_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Apologetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Apologetyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 grudnia 2023

Kim jest Jezus Chrystus? Postoświeceniowe paradygmaty, racjonalizm i modernizm przeciwko boskiej naturze Jezusa Chrystusa

Designed by Freepik

We wstępie artykułu chciałbym skupić uwagę na trzech zagadnieniach, które stanowią punkt odniesienia rozważań dotyczących natury Jezusa Chrystusa w ramach niniejszego tekstu. Spróbujmy więc pochylić się nad tym, czym są filozofia oświecenia, racjonalizm i modernizm katolicki.

Filozofię oświeceniową można w zasadzie nazwać przedłużeniem filozofii nowożytnej, a to znaczy takiej, która jest radykalnie odmienna od swojej poprzedniczki filozofii średniowiecznej. Zadawano sobie wówczas pytania o m.in. powstanie świata, miejsce człowieka w świecie, i to oczywiście wszystko rozpatrywano w kontekście teologii. Człowiek średniowiecza był człowiekiem głęboko wierzącym i patrzył na świat przez pryzmat ewangelii i nauczania Jezusa Chrystusa. Dla człowieka średniowiecza Bóg był odnośnikiem i punktem kulminacyjnym w życiu, a świat czy porządek naturalny był etapem przejściowym w osiągnięciu zbawienia. Dewizą nowożytności stał się humanizm i czysto ludzkie inicjatywy. Z kolei oświecenie jeszcze bardziej spotęgowało czy nawet uwypukliło znaczenie człowieka w świecie. Słusznie oświecenie określił jako zabobon ojciec Józef Maria Innocenty Bocheński. Pisał on nawet, że oświecenie jest ruchem kulturowym, mającym na celu zastąpienie autorytetu religijnego względnie politycznego przez rozum. Istotna dla oświecenia wiara w konieczny postęp ludzkości.

Racjonalizm to system opierający się na rozumie, w przeciwieństwie do systemów opartych na objawieniu albo na uczuciu. Jako teoria wyjaśniająca pochodzenie naszego poznania, racjonalizm jest w opozycji do empiryzmu, który wszystkie nasze idee wyprowadza z doświadczenia. W potocznym znaczeniu za racjonalistę uznać można człowieka myślącego zdroworozsądkowo albo po prostu kogoś, kto trzyma rękę na pulsie. Od czasów oświecenia kult rozumu stał się szeroko rozpowszechnionym prądem i od tamtej pory racjonalizm uchodzi za pogląd skrajnie przeciwny porządkowi nadprzyrodzonemu i wierze katolickiej. Widzieliśmy dokładnie, jak w podczas Rewolucji Francuskiej racjonaliści w imię  dyktatury człowieka i wszechmocy rozumu mordowali księży katolickich i niszczyli Kościoły w ramach walki ze starym porządkiem. Wówczas w pełni realizowano założenia francuskich encyklopedystów szerzących materializm, ateizm oraz oczywiście racjonalizm. W skrajnej formie przybrał on formę nawet sakralną, kiedy to podczas Rewolucji w miejscu Boga umieszczono Kult Rozumu.

Modernizm katolicki powstał z kolei na fali XIX wiecznego postępu, jaki przetaczał się wówczas przez ówczesny świat. Dominującymi filozofiami były wówczas liberalizm oraz pozytywizm. Mówi się, że XIX wiek to złoty wiek liberalizmu i ich wielkimi przedstawicielami byli m.in. John Stuart Mill czy Herbert Spencer. Modernizm miał na celu dostosowanie prawd wiary, niezmiennych dogmatów katolickich do współczesnego świata. W głównej mierze chodziło o odrzucenie Objawienia i skoncentrowanie się na uczuciu jako podstawowym oparciu, na którym stoi doktryna katolicka. Prekursor modernizm Alfred Loisy określił siebie nawet bardziej jako panteistyczno- humanistycznego myśliciela niż katolika, więc w tych słowach zawiera się sedno myślenia modernistów, o tym, że lokowani oni są po stronie heretyków i de facto zdrajców tradycjonalizmu.

Racjonalizm oraz modernizm spotkały się z ostrym sprzeciwem ze strony papiestwa. W znanym dość powszechnie sylabusie Piusa IX wydanym w 1864 roku można wyróżnić czym jest oraz jakie cech charakterystyczne posiada racjonalizm. Racjonalizm zaprzecza temu, że istnieje żaden najwyższy, pełen mądrości byt, Bóg jest tym samym co natura rzeczy więc podlega zmianom, nie należy wiązać dziejów świata i człowieka z Bogiem, Objawienie Boże jest niedoskonałe, a zatem podlega postępowi, stałemu i nieokreślonemu, który odpowiada postępowi rozumu ludzkiego. Innymi słowy jakakolwiek boska ingerencja i próba korzystania z ewangelii, Magisterium Kościoła w opisie rzeczywistości zostały przez racjonalistów zanegowane na rzecz wiary w nieomylność i nadprzyrodzoność ludzkiego rozumu. Modernizm katolicki potępiony został z kolei przez Piusa X w encyklice Pascendi dominici gregis. Papież określił modernistów jako ukrytych wrogów Kościoła i fałszywych odnowicieli, który rujnują fundamenty Jednego, Świętego, Powszechnego Kościoła.

