uczestniczenie we mszy św. odprawianej w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego.

Profesor Peter Kwasniewski, jeden z najciekawszych i najpłodniejszych autorów piszących w języku angielskim, podkreślił w swojej wypowiedzi latem, że niemożność wzięcia udziału w formie nadzwyczajnej wynika nie tylko ze względów praktycznych (brak mszy w zasięgu podróży samochodem w godzinach przystępnych dla rodzin), lecz niekiedy i społecznych czy psychologicznych. Mogą ją powodować napięcia w rodzinie lub między przyjaciółmi, a także w relacjach z proboszczem, pojawiające się, gdy ktoś zacznie preferować mszał świętego Jana XXIII. Na tej kanwie właśnie powstał pomysł, by w jednym artykule zebrać 10 istotnych powodów, dla których warto przejść ponad trudnościami, kontynuować, i niedziela za niedzielą dokonywać wyczynu logistycznego polegającego na zawiezieniu całej rodziny do stóp ołtarza Bożego.

Poniżej dziesięć powodów, w swobodnym tłumaczeniu z artykułu profesora Kwasniewskiego, opublikowanego 9 lipca 2015 na łamach doskonałego portalu OnePeterFive.



1. Będziecie niczym święci.

Biorąc pod uwagę, że msza tradycyjna, którą odprawiano do roku 1970 jest zasadniczo mszą świętego Grzegorza Wielkiego (skodyfikowaną około roku 600), widzimy, że funkcjonowała ona w życiu Kościoła przez 14 wieków, a zatem przez prawie cały okres, w którym żyli nasi święci. Modlitwy, hymny, czytania, którymi syciła się ich wiara są te same, które dają pokarm Waszej wierze. Jest to msza świętego Tomasza z Akwinu, który skomponował proprium na uroczystość Bożego Ciała; msza, której do trzech razy dziennie słuchał święty Ludwik; msza, która świętego Filipa Neri wielokrotnie wprowadzała w przeciągłą ekstazę, z której trzeba go było na koniec wyrywać; msza, którą w czasach prześladowań w Anglii i Irlandii kapłani odprawiali potajemnie; msza, którą święty Damian de Molokai celebrował w kaplicy zbudowanej swymi trędowatymi rękami...

2. Coś, co odnosi się do nas jeszcze prawdziwsze jest w odniesieniu do naszych dzieci.

Liturgia tradycyjna kształtuje ducha i serce dzieci, uzdalnia do oddawania czci Bogu, gdyż rozwija cnotę pokory, posłuszeństwa oraz wprowadza w ciszę wielbienia. Ich zmysły i wyobraźnię napełnia ona znakami i symbolami świętymi, „mistycznymi ceremoniałami” jak to określił Sobór Trydencki. Pedagodzy wiedzą, że dzieci lepiej przyswajają przykłady wizualne niż długie przemowy. Dzieci, które odbyły już katechezę będą się dzięki uroczystemu charakterowi liturgii tradycyjnej otwierały na transcendencję i u wielu chłopców wyzwoli ona pragnienie służenia przy ołtarzu.

3. Msza powszechna.

Liturgia tradycyjna to nie tylko zwykła ziemska nić jedności zadzierzgnięta w czasie między nami i pokoleniem naszych przodków, lecz także nić jedności w przestrzeni między wszystkimi wiernymi całego ziemskiego globu. Przed reformą liturgiczną pocieszeniem dla podróżujących było, gdy mimo różnic kulturowych i klimatycznych odkrywali, że msza jest zawsze ta sama, gdziekolwiek by nie pojechali, że jest jak ta, którą odprawia ksiądz u nich w parafii. Było to również najbardziej oczywiste potwierdzenie autentycznej katolickości, czyli powszechności ich katolicyzmu! Jakiż kontrast w porównaniu z niektórymi parafiami, w których msza u każdego księdza wygląda dziś inaczej i zmienia się z niedzieli na niedzielę...

4. Wiecie, czego się spodziewać.

Ceremonii koncentrującej się wokół ofiary Naszego Pana na Golgocie. Tej ciszy przed, podczas i po. Że ministrantami będą wyłącznie chłopcy. Że Ciała Chrystusa dotykać będą wyłącznie konsekrowane dłonie. Żadnych ekstrawagancji w stroju czy muzyce. Innymi słowy – jedynej czynności na ziemi, której człowiek, nawet działający niedbale, nie może całkowicie odwieść od przedmiotu, któremu wyłącznie jest poświęcona – a mianowicie oddaniu chwały prawdziwemu Bogu. Ojciec Jonathan Robinson z Oratorium świętego Filipa Neri, w książce The Mass and Modernity (Ignatius Press, 2005), którą napisał jeszcze przed zbrataniem się z liturgią tradycyjną, zauważa, że osią przyciągania i trwałości tego, co naówczas było starym rytem jest otwieranie przed ludźmi „transcendentalnego punktu odniesienia”. I to nawet wtedy, gdy celebrowany jest niewłaściwie (1). Tymczasem w nowej mszy nic nie gwarantuje „centralnego miejsca misterium paschalnemu” (2).

5. To jest oryginał.

Tradycyjny ryt rzymski w sposób oczywisty zorientowany jest teocentrycznie i chrystocentrycznie, co wyraża zarówno ustawienie kapłana ad Orientem, jak też w mszale bogactwo tekstów na pierwszy plan wysuwających misterium trynitarne, boskość Naszego Pana i jego ofiarę na Krzyżu. Zatem, co też doskonale udokumentował profesor Lauren Pristas (3), modlitwom nowego mszału brak jasności tam, gdzie wyrażają dogmat i ascezę katolicką, podczas gdy modlitwy starego mszału wolne są od niejasności i niejednoznaczności. Coraz liczniej katolicy zaczynają zdawać sobie sprawę, jak bardzo pospiesznie została przeprowadzona reforma liturgiczna, otwierając drogę błędom powodowanym niemal nieograniczoną liczbą opcji oraz zerwaniem ciągłości z poprzedzającymi ją czternastoma wiekami modlitwy Kościoła.

6. Sanktorał nad sanktorały.

W trakcie dyskusji liturgicznych przeważnie rozmowy polegają, co logiczne, na obronie lub krytyce zmian wniesionych do liturgii mszy w ordinarium. Nie należy wszak zapominać, że jedną z zasadniczych zmian wprowadzonych wraz ze mszałem z 1970 roku jest nowy kalendarz. Weźmy na początek sanktorał. Kalendarz mszału z roku 1962 jest cudownym wprowadzeniem w historię Kościoła, szczególnie w dzieje Kościoła pierwszych wieków, tak często dziś zapominane. Opatrznościowo jest on ułożony tak, że w niektórych okresach następstwo świąt tworzy pewne całości, z których każda ukazuje jakieś szczególne oblicze świętości. Z kolei twórcy kalendarza zreformowanego wyeliminowali z niego, lub zdeklasowali, 200 świętych, poczynając od świętego Walentego. Święty Krzysztof, opiekun podróżnych zniknął, gdyż rzekomo nigdy nie istniał, czemu nie przeszkadzają niezliczone przypadki na co dzień ratowanych przez niego istnień. Nad tradycję ustną Kościoła zbyt regularnie zaczęli oni przedkładać nowoczesne nauki historyczne. Ich naukowe preferencje przywołują na myśl słowa Chestertona zamieszczone w Ortodoksji: „Łatwo dostrzec, dlaczego legenda powinna być i jest traktowana z większym respektem niż książka historyczna. Legendę zwykle tworzy ogół mieszkańców wioski, będących przy zdrowych zmysłach. Książkę natomiast pisze jedyny w całej wiosce szaleniec” (Fronda/Apostolicum, Wwa-Ząbki 2009, rozdz. IV).

7. Temporał nad temporały.

Temporał również został przenicowany. Okres liturgiczny jest w kalendarzu z 1962 roku zdecydowanie bogatszy. Każda niedziela w roku ma swą własną treść. Dla wiernych staje się rodzajem drogowskazu, dzięki któremu mogą ocenić z roku na rok swój rozwój lub karlenie duchowe. Kalendarz tradycyjny zachowuje starożytne praktyki jak suche dni znaczące pory roku, czy modlitwy o urodzaje, które wyrażają nie tylko naszą wdzięczność wobec Stwórcy, ale również naszą chęć poddania się naturalnemu cyklowi następstwa pór roku i zbiorów. Kalendarz tradycyjny nie zawiera „okresu zwykłego” – jakże nieszczęśliwie brzmi to określenie zważywszy, że po Wcieleniu nic już nie jest „zwykłe” – natomiast mamy w nim okres po Objawieniu i okres po Pięćdziesiątnicy, które jeszcze długo pozwalają wybrzmiewać tymże świętom. Podobnie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, Pięćdziesiątnica nie będąc wcale świętem mniejszej wagi jest celebrowana przez okres oktawy, tak aby Kościół mógł jeszcze przez ten czas rozpalać się jej niebiańskim płomieniem. Nie zapominajmy o okresie Przedpościa od niedzieli Siedemdziesiątnicy, który ludowi Bożemu pomaga przejść łagodnie od radości Bożego Narodzenia do bólu Wielkiego Postu. Wszystko to skarby cenne i skrzętnie zachowywane, które łączą nas z Kościołem pierwszych wieków...

