______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

piątek, 29 czerwca 2012

Romano Amerio - Dyslokacja funkcji magisterialnej po Soborze Watykańskim II


1. Kryzys Kościoła jest kryzysem autorytetu

Poproszony o wzięcie udziału w teologicznym Kongresie si si no no, chciałbym rozwinąć następującą hipotezę: kryzys Kościoła Katolickiego jest kryzysem wypływającym z dyslokacji władzy nauczycielskiej, która została przeniesiona z urzędu powszechnego Magisterium na urząd teologów. Dyslokację odczuto natychmiast, ponieważ zaraz po soborze reakcja były bardzo gwałtowna, a w ciągu ostatnich trzydziestu lat większość teologów doprowadziła do zrealizowania tego, czego wówczas domagała się i zamierzała zrobić: to znaczy iż uznano teologów za współuczestniczących w dydaktycznej funkcji Kościoła. W swoich papierach posiadam mnóstwo wycinków z gazet, wiele dowodów świadczących iż sprawa była odczuwana jako zagrożenie.

Sobór – należy to powiedzieć – potwierdził w tym punkcie odwieczną doktrynę Kościoła. Lecz niebezpieczeństwo pojawiło się zaraz potem. W rzeczywistości nie należy tutaj zapominać o głównej zasadzie metodycznej nowatorów, biskupów i soborowych ekspertów. Ci ostatni podstępnie wsunęli w przedstawione Soborowi Watykańskiemu II teksty wyrażenia niejasne, które, po opublikowaniu tekstów, obiecywali sobie komentować w sensie nowatorskim. Oto strategia, zrealizowana bez osłonek przez modernistów. Odnośnie tego istnieje – przytoczone również w Iota Unum – bardzo ważne oświadczenie holenderskiego dominikanina Edwarda Schillebeeckxa, który oznajmia wyraźnie: „My, idee które leżą nam na sercu, my je wyrażamy dyplomatycznie, lecz wyciągniemy ukryte wnioski po Soborze”. Sprowadza się to do powiedzenia: posługujemy się językiem dyplomatycznym, tzn. „podwójnym”, w którym tekst jest podporządkowany hermeneutyce, rozjaśniając, albo zaciemniając pojecia, które nas interesują, lub nam odpowiadają.

Formułowano więc soborowe dokumenty, które, zakładając hermeneutykę bardzo liberalną i bez wielkiej wartości, miałyby ugruntować nowatorskie opinie.

Ponadto nie należy zapomnieć iż główny i zasadniczy skandal, jaki należy przypisać Janowi XXIII, wywodzi się z tego, że przyzwolił on na to, aby protestanccy obserwatorzy na Soborze nie tylko asystowali w pracach komisji, lecz również uczestniczyli w nich, do tego stopnia iż niektóre teksty soborowe nie są jedynie elaboratami teologów czy też Biskupów, lecz również teologów protestanckich.

Upadek autorytetu, który pragniemy omówić, jest jednym z najbardziej zakorzenionych trendów, wypływający z racjonalizmu, humanizmu, oraz naturalizmu. Jego główna zasada: prawdy wiary są rezultatem działalności ludzkiego intelektu.

2. Definicja Magisterium

W tradycyjnej doktrynie wiara jest przekroczeniem rozumu; zgodnie z doktryną Kościoła Katolickiego, aby wierzyć, należy uwolnić się od rozumu, wznieść się ponad rozum, ponieważ to, co istnieje poza rozumem jest dla niego rzeczą dodatkową. Być na zewnątrz nie oznacza być w przeciwieństwie, znaczy to raczej iż jest to dopełnienie, konieczny pomocnik, i dlatego właśnie znajduje się on na zewnątrz. Zaś według doktryny modernistycznej, wiara jest jakąś formą rozumu, tzn. czymś, co jest jej dodatkowe. Znaczy to: aby wierzyć nie jest koniecznym odejście od rozumu.

Funkcją Magisterium Kościoła jest wpajanie w umysły wiernych przekonań nadprzyrodzonych: nauczyć, przywiązać, kazać przystać. Słowo „nauczać” oznacza „zrobić w taki sposób, żeby ktoś dowiedział się tego, czego przedtem nie wiedział”. Co więcej, funkcja Magisterium jest również apologetyczna, gdyż nauczyciel musi bronić tego, czego naucza. Musi tego bronić podając albo uzasadnienie dostarczone przez autorytet biblijny, a więc uzasadnienie rzędu nadprzyrodzonego, lub też uzasadnienie porządku przyrodzonego. Po trzecie, nauczać czegoś oznacza również kazać „zachować” to przez umysły, którym to zostało przekazane, ponieważ nauczyciel musi czuwać nad tym, aby jego nauczanie nie było ani zmarnowane, ani zmienione.

Podczas Soboru miano świadomość, iż wyżej wspomniana cnota dydaktyczna poczynała rozsypywać się w pył: świadczy o tym podpisane przez kard. Heenana, Prymasa Kościoła Angielskiego; oświadczenie:

Obecnie w Kościele nie ma już nauczania biskupów; oni nie stanowią już punktu odniesienia w Kościele. Jedynym punktem, gdzie jeszcze realizuje się funkcja nauczycielska Kościoła, jest Biskup Rzymski.

Oznacza to iż tam, gdzie nikt nie naucza, wszyscy nauczają; a tam, gdzie nie ma już jedynej nauczanej prawdy, wygłasza się mnóstwo poglądów.

Lecz, z perspektywy trzydziestu lat, owa deklaracja Prymasa Anglii, zdaje się być mocno optymistyczna, ponieważ obecnie funkcja magisterialna nie przejawia się już nawet w Pontyfikacie. Jeżeli, tak jak to zauważyliśmy, Magisterium jest objawieniem Słowa Bożego zdeponowanego w Kościele, i które to Kościół ma za zadanie i obowiązek nauczać oraz głosić, owego przejawienia się Słowa Bożego w obecnym Pontyfikacie poczyna brakować, lub przynajmniej zanikać: nie napisałbym 57 komentarzy odnośnie dokumentu Tertio Milennio Adveniente, gdyby Ojciec Święty nadal nauczał i objawiał Słowo Boże, będące prawdziwym „żywym Magisterium” w Kościele, i gdyby, przeciwnie, nie wyrażał on swoich osobistych przekonań, przestając głosić w sposób jawny i bezpośredni prawdę.

Lecz zredagowałem owe wyjaśnienia, ponieważ Ojciec Święty, w pełni sprawowania swojego autorytetu, nie udziela już wiernym takiej pomocy, jakiej oni oczekują od Najwyższego Magisterium; przemawia, lecz nie wyraża tego co winien powiedzieć. Gdyż – należy to jasno powiedzieć – nawet w najważniejszych dokumentach, każde słowo Papieża nie jest już Magisterium, lecz obecnie, bardzo często, nie jest niczym innym niż wyrażaniem poglądów, myśli, oraz racji rozpowszechnionych w Kościele: chcę tutaj wyraźnie powiedzieć, że nawet Papież odzwierciedla w swoich przemówieniach cały system myślowy, będący tym jaki dzisiejszy człowiek sobie upodobał.

