______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

sobota, 30 października 2010

Myśl średniowieczna wobec krucjat


Wykład dr. Mariana Małeckiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego p.t.

MYŚL ŚREDNIOWIECZNA WOBEC

KRUCJAT

Spotkanie zorganizowane przez Warszawski oddział Krucjaty – Młodzi w Życiu Publicznym oraz Studenckie Koło Myśli Politycznej UW

Ukorzenić nowy ryt


Gorąco zachęcamy do wysłuchania nagrania panelu dyskusyjnego współorganizowanego przez Dominikański Ośrodek Liturgiczny w ramach Festiwalu Muzyki Dawnej „Pieśń Naszych Korzeni“ w Jarosławiu. Tytuł panelu, „Ukorzenić nowy ryt?“, odnosił się do zauważanej przez nas konieczności zadania pytania o miejsce liturgii posoborowej w obrębie żywej tradycji liturgicznej Kościoła. Pytanie to nabrało dodatkowej ostrości w obliczu niezaprzeczalnego renesansu dawnej formy rytu rzymskiego, umożliwionego przez motu proprio Summorum Pontificum Benedykta XVI.

Na spotkanie zaproszeni zostali o. Bernard Sawicki OSB, opat klasztoru w Tyńcu, Marcin Bornus-Szczyciński, śpiewak i badacz monodii liturgicznej, oraz Piotr Kaznowski, redaktor naczelny „Christianitas“, dyskusję prowadził o. Tomasz Grabowski OP, dyrektor Ośrodka.

**********

piątek, 29 października 2010

x. Luigi Villa - Sobór Watykański II KULISY

Podczas gdy Kuria Rzymska, ze zwykłą sobie powagą, zajmowała się przygotowaniami do przyszłego Soboru pod przewodnictwem Sekretarza Stanu, kardynała Domenico Tardini, papież Jan XXIII 30 maja 1959 powiedział: „Przygotowania do soboru nie będą dziełem Kurii Rzymskiej”.

I faktycznie, 5 czerwca utworzył „Sekretariat jedności chrześcijan”, który będzie embrionem „Nowego Kościoła Soborowego” a na czele postawił kardynała Agostino Bea, który później będzie miał decydującą rolę w tworzeniu „Nowego Kościoła” posoborowego.

W 1962 roku „Sekretariat” otrzymał oficjalny status Komisji soborowej, w związku z czym stał się czynnikiem determinującym przygotowanie Dekretu Ekumenicznego Soboru Watykańskiego II.

Kardynał Bea, miał wolna rękę, lecz znając dobrze Kurię Rzymską użył wszelkich wybiegów by obejść przeszkody stawiane przez przeciwników ekumenizmu. Unikał wręcz wymawiania słowa „ekumenizm”, łączonego z protestancką koncepcją stosunków między chrześcijanami, dlatego mówił raczej o „powrocie nie-katolików na łono Kościoła”. Otrzymał natychmiast akceptację Jana XXIII, który w ten sposób dostał możliwość realizacji Soboru według własnej woli a nie jak chciałaby tego Kuria Rzymska.

Szybko nawiązano kontakty z ortodoksami, byłymi katolikami, anglikanami i protestantami, zapraszając ich wszystkich do przysłania swoich reprezentantów na Sobór. Ale nie tylko, obiecano ortodoksom rosyjskim, że nigdy nie zostanie potępiany komunizm.I tego słowa faktycznie dotrzymano.

Urzeczywistniło się coś o czym pisał ok. stu lat temu francuski mason Saint Yves d’Alveidre, w “Mission de l’Inde”:

„W końcu, by zrealizować tę Misję głosowaniem: nadejdzie dzień europejskiego Soboru ekumenicznego, na którym reprezentowane będą wszystkie wyznania”.

Należy pamiętać także o roli Hansa Kunga, profesora teologi w Tybindze, który zaprezentował natychmiast porządek obrad Soboru, w którym wnioskował jako cel reformę Kościoła według jawnie protestanckiego klucza:

- uznanie Reformacji Lutra za „wydarzenie religijne”,
- większe uznanie Biblii, tak w teologii jak i obrządku,
- przygotowanie Liturgii ludowej, w jezykach różnych krajów,
- uznanie „uniwersalnego kapłaństwa” wszystkich wiernych,
- zlikwidowanie jakiegokolwiek związku papiestwa z polityką,
- reforma Kurii Rzymskiej i zniesienie Indeksu Ksiąg Zakazanych itd.

Jak widać, wspomniany wyżej Saint Yves d’Alveidre był „prorokiem” i faktycznie wszystkie jego „przewidywania” znalazły (nawet jeśli w formie pozornie zmodyfikowanej) odbicie w końcowych dokumentach Soboru.

I nie ma się co dziwić bo zatwierdzenie tego projektu było nie tylko przygotowaniem schematów, tak różnych od tych przygotowanych przez Komisje w Kurii Rzymskiej lecz prawdziwym projektem dostarczonym wszystkim Ojcom soborowym. A właściwie „projektem” żydowskiego spisku przeciwko Kościołowi katolickiemu, zdemaskowanego już wcześniej, w 1936 roku przez londyńską“ Catholic Gazette”, oficjalny organ Katolickiego Towarzystwa Misyjnego Anglii.

W numerze z lutego 1936 pojawił się artykuł pod tytułem: “The jewish peril and the Catholic Church” (Niebezpieczeństwo żydowskie a Kościół katolicki) .

W artykule tym przytoczono to co zostało powiedziane w czasie tajnych spotkań w Paryżu.

Niedługo potem, tygodnik “Le Réveil du Peuple” opublikował artykuł, w którym sprecyzował, że te „deklaracje” padły na tajnych zebraniach loży masońskiej B’nai B’rith, złożonej z samych Żydów.

Poniżej niektóre tezy tego artykułu z 1936 roku.

„Dopóki będzie istnieć wśród gojów jakakolwiek moralna koncepcja porządku społecznego i dopóki każda religia, każdy patriotyzm, każda godność nie zostaną zlikwidowane, nasze królowanie na ziemi nie może nadejść...

Mamy przed sobą jeszcze długą drogę zanim będziemy mogli zniszczyć naszego głównego przeciwnika – Kościół katolicki. Z tego też powodu zabraliśmy się z całą mocą by skutecznie zaatakować fundamenty Kościoła.

Rozpowszechniliśmy ducha Rewolucji i fałszywy liberalizm wśród wszystkich Narodów goim, by przekonać ich do oddalenia się od od ich wiary, by zaczęli wstydzić się wyznawać i praktykować religię, by przestali być posłusznymi przykazaniom ich Kościoła.

To my doprowadziliśmy wielką ich liczbę do stania się ateistami, jeszcze więcej przekonaliśmy do szczycenia się pochodzeniem od małpy (Darwinizm). To my wbiliśmy im do głowy nowe teorie, niemożliwe do zrealizowania, jak komunizm, socjalizm, anarchizm. A wszystkie służą naszym celom.

To my postępowaliśmy zgodnie ze wskazówkami naszych przywódców, którzy mówili mądrze:
sprawcie by niektórzy z naszych synów zostali kardynałami i biskupami by zniszczyć Kościół.

To my jesteśmy ojcami wszystkich rewolucji, także tych, które obracają się przeciwko nam.

To my możemy chwalić się, że jesteśmy twórcami Reformacji.

Kalwin był jednym z naszych synów, z pochodzenia był Żydem, wykształconym przez autorytety żydowskie i wspierany przez przez nasze finanse by odegrać swoją rolę w Reformacji.

Luter był pod wpływem naszych przyjaciół Żydów a jego spisek przeciwko Kościołowi ukoronowany został sukcesem, także dzięki naszym finansom.

Jesteśmy wdzięczni Protestantom za wspaniałomyślne poparcie, które udzielają nam w walce przeciwko potędze cywilizacji chrześcijańskiej i w naszych przygotowaniach do nadejścia naszej supremacji na światem całym i nad królestwami goim.

