_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.E. kard. Gerhard Müller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.E. kard. Gerhard Müller. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2026

Kardynał Müller o schizmie lefebrystów: „To herezja w praktyce”

Zdjęcie z kanału Bractwa św. Piusa X na youtube

Po tym, jak Bractwo św. Piusa X (FSSPX) wyświęciło czterech nowych biskupów bez zgody Papieża, w świecie katolickim zawrzało. Głos w tej sprawie na łamach portalu La Nuova Bussola Quotidiana powtórnie zabrał były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Gerhard Ludwig Müller. W tym poruszającym wywiadzie hierarcha ocenia zaistniałą sytuację nie tylko przez pryzmat rozłamu prawnego, ale przede wszystkim jako przejaw głębokiego kryzysu doktrynalnego.

Oto kluczowe wnioski z wypowiedzi kardynała, które warto nagłośnić:

  • Herezja praktyczna (in praxi): Kardynał Müller tłumaczy, że nie da się oddzielić obecnej schizmy od herezji. FSSPX teoretycznie uznaje prymat Papieża, ale w praktyce go neguje. Próba bycia „super-katolikiem” przy jednoczesnym odrzuceniu autorytetu Rzymu to, zdaniem kardynała, myślenie wręcz protestanckie.

  • Pozorny „stan wyższej konieczności”: Argumenty lefebrystów o ratowaniu Kościoła przed kryzysem i sekularyzacją zostały odrzucone. Kardynał przypomina za św. Augustynem, że w Kościele zawsze współistnieli święci i grzesznicy (jest to corpus permixtum). Błędy ludzi w Kościele nie oznaczają błędu samego Kościoła, który jest niezniszczalny. Stan wyższej konieczności istnieje tylko w wyobraźni Bractwa i nie daje prawa do łamania ustanowień Chrystusa.

  • Potrzeba nowej struktury dla powracających: Kardynał Müller nazwał likwidację dawnej Komisji Ecclesia Dei błędem. Proponuje powołanie nowego, autonomicznego organu, który pomógłby kapłanom i wiernym opuszczającym szeregi FSSPX na powrót do pełnej komunii z Rzymem, oddzielając miłość do tradycyjnej liturgii od błędów doktrynalnych.

  • Krytyka Traditionis custodes i obrona Tradycji: Emerytowany prefekt skrytykował motu proprio ograniczające starą Mszę, nazywając jego założenia ideologicznymi. Zauważył, że popularność tradycyjnej liturgii wynika często z faktu, że wierni przez lata uciekali przed nadużyciami liturgicznymi (traktowaniem Mszy jak show) w nowym rycie. Tradycja nie powinna być niszczona, lecz otoczona pasterską troską.

  • Porównanie z drogą synodalną w Niemczech: Odnosząc się do zarzutów, że Rzym karze tradycjonalistów, a pobłaża progresistom z Niemiec, kardynał przyznał, że tendencje heterodoksyjne (np. błogosławienie par jednopłciowych) są ogromnym złem. Podkreślił jednak twardą zasadę teologiczną: święcenia bez mandatu papieskiego zrywają łączność z Piotrem. „Nie można usprawiedliwiać jednego zła innym złem” – podsumowuje hierarcha.

Głos kardynała Gerharda Ludwiga Müllera rzuca nowe, głębokie światło na kryzys wokół Bractwa św. Piusa X. Emerytowany prefekt przypomina fundamentalną prawdę teologiczną: prawdziwa wierność katolickiej Tradycji nigdy nie może iść w parze z odrzuceniem prymatu Piotra, gdyż to właśnie jedność z Papieżem gwarantuje sakramentalną strukturę Kościoła. Choć kardynał surowo ocenia sam akt schizmy, to jego propozycja utworzenia nowej struktury dla osób pragnących powrócić do Rzymu pokazuje, że kluczem do rozwiązania tego dramatu musi być mądra, pozbawiona ideologii troska duszpasterska – zdolna docenić piękno dawnej liturgii, ale bezkompromisowa wobec błędów doktrynalnych.

