______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

niedziela, 29 kwietnia 2018

Tradycja to jedyna możliwa przyszłość Kościoła Świętego



Z ks. Faustem Buzzim, asystentem przełożonego dystryktu włoskiego Bractwa Św. Piusa X, rozmawia Franiszek Boezi z „Il Giornale”.

Co nadal oddziela Bractwo Św. Piusa X od Kościoła katolickiego?

Należy przede wszystkim z naciskiem podkreślić, że Bractwo Św. Piusa X w żaden sposób nie jest odłączone od Kościoła katolickiego. Pozostajemy złączeni z Kościołem i nigdy się od niego nie odłączyliśmy, pomimo różnic w poglądach pomiędzy nami a władzami rzymskimi. To nie my ponosimy odpowiedzialność za pojawienie się tych rozbieżności. Arcybiskup Lefebvre zawsze powtarzał, że został potępiony za te same rzeczy, za które papieże (zwłaszcza Pius XII) go chwalili. Tym, kto się zmienił, był Rzym, który podczas II Soboru Watykańskiego zdystansował się od wielowiekowej Tradycji Kościoła.

Pewien proboszcz powiedział mi kiedyś: „Wielu ludzi mówi o schizmie, nie posiadają jednak wiedzy teologicznej Marcelego Lefebvre’a”. Czy sądzi Ksiądz, że ta uwaga jest słuszna?

Wielu krytykuje lub potępia Bractwo Św. Piusa X, nie zetknąwszy się z nim osobiście i nie posiadając wiedzy na temat przyczyn napięć pomiędzy nami a obecnymi władzami Kościoła. Dziś wielu ludzi – zarówno duchownych, jak świeckich – zaczyna się zastanawiać nad tym, co dzieje się w Kościele i zadawać sobie pytanie, czy właśnie ci, którzy przez wiele lat byli stygmatyzowani jako schizmatycy, nie są przypadkiem najbardziej wierni i lojalni wobec Kościoła katolickiego oraz – paradoksalnie – również papiestwa. Arcybiskup Lefebvre pragnął, abyśmy studiowali w naszych seminariach Sumę teologiczną św. Tomasza z Akwinu oraz inne klasyczne traktaty teologiczne. Uważam, że możliwość otrzymania tak gruntownej i solidnej formacji była dla nas wielką łaską.

A jakie jest wasze zdanie na temat papieża Franciszka?

Dla nas Franciszek nie jest ani gorszy, ani lepszy od innych soborowych czy posoborowych papieży. W istocie kontynuuje on jedynie proces zainicjowany przez Jana XXIII, proces demontażu Kościoła katolickiego, który ma umożliwić zbudowanie całkowicie nowego Kościoła – przystosowanego do liberalnego ducha naszych czasów. Powiedziałbym nawet więcej: obecny papież ponosi znacznie mniejszą odpowiedzialność niż Paweł VI. To Paweł VI przewodniczył obradom soboru, zatwierdził jego dokumenty i autoryzował wszystkie późniejsze reformy. To właśnie wywołało w Kościele bardzo poważny kryzys, którego świadkami obecnie jesteśmy. Oczywiście to, co mówi i czyni Franciszek, sprawia wrażenie bardziej przełomowego niż akty jego poprzedników. Tak jednak nie jest. Po prostu dziś media posiadają znacznie większe możliwości i są w stanie bardziej nagłośnić pewne wydarzenia. W istocie jednak to, co uczynił Paweł VI, miało skutki znacznie bardziej doniosłe niż obecne działania Franciszka.

Wydaje się jednak, że Bergoglio zrobił parę kroków w waszą stronę?

Z całą pewnością nie zbliżył się do nas doktrynalnie. Postrzega Bractwo raczej jako coś mającego podrzędne znaczenie – i to jest właśnie przyczyna, dla której okazuje nam pewną życzliwość. W czasie gdy był jeszcze kardynałem w Buenos Aires, jeden z naszych kapłanów podarował mu książkę o życiu założyciela naszego Bractwa. Przeczytał ją i zrobiła na nim silne wrażenie. Być może także to wpłynęło w jakiś sposób na jego stosunek do nas. Wielu zastanawia się, dlaczego nie okazał podobnej życzliwości franciszkanom Niepokalanej, którzy zaczęli wracać do katolickiej Tradycji. W stosunku do nich zachował się w sposób całkowicie odmienny; zapominając o miłosierdziu potraktował ich nadzwyczaj surowo i bezwzględnie.

Wielu uważa was za „ekstremistów” w kwestiach wiary…

Wiara jest cnotą teologalną, a cnota teologalna może wzrastać w nieskończoność, ponieważ jej podmiotem jest sam Bóg. Tak więc dla wiary nie istnieją żadne granice. W tym rozumieniu bycie ekstremistą równałoby się świętości. Mógłbym też przytoczyć w tym miejscu słowa Chrystusa Pana: „Kto nie jest ze mną, przeciwko mnie jest”, czy też słowa św. Piotra: „Nie ma bowiem innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni”. Proszę mi powiedzieć, czy powyższe słowa są wyrazem „ekstremizmu”? Pomyślmy też o męczennikach, którzy woleli raczej śmierć niż zaparcie się wiary. Czy byli oni „ekstremistami”? Wydaje mi się, że tracimy sensus fidei.

A co Ksiądz sądzi o kontrowersjach doktrynalnych związanych z Amoris lætitia?

Chciałbym powrócić jeszcze raz do tego, co powiedziałem już wcześniej. Choć wszystkie inicjatywy mające na celu doprowadzenie do poprawienia tego dokumentu i obronę nierozerwalności uświęconego przez sakrament małżeństwa katolickiego są bez wątpienia godne pochwały, źródła całego problemu poszukiwać należy gdzie indziej. Czy wie Pan, na czym się opiera Amoris lætitia? Na jednym z dokumentów II Soboru Watykańskiego, Gaudium et spes. Tak więc, jak powiedziałem już wcześniej, przyczyną tego straszliwego kryzysu w Kościele, jego „DNA”, jest Vaticanum II. Czy myśli Pan, że pojawienie się dokumentu tak szkodliwego jak Amoris lætitia byłoby możliwe, gdyby miejsce Gaudium et spes zajęła encyklika Piusa XI Casti connubii? Nie sądzę.

A jak skomentuje Ksiądz rehabilitację Lutra?

Cóż mogę powiedzieć? Rehabilitacja największego heretyka w historii, który doprowadził do zsekularyzowania całej religii chrześcijańskiej, który sprawił, że od Kościoła odpadły całe narody, jest zarówno samobójstwem doktrynalnym, jak i fałszerstwem historycznym. Rehabilitacja Lutra należy do ekumenicznej utopii ostatnich 50 lat, utopii, która prowadzi katolików do apostazji już nie milczącej, ale jawnej i otwartej. Zachęcam do lektury wydanej niedawno książki zatytułowanej Prawdziwe oblicze Lutra. Została ona napisana przez jednego z naszych księży, wykładowcę eklezjologii w seminarium w Ecône. Przeczytawszy ją uświadomi Pan sobie całą absurdalność tej rehabilitacji.

Czy uważa Ksiądz za możliwe osiągniecie w przyszłości porozumienia pomiędzy Bractwem a Watykanem w kwestiach doktrynalnych?

Nie jestem prorokiem. Mamy nadzieję że do tego dojdzie, przede wszystkim ze względu na dobro dusz, które znajdują się w niebezpieczeństwie wiecznego potępienia. Jeśli mi Pan jednak pozwoli, chciałbym powiedzieć w jaki sposób możemy się obecnie przyczynić do tryumfu Tradycji w Kościele. Wszyscy – każdy katolik, biskup, kapłan – wszyscy musimy powrócić i przylgnąć do katolickiej Tradycji wszech czasów. I nikt nie powinien się obawiać, że będzie to oznaczało występowanie przeciwko władzom Kościoła. W istocie bowiem nie jest to wcale akt wrogości względem nich, ale najskuteczniejszy sposób na uświadomienie im absolutnej konieczności powrotu do Tradycji, będącej jedyną możliwą przyszłością Kościoła Świętego.