3. Zamienienie funkcji Magisterium

Doktryna prywatna jest osobistą teorią danej jednostki, lecz nie o to tutaj chodzi: chodzi o doktryny, które rozpowszechniły się i zdominowały przeważającą część teologii. W Tertio Millenio czytamy co następuje: „Chrystus jest spełnieniem pragnień wszystkich religii świata i przez to właśnie jest On ich jedynym i ostatecznym celem” (n. 6); i jeszcze „[nie trzeba zatem lekceważyć przedmiotu] spotkania chrystianizmu z tymi bardzo starymi, charakterystycznymi formami religijności (i jest to bardzo znamienne) poprzez ukierunkowanie monoteistyczne” (38), oraz dalej „w dialogu interreligijnym żydzi i muzułmanie muszą mieć pierwsze miejsce” (53). A w Ut unum sint: „nieomylność Papieża jest prawdą Kościoła, której nie można odrzucić. Lecz trzeba będzie znaleźć nowy sposób aby ją zinterpretować”.

Tak więc, nawet świadectwa Papieża nadały najwyższej funkcji nauczycielskiej dziwny charakter. Gdy Papież nie wyraża Słowa Bożego, które zostało mu powierzone i które ma obowiązek objawiać, nie głosi on Słowa Bożego, lecz wypowiada, w znaczeniu wspomnianym powyżej, swoje poglądy osobiste.

Znajdujemy się zatem w obliczu oznak upadku Magisterium zwyczajnego Kościoła. Papież winien strzec i objawiać Depozyt Wiary, Boskiego Objawienia, lecz czyni to bardzo nieśmiało.

W momencie gdy Papież rezygnuje z wypełniania swego pierwszego obowiązku, w Kościele nastaje wielki kryzys, ponieważ zostaje śmiertelnie ugodzony jego środek. Niestety, nie istnieje żadna inna, wyższa od Papieża instytucja korygująca: w rzeczywistości Prymat rzymskiego Biskupa jest, można tak powiedzieć, jednym z podstawowych dogmatów Kościoła.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat dziesiątki i setki Biskupów, przełożonych najrozmaitszych zakonów, prałatów kurii i, jako ostatni, Biskup rzymski, stopniowo osłabiali tę podstawę doktrynalną, rozszczepiając wiarę i jej nadprzyrodzone źródło w miriady prywatnych i osobistych opinii. Wynika to z faktu iż zasada rzymskiego Pontyfikatu jest prawdziwą zasadą Kościoła; gdy Papież ustępuje, Kościół rezygnuje, a gdy godzi się w Papieża, uderza się w Kościół.

Istnieje tylko jedno źródło autorytetu – Najwyższy Kapłan, Wikariusz Chrystusowy, który otrzymał od Chrystusa nakaz utwierdzania w wierze wszystkich swoich braci. „Umocnić” znaczy „uczynić silnym”, „uczynić niezłomnym”.

4. Kryzys Papieskiego prymatu

W kryzysie soborowym mają więc znaczny udział próby podziału nieomylnego Magisterium pomiędzy Papieża i Biskupów. Ogólnie rzecz biorąc, pomimo Nota praevia, wrogi papieżowi ruch miał przewagę, gdyż ów duch antypapieski, antyrzymski, przeciwny autorytetowi jest bardzo rozpowszechniony. Nawet chrześcijanie są przekonani, iż nieomylność winna być interpretowana w odmienny sposób. Z drugiej strony, jak już to widzieliśmy, sam Papież Jan Paweł II wygłasza deklaracje antypapieskie: „Wysłuchuję skierowanej do mnie prośby o znalezienie innej formy sprawowania Prymatu – pisał w Ut unum sint, w §95 – która, nie rezygnując w niczym ważnym ze swojego posłannictwa, otwiera się na nową sytuację”. Sprowadza się to do powiedzenia: nie można jej się wyrzec, lecz jednocześnie można z niej zrezygnować. Jest to zasada absolutna, nie będąc zasadą absolutną. Nieomylność Papieża jest twardą skałą, „lecz” ... A gdy mówi się „lecz”, obsunięcie już się dokonało.

Nową formą będzie zmiana (na gorsze) prawdy, która się jako niewzruszona. Istotnie, propozycje luterańskich teologów, podtrzymywane przez teologów katolickich, znajdują się już w obiegu, podając do wiadomości, iż protestanci mogliby ewentualnie zgodzić się na nieomylność, przyjmując, że jest to tradycja i prywatne wierzenie, charakterystyczne dla Kościoła rzymskiego. A Ojciec Święty, w przytoczonych wyżej słowach, zdaje się zgadzać na ten pomysł. Byłby więc zatem gotowy do ograniczenia nieomylności tak, żeby nie będąc uniwersalną, nie byłaby ona już nawet dogmatem wiary. Nie mówiąc jednak, ze sama natura Kościoła zostałaby zniszczona, ponieważ, jeżeli jedne diecezje wierzą, a inne nie, natura przez to narażona jest na niebezpieczeństwo. Kościół i wiara stanowią jedną i tę samą rzecz, podczas gdy według nowej formuły wiara i Kościół byłyby czymś innym w Rzymie i czymś innym w Berlinie.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat hegemonia papieska otrzymała ciosy o wiele zdradliwsze niż podczas Soboru. Ta śmiertelna rana na samym szczycie Boskiego Sanktuarium jest w istocie zamaskowana faktem, iż w dzisiejszych czasach moralny autorytet Papieża w świecie wzrósł. Lecz to zwiększenie, którego jesteśmy świadkami, nie posiada żadnego znaczenia religijnego, żadnej formy nadprzyrodzonej. Papież jest widziany jedynie jako przedstawiciel humanitarnej idei, która winna stworzyć fundament przyszłego świata, tejże samej humanitarnej idei surowo potępionej w Syllabusie w pozycji LV: „*Kościół musi być odseparowany od państwa, a państwo od Kościoła” i w LXXX: „*Biskup rzymski może i musi pogodzić się oraz pójść na kompromis z postępem, liberalizmem i współczesną cywilizacja”. Tymczasem Ojciec Święty zdaje się podtrzymywać te idee, ponieważ ciągle wspomina o „nowym świecie”, o świecie kierowanym sprawiedliwością, świecie, w którym narody są sobie przyjazne, oraz widzą się w swoich dobrych i odrębnych tradycjach, o świecie braterskim i pokojowym, w którym pokój i dobrobyt zapanowałby nad wszystkimi narodami. W obecności przywódców państw Ojciec Święty nigdy nie mówi na temat władzy Chrystusa udzielonej Jego przedstawicielowi na ziemi, nigdy nie wspomina o Chrystusie Królu, nigdy! Przemówienie wygłoszone w ONZ jest mową całkowicie humanitarną; jedynie w niektórych miejscach, z konieczności, czyni się aluzje do Chrystusa. Lecz, jeśli można tak powiedzieć, są to wyłącznie napomknienia czysto formalne, grzecznościowe: przemówienie jest przesiąknięte humanitaryzmem i napaja humanitaryzmem, ponieważ jego cel jest humanitarny.

