_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą abp. Fulton J. Sheen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą abp. Fulton J. Sheen. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 września 2026

Bł. Bp Fulton J. Sheen: Prawdziwe znaczenie Mszy Świętej

 

Znasz to uczucie, kiedy idziesz do kościoła i masz wrażenie, że nic z tego nie masz? Bł. Fulton Sheen odpowiada na to bez owijania w bawełnę: nic z tego nie wynosimy, bo często niczego tam od siebie nie przynosimy.

Przekonujemy się, że Eucharystia to nie zwykłe nabożeństwo, ale bezkrwawe uobecnienie Ofiary z Kalwarii. Sheen rozpisuje ją na trzy konkretne akty:

  • Ofiarowanie: Wrzucasz na ołtarz siebie – swoje zmęczenie, codzienne krzyże i całe życie.

  • Konsekracja: Dokonuje się misterium śmierci Chrystusa (przez symboliczne oddzielenie Ciała od Krwi), w którym masz umrzeć dla własnej pychy i grzechu.

  • Komunia Święta: Przyjmujesz pokarm, który daje życie i jednoczy z Bogiem.

Najmocniejsza część tego nagrania to jednak historia, którą Sheen opowiada na koniec. Mówi o chińskim biskupie, który wtrącony przez komunistów do więzienia, w nieludzkich warunkach, potajemnie odprawiał Mszę Świętą na zwykłej blaszkanej tacy. Kiedy słuchasz o tym, jak ten schorowany człowiek walczył o każdy skrawek Eucharystii, cała ta nasza współczesna bylejakość i narzekanie na nudę w kościele natychmiast bledną.

To nie jest kolejne gadanie o niczym – to solidny, mocny materiał, który w pół godziny potrafi całkowicie uporządkować spojrzenie na Mszę Świętą i wprowadzić w jej najgłębszą tajemnicę. Czas, który nie będzie stracony.

poniedziałek, 18 października 2021

Abp. Fulton J. Sheen: Eucharystia – ofiara i sakrament

Pewna młoda mężatka w czasie dorocznych rekolekcji powiedziała piszącemu te słowa, że ona może zaakceptować w naszej wierze wszystko, ale nie Eucharystię. Gdy zapytałem o jej męża, okazało się, że służy on w marynarce na Pacyfiku. Gdy padły następne pytania, kobieta wspomniała, że piszą do siebie listy co drugi dzień i że w domu ma wciąż przed sobą fotografię małżonka.

Stwierdziłem, że właściwie nie potrzeba niczego więcej do pełni szczęścia. Czego więcej może pragnąć kobieta niż ciągłej pamięci o mężu dzięki jego fotografii i zapisanym na papierze słowom płynącym wprost z serca do serca? Ona jednak zaprotestowała; powiedziała, że nigdy nie osiągnie pełni szczęścia, jeśli nie będzie razem z mężem. Zapytałem wtedy: skoro ludzka miłość dąży do zjednoczenia, to dlaczego nie miałoby być tak samo z miłością boską? Jeśli mąż i żona pragną stać się jednym ciałem, to czy chrześcijanie i Chrystus nie mogą dążyć do tego samego? Wspominanie Chrystusa, który żył dwadzieścia wieków temu, przywoływanie w pamięci Jego miłosierdzia i cudów, których dokonał, korespondencja z Nim przez czytanie Pisma Świętego – to wszystko przynosi zadowolenie, ale nie nasyci miłości. Do tego potrzeba czegoś z poziomu łaski, co jednoczy z boską miłością. Każde serce szuka szczęścia na zewnątrz, a ponieważ doskonałą miłością jest Bóg, to serce człowieka i serce Chrystusa muszą się w jakiś sposób jednoczyć. W ludzkiej przyjaźni jeden kocha drugiego jako kogoś innego od siebie albo jako drugą połówkę swojej duszy. Boska przyjaźń musi być wzajemnym „zamieszkaniem” w sobie: „kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4, 16). To pragnienie duszy, by wyjść na zewnątrz, pragnienie ekstazy spełnia się w sakramencie Eucharystii.

Eucharystia – ofiara i sakrament

Eucharystia ma dwa aspekty – jest zarówno ofiarą, jak i sakramentem. Jako że życie ziemskie jest jedynie przebłyskiem, echem i cieniem życia boskiego, w porządku przyrody możemy odnaleźć analogie dla boskiego piękna. Czy natura sama w sobie nie ma tego podwójnego aspektu: ofiary i sakramentu? Warzywa, które stawiamy na naszych stołach, mięso, które kładziemy na półmiskach, to naturalne sakramenty dla ludzkiego ciała. Dzięki nim człowiek żyje. Gdyby nasze pożywienie wyposażyć w mowę, powiedziałoby: „Jeśli nie będziesz w komunii ze mną, nie będziesz żył”.

Jeśli więc zapytamy o to, jak niższe stworzenia – związki chemiczne, rośliny albo mięso – stają się sakramentem albo komunią dla człowieka, zostaniemy wprowadzeni w ideę ofiary. Czy warzywa nie są wyrywane z ziemi wraz z korzeniami, poddane prawu śmierci, i nie muszą przejść przez ogień, zanim staną się sakramentem życia fizycznego albo wejdą w komunię z ciałem? Czy mięso leżące na półmisku nie było wcześniej istotą żywą, która trafiła pod nóż, i czy krew tego stworzenia nie spłynęła na glebę Getsemani i Kalwarii natury, zanim trafiło ono na stół? Natura wskazuje, że ofiara musi poprzedzać sakrament; śmierć to preludium komunii. Jeśli coś nie umrze, to nie zacznie żyć w wyższym królestwie. Komunia bez poniesienia ofiary byłaby w porządku naturalnym jak jedzenie nieugotowanych warzyw albo surowego mięsa. Spójrzmy prawdzie w oczy: żyjemy dzięki temu, co zabijamy. Gdy przeniesiemy tę refleksję na poziom nadnaturalny, widzimy, że tu też żyjemy dzięki temu, co zabijamy. To nasze grzechy zabiły Chrystusa na Kalwarii – ale On mocą Boga powstał z martwych i siedzi po prawicy Ojca w niebie. Teraz jest naszym życiem i pozostaje w komunii z nami, a my z Nim. W porządku boskim musi nastąpić ofiara albo konsekracja we Mszy Świętej, zanim będzie możliwy sakrament albo komunia duszy i Boga.