8. Lepsze wprowadzenie do Biblii.

Powszechna opinia głosi, że najważniejszym osiągnięciem nowego porządku, Novus Ordo, jest trzyletni cykl czytań i liczniejsze teksty do wyboru, które mają rzekomo prowadzić do lepszej znajomości Biblii. Ci, którzy tak mówią, nie wiedzą wszak, że nowa aranżacja niewątpliwie przymnożyła czytań, ale zerwała łączącą je w starym Porządku nić, która stanowiła osnowę mszy przez wszystkie niedziele. W kwestii czytań biblijnych Porządek tradycyjny odpowiada dwóm cudownym zasadom:
- po pierwsze, fragmenty Biblii nie są wybierane ze względu na nie same (aby wykorzystać możliwie całe Pismo św.), lecz by wyjaśnić poszczególne celebrowane okazje;
- po drugie, nacisk kładziony jest nie na szersze zaznajomienie wiernych z Biblią, lecz na wymiar mistagogiczny. Innymi słowy, czytania mszalne nie zostały pomyślane jako niedzielny kurs biblijny, lecz jako stopniowe wprowadzenie w tajemnice wiary przez liturgię. Ich ograniczony wybór, zwięzłość, precyzyjne i trafne odniesienie do liturgii oraz powtarzalność na przestrzeni roku czynią z nich bardzo skuteczny czynnik formacji duchowej i doskonałe przygotowanie do ofiary eucharystycznej.

9. Pobożność Eucharystyczna.

Oczywiście forma zwyczajna może być odprawiana z czcią i pobożnością a komunia rozdawana wyłącznie przez wyświęconych szafarzy wiernym, którzy przyjmują ją do ust. Natomiast w każdą niedzielę widać, że w czasie komunii świętej, którą większość wiernych raczej bierze niż przyjmuje – na rękę, w większości zwykłych parafii korzysta się z pomocy szafarzy nadzwyczajnych. Te dwie postawy głęboko podkopują uświęcony szacunek należny Najświętszemu Sakramentowi, a co za tym idzie – rozumienie tajemnicy eucharystycznej. I nawet jeśli sami przyjmujemy komunię do ust, wybierając raczej kolejkę ustawioną do księdza niż do szafarza nadzwyczajnego, pojawia się ryzyko, że do Jezusa w Hostii zbliżymy się z duszą pełną rozproszenia, wzburzoną, czasem obojętną – co wcale nie jest lepsze. Komunia, ta bardzo uroczysta okazja, tradycyjnie bardzo budująca dla dzieci, staje się na koniec chwilą wzburzenia i zmieszania. Zapominanie o realnej obecności Naszego Pana w Najświętszej Eucharystii prowadzi niezawodnie do „protestantyzacji” relacji do Boga. Tak długo jak nie zostanie zniesiony indult komunii na rękę, liturgia tradycyjna pozostanie jedyną pewną drogą do zachowania i umocnienia naszego rozumienia tajemnicy realnej obecności Naszego Pana Jezusa Chrystusa zarówno w Przenajświętszej Eucharystii jak i w Kościele, i w naszym chrześcijańskim życiu.

10. Tajemnica Wiary.

Gdyby uzasadnienie wyboru w pierwszym rzędzie formy nadzwyczajnej ograniczyć do jednego powodu, byłoby nim po prostu to, że jest najdoskonalszym wyrazem Tajemnicy Wiary. Wiele można powiedzieć o tym, co święty Paweł określał mianem musterion, zaś tradycja łacińska wyraża w słowach mysterium i sacramentum, tylko nie to, że w Chrześcijaństwie jest pojęciem marginalnym. Niesamowite objawienie Boga wśród nas na przestrzeni całej historii, ale nade wszystko w osobie Chrystusa, jest tajemnicą w najwznioślejszym tego słowa znaczeniu: to objawienie rzeczywistości doskonale pojmowalnej, acz zawsze niewymownej, jaśniejącej światłem, acz zawsze oślepiającej jasnością. Rytuały liturgiczne, za pomocą których wchodzimy w kontakt z Bogiem powinny nosić pieczęć jego tajemniczej, wiecznej i nieskończonej istoty. Forma nadzwyczajna rytu rzymskiego dzięki sakralnemu językowi, porządkowi, muzyce i ustawieniu kapłana bez żadnej wątpliwości pieczęcią tą jest naznaczona. Sprzyjając poczuciu sakrum msza tradycyjna zachowuje nietkniętą tajemnicę wiary (4).

-------
(1) Jonathan Robinson, The Mass and Modernity, Ignatius Press, 2005, str. 307.
(2) Tamże, str. 311.
(3) Collects of the Roman Missal: A Comparative Study of the Sundays in Proper Seasons Before and After the Second Vatican Council, London, T&T Clark, 2013.
(4) Przez długie wieki – a według świętego Tomasza z Akwinu wręcz od czasu Apostołów – kapłan zawsze wypowiadał Mysterium Fidei: w chwili konsekracji kielicha.


Źródło informacji: PAIX LITURGIQUE

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Janssen i historia reformacji


_____

JANSSEN I HISTORIA REFORMACJI

Ks. A. Kraetzig SI

––––––––––
__________
__________

"Przegląd Powszechny", Rok trzeci. – Tom X (kwiecień, maj, czerwiec 1886), Kraków 1886, ss. 177-192; 376-391., "Przegląd Powszechny", Rok trzeci. – Tom XI (lipiec, sierpień, wrzesień 1886), Kraków 1886, ss. 221-239., "Przegląd Powszechny", Rok trzeci. – Tom XII (październik, listopad, grudzień 1886), Kraków 1886, ss. 91-101., "Przegląd Powszechny", Rok czwarty. – Tom XIV (kwiecień, maj, czerwiec 1887), Kraków 1887, ss. 381-395., "Przegląd Powszechny", Rok czwarty. – Tom XV (lipiec, sierpień, wrzesień 1887), Kraków 1887, ss. 16-32; 260-275.

Zapomniane prawdy: O potrójnej władzy Papieża


"Chrystus Pan postanowił Piotra i jego następców pa­sterzem wszystkich Apostołów, biskupów, kapłanów i wier­nych, bo powiedział doń: «Paś owce moje, paś baranki moje». Niemożliwe więc, aby wiódł wiernych i duchownych na pastwiska zatrute jadem błędnej, kacerskiej nauki. Piotrowi i jego następcom dał Pan Jezus moc utwier­dzania braci w wierze. Gdyby błądził Papież, znaczyłoby to, że Chrystus nie dotrzymał obietnicy danej, bo i głowa Kościoła mogłaby się zachwiać w nauce, a tym samym nie mogłaby utwierdzać w niej drugich... Najważniejszym czynem nauczycielskim Piusa X to jego encyklika «Pascendi Dominici gregis», przeciwko nowocze­snym błędom. Modernizm to zbiór najróżnorodniejszych błędów, to dążenie, aby wyzwolić myśl ludzką z więzów dogmatycznych, obalić wiarę i zaprowadzić jakiś nowy, po­stępowy Kościół. Słusznie nazywa Papież ten atak przeciwko Kościołowi «zbiorem wszystkich kacerstw, który chce oba­lić fundamenty wiary i zniszczyć chrześcijaństwo...»".

Ks. Jakub Górka, O potrójnej władzy Papieża. 
[w:] Kazania okolicznościowe. Tom I. Kraków 1916, ss. 137. 141).

czwartek, 17 grudnia 2015

Dlaczego Msza łacińska?




Ksiądz Gommar DePauw urodził się w Stekene w Belgii. Wstąpił do seminarium w Gandawie. W czasie II Wojny Światowej służył jako medyk i trafił do niewoli pod Dunkierką w 1940. Po ucieczce z obozu jenieckiego wrócił do seminarium i przyjął święcenia kapłańskie w 1942 roku. Służył jako kapelan w I Dywizji Pancernej gen. Maczka. W 1953 otrzymał doktorat z prawa kanonicznego. Był wykładowcą w seminarium Góry św. Marii w USA. Podczas II Soboru Watykańskiego został ustanowiony doradcą teologicznym. Popadł w konflikt z kardynałem Shehanem z powodu różnic w interpretacji postanowień soboru dot. liturgii. W 1965 założył Katolicki Ruch Tradycjonalistyczny (CTM). W 1968 roku założył Kaplicę Ave Maria w Westbury w stanie Long Island, gdzie pozostał aż do śmierci.

Redemptoryści Zaalpejscy - odnowa życia zakonnego na Orkadach



W zeszłym roku na Kongresie w Londynie delegacja kilku mnichów ze wspólnoty mieszczącej się na odosobnionej wyspie w archipelagu Orkadów, Papa Stronsay, wzbudziła taką ciekawość u przedstawiciela Latin Mass Society, że zdecydował się on ich odwiedzić…

Dziedzictwo mniszych wspólnot poświęcających swoje życie na służbę Bogu na wyspach leżących niedaleko Wielkiej Brytanii obejmuje ponad 1000 lat, ale wygląda na to, że w wyniku ataków wikingów, które kontynuowano jeszcze w średniowieczu, ta zakonna tradycja została przerwana na Papa Stronsay. Ten stan zmienił się zaledwie 16 lat temu.