Tradition is the Only Possible Future for the Church (oryginał wywiadu w języku włoskim: „La tradizione è l’unico futuro possibile per la Chiesa”


ŹRÓDŁO INFORMACJI: https://news.fsspx.pl/

sobota, 28 kwietnia 2018

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Katechizm rzymskokatolicki dla szkół ludowych księdza Deharbe





KATECHIZM RZYMSKOKATOLICKI

dla szkół ludowych

x. Józef Deharbe SI

––––––––––

__________

Katechizm rzymskokatolicki (djvu, 34,3 Mb)

("Otóż tym Kościołem, który Wszechmocny zbu­dował na cudach, którego samo trwanie jest usta­wicznym cudem, tym Kościołem, który bez przestanku, całą ziemię obdarza najobfitszymi dobrodziejstwami, nie może być żaden inny, tylko Kościół rzymsko-katolicki. On tylko jeden jest według świadectwa dziejów, owym zgromadzeniem wiernych, założonym przez Chrystusa, w którym biskupi, jako następcy Apostołów, pod prze­wodnictwem papieża, następcy Piotra, wykonywają w następstwie nieprzerwanym urząd nauczycielski, ka­płański i królewski (§ 22, 30, 31). Niepodobna, aby sekta jakakolwiek, jakiej bądź nazwy, mogła być Ko­ściołem, założonym przez Chrystusa, bo o każdej da się udowodnić, że powstała dopiero po Chrystusie, tylko przez odpadnięcie i oderwanie się od prawdzi­wego Kościoła Chrystusowego (§ 36, 42, 43). Na każdej z tych sekt, spełniają się prędzej lub później słowa Chrystusowe: «Wszelka roślina, której nie szczepił Oj­ciec mój niebieski, wykorzenioną będzie» (Mt. XV, 13). Trwałości one nie mają. Pojawiwszy się, narobią wrzawy, zamącą spokój, wywołają klęski, i niszcząc wszystko, same w końcu ulegają zniszczeniu (§ 36 ku końcowi, 47 na początku). Nie tak zaś Kościół katolicki. Tysiące lat mijają, on ani się nie zmienia, ani nie starzeje; bo do niego tylko odnosi się obietnica Pana naszego: «Na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie zwy­ciężą go» (Mt. XVI, 18)", – ss. 61-62)

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15,4 Mb)


__________

Katechizm rzymsko-katolicki podług Ks. J. Deharbe T. J. dla szkół ludowych. We Lwowie. NAKŁADEM ZAKŁADU NARODOWEGO IMIENIA OSSOLIŃSKICH. 1885, str. 319.

czwartek, 26 kwietnia 2018

x. Józef Stagraczyński: Jeden jest tylko Kościół



Widzimy tu na ziemi wiele związków, stowarzyszeń religijnych, a z których każde utrzymuje, że pochodzi od Chrystusa Pana, że więc posiada prawdziwą naukę chrześcijańską. Są katolicy, luteranie, kalwini, zwinglianie, nowochrzczeńcy, anglikanie itd. Zachodzi więc teraz ważne pytanie: ile Kościołów założył Pan Jezus? Odpowiadam: Pan Jezus założył jeden tylko Kościół. Będę dziś o tym mówił i pokażę:

I. Że tak jest rzeczywiście.

II. Jakie stąd podają się wnioski.

I.

Pan Jezus założył jeden tylko Kościół. O tym daje znać już Stary Testament, który był figurą nowego Zakonu. Prorocy starozakonni wspominają o górze (o jednej), do której wszystkie ludy schodzić się będą (Izaj. 2, 2. 3). Mówią o prawie (o jednym), mówią o królestwie (nie o królestwach), które Pan Bóg wzbudzi, a które trwać będzie na wieki (Dan. 2, 44).

Jak było przepowiedziane, tak się też stało. Pan Jezus założył jeden tylko Kościół. Wszakże Pan Jezus mówił po wielekroć o Kościele, a więc o jednym, a nie o Kościołach. "Ty jesteś opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój", (a więc nie Kościoły) (Mt. 16, 18). Mówił o jednej owczarni, do której mają wnijść wszystkie owce, które się jeszcze w niej nie znajdują (Jan 10, 16). Pan Jezus jedną tylko naukę opowiadał: "Nauczajcie narody chować wszystko, comkolwiek wam powiedział" (Mt. 28, 20). Umarł, aby wszystkie narody, syny Boże rozproszone, zgromadził w jedno (Jan 11, 52). Tak samo mówią i Apostołowie o jednym tylko Kościele: "Chrystus jest Głową Kościoła... umiłował Kościół i za niego się ofiarował... Tajemnica to wielka, a ja mówię: w Chrystusie i Kościele" (Efez. 5, 23. 25. 32). Mówią o jednym ciele: "Wyście ciałem Chrystusowym i członkami z członka" (1 Kor. 12, 27). "W jednym Duchu my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni, bądź żydowie, bądź poganie" (Ibid. 12, 13). Mówią o jednym domu Bożym (1 Tym. 3, 15); o jednej Oblubienicy Chrystusowej (Apok. 21, 9).

Podobnież nauczają i Ojcowie Kościoła. Św. Klemens Aleksandryjski mówi: "Jeden jest Ojciec wszystkich, jedno słowo wszystkich, jeden jest tylko Duch Święty, jedna jest tylko Panna Matka a zowie się Kościół". Św. Cyprian pisze: "Jeden jest tylko Bóg, jeden tylko Chrystus, jeden Kościół, jedna Stolica zbudowana słowem Pańskim na opoce. Okrom tego jednego ołtarza i tego jednego chrześcijaństwa nie może być drugiego ołtarza ni nowego kapłaństwa. Kto gdzie indziej zbiera, ten rozprasza. Cudzołóstwo jest, bezbożność jest, świętokradztwo jest, co ludzi nierozum zaprowadza, przez co się Boskie narusza urządzenie". Dzieje też zresztą osiemnastu wieków świadczą, że chrześcijaństwo wszystko w jeden tylko wierzyło Kościół. Credo unam... Ecclesiam (Symbol Apostolski).

II.

Pan Jezus jeden więc tylko Kościół założył. Z tego podają się dwa nader ważne wnioski. Pierwszy jest ten: że tylko w tym Kościele, który Pan Jezus założył, znajduje się prawda. Rzecz prosta: prawda może być tylko jedna. Białe a czarne, noc a dzień, ogień a woda, ciepło a zimno, światłość a ciemność są to rzeczy różne i przeciwne sobie. Jest-li białe – prawdą, tedy czarne musi być fałszywe; jest-li dzień – prawdą, tedy noc jest – fałszem. Prawda jedna tylko jest i jedna tylko być może; co się z prawdą nie zgadza, jest fałszem, a nieraz umyślnym kłamstwem. Prawdę znaleźć można w samym tylko Kościele Chrystusowym, albowiem wszystkie słowa Jego prawdziwe, a prawda Jego trwa na wieki (Psalm 116, 2). Rozmaite one wyznania chrześcijańskie na świecie sprzeciwiają się sobie nawzajem w wielu a ważnych i istotnych rzeczach, zaczym nie podobna, by wszystkie miały prawdę, boć prawda jedna jest tylko, i jedno tylko wyznanie (konfesja) może ją posiadać.