Relacja chrztu i Eucharystii

Chrzest jest inicjacją w życie chrześcijańskie i w porządku natury odpowiada narodzinom. Początek boskiego życia następuje jednak tylko dzięki śmierci; zanurzenie w wodzie mistycznie symbolizuje umieranie i bycie pogrzebanym z Chrystusem. Eucharystia jest ofiarą – ona również włącza nas w śmierć Chrystusa. Chrzest jest bardziej pasywnym urzeczywistnieniem śmierci, szczególnie gdy dotyczy dziecka, ponieważ ono nie wyraża woli przyjęcia sakramentu; czynią to za nie jego rodzice. Eucharystia jest znacznie bardziej aktywnym urzeczywistnieniem się śmierci Chrystusa, ponieważ Msza Święta jest bezkrwawą pamiątką ofiarnej śmierci Chrystusa poza murami otaczającymi Jerozolimę. Ojcowie Kościoła byli pod wielkim wrażeniem więzi łączącej chrzest i Eucharystię. Krew i woda, które wypłynęły z boku Chrystusa na krzyżu, kryją wielką głębię znaczenia. Woda to symbol naszego odrodzenia, dlatego była znakiem chrztu; krew, cena naszego Zbawienia, to natomiast znak Eucharystii. Powstaje zatem pytanie: co odróżnia te sakramenty, skoro w obydwu kryje się tajemnica śmierci Chrystusa?

W chrzcie i innych sakramentach – z wyjątkiem Eucharystii – jednoczymy się z Chrystusem przez samo uczestnictwo w Jego łasce. W Eucharystii natomiast Chrystus istnieje substancjalnie – jest obecny rzeczywiście i prawdziwie – w swoim Ciele, swojej Krwi, Duszy i Boskości. Przez Eucharystię pełniej niż przez chrzest człowiek uświadamia sobie uczestnictwo w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. W porządku naturalnym nowo narodzone dziecko jest podobne do rodziców, a gdy matka pielęgnuje maleństwo, powstaje nowa więź między nimi. Również przez chrzest uczestniczymy w boskiej naturze przez podobieństwo do niej, jako że stajemy się „drugimi Chrystusami”. W Eucharystii z kolei otrzymujemy prawdziwą substancję samego Chrystusa. Z powodu więzi łączącej te dwa sakramenty w 1549 roku Sobór Trydencki nakazywał księżom, by udzielali chrztu rano, w czasie sprawowania Mszy, a przynajmniej zaraz po jej odprawieniu. Związek między chrztem a Eucharystią jest podobny do relacji między wiarą a miłosierdziem lub miłością doskonałą. Chrzest jest sakramentem wiary, ponieważ jest fundamentem życia duchowego. Eucharystia jest sakramentem miłosierdzia lub miłości, ponieważ jest odtworzeniem doskonałego aktu miłości Chrystusa – Jego śmierci na krzyżu i oddania się nam w Komunii Świętej.

*Fragment pochodzi z książki „Sakramenty” abp Fultona Sheena, wydanej nakładem Wydawnictwa Esprit

Książka można nabyć klikając w link https://bit.ly/3mwNc6g

piątek, 12 lutego 2021

Abp Fulton J. Sheen: Rozważania o celibacie

 

Kochankowie Boga

Tysiące razy pytano mnie, dlaczego księża się nie żenią. Za tym pytaniem kryje się założenie, że małżeństwo w pewnym sensie zajmuje w Bożym planie miejsce mniej święte niż celibat. Sam fakt powstrzymywania się od małżeństwa ma jakoby wskazywać, że jest w nim jakaś niedoskonałość. Zarówno małżeństwo, jak i celibat są środkami komunikacji i mają jeden cel: doświadczenie miłości, którą nie da się nasycić, wiecznej ekstazy i poddania się ukochanemu, czyli Bogu, od którego nie ma powrotu do egoistycznej samotności.

Zarówno w celibacie, jak i w małżeństwie obecna jest ta sama pasja miłości, z tą różnicą, że celibat ma charakter bezpośredni, choć niedoskonały, podczas gdy małżeństwo ma charakter pośredni i również niedoskonały. Celibat to „beznamiętna pasja, dziki spokój”; małżeństwo to brak pełni, który dąży do zjednoczenia i szczęścia poprzez trawiące płomienie. Jedno i drugie jest dobrem. Celibat nie jest wznioślejszy, małżeństwo nie jest bardziej przyziemne. Obydwa są znakami przymierza Boga z człowiekiem.

Błąd w dyskusji na temat celibatu i małżeństwa polega na tym, że porównuje się te dwa powołania ze sobą. To tak, jakby dowodzić, że prawa noga jest relatywnie doskonalsza niż lewa. Obydwa powołania są wyrazem pragnienia Boga, a to, w jakim stopniu do Niego należymy, nie zależy od stanu, w jakim przechodzimy przez życie, lecz od tego, na ile potrafimy odpowiedzieć na łaskę, jakiej On nam udziela. Celibatariusze przyczyniają się do rozwoju królestwa Bożego „płodząc dzieci w Chrystusie” na chrzcie; małżonkowie rozwijają to królestwo, rodząc dzieci dzięki głębokiemu zjednoczeniu w jednym ciele. Bóg ma dwa rodzaje kochanków – tych, którzy zmierzają bezpośrednio do rzeczy ostatecznych przez celibat oraz tych, którzy zmierzają tam drogą pośrednią, przez małżeństwo. 

Era uczuć 

Istnieją trzy rady ewangeliczne: ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Nie wszystkie jednak wzbudzają takie samo zainteresowanie. W naszych czasach ubóstwo jest „w modzie”, czystość i posłuszeństwo są „w odwrocie”. Posłuszeństwo i czystość na ogół nie cieszą się dzisiaj zbytnim poważaniem. Natomiast ubóstwo jest dość popularne, chociaż nie w rozumieniu wyrzekania się własności, lecz jako niesienie pomocy ubogim, co oczywiście jest godne pochwały. Czystość jest w odwrocie dlatego, że żyjemy w kulturze zmysłów. Średniowiecze było epoką wiary, osiemnaste stulecie jest nazywane wiekiem rozumu, obecnie zaś żyjemy w erze uczuć. 

