_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inkwizycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inkwizycja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 października 2014

6 mitów na temat Świętej Inkwizycji



Słysząc o Inkwizycji większość współczesnych ludzi przed oczyma wyobraźni widzi płonące stosy i miecze zakonników rozbijające głowy niewiernych. Nic bardziej mylnego – historia Inkwizycji to jedna z najbardziej kłamliwie zmitologizowanych opowieści w dziejach świata. Poznaj sześć głównych mitów na temat Świętej Inkwizycji. Nie daj się oszukiwać historycznym ignorantom!

piątek, 9 maja 2014

Święta Inkwizycja - kilka faktów




Obraz Inkwizycji, który funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni (jako synonim zła, zniewolenia myśli, czy wręcz totalitaryzmu) ukształtowany został nie w oparciu o rzetelne i wywiedzione ze źródeł historycznych opracowania (których jest coraz więcej ), ale wziął się m.in. z antykatolickich uprzedzeń obozu protestanckiego, a następnie został pogłębiony przez wrogi Kościołowi nurt ideologii oświeceniowej. Obraz ten utrwalony został w literaturze przez takich twórców, jak chociażby Dostojewski (vide: Wielki inkwizytor w „Braciach Karamazow”) czy Umberto Eco („Imię róży”), a także współczesnej produkcji filmowej. Ów ponury mit oparty na apriorycznych sądach, upowszechnia się w większości podręczników szkolnych, a także na łamach „popularnonaukowych” pism (np. „Mówią Wieki”, „Focus. Historia”). Trudno nie zgodzić się ze słowami Rafała A. Ziemkiewicza, który napisał jakiś czas temu: „Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile Księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z prawdziwą Mołdawią”.

czwartek, 1 maja 2014

Inkwizycja. Między mitem, a prawdą




Dominikanin, o. Paweł Krupa OP wygłosił 25 kwietnia wykład "Inkwizycja. Między mitem, a prawdą". Spotkanie odbyło się w ramach Dominikańskiej Szkoły Wiary w Zgierzu, w par. Matki Bożej Dobrej Rady.

wtorek, 18 lutego 2014

Czarna legenda inkwizycji




Propagowanie mitu inkwizycji jako zbrodniczej organizacji chrześcijańskiej staje się dla wielu sztandarowym dowodem na to, że prawdziwa wiara, gorliwość religijna i przywiązanie do dogmatów mogą stać się źródłem fanatyzmu i okrucieństwa wobec bliźnich, dlatego wiarę w Boga należy sprowadzić do sfery jak najbardziej prywatnej i osobistej. Tymczasem - w porządku doczesnym - powołanie powszechnych sądów kościelnych miało ukrócić samosądy na heretykach oraz uniezależnić dbanie o czystość doktryny wiary od częstokroć okrutnych sądów państwowych.

wtorek, 10 grudnia 2013

Adam Gwiazda: Obrona inkwizycji



Powiedzieć, że Inkwizycja jest najbardziej znienawidzoną instytucją Kościoła katolickiego, to powiedzieć banał. Wie to każdy, a szczególnie postępowy światek lewicowych intelektualistów, którzy twierdzą jak jeden mąż (niezależnie od przynależności partyjnej), że był to czarny okres w dziejach Kościoła. Można się tylko domyślać, jakie są tego powody. Być może pragną oni by teraz rozpoczął się okres czerwony, a może chcą tym figowym listkiem przykryć własny wstyd z powodu ideologicznego pokrewieństwa z prawdziwymi zbrodniarzami: Stalinem, Hitlerem czy Pol Potem. W tym celu wprzódy chytrze biorą się do negowania podziału na lewicę i prawicę zastępując go zupełnie fałszywym schematem demokracja - totalitaryzm. Fałszywym, bo przeciwieństwem demokracji jest autorytaryzm, a totalitaryzmu - wolność. Jednak uświadamiając sobie, że w worku z "totalitaryzmami" znalazłby się i tak jedynie lewicowe systemy, najpierw usiłują robić prawicowca z Hitlera, a kiedy to się nie udaje, zawsze mogą się odwołać do Inkwizycji i zakrzyknąć: "Patrzcie, nie tylko my!".

