______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

poniedziałek, 30 września 2013

Zapomniane prawdy c.d.


Eucharystia podstawowym dogmatem wiary


Spora część spośród tzw. „konserwatywnych” katolików popełnia poważny błąd: chcąc zachować obecność Kościoła w zsekularyzowanych społeczeństwach, stara się zwiększać dumę wierzących z papiestwa, kształtując opinie tak, jak robią to laickie media – podkreślając człowieczeństwo papieża i zainteresowanie, jakim jest otaczany biskup Rzymu – zauważa w edytorialu redaktor „Radicati nella Fede”.

„Nie, to nie od papieża powinniśmy zaczynać ochronę naszego katolickiego życia: w istocie w żadnym wypadku od papieża, ale od Mszy świętej, od Eucharystii” – tłumaczy. Jak podkreślał opat trapistów w rozmowie z Clemenceau, to Eucharystia jest centralnym dogmatem katolicyzmu. „Papiestwo jest niczym innym jak nośnikiem słowa Chrystusa. To dzięki papiestwu wierni zachowują nienaruszenie dogmaty i moralność nauczaną przez Jezusa Chrystusa. To właśnie ta ochrona utrzymuje nas na właściwej drodze, ściśle określonej przez Boskiego Założyciela. Ale chodzi tylko o Chrystusa, Drogę, Prawdę i Życie” – tłumaczył mnich. „Chrystus nie jest istotą, która gdzieś zniknęła, ani też odległym bytem, o którym myślimy. On żyje. Żyje wśród nas. Jest obecny w Eucharystii. To dlatego Eucharystia jest podstawą, centrum, fundamentem religii. To z niej pochodzi wszelkie życie. Nie skąd inąd” – podkreślał.

„To jasne, że centralnym dogmatem chrześcijaństwa jest święta Eucharystia, wszystko zaczyna się od niej, nie inaczej… i jeśli maleje wiara w ten centralny dogmat, w Eucharystię, wszystko w Kościele i w chrześcijaństwie upada. Czy nie to miało miejsce w ciągu ostatnich lat?” – pyta włoski redaktor.

„Pomyślmy o naszych kościołach, w których Chrystus został „opuszczony”. Uczyniono wszystko, by usunąć z widzenia tabernakulum, zostało ono ukryte w podrzędnych miejscach posługując się wymówką, że dzięki temu wierni będą mieli lepszą możliwość adoracji. Kiedy tabernakulum pozostaje w centrum Kościoła, jest zasłaniane przez wszystko, stołem dla Nowej Mszy zagraconym rupieciami, co jasno ukazuje, poza złym smakiem, mentalny nieporządek katolicyzmu czasów, w których Eucharystia z pewnością nie jest centralnym dogmatem” – wskazuje.

„Pomyślmy o przyklęknięciach i kontemplacji, które praktycznie zniknęły z naszych Kościołów. W kościele należy koniecznie zachowywać ciszę, ponieważ Bóg jest obecny w tabernakulum. To On czyni naszą modlitwę prawdziwą” – kontynuuje.

„Drodzy bracia i siostry, czy tej wiary dalej doświadczamy w większości naszych kościołów? Czy Msza święta jest postrzegana jako Boska Ofiara Kalwarii? Kto z tą jasnością mówi o tym poza tak zwanymi „tradycjonalistami”? Czy jest jeszcze ktoś, kto mówiąc o Eucharystii wyraża się w ten sposób?” – czytamy na łamach „Radicati nella Fede”.

Marcin Luter słusznie mówił swoim zwolennikom, by nie walczyli z papiestwem, ale z katolicką liturgią – wtedy papiestwo upadnie samo. „To dlatego, z miłości do całego Kościoła, do Jego doktryny i dyscypliny, z miłości do Papieża, wikariusza Chrystusa na ziemi, jesteśmy wezwani zachowywać ryt Mszy ustalony przez Sobór Trydencki i Piusa V. Nie ma niczego bardziej naglącego” – tłumaczy.

Źródło informacji: http://www.pch24.pl

Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku


Feminizm jak choroba — trzeba z niego leczyć…


Ileż to razy miałyśmy wątpliwą przyjemność wysłuchiwania „męskich mądrości” w stylu: „Najlepszym przyjacielem człowieka jest pies i... kobieta”. Wynikają one bardziej z czystej głupoty, niż ze śledzonego pilnie przez feministki „historycznego kontekstu”, narzucającego cywilizacji zachodniej utożsamienie dwóch pojęć: „człowiek” i „mężczyzna”.

Jednak o wiele bardziej szokujący jest fakt pośredniej akceptacji takiej degradującej roli kobiety, sprowadzającej ją do animalistycznego funkcjonowania, przez współczesny ruch feministyczny.

Ruch ten uzurpuje sobie prawo do przemawiania w imieniu wszystkich kobiet. Feminizm od XIX wieku szermuje hasłami wyzwolenia kobiety z więzów patriarchalnego społeczeństwa, zbudowanego przez chrześcijaństwo. Doprowadziło to społeczeństwa zachodnie do zapaści, której zgubne efekty są łatwo zauważalne.

Zaś dla samych kobiet zakończyło się to zamknięciem w piekle obowiązkowej pracy zawodowej, odbywającej się kosztem wychowywania potomstwa i funkcjonowania rodziny. W tym kontekście musi dziwić rosnące zainteresowanie ruchem feministycznym w Polsce i szerząca się krzykliwa propaganda feministyczna w mediach. Warto przyjrzeć się bliżej feminizmowi i głoszonym przez niego poglądom.

Z księgarskiej półki c.d.