Udało nam się zniszczyć większość europejskich tronów. Reszta podzieli ich los niebawem.

Rosja już zaakceptowała nasze panowanie. Francja ze swoim masońskim rządem znajduje się w naszej mocy. Anglia, zależna od naszych finansów, znajduje się pod naszymi obcasami.

Naszą nadzieję na zniszczenie Kościoła katolickiego pokładamy w Protestantyzmie. Hiszpania i Meksyk to dwa narzędzia w naszym ręku. Wiele innych krajów, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi już jest podporządkowanych naszym planom.

Większa część światowej prasy jest pod naszą kontrola. Robimy wszystko, by ta podjudzała do nienawiści przeciwko Kościołowi katolickiemu.”

10 stycznia 1937 roku, żydowski dziennik z Nowego Jorku, “Freiheit” pisał:

„Według judaizmu papież jest wrogiem narodu żydowskiego tylko przez fakt, ze jest przywódcą Kościoła katolickiego. Judaizm jest w opozycji do Chrześcijaństwa w ogóle a do Kościoła katolickiego w szczególności.”

Tydzień po tym, jak został utworzony „Sekretariat jedności chrześcijan” (5 czerwca 1960), do Watykanu przybył delegat B’nai B’rith – Jules Max Isaac, natychmiast przyjęty przez kardynała Bea.

Wychodząc z Watykanu, brat Jules Max Isaac powrócił do Loży z „więcej niż z nadzieją”.

Faktycznie, Jan XXIII przyrzekł mu „rewizję” doktryny chrześcijańskiej dotyczącej stosunków między Kościołem a Judaizmem.

Solenne zobowiązanie, które stanie się rzeczywistością Deklaracji soborowej “Nostra Aetate”.

Źródło informacji: FORUM KRZYŻ

niedziela, 19 września 2010

Aberracje liturgiczne cz. 32 - Msza Karaoke


czwartek, 16 września 2010

x. Dawid Pagliarani FSSPX - Erozja autorytetu soboru

Ponad czterdzieści lat po zakończeniu soboru nadal trwa dyskusja na temat jego autentycznej interpretacji. Trzeba jednak postawić pytanie bardziej jeszcze zasadnicze: jaki autorytet może mieć sobór, jeśli rywalizujące ze sobą interpretacje jego dokumentów wciągają Kościół w niekończący się spór, który jest znacznie poważniejszy niż czysto akademickie dywagacje? Gdyby bowiem teza o zerwaniu z wcześniejszym Magisterium okazała się prawdziwa, istniałyby dwie prawomocne władze nauczycielskie, pomiędzy którymi nie byłoby ciągłości; byłyby to narodziny nowego Magisterium, a więc i nowego Kościoła. I przeciwnie, gdyby konserwatywna, typowo Ratzingerowska teza o ciągłości przed- i posoborowego Kościoła była prawdziwa, byłoby konieczne pogodzenie tego, czego pogodzić się nie da: ekumenizmu, kolegializmu, wolności religijnej i współczesnej eklezjologii z tradycyjnym Magisterium; dogmatycznego wydźwięku Mszy trydenckiej z dogmatycznym wydźwiękiem Mszy Pawła VI etc. W pierwszym przypadku Kościół katolicki skończyłby się na zawsze, a na jego miejscu pojawiłby się całkowicie nowy Kościół; w drugim przypadku Kościół katolicki istniałby nadal, nauczałby jednak rzeczy sprzecznych z tym, czemu pozostawał do tej pory wierny. Pierwsza teza twierdzi, że istnieje brak ciągłości pomiędzy dwoma urzędami nauczycielskimi, jest to jednak sprzeczne z niezniszczalnością Kościoła, który zgodnie z tą interpretacją zanikłby, a następnie pojawił się pod nową postacią; druga natomiast nie implikuje utraty przez Kościół niezniszczalności, (...) wymaga jednak odrzucenia zasady niesprzeczności.

Rozwiązanie

(...) Nauczanie Vaticanum II, które z czasem stało się kamieniem węgielnym całego teologicznego, liturgicznego i duszpasterskiego gmachu soboru, nigdy nie korzystało z gwarancji właściwych rzeczywistemu Magisterium Kościoła (...). Wyjaśnienie to z pewnością nie jest nowe, interpretacja ta została jednak niedawno wzmocniona szczerym i ważnym wyznaniem wysokiego rangą dostojnika, byłego arcybiskupa Bolonii i papabile, kardynała Biffiego. Pragnęlibyśmy zachęcić do spojrzenia na tę kwestię w świetle jego niedawnych wypowiedzi dotyczących autorytetu soboru. Musimy jednak najpierw przypomnieć, co sam sobór powiedział w kwestii rangi oraz zakresu obowiązywania swych dekretów.

Uwagi sekretarza soboru

Przy kilku okazjach sobór został zobligowany do zbadania i określenia wagi doktrynalnej swych własnych dekretów, co było wyraźną oznaką istniejących dwuznaczności oraz niepokoju, którego ojcowie soborowi nie skrywali, świadomi nietypowego charakteru soboru. Pierwotna oficjalna odpowiedź Centralnej Komisji Teologicznej na pytanie z 6 marca 1964 r. była później powtarzana wielokrotnie przez sekretarza generalnego soboru, msgr. Peryklesa Feliciego, zwłaszcza 16 listopada 1964 r. (w odpowiedzi na pytanie o rangę teologiczną Lumen gentium) oraz 15 listopada 1965 r. (w odpowiedzi na podobne pytanie odnośnie do Dei verbum). Przytaczamy w całości tekst tego ostatniego oświadczenia, nieodbiegającego zasadniczo w treści od pozostałych:
Zapytano, jaka powinna być kwalifikacja teologiczna nauki wyłożonej w schemacie „O Objawieniu Bożym” i poddanej pod głosowanie.
 Komisja doktrynalna wiary i obyczajów podała odpowiedź w deklaracji z 6 marca 1964 r.:
„Uwzględniając obyczaj soborowy oraz pastoralny cel niniejszego soboru, Sobór święty to tylko orzeka z sprawach wiary czy obyczajów jako obowiązujące dla Kościoła, co sam jako takie wyraźnie określił. 
Wszystko zaś inne, co Sobór święty podaje jako naukę Najwyższego Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, powinni wszyscy chrześcijanie i każdy z nich z osobna przyjmować i uznawać zgodnie z intencją samego Soboru świętego, która daje się poznać bądź z przedłożonej treści, bądź ze sposobu mówienia, wedle norm interpretacji teologicznej”.
Powtarzające się pytania ze strony biskupów oraz odpowiedzi dotyczące kwalifikacji teologicznej dokumentów soborowych jasno wskazują, że sami ojcowie soborowi byli świadomi na długo przed powstaniem Bractwa Św. Piusa X, iż mają do czynienia z nauczaniem sui generis, którego ranga i zakres obowiązywania nie są wcale oczywiste.

Rzecz jasna dalecy jesteśmy od bezkrytycznej, entuzjastycznej akceptacji, która uczyniła ów sobór rodzajem „superdogmatu”, ucinając w ten sposób z góry wszelkie obiekcje, a nawet zamykając usta dotychczasowemu Magisterium Kościoła. Szczegółowa analiza samych tekstów soborowych, mająca określić to, co sobór „chciał w jednoznaczny sposób przedłożyć całemu Kościołowi”, wykazuje, że w istocie nie przedłożył on niczego, poza tym, co zostało zadeklarowane przez wcześniejsze Magisterium. I biorąc pod uwagę „ducha tego świętego soboru”, nie mogło być inaczej. Sobór ten, zwołany z wyraźną intencją niedefiniowania prawd wiary i niepotępiania błędów1, zainaugurował nowy rodzaj „urzędu nauczycielskiego” – niezależnie nawet od głoszonych przezeń treści – z nową metodą i nowym podejściem: „urzędu nauczycielskiego”, który (...) nie miał na celu głoszenie nieomylnego nauczania, ale raczej promowanie nowego stosunku do świata i przedstawianie Kościoła w mniej doktrynalnym, a bardziej egzystencjalnym świetle. Celem było raczej rozbudzenie całkowicie nowego ducha, niż przekazywanie treści dogmatycznej. II Sobór Watykański, wedle wyraźnej intencji Jana XXIII, nie został zwołany po to, by definiować dogmaty, korygować błędy czy potępiać odchylenia doktrynalne, jak to się działo w przeszłości, ale by dostosować Kościół do współczesnego świata. Ta świadoma decyzja o wyrzeczeniu się wszelkich prób narzucenia prawd wiary oznacza, że sobór miał zamiar powstrzymać się od nauczania w obiektywnym, tradycyjnym i urzędowym sensie.

