______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

piątek, 21 grudnia 2018

Zapomniane prawdy: (...) prawdziwymi bowiem przyjaciółmi ludu nie są ani rewolucjoniści ani nowatorowie, lecz tradycjonaliści.





Doktryna zaś katolicka uczy, że pierwszy obowiązek miłości nie polega na tolerancji błędnych przekonań, choćby najbardziej szczerych, ani na obojętności teoretycznej czy praktycznej dla błędu lub występku, w którym widzimy pogrążonych braci naszych, lecz na gorliwości o ich podniesienie umysłowe i moralne, nie mniej jak o ich dobrobyt materialny. Ta sama doktryna katolicka uczy nas również, że źródło miłości bliźniego znajduje się w miłości Boga, wspólnego Ojca i wspólnego celu całej rodziny ludzkiej i w miłości Chrystusa, którego jesteśmy członkami, tak że wspomożenie nieszczęśliwego jest to wyświadczenie przysługi samemu Chrystusowi. Wszelka inna miłość jest złudzeniem lub uczuciem jałowym i przemijającym.

Nie, Czcigodni Bracia, nie ma prawdziwego braterstwa poza miłością chrześcijańską, która z miłości dla Boga i Syna Jego, Jezusa Chrystusa, naszego Zbawcy, obejmuje wszystkich ludzi, by wspomóc ich wszystkich i wszystkich doprowadzić do tej samej wiary i tego samego szczęścia w niebie.

Lecz jeszcze dziwniejsze, jednocześnie przerażające i zasmucające, jest umysłowe zuchwalstwo i lekkomyślność ludzi, którzy, nazywając siebie katolikami, marzą o przerobieniu społeczeństwa w podobnych warunkach i o ustanowieniu na ziemi, ponad Kościołem Katolickim, "królestwa sprawiedliwości i miłości", przez robotników, przybyłych zewsząd, ze wszystkich religii lub bez religii, z przekonaniami lub bez przekonań, byleby tylko zapomnieli tego, co ich dzieli, tj. swych przekonań religijnych i filozoficznych, a oparli swą akcję na tym, co ich jednoczy, tj. na szlachetnym idealizmie i siłach moralnych, zaczerpniętych "gdzie kto może". Gdy się pomyśli, wiele to dla ustanowienia społeczeństwa chrześcijańskiego potrzeba było sił, nauki, cnót nadprzyrodzonych, cierpień milionów męczenników, światła Ojców i Doktorów Kościoła, poświęcenia wszystkich bohaterów miłości, potężnej hierarchii, pochodzącej z nieba, potoków łask Boskich, a wszystko to zbudowane zjednoczone i przeniknięte życiem i duchem Chrystusa Pana, Mądrości Bożej, Słowa Wcielonego - gdy się pomyśli, mówimy, o tym wszystkim, przerażenie zdejmuje na widok nowych apostołów, zacietrzewiających się w usiłowaniach robienia lepiej przez oparcie akcji na czczym idealizmie i cnotach obywatelskich. Co oni stworzą? Co wyjdzie z tego współpracownictwa? Gmach, zbudowany tylko ze słów i chimery, gdzie, zmieszane w czarującym nieładzie, błyszczeć będą słowa: wolność, sprawiedliwość, braterstwo, miłość, równość i wyniesienie człowieka, wszystko oparte na źle zrozumianej godności ludzkiej. Będzie to ruch hałaśliwy, bezowocny dla zamierzonego celu, a którym posłużą się mniej utopistyczni agitatorowie mas.

Jest to w modzie wśród pewnych środowisk, że, jak tylko przystępuje się do kwestii społecznej, naprzód usuwa się Bóstwo Chrystusa, następnie zaś mówi się tylko o Jego najwyższej łaskawości, o Jego współczuciu dla wszystkich nędz ludzkich, o Jego naglących upomnieniach do miłości bliźniego i do braterstwa. Zapewne, że Chrystus Pan umiłował nas miłością bezmierną, nieskończoną; że zstąpił na ziemię cierpieć i umrzeć, by, zjednoczeni wokoło Niego w sprawiedliwości i miłości, ożywieni tymi samymi uczuciami miłości wzajemnej, wszyscy ludzie żyli w szczęściu i pokoju: lecz za warunek osiągnięcia tego szczęścia doczesnego i wiecznego najwyższą powagą Swoją postawił należenie do Jego owczarni, przyjęcie Jego doktryny, praktykowanie cnoty i poddanie się nauczaniu i kierownictwu Piotra i następców jego. Następnie, jeśli Pan Jezus był dobry dla zbłąkanych i grzeszników, to bynajmniej nie w tym znaczeniu, by miał szanować ich błędne przekonania, chociażby nawet wydawały się najszczersze; lecz miłował ich wszystkich, by ich nauczyć, nawrócić i zbawić. Jeśli wzywał do Siebie, by im ulżyć, wszystkich pracujących i cierpiących, to nie po to, by głosić im zawiść chimerycznej równości. Jeśli podnosił pokornych, to nie po to, by natchnąć ich uczuciem godności niezależnej i buntowniczej wobec posłuszeństwa. Jeśli Serce Jego przepełnione było łaskawością dla dusz dobrej woli, to jednak zarówno potrafił On zapalać się świętem oburzeniem przeciwko profanatorom domu Bożego, przeciwko nędznikom, gorszącym maluczkich, przeciwko władzom, obarczającym lud ciężkimi brzemionami, których nawet palcem nie tkną same. Chrystus byt zarówno nieugięty, jak słodki; karcił groził, karał, wiedząc i ucząc nas, że często bojaźń jest początkiem mądrości i że niekiedy wypada odciąć członek, by uratować ciało.

Zresztą Chrystus bynajmniej nie zapowiadał, że w przyszłym społeczeństwie panować będzie szczęśliwość idealna, wolna od wszelkiego cierpienia; lecz nauką i przykładem wskazał drogę możliwego szczęścia na ziemi i doskonałego szczęścia w niebie: królewską drogę Krzyża. To są nauki, które błędem byłoby stosować tylko do życia indywidualnego, pod względem wiecznego zbawienia; to są nauki w najwyższym stopniu społeczne, które nam ukazują w Chrystusie Panu coś innego, niż humanitaryzm bez konsystencji i powagi.

Niech jednak kapłani owi nie dozwolą, by miraż fałszywej demokracji zabłąkał ich w labiryncie opinii współczesnych; niech od retoryki najgorszych wrogów Kościoła i ludu nie zapożyczają emfatycznego języka, pełnego obietnic, zarówno górnobrzmiących, jak nieziszczalnych. Niech będą przekonani, że kwestia społeczna i nauki społeczne nie zrodziły się wczoraj; że po wszystkie czasy Kościół i państwo, w szczęśliwym porozumieniu, w tym celu powoływały do życia owocne organizacje; że Kościół, który nigdy nie zdradził szczęścia ludu przez kompromitujące alianse, nie ma potrzeby zrywać z przeszłością i wystarcza mu wznowić, z pomocą prawdziwych szermierzy odnowienia społecznego, organizmy, zniesione przez Rewolucję, i przystosować je, w tym samym duchu chrześcijańskim, który był ich natchnieniem, do nowego środowiska, jakie stworzyła ewolucja materialna społeczeństwa współczesnego; prawdziwymi bowiem przyjaciółmi ludu nie są ani rewolucjoniści ani nowatorowie, lecz tradycjonaliści.

Św. Pius X,  Encyklika Notre Charge Apostolique 
o błędach Sillonu z dnia 25 VIII 1910 r.

czwartek, 20 grudnia 2018

George W. Kosicki CSB: Walka szatana wypowiedziana Niewieście



Na naszych oczach realizuje się treść dwunastego rozdziału Księgi Apokalipsy: trwa opisana w nim walka szatana z Niewiastą i jej potomstwem. Walka trwa, ale zwycięstwo zostało przyobiecane Niewieście (zob. Rdz. 3,15). Szatan i jego aniołowie zostali strąceni z nieba (zob. Ap. 12,7-8) i obecnie walka rozgrywa się na ziemi (zob. Ap. 12,9). To co już dokonało się w niebie, dokona się też na ziemi. Walka duchowa obejmuje wszystkie karty Pisma Świętego, poczynając od Księgi Rodzaju, a kończąc na Apokalipsie św. Jana.

Dziś walka ta jest szczególnie bolesna. Podejmuje się zmasowane napaści na kobiety, ich seksualną-tożsamość i rolę, a wszystko po to, by zwalczyć wyjątkowe zadanie zlecone kobiecie - "matce życia". Walka wypowiedziana kobiecie zaniepokoiła i poruszyła głęboka kobiety obecnego pokolenia. Zresztą nie tylko kobiety, zareagowało bowiem i wielu mężczyzn. Powstało tak wielkie zamieszanie, iż ludzie zwalczają się nawzajem, a nikt nie potrafi wskazać na naszego rzeczywistego nieprzyjaciela; większość nawet nie wie o jego istnieniu.

Szatan do tego stopnia zamącił w ciągu stuleci ludzkie umysły, że dziś potrafi już z łatwością zaatakować samą tożsamość mężczyzny i kobiety, nie ujawniając swej własnej tożsamości nienawistnego wroga!

Toczona walka wydaje się naszym oczom tak bardzo niejasna, że nie potrafimy nawet wprost o niej rozmawiać. Nasze słownictwo uległo pomieszaniu przez nadanie słowom nowych znaczeń. Język i zasady gramatyki uległy zniszczeniu tak samo jak wzajemne zaufanie. Konkurencja, niezależność kosztem drugiego wyznaczają bardziej styl komunikacji międzyludzkiej aniżeli współczucie, zrozumienie, dodawanie otuchy, wzajemna pomoc i współpraca. Nawet w chwili, gdy piszę te słowa, nie mam zbyt wielkiej nadziei, by "kobieta wyzwolona" mogła przyjąć przekazywane przeze mnie treści, a może nawet i nie zechce z nimi zapoznać. Ale przecież trzeba głosić naukę o walce, jaką szatan wypowiedział kobiecie. Zły atakuje kobiety, kwestionuje zadania wynikające z ludzkiej płodności, płciowość i samą wartość życia. 

Konsekwencją tego szatańskiego ataku jest zmiana moralności seksualnej i inne spojrzenie na cel pożycia, na kwestię regulacji poczęć, aborcję, cudzołóstwo, rozwody, życie rodzinne, eutanazję, manipulację genetyczną in vitro. To również rewolucyjne tendencje niektórych kobiet ze świeckich ruchów wyzwolenia, eksplozja pornografii i kultu przemocy ukazywane w środkach masowego przekazu, lekceważenie wartości życia ludzkiego, co przejawia się w zwiększeniu potencjału broni nuklearnej i narastaniu politycznej niesprawiedliwości w świecie. Musimy przeanalizować bliżej tę olbrzymią listę i znaleźć "korzenie zła", by w ten sposób odkryć sposób działania  i cele ataku szatana.

W swym Raporcie o stanie wiary kardynał Ratzinger wskazuje nam na cel ataku Złego i mówi o rozejściu się dróg płciowości i prokreacji ludzkiej. Tłumaczy dalej, iż odrębność każdej z płci została zakwestionowana, że mężczyzna przejmuje rolę kobiety i odwrotnie, że pomiędzy życiem i ludzką płciowością stworzono sztuczne rozróżnienie. Seks stał się obecnie przedmiotem przyjemności; życie to rzecz, którą kontrolujemy według własnego upodobania. Chcemy uwolnić się z "niewoli natury".