Josef Andreas Jungmann

LITURGIA PIERWOTNEGO KOŚCIOŁA
od czasów Grzegorza Wielkiego

Wydawnictwo Benedyktynów, Tyniec 2013
ISBN: 978-83-7354-483-3
Format: 145x210 mm,  s 504, op. miękka, cena 44,00 zł
Do nabycia w księgarni wydawnictwa

Dlaczego mamy zajmować się historią liturgii? Liturgia Kościoła katolickiego to budowla, w której nadal żyjemy i w istocie jest to ten sam budynek, w którym chrześcijanie żyli wiele wieków przed nami. Przez dwa tysiąclecia jego struktura stawała się coraz bardziej skomplikowana, wciąż przebudowywana i kształtowana, tak że plan budynku zaciemniał się do tego stopnia, że przestaliśmy się w nim czuć jak w domu, bo przestaliśmy go rozumieć. Musimy więc zapoznać się z planami, bo one powiedzą nam, jaki był prawdziwy zamysł dawnych architektów, a jeśli zrozumiemy ich intencje, nauczymy się bardziej cenić budowlę. A jeśli będzie konieczne dokonanie zmian struktur czy zaadaptowanie ich do potrzeb współczesnych ludzi, zrobimy to w taki sposób, żeby tam gdzie to możliwe nie utracić niczego z drogocennego dziedzictwa.

Książka została opatrzona posłowiem ks. Helmuta J. Sobeczko

*****


x. Bartłomiej Matczak

CIPRIANO VAGAGGINI OSB
I REFORMA LITURGICZNA

Wydawnictwo Benedyktynów, Tyniec 2013
ISBN: 978-83-7354-483-3
Format: 145x210 mm,  s. 386, op. miękka, cena 30,60 zł
Do nabycia w księgarni wydawnictwa

Konstytucja o liturgii, koncelebra, modlitwy eucharystyczne i wreszcie problematyka sakramentów i sakramentaliów – to tylko niektóre z elementów zaangażowania Cipriano Vagagginiego w Sobór Watykański II i związaną z nim Odnowę liturgiczną. Właściwe zrozumienie Vagagginiego jest szczególnie istotne w trwającej dyskusji nad stanem Kościoła i liturgii, która jest źródłem i szczytem jego życia.  Studium Vagagginiego pozwala zrozumieć sens i znaczenie tego wszystkiego co stanowi reformę liturgiczną. Książka ta jest próbą zmierzenia się z geniuszem teologii XX wieku, spotkaniem z mistrzem i ojcem teologii liturgicznej.

Ks. Bartłomiej Matczak, ur. 1978 roku, kapłan Archidiecezji Warmińskiej. Odbył studia na Papieskim Instytucie Liturgicznym św. Anzelma w Rzymie, gdzie uzyskał tytuł licencjacki. Doktoryzował się na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2011 roku pracuje jako wicerektor Wyższego Seminarium Duchownego Metropolii Warmińskiej.

Kim jest papież? - Dyskusja wokół 51 numeru Christianitas

Papież z końca świata, papież o swoistym stylu. Co wiemy o nim po pół roku od wyboru? Czy jest przeciwieństwem Benedykta XVI? Czy jest wskrzeszonym Janem Pawłem II? Czy jest młotem na tradycjonalistów? Czy jest już rozczarowaniem progresistów? I zupełnie na poważnie: czy Franciszek ma zbawić Kościół? I co to ma wspólnego z papiestwem?

Kim jest papież? - Dyskusja wokół Christianitas #51 10 września 2013 r.10 września 2013 r. w warszawskim Centrum Myśli JP2 na Foksal 11 dyskutowali:

o. Paweł Krupa OP
Pawel Milcarek, Christianitas
Arkadiusz Robaczewski, Centrum Kultury i Tradycji Wiedeń 1683
Tomasz Rowiński, Christianitas, Fronda

Jako wprowadzenie do dyskusji proponujemy lekturę tekstów Pawła Milcarka i Tomasza Rowińskiego (linki poniżej)

CAŁOŚĆ DO ODSŁUCHANIA PO KLIKNIĘCIU NA PONIŻSZĄ IKONKĘ

Zapomniane prawdy c.d.


Paweł Pomianek: Dlaczego pokochałem Mszę klasyczną


Swój wpis piszę w kontekście tego, co o w tekście Dlaczego chodzę na starą Mszę? napisał Michał Jędryka. W miarę możliwości zachęcam Czytelników do przeczytania w pierwszej kolejności tekstu p. Michała, który traktuję nie tylko jako inspirację do tego, co poniżej, ale też jako pewną bazę wiedzy. Te wszystkie teologiczne aspekty, o których p. Michał wspomniał, są bowiem bardzo istotne; jednocześnie ja pozwolę je sobie pominąć, ponieważ nie one w moim przypadku zadecydowały o tych zachwycie, radości, atmosferze podniosłości – które towarzyszą mi za każdym razem, gdy mam zaszczyt uczestniczyć we Mszy sprawowanej w starszej formie rytu rzymskiego.

Moja przygoda z Mszą klasyczną zaczęła się nie tak dawno. W tych dniach mija bowiem bodaj dokładnie 5 lat od pierwszego uczestnictwa. Msza klasyczna od razu mnie w pewien sposób zaintrygowała, aczkolwiek nie od razu mnie ku sobie porwała. Do kolejnego uczestnictwa popychała mnie raczej jej teologia, argumenty rozumowe, a nie sam fakt, że mógłbym tę Mszę określić jako – jak to się niekiedy mówi – „swoją Mszę”. Pamiętam, że kiedy na taką Mszę poszedłem po raz czwarty, to po raz pierwszy miałem poczucie, że dobrze w niej uczestniczę, że umiem śledzić teksty, że – mówiąc potocznie – wiem, co się dzieje. Tyle że… no właśnie: to było dobre przeżywanie tridentiny rozumiane na sposób dobrego przeżywania nowej Mszy, posoborowej.

