______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

czwartek, 26 lutego 2015

O tym, jak Msza tradycyjna wspiera aktywne uczestnictwo bardziej aniżeli Nowa Msza



Ileż to razy miłośnicy Mszy tradycyjnej słyszą zarzut: „Nowa Msza jest lepsza od starej, gdyż pomaga wiernym w bardziej aktywnym uczestnictwie”, czy też „Starą Mszę było trzeba po prostu zreformować, bo tylko ksiądz robił cokolwiek, a ludzie byli niemymi obserwatorami”. Celem tego artykułu jest ukazanie, iż rzeczy mają się zupełnie inaczej.

Z księgarskiej półki: Autorytet doktrynalny św. Tomasza z Akwinu


o. Santiago Ramirez OP

AUTORYTET DOKTRYNALNY 
św. Tomasza z Akwinu



Katolicki Instytut Apologetyczny, Warszawa 2014
ISBN: 978-83-937882-0-0
Format: 195x125, ss. 322, op. miękka,  cena: 40,00 zł
Książka do nabycia w Księgarni Rodziny Katolickiej

Książka Ramireza stanowi bardzo ciekawe opracowanie problemu autorytetu, jakim Kościół darzy św. Tomasza z Akwinu i jego doktrynę. Jest to również cenny zbiór opatrzonych komentarzem wypowiedzi papieskich dotyczących znaczenia Akwinaty dla katolickiej doktryny, pochodzących głównie z XIX i pierwszej połowy XX wieku. W obszernym załączniku zamieszczono pokaźny zbiór papieskich dokumentów odnoszących się do nauczania św. Tomasza.

wtorek, 24 lutego 2015

Michael Voris rozmawia z autorem książki "Oszustwo Medjugorje" E. Michaelem Jonesem




W drugiej części naszego programu mówić będziemy o Medjugorie. Od jakichś 600 lat (żart) mają tam miejsce objawienia, więc postaramy się to jakoś rozgryźć i rozłożyć na czynniki pierwsze. Jednym z najlepszych ekspertów w tej dziedzinie jest autor książki Medjugorie Deception\Oszustwo Medjugorie, E. Michael Jones, który jest z nami w studio.


Witam.

Proszę opowiedzieć nam pokrótce, co się wydarzyło ostatnio w Watykanie odnośnie tych rzekomych objawień.

Kardynał Ruini przekazał swój raport do Watykanu. Komisja, powołana przez Watykan, zakończyła raport i został on przekazany dalej. Wydaje mi się, że miało to nastąpić rok temu, ale wynikły jakieś opóźnienia (z powodu abdykacji Benedykta XVI - przyp. tłum.). Tak więc raport został złożony i teraz wszystko w rękach papieża Franciszka.

Pierwsze pytanie, jakie się nasuwa, to jakim sposobem jakikolwiek raport czy śledztwo może być zakończone, gdy przedmiot śledztwa (objawienia) wciąż trwa.

Natura tych rzekomych objawień, czymkolwiek są, nie ma nic wspólnego z oceną ich autentyczności. W XVIII w. Kościół ustanowił kryteria, według których oceniane są prywatne objawienia. Była to kontynuacja wcześniejszych badań dotyczących kanonizacji świętych i tego, jak badać tego typu zjawiska. Te kryteria są bardzo jasne. Jeśli pojawia się jakikolwiek dowód kłamstwa czy manipulacji, te dwie rzeczy, którymi się tutaj zajmujemy, to muszą być one zbadane w ten sam sposób jak podczas zeznań w sądzie. Nie zakładamy, że jest tam coś nadprzyrodzonego, opieramy się na zebranych dowodach. I jeśli coś się w trakcie pojawia, jest dyskwalifikowane.

Porozmawiajmy teraz o ludziach, którzy byli w Medjugorie i widzieli to wszystko. Wielu z nich jest bardzo zaangażowanych. Twierdzą, że wrócili do wiary, że przezwyciężyli kryzys wiary. Nie chcę, by ktoś pomyślał, że żartujemy sobie z ludzi, którzy wierzą w Medjugorie. Chcemy tylko obiektywnie ocenić to zjawisko, informacje, których dostarczają widzący oraz ludzi, którzy tam na miejscu to wszystko wspierają. Nie chcemy oceniać ludzi, którzy jeżdżą tam na pielgrzymki. Jakie jest pana zdanie na temat "dobrych owoców" Medjugorie?

Argument o "dobrych owocach". Po pierwsze, chciałbym powiedzieć, że argument o "dobrych owocach" automatycznie eliminuje argument o "złych owocach". A złych owoców jest tam pełno. Napisałem na ten temat cały tom. Począwszy od rozbijanych małżeństw, poprzez molestowanie seksualne pielgrzymów, seanse spirytystyczne, wojnę domową i ludzi zabijanych w kraju, w którym podobno objawia się Królowa Pokoju.

Przecież to cała lista złych owoców!

Możemy mówić o bardzo wielu złych owocach, ale żaden z nich nigdy nie jest poddawany dyskusji.

Handel ludźmi to poważny zarzut. Czy widzący mają z tym jakiś związek?

Musimy rozgraniczyć widzących od ludzi, którzy faktycznie kierują tym wszystkim. Wzorcowym przykładem, o którym już kiedyś mówiłem, jest proces czarownic z Salem. Były tam dzieci, które zostały przyłapane na robieniu czegoś, czego nie powinny, a przyłapane wymyśliły historyjkę, która zaczęła żyć własnym życiem w chwili, gdy pastor orzekł, że to wszystko prawda. To samo wydarzyło się w Medjugorie. Być może te dzieciaki coś paliły, sam nie wiem co, jedno z nich miało opinię punkowca z Sarajewa, ale zostały przyłapane i zabrane do kościoła. Jozo Zovko przesłuchał je a zaznania nagrał, kaseta z nagraniem wciąż tam jest. To jasne, że im uwierzył. W pewnym momencie orzekł, że to wszystko prawda. I wtedy zaczęły się objawienia a zakon franciszkański zaręczył za ich wiarygodność. I o to tu chodzi. Trzeba też prześledzić życiorysy ludzi, którzy za tym stali, czyli franciszkanów. Jeżeli przyjrzymy się bliżej, zobaczymy wiele złych rzeczy. Nie ja jeden mówię o tym, ale jestem pierwszą osobą, która ujawniła historię nieślubnego dziecka o. Tomislava Vlasica. Było to 25 lat temu. Teraz można dowiedzieć się o tym na stronie diecezji Mostar. Tomislav Vlasic, razem z o. Jozo Zovko, został usunięty z zakonu, gdyż nie poddał się pod suspensę, którą nałożono na niego wiele lat temu. Usunięto go głównie za wykorzystywanie seksualne pielgrzymów i seanse spirytystyczne (w org. trafficking in spirits - przyp. tłum.).

To były ksiądz.

Były ksiądz franciszkański. A więc trzeba to wszystko dodać, by mieć pełny obraz a nie skupiać się tylko na tych dzieciach lub na orędziach.

Mamy teraz na ekranie wypowiedzi widzących lub to, co rzekomo powiedziała Matka Boska. Przyjrzyjmy się niektórym. Są naprawdę dziwne. Nie wydaje mi się, by zbyt wiele osób, które dają temu wszystkiemu wiarę, lub zastanawiają się nad autentycznością Medjugoria, znało te wypowiedzi. Wiele z nich pochodzi z książki o. Janko Bubalo.

Zwolennik.

Tak, on jest pro-Medjugorie. Twierdzi, że widząca Miriana poprosiła Panią o znak i wtedy wskazówki jej zegarka obróciły się. W 1981 widzący twierdzili, że Dziewica znikała kilka razy, gdyż ludzie deptali po Jej welonie. Kilka miesięcy później, wieczorem podczas zjawienia, ludzie po kolei dotykali welona, głowy, ręki i sukni Zjawy. Na koniec Dziewica była brudna i cała poplamiona. Miesiąc później Vicka zapisała w swoim dzienniczku: "Zapytaliśmy Panią o mężczyznę, który..." to długi fragment o poplamionej chusteczce, pominiemy go, gdyż ma dodatkowy kontekst. Kilka miesięcy później Jakov spytał "Panią", czy drużyna Dynamo z Zagrzebia wygra zawody, co wywołało szaleńczy śmiech innych widzących. Królowa Nieba przychodzi na ziemię i irytuje się, bo ludzie depczą jej welon, dotykają Jej, mimo że nie ma tam niczego fizycznego do dotykania, i pokrywa się błotem. A to dopiero początek, rok 1981. Czy rzeczy tego rodzaju mogą być czerwona flaga? Dzwonkiem alarmowym? Jeśli jesteś katolikiem, reagujesz - co?!