Źródło: https://lanuovabq.it/

środa, 1 lipca 2026

Kardynał Müller: „Czas uwolnić ryt rzymski”

Dzisiejsze konsekracje biskupie w Écône w Szwajcarii powinny skłonić Kościół do ponownego rozważenia restrykcji nałożonych na Mszę w rucie rzymskim – powiedział 1 lipca kardynał Gerhard Müller w rozmowie z portalem IlGiornale.it.

Ograniczenia wprowadzone przez motu proprio Traditionis custodes (2021) jedynie wzmocniły Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X (FSSPX), dając mu „symbol sprzeciwu wobec Rzymu”. Zadziałały one wręcz „niczym propaganda” na ich rzecz.

Według kardynała Müllera Traditionis custodes „nie przyniosło pozytywnego skutku”: „Stosowanie autorytarnych metod w celu wymuszenia ślepego posłuszeństwa nie jest naszą drogą”.

Purpurat pochwalił motu proprio Summorum Pontificum (2007) Benedykta XVI za wniesienie „ogromnego pokoju” do Kościoła, dodając: „Nie można zakazać rytu w jego starożytnej formie”.

Starożytna Msza nie może być szkodliwa, skoro „w tej właśnie formie celebrowali święci i Ojcowie Kościoła”.

Kardynał Müller odrzucił twierdzenie, jakoby osoby przywiązane do dawnego rytu odrzucały Sobór Watykański II, argumentując w zamian, że tradycyjna Msza rzymska oraz Novus Ordo „są tym samym rytem, z jedynie bardzo nieznacznymi różnicami”.

Źródło: IlGiornale.it, gloria.tv

środa, 17 stycznia 2024

Kard. Gerhard Müller: "Trzeba bronić sakramentu Eucharystii. Cóż wobec tego znaczą koronki!!!"

W ostatnich latach w Rzymie doszło do rozłamu. „Tradycjonaliści” znaleźli się po drugiej stronie barykady. Benedykt XVI zdołał znaleźć rozwiązanie, które dawało nadzieję na integrację, jednakże decyzje Franciszka dotyczące zakazu odprawiania Mszy Świętej po łacinie udaremniły tamte wysiłki. Jeśli nie liczyć nadzwyczajnych przypadków, w których kompetentny biskup udzieli zgody na tego rodzaju celebrację, w kościołach parafialnych nabożeństwa nie będą już sprawowane w obrządku trydenckim, przez kapłana zwróconego w stronę ołtarza. Dla czego ten zakaz, z pozoru mało istotny, wywołał takie poruszenie?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że wbrew temu, co mogłoby się wydawać, tak zwani tradycjonaliści wcale nie tworzą zwartego obozu. Istnieją różne grupy, których członkowie podają w wątpliwość i zajadle krytykują postanowienia Soboru Watykańskiego II, nie zgadzając się z soborową doktryną. Nie da się ukryć, że współżycie z takimi grupami bywa problematyczne, na szczęście nie jest ich zbyt dużo. Istnieją jednak i tacy, którzy wprawdzie opowiadają się za mszą w języku łacińskim, w formie przewidzianej przez Sobór Trydencki i mszał Pawła VI z 1962 roku, ale nie kwestionują Soboru Watykańskiego II. Nie podają w wątpliwość postanowień doktrynalnych, a jedynie te dotyczące dyscypliny liturgicznej. To bardzo istotne rozróżnienie. Decyzja Franciszka pociągnęła za sobą poważne konsekwencje. Spadła jak grom z jasnego nieba i tradycjonaliści odebrali ją jak policzek. Zakaz celebrowania nabożeństw w takiej formie pogłębił podziały i spowodował ból. Właściwiej byłoby dokonać rozróżnienia pomiędzy istotą sakramentów, które otrzymaliśmy od Chrystusa za pośrednictwem apostołów i które mają kluczowe znaczenie, a liturgiczną formą istniejących w Kościele rytów. A tych ostatnich jest aż dwadzieścia trzy: ryt malabarski, ryt Świętego Chryzostoma, ryt Świętego Bazylego, ryt ambrozjański i tak dalej. Zmienia się jedynie forma. Gwoli przykładu powiem, że przed rokiem 1000 w ramach Mszy Świętej nawet nie odmawiano Credo. Zakaz narzucony tak zwanym tradycjonalistom nikomu nie przyniósł pożytku. Wydaje się, że papież Franciszek poczynił te kroki za namową grupy doradców. Najwyraźniej nie przyszło mu do głowy, że takie rozporządzenie zostanie odebrane jako demonstracja siły.

