_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sedewakantyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sedewakantyzm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 sierpnia 2010

x. Curzio Nitoglia - Hipoteza z Velletri.

"Kościół uznał Aleksandra VI. za prawowitego pasterza, chociaż czterech kardynałów i trzech władców (królowie Francji i Hiszpanii oraz cesarz) żądało zwołania soboru niedoskonałego, który by złożył Aleksandra VI z urzędu, jako świętokupcę (przed wyborem) i niechrześcijanina, a zatem niezdolnego do sprawowania urzędu głowy chrześcijaństwa – post electionem rządzącego w Kościele nie duchowo, ale tylko docześnie.

Wolno więc było postawić problem prawowitości papieża Borgii od strony teoretycznej, lecz żądanie wnioskodawców zostało odrzucone od strony praktycznej przez wszystkich pozostałych kardynałów i biskupów (a następnie w sposób magisterialny przez św. Piusa X w konstytucji apostolskiej, czyli regule powszechnej). Odrzucenie wynikało z faktu, że schizma z wieloma antypapieżami przyczyniłaby więcej szkód niż papież Borgia.

Analogicznie mogłoby być z NOM-em Pawła VI. Jest on szkodliwy i wymaga uchylenia albo istotnych zmian, jak to wyjaśnili kardynałowie Ottaviani i Bacci w piśmie do Pawła VI w roku 1970. Kościół jednak, w tym sami ci dwaj kardynałowie oraz biskupi Lefebvre i Antônio de Castro Mayer, dwaj pasterze z jurysdykcją, którzy aż do końca zwalczali nowinki „Soboru duszpasterskiego”, zadowalają się stwierdzeniem, iż Paweł VI de facto podjął rządy, oraz że ma tytuł do władzy (to znaczy jest papieżem de iure), chociaż praktyczne wykonywanie władzy okazało się katastrofalne. Starają się zatem zakryć sromotę ojca.

O. Joaquín Saenz y Arriaga pod koniec Soboru wyraził swoją sedewakantystyczną opinię i poprosił kardynałów Ottavianiego, Bacciego, Parente, Siriego oraz Palazziniego, zgromadzonych w Brescii na kongresie „Kościoła Żywego”, by ogłosili, że Paweł VI nie jest papieżem. Oni jednogłośnie odmówili, chociaż nie zgadzali się z postępowaniem i ideami Montiniego. Ułudą wydaje mi się pomysł, że czterem księżom i setce wiernych może się to udać bez powodowania ruiny, skoro wstrzymali się od tego wymienieni kardynałowie i biskupi, a nadto św. Pius X. Gdyby – załóżmy teoretycznie – papież Borgia (czy też Montini) został złożony z urzędu przez niedoskonały sobór lub przez kardynałów, kto mógłby z absolutną pewnością udowodnić przed Kościołem i wiernymi, że Aleksander VI (albo Paweł VI) został rzeczywiście złożony i realnie przestał być papieżem? Ile by się z tego zrodziło zamieszania, zagubienia, schizm? Ilu „papieży” rościłoby sobie prawo do bycia „prawdziwym papieżem”?

Niektórzy kardynałowie i biskupi stanęliby za jednym, inni za drugim, inni jeszcze zostaliby przy Aleksandrze (Pawle). I tak zaczęłaby się nowa wielka schizma na wzór awioniońskiej, gorsza od świętokupczego pontyfikatu Roderyka Borgii. Coś takiego zdarzyło się potem w latach 1969-1970 [w rzeczywistości w roku 1978, przyp. tłum.], gdy sedewakantyści mianowali antypapieża w Palmar de Troya w Hiszpanii, co było jednak mało poważne, a nawet śmieszne. Jedno jest pewne. Sytuacja po papieżu Borgii lub Montinim byłaby gorsza niż urząd nabyty przez Aleksandra VI świętokupczo, lecz realnie, źle zaś wykonywany duchowo.

Tak więc wedle nauczania św. Tomasza należało raczej zadowolić się „tyranem” domniemanym i tylko z początku, albo papieżem źle rządzącym duchowo, niż składać go z urzędu, żeby wpaść z deszczu pod rynnę. Kościół hierarchiczny zaliczył Aleksandra VI w poczet papieży. Zaciągnąwszy przed wyborem grzech bezbożności jako realnie i naprawdę winny symonii, a po wyborze nie mając woli działania dla duchowego dobra Kościoła jako społeczności nadprzyrodzonej, mimo wszystko de facto podjął rządy, został de iure widzialną głową Kościoła (tytuł do władzy), chociaż bardziej jako władca doczesny niż jako duchowy pontifex.

Kościół uwzględniał przynajmniej do 1904 roku jedynie rzeczywistość faktyczną, a potem wraz ze św. Piusem X również teoretyczną możliwość elekcji papieskiej nabytej w drodze symonii, chociaż św. Tomasz zaliczał wprost symonię do herezji. Św. Pius X postanowił konstytucją apostolską o zasięgu powszechnym, a więc nieomylnie, że mimo wszystko elekcja ta jest ważna. Którzy to papieże w wieku żelaznym (wieku X) lub w okresie Renesansu nie przekładali doczesnego zysku własnego, swej koterii i rodziny nad dobro duchowe Kościoła? Papieże ci de facto źle rządzili duchowo Kościołem (jest to pewnik historyczny i fakt dogmatyczny), lecz w praktyce sprawowali rządy lub mieli władzę papieską zarówno de facto jak i de iure, co kanonicznie uznał św. Pius X."

Źródło informacji: http://www.traditia.fora.pl/

poniedziałek, 28 czerwca 2010

x. Curzio Nitgolia - Krytyka sedewakantyzmu cz. 2

1) „Wątpliwy Papież, żaden Papież”?

Odpowiedź: Św. Robert Bellarmin rozprawiał o tym w De conciliis, księga II, rozdział 19, ad 3um. Przypadek przedstawia się następująco: chodzi o pewnego Papieża, którego wybór jest sporny, czyli nie jest pewne (lub zachodzi jakaś wątpliwość) czy został wybrany kanonicznie. W takim wypadku trzeba ponownie przeprowadzić wybory kanoniczne aby z pewnością wiedzieć czy przynajmniej został wybrany. Gdy tylko wybory kanoniczne są pewne lub też nie są kontestowane przez kardynałów elektorów, jeśli wybrany przyjmie, zostaje Papieżem. Otóż, żaden kardynał (ani też ks. bp Lefebvre czy de Castro Mayer) nie poddał pod wątpliwość wyborów kanonicznych (przez tajne głosowanie) „soborowych Papieży”. Stąd jest pewne, że są oni Papieżami, nawet jeśli swoją funkcje sprawują na sposób ułomny.

2) Czy Papież, który w sprawowaniu swojej władzy błądzi (aż po herezję) jest prawdziwym Papieżem?

Odpowiedź: Papież heretykiem jest tylko hipotezą, opinią możliwą nie zaś pewnością. Doktorowie Kościoła, przede wszystkim z okresu kontrreformy, dyskutowali na ten temat bez osiągnięcia jednomyślnej zgody i nigdy pewności, każdy wyraził swoją możliwą hipotezę, nie zaś tezę pewną.

a) Pierwsza hipoteza (Św. Robert Bellarmin, De romano pontifice, księga II, rozdział 30; Franciszek Suarez, De fide, dysputa X, sesja VI, n. 11, s. 319; kardynał Ludwik Billot, De Ecclesia Christi, tom I, ss. 609-610) utrzymuje, że Papież nie może popaść w herezję po swoim wyborze. Aczkolwiek analizuje również inną hipotezę (uważaną za mniej prawdopodobną) Papieża, który może popaść w herezję. Jak widzi Czytelnik, ta pierwsza hipoteza nie jest uważana ani przez Bellarmina ani przez Billot’a jako pewna, lecz tylko jako bardziej prawdopodobna niż inne. Przeciwnie, Billot (tamże, ss. 610-612) naucza, że Kościół nauczający pozostawił wolność zachowania jako możliwe Papieża, który popadłby w herezję, nawet jeśli wydaje mu się to mało prawdopodobne. Również Bellarmin przyznaje, że taka hipoteza, pozostając mało prawdopodobną, jest możliwa (tamże, księga II, rozdział 30, s. 418).

