______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

czwartek, 21 czerwca 2018

Odważna i zatrważająca zażyłość: Medytacja o tym, dlaczego warto zostać kapłanem



Uwaga autora: Ten artykuł dotyczy szczególnie powołania do życia kapłańskiego, jednak w przeważającej części, rzeczy, które mówię o kapłaństwie, mają również swoje zastosowanie w życiu zakonnym w ogólności. Co więcej, główne punkty można także odnieść do życia zakonnego kobiet. Dlatego też, choć koncentruję się na męskości, kobiety mogą również uznać ten artykuł za pomocny nie tylko dla siebie, ale także dla ludzi, których znają.

Dla wielu mężczyzn służba Kościołowi w życiu religijnym wydaje się być tak „sucha” – to znaczy nie mająca im nic do zaoferowania albo niczego od nich nie wymagająca. Tacy mężczyźni mówią: „Wezmę swój katechizm, będę uczestniczyć w niedzielę we Mszy św., będę przyzwoicie moralnym gościem. Czasami mogę nawet doświadczyć jednej łaski albo dwóch i być w stanie zanieść naprawdę dobrą modlitwę”. Nigdy nie przebiegnie im przez myśl, aby odpowiedzieć „nie”, albo „nie jestem zainteresowany” na pytanie, czy zostać księdzem (lub mnichem, zakonnikiem, kanonikiem).

Z wiarą katolicką pozbawioną tego namacalnego poczucia Boskości (jakkolwiek mogło się to stać), mogą nigdy nie przekroczyć ludzkiego umysłu, aby rozważyć, co Chrystus oferuje im we Mszy św., w Eucharystii i w kapłaństwie.

Różnie próbuje się wyjaśnić kryzys powołań. Najbardziej przekonywujące wyjaśnienie umieszcza Najświętszą Ofiarę u początku kłopotów – a szczególnie zmiany dokonane od Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza stworzenie Nowej Mszy.

***


Kim jest kapłan? Jest rzecznikiem i przyjacielem Boga. Kapłan staje przy ołtarzu i wkracza do „odważnej i zatrważającej zażyłości świętych z Bogiem”, jak to mnich zapisał w swojej pamięci. Kapłan jest powołany, aby być umiłowanym uczniem, który opiera się na sercu Jezusa, aby usłyszeć, co Jezus mówi w swoim cierpieniu, śmierci i zmartwychwstaniu. Kapłan jest powołany do zjednoczenia z Bogiem i do tego, aby doprowadzić również świeckich do tego zjednoczenia [1]. Jest mediatorem, który robi coś niezwykle ważnego dla ludzi, którzy sami nie mogą zrobić tego dla siebie.

Co jest takiego w wizerunku rycerza, że budzi on podziw? Jest tak, ponieważ walczy on o coś dobrego; ciężko pracuje, aby osiągnąć szlachetny cel. Rycerz służy dobru przez ofiarę [poświęcenie], zostaje przez to spełniony i nagrodzony. Chciałbym rozbić te cztery słowa i zbadać, w jaki sposób są niezbędne w życiu religijnym.

Służba. Te słowo skazano na banicję albo niegodziwie zbanalizowano. Oznacza ono [aktualnie] coś, czego naprawdę nie chcesz robić, co niweczy aurę ważności, bogactwa i szczęścia, które możesz uzyskać, albo może być słyszane w kontekście „służby społecznej”. Zwrot ten brzmi pusto tak długo, jak konotuje ze służbą oderwaną od „służcie Panu z bojaźnią i cieszcie się przed Nim z drżeniem” [2].

Ofiara. Nasza obecna kultura stara się zniszczyć to słowo lub jakiekolwiek pozytywne skojarzenie, jakie może mieć i w dużej mierze jej się to udało. Jak wszyscy wiemy, jest to jedne z definiujących słów chrześcijaństwa; a dokładniej, jest to właściwe znaczenie Mszy św.

W swoim łacińskim źródłosłowie „ofiara” oznacza „oddanie czegoś świętego”. W świeckim świecie nic nie jest oddawane świętym. Podobnie Nowa Msza została od początku tak zaprojektowana, aby nie „onieśmielać” ludzi namacalną i być może przerażającą świętością. Wiele nowych Modlitw Eucharystycznych niemal całkowicie usunęło ofiarny charakter Mszy św.

Pojęcie pokuty również stało się nieobecne. Zredukowanie postu eucharystycznego do zaledwie godziny, postu w czasie Wielkiego Postu i niemal całkowite porzucenie klęczenia podczas Mszy św. ukryło rzeczywistość ofiarowania się. Dobrowolne umartwienia, takie jak biczowanie siebie, czy noszenie włosiennicy, praktyki znane od ponad tysiąca lat (powiedzmy, od IX do XVIII wieku) pośród wszystkich wielkich ascetów – zniknęły.

Spełnienie. Oznacza „spełnienie, osiągnięcie” albo „zaspokojenie lub wypełnienie”. Nigdy wcześniej w historii świata ludzie nie byli tak wypełnieni „rzeczami” i nigdy też nie byli tak niezaspokojeni. W podobny sposób reformatorzy liturgii uważali, że ludzie nie „osiągnęli” wystarczająco dużo – ale [w rzeczywistości] nigdy wcześniej nie osiągnęliśmy duchowo tak niewiele, jak teraz. Reformatorzy uważali, że wierni nie mogą być zaspokojeni łaciną, czcią i tajemnicą. Ale pierwszym znakiem „zaspokojenia” wiernych Nową Mszą była powszechna apostazja, nie tylko wśród laików, ale również wśród duchownych.

Nagroda. Nagroda jest słowem kluczowym naszej kultury… a mimo tego tak niewielu kiedykolwiek czuje się nagrodzonym! W pewnym sensie bycie nagrodzonym i spełnionym jest nierozłączne. Nie można czuć się spełnionym bez jakiegoś elementu nagrody i vice versa.

Patrząc na etymologię słowa „nagradzać” zdziwiłem się widząc, że jest ono powiązane ze średnioangielskim [klik – przyp. tłum] słowem ward, czyli strzec lub obserwować i że od tego średnioangielskiego słowa pochodzi „strzec”, respektować” i „nagradzać”. Tak więc w pewnym sensie można powiedzieć, że nagradzanie jest czymś, co czyni uprzywilejowanym do strzeżenia i kontemplowania.

Cztery kluczowe słowa i ich znaczenie – dzisiaj zapomniane, niewłaściwie używane lub pogardzane. Dla młodych ludzi wszystkie te słowa muszą być obecne, jeśli mają usłyszeć, zrozumieć i odpowiedzieć na wezwanie do kapłaństwa.