To nie papież podjął decyzję?

Oczywiście, że papież, ale nie sposób nie zauważyć ingerencji wąskiego grona doradców, w szczególności kilku profesorów z Papieskiego Instytutu Liturgicznego Świętego Anzelma, którzy odwiedzili Franciszka i wpłynęli na niego w trosce o własny interes. Znam osoby, według których jedyną prawomocną formą liturgiczną jest ta soborowa, wszystkie pozostałe powinny zniknąć. Tymczasem Sobór, zachowując jednomyślność co do podstawowych spraw, poszerzył horyzonty. Osoby, o których mówię, dowiodły, że przedkładają ideologię nad kwestie czysto teologiczne. Niestety, za pontyfikatu Franciszka teologia dogmatyczna jest traktowana po macoszemu, jako rzecz mało istotna. To dlatego zakaz sprawowania liturgii według porządku trydenckiego okazał się ważniejszy niż sama istota Eucharystii, która dla wszystkich (powtarzam: wszystkich) powinna być sprawą priorytetową. Niedawno miałem sposobność być we Francji. Nowy ordynariusz jednej z tamtejszych diecezji nie zgodził się udzielić bierzmowania grupie młodych ludzi tylko dlatego, że Msza Święta miała zostać odprawiona w tradycyjnej formie i w języku łacińskim. Zdumiewałem się, widząc, że ów biskup zdaje się przywiązywać większą wagę do języka liturgii niż do sakramentu. Jak gdyby forma była ważniejsza niż treść.

Czy możemy powiedzieć coś więcej na temat tego rozróżnienia?

Benedykt XVI zdecydował, że należy oddzielić ryt soborowy od starego rytu trydenckiego, który, jak stwierdził, pozostał prawomocny, ale miał charakter nadzwyczajny. Ratzinger musiał, rzecz jasna, stawić czoła silnej opozycji wewnętrznej, mimo że jego celem było budowanie jedności i stopniowa integracja tradycjonalistów. Po latach, już za pontyfikatu urzędującego papieża, doradcy Franciszka zaczęli się skarżyć. Perswadowali, że rozporządzenie Benedykta XVI było niefortunnym posunięciem, które tylko pogłębiło podziały, i że dla przywrócenia równowagi należałoby powrócić do dawnego porządku. Krótko mówiąc, manipulowali papieżem. Wkrótce potem Franciszek unieważnił Summorum Pontificium (list apostolski Benedykta XVI regulujący sprawę dawnego mszału, opublikowany 7 lipca 2007 roku w formie motu proprio). Złośliwe języki twierdzą, że obecny papież nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi do liturgii, preferując inne sposoby na zmodernizowanie Kościoła, i że napotkawszy na sceptycyzm wobec forsowanych przez siebie reform, wrzuca wszystkie grupy „tradycjonalistów” do przysłowiowego jednego worka. Nie wiem, jaka jest prawda, ale taka postawa z pewnością nie sprzyja budowaniu jedności i powoduje niepotrzebne waśnie.