Ten sam rodzaj zasadniczego (tzn. skierowanego przeciw całej ludzkości) ataku przeprowadził szatan wobec Adama i Ewy: "Będziecie jak Bóg..." (Rdz. 3,5). Również my stajemy w obliczu pokusy stania się jak Bóg przez kontrolę i wyzwolenie z "niewoli natury". Odkrywamy nową formę wolności - wolności, którą szatan obiecał człowiekowi już u początku istnienia rodzaju ludzkiego.

Papież Paweł VI w "Humane Vitae" (1968) w sposób iście prorocki opisał szatański atak na płciowość i życie. Jego list apostolski skupia się bardziej wokół tematyki autorytetu Kościoła w kwestii oceniania prawa naturalnego aniżeli wokół zagadnienia kontroli urodzeń. Podczas ponownej, uważnej lektury encykliki czułem niemal namacalnie ból Ojca Świętego, jego współczucie i łzy z powodu sytuacji Kościoła i życia tak wielu par małżeńskich. W rozdziale podejmującym konsekwencje metod sztucznej kontroli urodzin papież pisał proroczo o otwartych drogach do niewierności i rozwiązłości, i wreszcie o zagrożeniu szacunku do kobiet, o kontrolowaniu życia rodzinnego przez instytucje rządowe. Od ukazania się "Humane Vitae" w samych tylko Stanach Zjednoczonych wystarczająco naocznie spełniają się ostrzeżenia wypowiedziane przez Pawła VI: zalew pornografii, piętnaście milionów aborcji w ciągu dziesięciu lat, strylizacje, eutanazja (negatywna i pozytywna), dzieci z "próbówki", prawa dla homoseksualistów, ruchy wyzwolenia kobiet, lawinowo wzrastająca liczba rozwodów. Nie trzeba szukać bezpośrednich związków przyczynowych pomiędzy tymi zjawiskami; wystarczyło otworzyć przed ludźmi drzwi do antykoncepcji, by zniesiono wszelkie ograniczenia kontroli ludzkiego ciała i jego funkcji.

Wydaje się, że szatan wykorzystał papieską encyklikę, by wprowadzić rozłam pomiędzy nauczaniem Kościoła a poglądami wielu teologów. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych szybko spostrzegł załamanie się  - po opublikowaniu "Humane Vitae" - stanowiska biskupów w kwestii moralności i zdołał doprowadzić do wydania prawa dopuszczającego przerywanie ciąży i zezwalającego na szerzenie pornografii! Ich werdykt był - można rzecz - słuszny, bowiem w owym czasie Kościół wymownie milczał. Myślę, że na nas, katolikach ciąży obowiązek zadośćuczynienia za niepopieranie proroczego głosu papieża Pawła VI mówiącego o kontroli narodzin! Teraz możemy oglądać skutki  przeprowadzonego przez szatana ataku.

George W. Kosicki CSB, Walka duchowa, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1992, s. 39-42

środa, 19 grudnia 2018

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Etyka katolicka. Podręcznik szkolny


KS. DR MACIEJ SIENIATYCKI

ETYKA KATOLICKA

Podręcznik szkolny




__________

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15,4 Mb)
__________

("Grzechami przeciw wierze są: niedowiarstwo, apostazja, herezja, indyferentyzm religijny, zabobon. 1. Niedowiarstwo jest to brak wiary. Zaliczają się tutaj wszyscy nieochrzczeni, jak poganie, żydzi, mahometanie. Brak wiary może być u nich niezawiniony lub zawiniony. Niezawiniony jest u tych, którzy nigdy nie słyszeli o religii katolickiej lub w dobrej wierze są przekonani o prawdziwości swej religii. Niewiara nie jest wtedy u nich grzechem. Zawiniony brak wiary, wskutek tego grzeszny, jest u tych niewiernych, którzy mając wątpliwość, czy ich wiara jest prawdziwa, nie starają się, choćby mogli, poznać prawdziwej religii, lub, znając prawdziwą, nie chcą jej przyjąć dla różnych ludzkich względów. 2. Apostazja polega na całkowitym odpadnięciu katolika od chrześcijaństwa. Dzieje się to wtedy, gdy katolik porzuca zupełnie religię chrześcijańską, a staje się bezwyznaniowym, żydem, mahometaninem itp. 3. Herezja (kacerstwo) jest to dobrowolne i uporne trzymanie się błędu przeciwnego wierze. Jest formalnym heretykiem, ciężko grzeszącym, kto wie, że jego błąd Kościół potępia; jest tylko materialnym, nie popełniającym grzechu, gdy o tym nie wie i myśli, że jego zapatrywanie jest zgodne z nauką Kościoła, a przy tym jest tak usposobiony, że odstąpiłby zaraz od błędu, gdyby się dowiedział o jego potępieniu przez Kościół. Herezja może być wewnętrzną i zewnętrzną. Jest wewnętrzną, gdy kto w duszy, nie objawiając tego na zewnątrz, przeczy jakiej prawdzie; jest zewnętrzną, gdy ją objawia na zewnątrz. W tym drugim razie, popada w klątwę. Kto w prywatne objawienia nie wierzy, nie jest heretykiem, lecz jeśli fakty tego rodzaju objawień są dobrze uzasadnione, jak np. objawienie w Lourdes, postępuje nieroztropnie, kto je lekceważy i w nie nie wierzy. Popada w herezję także ten i grzeszy ciężko, kto dobrowolnie powątpiewa o jakiej prawdzie wiary. Katolik nigdy nie ma dostatecznego powodu do powątpiewania o prawdach swej wiary. 4. Indyferentyzmem religijnym grzeszy ten, kto każdą religię uważa za dobrą i nie troszczy się wcale o religię i praktyki religijne. Indyferentyzm religijny jest grzeszny, bo skoro Bóg objawił jedną religię, jako jedynie prawdziwą i ją jedynie kazał wyznawać, lekceważy sobie objawienie Boże i wolę Bożą, kto inne religie uważa też za dobre. Jest też nierozumny, bo sprzeciwiające się sobie religie nie mogą być wszystkie prawdziwe. 5. Zabobon jest to przypisywanie rzeczom stworzonym skutków, jakich one nie mogą sprawić ani z natury swej, ani z modlitw Kościoła, ani z ustanowienia Bożego. Zabobon jest grzechem, bo jest rzeczą nierozumną, a więc przez Boga zakazaną, używać całkiem nieodpowiednich środków do osiągnięcia pewnych celów. (Święcona woda, medaliki, w ogóle Sakramentalia, nie są zabobonem, bo im się przypisuje pewne skutki dla modlitw Kościoła. Nie jest też zabobonem odprawiać Nowennę (nabożeństwo przez 9 dni bez przerwy)). Zabobonem jest np. utrzymywać, że piątek jest dniem nieszczęścia; gdy sowa zahuczy na dachu, umrze kto w domu; 13 osób przy stole – nieszczęście; jest zabobonem przypisywać pewnym modlitwom niezawodny skutek; znachorstwo czyli zamawianie chorób", – ss. 62-63)
__________

Ks. Dr. M. Sieniatycki, Prof. Uniw. Jagiel. w Krakowie, Etyka katolicka. Podręcznik szkolny. Wydanie siódme poprawione. Kraków 1931. NAKŁADEM AUTORA, str. 176.

wtorek, 18 grudnia 2018

Kulisy Vaticanum II: Wygląda na to, że ten sobór oznacza koniec religii katolickiej jaką znamy



Czuję, że to zgromadzenie jest kompletnie w duchu liberalizmu. Nie mogę się doczekać, żeby wrócić do domu. Obawiam się, że nic tu po mnie. Bycie na soborze, oczywiście, to wspaniałe doświadczenie mojego życia, ale jednocześnie to jest wstrząsające rozczarowanie. Nigdy nie podejrzewałem, że episkopat może być aż tak zliberalizowany. Wygląda na to, że ten sobór oznacza koniec religii katolickiej jaką znamy. Będą msze w językach narodowych, co więcej - będzie nędzna, ohydna teologia w konstytucjach soborowych (31.01.1962)

Ks. infułat Joseph Clifford Fenton 

Aberracje liturgiczne cz. 125 - Nagranie ze spotkania (Mszy) biskupa z wiernymi w jednym z włoskich kościołów.


Kardynał Sarah i „pojednanie liturgiczne”


Zdjecie: MiL / Riposte catholique
Poniższy artykuł został opublikowany w drukowanym wydaniu „Catholic Family News” we wrześniu 2017 r. Pojawił się na stronie internetowej z okazji 11. rocznicy ogłoszenia przez Benedykta XVI motu proprio Summorum Pontificum, dotyczącego tradycyjnej Mszy św. (redakcja CFN).

W Roku Pańskim 2017 przypadają okrągłe rocznice kilku wydarzeń historycznych, m.in. rewolucji protestanckiej (500 lat), powstania masonerii (300 lat), objawień Matki Bożej w Fatimie (100 lat) oraz rewolucji bolszewickiej w Rosji (100 lat). Przypada w nim również 10. rocznica ogłoszenia przez Benedykta XVI słynnego motu proprio Summorum Pontificum, dokumentu potwierdzającego oficjalnie to, co tradycyjni katolicy zawsze utrzymywali, czyli 1° że tradycyjna Msza „nigdy nie została zniesiona” (art. 1) oraz 2º że dla jej odprawiania „ksiądz katolicki obrządku łacińskiego, diecezjalny czy zakonny […] nie potrzebuje żadnej zgody Stolicy Świętej ani ordynariusza”. To przełomowe wyjaśnienie z pewnością przejdzie do historii jako jeden z najdonioślejszych aktów pontyfikatu Benedykta XVI, choć bowiem dokument ten nie jest (jak zaraz zobaczymy) pozbawiony wad, niemniej przyczynił się do upowszechnienia tradycyjnej liturgii w stopniu większym niż jakakolwiek inna inicjatywa papieska od czasu narzucenia novus ordo Missa.
Obecnie jednak, w 10 lat po ogłoszeniu tego dokumentu, z zaniepokojeniem odnotowujemy akcentowanie niektórych z jego najbardziej kontrowersyjnych elementów przez pochodzącego z Gwinei prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Jego Ekscelencję kard. Roberta Saraha. W wygłoszonych niedawno wykładach oraz w trakcie udzielanych wywiadów kard. Sarah, znany ze swego zdeklarowanego poparcia dla sprawowania liturgii mszalnej ad orientem, zaatakował tych wszystkich, którzy wykorzystują tradycyjną Mszę do kwestionowania (lub – co gorsza – odrzucania) II Soboru Watykańskiego. Wezwał do położenia kresu „wojnie liturgicznej” poprzez stworzenie obrządku określanego przez niego mianem „wspólnego zreformowanego rytu” – innymi słowy połączenia novus ordo z Mszą wszech czasów.
Celem niniejszego artykułu jest przeanalizowanie znajdujących się w Summorum Pontificum oraz w związanym z jego ogłoszeniem liście Benedykta XVI do biskupów ziaren kąkolu, jak również potencjalnych szkód, jakie te chwasty mogłyby wyrządzić.

