______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

piątek, 30 lipca 2010

Kardynał Ottaviani i Sobór Watykański II


Ataki prasowe na kard. Ottavianiego, zwłaszcza ze strony prasy komunistycznej i liberalnej, potwierdziły, że był on najważniejszą postacią pierwszej części soboru.

W trakcie pierwszych trzydziestu ośmiu zgromadzeń II Soboru Watykańskiego nie było z pewnością osoby, która zyskałaby taki rozgłos jak uczony, błyskotliwy i wytworny sekretarz najważniejszej kongregacji rzymskiej – Świętego Oficjum – kard. Alfred Ottaviani. I nie ma żadnej przesady w twierdzeniu, że zdecydowana większość komentarzy prasowych na jego temat była mu stanowczo nieprzychylna, niekiedy do stopnia graniczącego z histerią.

W czasie pomiędzy uroczystym otwarciem soboru 11 października a ogłoszeniem 8 grudnia w kaplicy papieskiej przerwy w jego obradach komunistyczne gazety we Włoszech nie ustawały w atakach prasowych na kardynała. Wkrótce dołączyła do nich zawodowa prasa antyklerykalna, a zwłaszcza rzymski „L’Espresso”, który 2 grudnia zamieścił na pierwszej stronie wielki nagłówek reklamujący artykuł, który wyjaśnić miał la sconfitta di Ottaviani – ‘klęskę Ottavianiego’. Artykuł ten, być może najważniejszy i najbardziej znaczący spośród tekstów wymierzonych w kardynała, napisany został przez byłego katolika. Jak można było oczekiwać, również nasze „Time” i „Newsweek” przyłączyły się do chóru niezadowolonych. W tekstach niezwykle podobnych pod względem ilości nieścisłości i złej woli starano się na wszelkie możliwe sposoby przekonać najbardziej podatną na wpływ część amerykańskiej opinii publicznej, że kard. Ottaviani uważany jest, lub przynajmniej powinien być, za całkowicie niereprezentatywnego członka kolegium kardynalskiego.

Każdego bezstronnego obserwatora zjawisko to powinno skłonić do refleksji. Oczywiście należało oczekiwać, że komunistyczne gazety, jak „L’Unitŕ” i „Il Paese” będą robić co tylko w ich mocy, by przeciwstawiać się wpływowi każdego lojalnego i skutecznego rzecznika Kościoła katolickiego. „L’Espresso” zazwyczaj usiłuje dyskredytować duchownych. Również „Time” poszczycić się może długim i wyjątkowo mało chwalebnym rejestrem wrogości okazanej kard. Ottavianiemu.

Nie wyjaśnia to jednak nawet w przybliżeniu liczby i gwałtowności ataków prasowych skierowanych przeciw niemu podczas dni poprzedzających otwarcie soboru, w trakcie samych sesji i w dniach następujących bezpośrednio po jego przerwaniu. Jeśli chcemy poznać prawdziwe powody tej zorganizowanej nagonki, powinniśmy poszukać motywów innych niż jedynie zwyczajowo niechętny stosunek gazet do kard. Ottavianiego (...). Przede wszystkim należy zaznaczyć, że w charakterze czy kwalifikacjach kardynała nie ma niczego, co mogłoby jakoś wyjaśniać ową złą prasę, jaką miał w trakcie soboru. Kościół katolicki szczęśliwie posiada w swych szeregach wielu wybitnych pod względem intelektualnym członków hierarchii – wątpię jednak, czy któregokolwiek z ojców soborowych można by określić jako wykształconego lepiej niż kardynał sekretarz Świętego Oficjum. Jest on doświadczonym i błyskotliwym wykładowcą, którego praca z zakresu publicznego prawa kościelnego jest standardowym tekstem, (...) znanym na każdym uniwersytecie świata, na którym przedmiot ten jest wykładany. Był on również jednym z najbardziej błyskotliwych zastępców sekretarza stanu w XX wieku. Jego erudycja w dziedzinie teologii, zwłaszcza w zakresie fundamentalnej teologii dogmatycznej, jest niezrównana.

Będąc człowiekiem niezwykle uprzejmym, kard. Ottaviani ma co najmniej tylu przyjaciół wśród amerykańskich kapłanów i członków amerykańskiej hierarchii, co każdy inny kardynał Kurii Rzymskiej. Jest zawsze życzliwy, zawsze przystępny. Ponadto, cicho i bez fanfar, kard. Ottaviani poświęcał wiele swego czasu i środków na poprawę warunków życia ubogich chłopców i dziewcząt z Borgo. Wraz ze swoim starym przyjacielem, śp. kard. Borgongini-Duca, utrzymywał obok budynku Świętego Oficjum instytucję dbającą o wypoczynek oraz poprawę warunków materialnych i duchowych tych dzieci. Wspiera również dom dla ubogich dziewcząt, Oazę Św. Rity w Fascati.

Jak więc widzimy, ataki komunistycznej i antykatolickiej prasy skierowane przeciw kard. Ottavianiemu były całkowicie bezpodstawne – nie sposób zarzucić mu ani braku miłosierdzia, ani braku kwalifikacji intelektualnych, ani wreszcie braku cech charakteru niezbędnych dla piastowania zajmowanego przez niego stanowiska.

Ataki skierowane przeciwko kardynałowi przez gazety rodzaju „L’Espresso”, „Il Paese” czy „Time”, brały się po prostu z tego, że wypełniał on, z widocznym powodzeniem, obowiązki wynikające z piastowania dwóch stanowisk, na które został mianowany przez Jana XXIII. Kardynał Ottaviani jest sekretarzem Kongregacji Św. Oficjum oraz kardynałem przewodniczącym teologicznej komisji przygotowawczej na II Sobór Watykański.