***


Mężczyźni chcą być twardzi. Chcą wyzwania. Dom Mark Kirby, przeor klasztoru Silverstream w Irlandii, zauważa to z niezwykłą jasnością:
Wiele się mówi o kryzysie powołań kapłańskich. Summorum Pontificum jest na to odpowiedzią. Mężczyźni chcą być ofiarnikami. Mężczyźni chcą być mediatorami. Mężczyznom zależy na tym, aby powierzyć im pracę tak wzniosłą, że wymaga ona od nich twardości niezbywalnych rubryk, aby można ją było bezpiecznie wykonać. Mężczyźni nie chcą być animatorami. Mężczyźni nie chcą być moderatorami. Mężczyźni nie chcą zajmować się miękkimi transakcjami o ciągle zmieniających się konturach [3].
Dlaczego zgromadzenia takie jak Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra, Instytut Chrystusa Króla i Redemptoryści Zaalpejscy wypełniają się młodymi mężczyznami, którzy chętnie i entuzjastycznie oddają swoje życie Bogu? Tradycyjna łacińska Msza św. jest odpowiedzią na kryzys powołań kapłańskich. Msza św. jest atrakcyjna, ale trudna do wygrania. Język łaciński czyni ją tajemniczą i wymagającą, ale jeśli się już do niego przywyknie, ten sam język staje się pociechą i źródłem siły. Łacina jest kojąca, ponieważ wie się, że jest językiem odrębnym, przeznaczonym do modlitwy. Nie można dzięki temu pomylić atmosfery modlitwy z niczym innym.

Rubryki łacińskiej Mszy św. są początkowo trudne do zrozumienia, ale gdy stają się znajome, te rubryki również stają się pociechą. Wspaniałą rzeczą jest obserwować ruchy kapłana i posługujących podczas Ofiarowania. Szaty i naczynia liturgiczne przypominają nam, że dzieje się tutaj coś niezwykle ważnego. Inspirują lęk i drżenie, otwierając drzwi do spokoju uczestniczenia w służbie Bogu.

„Zaprzeczenie, że Msza jest prawdziwą ofiarą, czyni kapłaństwo zbędnym, a zaprzeczenie szczególnej roli kapłana jako ofiarodawcy wypacza znaczenie Mszy”. [4] Nie da się pominąć ofiarniczej natury tradycyjnej Mszy św. Desygnowani mężczyźni ubrani w szaty kapłańskie i wyposażeni w święte naczynia liturgiczne, zbliżają się do ołtarza. Nie przywiązują większej wagi do zgromadzenia wiernych, ponieważ są nastawieni na komunikowanie się z Bogiem. Nie znaczy to, że kapłan nie dba o zgromadzenie; w rzeczywistości tak bardzo się o nie troszczy, że nie zwraca na nie uwagi, ponieważ jeśli kapłan straci skupienie na niesamowitym zadaniu wstawiania się u Boga za ludźmi, przyniesie to im bardzo małą korzyść. Ci mistrzowie modlą się w osobliwym języku, używając starożytnych znaków i zapomnianych słów. Komunikują się z innym światem.

Usus antiquior jest piękny. Kto z powodzeniem opisał piękno? Nikt, ale wszyscy je poznają, kiedy w nim uczestniczą. W świecie, w którym piękno wydaje się coraz mniejszym i mniejszym priorytetem, Msza łacińska jest domem dla wielkiego, jasnego i subtelnego piękna.


Piękno zostało dobrze określone przez św. Tomasza z Akwinu: aby rzeczy były piękne, muszą mieć trzy cechy: integralność, proporcjonalność i blask. Integralność oznacza, że wszystkie części obiektu znajdują się tam, gdzie powinny być. Proporcjonalność oznacza, że wszystkie części są we właściwej relacji do siebie. Blask oznacza, że coś ma pewną jasność, blask albo splendor, tak że integralność i proporcjonalność obiektu mogą przyciągać naszą uwagę.

W nowej formie Mszy te trzy cechy są nieobecne; z kolei w starej formie są obecne.

Integralność: W Nowej Mszy istnieje ogromny brak integralności: rzeczy i ludzie są często tam, gdzie nie powinny być! Poczynając od kobiecej służby ołtarza, nadzwyczajnych szafarzy Komunii św., aż do zgiełku podczas przekazywania znaku pokoju – jest w tym brak integralności. W Starej Mszy ludzie, słowa i działania są zawsze zgodne z ich miejscem.[5] Kiedy widzi się, jak służący przy ołtarzu całuje rękę kapłana albo przyklęka przed tabernakulum, wie się, że jest tak w istocie.

Proporcjonalność: Nowa Msza jest nieproporcjonalna na wiele sposobów. Na przykład jest w niej zbyt wiele mowy i zbyt mało ciszy. „Liturgia Słowa” jest przerośnięta w porównaniu do „Liturgii Eucharystycznej”. Z drugiej strony Stara Msza jest dobrze zbalansowana w ciszy, mowie i pieśni. Wszystkie części łacińskiej Mszy św. rozwinęły się przez ponad 1500 lat do dokładnie i właściwie rozłożonych akcentów, do właściwej równowagi, długości i rytmu.

Blask: Blask odnosi się do mocy czegoś, co może na nas zrobić wrażenie. Projektanci Novus Ordo chcieli za wszelką cenę uniknąć „strasznego imponowania”, preferując rzeczy znane i ciepłe. Z drugiej strony Stara Msza – obojętnie czy jesteś świadkiem Mszy recytowanej, śpiewanej, czy solennej – zachwyca swoją czcią i daje poczucie rozświetlenia.

Widzimy więc, że podczas gdy Nowa Msza nie przechodzi testu piękności Doktora Anielskiego, tak łacińska Msza św. zdaje go śpiewająco.


Julian Kwasniewski

PRZYPISY:

[1] Obejrzyj piękny wywiad z o. Anthony Mary F.SS.R., aby więcej dowiedzieć się w tym temacie:




[2] Ps 2,11

[3] Na http://vultuschristi.org/index.php/2017/06/correspondence-on-the-monastic-vocation-13/, dostęp 6 września 2017.

[4] Tamże

[5] W pełni zdaję sobie sprawę, że mogą istnieć nadużycia i niechlujnie celebrowane Stare Msze. Nie mam zamiaru mówić, że jeśli ktoś odprawia Starą Mszę, to każdy problem jest naprawiony, że nie popełni się żadnego błędu, niczego się nie zapomni i że żaden ksiądz nie powie niczego irytującego w swojej homilii. Ale ryt, który jest celebrowany przez większość czasu dokładnie i bezpośrednio tak, jak podają rubryki, jest wypełniony o wiele bardziej integralnością, niż nawet najlepiej celebrowane Novus Ordo.

Tłumaczenie własne portalu obronawiary.pl 

______________________________________

Tekst pierwotnie został opublikowany na portalu


Publikujemy go za uprzejmą zgodą redakcji.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Zapomniane prawdy: Udzielanie błogosławieństwa parom homoseksualnym oznacza błogosławienie grzechu sodomii, uważanego przez niemal całą ludzką historię i przez całą tradycję chrześcijańską za grzech wołający o pomstę do nieba.