Kąkol w Summorum Pontificum i liście do biskupów

Niezależnie od wszystkich pozytywnych zmian, jakie pociągnęło za sobą ogłoszenie tego dokumentu, nie wolno nam zamykać oczy na pewne fundamentalne wady motu proprio Benedykta XVI O posługiwaniu się liturgią rzymską sprzed reformy roku 1970. Być może największy problem stanowi wprowadzona przez papieża fałszywa dychotomia „forma zwyczajna” (novus ordoversus „forma nadzwyczajna” (tradycyjna Msza św.). Rozróżnienie to, sugerujące że obie „formy” są równe pod względem godności, stanowiło dla Benedykta punkt wyjścia do twierdzenia, że „te dwa wyrazy zasady modlitwy (lex orandi) Kościoła nie mogą w żaden sposób prowadzić do podziału w zasadach wiary (lex credendi). Są to bowiem dwie formy tego samego rytu rzymskiego”. Z wielu różnych powodów twierdzenie to jest po prostu nieprawdziwe – tak pod względem historycznym, jak i teologicznym.
„Forma nadzwyczajna” – czyli tradycyjne ordo Missa – rozwinęła się w sposób organiczny z tego, co ustanowił sam Zbawiciel, co praktykowali apostołowie i co ich następcy (ojcowie Kościoła pierwszych wieków) skrupulatnie zachowywali. Oczywiście z biegiem czasu stopniowo różne modlitwy i obrzędy były dodawane, usuwane lub modyfikowane, zawsze jednak z wielką dbałością o zachowanie istoty rytu jako całości. Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że w pewnym momencie (stosunkowo wcześnie w skali całej historii Kościoła) wprowadzanie jakichkolwiek poważniejszych zmian ustało zupełnie. Ks. Adrian Fortescue (1874–1923) pisał o tym w swym uczonym dziele na temat historii liturgii The Mass: A Study of the Roman Liturgy (opublikowanym po raz pierwszy w 1912 r.):
Panowanie Grzegorza Wielkiego (590–604) oznacza epokę w dziejach liturgicznych mszy. Pozostawił liturgię rzymską co do istoty w tym właśnie stanie, w jakim ją jeszcze dzisiaj posiadamy. […] Ponadto istnieje dawna stała tradycja, że św. Grzegorz jako ostatni zajmował się liturgiczną formą istotnej części mszalnej, mianowicie kanonu. […] Mniej więcej od czasów św. Grzegorza posiadamy tekst Mszy; układ jej i porządek modlitw tradycją są uświęcone; nikt nie poważył się tej tradycji naruszyć, wyjąwszy drobniejsze szczegóły1.
Sytuacje, w których w liturgii mszalnej pojawiały się gwałtownie – niczym trujące chwasty – radykalne zmiany, były nieodmiennie rezultatami schizmy lub herezji. Było tak np. w czasie rewolucji protestanckiej:
Reformatorzy protestanccy tępili dawną liturgię jakoby ogniem i mieczem. W niej bowiem wyrażały się prawdy owe (rzeczywista obecność Zbawiciela w chwale, ofiara eucharystyczna itd.), które odrzucali. Stąd zastąpili ją nowym nabożeństwem komunii, które uwydatniało nowe zasady; liturgia ta wszakże naturalnie zerwała zupełnie z wszelkim historycznym rozwojem rytuału.
W reakcji na te ataki Sobór Trydencki
pragnął, aby msza rzymska wszędzie odprawiała się w jednolity sposób. Średniowieczne zwyczaje miejscowe2 dosyć były już długo istniały; rozkwitnąć były zdołały i nawet bardzo wybujały, a ich rozmaitość powodowała zamieszania. Byłoby lepiej zdaniem soboru dla katolików rzymskich powrócić do dawniejszej i więcej prostej formy rytu rzymskiego. Na XVIII sesji (16 lutego 1562) sobór wyznaczył komisję do zbadania mszału: miała go poprawić i przywrócić do dawniejszej formy. […] Spełnili swoje zadanie bardzo dobrze. Nie mieli układać nowego mszału, jeno istniejący przywrócić do dawniejszego kształtu „stosownie do zwyczaju i rytu świętych Ojców Kościoła”; a w tym celu mieli czerpać z najlepszych rękopisów i innych dokumentów34.
Tak więc mszał rzymski opracowany przez komisję liturgiczną Soboru Trydenckiego i promulgowany przez św. Piusa V w 1570 r. stanowi owoc prawdziwej reformy liturgicznej, tj. odnowy i kodyfikacji starożytnej liturgii rzymskiej. To jej właśnie zawdzięczmy organiczną ciągłość i klarowność teologiczną „formy nadzwyczajnej”.
W przeciwieństwie do tego „forma zwyczajna” – wprowadzona 400 lat późniejprzez Pawła VI w 1970 r. – jest, jak przyznawał to sam kard. Ratzinger – „banalnym produktem stworzonym dla potrzeb chwili”5. Zastała ona ułożona przez komisję posoborową, tzw. Consilium, ustanowioną przez Pawła VI w 1964 r., kierowaną przez msgr Hannibala Bugniniego6).] i przy współudziale sześciu pastorów protestanckich7. Choć zachowuje ona wiele elementów tradycyjnego ordo missa (często w postaci okrojonej), zgodnie ze słowami kard. kard. Ottavianiego i Bacciego „Novus ordo Missa – biorąc pod uwagę elementy nowe i podatne na rozmaite interpretacje, ukryte lub zawarte w sposób domyślny – tak w całości, jak w szczegółach, wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy św., sformułowanej na XXII sesji Soboru Trydenckiego”8. Taki właśnie osąd sformułowali w słynnej Krótkiej analizie krytycznej novus ordo Missa, drobiazgowej analizie przygotowanej przez grupę rzymskich teologów wkrótce po ogłoszeniu przez Pawła VI zapowiadającej wprowadzenie nowej liturgii Mszy konstytucji apostolskiej Missale Romanum (3 kwietnia 1969).
Dziwaczne więc jest określanie tego „banalnego produktu, stworzonego dla potrzeb chwili” mianem „formy zwyczajnej”, przy równoczesnym nazywaniu Mszy wszech czasów „formą nadzwyczajną” (tj. czymś niezwykłym, nietypowym). Niektórzy ludzie wysuwali hipotezę, że Benedykt użył w odniesieniu do tradycyjnego rytu sformułowania „nadzwyczajny” w sensie „lepszy” czy też „wyjątkowy”, jednak treść jego listu do biskupów w oczywisty sposób dowodzi czegoś przeciwnego. Pragnąć rozwiać obawy hierarchów wrogich tradycyjnej Mszy ze względu na przywiązanie do nauczania II Soboru Watykańskiego, papież pisał:
Po pierwsze, lękano się, że dokument ten godzi w autorytet II Soboru Watykańskiego, którego jakoby jedna z ważniejszych decyzji, «reforma liturgiczna», zostałaby poddana w wątpliwość. Lęk ten jest całkowicie nieuzasadniony. Powinno być w związku z tym wyraźnie powiedziane, że mszał opublikowany przez Pawła VI, a ponowiony w dwóch wydaniach przez Jana Pawła II w najoczywistszy sposób jest zwyczajną formą (forma ordinaria) liturgii eucharystycznej i nim pozostanie. Ostatnia wersja Missale Romanum wydana przed soborem autorytetem papieża Jana XXIII w 1962 roku, używana zresztą w trakcie trwania soboru, będzie teraz możliwa do celebracji jako forma extraordinarialiturgii. Nie jest czymś właściwym odnoszenie się do tych dwóch wersji mszału rzymskiego jako do „dwóch rytów”. To raczej podwójne użycie jednego i tego samego rytu.
Napotykamy tu po raz kolejny twierdzenie że „dwie formy” „tego samego rytu” są równe pod względem godności i prawowitości. Papież powtarza tę tezę również w dalszej części swego motu proprio, stwierdzając: „W tej materii obie formy rytu rzymskiego mogą się przecież wzajemnie ubogacać: nowi święci i niektóre z nowych prefacji powinny zostać uwzględnione w starym mszale”, a także:
Nie ma żadnej sprzeczności pomiędzy tymi dwoma wydaniami rytu rzymskiego. W historii liturgii jest wzrost i postęp, nie ma za to żadnych zerwań. […] Zbędnym jest dodawać, że by doświadczyć pełnej jedności, kapłani wspólnot przywiązanych do starszej formy nie mogą z zasady wykluczać odprawiania liturgii zgodnie z nowymi księgami. Całkowite wykluczenie nowego rytu nie byłoby zgodne z rozpoznaniem jego jako cennego i świętego.
Rodzi to jednak pewne pytanie. Dlaczego ktokolwiek, czy to duchowny, czy świecki, miałby domagać się prawa do uczestnictwa w tradycyjnej Mszy lub też jej sprawowania, gdyby nie dostrzegał niczego złego w novus ordo? Sam Benedykt XVI bez wątpienia nie wierzył, by ludzie byli przywiązani do tradycyjnej liturgii jedynie ze względów sentymentalnych. Jeśli ktokolwiek, to z pewnością właśnie on zdawał sobie sprawę, że od samego początku istnienia ruchu „tradycjonalistycznego” przyczyny opierania się posoborowym zmianom miały podłoże doktrynalne. I jest tak po dziś dzień w przypadku ludzi, którzy dzięki łasce Bożej odkrywają Tradycję i starają się pozostać jej wierni. Msza św. zawsze zajmowała – i będzie zajmować również w przyszłości – centralne miejsce w walce o przywrócenie Tradycji należnego jej miejsca.
Być może właśnie z tego powodu kard. Sarah mówił ostatnio tak otwarcie o potrzebie „pojednania liturgicznego”, tj. wypracowania kompromisu pomiędzy tymi, którzy trzymają się Tradycji (por. 2 Tes 2, 14) a tymi, którzy albo wolą formę nową (por. 1 Tym 6, 20–21), albo też nigdy nie poznali niczego innego poza nią. Rzeczywisty problem, jak za chwilę zobaczymy, polega na tym, iż kard. Sarah (podobnie jak Benedykt XVI) nie chce przyznać, że istnieją poważne problemy z samymi dokumentami soborowymi, w tym również z konstytucją Sacrosanctum concilium.