W ramach postoświeceniowych, racjonalnych i modernistycznych poszukiwań odpowiedzi na pytanie kim Jezus Chrystus był, powstało właśnie kilka paradygmatów, które miały dać odpowiedź na pytanie o osobę Jezusa Chrystusa. Celem było unowocześnienie teologii i ukazanie ludziom czasów nowożytnych kim był Jezus Chrystus bez potrzeby odwoływania się do Jego boskiej natury.

Pierwszym z paradygmatów, od którego chciałbym zacząć rozważania będzie paradygmat racjonalistyczny w teologii. Polega on na tym, że rekonstruujemy biografię Chrystusa bez konieczności odwoływania się do Jego boskości. Wyraźnie widać, że zrobiono w tym kierunku wyraźny ukłon w stronę ludzi oświecenia, którzy przesyceni duchem agnostycyzmu, deizm może nawet ateizmu chcieli tajemnicę Chrystusa zrozumieć. Przedstawicielem tego nurtu był Herman Samuel Reimarus. Uważał on, że ewangeliści zafałszowali obraz Jezusa, a w tekstach prezentowali własne poglądy i nawet sami nie upierali się, że piszą biografię Chrystusa. Z Ewangelii możemy jedynie wnioskować o prawdziwych celach Jezusa: głoszenie konieczności nawrócenia, w obliczu przychodzącego Królestwa Bożego. Jest to idea zgodna z judaizmem. Jasno i klarownie widać, że w tym ujęciu Chrystus jest właśnie wyznawcą judaizmu. Nie ma tam żadnych wielkich tajemnic czy nowych zasad wiary. Reimarus twierdził, że Jezus głosił, że oczekiwany Mesjasz wkrótce nadejdzie, a lud nabierał przekonania, że Jezus nim jest.

Innym przedstawicielem racjonalizacji osoby Jezusa Chrystusa był Georg Wilhelm Friedrich Hegel. Uważał on, że Jezus dość wcześnie ujawniał ślady niepospolitego intelektu, sugerując, że jest w nim „iskra boskiej istoty”. Nawoływał ludzi do nawrócenia, przebudzenia w obliczu Mesjasza, który ma przyjść. Lud widział w nim Mesjasza, a sam Jezus nie sprzeciwił się temu domniemaniu, ponieważ dzięki niemu mógł liczyć na odzew i wpływ na moralność słuchaczy.

Kolejny racjonalista Heinrich Paulus był zdania, że Jezus leczył duchowymi mocami i tajemnymi lekarstwami. Nie chodził po wodzie, ale po brzegu we mgle; przywracał do życia ludzi, którzy nie umarli ale popadli w letarg; dzieląc się chlebem z głodnymi, zainspirował innych do podobnej czynności, a więc powstało wrażenie rozmnożenia chleba. Judasz, chcąc przysporzyć Mu zwolenników, którzy opowiedzieliby się za niewinnym Mesjaszem, doprowadził do aresztowania Jezusa i nie zdążono Go ocalić, bo Rzymianie zaraz wykonali wyrok. Zrozpaczony Judasz popełnił samobójstwo, ale Jezus na szczęście został przedwcześnie zdjęty z krzyża i jeszcze jako żywy złożony do grobu. Tam ocknął się pod wpływem olejków, którymi namaszczono Jego ciało, odzyskał świadomość i wyszedł z grobu, sprawiając wrażenie, że zmartwychwstał.

W ramach paradygmatu mitycznego najważniejszą osobą jest jeden z przedstawicieli lewicy heglowskiej David Friedrich Strauss. Stwierdził on, że ewangeliści żyli w świecie mitycznym i tożsamość Jezusa wyrazili za pomocą mitycznych terminów i obrazów. To ideał religijny pierwszych chrześcijan przybrany w mit Boga-człowieka, który ma doprowadzić ludzkość do świadomości najwyższej idei. Uważał, że teraz ludzkość umieszcza tę ideę w postaci Jezusa, ale kiedyś dojrzy ją jako dokonującą się w każdej ludzkiej myśli    i działaniu. Ewangelia opisuje historię ludzkiej natury postrzeganej idealnie. Wiara chrześcijańska nie zależy więc od rekonstrukcji przeszłości, ale od akceptacji mitu Boga- Człowieka, który należy odkrywać w sobie. Według niego, historyczny Jezus z Nazaretu i dogmatyczny idealny Chrystus powinni zostać bezpowrotnie oddzieleni.

Paradygmat romantyczny ujawnił się najbardziej w dziele Żywot Jezusa, autorstwa Ernesta Renana. Kreślił tam obraz Jezusa jako osobowości pełnej romantycznego czaru, postaci dynamicznej. Dzielił Jego życiorys na dwie części. „Jezusa galilejskiego”- urzekającego nauczyciela i „Jezusa jerozolimskiego”-rewolucjonisty dążącego do obalenia judaizmu. Renan uważał, że Jezus urodził się w Nazarecie, nauczył się czytać i pisać metodą powtarzania, nigdy nie podawał się za Boga, a jedynie powtarzał, że Bóg jest dla niego bardzo bliski.

Paradygmat modernistyczny reprezentowany był przez protestanckiego teologa Adolfa Von Harnacka. Założeniem było pokazanie chrześcijaństwa jako religii atrakcyjnej mimo zmiany czasów i oświecenia ludzkości. Harnack pisał, że ewangelia nie jest nauką teoretyczną, ale radosnym orędziem. Uważał ponadto, że dogmat chrystologiczny powinien zostać usunięty, ponieważ stanowi paraliż ewangelii, a sam Jezus nie określał siebie jako Syna Boga- to zdanie jest dodatkiem do Ewangelii. Sprzeciwiał się więc Harnack dogmatowi ogłoszonemu podczas Synodu chalcedońskiego, który głosi, że Chrystus posiada dwie odrębne, integralnie ze sobą złączone natury: boską i ludzką.