W epoce wiktoriańskiej seks był tematem tabu, w naszych czasach tematem tabu jest śmierć. Każda epoka ma swój zakazany temat. Moim zdaniem jedną z przyczyn współczesnej rozwiązłości seksualnej jest brak poczucia, że życie ma cel. Kiedy zgubimy się podczas jazdy samochodem, na ogół zaczynamy jechać szybciej. Jeśli więc brakuje nam poczucia sensu życia, mamy skłonność do zastępowania go szybkością, używkami i intensywnością doznań. 

Ucieczka przed komornikiem 

Wszystko sprowadza się do tego, jak bardzo namiętny jest mężczyzna i jak palące są płomienie jego pożądliwości. Jeśli mężczyzna rezygnuje z wolności dla kobiety, którą kocha, to przecież możliwe jest również, że zrezygnuje z kobiety dla Chrystusa. Miłość w służbie celibatowi wzmacnia się i słabnie wraz z miłością do Niego. Kiedy królowanie Chrystusa obejmuje coraz mniejszy obszar w ludzkim sercu, coś musi wypełnić powstałą pustkę.

Dostawałem niezliczoną ilość listów od moich braci w kapłaństwie, którzy doświadczali wzrostów i spadków temperatury duszy. Wielu z nich wracało, nie próbując się usprawiedliwiać, i udowodniło, że w miłości pojednanie może czasami być słodsze niż nieprzerwana przyjaźń. Miernikiem podejścia do kwestii celibatu zawsze jest Chrystus na krzyżu i Chrystus w Eucharystii. 

Im dalej nam do przyjęcia tego daru, tym mniejszą mamy ochotę, aby patrzeć na krucyfiks i nawiedzać naszego Pana w Jego Sakramencie. Stajemy się wówczas podobni do człowieka, który przechodzi na drugą stronę ulicy, kiedy zauważa przed sobą komornika. Krzyż jest zatem miejscem, gdzie niebo spotyka się z piekłem. Staje się piekłem, gdy dostrzegamy, jaką rolę odegraliśmy w ukrzyżowaniu Jezusa przez swoją niewierność. Jest niebem, kiedy dochowujemy wierności lub kiedy ponownie padamy do Jego stóp, prosząc o przebaczenie.

Jest to fragment książki “SKARB W GLINIANYM NACZYNIU” Abp. Fultona J. Sheena, WYDAWNICTWO ESPRIT, KRAKÓW 2020

piątek, 27 marca 2020

Zapomniane prawdy: "Żyjemy w czasach czwartej śmierci Kościoła, w których wrogami nie są Hunowie, schizmatycy ani heretycy, tylko świat, w którym żyje Kościół."



Kościół nie jest bytem trwałym; jest bytem umierającym, który wciąż powraca do życia. Prawem Ciała jest prawo Głowy: Ukrzyżowanie i Pusty Grób.

Kościół przeżył w historii cztery wielkie śmierci, które miały miejsce mniej więcej co pięćset lat. Pierwszą śmiercią był upadek Rzymu, który tak wstrząsnął św. Hieronimem, iż myślał on, że nadszedł koniec świata. Św. Augustyn spędził 18 lat pisząc swoje Miasto Boga i tłumacząc, dlaczego Rzym upadł. Drugą śmiercią była inwazja muzułmanów, którzy zniszczyli Kościół w Afryce Północnej oraz Schizma Wschodnia. Trzecią śmiercią był czas Reformacji, gdy reformatorzy zreformowali dogmaty, mimo iż tym, co wymagało zmian, była moralność. Żyjemy w czasach czwartej śmierci Kościoła, w których wrogami nie są Hunowie, schizmatycy ani heretycy, tylko świat, w którym żyje Kościół.

Arcybiskup Fulton J. Sheen
"Those Mysterious Priests", 1970 r., str. 137.

sobota, 6 stycznia 2018

Abp. Fulton J. Sheen: Refleksje na temat celibatu



Libido lub popęd seksualny jest jednym z najsilniejszych instynktów człowieka. Jednym z największych mitów związanych z niektórymi rodzajami edukacji seksualnej jest założenie, iż jeśli dzieci poznają niektóre ze złych skutków ekscesów seksualnych, będą one unikać lekkomyślnych zachowań w tej dziedzinie. Jest to nieprawda. Żaden śmiertelnik, który widzi drzwi opatrzone napisem gorączka tyfoidalna, nie odczuwa potrzeby wtargnięcia do środka, aby zarazić się chorobą. Lecz gdy na drzwiach widnieje słowo seks, pojawia się potrzeba przełamania barier.

[…]

Uwierzcie mi, że pokusa złamania ślubów czystości jest zjawiskiem częstym i silnym; w samotności łatwo jest wyobraźni szukać schronienia w myśli: Jezabel mnie rozumie. Gdy celibatariusz łamie swoje śluby i bierze sobie Jezabel, często musi praktykować wiele spośród tych samych cnót wyrzeczenia, które winien był zachowywać zanim porzucił kapłaństwo i które, gdyby tylko praktykował je na plebanii, pozwoliłyby mu dochować ślubu czystości i uczyniłyby go człowiekiem szczęśliwym. Gdy erotomania bierze we władanie środki komunikacji i gdy kontakty towarzyskie stają się coraz łatwiejsze, iskry łatwo zamieniają się w płomienie a umiłowanie cnoty łatwo przeradza się w miłość do konkretnej osoby, która ucieleśnia te cnoty. Jeśli ksiądz jest lubiany lub cieszy się popularnością, dochowywanie wierności niewidzialnej miłości Chrystusa stanowi prawdziwą walkę. Każde najdrobniejsze naruszenie obowiązków stanu kapłańskiego wywołuje wewnętrzne cierpienie. Jak twierdzi św. Paweł, może wynikać to z bliskiego związku ciała i duszy. Zdecydowanie mniej żalu wiąże się z grzechem pychy niż z nieczystym pragnieniem. Dlatego Pismo Święte trafnie napomina: Nie zasmucajcie Ducha Świętego.