Wystąpienie kard. Saraha

6 czerwca 2017 roku kard. Sarah wygłosił przemowę do uczestników międzynarodowej konferencji liturgicznej Sacra Liturgia Milan 2017. Jego wystąpienie było zatytułowane Święta liturgia – spotkanie z wszechmocnym Bogiem: perspektywa chrystologiczna i eklezjologiczna. Trzeba w tym miejscu oddać kardynałowi sprawiedliwość – w trakcie swojego wystąpienia rzeczywiście powiedział wiele rzeczy zasługujących na najwyższe uznanie. Podkreślił konieczność przynależności do „jedynego prawdziwego Kościoła katolickiego założonego przez Chrystusa”, mówił o znaczeniu celebracji ad orientem, o grzechu, jakim jest opuszczanie Mszy w niedziele oraz święta, o potrzebie okazywania należnej czci Chrystusowi jako naszemu Panu oraz Bogu, jak również o stosowności przyjmowania Komunii św. do ust w postawie klęczącej w świetle stulecia objawień fatimskich. Powiązał nawet swój apel o przyjmowanie Komunii św. w sposób tradycyjny z objawieniami Anioła Pokoju:
Również objawienia fatimskie możemy postrzegać jako kierowane do nas przez Boga wyraźne wezwanie do przyjmowania Komunii św. do ust w postawie klęczącej. W tym roku obchodzimy stulecie objawień Matki Bożej w Fatimie. Przed objawieniem Najświętszej Maryi Panny, wiosną 1916 r., Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi objawił się Anioł Pokoju, który powiedział do nich: „Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną…”
Jesienią 1916 r., podczas trzeciego objawienia, dzieci ujrzały, że Anioł, ten sam co uprzednio, trzymał w lewej ręce kielich, nad którym unosiła się Hostia. Wypływające z niej krople Krwi skapywały do kielicha. Pozostawiając kielich oraz Hostię zawieszone w powietrzu, Anioł zbliżył się do dzieci i pokłonił się aż do ziemi, powtarzając trzykrotnie słowa modlitwy: „Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, uwielbiam Cię ze czcią najgłębszą. Ofiaruję Ci przenajdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, na przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, które Go obrażają. Przez niezmierzone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi proszę Cię o nawrócenie biednych grzeszników”.
Doceniając wszystkie te godne pochwały apele kard. Saraha, nie możemy zgodzić się z jego oceną II Soboru Watykańskiego w ogólności, a konstytucji Sacrosanctum concilium w szczególności, jak również z wysuwaną przezeń tezą o „wzajemnym ubogaceniu”, o którym wspomniał po raz pierwszy Benedykt XVI. W tych kwestiach kard. Sarah stwierdził:
Chciałbym jednak podkreślić, że ta konstytucja [Sacrosanctum concilium], podobnie jak wszystkie reformy soborowe, nie stoi w sprzeczności z tym, co Kościół celebrował przed soborem. Właśnie z tego powodu przy wielu okazjach wyjaśniałem, co powinniśmy rozumieć przez pojęcie „reforma reformy”. Sformułowanie to oznacza, że zwyczajna i nadzwyczajna forma tego samego rytu rzymskiego mogą się wzajemnie ubogacać. Sądzę, że byłoby wskazane rozpocząć bezzwłocznie poważne badania nad możliwością wzajemnego ubogacania się obu form.
W pewnych kręgach przyjęło się niestety mówienie o „liturgii soborowej” jako o czymś stanowiącym wyraz nowej eklezjologii, będącej rzekomo w sposób zamierzony różną od „starej” eklezjologii i życia liturgicznego Kościoła sprzed II Soboru Watykańskiego. Nie możemy pozwolić na to dalsze przeciwstawianie sobie „starego” i „nowego”! […] Liturgia nie jest tworzona na nowo za każdym razem, kiedy w eklezjologii następuje postęp. Kościół sprzed soboru i Kościół po soborze nie są dwoma odrębnymi i różnymi rzeczywistościami. Sobór nie starał się zerwać z przeszłością, ale dążył do rozwoju i ubogacenia, co staje się oczywiste, gdy czytamy spokojnie i bez emocji historię Kościoła. Widzimy wówczas, że wyznaje on i celebruje swoją wiarę zawsze w ciągłości z przeszłością, nigdy z przeszłością tą nie zrywając.
Język ten bardzo przypomina „hermeneutykę reformy w ciągłości” Benedykta XVI (przemowa do Kurii Rzymskiej na Boże Narodzenie 2005 r.), jednakże ani Benedykt, ani kard. Sarah nie wykazali jak dotąd rzekomej ciągłości dokumentów soborowych oraz późniejszych reform z Tradycją. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że sobór oraz jego reformy nie są kontynuacją Tradycji – przynajmniej nie w kwestiach kluczowych – i żadne wyjaśnienia nie są w stanie zmienić tego faktu. Właśnie dlatego zwracający się w 2011 r. do Benedykta XVI z prośbą o dogłębne przeanalizowanie nauczania soboru w świetle Tradycji teologowie pisali:
Jeśli okazałoby się, że naukowo ciągłości tej nie da się wykazać ani w całości, ani częściowo, wówczas wobec trwającego już niemal od pół wieku wyczekiwania na tego rodzaju wyjaśnienie należałoby powiedzieć to spokojnie i otwarcie.
Tym wszystkim, którzy podważają zasadność „hermeneutyki ciągłości” papieża Benedykta, kard. Sarah odpowiada: „Twierdzenie czegoś przeciwnego i zmienianie doktryny, czy też tworzenie innej liturgii, oznaczałoby zdradę II Soboru Watykańskiego i odłączanie wiernych od Chrystusa, niewzruszonej Skały i Źródła wody żywej”. Czy zgodnie z tą logiką nie należałoby uznać Pawła VI, msgr. Bugniniego oraz reszty Concilium za winnych zdrady soboru (nie wspominając już o wiernych), biorąc pod uwagę, że faktycznie stworzyli oni „inną liturgię”?
Z drugiej strony treść konstytucji Sacrosanctum concilium wydaje się sprzeczna z twierdzeniem kard. Saraha, że sobór nie wzywał do wprowadzania innowacji w sferze liturgii. Dokument ten stwierdza m.in.:
Obrzędy Mszy świętej należy tak opracować, aby wyraźniej uwidocznić właściwe znaczenie i wzajemny związek poszczególnych części, aby łatwiejszy stał się pobożny i czynny udział wiernych.
W tym celu, zachowując wiernie istotę obrzędów, należy je uprościć i opuścić to, co z biegiem czasu dodano jako powtórzenie lub co stało się zbędnym dodatkiem. Natomiast pewne elementy niesłusznie zatracone w ciągu wieków należy przywrócić, stosownie do pierwotnej tradycji Ojców Kościoła, o ile okaże się to pożyteczne lub konieczne (par. 50).
Należy ułożyć nowy obrzęd koncelebrowania i umieścić go w Pontyfikale oraz w Mszale Rzymskim (par. 58).
Czy wdrażanie tych w oczywisty sposób zalecanych zmian stanowi zdradę wobec soboru? Nie, jedyną zdradą, jaka się wydarzyła, była zdrada Tradycji (oraz wiernych, którzy mają do niej prawo) przez sam sobór.

„Pojednanie liturgiczne” poprzez Mszę hybrydową

Mniej więcej miesiąc po swym wystąpieniu na konferencji Sacra Liturgia w Mediolanie kard. Sarah udzielił francuskiemu magazynowi „La Nef” (lipiec–sierpień 2017) wywiadu, który ukazał się pod tytułem Pour une réconciliation liturgique (O pojednanie liturgiczne). Wywiad ten, podobnie jak wspomniane wyżej wystąpienie podczas konferencji zorganizowanej w Mediolanie, stanowi zbiór mniej lub bardziej słusznych ocen i analiz. Zacznijmy od elementów pozytywnych. Wypowiadając się na temat novus ordo, kardynał powiedział:
Niech mi będzie wolno pokornie wyrazić obawę, że liturgia w formie zwyczajnej – ze względu na centralną i narzucającą się obecność księdza – mogłaby prowadzić do odwrócenia naszej uwagi od Boga. [W trakcie jej] kapłan stoi nieustannie przed swym mikrofonem i stale kieruje spojrzenie oraz uwagę na zgromadzonych. [W ten sposób] pomiędzy Bogiem a człowiekiem jest wznoszone coś na kształt nieprzezroczystej przesłony. Odprawiając Mszę pamiętajmy zawsze o umieszczeniu na ołtarzu dużego i dobrze widocznego krucyfiksu jako punktu odniesienia dla wszystkich – tak kapłana, jak i wiernych. W ten sposób będziemy mieli nasz wschód, ponieważ – jak mówi Benedykt XVI – ostatecznie to Ukrzyżowany jest chrześcijańskim wschodem.
Z całym należnym szacunkiem, ale to, o czym kardynał mówi jedynie jako o swej obawie, było rzeczywistością od co najmniej czterech dekad! Od czasu narzucenia wiernym novus ordo uczestnictwo we Mszy oraz wiara w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii wśród katolików spadła do tak katastrofalnego poziomu, że Jan Paweł II określił ten stan mianem „milczącej apostazji”9.
Choć kard. Sarah rzeczywiście apeluje o to, aby „forma zwyczajna” została „ubogacona” przez „gesty i postawy liturgiczne, które charakteryzują formę nadzwyczajną” (np. aby po konsekracji kapłan zachowywał złączone kciuki i palce wskazujące, o przyjmowanie Komunii św. do ust w postawie klęczącej, o większą liczbę przyklęknięć), większość swoich wysiłków skupia na obronie soboru, potwierdzaniu prawomocności novus ordo (opierając się przy tym na rzekomo „rozstrzygającym” nauczaniu Summorum Pontificum) oraz wzywaniu do zaprowadzenia „pokoju liturgicznego” poprzez kompromis. Oto kilka przykładów:
Liturgia stała się polem bitwy, miejscem starcia pomiędzy zwolennikami mszału przedsoborowego oraz mszału będącego owocem reformy z 1969 r. Sakrament miłości i jedności, sakrament, który pozwala Bogu stać się naszym pokarmem i naszym życiem, przebóstwić nas pozostając w nas i [umożliwiając] nam [trwanie] w Nim, stał się okazją do [okazywania] nienawiści i pogardy. Motu proprio definitywnie kładzie kres tej sytuacji. Benedykt XVI stwierdza w nim na mocy swego urzędu nauczycielskiego: „Nie jest czymś właściwym odnoszenie się do tych dwóch wersji Mszału Rzymskiego jako do «dwóch rytów». To raczej podwójne użycie jednego i tego samego rytu”. W ten sposób daje odpowiedź wszystkim zaangażowanym w wojnę liturgiczną. […]
Wszelka reforma w Kościele jest powrotem do korzeni, nigdy zaś zwycięstwem jednego klanu nad drugim. Podobnie ci, którzy twierdzą, że posługiwanie się nadzwyczajną formą rytu rzymskiego mogłoby podważać autorytet II Soboru Watykańskiego, są w poważnym błędzie. Jak stwierdza autorytatywnie Benedykt XVI, „lęk ten jest całkowicie nieuzasadniony”. Jak możemy przypuszczać, żeby sobór chciał wyprzeć się tego, co było czynione wcześniej? Taka hermeneutyka zerwania jest sprzeczna z duchem katolickim. Sobór nie pragnął zerwać z formami liturgicznymi odziedziczonymi od Tradycji, ale raczej je pogłębić. Konstytucja Sacrosanctum conciliumstwierdza: „nowe formy będą niejako organicznie wyrastać z form już istniejących” (par. 23). Byłoby więc błędem uważać, że dwie formy liturgiczne są wyrazem dwóch sprzecznych teologii. […]
Ponieważ pomiędzy dwiema formami rytu rzymskiego istnieje pełna ciągłość oraz jedność, te dwie formy muszą w konieczności wzajemnie się oświecać i ubogacać. […] Najważniejsze jest to, abyśmy z pomocą Ducha Świętego rozważali na modlitwie oraz badali, w jaki sposób powrócić do powszechnego zreformowanego rytu, mając zawsze przed oczyma cel, jakim jest pojednanie w Kościele, wciąż bowiem mamy do czynienia z zawziętością, pogardą oraz raniącym Kościół bolesnym podziałem, oddalającymi nas od jedności, o którą Jezus się modlił i dla której umarł na krzyżu.
10 lat po tym doniosłym akcie [ogłoszeniu Summorum Pontificum] naszym zadaniem jest doprowadzenie do tego wzajemnego ubogacenia, które papież Benedykt nazywał „wewnętrznym pojednaniem Kościoła”. Duszpasterska odwaga papieża Franciszka stanowi dla nas zachętę do nadania temu bardzo konkretnych kształtów. Uczyńmy to więc! […]
Z całego serca apeluję o urzeczywistnienie pojednania liturgicznego, o którym mówił papież Benedykt, w duchu duszpasterskim papieża Franciszka! Liturgia nigdy nie może stać się sztandarem jednej frakcji. Dla niektórych sformułowanie „reforma reformy” stało się równoznaczne ze „zwycięstwem jednego klanu nad drugim”. Tak więc istnieje ryzyko, iż będzie ono interpretowane w sposób niewłaściwy. [Ja sam] wolę mówić o pojednaniu liturgicznym. W Kościele chrześcijanin nie ma przeciwnika! […]
Bardziej niż „reforma reformy” jest to reforma serc! Jest to pojednanie pomiędzy dwiema formami tego samego rytu, wzajemne ubogacenie. Liturgia musi być zawsze pojednana z sobą samą, ze swą najgłębszą istotą!
Oświeceni przez nauczanie motu proprio Benedykta XVI, wzmocnieni przez odwagę papieża Franciszka, powinniśmy doprowadzić do końca ten proces pojednania liturgii z nią samą.