Najważniejszym postulatem łączącym wszystkie wymienione paradygmat jest to aby z chrystocentryzmu przejść na pozycję antropocentryczną. Zobaczyliśmy, że wszystkie stanowiska powstały w okresie tzw. „postępu ludzkości”. Objawienie, prawda, rozum oświecony przez wiarę stały się niepotrzebne i zepchnięto je na margines na rzecz budowy porządku opartego na religii naturalnej bez Objawienia, wolnomyślicielstwie, racjonalizmie i często też ateizmie. Dużą rolę w forsowaniu tego nowego porządku miała oczywiście masoneria, którą można zdefiniować jako tajny ruch o charakterze antyklerykalnym i liberalnym. Nie chce twierdzić czy któryś z wymienionych przeze mnie reprezentantów filozofii i teologii był członkiem tajnego stowarzyszenia jednakże wolnomularstwo mocno forsowało przemiany w stronę postępu ludzkości i pewnie sprawy związane z chrystologią nie umknęły jej uwadze. Jeśli nawet nie negowano historyczności Jezusa Chrystusa to usiłowano Jego postać dostosować do świata naturalnego. Jawił się On już tylko jako człowiek i pozbawiony był natury Boga. Paradygmaty oświeceniowe również były popierane może nie bezpośrednio ale pośrednio przed oraz w trakcie Soboru Watykańskiego Drugiego. Jeden z jego ojców idealista, a więc zwolennik filozofii Kanta oraz Hegla twierdził, że centrum teologii stanowi człowiek a nie Jezus Chrystus. Podejście to nazywane zostało przewrotem kopernikańskim w teologii.

Ostatecznie receptą na zatrute owoce oświecenia, które jak rak toczą anciem regime od czasów Rewolucji Francuskiej oraz to, że przyczyniły się one do uszczuplenia wizji Chrystusa i chrześcijaństwa do sfery przyrodzonej i naturalnej jest nauka Świętego Tomasza z Akwinu. Jego klarowna teologia oparta na rozumie zgodnie z formułą scholastyków fides quaerens intellectum ( wiara szukająca zrozumienia) jest antidotum na kryzys w Kościele. Wielką zasługą jest to, że postanowiono wznowić dzieła wielotomowe Doktora Anielskiego. Oczywiście tomizm nadal pozostaje oficjalną doktryną Kościoła Katolickiego ale niestety praktyka pokazuje, że stał się on teologiem zapomnianym a być może celowo pomijanym.

Mateusz Sanicki

sobota, 29 czerwca 2019

Po co nam papież?


środa, 31 października 2018

o. Augustine Thompson OP: Katolickie korzenie Halloween




Geneza Halloween

Wszyscy słyszeliśmy zarzuty: Halloween jest pogańskim rytuałem sięgającym swoimi korzeniami do jakiegoś przedchrześcijańskiego święta, kultywowanym przez celtyckich druidów, którzy uniknęli kościelnego ucisku. Nawet dziś współcześni poganie i czarownice celebrują to starożytne święto. Jeśli pozwolisz swoim dzieciom bawić się w „cukierek albo psikus”, zaczną czcić diabła i pogańskich bożków.

Nic bardziej mylnego. Korzenie Halloween są w rzeczywistości bardzo chrześcijańskie i w dużej mierze amerykańskie. Halloween przypada na 31 października z powodu papieża, a związane z nim obrządki są rezultatem średniowiecznej pobożności katolickiej.

To prawda, że ​​starożytni Celtowie z Irlandii i Wielkiej Brytanii obchodzili niewielkie święto 31 października – tak jak w ostatnie dni każdego miesiąca w roku. Jednak Halloween przypada w ostatni dzień października z uwagi na uroczystość Wszystkich Świętych , czyli „All Hallows” 1 listopada. Święto ku czci wszystkich świętych w niebie było wcześniej obchodzone 13 maja, ale papież Grzegorz III (741 r.) przeniósł je na 1 listopada – dzień poświęcenia Kaplicy Wszystkich Świętych w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Później, w latach IX w., papież Grzegorz IV ustanowił powszechne obchody tego święta na całym świecie. W taki sposób święto dotarło do Irlandii.

W przeddzień święta, odbywało się wieczorne, wigilijne czuwanie przed świętem Wszystkich Świętych, zwane Wigilią Wszystkich Świętych – „All Hallows Even”, czy też „Hallowe’en”. W tamtych czasach Halloween nie miało jakiegoś większego znaczenia dla chrześcijan czy dawno wymarłych celtyckich pogan.

W 998 r. Św. Odylon, opat potężnego klasztoru w Cluny na południu Francji, zapoczątkował także zwyczaj obchodów 2 listopada. Był to dzień modlitwy za dusze wszystkich zmarłych. Święto to, zwane Wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych (Dzień Zaduszny), rozprzestrzeniło się z Francji na resztę Europy.