Msza klasyczna za każdym razem inspirowała coraz bardziej, ale prawdziwy przełom w kwestii takiego wewnętrznego przekonania się do niej i prawdziwego – rzekłbym – rozkochania się w tej formie Mszy nastąpił wtedy, gdy odważyłem się wplatać do Mszy świętej osobistą modlitwę, przede wszystkim w czasie ciszy kanonu; gdy zamiast wnikliwie śledzić teksty Mszy odmawiane po cichu przez kapłana, zdecydowałem się skupić na samej istocie Mszy poprzez odmawianie piątej różańcowej tajemnicy bolesnej – tajemnicy Śmierci Pana Jezusa na Krzyżu.

To był prawdziwy skok w nieznane. Skok, po którym – jak się okazało – jakby bielmo spadło z moich oczu. Zacząłem wyzwalać się z nowoczesnych schematów reżimowego uczestniczenia we Mszy świętej: wstań, siad, spocznij, klękaj, szybko wstawaj, odpowiedz, naciśnij przycisk… Trochę tak to wygląda.

W niektórych wspólnotach dochodzi do takiego reżimu wspólnotowości, że członkowie wspólnoty stoją po przyjęciu Komunii świętej (przyjmowanej też obowiązkowo na stojąco), i dopiero gdy wszyscy przyjmą komunię – wspólnie klękają. A gdzie skupienie na żywym Bogu, którego przyjmuje się pod postacią Chleba? Dlaczego wspólnota jest wtedy ważniejsza? Na pewno nie na tym polega prawdziwa communio. Gdzie tutaj miejsce na „spotkanie z Bogiem”? – jak często określa się współcześnie Mszę świętą.

Ale wracam do wątku głównego. Przez wiele lat miałem często poczucie, że niedobrze przeżywam Mszę świętą, że nie mogę się skupić, że tak wiele słów gubię. Dopiero poznanie historii liturgii i nauczenie się prawdziwego uczestnictwa we Mszy Wszechczasów pokazało mi, że niekoniecznie problem tkwi we mnie, a może tkwić on w formie Mszy, w tym co nam zaproponowano, czy raczej do czego nas wtłoczono końcem lat sześćdziesiątych poprzedniego wieku. Po prostu poprzeczka w nowej Mszy jest postawiona za wysoko. To może jest odpowiednia Msza dla herosów wiary. Na pewno nie dla człowieka XXI wieku, który żyje w ciągłym rozproszeniu i zabieganiu. Nie da się bowiem skupiać na wszystkim, co się mówi w nowej Mszy, nie sposób wszystko percypować. A ciągły szum sprawia, że trudno jest się też naprawdę modlić. I niejednokrotnie ginie nam istota. Nigdy na przykład nie jestem się w stanie tak przygotować do przyjęcia Pana w Komunii świętej, jak wtedy, gdy jestem na Mszy trydenckiej, na której wszystko sprzyja skupieniu, bardzo osobistej relacji z Panem we wspólnocie wierzących – oto prawdziwa istota chrześcijańskiej wspólnoty.

Właśnie na tridentinie odkryłem prawdziwą wspólnotowość, jakiej łaknąłem od dawna. Dziś jest taka moda, że nawet podczas wspólnych adoracji cały czas musi ktoś albo coś śpiewać, albo wszyscy razem muszą coś głośno odmawiać. Nie ma mody na ciszę w czasie wspólnej modlitwy. Dlatego tak bardzo poraża, tak mocno dotyka cisza Kanonu – cisza Krzyża. I ta cicha modlitwa ludu, każdego człowieka z osobna; modlitwa włączająca się w Ofiarę Chrystusowej Męki. Nigdy, przenigdy człowiek nie może się czuć bardziej zaszczycony niż wtedy, gdy ma możliwość włączenia, wszczepienia tej swojej nędznej modlitwy tak bardzo po ludzku ograniczonej – w prawdziwą Ofiarę Chrystusa, która przewyższa wszelką rzeczywistość. Ofiara Chrystusa i cicha modlitwa poszczególnych członków wspólnoty… Każdy modli się inaczej, a jednak w tym momencie wszyscy zwracamy się ku Krzyżowi, weń jesteśmy włączeni. Modlitwa przemieniona przez Ofiarę Krzyża, złączona z modlitwą i cierpieniem Matki Bolesnej, uwznioślona – jak dym kadzidła unosi się ku Panu. A całe niebo – jak uczy katolicka teologia – modli się z nami, oddając cześć Panu. Czyż istnieje cudowniejsze doświadczenie prawdziwej, katolickiej wspólnoty, doświadczenie Kościoła w jego pełni? I czy można tego doświadczyć w szumie nowej Mszy?

Nie ulega jednak wątpliwości, że uczestnictwo w starej Mszy leczy również uczestnictwo w nowej. Pomaga naprawdę także na nowej Mszy skupiać się na istocie – na Ofierze Chrystusa oraz na Jego realnej obecności w Najświętszym Sakramencie.

Mówiąc prywatnie, jeśli chodzi o moje życie duchowe – uczestnictwo w starej Mszy porównałbym do ładowania akumulatora, a uczestnictwo w nowej do zostawiania samochodu z włączonymi światłami na parkingu. Gdy akumulator jest naładowany w pełni, można na chwilę samochód zostawić z włączonymi światłami i nic się nie stanie, silnik nadal będzie doskonale działał. Ale gdy zostawia się trzeci, piąty, kolejny raz bez doładowania, akumulator się wyczerpuje – a moje uczestnictwo we Mszy świętej staje się coraz bardziej jałowe. Akumulator domaga się ładowania – dusza domaga się Mszy klasycznej.

W starej Mszy dobre uczestnictwo jest jakby czymś naturalnym, bo wszystko co otacza, duch tej liturgii, sprzyja skupieniu. Uczestnictwo w nowej Mszy to ciągła walka o skupienie. Rzecz jasna walka warta jej podjęcia, bo Chrystus tak czy siak ofiaruje się także za mnie i chce do mnie przychodzić – ale jednak trudna walka, która w moim przypadku czerpie moc między innymi z uczestnictwa we Mszy klasycznej.