Jak miałaby wyglądać „Msza hybrydowa”?

A jaki ma być „koniec” czy też ostateczny cel „tego procesu pojednania”? Najwyraźniej jest nim „wspólny ryt zreformowany”, czyli jakaś forma połączenia novus ordo z tradycyjnym rytem rzymskim. Kard. Sarah apeluje o syntezę „dwóch form jednego rytu rzymskiego” zgodnie z głoszoną przez Benedykta ideą „wzajemnego ubogacania”. Według kardynała „zasadniczych wytycznych” dostarcza nam konstytucja Sacrosanctum concilium – postulująca m.in. czynne uczestnictwo wiernych (30), czytania w językach narodowych (36), odpowiadanie ogółu wiernych na wezwania kapłana (48), dzięki czemu nie byliby już „milczącymi widzami”, a także uproszczenia obrzędów, aby uniknąć „powtórzeń i zbędnych dodatków” (50). Powtarza również wezwanie Benedykta o stworzenie wspólnego kalendarza liturgicznego i „ujednolicenie lekcjonarzy” – jako koniecznych elementów „wspólnego rytu zreformowanego”.
Czyniąc ukłon w kierunku kompetentnego urzędu Kurii Rzymskiej, kard. Sarah powiedział: „Zadanie to leży w kompetencji Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, która powinna postępować w sposób ostrożny i organiczny”. Niezależnie jednak od tego, co Komisja ta miałaby postanowić,
nadzwyczajna forma rytu rzymskiego nie może być już dłużej nazywana „rytem przedsoborowym”. Jest to obecnie forma liturgii rzymskiej, która musi być oświecana, ożywiana i inspirowana przez nauczanie II Soboru Watykańskiego. Można by żartobliwie powiedzieć, że Benedykt XVI stworzył nadzwyczajną formę liturgii posoborowej!
Proszę mi wybaczyć, nie widzę jednak niczego zabawnego w niszczeniu tradycyjnego rytu Mszy. I nie łudźmy się, synteza starego oraz nowego rytu oznaczałaby zniszczenie tradycyjnego mszału rzymskiego skodyfikowanego i ogłoszonego przez św. Piusa V, który dołączył do swej bulli Quo primumuroczyste ostrzeżenie:
Nikomu nie wolno naruszyć lub nierozważnie zmienić tego tekstu Naszego zezwolenia, ustanowienia, nakazania, polecenia, skierowania, przyznania, indultu, deklaracji, woli, dekretu i zakazu. Ktokolwiek by ośmielił się tak uczynić, niech wie, iż naraża się na gniew Boga Wszechmogącego oraz błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła.
Tłumaczył Tomasz Maszczyk.


PRZYPISY:

  1. Adrian Fortescue, The Mass: A Study of the Roman Liturgy, Loreto Publications 2003, ss. 172–173. 
  2. Różniące się od siebie w niewielkim stopniu wersje rytu rzymskiego, będące w użyciu w różnych regionach. 
  3. Fortescue, op. cit., ss. 205–206. 
  4.  Tłumaczenie polskie za wydaniem Dzieje Mszy świętej ks. Władysława Hozakowskiego, Poznań 1914, będącym rozszerzonym tłumaczeniem dzieła dr. Fortescue – przyp. red. WTK. 
  5. Por. Wprowadzenie do francuskiego wydania książki msgr. Mikołaja Gambera The Reform of the Roman Liturgy, Le Barroux 1992, ss. 7–8. 
  6. Hannibal Bugnini (1912–1983), włoski ksiądz ze zgromadzenia lazarystów, wyświęcony w 1936 r., był przez szereg lat zaangażowany w prace nad reformą liturgii katolickiej. Za pontyfikatu Piusa XII i na początku pontyfikatu Jana XXIII piastował stanowisko sekretarza Komisji ds. Reformy Liturgicznej (1948–1960), a następnie liturgicznej komisji przygotowawczej przed II Soborem Watykańskim (1960–1962). Choć w roku rozpoczęcia soboru Jan XXIII nie desygnował go powtórnie na to stanowisko, już na początku 1964 r. został mianowany przez Pawła VI sekretarzem Consilium (Komisji ds. Wdrażania Konstytucji o Liturgii) (1964–1969), które to stanowisko piastował aż do przekształcenia Consilium w Kongregację Kultu Bożego (1969–1975), zostając w międzyczasie konsekrowany na biskupa tytularnego Diocletiany. Następnie, bez żadnego oficjalnego wyjaśnienia, został nagle przydzielony do służby dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej (1976–1982), podobno wskutek odkrycia dowodów wskazujących na jego powiązania z masonerią (patrz Michał Davies, How the Liturgy Fell Apart: The Enigma of Archbishop Bugnini, „AD2000”, t. 2, nr 5 [czerwiec 1989 
  7. Por. Louis Tofari, What About those Six Protestants and the New Mass?, „The Remnant”, 30 sierpnia 2013. 
  8. List do Pawła VI z 25 września 1969 r. 
  9. Adhortacja apostolska Ecclesia in Europa, 28 czerwca 2003, par. 9.

Źródło informacji: https://news.fsspx.pl/

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Rzymski Katolik prezentuje 20 książek, które warto kupić pod choinkę.



Wielu z nas w dalszym ciągu uważa książkę za najlepszy prezent pod choinkę. Najczęściej problem mamy z wyborem. Na porządku dziennym jest wtedy pytanie; Co wybrać?, Którą kupić? :) W tym roku Rzymski Katolik postanowił przyjść naszym czytelnikom z pomocą i oto przed wami nasze propozycje książek, które doskonale spełnią swoją rolę jako prezent i to nie tylko ze względu na swe walory edytorskie ale i zawartość merytoryczną. Każda z tych książek była przeze mnie przeczytana i ma gwarancję ortodoksyjności oraz certyfikat WOLNE OD HEREZJI :) Oczywiście w najbliższej przyszłości każda z tych książek będzie miała swoją osobną recenzję w dziale "Z księgarskiej półki". 

____________________


A. Reiners, OFIARA MSZY ŚWIĘTEJ

„Niezgłębione źródła łask i błogosławieństw – dla Chrześcijan żyjących i wiernych zmarłych”.

Przeszło 800 stron. Ponad wiek historii. Nieskończona doniosłość. Ofiara Mszy Świętej to wskrzeszona cząstka miłości, którą w 1904 roku ks. Proboszcz A. Reiners obdarował swoich wiernych. Księga ta, przetłumaczona na język polski przez ks. dra Wojciecha Galanta, miała odsłonić przed czytelnikami wiele z tajemnic, którymi owiana jest Msza św. Wszechczasów. Ofiara Mszy Świętej opowiada o historii i oporach, które ryt trydencki napotykał przez dzieje – oraz dlaczego właśnie ta forma oddawania czci Panu Bogu jest najczystszą i najbardziej wartościową, jaka jest nam dostępna.

Nasz reprint tej książki to wierne oryginałowi wydanie w twardej, złoconej oprawie. Nie ważne, czy będziecie to Wy, wasz wierny kapłan, czy po prostu ukochana osoba z rodziny. Ofiara Mszy Świętej będzie fascynującą lekturą i doskonałym prezentem dla każdego prawdziwego katolika, hołdownika i apologety.

Spis treści:

Część I: Historyczny rozwój Ofiary Mszy św.
Część II: Część ascetyczno-liturgiczna
Część III: Ofiara mszy św. w katolickim roku kościelnym
Część IV: Cuda Boże w ofierze Mszy świętej
Część V: Nabożeństwo domowe dla chorych i przy konających z dodatkiem modlitw przygodnych


PRAWIDŁA ŻYCIA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO DLA KAŻDEGO WIEKU I STANU

Wspaniałe dzieło dla dla chrześcijan wszystkich stanów polecone przez Ojca św. Piusa X.


"... Książka ta jest cennym nabytkiem w naszej literaturze religijnej. Treść dzieła obejmuje całość życia chrześcijańskiego, dotyczy wszystkich, zarówno starych, jak i młodych. (...) Podaje najcenniejsze nauki, wykazując obowiązki, cnoty i dolegliwości każdego stanu. Treść dzieła wsparta pięknemi i pouczającemi ilustracjami podnosi je do stopnia pierwszorzędnej księgi rodzinnej, źródła nauk i wskazówek tak dla rodziców, jak niemniej dla dorastających synów i córek.

Korzyści więc wynikające z posiadania tej książki są nieobliczalne.”

Wydawnictwo Karola Miarki w Mikołowie, 1911

Ponad stuletnia księga wszelkich cnot Chrześcijańskich powraca w przepięknym reprincie naszego wydawnictwa. Prawidła Życia Chrześcijańskiego to żywy kawałek historii - ten sam tom, który w ubiegłym stuleciu był przekazywany z ojca na syna, z matki na córkę, dawany w największym szacunku jako uroczysty prezent ślubny. To pełny, przetestowany przez czas, niezłamany dwoma wojnami przewodnik do życia duchowego, jakiego chciał dla nas Bóg. To życiowy drogowskaz do Królestwa Niebieskiego.

Prawidła Życia Chrześcijańskiego były polecane przez Papieża Piusa X.

Liczba stron: 720


Peter Seewald, JEZUS CHRYSTUS. BIOGRAFIA

Peter Seewald, autor m.in. bestsellerowego wywiadu książkowego z Benedyktem XVI, zaprasza do lektury chyba najbardziej oryginalnej, zaskakującej, odważnej a jednocześnie autentycznej i rzetelnej biografii Jezusa Chrystusa. Autor nie cofa się przed poruszaniem tematów tabu, kreśląc dynamiczny i fascynujący obraz Jezusa Chrystusa, jakiego jeszcze nie było. Dziennikarski styl sprawia, że książkę czyta się znakomicie. Benedykt XVI powiedział o niej: "Świetna książka o Jezusie Chrystusie."