Kapłan postrzega grzech w jego prawdziwej naturze, nie tylko jako złamanie prawa. Nikt, kto przekroczył limit prędkości, nie pochyla się nad kierownicą po powrocie do garażu, aby odmówić Akt Żalu. Lecz gdy my w jakikolwiek sposób narazimy na szwank miłość Chrystusa w naszej duszy i zbagatelizujemy naszą rolę jako Jego ambasadorów, wiemy, że grzech jest zranieniem kogoś, kogo kochamy. Wyobraź sobie dwóch mężczyzn, którzy poślubili złośnice; jeden z nich był uprzednio żonaty z uroczą, piękną żoną, która umarła. Drugi nigdy przedtem nie był żonaty. Który z nich bardziej będzie cierpiał z powodu żony-sekutnicy? Z pewnością ten, który dostąpił uprzednio lepszej miłości. Podobnie jest z nami: torturują nas wyrzuty sumienia, niepokój i smutek – nie dlatego, że złamaliśmy prawo kościelne – ta myśl nigdy nie przychodzi nam do głowy. Dlatego, że zdradziliśmy najlepszą z miłości.

Gdybym miał wybrać jedną scenę w Piśmie Świętym, która najlepiej opisuje walkę toczącą się w duszy kapłana, byłaby to scena opisująca duchowe doświadczenia Jakuba. Gdy był on młodym człowiekiem, miał wizję drabiny – sen o chwale i o Bożej opiece, mimo iż zawarł on z Bogiem rodzaj umowy. Tak wielu z nas rozpoczyna swoje kapłańskie życie w pokoju, sympatycznej atmosferze i na zielonych pastwiskach. Dwadzieścia lat później życie się zmienia, jak wówczas, gdy Jakub stawił czoła Ezawowi. Kryzys duchowy dopada niektórych na początku ich drogi kapłańskiej, lecz inni, z powodu słabości lub wad ich własnego charakteru, padają ofiarą tego kryzysu w późniejszym wieku.

Jakub mocował się z kimś. Nie wiedział, kto jest jego przeciwnikiem, tylko że zmaga się z jakąś postacią. Po chwili obaj przeciwnicy stali się bardziej widoczni w świetle poranka. [Ową postacią był] Niebiański Zapaśnik, który w końcu dotknął stawu biodrowego Jakuba i unieruchomił go. Wówczas walka zmieniła swoją naturę; siła ustąpiła błaganiu, aby Anioł nie odchodził, dopóki nie pobłogosławi Jakuba.

Podobnie w naszym życiu Chrystus pojawia się jako przeciwnik w nocy naszej duszy, gdy jesteśmy przepełnieni wstydem za to, co uczyniliśmy. Gdy siłujemy się z wielkim przeciwnikiem w naszym sercu, unikamy Jego wzroku i spuszczamy nasze głowy ze wstydu. Jesteśmy w konflikcie z samymi sobą i w konflikcie z Nim. Krążymy po omacku w ciemnościach i zapominamy, że nawet w ciemnościach On siłuje się z nami i zachęca nas do powrotu. Gdy sumienie zmaga się z kapłanem, zawsze ma ono postać Chrystusa; spotyka On nas w naszych godzinach ciszy; przemawia On do nas nawet wśród zgiełku; konfrontuje nas z wizją tego, jacy moglibyśmy być.

[…]

Dochowanie celibatu jest dozgonnym wysiłkiem, częściowo na skutek ludzkiej słabości. Dwie wielkie tragedie życia polegają na tym, że dostajemy to, czego chcemy i że nie dostajemy tego, czego chcemy. Ptaki w klatce chcą się uwolnić, a ptaki na wolności pragną znaleźć się w klatce. Rozmowa o miłości nigdy nie jest tym samym, co miłość. Rozmowa o cebuli nigdy nie powoduje, że z naszych oczu zaczną płynąć łzy.

[…]

Jest doświadczeniem każdego kapłana, a na pewno było tak w moim własnym przypadku, że najtrudniej jest przyprowadzić na powrót do Chrystusa te dusze, które zgrzeszyły pychą i samowolą, ponieważ pycha nadyma ich ego. Ogromne wyzwanie stanowi także prowadzenie do Chrystusa tych dusz, które stały się chciwe i zachłanne, ponieważ pieniądze są rodzajem ekonomicznej gwarancji nieśmiertelności: Zobaczcie, ile posiadam. Moje stodoły są pełne.

Celibat jest dochowywany najlepiej i rozumiany najlepiej przez wzgląd na Chrystusa. My, kapłani, naśladujemy Go. Nosimy krzyż, aby przedłużać Jego odkupienie i każde naruszenie celibatu zawsze interpretowane jest przez dobrych kapłanów jako zranienie Chrystusa. Mąż nigdy by nie powiedział: Wiem, że podbiłem żonie oko, rozbiłem jej też nos, biłem ją, ale nigdy nie ugryzłem jej w ucho. Jeśli mąż prawdziwie kocha swoją żonę, nie zacznie wprowadzać stopniowań odnośnie do tego, jak bardzo ją zranił. Mimo że ksiądz w stosunku do Chrystusa nie próbuje definiować stopnia, w jakim Go zranił, nawet nasze najmniejsze przewinienie boli nas, albowiem zraniliśmy naszego Zbawiciela. Jeśli należę do nowego rodzaju ludzkiego, który został zrodzony z Dziewicy, dlaczego miałbym nie żyć wyłącznie dla Pana? Nigdy nie czułem, że wyrzekłem się miłości poprzez przyjęcie ślubu celibatu; po prostu wybrałem wyższy rodzaj miłości. Jeśli ktokolwiek sądzi, że celibat działa szkodliwie na psychikę kapłanów, powinien zakraść się na spotkanie księży. Jestem pewien, że wśród księży panuje weselszy nastrój niż wśród jakiejkolwiek grupy zawodowej na świecie.