Myślę, że gdyby dziś ktoś odebrał mi starą Mszę, to byłby to dla mnie cios prosto w serce. Moja sytuacja byłaby wówczas bardzo podobna do tego, co w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poprzedniego wieku przeżywali konwertyci z protestantyzmu na katolicyzm. Ich świadectwa porażają bólem. Prawie zawsze w ich nawróceniu miała znaczącą rolę tradycyjna liturgia rzymska. Oni czuli się ludźmi wyzwolonymi z szumu liturgii protestanckiej do ciszy tradycyjnej liturgii katolickiej. Jakież było ich przerażenie, gdy parę lat później Kościół na nowo zakładał im niemal takie same kajdany, od jakich zdołali się uwolnić. Widać w tych świadectwach poczucie obcości we własnym domu.

Pozostając przy wątku wyzwolenia… Znając starą Mszę (i teologię, i z praktyki), nie dziwię się, że trafia na nią tak wiele osób związanych w Polsce z ruchem wolnościowym. Bo stara Msza to wolność – wolność modlitwy. O ile w nowej Mszy jest tylko jeden sposób dobrego uczestnictwa, o tyle starej Mszy można nabożnie słuchać, modląc się na dziesiątki sposobów.

Właściwie gdy myślę o przejściu Kościoła ze starej Mszy do nowej, to nasuwa mi się natychmiast cytat ze św. Pawła:

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! Oto ja, Paweł, mówię wam: Jeżeli poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda. I raz jeszcze oświadczam każdemu człowiekowi, który poddaje się obrzezaniu: jest on zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa. Zerwaliście więzy z Chrystusem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie, wypadliście z łaski. My zaś z pomocą Ducha, na zasadzie wiary wyczekujemy spodziewanej sprawiedliwości. Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość. Biegliście tak wspaniale! Kto przeszkodził wam trwać przy prawdzie? (Gal 5, 1-7).

Bo czy zmiana Mszy nie była poniekąd nałożeniem jarzma? Po co nam teraz skupienie na Chrystusie, skoro mamy głośne odpowiedzi i (pozornie) wszystko możemy zrozumieć? Po co nam Żywy Bóg, skoro mamy fajną wspólnotę?

Źródło informacji: http://pawelpomianek.salon24.pl

Niebo jest zaludnione polskimi chłopami


Niebo jest zaludnione polskimi chłopami

Niewątpliwie reforma kalendarza liturgicznego, zdewastowanie Mszy i wprowadzenie Novus Ordo Missae nie służą rozwojowi pobożności ludowej. Ale jednocześnie, zważywszy na to, co widziałem na Zachodzie i także na Wschodzie, polska religijność rzeczywiście nadal przedstawia się imponująco - mówi Adam Strug, pieśniarz i instrumentalista w rozmowie z Dominiką Krupińską.

Dyskoteka w kościele




78% Polaków nie miałoby nic przeciwko temu, aby byłe budynki sakralne były wykorzystywane jako muzea, teatry lub sale koncertowe. Jednocześnie 91 proc. sprzeciwia się otwieraniu w byłych kościołach kasyn, dyskotek lub restauracji - wynika z sondażu przeprowadzonego przez "Reader's Digest", 20 proc. Polaków zgodziłoby się, aby w byłym kościele stworzyć miejsce spotkań dla niechrześcijańskich wspólnot religijnych. 6 proc. Polaków nie miałoby nic przeciwko temu, aby w byłym kościele otworzyć sklep, centrum fitness lub warsztat samochodowy.

sobota, 28 września 2013

Ateizm urojony. Odkryj na nowo sens wiary!


Sławomir Zatwardnicki


ATEIZM UROJONY

"Ciemne postacie w historii Kościoła", Michael Hesemann /materiały prasowe

Wydawnictwo M, Kraków 2013
ISBN: 978-83-7595-641-2
Format: 140x202, s. 228, op. miękka, cena 22,41 zł
do nabycia w księgarni wydawnictwa

Książka ATEIZM UROJONY jest odpowiedzią na tezy współczesnego ateizmu, negującego istnienie Boga. Autor - znany publicysta - odpowiada między innymi na zarzuty Dawkinsa autora książki Bóg urojony.

Zatwardnicki, nawiązując do książki Dawkinsa, stawia  tezę,  że to nie Bóg, z którym walczą ateiści jest urojeniem, ale  jest nim  właśnie ateizm. 

Według autora wynika on ze  słabo umotywowanego intelektualnie wyboru życiowego, skierowanego  przeciwko Bogu.

W tekście  stykamy się ze  współczesnym obrońcą wiary, któremu przyszło wypowiadać się w nowych warunkach cywilizacyjnych. 

Zatwardnicki stawia pytania,  kogo i czego należy bronić - a przede wszystkim -  w czym tkwi istota głoszonej Dobrej Nowiny.



ZATWARDNICKI SŁAWOMIR - współpracownik portalu Opoka, autor wielu artykułów oraz kilku książek, ostatnio wydał Katolicki pomocnik towarzyski, czyli jak pojedynkować się z ateistą. Ukończył teologię na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Zaangażowany w działalność ewangelizacyjno - formacyjną. Żonaty, ma trójkę dzieci.

Afryka: Posługa sióstr ze zgromadzeń związanych z FSSPX



„Catholic Tradition in Africa” (ang. ‘Tradycja Katolicka w Afryce’). Tematem numeru z listopada ub.r. (11/2012) była posługa na Czarnym Lądzie pełniona przez zakonnice z trzech związanych z Bractwem tradycyjnych zgromadzeń zakonnych. W naszym serwisie w kolejnych odcinkach, opierając się na tekstach zawartych w „CTA”, zaprezentujemy działalność sióstr FSSPX, oblatek FSSPX oraz Misjonarek Jezusa i Maryi

Przeżyła aborcję


Czy można przeżyć aborcję? Giannie Jessen się udało. Nie bez uszczerbku na zdrowiu, ale jest szczęśliwa, że żyje i może działać w obronie milionów dzieci, którym się nie udaje.