Ojciec Święty wspomina jeszcze o „nowej ewangelizacji”: lecz ta „nowa ewangelizacja” jest albo przypomnieniem Dobrej Nowiny, albo też oznajmieniem jakiejś nowości. Nowość polega na zapowiedzi humanitarnej, abstrahującej od katolickiej idei religijnej, do której za to odwołuje się autorytet listu Świętego Pawła do Efezjan (Ef 2,4): „Jedna wiara i jeden chrzest”. Nowość zatwierdza zaś religijność ludzką, dla której wszystkie religie zasługują na szacunek, ponieważ wszystkie przyczyniają się dla dobra ludzkości.

Lecz jeżeli nasza religia rozpływa się w powszechnym uczuciu religijnym, nasza religia przestaje istnieć; gdy nasza religia nie jest pierwsza, jest niczym i jeśli już nie jest światłem została przyćmiona.

Jedyny konflikt ze światem umiejscawia się w punktach moralnych, takich jak: nierozerwalność małżeństwa, przerywanie ciąży, ogólnie mówiąc, w Tablicach prawa moralnego. W tych sprawach Ojciec Święty wytrwał w wypełnianiu swego obowiązku, lecz, jak wyżej wspomnieliśmy, we wszystkich innych punktach (tzn. dogmatycznych) rozmycie doktryny w prywatnych opiniach papieża wzrasta.

Sukcesy Ojca Świętego w świecie rzeczywiście są imponujące: przemieszcza on tysiące dziennikarzy, uczestniczy w zebraniach z ważnymi tego świata oraz bierze również udział, jak równy z równym, w spotkaniach ekumenicznych. Wszystko to jest ważne, gdyż w taki to sposób Jan Paweł II podbił świat: świat jest dzisiaj przesiąknięty jego ideami na temat ekumenizmu; odnośnie powszechnej dobroci (wewnętrznej i równej) wszystkich religii, ponieważ wszystkie one ex sese (same w sobie) wiodą do Chrystusa; odnośnie potrzeby narodów do bratania się (lecz zarazem trwających w swoich własnych przekonaniach kulturowych), i tak dalej ... Ojciec Święty jest przyjmowany z entuzjazmem, nie dlatego iż jest Biskupem Rzymu, lecz ponieważ uważa się go za najwyższego przedstawiciela tej powszechnej mentalności „dobrego świata”.

Papież pokazuje swoją specyficzność, swoją suwerenną odrębność jedynie w delikatnych punktach negowanej przez świat moralności, której jednakowoż, nie zdając sobie z tego sprawy, przeczy, gdyż nikt mu nie przypomina, iż negacja punktów moralnych zawiera w sobie negacje punktów dogmatycznych, ponieważ prawo moralne jest objawieniem Słowa, to znaczy Boskiego Rozumu, który wcielił się i nazywa się Chrystus. Prawo moralne wiedzie prosto do Słowa. Tak więc, przeczenie prawu moralnemu, jest negowaniem ukrytym, lecz niemniej rzeczywistym, Słowa. Podstawa Kościoła i podstawa wszystkiego ma imię Chrystus, będący Słowem Wcielonym, Boskim Rozumem, wyrażającym moralność przyrodzoną. Prawo moralne jest prawem racjonalnym i wyrażeniem Boskiego Rozumu: prawo moralne jest w najwyższym stopniu racjonalne.

Zasada autorytetu Biskupa rzymskiego wynika z tego, iż jego mowa zastępuje Słowo Boże, wyraża ona prawo moralne, współpracując z Wcieleniem Słowa.

Wibrujące w Encyklikach Jana Pawła II prawdy są prawdami głównymi. A ponad tymi wszystkimi prawdami istnieje podstawowa prawda chrześcijaństwa: to znaczy, że Bóg objawił się hic et nunc, właśnie tutaj, a nie gdzie indziej; teraz, a nie przedtem.

Otóż dzisiaj ta podstawowa prawda (tak jak odczytaliśmy to w liście Tretio Milennio Adveniente) jest podawana pod wątpliwość; w jego paragrafach rozprzestrzenia się doktryna zapewniająca, iż „chrześcijaństwo stanowi odpowiedź na pragnienie wznoszące się ze wszystkich religii: buddyzmu, hinduizmu, islamu”.

Lecz chrześcijaństwo nie jest odpowiedzią na te religie („bogów – jak mawiała królowa Estera – którzy nawet nie istnieją”, Est 4, 17), ponieważ jest ono Słowem Bożym, objawionym jedynie narodowi wybranemu, w określonym czasie, w określonym miejscu – tak jak to opiewa psalm 147, 20: Non fecit taliter omini nationi.

Bóg, potęga nieograniczona, może zbawić każdego człowieka bez chrztu, lecz nie może tego zrobić siłą nakazu, gdyż zbawienie bez chrztu nie stanowi części systemu, zamierzonej przez Boga ekonomii. Zbawienie nieochrzczonych jest wyjątkiem, jest ono pozaplanowe, ponieważ nie przynależy do systemu, który jest skupiony na Chrystusie i na trynitarnym ujęciu Boga. A gdy mówi się: człowiek zbawia się bez łaski, bez chrztu, jedynie przez prawość swoich uczynków osoby religijnej, dobrej, pobożnej, sprawiedliwej, wkracza się w system pelagiański. System pelagiański winien zasługiwać na szczególną uwagę ze strony współczesnych teologów, gdyż świat wszystko przepaja duchem pelagiańskim.

Końcowe zdania syntezy wskazują, iż upadek autorytetu Magisterium biskupów, powierzających ten urząd teologom, prowadzi do realności indywidualnej, do wzrostu znaczenia prywatnych opinii Papieża, ze szkodą dla powszechnej Doktryny i Tradycji.

5. Opinie teologów przeciw Magisterium

Lecz jest coś innego, bardziej jeszcze godnego pożałowania; istnieje inna rzeczywistość – bardziej powszechna, bardziej oczywista – rezultat dymisji Magisterium episkopalnego, ustępującego wszędzie wobec arogancji najbardziej sprzecznych, najrozmaitszych i najbogatszych opinii teologicznych.

Opinii sprzecznych, gdyż nazywa się sprzecznym to, co różni się w czymś zasadniczym. Rozmaitych, ponieważ określa się rozmaitym coś, co różni się w czymś przypadkowym. Dwie rzeczy sprzeczne są dwiema rzeczami różnego rodzaju. Podobnie jest i z poglądami teologicznymi, mrowiącymi się wprost w posoborowym świecie katolickim przez ostatnie trzydzieści lat. Odbiegają one od jedynej i świętej doktryny, ponieważ, jako że są tego samego rodzaju, oddalają się od niej w zależności od przypadków. A najczęściej nie są one nawet tego samego rodzaju, co oznacza, że nie posiadają już tego samego nadprzyrodzonego rdzenia, który czyni z doktryny katolickiej un unicum. Wreszcie, po trzecie, powiedziałem: opinie teologiczne bogate, w znaczeniu, w jakim sami teologowie mówią o bogactwie myśli teologicznej, gdy dużo innych mentalności włącza się do mentalności naszej wiary – mentalności religii obcych, takich jak: protestancka, hebrajska, buddyjska, muzułmańska, animistyczna.