Cały ten hałas rozpoczął się w epoce Reformacji, a szczególnie głośny stał się za sprawą filozofów czasu "oświecenia". Ciekawe, że wyjątkowo namiętnie krytykowali Inkwizycję encyklopedyści, czyli ci, którzy przygotowali Rewolucję Francuską a w konsekwencji represje, terror i wojnę domową w Wandei z setkami tysięcy ofiar. Według zdania pewnego włoskiego profesora "jednego dnia Rewolucji Francuskiej popłynęło więcej krwi niż w całym średniowieczu". W istocie nie o ofiary tu chodzi, ale o wojnę idei, o atak na cywilizację chrześcijańską, której inkwizycja była jedną z najlepszych obrończyń. Lewica jak zwykle posługuje się swoją najlepszą bronią - propagandą, kłamstwem, kalumniami, przeinaczaniem. Dotychczas była to broń skuteczna, szczęśliwie tylko na krótki dystans. Wiele udało się już odkłamać, a prawda o jezuitach, krzyżowcach, templariuszach, albigensach etc. Zatacza coraz szersze kręgi. Warto przyjrzeć się wreszcie "czarnej legendzie" Inkwizycji i zobaczyć co naprawdę kryje się pod warstwą błota, którym hojnie ciska lewica.

Najsamprzód należy zauważyć, że Inkwizycja jest instytucją jak najbardziej naturalną. Co więcej, jest niezbędna w każdej społeczności, która pragnie zachowania własnego istnienia. Każde społeczeństwo nadzoruje i kontroluje tych, którzy pragną wywrócić do góry nogami jego porządek. I to nie jedynie tych , którzy negują jego podstawy w całości, ale choćby tylko po części, tych, którzy są nieposłuszni jednemu nawet prawu. Nikogo to raczej nie dziwi. Odwrotnie, byłoby dziwne, gdyby tak się nie działo - społeczność nie mogłaby wówczas istnieć i szybko zostałaby zniszczona przez wrogów ładu.

Inkwizycja w takim znaczeniu występuje pod wieloma różnymi nazwami. Wielkim Inkwizytorem w rodzinie jest ojciec, który czuwa nad żoną, dziećmi, służbą, wszystkimi domownikami. Upewnia się, czy wszystko jest w porządku, czy obowiązki zostały wykonane; a w razie potrzeby karze winnych. Starożytny Rzym znał prawo ius necis, które pozwalało ojcu ukarać nieposłusznego syna śmiercią. Prawo mojżeszowe nakazywało rodzicom niepoprawnego syna zgłoszenie tego sędziom, którzy mogli skazać go na ukamienowanie. Jednym słowem - inkwizycja domowa pozostawiała winnego wymiarowi publicznemu.

Inkwizycja występuje w każdym systemie rządów i w każdym państwie, niezależnie od ustroju: w monarchii czy republice, w demokracji czy autokracji. Wielkim Inkwizytorem rzymskim był cenzor. We współczesnych państwach funkcję tą pełnił minister wraz ze swoimi żandarmami i policjantami. Zabójców, czyli tych, którzy naruszają prawo do życia oraz złodziei, czyli tych, którzy naruszają prawo własności, zamyka się do więzienia i nie ma w tym nic dziwnego. Jest to samoobrona społeczeństwa. Według Fryderyka Bastiata prawo jest zorganizowaną sprawiedliwością, tzn. jednostki przekazują część swoich uprawnień państwu w celu obrony ich praw, jak to widzieliśmy wyżej. Znakomicie opisuje to zjawisko prof. Koneczny, który widzi w tym jeden z wyróżników cywilizacji łacińskiej. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się sprzeciwiał "prześladowaniu" przestępców lub upominał się o tolerancję dla ich odmiennych poglądów na sprawy społeczne. Trzeba po prostu bronić się przed nieprzyjaciółmi ładu, którzy chcą wywrócić do góry nogami panujący porządek rzeczy. Teologia moralna zna pojęcie "wroga publicznego", który wyłączony jest spod nakazu przykazania miłości bliźniego. A przecież prawo pozytywne to w końcu tylko zbiór przepisów ustalonych przez legistraturę, a jednak przestrzega się go tak rygorystycznie. O ileż ważniejsze jest nadrzędne prawo Boże, czy też prawo naturalne, jak kto woli.