Jasne. Ważne jest, by przypomnieć, że to wszystko było drukowane przez zwolenników Medjugorie. Po drugie, na początku widzący wypowiadali się szczerze, mówili wprost do ludzi i była to jedna bzdurą za drugą.Stopniowo franciszkanie przejęli kontrolę nad widzącymi i nad przesłaniami. Franciszkanie byli wykształceni w dziedzinie teologii i usuwali niedorzeczności.

Czy może nam pan nakreślić tło? To ważne, by zrozumieć kontekst konfliktu między franciszkanami a lokalnym biskupem.

Istniał tam konflikt o jurysdykcję nad lokalnymi parafiami. Biskup chciał przejąć nad nimi kontrolę, franciszkanie z kolei chcieli zatrzymać je w swoich rękach. Wywiązał się spory konflikt, w wyniku którego cała gałąź zakonu została zasuspendowana. Takie jest tło tych objawień. Toczyła się bitwa a franciszkanie potrzebowali czegoś by pokonać biskupa. Czy może być coś lepszego, niż Matka Boska, która staje po naszej stronie i mówi, że to my mamy rację a biskup się myli? Oto kontekst.

A cała historia nie ma bez niego żadnego sensu. Wielu ludzi sympatyzuję z Medjugorie lub jest skłonnych, by w nie wierzyć, bo któż by nie chciał, by objawiała się Matka Boska i pocieszała swoje dzieci. Ale nie o to chodzi. Istotny jest kontekst, w którym się to wszystko dzieje. Przejdźmy do drugiej części. O. Tomislav Vlasic pyta widzących: "Czy uważacie, że Dziewica Maryja jest tą, która udziela łask czy tą, która modli się do Boga?" Vicka odpowiada: "Tą, która się modli." Mamy tu problem teologiczny. Czy postrzegasz Maryję, która ci się objawia, jako tą, która udziela łask, a jest to tradycyjne katolickie nauczanie, czy jaką tą, która się tylko modli do Boga. A ona (Vicka) odpowiada: "Ona się tylko modli do Boga".

Więc Ona nie udziela łask, nie jest Mediatrix.

I jest to sprzeczne z katolickim nauczaniem.

Dzieci nie są teologami.

To było w 1984 roku, początek objawień. Kolejny punkt. Dziewica miała we zwyczaju odmawiać Ojcze nasz razem z widzącymi. Wielu z was może nie zdawać sobie sprawy, że gdy Nasza Pani się objawia i modli się z widzącymi, odmawia, jak twierdzą, Ojcze nasz, ale pytanie brzmi - jak Maryja może mówić: i odpuść nam nasze winy, skoro sama jest bez grzechu? W Lurdes Maryja miała zamknięte usta podczas odmawiania Ojcze nasz i Zdrowaś Mario, odmawiała natomiast Chwalą Ojcu podczas różańca. Kolejna rzecz. Miriana zapytała Dziewicę: "Czy wiele dusz jest potępionych?" A Ona odpowiedziała: "Dzisiaj wiele dusz idzie do czyśćca". To ciekawe, wziąwszy pod uwagę nauczanie św. Augustyna czy św. Tomasza czy wielu innych świętych, którzy twierdzili, że wiele dusz jest potępionych.

Ewangelie także.

Ewangelie też. Więcej idzie do piekła niż do nieba, to pewne.

"Wąska jest brama" itp.

To kłopotliwe sprawy. A tutaj najbardziej szokujące. Nasza Pani mówi rzekomo podczas jednego z pierwszych objawień (1981), że wszystkie religie są równe przed Bogiem. Słysząc coś takiego, jeśli jesteś katolikiem, natychmiast to odrzucasz. Absolutna herezja. Nie ma mowy, by Matka Boża powiedziała coś takiego. Dziewica, która wydała na świat Boga, mówi, że wszystkie religie są równe? Więc czemu zgodziła się, by zostać Matką Boga? Mamy tu olbrzymi problem. Skąd więc tyle wiary w te rzekome objawienia?

Ma to swoje źródło w kryzysie w Kościele z początku lat 60-tych. Mamy tu sytuację, gdzie wszystko wydaje się być na sprzedaż, co jeszcze będą zmieniać, w co mam wierzyć? I nagle pojawiają się jacyś ludzie, jak ci tutaj, i mówią - odrzućcie to wszystko, oto tu jest przesłanie prosto od Boga, wszystko jest ok. Wielu znalazło w tym ukojenie. Otrzymałem kiedyś list, w którym ktoś napisał -"Może wszystko jest źle, ale zawsze mamy Bayside" (fałszywe objawienia w USA z lat 70-tych). I z tym mamy do czynienia. Oszust w rodzaju Veroniki Lueken ("widząca" z Bayside) przychodzi i mówi: Wiem, co czujecie, ale prawda jest taka, że prawdziwy papież Paweł VI został porwany, tu są zdjęcia jego uszu (odniesienie do teorii, że papież Paweł VI został podmieniony- przyp. tłum.). I nagle wszyscy czują ulgę i mówią - teraz rozumiem. I to właśnie generują tego rodzaju wydarzenia. W Kościele brak jest autorytetu, mają miejsce różne nadużycia, która są tolerowane i oto pojawia się głos z nieba, który mówi - wszystko w porządku.

Jest to psychologiczna gra na umysłach. Ludzie muszą mieć poczucie sensu wobec chaosu w Kościele. Jest to prawie niemożliwe, jeśli rozejrzysz się dookoła, chyba że przyznasz sam przez sobą, że dzieją się naprawdę strasznie, bezbożne rzeczy. A wielu nie chce tego uznać, wolą zwrócić się w stronę wydarzeń, które mają ta mistyczna, duchową pieczątkę prosto z nieba.

Tak, wyeliminować to, co pośrodku, dotrzeć do źródła i czujesz się lepiej, przynajmniej przez jakiś czas.

Mówił pan na początku, że wszystko jest teraz na biurku papieża Franciszka. Z czym będzie się musiał Franciszek zmierzyć?

Dostaję maile, w których ludzie pytają, jak zareaguję, gdy Medjugorie zostanie uznane. Odpowiadam, że Kościół nigdy tego nie uzna, to niemożliwe. Postawiłbym na to ostatniego dolara. Dwóch biskupów potępiło Medjugorie a lokalni biskupi są w pierwszej kolejności autorytetami w tej materii. Obaj odmówili uznania objawień twierdząc, że to oszustwo. Konferencja biskupów Jugosławii nie zatwierdziła autentyczności. Ostatnio diecezja Mostaru zamieściła na swojej stronie info o seansach spirytystycznych, o nadużyciach seksualnych. Kościół za nic w świecie nie uzna tego. I teraz, testem pontyfikatu Franciszka będzie, czy coś z tym zrobi czy nie. Gdyż cała strategia nie polega na tym, by uzyskać potwierdzenie, ale by wszystko nadal toczyło się starym torem. Zostawcie nas w spokoju, nie mówcie nic negatywnego, nic nie róbcie. W ten sposób będziemy mogli po staremu zarabiać pieniądze, prowadzić biznesy i wszyscy będą szczęśliwi. I jeśli tak się znowu stanie, to dla mnie osobiście będzie to sygnał, że Franciszek nie ma kontroli nad swoim pontyfikatem.

Wielu ludzi mówiło to samo o Benedykcie XVI.

Moim zdaniem, powodem rezygnacji Benedykta był nieudany pontyfikat. Porażka, do której przyczynili się ludzie, którzy kierowali tym pontyfikatem. Benedykt nie miał nad tym żadnej kontroli. Za sukcesem Medjugorie stoją ludzie, którzy mają wystarczająco władzy, by nie dopuścić do żadnej krytyki. Dzieje się tak od 30 lat a powody są różne. Na początku była to antykomunistyczna krucjata, pranie pieniędzy, biskup Milic był w to zamieszany. Gdy byłem tam ostatnio, biskup Peric powiedział, że franciszkanie mieli tyle pieniędzy, że założyli własny bank. I gdy doda się to wszystko razem, pranie pieniędzy, handel ludźmi, znajdziemy się w samym centrum kryzysu, z którym musi się zmierzyć Watykan. Benedykt nie poradził sobie z tym i dlatego zrezygnował. Pytanie, czy Franciszek da sobie radę. Czy wyda jakieś oświadczenie.

Nie wydaje mi się, by chodziło konkretnie o Medjugorie - prawda to czy fałsz. Chodzi o cała otoczkę. Jasne jest, że katolicy, którzy angażują się w dobre rzeczy w Kościele, którzy nie wspierają małżeństw homoseksualnych czy wyczynów złych księży, oni właśnie wspierają papiestwo z prawej strony, a ci z lewej wykorzystują to.

Dodaj do tego sytuację w Chorwacji. Objawienia stały się podstawa ruchu natykomunistycznego. Myślę, że właśnie dlatego papież Jan Paweł II nigdy nie wypowiedział się na ten temat. Byłem tam w 1988 roku, rozmawiałem z biskupem Zanicem...