Jak co dopiero wspomniałem, w tych chrześcijańskich wyznaniach (konfesjach) panuje wielka różność nawet w sprawach bardzo ważnych, istotnych, bo około artykułów Wiary. My katolicy np. wierzymy, że jest siedem Sakramentów, insi przyjmują tylko trzy, albo dwa (kalwini, luteranie). My katolicy jesteśmy przekonani, że tylko Wiara i życie podług Wiary (dobre uczynki) prowadzi do zbawienia; insi przeciwnie utrzymują, że sama Wiara wystarcza, a dobre uczynki są niepotrzebne. My katolicy wyznajemy, że Pan Jezus jest w Najświętszym Sakramencie prawdziwie, rzeczywiście i istotnie obecny; insi przeciwnie w tej Tajemnicy widzą tylko obraz, figurę, przypomnienie Pana Jezusa. My katolicy wierzymy, że Pan Jezus postanowił spowiedź, jako konieczny warunek odpuszczenia grzechów; insi tego nie przyjmują. My katolicy poważamy sobie odpusty jako wielką łaskę z Nieba, insze wyznania odrzucają je i szydzą sobie z nich. My katolicy szanujemy, czcimy obrazy, wzywamy Świętych Pańskich; insze wyznania nie chcą o tym wszystkim ani słuchać. I tak w wielu innych rzeczach. Zrozumie to zaś i najprostszy człowiek, że to niepodobna jest rzecz, aby Pan Jezus miał nauczać tak różnych a przeciwnych sobie prawd, bo to sprzeciwiałoby się Jego nieskończonej świętości i prawdziwości. Prawda jest jedna tylko i ta prawda znajduje się tylko w Kościele katolickim, którego założycielem jest Jezus Chrystus. Stąd wynika, że wszystkie inne wyznania (konfesje), które inaczej, czego inszego nauczają, niż Kościół katolicki, na fałszywej znajdują się drodze; posiadają one tylko jedną lub drugą cząstkę prawdy, a nie posiadają prawdy całkowitej, prawdy wszystkiej, którą Pan Jezus objawił.

Drugi wniosek również nader ważny, jaki się stąd podaje, jest ten, że tylko w Kościele założonym przez Chrystusa Pana, można być zbawionym. Bez Chrystusa nie ma zbawienia. Wszak samże Pan Jezus powiedział: "Jam jest droga, prawda i żywot. Nikt nie przychodzi do Ojca, jeno przeze mnie" (Jan 14, 6). A więc tylko przez Chrystusa przyjść można do Ojca, tylko przez Niego – zbawienie, bo On tylko sam jest drogą, która prowadzi do celu, od Niego tylko pochodzi prawda zbawienia, w Nim tylko jest żywot wiekuisty. Pan Jezus powiedział: "Jamci jest drzwiami. Przez mię jeśli kto wnijdzie, zbawion będzie" (Jan 10, 9). A więc nie ma drugich inszych drzwi, przez które by można dostać się do nieba. – Pan Jezus powiedział: "Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, a kto nie wierzy Synowi, nie ogląda żywota, ale gniew Boży nad nim zostawa" (Jan 3, 36). A więc tylko przez wiarę w Chrystusa Pana można być zbawionym. Apostołowie też święci wyraźnie nauczają, że nie ma inszego imienia, w którym by ludzie mogli być zbawieni, krom Imienia Jezus (Dz. Ap. 4, 12). "Jeden jest tylko Pośrednik między Bogiem a ludźmi, Chrystus Jezus" (1 Tym. 2, 5). A kiedyć jeden tylko jest Pośrednik, tedy tylko przez Niego możemy być zbawieni. Bez Chrystusa więc – śmierć wiekuista, potępienie. Dalej: kiedyć bez Chrystusa, poza Chrystusem nie ma zbawienia, tedy też nie ma zbawienia i poza Kościołem Chrystusowym.

Pan Jezus założył jeden tylko Kościół, ażeby ludzie przezeń stawali się uczestnikami łask niebieskich, i temu Kościołowi zdał wszystką władzę i wszystkie środki ku zbawieniu wszystkich ludzi; zdał je swojemu tylko Kościołowi, to jest, katolickiemu Kościołowi, a nie zdał żadnemu inszemu, boć dwóch lub więcej Kościołów nie założył. Stąd rzecz jasna jak słońce, że tylko w tym Kościele Chrystusowym, to jest w Kościele katolickim, jest zbawienie, można być zbawionym, a poza tym Kościołem nie ma zbawienia. Tak też nauczają wszyscy Doktorowie Kościoła. Św. Augustyn mówi: "Nikt nie przychodzi do zbawienia i do żywota wiecznego, kto nie ma Chrystusa za Głowę. Ten zaś nie może mieć Chrystusa Głową, kto nie należy do ciała Jego, to jest do Kościoła". I dalej mówi: "Ktokolwiek się odłącza od Kościoła katolickiego, acz by nie wiem jak dobrze i chwalebnie żyć rozumiał, ten już dla tego jednego występku, iż się od jedności Chrystusowej oderwał, nie ma żywota wiecznego, lecz gniew Boży zostawa nad nim. Poza Kościołem katolickim, możesz mieć wszystko, tylko nie zbawienie; możesz mieć Sakramenty, możesz śpiewać Alleluja, możesz mówić Amen, możesz wierzyć w Ojca i Syna i Ducha Świętego, lecz zbawienia nie znajdziesz nigdzie, jeno w Kościele katolickim" (Ad Donat.). Św. Piotr Damiani daje takie piękne podobieństwo: "Drzewo, którego korzenie mocno tkwią w ziemi, ciągnie z niej soki dla siebie, i te rozchodzą się, jakoby żyłami, w całym wnętrzu jego. Tak nabiera mocy i wzrostu. Tak i my, chcąc być dobrym drzewem, musimy być od onego niebieskiego Ogrodnika zasadzeni na roli i gruncie Jego Kościoła, i w tej roli musimy być dobrze zakorzenieni, inaczej nie będziem drzewem rodzajnym". Św. Cyprian odzywa się krótko a silnie: "Nie może mieć ten Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę. Jeżeli kto w czasie potopu uszedł śmierci będąc poza korabiem Noego, tak uniknie też śmierci, kto jest poza Kościołem" (O jedności Kościoła katolickiego).

Powtarzam tedy: zbawionym można być tylko w Kościele Chrystusowym, w Kościele katolickim. Stąd jednakże nie wynika bynajmniej, jakobyśmy wskazywali na potępienie wszystkich tych, którzy się poza widzialnym Kościołem katolickim znajdują. Wielu z pośród innowierców mogą należeć duszą, sercem do Kościoła prawdziwego, i należą też do niego, jeżeli są w błędzie bez własnej winy a starają się żyć podług przykazań Boskich. Słyszeliście w naukach poprzedzających, że Kościół jest widzialnym zgromadzeniem, do którego należą ci, co zostając pod widzialną Głową, Papieżem, i zależnymi od niego Biskupami, wyznają tę samą Wiarę i tych samych używają Sakramentów. I to jest zewnętrzna strona Kościoła, – ciało jego. Lecz Kościół ma też i duszę, a tą duszą jest Duch Chrystusa, mieszkający w Jego żywych członkach, z przedziwnymi darami, a osobliwie z łaską uświęcającą i z onymi podwalinami życia prawdziwie chrześcijańskiego: wiarą, nadzieją i miłością, i z wszystkimi cnotami chrześcijańskimi, którymi się za łaską Ducha Świętego członki Kościoła odznaczają. Do Kościoła można należeć dwojakim sposobem: sposobem doskonałym, gdy się jest członkiem i ciała i duszy Kościoła, i mniej doskonałym, gdy się tylko do duszy jego należy. Są więc ludzie i tacy, co lubo do widzialnego ciała Kościoła Chrystusowego nie należą, należą jednak do niego sposobem wewnętrznym, niewidzialnym, należą do duszy jego, a przeto też przezeń zbawienia dostąpić mogą. Sam Pan Bóg tylko, który przenika serca ludzkie i zna skryte rzeczy człowieka, wie, kto z własnej winy a kto bez winy trwa w innowierstwie i niedowiarstwie. Przeto też Kościół katolicki na nikogo nie rzuca wyroku potępienia, bo się nie wdziera w prawa Boże. Pan Bóg nie dał objawienia, co się stanie z tą lub ową osobą, z tym lub owym człowiekiem, który poza Kościołem widzialnym żyje; Pan Bóg objawił tylko to, co prowadzi do zbawienia, objawił naukę zbawienia.