Wreszcie sam Bóg zarządzając światem też posiada swoją inkwizycję. Składa się ona z rozesłanych wszędzie niewidzialnych agentów, którzy czuwają nad światem i ze wszystkiego zdają Mu sprawę. Stąd właśnie biorą się niespodziewane nawrócenia i nieoczekiwane poprawy wielkich grzeszników. Jeżeli zaś ktoś nie uzna za stosowne podporządkować się wyrokom niebieskim i nie poprawi się, czeka go sąd i wieczny wyrok, od którego nie ma już odwołania. Nie łudźmy się - Bóg jest nieskończenie miłosierny dla niewinnych dusz, ale wobec zbrodni Jego gniew jest nieunikniony. Sam też wykonuje wyroki. Wystarczy popatrzeć na ukaranych za niewierność Żydów, lub schizmatyków z Bizancjum i Bliskiego Wschodu, którzy wpadli w mahometańskie ręce. Oto Boża sprawiedliwość.

Średniowieczna Europa dobrze to wszystko rozumiała i dlatego podjęła pewne środki w celu zapobieżenia podobnemu nieszczęściu. W tamtym czasie realizowane były w praktyce ideały państwa chrześcijańskiego. Istotą tej Republica Christiana był Kościół katolicki - ludy, imperia, królestwa, republiki były żywymi członkami tego Kościoła, a prawem najwyższym była religia katolicka i to właśnie prawo stało na czele wszystkich innych. Kto nie był katolikiem, nie był obywatelem. Jest więc jasne i oczywiste, że wszystkie te organizmy w naturalny sposób czuwały nad zachowaniem wiary katolickiej i czyniły to wszystkimi przynależnymi im z natury środkami. Była to obrona nie tyle oficjalnej ideologii, co depozytu jedynej prawdziwej religii będącej fundamentem cywilizacji, której upadek groził powrotem do czasów barbarzyństwa. Trzeba pamiętać, że w tamtej epoce tzn. w XI i XII wieku, świat chrześcijański znajdował się w obliczu niebezpieczeństwa z dwu stron. Z zewnątrz zagrażała mu inwazja mahometańska, której okrucieństwo jest powszechnie znane. Aby uniknąć losu Północnej Afryki, która w czasach przedarabskich stanowiła żywą i kwitnącą oazę kultury chrześcijańskiej porównywalnej z Europą Zachodnią czasów św. Tomasza z Akwinu, a która została zmiażdżona przez walec islamskiej barbarii, Europa podjęła wielkie dzieło obrony tj. krucjaty i Rekonkwistę.

Natomiast nie mniejszą, a kto wie może nawet większą groźbą, była wewnętrzna konspiracja, która potem przerodziła się w otwartą kontestację cywilizacji chrześcijańskiej i jej wartości. Mam na myśli sekty gnostycko - maniheiskie, z których najbardziej znana i najbardziej agresywna była sekta albigensów zwanych też katarami. Nie miejsce tu na dokładne streszczanie ich doktryny, wystarczy tylko wiedzieć, że była to typowa dualistyczna herezja manihejska wywodząca się wprost od Maniego, tak doktrynalnie, jak i historycznie (poprzez bułgarskich bogomiłów). Atakowali oni nie tylko Kościół i wiarę katolicką, ale także porządek społeczny i państwowy. Negując m.in. sakrament małżeństwa, nad które wynosili konkubinat, podkopywali same fundamenty średniowiecznego społeczeństwa. Do połowy XII wieku Kościół nie zdawał sobie raczej sprawy z rosnącego zagrożenia i choć denuncjowano błędy doktrynalne (np. na synodzie w Reims w 1147 roku), nie przedsięwzięto żadnej akcji skierowanej bezpośrednio przeciw katarom. Wysyłano tylko misjonarzy, jak np. św. Bernarda czy św. Dominika, którzy głosili nauki ludowi i urządzali dyskusje z heretyckimi teologami i "biskupami". Tymczasem albigensi rośli w siłę - w szczytowym momencie było ich na południu Francji więcej niż katolików - i na "soborze" w Saint-Felix de Caraman w 1167 roku nadali temu nowemu Kościołowi ramy organizacyjne. Była to jawna próba zbudowania całkiem nowej cywilizacji, zasadniczo odmiennej od chrześcijańskiej i skrajnie wobec niej wrogiej. Szczególnie zagrożonym terenem była południowa Francja, obszar Langwedocji i Prowansji, gdzie znajdowało się Albi - główna twierdza heretyków, oraz Tuluza - siedziba książąt o prokatarskich sympatiach i zarazem polityczna stolica rebelii. Na stronę herezji przechodziły liczne osobistości, nawet biskupi i książęta, co stwarzało niebezpieczeństwo dla ładu państwowego.