Komunizm, dla tych, których jeszcze wtedy nie było na świecie, miał się w tamtym okresie bardzo dobrze.

Tito umarł na rok przed objawieniami. Biskup Zanic powiedział mi, że rozmawiał z kardynałem Ratzingerem, który był wtedy przewodniczącym Kongregacji Nauk Wiary. Spytałem - co na to kardynał Ratzinger. Odpowiedział - zgadzam się z tobą. Innymi słowy, Ratzinger zgadzał się z Zanicem. Zanic powiedział mi też, że rozmawiał z papieżem, więc spytałem, co papież na to. A on odpowiedział - papież nie powiedział nic. Myślę, że to, z czym tu mamy do czynienia, to przede wszystkim papież Jan Paweł II, który był bardzo zaangażowany w obalenie komunizmu. A Medjugorie było to nic innego, jak chorwacka krucjata antykomunistyczna. Wplatało się w polityczne machinacje.

PO PRZERWIE POKAŻEMY WAM VIDEO, KTÓREGO NIE CHCECIE PRZEGAPIĆ

Witam po przerwie. Szaleństwo Medjugorie. Oto książka Oszustwo Medjugorie i jej autor E. Michael Jones. I chyba nie znajdzie się drugie tak dokładne opracowanie tematu. Ale tak piszę Michael. On po prostu wie niemal wszystko. Czy wciąż twierdzi pan, że ta książka to ekspertyza?

Oczywiście. Na pewno jeśli chodzi o początek wydarzeń, o wojnę, tło historyczne, o źródło objawień, zaangażowanie franciszkanów. Nic się nie zmieniło.

Książkę możecie dostać na stronie culturewars.com. W historii Kościoła, gdy ktoś ma objawienie i widzi coś na własne oczy i nie jest to tylko wewnętrzne odczucie, np. Dziewicę Maryję czy aniołów, to zdaża się, że doznaje ekstazy i staje się zupełnie nieświadomy wszystkiego, co się dzieje dookoła. Ci ludzie są tak skupieni na nadnaturalnym doświadczeniu, że obojętnieją kompletnie na świat materialny. Pokażemy wam teraz wideo. Dla ludzi, którzy wspierają Medjugorie i wierzą w to, co się tam mówi, to wideo może być bardzo trudne do przyswojenia.

Prof Louis Belanger: "Wizjonerzy twierdzą, że podczas objawień nie mają żadnego kontaktu z otoczeniem. Nie widzą i nie słyszą innych obecnych i są całkowicie skoncentrowani na Zjawie".

Lektor: "Co tydzień Dziewica Maryja objawia się młodym wizjonerom podczas piątkowej mszy. Belanger przyniósł z sobą kamerę".

Belanger: "Teraz robią znak krzyża i zaczynają odmawiać Ojcze nasz. Podczas modlitwy nagle zaczyna się ekstaza. Klękają przed Matką Boską".

Lektor: "Jeśli to prawdziwa ekstaza, nic nie powinno rozpraszać dzieci. Lecz nagle jeden z obecnych, Jean Louis, wykonał gwałtowny ruch ręką w stronę Vicki".

Belanger: "Podczas filmowania niczego nie zauważyłem. W kaplicy panowało zamieszanie, ponieważ wszyscy byli zaniepokojeni reakcja Vicki. Jean Louis wykonał szybki ruch ręką w stronę oczu Vicki, a ona zareagowała. Jean Louis był z tego powodu niezadowolony".

Lektor: "Moment, w którym palce zbliżają się do oczu Vicki, pokazuje, że dziewczyna się cofa".

Belanger: "Teraz palce się cofają, ona lekko mruży oczy. Ale na następnym zdjęciu mamy ten gwałtowny ruch głową. Vicka sie uchyla. Po zakończeniu ekstazy zapomniałem wyłączyć kamerę, kiedy nagle weszła Vicka z kimś jeszcze".

Lektor: "Chciała wyjasnić, czemu się poruszyła. W trakcie transu chciała złapać Dzieciątko Jezus, wyślizgujące się z rąk Maryi".

Belanger: "(Vicka) powiedziała: ""Gdy weszłam do kaplicy, wszystko było w porządku. Podczas ekstazy nie widziałam i nie słyszałam nikogo, prócz Dziewicy Maryi. Dziewica trzymała w ramionach Dzieciątko Jezus. Nagle wydało mi się, że Dzieciątko zsuwa sie na dół, więc by temu zapobiec, poruszyłam się"". Chciała wyjasnić swoją reakcję na gest Jean Louisa".

Dziewica Maryja o mało nie upuściła Dzieciątka Jezus. To już nawet nie jest zastanawiające, to absurdalne.

Gdyby chociaż zostawili to bez komentarza, może by to jeszcze jakoś przeszło, ale ona wraca i daje jakieś kompletnie pokręcone wyjaśnienie. Nic nie odrzuca bardziej w ich wypowiedziach niż tego rodzaju bzdury. Czemu oni wciąż o tym mówią? Czemu cały czas się do tego wraca, gdy poruszana jest kwestia autentyczności? Idzie o to, że konkretna grupa ludzi zarabia na tym pieniądze i bardzo im zależy, by nie poruszać kwestii tych świadectw, które są ze sobą sprzeczne. I znowu, gdzie jest Kościół? Dwóch lokalnych biskupów, podpierając się swoim autorytetem, wydało oświadczenie negatywne, więc dlaczego Kościół nie zakończył jeszcze całej tej historii? Coś tu jest na rzeczy. Wracając do twierdzenia o nieudanym pontyfikacie. Nie twierdzę tutaj, że on (Benedykt XVI) robił wszystko źle. Abdykował, bo nie potrafił zapanować nad konkretnymi wpływowymi grupami. Twierdzę, że Medjugorie jest uosobieniem tych sił, zarówno jeśli chodzi o handel ludźmi jak i pranie pieniędzy. Dwie kwestie, z którymi walczy Watykan.

Być może jest to punkt krytyczny dla Franciszka. Symboliczny a zarazem całkiem realny. Kim są te "siły" w Watykanie, czym się kierują? Brzmi to jak teoria spiskowa. Co się tam dzieje? Napisał pan już sporo na ten temat.

Cóż, niektórzy są zamieszani w pranie brudnych pieniędzy. Pewien monsignore został przyłapany z 25 milionami dolarów w walizce, gdy próbował dostać się do Szwajcarii. Wcześniej jeden że słowackich biskupów ( Milicev\Nilicev?) został aresztowany przez włoską policję za zakup walizki należącej do Roberta Calvi. Cofamy się do czasów, gdy Stany Zjednoczone były zaangażowane w finansowanie ruchów niepodległościowych typu Solidarność w krajach Europy Wschodniej.

Przeciwko komunizmowi.

Tak. Ostatnia faza krucjaty antykomunistycznej, a Medjugorie było jej częścią. Czerpano korzyści z tych transakcji, co przygotowało grunt pod proceder prania pieniędzy. Przecież oni założyli tam własny bank. Sam biskup Peric zwrócił mi na to uwagę. Oni wyciągają z tego ogromne ilości pieniędzy w twardej walucie, która płynie do Jugosławii. Co się dzieje z tymi pieniędzmi? Tego nie wie nikt. I te siły właśnie odpowiadają za brak transparentności finansowej, za zapsucie moralne. Te siły paraliżują Kościół, odpowiedzialne są za nieudany pontyfikat Benedykta XVI a Medjugorie jest z tym wszystkim powiązane.

Komentarze typu - Dziewica Maryja o mało nie upuściła Dzieciątka, one nie pochodzą od ludzi, którzy nie uznają autentyczności tych objawień. Są to wypowiedzi jednej z widzących, która zamrugała oczami na gwałtowny ruch czyjejś ręki w stronę jej twarzy. Pytanie czy Łucja, Hiacynta lub Franciszek zareagowaliby równie gwałtownie podczas wizji? Nie, nic takiego by się nie stało. Jeden z lekarzy poddał testowi św. Bernadettę z Lourdes, podczas wizji nakłuł jej skórę igłą. Nie było żadnej reakcji. Rodzą się poważne wątpliwości względem całej tej historii, gdyż aby wspierać i promować opowieści o Matce Bożej upuszczającej małego Jezusa, musiałbyś wyrzec się całej swojej katolickiej wiary. Żałosne. Na stronie medjugorie.com - mamy ja teraz na ekranie - są sami zwolennicy, to ich miejsce. Przeczytam teraz panu rzekomą wypowiedź naszej Błogosławionej Matki, skierowaną do Ivanki podczas ostatniego z objawień otrzymywanych przez dziewczynkę każdego dnia. 7 mają 1985 roku Królowa Pokoju powiedziała: "Nikt nigdy nie otrzymał tylu łask, niż ty i twoi bracia i siostry." Jeśli mówi to Matka Boża, Królowa Nieba, to mam nadzieję, że nie ma na myśli siebie. Nikt nie otrzymał nigdy więcej łask niż nasza Błogosławiona Matka. Nawet jeśli pominiemy tutaj Matkę Bożą, to czy myśli pan, że te dzieci zostały obdarowane większą łaską niż o Pio czy św. Tomasz z Akwinu?