Właśnie ze względu na tę nowatorską intencję sobór pozbawiony był asystencji Ducha Świętego, która gwarantowałby nieomylność jego twierdzeń, niebędących w rezultacie tego elementami Magisterium.

Twierdzenie, że Vaticanum II wydaje się pozbawiony nieomylności, nie jest więc wysuwane a posteriori, to znaczy w oparciu o błędy, jakie można znaleźć w jego dokumentach; faktem jest, że on sam siebie pozbawił tej nieomylności a priori, z powodu intencji obiektywnie niezgodnej z intencją właściwą dla soboru powszechnego, zezwalając w ten sposób na pojawienie się wspomnianych błędów. Innymi słowy, nasza argumentacja nie opiera się na analizie błędów soboru, nie idzie w kierunku wykazania, że niemożliwe jest, by można było znaleźć sprzeczności w różnych angażujących nieomylność aktach Magisterium: nie chcemy zajmować względem Magisterium stanowiska podobnego do postawy protestantów względem Pisma św., czyli wolnej interpretacji, chcemy jedynie zweryfikować, czy dokumenty soboru stanowią akt nieomylnego Magisterium (...).

Kardynał Biffi

W wydanej niedawno autobiografii kardynała Biffiego można znaleźć jego przenikliwe i zarazem wyważone opinie na temat soboru, z wielką mocą potwierdzające interpretację, która nam samym wydaje się jedyną możliwą:
Jan XXIII dążył do tego, by po soborze doprowadzić do odnowy Kościoła nie poprzez potępienia, ale poprzez zastosowanie „lekarstwa miłosierdzia”. Powstrzymując się od potępienia błędów, sobór tym samym zrezygnował z formułowania definitywnego nauczania, które obowiązywałoby wszystkich2.
Uwaga kardynała ma znaczenie fundamentalne, zwłaszcza sformułowanie „tym samym”. Dlaczego? Ponieważ głoszenie danej tezy przy równoczesnej kategorycznej odmowie potępienia tezy przeciwnej wyklucza wolę narzucenia głoszonej tezy jako definitywnej i obowiązującej wszystkich. (...) To jasne, że ten sposób nauczania jest obcy dotychczasowej, tradycyjnej praktyce soborów powszechnych Kościoła, polegającej na jasnym „formułowaniu definitywnych prawd obowiązujących wszystkich”. Jan XXIII nie miał wyraźnej intencji takiego obligowania wszystkich wiernych. By wyrazić tę różnicę intencji w stosunku do tradycyjnej intencji Kościoła, ukuto termin „sobór duszpasterski”. Kard. Biffi skomentował to w następujący sposób:
Czułem, że narastają we mnie wątpliwości. Sformułowanie [sobór duszpasterski] wydawało mi się dwuznaczne, a nacisk, z jakim określano obradujący sobór jako „duszpasterski”, nieco podejrzany: czy chciano przez to zasugerować, że poprzednie sobory nie były w ogóle duszpasterskie, czy że nie były one duszpasterskie w wystarczającym stopniu? Czy jednoznaczne stwierdzenie, że Jezus z Nazaretu jest Bogiem współistotnym Ojcu, jak to zadekretowano w Nicei, nie miało charakteru duszpasterskiego? Czy duszpasterskie nie było wyjaśnienie realności obecności eucharystycznej oraz ofiarnej natury Mszy, jak to uczyniono w Trydencie? Czy duszpasterskie nie było potwierdzenie prymatu Piotra w całej jego pełni i ze wszystkimi tego skutkami, jak tego nauczał I Sobór Watykański?3.
To oczywiste, że wyjaśnienie prawdziwej doktryny i potępienie błędu musi mieć charakter duszpasterski, ponieważ dzięki temu Kościół utwierdza wiernych w prawdzie oraz chroni od herezji. Tak więc, jak wskazuje kardynał, każdy sobór ma charakter duszpasterski. Dlaczego więc chciano koniecznie nazwać Vaticanum II „soborem duszpasterskim”? „Jasne jest więc – pisze dalej kardynał – że zadeklarowaną [przez sam sobór] intencją było badanie najlepszych sposobów i najskuteczniejszych środków wzbogacania serc ludzi bez deprecjonowania tradycyjnego nauczania Kościoła”. To ostatnie zdanie zawiera dwa niezwykle istotne stwierdzenia: 1° deklarowana przez Kościół intencja była „oryginalna”, nie miała nic wspólnego z obroną depozytu wiary oraz potępieniom błędów; 2° deklaracja Vaticanum II (i Jana XXIII, który go zwołał), że nie ma zamiaru „deprecjonować tradycyjnego nauczania Kościoła”, oznacza, że sobór ten zerwał z tradycją soborów ekumenicznych (...). Koncentrował się raczej na niedeprecjonowaniu tradycyjnego Magisterium Kościoła, niż na trosce, by pozostawać z nim w ciągłości. Możemy więc wnioskować, że intencja szczególna II Soboru Watykańskiego nie miała wiele wspólnego z pragnieniem narzucenia nauczania.

Intencja nauczania: stanowisko teologiczne

Weźmy na przykład sprawę natchnienia Pisma św. Tym, co w sposób szczególny różni katolickie stanowisko w tej kwestii na przykład od poglądów wyznawców islamu, jest wiara, że natchnienie absolutnie nie znosi indywidualnych zdolności świętych autorów – w przeciwnym przypadku ich pisma musielibyśmy traktować jako podyktowane bezpośrednio przez Boga. Jednak Boża interwencja zakłada indywidualne ludzkie zdolności i posługuje się nimi. Mamy tu do czynienia z tomistyczną zasadą, wedle której pierwsza przyczyna (Boże natchnienie) zachowuje wszystkie cechy właściwe przyczynie drugorzędnej (ludzki autor) w taki sposób, że ten drugi jest również – we właściwym sobie porządku – prawdziwą przyczyną (autorem). Zastanówmy się teraz nad działaniem sakramentalnym. Kościół uczy nas, że szafarz sakramentu musi mieć intencję – nawet jeśli nie jest ona aktualna – czynienia tego, co czyni Kościół, czyli ukierunkować swe działanie na cel, dla którego Jezus Chrystus dany sakrament ustanowił; bez tej intencji sakrament byłby nieważny. Jeśli ta zasada prawdziwa jest względem sakramentów (munus sanctificandi – ‘funkcja uświęcająca Kościoła’), tym bardziej musi być prawdziwa w odniesieniu do Magisterium (munus docendi – ‘funkcja nauczająca’). Podczas gdy w przypadku natchnienia czy też ekonomii sakramentalnej człowiek jest jedynie narzędziem, w przypadku Magisterium katolicka hierarchia uzyskuje Bożą pomoc jedynie w takim zakresie, by jej nauczanie było wolne od błędu. Innymi słowy, hierarchia nie jest „natchniona”, jak to jest w przypadku autorów Pisma św. Oznacza to, że w przypadku hierarchii Bóg pozostawia ludziom znacznie więcej wolności, niż w przypadku natchnienia biblijnego czy dyscypliny sakramentów. Głoszenie wiary dokonuje się poprzez ludzi wyświęconych dla tego właśnie celu. Są oni osobami ludzkimi i zachowują swe własne ludzkie cechy. Jeśli więc papież czy też sobór nie ma zamiaru przedstawiać swej nauki jako objawionej przez Jezusa Chrystusa, jak to zawsze czynił Kościół, albo gdy nie ma zamiaru żądać przylgnięcia do tego nauczania na mocy swej władzy, nie można mówić, że korzysta z pomocy obiecanej Kościołowi nauczającemu, gdyż nie ma w istocie intencji nauczania. Ludzka intencja jest tu warunkiem zarówno koniecznym, jak i wystarczającym dla zagwarantowania zachowania od błędu (...). Mamy tu do czynienia z jedną z głównych zasad tomistycznych, wedle której łaska nie niszczy natury, ale ją udoskonala. W swej opiece nad Kościołem Bóg nie zastępuje pośrednictwa ludzi, ale przyjmuje ich ze wszystkimi ich zdolnościami i posługuje się nimi, wynosząc ich ponad możliwości czysto ludzkie. Akty Magisterium potwierdzają tę interpretację. Weźmy na przykład dokument I Soboru Watykańskiego, definiujący nieomylność papieską. Stwierdza on:
"Biskup Rzymu, gdy mówi ex cathedra – tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności – dzięki opiece Bożej przyrzeczonej mu w osobie św. Piotra Apostoła posiada tę nieomylność, jaką Boski Zbawiciel chciał wyposażyć swój Kościół w definiowaniu nauki wiary i moralności. Toteż takie definicje są niezmienne same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła”4.
Możemy więc wyciągnąć z tego wniosek, że nieomylność implikuje intencję papieża do sprawowania swego urzędu jako najwyższego nauczyciela Kościoła przez wiązanie jego członków, czyli narzucanie każdemu z nich treści nauczanych definicji. To właśnie nazywamy nauczaniem, ale gdy papież nie ma intencji sprawowania tego urzędu, nie można mówić o asystencji Ducha Świętego.