W celu obrony przed tym wewnętrznym zagrożeniem, w 1177 roku na soborze w Weronie, papież Lucjusz III dał początki Inkwizycji. Był to jeden z pierwszych, choć nie najważniejszy akt; o wiele bardziej znany ze swojej walki z katarami jest Innocenty III, który najpierw wysłał do nich św. Dominika, a potem, już w okresie otwartej konfrontacji, rozpoczął krucjatę. Prowadzona przez Szymona de Monfort trwała od 1209 do 1244 roku i w rezultacie zakończyła się sukcesem. Właściwie to Innocenty III powołał inkwizycję do życia na Soborze Laterańskim IV w 1215 roku, a Grzegorz IX powierzył ją dominikanom w 1233, ale nie zmienia to faktu, że pierwsze i podstawowe zasady działania mieszczą się w tej konstytucji. Oto jej fragment:

"W celu zniesienia różnych herezji, które w naszych czasach zaczęły mnożyć się w wielu miejscach, winna obudzić się gorliwość ludzi Kościoła (...). Oto dlaczego, w obecności naszego drogiego syna, cesarza Fryderyka, w łączności z naszymi braćmi kardynałami, patriarchami, arcybiskupami i biskupami, a także licznymi książętami zgromadzonymi z różnych części świata, mocą autorytetu apostolskiego potępiamy ta konstytucją wszystkich heretyków jakiekolwiek imię by nosili, szczególnie katarów i patarenów, tych, którzy fałszywie nazywają się pokornymi [humiliaci] lub ubogimi z Lyonu; józefinów i arnoldystów."

Następnie konstytucja mówi o potępieniu ich za uzurpowanie sobie prawa do publicznego nauczania tego, co dotyczy wiary i sakramentów. W dalszym rzędzie potępia ogólnie wszystkich tych, którzy zostali określeni jako heretycy przez lokalnych biskupów lub inne władze kościelne oraz tych, którzy udzielają schronienia "doskonałym", bo tak nazywała się elita albigensów. A dlatego, że zwykła dyscyplina kościelna jest często lekceważona, ustanawia się specjalne przepisy, czyli pierwowzór inkwizycji właśnie. Następnie konstytucja opisuje kary, jakie mają być stosowane wobec heretyków i podejrzanych o herezję, przy czym najsurowsze z nich zarezerwowane zostały dla kleru, a świeccy mieli być karani jedynie w wypadku ponownego oskarżenia i udowodnienia winy. W dalszej kolejności wyznacza się biskupom lokalnym obowiązek corocznej wizytacji diecezji, podczas której mają brać udział w sądzeniu podejrzanych, a książętom i możnym poleca się współdziałać z Kościołem w celu zwalczania herezji. Kary przewidziane dla tych, którzy bądź to uznani zostaną za stronników sekciarzy, bądź odmówią poddania się sądowi, to ekskomunika, utrata funkcji kościelnych i beneficjów w wypadku kleru, infamia w wypadku świeckich i po zbawienie przywilejów handlowych w wypadku miast. Jak widać, konstytucja określa różne stopnie winy, od podejrzanego po powtórnie skazanego, i adekwatnie do tego stosuje kary duchowe, a dopiero gdy one nie skutkują, Kościół pozostawia winnych ramieniu świeckiemu, które wymierza kary doczesne mając świadomość, że duża część zatwardziałych przeciwników ładu jest niewrażliwa na te pierwsze.

Wszystko to nie jest niczym innym, jak tylko pełnieniem przez Kościół swojej normalnej misji, której istotą jest troska o zbawienie dusz i strzeżenie depositum fidei. Pasterz Bożej owczarni ma zadanie strzec jej nie tylko przed atakiem wilków, ale także przed niebezpieczeństwami wewnętrznymi, jak epidemie i zarazy. W tym celu musi od czasu do czasu przeprowadzać badanie (łac. inquisitio) w celu wykrycia i zapobieżenia śmiertelnej chorobie duszy, która niejednokrotnie bywa o wiele groźniejsza od choroby ciała. Tak jak papież jest głową całego Kościoła, tak biskup jest Wielkim Inkwizytorem w swojej diecezji; wskazuje na to zresztą samo znaczenie tego słowa: czuwający, nadzorca. To też nakazywał św. Paweł pisząc do swojego ucznia, Tymoteusza, który był biskupem Efezu, a mianowicie: strzec depozytu wiary, głosić prawdę i przeciwstawiać się fałszywej nauce, czyli gnozie (Tm 6,20-21). Dopiero kiedy biskupi wydają się niezbyt rzetelnie zajmować się swoimi obowiązkami albo, wręcz sprzeniewierzają się swojej misji, jak to miało miejsce w Langwedocji w czasie albigensów, na scenę wkracza Inkwizycja przez duże I.