A i to pewna, że kto pragnie i szuka prawdy, ten też pragnie i szuka Kościoła, a tym samym należy też do Kościoła, a kto wolą, pragnieniem do Kościoła należy, ten będzie zbawiony nie dlatego, że poza Kościołem żyje, lecz dlatego, że jest członkiem Kościoła – wolą swoją (Bellarmin). Mamy też i o tym pamiętać, że i katolik nie jest pewnym zbawienia dla tego jedynie, iż jest synem prawdziwego Kościoła; albowiem wtenczas tylko może być pewny zbawienia, gdy będzie żył prawdziwie po katolicku, tj. gdy będzie wierzył szczerze, i żył podług wiary swojej. "Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie!... itd..." (Mt. 7, 21).

Słyszeliście naukę, że Pan Jezus jeden tylko Kościół założył, i w tym tylko Kościele znajduje się prawda i zbawienie. Obejrzyjcie się po świecie! Tyle milionów jeszcze ludzi nie należy do Kościoła. Jedni siedzą w ciemnościach śmierci, drudzy, lubo znają imię Chrystusowe, jednak żyją poza Kościołem, który jest utwierdzeniem prawdy i źródłem żywota wiekuistego. Nas Bóg bez wszelkiej zasługi naszej przyjął na łono Kościoła swojego. Dziękujmy Bogu za tę wielką a niezasłużoną łaskę, a dla niewiernych i błądzących miejmy politowanie braterskie, przykładajmy się modłami i ofiarami na cele Misyjne, ażeby i onych Pan Bóg powołał co prędzej do owczarni swojej. Amen.

–––––––––––

Nauki katechismowe o prawdach Wiary i obyczajów katol. Kościoła według średniego katechizmu Deharba. Tom I. O Wierze. Wydał X. J. Stagraczyński. Wydanie II. Poznań. NAKŁADEM KSIĘGARNI KATOLICKIEJ. 1886, ss. 274-279 (Nauka XLV. IV. Artykuł Składu Apostolskiego). 


(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).


Pozwolenie Władzy Duchownej:


Imprimatur.
Pelplini, die XIII. Januarii Anno 1883.
Episcopus Culmensis.
† Joannes.

G. V. 4640.

W. Czarnowski.

Dir. Canc. et Secr. Epplis.

Źródło informacji: ULTRAMONTES.pl

wtorek, 24 kwietnia 2018

Zapomniane prawdy: Czyż obecna niezwykle poważna sytuacja Kościoła nie wynika właśnie z lekkomyślności, jaką była chęć wystawiania Boga na próbę?



„Sobór wprawił mnie w konsternację: nadmiar dokumentów, ich długość, często ich język – to właśnie mnie przeraża. Istnieją dokumenty, które bardziej świadczą o czysto ludzkiej pysze i nadmiernej pewności siebie aniżeli o prostej pewności wiary. Ale przede wszystkim jestem oburzony zachowaniem teologów”.

(...)

Sobór jest najwyższym wyrazem Magisterium i jego zwołanie może być uzasadnione tylko w przypadku najwyższej konieczności. Czyż obecna niezwykle poważna sytuacja Kościoła nie wynika właśnie z lekkomyślności, jaką była chęć wystawiania Boga na próbę? Czyż nie istniało, być może, pragnienie, aby przymusić Boga, by przemówił, gdy nie zachodziła ta najwyższa konieczność? Czy nie tak to się odbyło? Usprawiedliwienie zwołania Soboru, który miał odmienić wszystko, wymagało, aby episkopat – a jeśli nie on, to teologowie – mieli pewność, że wszystko idzie źle i że jest to stan chroniczny.

(...)

Nic nie wydaje mi się bardziej poważne, w przeciwieństwie do świętości Boga, niż pycha duchownych, którzy z czysto diaboliczną dumą wierzą, że mogą manipulować prawdą, którzy ośmielają się odnawiać Kościół i ratować świat bez odnawiania samych siebie. W całej historii Kościoła nie ma niczego, co można by porównać z ostatnim soborem, podczas którego katolicki episkopat uwierzył, że może odnowić wszystkie rzeczy nie będąc posłusznym niczemu innemu niż własna duma, bez wysiłku świętości, otwarcie przeciwstawiając się prawom Ewangelii, która wymaga od nas uznania, że człowieczeństwo Chrystusa było instrumentem wszechmocnej miłości, która zbawia przez Jego śmierć”.

ks. Divo Barsotti (1914–2006)

Ruch charyzmatyczny, a tzw. katolicka odnowa w Duchu Świętym


Bp. Atanazy Schneider: Stolica Apostolska jako katedra prawdy




STOLICA APOSTOLSKA JAKO KATEDRA PRAWDY

Ekumeniczny Sobór Konstantynopolitański IV nauczał: „W Stolicy Apostolskiej religia katolicka zawsze była zachowywana w nieskazitelnej postaci i głoszono tam świętą doktrynę. (...) W niej znajduje się prawdziwa siła religii chrześcijańskiej” (Z formuły papieża Hormizdasa, zatwierdzonej przez ojców Soboru Konstantynopolitańskiego IV). A Sobór Watykański I nauczał: „Stolica św. Piotra pozostaje zawsze wolna od jakiegokolwiek błędu, zgodnie z Bożą obietnicą Pana naszego i Zbawiciela, udzieloną księciu Jego uczniów: Ja prosiłem za tobą, aby nie ustała twoja wiara, a ty nawróciwszy się utwierdzaj twoich braci. Zatem ten nigdy nie ustający charyzmat prawdy i wiary został przez Boga udzielony św. Piotrowi oraz jego następcom na tej Stolicy dla wypełniania ich wzniosłego urzędu dla zbawienia wszystkich ludzi, aby cała owczarnia Chrystusa odwrócona przez nich od pokarmu skażonego błędem, karmiona była nauką z nieba, aby po usunięciu okazji do schizmy cały Kościół był zachowany w jedności i wsparty na swoim fundamencie trwał mocno przeciwko bramom piekielnym” (Pastor aeternus, rozdz. IV).

W połowie III wieku św. Cyprian użył określenia „katedra”, by wskazać na władzę Kościoła rzymskiego związaną z tronem św. Piotra, od którego – jak mówi – pochodzi jedność hierarchii (por. Ep. 59, 16). Św. Hieronim także napisał: „Zdecydowałem się poradzić katedry św. Piotra, gdzie znajduje się ta wiara, którą wysławiały usta apostoła; teraz przychodzę, by prosić o pożywienie dla mojej duszy tam, gdzie niegdyś otrzymałem szatę Chrystusa. Nie kieruję się żadnym innym prymatem niż prymatem Chrystusa; z tego powodu stawiam się w komunii z Waszą Świątobliwością, to znaczy z katedrą św. Piotra. Wiem, że na tej opoce zbudowany jest Kościół” (Listy I, 15,1-2).

Charyzmat prawdy jest powierzony przez Boga najpierw św. Piotrowi i jego następcom, rzymskim biskupom, których stolica jest konsekwentnie nazywana par excellence katedrą Prawdy. Wziąwszy pod uwagę ich posługę prawdy, biskupi Rzymu muszą nieustannie mieć świadomość, że nie są właścicielami katedry Prawdy, ale jej sługami i wikariuszami. Charakterystyczna cecha posługi apostołów polega na byciu „pastores vicarii”, jak mówi prefacja o apostołach: „Quos operis Tui vicarios eidem contulisti praeesse pastores”. Posługa Piotrowa w Kościele jest zasadniczo posługą sprawowaną w zastępstwie. Zatem biskup Rzymu nazywany jest „Vicarius Christi”. Św. Grzegorz Wielki (+ 604) bardzo lubił mówić o biskupie Rzymu jako „namiestniku św. Piotra” (Registrum Epistolarum XII, 7). Papież św. Gelzajusz I (+ 496) oświadczył, że biskup Rzymu musi przede wszystkim być „minister catholicae et apostolicae fidei” (Ep. 43).