Skupiając wzrok na tej trylogii najrozmaitszych, sprzecznych i bogatych opinii, możemy w pewnym sensie powiedzieć iż obecna doktryna wiary nie jest już jedna. Jedność Kościoła winna być przede wszystkim teologiczna, doktrynalna, ponieważ chodzi o sprawy rozumu, chodzi o aktywność teoretyczną, nie zaś o jednolitość herbów albo ubrania. Z drugiej strony, Ojciec Święty podtrzymuje, iż w różnych religiach istnieje jedność moralna; jako że wszystkie są przeznaczone do zbawienia, wszystkie religie i wszystkie kulty są „idealną” jedną, bez konieczności istnienia jedności doktrynalnej. W ten sposób przyznają więc one, że są doktrynalnie sprzeczne: to właśnie w szczegółach mieszczą się różnice teoretyczne.

Jedność wiary: każdy z nas musi mieć pewność a priori myślenia, że wszystko to co sądzą inni chrześcijanie na świecie (i co myśleli przez wieki) jest identyczne z tym w co on wierzy. Muszę mieć pewność a priori wierzenia w to wszystko, w co wierzy inny chrześcijanin, gdy wypowiada jakąś prawdę wiary jest nieomylny. Na przykład, Ojciec Święty jasno wyraził, iż Maryja Dziewica jest wolna od grzechu pierworodnego, tak więc, gdy powtarzam wypowiedź Ojca Świętego, jestem nieomylny, nie muszę lękać się pomyłki.

Ta doktryna uwypukla jednogłośności doktryny wiary: „jednogłośność”, gdyż tyle głosów, miliony głosów, miliardy ludzi wyznają (i zawsze wyznawały) jedną doktrynę Słowa, zrodzonego z zamysłu Ojca. „Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca [o Nim] pouczył” (Jn 1,18). Wiara z natury swej jedna i jednogłośna, stała się w dzisiejszych czasach wiarą charyzmatyków, która nie jest wierzeniem noekatechumenów, która nie jest wiarą kardynała Ratzingera, która nie jest wiarą kardynała Martiniego i która nie jest wiarą Papieża. I każdy idzie sobie do radia, do telewizji, publikuje w czasopismach oraz książkach ... i daje świadectwo swojej „osobistej” wiary. Wszystkie te świadectwa, wszystkie te oznaki wiary mają wspólnie jakiś związek z wiarą katolicką; są to opinie wokół wiary katolickiej i odstępczej od niej. Czy możemy jeszcze nadal twierdzić, iż owi teologowie są katoliccy?

Źródło informacji: http://www.piusx.org.pl

środa, 27 czerwca 2012

Zapomniane prawdy c.d.


„Upadnięcie na kolana w wierze jest prawidłowym i płynącym z wnętrza, koniecznym gestem. Kto uczy się wierzyć, ten uczy się także klękać, a wiara lub liturgia, które zarzuciłyby modlitewne klęczenie, byłyby wewnętrznie skażone. Tam, gdzie owa postawa zanikła, tam ponownie trzeba nauczyć się klękać, abyśmy modląc się, pozostawali we wspólnocie Apostołów i męczenników, we wspólnocie całego kosmosu, w jedności z samym Jezusem Chrystusem”

Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii.

Italia: Pielgrzymka Tradycji do Sanktuarium Maryjnego w Leucea

(2 maja 2012) Setki wiernych zgromadziło się na zorganizowanej przez Szkołę Mater Ecclesia pielgrzymce tradycjonalistów do sanktuarium maryjnego w Leuca. Wśród obecnych byli Jego Eminencja kard. Burke, twórca szkoły oraz kapłani świeccy i zakonni. Podczas procesji odmawiano różaniec do błogosławionej Dziewicy. Przy wejściu do bazylikii chór zaintonował Ecce sacerdos Magnus. W trakcie kazania kard. mówił o zainicjowanym przez papieża nowym ruchu liturgicznym oraz zachęcił zgromadzonych wiernych do modlitwy o pojednanie Bractwa św. Piusa X z Rzymem. Po południu miał miejsce krótki wykład oraz prezentacja książki "La danza vuota intorno al vitello d'oro. Liturgie secolarizzate e diritto", której kard. wespół z prof Raffaele Coppoli i prałatem Nicolą Bux'em jest współautorem.



Baza dokumentów papieskich


"To czego niegdyś Kościół nauczał jako prawdziwe, także teraz jest prawdziwe, ponieważ prawda jest niezmienna. A więc tym samym, że wiadomo, czego niegdyś Kościół nauczał, również wiadomo, czego teraz naucza, ponieważ nieomylny Kościół, który teraz jest, nie może zaprzeczać nieomylnemu Kościołowi, który był niegdyś." 

o. Krystian Pesch SI

BAZA DOKUMENTÓW PAPIESKICH

Z księgarskiej półki c.d.

x. Mikołaj Gihr

OFIARA MSZY ŚWIĘTEJ


Wydawnictwo TE DEUM, Warszawa 2012
ISBN: 1-978-83-89345-80-8
Format: A5 , ss. 284, oprawa: twarda, cena 34,00 zł
do nabycia w księgarni internetowej TE DEUM

Pogłębienie znajomości ofiary Mszy świętej i przedstawienie wzniosłej treści i znaczenia jej obrzędów miał na celu słynny liturgista niemiecki ks. dr Mikołaj Gihr, biorąc się do napisania swej książki Das heilige Messopfer. Zamierzone przez się zadanie wykonał w sposób wprost niezrównany. Dał nam dzieło nie tylko wielkiego umysłu, ale i serca, zdolne oświecić i podnieść duszę, otworzyć przed nią głębię tajemnic, zawartych w ofierze Mszy św. i jej obrzędach, zapalić jednocześnie do ich umiłowania. Dzieło ks. Gihra — to skarbnica niewyczerpana nauki o Mszy św. Da ono obfity, już całkiem opracowany materiał kaznodziejom, znajdą w nim wielki pożytek duchowy, ze względu na wykład jasny i przystępny, świeccy katolicy, szczerze dążący do uświadomienia religijnego.

USA: Bunt zakonnic

HomeRADIO WATYKAŃSKIE

Kongregacja Nauki Wiary zaleciła reformę Konferencji Zakonów Żeńskich w Stanach Zjednoczonych, wskazując na odstępstwa od nauczania Kościoła w tak istotnych kwestiach, jak aborcja, eutanazja, święcenia kobiet czy homoseksualizmProblem ten dotyczy niemal 50 tys. zakonnic. Ich wspólną cechą jest daleko posunięta emancypacja oraz szybkie starzenie się wspólnot w związku z katastrofalnym brakiem powołań.