Tak jak doktryna, tak i obraz praktyki inkwizycyjnej jest również mocno zafałszowany. Według lewicowej propagandy inkwizytorzy byli żądnymi krwi potworami, proces miał tylko jeden cel - uznanie podejrzanego winnym, a kończył się w jeden możliwy sposób - spaleniem na stosie. Oba te stereotypy są wierutną bzdurą: pięciu sędziów świętego Officium ze św. Dominikiem i św. Piusem V na czele, zostało kanonizowanych, z czego dwóch - św. Piotr z Werony i św. Piotr Arbues - to męczennicy zabici przez heretyków właśnie z powodu pełnienia tej funkcji. Oto jaki obraz "idealnego inkwizytora" kreśli w swoim słynnym podręczniku Bernard Gui, który w oczach lewicy wyrósł na symbol Czarnej Legendy i stał się przykładem domniemanego okrucieństwa (ostatnio na przykład w książce "Imię róży" Hubert Eco):

"Powinien być żarliwy i pilny w swojej gorliwości na rzecz prawdy religijnej, zbawienia dusz i tępienia herezji. Pośród trudności i przeciwieństw powinien zachować spokój, nigdy nie dać ponieść się złości ani oburzeniu. Powinien być nieustraszony, stawiać czoła groźnym sytuacjom aż do śmierci, ale nie ustępując przed niebezpieczeństwem nie powinien go prowokować poprzez nieroztropną śmiałość. Powinien pozostać nieczuły na prośby i względy tych, którzy próbują go zdobyć, tym niemniej nie powinien zatwardzać swojego serca i odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności. W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, nie dawać łatwo wiary temu, co wydaje się prawdopodobne, a co często bywa nieprawdziwe; ponieważ to, co wydaje się być nieprawdopodobne, na końcu często okazuje się być prawdą. Powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy. Niech umiłowanie prawdy, które zawsze powinno być obecne w sercu sędziego, jaśnieje w jego spojrzeniu, aby wyroki nie mogły nigdy sprawiać wrażenia podyktowanych przez pożądanie lub okrucieństwo."

Również sam przebieg procesu wyglądał nieco inaczej niż chciałaby mafia lewicowych historyków, od Duby'ego do Geremka. Po pierwsze sędziowie zawsze podawali do wiadomości oskarżonego stawiane mu zarzuty, dowody i świadectwa, jakie złożono przeciw niemu, a nawet nazwiska świadków, co nie zawsze było regułą w sądach świeckich albo w przypadku protestanckich procesów czarownic. W tym ostatnim wypadku istniał co prawda krótkotrwały wyjątek dla Kastylii i Aragonii, ale trzeba przyznać, że to jedynie z powodu wyjątkowo wielkiej liczby heretyków w tych krajach, którzy łatwo mogli zastraszyć świadków, skoro nawet dopuszczali się zabójstw sędziów. Oskarżony musiał być poddany przesłuchaniu, a prawo zobowiązywało inkwizytorów i lokalnych biskupów do asystowania przy nim, aby sama swoja obecnością wywierali łagodzący wpływ na rygory procesu. Do tego należy dodać, że trybunał nie mógł stawiać tego samego pytania więcej niż raz podczas jednego procesu, co było regułą w sądach świeckich. W ogóle były one o wiele surowsze niż sądy kościelne i Inkwizycja oznaczała raczej postęp prawny w odniesieniu do "prywatnego" ustawodawstwa antyheretyckiego niektórych książąt. Tym, który wprowadził karę śmierci za herezję był cesarz Fryderyk II w 1224 roku.