Przytoczona niżej przysięga, którą papieża składali przez ponad milenium na początku swojej apostolskiej posługi, robi wrażenie i jest niezwykle na czasie: „Przysięgam nie zmieniać niczego z przekazanej mi Tradycji ani niczego, co było przede mną strzeżone przez mych miłych Bogu poprzedników, ani nie naruszać, ani nie zmieniać, ani nie zezwalać na jakiekolwiek zmiany. Przeciwnie: z gorącym umiłowaniem, jako Tradycji wierny uczeń i dziedzic, przysięgam ze czcią zachować przekazane mi dobro, ze wszystkich moich sił i całą moją mocą. Przysięgam usunąć wszystko, co sprzeciwia się porządkowi prawa kanonicznego, gdyby tylko coś takiego się wydarzyło; bronić świętych Kanonów i Dekretów papieskich jako Bożych nakazów otrzymanych z Nieba, ponieważ jestem w pełni świadom, że Ty, którego miejsce zajmuję przy pomocy Łaski Bożej, którego Wikariuszem jestem z Twoją pomocą, poddasz najsurowszemu osądowi przed Twoim Boskim Trybunałem wszystko, co będę głosił.

Przysięgam Bogu Wszechmogącemu i Zbawicielowi Jezusowi Chrystusowi, że zachowam wszystko, co zostało objawione poprzez Chrystusa i Jego Następców i co zostało zdefiniowane i ogłoszone w pierwszym rzędzie przez sobory oraz moich poprzedników. Zachowam bez najmniejszej straty dyscyplinę i ryt Kościoła. Usunę z Kościoła każdego, kto ośmieliłby się działać przeciwko tej przysiędze, czy byłbym to ja sam, czy ktokolwiek inny. Gdybym miał dokonać czegokolwiek przeciwnego tej przysiędze albo zezwolić, aby taki czyn mógł być dokonany, Ty nie będziesz miał nade mną litości w straszny dzień Sprawiedliwości Bożej. Dlatego, bez żadnego wyjątku, nakładamy najsurowszą ekskomunikę na każdego – czy to na Nas samych, czy to na kogokolwiek innego – kto ośmieliłby się powziąć cokolwiek nowego, co stałoby w sprzeczności z tą starożytną ewangeliczną Tradycją i czystością prawowiernej Wiary i religii chrześcijańskiej, albo kto chciałby coś zmienić poprzez swój czynny sprzeciw, lub też zgodziłby się z tymi, którzy podjęliby tak świętokradzkie przedsięwzięcie” (Liber Diurnus Romanorum Pontificum).

W czasach nowożytnych biskupi Rzymu upierali się przy powinności papieży, jaką jest obrona prawdy i chronienie Kościoła od błędu i herezji. Leon XIII nauczał: „Jeżeli zawsze zadaniem Kościoła było szukać chwały Bożej i starać się o zbawienie ludzi, a tym samem głosić prawdę i usuwać wszelkie błędy z serc, to tym więcej jest to zadaniem jego w naszych czasach, kiedy fałszywe i błędne zdania wszelkiego rodzaju tak szerokie znalazły rozprzestrzenienie. Obrona wiary jest bez wątpienia w pierwszym rzędzie sprawą tych, których Bóg uczynił zwierzchnikami swego Kościoła, atoli „każdy chrześcijanin jest zobowiązany wyznawać wiarę, innych w niej pouczać, lub wzmacniać i odpierać napaści niewiernych”.

Przed nieprzyjacielem ustępować albo zamilknąć, kiedy przeciwko prawdzie na ogół powstaje krzyk tak głośny, jest tchórzostwem, albo sprawą tych, którzy o prawdzie wątpią. (...) Jest to zniewagą i obrazą Boga (...), przynoszącym jedynie korzyść nieprzyjaciołom wiary, których odwagę i zuchwałość przez takie zachowanie się umacnia i pomnaża. Łatwo także dalej zbić fałszywe oskarżenie przeciw Kościołowi i wszelkie przeciwko niemu uprzedzenie; za niewielkim staraniem powiedzie się to zawsze. A zresztą nie ma nikogo, co by nie zdołał rozwinąć tej siły ducha, w której się mieści istotna odwaga chrześcijan; wystarcza ona często, aby zawstydzić przeciwnika i ukrócić jego swawolę. Co więcej, chrześcijanie są stworzeni do walki. Im zaciętszą jest walka, tym więcej z pomocą Bożą należy spodziewać się zwycięstwa. „Miejcie ufność, ja świat zwyciężyłem” (J 16,33). (...) Obowiązek ten wymaga w pierwszym rzędzie od nas, abyśmy wiarę katolicką otwarcie i śmiało wyznawali i podług sił naszych starali się o szerzenie jej” (Encyklika Sapientiae christianae, 10 I 1890 r.).

Papież Jan XXIII nauczał: „Przyczyną i źródłem wszystkiego zła, które jakby zatruwa jednostki, ludy i narody i które tak często niepokoi umysły wielu ludzi, jest nieznajomość prawdy, owszem, nie tylko nieznajomość, lecz niejednokrotnie pogarda i odwracanie się od niej. (...) Co się zaś tyczy tych wszystkich, którzy celowo ośmielają się atakować znaną prawdę, mówić, pisać i działać posługując się bronią kłamstwa, by zdobyć poklask ludzi prostych, urabiać według swego pojęcia młodzież, podatna jeszcze i nieuświadomioną, ci bez wątpienia nadużywają niewiedzy i niewinności bliźniego, oddają się całkiem nagannej działalności. (...) Ażeby więc stanowczo usunąć zły wpływ owych niebezpiecznych środków, wpływ, który coraz bardziej się poszerza, trzeba przeciwstawić im broń prawdy i uczciwości. (...) Nie brak również i takich, co nie zwalczając wprost prawdy, okazują wobec niej daleko posuniętą beztroskę i obojętność, jakby Bóg nie dał nam rozumu dla jej szukania i zdobywania.

Ten godny nagany sposób postępowania prowadzi jakby samorzutnie do absurdalnego twierdzenia, że zniesienie wszelkiej różnicy między prawdą i fałszem, stawia wszystkie religie w jednym rzędzie. Tę zasadę – by użyć słów wspomnianego Naszego Poprzednika Leona XIII – wprowadzono po to, by zburzyć wszelką religię, zwłaszcza religię katolicką, której jako jedynie prawdziwej nie można bez jej obrazy stawiać na równi z innymi („Humanum genus”, Acta Leonis, T. IV, 1884, s. 53). Ponadto zaprzeczenie wszelkiej różnicy między przeciwnymi i sprzecznymi rzeczami prowadzi ostatecznie do tego, że w teorii i w praktyce odrzuca się wszelką religię. Jakżeż Bóg, który ze swej istoty jest prawdą, mógłby przyzwalać lub tolerować beztroskie niedbalstwo i bierność tych ludzi, którzy ilekroć chodzi o zagadnienia związane z wiecznym zbawieniem nas wszystkich, wcale nie myślą ani o szukaniu i zdobywaniu koniecznych prawd, ani o oddawaniu Bogu należnego Mu kultu?