Muszą mieć tam jakiś licznik do pomiaru świętości.

Matka Boża opowiada jakieś dziwne rzeczy.

Gożej. Marija Pavlovic-Lunetti w jednym z objawień otrzymała pełne poparcie Matki Bożej dla mieszanej, damsko-męskiej grupy charyzmatycznej, która założył we Włoszech o Tomislav Vlasic razem z s Agnes Heupel. Matka Boska zatwierdziła tę wspólnotę. Gdy pisałem swoją pierwszą książkę Medjugorie: The Untold Story\Medjugorie: Historia, o której się nie mówi, wysłałem tam reportera by pokazać jej (s Agnes), co udało mi się znaleźć na temat Vlasica i jego nieślubnego dziecka. Dziennikarz pokazał jej to wszystko, gdy tylko się pojawiła. Rzuciła na to okiem i z wyrazem przerażenia na twarzy wskoczyła do samochodu i odjechała. Następnego dnia napisała notatkę, w której oświadczyła, że to, co powiedziałem na temat o Vlasica, jej samej oraz wspólnoty to nieprawda i że powiedziałem to wszystko, bo zmuszono mnie do tego. I tak cała sprawa się przedstawia.

A przypisuje się to Matce Bożej.

Wkładają różne słowa w usta Matki Boskiej, sami się przyznają, że kłamali, a przyznają się, bo ktoś ich do tego zmusił. I tak to wygląda.

I tak to wszystko wygląda.

Według kryteriów ustanowionych przez Benedykta XIV to wszystko automatycznie staje się bezprawne, nie można dawać temu wiary.

Następny komentarz. Przypominam, że wszystkie są spisywane przez zwolenników. Matka Boża mówi rzekomo: "To nie Bóg stworzył podziały i religie, to ludzie wymyślili podziały. Każda religia musi być szanowana a wy macie zachowywać waszą dla was samych i waszych dzieci. To wy jesteście podzieleni". I jeszcze to: "Muzułmanie i prawosławni, podobnie jak katolicy są równi przed moim Synem i przede mną. Wszyscy jesteście moimi dziećmi". Jak w tej operze mydlanej "All my children" (serial amerykański nadawany w latach 1970 - 2011, przyp. tłum.). Muzułmanie, prawosławni i katolicy są równi przed Bogiem. Czy mógłby pan to skomentować?

Ale jaki jest sens wchodzić w jakieś głębokie teologiczne rozważania nad czymś, co te dzieciaki bez zastanowienia wygadywały? Na samym początku były albo zbyt szczere albo zbyt głupie, spisując słowo w słowo wszystko, co paplały. Można by wymienić całe katalogi bzdur. Z biegiem czasu wszyscy zaczęli cierpieć na luki w pamięci, później zajęli się nimi franciszkanie, którzy zadbali, by w przekazach nie znalazło się nic wzbudzającego wątpliwości. Tak więc nie ma potrzeby debatować nad tym. To są bzdury.

Kilka miesięcy temu papież Franciszek powiedział, nie odnosząc się bezpośrednio do Medjugorie, że Matką Bożą nie jest naczelnikiem poczty (cyt. "Maryja jest Matką i kocha nas wszystkich, nie jest jednak naczelnikiem poczty, rozsyłającym codziennie wiadomości" - przyp. tłum.).

To działa na korzyść komisji Ruiniego. Nie wydaje mi się, by Franciszek patrzył na to przychylnym okiem gdyż, w przeciwieństwie do Jana Pawła II, nie ma w tym żadnego interesu, jak walka z komunizmem. Ale to dawne czasy. Ale wypowiedź Franciszka to dobry znak.

Gdy pojawiła się informacja, że komisja Ruiniego przekazała swój raport do Watykanu, natychmiast zaczął się szum, że to jeszcze nie oznacza, że wydarzenia te nie mają nadnaturalnego charakteru. Informacje tego typu przeciekły do prasy, jakby chciano ochronić te dzieci, by nikt nie mógł powiedzieć, że to nie jest nadprzyrodzonego pochodzenia, bo przecież wszyscy ci ludzie w to wierzą. W ten sposób agenda pogrywa sobie w Watykanie. Coś się dzieje i zaraz ktoś biegnie do mikrofonu z interpretacja wydarzeń.

Jasne.

Czy pana zdaniem podejmowane są celowe działania, by osłabić pontyfikat Franciszka, tak aby wszystko zostało po staremu?

Oczywiście. Są tam ludzie, którym bardzo zależy na utrzymaniu statusu quo. Rezygnacja Benedykta oznaczała, że status quo nie był już dłużej tolerowany i że Benedykt nie potrafił rozwiązać tego problemu. Franciszek został wybrany, by się tym zająć. Brak jasnych deklaracji, milczenie, tolerowanie Medjugorie sygnalizuje ogromny problem. To, że nie podjęto żadnych działań, oznacza, że istnieją wpływowe siły, które chronią Medjugorie. I w zależności od tego, jakie stanowisko zajmie Franciszek, będę mógł stwierdzić, czy ma coś do powiedzenia w Watykanie czy nie. Czy wystąpi z jakimś oświadczeniem, czy da jasny sygnał? Do tej pory nic takiego nie miało miejsca.

Kardynał Schonborn z Wiednia popiera Medjugorie.

Za co został zbesztany przez papieża. Wystosował potem nieco szydliwe przeprosiny do biskupa Pericia za negatywny komentarz pod adresem innego biskupa. Jego zachowanie było bardzo niestosowne, wręcz kompromitujące. Schonborn jest promotorem Medjugorie, bez dwóch zdań.

Schonborn stoi za reformą Katechizmu.

To jak podczas konferencji na uniwersytecie Notre Dame poświęconej Medjugorie. Istnieje coś w rodzaju symbiozy pomiędzy heretykami a szaleńcami. Wszyscy oni kreują podział w Kościele a jednocześnie nie wchodzą sobie nawzajem w drogę. Są szczęśliwi, gdy nikt nie przeszkadza im w zbiorowej halucynacji tak długo, jak pieniądze płyną. Doszliśmy do martwego punktu, gdyż w Kościele nie ma jedności ani spójności, tylko zastój.

Wracając do tych konferencji w Notre Dame, które odbywają się co roku. Notre Dame ma reputację miejsca bardzo liberalnego, gdzie się przyjmuje heretyków a mordercom dzieci przyznaje nagrody. Więc gdy ludzie reprezentujący katolicka prawicę, przychylni chrześcijańskiej ortodoksji, wierzący w Dziewicę Maryję, przychodzą na taką konferencję, mogą odnieść wrażenie, że w Notre Dame robi się krok do tyłu.

I że oni tam są tacy tolerancyjni, zapraszając tych ludzi. Ale nie ma żadnego zagrożenia. Identyczne manie i urojenia koegzystują obok siebie w najlepsze. Jedno jest przeciwieństwem drugiego, mimo to istnieją między nimi ścisłe powiązania na zasadzie dialektyki. Denis Nolan, jeden ze znaczniejszych promotorów Medjugorie, studiował na uniwersytecie Notre Dame. Był studentem o Burtchaella, który negował jedna doktrynę za drugą.

Ojciec Burtchaell był moim wykładowcą.

Więc wie pan, co mam na myśli. I znów mamy do czynienia z promowaniem kolejnych herezji. A biedny Nolan, który nie może się w tym wszystkim połapać, wycofuje się i stwierdza, że tego nie potrzebuje, bo ma Ducha Świętego. Działo się to wtedy w obrębie ruchu charyzmatycznego.

Wspólnota Ludu Chwały ( People of Praise).

Zajrzyjcie do książki Kevina Ranghana (założyciela People of Praise - przyp. tłum.). "Wy macie rozum, my wiarę". Ale chwileczkę, przecież Kościół katolicki to rozum i wiara. Oni rozdzielili te pojęcia. Heretyccy profesorowie twierdzą - nasze jest szkiełko i oko, tamci - a my mamy wiarę. Wszyscy oni błądzą.

