_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół w Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół w Polsce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 października 2011

Biskupi i wierni - dlaczego siebie nie rozumieją

- Czy między biskupami i rzeszami wiernych powstaje coś w rodzaju oddzielającej szyby? Czasami można odnieść wrażenie, że obie strony patrzą na siebie z pewnego dystansu, a coraz mniej się słyszą i rozumieją. Z czego to wynika? - przedstawia poratlowi Fronda.pl swoje argumenty Paweł Milcarek z "Christianitas".

Po pierwsze: problem anonimowości. W kościołach czyta się nam listy Episkopatu Polski. Ich siłą ma być m.in. to, że wyrażają wspólne stanowisko ogółu biskupów. Ale "ogół" nie ma twarzy, więc czasami mocniej brzmi wypowiedź pojedynczego hierarchy do kamery, nawet jeśli mówi on faktycznie coś innego, nawet coś sprzecznego z tym, pod czym podpisał się kolegialnie Episkopat Polski. Powstaje wrażenie, że oficjalne komunikaty są tylko rytuałem, a "tak naprawdę" biskupi uważają inaczej. To także kwestia języka: listy czasami przypominają referaty popularnonaukowe, mało w nich życia.

Po drugie: problem praktyczności. Jest faktem, że w ciągu ponad dwudziestu lat nowej niepodległości pod egidą Episkopatu Polski nie zrodziła się lub nie przetrwała niemal żadna znacząca inicjatywa, wzmacniająca strukturalnie życie katolickie: ani gazeta ogólnopolska, ani radio, ani telewizja, ani żaden dynamiczny ruch społeczny, ani jakaś znacząca inicjatywa edukacyjna (pewnym pocieszającym wyjątkiem jest Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia), ani nawet jakieś szeroko zakrojone przedsięwzięcie duszpasterskie w stylu Wielkiej Nowenny Prymasa Wyszyńskiego. W tych wszystkich dziedzinach obserwujemy natomiast niemoc lub brak zainteresowania albo i odruchy "psa ogrodnika". To też powoduje u wiernych odruch braku zainteresowania biskupim teoretyzowaniem. Przykład Radia Maryja to dla wielu lekcja, że trzeba robić swoje nie oglądając się na zgodę biskupów.

Po trzecie: problem wiarygodności. Za nami przyklepana sprawa lustracji, z dość niezwykłą konkluzją, że winnych nie było - mało kto w to wierzy, więc trucizna nieufności pozostanie na długo. Sprzyja temu klimat: w sytuacji ostrego rozdarcia politycznego między partią władzy i partią opozycji biskupi są nieustannie podejrzewani o uleganie wpływom partyjnym. Takie podejrzenia, nieraz karmione bogatą wyobraźnią rozżalonych ludzi, działają paraliżująco. Przypadek św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego poucza nas, że biskup naprawdę staranny o suwerenność Kościoła naraża się wszystkim możnym: i "zaborcom", i "powstańcom". Jednak z kolei przykład Sługi Bożego kard. Wyszyńskiego podpowiada, że w takiej skomplikowanej sytuacji hierarcha musi nauczyć się komunikować bezpośrednio ze swoim ludem, nie może go zostawiać samego na ulicy jak "owiec bez pasterza", między pałacem i wiecowym mówcą.

Po czwarte: kwestia formacji czy selekcji do biskupstwa. Dziś biskupem zostaje ksiądz z doktoratem, tytuł naukowy jest wymagany. Ale tego tytułu raczej nie uzyskają księża mocno zaangażowani w aktywne duszpasterstwo i czasochłonne życie parafii, poświęcania się dla wspólnot, katechezę w szkołach czy spotkania z młodzieżą. W jakimś sensie u przyszłych biskupów czas przeznaczony dla duszpasterstwa, zostaje przeznaczony na pracę naukową (można to porównać ze wschodnim zwyczajem, że biskupami zostają mnisi - i wydaje się, że to jest o wiele lepsze rozwiązanie, bo lepiej przygotowuje do rządzenia duszami teologia jako modlitwa, niż teologia jako kariera uniwersytecka). Ponadto mamy za sobą 20 lat nominacji biskupich spod ręki jednego, "wiecznotrwałego" nuncjusza o dość jednoznacznym adresie środowiskowym, określonych sympatiach i skomplikowanej przeszłości. Przynajmniej to ostatnie niedawno się zmieniło.

Last but not least: obecnym biskupom nie jest i nie będzie łatwo, nawet jeśli sami próbują jak najlepiej; wielki kredyt zaufania mocno stopniał. Jest bardzo dużo goryczy, nieufności, pesymizmu. Gdy zwyciężają emocje, ludzie chcą mieć w biskupach nie tyle pasterzy i nauczycieli, ile duchowych patronów swoich świeckich nadziei. Mimo to jedynym rozwiązaniem jest pójście wyraźnie drogą Benedykta XVI: oczyszczenie bez względu na ludzkie rachuby, nonkonformizm wymagań, uznanie dla tradycji, gotowość do wyjaśniania swoich decyzji.

Not. Jarosław Wróblewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Jan F. Libicki - Kiedyś Inkwizycja dziś Nagroda Darwina dla x. Kowalczyka SJ

Ksiądz Kowalczyk postawił w zasadzie kropkę nad i. Los Prezesa jest podobny do losu Chrystusa. Już tylko krok by wprost stał się on Chrystusem …

Z najgłębszym zdumieniem przeczytałem w ostatni piątek tekst ks. Dariusza Kowalczyka SJ zamieszczony na portalu Wpolityce.pl. Czcigodny jezuita, były prowincjał, stwierdza ni mniej ni więcej tylko to, że gdyby Chrystus działał dziś być może znaleźli by się tacy, chcący skierować go na badania psychiatryczne. Artykuł podparty jest licznymi cytatami z Pisma Świętego, a towarzyszące mu uwagi o „mainstreamie” i „polityce miłości” jasno wskazują że odnosi się on do sytuacji obecnej. Konkretniej nawet – do osoby Jarosława Kaczyńskiego.

Dlaczego jestem zdumiony? Bo tekst ten dowodzi, że jakiś dziwny syndrom targa sporą częścią naszej opinii publicznej. I dotyczy to nie tylko zwykłych czytelników Gazety Polskiej, skaczących przez płotki na Krakowskim Przedmieściu, ale i prominentnych duchownych. Ci ostatni są tym syndromem dotknięci nawet bardziej. Bo ci pierwsi krzyczeli do Jarosława Kaczyńskiego „tylko” Ty jesteś Polska! i Jarosław Polskę zbaw!

W unoszącym się tam klimacie oraz w twórczości Rymkiewicza jedynie wyczuwało się myśl, że znów Polska jest Chrystusem Narodów. A Polską jest Jarosław Kaczyński. Było już o włos. Ksiądz Kowalczyk postawił w zasadzie kropkę nad i. Los Prezesa jest podobny do losu Chrystusa. Już tylko krok by wprost stał się on Chrystusem…

Zastanawiam się jak można zaradzić takim publikacjom? Cóż… kiedyś było to Święte Oficjum czyli Inkwizycja. Dziś na szczęście pozostaje chyba tylko Nagroda Darwina…

Na www.facebook.com/flibicki możesz skomentować ten tekst!

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.