Im bardziej kochamy Chrystusa, tym łatwiej jest należeć wyłącznie do Niego. Skąd wiem, że jestem w łachmanach? Ponieważ widzę Jego piękno w stule i ornacie Jego kapłaństwa. Skąd wiem, że każda sadzawka, z której piję, jest zatęchła? Ponieważ widzę, jak świeże wody wypływają z Jego boku. Podróż kapłańskiego życia prowadzi zatem nie do bagien i mokradeł, lecz do oceanu miłości. Wykrywam wszystkie złe dźwięki w moim życiu przysłuchując się muzyce Jego głosu. Gdy trzyma mnie On w swoich ramionach, poznaję głębokość mojej skruchy. Pragnę wtedy, gdy znajduję się u Jego wód. To na widok Jego Eucharystycznej Manny odczuwam głód. Łkam, gdy spogląda na mnie z uśmiechem. To z powodu Jego miłości nie mogę znieść samego siebie. To Jego miłosierdzie przepełnia mnie skruchą. Możemy mieć aniołów, aby nas strzegli – tak – ale aniołowie nas nie osądzają. Jedynie Doskonała Dobroć nas osądzi i w tym musimy pokładać naszą jedyną nadzieję. I to nas ratuje. Zatem pokładam ufność w Jego miłosierdziu i kocham Go ponad wszelkie miłości, i nigdy nie zdołam Mu podziękować za to, że otrzymałem łaskę kapłaństwa. Wstąpiłem w stan kapłański z głębokim poczuciem niegodności. Kończę swe kapłańskie życie w jeszcze głębszym poczuciem niegodności i mimo, iż chodzę w łachmanach, pamiętam, że syn marnotrawny został przyodziany w szatę sprawiedliwości.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, 2008r., rozdział XIII – Reflections on Celibacy, str. 218, 219-221, 222-223.

Źródło informacji: https://abpsheen.pl/

środa, 13 kwietnia 2016

Abp. Fulton Sheen: O marnowaniu życia (polskie napisy)


poniedziałek, 28 września 2015

Abp Fulton Sheen: Młodzi i sex


czwartek, 11 czerwca 2015

Abp Fulton J. Sheen: O marnowaniu życia


piątek, 2 stycznia 2015

abp. Fulton J. Sheen: Znaczenie Mszy Świętej


piątek, 30 maja 2014

abp Fulton J. Sheen: Refleksje na temat celibatu


Libido lub popęd seksualny jest jednym z najsilniejszych instynktów człowieka. Jednym z największych mitów związanych z niektórymi rodzajami edukacji seksualnej jest założenie, iż jeśli dzieci poznają niektóre ze złych skutków ekscesów seksualnych, będą one unikać lekkomyślnych zachowań w tej dziedzinie. Jest to nieprawda. Żaden śmiertelnik, który widzi drzwi opatrzone napisem gorączka tyfoidalna, nie odczuwa potrzeby wtargnięcia do środka, aby zarazić się chorobą. Lecz gdy na drzwiach widnieje słowo seks, pojawia się potrzeba przełamania barier.

[...]

Uwierzcie mi, że pokusa złamania ślubów czystości jest zjawiskiem częstym i silnym; w samotności łatwo jest wyobraźni szukać schronienia w myśli: Jezabel mnie rozumie. Gdy celibatariusz łamie swoje śluby i bierze sobie Jezabel, często musi praktykować wiele spośród tych samych cnót wyrzeczenia, które winien był zachowywać zanim porzucił kapłaństwo i które, gdyby tylko praktykował je na plebanii, pozwoliłyby mu dochować ślubu czystości i uczyniłyby go człowiekiem szczęśliwym. Gdy erotomania bierze we władanie środki komunikacji i gdy kontakty towarzyskie stają się coraz łatwiejsze, iskry łatwo zamieniają się w płomienie a umiłowanie cnoty łatwo przeradza się w miłość do konkretnej osoby, która ucieleśnia te cnoty. Jeśli ksiądz jest lubiany lub cieszy się popularnością, dochowywanie wierności niewidzialnej miłości Chrystusa stanowi prawdziwą walkę. Każde najdrobniejsze naruszenie obowiązków stanu kapłańskiego wywołuje wewnętrzne cierpienie. Jak twierdzi św. Paweł, może wynikać to z bliskiego związku ciała i duszy. Zdecydowanie mniej żalu wiąże się z grzechem pychy niż z nieczystym pragnieniem. Dlatego Pismo Święte trafnie napomina: Nie zasmucajcie Ducha Świętego.

Kapłan postrzega grzech w jego prawdziwej naturze, nie tylko jako złamanie prawa. Nikt, kto przekroczył limit prędkości, nie pochyla się nad kierownicą po powrocie do garażu, aby odmówić Akt Żalu. Lecz gdy my w jakikolwiek sposób narazimy na szwank miłość Chrystusa w naszej duszy i zbagatelizujemy naszą rolę jako Jego ambasadorów, wiemy, że grzech jest zranieniem kogoś, kogo kochamy. Wyobraź sobie dwóch mężczyzn, którzy poślubili złośnice; jeden z nich był uprzednio żonaty z uroczą, piękną żoną, która umarła. Drugi nigdy przedtem nie był żonaty. Który z nich bardziej będzie cierpiał z powodu żony-sekutnicy? Z pewnością ten, który dostąpił uprzednio lepszej miłości. Podobnie jest z nami: torturują nas wyrzuty sumienia, niepokój i smutek - nie dlatego, że złamaliśmy prawo kościelne - ta myśl nigdy nie przychodzi nam do głowy. Dlatego, że zdradziliśmy najlepszą z miłości.

Gdybym miał wybrać jedną scenę w Piśmie Świętym, która najlepiej opisuje walkę toczącą się w duszy kapłana, byłaby to scena opisująca duchowe doświadczenia Jakuba. Gdy był on młodym człowiekiem, miał wizję drabiny - sen o chwale i o Bożej opiece, mimo iż zawarł on z Bogiem rodzaj umowy. Tak wielu z nas rozpoczyna swoje kapłańskie życie w pokoju, sympatycznej atmosferze i na zielonych pastwiskach. Dwadzieścia lat później życie się zmienia, jak wówczas, gdy Jakub stawił czoła Ezawowi. Kryzys duchowy dopada niektórych na początku ich drogi kapłańskiej, lecz inni, z powodu słabości lub wad ich własnego charakteru, padają ofiarą tego kryzysu w późniejszym wieku.