Papa Stronsay jest małą wyspą niedaleko Stronsay, jednej z głównych wysp Orkadów, na którą można dostać się promem z Kirkwall. Aby dotrzeć na wyspę trzeba wsiąść na małą, ale ładowną łódkę należącą do mnichów i przepłynąć niewielki kanał przez który wpływa się na wyspę, której właścicielami jest ta zakonna wspólnota. Malutka wysepka, która jest dla nich bazą dla działań a także domem, przy dobrej pogodzie jest dobrze widoczna ze Stronsay. Głównym budynkiem jest stara zagroda z solidnego lecz trochę odpychającego szarego kamienia, a w pobliżu znajduje się kilka parterowych budynków i sporych szop, które świadczą o praktycyzmie wspólnoty.

Zbliżając się do miejsca gdzie cumują mniejsze łodzie, można odnieść fałszywe wrażenie, że w pobliżu na gości czeka rząd domków letniskowych. Jednak są to cele mnichów oraz odwiedzających, w których spędza się wiele czasu na kontemplacji i samokształceniu, tak jak życzyłby sobie tego ojciec założyciel zakonu, św. Alfons Liguori. Bowiem ci mnisi i kapłani są Synami Najświętszego Odkupiciela (często zwanymi także „Redemptorystami Zaalpejskimi”), wspólnotą założoną przez ich ojca przełożonego i duchowego przewodnika w listopadzie 1732 roku jako Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela.

W typowym przewodniku dla turystów, który można kupić w Kirkwall, głównym mieście Orkadów, wspomniano krótko o Papa Stronsay i zamieszczono krótką wzmiankę, w której napisano z wielkim niedopowiedzeniem, że mnisi powrócili na wyspę w 1999 roku. Można by dodać, tak jak później zaprezentowano to w filmie dokumentalnym nakręconym przez BBC (i dostępnym na Youtube), że był to powrót po kilkuset latach. Można by również stwierdzić, że na Papa Stronsay już w „średniowieczu” istniały mnisze wspólnoty, chociaż dowody na to są ograniczone. Jednakże ruiny dwunastowiecznej kaplicy poświęconej św. Mikołajowi można wypatrzeć bez trudu. O roli mnichów w tym miejscu w tamtym czasie i wcześniej można przeczytać w Sadze o Orkadach znanej jako Orkenyinga.

Kaplice używane obecnie przez mnichów to przekształcone budynki gospodarcze, głównie stare szopy dla owiec. Jednak gdy pielgrzymi wchodzą do środka nie zdają sobie z tego sprawy, gdyż mnisi, na początku (i wciąż) tak bardzo zależni od darczyńców, stworzyli piękne święte miejsca kultu z oszałamiającą różnorodnością obrazów, sakramentaliów, posągów i przedmiotów religijnych. Te ostatnie to np. relikwie i obrazy świętych redemptorystów, a także liczne stacje drogi krzyżowej z różnych miejsc Europy.
W każdej celi, jako pomoce w modlitwie i kontemplacji, znajdują się obrazy Matki Bożej Nieustającej Pomocy, św. Alfonsa, Pasja Naszego Zbawiciela, klęcznik, a na stole krucyfiks i czaszka. Nie jest to nic groteskowego - to po prostu przypomnienie, że jesteśmy śmiertelni. Jak powiedział św. Alfons, nie ma niczego krótszego niż czas, ale również niczego ważniejszego.

Goście mogą otrzymać posiłki w wiklinowych koszach. Mnisi, nowicjusze oraz postulanci jedzą w skromnym refektarzu w ciszy, podczas gdy jeden z mnichów czyta lekcję. Każdy gość musi przyzwyczaić się do gaszenia świateł o 21:15, kiedy wyłącza się generator, oraz do pobudki w postaci mnicha dzwoniącego dzwonkiem o 5:25, a następnie o 6:00 na pierwsze oficjum i Mszę Świętą. Śniadanie jest poprzedzone modlitwą różańcową. Następnie bracia rozpoczynają poranek wypełniony ciężką pracą, z przerwą w południe na Anioł Pański, a następnie na obiad. Grafik na popołudnie i wieczór zajmują modlitwa, praca i kontemplacja. Wtedy także mnisi odprawiają Mszę świętą po łacinie w rycie tradycyjnym dla wiernych z wyspy. W całym miejscu naprawdę czuje się, że ciągle trwa tu praca.

Większość budynków i ścieżek na Papa Stronsay mnisi wybudowali metodą wielu prób i błędów. Szczególnie zadowoleni sią ze skonstruowania kilku solidnych, betonowych chodników. Siła wiatru zmusiła mnichów do nauczenia się trudnej sztuki tworzenia struktur zdolnych wytrzymać wichury i sztormy. Podobnież bracia zajmujący się sztuką, którzy stworzyli figury i pobożne obrazy w niszach i na otwartych polach, do pewnego stopnia opanowali sztukę rzeźbienia według skali Beauforta!

W stosunkowo krótkim czasie Synowie Najświętszego Zbawiciela stali się w pewnym stopniu samowystarczalni, sadząc własne owoce i warzywa, hodując zwierzęta, zwłaszcza gęsi, oraz produkując własne mleko i ser. Robi to około 10-12 mnichów, chociaż liczba wybudowanych cel wskazuje na to, że jest nadzieja na więcej powołań. Sama nazwa wyspy, „Papa”, w języku staronordyckim oznacza nomen omen „księdza”, a „Wyspa Księży ze Stronsay” jest teraz znana również jako Wyspa Golgoty; informacje o jej istnieniu i o pracy mnichów szerzą się w wielu krajach. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki imponującym stronom internetowym (dostępnym przez www.papastronsay.com) oraz własnemu wydawnictwu, The Desert Will Flower Press, założonemu kilka lat temu.

Mimo iż mnisi pochodzą z całego świata, jednak mają tylko jeden dom poza wyspą, w Christchurch w Nowej Zelandii. Jak to ujął jeden z młodszych braci (a jest tu kilku dwudziesto- i trzydziestolatków): „Mamy domy na przeciwległych krańcach świata. Wszystko co musimy zrobić to popracować nad tym, co znajduje się pomiędzy nimi.” W istocie, Ojciec Przełożony oraz założyciel tej wspólnoty redemptorystów, o. Michael Mary pochodzi z Nowej Zelandii, ale minęło trochę czasu (najpierw założono tymczasowe wspólnoty we Francji i Anglii) nim otrzymano „łaski z góry”. Mnisi kupili wyspę tuż przed rozpoczęciem trzeciego millenium. Następnie, 15 sierpnia 2012 roku, wspólnota została kanonicznie uznana jako instytut klerycki na prawie diecezjalnym przez bpa Aberdeen Hugh Gilberta OSB jako Zgromadzenie Synów Najświętszego Odkupiciela. Bardzo istotnym aspektem tego wydarzenia jest powierzenie księżom i mnichom opieki nad lokalnym kościołem na Stronsay, kaplicą NMP o pięknym wnętrzu. To oznacza, że ich łodzie płyną w tę i z powrotem przez większość dni, a ich droga różni się od podróży przez Morze Galilejskie tylko odległością geograficzną.



Na Papa Stronsay mnisi służyli Bogu w pierwszym tysiącleciu, na początku i pod koniec drugiego i teraz w trzecim millenium.. A obecna wspólnota powiększa się i zaczyna prosperować. Jak oświadczają nam mnisi w swoich pracach, to co się dzieje to nie zanikanie świętej Tradycji, ale jej przywracanie.

Alan Frost

Tłumaczenie: Marek Kormański

Źródło informacji: http://www.unacum.pl/

środa, 16 grudnia 2015

Na początek Roku Miłosierdzia: List otwarty do papieża Franciszka
























8 grudnia 2015
Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP


Wasza Świątobliwość


Papież Celestyn V (+1294 r.), — uznając swoją niezdolność do sprawowania urzędu, na który w sposób tak nieoczekiwany został wybrany — i mając na uwadze poważne szkody, jakie jego złe rządy wyrządziły Kościołowi, — po swoim pięciomiesięcznym pontyfikacie — zrezygnował z Papieskiego Urzędu. Został kanonizowany przez papieża Klemensa V* w 1313 r. Papież Bonifacy** VIII, usunął wszelkie wątpliwości, co do ważności tego nadzwyczajnego i kwestionowanego aktu papieskiego, ad perpetuam rei memoriam — potwierdził — że „Biskup Rzymu może dobrowolnie zrezygnować."

Coraz więcej katolików, — w tym kardynałowie i biskupi, — dochodzi do przekonania, że obecny pontyfikat, — będący podobnie wynikiem nieoczekiwanego wyboru, — powoduje poważne szkody dla Kościoła.

Nie można zaprzeczyć, że Wasza Świątobliwość, nie posiada zdolności lub woli do wypełniania tego, co jest obowiązkiem każdego papieża, który — używając słów Twojego poprzednika:
"Papież nie ma głosić własnych idei, ale winien nieustannie zespalać samego siebie i Kościół więzią posłuszeństwa Słowu Bożemu, wobec wszelkich prób przystosowywania czy rozwodnienia i wszelkich przejawów oportunizmu”
Jak to wykazano w załączonym Libellus (Dokumencie), — Ty czynisz wprost przeciwnie, dałeś wiele alarmujących oznak wrogości wobec tradycyjnego nauczania, dyscypliny i zwyczajów Kościoła — i wiernych, którzy próbują ich bronić, — będąc pochłoniętym kwestiami społecznymi i politycznymi, pozostającymi poza kompetencjami Biskupa Rzymskiego. W rezultacie czego, — wrogowie Kościoła nieustannie cieszą się w Twoim pontyfikatem, wychwalając Cię ponad wszystkich Twoich poprzedników. Ta przerażająca sytuacja nie ma sobie równych w historii Kościoła.