Udzielanie błogosławieństwa parom homoseksualnym oznacza błogosławienie nie tylko grzechu pozamałżeńskiego aktu seksualnego, ale, co jeszcze gorsze, aktu seksualnego pomiędzy osobami tej samej płci, to znaczy - błogosławienie grzechu sodomii, uważanego przez niemal całą ludzką historię i przez całą tradycję chrześcijańską za grzech wołający o pomstę do nieba. Dlaczego taki grzech woła o pomstę do nieba? Bo unieważnia, plugawi i przeczy bezpośrednio naturze oraz porządkowi ludzkiej seksualności we wzajemnej komplementarności dwóch płci, stworzonych w nieskończonej mądrości Boga. Akty homoseksualne i związki homoseksualne są bezpośrednio sprzeczne z rozsądkiem i wszelką logiką i z wyraźną wolą Boga

(...) 

Gdy duchowni promują błogosławienie związków homoseksualnych, promują grzech wołający o pomstę do nieba. Promują także absurd logiczny. Tacy duchowni popełniają przy tym ciężki grzech, a ich grzech jest jeszcze poważniejszy od tego, którego dopuszczają się błogosławieni przez nich partnerzy homoseksualni. [Tacy duchowni] udzielają tym ludziom zachęty do życia w nieustannym grzechu i wystawiają ich konsekwentnie na autentyczne ryzyko wiecznego potępienia. Tacy duchowni z pewnością usłyszą od Boga - w chwili ich sądu szczegółowego - ,,Jeśli powiem bezbożnemu: "Z pewnością umrzesz", a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew'' (Ez. 3, 18). Ci duchowni, którzy błogosławią praktyki homoseksualne, wprowadzają na powrót rodzaj prostytucji świątynnej. Podobne zachowanie duchownych jest równe z apostazją i względem nich w pełni znajdują zastosowanie słowa Pisma Świętego: ,,Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, którzy dawno już są zapisani na to potępienie, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego zamieniają na rozpustę, a nawet wypierają się jedynego Władcy i Pana naszego Jezusa Chrystusa (List św. Judy, 4).

Bp. Atanazy Schneider
Słowa wypowiedziane podczas wywiadu Jego Ekscelencji z redaktorem portalu ,,OnePeterFive"

niedziela, 10 czerwca 2018

prof. Marcin Karas: Protestantyzacja Kościoła ogromnym zagrożeniem dla katolików!




Dzisiejsi protestanci są protestantami liberalnymi, bezwyznaniowymi. To zagrożenie dla nich samych, ale w jeszcze większym stopniu dla katolików. Protestantyzm to kryzys, bunt, sprzeciw, protest wobec tego co trwałe. Protestantyzm liberalny jest płynny, nieokreślony w doktrynie, dyscyplinie i moralności. Na tym polega główne zagrożenie dla współczesnych katolików, gdyż katolicyzm jest przeciwieństwem tego co nieokreślone. Kościół wie, jak należy określać, gdyż tego nauczył Chrystus, apostołowie i XX wieków Magisterium – powiedział prof. dr hab. Marcin Karas z Uniwersytetu Jagiellońskiego w wykładzie pt. „Wpływy protestantyzmu na myślenie współczesnego katolika” w ramach konferencji „Małżeństwo i rodzina. Źródła kryzysu i drogi wyjścia”.

piątek, 8 czerwca 2018

Kara śmierci. Istotny element porządku prawnego



Zagadnienie kary śmierci wielokrotnie pojawia się w opinii publicznej od wielu lat. Problem ten jest szczególnie żywo omawiany w kontekście najbardziej makabrycznych zbrodni do jakich dochodzi wielokrotnie na świecie. Wtedy też do ostrej dyskusji stają naprzeciw siebie zwolennicy i przeciwnicy kary głównej. Obydwie strony wysuwają szereg argumentów za i przeciw i starają się dowieść ich prawdziwości i słuszności. Można powiedzieć, że te dyskusje są natury filozoficznej, gdyż jeszcze chyba nigdy nie udało się dojść do osiągnięcia porozumienia. Trzeba zaznaczyć, że tak długo jak istnieje świat i istnieją ludzie ten problem będzie zaprzątał głowy wielu ludzi.

Na zagadnienie kary śmierci można spojrzeć wielostronnie. Inaczej będzie patrzył na ten problem zwykły człowiek, inaczej prawnik, a jeszcze inaczej filozof, którego oceny sprowadzają się do teoretycznych rozważań na temat rzeczywistości. Jednakże wspólnym mianownikiem każdej dyskusji w kontekście kary śmierci jest pytanie, czy jest ona słuszna i czy należy ją wymierzać za oczywiście słuszne, zawinione, umyślne i najcięższe przestępstwa.

Aktualnie panujące poglądy prawne eliminują z porządku prawnego karę główną. Przedstawiciele tego nurtu, nazywani abolicjonistami uważają, że kara główna jest nieludzka i nie spełnia swojej roli. Odrzucają oni jej rolę prewencyjną, odstraszającą. Przede wszystkim jest ona dla nich ostrzem w naturę ludzką, ponieważ uważają oni człowieka za dobrego i wolnego od popełniania błędów. Trudno wyjaśnić ten ignorancki pogląd, zważywszy że wielu myślicieli politycznych na przestrzeni dziejów wyrażało poglądy przychylne wobec kary śmierci. Wystarczy wspomnieć Tomasza z Akwinu. Uważał on, że kara śmierci powinna być wymierzana za najcięższe przestępstwa, a obowiązek jej wymierzania powinien spocząć na suwerenie. Panujący władca, który w tym kontekście jest odpowiedzialny za dobro wspólne wymierza karę śmierci wobec sprawców najcięższych przestępstw. Zaniedbanie tego obowiązku powinno spowodować, że suweren nie wywiązał się ze swojej roli i nie może być uważany przez społeczeństwo za godnego władcę. Poglądy te odbierają realizację wymierzania kary poszczególnym członkom społeczeństwa, a przenoszą ten obowiązek na suwerena, który kierując się zasadami rozumu ocenia, czy dane postępowanie kwalifikuje się do całkowitego potępienia.

Najbardziej radykalne poglądy w tej kwestii przedstawił Immanuel Kant. Był on podobnie jak Tomasz z Akwinu zwolennikiem prawa naturalnego, jednak już w wersji laickiej. Słynne słowa Kanta „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie można zinterpretować, że człowiek prawa moralnego nie tworzy i jest ono w nim zaszczepione. W tym kontekście popełnienie najcięższych zbrodni jest zaprzeczeniem jakiegoś prawa kosmicznego. Kant uważał, że kara śmierci ma być odwetem społeczeństwa na sprawcy za popełnione zło i nie wymaga ona żadnego innego usprawiedliwienia niż wymierzenie sprawiedliwości. W refleksji teoretyczno-prawnej poglądy te są nazywane teorią retrybutywną, czyli teorią odwetu.