Jakub mocował się z kimś. Nie wiedział, kto jest jego przeciwnikiem, tylko że zmaga się z jakąś postacią. Po chwili obaj przeciwnicy stali się bardziej widoczni w świetle poranka. [Ową postacią był] Niebiański Zapaśnik, który w końcu dotknął stawu biodrowego Jakuba i unieruchomił go. Wówczas walka zmieniła swoją naturę; siła ustąpiła błaganiu, aby Anioł nie odchodził, dopóki nie pobłogosławi Jakuba.

Podobnie w naszym życiu Chrystus pojawia się jako przeciwnik w nocy naszej duszy, gdy jesteśmy przepełnieni wstydem za to, co uczyniliśmy. Gdy siłujemy się z wielkim przeciwnikiem w naszym sercu, unikamy Jego wzroku i spuszczamy nasze głowy ze wstydu. Jesteśmy w konflikcie z samymi sobą i w konflikcie z Nim. Krążymy po omacku w ciemnościach i zapominamy, że nawet w ciemnościach On siłuje się z nami i zachęca nas do powrotu. Gdy sumienie zmaga się z kapłanem, zawsze ma ono postać Chrystusa; spotyka On nas w naszych godzinach ciszy; przemawia On do nas nawet wśród zgiełku; konfrontuje nas z wizją tego, jacy moglibyśmy być.

[...]

Dochowanie celibatu jest dozgonnym wysiłkiem, częściowo na skutek ludzkiej słabości. Dwie wielkie tragedie życia polegają na tym, że dostajemy to, czego chcemy i że nie dostajemy tego, czego chcemy. Ptaki w klatce chcą się uwolnić, a ptaki na wolności pragną znaleźć się w klatce. Rozmowa o miłości nigdy nie jest tym samym, co miłość. Rozmowa o cebuli nigdy nie powoduje, że z naszych oczu zaczną płynąć łzy.

[...]

Jest doświadczeniem każdego kapłana, a na pewno było tak w moim własnym przypadku, że najtrudniej jest przyprowadzić na powrót do Chrystusa te dusze, które zgrzeszyły pychą i samowolą, ponieważ pycha nadyma ich ego. Ogromne wyzwanie stanowi także prowadzenie do Chrystusa tych dusz, które stały się chciwe i zachłanne, ponieważ pieniądze są rodzajem ekonomicznej gwarancji nieśmiertelności: Zobaczcie, ile posiadam. Moje stodoły są pełne.

Celibat jest dochowywany najlepiej i rozumiany najlepiej przez wzgląd na Chrystusa. My, kapłani, naśladujemy Go. Nosimy krzyż, aby przedłużać Jego odkupienie i każde naruszenie celibatu zawsze interpretowane jest przez dobrych kapłanów jako zranienie Chrystusa. Mąż nigdy by nie powiedział: Wiem, że podbiłem żonie oko, rozbiłem jej też nos, biłem ją, ale nigdy nie ugryzłem jej w ucho. Jeśli mąż prawdziwie kocha swoją żonę, nie zacznie wprowadzać stopniowań odnośnie do tego, jak bardzo ją zranił. Mimo że ksiądz w stosunku do Chrystusa nie próbuje definiować stopnia, w jakim Go zranił, nawet nasze najmniejsze przewinienie boli nas, albowiem zraniliśmy naszego Zbawiciela. Jeśli należę do nowego rodzaju ludzkiego, który został zrodzony z Dziewicy, dlaczego miałbym nie żyć wyłącznie dla Pana? Nigdy nie czułem, że wyrzekłem się miłości poprzez przyjęcie ślubu celibatu; po prostu wybrałem wyższy rodzaj miłości. Jeśli ktokolwiek sądzi, że celibat działa szkodliwie na psychikę kapłanów, powinien zakraść się na spotkanie księży. Jestem pewien, że wśród księży panuje weselszy nastrój niż wśród jakiejkolwiek grupy zawodowej na świecie.

Im bardziej kochamy Chrystusa, tym łatwiej jest należeć wyłącznie do Niego. Skąd wiem, że jestem w łachmanach? Ponieważ widzę Jego piękno w stule i ornacie Jego kapłaństwa. Skąd wiem, że każda sadzawka, z której piję, jest zatęchła? Ponieważ widzę, jak świeże wody wypływają z Jego boku. Podróż kapłańskiego życia prowadzi zatem nie do bagien i mokradeł, lecz do oceanu miłości. Wykrywam wszystkie złe dźwięki w moim życiu przysłuchując się muzyce Jego głosu. Gdy trzyma mnie On w swoich ramionach, poznaję głębokość mojej skruchy. Pragnę wtedy, gdy znajduję się u Jego wód. To na widok Jego Eucharystycznej Manny odczuwam głód. Łkam, gdy spogląda na mnie z uśmiechem. To z powodu Jego miłości nie mogę znieść samego siebie. To Jego miłosierdzie przepełnia mnie skruchą. Możemy mieć aniołów, aby nas strzegli - tak - ale aniołowie nas nie osądzają. Jedynie Doskonała Dobroć nas osądzi i w tym musimy pokładać naszą jedyną nadzieję. I to nas ratuje. Zatem pokładam ufność w Jego miłosierdziu i kocham Go ponad wszelkie miłości, i nigdy nie zdołam Mu podziękować za to, że otrzymałem łaskę kapłaństwa. Wstąpiłem w stan kapłański z głębokim poczuciem niegodności. Kończę swe kapłańskie życie w jeszcze głębszym poczuciem niegodności i mimo, iż chodzę w łachmanach, pamiętam, że syn marnotrawny został przyodziany w szatę sprawiedliwości.

Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, 2008r., rozdział 13 - Reflections on Celibacy, str. 218, 219-221, 222-223.

wtorek, 28 stycznia 2014

abp. Fulton J. Sheen: Maryja i Muzułmanie


wtorek, 12 marca 2013

Papiestwo nigdy nie upadnie


czwartek, 29 marca 2012

Abp Fulton J. Sheen: Rola kobiety odpowiedzią na kryzys naszych czasów?