Aberracje liturgiczne cz. 70


Zapomniane prawdy c.d.

„II Sobór Watykański był i pozostaje nadal autentycznym znakiem Boga dla naszych czasów. Jeśli będziemy umieli go odczytywać i przyjmować w obrębie tradycji Kościoła i pod pewnym przewodnictwem Urzędu Nauczycielskiego, to będzie się on stawał coraz bardziej wielką siłą dla przyszłości Kościoła”

Benedykt XVI

wtorek, 26 czerwca 2012

Pomoce katechetyczne dla tradsów cz. 1 - Msza św. w obrazach










 









Klasztor Świętego Benedykta


Nowy Ruch Liturgiczny


Tradycja Katolicka we Francji rozwija się coraz dynamiczniej. W grudniu 2011 roku J.E Dominique Rey, biskup diecezji Fréjus-Toulon, erygował Klasztor św. Benedykta - nową wspólnotę monastyczną opartą na regule benedyktyńskiej, która celebruje świętą liturgię według starej i klasycznej formy monastycznego rytu rzymskiego. Przełożony wspólnoty udzielił wywiadu dla strony New Liturgical Movement, którego tłumaczenie zamieszczamy:

Czcigodny Ojcze Przeorze, czy mógłbyś opowiedzieć o początkach waszego klasztoru ?

Historia naszego klasztoru ma swoje korzenie w naszym pragnieniu życia monastycznego według Reguły Świętego Benedykta. Niektórzy z nas przeszli formację oraz złożyli profesję benedyktyńską w przeszłości, lecz czuliśmy się sfrustrowani przymusem przeżywania naszego powołania w okolicznościach nad którymi straciliśmy już kontrolę. Inni również napotkali te trudności, lecz pragnęli mimo wszystko pozostać mnichami. Było to życie dalekie od ideału monastycznego i mimo iż bardzo trudne, wzmocniło jednak nasze pragnienie tradycyjnego życia mniszego w jego codziennej harmonii z klasycznym rytem liturgii. W tych okolicznościach, które okazały się całkowicie opatrznościowe, mieliśmy okazję wyrazić nasze pragnienie biskupowi Rey.

Biskup Rey przyjął nas tak, jak uczyniłby to prawdziwy ojciec. Po naszej prośbie nastąpił okres rozeznania i przygotowania praktycznego, zakładający wielki wkład biskupa, nas samych, mojego biskupa (który również okazał swą ojcowską troskliwość, życzliwość i wielkoduszność), jak również wsparcie i ofiarność wielu przyjaciół, nie zapominając o ciepłym przyjęciu mieszkańców La Garde-Freinet. Ku naszemu wielkiemu i miłemu zaskoczeniu było dla nas możliwym rozpoczęcie całego monastycznego horarium od pierwszej niedzieli Adwentu oraz celebrowanie erekcji klasztoru w pierwsze Nieszpory Niepokalanego Poczęcia N.M.P.

Jakie wsparcie otrzymaliście od diecezji Fréjus-Toulon i jej biskupa?

Wsparcie biskupa i diecezji było i pozostaje nadal bardzo solidne. Postawa bp Rey jest od zawsze przeniknięta pytaniem, w jaki sposób jako biskup przysłużyć się do umocnienia i rozwoju Kościoła. On jest gotowy aby wraz ze swą diecezją włączyć się w służbę inicjatywom, które według niego pozwolą na rozwój Królestwa Bożego na Ziemi. Szuka rozwiązań, a nie problemów. Czynią to również jego współpracownicy: wikariusz generalny, sekretarze, kanoniści, rada finansowa i inni. Wszyscy oni współpracują razem by budować Kościół na pewnych również i finansowych fundamentach. Został nam powierzony duży, przykościelny budynek parafialny (już teraz, pytamy się z radością czy nie będzie zbyt mały), jak i kościół w którym sprawujemy oficjum. Proboszcz, który przyjął nas bardzo życzliwie mieszka w innej miejscowości, w której posługuje, a tutaj odprawia trzy Msze Święte w tygodniu, dla niewielkiej, lecz bardzo zaangażowanej parafii. To „współdzielenie” kościoła, dobrze funkcjonuje i daje możliwość wiernym dodatkowego uczestnictwa w oficjum i Mszach celebrowanych poza ich stałym porządkiem.

Bp Rey okazał nam także swą wielkoduszność, pomagając nam finansowo przy naszej instalacji, mam tu na myśli choćby bardzo wysokie stawki ubezpieczenia socjalnego - lecz pracujemy nad tym, aby jak najszybciej stać się niezależnymi finansowo.

Praktyczną i braterską pomoc otrzymaliśmy od całej diecezji, miejscowych kapłanów i wiernych, którzy oprócz zachęty z ich strony, zapewnili nam także wiele dóbr materialnych, niezbędnych w tak dużym domu.

Klasztor to zawsze coś innego i nowego, ale został przyjęty z gościnnością i otwartością kapłanów i wiernych świeckich, z której, ta diecezja jest bardzo znana.

Czy jesteście częścią światowej Konfederacji benedyktyńskiej?

Mimo iż obaj przeszliśmy ważny nowicjat i złożyliśmy profesję będąc w konfederacji, nasz klasztor jest założony przez biskupa i jest częścią diecezji. Co nie świadczy, że jesteśmy odizolowani: wielu mnichów Konfederacji jest naszymi dobrymi przyjaciółmi i cieszy nas bardzo ich braterska pomoc i wsparcie. Pewien zaprzyjaźniony Opat przyjął prośbę naszego biskupa, aby pomóc nam, w razie gdy wspólnota zacznie się powiększać. Poprosiliśmy w sposób szczególny o pomoc w formacji nowicjuszy. A więc będąc niezależni od Konfederacji, pozostajemy w ścisłych relacjach z jej członkami i głęboko cenimy sobie ich wizyty, wsparcie, mądrość i doświadczenie, którymi z nami się dzielą.

Czy mógłby ojciec opowiedzieć o porządku dnia i życiu liturgicznym w klasztorze?

Nasz porządek dnia jest prosty, zaczyna się matutinum o godz. 4.00, a kończy kompletą o godz. 20.00. Obejmuje on całe śpiewane oficjum według Breviarium monasticum(1963), jak również mszę konwentualną wg. usus antiquior. Porządek dnia to nie jakaś reklamowa sztuczka, czy też wytwór wyobraźni - to rzeczywistość i trzeba przyznać iż mimo wymagań które nakłada - to radość życia.

W naszym życiu liturgicznym «staramy się czynić tyle ile jesteśmy w stanie zrobić», jak zachęcał do tego św. Tomasz z Akwinu w sekwencji Lauda Sion « quantum potes, tantum aude ». Codzienny i wierny śpiew wszystkich oficjów to nie małe przedsięwzięcie. Gdy wspólnota będzie się powiększać, będziemy z pewnością mogli zrobić więcej, gdyż każde nowe powołanie to dar Opatrzności Bożej, pozwalający wspólnocie monastycznej chwalić Boga w sposób doskonalszy w świętej liturgii.