Refleksję filozoficzną na temat kary śmierci trzeba zacząć od pytania czy człowiek jest zły, czy dobry z natury. Światopogląd chrześcijański pokazuje, że wszyscy jesteśmy obarczeni grzechem pierworodnym, popełnionym przez pierwszych ludzi, Adama i Ewę. Opis tego wydarzenia zawarty jest w Księdze Rodzaju. Od tamtej pory musimy sobie zdać sprawę, że nasza natura jest grzeszna. Ciekawie przedstawił to Św. Augustyn, doktor Kościoła w swoim dziele Wyznania, gdzie prosił Boga o oddalenie od siebie pokus i wszystkiego, co przyczynia się do grzechu. W czasach już nam bliższych pogląd na naturę ludzką i jej negatywną poniekąd stronę wyraża się w rozważaniach fenomenologów. Fenomenologia to najogólniej nauka o tym, co bezpośrednio dane. Edmund Husserl, twórca fenomenologii w dziele Idea fenomenologii napisał, że bezpośrednio dane są przyroda, społeczeństwo oraz dzieła sztuki. To wszystko jest poznawanie. Karol Wojtyła, papież Jan Paweł II, łączący idee fenomenologii z personalizmem chrześcijańskim, uważał, że w poglądzie na człowieka bezpośrednio dany jest czyn. Swoje poglądy na ten temat wyraził w swoim głównym dziele Osoba i czyn. Napisał tam, że czyn jest nie tylko źródłem poznania człowieka ale ujawnia on jego wnętrze. Jest to można powiedzieć fenomenologiczna interpretacja chrześcijańskiego poglądu na naturę ludzką. Bowiem na podstawie czynu możemy stwierdzić czy człowiek postępuje właściwie czy swoim zachowaniem łamie przykazania boże.

Niestety światopogląd nowożytny zrujnował zdroworozsądkowy pogląd na naturę ludzką. Wzięło się to od Rousseau, który źródła zła upatrywał już nie w człowieku ale poza nim, w złych urządzeniach społecznych. Dla niego źródłami zła były sztuka, kultura czy najszerzej cywilizacja. W tym wszystkim człowiek jest istotą dobrą, a niszczą go i deprawują czynniki zewnętrzne. Podobnie wyrażał się na ten temat Leibnitz. Był on reprezentantem melioryzmu, co oznacz dobry. Zło, jeśli istnieje jest poza człowiekiem. Zła należy szukać w kontekście społecznym, intelektualnym, a nie w naturze ludzkiej.

Udział w burzeniu poglądów na naturę ludzką mieli także marksiści. Uważali oni, że człowiek jest bytem wyniesionym ponad przyrodę i nie ma poza nim nic większego. Wyrażali oni w ten sposób swój dogmat podstawowy, że świat składa się tylko z materii i nie ma w nim miejsca dla Boga i Jego praw. Człowiek powstał jako byt przyrody i jest przez nią ucieleśniany. Oznacza to, że na pierwszym miejscu stawiamy prawo ludzkie. Prawo boskie czy naturalne nie istnieje z uwagi na brak istnienia Boga. W tym kontekście nie można człowieka pozbawić życia wskutek kary śmierci bo człowiek jest istotą najważniejszą i najwznioślejszą.

Trzeba wyrazić ubolewanie nad faktem, że kara śmierci zniknęła z porządków prawnych państw europejskich. Sprawcy najcięższych przestępstw nie mogą spodziewać się adekwatnej kary w stosunku do swoich czynów. Zbrodnie, które można popełnić tylko umyślnie wymagają absolutnego potępienia ze strony władz państwowych. Gdy zabraknie takiej kary może to wywołać niepokoje społecznej i odbierać zaufanie obywateli do mandatu społecznego swoich reprezentantów.

Kara śmierci w Polsce zniknęła wraz z wprowadzeniem nowego kodeksu karnego w 1997r. Obecnie najwyższą karą, jaką można wymierzyć jest dożywocie. Niestety praktyka prawna pokazuje, że jest to kata niewystarczająca i nieskuteczna. Odpowiedni artykuł w polskim kodeksie karnym głosi, że za dobre sprawowanie sprawca zbrodni może opuścić więzienie po odbyciu określonego czasu kary. Czy oznacza to, że po tym czasie jego zła natura została naprawiona i jest on gotowy do funkcjonowania w społeczeństwie? Czy nie istnieje ryzyko, że popełni czyn ponownie? Takie oraz inne pytania pozostawmy zwolennikom i przeciwnikom kary śmierci.

Mateusz Sanicki

wtorek, 29 maja 2018

Obrona tradycjonalizmu katolickiego



We współczesnym świecie coraz rzadziej można spotkać przychylne słowa skierowane w stronę określeń tradycyjny i konserwatywny. Jawią się one jako pejoratywne i nie przystające do obecnej sytuacji. Mass media aplikują nam różne formy liberalizmu, które są wrogo nastawione do porządku tradycyjnego i konserwatywnego. Przykładowo, promuje się homoseksualizm, feminizm nastawione anty ludzko, a co za tym idzie też anty tradycyjnie. Zapomina się o podstawowej prawdzie o rodzinie, że jest ona złożona z ojca, matki oraz dzieci. Nie inaczej sytuacja wygląda w Kościele katolickim. Coraz częściej głosy kapłanów tłumią wartości tradycyjne ukształtowane na przestrzeni dziesiątków wieków.

Przełomowym momentem w dziejach współczesnego Kościoła był Sobór Watykański II. W zamierzeniu miał być receptą na sytuację Kościoła oraz Jego głęboką reformę. Wiązano ogromne nadzieje na to, że Ojcowie Soborowi wypracują stanowcze stanowiska wobec zagrożeń, jakie wówczas były obecne w łonie nie tylko Kościoła ale też i w wymiarze globalnym. Po latach okazało się, że postanowienia soborowe nie przyczyniły się do poprawy sytuacji Kościoła Katolickiego,a odwrotnie postawiły go w trudniejszej sytuacji.

Po Soborze Watykańskim II można mówić o upadku dyscypliny w Kościele. Sobór ten zamierzał dostosować swoją doktrynę do współczesnego świata. W tym momencie to nie Kościół i Jego nauka miały stać się wyznacznikiem dla ludzkości, ale świat miał wpłynąć na rozwój Kościoła. Przejawy uwspółcześnienia Kościoła były widoczne pół wieku temu ale teraz uderzają ze zdwojoną siłą.

Najbardziej jaskrawym przejawem degradacyjnego wpływu świata na Kościół jest zmiana w sposobie sprawowania liturgii. Msza Św., najświętsza ofiara, będąca centrum życia katolików obecnie w wielu miejscach nie ma nic wspólnego z tradycyjną formą mszy, w której uczestniczyli nasi przodkowie. Można powiedzieć, że forma ta miała charakter kosmopolityczny, globalny. Niezależnie od kraju była sprawowana w sposób jednolity, w języku łacińskim i w majestatyczny sposób oddawała sens tajemnicy Odkupienia. Była to msza w większości cicha, kapłan był całym sercem i duszą skupiony na Bogu, czego wyrazem była jego postawa przodem do tabernakulum. Czynnik ludzki został tutaj ograniczony i sprowadzony jedynie do współcelebracji najświętszego sakramentu.

W wielu miejscach na świecie Msze Św. Odbiegają od wzorca tradycyjnego. Najlepiej wyraził to Benedykt XVI, który określił formę mszy świętych w niektórych miejscach na świecie jako rozrywkę religijną. Wiąże się ona z tym, że zepchnięto Boga i naukę ewangeliczną na margines, a w centrum znalazł się człowiek ze swoimi inicjatywami.