Dwa tysiące lat po śmierci na krzyżu Jezus ciągle porusza ludzi, a Jego życie spowija mgła tajemnicy. Żył w niedostatku, lecz nie był ascetą. Głosił przebaczenie, choć światem kierowała spirala przemocy i nienawiści, a jednocześnie groził sądem Bożym. Gromadził wokół siebie tłumy, a przecież chętnie spędzał czas na samotności. Zadzierał ze zwierzchnością, lecz nie dążył do przejęcia władzy. Znał żydowskie prawo, a nie był nigdy uczniem któregoś z rabbich. Zaskakiwał wyszukaną mądrością, chwalił jednak nie uczonych, lecz ubogich w duchu. Potrafił uzdrawiać i czynić cuda, choć w efekcie nie udało Mu się uniknąć cierpienia okrutnie zadanej śmierci.

Co dziś fascynuje ludzi w Jezusie? Czy dysponujemy prawdziwym obrazem Nazarejczyka? Co wiemy o Nim dzisiaj? Jak należy czytać teksty biblijne, aby odszyfrować ukryty w nich kod? Z tymi pytaniami w plecaku Peter Seewald wyruszył w podróż do Izraela i Palestyny, krocząc śladami Męża z Nazaretu od narodzin w Betlejem aż do ukrzyżowania na Golgocie i spotkania z uczniami w drodze do Emmaus. Z rozmów z mieszkańcami Ziemi Świętej, starożytnych źródeł oraz relacji biblijnych wyłania się fascynujący obraz Jezusa Chrystusa, jakiego jeszcze nie było.


Roman Brandstaetter, JEZUS Z NAZARETU

Wcześniej o Jezusie mogliśmy przeczytać w powieściach Renana, Ricciottiego czy Ropsa. Jednak dopiero powieść Romana Brandstaettera zachwyciła czytelników atmosferą miejsca, czasu i tradycji żydowskiej.

Zadziwiający jest portret psychologiczny Chrystusa - Boga i Człowieka. Księga pierwsza, „Czas milczenia”, opowiada o zdarzeniach, które miały miejsce od zapowiedzi narodzenia Jana Chrzciciela do pobytu Jezusa na pustyni.

Księga druga, „Czas wody żywej”, to zapis dalszych wydarzeń aż do śmierci Jana Chrzciciela. Autor przedstawia tu pierwsze miesiące publicznego nauczania Jezusa i pierwsze zatargi z faryzeuszami.

W Księdze trzeciej, „Czas chleba i światła”, autor przedstawia zdarzenia pomiędzy ścięciem św. Jana Chrzciciela a ostatnim tygodniem życia Jezusa.

Dzieło kończy Księga czwarta „Pełnia czasu”, opowieść oparta na ewangelicznej relacji Jana. Nadchodzi godzina goryczy, lęku i opuszczenia: wydarzenia Wielkiego Tygodnia, ale po nim poranek Zmartwychwstania i Wniebowstąpienie.

Pisarz zawarł w powieści całe dotychczasowe doświadczenie literackie, swoje przeżycia religijne oraz żywą wiarę w Jezusa-Mesjasza.

Przed śmiercią wyznał:

Wielkie dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom upewnia mnie w przekonaniu, że moje "odejście" od judaizmu, moja ,,zdrada", jak to chcieliby widzieć niektórzy, nie jest odejściem w znaczeniu dosłownym. Ja dotykam obu krańców łuku. Ja czekam na ten wielki Most. Chciałbym postępować tak jakby mieszkał we mnie Bóg.


Paweł Lisicki, EPOKA ANTYCHRYSTA

Alternatywna historia chrześcijańskiego świata

Rzym 2217. Nad Kaplicą Sykstyńską biały dym. Konklawe wybrało nowego papieża. Na tronie Stolicy Piotrowej zasiadł Judasz.

Resztki zdrowego rozsądku toną w powodzi przekonań o jedynej i niepodważalnej władzy człowieka nad światem i samym sobą. Nastaje czas radykalnego liberalizmu.

Wiara w Boga, który ma wpływ na historię, to skaza na ciele ludzkości. Tylko odrzucając samą możliwość istnienia Boga - jakkolwiek rozumianej istoty wyższej - człowiek może być w pełni dowartościowany. (...) Bóg jest niczym kotwica lub pętające nas kajdany.

Mistrzowski pastisz obłędu świata XXI wieku utrzymany w konwencji powieści sci-fi.



Marcantonio Colonna, PAPIEŻ DYKTATOR. SKRYWANA HISTORIA PONTYFIKATU PAPIEŻA FRANCISZKA

Czy Franciszek mógłby być najbardziej despotycznym i pozbawionym skrupułów papieżem w czasach nowożytnych? Tak twierdzi historyk Marcantonio Colonna w swojej nowej książce Papież dyktator – publikacji kontrowersyjnej, lecz przemyślanej i rzeczowej.

Kardynał Jorge Bergoglio z Argentyny został wybrany na papieża w 2013 roku i natychmiast okrzyknięto go reformatorem, jednak sam zablokował właśnie te reformy, których przeprowadzenia spodziewano się po jego pontyfikacie. Nie był dobrze znany kolegium kardynalskiemu, które go wybrało. Jest postrzegany jako liberał, choć niekoniecznie nim jest – uważni obserwatorzy z jego kraju ojczystego już dawno uznali go za dopuszczającego się manipulacji polityka umiejętnie promującego swoją własną osobę i za ucznia populistycznego dyktatora Juana Peróna.

Pod maską sympatycznego człowieka otwartego na ludzi widzimy papieża, który szokująco mało troszczy się o teologię i liturgię, ma natomiast obsesję na punkcie swojej władzy. Sprzymierzając się z najbardziej skorumpowanymi środowiskami w Watykanie, Franciszek rządzi poprzez strach. Próbował także zmienić nauczanie Kościoła, uciekając się do podstępu.

Z książki Papież dyktator dowiemy się między innymi następujących faktów:

- głowa jezuitów, własnego zakonu Franciszka, generał Kolvenbach, uważał, że Bergoglio nie powinien zostać biskupem;

- liberalni kardynałowie z krajów zachodnich, walczący z kardynałem Ratzingerem i sprzeciwiający się Janowi Pawłowi II, skrycie promowali Jorge Maria Bergoglia i utorowali mu drogę do papiestwa z nadzieją, że unowocześni Kościół i zmieni jego doktrynę;

- możliwe, że Franciszek nadużył funduszy Kościoła i zmienił ich przeznaczenie, wspierając kampanię prezydencką Hillary Clinton;

- prawdziwi reformatorzy Kościoła zostali ukarani przez papieża i jego sprzymierzeńców;

- Franciszek sam zastanawiał się nad tym, czy mógłby stać się przyczyną schizmy w Kościele;

- duchowni w Watykanie przeszli od lekceważenia go jako „klauna” do lęku przed nim jako dyktatorem.

Marcantonio Colonna w wyczerpujący sposób wykorzystał swoje szerokie kontakty w Watykanie, aby stworzyć prowokującą i odkrywczą relację na temat prawdziwych motywacji papieża Franciszka. Papież dyktator jest lekturą niezbędną dla zrozumienia jednej z najbardziej enigmatycznych, ale też niebezpiecznych osobowości, jakie zasiadały na tronie św. Piotra. Stanowi podsumowanie pięciu lat pontyfikatu Franciszka i podstawę do wyjaśnienia jego obecnych działań.

Tytuł książki jest mocny, niemniej jej treść jest rozsądna i wyważona. Autor nie wybiela działań papieża poprzez skrywanie informacji lub pomijanie trudności. Książka stanowi ostrzeżenie dla Kościoła. Nie należy do kategorii taniej sensacji, ale rzetelnie ukazuje fakty. Papież dyktator zawiera dokumentację źródeł w formie przypisów oraz indeks rzeczowy. Stanowi obowiązkową lekturę dla wszystkich, którzy nie chcąc bazować na plotkach z Internetu i powierzchownym obrazie medialnym, pragną wyrobić sobie wyważoną opinię na temat tego pontyfikatu.


Robert Hugh Benson, WŁADCA ŚWIATA

Europa tworzy jeden organizm polityczny, rządzony przez parlament europejski i prezydenta zjednoczonego kontynentu. Do rywalizacji stają imperium amerykańskie i mocarstwo azjatyckie.

O losach społeczeństw decyduje politycznie poprawna ideologia zwana humanitaryzmem, konsekwentnie wyrzucająca chrześcijaństwo z przestrzeni publicznej. Katolicy stają się zanikającą mniejszością.

Eutanazję zalegalizowano jako wybór dla każdego, kto chce „odejść z godnością”. Islam zagraża Staremu Kontynentowi. Wykluwa się Nowy Porządek Świata.

Brzmi znajomo, prawda?

Tyle, że powieść została napisana ponad 100 lat temu. W roku 1907.

Ojciec Święty Franciszek, wracając do Rzymu z pielgrzymki na Filipiny w styczniu 2015 roku, powiedział: „Jest taka książka, przepraszam, że robię reklamę, została napisana w 1907 roku w Londynie….Nosi tytuł „Władca świata”, a autorem jest Robert Hugh Benson. I chociaż została napisana w 1907 roku, to warto ją przeczytać, a czytając ją dobrze zrozumiecie, co mam na myśli mówiąc o kolonizacji ideologicznej“.

W homilii z 18 listopada 2013 r. wymienił utwór Bensona, mówiąc, że pokazuje on, jak duch świata prowadzi do apostazji, „niemal jakby to było proroctwo, jakby autor przewidywał, co się stanie”.

„Władcę świata” stawia się do dziś w szeregu tak wybitnych dzieł, jak „My” Jewgienija Zamiatina (1921), „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya (1932) czy „Rok 1984” George’a Orwella (1948).

Autor powieści był synem anglikańskiego arcybiskupa Canterbury i pochodził z bardzo znanej i wpływowej na Wyspach Brytyjskich rodziny. Gdy udał się z pielgrzymką do Ziemi Świętej i ujrzał, „jak powszechny jest Kościół katolicki, zaś Kościół anglikański przypomina małą parafię”, przyjął wiarę katolicką. Powieść napisał już jako… katolicki ksiądz.


Michael Guillen, ZDUMIEWAJĄCE PRAWDY. JAK NAUKA I BIBLIA ZGADZAJĄ SIĘ ZE SOBĄ.

Rewelacyjna, przedstawiona w wyjątkowo przystępny sposób, opowieść o nauce i Biblii jako partnerach w objawianiu zdumiewających prawd dotyczących świata, w którym żyjemy.

Wielu ludzi uważa, że nauka i religia są ze sobą sprzeczne, a część z nich twierdzi nawet, że odkrycia naukowe udowadniają, iż religijne wierzenia są zwyczajnie fałszywe. Czy w takim razie w obecnej epoce możliwa jest jeszcze wiara? Czy konieczny jest wybór pomiędzy religią a nauką? Michael Guillen, który sam jest naukowcem, doktorem fizyki, matematyki i astronomii, udowadnia, że nie tylko nie ma sprzeczności między wiarą a nauką, ale wzajemnie się one uzupełniają. Opierając się na licznych przykładach, pokazuje, jak wiele prawd, do których nauka dotarła niedawno, jest ukrytych w Piśmie Świętym. Z drugiej strony odkrycia naukowe pozwalają chrześcijanom głębiej zrozumieć Słowo Boże. Prawdziwa, dojrzała wiara, zdaniem autora, potrzebuje zarówno Objawienia, jak i nauki. Zaskakująca i niezwykle inspirująca książka Michaela Guillena to cudowna podróż po przełomowych odkryciach z dziedziny fizyki i astronomii. Pozwala ona nie tylko zagłębić się w tajemnice wszechświata, ale także odnaleźć ślady jego Stwórcy. Obowiązkowa lektura dla każdego zainteresowanego czymś więcej niż przyziemne sprawy doczesności, zarówno dla chrześcijanina, jak i otwartego na fakty sceptyka.
„Kłamstwo, jakoby wiara i nauka były wrogami, najcięższe chwile przeżywa wtedy, gdy bierze je pod lupę otwarty, niezwykle komunikatywny i ujmująco inteligentny dr Michael Guillen”. 
Eric Metaxas, New York Times, autor bestsellera Cuda. 