Inny tekst, pochodzący tym razem z aktu Magisterium zwyczajnego, stwierdza:
Jeśli jednak Najwyżsi Pasterze w swych oficjalnych dokumentach celowo wydają osąd w kwestii dotąd podlegającej dyskusji, oczywiste jest, że ta kwestia, wedle zamysłu i woli papieży, nie może być już traktowana jako zagadnienie otwarte na dyskusję teologów5.
W ustępie tym również znajdujemy odniesienie do intencji; w przypadku braku intencji do definiowania, do decydującego rozstrzygnięcia albo do potępienia czegokolwiek nieomylność nie jest gwarantowana.

Intencje soboru

W artykule tym nie możemy przeanalizować wszystkiego, czego badacze dowiedzieli się na temat kierunku, jaki Jan XXIII zamierzał nadać soborowi; streścimy jednak deklarowane przez niego intencje, byśmy mogli zrozumieć, że w sposób obiektywny różnią się one od intencji Kościoła.

Aggiornamento: „Istotnym punktem tego soboru nie jest więc dyskusja na tym czy innym artykułem fundamentalnej nauki Kościoła”, ale badanie i objaśnianie doktryny „przy wykorzystaniu współczesnych metod badawczych oraz form literackich”6.

Jedność rodzaju ludzkiego: „(...) taki jest cel II Powszechnego Watykańskiego Soboru, który (...) przygotowuje niejako i konsoliduje drogę ku jedności rodzaju ludzkiego, będącą niezbędnym fundamentem, koniecznym, by civitas mundi mogło upodobnić się docivitas Dei”7.

Odmowa potępienia błędów: „Dziś jednak Oblubienica Chrystusa woli posługiwać się raczej lekarstwem miłosierdzia, niż surowością. Stara się wyjść naprzeciw potrzebom dnia dzisiejszego, raczej poprzez demonstrowanie słuszności swego nauczania, niż za pomocą potępień”8.

Deklaracje Pawła VI były równie jednoznaczne.

Wzbudzenie samoświadomości Kościoła:
Nadszedł czas, (...) by prawda dotycząca Kościoła Chrystusowego zgłębiana, ustalana i wyrażana była coraz lepiej, być może nie w uroczystych formułach zwanych definicjami doktrynalnymi, ale raczej w deklaracjach, przez które Kościół może głosić z większą jasnością i zrozumiałością całą prawdę o sobie9.
Intencja ekumeniczna: „(...) zwołanie tego soboru (...) ma na celu uczynienie ekumenizmu totalnym, powszechnym”10.

Dialog ze światem współczesnym: „Niech świat dowie się, że Kościół traktuje go z głębokim zrozumieniem i prawdziwym podziwem i pragnie nie tyle go ujarzmić, co służyć mu; nie tyle deprecjonować, co uwydatniać jego godność; nie tyle potępiać, co podtrzymywać go i ratować”11.

Konkluzja

Po to, by nauczanie Kościoła cieszyło się gwarancją nieomylności, niezbędne jest wyrażenie odpowiedniej intencji. Akt Magisterium musi być spełniony z intencją nauczania wiary lub moralności czy też potępienia błędu, rozstrzygnięcia kontrowersji etc. Przytaczając słowa kard. Biffiego, wykazaliśmy, że intencja ostatniego soboru różniła się od normalnych intencji soborów powszechnych Kościoła katolickiego. Konkluzja wydaje się oczywista: całkowicie uprawnione jest wyrażanie wątpliwości co do jego nauki. Cała współczesna teologia, podobnie jak encykliki ostatnich papieży, zostały zbudowane na ruchomych piaskach Vaticanum II. Nie zbudowano ich na opoce Piotra, ponieważ tym razem Piotr nie chciał nauczać, ale proponował; nie chciał zobowiązywać do posłuszeństwa, ale prowadził dialog; nie chciał posłużyć się gwarancją, daną mu przez Zbawiciela, by utwierdzać swych braci, kiedy ich naucza. A jednak właśnie tego rozpaczliwie potrzebuje dzisiejszy człowiek. Ω

Tekst za „The Angelus”. Tłumaczył Tomasz Maszczyk.

Przypisy:

1. Por. Jan XXIII, mowa inaugurująca II Sobór Watykański, 11 X 1962.
2. Kard. G. Biffi, Memorie e digressioni di un Italiano Cardinale, Sienna 2007.
3. Ibid.
4. Sobór Watykański I, konstytucja Pastor aeternus.
5. Pius XII, encyklika Humani generis.
6. Jan XXIII, mowa inaugurująca II Sobór Watykański.
7. Ibid.
8. Ibid.
9. Paweł VI, mowa inaugurująca II sesję soboru, 29 września 1963.
10. Ibid.
11. Ibid.

Źródło informacji: http://www.piusx.org.pl

poniedziałek, 13 września 2010

Sztuka i religia

sobota, 4 września 2010

Powołanie

czwartek, 2 września 2010

Aberracje liturgiczne cz. 31



VI Zjazd Salezjańskiego Ruchu Młodzieżowego
Piła 26-28 września 2008 r.
Na filmie fragment Mszy św. więczącej Zjazd, która odbyła się 28 września 2008 r. o godzinie 23.00

środa, 1 września 2010

Instytut Chrystusa Króla i Najwyższego Kapłana



Instytut Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana jest stowarzyszeniem życia apostolskiego na prawie papieskim, którego celem jest niesienie chwały Bogu i uświęcenie kapłanów w służbie Kościołowi i duszom. Charyzmatem instytutu jest działalność misyjna: szerzenie królestwa Pana naszego Jezusa Chrystusa we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia. Nasze dzieło realizujemy pod patronatem Niepokalanego Poczęcia, któremu instytut został poświęcony.