Oczywiście, życie liturgiczne jest sercem naszego klasztoru. Jest racją naszego istnienia. Jesteśmy tu, aby przede wszystkim służyć Bogu, aby nic nie stawiać ponad Jego służbę, jak tego uczy św. Benedykt. To nadaje tożsamość naszemu powołaniu, wyznacza wyraźny kierunek w konkrecie dnia codziennego i mówiąc raz jeszcze przynosi wiele radości. Jest czymś wspaniałym iż dzięki woli i zezwoleniu naszego papieża Benedykta XVI (którego całkowicie podziela, wspiera i promuje bp. Rey), celebrowanie starszych rytów liturgicznych nie stanowi już żadnego problemu. Nie stanowi i nie powinien już wzbudzać kontrowersji sposób, w jaki dniem i nocą wielbimy Boga w modlitwie, czy też składamy Najświętszą Ofiarę Mszy, jak to mnisi czynili od wieków.

W jaki sposób wasz klasztor może uczestniczyć i wspierać nowy ruch liturgiczny którego pragnie papież Benedykt ?

Jesteśmy niewielką wspólnotą monastyczną, która na ile jest to możliwe, stara się żyć wiernie i intensywnie liturgią. Szukamy przede wszystkim należytej służby Wszechmocnemu Bogu, a czyniąc to, wzrastania w osobistym nawróceniu przez uzgadnianie naszego życia z Jego drogami. W «nowym ruchu liturgicznym» chodzi przede wszystkim o to, aby stać się samemu liturgicznym, aby przesiąknąć świętą liturgią, pozwolić jej oddziaływać na to kim jestem i w jaki sposób żyję, oraz dać miejsce nawróceniu, które jest sercem Reguły świętego Benedykta. Nie pretendujemy do tego, aby wnieść wkład na wielką skalę. Lecz jeśli będziemy każdego dnia wiernie i wielkodusznie żyli duchem liturgii, z pewnością zostawi to nasz własny, mały ślad w Kościele i świecie. W dziele Bożej Opatrzności odegramy naszą skromną rolę w rozwoju nowego ruchu liturgicznego.

Dajemy świadectwo, liturgicznego i mniszego życia, którego owoce dają się już nam zauważyć. Naszą inaugurację celebrowaliśmy w pierwsze Nieszpory Niepokalanego Poczęcia, śpiewane w chorale gregoriańskim według rytu monastycznego. Przyjaciele, lokalne duchowieństwo, parafianie oraz ci, którzy już od dawna nie byli w Kościele, przyłączyli się do naszej modlitwy i mimo iż dla wielu było to pierwsze takie doświadczenie, śpiewali znakomicie. Liturgia Kościoła w swej tradycji monastycznej zajaśniała w pełni i dotknęła wiele serc tamtego wieczora. Jeśli uda się nam kontynuować w ten sposób, a wierzę że tak, będzie to również nasz wkład.

Czego powinien się spodziewać ktoś, kto rozeznawałby przyłączenie się do waszej wspólnoty?

Bylibyśmy gotowi, aby przyjąć go na pewien nie długi okres, aby mógł poznać nasz sposób życia, gdyż czymś innym jest o nim mówić, a czym innym doświadczyć go osobiście. Następnie, byłby wskazany dłuższy, co najmniej miesięczny pobyt, w celu lepszego rozeznania. Gdyby zdecydował się na wstąpienie do klasztoru, miałby miejsce zwykły proces kandydatury, czyli postulat (co najmniej 3 miesiące oraz roczny nowicjat, który może się przedłużyć do półtora roku).

I jaka formacja następnie ?

W czasie postulatu i nowicjatu formacja skupia się głównie na modlitwie i życiu monastycznym: reguła, historia życia monastycznego, święta liturgia, psalmy, łacina i ze względu na naszą sytuację geograficzną również nauka języka francuskiego. Po profesji czasowej, formacja odpowiadałby zdolnościom poszczególnych osób i potrzebom klasztoru. Jedni mogliby podjąć studia teologiczne w dążeniu do święceń kapłańskich, inni rozwijać swoje kompetencje w innych dziedzinach - chcemy przyjąć tych wszystkich, których dobry Bóg nam przyprowadzi, aby zostali jak to dawniej nazywano braćmi chórowymi czy też braćmi tzw. konwersami. W zależności od potrzeb klasztoru i Kościoła, ci, którzy posiadaliby odpowiednie zdolności, byliby także zachęcani, aby kontynuować studia. Lecz, najlepsza formacja dla każdego postulanta czy nowicjusza, to bycie wiernym wymaganiom codziennego życia z jego wyzwaniami i czasem rzeczywistymi trudnościami. Wytrwałość pośród tych trudności pozwala powołanym do życia monastycznego wejść na drogę nawrócenia, które jest naszym powołaniem i zasmakować radości życia pomiędzy braćmi, w braterstwie zwanym « szkołą służby pańskiej ». Nie jest to łatwe do wyjaśnienia, ale dla tych którzy są do tego wezwani, chodzi o coś bardzo realnego i pokrzepiającego, o prawdziwą łaskę i przywilej. Jak to śpiewamy w niedzielnym oficjum prymy «viam mandatorum tuorum cucurri, cum dilatasti cor meum » (biegłem drogą twych przykazań, gdyś rozszerzył serce moje).

Czy macie już braci nowicjuszy?

Jak na razie nasza wspólnota istnieje krócej niż mógłby trwać postulat! Mamy dwóch poważnych kandydatów do nowicjatu i jeśli Bóg zechce przyjmą habit jeszcze w tym roku. Są także kandydaci którzy chcieliby złożyć nam dłuższą wizytę. Ważnym jest aby nie pośpieszać rozeznania, i dać każdemu czas, przestrzeń i wolność konieczne do podjęcia dobrej decyzji w stosownym do tego momencie. Wolimy nie mówić kto i kiedy powinien wstąpić, aby chronić tę wolność, gdyż każdy z nas ma prawo do swojego życia prywatnego.

Klasztor jest wyłącznie anglojęzyczny?

Nie wyłącznie. My mówimy oczywiście po angielsku, ale musimy również uczyć się francuskiego. Jesteśmy otwarci na wszystkich, których Bóg nam posyła. Ostatnio nasz biskup powierzył nam formację końcową seminarzysty, który nie mówi po angielsku, więc nasz francuski doskonali się z chwili na chwilę! Podczas głoszenia używamy zarówno języka angielskiego jak i francuskiego: wielu tutejszych mieszkańców jest rodzonymi anglofonami.

Jaką pracę wykonują członkowie wspólnoty?