Warto przyjrzeć się też, jak kształtowały się wyroki, które zapadały w tych procesach. Z góry trzeba powiedzieć, że trybunał nigdy nie wydawał wyroku śmierci. Wydawany przezeń wyrok nie był niczym więcej jak tylko opinią kolegium sędziowskiego, które stwierdzało, czy oskarżony jest apostatą, heretykiem, czy ewentualnie powtórnym heretykiem. Wydanie takiego orzeczenia kończyło działalność trybunału, dalej jego kompetencje nie sięgały. Sprawą innych sądów, czysto świeckich, było zastosowanie przepisów prawa cywilnego, jak to i dziś czynią sędziowie po wysłuchaniu opinii ekspertów i sędziów przysięgłych. Inkwizytorzy nie wydawali więc bezpośrednio wyroków śmierci i nie byli odpowiedzialni za ostateczny kształt sentencji. Ale nawet i w takim wypadku ostatnie słowo należało do króla, który zachowywał przywilej prawa łaski.

Słynne auto-da-fe w rzeczywistości także wyglądało inaczej niż w lewicowych podręcznikach historii. Nie polegało ono na paleniu na stosie, ale było swego rodzaju obrzędem pokutnym, który ogłaszał po części uniewinnienie osoby fałszywie oskarżonej, a po części pojednanie się z Kościołem nawróconych penitentów. Było wiele takich auto-da-fe, w czasie których płonęła tylko świeczka w ręku ex-heretyka, znak wiary na nowo oświecającej jego serce. Lhorente, w celu udowodnienia wielkiej gorliwości Inkwizycji, podaje przykład wielkiego auto-da-fe 12 lutego 1486 roku w Toledo. Na liczbę 750 podsądnych ani jeden nie został skazany na śmierć! Podobnie w czasie następnych procesów 2 kwietnia (950 osób), 1 maja (750) i 10 grudnia (950) nikt nie został ukarany śmiercią. W tym okresie wydano wyroki ogółem na 27 osób. Do tego warto wiedzieć, że akurat Inkwizycja w Hiszpanii, jako instytucja królewska, zajmowała się także sądzeniem przestępców kryminalnych jak koniokradzi, złodzieje kościołów, świeccy uzurpujący sobie funkcje kościelne, sodomici, spowiednicy uwodzący penitentów, bluźniercy, rewolucjoniści, których także duża liczba mogła się znajdować pośród tych dwudziestu siedmiu.

Wspomniany już Bernard Gui, prawdziwy czarny charakter opracowań historii średniowiecza, był inkwizytorem w Tuluzie między 1307 a 1323 rokiem. Uważany jest powszechnie za krwawego oprawcę i takim go ukazuje film i powieść "Imię Róży". Tymczasem tylko jeden prowadzony przez niego proces na sto kończył się wyrokiem śmierci. Nie jest to imponująca liczba. Podobne proporcje zachowywała "krwawa" inkwizycja hiszpańska w ciągu 160 lat (od 1540 do 1700) osądziła 49 tysięcy spraw zachowując podobną proporcję wyroków śmierci - 490 w ciągu 160 lat!

Na końcu spojrzeć należy na ogólny bilans Inkwizycji, najlepiej widać jej efekty na przykładzie Hiszpanii. Wtedy, kiedy ona istniała, kraj ten był prawdziwą potęgą rywalizującą z całą Europą w żegludze i podbojach. Nad jej posiadłościami nigdy nie zachodziło słońce, a król Hiszpanii był władcą połowy świata. A kiedy Inkwizycja została zniesiona ? Hiszpania straciła Amerykę i do tego rozpoczęły się kłopoty na własnym terytorium. Można podać także kontrprzykłady. Czymże był okres triumfów Hiszpanii dla Anglii, Francji i Niemiec ? Wiekami wojen religijnych, które pogrążyły Europę w chaosie: rozpętana przez Lutra wojna trzydziestoletnia i wojny chłopskie, wojny domowe i rewolucje, noc św. Bartłomieja, zabójstwo Marii Stuart, Henryka III, Henryka IV, Karola I, księcia Orańskiego, Ludwika XVI, Marii Antoniny i innych. Kraje te nie posiadały w tym okresie Inkwizycji. A Polska, kraj tolerancyjny, państwo bez stosów ? Zniknęła z mapy ...

Znakomitą pointą może być opinia Jakuba Balmesa:

"Jest prawdą, że Papieże nie głosili, tak jak protestanci powszechnej tolerancji, ale to fakty pokazują różnicę między Papieżami a protestantami. Papieże, uzbrojeni w trybunał nietolerancji, nie przelali jednej kropli krwi; protestanci i filozofowie rozlali jej strumienie. Jakie to ma znaczenie dla ofiary, że jej kat głosi tolerancję ? To tylko dodawanie do męczarni gorzkiego sarkazmu. Powściągliwość Rzymu w używaniu Inkwizycji jest najlepszą apologią katolicyzmu wobec tych , którzy nazywają go barbarzyńskim i krwawym."