O Instytucie Chrystusa Króla

Instytut został założony w 1990 r. przez Mons. Idziego Wacha i ks. Filipa Mora w Gabonie w Afryce, gdzie nadal mamy swoje misje. Obecnie dom macierzysty i międzynarodowe seminarium Instytut mieści się w Gricigliano, w Archidiecezji Florenckiej we Włoszech. Mając na względzie wagę głębokiej harmonii pomiędzy wiarą, liturgią i życiem oraz siłę piękna w kierowaniu ludzkich zmysłów ku rzeczom wyższym, sprawowanie liturgii Mszy św. oraz pozostałych sakramentów wg Ksiąg z 1962 r. stanowi nieodłączny element charyzmatu naszego Instytutu. Skrupulatność w dziedzinie uroczystej liturgii, całkowita wierność doktrynie Kościoła i Ojcu Świętemu oraz świadomość przewodniej roli łaski, zwłaszcza miłości – to fundamentalne elementy duchowości Instytutu oparte na nauce trzech współpatronów, św. Benedykta, św. Tomasza z Akwinu oraz św. Franciszka Salezego. Nasze motto (za św. Pawłem) to „żyć prawdą w miłości.” Instytut działa w ponad piętnastu lokalizacjach w dwunastu krajach, w których nasi księża troszczą się o ludzkie dusze na różne sposoby. Instytut ma w swoich szeregach także klerykalnych oblatów, którzy pomagają księżom w pracy apostolskiej. W roku 2004 została powołana do życia wspólnota sióstr zakonnych wspierająca księży w ich misji poprzez życie modlitwą i działalność apostolską.

Historia młodego Instytutu

Patrząc na przeciętne normy kościelne, Instytut Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana jest dziełem bardzo młodym. Nasz założyciel, Mons. Idzi Wach STD, wspierany wielce przez współzałożyciela ks. Filipa Mora STD, postarał się o erygowanie kanoniczne instytutu w dniu 1 września 1990 roku. Pierwotnie młody francuski opat w ogóle nie zamierzał tworzyć instytutu, lecz w latach 80-tych XX w., w czasie służby na rzecz kard. Silvio Oddiego w Rzymie i współpracy z kapłańskim stowarzyszeniem we Francji, podchodziło doń coraz więcej młodych mężczyzn spragnionych tradycyjnej kapłańskiej formacji katolickiej. Stanęło na tym, że ks. Wach postanowił podjąć próbę ich zgromadzenia i określonej formacji. Wielu kardynałów z Rzymu zachęcało go do stworzenia zgromadzenia, tak więc pomysł powołania instytutu nabrał kształtu już w 1988 roku.

Z Afryki do Italii

Tak się stało, że Boża Opatrzność pomogła znaleźć biskupa, który byłby gotów erygować kanonicznie odważne przedsięwzięcie. W owym czasie sytuacja we Francji była zbyt napięta by wcielić w życie ideę instytutu w ojczyźnie założyciela, lecz Dobry Bóg pomaga znaleźć wyjście. Postawił nam na drodze śp. biskupa Obambę z Mouila w Gabonie, który zaprosił młodą wspólnotę do pomocy w prowadzeniu działalności misyjnej w swojej diecezji i erygował ją kanonicznie. Jednocześnie ks. biskup powołał naszego założyciela na swego wikariusza generalnego, któremu przysługuje tytuł „monsignore” — wielebnego ojca. Wkrótce dzięki pomocy niemieckiego augustianina kard. Mayera, OSB, członka Kurii Rzymskiej, Mons. Wach był w stanie znaleźć odpowiednią lokalizację na seminarium i dom macierzysty dla swojej szybko rosnącej w liczbę wspólnoty. Benedyktyni z Fontgombault we Francji, którzy w międzyczasie założyli klasztor w stanie Oklahoma w USA, postanowili zamknąć swój przeorat w Gricigliano mieszczący się w bardzo starej willi Martellich w pobliżu Florencji w Toskanii. Z uwagi na wytyczne ostatniej baronowej dot. dysponowania majątkiem, Benedyktyni musieli znaleźć następcę do przejęcia budynku i zagwarantować ciągłość sprawowania tradycyjnej Mszy św. w tym miejscu. Tak hojna propozycja spadła nam wprost z nieba, zwłaszcza że abp Silvio kard. Piovanelli był od razu gotów kanonicznie erygować dom macierzysty i seminarium instytutu w swojej diecezji.

Szczęśliwy bieg wypadków

Od tego momentu instytut to już tradycja solidnego rozwoju i coraz większej ilości pracy apostolskiej na całym świecie. Niebawem będzie można otworzyć placówki apostolskie we Francji, Hiszpanii, USA, RPA, Belgii, Szwajcarii, Austrii i Niemczech. Coraz więcej kleryków wstępuje do instytutu, aby otrzymać tradycyjną katolicką formację kapłańską. Duch św. Franciszka Salezego wyrażony w motto instytutu Veritatem facientes in caritate („żyć prawdą w miłości”) uczynił zeń rodzinę kapłanów i nie-kapłanów, pod przewodnictwem Mons. Wacha, żyjącą szlachetnym sprawowaniem świętych Tajemnic, głoszeniem całej katolickiej Prawdy, oraz prawdziwym życiem katolickim. Łaska, prawda, miłość i kultura to wartości „życia rodzinnego” cechujące domy instytutu. Robi nam się ciepło na sercu, gdy słyszymy że wierni przybywający do naszych apostolatów i przeoratów cenią atmosferę wyjątkowej duchowości widoczną we wszystkich naszych miejscach.

Duch

„Gotuj prawdę w miłości tak długo, aż będzie słodka” — ów sławny cytat św. Franciszka Salezego to reguła naszego apostolatu. Bezowocne dyskusje bądź, co gorsza, uszczypliwe polemiki nie pomogą przyciągnąć dusz ku Bogu. Idąc za słowami św. Franciszka Salezego „Jedna kropla miodu przyciąga więcej pszczół niż beczka octu.” Objawiona prawda naszej świętej katolickiej wiary jest sama w sobie pociągająca z powodu swojej głębi, blasku i logiki. Gdziekolwiek pojawia się przyodziana w piękne szaty miłości staje się coraz łatwiejsza do przyjęcia dla tych, którzy mogą się obawiać jej nieuniknionych konsekwencji życiowych i ostrości z jaką przenika ona nasze słabości i wymówki. Sławna katolicka poetka, Gertrude von Le Fort, napisała Kościele i Prawdzie objawionej tak: „Nadziałam się na waszą Wiarę jak na nagi miecz, a wy odcięliście wszystkie moje kotwice.” Jakże łatwiej przyjmuje dusza wielkość i majestat Boskiej Wiary, gdy zetknie się z jej miłosierną miłością i cierpliwą łagodnością, jaką sam nasz Pan okazuje cały czas swoim dziatkom. Dlatego też członkowie Instytutu Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana czynią wszystko, by naśladować przykład św. Franciszka Salezego, jednego z najbardziej wnikliwych teologów swego pokolenia i „doktora miłości.” Z pewnością nasze starania nauczania prawdy w miłości i przykład życia w naszych wspólnotach wedle wielkiego przykazania miłości jest celem, który można osiągnąć jedynie przez codzienne zmagania ze swoimi słabościami i ciągłą współpracę z darami łaski. Miłość nie zastąpi codziennego umartwienia. Wprost przeciwnie, kto pragnie być pełen miłości ku Bogu i bliźniemu, ten musi się nieustannie umartwiać. Dlatego też, św. Franciszka Salezego, wielkiego nauczyciela Bożej Miłości i apostolskiego miłosierdzia, trafnie nazwano „najbardziej umartwionym spośród Świętych.”

"Być dobrym w tym, w czym jesteśmy"

35 domów w 10 krajach, 50 kapłanów oraz ponad 60 kleryków na przestrzeni 15 lat to chyba wystarczający dowód na to, że instytut jest na dobrej drodze w Kościele. Tymczasem [zbyt] szybki rozwój i zgrzybienie (zbyt duży i tym samym słaby organizm) nie jest naszym celem. Pragniemy umocnić nasz instytut poprzez staranny dobór kandydatów oraz nacisk na solidne życie wspólnotowe wedle duchowości własnej instytutu. Nie wywieramy presji na kandydatów, by stworzyć z nich określoną formę lub pewien jednolity wzorzec umysłowości i wyrazu, lecz także tutaj kierujemy się dewizą Franciszka Salezego. Święty doktor Kościoła błaga nas „abyśmy byli dobrzy w tym, w czym jesteśmy," co oznacza, że przez współdziałanie z łaską Bożą każdy musi rozwijać swe własne talenty i dary zgodnie z wolą Boga i wykorzeniać ze swojego charakteru te cechy, które sprzeciwiają się Boskiemu nauczaniu. A to są zmagania całego życia. Mamy ku temu właściwe narzędzia, dające nam siłę, by nigdy nie poddać się w tej walce. Są to braterska wspólnota, uczestnictwo w tajemnicach liturgii oraz ciągłe studium pięknej tradycji Kościoła w zgodzie z nauką Pisma Świętego i magisterium. W ten sposób możemy posuwać się do przodu dzień po dniu z nową radością i ufnością.