b) Druga hipoteza (którą Bellarmin kwalifikuje jako możliwą ale bardzo mało prawdopodobną, tamże) twierdzi, że Papież może popaść w herezję nawet notoryczną i zachować swój pontyfikat; tą utrzymuje tylko jeden francuski kanonista D. Bouix (+1870) w Tractatus de Papa, tom II, ss. 670-671, na 130 autorów („jedna jaskółka nie czyni wiosny”).

c) Trzecia hipoteza utrzymuje, że Papież może popaść w herezję i traci swój pontyfikat tylko po tym, jak kardynałowie czy biskupi zadeklarowaliby jego herezję (Kajetan, De auctoritate Papae et concilii, rozdział XX-XXI). Papież heretyk nie jest złożony z urzędu ipso facto, lecz ma być z niego złożony (deponendus) przez Chrystusa po tym, jak kardynałowie ogłosiliby jego uporczywą i jawną herezję.

d) Czwarta hipoteza utrzymuje, że Papież może popaść w herezję i traci ipso facto swój pontyfikat (depositus). Utrzymują ją jako mniej prawdopodobną niż pierwsza, ale bardziej prawdopodobną niż czwarta Bellarmin (jak wyżej, s. 420) i Billot (tamże, ss. 608-609).

Jak Czytelnik widzi, chodzi o hipotezy mniej więcej prawdopodobne, nigdy o twierdwenia teologicznie pewne, tym mniej o „stanowiące przedmiot aktu wiary”.

3) Czy prawdziwy Papież powienien sprawować swój autorytet

wyłącznie prawowicie, bez żadnego błędu?

Odpowiedź:

a) Niektórzy teologowie mówią o „pełnym szacunku zewnętrznym milczeniu”, to znaczy wewnętrznie niezgadza się, zaś zewnętrznie nie wyraża się spreciwu wobec błedu (Diekamp, Pesch, Merkelbach, Hurter, Cartechini).

b) Inni, przeciwnie, dopuszczają również sprzeciw publiczny, podobnie jak św. Paweł sprzeciwił się publicznie św. Piotrowi, w wypadku sytuacji grożącego niebezpieczeństwa dla wiary (św. Tomasz z Akwinu) lub agresji przeciwko duszom, które mają prawo do prawowitej obrony (św. Robert Bellarmin), czy też publicznego skandalu (Korneluisz z Lapide) w dziedzinie doktrynalnej. (Poza trzema zacytowanymi, cf. Vitoria, Suarez, Wernz-Vidal, Peinador, Camillo Mazzella, Orazio Mazzella, Prummer, Iragui, Tanquerey, Palmieri). Ta hipoteza wydaje mi się najbardziej prawdopodobną. Jednakże Kościół na ten temat nie wypowiedział się, stąd nie można jej narzucać jako zobowiązującej.

c) Należy uniknąć niebezpieczeństwa tych, którzy roszczą sobie prawo do czynienia pewną lub de fide opinii teologicznej jakiejś szkoły[1], która jest całkowicie mniejszościowa: jest możliwe, by dokumenty magisterium były błędne, ale nie wolno zawieszać wewnętrznej zgody (Choupin, Pègues, Salaverri).

Obie najbardziej powszechne szkoły rzeczywiście przyjmują taką możliwość. Bardziej surowa odrzuca słuszność sprzeciwu publicznego, ale przyjmuje słuszność niezgody wewnętrznej; podczas gdy ta mniej powszechna przyjmuje możliwość błędów, nie dopuszcza natomiast zawieszenia zgody (co wydaje mi się być sprzecznym ze zdrowym rozsądkiem, a nawet niedorzecznością[2]).

d) Niemożliwość błędu, kiedy Papież lub sobór nie chcieliby zobowiązywać lub korzystać z nieomylności, jest utrzymywana przez niektórych zatwierdzonych teologów (Franzelin, Billot) jako czysta opinia teologiczna i należy do mniejszości. Dalej, istnieją pewne grupki ekstremistyczne, które czynią z niej „przedmiot aktu wiary”, który wyłącznie do nich należy, nie zaś do Kościoła; nie jest nawet teologicznie pewny, przeciwnie, jest tylko opinią, mniej prawdopodobną i mniej powszechną, jednego wielkiego teologa (Gerard des Lauriers). Przypadek analogiczny do kanonisty wyżej wymienionego D. Bouix („jedna jaskółka nie czyni wiosny”).

Stąd więc dokumenty papieskiego magisterium czy też soborowego, jeśli nie są wiążące, mogą zawierać błędy. Otóż Sobór Watykański II nie miał zamiaru zobowiązywać. Dlatego może zawierać błędy. W tym wypadku można i należy odrzucić zgodę z tymi błędnymi dokumentami.

Cóż czynić?

Nie możemy sprawić czymś pewnym tego, co jest tylko prawdopodobne. Jesteśmy wolni by przylgnąć opinii, która nam się najbardziej podoba, nie możemy jednakże czynić jej dogmatem, nie posiadając do tego autorytetu. Rozumiem, że wobec publicznego skandalu spowodowanego przez soborowych Papieży można się czuć wstrząśniętym, oburzonym a nawet zagubionym, ale nie należały przekraczać granicy zezwolonej przez zdrową teologię i zdrowy rozsądek. In certis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas[3]. Wszakże, w obecnej sytuacji niesamowicie poważnej i pełnej zamieszania, w której się znajdujemy („uderzyli w pasterza i rozproszyły się owce”), należy mieć wiele zrozumienia wobec tych, którzy, w dobrej wierze, w celu obrony wiary katolickiej przed modernistyczną agresją, „grzeszą” przez nadmiar lub przez niedomiar. Nie można uważać, że da się widzieć jasno w środku nocy. Tenże sam Jezus przepowiedział swoim Apostołom żeby szli dopóty dopóki będzie jeszcze On, a więc Światłość, albowiem miały przyjść Ciemności (Ukrzyżowanie), zaś gdy się chodzi po ciemku, łatwo można się potknąć. Ci sami Apostołowie potykali się, tym bardziej i my możemy potykać się, stąd nie wolno się gorszyć wobec niepewności i różnic opinii, ale należałoby wspólnie stawić czoła (każdy pozostając wiernym samemu sobie i swojej tożsamości, ale bez uważania się za nieomylnego i bezgrzesznego) rzeczywistemu wrogowi Kościoła, neomodernizmowi. Dzisiejsza sytuacja, w dziedzinie duchowej, analogiczna jest owej przebytej, w dziedzinie politycznej, 8 września 1943: król uciekł, generałowie rozproszyli się, a nieszczęśni żołnierze zdani na łaskę samych siebie zostali wysłani na rzeź. Nie wydaje mi się żeby strzelanie do swoich żołnierzy i osób cywilnych, którzy padli wtedy ofiarą swojego króla, było stosownym; i dziś nie strzelajmy do siebie samych: przyjacielski ogień jest najbardziej niebezpieczny.