Oto jest największy kryzys, jaki kiedykolwiek rozegrał się na ziemi, a kobiety nie zawiodły. Czyżby był to klucz do zrozumienia kryzysu naszych czasów? Mężczyźni rządzą światem, a świat wciąż upada. Te same zalety, w których blasku mężczyzna jaśniał, zdają się obecnie ulatniać – pisze abp Fulton J. Sheen.


Kto potrafi lepiej stawić czoła sytuacji kryzysowej: mężczyzna czy kobieta? Można analizować to pytanie odnosząc się do rozmaitych kryzysów w historii świata i nie znajdując na nie jednoznacznej odpowiedzi. Najłatwiej znaleźć jest tę odpowiedź na przykładzie największego kryzysu, jakiemu kiedykolwiek świat stawił czoła, czyli ukrzyżowania naszego Boskiego Zbawiciela. W tym ogromnym dramacie jaki rozegrał się na Golgocie uderza jeden fakt: mężczyzna zawiódł. Judasz, który najpierw jadł przy Jego stole, a później odwrócił się od Niego, sparzył Jego usta pocałunkiem, dając dowód tego, że każda zdrada Boskości musi być poprzedzona pewnym znakiem szacunku lub uczucia. Piłat, typowy oportunistyczny polityk, tak się obawiał nienawistnej reakcji swojego rządu, że – mimo iż był przekonany o niewinności tego Człowieka – nie uwolnił Go, lecz skazał Go na śmierć. Annasz i Kajfasz uciekli się do nielegalnych nocnych przesłuchań i nie zawahali się powołać fałszywych świadków. Rozdzierali też swoje szaty, jak gdyby gorszyła ich Jego Boskość. Trzej wybrani Apostołowie, którzy byli świadkami Przemienienia, a zatem – można by się było spodziewać – byli wystarczająco silni, aby znieść skandaliczny widok ubiczowanego Pasterza, spali, gdy byli Mu najbardziej potrzebni. W drodze na Golgotę pewien nieznajomy, jeden z gapiów, którego zaciekawił jedynie dramat Człowieka zdążającego na własną egzekucję, został zmuszony do udzielenia Mu pomocy. Na samej Golgocie obecny był tylko jeden z dwunastu Apostołów, Jan, i można by się zastanawiać, czy przypadkiem nie stał on tam wyłącznie ze względu na obecność Matki Jezusa.


Z drugiej strony, nie zawiodła Go żadna z kobiet. W czasie przesłuchania jedynym głosem podniesionym w Jego obronie jest głos kobiety. Nie bacząc na furię urzędników sądowych, wpada ona do budynku sądu i wzywa swego męża, Piłata, aby nie potępiał „sprawiedliwego człowieka”. W drodze na Golgotę, mimo iż pewien mężczyzna zmuszony jest, by pomóc nieść Krzyż, pobożne kobiety jerozolimskie, nie zważając na drwiny żołnierzy i gapiów, pocieszają Go słowami pełnymi współczucia. Jedna z nich wyciera Jego twarz chustą i odtąd już zawsze nazywana będzie Weroniką, co oznacza „prawdziwy wizerunek”, albowiem wizerunek Chrystusa Zbawiciela odcisnął się na jej chuście. Na samej Golgocie obecne są trzy kobiety o imieniu Maria: Maria z Magdali, która zawsze trwała u Jego stóp i będzie tam znów w Wielkanoc o poranku, Maria żona Kleofasa, matka Jakuba i Jana oraz Maryja Matka Jezusa – trzy rodzaje dusz, które zawsze można znaleźć u stóp Krzyża Chrystusa: pokuta, macierzyństwo i dziewictwo.

Oto jest największy kryzys, jaki kiedykolwiek rozegrał się na ziemi, a kobiety nie zawiodły. Czyżby był to klucz do zrozumienia kryzysu naszych czasów? Mężczyźni rządzą światem, a świat wciąż upada. Te same zalety, w których blasku mężczyzna jaśniał, zdają się obecnie ulatniać. Wyrzeka się on stopniowo pierwszej ze swoich szczególnych zdolności - rozumu - pozwalając filozofii odrzucać podstawowe zasady, prawu - ignorować Odwieczny Rozum stojący za wszystkimi nakazami i legislacją, a psychologii – zastąpić rozum ciemnymi, otchłannymi instynktami piekielnego libido. Druga z jego zdolności, rządzenie, stopniowo zanika, gdyż demokracja staje się arytmokracją, gdzie cyfry i sondaże decydują o tym, co jest dobre, a co złe, a ludzie degenerują się w masy, które nie składają się już ze stanowiących o sobie osób, lecz są grupami sterowanymi przez obce, zewnętrzne siły propagandy. Trzecia z jego zdolności, oddanie sprawom ziemskim i materialnym, zostało tak wypaczone, że materia w postaci atomu jest używana do unicestwiania ludzi, a może nawet doprowadzić świat do punktu, w którym przestanie on istnieć jako „nieistotne, zwiędłe widowisko”. Czwarty z jego atrybutów, bycie dawcą, został przekuty w bycie biorcą – zapomniawszy o Bogu i zakładając, że ten świat to wszystko, uważa on, że powinien wziąć zeń tyle, ile zdoła, zanim umrze jak zwierzę.


Nie oznacza to, że kobieta zachowała zalety swojej duszy w nieskazitelnym stanie; pierwsza byłaby ona skłonna przyznać, że jej życie odbiega od ideału. Gdy smyczek pęknie, skrzypce nie mogą wydawać swych dźwięków. Kobieta naciska na „równość” z mężczyzną, nie w sensie duchowym, lecz tylko odnośnie do prawa do konkurowania z nim w sferze ekonomicznej. Dopuszczając jedyną różnicę, mianowicie własną rolę w prokreacji, która jest zresztą często tłumiona z powodów ekonomicznych, kobieta przestaje być darzona mniejszym lub większym szacunkiem przez „równego jej” mężczyznę. Nie odstępuje on już jej miejsca w zatłoczonym pociągu; ponieważ jest mu ona równa w wykonywaniu pracy, dlaczego nie miałaby zostać Amazonką i walczyć na wojnie ramię w ramię z mężczyzną, dlaczego nie miałaby zostać zbombardowana wraz z mężczyznami w Nagasaki? Wojna totalitarna, która nie czyni różnic między wojownikiem i cywilem, żołnierzem i matką, jest bezpośrednią konsekwencją filozofii, w ramach której kobieta zrzekła się swojej szczególnej przewagi, a nawet prawa, by protestować przeciwko demoralizacji. Nie piszę tego, aby potępić miejsce kobiety w życiu gospodarczym, lecz żeby potępić zaniechanie pełnienia przez nią tych twórczych i inspirujących ról, które są tak bardzo kobiece.