Nasza misja

„Misją Instytutu Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana jest szerzenie królestwa Chrystusowego we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia czerpiąc z tysiącletniego skarbu Kościoła rzymsko-katolickiego, zwłaszcza z jego tradycji liturgicznej, nieprzerwanej linii myśli duchowej i praktyk Świętych oraz kulturowego patrymonium w muzyce, sztuce i architekturze. Instytut realizuje ów cel głównie przez solidną i gruntowną formację kapłanów, zakorzenioną w katolickiej tradycji i realizowaną w międzynarodowym seminarium Archidiecezji Florenckiej. Nasi kapłani, świadomi potrzeby swego własnego uświęcenia, czynią wszystko by stać się narzędziami łaski Bożej przez działalność apostolską w kościołach przydzielonych instytutowi, jego szkołach, misjach na Czarnym Lądzie, poprzez głoszenie rekolekcji, katechezę oraz kierownictwo duchowe. Instytut Chrystusa Króla działa pod patronatem Niepokalanego Poczęcia, któremu jest poświęcony.”

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Instytut Dobrego Pasterza



Instytut Dobrego Pasterza, którego powołanie było osobistą wolą Ojca Świętego Benedykta XVI, jest wspólnotą życia apostolskiego, mającą za swój szczególny charyzmat duszpasterstwo, którego źródłem jest liturgia rzymska w jej czcigodnym klasycznym rycie. Tą właśnie «nadzwyczajną formę rytu rzymskiego» papież jak «ojciec rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare» (Mt 13,52) ponownie ukazał Kościołowi jako skarb prawdziwej Tradycji w Motu proprio Summorum Pontificum.

Instytut Dobrego Pasterza, jak ufamy, powstał z autentycznego wezwania Ducha Świętego i nie jest celem sam w sobie, ale jako taki jest służebnym narzędziem Kościoła katolickiego w dziele Nowej Ewangelizacji wszędzie tam, gdzie zostanie posłany.

Kapłani i bracia Instytutu Dobrego Pasterza pomagają biskupom w wypełnianiu ich apostolskiej misji. W sposób szczególny troszczą się, jako prawdziwi cooperatores veritatis, o czystość wiary przekazywanej wiernym, zwłaszcza tym przywiązanym do tradycyjnych form modlitwy i pobożności. Posługę te, Instytut Dobrego Pasterza wypełnia nade wszystko poprzez solidną formację kapłańską opartą na klasycznych wzorcach duchowości, dyscypliny i ascetyki kapłańskiej, ze szczególnym umiłowaniem liturgii rzymskiej w rycie klasycznym, który to ryt "jest rytem własnym" Instytutu.

Instytut Dobrego Pasterza należy do wielkiej rodziny «żywej Tradycji» nad którą pasterską opiekę roztacza Pontyfikalna Komisja «Ecclesia Dei», której obecnie przewodzi ksiądz prałat Guido Pozzo. Komisja «Ecclesia Dei» od 8 lipca 2009 r. tj. od momentu ogłoszenia Motu proprio Ecclesiae unitatem wchodzi w skład Świętej Kongregacji Doktryny wiary na czele której stoi Kard. William Levada



Więcej informacji można znaleźć na oficjalnej internetowej stronie Instytutu

piątek, 27 sierpnia 2010

Bractwo Kapłańskie św. Piotra



Kapłańskie Bractwo Świętego Piotra zostało założone 18 lipca 1988 roku w opactwie cysterskim Hauterive w Szwajcarii przez dwunastu księży i grupę seminarzystów. Wkrótce po założeniu Bractwa, ordynariusz diecezji augsburskiej w południowych Niemczech, biskup Joseph Stimpfle, na prośbę kardynała Ratzingera erygował pierwszy dom Bractwa na terenie Sanktuarium Maryjnego w miejscowości Wigratzbad w Bawarii gdzie obecnie znajduje się europejskie seminarium Bractwa. Jeszcze w październiku tego samego roku do Wigratzbad przybyła grupa księży i około trzydziestu seminarzystów gotowych zacząć od "zera". Obecnie Bractwo liczy ponad 300 członków (tj. 187 księży i prawie 120 seminarzystów).

Kapłańskie Bractwo Świętego Piotra prowadzi dwa miedzynarodowe domy formacyjne: w Wigratzbad w Niemczech (Diecezja Augsburg) a takze w Denton w stanie Nebraska w USA (Diecezja Lincoln). Formacja kapłańska zorganizowana jest ścisle wedlug norm prawa kościelnego. Przed podjęciem studiów filozoficznych i teologicznych, kandydaci odbywają wstepny rok przygotowawczy w którym szczególny nacisk położony jest na rozwój duchowości. Poprzez pielęgnowanie wyważonego rytmu życia modlitewnego, studiów, życia wspólnotowego i dyscypliny osobistej dba się o odpowiednią dojrzałośc duchową, pozwalającą na wypracowanie indywidualnej więzi z Chrystusem w duchu ewangelicznym. Duchowość formacji kapłańskiej w Bractwie skupia się wokół Najświętszej Ofiary Mszy Świętej. Szczególnie wielką wagę przywiązuje się do wiernego przestrzegania tradycji liturgicznych i duchowych, zgodnie ze wskazaniami Listu Apostolskiego Motu Proprio Ojca Świętego Jana Pawła II Eccesia Dei adflicta opublikowanego 2 lipca 1988, leżącego u podstaw erekcji Bractwa.

Po zakończeniu swojej formacji, księża Bractwa Kapłańskiego Świętego Piotra służą wiernym w różnych placówkach, znajdujących się na terenie Francji, Niemiec, Szwajcarii, Austrii, Włoch, Stanow Zjednoczonych, Australii, Kanady, Wielkiej Brytanii a ostatnio także Polski. Działalnośc Bractwa odbywa się zawsze pod nadzorem biskupa diecezjalnego przy zachowaniu własnych przepisów Konstytucji. Księża Bractwa mieszkają w małych wspólnotach koncentrując się w swojej pracy duszpasterskiej na dawaniu świadectwa Ewangelii poprzez kaznodziejstwo, katechezę, edukację młodzieży (szkoły, harcerstwo) a także poprzez organizowanie pielgrzymek i rekolekcji. Za pełną zgodą Stolicy Apostolskiej oraz lokalnego biskupa, księża świadczą pełną posługę sakramentalną dla wiernych zgodnie z księgami liturgicznymi, obowiązującymi w 1962 roku.


Więcej informacji można znaleźć na oficjalnej internetowej stronie Bractwa

czwartek, 26 sierpnia 2010

John Vennari - Problemy „hermeneutyki ciągłości” cz. 1-2

Kariera terminu „hermeneutyka ciągłości” rozpoczęła się na samym początku pontyfikatu Benedykta XVI. Papież przedstawił swój program w mowie do członków Kurii Rzymskiej, wygłoszonej 22 grudnia 2005 r. z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia.