Ubiegłego roku, mówiąc o rezygnacji Benedykta XVI,

— „Jego Świątobliwość oświadczył, że czuje się niezdolny do sprawowania pontyfikatu. – „”Ja bym zrobił to samo.”

W pierwszą rocznicę rezygnacji Benedykta, prosiłeś wiernych:

— „Dołączcie do mnie w modlitwie za Jego Świątobliwości Benedykta XVI, — człowieka wielkiej odwagi i pokory.”

Z niemałą obawą, w Obliczu Tego, Który będzie nas sądził w Dniu Ostatecznym, — z należnym  szacunkiem my, Twoi poddani — kierujemy tę petycję do Waszej Świątobliwości, z prośbą — abyś zmienił kurs swojego pontyfikatu dla dobra Kościoła i dobra dusz.

Jeżeli to jest niemożliwe, — czyż nie byłoby lepsze dla Waszej Świątobliwości, abyś zrzekł się urzędu Piotrowej posługi — aniżeli dalej przewodził — i poprzez katastrofalne kompromisy zagrażał integralności Kościoła katolickiego?

W związku z tym naszymi własnymi czynimy słowa św. Katarzyny ze Sieny, Doktora Kościoła, — która w jej słynnym liście do papieża Grzegorza XI, — błagała zachęcając go, aby uwolnił Kościół od jednego z największych jego kryzysów:
„Ponieważ On dał Wam władzę i przyjęliście ją, — należy używać mocy i cnoty, — a jeśli nie jesteście chętni do korzystania z nich, i wolisz więcej nad Boga odbierać honory, — byłoby lepiej, abyś zrezygnował, i ocalił zbawienie swojej duszy … „
Maryjo! Wspomożycielko Wiernych, módl się za nami!

Twoi oddani w Chrystusie

Christopher A. Ferrara
Michael J. Matt
Dr. John Rao
Professor Brian McCall
Elizabeth Yore
Timothy J. Cullen
Judge Andrew P. Napolitano
Chris Jackson
Eric Frankovitch
Michael Lofton
Father Celatus
Connie Bagnoli
Susan Claire Potts
Robert Siscoe
John Salza, Esq.
James Cunningham
Vincent Chiarello
John Vennari

Libellus

Wasz Poprzednik, Benedykt XVI, zasiadając po raz pierwszy na Stolicy Piotrowej, przypomniał wiernym katolikom, że „Papież nie jest monarchą absolutnym, którego myśli i pragnienia stanowią prawo”, lecz „urząd papieski jest gwarancją posłuszeństwa Chrystusowi i Jego Słowu”. W związku z tym, jak stwierdził Benedykt, Papież „nie może głosić własnych idei, lecz musi nieustannie wiązać siebie i Kościół z posłuszeństwem Słowu Bożemu, w obliczu każdej próby przystosowania go lub rozwodnienia, oraz każdej formy oportunizmu”.

Dotychczasowy przebieg Waszego pontyfikatu zmusił nas do publicznego oświadczenia, że nie uszanowaliście natury urzędu piotrowego, nadużywając go w sposób, jakiego Kościół nigdy dotąd nie widział. Niniejszym przedstawiamy Waszej Świątobliwości główne troski, które wzbudziły niepokój we wszystkich stanach Kościoła i skłoniły nas do wystosowania tej petycji.

Po pierwsze, zamiast nieustannego nauczania Kościoła dotyczącego Słowa Bożego, konsekwentnie głosicie własne idee w homiliach, na konferencjach prasowych, w improwizowanych wypowiedziach, wywiadach z dziennikarzami, różnego rodzaju przemówieniach oraz w idiosynkratycznych odczytaniach Pisma Świętego. Idee te, od niepokojących po jawnie heterodoksyjne, są dobrze reprezentowane w Waszym osobistym manifeście Evangelii Gaudium. Dokument ten zawiera szereg zdumiewających deklaracji, których nie odważył się wypowiedzieć żaden Biskup Rzymski. Wśród nich znajduje się Wasze „marzenie… o przemianie wszystkiego, aby zwyczaje, sposoby postępowania, harmonogramy, język i struktury Kościoła mogły być odpowiednio ukierunkowane na ewangelizację dzisiejszego świata, a nie na jego zachowanie dla niego samego”. To niewiarygodne, aby Biskup Rzymski stawiał nieistniejącą opozycję między zachowaniem Świętego Kościoła Katolickiego a jego misją w świecie.

Po drugie, zamiast wiązać siebie i Kościół z posłuszeństwem Słowu Bożemu, wielokrotnie deprecjonowaliście tradycje apostolskie i kościelne, wraz z wiernymi, którzy ich bronią. Również tutaj Evangelii Gaudium podsumowuje Wasz tok myślenia: „Bardziej niż lęk przed pobłądzeniem, mam nadzieję, że poruszy nas lęk przed zamknięciem się w strukturach, które dają nam fałszywe poczucie bezpieczeństwa, w zasadach, które czynią nas surowymi sędziami, w przyzwyczajeniach, dzięki którym czujemy się spokojni, podczas gdy u naszych drzwi ludzie głodują, a Jezus nie męczy się, mówiąc nam: 'Dajcie im jeść' (Mk 6,37)”.

Umysł katolicki wzdryga się na widok Biskupa Rzymskiego, który deprecjonuje konstytucję, doktryny i zwyczaje Kościoła jako zwykłe „struktury”, „zasady” i „przyzwyczajenia”, które odzierają ludzi z duchowego pożywienia, pozostawiając ich głodujących u drzwi Kościoła. Odważacie się mówić to w odniesieniu do tego samego Kościoła, który zbudował i przekształcił całe cywilizacje, wychowując niezliczone rzesze świętych, zakonów, powołań kapłańskich i zakonnych oraz instytutów charytatywnych dla zbawienia dusz i niezrównanych dzieł miłosierdzia cielesnego.

Jednocześnie tak często szydziliście z wiernych broniących tradycji Kościoła, że pewien obserwator sporządził „Małą książeczkę obelg”, odnotowującą wiele przykładów tego bezprecedensowego werbalnego ataku Papieża na własnych poddanych. Wśród epitetów, którymi z lekkomyślną swobodą rzucaliście w stronę gorliwych katolików, znajdują się: „fundamentaliści”, „faryzeusze”, „pelagianie”, „triumfaliści”, „gnostycy”, „nostalgicy”, „powierzchowni chrześcijanie”, „banda wybranych”, „pawie”, „moralistyczni czepialscy”, „uniformiści”, „dumni, samowystarczalni”, „intelektualni arystokraci”, „chrześcijańskie nietoperze, które wolą cienie od światła obecności Pana” itd.

A jednak nie wypowiedzieliście ani jednego ostrego słowa pod adresem jawnych wrogów doktryny Wiary czy dewiantów seksualnych, którzy zainfekowali katolicką hierarchię. Przeciwnie, oświadczyliście: „Kimże ja jestem, by oceniać?”, odnosząc się do „osób homoseksualnych” wśród duchowieństwa, a w szczególności do owianego złą sławą kleryka-homoseksualisty, którego uczyniliście głową własnego domu i który okazuje Wam odrażającą zażyłość. Udzieliliście szeroko nagłośnionych audiencji dewiantom seksualnym, w tym transseksualistom i homoseksualistom, aranżując te spotkania osobiście przez telefon. Zrehabilitowaliście, a nawet nagrodziliście prestiżowymi nominacjami teologów wyzwolenia uciszonych i zawieszonych przez Waszych dwóch bezpośrednich poprzedników, promotorów homoseksualizmu oraz prałatów, którzy tuszowali zbrodnie seksualne księży-homoseksualistów.

Evangelii Gaudium trafnie podsumowuje otwartą pogardę – bezprecedensową w annałach papiestwa – z jaką odnoście się do obrońców prawości doktrynalnej i liturgicznej. Wyśmiewacie „ostentacyjną troskę o liturgię, doktrynę i prestiż Kościoła” i pochopnie oskarżacie katolików przywiązanych do Tradycji o to, że są „pozbawieni troski o to, by Ewangelia miała realny wpływ na wierny lud Boży i konkretne potrzeby obecnych czasów”, okrutnie i niesprawiedliwie karykaturując ich jako ludzi, którzy chcieliby sprowadzić Kościół do roli „eksponatu muzealnego lub czegoś, co jest własnością nielicznych”.

Momentem głęboko ujawniającym Waszą pogardliwą mentalność w tym względzie było upokorzenie przez Was ministranta, transmitowane na cały świat i uwiecznione w Internecie. Gdy stał w postawie modlitewnej, ze złożonymi rękami, przy wejściu do Grot Watykańskich, które wizytowaliście, rozdzieliliście jego dłonie, szydząc z niego słowami: „Czy twoje ręce są związane? Ach, wydaje się, że są przyklejone!”. Trzeba oddać chłopcu sprawiedliwość, że natychmiast ponownie złożył ręce, powracając do postawy odpowiedniej dla powagi chwili i zgodnej z solidną formacją duchową. Można jednak zastanawiać się, jaki wpływ to publiczne upokorzenie, teraz trwale dostępne dla całego świata, będzie miało na życie duchowe podatnego na wpływy młodego człowieka.