„W Zdumiewających prawdach dr Michael Guillen obala mity na temat rzekomego zdyskredytowania Biblii przez naukę, przedstawiając twarde dowody i logiczną argumentację, które sceptykom każą zrewidować poglądy, a wierzącym pozwalają podejść do Biblii z nowym zaufaniem”. 

Curtis V. Hail, prezes i dyrektor generalny, E3 Partners / I Am Second
Dr Michael Guillen jest autorem książkowych bestsellerów, doktorem fizyki, matematyki i astronomii, byłym wykładowcą Harvardu, prowadzącym bijące rekordy popularności programy telewizyjne o nauce, trzykrotnym zdobywcą nagrody Emmy.


Rodney Stark, NIE MÓW FAŁSZYWEGO ŚWIADECTWA. ODKŁAMYWANIE WIEKÓW ANTYKATOLICKIEJ NARRACJI.

Stark stara się na kartach tej książki pokazać, co wspólnego z rzeczywistością mają utrwalone w świadomości społecznej, a także w świecie naukowym, twierdzenia krytyczne wobec Kościoła katolickiego. Nie mów fałszywego świadectwa jest dziełem w istocie polemicznym, poświęconym obaleniu najbardziej – zdaniem Starka – rozpowszechnionych fałszywych antykatolickich tez obecnych w kulturze współczesnej. Autor rozprawia się z tymi tezami bądź dowodząc ich ewidentnej przesady, bądź wykazując całkowitą absurdalność tych twierdzeń.

Do swych rozważań Stark wybrał dziesięć zagadnień. Każdemu z nich poświęca jeden rozdział książki. Podczas lektury wędrujemy wraz z autorem od rzekomo wpisanego w katolicyzm antysemityzmu, poprzez tezę o fałszowaniu doktryny chrześcijańskiej i ukrywaniu „prawdziwych” ewangelii, oskarżenie o eksterminację świata pogańskiego, mit średniowiecza jako „wieków ciemnych”, rzekomą zbrodniczość krucjat, kwestię wyimaginowanych tortur i zbrodni inkwizycji hiszpańskiej, problem sprzeciwu Kościoła wobec nauki i jej zdobyczy, zagadnienie rzekomego usprawiedliwiania niewolnictwa, wizję Kościoła w każdej epoce popierającego dyktatorów i sprzeciwiającego się wolności i demokracji, aż po kwestię rzekomo wyłącznie protestanckich korzeni kapitalizmu i nowoczesnej gospodarki.

Paweł Skibiński znamiennie kończy swoją przedmowę do niniejszego wydania: „chciałbym podzielać optymizm autora, że czasy oszczerczej antykatolickiej propagandy należą do przeszłości, ale obserwując debatę publiczną, mam co do tego poważne wątpliwości. Niemniej tak otwarte, uczciwe i bezinteresowne książki na temat katolicyzmu jak ta napisana przez luterańskiego wykładowcę baptystycznego uniwersytetu, a zarazem przez dziecko antyreligijnego pokolenia ’68, wydają się napawać nadzieją”.


James L. Papandrea, DEPOZYT WIARY. JAK KOŚCIÓŁ KATOLICKI ZACHOWAŁ AUTENTYCZNĄ DOKTRYNĘ WCZESNYCH CHRZEŚCIJAN.

Czy zdarza ci się słyszeć, że znaczna część tego, w co wierzą katolicy, jest „wymyślona” przez ludzi, a nie dana przez Boga, że są to nie mające żadnego oparcia w Piśmie Świętym „dodatki”, które stanowią naleciałość na pierwotnym, autentycznym chrześcijaństwie?

Czy chciałbyś wiedzieć, jak odpowiadać na tego rodzaju zarzuty?

A może sam masz wątpliwości i pragniesz przekonać się, czy wiara katolicka jest zgodna z tym, w co wierzyli pierwsi chrześcijanie?

Sięgnij po znakomicie napisaną książkę Jamesa Papandrei. Udowadnia on, że istnieje nieprzerwana łączność pomiędzy przesłaniem Jezusa a doktryną Kościoła Katolickiego, a wszystkie prawdy wiary głoszone przez Kościół wynikają bezpośrednio z nauczania Chrystusa przekazanego przez Jego uczniów. Przez pierwsze stulecia naszej ery rozumienie tego nauczania rozwinięte zostało dzięki teologicznej pracy najbardziej światłych umysłów tamtych czasów, których nazywamy Ojcami Kościoła. Doktryna i liturgia, które są tej pracy efektem, żyją do dziś w Kościele Katolickim i stanowią depozyt autentycznej wiary uczniów Jezusa.
„Żyjemy w czasach dyktatury moralnego relatywizmu i rozmytych wartości. Nihilizmu i poprawności politycznej, która zastępuje prawdziwą religię. Bez powrotu do fundamentów wiary, która zbudowała zachodnią cywilizację, czeka nas katastrofa. Ta książka przypomina, dlaczego to Kościół katolicki jest skałą, mogącą nas przed tą katastrofą uchronić. Skałą, o której mówił Piotrowi Jezus Chrystus”. 
Łukasz Adamski, teolog, publicysta, krytyk filmowy i autor książki Bóg w Hollywood
James L. Papandrea jest profesorem historii Kościoła, autorem wielu książek na ten temat, konsultantem w dziedzinie formacji wiary dorosłych oraz profesjonalnym muzykiem.


Steve Weidenkopf, CHWAŁA KRUCJAT

Znakomicie napisana, obalająca rozpowszechnione mity historia zbrojnych wypraw, mających na celu odzyskanie chrześcijańskich ziem zagrabionych przez muzułmanów.

Wyprawy krzyżowe należą do najbardziej zafałszowanych i źle rozumianych wydarzeń w historii Kościoła. Ich obraz w masowej, ukształtowanej przez media, książki i filmy, wyobraźni jest przesycony ciemnymi barwami, a odpowiedzialność za krucjaty należy do standardowego katalogu oskarżeń wobec Kościoła. Tyle że, jak udowadnia autor Chwały krucjat, współczesne badania naukowe jednoznacznie wskazują, że ów obraz niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Steve Weidenkopf postawił sobie za cel ukazanie prawdziwej, opartej na najnowszych ustaleniach badaczy, historii krucjat. Prezentuje te wyprawy w ich historycznym kontekście, pokazując to, czego możemy krzyżowcom zazdrościć i co stanowi rzeczywistą chwałę krucjat. Nie oznacza to bynajmniej wybielania tego, co było w nich niegodziwe, złe czy zbrodnicze. Autor nie tworzy wyidealizowanej laurki, lecz przedstawia rzeczywiste historie mężczyzn i kobiet z krwi i kości, którzy kierowali się w swoich wyborach szczerą wiarą i wartościami, nie wahając się dla nich porzucić swego komfortu i zaryzykować życia.

Chwała krucjat to przedstawiona w żywy i absorbujący sposób opowieść o dramatycznych losach krzyżowców, o bohaterach i łotrach, bitwach i oblężeniach, intrygach i cudach, o wydarzeniach, które, choć oddalone od nas o stulecia, wpływają na los świata do dzisiejszego dnia.

Steve Weidenkopf jest wykładowcą historii Kościoła w Notre Dame Graduate School of Christendom College w Alexandrii, w stanie Wirginia, USA; twórcą i współautorem Epic: A Journey Through Church History; członkiem Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie.
„Ta znakomita książka czerpie z dorobku dekad naukowych badań, by pokazać zwykłemu czytelnikowi to, co historycy średniowiecza wiedzą od dawna: że obraz krucjat rozpowszechniany przez kulturę popularną nie ma nic wspólnego z faktami. Katolicy, którzy wzdragają się na wzmiankę o krucjatach, znajdą w tym dziele zaskakującą i inspirującą opowieść o wierze”. 
Thomas F. Madden, dyrektor Center for Medieval and Renaissance Studies, Saint Louis University

„To książka, którą powinniśmy dać do przeczytania każdemu, kto uważa krucjaty za plamę na historii Kościoła”. 
Robert Spencer, autor The Politically Incorrect Guide to Islam (and the Crusades)
Pośród powszechnych mylnych wyobrażeń na temat wypraw krzyżowych można wyodrębnić siedem głównych mitów. Książka ta jest poświęcona ich prostowaniu i wyjaśnianiu:

  1. Wyprawy krzyżowe stanowiły niczym nieuzasadniony akt agresji.
  2. Wyprawy krzyżowe narodziły się głównie z chciwości i chęci rabunku.
  3. Po zdobyciu Jerozolimy w roku 1099 krzyżowcy zabili wszystkich mieszkańców miasta – na ulicach miasta brodzono po kostki we krwi.
  4. Wyprawy krzyżowe miały na celu kolonizację zamorskich terytoriów.
  5. Wyprawy krzyżowe były skierowane również przeciw Żydom i powinno się na nie patrzeć jak na holokaust.
  6. Wyprawy krzyżowe były wojną prowadzoną w celu nawrócenia pogan.
  7. Wyprawy krzyżowe są przyczyną obecnych napiętych stosunków między krajami Zachodu a islamem.

Św. Bazyli Wielki, POGAŃSCY MISTRZOWIE CHRZEŚCIJAN

Zatroskany losem młodych krewniaków biskup Bazyli napisał do nich list z radami, jak się w świecie prawd pisanych poruszać. List okazał się traktatem o pryncypiach w procesie stawania się dorosłym człowiekiem i dotyczy spraw fundamentalnych. Chodzi w nim o sposób na życie. Chrześcijański biskup chce uczyć się od pogan i radzi jak to robić. Trudno o bardziej współczesne zagadnienie niż znajdowanie wspólnego języka z innymi, a jednocześnie trzymanie się prawdy i odrzucanie błyskotliwych nawet urojeń. Dzieło napisane w IV wieku na stałe trafiło do kanonu myśli filozoficznej i pedagogicznej naszej cywilizacji.

Bazyli z Cezarei (329-379) już za życia zwany Wielkim, pochodził z Cezarei Kapadockiej, wszechstronnie wykształcony w Cezarei, Konstantynopolu i Atenach, retor, wybitny humanista i teolog, a także pustelnik, założyciel największego ruchu monastycznego na Wschodzie zwanego „bazylianami”, biskup Kapadocji, twórca ośrodka dobroczynnego dla ludzi bezdomnych, sierot, bezrobotnych. Potrafił owocnie spierać się i współpracować z cesarzami, urzędnikami i duchownymi. Ceniony zarówno przez katolików, prawosławnych, protestantów, jak i niechrześcijan czy poszukujących. W Grecji to właśnie w jego święto daje się podarki bożonarodzeniowe.


MYŚL WŁAŚCIWIE, ŻYJ SZCZĘŚLIWIE. 365 REFLEKSJI NA KAŻDY DZIEŃ ROKU Z ABP. FULTONEM J. SHEENEM.