To Jan XXIII wyznaczył kard. Ottavianiego na stanowisko sekretarza Świętego Oficjum. Należy jednak pamiętać, że kardynał był rzeczywistą głową tej najbardziej wpływowej kongregacji rzymskiej od 1935 r., kiedy to mianowany został asesorem Świętego Oficjum po wyróżniającej służbie w charakterze zastępcy sekretarza stanu. Nominacji w 1935 r. dokonał papież Pius XI. W roku 1953, kiedy Ottaviani wyniesiony został do godności kardynalskiej, zmienił stanowisko z asesora na drugiego sekretarza. Pierwszym sekretarzem był wówczas kard. Pizzardo.

Tak więc od 1935 r., przez 28 najbardziej burzliwych lat w historii Kościoła katolickiego, nazwisko kardynała związane było z Kongregacją Świętego Oficjum. W okresie tym opublikowanych zostało kilka książek, które zasłużyły na dezaprobatę ze strony Stolicy Apostolskiej i stosownie do tego zostały potraktowane. Niektóre z nich umieszczono na indeksie, inne wycofano z obiegu. W niektórych przypadkach opublikowano ostrzeżenia przed czytaniem pozycji sprzeciwiających się doktrynie Kościoła katolickiego, w innych upomnień udzielano prywatnie. Nierzadko ucierpiała przy tym miłość własna autorów. Bez wątpienia niechęć niektórych dysydenckich pisarzy i wykładowców do kard. Ottavianiego wytłumaczyć można tym, że był on w owym czasie jedną z czołowych postaci Świętego Oficjum. Taki sam jest powód negatywnego nastawienia do niego prasy komunistycznej i liberalnej.

Ottaviani – wróg „nowej teologii”

Nikogo nie trzeba przekonywać do istnienia w dzisiejszym świecie agresywnie antykatolickej prasy, która, choć nie jest dogmatyczna w tym sensie, co dawne „Menace” czy „Fellowship Forum”, chętnie widziałaby jednak, jak Kościół katolicki zmienia podstawy swego nauczania i stosunek do innych organizacji religijnych. Rozkoszują się one perspektywą, że w taki czy inny sposób Kościół katolicki mógłby wyrzec się w przyszłości stanowiska określonego w Lamentabili sane exitu, w Pascendi dominici gregis czy przysiędze antymodernistycznej. Gazety tego rodzaju są oczywiście zawsze gotowe do przyklaskiwania ludziom wewnątrz Kościoła, co do których przekonane są, że podzielają ich odczucia. Gotowe są też skierować całą swą machinę propagandy przeciw człowiekowi, którego uważają za przeszkodę w realizacji swych celów.

Kard. Alfred Ottaviani jest dla pism tego rodzaju naturalnym celem ataków. Mówiąc słowami prawa kanonicznego: „Congregatio Sancti Officii, cui ipse Summus Pontifex praeest, tutatur doctrinam fidei et morum”. Człowiek, który jako asesor, zastępca sekretarza i wreszcie sekretarz tej kongregacji pracował dla trzech papieży nad ochroną czystości i integralności wiary przez niemal 28 lat, jest siłą rzeczy niepopularny wśród tych, którzy chcieliby widzieć zmiany w doktrynie katolickiej. Ataki skierowane przeciwko kardynałowi stanowią więc w gruncie rzeczy dowód na to, że przez ostatnich 28 lat naprawdę dobrze wykonywał swoją pracę.

Skoro kard. Ottaviani zasłużył sobie na niechęć pism takich jak „L’Espresso” czy „Newsweek” swą ofiarną służbą Kościołowi katolickiemu w Kongregacji Świętego Oficjum, nie dziwi fakt, że taką samą reakcję wywołała jego praca na stanowisku kardynała przewodniczącego teologicznej komisji przygotowawczej na II Sobór Watykański. Komisja teologiczna, tak jak inne komisje przygotowawcze i sekretariaty, powołana została latem 1960 r., po zakończeniu pracy przez komisję przedprzygotowawczą. Kard. Ottaviani zgromadził członków swojej komisji w październiku tego samego roku, na miesiąc przed rozpoczęciem prac pozostałych komisji przygotowawczych. Po starannym i szczegółowym zbadaniu postulatów przedstawianych przez biskupów, uczelnie, kongregacje, urzędy i trybunały Kurii Rzymskiej komisja teologiczna przystąpiła do sporządzenia wstępnego schematu, który miał być przedstawiony najpierw komisji centralnej, potem Ojcu Świętemu, a na koniec soborowi. Końcowe spotkanie całej komisji teologicznej odbyło się w marcu 1961 r.

Ani kardynał przewodniczący, ani członkowie i doradcy komisji nie byli na tyle naiwni, by wyobrażać sobie, że efekt ich pracy zostanie przyjęty przez sobór bez poprawek. Mieli całkowitą świadomość że przedstawiają jedynie szkice dokumentów, które przed ostatecznym ogłoszeniem przez sobór jako definitywny wyraz nauki katolickiej, będą poddawane modyfikacjom i radykalnym zmianom.

Krzykliwa opozycja i potok obelg miotanych przeciwko kard. Ottavianiemu dowodzą, że praca komisji teologicznej została w zasadzie uwieńczona sukcesem. Gdyby komisja pod kierownictwem kardynała przedstawiła w swych postulatach elementy „nowej teologii”, odrzuconej przez encyklikę Piusa XII Humani generis, zarówno ona, jak i jej przewodniczący staliby się bożyszczami komunistycznej i liberalnej prasy. Gdyby jednak nauczanie takie znalazło się w dokumentach opracowywanych przez papieską komisję teologiczną, tak ona, jak i jej przewodniczący winni byliby przestępstwa przeciwko czystości i integralności doktryny katolickiej.