Zapomniane prawdy c.d.

Pilniej strzeżcie też seminariów. Ojcowie Soboru Trydenckiego uczynili Was odpowiedzialnymi za ich zarządzanie. Muszą wychodzić z nich ludzie dobrze zaznajomieni zarówno z nauką chrześcijańską i kościelną, jak i z podstawami zdrowej doktryny. Tacy ludzie mogą się wówczas sami wyróżniać ze względu na swą pobożność i swe nauczanie.

W ten sposób ich urząd będzie świadectwem nawet dla tych, którzy są poza Kościołem, i będą oni zdolni obalić argumenty tych, którzy błądzą poza ścieżką sprawiedliwości.

Bądźcie bardzo ostrożni w wyborze seminarzystów, ponieważ zbawienie ludu zależy głównie od dobrych pasterzy. Nic bardziej nie przyczynia się do ruiny dusz jak bezbożni, słabi i nieuformowani klerycy.

Pius VIII, encyklika „Traditi Humilitati”

Piękno tradycyjnej liturgii c.d.





Zdjęcia pochodzą z facebook'owego profilu Populus Summorum Pontificum

Zawsze Wierni nr 5/2013 - W pułapce cywilizacji i kultury

ZAWSZE WIERNI
Nr 5/2013 (168)
Wydawnictwo Te Deum - Zawsze wierni, Warszawa 2013
ss. 160, format B6, miękka oprawa, cena 12,00 zł
ISBN 1427-7565

  • Artykuł wstępny ks. Karol Stehlin FSSPX: Chcesz zmienić świat? Walcz o swoją świętość!
  • Deklaracja biskupów Bractwa z okazji 25-lecia sakry
  • Wywiad Czy konsekracje biskupów były potrzebne?
  • Fotokronika Fotokronika Bractwa Św. Piusa X
  • Temat numeru ks. Karol Stehlin FSSPX: Niebezpieczeństwa i pułapki telewizji
  • Temat numeru ks. Franz Schmidberger FSSPX: Dziewięć argumentów przeciwko telewizji
  • Temat numeru Kultura dekadencji, absurdu i nicości
  • Temat numeru ks. Paul Robinson FSSPX: Niszczycielskie działanie portali społecznościowych
  • Temat numeru ks. Karol Stehlin FSSPX: Ideologia gender zapowiedzią totalnej destrukcji
  • Temat numeru Pierre Delops: Skazani na gry komputerowe i wirtualny świat?
  • Temat numeru Peter Chojnowski: Zanim włączycie internet — przeczytajcie!
  • Temat numeru ks. Karol Stehlin FSSPX: Absurd i destrukcja istotą nowoczesnej sztuki
  • Temat numeru Zofia Jodłowska: Feminizm jak choroba — trzeba z niego leczyć…
  • Temat numeru ks. Niklaus Pfluger FSSPX: Neopogaństwo, magia i satanizm w książce
  • Temat numeru ks. Antoni Szymański: Religia katolicka a kultura i cywilizacja
  • Temat numeru ks. Kazimierz Kowalski: Nauka św. Tomasza podstawą odrodzenia kultury
  • Temat numeru Feliks Koneczny: O kulturze i cywilizacji łacińskiej
  • Fotokronika Święcenia Polaków w Zaitzkofen
  • Wydarzenia Ecône: 25 lat „operacji przetrwania”
  • Analizy komentarze „Kościół soborowy” — co tak naprawdę wyraża to określenie?
  • Analizy komentarze Nie jesteśmy Kościołem równoległym
  • Analizy komentarze Czyżby koniec rozmów z Bractwem?
  • Życie duchowe bp Józef Sebastian Pelczar: Nie marnuj życia, nie przejmuj się światem
  • Z kalendarza liturgicznego Piotr Szczudłowski: Czas po Zesłaniu Ducha Świętego
  • Fotokronika ks. dk Szymon Bańka FSSPX: Akcja Jaworki, czyli wakacje w górach
  • List z Bajerza ks. Edward Wesołek FSSPX: Adoracja stworzenia

**********

Do nabycia w wybranych kioskach RUCH-u, KOLPORTER-a, EMPIK-ach i bezpośrednio u wydawcy

Mówmy o Vaticanum II w kontekście rezultatów


Sobór Watykański II nie należy do najbardziej udanych soborów z punktu widzenia Tradycji Kościoła. Dowodzi tego nowe ważne studium pióra ostatniego przedstawiciela wielkiej „rzymskiej szkoły teologicznej” ks. Brunera Gherardiniego, będące głęboką refleksją teologiczną nad naturą ostatniego soboru powszechnego i jego konsekwencjami w historii dzisiejszego Kościoła.

prof. Roberto de Mattei
Historyczna mowa wygłoszona w kurii rzymskiej 22 grudnia 2005 roku, w której papież Benedykt XVI zaproponował „ciągłość” Tradycji jako hermeneutyczne kryterium interpretacji Soboru Watykańskiego II, stanowiła punkt wyjścia dla nowego etapu historyczno-krytycznej refleksji nad soborem i jego konsekwencjami.

Ponownie na temat ostatniego soboru wypowiedział się Ojciec Święty 10 marca 2009 roku w liście dotyczącym zdjęcia ekskomuniki z biskupów wyświęconych przez abp. Marcela Lefebvre’a, stwierdzając, że niektórym z określających się mianem wielkich obrońców soboru trzeba też przypomnieć, że Vaticanum II zawiera w sobie całą doktrynalną historię Kościoła. Ten, kto chce być posłuszny soborowi, musi przyjmować wiarę wyznawaną w ciągu wieków i nie może podcinać korzeni zapewniających drzewu życie.