Książka "Myśl właściwie, żyj szczęśliwie" to doskonała lektura dla każdego, kto potrzebuje duchowego przewodnika w swojej codzienności!

Dowiesz się z niej, jaka jest jedna z głównych tajemnic nauczania abp. Fultona J. Sheena. To właśnie on był pierwszym kaznodzieją, który zdobył sławę jako telewizyjny ewangelizator, a jego najważniejsze przesłanie było bardzo proste - kształtując umysł prawdą możesz żyć dobrze i podobać się Bogu!

Jak to zrobić w dzisiejszych czasach? Wystarczy poświęcić kilka minut dziennie, w czasie których zainspirujesz się słowami autora. Dołączona do każdej sentencji krótka modlitwa pomoże Ci wcielić je w życie.

Książka "Myśl właściwie, żyj szczęśliwie" pozwoli Ci zrozumieć m.in.:

jakie znaczenie dla życia każdego człowieka ma krzyż?
dlaczego Jezus został człowiekiem?
jak zmienia się nasze serce, kiedy służymy innym?
kim dla każdego z nas powinna być Maryja?
Abp. Sheen był przekonany, że jeśli człowiek ukształtuje swe myśli prawdą, to będzie szczęśliwy, miły Bogu i osiągnie świętość. I właśnie o tym przekonuje w swoich myślach, zebranych w tej książce.

Życie to niezwykły spektakl, podczas którego mamy okazję powiedzieć wieczności „tak” lub „nie”. Wpuszczając światło do oka, muzykę do ucha i pokarm do żołądka, udoskonalamy każdy z tych organów; na podobnej zasadzie, napełniając umysł Prawdą, a wolę – Mocą, stajemy się czymś więcej niż stworzeniem: uczestnikiem Bożej Natury. Abp Fulton J. Sheen


BARTOLO LONGO. OD KAPŁANA SZATANA DO APOSTOŁA RÓŻAŃCA.

Beletryzowana biografia wyjątkowego człowieka. Z dna piekła na ołtarze Kościoła. Oto w skrócie życiorys bł. Bartola Longa. Kapłana szatana, spirytysty, a po nawróceniu oddanego sługi Królowej Różańca Świętego. Wszystko, co osiągnął, zawdzięczał różańcowi. Trzymając go w ręku zbudował najważniejsze różańcowe sanktuarium świata, nowe miasto Pompeje, a w nim dokonał wielkich dzieł miłosierdzia. Św. Jan Paweł II nazwał B. Longo „wzorem dla współ­czesnych świeckich katolików”.

224 strony z autentycznymi zdjęciami z życia Błogosławionego.



Guido Vignelli, ŚWIĘTY FRANCISZEK ODKŁAMANY

Kim naprawdę był Franciszek? Czy przypisywanie mu cukierkowej świętości jest uzasadnione? A może ten młodzieniec, którego podziwiamy na obrazach Caravaggia i freskach Giotta niekoniecznie był łagodny i spolegliwy?

Guido Vignelli rysuje obraz popularnego świętego zaskakującą, a często szokującą kreską. To śmiała i nietypowa jak na dzisiejsze czasy publikacja, która ukazuje Franciszka jako nieprzystającego do współczesnych sobie czasów mężczyznę. To także opowieść o mnichu, dla którego oswajanie ptaszków i pogawędki z wilkami wcale nie były najważniejszą częścią życiowego powołania. Każdy, kto chce odkłamać spojrzenie na świętego Franciszka, powinien przeczytać tę książkę!

Guido Vignelli urodził się w 1954 roku w Rzymie. Zajmuje się etyką, filozofią polityczną i doktryną społeczną Kościoła. W 1982 roku był jednym z założycieli rzymskiego Centrum Kulturalnego “Lepanto”, a w 1988 roku stowarzyszenia “Rodzina Jutra”; w 2004 roku miał swój udział w założeniu włoskiego magazu “Radici Cristiane” (Korzenie chrześcijańskie).

W latach 1993-2013 prowadził project SOS Dzieci, który organizuje kampanie informacyjne i prowadzi protesty przeciwko szkodom, jakie wyrządzają mass-media formacji psychologicznej, moralnej i religijnej dzieci. Dla wzmocnienia tych kampanii opublikował trzy książki, które cieszyły się szerokim zainteresowaniem: “Telewizja macocha”, “Wideo-kusiciel”, a także “Pornografia: diagnoza i terapia plagi społecznej”. W latach 2001-2006 był konsultantem Komisji Studiów nad Rodziną przy włosim rządzie. W 2015 roku pracował na rzecz międzynarodowej kampanii “Synowska prośba” do papieża Franciszka odnoszącej się do zagrożeń płynących z ostatniego synodu biskupiego na temat rodziny.

Jego ostatnia książka, “Rewolucja duszpasterska”, która została przetłumaczona na cztery języki, traktuje o zagrożeniach związanych z nową wizją duszpasterstwa rodziny. Guido Vignelli jest również autorem książek: “W Nim złożyć wszelką nadzieję”, “Cicha inwazja” o zagrożeniach związanych z masową imigracją, “Koniec świata czy początek Królestwa Maryi?” oraz “Święty Franciszek odkłamany” wydanej również w języku polskim.


Emil Neubert SM, ŻYCIE W ZJEDNOCZENIU Z MARYJĄ

Ojciec Emil Neubert SM, mariolog, rektor seminarium marianistów we Fryburgu oraz gorliwy apostoł Maryi, pragnął swoimi książkami rozpowszechnić naukę fundatora Towarzystwa Maryi, Błogosławionego Wilhelma Józefa Chaminade’a, który wierzył, że założenie Towarzystwa było wynikiem apostolskiej misji samej Maryi. Nic dziwnego, że książki o. Neuberta czytali i z zapałem rozpowszechniali najwięksi apostołowie maryjni XX wieku - Święty Maksymilian Kolbe, założyciel Rycerstwa Niepokalanej oraz Sługa Boży Frank Duff, założyciel Legionu Maryi. Z obydwoma o. Neubert pozostawał w serdecznych kontaktach listownych. Książka Życie w zjednoczeniu z Maryją, nad którą o. Neubert pracował przez 50 lat, była uważana przez jej autora za najważniejsze z jego dzieł. W przystępny dla czytelnika sposób o. Neubert przekłada nauczanie Kościoła dotyczące Matki Bożej na szereg praktycznych porad i wskazówek ułatwiających życie w pełnej z Nią jedności. Przywołuje wiele przykładów i doświadczeń z życia maryjnych świętych. Uczy, jak wcielać w codzienność katolicką naukę o Maryi jako o Współodkupicielce i Pośredniczce wszystkich łask.


Alicja Lewicka, PAPIEŻ ŚW. PIUS X WOBEC KRYZYSU MODERNISTYCZNEGO.

Modernizm wywołał bardzo duży kryzys w Kościele, stworzył napięcie między nauką a Kościołem. Moderniści nie zgadzali się z nauką Kościoła w kwestii dogmatów, natchnienia Pisma Świętego czy nawet boskości Jezusa Chrystusa. Doprowadziło to do zdecydowanych kroków od strony kościelnej. Próby rozwiązania problemu modernistycznego dzielą teologów i historyków. Należałoby odpowiedzieć na pytanie: dlaczego tak mocno walczono z tymi poglądami i jakimi sposobami? Wszakże Kościół ma stać w obronie depozytu wiary i czystości doktryny, nie może bronić herezji i błędów, które działają na zgubę dusz.

Niniejsza publikacja przedstawia reakcję papieża Piusa X i Kościoła na teologiczne i filozoficzne poglądy nurtu „modernistów” w Kościele katolickim. Ma ona również za zadanie przedstawienie poglądów modernistycznych i ukazanie zagrożenia, jakie za sobą niosą również po śmierci Ojca Świętego Piusa X.


Michał Krajski, RODZINA. OSTATNI BASTION

Od wielu lat trwa zmasowana walka z rodziną. Patrząc na zmiany w kościelnym nauczaniu o małżeństwie i rodzinie, może ogarnąć nas zwątpienie. Problem ten był niedostrzegany przez wiele lat, aż do czasu synodu o małżeństwie i rodzinie w 2014 i 2015 r. , który obnażył zabiegi progresistów, zmierzające do zniszczenia katolickiej nauki.

Michał Krajski w swojej książce pokazuje proces niszczenia rodziny, oraz przedstawia plan pozytywny, w jaki sposób walczyć z kryzysem.

dr Michał Krajski - historyk filozofii, publicysta, autor i współautor kilkunastu książek którego zainteresowania dotyczą historii protestantyzmu i najnowszej historii Kościoła katolickiego, zwłaszcza zmian. Publicysta Prawy.pl


Św. Alfons Liguori, CHWAŁA MARYI. ROZWAŻANIA MODLITWY, OPISY NAWRÓCEŃ.

Książka Chwała Maryi jest wiernym tłumaczeniem dzieła św. Alfonsa Liguori, wydanego w 1750 roku, jeszcze za życia autora. Jest żywym świadectwem jego głębokiej wiary i ufności do Matki Najświętszej, którą uważał za najlepszą Orędowniczkę i Wspomożycielkę, bramę wiodącą grzeszników do Boga. W swoich rozważaniach nie wahał się cytować i korzystać z doświadczeń swoich wielkich poprzedników: św. Brygidy, św. Bernarda z Clairvaux, św.Bernardyna ze Sieny i wielu, wielu innych. Jego nauczanie trafiało prosto pod strzechy i było przeznaczone dla najbardziej potrzebujących. Dlatego też św. Jan Paweł II wspominając w Redemptoris Mater postać św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, jako wyznawcę i nauczyciela duchowości maryjnej, stawia zaraz za nim postać św. Alfonsa Marii de Liguori i jego dzieło o Maryi.

Kiedy zatem pochylamy się nad pozostawionym nam przez św. Alfonsa tekstem, dostrzegamy, że pełna chwały Maryja jest również naszą bramą do nieba, jest drogą, po której każda i każdy z nas idzie do Domu Ojca. Maryja jest z nami do końca solidarna w trudzie wiary. Jest naszą przewodniczką i towarzyszką na drogach ziemskiego pielgrzymowania. Jest Matką Pana i pierwszą, która Jego słowom uwierzyła. (Arcybiskup Wojciech Polak Prymas Polski)


Ks. Ryszard Kurek, OJCOWIE PUSTYNI

Zbiór apoftegmatów (sentencji mądrościowych), anegdot i opowiadań o Ojcach i Matkach Pustyni, oraz ich przypowieści – wskazówki, opowiadane przybywającym do nich po radę wiernym. Szli na pustynię w przekonaniu, że porzucenie świata to ideał życia chrześcijańskiego. Wśród nich byli przedstawiciele różnych grup społecznych i zawodów: zarówno chłopi, ludzie z marginesu społecznego, nawróceni bandyci czy prostytutki jak i ludzie wykształceni, znający grekę czy łacinę: zamożni kupcy, skrybowie oraz adwokaci.

W książce autor przedstawia łącznie osiemdziesiąt dwie postaci wraz z ich krótkimi biografiami, wyjaśnia używaną przez nich terminologię oraz wprowadza czytelnika w klimat pierwszych wieków Kościoła. Dodatkowym atutem są kolorowe reprodukcje ikon wybranych Świętych.

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.