Przed zakończeniem pierwszej części II Soboru Watykańskiego papież Jan XXIII mianował członków nowej komisji, która miała być odpowiedzialna za koordynację prac w okresie pomiędzy zakończeniem pierwszej części soboru (8 grudnia 1962 r.) a rozpoczęciem drugiej (8 września 1963 r.). Odnosząc się do nowej komisji, znany i szanowany kapłan amerykański powiedzieć miał (wedle agencji informacyjnej NCWC News Service): „Ustanowienie przez papieża specjalnej komisji koordynującej nanoszenie poprawek podczas długiej przerwy w obradach soboru oznacza, że teologia kontrreformacji nie będzie w stanie wywrzeć wpływu na [ostateczny] schemat”.

Człowiek, który poczynił to spostrzeżenie, jest jednym z najbardziej szanowanych, a zarazem kompetentnych kapłanów w USA. Uważam jednak, że w tym przypadku na jego ocenę wpłynęły w pewnym stopniu ośrodki, które atakowały kard. Ottavianiego. Postrzega on komisję, którą Ojciec Święty powołał 6 grudnia, jako ciało mające zapobiec wywarciu na schemat jakiegokolwiek wpływu przez to, co nazywa on „teologią kontrreformacyjną”. Niewątpliwie nazwisko kardynała Ottavianiego było w pewien sposób wiązane – i słusznie – z tym, co ks. Sheerin określał jako „teologia kontrreformacyjna”. I wydaje się, iż właśnie fakt, że nie pozwolił on na deprecjonowanie tej teologii, był powodem brutalnych ataków, jakich doświadczył w ostatnich miesiącach.

„Teologia kontrreformacyjna”

Czym dokładnie jest „teologia kontrreformacyjna”? Oczywiście najprostsza odpowiedź brzmi, że jest to doktryna przedstawiona przez wybitnych teologów, którzy głosili naukę katolicką i bronili jej przed atakami przywódców protestanckiej reformacji. Byłoby to więc nauczanie zawarte w pracach takich pisarzy jak Eck, Cochlaeus, Pighius, Tapper, Driedo i Latomus. Mówiąc jednak ściślej, jest to nauczanie uporządkowane w pismach mistrzów epoki kontrreformacji, ludzi takich jak Melchior Cano, św. Piotr Kanizjusz, św. Robert Bellarmin, Tomasz Stapleton, William Estius, John Wiggers, Franciszek Sylvius, John Lens, Franciszek Suarez, Grzegorz z Walencji i Adam Tanner.

Wszyscy oni jednogłośnie twierdzili, że istnieją pewne prawdy, które Kościół przedstawia nam do wierzenia wiarą Boską i katolicką, a które nie są zawarte w żaden sposób, wprost czy też pośrednio, w księgach Pisma świętego. Nauczali nieugięcie, że Kościół katolicki jest jedynym prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa i że poza tym jedynym prawdziwym Kościołem człowiek nie może osiągnąć wiecznego zbawienia. Uczyli, że jedyny prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa jest – wedle Nowego Testamentu – społecznością prawdziwie widzialną (...).

Takie są właśnie fundamentalne tezy „teologii kontrreformacyjnej”, które wywoływały irytację pośród niektórych środowisk, śledzących uważnie prace II Soboru Watykańskiego. I z całą pewnością byli ludzie, którzy nie chcieli, by któreś z tych tez znalazły się w konstytucjach i dekretach ostatecznie uchwalonych przez sobór.

Sprzeciw wobec tez „teologii kontrreformacyjnej” pochodził z trzech kierunków. Przede wszystkim od tych, którzy nie są katolikami i którzy pragną, by Kościół zmienił swe nauczanie. Ludzie ci nie wierzą, że doktryna „teologii kontrreformacyjnej” jest prawdziwa. Potem oczywiście mamy tych katolików, którzy są przekonani, że powyższe tezy są całkowicie prawdziwe, uważają jednak, że ich uroczyste przedstawienie przez sobór powszechny nie posłuży obecnie ekumenizmowi. Trzecią grupę stanowią katolicy, którzy wydają się przekonani, że pomimo iż tezy te da się jakoś obronić, to głoszenie ich obecnie byłoby nierozsądne, ponieważ potrzeba znacznie więcej badań i dochodzeń, zanim Kościół mógłby nauczać ich w sposób pewny i bezsporny.

Nie ma żadnej wątpliwości co do tego, że nazwisko kard. Ottavianiego może być kojarzone z twierdzeniami typowymi dla „teologii kontrreformacyjnej”, ale które są również elementami zwyczajnego Magisterium Kościoła katolickiego. Jest on uważany za jednego z tych, a nawet w jakimś stopniu za przywódcę tych, którzy utrzymują, że jeśli sobór ma wypowiadać się w ogóle w tych dziedzinach doktryny, musi sformułować swe tezy jasno i przekonująco. Słusznie postrzega się go jako tego, który wierzy, że Urząd Nauczycielski Kościoła katolickiego wymaga jasnego i precyzyjnego sformułowania tych objawionych prawd, nawet jeśli znaczna część wyznawców religii niekatolickich nie chce ich zaakceptować i pomimo tego, że dalsze studia na ten temat są możliwe i pożądane.