Velletri, 26 lutego 2009

PRZYPISY:

[1] Etienne Gilson mawiał, że „prawdziwa teologia nie rości sobie prawa do bycia nosicielką absolutnej prawdy, która wszyscy powinni przyjąć jako de fide. Pewna opinia teologiczna i szkoła teologiczna nie mogą sobie rościć prawa do narzucania się jako prawda Wiary, ‘ekskomunikując’ pozostałe opinie i szkoły teologiczne”.
[2] Przyp. tłum.: termin użyty przez Autora „un contro[buon]senso”, dzięki umieszczonym nawiasom, pozwala na dwuznaczność tłumaczenia, to znaczy: „un contro buon senso” to coś, co jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, zaś „un controsenso” oznacza wręcz nonsens lub niedorzeczność.
[3] Papież Wiktor I, święty (189-199) początkowo chciał narzucić swój autorytet wobec kwestii daty Wielkanocy. W rzeczywistości Rzym i Kościół łaciński świętował ją w niedzielę, która następowała po 14 dniu miesiąca Nissan. W Azji Mniejszej natomiast kościół świętował ją 14 dnia Nissan, nawet jeśli nie była to niedziela. Wiktor domagał się zgodności z Rzymem, ale azjatycka Wspólnota uparła się, Papież wtedy zdecydował eksomunikować całą wyżej wymienioną Wspólnotę i jej biskupa Polikrata. Wielu łacińskich biskupów jednakże okazało Papieżowi swoje zakłopotanie w stosunku do jego postępowania, które mogło sprowokować schizmę; decydującą okazała się interwencja św. Ireneusza, biskupa Lyon’u (130-202), który przekonał Papieża do przejścia do bardziej umiarkowanych decyzji, Wiktor zatem nie przystąpił do zamiaru eksomunikowania. Jak widać, w bardzo ważnej kwestii (Kościół Zachodni zarówno jak Wschodni nadal obchodzą Wielkanoc w różne dni) Papież (do tego święty) pozostawił wschodnim katolikom możliwość obchodzenia Wielkanocy nawet poza niedzielą, bez potępienia ich, bez ekskomunikowania ich. Ktoś, niestety, kto się uważa za „Przedwiecznego Ojca” (termin tu użyty przez Autora to „Padreterno”, przyp. tłum.), ekskomunikuje i potępia „na prawo i na lewo” tego, kto nie podziela tych samych opinii teologicznych. Warto byłoby wziąść przykład od św. Wiktora.

x. Curzio Nitoglia: Krytyka sedewakantyzmu



Złagodzony sedewakantyzm wszystkim przystępny [1]

1) Według o. Gerarda des Lauriers, skoro nowy ryt konsekracji biskupich jest wątpliwy, w razie gdyby na Papieża obrany został podmiot konsekrowany według nowego rytu, nie miałby być ważnie biskupem więc również nie mógłby być Papieżem (czyli biskupem Rzymu) nawet materialnie. W takim wypadku Ojciec Gerard mówił o „czystych postaciach papieży” (Problem autorytetu i episkopatu w Kościele, Verrua Savoia, CLS, 2005, s. 37).

2) Wraz z wyborem Benedykta XVI na Stolicę Apostolską (2005), znaleźliśmy się dokładnie w takiej sytuacji: J. Ratzinger faktycznie został konsekrowany na biskupa według nowego pontyfikału, stąd, dla o. Gerarda, nie miałby być biskupem, ani tym bardziej Papieżem, nawet nie materialnie. Przeto od 2005 Kościół miałby znajdować się, według tego, co o. Gerard był napisał w latach 1978-1987, w stanie całkowitego (materialnego i formalnego) wakansu autorytetu.

3) Jest to jednakże sprzeczne, przyjąwszy to, co sam był napisał: „Kto obecnie oświadcza, że ks. bp Wojtyła bynajmniej nie jest Papieżem [nawet nie materialnie], albo musi zwołać konklawe, albo pokazać listy uwierzytelniające, które ustanawiają go wprost i bezpośrednio legatem Pana Naszego Jezusa Chrystusa.” (Problem autorytetu…, s. 37).

4) Teza Cassiciacum („papież tylko materialiter”) skończyła się, w sensie historycznym, wraz z wyborem Benedykta XVI, który, zgodnie z „Tezą”, nie miałby być biskupem ani też Papieżem (nawet nie materialnie). Otóż, hipoteza jakoby Benedykt XVI rzeczywiście nie był Papieżem, nawet w możności, byłaby nie do przyjęcia dla o. Gerarda, który oparł całą swoją „Tezę” na rozróżnieniu między Papieżem w akcie i „papieżem” tylko w możności, zdecydowanie zaprzeczając całkowitemu wakansowi (czyli również materialnemu) Stolicy Apostolskiej.

5) Ci, którzy idą za tezą Stolicy zupełnie (w możności i w akcie) opuszczonej, opierają się na fakcie, że heretyk nie może być głową Kościoła albowiem nie jest jej członkiem. Jest to jednakże tylko opinia mało prawdopodobna, której nie utrzymują nawet teologowie, którzy zajmowali się kwestią Papieża ewentualnie heretyka; w rzeczywistości ci właśnie jednomyślnie utrzymują (jako zdanie bardziej prawdopodobne lub wprost pewne) że Papież nie może popaść w herezję. Jednakże, odpowiadają sedewakantyści zupełni, podmiot może być heretykiem zanim zostałby wybrany na Papieża i wtedy wybór jego byłby nieważny, powołując się na bullę Pawła IV Cum ex apostolatu.

6) Wydaje mi się, iż w takim wypadku można odpowiedzieć na trzy sposoby:

a) według św. Tomasza z Akwinu „symonia uważana jest za herezję (simonia haeresis dicitur)” (S. th., II-II, q. 100, a. 1, ad 1um), ale jednocześnie Doktor Anielski naucza, że „Papież może zaciągnąć grzech symonii” (ad 7um) i nie mówi, że nie jest Papieżem w akcie czy nawet nie w możności. Na przykład, jest historycznie pewnym, że Aleksander VI zanim został Papieżem kupił Papiestwo, lecz de facto jest powszechnie zaliczany w oficjalnym poczcie Papieży.

b) Ponadto św. Pius X w ‘Konstytucji Apostolskiej’ dla Kościoła powszechnego (stąd też towarzyszy jej nieomylność) Sede apostolica vacante z 25 grudnia 1904, naucza, iż nawet jeśli wybrany kupił papiestwo poprzez symonię jakkolwiek ważnie jest Papieżem. Kwestia ta jest zatem uregulowana de facto, lecz również de jure i do tego nieomylnie.

c) Jest powszechnym nauczaniem Kościoła, że gdziekolwiek nastąpiłby wybór kanoniczny a wybrany by go przyjął, bezzwłocznie zostaje Papieżem z powszechną jurysdykcją w akcie nad całym Kościołem. Otóż, „Papieże soboru” zostali kanonicznie wybrani i przyjęli wybór, którego kanoniczność nie została poddana pod wątpliwość przez nikogo posiadającego autorytet.

7) Autorytet jest istotą społeczności i zatem Kościoła, który jest społecznością doskonałą porządku duchowego; stąd Papież nie jest przypadłościowy, ale istotny i konieczny dla jego istnienia. Bez Papieża, który panowałby w akcie, nie przetrwa Ciało Mistyczne, które podobne byłoby do ciała bez formy lub duszy, czyli martwego.

8) Przypadek „wakansującej stolicy” lub okresy między zmarłym Papieżem a innym, mającym być dopiero wybranym, różni się istotnie od przypadku „zupełnego czy tylko aktualnego wakansu Autorytetu w Kościele” (Papież, biskupi i kardynałowie). W rzeczywistości, gdy Papież umiera kardynałowie, kolegialnie pod przewodnictwem kardynała dziekana, wzywają zmarłego Papieża, rządzą Kościół z autorytetem i zapewniają jego jedność i trwanie przy istnieniu, Autorytet będąc zasadą jedności i bytu społeczności, która nie posiadałaby jedności ani nie istniałaby bez Autorytetu. Podczas zupełnego lub formalnego wakansu Autorytetu w Papieżu, biskupach i kardynałach, brakuje właśnie zasady (Autorytetu) jedności i życia Kościoła, który zatem obumarłby, jednakże sprzeciwia się to wierze katolickiej. By dać temu choć jeden przykład, porównywalne jest to do znieczulenia, które utrzymuje przy życiu, właśnie przez „śmierć chemicznie zadaną” i życie w możności, pacjenta, który ma być operowany, lecz gdy tylko operacja jest zakończona, pacjent jest odesłany, w akcie, w pełni życia od anestezjologa. Gdy tymczasem dusza opuściła ciało nic już nie zostaje do zrobienia, zakończyła się wszelka możność życia, śmierć nie jest chemicznie zadana, lecz jest rzeczywista i nieodwracalna. Otóż wraz z Benedyktem XVI, dusza lub życiodajna zasada jedności i egzystencji Kościoła (Autorytet), miałaby opuścić (zgodnie z „Tezą”) także materialnie czy potencjalnie ciało Kościoła. Dlatego też nie miałby już być więcej nawet w możności, ale miałby się zupełnie zakończyć w akcie i w możności, to jest martwy rzeczywiście (mózg, serce i oddychanie zatrzymane).