W mowie wygłoszonej podczas odbytego 16 marca 2009 roku plenarnego zgromadzenia Kongregacji ds. Duchowieństwa papież zwrócił uwagę na konieczność powrotu do nieprzerwanej Tradycji kościelnej oraz umożliwienia księżom, a zwłaszcza ich młodemu pokoleniu, właściwego odczytywania tekstów powszechnego Soboru Watykańskiego II i interpretowania ich zgodnie z bogatym bagażem doktrynalnym Kościoła. Papież Benedykt XVI, będąc jeszcze kardynałem, utrzymywał, że jedynym sposobem na nadanie Vaticanum II wiarygodności jest przedstawienie go jako części jedynej i ciągłej Tradycji Kościoła i jego wiary.

W sprzeczności z jednoznacznym stwierdzeniem Benedykta XVI, wedle którego sobór należy interpretować w kategoriach ciągłości z Tradycją Kościoła, a nie zerwania z nią, stoi postawa osób utrzymujących, iż sobór był rodzajem nowego zesłania Ducha Świętego, wydarzenia charyzmatycznego, które doprowadziło do odnowy w Kościele, uwalniając go od ciężaru Tradycji. Ważność soboru nie wynikałaby więc z wydanych przezeń dokumentów, ale z samego faktu, że został zwołany i się odbył. Boloński historyk Giuseppe Alberigo uważa, iż ważne jest, by uznać jakościowe pierwszeństwo soboru także przed wydanymi przez niego decyzjami, które nie powinny być odczytywane jako abstrakcyjne nakazy normatywne, lecz jako wyraz i przedłużenie samego soboru.

Sobór pastoralny, nie dogmatyczny

W debatę tę wpisuje się nowa książka ks. prałata Brunero Gherardiniego, Concilio ecumenico Vaticano II. Un discorso da fare, opublikowana nakładem wydawnictwa Zgromadzenia Franciszkanów Niepokalanej Casa Mariana Editrice we Frigento. O jej wartości, oprócz samej treści, stanowi także osoba autora, dziekana Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego, postulatora procesu kanonizacyjnego bł. Piusa IX, redaktora naczelnego czasopisma „Divinitas” oraz ostatniego przedstawiciela wielkiej „rzymskiej szkoły teologicznej”. Ponadto, znaczenie publikacji podnosi przedmowa pióra Maria Olivierego, biskupa Albengi oraz wstęp autorstwa arcybiskupa Alberta Malcolma Ranjitha, sekretarza Kongregacji ds. Kultu Bożego.

Główny temat tej pracy stanowi duszpasterska (pastoralna) natura soboru – kwestia, co do której zwolennicy różnych interpretacji są zasadniczo zgodni. Sobór Watykański II był soborem pastoralnym, jak zawsze nazywał go zarówno Jan XXIII, jak i Paweł VI oraz ich następcy, łącznie z obecnym papieżem. W sposób jasny i obiektywny autor wskazuje, co wynika z „pastoralności” Vaticanum II oraz w jaki sposób owa „pastoralność” – która zgodnie z ostatnią analizą stanowi relację Kościoła ze światem – odróżnia go od poprzednich soborów.

Sobór Watykański II, jako sobór pastoralny, pozbawiony był charakteru normatywnego w zakresie doktryny. Brak aspiracji normatywnych kłóci się jednak z przymiotnikiem „dogmatyczny”, którym sobór określił swe dwie ważne konstytucje: Lumen Gentium i Dei Verbum. W rzeczywistości – wyjaśnia ks. Brunero Gherardini – „konstytucjami dogmatycznymi” nazywa się je wyłącznie dlatego, że ponownie przyjmują one dogmaty przedstawione podczas poprzednich soborów jako prawdy wiary (str. 50-51). Fakt, iż jedynie dwa dokumenty Vaticanum II określono mianem „dogmatycznych”, wskazuje wyraźnie na to, że pozostałe dokumenty soboru nie miały takiego charakteru. Vaticanum II głosi oczywiście konkretną, niepozbawioną autorytatywności naukę, ale – jak tłumaczy ks. prałat Gherardini, jego nieporównywalne do wcześniejszych rozstrzygnięć doktryny nie są ani nieomylne, ani ostateczne, więc co za tym idzie, nie są również wiążące. Jeśli ktoś negowałby je z innych powodów, formalnie stałby się heretykiem. Natomiast jeśli ktoś narzucałby je jako nieomylne i ostateczne, sprzeciwiłby się samemu soborowi (str. 51).

Dozwolone jest przyznawanie Soborowi Watykańskiemu II charakteru dogmatycznego jedynie w zakresie, w którym uznaje on dogmaty zatwierdzone przez poprzednie sobory za prawdy wiary. Natomiast w żadnej mierze nie można uznać doktryn opracowanych przez Vaticanum II za dogmatyczne, ponieważ nie spełniają wymagań formalnych, więc są też pozbawione koniecznej voluntas definiendi (str. 51).

Nie chodzi jednak o to, aby ostatni sobór odrzucić lub go zdyskredytować. Chodzi jedynie o to, żeby poszanować jego naturę, nakazy, cele oraz duszpasterskość, czego domaga się sam sobór (str. 24).

Benedykt XVI jest zdania, że Sobór Watykański II powinno się interpretować w kategoriach Tradycji, abstrahując od intencji i konsekwencji samego soboru jako „wydarzenia”, i domaga się powrotu do prawdy tekstu. Tym niemniej, ks. prałat Gherardini uważa, że dokumenty soborowe zawierają niejasności i mogą być przedmiotem historycznej i teologicznej krytyki.

Typowego przykładu dostarcza konstytucja (nazwana „duszpasterską”) o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et Spes, z 7 grudnia 1965 roku. Słowo „duszpasterska” odnosi się do jej „humanistycznego”, opartego na sympatii, otwartości i zrozumieniu, podejścia do człowieka, jego historii i aspektów współczesnego życia i społeczeństwa ludzkiego, ze szczególnym uwzględnieniem problemów, które wydają się dziś najważniejsze.