Tak więc odtąd Kościół miał święta poświęcone wszystkim znajdującym się w niebie i wszystkim znajdującym się w czyśćcu. A co z tymi, którzy znajdowali się w innym miejscu? Wygląda na to, że irlandzcy katoliccy wieśniacy zastanawiali się nad nieszczęsnymi duszami, które znalazły się w piekle. W końcu, jeśli dusze w piekle zostaną pominięte, gdy będziemy świętować tych, którzy są w niebie i czyśćcu, mogą być na tyle niezadowolone, by przysparzać jakichś kłopotów. Pojawił się więc zwyczaj uderzania w garnki i patelnie podczas „All Hallows Even”, aby potępieni wiedzieli, że nie zostali zapomniani. Tak więc przynajmniej w Irlandii, zachowała się pamięć o wszystkich zmarłych bez wyjątku – nawet jeśli duchowni zbytnio z tym nie sympatyzowali i nigdy nie pozwolono na obchodzenie Dnia Wszystkich Potępionych w kalendarzu liturgicznym.

To wciąż nie jest nam znane Halloween

Ale to wciąż nie przypomina współczesnego kształtu Halloween. Nasze amerykańskie tradycje w ten dzień polegają na przebraniu się w kostiumy, które wcale nie są irlandzkie. Przeciwnie, ten zwyczaj powstał we Francji na przełomie XIV i XV wieku. Europa w późnym średniowieczu została dotknięta powtarzającymi się wybuchami epidemii dżumy – „Czarnej Śmierci” – na skutek czego utraciła połowę swojej populacji. Nic dziwnego, że katolicy zaczęli bardziej martwić się o życie wieczne.


We Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych zaczęto odprawiać więcej mszy. Zaczęło pojawiać się także coraz więcej artystycznych motywów mających przypominać wszystkim o własnej śmiertelności. Znamy te motywy pod nazwą „danse macabre”, czyli „taniec śmierci”, który był powszechnie namalowany na ścianach cmentarzy i pokazuje diabła prowadzącego korowód ludzi – papieży, królów, kobiety, rycerzy, mnichów, chłopów, trędowatych itd. – do grobu. Czasami taniec był prezentowany w Dzień Zaduszny przez ludzi przebranych w stroje związane z różnymi stanami społecznymi.

Ale Francuzi stroili się na Dzień Zaduszny, nie na Halloween; a Irlandczycy, którzy mieli Halloween, nie przebrali się. Połączenie tych zwyczajów prawdopodobnie nastąpiło najpierw w brytyjskich koloniach Ameryki Północnej w XVIII wieku, kiedy to katolicy irlandzcy i francuscy zaczęli zawierać między sobą małżeństwa. Irlandzkie podejście do piekła sprawiło, że francuskie maskarady stały się jeszcze bardziej makabryczne.

Ale jak każdy mały upiór wie, przebieranie się nie jest najważniejsze; chodzi o to, by zdobyć jak najwięcej słodyczy. Skąd zatem do diaska wziął się „cukierek albo psikus”? „Cukierek albo psikus” to prawdopodobnie najdziwniejszy i najbardziej amerykański dodatek do Halloween pochodzący od angielskich katolików.


W okresie karencji od XVI do XVIII wieku w Anglii, katolicy nie mieli żadnych praw. Nie mogli sprawować urzędów i podlegali grzywnom, więzieniu i wysokim podatkom. Odprawianie mszy było ciężkim przestępstwem, a setki kapłanów ginęło śmiercią męczeńską.

5 listopada, Dzień Guya Fawkesa

Czasami angielscy katolicy stawiali opór, niekiedy w głupi sposób. Jednym z najbardziej głupich aktów oporu był spisek mający na celu wysadzenie w powietrze protestanckiego króla Jakuba I i jego Parlamentu za pomocą prochu strzelniczego. To miało wywołać katolickie powstanie przeciwko oprawcom. Niefortunny „Spisek prochowy” („Gunpowder Plot”) został udaremniony 5 listopada 1605 roku, kiedy to człowiek, który strzegł prochu – lekkomyślny konwertyta Guy Fawkes, został schwytany i aresztowany, a następnie powieszony i tak spisek został udaremniony.

5 listopada, Dzień Guya Fawkesa, stał się wielkim świętem w Anglii i takim pozostaje. W okresach karencji, bandy biesiadników zakładały maski i nachodziły w środku nocy miejscowych katolików, domagając się piwa i ciastek na swoje uroczystości krzycząc: „Cukierek albo psikus!”.

Guy Fawkes Day przybył do amerykańskich kolonii z pierwszymi angielskimi osadnikami. Ale do czasu Rewolucji Amerykańskiej, stary król Jakub i Guy Fawkes zostali prawie całkiem zapomniani. Zwyczaj „cukierek albo psikus” jednak, dawał ludziom zbyt wiele zabawy, by go porzucać, więc ostatecznie został przeniesiony na 31 października – dzień irlandzko-francuskiej maskarady. W Ameryce zaś, nie ograniczał się tylko do katolików.

Mieszanka różnych tradycji, które znamy jako Halloween, ustaliła się w Stanach Zjednoczonych na początku XIX w. Do dziś nie jest ona znana w Europie, nawet w krajach, z których pochodzą jej poszczególne zwyczaje.

A co z czarownicami?

Cóż, są one jednym z ostatnich dodatków do święta. Branża kartek z życzeniami dodała je pod koniec XIX wieku. Halloween było już „upiorne”, więc dlaczego nie dać miejsca na kartkami z życzeniami czarownicom? Kartki na Halloween się nie przyjęły (chociaż ostatnio nastąpiło odrodzenie ich popularności), ale czarownice zostały.