9) Konkluzja wydaje mi się być następująca: Benedykt XVI de facto praktycznie rządzi, ponadto jest Papieżem de jure czyli należy mu się Tytuł Papieża; jednakże wykonywanie takiego Autorytetu jest wadliwe (zastosowanie Soboru Watykańskiego II oraz reform z niego wynikających).

Inaczej trzebaby utrzymywać, że Kościół, nie posiadając już Autorytetu czy to w Papieżu czy to też w biskupach i kardynałach (w akcie i w możności) od pięćdziesięciu lat nie żyje. Po Vaticanum II i NOM (wydarzenia apokaliptycznie i tragiczne, które ni mają sobie podobnych w historii Kościoła), „Teza” o. Gerarda „materialiter” mogła pogodzić kryzys Autorytetu z nieułomnością Kościoła i uratować swoje bytowanie (jako pewien rodzaj znieczulenia), ale przestała ona istnieć w 2005 wraz z wyborem na Stolicę Apostolską podmiotu, który, nie będąc nawet biskupem (według tego, co sam był napisał o. Gerard), tym bardziej nie może być Papieżem czy biskupem Rzymu, ani nawet w możności (analogicznie do śmierci rzeczywistej i całkowitej). Niektórzy roszczą sobie prawo do poprawienia o. Gerarda w interpretacji „Tezy” samego Gerarda, a więc pretendują wiedzieć o jego „Tezie” więcej niż on sam. „Zostawmy ją”. Nie mam czasu do stracenia z takimi, dla mnie jest to „sprawa zamknięta”. Jeśli chcą ją ponownie otworzyć, niech napiszą do Merlin [2].


1) „Wątpliwy Papież, żaden Papież”?

Odpowiedź: Św. Robert Bellarmin rozprawiał o tym w De conciliis, księga II, rozdział 19, ad 3um. Przypadek przedstawia się następująco: chodzi o pewnego Papieża, którego wybór jest sporny, czyli nie jest pewne (lub zachodzi jakaś wątpliwość) czy został wybrany kanonicznie. W takim wypadku trzeba ponownie przeprowadzić wybory kanoniczne aby z pewnością wiedzieć czy przynajmniej został wybrany. Gdy tylko wybory kanoniczne są pewne lub też nie są kontestowane przez kardynałów elektorów, jeśli wybrany przyjmie, zostaje Papieżem. Otóż, żaden kardynał (ani też ks. bp Lefebvre czy de Castro Mayer) nie poddał pod wątpliwość wyborów kanonicznych (przez tajne głosowanie) „soborowych Papieży”. Stąd jest pewne, że są oni Papieżami, nawet jeśli swoją funkcje sprawują na sposób ułomny.

2) Czy Papież, który w sprawowaniu swojej władzy błądzi (aż po herezję) jest prawdziwym Papieżem?

Odpowiedź: Papież heretykiem jest tylko hipotezą, opinią możliwą nie zaś pewnością. Doktorowie Kościoła, przede wszystkim z okresu kontrreformy, dyskutowali na ten temat bez osiągnięcia jednomyślnej zgody i nigdy pewności, każdy wyraził swoją możliwą hipotezę, nie zaś tezę pewną.

a) Pierwsza hipoteza (Św. Robert Bellarmin, De romano pontifice, księga II, rozdział 30; Franciszek Suarez, De fide, dysputa X, sesja VI, n. 11, s. 319; kardynał Ludwik Billot, De Ecclesia Christi, tom I, ss. 609-610) utrzymuje, że Papież nie może popaść w herezję po swoim wyborze. Aczkolwiek analizuje również inną hipotezę (uważaną za mniej prawdopodobną) Papieża, który może popaść w herezję. Jak widzi Czytelnik, ta pierwsza hipoteza nie jest uważana ani przez Bellarmina ani przez Billot’a jako pewna, lecz tylko jako bardziej prawdopodobna niż inne. Przeciwnie, Billot (tamże, ss. 610-612) naucza, że Kościół nauczający pozostawił wolność zachowania jako możliwe Papieża, który popadłby w herezję, nawet jeśli wydaje mu się to mało prawdopodobne. Również Bellarmin przyznaje, że taka hipoteza, pozostając mało prawdopodobną, jest możliwa (tamże, księga II, rozdział 30, s. 418).

b) Druga hipoteza (którą Bellarmin kwalifikuje jako możliwą ale bardzo mało prawdopodobną, tamże) twierdzi, że Papież może popaść w herezję nawet notoryczną i zachować swój pontyfikat; tą utrzymuje tylko jeden francuski kanonista D. Bouix (+1870) w Tractatus de Papa, tom II, ss. 670-671, na 130 autorów („jedna jaskółka nie czyni wiosny”).

c) Trzecia hipoteza utrzymuje, że Papież może popaść w herezję i traci swój pontyfikat tylko po tym, jak kardynałowie czy biskupi zadeklarowaliby jego herezję (Kajetan, De auctoritate Papae et concilii, rozdział XX-XXI). Papież heretyk nie jest złożony z urzędu ipso facto, lecz ma być z niego złożony (deponendus) przez Chrystusa po tym, jak kardynałowie ogłosiliby jego uporczywą i jawną herezję.

d) Czwarta hipoteza utrzymuje, że Papież może popaść w herezję i traci ipso facto swój pontyfikat (depositus). Utrzymują ją jako mniej prawdopodobną niż pierwsza, ale bardziej prawdopodobną niż czwarta Bellarmin (jak wyżej, s. 420) i Billot (tamże, ss. 608-609).

Jak Czytelnik widzi, chodzi o hipotezy mniej więcej prawdopodobne, nigdy o twierdwenia teologicznie pewne, tym mniej o „stanowiące przedmiot aktu wiary”.

3) Czy prawdziwy Papież powienien sprawować swój autorytet wyłącznie prawowicie, bez żadnego błędu?

Odpowiedź:

a) Niektórzy teologowie mówią o „pełnym szacunku zewnętrznym milczeniu”, to znaczy wewnętrznie niezgadza się, zaś zewnętrznie nie wyraża się spreciwu wobec błedu (Diekamp, Pesch, Merkelbach, Hurter, Cartechini).

b) Inni, przeciwnie, dopuszczają również sprzeciw publiczny, podobnie jak św. Paweł sprzeciwił się publicznie św. Piotrowi, w wypadku sytuacji grożącego niebezpieczeństwa dla wiary (św. Tomasz z Akwinu) lub agresji przeciwko duszom, które mają prawo do prawowitej obrony (św. Robert Bellarmin), czy też publicznego skandalu (Korneluisz z Lapide) w dziedzinie doktrynalnej. (Poza trzema zacytowanymi, cf. Vitoria, Suarez, Wernz-Vidal, Peinador, Camillo Mazzella, Orazio Mazzella, Prummer, Iragui, Tanquerey, Palmieri). Ta hipoteza wydaje mi się najbardziej prawdopodobną. Jednakże Kościół na ten temat nie wypowiedział się, stąd nie można jej narzucać jako zobowiązującej.

c) Należy uniknąć niebezpieczeństwa tych, którzy roszczą sobie prawo do czynienia pewną lub de fide opinii teologicznej jakiejś szkoły [1], która jest całkowicie mniejszościowa: jest możliwe, by dokumenty magisterium były błędne, ale nie wolno zawieszać wewnętrznej zgody (Choupin, Pègues, Salaverri).