Dokument ten przenika dziewiętnasto- i dwudziestowieczny mit Postępu – postępu kultury i instytucji (GS 53), postępu gospodarczego i społecznego (GS 66), postępu technicznego (GS 23) oraz ogólnie pojętego rozwoju ludzkiego (GS 37, 39, 53, 72). Chodzi tu o nowe pojmowanie chrześcijaństwa, które rozszerza swój zasięg, obejmując także „anonimowych chrześcijan” Karla Rahnera oraz „wierzących implicite” E. Schillebeeckxa, a ponadto chrześcijan dojrzałych zgromadzenia soborowego (str. 72).

Gaudium et Spes, mimo iż zawiera domyślnie doktrynę, jest jednak dokumentem duszpasterskim, a jego oddalające się od Tradycji Kościoła fragmenty pozbawione są charakteru wiążącego. Kiedy sam sobór mówi o sobie oraz o treści własnych dokumentów w kategoriach duszpasterskości, wyklucza w ten sposób jakiekolwiek intencje normatywne. I dlatego nie może uważać się za dogmatyczny, ani ktokolwiek inny nie może go takim uczynić (str. 23).

Paradoks soboru

Vaticanum II, w odróżnieniu od wszystkich innych soborów powszechnych w historii Kościoła, nie ma znaczenia doktrynalnego, a tym bardziej dogmatycznego, cechuje się natomiast nowością, jeśli chodzi o ruch i aktywność, jaką wniósł do życia Kościoła. I właśnie owo „podejście duszpasterskie” pragną uświęcić zwolennicy progresywizmu, przekształcając je w „dogmat”. Paradoks polega na tym, że pragną oni podnieść do rangi niepodważalnego dogmatu sobór, który w wyraźny sposób potwierdził, że nie miał zamiaru ogłaszać żadnych prawd absolutnych.

Tego, co duszpasterskie, nie rozpatruje się w kategoriach prawd, lecz konkretnych rezultatów. Bilans okresu posoborowego przedstawił po raz pierwszy właśnie kardynał Joseph Ratzinger, sprawujący ówcześnie funkcję Prefekta Kongregacji Nauki Wiary, pisząc w słynnym już Raporcie o stanie wiary:

Bezsprzecznie ostatnie dwudziestolecie było dla Kościoła katolickiego niefortunne. Skutki tego, co nastąpiło po soborze, są przeciwne oczekiwaniom wszystkich, także oczekiwaniom papieży Jana XXIII i Pawła VI. (…) Oczekiwano skoku w przód, a tymczasem nastąpiła dekadencja spod znaku rzekomego „ducha soboru”, natomiast jego prawdziwy duch został w ten sposób zdyskredytowany. (…) Kościół po soborze przypomina wielki plac budowy. (…) na tym placu zagubiono projekt budowy i każdy teraz ją kontynuuje wedle swego upodobania (str. 25).

Ks. Gherardini uważa podobnie, że destrukcja Kościoła, od Vaticanum II do dzisiaj, przybrała monstrualne rozmiary i dalej się pogłębia. Uważny obserwator, a przede wszystkim dojrzały katolik dostrzeże z łatwością tę klęskę, nawet w falach zalewającego nas relatywizmu, który porównałbym do błotnistego i niszczycielskiego tsunami (str. 93).

W zamykającej książkę Prośbie do Ojca Świętego autor wyjaśnia, jak ważna jest dogłębna i naukowa analiza zarówno pojedynczych dokumentów soboru, jak i ich całości, a także ich odległych i bliższych źródeł – analiza porównawcza względem pozostałych dwudziestu soborów, pozwalająca stwierdzić, czy Vaticanum II podąża za Tradycją w sposób mniej lub bardziej ewolucyjny, czy też częściowo lub w całości z nią zrywa. Sobór Watykański II nie należy bowiem do najbardziej udanych soborów w historii Kościoła i jego Tradycji.

Roberto de Mattei

Tekst ukazał się w nr. 11 dwumiesięcznika “Polonia Christiana”.

Encyklika Piusa XI Casti Connubi



Pius XI

ENCYKLIKA

CASTI CONNUBI

Do Czcigodnych Braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Ordynariuszy, utrzymujących pokój i jedność ze Stolicą Apostolska


O MAŁŻEŃSTWIE CHRZEŚCIJAŃSKIM NA TLE OBECNYCH STOSUNKÓW, POTRZEB, BŁĘDÓW I WYKROCZEŃ W RODZINIE I SPOŁECZEŃSTWIE.

czwartek, 26 września 2013

Książka, która powinna znaleźć się w księgozbiorze każdego katolika


Michael Hasemann


CIEMNE POSTACIE 

W HISTORII KOŚCIOŁA

"Ciemne postacie w historii Kościoła", Michael Hesemann /materiały prasowe

Wydawnictwo M, Kraków 2013
ISBN: 978-83-7595-677-1
Format: 140x202, s. 320, op. miękka, cena 35,91 zł
do nabycia w księgarni wydawnictwa 

Jeśli chcesz  poznać tajemnice pustego grobu? Dowiedzieć się  o domniemanej Ewangelii Judasza? Kim była papieżyca Joanna?

Na te i wiele innych pytań znajdziesz odpowiedź w tej książce.

CIEMNYCH POSTACIACH  HISTORII KOŚCIOŁA przedstawione zostały  nowe i stare legendy popularnych twórców. Autor stara się dociec kim były naprawdę owiane tajemnicą   kontrowersyjne postacie znane z wielu dotychczasowych publikacji. 


Oddawana do rąk Czytelnika książka  pozwoli na poznanie tajemnic związanych z historią Kościoła, umożliwi weryfikację posiadanej przez odbiorcę wiedzy, przyczyni się do umocnienia wiary.