Pod koniec XIX wieku niedoinformowani folkloryści wprowadzili także „jack-o’-lantern” (lampiony). Myśleli, że Halloween pochodzi od druidów i pogan. Lampy wykonane z rzepy (nie tak jak obecnie – z dyni) były częścią starożytnych świąt celtyckich, więc zostały włączone do amerykańskich obchodów Halloween.

Następnym razem, gdy ktoś będzie twierdził, że Halloween jest okrutnym fortelem, by wciągnąć twoje dzieci w kult diabła, proponuję opowiedzieć mu o prawdziwym pochodzeniu All Hallows Eve (Wigilii Wszystkich Świętych) i zaprosić go do odkrycia jego chrześcijańskiego znaczenia, a także do odkrycia znaczenia dwóch większych i bardziej znacząych katolickich świąt, które po nim następują.

_________________

o. Augustyn Thompson OP – wyświęcony w 1985 r., Jest profesorem historii w Dominikańskiej Szkole Filozofii i Teologii w Berkeley w Kalifornii, członek Core Doctoral Faculty of the GTU, American Catholic Historical Society, American Historical Association, American Society of Church History, The Medieval Academy of America, Iuris Canonici Medii Aevi Consociatio (International Society of Medieval Canon Law). 


Tekst ukazał się w czasopiśmie uCatholic
Tłumaczenie na język polski Templum Christi

wtorek, 21 listopada 2017

Czym jest chrześcijańska apologetyka


czwartek, 2 listopada 2017

Dr. Scott Hahn - Czyściec a Nowy Testament



Polskie tłumaczenie po kliknięciu w ikonkę NAPISY

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Jak należy rozumieć dogmat „Poza Kościołem nie ma zbawienia”?



Czyż więc pójdą na potępienie wszyscy, którzy w chwili zgonu nie są w zewnętrznej łączności z Kościołem? Bynajmniej. Nawet dorosły, który dlatego jest poza Kościołem, że go nie zna, może wewnętrznie do Kościoła należeć, jeśli tylko serio chce spełnić wszystko, czego Bóg do osiągnięcia zbawienia wymaga; a więc jeśli gotów jest wstąpić do Kościoła, byle tylko poznał, że on jest prawdziwym. Bóg pragnie, by wszyscy ludzie byli zbawieni i dla zasług Chrystusowych daje wszystkim, którzy przyszli do używania rozumu dostateczne łaski. Chrystus, jak powiada św. Jan Apostoł, „oświeca każdego człowieka na ten świat nadchodzącego” (J 1, 9). Kto z łaską wiernie współdziała, ten nie zginie, poręcza to wola Boża, która pragnie zbawienia wszystkich. To odnosi się do każdego człowieka, ale w szczególniejszy sposób do tych, którzy mają wiarę chrześcijańską, chociażby przypadkiem nie byli ochrzczeni. Temu bowiem kto żyje w dobrej wierze w swej religii, łatwiej jest przy pomocy Bożej obudzić akt doskonałego żalu czy doskonałej miłości i w ten sposób zdobyć sobie stan łaski poświęcającej i wejść na drogę do zbawienia wiodącą.

Jeżeli zaś ktoś ma nie tylko wiarę chrześcijańską, lecz również jest ważnie ochrzczony, choćby nawet w wyznaniu niekatolickim, jak długo nie popełnia grzechów ciężkich, jest w stanie łaski poświęcającej, a nawet tedy, gdy ją przez grzech utraci, mocą chrztu zawsze należy prawnie przynajmniej w jakiś sposób do ciała Kościoła, jak to już przedtem nadmieniliśmy. Według św. Pawła „w jednym Duchu my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni” (I Kor. 12, 13) tzn. przez chrzest staliśmy się członkami Ciała Chrystusowego. Ciałem zaś Chrystusa jest Kościół. W doskonalszym jeszcze znaczeniu są członkami Kościoła ci, którzy nie tylko są ochrzczeni, lecz i zewnętrznie należą do jedności Kościoła, poddają się pod jego kierownictwo, biorą udział w jego sakramentach i innych środkach łaski. W najdoskonalszym znaczeniu wreszcie członkami Kościoła są ci, którzy nie tylko zewnętrznie do łączności z Kościołem należą, lecz także są ściśle związani z Chrystusem przez posiadanie łaski poświęcającej. Są to członki żywe w Ciele Chrystusowym, które na wzór swej Głowy chwalebnie zmartwychwstaną i na wieki żyć będą.

A jak nie wszyscy ci będą potępieni, którzy zewnętrznie do łączności z Kościołem nie należą, tak również nie wszyscy będą zbawieni, którzy żyją w Kościele. Sama przynależność do Kościoła nie wystarcza do zbawienia, chociaż jest ona normalną do wiecznego szczęścia, przez Boga wyznaczoną, drogą.