Podczas Mszy Św mamy do czynienia z różnego rodzaju instrumenatami, dochodzi do tego naganne zachowanie uczestników, nielicujące z powagą miejsca i okoliczności, komunię świętą nierzadko przyjmuje się w sposób niegodny na dłoń. Jaskrawym przykładem rozrywki religijnej, jak to wyżej napisaliśmy są msze uzdrowienia sprawowane przez Jezuitów w Łodzi. Oklaski, wesołe śpiewy, przypominjące te emitowane przez komercyjne radia, dzieci radośnie raczkujące w okolicach tabernakulum, oświetlenie jak na widowisku koncertowym. To wszystko można nazwać spłaszczeniem liturgii i tradycyjnego porządku.

Msza Św. Nie ma być widowiskiem tylko skupieniem i celebracją. Kardynał Sarah pisał o doświadczeniu ciszy. Chrystus w kulminacyjnych momentach swojego życia był sam i samotność przeżywał w ciszy. Msza jest pamiątką Jego męki i nie może być miejsca na huczne obrzędy, które miałyby upiększyć liturgię i sprawić, że stanie się ona dla nas ciekawsza czy przyjemniejsza.

Modernizm katolicki z całą stanowczością uderza w tradycję i stara się trudnić do nie powszechny dostęp. Msze Św. W nadzwyczajnej formie Rytu rzymskiego są rzadkością. Tylko w nielicznych Kościołach na terenie poszczególnych diecezji jest możliwość uczestnictwa w tej formie mszy, przy czym znamienne jest, że brakuje powszechnych ogłoszeń o ich odbyciu. Tradycjonaliści schodzą do katakumb i pokątnie głoszą swoją naukę. Zerwaniem z tradycjonalizmem nie jest widoczne tylko w liturgii. Upada szkolnictwa seminaryjne, gdzie zapomina się o nauczaniu Ojców Kościoła oraz podstawowej doktryny Kościoła Katolickiego, jaką jest tomizm, budynki sakralne Kościoły nie przypominają monumentalnych katedr wznoszonych w średniowieczu, a coraz częściej wyglądem przypominają budynki użyteczności publicznej czy świeckiej. Rezultatem eksperymentowania z doktryną tradycyjną jest odwrót wielu wiernych od Kościoła oraz spadek zaufania do Tej instytucji. Wydaje się, że receptą jest powrót do podstawowej nauki, w której centrum wiary stanowi Jezus Chrystus i Jego nauka przekazana nam przez Jego uczniów w Ewangelii. To one stanowią dla nas wzór do postępowania.

Mateusz Sanicki

poniedziałek, 28 maja 2018

Aberracje liturgiczne cz. 123 - Dziękczynienie po Mszy Świętej




Tyłki do góry, cała sala się buja
To nie koniec imprezy, śpiewamy alleluja!

Komentarz MŁOTA NA POSOBOROWIE

A to wszystko działo się podczas Uroczystości Pierwszej Komunii Świętej 
parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie

sobota, 26 maja 2018

Zapomniane prawdy: Kapłan jest nie tylko drugim Chrystusem alter Christus, ale jest także Ipse Christus, jest samym Chrystusem!


Zdjęcie: Catholic Sat/YouTube screensh
„Drodzy bracia w kapłaństwie, zachowajcie zawsze tę pewność: być z Chrystusem na Krzyżu jest tym, co kapłański celibat ogłasza światu! Składana przez niektórych propozycja, aby oddzielić celibat od kapłaństwa poprzez udzielanie święceń mężczyznom żonatym (viri probati), jak mówią, „z powodów i konieczności duszpasterskiej”, będzie miała poważne konsekwencje i w rzeczywistości definitywnie przełamie Tradycję apostolską. Zamierzamy skroić kapłaństwo na nasz, ludzki rozmiar, ale nie uwieczniamy, nie przedłużamy kapłaństwa Chrystusowego – posłusznego, ubogiego i czystego. Rzeczywiście, kapłan jest nie tylko drugim Chrystusem alter Christus, ale jest także Ipse Christus, jest samym Chrystusem! I dlatego, idąc za Chrystusem i Kościołem, kapłan zawsze będzie znakiem sprzeciwu!”

kard. Robert Sarah
Prefekt Świętej Kongregacji d.s. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.
Słowa wypowiedziane podczas kazania w trakcie Mszy Świętej na zakończenie tegorocznej Pielgrzymki Tradycji Katolickiej Paryż - Chartres.

piątek, 18 maja 2018

Noszenie tatuażu jest znakiem odradzania się pogańskiego rytualistycznego symbolizmu


______


Chociaż wzmianka o tatuażach w The Catholic Voice może wydać się odejściem od tematyki zazwyczaj poruszanej na łamach pisma, to jednak wydaje się koniecznym by spojrzeć co nauczanie Kościoła mówi o "sztuce ciała".

W dzisiejszej dobie katolicy nie tylko są poddani presji przyjęcia światowych standardów w tej dziedzinie, lecz co więcej niektórzy z nich (nawet służący do ołtarza) padli ofiarą mody noszenia tatuaży.

Coś o tym trzeba powiedzieć. Chociaż tatuowanie się ma wcale długą historię, istnieje ruch, moda "głównego nurtu" na pokrywanie ciała półtrwałymi większymi lub mniejszymi obrazkami różnego rodzaju.

Dawniej spotykane przeważnie pośród pogańskich szczepów [we wszystkich stronach] świata, tatuaże przywędrowały z ukrytych zakątków dżungli na ciała marynarzy i/lub motocyklowych oraz ulicznych gangów jako symbole ich "męskości".

Tatuaż oznaczał (i nadal oznacza) zamanifestowanie osobistej separacji od jednej normy społecznych obyczajów a faworyzowanie innej – obyczajów, uważanych przez "resztę świata" za mniej cywilizowaną i stosowną.

W ostatnich czasach, tatuaże stały się buntowniczym sposobem "samoekspresji". Śmiali młodzieńcy popisują się nimi, używając "sztuki ciała" za swój "znak" przynależności do ruchów kontrkultury aby odrzucić dawno ustalone cywilizowane wartości moralności i przyzwoitości.

Używając ciała jako tablicy reklamowej dla jakiegoś oburzającego obrazu (zwykle czegoś niemoralnego, albo szatańskiego, lub obu naraz), osoba wytatuowana obwieszcza swoje odrzucenie moralności i społecznych wartości, w których była wychowana, tym samym aprobując bardziej samolubną, bardziej niemoralną, śmielszą formę życia.

Mniej więcej w ostatniej dekadzie, tatuowanie stało się bardziej "modne". "Sztukę ciała", jak to się zwykle nazywa, widzimy na rękach i kostkach gwiazd filmowych, muzyków, mniej zasadniczego sąsiada albo współpracownika, itp.

Nastolatki, które nie dały się uwieść modzie na tatuaż jako symbol buntu, w sobotę wybierają się do centrów handlowych "aby zrobić sobie tatuaż" z tej tylko przyczyny by móc powiedzieć: "Właśnie [że] chcę mieć tatuaż. To jest zabawne". Tatuowanie stało się bardziej dopuszczalnym w nowoczesnym społeczeństwie, tylko dlatego, że samo noszenie tatuaży staje się coraz bardziej powszechne.