Być może w najbardziej krzywdzącej z Waszych obelg pod adresem wiernych, Evangelii Gaudium potępia tradycyjnych katolików za to, co uważacie za „samozadowolony prometejski neopelagianizm”. Zakładając ich wewnętrzne usposobienie, deklarujecie, że ci katolicy „czują się lepsi od innych, ponieważ przestrzegają pewnych reguł lub pozostają nieugięcie wierni pewnemu stylowi katolickiemu z przeszłości” – tak jakby nasza święta religia obejmowała „style”, które stają się przestarzałe jak moda na ubrania. Posuwacie się nawet do wyśmiewania „rzekomej solidności doktryny lub dyscypliny” jako „narcystycznego i autorytarnego elitaryzmu, gdzie zamiast ewangelizować, analizuje się i klasyfikuje innych…”.

W imię prawdy i sprawiedliwości, Ojcze Święty, musimy powiedzieć, że wydaje się, iż Wy sami poświęciliście mnóstwo czasu na analizowanie, klasyfikowanie, a wręcz osądzanie innych – ku rosnącemu przerażeniu i zażenowaniu Waszych poddanych, którzy nigdy nie widzieli takiego zachowania u Biskupa Rzymskiego. A to zachowanie nie wykazuje oznak wygasania. Niedawno, na konferencji poświęconej formacji kapłańskiej, zauważyliście – przy śmiechu słuchaczy – że „boicie się sztywnych księży… Trzymam się od nich z daleka. Oni gryzą!”. Jakiż cel ma taka drwiąca retoryka, jeśli nie poniżenie i marginalizacja tych księży, którzy wciąż mają odwagę bronić niepopularnego nauczania Kościoła bez kompromisów w świecie będącym w stanie wojny z Bogiem i Jego prawem? Nic dziwnego, że środki masowego przekazu wychwalają Wasz pontyfikat!

Ale, Ojcze Święty, poza słowami, zarządziliście otwarte prześladowanie zakonów dążących do przywrócenia ortodoksji, trzeźwej pobożności, życia wewnętrznego i tradycji liturgicznej w samym środku tego, co Wasz własny poprzednik opisał jako „nieszczęścia” i „cierpienia”, które Kościół znosił w imię Soboru Watykańskiego II, w tym „zamknięte seminaria, zamknięte klasztory, zbanalizowana liturgia…”. Na Wasze bezpośrednie polecenie, rozkwitające zgromadzenie Franciszkanów Niepokalanej zostało zniszczone z powodu tego, co Wasz komisarz apostolski (który później zmarł na udar) nazwał „zdecydowanie tradycjonalistycznym dryfem”. Stowarzyszone Siostry Niepokalanej zostały również oddane pod zarząd komisarza apostolskiego z powodu „odchyleń” polegających na rzekomej formacji „przedsoborowej” – co oznacza tradycyjną liturgię i tradycyjne życie klasztorne, tak jakby te święte rzeczy były zarazą, którą należy usunąć z Kościoła niczym jakąś chorobę. To działania dyktatora kierowanego ideologią, a nie ojcowskiego opiekuna świętego dziedzictwa Kościoła.

Tymczasem, po trwającym lata dochodzeniu i procesie dyscyplinarnym wszczętym przez papieża Benedykta, pod Waszym nadzorem Leadership Conference of Women Religious (Konferencja Przełożonych Zakonnych Kobiet) została oczyszczona i oszczędzona od jakiejkolwiek dyscypliny, pomimo poparcia dla aborcji, eutanazji i „małżeństw jednopłciowych” oraz jej notorycznego promowania tego, co kardynał Müller, Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, opisał jako „fundamentalne błędy dotyczące wszechmocy Boga, Wcielenia Chrystusa, rzeczywistości Grzechu Pierworodnego, konieczności zbawienia i definitywnej natury zbawczego działania Chrystusa w Misterium Paschalnym”.

Po trzecie, zgodnie z Waszym programowym lekceważeniem tradycyjnej doktryny i dyscypliny Kościoła oraz tych, którzy ich bronią, przewodniczyliście i kontrolowaliście „Synod o Rodzinie”, który był próbą rozwodnienia lub przystosowania nieomylnego nauczania Kościoła o małżeństwie, prokreacji i seksualności, aby zadowolić buntowniczego ducha epoki i niemoralność, którą zaszczepił on w całej naszej postchrześcijańskiej cywilizacji.

W imię „miłosierdzia”, postępowi prałaci, którzy dominują w Waszym kręgu doradców, w tym niesławny kardynał Kasper – którego poglądy promujcie od początku Waszego pontyfikatu – głoszą teraz fałszywą rozbieżność między doktryną a jej nierozerwalnie związaną praktyką duszpasterską, tak jakby Kościół mógł w zasadzie zakazywać niemoralnego zachowania, jednocześnie akceptując je w praktyce. Jak ujął to jeden z prominentnych kardynałów, jest to „forma herezji, niebezpieczna schizofreniczna patologia”. Stało się to jednak tematem Waszego pontyfikatu, gdy nieustannie przywołujecie „miłosierdzie” przeciwko prawom moralnym Kościoła, które deprecjonujecie jako „małostkowe zasady”, „przeszkody”, „zamknięte drzwi” i „kazuistykę”.

Postępowcy, których osobiście mianowaliście do sekretariatu synodu i komisji redakcyjnej, oraz 45 dodatkowych postępowców, których dodaliście do grona głosujących, w tym kardynał Kasper, połączyli siły, by zaatakować nierozerwalność małżeństwa, opowiadając się za „indywidualnym” (case by case) dopuszczaniem rozwiedzionych i „żyjących w nowych związkach” do Komunii Świętej. Oznaczałoby to obalenie dwutysiącletniej dyscypliny sakramentalnej Kościoła, zakorzenionej w słowach samego naszego Pana: „Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo… (Łk 16,18)”. Dyscyplina ta została potwierdzona przez Benedykta XVI i Jana Pawła II w obliczu wyzwań ze strony dysydentów od nauczania katolickiego – z kardynałem Kasperem na czele. Jest oczywiste, że chcecie porzucić tę dyscyplinę, tak jak zrobiliście to, gdy byliście Arcybiskupem Buenos Aires i gdy, nawet jako Papież, osobiście zadzwoniliście do kobiety w Argentynie, cywilnie zamężnej z rozwiedzionym mężczyzną, by powiedzieć jej, że może przyjąć Komunię Świętą, pomimo tego, co jej „sztywny” proboszcz powiedział w tej kwestii.

Podczas pierwszej sesji synodu w 2014 roku, osobiście zatwierdziliście i nakazaliście opublikowanie dla całego świata, zanim Ojcowie Synodalni w ogóle go zobaczyli, synodalny „raport śródokresowy”, który nigdy nie został przez nich zatwierdzony i w rzeczywistości był fabrykacją, najwyraźniej napisaną z wyprzedzeniem, która nawet w przybliżeniu nie reprezentowała ich faktycznego konsensusu. Ten haniebny dokument wzywał do „indywidualnego” porzucenia dyscypliny Kościoła w odniesieniu do rozwiedzionych i „żyjących w nowych związkach” oraz do „docenienia” homoseksualnej „orientacji”. Jeden z odważnych prałatów nazwał to „czarną plamą, która splamiła honor Stolicy Apostolskiej”. A jednak, po tym jak większość synodalna słusznie go odrzuciła, potępiliście „tak zwanych… tradycjonalistów” za „chęć zamknięcia [się] w słowie pisanym… i niepozwolenie sobie na zaskoczenie przez Boga, przez Boga niespodzianek…”. A następnie nakazaliście, aby ten sam dokument został rozesłany do biskupów na całym świecie, wraz z trzema akapitami w raporcie końcowym, które nie uzyskały wymaganej większości, ale które nakazaliście mimo wszystko włączyć, „rozrywając księgę zasad” synodu, który został „ustawiony”, by osiągnąć z góry założony wynik, ale dzięki łasce Bożej tego nie zrobił.

Podczas drugiej sesji synodu w 2015 roku zażądaliście, aby wszystkie obrady opierały się na Instrumentum Laboris tak heterodoksyjnym, że międzynarodowa koalicja duchownych i świeckich ostrzegła, iż „zagraża ono całej strukturze nauczania katolickiego o małżeństwie, rodzinie i ludzkiej seksualności…”. Kiedy dokument ten został również odrzucony przez większość synodalną i zastąpiony w ostatniej chwili dokumentem kompromisowym – który niemniej jednak tworzy wyłomy dla obalenia sakramentalnej dyscypliny Kościoła – potępiliście „zamknięte serca, które często ukrywają się nawet za nauczaniem Kościoła lub dobrymi intencjami, aby zasiąść na katedrze Mojżesza i osądzać… trudne przypadki”. To znaczy, potępiliście Ojców Synodalnych, którzy bronili stałej dyscypliny sakramentalnej Kościoła.