Na konferencji na uniwersytecie Notre Dame we wrześniu lub październiku miał się pojawić jeden z widzących (Ivan Dragicevic, jednak w wyniku listu i działań biskupów, w wielu amerykańskich parafiach odwołano spotkania i konferencje z "widzącym" - za breviarium. blogspot.com, przyp. tłum.). Spotkanie miało się odbyć na boisku do gry w kosza, a na godzinę 8 wieczorem zapowiedziano objawienie Matki Bożej. Ale okazało się, że w tym samym czasie ma się tam odbyć mecz koszykówki i że do tego czasu wszyscy mają się stamtąd wynieść. I jakże wygodnie przesunięto wizytę Matki Boskiej o godzinę lub dwie. To już nie jest nawet anty katolickie, to jest po prostu niekatolickie i śmiechu warte. Razem z całym tłem, które pan nakreślił.

Można było iść na te konferencję i spytać Matkę Bożą, kto wygra mecz a potem zrobić zakład. Wtedy zwróciłyby się chociaż te pieniądze za wejściówkę.

Ostatnie pytanie. Oczywiście nie będziemy tu przewidywać, jak postąpi Franciszek. W która stronę, pana zdaniem, to wszystko zmierza? W jakim punkcie my, jak Kościół, się obecnie znajdujemy, skoro wydarzenia w rodzaju Medjugorie przyciągają uwagę mediów i tworzą nagłówki gazet?

Próżnia, brak autorytetu doprowadziły do zdarzeń w Medjugorie. Mówiłem już kiedyś, że wszyscy ci niezadowoleni ludzie, kobiety pakowane przez biskupów do autobusów i samolotów, oni wszyscy głosują nogami i za ciężkie pieniądze kupują sobie przeżycie duchowe. Św. Jan od Krzyża, jeden z największych mistyków chrześcijańskich, powiedział, że diabeł raduje się, gdy ludzie szukają prywatnych objawień. Medjugorie stało się towarem konsumpcyjnym, miejscem, w którym wszędzie dochodzi do manifestacji demonicznych.

Wszystko to świadczy jasno i wyraźnie, że kondycja Kościoła jest tragiczna i nie wiadomo, śmiać się czy płakać. Mamy telefon od słuchacza. John dzwoni z Teksasu i chciałby zadać pytanie odnośnie pańskiej książki.

Dobry wieczór. Przede wszystkim chciałbym podziękować panu Jones'owi za jego książkę Medjugorie:Deception. Chciałbym zapytać pana o głosy krytyczne względem pańskiej książki. Sięga pan po informacje z wielu źródeł, książka zaopatrzoną jest w bibliografię, jednak brakuje odnośników, numerów stron, przez co trudno jest iść pańskim tokiem myślenia. Proszę o komentarz. Chciałbym też odnieść się do wcześniejszego komentarza. Powiedział pan mianowicie, że pontyfikat Benedykta XVI był nieudany.

Odnośnie drugiego pytania. Pontyfikat Benedykta był nieudany, gdyż nie udało mu się zapanować nad siłami, które sabotowały ten pontyfikat. Fakt abdykacji jest tego dowodem. Pierwsze pytanie o cytaty. Gdy zacząłem pracę nad książka, doszedłem do wniosku, że nie ma sensu zamieszczać odnośników, gdyż wiele materiałów pochodzi z medjugorskich gazet, prywatnych wywiadów. Wydało mi się to nie na miejscu, by zamieszczać je w mojej książce, standardowo jednak używam odnośników, jak przy pisaniu The Jewish Revolutionary Spirit czy innych książek. Materiały, z którymi miałem do czynienia, były to artykuły prasowe. Stosowanie odnośników nie bardzo się tutaj nadaje.

Przy zbieraniu materiałów trzeba sięgać do źródeł.

Ale ja nie mogę pokazać panu medjugorskiej gazety z 1987 roku, gdzyż nic takiego nie jest już dostępne. Nie możesz iść do biblioteki czy poszukać w Internecie, niczego nie można było znaleźć z Internecie, gdy pisałem te książkę.

E. Michael Jones, proszę państwa. Zapraszam na jego stronę culturewars.com

tłum. marthix


Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna


Źródło informacji: http://www.traditia.fora.pl/

Papież krytycznie o "reformie reformy" i tradycjonalistycznych kapłanach




Ojciec Święty Franciszek na spotkaniu z kapłanami Rzymu mówił o "reformie reformy" i Mszy trydenckiej. Stwierdził, że część młodych księży, którzy angażują się w Tridentinę, ma problemy psychologiczne i moralne.

Poniższa relacja została przedstawiona przez cenioną i wiarygodną agencję prasową "Zenit". Trzeba jednak zaznaczyć, że została oparta na relacjach księży, którzy rozmawiali z papieżem. W mediach nie ukazało się żadne oficjalne nagranie ze spotkania, bo Ojciec Święty nie życzył sobie obecności kamer podczas otwartej dyskusji z kapłanami. "Zenit" podaje jednak, że część duchownych nagrała słowa papieża, inni po prostu referowali to, co przekazał Wikariusz Chrystusa.

Jednym z tematów, jakie poruszono na spotkaniu z kapłanami Rzymu, była Msza trydencka. Wikariusz Chrystusa skomentował decyzję swojego poprzednika Benedykta XVI, który poprzez Motu Proprio Summorum Pontificum zezwolił na celebrowanie Mszy podług dawnego rytu. Według Franciszka był to gest, który miał zaoferować „pomocną dłoń lefebrystom i tradycjonalistom”, a także wszystkim tym, którzy chcieli celebrować Mszę podług dawnych rytów. Franciszek podkreślił, że tak zwana Tridentina to „nadzwyczajny ryt rzymski” – nie ma więc mowy o „innym” rycie, a jedynie „odmiennej formie” tego samego.

Franciszek zauważył przy tym, że istnieją księża i biskupi którzy mówią o „reformie reformy”. Niektórzy z nich według Ojca Świętego są „święci” i mówią „w dobrej wierze”. Popełniają jednak zdaniem papieża błąd. Następnie Franciszek powiedział, że niektórzy biskupi zaakceptowali „tradycjonalistycznych” seminarzystów, którzy zostali wyrzuceni z innych diecezji. Ludzie ci zachowywali się „bardzo dobrze, bardzo pobożnie”. Zostali wyświęceni na kapłanów, ale okazało się później, że mają „psychologiczne i moralne problemy”.

Według papieża wyświęcanie tego typu seminarzystów jest swoistym nakładaniem na Kościół „hipoteki”. Tacy kandydaci na księży są według Franciszka akceptowani często ze względu na kryzys powołań i zapotrzebowanie na nowych kapłanów; brak odpowiedniego rozróżnienia sprawia, że wśród kandydatów niektórzy ukrywają pewną „nierównowagę”, która manifestuje się później w liturgii.

Franciszek dodał, że Kuria musiała interweniować już w przypadku trzech biskupów w związku z tym problemem.

pac/zenit

Źródło informacji: FRONDA.pl

poniedziałek, 23 lutego 2015

Zapomniane prawdy: Dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon



"Jednym z największych niebezpieczeństw, przed którym staje Kościół, zwłaszcza w tzw. katolickich krajach, jest pokusa flirtu z władzą. Ci, którzy są przekonani, że decydują o wszystkim, zdają się mówić dzisiaj Kościołowi: „Dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Układ z władzą sprawia, że można sobie pozwolić na więcej. Można liczyć na rządowe subwencje, „załatwienie” czegoś i wyrozumiałość tzw. opinii publicznej wobec drobnych potknięć. Można nawet, będąc duchownym, zasiadać we władzach spółek publicznych, np. Krakchemii SA, brać za to ciężkie pieniądze, mieć na to immunitet również w antykościelnych mediach i ciągle występować jako „autorytet moralny”. Trzeba tylko wiedzieć, komu bić pokłony, kiedy klaskać, a kiedy wyć z oburzenia. Czyż nie o to właśnie chodziło diabłu, kiedy próbował skusić Chrystusa do bluźnierczego homagium?"


ks. Henryk Zieliński, Idziemy nr 8 (491), 22 lutego 2015 r.

sobota, 21 lutego 2015

Na fińskich antypodach ksiądz nadzwyczajny




LIST NR 50
______

Dla Kościoła Finlandia to niemalże terra incognita, należy do obrzeży, na których powinna się pojawić nowa ewangelizacja. Dlatego święcenia kapłańskie księdza Andersa Hamberga, które miały miejsce 7 czerwca 2014 roku są same w sobie nadzwyczajnym wydarzeniem – od czasu Reformy były to dopiero szóste katolickie święcenia kapłańskie w Finlandii! Święcenia te nadzwyczajne są również w perspektywie liturgicznej, jako że nazajutrz, 8 czerwca 2014 ksiądz Hamberg zgodnie ze swoim wyborem odprawił, również w katedrze świętego Henryka, mszę prymicyjną z mszału tradycyjnego w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego...

W obecnym miesiącu chcielibyśmy Państwu zaproponować lekturę tłumaczenia najważniejszych fragmentów jednego z artykułów omawiających to wydarzenie i następnie kilku naszych uwag.