Akatolicy zarzucają Kościołowi, że uważa siebie wyłącznie za Kościół zbawienny; jest to jednak konieczna konsekwencja jego Boskiego posłannictwa. Chrystus założył jeden tylko Kościół, przez który chce prowadzić ludzi do zbawienia, a tym Kościołem jest rzymsko-katolicki. I właśnie dlatego, że ma on świadomość swego Boskiego posłannictwa i wie, że żadne inne wyznanie chrześcijańskie tego posłannictwa nie posiada, musi się uważać za jedynie uświęcający a wszelkim sektom tego odmawiać. W Anglii długi czas broniono teorii o trzech równouprawnionych gałęziach jednego prawdziwego Kościoła. Jeden prawdziwy Kościół, mówiono, ukształtował się na trojaki sposób: jako orientalny (prawosławny), rzymski i anglikański, a wszystkie te trzy społeczności są równouprawnione, jakby trzy siostry. Również i w Niemczech mówiono o ewangelickim i katolickim Kościele, jako o „kościołach bratnich”. Ale nie masz kościołów równouprawnionych i bratnich. Chrystus założył jeden tylko Kościół, i ufundował go na skale Piotrowej. Wszelkie społeczności religijne, które nie stoją na skale, nie należą do prawdziwego Kościoła. Oderwane od ośrodka jedności, błąkają się po manowcach.

Tę naukę po wiele razy ogłosił Pius IX. W allokucji Singulari quadam z 4 grudnia 1854 r. powiedział:

Jest to prawda wiary, której silnie trzymać się należy, że poza Kościołem apostolskim, rzymskim nikt zbawić się nie może, on bowiem jest jedyną arką zbawienia i kto do niego się nie schroni, zatonie w potopie.

Tę samą naukę wygłosił Pius IX w Syllabusie, potępiając dwa (16 i 17) następujące zdania: „*Przez praktykowanie jakiejkolwiek religii mogą ludzie znaleźć drogę do wiecznego zbawienia i to wieczne zbawienie osiągnąć”. „*Trzeba mieć co najmniej jak najlepszą nadzieję co do wiecznego zbawienia tych wszystkich, którzy żyją poza prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa”.

Jak zaś to rozumieć, wyjaśnia tenże papież w swym piśmie z 10 sierpnia 1863 r. do biskupów włoskich (Por. Denzinger, Enchiridion n. 1677). Naprzód potępia on i w tem piśmie zapatrywanie , że wiekuiste życie mogą osiągnąć ci, którzy żyją w oderwaniu od prawdziwej wiary i katolickiej jedności. Ale potem dodaje:

Wiadomo nam i wam, że ci, co znajdują się w zupełnej nieświadomości co do naszej najświętszej wiary, a przytem zachowując wiernie naturalne prawo moralne i jego przykazania wyryte niejako w sercach wszystkich przez Boga, zawsze gotowi są Boga słuchać, przy pomocy Bożego światła i dzielnej siły łaski mogą osiągnąć wiekuiste życie. Bóg bowiem, który przegląda i bada najtajniejsze uczucia, myśli i usposobienia wszystkich, nie dopuści, w swej najwyższej dobroci i miłosierdziu, by był skazany na męki wieczne ten, który żadnej dobrowolnej winy nie ma na sumieniu.

Ponieważ Kościół jest zwyczajną drogą do nieba, a poza Kościołem bardzo trudno osiągnąć zbawienie, Kościół nauczający, tj. papież w odpowiedniej mierze i biskupi mają ścisły obowiązek sami, czy też przez swych zastępców wedle sił swoich głosić i szerzyć Ewangelię. Kościół nauczający został zobowiązany do tego nakazem Chrystusa Pana: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, głoście Ewangelię wszemu stworzeniu, uczcie ich zachowywać wszystko comwamkolwiek powiedział”. Albo: „Weźmiecie moc Ducha Świętego, który przyjdzie na was i będziecie mi świadkami w Jeruzalem i we wszystkiej żydowskiej ziemi i w Samarji i aż na kraj ziemi” (Dz Ap 1, 8). „Bo jeśli Ewangelię będę opowiadał, nie mam chluby, bo mię potrzeba przyciska, albowiem biada mnie, jeślibym Ewangelii nie przepowiadał” (1 Kor 9, 16).

To posłannictwo do głoszenia Ewangelii przeszło od Piotra i apostołów na ich następców, papieży i biskupów. Na papieżu ciąży obowiązek głoszenia Ewangelii po całym świecie, na poszczególnych biskupach, w powierzonych im diecezjach.

Ale i prawo miłości również obowiązuje wszystkich członków Kościoła do uczestnictwa w miarę sił, stosownie do stanu i okoliczności w głoszeniu Ewangelii, przynajmniej przez wspomaganie tych, którzy wprost powołani są od Boga do tego dzieła.

Przez blisko 2000 lat Kościół wspaniale wypełniał to zlecenie swego Założyciela. Do głosicieli wiary katolickiej można zastosować te słowa Psalmisty: „Idąc szli i płakali, rozsiewając nasiona swoje, ale wracając się przyjdą z weselem, niosąc snopy swoje” (125, 6). Apostołowie podzielili świat między siebie, wyruszyli na wszystkie strony, by głosić wszędzie Ewangelię, i młodziutki posiew krwią swoją podlewać i użyźniać. Za nimi poszli niezliczeni biskupi, kapłani, zakonnicy, i tak jest aż po dziś dzień. Tysiące i tysiące udają się do dalekich krajów i tam w trudzie i znoju niosą światło Ewangelii i drogę zbawienia wskazują tym, „co siedzą w cieniu śmierci”. A jak obfite towarzyszy im błogosławieństwo Boże! Mimo ubóstwa głosicieli wiary, posiew jej wszędzie bujnie powschodził.