FRAGMENT KSIĄŻKI

Wystarczył donos zazdrosnej sąsiadki, by uruchomić tryby maszynerii, z których nie było ucieczki. Oskarżoną kobietę aresztowano, zaciągano do ponurego lochu i tam, umieściwszy w żelaznej klatce, podciągano do góry, by nie miała kontaktu z mocami piekielnymi, pokonując w ten sposób czarodziejskie siły, o jakie ją posądzano.

(...)

Jeżeli nie przyznawała się podczas pierwszego przesłuchania, uciekano się do tortur za pomocą madejowego łoża i zgniatacza do kciuków, koła albo hiszpańskich butów. Najpóźniej wówczas, wyczerpana nieznośnym cierpieniem, okazywała chęć wyznania wszystkiego, co chcieli usłyszeć jej dręczyciele: detale obcowania z diabłem, nocne loty na miotle na sabatowe orgie, ciemne rytuały wyjaśniające nieszczęścia, jakie spadły na jej wieś. Jeśli dalej się wypierała, poddawano ją innej metodzie, na przykład sprawdzano, czy jeśli ukłuje się jej znamię, będzie odczuwała ból, lub też czy ze związanymi kończynami utonie w rzece.

Kiedy jej wina została uznana za dowiedzioną, poddawano ją kolejnym mękom, by poznać imiona pozostałych czarownic, które musiała spotkać na sabacie. Tym sposobem jeden proces pociągał za sobą kolejny i każdy podejrzewał każdego. Wynik był zawsze taki sam. Przyznanie się do winy wskutek tortur oznaczało dla oskarżonej wyrok śmierci. Przywiązaną do pala, obkładano ją wiązkami chrustu i palono publicznie żywcem.

Prześladowania czy też polowania na czarownice to bez wątpienia jeden z najciemniejszych rozdziałów w europejskiej historii - ale czy również w historii Kościoła? Czy Kościół katolicki faktycznie ponosi odpowiedzialność za jedno z największych przestępstw wczesnej nowożytności?

Wiara w czary i magię łączy wszystkie stare kultury, jednakże już prawo Mojżeszowe zabraniało Izraelitom uprawiania wróżbiarstwa i czarów (Kpł 19,26, Pwt 10,10) i nakazywało podejmowanie drastycznych środków w celu ich zwalczania: "Nie pozwolisz żyć czarownicy" (Wj 22,17), a prawo rzymskie jako karę za czarownictwo przewidywało spalenie żywcem. W pierwotnym Kościele zaś nie znajdujemy żadnych śladów wiary w czarostwo. Gdy w roku 415 chrześcijański motłoch z Aleksandrii zlinczował oskarżaną o uprawianie magii neoplatońską filozofkę Hypatię, oburzeni biskupi wspomnieli o "wielkiej hańbie", niemożliwej do pogodzenia z wiarą.

(...)

Gdy w 1525 roku w Rzymie odbywał się pierwszy proces o czary - i to przed miejskim sądem kryminalnym! - zainterweniował osobiście sam papież. Wprawdzie nie mógł zapobiec egzekucji kobiety, która przyznała się do winy, lecz bez szwanku wyszło z niego wiele mężczyzn i kobiet, po części mocno przez nią obciążonych; Klemens VII (1523-1534) bez namysłu polecił spalić protokoły przesłuchań.

W przypadku polowania na czarownice w Bitonto (Italia) Klemens VIII (1592-1605) zarządził śledztwo, które miała przeprowadzić inkwizycja rzymska. Wszystkich obwinionych przewieziono do Wiecznego Miasta, gdzie papież osobiście nadzorował procedury. W efekcie kobiety zostały uwolnione i zrehabilitowane. Biskup ordynariusz, który nakazał je torturować, został usunięty z urzędu, natomiast oskarżającym je współobywatelkom wytoczono proces o krzywoprzysięstwo, zabobon i zniesławienie. Odtąd rzymski trybunał inkwizycyjny uznał za regułę, że oskarżenie przez przyznające się do winy "czarownice" nie ma mocy prawnej. Jurysta zajmujący się na zlecenie papieża sprawą w Bitonto, Giulio Monterenzi, otrzymał polecenie przygotowania instrukcji prowadzenia procesu w sprawie o czary, i obowiązkiem każdego inkwizytora było jej przestrzeganie (...). Ten urzędowy dokument Watykanu potwierdza, że rzymska inkwizycja angażowała się na rzecz praw kobiet oskarżonych o czary, wypowiadała przeciwko wszelkiej histerii i w jednoznacznych słowach potępiała powszechne praktyki ich sędziów i oprawców!

Gdy inkwizytor z Mediolanu poinformował Rzym o lokalnym procesie czarownic, papież Paweł V (1605-1621) interweniował osobiście, aby nie wykonywano zasądzonych kar śmierci. Jego następca, Grzegorz XV (1621-1623), w bulli "Omnipotens Dei" (1623) ustalił, że wydanie czarownicy bądź czarownika "świeckiemu ramieniu sprawiedliwości" (a tym samym stracenie) tylko wówczas następuje prawomocnie, gdy oskarżony "jednej lub kilku osobom wyrządził swoimi urokami tak znaczne szkody, że spowodował śmierć".

To ograniczenie oraz obowiązująca procedura przyniosły pożądany skutek. Odtąd w strefie wpływów rzymskiej inkwizycji nie osądzono już ani jednej czarownicy, gdyż po zasięgnięciu opinii lekarza każdy zgon dawał się uzasadnić od strony medycznej. Dzięki przysłowiowej łagodności Świętego Oficjum obwiniani coraz częściej domagali się, by ich sprawa została przekazana do Rzymu, gdyż wiedzieli, że tam czeka ich uczciwy proces i najniższy wymiar kary.

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.