I – RZADKO SPOTYKANY I ZNAMIENNY SAKRAMENT KAPŁAŃSTWA W HELSINKACH
artykuł Alberto Carosy dla Catholic World Report, 23 czerwca 2014

W kontekście pojawiających się ostatnimi czasy pozytywnych aspektów rozwoju katolicyzmu w krajach skandynawskich należy wspomnieć o święceniach kapłańskich Andersa Hamberga, które odbyły się 7 czerwca – to szósty fiński ksiądz katolicki od czasu Reformy. Święcenia, których liturgię po szwedzku (w ojczystym języku księdza Hamberga) i po łacinie odprawiał J.E. Teemu Sippo SCJ, biskup Helsinek, miały miejsce w katedrze świętego Henryka. Tam też 28 września 2013 roku, również z rąk J.E. Teemu Sippo, ksiądz Hamberg przyjmował święcenia diakonatu.

Miałem wiedzę o tym wydarzeniu jak i o innych bieżących sprawach katolicyzmu fińskiego (autor artykułu ożenił się z fińską katoliczką – przyp. red.) jak otwarcie pierwszego kościoła katolickiego w Kuopio, stolicy Sawonii (region położony w centrum kraju), lecz jeszcze do niedawna nie wiedziałem, że ksiądz Hamberg miał odprawić swą pierwszą mszę według liturgii tradycyjnej. 8 czerwca, w niedzielę Pięćdziesiątnicy w katedrze świętego Henryka za zgodą J.E. Teemu Sippo została rzeczywiście zaśpiewana msza według mszału z 1962 roku. Odtąd, skoro jest już odpowiedni ksiądz na stałe raz w miesiącu odprawiana jest tam msza święta w formie nadzwyczajnej.

Celebracja niniejsza jest bezpośrednim skutkiem nie tylko Motu Proprio Summorum Pontificum Benedykta XVI, który w 2007 roku dał wolność odprawiania liturgii tradycyjnej – papież Franciszek nazwał ją „skarbem dla kościoła” – ale i decyzji papieża Benedykta, zgodnie z którą w roku 2008 erygowano w Wiecznym Mieście parafię personalną dla wiernych związanych z tradycją katolicką. Parafia Santissima Trinità dei Pellegrini została powierzona Bractwu Kapłańskiemu Świętego Piotra (FSSP). Kościół znajduje się w historycznym centrum Rzymu, vis-à-vis światowej sławy dzielnicy Trastevere i pierwotnie został zbudowany pod kierownictwem świętego Filipa Neri dla przybywających do miasta pielgrzymów.

Posiada specyficzną misję, którą było „przywracanie wiernym żywej i gorliwej wiary dzięki liturgii, procesjom i publicznym aktom pobożnościowym”, jak przypomina strona internetowa parafii , a która wraz z działalnością FSSP pozostaje nadal aktualna. Bractwo stara się ożywić zapoznane praktyki, lub praktyki świadomie porzucone, w pierwszym rzędzie dawny ryt.

I tak, święcenia z 7 czerwca a dalej odprawienie prymicji przez księdza Hamberga 8 czerwca, mogą zostać wliczone w poczet owoców powyższej misji. Gdy kilka lat temu poznałem przyszłego księdza Hamberga jako przebywającego w Rzymie seminarzystę, byłem tak naprawdę zaskoczony i szczęśliwy dowiedziawszy się, że w niedzielę zwykł, jak ja, uczęszczać do Santissima Trinità dei Pellegrini. Nigdy się tam nie spotkaliśmy z tej prostej przyczyny, że chodziliśmy na mszę o innej godzinie.

[...]

II – REFLEKSJA PAIX LITURGIQUE

1) Finlandia liczy zaledwie 2 katolików na 1 000 mieszkańców (w sumie 10 000 na ponad 5 milionów mieszkańców). Nie trzeba przekonywać, że to jest teren ewangelizacji i że święcenia księdza Hamberga stanowią rzeczywiście wielkie wydarzenie dla tej mikro wspólnoty! Fakt zaś, że ten nowo wyświęcony ksiądz zdecydował się na swej prymicji odprawić liturgię tradycyjną jest nowym dowodem na uniwersalność tego skarbu liturgii, nauki wiary i duchowości, który został przez Benedykta XVI na nowo udostępniony każdemu katolickiemu kapłanowi, a zatem i wiernym.

2) Wiecznie młody i płodny powołaniami ryt tradycyjny: wybór księdza Hamberga, by odprawić prymicję w liturgii tradycyjnej świetnie obrazuje celność powyższych słów kardynała Cañizaresa (*): „Motu Proprio [...] zaowocowało zaskakującym dla wielu osób zjawiskiem i jest ono prawdziwym „znakiem czasu”: to zainteresowanie, jakie budzi forma nadzwyczajna rytu rzymskiego wśród ludzi młodych, którzy nie znali jej nigdy jako zwyczajnej. Zainteresowanie nią jest przejawem głodu „języka”, który wykracza poza codzienność i który pociąga nas ku nowym granicom, horyzontom, których wielu duszpasterzy nigdy nie brało pod uwagę. Otwarcie skarbu liturgii Kościoła wszystkim wiernym umożliwiło odkrycie bogactwa naszego dziedzictwa tym, którzy go nie znali, bo oto ta forma liturgiczna, która wzbudza wiele powołań kapłańskich i zakonnych na całym świecie, ludzi gotowych poświęcić swe życie w służbie ewangelizacji”.

3) Ksiądz Hamberg obecny w Rzymie na pielgrzymce Populus Summorum Pontificum powiedział nam, że będzie dzielił swój czas między parafie w Turku (150 km na zachód od Helsinek) i w Helsinkach, gdzie jest odpowiedzialny za msze święte po szwedzku i mszę w formie nadzwyczajnej raz w miesiącu. Choć trudno jest, z racji niewielkiej liczby czynnych księży i konieczności przebywania sporych odległości, nieść wiernym oczekiwane przez nich pełne wsparcie duszpasterskie, mimo wszystko we mszy tradycyjnej w Helsinkach uczestniczy regularnie ponad pięćdziesiąt osób. Wszak dzięki pomocy księży z Bractwa Świętego Piotra przybywających z Polski msza może być odprawiana co niedzielę. Do stałego trzonu grupy wiernych złożonej z młodych dorosłych i rodzin przygodnie dołączają osoby, często przybywające z daleka, które przyciąga liturgia bardziej rozmodlona niż ta, na którą zwykle chodzą oraz muzyka.

4) Istnieje otoczony Kościołami luterańskimi nurt, który można by określić „Kościołem wysokim”, zważający na godne i uroczyste odprawianie liturgii jak i na zgodność z doktryną. W szwedzkim Kościele luterańskim, który jest macierzą kościoła luterańskiego w Finlandii, od lat istnieje regularny przepływ wiernych nawracających się na katolicyzm, w tym znanych pastorów (ostatnio był nim Ulf Ekman). O ile z jednej strony wiadomo, że zjawisku temu sprzyja przyspieszenie, jakie przejawia luteranizm w kwestiach etycznych i politycznych (Stockholm od roku 2009 posiada panią biskup żyjącą w związku lesbijskim), o tyle z drugiej strony przywrócenie przez Kościół katolicki honorów liturgii tradycyjnej – i wszystkiemu, co wyraża z perspektywy prawości doktrynalnej i moralnej – również może zadziałać niczym magnes. W takim ujęciu powołanie księdza Hamberga jawi się jako atut służący prawdziwemu „ekumenizmowi”.

(*) We wstępie do hiszpańskiej publikacji na temat zasad stosowania motu proprio Summorum Pontificum.

Źródło informacji: PAIX LITURGIQUE

Bp Fellay o roli nowego seminarium FSSPX w USA (film z napisami w języku polskim)



Północnoamerykańskie seminarium duchowne Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, dotąd mieszczące się w Winona w stanie Minnesota, ze względu na niedostatek miejsca dla coraz liczniejszych kandydatów do kapłaństwa zostanie przeniesione na teren posiadłości znajdującej się w hrabstwie Buckingham w Wirginii. Decyzja o budowie nowego seminarium została ogłoszona w czerwcu 2011, w kwietniu 2013 r. bp Bernard Fellay, przełożony generalny FSSPX, poświęcił na placu budowy kamień węgielny i dzwony, a 26 kwietnia 2014 r.. odprawił tam pontyfikalną Mszę św. A jak wygląda plac budowy A.D. 2015? Zobaczcie Państwo sami.

piątek, 20 lutego 2015

Papież spotkał się z homoaktywistami. Jakie są granice „efektu Franciszka”?