Obie najbardziej powszechne szkoły rzeczywiście przyjmują taką możliwość. Bardziej surowa odrzuca słuszność sprzeciwu publicznego, ale przyjmuje słuszność niezgody wewnętrznej; podczas gdy ta mniej powszechna przyjmuje możliwość błędów, nie dopuszcza natomiast zawieszenia zgody (co wydaje mi się być sprzecznym ze zdrowym rozsądkiem, a nawet niedorzecznością [2]).

d) Niemożliwość błędu, kiedy Papież lub sobór nie chcieliby zobowiązywać lub korzystać z nieomylności, jest utrzymywana przez niektórych zatwierdzonych teologów (Franzelin, Billot) jako czysta opinia teologiczna i należy do mniejszości. Dalej, istnieją pewne grupki ekstremistyczne, które czynią z niej „przedmiot aktu wiary”, który wyłącznie do nich należy, nie zaś do Kościoła; nie jest nawet teologicznie pewny, przeciwnie, jest tylko opinią, mniej prawdopodobną i mniej powszechną, jednego wielkiego teologa (Gerard des Lauriers). Przypadek analogiczny do kanonisty wyżej wymienionego D. Bouix („jedna jaskółka nie czyni wiosny”).

Stąd więc dokumenty papieskiego magisterium czy też soborowego, jeśli nie są wiążące, mogą zawierać błędy. Otóż Sobór Watykański II nie miał zamiaru zobowiązywać. Dlatego może zawierać błędy. W tym wypadku można i należy odrzucić zgodę z tymi błędnymi dokumentami.

Cóż czynić?

Nie możemy sprawić czymś pewnym tego, co jest tylko prawdopodobne. Jesteśmy wolni by przylgnąć opinii, która nam się najbardziej podoba, nie możemy jednakże czynić jej dogmatem, nie posiadając do tego autorytetu. Rozumiem, że wobec publicznego skandalu spowodowanego przez soborowych Papieży można się czuć wstrząśniętym, oburzonym a nawet zagubionym, ale nie należały przekraczać granicy zezwolonej przez zdrową teologię i zdrowy rozsądek. In certis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas [3]. Wszakże, w obecnej sytuacji niesamowicie poważnej i pełnej zamieszania, w której się znajdujemy („uderzyli w pasterza i rozproszyły się owce”), należy mieć wiele zrozumienia wobec tych, którzy, w dobrej wierze, w celu obrony wiary katolickiej przed modernistyczną agresją, „grzeszą” przez nadmiar lub przez niedomiar. Nie można uważać, że da się widzieć jasno w środku nocy. Tenże sam Jezus przepowiedział swoim Apostołom żeby szli dopóty dopóki będzie jeszcze On, a więc Światłość, albowiem miały przyjść Ciemności (Ukrzyżowanie), zaś gdy się chodzi po ciemku, łatwo można się potknąć. Ci sami Apostołowie potykali się, tym bardziej i my możemy potykać się, stąd nie wolno się gorszyć wobec niepewności i różnic opinii, ale należałoby wspólnie stawić czoła (każdy pozostając wiernym samemu sobie i swojej tożsamości, ale bez uważania się za nieomylnego i bezgrzesznego) rzeczywistemu wrogowi Kościoła, neomodernizmowi. Dzisiejsza sytuacja, w dziedzinie duchowej, analogiczna jest owej przebytej, w dziedzinie politycznej, 8 września 1943: król uciekł, generałowie rozproszyli się, a nieszczęśni żołnierze zdani na łaskę samych siebie zostali wysłani na rzeź. Nie wydaje mi się żeby strzelanie do swoich żołnierzy i osób cywilnych, którzy padli wtedy ofiarą swojego króla, było stosownym; i dziś nie strzelajmy do siebie samych: przyjacielski ogień jest najbardziej niebezpieczny.

Velletri, 26 lutego 2009

PRZYPISY:


[1] Jest to czwarta, reasumująca, część jakby apologii ks. Nitoglii dotyczącej racji porzucenia przez niego tzw. „Tezy Cassiciacum”. Przeto racje Autora stanowią, w formie czterech artykółów, wykład fałszywości samej tezy oraz błędnych konsekwencji z niej wynikających, opierając się na nauczniu Kościoła oraz na opiniach teologicznych, według ich stopnia pewności, odnoszących się do kwestii władzy i autorytetu Papieża.

[2] Przyp. tłumacza: chodzi o Linę (Angelina) Merlin. Urodzona w Pozzonovo, 15 października 1887, była silnie aktywna politycznie w swojej ojczyźnie. Członkini Zgromadzenia Konstytucyjnego, jako pierwsza kobieta została wybrana do włoskiego Senatu. Wcześniej zaproponowaną działalność na rzecz ugrupowań faszystowskich wybrała socjalizm. Jako członkini Wloskiej Partii Socjalistycznej była wojującą antyfaszystką. Zmarła w Padwie, 16 sierpnia 1979.

[3] Etienne Gilson mawiał, że „prawdziwa teologia nie rości sobie prawa do bycia nosicielką absolutnej prawdy, która wszyscy powinni przyjąć jako de fide. Pewna opinia teologiczna i szkoła teologiczna nie mogą sobie rościć prawa do narzucania się jako prawda Wiary, ‘ekskomunikując’ pozostałe opinie i szkoły teologiczne”.

[4] Przyp. tłum.: termin użyty przez Autora „un contro[buon]senso”, dzięki umieszczonym nawiasom, pozwala na dwuznaczność tłumaczenia, to znaczy: „un contro buon senso” to coś, co jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, zaś „un controsenso” oznacza wręcz nonsens lub niedorzeczność.

[5] Papież Wiktor I, święty (189-199) początkowo chciał narzucić swój autorytet wobec kwestii daty Wielkanocy. W rzeczywistości Rzym i Kościół łaciński świętował ją w niedzielę, która następowała po 14 dniu miesiąca Nissan. W Azji Mniejszej natomiast kościół świętował ją 14 dnia Nissan, nawet jeśli nie była to niedziela. Wiktor domagał się zgodności z Rzymem, ale azjatycka Wspólnota uparła się, Papież wtedy zdecydował eksomunikować całą wyżej wymienioną Wspólnotę i jej biskupa Polikrata. Wielu łacińskich biskupów jednakże okazało Papieżowi swoje zakłopotanie w stosunku do jego postępowania, które mogło sprowokować schizmę; decydującą okazała się interwencja św. Ireneusza, biskupa Lyon’u (130-202), który przekonał Papieża do przejścia do bardziej umiarkowanych decyzji, Wiktor zatem nie przystąpił do zamiaru eksomunikowania. Jak widać, w bardzo ważnej kwestii (Kościół Zachodni zarówno jak Wschodni nadal obchodzą Wielkanoc w różne dni) Papież (do tego święty) pozostawił wschodnim katolikom możliwość obchodzenia Wielkanocy nawet poza niedzielą, bez potępienia ich, bez ekskomunikowania ich. Ktoś, niestety, kto się uważa za „Przedwiecznego Ojca” (termin tu użyty przez Autora to „Padreterno”, przyp. tłum.), ekskomunikuje i potępia „na prawo i na lewo” tego, kto nie podziela tych samych opinii teologicznych. Warto byłoby wziąść przykład od św. Wiktora.

niedziela, 27 czerwca 2010

x. Curzio Nitgolia - Krytyka sedewakantyzmu cz. 1

Złagodzony sedewakantyzm wszystkim przystępny

1) Według o. Gerarda des Lauriers, skoro nowy ryt konsekracji biskupich jest wątpliwy, w razie gdyby na Papieża obrany został podmiot konsekrowany według nowego rytu, nie miałby być ważnie biskupem więc również nie mógłby być Papieżem (czyli biskupem Rzymu) nawet materialnie. W takim wypadku Ojciec Gerard mówił o „czystych postaciach papieży” (Problem autorytetu i episkopatu w Kościele, Verrua Savoia, CLS, 2005, s. 37).