Pierwotnie tekst ukazał się na stronie Organizacji Monarchistów Polskich

sobota, 30 listopada 2013

Józef de Maistre: O Inkwizycji hiszpańskiej



Wielkim klęskom politycznym, a zwłaszcza gwałtownym atakom na państwo można zapobiec lub odeprzeć jedynie za pomocą równie gwałtownych środków. Prawda ta należy do najbardziej niezaprzeczalnych aksjomatów politycznych. Przy wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwach wszystko sprowadza się do owej formuły rzymskiej: Videant consules, ne respublica detirementum capitat. Co zaś do środków to (wyjąwszy zbrodnię) najlepszy jest ten, który jest skuteczny. [...]

W Hiszpanii i Portugalii -jak i gdzie indziej -dają spokój każdemu, kto siedzi spokojnie, głupiec zaś, co dogmatyzuje czy zakłóca porządek publiczny, sam jest sobie winien; nie znajdzie pan żadnego narodu już nie powiem chrześcijańskiego, nie powiem katolickiego, ale po prostu cywilizowanego, który nie karałby śmiercią za poważny zamach na jego religię. I cóż za znaczenie ma nazwa trybunału, który winien karać występnych. Ważne jest, że wszędzie są i wszędzie powinni być karani. Nikt nie ma prawa domagać się odpowiedzi od królów Hiszpanii, dlaczego spodobało im się wyznaczać akurat taką karę za taki to występek. Oni sami najlepiej wiedzą, co mają robić: znają swoich wrogów i zwalczają ich tak, jak to uważają za właściwe. Jedyną istotną kwestią, kwestią niezaprzeczalną jest to, że za zbrodnie, o których mowa, wymierza się karę wyłącznie na zasadzie praw powszechnych i znanych wedle stałych formuł, przez legalnych sędziów, którzy całą swą moc czerpią od króla i nie są zdolni uczynić nic wbrew niemu. Przy takim założeniu wszystkie deklamacje upadają i nikt nie ma prawa się skarżyć. Człowiek ma rację, że lęka się być sądzonym przez człowieka: zna on siebie i wie, do czego jest zdolny, gdy go porywa lub zaślepia namiętność; lecz prawu każdy powinien się podporządkować spokojnie, ponieważ najlepsza rzecz na jaką stać naturę ludzką, to powszechna, oświecona i bezstronna wola prawodawcy postanowiona wszędzie w miejsce osobistej, ślepej i namiętnej woli człowieka.

Jeżeli tedy prawo hiszpańskie, ustanowione dla wszystkich, orzeka karę wygnania, więzienia, czy nawet śmierci wobec jawnego i publicznego przeciwnika jakiegoś hiszpańskiego dogmatu, nikt nie powinien żałować złoczyńcy, który na te kary zasłużył, a nawet on sam nie ma prawa się skarżyć: miał przecież taki prosty sposób, aby ich uniknąć -milczeć. [...]

[...] Herezjarchów, upartych heretyków, głosicieli herezji trzeba zaskarżyć bezsprzecznie do rzędu największych zbrodniarzy. Zwodzi nas w tej kwestii to, że nie potrafimy wstrzymać się od wydawania sądów w sprawach religii z obojętnością, właściwą dla naszego wieku, podczas gdy miarą dla nas winna być raczej owa dawna gorliwość, którą można sobie nazywać fanatyzmem: słowo nie zmienia w niczym rzeczy. Nowoczesny sofista, który rozprawia do woli w swoim gabinecie, niewiele przejmuje się tym, że argumenty Lutra wywołały wojnę trzydziestoletnią, ale dawni prawodawcy, zdając sobie w pełni sprawę, jak drogo mogą ludzi kosztować owe zgubne doktryny, jakże słusznie wymierzali karę mąk śmiertelnych za zbrodnię, zdolną wstrząsnąć do podstaw społeczeństwem i skąpać je we krwi.