O nikim, a już na pewno nie o kardynale i tych, którzy podzielają jego stanowisko, nie można powiedzieć, by wyobrażali sobie, że badanie jakiejś kwestii mogłoby powstrzymać wykonywanie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, zwłaszcza w wyrażeniu uroczystego osądu przez sobór powszechny (...). Można i bez wątpienia powinno się prowadzić dalsze studium nad dogmatem o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Studium takie będzie zawsze jednak badaniem dogmatu, wedle którego pod koniec swego ziemskiego życia Matka Boża została wzięta z ciałem i duszą do chwały nieba. Były i z pewnością powinny być kontynuowane studia nad dogmatem o nieomylności papieskiej. Badania takie, jeśli mają zachować naukowy obiektywizm, powinny jednak polegać na pogłębieniu zrozumienia objawionej prawdy, wedle której papież, kiedy przemawia ex cathedra, obdarzony jest tą nieomylnością, w którą Zbawiciel pragnął uposażyć Kościół w zakresie definiowania doktryny dotyczącej wiary i moralności. Powinno się dążyć do lepszego zrozumienia prawdy, że definicje ex cathedra biskupa Rzymu są wolne od błędu same z siebie, a nie z powodu zgody Kościoła.

Dokładnie na tej samej zasadzie – i kardynał bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę – konieczne będą dalsze studia nad zagadnieniami, którymi zajmować się będzie II Sobór Watykański. Jednak to, że mogą one i powinny mieć miejsce, w żaden sposób nie sprzeciwia się faktowi, że Kościół nauczał w przeszłości i dalej będzie nauczał, iż pewne prawdy przedstawiane katolikom jako objawione, nie są zawarte w Piśmie św. (...). Niechęć okazywana kard. Ottavianiemu przez niekatolicką prasę wynikała właśnie z tego, że w obliczu całej tej gadaniny o duchu ekumenicznym i charakterze pastoralnym soboru, nigdy nie zapomniał, że „nauczanie kontrreformacyjne” jest integralną częścią doktryny Kościoła katolickiego.

Podstawowym obowiązkiem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła katolickiego jest głoszenie prawdy jego członkom. Każdy świadomy katolik wie bardzo dobrze, że Kościół nie mógłby zaprzeczyć żadnemu ze swych dogmatów, nawet jeśli w rezultacie tego zaprzeczenia miliony niekatolików miałyby się do niego dołączyć. Nawet gdyby wszystkie prześladowania Kościoła i jego wiernych członków mogły zostać powstrzymane przez odwołanie przez Kościół jednego z dogmatów należących do „teologii kontrreformacyjnej”, nie mógłby on tego uczynić. Aż do końca czasów Kościół musi pozostać i pozostanie posłuszny Bożemu nakazowi przekazywania wszystkiego, co Zbawiciel kazał mu nauczać. Częścią tego depozytu prawdy jest nauka negowana lub kwestionowana przez protestanckich reformatorów, a zawarta w dokumentach Magisterium Kościoła ogłoszonych podczas i po Soborze Trydenckim. Chlubę przynosi kardynałowi fakt, że jego nazwisko wiązane jest z otwartą i nieugiętą obroną tych elementów doktryny. Ataki wymierzone w niego przez mniej lub bardziej antykatolickie odłamy świeckiej prasy są skutkiem jego stanowczego nalegania, by żadna z części objawienia przekazanego przez Zbawiciela nie była pomijana w imię czy pod pretekstem lepszego czy doskonalszego zrozumienia.

„On nie dał się omamić”

Należało się spodziewać, że w przerwie w obradach soboru, przed jego wznowieniem we wrześniu, prasa będzie próbowała wywrzeć na swych czytelników wpływ i przekonać ich, że sprawa ludzi, którzy przedstawiani byli jako przeciwnicy kardynała, jest sprawą, która ostatecznie zatryumfuje i która na tryumf ten zasługuje. Co ciekawe, w słowie od redakcji „Washington Post” z 16 grudnia p. Leon Wollemborg napisał: „Należy się spodziewać, że nawet długa przerwa przed wznowieniem obrad soboru we wrześniu następnego roku pomoże raczej reformatorom niż tradycjonalistom”. Powodem tego typu prognoz jest przypuszczenie, że ludzie, o których pisze się jako o „reformatorach” (większość z nich nie byłaby szczególnie zachwycona tym określeniem), będzie miała szansę przez 9 miesięcy wymieniać między sobą korespondencję. P. Wollemborg zdaje się zapominać, że poczta pracuje również dla „tradycjonalistów”. Jednak jego artykuł (w którym nazywa on kardynała Ottavianiego człowiekiem „uważanym za przywódcę «starej gwardii»”) dostarcza jeszcze jednego dowodu, że pewien odłam świeckiej prasy nigdy nie pominie okazji do wychwalania ludzi, po których spodziewa się, że gotowi są zmienić doktrynę katolicką czy porzucić jakąś jej część, i nigdy nie pominie sposobności, by przedstawić obrońców czystości i integralności wiary katolickiej w złym świetle.

To właśnie ataki prasowe na kard. Ottavianiego potwierdziły, że był on najważniejszą postacią pierwszej części soboru. Nieprzychylne komentarze prasowe odnośnie do kard. Manninga podczas I Soboru Watykańskiego i po jego zakończeniu poświadczyły jedynie, że był on jednym z najwybitniejszych i najważniejszych członków tego czcigodnego zgromadzenia. Również inni, którzy przyczynili się w wielkim stopniu do ogłoszenia dogmatu o nieomylności papieskiej, jak np. kardynałowie Pie i Cullen czy bp Senestrey, atakowani byli wówczas przez prasę.

Z pewnością historia pokaże kiedyś, że misja kardynała sekretarza Świętego Oficjum podczas ostatniego soboru powszechnego Kościoła katolickiego była prawdziwie opatrznościowa. Za cenę swej własnej popularności i lekceważąc pragnienia antykatolickiej prasy, człowiek ten nieugięcie bronił czystości i integralności wiary katolickiej. Nie dał się omamić przez złudzeniu, że cokolwiek dobrego wyniknąć może dla Kościoła z pomijania milczeniem pewnych dogmatów, aby przypochlebić się tym, którym nie podoba się stałość jego nauczania. Podkreślał potrzebę odważnego głoszenia doktryny katolickiej, nawet wówczas, kiedy sprzeciwiała się ona tezom reformatorów i modernistów.