2) Wraz z wyborem Benedykta XVI na Stolicę Apostolską (2005), znaleźliśmy się dokładnie w takiej sytuacji: J. Ratzinger faktycznie został konsekrowany na biskupa według nowego pontyfikału, stąd, dla o. Gerarda, nie miałby być biskupem, ani tym bardziej Papieżem, nawet nie materialnie. Przeto od 2005 Kościół miałby znajdować się, według tego, co o. Gerard był napisał w latach 1978-1987, w stanie całkowitego (materialnego i formalnego) wakansu autorytetu.

3) Jest to jednakże sprzeczne, przyjąwszy to, co sam był napisał: „Kto obecnie oświadcza, że ks. bp Wojtyła bynajmniej nie jest Papieżem [nawet nie materialnie], albo musi zwołać konklawe, albo pokazać listy uwierzytelniające, które ustanawiają go wprost i bezpośrednio legatem Pana Naszego Jezusa Chrystusa.” (Problem autorytetu…, s. 37).

4) Teza Cassiciacum („papież tylko materialiter”) skończyła się, w sensie historycznym, wraz z wyborem Benedykta XVI, który, zgodnie z „Tezą”, nie miałby być biskupem ani też Papieżem (nawet nie materialnie). Otóż, hipoteza jakoby Benedykt XVI rzeczywiście nie był Papieżem, nawet w możności, byłaby nie do przyjęcia dla o. Gerarda, który oparł całą swoją „Tezę” na rozróżnieniu między Papieżem w akcie i „papieżem” tylko w możności, zdecydowanie zaprzeczając całkowitemu wakansowi (czyli również materialnemu) Stolicy Apostolskiej.

5) Ci, którzy idą za tezą Stolicy zupełnie (w możności i w akcie) opuszczonej, opierają się na fakcie, że heretyk nie może być głową Kościoła albowiem nie jest jej członkiem. Jest to jednakże tylko opinia mało prawdopodobna, której nie utrzymują nawet teologowie, którzy zajmowali się kwestią Papieża ewentualnie heretyka; w rzeczywistości ci właśnie jednomyślnie utrzymują (jako zdanie bardziej prawdopodobne lub wprost pewne) że Papież nie może popaść w herezję. Jednakże, odpowiadają sedewakantyści zupełni, podmiot może być heretykiem zanim zostałby wybrany na Papieża i wtedy wybór jego byłby nieważny, powołując się na bullę Pawła IV Cum ex apostolatu.

6) Wydaje mi się, iż w takim wypadku można odpowiedzieć na trzy sposoby:

a) według św. Tomasza z Akwinu „symonia uważana jest za herezję (simonia haeresis dicitur)” (S. th., II-II, q. 100, a. 1, ad 1um), ale jednocześnie Doktor Anielski naucza, że „Papież może zaciągnąć grzech symonii” (ad 7um) i nie mówi, że nie jest Papieżem w akcie czy nawet nie w możności. Na przykład, jest historycznie pewnym, że Aleksander VI zanim został Papieżem kupił Papiestwo, lecz de facto jest powszechnie zaliczany w oficjalnym poczcie Papieży.

b) Ponadto św. Pius X w ‘Konstytucji Apostolskiej’ dla Kościoła powszechnego (stąd też towarzyszy jej nieomylność) Sede apostolica vacante z 25 grudnia 1904, naucza, iż nawet jeśli wybrany kupił papiestwo poprzez symonię jakkolwiek ważnie jest Papieżem. Kwestia ta jest zatem uregulowana de facto, lecz również de jure i do tego nieomylnie.

c) Jest powszechnym nauczaniem Kościoła, że gdziekolwiek nastąpiłby wybór kanoniczny a wybrany by go przyjął, bezzwłocznie zostaje Papieżem z powszechną jurysdykcją w akcie nad całym Kościołem. Otóż, „Papieże soboru” zostali kanonicznie wybrani i przyjęli wybór, którego kanoniczność nie została poddana pod wątpliwość przez nikogo posiadającego autorytet.

7) Autorytet jest istotą społeczności i zatem Kościoła, który jest społecznością doskonałą porządku duchowego; stąd Papież nie jest przypadłościowy, ale istotny i konieczny dla jego istnienia. Bez Papieża, który panowałby w akcie, nie przetrwa Ciało Mistyczne, które podobne byłoby do ciała bez formy lub duszy, czyli martwego.

8) Przypadek „wakansującej stolicy” lub okresy między zmarłym Papieżem a innym, mającym być dopiero wybranym, różni się istotnie od przypadku „zupełnego czy tylko aktualnego wakansu Autorytetu w Kościele” (Papież, biskupi i kardynałowie). W rzeczywistości, gdy Papież umiera kardynałowie, kolegialnie pod przewodnictwem kardynała dziekana, wzywają zmarłego Papieża, rządzą Kościół z autorytetem i zapewniają jego jedność i trwanie przy istnieniu, Autorytet będąc zasadą jedności i bytu społeczności, która nie posiadałaby jedności ani nie istniałaby bez Autorytetu. Podczas zupełnego lub formalnego wakansu Autorytetu w Papieżu, biskupach i kardynałach, brakuje właśnie zasady (Autorytetu) jedności i życia Kościoła, który zatem obumarłby, jednakże sprzeciwia się to wierze katolickiej. By dać temu choć jeden przykład, porównywalne jest to do znieczulenia, które utrzymuje przy życiu, właśnie przez „śmierć chemicznie zadaną” i życie w możności, pacjenta, który ma być operowany, lecz gdy tylko operacja jest zakończona, pacjent jest odesłany, w akcie, w pełni życia od anestezjologa. Gdy tymczasem dusza opuściła ciało nic już nie zostaje do zrobienia, zakończyła się wszelka możność życia, śmierć nie jest chemicznie zadana, lecz jest rzeczywista i nieodwracalna. Otóż wraz z Benedyktem XVI, dusza lub życiodajna zasada jedności i egzystencji Kościoła (Autorytet), miałaby opuścić (zgodnie z „Tezą”) także materialnie czy potencjalnie ciało Kościoła. Dlatego też nie miałby już być więcej nawet w możności, ale miałby się zupełnie zakończyć w akcie i w możności, to jest martwy rzeczywiście (mózg, serce i oddychanie zatrzymane).

9) Konkluzja wydaje mi się być następująca: Benedykt XVI de facto praktycznie rządzi, ponadto jest Papieżem de jure czyli należy mu się Tytuł Papieża; jednakże wykonywanie takiego Autorytetu jest wadliwe (zastosowanie Soboru Watykańskiego II oraz reform z niego wynikających).

Inaczej trzebaby utrzymywać, że Kościół, nie posiadając już Autorytetu czy to w Papieżu czy to też w biskupach i kardynałach (w akcie i w możności) od pięćdziesięciu lat nie żyje. Po Vaticanum II i NOM (wydarzenia apokaliptycznie i tragiczne, które ni mają sobie podobnych w historii Kościoła), „Teza” o. Gerarda „materialiter” mogła pogodzić kryzys Autorytetu z nieułomnością Kościoła i uratować swoje bytowanie (jako pewien rodzaj znieczulenia), ale przestała ona istnieć w 2005 wraz z wyborem na Stolicę Apostolską podmiotu, który, nie będąc nawet biskupem (według tego, co sam był napisał o. Gerard), tym bardziej nie może być Papieżem czy biskupem Rzymu, ani nawet w możności (analogicznie do śmierci rzeczywistej i całkowitej). Niektórzy roszczą sobie prawo do poprawienia o. Gerarda w interpretacji „Tezy” samego Gerarda, a więc pretendują wiedzieć o jego „Tezie” więcej niż on sam. „Zostawmy ją”. Nie mam czasu do stracenia z takimi, dla mnie jest to „sprawa zamknięta”. Jeśli chcą ją ponownie otworzyć, niech napiszą do Merlin[2].