Jeśli dziś wkładamy tyle wysiłku i pilności w studium i w rozwój ludzkich nauk, dzięki czemu nasza epoka może słusznie szczycić się podziwu godnym postępem osiągniętym w badaniach naukowych, to dlaczegoż nie należałoby zdobyć się na tę samą, owszem, nawet na większą pilność, pomysłowość i troskliwość, by dojść do niewątpliwego poznania, które dotyczy już nie tego życia ziemskiego i przemijającego, lecz niebieskiego, które nigdy nie przeminie? (...) Z osiągnięcia pełnej, nieskażonej i szczerej prawdy winna płynąć jedność myśli, serc i czynów. Rzeczywiście, wszystkie przeciwności, waśnie i niezgody mają swą pierwszą przyczynę w fakcie, że prawda albo nie jest poznana, albo co gorsza: choć została zbadana i poznana, odrzuca się ją albo w imię wygód i korzyści, jakie ludzie często spodziewają się wyciągnąć z fałszywych poglądów, albo w imię nagany godnego zaślepienia, które każe ludziom usprawiedliwiać ich występki i złe uczynki” (Encyklika Ad Petri Cathedram, 29 czerwca 1959, 1-2).

W ciągu historii Szatan, ojciec kłamstwa, nieustannie atakuje Kościół, a w szczególności katedrę Prawdy, którą jest tron św. Piotra. Z powodu nieprzeniknionego pozwolenia Bożej Opatrzności ataki Szatana przeciwko katedrze rzymskiej w rzadkich przypadkach miały skutek w postaci tymczasowego i ograniczonego zaciemnienia papieskiego Magisterium, kiedy pewni biskupi Rzymu wygłaszali niejednoznaczne stwierdzenia doktrynalne, tym samym wywołując tymczasową sytuację doktrynalnego zamieszania w życiu Kościoła.

Tę możliwość można dostrzec wyrażoną w następujących słowach zaczerpniętych z Egzorcyzmu przeciwko Szatanowi i zbuntowanym aniołom, napisanemu przez papieża Leona XIII w roku 1884.

W oryginalnym tekście czytamy: „Oto starożytny wróg i morderca podnosi mocno swą głowę! Przemieniony w anioła światłości, wraz z całą hordą złych duchów, krąży wszędzie i bierze w posiadanie ziemię, aby wymazać z niej Imię Boga i Jego Chrystusa oraz wykraść, nękać i zgubić na wieczne zniszczenie dusze, których przeznaczeniem jest korona wiecznej chwały. Na ludzi o zdeprawowanym umyśle i zepsutym sercu niegodziwy smok wylewa, jak najobrzydliwszą rzekę, truciznę swej nikczemności, ducha kłamstwa, bezbożności i bluźnierstwa; a także śmiertelny oddech pożądliwości i wszelkich nieprawości, i przywar. Najprzebieglejsi nieprzyjaciele Kościoła – Oblubienicy Baranka – otoczyli go boleściami, przepełnili piołunem; na wszystkim, co w nim godne pożądania, położyli swe nikczemne ręce. Tam, gdzie Stolica Świętego Piotra i Katedra Prawdy została ustanowiona na światło dla pogan, ustawili tron obrzydliwości swych niegodziwości po to, aby gdy Pasterz zostanie uderzony, mogli rozproszyć i owce”.

Rankiem 13 października 1884 roku – dokładnie trzydzieści trzy lata przed ostatnim objawieniem Maryi w Fatimie i niezwykłym cudem słońca – papież Leon XIII w czasie dziękczynienia po właśnie odprawionej przez niego Mszy świętej miał wizję, która jest dziś słynna. Szatan pojawił się przed Bogiem, prosząc Go o pozwolenie, by mógł działać bez zakłóceń przez sto lat w celu zniszczenia Kościoła, na co otrzymał zgodę. Papież wówczas ujrzał rój demonów spadający na Bazylikę św. Piotra, aby dokonać inwazji Stolicy Piotrowej. Bezpośrednio po tej wizji papież ułożył modlitwę do św. Michała Archanioła, której odmawianie nakazał po każdej Mszy zwykłej, oraz słynny egzorcyzm, z którego pochodzi właśnie przytoczony cytat. Dramatyczne wyrażenie: „na Stolicę najświętszego Piotra” zostanie później usunięte przez Piusa XI, aby uniknąć zgorszenia dla wiary, ale dzisiaj jest ono co najmniej prorocze.

Niech będzie nam wolno zakończyć następującą modlitwą o. Prospera Guerangera: „Święty Apostole! Ucisz dzikość burzy, aby słabi się nie zgorszyli. Błagaj naszego Pana, aby nie pozwolił na to, aby rezydencja Następcy była niepokojona w tym Świętym Mieście, które zostało wybrane dla tak wielkiego zaszczytu. Jeśli by tak się stało, że jego mieszkańcy zasługują na karę za swoje przewinienia – oszczędź ich ze względu na ich braci z reszty świata; i módl się za nich, aby ich Wiara stała się ponownie tym, czym była, kiedy chwalił ją św. Paweł i powiedział im: o wierze waszej mówi się po całym świecie (Rz 1,8)” (The Liturgical Year, London, wyd. z roku 1887, s. 436-437).

Biskup Athanasius Schneider

Rzym, 7 kwietnia 2018 r.