Jednak świadomi katolicy nie dadzą się zwieść napaściom i insynuacjom miotanym przeciwko kard. Ottavianiemu, tak przeszłym, jak i tym, które z pewnością nadejdą. Byłoby czymś tragicznym, gdyby lud Boży, dla którego ów serdeczny, a zarazem niezwykle wykształcony i wybitny sługa Kościoła pracował tak dobrze, zwrócił się przeciwko temu, który jak niegdyś św. Atanazy, pracował dla prawdy Chrystusa podczas soboru powszechnego prawdziwego Kościoła. Ω

Tekst za „The American Ecclesiastical Review” ze stycznia 1963. Tłumaczył Tomasz Maszczyk

Źródło informacji: http://www.piusx.org.pl

czwartek, 29 lipca 2010

Jedna etyka, czy wiele etyk?

wtorek, 27 lipca 2010

Aberracje liturgiczne cz. 27


poniedziałek, 26 lipca 2010

Film powołaniowy dominikanów z lat 60 XX wieku

wtorek, 13 lipca 2010

Aberracje liturgiczne cz. 26 - Msza Mundialowa




"Msza Mundialowa", celebrowana przez księdza Paula Vlaara z parafii pw. św. Wiktora w Obdam. Księdz ubrany w pomarańczowy ornat i kościoł przystrojony piłkami, bramkami i pomarańczowymi transparentami. Msza ta była celebracją piłki nożnej, co jest oczywiście nie tylko śmieszne, ale i bluźniercze. Dla katolika Msza św. jest uobecnieniem ofiary Chrystusa na Krzyżu, a Eucharystia źródłem i szczytem jego wiary.

niedziela, 11 lipca 2010

Już wkrótce w twojej parafii

Dlaczego księża nie noszą sutanny?

Dobre pytanie. No właśnie, czemu? Lepiej zapytać teraz, zanim przyjmiemy model francuski (Polacy zawsze musieli coś lub kogoś małpować, tymczasem to, co sami wypracowali, własnym potem, było na tyle atrakcyjne dla innych, że przez stulecia staliśmy się państwem wielonarodowym). Nie chodzi mi o to, by ksiądz jeździł w sutannie na rowerze, czy na nartach, albo malował płot w stroju służbowym, ale koloratka u powszechnie znanego księdza występującego w telewizji by się przydała. (Bo nie wiem, zaproszono go i mówi prywatnie, czy jako "poseł"?) Ja noszę obrączkę, choć zdaję sobie sprawę, że jak tak dalej pójdzie to za kilka lat będzie to anachronizm niepoprawny politycznie i być może prawnie zakazany jako ostentacyjne obnoszenie się z heteroseksualnym szowinizmem. To się zaczęło jako efekt uboczny Soboru Watykańskiego II, tak jakby to była jedna z jego najważniejszych zdobyczy. Tak swoją drogą, mundurki w szkole miały swój głęboki sens, podobnie jak toga sędziego, adwokata, czy rektora, albo kitel lekarza. Pełnimy w życiu zawsze jakieś role i jeśli chcemy być w tym poważni, to bądźmy czytelni. Czytelni są i kibice piłkarscy i kierowcy motocyklowi i żołnierze i policjanci i grypsujący recydywiści. Tylko dobro ma być niewidoczne dla oczu?

x. Andrzej Przybylski

(rektor seminarium duchownego w Częstochowie)

sobota, 10 lipca 2010

Dlaczego warto słuchać św. Tomasza z Akwinu

środa, 7 lipca 2010

x. Leonard Goffi - Nauka o świętym Sakramencie kapłaństwa

Czy kapłaństwo jest osobnym, od Boga wybranym świętym stanem?