PRZYPISY:

[1] Jest to czwarta, reasumująca, część jakby apologii ks. Nitoglii dotyczącej racji porzucenia przez niego tzw. „Tezy Cassiciacum”. Przeto racje Autora stanowią, w formie czterech artykółów, wykład fałszywości samej tezy oraz błędnych konsekwencji z niej wynikających, opierając się na nauczniu Kościoła oraz na opiniach teologicznych, według ich stopnia pewności, odnoszących się do kwestii władzy i autorytetu Papieża.
[2] Przyp. tłumacza: chodzi o Linę (Angelina) Merlin. Urodzona w Pozzonovo, 15 października 1887, była silnie aktywna politycznie w swojej ojczyźnie. Członkini Zgromadzenia Konstytucyjnego, jako pierwsza kobieta została wybrana do włoskiego Senatu. Wcześniej zaproponowaną działalność na rzecz ugrupowań faszystowskich wybrała socjalizm. Jako członkini Wloskiej Partii Socjalistycznej była wojującą antyfaszystką. Zmarła w Padwie, 16 sierpnia 1979.

czwartek, 6 maja 2010

Czy sedewakantyzm jest katolicki?

Przez wiele lat byłem tradycyjnym katolikiem, aż wreszcie złapałem się na tym, że jestem sedewakantystą. Brzmi to raczej dziwnie, ale tak było w istocie. Nie podjąłem decyzji, aby stać się sedewakantystą, lecz uczęszczając na Msze gdzie ksiądz otwarcie nie sprzeciwiał się sedewakantyzmowi oraz po przeczytaniu wielu artykułów wyjaśniających przypuszczalnie antykatolickie poglądy Papieża doszedłem do wniosku, że Papież nie może być katolikiem.

W tym czasie nasz duszpasterz rozprowadzał taśmę z wykładem pewnego tradycyjnego księdza, który twierdził, że my, jako katolicy nie mamy prawa sądzić papieża. Pomimo, że dwukrotnie przesłuchałem kasetę i znałem treść wykładu, nie stałem się przeciwnikiem sedewakantyzmu. Nie zdecydowałem się na gruntowne przestudiowanie problemu i przemyślenie własnych poglądów aż do momentu, kiedy przeprowadziliśmy się do miasta, w którym znajdowała się kaplica Bractwa Św. Piusa X, gdzie ksiądz był bardzo negatywnie nastawiony do sedewakantyzmu. Po przeprowadzeniu wielu rozmów zauważyłem, że początki sedewakantyzmu są u wszystkich bardzo podobne.


Stanąwszy w obliczu konieczności wyboru właściwej postawy, rozpocząłem studia nad tym zagadnieniem. Nie było to łatwe, gdyż w literaturze katolickiej sprzed Vaticanum II termin sedewakantyzm nie pojawia się ani razu. Dlatego też dla tzw. tradycjonalisty przyjęcie postawy tradycyjnej określanej jako sedewakantystyczna wydawało się cokolwiek dziwne, skoro nie udało się odnaleźć chociażby wzmianki na temat takiego określenia. Postawa sedewakantystyczna (tj. taka według której Stolica Piotrowa jest pusta, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy Kościół Wojujący) znajduje swoje odzwierciedlenie w historii w czasie wielkiej schizmy zachodniej, będącej owocem sedewakantyzmu, jak również w okresie bezpośrednio ją poprzedzającym.

Po przeczytaniu wielu różnych artykułów posiadających imprimatur, jak również takich, które sprzyjają sedewakantyzmowi stało się dla mnie jasne, że wokół całej sprawy narosło wiele nieporozumień i istnieje potrzeba napisania artykułu, który cytowałby dokumenty i książki wydane z aprobatą Władzy kościelnej, które odnalazłem podczas moich studiów. Niniejszy artykuł jest próbą podsumowania tych badań i w przeważającej części składa się z cytatów.

wtorek, 22 września 2009

Błędy sedewakantyzmu

Tekst pochodzi z kwartalnika "Sel de la Terre" (wiosna 2001 r.) wydawanego przez tradycyjnych Dominikanów z Avrillé we Francji.

Co to jest sedewakantyzm?

- Sedewakantyzm jest teorią, według której papieże począwszy od Soboru Watykańskiego II nie byli i nie są tak naprawdę papieżami. W rezultacie, Tron Piotrowy jest pusty (łac. sede vacante).

Skąd pochodzi ta teoria?

- Teoria ta była reakcją na bardzo poważny kryzys w Kościele istniejący od Soboru, który został nazwany przez arcybiskupa Lefebvra "trzecią wojną światową". Podstawową przyczyną kryzysu było odejście od nauki poprzednich papieży, którzy odrzucali jako poważne błędy np. źle pojęty ekumenizm, wolność religijną, kolegializm, itd.

Sedewakantyści sądzą, że prawdziwi papieże nie mogą być odpowiedzialni za taki kryzys, w konsekwencji uważają ich za nie prawdziwych.

Czy sedewakantyści zgadzają się miedzy sobą?

- Nie, daleko do tego. Istnieje wiele różnych postaw. Niektórzy myślą, że od kiedy Tron Papieski jest wolny, ktoś powinien go zajmować, dlatego wybrali własnego "papieża"(np. sekta Palmar w Hiszpanii). Wśród tych, którzy nie posunęli się tak daleko, istnieją różne szkoły. Niektórzy sądzą, że ówczesny papież jest anty-papieżem, inni, że jest on tylko częściowo papieżem, papieżem materialnym ale nie formalnym.

Niektórzy sedewakantyści uważają ich stanowisko za "prawdopodobną opinię" i zgadzają się na przyjmowanie sakramentów od nie-sedewakantystycznych kapłanów, kiedy znowu inni, nazwani "ultra" przez Abbe Coache, dla których jest to kwestia wiary, odmawiają uczestnictwa w Mszach świętych gdzie kapłan modli się za papieża. Jednak wszyscy sedewakantyści uważają, że nie powinno się modlić za papieża publicznie.

Co to znaczy, że papież jest materialny?

- Główną trudnością w sedewakantyzmie jest wytłumaczenie w jaki sposób Kościół może nadal istnieć w widzialny sposób (Jezus obiecał, że Kościół przetrwa aż do końca świata) kiedy jest pozbawiony swojej głowy. Zwolennicy tak zwanych "tez Cassiciacum" mają bardzo subtelne rozwiązanie: obecny papież został ważnie wybrany na papieża, ale nie otrzymał papieskiej władzy z powodu wewnętrznej przeszkody (herezji). Wiec, zgodnie z teorią, jest on w stanie różnymi sposobami działać dla dobra Kościoła, na przykład mianując kardynałów (którzy są kardynałami materialnie), ale nie jest prawdziwym papieżem.

Co należy sądzić o takim rozwiązaniu?

- Z jednego powodu, rozwiązanie to jest niezgodne z Tradycją. Teolodzy (Kajetan, św. Robert Bellermine, itd.) prowadzili studia nad prawdopodobieństwem heretyckiego papieża, ale nikt wcześniej przed Soborem Watykańskim II nie wymyślił takiej teorii. Jednak to nie rozwiązuje podstawowego problemu sedewakantyzmu, mianowicie, jak Kościół może nadal zachowywać swoją widzialną formę; jeżeli papież, kardynałowie, biskupi, itd., pozbawieni są ich właściwej formy, wiec nie ma już widzialnej hierarchii Kościoła. Ponadto, teoria ta ma kilka poważnych defektów filozoficznych ponieważ zakłada, że hierarchowie mogą być na przykład tylko materialni, czyli nie posiadać władzy.

Jakich argumentów używają sedewakantyści do udowodnienia swoich teorii?

- Używają teologicznych i kanonicznych. Teologiczne opierają się na stanowisku, że heretyk nie może być głową Kościoła, a np. Jan Paweł II czy Benedykt XVI są heretykami, dlatego też nie mogą być prawdziwymi papieżami. Natomiast jeżeli chodzi o prawne argumenty, to prawo kościelne unieważnia wybór heretyka; a Kardynał Wojtyła był już heretykiem podczas jego elekcji, dlatego też nie może być prawdziwym papieżem.

Ale czy nie jest prawdą, że papież, który stał się heretykiem traci pontyfikat?