Filozofia utylitaryzmu, która ucieleśnia się w słowach wyrażających nową "moralność": "każdy to robi", zmieniła znaczenie noszenia tatuaży z symbolu pogaństwa i/lub buntu, w znak "zwykłej próżności".

Wśród naszej młodzieży, "zrobienie sobie tatuażu" nie różni się niczym od przekłucia sobie uszów, albo zrobienia sobie bardziej jaskrawego makijażu, mimo tego, że ten styl malowania ciała nie może być tak łatwo usunięty (względnie niskim kosztem) jak niejeden by tego chciał.

Powszechne przyzwolenie nowoczesnego społeczeństwa na tatuowanie się nie oznacza,że czyn taki jest moralnie poprawny, albo, przynajmniej, moralnie obojętny.

Moralność cywilizowanego człowieka (ucieleśniona w arystotelesowskiej etyce naturalnej) nie jest oparta na życzeniach tłumu, ale na poruszeniach intelektu.

Poinformowany przez duszę o naturalnych pragnieniach serca aby oprzeć swoje moralne postępowanie na istnieniu Najwyższej Istoty, etyczny "cywilizowany" człowiek wie i rozumie swoje moralne obowiązki wobec Boga i siebie, nawet zanim dowie się, że ten Bóg przemówił do niego przez Objawienie.

Ludzie są w ten sposóbkierowani przez Prawo Naturalne – system moralności i sprawiedliwości, który dobrze służył ludziom, nawet w społeczeństwach pogańskich, aż do tego czasu gdy mogli poznać objawioną wolę Boga i dostosować swoje umysły i życie do tych prawd.

Stosując to do tatuowania, "cywilizowany" człowiek unikał używania tatuaży, być może, po części, z odrazy, ale również dlatego, że wiedział w swoim sercu, że podobnych rzeczy "nie godzi się czynić".

Po otrzymaniu Objawienia, zmysł moralności "cywilizowanego" człowieka wzrósł i, w niektórych przypadkach utwierdził się.

Teraz unikał on tatuaży ponieważ był pewny, że wolą jego Stwórcy nie było to aby miałciało pomalowane w taki sposób.

Zastosowanie zasad

Moralne nauczanie co do prawowitości noszenia tatuażu wypływa z dwóch źródeł: z Prawa Naturalnego i z Objawienia.

Nie ma znaczenia, że niektórzy (albo nawet większość) odrzucą to co muszę powiedzieć na ten temat, ponieważ ich odrzucenie nie czyni tego mniej prawdziwym.

Nie opieram swojej formacji sumienia na sondażu opinii publicznej, ale na trwałym nauczaniu Boga poprzez Jego Kościół.

Prawo Natury (Naturalne) a legitymizacja noszenia tatuażu: Tezę o niemoralności posiadania tatuażu wykażemy odwołując się po pierwsze do Prawa Natury: prawa, które od urodzenia jest wszczepione w serca wszystkich ludzi i z powodu którego mówi się, że wszyscy po prostu "wiedzą" co jest od nich wymagane aby czynili.

Prawo Naturalne uczy tej ważnej i fundamentalnej prawdy: nasze istnienie na tej ziemi nie jest wynikiem czegoś, co zrobiliśmy, ale jedynie skutkiem stworzenia przez Boga.

Z tej nauki (że jesteśmy stworzeniami, nie samo-stworzeni) wnioskujemy, że pierwszym świadomym aktem stworzenia jest być podległym swojemu Stwórcy.

Najwyższym przejawem niewdzięczności i samolubstwa jest aby żyć nie dla tego Stwórcy, wybierając, raczej, by żyć głównie dla siebie.

Częścią tego podporządkowania (stworzenia Stwórcy) jest zrozumienie, że człowiek nie jest bezpośrednim właścicielem, tylko zarządcą wszystkich przez Boga stworzonych dzieł na tej ziemi.

Nie zrobiwszy [(powoławszy do istnienia z niczego)] żadnej z rzeczy wokół niego, człowiek musi używać ich tylko zgodnie z planem i zamiarem Stwórcy.

Ten fakt jest jak najbardziej prawdziwy jeżeli chodzi o nasze ciała. On nas uczynił, a nie my sami siebie [(Ipse fecit nos, et non ipsi nos – Ps. 99, 3)], mówi Psalmista, ponieważ serce powiedziało mu prawdę tego faktu.

Ponieważ nie stworzyliśmy naszych własnych ciał, nie mamy żadnego ścisłego prawa posiadania w stosunku do nich.

Bez tego prawa posiadania, nie możemy czynić naszym ciałom rzeczy, które byłyby sprzeczne z pierwotnym zamierzeniem Stwórcy.

Szpecenie i kaleczenie swojego ciała jest przeciwne Prawu Naturalnemu, ponieważ ten kto dopuszcza się takich czynów narusza podstawową zasadę tego Prawa: Bóg mnie uczynił.

Od pierwszej chwili Stworzenia, należeliśmy całkowicie i absolutnie do Boga. Jesteśmy Jego własnością i Jego sługami. Jesteśmy Mu winni obowiązek troszczenia się o siebie i rozsądne dbanie o nasze własne dobro.

Szpecenie ciała przez użycie tatuaży jest niemoralne, ponieważ tatuaże szpecą własność Boga.

Pogańskie plemiona przez wieki zdobiły swoje ciała w ten [właśnie] sposób, ponieważ zagłuszyli oni Prawo Natury w swoich sercach przez pogańskie rytuały. My nie mamy tej samej wymówki. Tatuowanie jest też niemoralne z powodu niepotrzebnego narażania naszego zdrowia na szwank przez tę praktykę.

Nawet pobieżnie studiując popularne książki i witryny WWW dotyczące tematu tatuaży, można znaleźć wiele ostrzeżeń o bardzo realnej możliwości niebezpiecznych zakażeń spowodowanych przez nakłuwanie ciała igłą do tatuażu.

Zakażenia takie jak reakcje uczuleniowe na pigmenty, zaostrzenie przebiegu istniejących chorób skóry, szpecące zabliźnienia, przenoszenie takich nadzwyczaj zaraźliwych czynników chorobotwórczych przenoszonych przez krew jak zapalenie wątroby B oraz AIDS, kiła, malaria, gruźlica, itd. Wszystkie powyższe dolegliwości są udokumentowane przez specjalistów z dziedziny medycyny jako bardzo realne możliwości dla tych, którzy chcą wytatuować swoje ciała.

Tymi chorobami można zarazić się albo przez kontakt z człowiekiem wykonującym tatuaże, albo przez użycie nie wysterylizowanych (albo niedobrze wysterylizowanych) igieł, które przenoszą choroby obecne u osób, na których te igły były wcześniej używane.

Ponieważ dla naszego własnego osobistego dobra potencjalne niebezpieczeństwo jest dużo większe niż potrzeba tatuowania, dlatego też niemoralnym jest tatuowanie naszych ciał.