Tak jest. Wynika to z Pisma świętego, starego i nowego zakonu i znajduje stwierdzenie w świętej apostolskiej tradycji. Sam Bóg w zakonie Mojżeszowym wybrał z pokoleń Judzkich osobny ród, Aarona i potomków jego, i włożył nań obowiązek uroczystego odprawiania nabeżeństwa, modlenia się za lud, pouczania go w wierze (II. Mojż. 28, 1 itd., III. Mojż. 9, 7; I Król. 2, 28 i t. d.), poszczególnie zaś składania ofiar codziennych (III. Mojż. 1, 11; IV. Mojż. 18); tym końcem dokonywano poświęcenia kapłanów wśród różnych, przez Boga przepisanych obrzędów, przez siedem dni. (II. Mojż. 28, 4 itd.; II. Mojż. 29.) Prócz tego ustanowił Pan Bóg w starym zakonie pewien rodzaj pomocników kapłańskich w służbie Bożej, Lewitów (IV. Mojż. 3, 12; 8, 6-18.) Pochodzili oni z pokolenia Lewi, nie otrzymywali ziemi dziedziecznej jak inne pokolenia, lecz utrzymywali się z ofiar i dziesięcin i święceni byli, jak kapłani. (IV. Mojż. 18, 21; 8, 6-26). To kapłaństwo, będące pierwowzorem właściwego kapłaństwa nowego zakonu, nie zostało zniesione przez Chrystusa, lecz raczej udoskonalone. Chrystus bowiem nie na to przyszedł, aby unieważnić, lecz aby uzupełnić zakon. Dla tego też wybrał Chrystus przy rozpoczęciu Swego posłannictwa dwunastu apostołów i 72 uczniów z pomiędzy wiernych i rzekł do nich: „Ja was obrałem i postanowiłem was, abyście szli i przynieśli owoc.” (Jan, 15, 16). Dał im moc rozgrzeszania, uświęcania i jednania ludzi z Bogiem. (Mat. 18, 18.) Polecił im głosić ewangelią wszystkim narodom, (Mat. 28, 18-20), i pełnić Swą przenajświętszą ofiarę. (Łuk. 22, 19.) Jak apostołowie i uczniowie, tak później przez Ducha św. Paweł św. na apostoła wybrany został, który sam się nazywa sługą Chrystusowym i szafarzem tajemnic Chrystusowych (I Kor. 4, 1; Tyt. 1, 7) i z Barnabaszem na kapłana wyświęconym został. (Dzieje ap. 13, 2-3.) Podobnie wybierali i wyświęcali apostołowie swych następców (I Tym. 4, 14; II Tym. 1, 6) i ustanowili siedmiu dyakonów jako pomocników w urzędzie kapłańskim. (Dzieje ap. 6, 1-3.) – Z tych jasnych świadectw wnosić należy, że, jak Bóg w starym zakonie, tak Chrystus w nowym testamencie wyznaczył do steru Kościoła, służby Bożej i na zbawienie wiernych osobny stan i pomiędzy mężami do tego stanu należącymi ustanowił pewne stopniowanie, jak to stwierdza święta tradycya apostolska. Juz najpierwsi Ojcowie święci, Ignacy i Klemens, uczniowie apostolscy, piszą o biskupach, kapłanach i dyakonach (tak ich też nazywa Pismo św.), przeznaczonych do służby Bożej i dla wiernych; subdyakonach, ostyaryuszach, lektorach, eksorcystach, akolitach wspominają św. Grzegórz Nacyanceński, święty Justyn, św. Cypryan i wielu innych, a mianowicie synod Kartagiński roku 298, który też ściślej oznacza sposób święceń kapłańskich.

Innowiercy wprawdzie twierdzą, że Kościół rzymsko-katolicki pozbawia prawdziwych wiernych należnej im godności, gdy jednemu tylko stanowi przyznaje kapłaństwo. Na dowód przytaczają dwa miejsca (I list Piotra 2, 9), gdzie Piotr nazywa wiernych królewskiemi kapłanami i (Objaw. 1, 6), gdzie Jan mówi, że Chrustus uczynił nas królmi i kapłanami. Ale to miejsca mają tylko na myśli wewnętrzne kapłaństwo, mocą którego każdy chrztem uświęcony chrześcijanin, będący w stanie łaski, a więc sprawiedliwy, jest żywym członkiem Ciała Jezusa Chrystusa, Najwyższego kapłana, ma składać ofiary duchowne t. j. ofiary modlitwy, umartwienia, miłosierdzia, pokuty na ołtarzu serca swego, jak to samo mówią św. Piotr apostół (I. 2, 5), św. Paweł (Rzym. 12, 1) i Dawid (Ps. 50, 19). Gdyby twierdzenie innowierców, że wszyscy wierni są kapłanami, opartem było na prawdzie, w takim razie godzi się zapytać, czemu Pan Bóg w starym zakonie ustanowił osobny stan kapłański; i czemu Chrystus i apostołowie wybierali tylko ludzi zdolnych do służby Bożej. Jeśli wszyscy wierni mogą być kapłanami, zachodzi pytanie, czemu nie mogą być królami, boć przecież Jan mówi, że Chrystus nas uczynił królami, Pan Bóg owszem srodze karał tych, co sobie przywłaszczali kapłaństwo, jak to widać na Ozyaszu, który trądem pokaranym został za to, że w świątymi poważył się kadzić, co było wolno jedynie kapłanom.

Nie dziwi nas to twierdzenie innowierców. Jeżelić mówią, że Pismo święte jest jedynem źródłem wiary i każdy je tłómaczyć może według swej woli, na cóż nam się przydadzą kaznodzieje? Ponieważ dalej nie uznają ofiary, a nawet i Sakramentów świętych oprócz chrztu, nie potrzeba więc kapłanów. Jeżeli jednak według nauki Kościoła rzymsko-katolickiego Ofiara św. trwać ma do końca świata, gdyż w Kościele tylko wykonuje sie wydzielanie ustanowionych przez Chrystusa Sakramentów; jeżeli na Kościele ciąży nałożony przez Chrystusa obowiązek nauczania wszystkich narodów, natenczas nie obędzie się bez wyznaczonych na ten urząd kapłanów, pełniących święty przez Chrystusa ustanowiony urząd; a ci nie tylko powinni być wybierani, ale i osobnym Sakramentem wyświęcani.

Czem jest kapłaństwo?

Kapłaństwo jest ustanowionym przez Chrystusa Sakramentem, mocą którego powołanym na to mężom, oddającym się służbie Kościoła, udziela się duchowną władzę i szczególną łaske dobrego i śwątobliwego wykonywania obowiązków, do tego urzędu przywiązanych.

Jaki jest zewnętrzny znak udzielania kapłanom tejże łaski?

Kładzenie rąk przez biskupa, modlitwa, oddanie kielicha z chlebem i winem i ustne polecenie zamieniania tegoż chleba na Ciało i Krew Chrystusa, tudzież odpuszczania i zatrzymywania grzechów. (Conc. Flor. in Decr. Eug. et Trid. Sess. 14, c. 3. de poen. et Sess. 22. c. 1.)

Kiedy ustanowił Chrystus Pan ten Sakrament?