W Waszej oczywistej determinacji, by pójść na rękę rozwiedzionym i cywilnie „żyjącym w nowych związkach”, których niewytłumaczalnie określacie mianem „ubogich”, tuż przed Synodem 2015 opracowaliście w tajemnicy, bez konsultacji z jakimkolwiek kompetentnym dykasterium watykańskim, nagłe i drastyczne „usprawnienie” procesu stwierdzenia nieważności małżeństwa. Znany na całym świecie kanonista, odzwierciedlając powszechny niepokój z powodu tej nierozważnej „reformy”, opisał ją jako „zapewnienie ścieżki, która wygląda jak katolicka wersja rozwodu bez orzekania o winie”. Wy sami otwarcie przyznaliście, że „nie uszło mojej uwadze, jak skrócony wyrok może narazić na szwank zasadę nierozerwalności małżeństwa…”.

Po czwarte, zgodnie z Waszą zdumiewającą sugestią – natychmiast wychwaloną przez środki masowego przekazu – że Kościół ma „obsesję” na punkcie „aborcji, małżeństw homoseksualnych i stosowania metod antykoncepcyjnych”, zgodnie z Waszym własnym przyznaniem „nie mówiliście wiele o tych rzeczach i zostałem za to zrugany”. A jednak te poważne zła zagrażają samemu przetrwaniu naszej cywilizacji w środku tego, co Jan Paweł II nazwał „kulturą śmierci” i „milczącą apostazją”. Choć bardzo głośni w kwestii wielu spraw politycznych, byliście całkowicie milczący, kiedy katolicka niegdyś Irlandia zalegalizowała „małżeństwa homoseksualne” w powszechnym referendum, a Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych narzucił tę obrzydliwość wszystkim pięćdziesięciu stanom.

Z drugiej strony, podczas gdy świat zachodni pogrąża się w otchłani zepsucia, a muzułmańscy fanatycy dokonują masakr chrześcijan na całym Bliskim Wschodzie, w Afryce i w samym sercu Europy, Wy jesteście pochłonięci „zmianami klimatycznymi”. Wasza encyklika o długości książki, Laudato si’, jedyna encyklika, którą wydaliście, zakłada istnienie „kryzysu ekologicznego” i bezkrytycznie przyjmuje ideologicznie motywowane, silnie kontestowane twierdzenia „nauki o zmianach klimatu”, których papież absolutnie nie ma kompetencji oceniać, a tym bardziej przedstawiać wiernym jako bezdyskusyjnych faktów.

Ta sama encyklika lamentuje nad „globalnym ociepleniem”, nadmiernym używaniem klimatyzacji, utratą namorzynowych bagien, rzekomym zagrożeniem dla planktonu i robaków oraz wyginięciem różnych roślin i zwierząt – potępiając to jako zniewagę wobec Boga – zanim jeszcze wspomni o aborcji (jednocześnie całkowicie pomijając najwyżej antynaturalną praktykę antykoncepcji). Jeśli chodzi o aborcję, encyklika mówi jedynie o niepowodzeniu w „ochronie ludzkiego embrionu”, podczas gdy w rzeczywistości aborcja jest brutalnym masowym morderstwem niewinnych istot ludzkich, rozrywanych kończyna po kończynie w łonie matki lub dźganych na śmierć chirurgicznymi nożyczkami w samym momencie narodzin.

Nic dziwnego, że potęgi tego świata powszechnie uznały Laudato si’ za część „rewolucji Franciszka”, którą media, w tym postępowa prasa „katolicka”, wychwalały przez cały Wasz pontyfikat.

Po piąte, konsekwentnie odrzucaliście wszelkie różnice doktrynalne z protestantami jako nieistotne i wielokrotnie deklarowaliście, zupełnie fałszywie, że „wszyscy ochrzczeni są członkami tego samego Ciała Chrystusa, Jego Kościoła”. Również tutaj ignorujecie nauczanie Jana Pawła II, Benedykta XVI i każdego papieża przed nimi, w tym Piusa XI, który nauczał zupełnie przeciwnie w odniesieniu do kondycji protestantów: „Ponieważ zaś ciało mistyczne Chrystusa, podobnie jak Jego ciało fizyczne, jest jedno, złączone i odpowiednio zespolone, byłoby głupstwem i nie na miejscu mówić, że ciało mistyczne składa się z członków, którzy są rozdzieleni i rozproszeni: ktokolwiek więc nie jest zjednoczony z ciałem, nie jest jego członkiem, ani nie jest w komunii z Chrystusem, jego głową”.

W tym względzie wydajecie się niewrażliwi na coraz gorszą niemoralność i herezję tych samych sekt protestanckich, które angażują się w niekończący się, bezsensowny „dialog ekumeniczny” z Watykanem. Po pięćdziesięciu latach „dialogu” sekty te aprobują rozwód, antykoncepcję, aborcję, homoseksualizm i „małżeństwa homoseksualne”, rzekomo święcą kobiety i praktykujących homoseksualistów na „księży” i „biskupów” oraz nadal stanowczo odrzucają fundamentalne dogmaty jednej prawdziwej religii objawionej przez Chrystusa dla zbawienia świata.

A co z prawdą, która nas wyzwala? (J 8,32). A co ze świadectwem niezliczonych świętych i męczenników, którzy wydali swoje życie i złożyli je w ofierze, by bronić i przekazywać Wiarę katolicką w opozycji do wielorakich błędów i społecznego zniszczenia zrodzonego przez bunt protestancki, którego ostateczne konsekwencje rozgrywają się na Waszych oczach?

Po szóste, w ostatnich dniach Wasze publiczne wypowiedzi wydają się stawać coraz bardziej nieostrożne i nieuporządkowane, wywołując jeszcze większy skandal i obawy wśród wiernych:

15 listopada, podczas Waszego niedzielnego uczestnictwa w nabożeństwie luterańskim, powiedzieliście, że nauczanie katolickie i luterańskie dotyczące Chrystusa jest „takie samo”, będąc jedynie kwestią „języka katolickiego” kontra „język luterański”. Określiliście zdefiniowany dogmat i ontologiczną rzeczywistość przeistoczenia jako zwykłe „wyjaśnienia i interpretacje”, deklarując, że „życie jest większe niż wyjaśnienia i interpretacje” – tak jakby „życie” było „większe” niż Rzeczywista Obecność Boga Wcielonego w Najświętszej Eucharystii, której protestanci przeczą.

Przy tej samej okazji zasugerowaliście, że kwestia tego, czy protestanci mogą przyjmować Komunię Świętą, należy do teologów, podczas gdy Kościół już nieomylnie określił, że jest to niemożliwe bez nawrócenia i wyznania tej samej wiary co katolicy. Stwierdzając, że sprawa ta wykracza poza Wasze „kompetencje” – a przecież właśnie kompetencją Papieża jest podtrzymywanie nauczania Kościoła w tym względzie – zasugerowaliście, że luteranin żonaty z katoliczką może przyjąć Komunię Świętą po „rozmowie z Panem”, ale że Wy „nie odważycie się powiedzieć więcej”. Ale powiedzieliście już o wiele za wiele, publicznie odsyłając kwestię o ogromnym znaczeniu dla zbawienia do podatnego na błędy prywatnego sumienia jednostki: „kto spożywa i pije niegodnie, spożywa i pije wyrok na siebie, nie rozpoznając ciała Pańskiego (1 Kor 11,29)”.

21 listopada oświadczyliście na światowej konferencji katolickich edukatorów: „Nigdy nie uprawiajcie prozelityzmu w szkołach. Edukacja chrześcijańska polega na wychowaniu młodych w pełnej rzeczywistości z wartościami ludzkimi, a jedną z nich jest transcendencja”. Przeciwnie, edukacja katolicka jest przede wszystkim wpajaniem wartości boskich: Ewangelii i tego, czego wymaga ona od katolików, a właściwie od całego świata, nie tylko wartości ludzkich czy niejasnej „transcendencji” pozbawionej swojego właściwego przedmiotu, którym jest Bóg, który objawił się w osobie Jezusa Chrystusa, Słowa Wcielonego.

Podczas Waszej podróży do Afryki, w dniach 25-30 listopada, wyraziliście opinię, że świat jest „u granic samobójstwa” z powodu „zmian klimatycznych”. Jak przez cały pontyfikat, nie odnieśliście się do prawdziwego zagrożenia samobójstwem cywilizacyjnym w naszych czasach, o którym wspomniał Wasz wielki poprzednik, Czcigodny Papież Pius XII: że „prawie cały rodzaj ludzki pozwala się dziś prowadzić do dwóch przeciwstawnych obozów, za Chrystusem lub przeciw Chrystusowi. Rodzaj ludzki jest dziś zaangażowany w najwyższy kryzys, który zakończy się jego zbawieniem przez Chrystusa lub strasznym zniszczeniem”. Kierując nieustannie uwagę całego Kościoła na światowy „kryzys ekologiczny”, powodujecie, że wierni tracą z oczu kryzys chrystologiczny, który zagraża wiecznemu dobru niezliczonych dusz w naszych czasach.