Nauki Objawienia co do prawowitości posiadania tatuażu: W Księdze Kapłańskiej (19, 28) czytamy: "I nad umarłym nie będziecie nacinać ciała waszego, ani znaków żadnych, ani nakłuwań na sobie czynić nie będziecie. Ja [jestem] Pan" (*).

Znaczenie ciał, nawet ciał umarłych jestzakazane przez wyraźny rozkaz Boga.

Takie znakowanie (tatuowanie) jest zakazane, ponieważ jest pogańskim rytuałem i ponieważ szpeciłoby ciała Wybranych przez Boga ludzi.

Dlatego, tatuowanie jest zakazane przez Pierwsze Przykazanie Boże z powodu jego bezpośredniego związku z pogaństwem i dlatego [również], że szpeci własność Boga.

Tatuowanie jest pogwałceniem piątego Przykazania Bożego z powodu niepotrzebnego niebezpieczeństwa dla życia ludzkiego związanego z barwnikami i igłami.

I w końcu, tatuowanie jest przeciwne Miłości ponieważ jest promowaniem próżności i pychy, głównych grzechów z powodu których Adam i Ewa upadli.

Podsumowanie

Oczywiste jest, że nie ma żadnego moralnego usprawiedliwienia dla tatuowania, zwłaszcza jeżeli ktoś służy przy ołtarzu.

Stopień grzeszności (grzech śmiertelny albo powszedni) tego czynu będzie zależeć od wielkości tatuażu, względnego niebezpieczeństwa, na jakie ktoś się wystawia, od wiedzy posiadanej na temat tego co mówi prawo naturalne i objawione w tym względzie, itd.

Częścią naszego apostolstwa jest upewnić się, że nasza rodzina i przyjaciele są świadomi tych nauk, aby ich w przyszłości nie naruszali.

Tatuaże są zakazane przez Pierwsze Przykazanie Boże!


Pełny tatuaż.


To jest dobry przykład pogańskiego wpływu tatuowania.


Artykuł powyższy po raz pierwszy ukazał się w The Catholic Voice z grudnia 2003 r., OLG Press, 3914 N. Lidgerwood St., Spokane, Washington 99201-1731 USA. ( www.thecatholicvoice.org )

Tłumaczył Mirosław Salawa

Przypisy:

(*) Zob. komentarz Menochiusza SI: "Nie będziecie rzezać ciała waszego. Zwyczaj ten był u pogan, iż na cześć umarłych, i na znak żałoby po nich, nacinali sobie niektóre części ciała, albo czynili rozmaite piętna rozpalonym żelazem, lub atramentem itp. na cześć bogów; i tych znaków żadną sztuką nie można było zniszczyć. (Deut. 14, 1 i III Reg. 18, 28)". – Biblia Łacińsko-Polska, czyli Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, podług tekstu łacińskiego Wulgaty i przekładu polskiego X. Jakóba Wujka T. J. z komentarzem Menochiusza T. J. przełożonym na język polski. Wydanie X. S. Kozłowskiego Arcybiskupa i Metropolity Mohylowskiego. We czterech tomach in 8-vo maj. (fracta pagina). Wydanie trzecie. Tom I. Obejmujący Księgi: Rodzaju, Wyjścia, Kapłańską, Liczby, Powtórzonego Prawa, Jozuego, Sędziów i Rut. Wilno 1896, s. 247. (Przyp. red. Ultra montes).

Źródło informacji: http://www.ultramontes.pl

poniedziałek, 14 maja 2018

Aberracje liturgiczne cz. 122 - "Dziękczynienie" po Komunii Św. u charyzmatyków


niedziela, 29 kwietnia 2018

Tradycja to jedyna możliwa przyszłość Kościoła Świętego



Z ks. Faustem Buzzim, asystentem przełożonego dystryktu włoskiego Bractwa Św. Piusa X, rozmawia Franiszek Boezi z „Il Giornale”.

Co nadal oddziela Bractwo Św. Piusa X od Kościoła katolickiego?

Należy przede wszystkim z naciskiem podkreślić, że Bractwo Św. Piusa X w żaden sposób nie jest odłączone od Kościoła katolickiego. Pozostajemy złączeni z Kościołem i nigdy się od niego nie odłączyliśmy, pomimo różnic w poglądach pomiędzy nami a władzami rzymskimi. To nie my ponosimy odpowiedzialność za pojawienie się tych rozbieżności. Arcybiskup Lefebvre zawsze powtarzał, że został potępiony za te same rzeczy, za które papieże (zwłaszcza Pius XII) go chwalili. Tym, kto się zmienił, był Rzym, który podczas II Soboru Watykańskiego zdystansował się od wielowiekowej Tradycji Kościoła.

Pewien proboszcz powiedział mi kiedyś: „Wielu ludzi mówi o schizmie, nie posiadają jednak wiedzy teologicznej Marcelego Lefebvre’a”. Czy sądzi Ksiądz, że ta uwaga jest słuszna?

Wielu krytykuje lub potępia Bractwo Św. Piusa X, nie zetknąwszy się z nim osobiście i nie posiadając wiedzy na temat przyczyn napięć pomiędzy nami a obecnymi władzami Kościoła. Dziś wielu ludzi – zarówno duchownych, jak świeckich – zaczyna się zastanawiać nad tym, co dzieje się w Kościele i zadawać sobie pytanie, czy właśnie ci, którzy przez wiele lat byli stygmatyzowani jako schizmatycy, nie są przypadkiem najbardziej wierni i lojalni wobec Kościoła katolickiego oraz – paradoksalnie – również papiestwa. Arcybiskup Lefebvre pragnął, abyśmy studiowali w naszych seminariach Sumę teologiczną św. Tomasza z Akwinu oraz inne klasyczne traktaty teologiczne. Uważam, że możliwość otrzymania tak gruntownej i solidnej formacji była dla nas wielką łaską.

A jakie jest wasze zdanie na temat papieża Franciszka?

Dla nas Franciszek nie jest ani gorszy, ani lepszy od innych soborowych czy posoborowych papieży. W istocie kontynuuje on jedynie proces zainicjowany przez Jana XXIII, proces demontażu Kościoła katolickiego, który ma umożliwić zbudowanie całkowicie nowego Kościoła – przystosowanego do liberalnego ducha naszych czasów. Powiedziałbym nawet więcej: obecny papież ponosi znacznie mniejszą odpowiedzialność niż Paweł VI. To Paweł VI przewodniczył obradom soboru, zatwierdził jego dokumenty i autoryzował wszystkie późniejsze reformy. To właśnie wywołało w Kościele bardzo poważny kryzys, którego świadkami obecnie jesteśmy. Oczywiście to, co mówi i czyni Franciszek, sprawia wrażenie bardziej przełomowego niż akty jego poprzedników. Tak jednak nie jest. Po prostu dziś media posiadają znacznie większe możliwości i są w stanie bardziej nagłośnić pewne wydarzenia. W istocie jednak to, co uczynił Paweł VI, miało skutki znacznie bardziej doniosłe niż obecne działania Franciszka.

Wydaje się jednak, że Bergoglio zrobił parę kroków w waszą stronę?