Fragment książki ks. Wiktora Cathreina SI pt. Katolik i Kościół katolicki, Kraków 1931, s. 126–130.

piątek, 19 grudnia 2014

ks. Wiktor Cathrein SI: Jak należy rozumieć dogmat „Poza Kościołem nie ma zbawienia”?




Czyż więc pójdą na potępienie wszyscy, którzy w chwili zgonu nie są w zewnętrznej łączności z Kościołem? Bynajmniej. Nawet dorosły, który dlatego jest poza Kościołem, że go nie zna, może wewnętrznie do Kościoła należeć, jeśli tylko serio chce spełnić wszystko, czego Bóg do osiągnięcia zbawienia wymaga; a więc jeśli gotów jest wstąpić do Kościoła, byle tylko poznał, że on jest prawdziwym. Bóg pragnie, by wszyscy ludzie byli zbawieni i dla zasług Chrystusowych daje wszystkim, którzy przyszli do używania rozumu dostateczne łaski. Chrystus, jak powiada św. Jan Apostoł, „oświeca każdego człowieka na ten świat nadchodzącego” (J 1, 9). Kto z łaską wiernie współdziała, ten nie zginie, poręcza to wola Boża, która pragnie zbawienia wszystkich. To odnosi się do każdego człowieka, ale w szczególniejszy sposób do tych, którzy mają wiarę chrześcijańską, chociażby przypadkiem nie byli ochrzczeni. Temu bowiem kto żyje w dobrej wierze w swej religii, łatwiej jest przy pomocy Bożej obudzić akt doskonałego żalu czy doskonałej miłości i w ten sposób zdobyć sobie stan łaski poświęcającej i wejść na drogę do zbawienia wiodącą.

Jeżeli zaś ktoś ma nie tylko wiarę chrześcijańską, lecz również jest ważnie ochrzczony, choćby nawet w wyznaniu niekatolickim, jak długo nie popełnia grzechów ciężkich, jest w stanie łaski poświęcającej, a nawet tedy, gdy ją przez grzech utraci, mocą chrztu zawsze należy prawnie przynajmniej w jakiś sposób do ciała Kościoła, jak to już przedtem nadmieniliśmy. Według św. Pawła „w jednym Duchu my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni” (I Kor. 12, 13) tzn. przez chrzest staliśmy się członkami Ciała Chrystusowego. Ciałem zaś Chrystusa jest Kościół. W doskonalszym jeszcze znaczeniu są członkami Kościoła ci, którzy nie tylko są ochrzczeni, lecz i zewnętrznie należą do jedności Kościoła, poddają się pod jego kierownictwo, biorą udział w jego sakramentach i innych środkach łaski. W najdoskonalszym znaczeniu wreszcie członkami Kościoła są ci, którzy nie tylko zewnętrznie do łączności z Kościołem należą, lecz także są ściśle związani z Chrystusem przez posiadanie łaski poświęcającej. Są to członki żywe w Ciele Chrystusowym, które na wzór swej Głowy chwalebnie zmartwychwstaną i na wieki żyć będą.

A jak nie wszyscy ci będą potępieni, którzy zewnętrznie do łączności z Kościołem nie należą, tak również nie wszyscy będą zbawieni, którzy żyją w Kościele. Sama przynależność do Kościoła nie wystarcza do zbawienia, chociaż jest ona normalną do wiecznego szczęścia, przez Boga wyznaczoną, drogą.

Akatolicy zarzucają Kościołowi, że uważa siebie wyłącznie za Kościół zbawienny; jest to jednak konieczna konsekwencja jego Boskiego posłannictwa. Chrystus założył jeden tylko Kościół, przez który chce prowadzić ludzi do zbawienia, a tym Kościołem jest rzymsko-katolicki. I właśnie dlatego, że ma on świadomość swego Boskiego posłannictwa i wie, że żadne inne wyznanie chrześcijańskie tego posłannictwa nie posiada, musi się uważać za jedynie uświęcający a wszelkim sektom tego odmawiać. W Anglii długi czas broniono teorii o trzech równouprawnionych gałęziach jednego prawdziwego Kościoła. Jeden prawdziwy Kościół, mówiono, ukształtował się na trojaki sposób: jako orientalny (prawosławny), rzymski i anglikański, a wszystkie te trzy społeczności są równouprawnione, jakby trzy siostry. Również i w Niemczech mówiono o ewangelickim i katolickim Kościele, jako o „kościołach bratnich”. Ale nie masz kościołów równouprawnionych i bratnich. Chrystus założył jeden tylko Kościół, i ufundował go na skale Piotrowej. Wszelkie społeczności religijne, które nie stoją na skale, nie należą do prawdziwego Kościoła. Oderwane od ośrodka jedności, błąkają się po manowcach.

Tę naukę po wiele razy ogłosił Pius IX. W allokucji Singulari quadam z 4 grudnia 1854 r. powiedział:

Jest to prawda wiary, której silnie trzymać się należy, że poza Kościołem apostolskim, rzymskim nikt zbawić się nie może, on bowiem jest jedyną arką zbawienia i kto do niego się nie schroni, zatonie w potopie.

Tę samą naukę wygłosił Pius IX w Syllabusie, potępiając dwa (16 i 17) następujące zdania: „*Przez praktykowanie jakiejkolwiek religii mogą ludzie znaleźć drogę do wiecznego zbawienia i to wieczne zbawienie osiągnąć”. „*Trzeba mieć co najmniej jak najlepszą nadzieję co do wiecznego zbawienia tych wszystkich, którzy żyją poza prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa”.