Przy ostatniej wieczerzy, gdy po zmianie chleba na prawdziwe Ciało Swoje, a wina na prawdziwą Krew Swoją, rzekł: „Czyńcie to na Moją pamiątkę”, jako też, gdy rzekł po zmartwychwstaniu: „Jak Mnie Ojciec posłał, tak i Ja was posyłam”, przy czem tchnął na nich i udzielił im mocy odpuszczania i zatrzymywania grzechów. (Jan 20, 21-23.)

Czy święcenie kapłanów zawsze w Kościele uchodziło za rzeczywisty Sakrament?

Zawsze; gdyż już apostół Paweł św. napomina swego ucznia Tymoteusza (I Tym. 4, 14), aby nie zaniedbywał łaski udzielonej sobie przez kłądzenie rąk przełożonych; w innem miejscu (II Tym. 1, 6) napomina go, aby wzniecał w sobie łaskę Bożą, która w nim jest skutkiem kładzenia rąk. Ztąd wynika, że Paweł był przekonany, iż zewnętrzną oznaką kładzenia rąk przez biskupa lub kapłana udziela się szczególną łaskę, na czem przecież polega istota Sakramentu. Dla tego też św. sobór Trydencki (Sess. 23 de ord. can. 3) wyklina tych, co twierdzą, że kapłaństwo nie jest prawdziwym, właściwym, przez Chrystusa ustanowionym Sakramentem, lecz wynalazkiem ludzkim i obrzędem wybierania sług Słowa Bożego i szafarzów Sakramentów.

Czy powołani do kapłaństwa święcą się natychmiast na kapłanów?

Nie! Po ścisłym zbadaniu swych wiadomości w świętych naukach, swego powołania i moralności żywota, przypuszczani bywają do święceń, których jest siedem. Dopiero po odebraniu wszystkich tych święceń stają się kapłanami.

Jakie to są święcenia?

Cztery niższe i trzy wyższe święcenia są jakby stapniami do wzniosłego urzędu kapłaństwa. Nasamprzód udziela się wstępującemu do stanu duchownego tak nazwanej tonzury (postrzyżyny). Polega ona na tem, że biskup albo jego zastępca na czterech stronach głowy przycina mu włosy i wkłada na niego komżą, aby mu tem przypomnieć, że winien się odtąd wyrzec próżności tego świata i w czystości serca naśladować Chrystusa uwieńczonego koroną cierniową. Dla tego też noszą duchowni wystrzyżone ciemię. Gdy wstępujący do stanu duchownego został klerykiem, (t. j. takim, który sobie obrał za zawód Boga i świętą Jego służbę i zajmuje się tylko sprawami niebiskiemi), dają mu się cztery niższe święcenia. Najprzód święci go biskup 1. na ostyaryusza (odźwiernego). Obowiązkiem jego jest otwierać i zamykać dom Boży i mieć pod swą pieczą naczynia święte. 2. Na lektora, którego obowiązkiem jest czytać w kościele Pismo święte i Ojców Kościoła, święcić chleb i owoce. 3. Na eksorcystę (zaklinacza złych duchów), któremu przysługuje władza wypędzania szatana z opentanych przez kładzenie rąk. 4. Na akolitę (noszącego świece), którego rzeczą jest zapalać świece i podawać wino i wodę do Ofiary św.

Po upływie pewnego czasu i nowem złożeniu popisu udziela się klerykowi i wyższych święceń. Temi są:

1. Subdyakonat. Subdyakonowi przysługuje prawo pomagać dyakonowi przy uroczystej Mszy, śpiewać lekcyą, jako też ma obowiązek prać poświęcone obrusy, przynosić do ołtarza kielich i patenę.

2. Dyakonat, nadający klerykowi prawo miewania kazań, śpiewania ewangelii, chrzcenia, dawania komunii itd.

Wszystkich święceń dokonywa biskup wśród modlitw pełnych namaszczenia i przy podawaniu rozlicznych naczyć i przyborów kościelnych. Po tych święceniach dopiero udziela się klerykowi ostatecznie

3. pełni władzy przez wyświęcenie go na kapłana. Biskup modli się nad nim, udziela mu rozlicznych nauk i przestróg, kładzie na niego ręce, namaszcza mu ręce krzyżmem świętym, wręcza mu kielich z winem i wodą, patenę z przenajświętszą Hostyą, daje mu moc błogosławienia, nauczania, miewania kazań, szafarstwa Sakramentów św., odprawiania Ofiary św., którą też po wyświęceniu wraz z biskupem po raz pierwszy składa Bogu Najwyższemu.

Jakie obrzędy są używane przy święceniu kapłanów?