Naszym pierwszym zadaniem jest modlitwa i własne nawrócenie. Następnie praca związana z rozeznaniem i formacją kandydatów. Po tym następują wszystkie stałe obowiązki administracyjne i domowe poczynając od kuchni i sprzątania, po odpowiedzi na listy i płacenie rachunków. Zarządzamy także niewielkim butikiem i produkujemy sami pewne rzeczy, które są tam sprzedawane, między innymi karty pocztowe. Żywimy nadzieję że będziemy mogli także trochę publikować. Mamy do swojej dyspozycji niewielki teren, który jest przeznaczony dla naszych upraw. Czasem głosimy wykłady z dziedzin liturgicznych, akademickich i innych płaszczyzn intelektualnych. Przyjmujemy gości i rekolektantów oraz pełnimy posługę dla osób przywiązanych do starego rytu. Pomagamy także od czasu do czasu biskupowi w różnorakich projektach. Poza zwykłymi działaniami nasza praca polega na odpowiedzi szansom, talentom i potrzebom, które Opatrzność Boża nam zsyła o ile tylko nie zaćmiewają one dzieła bożego.

Gdzie jesteście usytuowani ? Czy możliwym jest dla was przyjęcie gości?

Nasze miejscowość jest położona na wysokości łańcucha Maurów, między Fréjus a Toulon w Prowansji. Jesteśmy około 10 km od Morza Śródziemnego i 20 km na północ od Saint Tropez. Jest to region wyjątkowo piękny, a nasze miasteczko jest niewielkie i spokojne. Są tu wspaniałe widoki zachęcające do długich spacerów po górach, idealne dla rekolektantów. Zamieściliśmy kilka zdjęć na naszej stronie internetowej.

Tak, goście są zawsze mile widziani, zarówno dla uczestnictwa w oficjum i mszy które są publiczne czy też spędzenia kilku dni odpoczynku lub rekolekcji. Mężczyźni, którzy chcieliby spędzić jakiś czas w klasztorze, powinni wcześniej skontaktować się z nami. Gościnność więc stanowi ważną część naszego powołania.

Jeśli chodzi o dojazd do klasztoru, całkiem niedaleko nas jest duży dworzec (Les Arcs), z którego (częściej w weekendy i okresie letnim) ruszają autobusy, przejeżdżające przez naszą miejscowość. Mimo to, samochód jest najlepszym i najpraktyczniejszym środkiem transportu. Jest także dobra droga, biegnąca przez wybrzeże, oraz autostrada Provence (A8).Z obydwu tych dróg, potrzeba około pół godziny, aby do nas dojechać.

W jaki sposób można wesprzeć wasz klasztor?

Przede wszystkim muszę tutaj wyrazić naszą wdzięczność, za liczne ofiary i dary, które dotąd otrzymaliśmy. Byliśmy nieustannie zadziwieni dobrocią Bożej Opatrzności działającą przez tak wiele wielkodusznych serc. Fakt, iż mogliśmy rozpocząć nasze życie tutaj, w dużej części wynika z braterskiej miłości ludzi, których czyny znane są Wszechmogącemu Bogu, za których modlimy się codziennie i ofiarujemy raz w miesiącu Mszę Świętą w ich intencji.

Jak wspomniałem o tym wcześniej, musimy rzeczywiście stać się jak najszybciej niezależni finansowo. Z napływem nowych powołań, ta potrzeba staje się coraz bardziej nagląca. Wsparcie i dary są zawsze mile widziane i są rzeczywistym błogosławieństwem. Nasza strona internetowa podaje różne sposoby aby móc nas wesprzeć: używając nasze własne linki aby zakupić coś na stronie Amazon, ofiarując nam jeden tytuł z listy rzeczy, których potrzebujemy (chcielibyśmy przede wszystkim powiększyć naszą bibliotekę), kupując w naszym butiku, składając ofiarę czy zamawiając Mszę Świętą. Jesteśmy w pełni świadomi, że powinniśmy sami ciężko pracować nad rozwojem naszego przemysłu i dochodów. To wymaga zarówno ludzi jak i kapitału - ale Opatrzność Boża nas nie opuści, o ile będziemy wierni naszemu powołaniu monastycznemu.

Czy posiadacie program formacyjny dla oblatów?

Tak, cieszymy się już naszym pierwszym oblatem-nowicjuszem, kapłanem diecezji, który przyodział habit niedługo po naszej inauguracji. Oblaci stanowią część naszej rodziny i mają udział w jej dobrach duchowych, my z kolei korzystamy z ich braterskiej przyjaźni i wsparcia. Mężczyźni i kobiety (katolicy), którzy są zainteresowani naszą oblaturą mogą znaleźć informacje na ten temat na naszej stronie internetowej.

Dom Aidan, co szykuje przyszłość dla Klasztoru Św. Benedykta ?

To co szykuje nam przyszłość to z pewnością oficjum monastyczne, które będzie sprawowane, kolejne okazje do ćwiczenia się w braterskiej miłości, znoszenie trudów i cierpienia w wierze i nadziei, szanse przyjmowania jak Chrystus tych, którzy pukają do klasztoru nie zawsze uświadamiając sobie własną potrzebę szukania Boga. I jeśli będziemy wierni temu co Reguła nam wskazuje w każdej z tych sytuacji, to na pewno Bóg będzie wychwalany i odnajdowany, a czyniąc to będziemy bardziej do Niego podobni.

Mamy oczywiście projekty i nadzieje, ale Opatrzność ma szerszą perspektywę i często „tasuje, po czym na nowo rozdaje karty”. Zobaczymy co przyszłość nam przyniesie. Jeśli wspólnota będzie wierna Regule i podążała za głosem bożym, przyszłość jaka by nie była, będzie zależna od Boga.

Niech Bóg błogosławi was i waszych czytelników !

Monastère Saint-Benoît
 2, rue de la Croix
 83680 La Garde-Freinet
 France

tł. kl. Wojtek Pobudkowski


Źródło informacji: NOWY RUCH LITURGICZNY

Zapomniane prawdy c.d.

Gdy Jezus był życzliwy dla grzeszników i tych, którzy pobłądzili, to jednak nigdy nie popierał ich fałszywych idei, choćby wydawały się jak najbardziej szczere. On kochał ich wszystkich, ale również pouczał, aby ich nawrócić i zbawić. 

Kiedy przywoływał do siebie tych, którzy byli utrudzeni i cierpiący, żeby ich pocieszyć, nie było to głoszenie im zazdrości związanej z chimeryczną równością. Gdy wywyższał pokornych, nie czynił tego, by zaszczepić w nich poczucie godności niezależnej i zbuntowanej przeciw obowiązkowi posłuszeństwa. Gdy Jego serce przepełniała łagodność wobec ludzi dobrej woli, jednocześnie potrafił uzbroić się w święte oburzenie przeciw profanom Domu Boga, przeciw nikczemnikom, którzy gorszyli maluczkich, przeciw władzom, które nakładały na ludzi nadmierne ciężary bez przykładania ręki do ich dźwigania. 