Nie rozumiem… 

Mówię o tendencji do reformowania Kościoła na protestancką modłę. O protestantyzacji, która dokonuje się w sposób ukradkowy. O liberalnej wizji, która lekceważy tradycję. Kardynał Carlo Maria Martini twierdził, że licząc od epoki oświecenia, Kościół jest spóźniony o dwa stulecia. Jeżeli ma się zmodernizować, musi nadrobić stracony czas. To oznacza, że aby dotrzymać kroku współczesności, Kościół potrzebuje innowacji – tak w kwestii rodziny, jak i życia. Protestanci (którzy już w czasach Lutra zainicjowali proces zmian) cieszą się opinią najbardziej postępowych. Katolicyzm, wprost przeciwnie, uchodzi za niebywale zacofany. Kościół katolicki zwykło się uważać za przestarzałą, skostniałą instytucję, która nie podąża z duchem czasu. Protestanckie nabożeństwa coraz bardziej przypominają sympozja, zbawcza ofiara krzyża i Eucharystia są tam spychane na margines. Oto kontekst, w jakim za pontyfikatu obecnego papieża upowszechnił się pogląd, jakoby „tradycjonaliści” byli przeciwnikami toczącego się procesu modernizacji, spowalniającymi reformy Franciszka. Ta sytuacja powinna nas skłaniać do refleksji.

Niedawno zdarzyło mi się sprawować we Francji Mszę Świętą trydencką. Odprawiłem ją po łacinie, ale nie czuję się z tego powodu heretykiem. Sobór Trydencki uznał istnienie rozmaitych rytów, jednak istota pozostaje niezmienna. Jezus ustanowił Eucharystię i to ona jest dla katolików najważniejszym z sakramentów.

Czy w bazylice Świętego Piotra nie odprawia się już nabożeństw po łacinie?

Zakaz sprawowania w bazylice Świętego Piotra nabożeństw w języku łacińskim, według mszału Pawła VI, był błędem. To nie tylko arbitralna decyzja, lecz także przejaw duszpasterskiej niefrasobliwości. Prowadzimy na oczach świata wewnętrzne dysputy, które nie mają żadnego sensu. O pewne rzeczy nie można się spierać. Przychodzi mi do głowy to, co działo się w epoce podboju Konstantynopola. Tureckie oddziały oblegały miasto, a teolodzy w chwili największego zagrożenia wiedli spory o kolor oczu Matki Bożej. Dzisiaj historia się powtarza. Ludzie sprawiają wrażenie ślepych. W tej niełatwej sytuacji zadaniem duszpasterzy jest łączyć, a nie dzielić. Czy zamiast kruszyć kopie o sprawy liturgii nie powinniśmy walczyć z tymi, którzy utrzymują, że Kościół jest czymś na kształt organizacji pozarządowej, a kwestie społeczne są dla niego ważniejsze niż ewangelizacja? Zastanawiam się, czy kogokolwiek obchodzi kolor sutanny lub koronek. Albo to, czy na ołtarzu jest wystarczająco dużo kwiatów. To kwestia gustu bądź lokalnych tradycji. Jest rzeczą oczywistą, że prawdziwy problem tkwi gdzie indziej: trzeba bronić sakramentu Eucharystii. Cóż wobec tego znaczą koronki!!! Wszechobecna sekularyzacja sprawiła, że ten aspekt wiary stopniowo się zatarł. Widzimy, że w niedzielę tłumy ludzi zbierają się na placu Świętego Piotra, aby w południe otrzymać papieskie błogosławieństwo i wziąć udział w modlitwie Anioł Pański. Jednakże większość z tych osób nie chodzi na Mszę Świętą. Być może nie są świadome faktu, że liturgia w jakiejkolwiek parafii, sprawowana przez jakiegokolwiek kapłana, jest ważniejsza niż błogosławieństwo papieża, które pomimo całej swojej doniosłości nie ma wymiaru sakramentalnego.

Wydaje się, że równowaga została zaburzona, i to powinno nas skłonić do przemyśleń. Struktura budynku ma dla architekta większą wagę niż kolor ścian.


Jest to fragment książki "W dobrej wierze. Co będzie z Kościołem w XXI wieku.", która ukazała się w krakowskim wydawnictwie ESPRIT w 2023 roku. 


Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.