W mowie tej Benedykt XVI dał jednoznacznie do zrozumienia, że głównym elementem jego programu będzie realizacja wytycznych II Soboru Watykańskiego1. Jak jednak zauważył, z soborem tym wiąże się pewien problem. Zbyt wielu ludzi – ubolewa papież – interpretuje go w oparciu o „hermeneutykę zerwania” czy też „hermeneutykę braku ciągłości” z przeszłością. Właściwe podejście do soboru opierać się więc musi o „hermeneutykę ciągłości”. Zasadnicza teza papieża (którą zresztą zawsze w przeszłości wyznawał) głosi, że Vaticanum II nie stanowi zerwania z Tradycją, ale jest wyrazem jej uprawnionego rozwoju. Rozwój ten możemy dostrzec, jeśli spojrzymy na sobór przez pryzmat „hermeneutyki (interpretacji) ciągłości”.

Czytaj dalej

środa, 25 sierpnia 2010

Dariusz Bruncz - Sutanna - tekstylia i duchowość

Zdjęcia węgierskiego kapłana w sutannie, popisującego się akrobacjami na deskorolce zaciekawiły portale o tematyce religijnej, ale i towarzyskiej. Sutanna powraca jako temat felietonistycznych, a nawet teologicznych dyskusji. Na portalach tradycjonalistycznych katolików można znaleźć nie tylko zdjęcia kleryków grających w sutannach w piłkę nożną, ale świadectwa księży i świeckich, przekonujące, że sutanna chroni duchową tożsamość kapłana.

W krajach zachodnioeuropejskich widok księdza noszącego sutannę należy do rzadkości. W Polsce, szczególnie w małych miejscowościach, jest on ciągle dość powszechny. Duchowni rzymskokatoliccy coraz chętniej jednak ubierają się „na krótko” (koszula z koloratką) lub też „po cywilnemu”. Moda ta przyszła z zachodu, gdzie ksiądz pokazuje się zazwyczaj w zwykłej koszuli lub w krawacie (pogardliwie nazywany przez tradycjonalistów Krawattenpriester – krawatowy kapłan). Dla jednych to dowód na posoborowe zeświecczenie kleru, a dla innych godne pochwały zbliżanie się księży do ludu, gdyż widok dorosłego mężczyzny „w czarnej sukni” wzbudza niezrozumienie, a jeszcze częściej rozbawienie.

Na tradycjonalistycznych portalach nie brakuje sentymentalnych wspomnień „księży z dawnych lat”, którzy autentycznie przejęci swoim powołaniem mieli jasno wykreowaną tożsamość kapłańską, której ma brakować ich posoborowym kolegom. Ważne miejsce w tych rozważaniach zajmuje właśnie sutanna. W polskim kontekście często przywoływane są tu słowa z jednego z listów kardynała Stefana Wyszyńskiego, który pisał: „Nie mogę odłożyć pióra, zanim nie dotknę tu jeszcze jednej sprawy, która ma dla wspólnoty kleru większe, niż się wydaje znaczenie, a dla Ludu Bożego jest społecznym wyznaniem wiary. Mam na myśli sutannę kapłańską. Sutanna nie jest ubiorem w szeregu innych strojów, ale jest wyznaniem wiary przed ludźmi, jest odważnym świadectwem danym Chrystusowi, jest przyznaniem się do Kościoła. Kiedy raz przybrałem ten strój, muszę nie tylko pytać siebie, czy go noszę, ale w rachunku sumienia pytać - jeśli to miałoby się zdarzyć - dlaczego zdjąłem znak wiary i kapłaństwa. Czy z lęku? Ze słabości? Nie! Zdjęcie stroju duchownego to to samo, co usunięcie krzyża przydrożnego, aby już nie przypominał Boga.”

Podobne brzmienie mają teksty publikowane na zachodnich portalach tradycjonalistycznych. I tak na popularnej wśród konserwatystów stronie kreuz.net o dość niewybrednym języku, ukazał się tekst włoskiego pisarza Vincenzo Cerami, który przekonuje, że poprzez zdjęcie sutanny i noszenie świeckich ubrań wielu księży dokonuje przejścia od tego, co święte do tego co świeckie. – Trudno rozpoznać w kimś, kto chodzi w koszuli i spodniach kapłana. Oto stoimy przed oszustwem – przynajmniej na płaszczyźnie symbolu – przekonuje Włoch i apeluje do księży, aby zrezygnowali ze świeckich ubrań na rzecz dwóch sutann, jednej przystosowanej do noszenia latem, a drugiej zimą. Cerami uważa, że sutanna ma również terapeutyczne działanie na samego kapłana. Sutanna likwiduje wszelkie dwuznaczności zarówno dla noszącego ją, jak i dla tych, którzy go widzą.

Kreuz.net zamieścił również wyznanie niemieckiego duchownego ks. Hendricka Jolie z Moguncji, który zdecydował się znów nosić sutannę jako wyraz hermeneutyki ciągłości, głoszonej przez Benedykta XVI. – Sutanna nie jest ani przedsoborowa, ani posoborowa. Jest ona bardzo praktyczną możliwością zademonstrowania obecności stanu duchownego wobec społeczeństwa i uświadamia, że ksiądz jest kimś innym – mówi i ubolewa, że duchowni łamią przepisy nakazujące im noszenia sutanny w miejscach publicznych. – To smutny znak nieposłuszeństwa i braku jedności wśród kleru, a tym samym oznaka upadku kapłanów. Jeśli kapłani nie są jedno między sobą, to wówczas rozpada się jedność z ich Pasterzem – przekonuje.

Literatura dotycząca duchowości stroju obecna jest przede wszystkim wśród wspólnot zakonnych z różnych Kościołów – piszą o niej karmelici, ale również mariawici (duchowość szkaplerza), czy anglikanie ze wspólnot benedyktyńskich.

Źródło informacji: http://www.ekumenizm.pl

czwartek, 19 sierpnia 2010

O sacerdos! / O kapłanie!

O sacerdos, quis es tu? Non es a te, quia de nihilo, non es ad te, quia mediator ad Deum, non es tibi, quia sponsus Ecclesiae. Non es tui, quia servus omnium, non es tu, quia Deus es. Quid ergo es? Nihil et omnia. O sacerdos!

O kapłanie, kim ty jesteś? Nie jesteś sam z siebie, bo powstałeś z nicości, Nie jesteś dla siebie, bo jesteś pośrednikiem między ludźmi a Bogiem, Nie należysz do siebie, bo jesteś oblubieńcem Kościoła, Nie jesteś sobie tylko, bo jesteś sługą wszystkich, Nie jesteś tylko samym sobą, bo jesteś drugim Chrystusem, Kimże więc jesteś?
Niczym i wszystkim! O kapłanie!

środa, 18 sierpnia 2010

Aberracje liturgiczne cz. 30




Ojciec João de Campos Júnior, SDB, celebruje "Msza Axé" ("Axé Mass") w parafii św. Augustyna, Diecezja São Miguel Paulista w Itaquera (São Paulo, Brazylia). A to wszystko działo się w Roku Pańskim 2009.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Aberracje liturgiczne cz. 29 - Msza we Francji




Msza św. na zakończenie pielgrzymki młodych katolików (14-17 lat) ze Strasbourga do Sanktuarium Matki Bożej z Chêne w Plobsheim (Francja).
Drugi Dzień Zielonych Świąt A.D. 2009
**********
Przyglądając się dzisiejszemu Kościołowi (kler-liturgia-teologia) tradycyjny katolik najpierw się oburza, potem trwoży a w końcu wybucha śmiechem
Nicolás Gómez Dávila

Sutanna - tożsamość kapłana

Nie mogę odłożyć pióra, zanim nie dotknę tu jeszcze jednej sprawy, która ma dla wspólnoty kleru większe, niż się wydaje znaczenie, a dla Ludu Bożego jest społecznym wyznaniem wiary. Mam na myśli sutannę kapłańską. A mówię o niej dlatego, że nie chcę i nie mogę widzieć w niej tylko ubioru w szeregu innych strojów. Sutanna nie jest ubiorem. Sutanna jest wyznaniem wiary przed ludźmi, jest aktem wiary, jest sztandarem wiary

Stefan kard. Wyszyński, List do moich kapłanów, cz. III, s. 76–77

Często można przeczytać w seminaryjnych gazetkach i artykułach na temat stroju duchowego, że dzień obłóczyn jest jednym z najpiękniejszych dni w życiu kleryka, a potem kapłana. Można spotkać wiele świadectw (pisemnych, czy ustnych) alumnów, którzy przyjęli strój duchowny i to jakie piętno (pozytywne dodajmy) on na nich wyciska. Sutanna (lub habit) jest sprzeciwem przeciw sekularyzacji, przeciw ześwieczczeniu. Ogromnie smuci mnie, że kapłani i zakonnicy coraz częściej porzucają strój duchowny, tzn. nie zakładają go, publicznie występują w garniturach (pół biedy jeśli z koloratką - który to strój prawnie jest zatwierdzony). Słowa Stefana kardynała Wyszyńskiego są jednozaczne.