W Środę Popielcową papież przyjął na audiencji przedstawicieli amerykańskich organizacji homoseksualnych, co wywołało oburzenie ze strony wielu katolików. Watykański korespondent stacji NewsMax stwierdził, że „efekt Franciszka” – czyli swoista otwartość Kościoła na różne grupy – posiada granice.

To efekt Franciszka – tak audiencję u Franciszka z udziałem homoseksualistów tłumaczyła „zakonnica” Jeannine Gramick, promująca permisywne „duszpasterstwo” wśród sympatyków ruchu LGBT. Została ona wiele lat temu potępiona przez Kongregację Nauki Wiary. Jak podkreślano, takie duszpasterstwo przeczy katolickiej wierze i moralności.


Gramick i dyrektor organizacji New Ways Ministry, Franciszek DeBernardo, poprowadzili pielgrzymkę 50 homoseksualnych katolików do Rzymu. Żalili się, że dawniej, gdy homoseksualiści wraz z innymi przybywali na Plac św. Piotra, byli „po prostu ignorowani”. Tym razem amerykański biskup, pełniący ważną funkcję w Watykanie, wystarał się o specjalną audiencję. Watykan nie wspomniał, że papież spotkał się z prominentnymi działaczami ruchu homoseksualnego w Stanach Zjednoczonych, podano jedynie informację o „grupie świeckich towarzyszących siostrze Gramick”.

Korespondent stacji NewsMax, Edward Pentin, komentując to zdarzenie podkreślił, że „efekt Franciszka” ma swoje granice. Jak stwierdził, „Papież podważa nauczanie Kościoła”, a szanse na nawrócenie w ten sposób zadeklarowanych homoseksualistów i innych grup, pozostających poza Kościołem, są mierne. - Papież chce doprowadzić ludzi z powrotem do Kościoła. Jednak „efekt Franciszka” – czyli wrażenie nowego otwarcia w Kościele – zderza się z katolickim nauczaniem, które wyraźnie stanowi, że akty homoseksualne są grzeszne – mówił reporter.

Istnieją granice, których papież przekroczyć nie może – podkreślił Amerykanin. Z tego powodu „geje katolicy” nie powinni liczyć na radykalną zmianę nauczania dot. homoseksualizmu. - Papież kładzie nacisk na ukazanie miłosiernej i bezwarunkowej miłości Boga do wszystkich w nadziei, że powrócą oni do Kościoła, a ich styl życia zmieni się i odwrócą się oni od tego, co Kościół uznaje za zachowanie grzeszne - tłumaczył Pentin.

Reporter stwierdził, że chociaż nie znamy jeszcze wszystkich skutków „efektu Franciszka”, wielu katolików słusznie niepokoi się, iż papież zgodził się już na zbyt wiele ustępstw, przez co „w rzeczywistości podważa nauczanie Kościoła”. Według reportera postawa Franciszka, osłabiającego zdecydowaną reakcję przeciwko ruchowi homoseksualnemu, wykorzystywana jest przez przeciwników Kościoła, którzy stopniowo realizują swoje postulaty.

Pentin zastanawia się także, czy papież ulega manipulacji, czy też sam pomaga w realizacji tych postulatów. – To jest zasadniczy problem, naprawdę. Trzeba zadać sobie pytanie o podejście papieża do tych kwestii i czy papież rzeczywiście jest wykorzystywany przez pewne grupy lobbystyczne – podkreślał reporter. Dodał, że wielu tradycyjnych katolików „podejrzewa papieża o celowe wspieranie tych grup”. Jakie są prawdziwe intencje Franciszka – kontynuuje – katolicy będą mogli przekonać się w październiku, gdy ponownie zbierze się synod biskupów i szerzej będą dyskutowane kwestie życia małżeńskiego.

yahoo.com, newsmax.com, AS.

Źródło informacji: http://www.pch24.pl

czwartek, 19 lutego 2015

Bogdan Kędziorek: Liturgiczne bomby zegarowe



Od najmłodszych lat byłem ministrantem, później lektorem. Wszystko to, co spotykałem w kościele, a więc muzyka, liturgia czy architektura, były moją codziennością. Miałem poczucie, że to wszystko istaniało „od zawsze”. Kiedy zdobyłem zaufanie proboszcza, zaczął powierzać mi klucze od kościoła, zwłaszcza gdy miałem coś naprawić lub przygotować. Wraz z wypełnianiem moich obowiązków zacząłem odwiedzać miejsca wcześniej dla mnie niedostępne: kościelna wieża, podziemia, magazyn na szaty liturgiczne. Każda z tych wypraw stawała się dla mnie okazją do przyjrzenia się przedmiotom, których nigdy wcześniej w kościele nie widziałem. Zaczęło mnie to intrygować, dlaczego tak piękne rzeczy są poupychane gdzieś na strychu, w piwnicy, brudnym magazynie. Pewnego dnia zdobyem się na odwagę i zapytałem o to proboszcza. Usłyszałem: „to stare śmieci, czekają na wyrzucenie”. Ta odpowiedź nie dawała mi spokoju. Wręcz przeciwnie – coraz więcej zacząłem szukać informacji na temat przedmiotów, które znajdowałem.

W końcu postanowiłem porozmawiać z sędziwym kapłanem, dawnym proboszczem naszej parafii. Zamiast szerokiej odpowiedzi, zobaczyłem łzę w oku wiekowego kapłana, i usłyszałem jakby niedokończone zdanie: „wiesz, kiedyś to wszystko było inaczej…”.

Powszechnie słyszy się, że kiedyś po prostu ksiądz stał tyłem, wszystko było po łacinie, ludzie nie rozumieli. I po części to wszystko jest prawdą. Niestety najczęściej zatrzymujemy się na takiej ocenie sytuacji. Albo pogłębienie tematu nie jest nam do niczego potrzebne, albo po prostu nie żałujemy tego, czego nigdy nie doświadczyliśmy. Postarajmy się spojrzeć na sprawę nieco szerzej. Dwudziesty wiek to czas wielkich wojen, zmian, burzenia starego porządku, a budowania nowego. Ogrom ofiar, zmiany granic państw, zmiana statusu życia przeciętnego europejczyka, czy też powolna, acz ustawiczna zmiana jego tożsamości. Wiąże się to nierozerwalnie z pragnieniem „odreagowania” trudnych czasów wojny i poczucia nieustannego zagrożenia.

Jednym ze skutków tych wydarzeń była rewolucja seksualna przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Wiązała się ona nie tylko z większą otwartością na ludzką płciowość i wszystko co z nią związane, ale także z pewnym przewartościowaniem hierarchii wartości. W miejsce wartości „starego świata”, czyli patriotyzmu, nierozerwalnej rodziny czy wiary, zaczęły wchodzić inne, których zadaniem było zbilansowanie braków powstałych wskutek trudnych lat trzydziestych i czterdziestych. To, co dawne, zaczęło być uważane za niemodne, ograniczające postęp, odbierające wolność i w efekcie pozbawiające człowieka radości. Chciano zatem zmiany, czegoś nowego, czegoś, co w końcu da radość każdemu człowiekowi.

W efekcie wolno, ale skutecznie odwróciła się piramida wartości, stawiając człowieka i jego pragnienia na szczycie. Przemiany te zaczęły dotykać także Kościół. Ludzie niechętnie utożsamiali się ze starym porządkiem, który właśnie Kościół starał się reprezentować. Język Kościoła, język hierarchii nie współbrzmiał już z językiem współczesnego człowieka. Oczywiście, nie wszędzie różnice te były aż tak wyraźne, jednak z roku na rok zaczęły się coraz bardziej pogłębiać. W sercach wielu ludzi Kościoła zaczęły się pojawiać pragnienia, by wraz ze zmieniającym się światem, zmienić także to, co od wieków się nie zmieniało. Wobec narastających pragnień zmian stanął papież Jan XXIII, który w 1962 roku zwołał Sobór Watykański II. Założeniem soboru było głębsze przyjrzenie się potrzebom duchowym współczesnego człowieka i dostosowanie do nich Kościoła. Nie chcę wgłębiać się w tematy poszczególnych sesji soborowych i ich owoców. Chciałbym zatrzymać się na jednej, jednakże najbardziej widocznej zmianie: reformie liturgicznej.

Sobór Watykański II liturgią zajął się już na samym początku, na pierwszej sesji. Jej owocem był dokument Sacrosanctum Concilium, dotyczący kultu, czyli tego, co na co dzień obserwujemy w naszych kościołach. Co ciekawe, dokumentowi temu nie można zbyt wiele zarzucić. Nie wprowadza on wielkich zmian, a jedynie ukazuje pewne wytyczne, w jaki sposób należy odnawiać liturgię. Postuluje on zachowanie języka łacińskiego w Mszy, zwraca uwagę na szczególną rolę chorału gregoriańskiego w muzyce kościelnej, ani słowem też nie wspomina o możliwości odwrócenia się kapłana twarzą do ludu czy wprowadzenia nowego ołtarza – stołu – który dziś widzimy w każdym kościele.