Z całą pewnością nie zbliżył się do nas doktrynalnie. Postrzega Bractwo raczej jako coś mającego podrzędne znaczenie – i to jest właśnie przyczyna, dla której okazuje nam pewną życzliwość. W czasie gdy był jeszcze kardynałem w Buenos Aires, jeden z naszych kapłanów podarował mu książkę o życiu założyciela naszego Bractwa. Przeczytał ją i zrobiła na nim silne wrażenie. Być może także to wpłynęło w jakiś sposób na jego stosunek do nas. Wielu zastanawia się, dlaczego nie okazał podobnej życzliwości franciszkanom Niepokalanej, którzy zaczęli wracać do katolickiej Tradycji. W stosunku do nich zachował się w sposób całkowicie odmienny; zapominając o miłosierdziu potraktował ich nadzwyczaj surowo i bezwzględnie.

Wielu uważa was za „ekstremistów” w kwestiach wiary…

Wiara jest cnotą teologalną, a cnota teologalna może wzrastać w nieskończoność, ponieważ jej podmiotem jest sam Bóg. Tak więc dla wiary nie istnieją żadne granice. W tym rozumieniu bycie ekstremistą równałoby się świętości. Mógłbym też przytoczyć w tym miejscu słowa Chrystusa Pana: „Kto nie jest ze mną, przeciwko mnie jest”, czy też słowa św. Piotra: „Nie ma bowiem innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni”. Proszę mi powiedzieć, czy powyższe słowa są wyrazem „ekstremizmu”? Pomyślmy też o męczennikach, którzy woleli raczej śmierć niż zaparcie się wiary. Czy byli oni „ekstremistami”? Wydaje mi się, że tracimy sensus fidei.

A co Ksiądz sądzi o kontrowersjach doktrynalnych związanych z Amoris lætitia?

Chciałbym powrócić jeszcze raz do tego, co powiedziałem już wcześniej. Choć wszystkie inicjatywy mające na celu doprowadzenie do poprawienia tego dokumentu i obronę nierozerwalności uświęconego przez sakrament małżeństwa katolickiego są bez wątpienia godne pochwały, źródła całego problemu poszukiwać należy gdzie indziej. Czy wie Pan, na czym się opiera Amoris lætitia? Na jednym z dokumentów II Soboru Watykańskiego, Gaudium et spes. Tak więc, jak powiedziałem już wcześniej, przyczyną tego straszliwego kryzysu w Kościele, jego „DNA”, jest Vaticanum II. Czy myśli Pan, że pojawienie się dokumentu tak szkodliwego jak Amoris lætitia byłoby możliwe, gdyby miejsce Gaudium et spes zajęła encyklika Piusa XI Casti connubii? Nie sądzę.

A jak skomentuje Ksiądz rehabilitację Lutra?

Cóż mogę powiedzieć? Rehabilitacja największego heretyka w historii, który doprowadził do zsekularyzowania całej religii chrześcijańskiej, który sprawił, że od Kościoła odpadły całe narody, jest zarówno samobójstwem doktrynalnym, jak i fałszerstwem historycznym. Rehabilitacja Lutra należy do ekumenicznej utopii ostatnich 50 lat, utopii, która prowadzi katolików do apostazji już nie milczącej, ale jawnej i otwartej. Zachęcam do lektury wydanej niedawno książki zatytułowanej Prawdziwe oblicze Lutra. Została ona napisana przez jednego z naszych księży, wykładowcę eklezjologii w seminarium w Ecône. Przeczytawszy ją uświadomi Pan sobie całą absurdalność tej rehabilitacji.

Czy uważa Ksiądz za możliwe osiągniecie w przyszłości porozumienia pomiędzy Bractwem a Watykanem w kwestiach doktrynalnych?

Nie jestem prorokiem. Mamy nadzieję że do tego dojdzie, przede wszystkim ze względu na dobro dusz, które znajdują się w niebezpieczeństwie wiecznego potępienia. Jeśli mi Pan jednak pozwoli, chciałbym powiedzieć w jaki sposób możemy się obecnie przyczynić do tryumfu Tradycji w Kościele. Wszyscy – każdy katolik, biskup, kapłan – wszyscy musimy powrócić i przylgnąć do katolickiej Tradycji wszech czasów. I nikt nie powinien się obawiać, że będzie to oznaczało występowanie przeciwko władzom Kościoła. W istocie bowiem nie jest to wcale akt wrogości względem nich, ale najskuteczniejszy sposób na uświadomienie im absolutnej konieczności powrotu do Tradycji, będącej jedyną możliwą przyszłością Kościoła Świętego.

Tradition is the Only Possible Future for the Church (oryginał wywiadu w języku włoskim: „La tradizione è l’unico futuro possibile per la Chiesa”


ŹRÓDŁO INFORMACJI: https://news.fsspx.pl/

sobota, 28 kwietnia 2018

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Katechizm rzymskokatolicki dla szkół ludowych księdza Deharbe





KATECHIZM RZYMSKOKATOLICKI

dla szkół ludowych

x. Józef Deharbe SI

––––––––––

__________

Katechizm rzymskokatolicki (djvu, 34,3 Mb)

("Otóż tym Kościołem, który Wszechmocny zbu­dował na cudach, którego samo trwanie jest usta­wicznym cudem, tym Kościołem, który bez przestanku, całą ziemię obdarza najobfitszymi dobrodziejstwami, nie może być żaden inny, tylko Kościół rzymsko-katolicki. On tylko jeden jest według świadectwa dziejów, owym zgromadzeniem wiernych, założonym przez Chrystusa, w którym biskupi, jako następcy Apostołów, pod prze­wodnictwem papieża, następcy Piotra, wykonywają w następstwie nieprzerwanym urząd nauczycielski, ka­płański i królewski (§ 22, 30, 31). Niepodobna, aby sekta jakakolwiek, jakiej bądź nazwy, mogła być Ko­ściołem, założonym przez Chrystusa, bo o każdej da się udowodnić, że powstała dopiero po Chrystusie, tylko przez odpadnięcie i oderwanie się od prawdzi­wego Kościoła Chrystusowego (§ 36, 42, 43). Na każdej z tych sekt, spełniają się prędzej lub później słowa Chrystusowe: «Wszelka roślina, której nie szczepił Oj­ciec mój niebieski, wykorzenioną będzie» (Mt. XV, 13). Trwałości one nie mają. Pojawiwszy się, narobią wrzawy, zamącą spokój, wywołają klęski, i niszcząc wszystko, same w końcu ulegają zniszczeniu (§ 36 ku końcowi, 47 na początku). Nie tak zaś Kościół katolicki. Tysiące lat mijają, on ani się nie zmienia, ani nie starzeje; bo do niego tylko odnosi się obietnica Pana naszego: «Na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie zwy­ciężą go» (Mt. XVI, 18)", – ss. 61-62)

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15,4 Mb)


__________

Katechizm rzymsko-katolicki podług Ks. J. Deharbe T. J. dla szkół ludowych. We Lwowie. NAKŁADEM ZAKŁADU NARODOWEGO IMIENIA OSSOLIŃSKICH. 1885, str. 319.

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.