- Św. Robert Bellermine mówi, że papież, który oficjalnie i z pewnością jest heretykiem traci swój pontyfikat. Jeżeli zastosować to do Benedykta XVI, musiałby być oficjalnym heretykiem, z pełną intencją zaprzeczającym Magisterium Kościoła. Nawet jeśli ówcześni papieże dokonują czynów bądź oświadczeń, które prowadzą do herezji, nie pokazuje to wprost, że są oni świadomi zaprzeczaniu jakiegokolwiek z dogmatów. I do póki nie ma pewnych dowodów, roztropniej jest powstrzymywać się od osądzania. Taka właśnie była postawa arcybiskupa Lefebvra.

Jeżeli katolik jest pewny, że papież jest heretykiem, czy powinien stwierdzić, że nie jest w dalszym ciągu papieżem?

- Nie, nie powinien. Według "powszechnej" opinii (Suarez), a nawet "bardziej powszechnej" opinii (Billuart), teolodzy uważają, że nawet heretycki papież może korzystać ze swego urzędu. Jurysdykcję swoją może stracić dopiero wtedy kiedy katoliccy biskupi (jedyni z woli Boskiej sędziowie w sprawach wiary poza papieżem) wydadzą deklarację potępiającą papieskie herezje. "Według powszechnej opinii, Chrystus, przez szczególną opatrzność, dla powszechnego dobra i spokoju Kościoła, kontynuuje przekazywanie jurysdykcji, nawet dla heretyckiego papieża do czasu kiedy powinien zostać ogłoszony jawnym i oczywistym heretykiem przez Kościół" (Billuart, De Fide, Diss. V, A.III, No. 3, obj. 2). W tak poważnej materii, nie jest rozsądne sprzeciwiać się powszechnej opinii teologicznej.

Ale jak heretyk, który przestaje być członkiem Kościoła, może nadal być jego przywódcą?

- Dominikanin o. Garrigou-Lagrange, bazujący na rozumowaniu Billuarta, wyjaśnia swojej rozprawie De Verbo Incarnato, że heretycki papież, który nie jest członkiem Kościoła, może nadal być jego głową. Co jest niemożliwe w sprawie fizycznego przywództwa, jest możliwe (aczkolwiek nienormalnie) dla drugorzędnego moralnego przywództwa. "Powód jest taki, podczas gdy fizyczne przywództwo nie może wpływać na członków (Kościoła) w taki sposób aby miało to życiodajny wpływ na ich dusze, moralne przywództwo takie jak rzymski papież, może korzystać z jurysdykcji nad Kościołem nawet jeżeli nie otrzymuje on z duszy Kościoła żadnego napływu wewnętrznej wiary czy miłosierdzia." Pokrótce, papież jest prawnym członkiem Kościoła dzięki jego osobistej wierze, którą może utracić, ale nadal jest głową widzialnego Kościoła przez jurysdykcje i władze którą otrzymuje, a to może koegzystować z jego własnymi herezjami.

Kanoniczne argumenty?

- Sedewakantyści swoje kanoniczne stanowisko bazują na Apostolskiej Konstytucji Cum ex Apostolatus papieża Pawła IV (1555-1559) Ale dokładne przeanalizowanie dokumentów wykazuje, że ta konstytucja straciła swoją moc kiedy został promulgowany Kodeks prawa kanonicznego w 1917r. W konsekwencji, nic nie może być więcej powiedziane poza teologicznymi argumentami wyżej przeanalizowanymi.

Czy sedewakantyści nie mają racji odmawiając wymieniania imienia papieża podczas Mszy aby pokazać, że nie są w łączności z (una cum) heretykiem i z jego herezjami?

- Wyrażenie una cum w Kanonie Mszy świętej nie oznacza potwierdzenia, że się "jest w łączności" z błędnymi poglądami papieża, ale raczej, że się chce modlić za Kościół i za papieża, jego widzialną głowę. Aby być pewnym takiej interpretacji, w dodatku do czytania teologicznych tekstów, wystarczy przeczytać rubryki mszału z okazji celebracji Mszy przez biskupa. W takim przypadku, biskup musi modlić się za Kościół "una cum ... me indigno famulo tuo" co nie oznacza "w łączności z ... mnie, twojego niegodnego sługę" (co nie ma sensu!) ale modli się "a także za ... mnie, twojego niegodnego sługę."

Ale czy św. Tomasz z Akwinu nie powiedział, że w kanonie nie powinno się modlić za heretyków?

- Św. Tomasz z Akwinu nie powiedział, że modlenie się za heretyków jest zabronione (Suma Teologiczna, III, Q79, A7 ad 2), chodziło mu tylko o to, że modlitwa nie będzie miała tego samego efektu co modlitwa za katolika.

Co powinniśmy sądzić o sedewakantyzmie?

- Sedewakantyzm jest teorią, nie do końca udowodnioną, i praktykowanie jej jest nieroztropne (a taka nieroztropność może mieć bardzo poważne konsekwencje). Dlatego arcybiskup Lefebvre nigdy nie przyjął takiego stanowiska, a nawet zabronił tego kapłanom Bractwa św. Piusa X. Powinniśmy mieć zaufanie do jego roztropności i tłumaczenia teologicznego. O. Muńoz zauważył i wskazywał, że żaden święty w historii Kościoła nigdy nie był sedewakantystą, kiedy wielu otwarcie i forsownie sprzeciwiało się błędom papieży. ZRÓBMY PODOBNIE!

Źródło informacji: http://www.rodzinakatolicka.pl

środa, 6 lutego 2008

Sedewakantyzm. Analiza teologiczna i kanoniczna, cz. I-III


8 listopada 1979 abp Lefebvre napisał w wewnętrznym biuletynie Bractwa „Cor Unum” następujące słowa:
Jak często w minionym dziesięcioleciu musiałem odpowiadać na pytania dotyczące ważkich problemów: Mszy św. i papieża. Udzielając odpowiedzi, zawsze starałem się kierować duchem Kościoła, zgodnie z jego wiarą, wyrażoną w kościelnych zasadach teologicznych, oraz z jego mądrością pasterską, wyrażoną w teologii moralnej i długim doświadczeniu historii Kościoła. Sądzę, że moje poglądy nie zmieniły się przez te lata i że wyraża je także większość kapłanów i wiernych przywiązanych do nienaruszonej Tradycji Kościoła. Muszę wyjaśnić, że te kilka słów, które można znaleźć poniżej, nie stanowi wyczerpującego studium tych zagadnień. Mają one na celu wyjaśnić nasze przekonania tak wyraźnie, żeby nikt nie pozostawał w błędzie co do oficjalnego stanowiska Bractwa.
W 25. rocznicę cytowanej deklaracji pragnę ofiarować naszym wiernym pewne narzędzia, które pomogą im lepiej zrozumieć oficjalne stanowisko Bractwa, wyrażone ustami jego czcigodnego założyciela. Wiele wydarzeń miało miejsce na przestrzeni tych dwudziestu pięciu lat. Wydaje się, że sytuacja w Kościele jest dziś o wiele gorsza niż w 1979 r. W miarę upływu lat liczba niesłychanych i szokujących wydarzeń zdaje się rosnąć z coraz większą prędkością. Pozwólcie, że przytoczę tylko kilka z nich: międzyreligijne spotkanie w Asyżu z 1986 r., powtórzone w r. 2002; porozumienie z Balamand, w którym Kościół oficjalnie porzucił misję nawracania członków Cerkwi prawosławnej; całkiem niedawno, w maju 2004, profanacja sanktuarium w Fatimie przez hinduistyczne akty kultu. Niektórzy z nas mogą się dziś zastanawiać, czy w obliczu tak szokujących faktów abp Lefebvre pozostałby przy stanowisku, które zajmował w r. 1979.

czwartek, 1 czerwca 2006

Dlaczego Bractwo św. Piusa X nie popiera sedewakantyzmu?



DLACZEGO BRACTWO ŚW. PIUSA X 

NIE POPIERA SEDEWAKANTYZMU?

wygłoszone 25 I 2004 r.

Do pobrania i odsłuchania w formacie MP3


3 MP3, 121 MB

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.