Jak zatem doszło do tego, że z ewolucji zapoczątkowanej przez Sobór Watykański II i papieża Jana XXIII, doszło do liturgicznej rewolucji? Odpowiedzią na to pytanie jest jedno nazwisko: arcybiskup Annibale Bugnini. W swych biografiach jest przedstawiany jako wielki współtwórca odnowy obrządku rzymskiego w Kościele katolickim. W latach 1962-1965 przewodniczący Komisji Liturgicznej Soboru Watykańskiego II, zajmującej się przygotowaniem reformy liturgicznej. W latach 1972-1976 sekretarz kongregacji Kultu Bożego. Zaufany doradca papieża Jana XXIII, później także Pawła VI. Dzięki swoim licznym koneksjom miał bezpośredni dostęp do papieża, dzięki czemu projekty, które forsował, nie zawsze były opiniowane przez szersze kolegium liturgistów. Starał się wpłynąć na papieża Pawła VI, by ten jak najszybciej i bez zasięgania opinii czy to ojców soborowych, czy komisji liturgicznej wprowadził rewolucyjny nowy ryt Mszy Świętej. Argumentował, iż potrzeba szybkich zmian. Bez oglądania się na spory kardynałów, opinie czy liczne zastrzeżenia, które – gdy jego projekt ujrzał światło dzienne – zaczęły się pojawiać. Postać arcybiskupa Bugniniego kryje w sobie jeszcze jeden, dość tajemniczy wątek. Mianowicie miał być członkiem loży masońskiej, która nie mogąc wpływać na Kościół od zewnątrz, chciała zacząć zmieniać Kościół od środka. Papież Paweł VI, gdy dowiedział się o owych zarzutach, od razu odsunął arcybiskupa Bugniniego od prac przy liturgii. Było już jednak zbyt późno, by jakiekolwiek zmiany cofnąć, bowiem nowy Mszał Rzymski, zawierający nowy porządek Mszy został ogłoszony w 1969 roku, drukiem ukazał się w roku 1970. Papież Paweł VI o współpracy arcybiskupa z masonerią dowiedział się już po roku 1970. Wtedy to, chcąc definitywnie pozbyć się go z Kurii Rzymskiej, powierzył mu misję nuncjusza apostolskiego w Teheranie (Iran). W ten sposb Rzym nie naraził się na szybkie ujawnienie tych niewygodnych spraw, a jednocześnie uniemożliwił Bugniniemu dalszy wpływ na wprowadzanie w życie reformy liturgicznej, mającej na celu zepchnięcie do niebytu tego, co przez wieki Kościół uważał za jedyne, doskonałe i ortodoksyjne. Owocem przemian liturgicznych, obok zmian w obrzędach sakramentów, stał się nowy porządek Mszy Świętej, tzw. Novus Ordo Missae, który od początku swego istnienia zaczął być przeciwstawiany dawnej liturgii, którą dziś najczęściej nazywamy Mszą Trydencką. Nowa Msza przemyciła w swej formie wiele rzeczy, z którymi Kościół nigdy się nie utożsamiał. W miejsce jedynego kanonu, czyli najważniejszej modlitwy Mszy, pojawiło się kilka tzw. modlitw eucharystycznych. Nie są one już tak ortodoksyjne jak dawne modlitwy mszalne. Zawierają liczne wątki protestantyzujące, rozmywające to, co dla katolików na całym świecie zawsze było oczywiste i niezmienne. Mam tu na myśli rozumienie Mszy Świętej jako ofiary. Nowa teologia, podobnie jak protestantyzm, zaczęła kłaść ogromny akcent na ucztę, na uroczyste zebranie wierzących w Chrystusa. Jest to wyraźna zmiana w wielowiekowym rozumieniu tego, czym Msza Święta jest w swej istocie. Poza tym kapłan został ogołocony ze swego charakteru ofiarnika, a stał się przewodniczącym zebrania modlitewnego wiernych, podobnie jak ma to miejsce we wspólnotach protestanckich. Ogromny akcent został też położony na kapłaństwo powszechne wiernych, na to, że każdy w Nowej Mszy niejako składa ofiarę, co skutecznie rozmyło sens składania ofiary przez kapłana.

Istotna jest także zmiana kierunku celebracji. Do Soboru Watykańskiego II jedynym możliwym kiedunkiem sprawowania Mszy, był kierunek ad orientem, czyli na wschód. Wiąże się to z tradycją sięgającą pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to Chrystusa utożsamiano ze wschodzącym słońcem, które oświeca każdą ciemność. Kapłan jako przedstawiciel ludu nie tyle stał tyłem do owego ludu, lecz przodem do Boga, będąc pierwszym ze zgromadzenia i ofiarnikiem ludu. Pierwszeństwo to nie polegało na jego wyższości, ale przede wszystkim na odpowiedzialności kapłana za ludzi sobie powierzonych przed Bogiem. To kapłan, dając przykład wiary i życia na co dzień miał prowadzić lud do Boga, jednocześnie ponosząc ogromną odpowiedzialność za swoje ewentualne błędy.

Wszystkie zmiany liturgiczne, wolno lecz stanowczo, zaczęły wpływać na katolików na całym świecie. Z przestrzeni sacrum i ciszy otrzymali protestancko-katolicką papkę, obficie okraszoną hałasem tzw. nowej muzyki liturgicznej. Brak owej ciszy i tajemniczości zabrał katolikom także możliwość głębszej modlitwy w czasie Mszy Świętej, rozmowy z Bogiem i z samym sobą. Często zdarza się, że po Mszy z udziałem gitarowych zespołów i dzieci wychodzimy raczej rozbudzeni, zamiast rozmodleni. W ten sposób, każda z tych rzeczy, a wymieniłem ich tylko kilka z wielu więcej możliwych, stanowią swego rodzaju liturgiczne bomby zegarowe, których zadaniem jest rozsadzenie liturgii katolickiej od wewnątrz, a zarazem pozbawienie katolików ich tożsamości religijnej. Zachwiana została bowiem jedna z podstawowych zasad liturgii katolickiej: Lex orandi, lex credendi. Oznacza ona, że to jak się modlimy, wpływa na to jak i w co wierzymy. Wielu teologów powyższą zasadę uzupełnia jeszcze o słowa lex vivendi, czyli to jak wierzymy wpływa z kolei na to, jak żyjemy. A jak my dziś żyjemy? Większość wyznaje hierarchę wartości z okresu rewolucji seksualnej, potęgowanej dodatkowo przez zwolenników nowych ideologii humanistycznych typu gender. Najogólniej mówiąc, to człowiek jest centrum wszechświata (neohumanizm) i to jemu ma być dobrze i przyjemnie (neohedonizm). Oczywiście, tradycyjna doktryna katolicka, której zostaliśmy pozbawieni nie głosiła nigdy, wberw temu co się czasem sądzi, że człowiek powinien być uciemiężony i klęczeć w worze pokutnym na popiele. Jednak, szukając swego szczęścia, powinien respektować pewne prawa, które Bóg odwiecznie wpisał w nasze serca, a których przestrzeganie bądź nie możemy rozpoznać poprzez poruszenia sumienia. Wraz z rewolucją liturgiczną i duszpasterską, katolik utracił to, co przez wieki stanowiło dla niego punkt odniesienia w podejmowaniu decyzji oraz wybieraniu pomiędzy tym, co dobre, a co złe. Doskonale widać to na przykładzie obecnego Synodu o rodzinie. Niektórzy hierarchowie, zwłaszcza tzw. moderniści, czyli gorący zwolennicy rewolucyjnych zmian, proponują rzeczy, które przez lata były w Kościele katolickim nie do pomyślenia. W ten sposób stawiane są kolejne kroki na drodze rewolucji, która z rewolucji liturgicznej na naszych oczach przekształca się w rewolucję doktrynalną. Trzeba otwarcie przyznać, że jeśli do niej dojdzie, jeśli obok rozmycia liturgii dojdzie także do rozmycia nauczania Kościoła, możemy spodziewać się najgorszego.

Mając na uwadze powyższe, trzeba jednak spojrzeć szerzej. Kościół w swej wielowiekowej historii przeżywał już różne trudne momenty. Od pierwszych herezji, poprzez wielką schizmę, aż do reformacji. Wydarzenia te, choć często zmniejszały jego rozmiar i liczbę członków, zawsze pozytywnie wpływały na morale katolików, dając im siłę do mężnego i wiernego strzeżenia wiary ojców. Należy mieć nadzieję, że nawet jeśli współcześnie dojdzie do jakiegokolwiek rozłamu, to prawdziwy Kościół Chrystusa przetrwa i się umocni, bowiem Piotr otrzymał obietnicę: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.

Bogdan Kędziorek

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.