Tłum. z j. angielskiego: Jan J. Franczak

Źródło informacji: https://www.pch24.pl

Biskup Kazimierz Kowalski. Żołnierz Chrystusa



Biskup Kazimierz Józef Kowalski urodził się w Gnieźnie 2 marca 1896 r. Ochrzczony został dnia 12 marca 1896 r. w Parafii Św. Wawrzyńca w Gnieźnie, a sakrament bierzmowania przyjął 19 maja 1907 r. Dom rodziny Kowalskich odznaczał się takimi wartościami jak pobożność oraz patriotyzm. W rodzinnym mieści młody Kazimierz skończył szkołę podstawową, następnie gimnazjum, gdzie w 1915 roku zdał maturę z wyróżnieniem. Potem zgłosił się do seminarium duchownego w Poznaniu, skąd został skierowany na studia teologiczne na Uniwersytecie w Monasterze. Nie rozpoczął studiów, ponieważ brał udział w działaniach wojennych w latach 1915-1918. W trakcie Powstania Wielkopolskiego dowodził I baterią poznańskiego pułku artylerii ciężkiej na froncie pod Lesznem. Za udział w Powstaniu otrzymał Krzyż Niepodległości i odznakę Powstańca Wielkopolskiego. W roku akademickim 1921/22 zdobył magisterium z teologii na Uniwersytecie w Strasburgu. 8 października 1922 roku otrzymał w Gnieźnie święcenia kapłańskie. Po święceniach kapłańskich został skierowany na studia filozoficzne w Wyższym Instytucie Filozoficznym w Lovanium. Na uniwersytecie tym uzyskał doktorat na podstawie rozprawy Bóg w filozofii Cieszkowskiego. Inspiracją dla ks. Kowalskiego w tym czasie był Pius XI, wielki papież misyjny oraz rzecznik odrodzenia myśli Św. Tomasza z Akwinu. Postać papieża oraz jego działalność stały się źródłem inspiracji dla ks. Kowalskiego. W roku 1926 został mianowany profesorem filozofii Wyższego Seminarium Duchownego w Poznaniu. Habilitował się na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W 1937 roku ponownie obronił pracę habilitacyjną. W trakcie swojej działalności naukowej zasłynął z ogromnego zamiłowania do twórczości Św. Tomasza z Akwinu. Wyrazem tej postawy jest zorganizowany przez Kowalskiego Międzynarodowy Zjazd Tomistyczny w Poznaniu w 1934 roku. Czynnie uczestniczył w Tomistycznym Zjeździe w Pradze w 1932 roku i Międzynarodowym Kongresie Filozoficznym w Pradze w roku 1934. W roku 1936 brał udział w II Międzynarodowym Kongresie Tomistycznym w Rzymie i w III Polskim Zjeździe Filozoficznym w Krakowie. Podczas II wojny światowej został skazany przez okupantów na karę śmierci. Z ciążącym na nim wyrokiem prowadził konspiracyjną pracę akademicką i duszpasterską. W 1946 roku Pius XII mianował Kowalskiego biskupem diecezji chełmińskiej z siedzibą w Pelplinie. Okres działalności biskupa Kowalskiego przypada na trudne czasy komunizmu. Lata 1945-1956 charakteryzują się wzmożoną akcją wymierzoną wobec Kościoła katolickiego, jak i samego biskupa Kowalskiego. Już w 1946 roku Urząd Bezpieczeństwa przeprowadził akcję w związku z jego wizytacją duszpasterską w grudziądzkich parafiach, starając się utrudnić kontakt wiernych z biskupem. W latach 40 biskup często krytycznie wypowiadał się na temat nowej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół katolicki oraz Jego wierni. W 1947 roku powiedział: "Idą czasy, w których obecnie czerwony faszyzm chce nam odebrać i wyrugować religię katolicką, ale te czerwone czasy miną, tak jak minęły brunatne czasy Hitlera i czarny faszyzm Mussoliniego" oraz mówił, że nauka Marksa i Engelsa była demagogią i dlatego należało dbać o ducha i bronić Kościoła katolickiego przed zakusami tego niebezpieczeństwa. Kulminacyjnym wydarzeniem w trakcie posługi biskupiej było zastosowanie wobec bp Kowalskiego aresztu domowego. Środek ten zastosowano na wniosek prokuratora Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Biskupowi zarzucono wrogie wystąpienia przeciwko państwu oraz terroryzowanie księży. Stałym elementem podczas aresztu domowego były codzienne przesłuchania, które odbywały się zawsze po śniadaniu. Po kilku dniach nieprzerwanych przesłuchiwań biskup Kowalski był tak wyczerpany, że koniecznym było sprowadzenie lekarza. Całej tej akcji towarzyszyła nagonka medialna na biskupa. Reżimowe gazety oskarżały biskupa o tolerowanie nadużyć w Caritas, szykanowanie księży, życie w przepychu, ignorowanie potrzeb mieszkańców diecezji oraz sprzyjanie okupantowi niemieckiemu. Jeszcze w roku 1951 na biskupa spadła fala oskarżeń. Zarzucano Kowalskiemu służbę w wojsku niemieckim podczas I wojny światowej, a potem utrzymywanie kontaktów z hitlerowcami podczas drugiej wojny światowej oraz w końcu popieranie rewizjonistów zachodnioniemieckich i ich amerykańskich protektorów do nieuznawania granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Biskup Kowalski umieścił w swoim herbie napis Miles Christi, co oznacza Żołnierz Chrystusa. Biskupa Kowalskiego odznaczała przede wszystkim wierność Kościołowi i Stolicy Apostolskiej. Oprócz tej cechy biskup Kowalski był wielkim orędownikiem realizacji misji zagranicznych. Wyrazem tej postawy było piastowanie funkcji przewodniczącego Komisji Misyjnej Episkopatu Polski. Biskupa Kowalskiego z całą pewnością można nazwać osobą wybitną w dziejach diecezji chełmińskiej. Przyczynił się do odbudowy diecezji ze zniszczeń wojennych w trudnych dla Kościoła czasach komunizmu. Przeprowadził liczne wizytacje, zwiększył liczbę parafii oraz wyświęcił kilkuset księży. Biskup Kowalski zmarł 6 maja 1972 r. w Częstochowie. Tego dnia podczas Mszy św. doznał zawału serca. Pogrzeb odbył się 12 maja 1972 r. Wzięli w nim udział członkowie najbliższej rodziny, duchowieństwo diecezji chełmińskiej oraz członkowie Episkopatu Polski na czele z prymasem Stefanem Wyszyńskim oraz metropolitą krakowskim Karolem Wojtyłą.

Filozofia Biskupa Kowalskiego

Nieodłącznym elementem życia księdza biskupa Kowalskiego była działalność naukowa. Jako przykład niech posłuży wykaz najważniejszych publikacji z zakresu filozofii. Biskup Kowalski opublikował następujące prace: Kardynał Mercier, Podstawowe zasady filozofii Cieszkowskiego, Istota i zadania filozofii, Podstawy filozofii, Św. Augustyn mistrzem życia duchowego, Św. Tomasz z Akwinu a czasy obecne, Teorie o pięknie i sztuce w tomizmie i neotomizmie, Rola ks. kardynała Merciera w odrodzeniu tomizmu, Rola podstawowych prawd filozoficznych w odrodzeniu osobistym i społecznym. Jest on również autorem licznych prac z zakresu teologii.

W filozofii biskup Kowalski jest reprezentantem klasycznej koncepcji filozofii. Jest to związane z jego działalnością naukową, która skupiona była wokół myśli Św. Tomasza z Akwinu oraz jego kontynuatorów. Klasyczną koncepcję filozofii charakteryzują cztery czynniki: ogólność, przedmiotowość, konieczność oraz musi być wiedzą uzasadnioną. Ponadto biskup Kowalski pozostał wierny metodzie neoscholastycznej w duchu lowańskim i na tym gruncie krytycznie odnosił się do innych szkół filozoficznych, a w szczególności skrajnych ujęć idealistycznych prezentowanych przez nurty filozofii nowożytnej i współczesnej.

Interesowały biskupa Kowalskiego w szczególności dwa obszary badań. Po pierwsze problem epistemologiczny poznania, a po drugie problem ontologiczny poznania. Centralne miejsce zajmuje problematyka poznania. Filozofię zdefiniował jako naukę rozumową o najgłębszych przyczynach całości, czyli porządku bytu i jest ona poznaniem wyjaśniających w świetle racji ostatecznych. Dla Kowalskiego przedmiotem filozofii jest zespół realnie istniejących przedmiotów i w związku z tym, krytycznie oceniał koncepcje epistemologiczne filozofii nowożytnej oraz współczesnej, które reprezentują ujęcia idealistyczne, monistyczne, a w końcu irracjonalne. Zwieńczeniem badań epistemologicznych Kowalskiego jest rozróżnienie trzech typów poznania: ludzkiego, aniołów oraz poznania Boskiego jako poznania doskonałego i zawsze niezawodnego.

Istotnym aspektem działalności naukowca biskupa Kowalskiego jest jego zamiłowanie do myśli Św. Tomasza z Akwinu. W licznych artykułach i wystąpieniach zwracał uwagę na doniosłość realistycznej myśli Akwinanty w budowaniu chrześcijańskiego poglądu na świat oraz jego teologii oraz filozofii jako fundamentu życia moralnego w wymiarze indywidualnym, społecznym i narodowym.

Mateusz Sanicki

Recenzja Mszalika księdza Stedmana




"Gdybym miał do wyboru: posiąść na własność bibliotekę Muzeum Brytyjskiego, czy też jeden mszalik, wybrałbym mszalik." 

Stefan kard. Wyszyński, "Zapiski więzienne"


Nie ma już chyba diecezji w Polsce gdzie Msza trydencka nie była by sprawowana. Można powiedzieć, że na stałe zaczyna ona gościć w naszych kościołach i staje się pełnoprawną częścią polskiego katolicyzmu. Co za tym idzie, wzrasta także liczba osób uczestniczących w tradycyjnej liturgii. Z środowisk tych od dłuższego czasu można było usłyszeć prośby o wydanie poręcznego mszalika. Na te prośby odpowiedziało częstochowskie Wydawnictwo 3DOM oferując nam piękny reprint przedsoborowego Mszalika księdza Stedmana. 

Mszalik ten cieszył się ogromną popularnością wśród katolików w Ameryce. Był aprobowany przez Synod w Baltimore a także polecany przez wielu biskupów amerykańskich. Do czasów Vaticanum II miał kilkanaście wydań a i dzisiaj jest wznawiany i używany przez amerykańskich katolików. Ta jego popularność skłoniła księdza Aleksandra Syskiego, znanego działacza polonijnego do przetłumaczenia go na język polski i rozpropagowanie wśród polonusów. Dzisiaj dzięki wydawnictwu 3DOM mszalik ten ma okazję trafić do tradycyjnych katolików w Polsce. 