Kapłańską godność mogą tylko dawać biskupi, którym przysługuje do tego władza udzielona im osobną kansekracyą. Biskup nadaje kapłaństwo podczas Mszy świętej. Po lekcyi siada na krześle. Następuje przywołanie tych wszystkich, którzy mają otrzymać święcenia kapłańskie i każdego z nich wymienia się po nazwisku. Potem mówi archidyakon do biskupa: „Najczcigodniejszy Ojcze! służba świętego Kościoła katolickiego wymaga wyświęcenia tu obecnych dyakonów na kapłanów.” Biskup pyta: „Czy wiesz, że są godnymi?” Po odpowiedzi archidyakona: „O ile słabość ludzka na to zezwala, wiem i poświadczam to”, odpowiada biskup: „Bogu dzięki”. Prócz tego pyta biskup innych przytomnych księży i lud zebrany, czy nie mają co do zarzucenia przeciew któremu z tych dyakonów, a poczekawszy cokolwiek na odpowiedź, zwraca się do dyakonów i zwraca im uwagę na wysoką godność kapłaństwa i świętość połączonych z niem obowiązków. Następnie padają dyakoni na twarz, aby przez to oznaczyć swą niegodność przyjęcia tak świętego urzędu. Biskup klęka u stóp ołtarza i przyzywa w litanii wszystkich Świętych, aby się wstawili za temi, którzy mają zostać kapłanami. Potem udziela leżącym potrójnego błogosławieństwa, modląc się do Boga, aby im błogosławił, uświęcił ich i do Swej służby przyjął. Potem kładzie na nich ręce biskup wespół z wszystkimi obecnymi księżmi, prosząc Boga, aby przez Ducha świętego udzielił im z nieba w zupełności siły. Potem przewiesza im na plecach stułę i przekłada ją na piersiach na krzyż, mówiąc: „Bierz jarzmo Pańskie; gdyż Jego jarzmo jest słodkie a brzemię lekkie.” Znaczy to, że kapłan ma się uzbrajać siłą z góry, aby dźwigać krzyż Chrystusowy i jarzmo zakonu Bożego, i że ma tego samego uczyć innych juz to słowem, już to pobożnym i świętym przykładem. Prócz tego kładzie na każdego ornat, mówiąc: „Bierz ten ornat, oznakę miłości; Bóg bowiem jest mocen pomnożyć miłość i uzupełnić ją w uczynku.” – Potem namaszcza każdemu dłoń, naznaczając umaczanym w świętym Oleju palcem krzyż od wielkiego palca jednej do wskazującego drugiej ręki, i mówiąc: „Niechaj Bóg raczy namaszczeniem ręce te poświęcić, aby było pobłogosławione to, co one pobłogosławią i poświęcone, co one poświęcą.” Zaraz potem daje im kielich z winem i wodą, jako też patenę z hostyą i mówi: „Bierz i dzierz włądzę ofiarowania Bogu i odprawiania uroczystych mszy za żywych i za zmarłych.” Przed ofiarowaniem przychodzą nowowyświęceni parami z płonącą swiecą w ręku, klękają przed Biskupem, całują go w rękę i oddają świecę jako oznakę oświecenia rozumu przez wiarę i rozgrzanie serca przez miłość, o co się jako kapłani przedewszystkiem starać powinni. Wyświęceni teraz kapłani czytają natychmiast mszą wspólnie z biskupem. Krótko po Agnus Dei przystępuję jeden do biskupa i otrzymuje od niego uścisc jako oznakę pokoju, miłości i zgody, której wszyscy chrześcijanie przestrzegać winni. W powrocie udziela uścisku najbliższemu nawowyświęconemu, przy czem mówi: „Pokój z tobą!” W ten sposób uścisk ten udziela jeden drugiemu z nowowyświęconych. Wszyscy przyjmują z rąk biskupa Ciało Pańskie. Nareszcie wszyscy kapłani odmawiają „Wierzę”, na znak, że odtąd są wysłani na głoszenie wiary. Biskup ponownie kładzie na każdego z nich z kolei ręce i mówi: „Bierz Ducha świętego; którym odpuścisz grzechy, tym mają być odpuszczone, a którym zatrzymasz, tym będą zatrzymane.” Wkrótce potem spuszcza nowowyświęconemu ornat, dotychczas na plecach w połowie zawinięty, czyniąc to na znak, że odtąd poczyna być zupełnym kapłanem. Potem bierze obie dłonie nowowyświęconego kapłana w swe biskupie ręce i pyta go: „Czy przyrzekasz mnie i mym następcom winną cześć i posłuszeństwo?” Po odpowiedzi: „Przyrzekam” ściska go biskup, mówiąc: „Pokój niech będzie zawsze z tobą!” Ostatecznie napomina biskup nowych kapłanów, aby tak Mszą św. jak i wszystkie inne czynności duchowne wykonywali z tą czcią, ścisłością i dokładnością, jaka odpowiada świętości tych aktów i powadze poświęconych Bogu kapłanów. Nareszcie błaga Boga o pomoc dla nowych sług Jego i daje im potrójne błogosławieństwo.

Nauczcie się ztąd, wierni, czcić kapłanów nie tylko dla wysokiego ich dostojeństwa jako zastępców Boga na ziemi, ale i dla powierzonej im władzy, mocą której mogą nam otwierać i zamykać wrota niebieskie. Dziękujcie Bogu, który na korzyść sprawiedliwych i grzeszników udzielił kapłanom tej władzy; korzystajcie z niej przez częste branie udziału w środkach zbawienia i módlcie się za duchownych. Proście Boga w porze adwentowej, aby dał Kościołowi pobożnych księży i prawych duszpasterzy. Pomnijcie na słowa Chrystusowe: „Żniwo wielkie, pracowników mało.” Proście przeto Pana, aby zesłał robotników na żniwa. Nie gorszcie się nareszcie, widząc i złych kapłanów i nie gardźcie dla tego stanem duchownym. Pamiętajcie raczej, że i księża mimo swej godności są ludźmi ułomnymi. Przypomnijcie sobie słowa Chrystusowe, powiedziane o doktorach i Faryzeuszach: „Zachowywajcie i czyńcie, co wam rozkażą dobrego; ale według ich uczynków nie czyńcie.” (Mat. 23, 2.)

Seminarium w Barcelonie A.D. 1939

wtorek, 6 lipca 2010

Aberracje liturgiczne cz. 25




Nieprawdopodobne!!!
Słowa tego nie są w stanie opisać.
Msza w stylu amerykańsko-konfederacko-folkowym w archidiecezji wiedeńskiej. Oczywiście w pełnej jedności i ze specjalnym błogosławieństwem Jego Eminencji kard. Christoph'a Schönborna.

niedziela, 4 lipca 2010

Aberracje liturgiczne cz. 24




Liturgia Wspólnot Jerozolimskich

Printfriendly

______________________________________________________________________
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny. 
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________