Pewnie, że dzisiaj mają mniej powodów do niepokoju, ale gdy się pomyśli, że trybunał Inkwizycji zapobiegłby z całą pewnością rewolucji francuskiej, trudno orzec, czy władca, który pozbawia się bez zastrzeżeń tego narzędzia, nie zadaje aby ludzkości śmiertelnego ciosu. [...]

Zabrakłoby istotnego punktu w apologii Inkwizycji, gdybym nie zwrócił pańskiej uwagi na wpływ, jaki wywarła ta instytucja na charakter hiszpański. Jeśli naród zachował swe maksymy, swą jedność i ten duch publiczny, który go uratował zawdzięcza to wyłącznie Inkwizycji. Niech pan spojrzy na tę całą zgraję adeptów nowoczesnej filozofii: co przynieśli oni Hiszpanii? Zło i tylko zło. To oni wzywali tyranię bądź paktowali z nią, to oni zalecali półśrodki, poddanie się okolicznościom, ostrożność, słabość, opieszałość, umiarkowanie, gdy trzeba było rozpaczliwego oporu i niezachwianej wierności. Jeśli Hiszpania miałaby zginąć, to właśnie przez nich. Mnóstwo ludzi powierzchownych sądzi, że została ona uratowana przez Kortezy, podczas gdy naprawdę stało się to wbrew Kortezom, które krępowały Anglików znacznie bardziej niż mogli to wyjawić ze względów politycznych. To lud zdziałał wszystko i nawet gdyby znaleźli się w partii filozoficznej i między wrogami Inkwizycji prawdziwi Hiszpanie, zdolni do poświęcenia się za ojczyznę, czegóż dokonaliby bez ludu? A cóż zdziałałby z kolei lud, gdyby nie kierowały nim idee narodowe, zwłaszcza zaś to, co określa się mianem przesądu? Jeśli chcecie zgasić ten entuzjazm, który jest natchnieniem dla wielkich myśli i wielkich czynów, zmrozić serca i w miejsce płomiennej miłości ojczyzny postawić egoizm, zabierzcie ludowi jego wiarę i uczyńcie go filozofem. [...]

Aby dopełnić mego wyznania wiary, panie hrabio, muszę na zakończenie tych listów oświadczyć panu, że jak śmiertelny wróg wszelkiej przesady daleki jestem od tego, by wzbraniać się przed jakimkolwiek ustępstwem i przez to szkodzić swojej sprawie. Pragnąłem tylko dowieść, że Inkwizycja sama w sobie jest instytucją zbawienną, która oddała Hiszpanii niezwykłej wagi usługi, a którą sekciarski i filozoficzny fanatyzm wyszydził i haniebnie spotwarzył. Na tym poprzestaję i nie mam bynajmniej zamiaru usprawiedliwiać nadużyć. Jeśli Inkwizycja niekiedy zbytnio tłumiła umysły, jeśli była niesprawiedliwa, jeśli okazała się zbyt podejrzliwa czy sroga (a oświadczam, że mi o czymś takim absolutnie nic nie wiadomo), gotów jestem potępić wszystko, co godne potępienia. Lecz nie doradzałbym nigdy żadnemu narodowi zmieniać swych starodawnych instytucji; u ich podstaw tkwią zawsze głębokie racje i prawie nigdy nie daje się ich zastąpić przez coś równie dobrego. Nic nie dzieje się przez przypadek, nic nie dzieje się bez racji. Człowiek, gdy niszczy, jest tylko energicznym dzieckiem, wzbudzającym litość. Zawsze, ilekroć zobaczy pan, że jakaś wielka instytucja czy jakieś wielkie dzieło uznane jest przez narody, a zwłaszcza przez Kościół, jak na przykład rycerstwo, zakony religijne: żebracze, nauczające, kontemplacyjne, misyjne, wojskowe, szpitalne etc., odpusty powszechne, wyprawy krzyżowe, misje, Inkwizycja, etc., niech pan to wszystko zaaprobuje bez wahania, a niebawem analiza filozoficzna wynagrodzi pańskie zaufanie, dostarczając pełnego dowodu ich zasług. Powiedziałem panu to już raz i nic nie jest bardziej prawdziwe: gwałt można odeprzeć tylko gwałtem.

Lettres d'un gentilhomme russe sur l'Inquisition espangole. Ouveres, t. III, s. 292, 318-320, 323-4, 352-3, 358-9, 393-4.

(tłum. J.Trybusiewicz)

środa, 24 sierpnia 2011

Monty Python - Hiszpańska Inkwizycja

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.