 

Mszalik zawiera teksty Mszy świętej na wszystkie niedziele i święta roku kościelnego. Wydany został w małym podręcznym formacie, tak aby mógł się zmieścić w kieszeni marynarki, kamizelki czy damskiej torebki. Przeznaczony jest dla wszystkich katolików tak dzieci, młodzieży jak i dorosłych. 

Zgodnie z zamysłem autora ma ułatwić każdemu katolikowi bez konieczności pogłębionych studiów słuchanie Mszy Świętej, dzięki umieszczenia w nim tych samych tekstów jakie znajdują się w Mszale z którego kapłan codziennie odprawia Mszę Świętą.

Aby to uczynić autor umieścił w mszaliku numery porządkowe wskazujące gdzie w Mszale znajdują się części tzw. "stałe" i "zmienne", które jedne po drugich trzeba odmawiać. To bardzo dobre rozwiązanie dla początkujących użytkowników. 

W mszaliku znajdują się także wyjaśnienie tekstów mszalnych na poszczególne niedziele i święta. Przeczytanie ich nie zajmie nam zbyt wiele czasu a na pewno pomoże w dobrym przygotowaniu się do pełnego uczestnictwa we Mszy. Dopełnieniem wszystkiego jest umieszczone na końcu każdej mszy krótkie streszczenie katechizmu. 

Pomocą miał być także kalendarz liturgiczny ale wydawca przejęty rolą oddania nam wiernej kopii oryginału zapomniał go uaktualnić i kończy się on na roku 1955. W dobie internetu nie jest to jednak żaden problem.

W mszaliku umieszczono także Mszę świętą dialogowaną, czyli Mszę w trakcie której kapłan celebrujący nie odmawia Mszy świętej sam lecz na jego głos odpowiada zgromadzony lud. 

Wszystko to dopełnione zostało pięknymi grafikami zapożyczonymi z Mszału św. Andrzeja co czyni ten mszalik wspaniałym wydarzeniem edytorskim. 

Do mszalika dołączono krótki modlitewnik zawierający modlitwy przed jak i po Mszy świętej, pacierz, modlitwy poranne i wieczorne, różaniec, modlitwy do Pana Jezusa, Matki Bożej, św. Józefa oraz nabożeństwo drogi krzyżowej.

Mszalik ten pięknie wydany, na dobrej jakości papierze jest wiernym reprintem wydania z 1947 roku. Do tego, co najważniejsze jest w bardzo przystępnej cenie. W sklepie wydawnictwa kosztuje tylko 30,00 zł.  Doskonale sprawdzi się w rękach młodych jak i bardziej doświadczonych uczestników Mszy trydenckiej. Sprawdzi się doskonale jako prezent na komunię czy bierzmowanie. Z czystym sercem mogę polecić to wydawnictwo. W skali od 1 do 10 daję 8,5

czwartek, 12 kwietnia 2018

Heretyckie korzenie katolickich wspólnot charyzmatycznych


wtorek, 10 kwietnia 2018

Deklaracja konferencji „Dokąd zmierzasz Kościele katolicki?”



DEKLARACJA KONFERENCJI

 „Dokąd zmierzasz Kościele katolicki?”


Rzym, 7 kwietnia 2018 r.

Z powodu sprzecznych interpretacji adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” na całym świecie wśród wiernych szerzy się niezadowolenie i zamieszanie.

Usilna prośba o wyjaśnienie, skierowana do Ojca Świętego przez około milion wiernych, ponad 250 uczonych i kilku kardynałów, nie doczekała się odpowiedzi.

Wśród wynikłego poważnego niebezpieczeństwa dla wiary i jedności Kościoła my, ochrzczeni i bierzmowani członkowie Ludu Bożego, jesteśmy wezwani do potwierdzenia naszej wiary katolickiej.

Sobór Watykański II upoważnia nas i zachęca, byśmy tak uczynili, oświadczając w „Lumen gentium”, p. 33: „Tak oto każdy świecki na mocy samych darów, jakie otrzymał, staje się świadkiem i zarazem żywym narzędziem posłannictwa samego Kościoła według miary daru Chrystusowego (Ef 4,7)”.

Także błogosławiony John Henry Newman zachęca nas, byśmy tak uczynili. W swoim proroczym eseju „O konsultowaniu się z wiernymi w kwestiach doktryny” (On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine, 1859) mówił on o znaczeniu świeckich w dawaniu świadectwa wierze.

Dlatego w zgodzie z autentyczną tradycją Kościoła oświadczamy i wyznajemy, że:

1) Zatwierdzone i skonsumowane małżeństwo pomiędzy dwiema ochrzczonymi osobami może być rozwiązane tylko przez śmierć.

2) Dlatego połączeni ważnym małżeństwem chrześcijanie, którzy łączą się z drugą osobą, podczas gdy ich małżonek wciąż żyje, popełniają grzech ciężki cudzołóstwa.

3) Jesteśmy przekonani, że jest to absolutne przykazanie moralne, które obowiązuje zawsze i bez wyjątków.

4) Jesteśmy także przekonani, że żaden subiektywny osąd sumienia nie może uczynić wewnętrznie złego czynu dobrym i legalnym.

5) Jesteśmy przekonani, że sąd co do możliwości udzielenia sakramentalnej absolucji, nie opiera się na uznaniu czy nieuznaniu popełnionego grzechu, ale na postanowieniu (intencji) penitenta, porzucenia – sprzecznego z przykazaniami – sposobu życia.

6) Jesteśmy przekonani, że osoby rozwiedzione i w ponownym cywilnych związkach małżeńskich, a niechętne żyć we wstrzemięźliwości, żyją w sytuacji, która jest obiektywnie przeciwna prawu Bożemu, a zatem nie mogą przyjmować Komunii Eucharystycznej.

Nasz Pan, Jezus Chrystus, mówi: „Jeśli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,31-32).

Z tym przeświadczeniem wyznajemy naszą wiarę przed najwyższym pasterzem i nauczycielem Kościoła wraz z biskupami i prosimy ich o utwierdzenie nas w wierze.

Uczestnicy konferencji "Dokąd zmierzasz Kościele katolicki?" - duchowni i świeccy

Tłum. Jan J. Franczak


Tekst pierwotnie ukazał się na stronie pch24.pl a za zgodą redakcji umieszczamy go również na Rzymskim Katoliku.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Zapomniane prawdy: Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem.



Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego. Dlatego, gdy młody kapłan stawia swoje pierwsze kroki, potrzebuje u swego boku poważnego mistrza, który mu pomoże, by nie zagubił się pośród propozycji kultury chwili. Aby przeciwstawić się pokusom relatywizmu i permisywizmu nie jest wcale konieczne, aby kapłan był zorientowany we wszystkich aktualnych, zmiennych trendach; wierni oczekują od niego, że będzie raczej świadkiem odwiecznej mądrości, płynącej z objawionego Słowa. Dbanie o jakość osobistej modlitwy oraz o dobrą formację teologiczną owocuje w życiu. Życie pod wpływem totalitaryzmów mogło zrodzić nieuświadomioną tendencję do ukrywania się pod zewnętrzną maską, a w konsekwencji do ulegania jakiejś formie hipokryzji. Oczywiste jest, że to nie służy autentyczności braterskich relacji i może prowadzić do przesadnej koncentracji na sobie samych. W rzeczywistości osiąga się dojrzałość uczuciową, gdy serce lgnie do Boga. Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa. Aby to nastąpiło, trzeba rzetelności wobec siebie, otwartości wobec kierownika duchowego i ufności w miłosierdzie Boże. 

Benedykt XVI
Warszawa, Archikatedra św. Jana, 25.05.2006

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.