On był tak samo silny jak łagodny. Ganił, groził, smagał biczem, wiedząc i nauczając nas, że bojaźń jest początkiem mądrości oraz że czasami lepiej jest dla człowieka odciąć część będącą źródłem zgorszenia, aby ocalić ciało. I w końcu nie głosił On przyszłemu społeczeństwu panowania idealnej szczęśliwości, z której cierpienie będzie usunięte, ale przez swoją lekcję i swój przykład, wyznaczył szlak szczęścia w niebie i królewską drogę Krzyża.


Św. Pius X, encyklika Nasz Mandat Apostolski

Katolicka Nauka Wiary


x. dr Konrad Martin, biskup paderborski


KATOLICKA NAUKA WIARY

–––––––––––

Katolicka Nauka Wiary (djvu, 58 Mb)

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15.4 Mb)

–––––––––--

Katolicka nauka wiary. Napisał Kś. Dr. Konrad Martin, Biskup Paderbornski. Przetłómaczył z niemieckiego Kś. Stanisław Kubowicz, Dyrektor Król. Kat. Seminaryum Nauczycielskiego w Kcyni. Poznań.W KOMISIE KSIĘGARNI M. LEITGEBRA I SP. CZCIONKAMI LUDWIKA MERZBACHA. 1871, str. 387+XI.

Ze wszystkich sił trzymamy się wiecznego Rzymu

Stuttgart, 20 kwietnia 2012r.
Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy, drodzy Wierni!
„Całym sercem i całą duszą należymy do Rzymu katolickiego, stróża wiary katolickiej oraz tradycji niezbędnych do jej zachowania, do wiecznego Rzymu, nauczyciela mądrości i prawdy.
Ks. Franciszek Schmidberger, przełożony niemieckiego dystryktu FSSPX, a w latach 1982-1994 przełożony generalny Bractwa
Odrzucamy natomiast i zawsze odrzucaliśmy pójście za Rzymem o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, która wyraźnie zaznaczyła się podczas II Soboru Watykańskiego, a po soborze we wszystkich z niego wynikających reformach”1.
Ta wypowiedź abp. Lefebvre’a, pochodząca z jego epokowej deklaracji z 21 listopada 1974 r., zawiera dwie nierozłączne zasady. Z jednej strony jest to odrzucenie „ducha soboru”, niektórych spośród jego deklaracji i niektórych reform będących jego wynikiem, czemu poświęciliśmy wszystkie nasze siły od chwili powstania Bractwa w 1970 r. Z drugiej strony chodzi o niezrywanie relacji z Rzymem — na tyle, na ile reprezentuje on wieczny Rzym. Nie możemy jednak oczekiwać, że po upadku, jaki miał miejsce w trakcie soboru i po nim, w ciągu jednego dnia w Kościele wojującym wszystko stanie się doskonałe. Do Kościoła należą zarówno święci, jak i grzesznicy. Do jego ludzkich niedoskonałości można zaliczyć nawet błędy, jeśli nie przeciwstawiają się one wprost prawdzie objawionej. Sądzić, że Kościół wojujący składa się jedynie ze świętych, oznacza wyznawać herezję jansenizmu, która została jednoznacznie potępiona przez Magisterium. Każdy chrześcijanin ma oczywiście obowiązek walczyć z grzechem i błędem — każdy według swych możliwości i swojego miejsca w Kościele. Jednak zawsze musimy zaczynać [tę walkę] od siebie, żyjąc zgodnie z zasadami wiary katolickiej.
W czasie soboru i po jego zakończeniu wciąż powtarzano frazes „Ecclesia semper reformanda est — Kościół wciąż powinien się reformować”. To dwuznaczne sformułowanie zostało haniebnie wykorzystane przez tych, którzy pragnęli [jedynie] reformować. Posiada ono katolickie znaczenie tylko wówczas, gdy mamy na myśli to, że Kościół wciąż powinien się reformować w swych członkach, że ich życie wiary i moralność zawsze muszą się odnawiać, a nawet to, że co jakiś czas dyscyplina Kościoła musi zostać dostosowana do nowych okoliczności. Ale kształt Kościoła pochodzi z ustanowienia Bożego i nie może być zmieniony ani „odnowiony” przez człowieka.
W ogniu walki nie zapominajmy o pierwszej zasadzie abp. Lefebvre’a: Kościół został założony przez Chrystusa na Piotrze. Jemu Zbawiciel powierzył klucze nieba i jemu polecił pasać owce (por. Mt 16, 18nn; J 21, 15nn). I choć rola Kościoła może zarosnąć kąkolem do tego stopnia, że trudno będzie dojrzeć pszenicę, to ma on [Kościół] obietnicę życia wiecznego — Pan jest z nim przez wszystkie dni aż do końca czasów (por. Mt 28, 20). To jest Jego Kościół, nie nasz. Nie mamy prawa nim dysponować. Nie możemy postrzegać go w zbyt ludzki, zbyt polityczny czy też dyplomatyczny sposób. Choć św. Atanazy w starożytności trudził się wielce nad zachowaniem wiary w Bóstwo Chrystusa, choć starał się zabezpieczyć trwanie Kościoła, to jednak pozostawał zaledwie narzędziem Bożej Opatrzności gwarantującej nieprzerwane jego istnienie. Gdyby św. Atanazy nie podjął tej misji, Bóg powołałby inne narzędzie. I tak właśnie jest z abp. Lefebvre’em oraz Bractwem Świętego Piusa X, które Arcybiskup założył — w burzliwych czasach twórca i jego dzieło istotnie przyczynili się do zachowania w Kościele prawdziwej Mszy św., niebudzących wątpliwości sakramentów oraz depozytu wiary. A mimo to wielki biskup i wyznawca, kapłani przez niego wyświęceni i biskupi, których konsekrował, są zaledwie sługami nieużytecznymi (por. Łk 17, 10) pozostającymi w służbie Bożej Opatrzności i obietnicy [trwania Kościoła]. Jak wielką łaską, jak wspaniałym darem i radością jest to wezwanie do służby! A jednak to nie narzędzia otrzymały obietnicę życia wiecznego, lecz Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa. Oto dlaczego mocno, ze wszystkich sił, trzymamy się wiecznego Rzymu i dlaczego nie chcemy być ani heretykami, ani schizmatykami, lecz po prostu katolikami.
Jeśli Rzym wzywa nas teraz z wygnania, na które zesłał nas w 1975 r., uchylając [kanoniczne] zatwierdzenie [Bractwa], a jeszcze bardziej w 1988 r., gdy zadeklarował ekskomunikę [naszych biskupów], to jest to akt sprawiedliwości i, bez wątpienia, również autentycznej pasterskiej troski papieża Benedykta XVI. I za to jesteśmy wdzięczni.
Z kapłańskim błogosławieństwem, w Chrystusie Zmartwychwstałym i Jego Najświętszej Matce
ks. Franciszek Schmidberger FSSPX

Deklaracja abp. Marcelego Lefebvre’a z 21 listopada 1974 r., [w:⌉ Zawsze wierni nr 1, wrzesień–październik 1994, s. 9.
Źródło informacji: http://news.fsspx.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.