Jak zaś to rozumieć, wyjaśnia tenże papież w swym piśmie z 10 sierpnia 1863 r. do biskupów włoskich (Por. Denzinger, Enchiridion n. 1677). Naprzód potępia on i w tem piśmie zapatrywanie , że wiekuiste życie mogą osiągnąć ci, którzy żyją w oderwaniu od prawdziwej wiary i katolickiej jedności. Ale potem dodaje:

Wiadomo nam i wam, że ci, co znajdują się w zupełnej nieświadomości co do naszej najświętszej wiary, a przytem zachowując wiernie naturalne prawo moralne i jego przykazania wyryte niejako w sercach wszystkich przez Boga, zawsze gotowi są Boga słuchać, przy pomocy Bożego światła i dzielnej siły łaski mogą osiągnąć wiekuiste życie. Bóg bowiem, który przegląda i bada najtajniejsze uczucia, myśli i usposobienia wszystkich, nie dopuści, w swej najwyższej dobroci i miłosierdziu, by był skazany na męki wieczne ten, który żadnej dobrowolnej winy nie ma na sumieniu.

Ponieważ Kościół jest zwyczajną drogą do nieba, a poza Kościołem bardzo trudno osiągnąć zbawienie, Kościół nauczający, tj. papież w odpowiedniej mierze i biskupi mają ścisły obowiązek sami, czy też przez swych zastępców wedle sił swoich głosić i szerzyć Ewangelię. Kościół nauczający został zobowiązany do tego nakazem Chrystusa Pana: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, głoście Ewangelię wszemu stworzeniu, uczcie ich zachowywać wszystko comwamkolwiek powiedział”. Albo: „Weźmiecie moc Ducha Świętego, który przyjdzie na was i będziecie mi świadkami w Jeruzalem i we wszystkiej żydowskiej ziemi i w Samarji i aż na kraj ziemi” (Dz Ap 1, 8). „Bo jeśli Ewangelię będę opowiadał, nie mam chluby, bo mię potrzeba przyciska, albowiem biada mnie, jeślibym Ewangelii nie przepowiadał” (1 Kor 9, 16).

To posłannictwo do głoszenia Ewangelii przeszło od Piotra i apostołów na ich następców, papieży i biskupów. Na papieżu ciąży obowiązek głoszenia Ewangelii po całym świecie, na poszczególnych biskupach, w powierzonych im diecezjach.

Ale i prawo miłości również obowiązuje wszystkich członków Kościoła do uczestnictwa w miarę sił, stosownie do stanu i okoliczności w głoszeniu Ewangelii, przynajmniej przez wspomaganie tych, którzy wprost powołani są od Boga do tego dzieła.

Przez blisko 2000 lat Kościół wspaniale wypełniał to zlecenie swego Założyciela. Do głosicieli wiary katolickiej można zastosować te słowa Psalmisty: „Idąc szli i płakali, rozsiewając nasiona swoje, ale wracając się przyjdą z weselem, niosąc snopy swoje” (125, 6). Apostołowie podzielili świat między siebie, wyruszyli na wszystkie strony, by głosić wszędzie Ewangelię, i młodziutki posiew krwią swoją podlewać i użyźniać. Za nimi poszli niezliczeni biskupi, kapłani, zakonnicy, i tak jest aż po dziś dzień. Tysiące i tysiące udają się do dalekich krajów i tam w trudzie i znoju niosą światło Ewangelii i drogę zbawienia wskazują tym, „co siedzą w cieniu śmierci”. A jak obfite towarzyszy im błogosławieństwo Boże! Mimo ubóstwa głosicieli wiary, posiew jej wszędzie bujnie powschodził.

Fragment książki ks. Wiktora Cathreina SI pt. Katolik i Kościół katolicki, Kraków 1931, s. 126–130.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Dr Scott Hahn: Biblia a ofiara Mszy Świętej




Dr. Scott Hahn to wykładowca teologii na Franciszkańskim Uniwersytecie w Steubenville. Wykład został nagrany w 2012 r. na konferencji "Defending the Faith " w Steubenville, Ohio, USA.

czwartek, 8 maja 2014

Michael Coren: W obronie wiary Katolickiej


sobota, 26 kwietnia 2014

Czy istnieje Bóg? Debata - William Lane Craig vs Christopher Hitchens


czwartek, 24 kwietnia 2014

Protestantyzm i władza w Kościele



wtorek, 28 stycznia 2014

Po co nam papież?


Piotr – skała czy kamyk?



Kilka lat temu, zanim wziąłem się na serio za czytanie Biblii, starałem się unikać „misjonarzy”, którzy chodzili od drzwi do drzwi. Zbyt często się na tym przejechałem. Po co otwierać drzwi albo wdawać się w rozmowę (gdy zastawali mnie przed domem), jeśli nie mam nic do powiedzenia?… Miałem Biblię, ale nie otwierałem jej zbyt często, przez co niewiele miałem do powiedzenia gdy jakiś ”misjonarz” zapędził mnie w kozi róg. Nie wiedziałem do jakich wersów powinienem się odnieść wyjaśniając stanowisko Kościoła katolickiego…

piątek, 6 lipca 2012

Papież, to jest firma

środa, 17 sierpnia 2011

Dlaczego katolicy mają rację?

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.