Podczas konferencji prasowej w samolocie w drodze powrotnej do Rzymu z Afryki, po raz kolejny potępiliście „fundamentalistycznych” katolików, szydząc z absolutnych przekonań religijnych ortodoksyjnych członków Waszej owczarni, opartych na objawionym słowie Bożym i nieomylnym nauczaniu Magisterium w sprawach wiary i moralności:
„Fundamentalizm to choroba, która jest we wszystkich religiach…. My katolicy mamy niektórych – a nie niektórych, wielu, eh? – którzy wierzą, że posiadają absolutną prawdę (che si credono con la verità assoluta) i idą naprzód, brudząc innych oszczerstwami, dezinformacją, i czynią zło…. Fundamentalizm religijny nie jest religijny, ponieważ brakuje mu Boga i jest bałwochwalczy, jak bałwochwalstwo pieniądza”.

Potępiwszy „wielu” członków własnej owczarni jako bezbożnych bałwochwalców, zasugerowaliście później moralną równoważność między chrześcijanami a muzułmańskimi fanatykami, którzy mordują, torturują, gwałcą, zniewalają i wygnają chrześcijan na całym świecie: „Nie można wymazać religii tylko dlatego, że istnieją niektórzy lub pewna liczba grup fundamentalistów w pewnym momencie historii…. Pomyślcie o wszystkich wojnach, które prowadziliśmy jako chrześcijanie. To nie muzułmanie byli odpowiedzialni za splądrowanie Rzymu”.

Po raz kolejny zawstydzacie Kościół – i siebie – nieprzemyślaną uwagą zupełnie niegodną Biskupa Rzymskiego. Zapis historyczny wymaga sprostowania Waszego błędu:
Po pierwsze, muzułmanie splądrowali Rzym w 846 roku, łupiąc stary Kościół św. Piotra i skłaniając papieża Leona IV do zbudowania „murów leonińskich”, „aby bronić stolicy Piotrowej przed islamskim dżihadem”.
Po drugie, jeśli odwoływaliście się do splądrowania Rzymu w 1527 roku przez armię cesarza Karola V, to nie miało to nic wspólnego z religijnym „fundamentalizmem”, lecz raczej dotyczyło czysto politycznego odwetu na Klemensie VII, słabym i chwiejnym papieżu, który nierozważnie zawarł sojusz z królem Francji (Franciszkiem I), z którym Karol był w stanie wojny. W rzeczywistości armia cesarza obejmowała niemieckich najemników, z których większość była luteranami, i to oni byli głównie odpowiedzialni za spustoszenie Świętego Miasta i przemoc wobec jego katolickich mieszkańców.
Po trzecie, w tej samej epoce, oczywiście, muzułmańscy marauderzy – którzy byli rzeczywiście brutalnymi „fundamentalistami” – rozszerzali Imperium Osmańskie poprzez podbój ziem chrześcijańskich, aż do pamiętnej i cudownej klęski muzułmańskiej floty w bitwie pod Lepanto w 1571 roku, co zapobiegło muzułmańskiemu podbojowi całej Europy i prawdopodobnie kolejnemu muzułmańskiemu splądrowaniu Rzymu.

Wywołując jeszcze większy skandal, w odpowiedzi na pytanie dotyczące tego, czy Kościół powinien „zmienić swoje stanowisko” w sprawie niemoralności antykoncepcji, aby dopuścić stosowanie prezerwatyw jako metody ograniczania nowych infekcji HIV, odnieśliście się do tej złej praktyki jako „jednej z metod”, pozornie ją legitymizując, jednocześnie sugerując, że stanowi ona dylemat moralny dla Kościoła, porównując ją nawet do uzdrawiania przez naszego Pana w szabat:
„Pytanie wydaje mi się zbyt małe, wydaje mi się też pytaniem cząstkowym. Tak, to jedna z metod. A moralność Kościoła znajduje się, myślę, w tym punkcie przed zakłopotaniem. Więc Piąte czy Szóste Przykazanie? Bronić życia [prezerwatywami!], czy żeby stosunki seksualne były otwarte na życie? Ale to nie jest problem. Problem jest większy.
To pytanie przypomina mi jedno, które kiedyś zadano Jezusowi: »Powiedz mi, nauczycielu, czy wolno uzdrawiać w szabat?«. Obowiązkiem jest uzdrawiać…. [A]le niedożywienie, rozwój osoby, praca niewolnicza, brak zdatnej do picia wody, to są problemy. Nie rozmawiajmy o tym, czy można użyć tego typu plastra [cerotto] czy innego na małą ranę, wielką raną jest niesprawiedliwość społeczna, niesprawiedliwość środowiskowa…”.

Zatem, wydaliście się zgadzać, że istnieje przestrzeń dla rozważenia tej „metody”, chociaż postrzegacie ją jako dość błahą sprawę (plaster), mimo że ułatwia ona rozpustę i kulturę całkowitej deprawacji seksualnej. Następnie podporządkowaliście prawo moralne trosce o sprawiedliwość społeczną i środowiskową! I tak, po raz kolejny, Kościół jest zraniony skandalem i zamieszaniem z powodu Waszego nawyku nieostrożnych, improwizowanych uwag prasowych na temat ważnych kwestii moralnych i teologicznych, co do których papież powinien wypowiadać się lub pisać z najwyższą roztropnością i namysłem, wzywając pomocy bożej.

Wreszcie, właśnie ukazał się na stronie internetowej Watykanu wywiad Waszej Świątobliwości dla tygodnika Credere, w którym odnosicie się przychylnie (po raz kolejny) do fałszywego pojęcia „miłosierdzia” kardynała Kaspera i ujawniacie, że zamierzacie przeprowadzić „rewolucję czułości” – co jest aluzją do tytułu książki kardynała Kaspera chwalącej Was: Rewolucja czułości i miłości papieża Franciszka. Deklarujecie, że ta „rewolucja czułości” odbędzie się podczas Waszego Jubileuszu Miłosierdzia, który będzie obejmował „tak wiele gestów”, w tym „inny gest” w „piątek każdego miesiąca”.

Waszym deklarowanym motywem „rewolucji czułości” jest to, że według Was „sam Kościół czasami stosuje twardą linię, wpada w pokusę stosowania twardej linii, w pokusę podkreślania tylko zasad moralnych, wielu ludzi jest wykluczonych”. Potwierdzając sugestię Waszego rozmówcy, że Kościół musi „odkryć” „Boga, który jest poruszony i ma współczucie dla człowieka”, odpowiadacie: „Odkrycie tego doprowadzi nas do przyjęcia bardziej tolerancyjnej, bardziej cierpliwej, bardziej czułej postawy” – tak jakby Kościołowi brakowało cierpliwości i współczucia dla grzeszników przed Waszym wyborem.

Czymże są te zdumiewające twierdzenia, jeśli nie absolutnie bezprecedensową groźbą ze strony Biskupa Rzymskiego, by zignorować „zasady moralne” – czyli stałe nauczanie nieomylnego Magisterium – w imię fałszywego miłosierdzia, najwyraźniej w odniesieniu do rozwiedzionych i „żyjących w nowych związkach” oraz innych, których uważacie za „wykluczonych” w jakiś sposób? Co mamy myśleć o papieżu, który twierdzi, że Kościół, który Chrystus założył, by nieomylnie nauczał o wierze i moralności, „wpadł” w pokusę przyjęcia „twardej linii” w kwestii moralności? Co poza grozą powinni odczuwać wierni, gdy papież mówi takie rzeczy, których nigdy nie słyszano ze Stolicy Piotrowej przez 2000 lat?

Katolicy wiedzą, że prawdziwa rewolucja czułości ma miejsce w każdej duszy, która przechodzi Chrzest lub, odpowiadając na łaskę skruchy, wchodzi do konfesjonału ze stanowczym postanowieniem poprawy i skruszonym sercem, zrzuca ciężar grzechu, otrzymuje rozgrzeszenie od kapłana działającego in persona Christi i wychodzi „bielsza niż śnieg”, by zacytować Waszego własnego poprzednika, mówiącego o Sakramencie Pokuty. Kościół katolicki zawsze był niewyczerpanym źródłem Bożego miłosierdzia poprzez swoje Sakramenty. Co może dodać Wasza proponowana „rewolucja” do tego, co Chrystus już zapewnił w swoim Kościele? Czy możecie ogłosić amnestię na grzech śmiertelny? Czy możecie wybaczyć to, co nie jest wybaczalne bez pokuty i skruchy? Czy możecie przewyższyć miłosierdzie samego Boga?

Codziennie rośnie przekonanie, że chociaż jesteście Wikariuszem Chrystusa, po prostu nie macie żadnego interesu w obronie wiary i moralności, które są atakowane jak nigdy dotąd, ani żadnego zamiaru wezwania błądzących owiec do owczarni, którą nasz Pan ustanowił dla ich zbawienia. Przeciwnie, wydaje się, że poświęciliście swój pontyfikat prawdziwemu programowi doktrynalnego i dyscyplinarnego rozluźnienia, którego tematem jest regularne potępianie ortodoksyjnych katolików w połączeniu z oskarżeniami, że Kościołowi brakuje miłosierdzia. Jednocześnie zajmujecie się sprawami społecznymi i politycznymi, w których papież nie ma kompetencji ani autorytetu, takimi jak „zmiany klimatyczne”, ekologizm i przywracanie stosunków dyplomatycznych między Kubą a Stanami Zjednoczonymi.

Po byciu targanymi jedną burzą kontrowersji po drugiej, wywołaną przez Wasze bezprecedensowe słowa i czyny, wierni czują się coraz bardziej tak, jakby „łódź Kościoła straciła kompas”.