W tych trudnych czasach należy na powrót wsłuchać się w kobietę. W krytycznym momencie Upadku Człowieka to właśnie kobiecie i jej potomstwu Bóg obiecał wyzwolenie od klęski; w momencie kryzysu, gdy wielu, którym dane zostało Objawienie, zapomniało o nim, i gdy Narody Żydowskie opuścił rozum, to do Kobiety został wysłany Anioł, aby złożyć Jej propozycję wypełnienia obietnicy, by Jej potomstwo stało się Słowem-Człowiekiem w osobie naszego Boskiego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Jest to fakt historyczny, że kiedykolwiek świat był w niebezpieczeństwie upadku, następował wzrost nabożeństwa do Kobiety, która nie jest zbawieniem, lecz która w nim pośredniczy przyprowadzając swe dzieci na powrót do Chrystusa.


Tłum. Izabella Parowicz



„Those Mysterious Priests”, St. Pauls, Mumbai, 2009, str. 352-355.

Źródło informacji: http://rebelya.pl

wtorek, 27 marca 2012

Zapomniane prawdy c.d. - Piękno poszczenia



Kiedykolwiek mamy pościć od pokarmów, bardzo łatwo wymyślamy argumenty i tworzymy wymówki, aby się od tego wykręcić. Proponujemy posty alternatywne, takie jak powstrzymywanie się od gniewu, zazdrości, pychy, od plotkowania itd. Nie chciałbym podkopywać idei takich "postów", lecz pozwoliłbym sobie określić je mianem "cudownych diet", o których czytamy każdego dnia. A post od pokarmów nie jest tylko i wyłącznie ćwiczeniem fizycznym.

Kościół zarządza post od pokarmów m.in. po to, abyśmy mogli w przybliżeniu doświadczyć tego, czego doświadczył Chrystus, gdy przez 40 dni pościł na pustyni. Post jest też środkiem, który przypomina nam o naszym głodzie Boga. Modlitwa, spowiedź i post są ze sobą powiązane, gdyż razem składają się na zadośćuczynienie za nasze grzechy. W ten sposób przygotowują nas do przyjęcia najważniejszego, ostatecznego Pokarmu: Ciała i Krwi Chrystusa.

Powstrzymywanie się od zazdrości, pychy i plotkowania powinno być naszą dożywotnią dietą, a nie taką, którą stosuje się tylko w Wielkim Poście.


Arcybiskup Fulton J. Sheen

poniedziałek, 26 marca 2012

Arcybiskup Fulton J Sheen o Pokusie



Aby włączyć polskie napisy należy kliknąć na panelu odtwarzacza ikonę CC

poniedziałek, 20 lutego 2012

Arcybiskup Fulton J. Sheen - Sługa Wszystkich [trailer HD - polskie napisy]


poniedziałek, 6 lutego 2012

O tym, jak nauczyłem się być posłusznym




Po święceniach kapłańskich spędziłem dwa lata w Waszyngtonie na studiach, a następnie 5 lat za granicą. Gdy zakończyłem naukę, wysłałem mojemu biskupowi dwa listy. Jeden z nich zapraszał mnie do utworzenia szkoły filozofii scholastycznej na Uniwersytecie Columbia. Drugi z listów zawierał zaproszenie do Oksfordu, gdzie, wraz z ks. Ronaldem Knoxem miałem współtworzyć pierwszy katolicki wydział od czasów reformacji. Wysłałem oba listy biskupowi i zapytałem: "Które zaproszenie mam przyjąć?". Jego odpowiedź brzmiała: "Wracaj do domu". Wysłał mnie do najgorszej parafii w naszej diecezji i mianował mnie wikarym. Był to prawdziwy dopust Boży. Tylko 20% parafian władało językiem angielskim. Żadna z ulic nie była wyłożona chodnikiem. Powiedziałem: "W porządku. To jest to. Tego chce ode mnie Chrystus". Byłem całkowicie zadowolony. Po roku zadzwonił do mnie biskup i powiedział: "Pojedziesz do Waszyngtonu i obejmiesz profesurę na tamtejszym Uniwersytecie Katolickim. Obiecałem im trzy lata temu, że im ciebie przyślę". Spytałem: "Dlaczego zatem Ekscelencja nie wysłał mnie tam, gdy wróciłem do domu?" Odpowiedział: "Chciałem tylko sprawdzić, czy będziesz posłuszny. A teraz już biegnij" - i od tego czasu wciąż biegnę.

wtorek, 10 stycznia 2012

A CZY TY...


piątek, 25 listopada 2011

Życie Karola de Foucauld


czwartek, 3 listopada 2011

Zapomniane prawdy: Wolę, abyśmy mieli Papieża, który ma rację, gdy świat się myli, niż Papieża, który ma rację, gdy świat ma rację.


Kto wpadł na pomysł, że istnieją dwa rodzaje Kościoła: instytucjonalny i charyzmatyczny? Nie możesz mieć ciała bez duszy. Nie możesz mieć duszy bez ciała. Istnieje tylko jeden Kościół i jest on ciałem Chrystusa. Ponieważ Chrystus żyje w swoim Kościele, słuchamy Kościoła i dbamy o Kościół. Nie buntujemy się przeciw Kościołowi. Kochamy Kościół, gdy przemawia on ustami Piotra. Jak powiedział G.K. Chesterton: "Wolę, abyśmy mieli Papieża, który ma rację, gdy świat się myli, niż Papieża, który ma rację, gdy świat ma rację". Gdy świat się myli, mamy przewodnika. Jest to wielce pocieszające.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.