Na koniec chcę przedstawić jeszcze prosty wiersz jednego z forowiczów zalogowanych na Forum Krzyż (na którym to forum rozwinęła się bardzo ciekawa dyskusja na temat teologii sutanny):

**********

Fidelis

SUTANNA

Dziwią się stare babcie, dziwią się tez panny:
Co takiego sie stało, że ksiądz chodzi bez sutanny.

Naród cały się dziwi, dziwią sie nawet Żydzi:
Jak do tego doszło, że ksiądz sutanny sie wstydzi.

Żołnierz nosi mundur, lekarka strój biały,
A strój naszego księdza taki niedoskonały,

Bo sama koloratka - tu rację mi przyznacie,
Pasuje katolickiemu księdzu jak generałowi gacie.

No, może pan pastor tak zwykle sie ubiera,
Ale dlaczego sutanna tak parzy i uwiera?

Czy wstydu jest powodem? Czy to higiena sprawia,
Że zakłada ksiądz sutannę li tylko gdy odprawia.

Bo potem po robocie wskakuje w strój cywilny
I miesza się z ludem szarym jakby nie chciał być inny.

A mi o tę inność chodzi, o roli podkreślenie:
Dyktuje mi to Tradycja i wiary mej sumienie.

Dlatego tutaj wnoszę (tu zgodzą się nawet panny)
Że ksiądz sutannę zdejmuje tylko gdy wchodzi do wanny.

Starzy się ze mną zgodzą, zgodzą się tez młodzi,
Że ksiądz sutannę zdejmuje kiedy pod natrysk wchodzi.

Wielebni księża!

Sutannę noście zawsze. To wasz jest wizerunek.
To wasza jest bandera, a u wiernych szacunek.

**********

Źródło informacji: http://www.liturgia.pl

czwartek, 12 sierpnia 2010

x. Curzio Nitoglia - Hipoteza z Velletri.

"Kościół uznał Aleksandra VI. za prawowitego pasterza, chociaż czterech kardynałów i trzech władców (królowie Francji i Hiszpanii oraz cesarz) żądało zwołania soboru niedoskonałego, który by złożył Aleksandra VI z urzędu, jako świętokupcę (przed wyborem) i niechrześcijanina, a zatem niezdolnego do sprawowania urzędu głowy chrześcijaństwa – post electionem rządzącego w Kościele nie duchowo, ale tylko docześnie.

Wolno więc było postawić problem prawowitości papieża Borgii od strony teoretycznej, lecz żądanie wnioskodawców zostało odrzucone od strony praktycznej przez wszystkich pozostałych kardynałów i biskupów (a następnie w sposób magisterialny przez św. Piusa X w konstytucji apostolskiej, czyli regule powszechnej). Odrzucenie wynikało z faktu, że schizma z wieloma antypapieżami przyczyniłaby więcej szkód niż papież Borgia.

Analogicznie mogłoby być z NOM-em Pawła VI. Jest on szkodliwy i wymaga uchylenia albo istotnych zmian, jak to wyjaśnili kardynałowie Ottaviani i Bacci w piśmie do Pawła VI w roku 1970. Kościół jednak, w tym sami ci dwaj kardynałowie oraz biskupi Lefebvre i Antônio de Castro Mayer, dwaj pasterze z jurysdykcją, którzy aż do końca zwalczali nowinki „Soboru duszpasterskiego”, zadowalają się stwierdzeniem, iż Paweł VI de facto podjął rządy, oraz że ma tytuł do władzy (to znaczy jest papieżem de iure), chociaż praktyczne wykonywanie władzy okazało się katastrofalne. Starają się zatem zakryć sromotę ojca.

O. Joaquín Saenz y Arriaga pod koniec Soboru wyraził swoją sedewakantystyczną opinię i poprosił kardynałów Ottavianiego, Bacciego, Parente, Siriego oraz Palazziniego, zgromadzonych w Brescii na kongresie „Kościoła Żywego”, by ogłosili, że Paweł VI nie jest papieżem. Oni jednogłośnie odmówili, chociaż nie zgadzali się z postępowaniem i ideami Montiniego. Ułudą wydaje mi się pomysł, że czterem księżom i setce wiernych może się to udać bez powodowania ruiny, skoro wstrzymali się od tego wymienieni kardynałowie i biskupi, a nadto św. Pius X. Gdyby – załóżmy teoretycznie – papież Borgia (czy też Montini) został złożony z urzędu przez niedoskonały sobór lub przez kardynałów, kto mógłby z absolutną pewnością udowodnić przed Kościołem i wiernymi, że Aleksander VI (albo Paweł VI) został rzeczywiście złożony i realnie przestał być papieżem? Ile by się z tego zrodziło zamieszania, zagubienia, schizm? Ilu „papieży” rościłoby sobie prawo do bycia „prawdziwym papieżem”?

Niektórzy kardynałowie i biskupi stanęliby za jednym, inni za drugim, inni jeszcze zostaliby przy Aleksandrze (Pawle). I tak zaczęłaby się nowa wielka schizma na wzór awioniońskiej, gorsza od świętokupczego pontyfikatu Roderyka Borgii. Coś takiego zdarzyło się potem w latach 1969-1970 [w rzeczywistości w roku 1978, przyp. tłum.], gdy sedewakantyści mianowali antypapieża w Palmar de Troya w Hiszpanii, co było jednak mało poważne, a nawet śmieszne. Jedno jest pewne. Sytuacja po papieżu Borgii lub Montinim byłaby gorsza niż urząd nabyty przez Aleksandra VI świętokupczo, lecz realnie, źle zaś wykonywany duchowo.

Tak więc wedle nauczania św. Tomasza należało raczej zadowolić się „tyranem” domniemanym i tylko z początku, albo papieżem źle rządzącym duchowo, niż składać go z urzędu, żeby wpaść z deszczu pod rynnę. Kościół hierarchiczny zaliczył Aleksandra VI w poczet papieży. Zaciągnąwszy przed wyborem grzech bezbożności jako realnie i naprawdę winny symonii, a po wyborze nie mając woli działania dla duchowego dobra Kościoła jako społeczności nadprzyrodzonej, mimo wszystko de facto podjął rządy, został de iure widzialną głową Kościoła (tytuł do władzy), chociaż bardziej jako władca doczesny niż jako duchowy pontifex.

Kościół uwzględniał przynajmniej do 1904 roku jedynie rzeczywistość faktyczną, a potem wraz ze św. Piusem X również teoretyczną możliwość elekcji papieskiej nabytej w drodze symonii, chociaż św. Tomasz zaliczał wprost symonię do herezji. Św. Pius X postanowił konstytucją apostolską o zasięgu powszechnym, a więc nieomylnie, że mimo wszystko elekcja ta jest ważna. Którzy to papieże w wieku żelaznym (wieku X) lub w okresie Renesansu nie przekładali doczesnego zysku własnego, swej koterii i rodziny nad dobro duchowe Kościoła? Papieże ci de facto źle rządzili duchowo Kościołem (jest to pewnik historyczny i fakt dogmatyczny), lecz w praktyce sprawowali rządy lub mieli władzę papieską zarówno de facto jak i de iure, co kanonicznie uznał św. Pius X."

Źródło informacji: http://www.traditia.fora.pl/

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.