§

Podsumowując, Ojcze Święty, przez ostatnie dwa i pół roku zdobyliście jednogłośną pochwałę świata, jednocześnie wprawiając wspólnotę kościelną w stan zamieszania i podziału. Wyśmiewaliście, strofowaliście i potępialiście ortodoksyjnych, okazywaliście nieograniczoną tolerancję dla heterodoksyjnych i dewiantów seksualnych oraz próbowaliście podważyć dyscyplinę sakramentalną bronioną przez tego samego Papieża, którego ogłosiliście świętym. Towarzyszeni wszędzie przez uwielbienie mediów i ryk tłumów, wydajecie się niewrażliwi na napomnienie naszego Pana: „Biada wam, gdy ludzie was błogosławią, bo tak samo czynili ich ojcowie fałszywym prorokom”.

Sytuacja osiągnęła punkt, w którym wysoki rangą urzędnik watykański, odzwierciedlając obawy katolików wszystkich stanów, czuł się zmuszony ostrzec światowej sławy katolickiego dziennikarza, że „Ten pontyfikat stwarza poważne ryzyko dla integralności nauczania katolickiego w kwestii wiary i moralności”.

W zgodzie z tym prałatem, jesteśmy zmuszeni przed Bogiem publicznie oświadczyć w sumieniu, że Wasz pontyfikat można postrzegać jedynie jako jasne i bezpośrednie zagrożenie dla Kościoła, zagrożenie, które wydaje się rosnąć z każdym mijającym dniem. Rzeczywiście, niszczycielskie skutki Waszego pontyfikatu są wszędzie widoczne, a katolicy na całym świecie traktują coraz bardziej lekceważąco nauczanie Kościoła o wierze i moralności, przyjmując jako punkt odniesienia Wasze własne słowa i czyny – radośnie trąbione światu przez media – zamiast nieomylnego nauczania Magisterium o wierze i moralności przez ostatnie 2000 lat.

Teraz, gdy potępiacie „twardą linię” Kościoła w kwestii „zasad moralnych” i głosicie „rewolucję czułości”, stoimy w obliczu bezpośredniego zagrożenia niesłychanymi „gestami” „miłosierdzia”, które podważyłyby moralny gmach Kościoła ku wielkiej szkodzie dusz, których zbawienie jest zagrożone. Wśród tych gestów wydaje się być posynodalna adhortacja apostolska zezwalająca na dopuszczenie publicznych cudzołożników do Komunii Świętej zgodnie z osądem poszczególnych biskupów lub konferencji episkopatu. Oznaczałoby to nic innego jak masowe świętokradztwo, praktyczne zniszczenie jedności Kościoła, de facto zniesienie doktryny o grzechu śmiertelnym i wymogu stanu łaski dla życia sakramentalnego, załamanie nauczania moralnego Kościoła, a ostatecznie poddanie samego jej roszczenia do nieomylnego Magisterium. Ma się wrażenie niemal apokaliptycznego zwrotu wydarzeń w historii Kościoła.

Nie śmiemy osądzać Waszych subiektywnych motywów ani intencji dotyczących tego, co powiedzieliście i zrobiliście na szkodę Kościoła w trakcie burzliwego pontyfikatu, jakiego Kościół nigdy nie widział. Ale nie możemy pozostać milczący w obliczu obiektywnej szkody, jaką Kościół już poniósł, dla niekończącej się pochwały świata dla „papieża ludowego”, ani dalszej szkody, która teraz wydaje się nieuchronna.

Aby jeszcze raz przypomnieć słowa Waszego poprzednika, papież musi sprawować swoją władzę, by „wiązać siebie i Kościół z posłuszeństwem Słowu Bożemu, w obliczu każdej próby przystosowania go lub rozwodnienia, oraz każdej formy oportunizmu”. Kiedy papież nie jest w stanie lub nie chce dążyć do tego celu, kiedy w rzeczywistości wydaje się zdeterminowany, by działać przeciwko niemu, czyż Kościołowi nie służyłoby lepiej, gdyby zrzekł się on najdostojniejszego urzędu Wikariusza Chrystusa? Lepiej to, niż ryzykować fatalny kompromis doktryny i dyscypliny Kościoła, podważając 2000 lat tradycji apostolskiej i kościelnej i ściągając na siebie, by użyć słynnej formuły papieża świętego Piusa V, „gniew Wszechmogącego Boga oraz błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła”.

8 grudnia 2015 r.
Uroczystość Niepokalanego Poczęcia


___________________

Petycja dostępna jest w kilku językach na stronie

wtorek, 15 grudnia 2015

Z księgarskiej półki: Zmagania papieża i antychrysta


W Wielkanoc 1861, znany konwertyta z anglikanizmu kard. Henry Edward Manning (1808-92) opublikował broszurę zawierającą 4 wykłady wyjaśniające wydarzenia przed i wokół pojawienia się antychrysta, koncentrując się na słowach św. Pawła w Tes 2:3-11, które także ostrzegają o wielkim oszustwie jak również o buncie, „człowieku grzechu” i sile która chwilowo go ogranicza:

„Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo [dzień ten nie nadejdzie], dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem. Czy nie pamiętacie, jak mówiłem wam o tym, gdy wśród was przebywałem? Wiecie, co go teraz powstrzymuje, aby objawił się w swoim czasie. Albowiem już działa tajemnica bezbożności. Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje, ustąpi miejsca, wówczas ukaże się Niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust i wniwecz obróci [samym] objawieniem swego przyjścia. Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, [działanie] z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia. Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu, aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość„. (2 Tes 2:3-12)

Broszura kard. Manninga miała tytuł Obecny kryzys w Stolicy Apostolskiej sprawdzony proroctwem [The Present Crisis of the Holy See Tested by Prophecy], a od tego czasu została wznowiona pod bardziej chwytliwym tytułem Papież i antychryst [The Pope & the Antichrist] (Tradibooks, 2007). Większość zawartości tej monografii zamieszczono w późniejszej, obszerniejszej pracy zatytułowanej Doczesna władza namiestnika Jezusa Chrystusa [The Temporal Power of the Vicar of Jesus Christ].

Choć trzeba zawsze zachować ostrożność w nadmiernym skupianiu się na sprawach odnoszących się do „końca czasów”, jak niestety wielu jest w zwyczaju robić, a tym samym nierozsądne jest, by po prostu ignorować wszelkie objawienia dotyczące tych kwestii, bo oczywiście Bóg Wszechmogący nie ujawnił nam prawd tak, żebyśmy je ignorowali.

W Papież i antychryst, kard. Manning przedstawia i wyjaśnia szczegółowo 4 główne punkty wspomniane przez św. Pawła w zacytowanym fragmencie. Są to:
  • „Bunt” przeciwko prawdziwemu Kościołowi
  • Ujawnienie się „złego” – antychrysta
  • Siła ograniczająca która chwilowo „wstrzymuje”
  • Okres władzy kiedy antychryst prześladuje wiernych.
Henry Edward Manning (ur. 15 lipca 1808 roku w Totteridge – zm. 14 stycznia 1892 roku w Londynie) – angielski duchowny katolicki, arcybiskup Westminsteru i kardynał.

Był najmłodszym synem Williama Manninga – handlowcy, który pracował głównie we wschodnich Indiach. Po ukończeniu uniwersytetu w Oksford przyjął święcenia w Kościele anglikańskim (1832 rok). W 1833 poślubił Caroline Sargent, która zmarła po kilku latach. Małżeństwo było bezdzietne. Zbliżył się w latach 40. do ruchu oksfordzkiego, w którym działał energicznie przyszły kardynał John Henry Newman. W roku 1851 dokonał konwersji na katolicyzm. Po paru miesiącach przyjął też święcenia kapłańskie z rąk pierwszego katolickiego arcybiskupa Westminsteru od czasów reformacji Nicholasa Wisemana. Następnie podjął w latach 1852-1855 dalsze studia w Rzymie.

16 maja 1865 został mianowany arcybiskupem Westminsteru. Sakry udzielił biskup Birmingham William Bernard Ullathorne. Uczestniczył w Soborze Watykańskim I gdzie stanowczo popierał nieomylność papieską, w przeciwieństwie do kard. Newmana. Swoimi ultramontańskimi poglądami zyskał ogromne zaufanie Leona XIII. Jego energiczne rządy spowodowały podwojenie liczby kapłanów w Anglii, wzrost liczby szkół katolickich i klasztorów. Interesował się problemami społecznymi i popierał Rerum novarum. Był jednak przeciwny studiowaniu katolickiej młodzieży na uniwersytetach takich jak Oksford. Kapelusz kardynalski z tytułem prezbitera Santi Andrea e Gregorio al Monte Celio otrzymał w 1875 z rąk papieża Piusa IX. Brał udział w konklawe 1878. Konsekrował swego przyszłego następcę Herberta Vaughana i jego brata Rogera, arcybiskupa Sydney. Pochowany w katedrze londyńskiej.

**********

kard. Henry Manning

ZMAGANIA PAPIEŻA I ANTYCHRYSTA 
Obecny kryzys Stolicy Apostolskiej w świetle proroctw Pisma Świętego

Wydawnictwo ANTYK Dybowski, Warszawa 2015
Format: A5, ss. 100, op. miękka, cena 20,00 zł
Do nabycia na stronie internetowej wydawnictwa

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.