______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

czwartek, 28 grudnia 2017

Prof. Wojciech Buchner: Sekularyzacja we współczesnym Kościele



Wykład prof. Wojciecha Buchnera: Sekularyzacja jako ars accommodandi: zmierzch katolickiej idei reprezentacji?. Wygłoszony podczas konferencji „Procesy sekularyzacji we współczesnym Kościele katolickim” w Akademii Ignatianum w Krakowie.

Kulisy Vaticanum II: Liberalni teologowie uchwycili się Soboru jako sposobu na zdekatolizowanie Kościoła Katolickiego udając, że chcą tylko Go zderomanizować



"W trakcie trwania Soboru, niektórzy z początkowo sennych biskupów amerykańskich, nabrali wigoru od swoich żwawych kolegów z Europy i stali się zdolnymi inżynierami liberalnych propozycji, przebijając nawet Europejczyków w zajadłych i potępiających atakach na Kurię Rzymską.

Jednak jak błyskotliwi nie okazaliby się być amerykańscy periti, to i tak swoje pomysły wzięli od liberalnych katolików europejskich. A niektórzy konserwatywni Amerykanie, podążając za swoimi drugorzędnymi periti, przyłączyli się do grupy rewolucyjnej, by uczynić wszystko, co ich mentorzy uznają za słuszne.

Europejscy periti, którzy naprawdę narzucili swoje teorie tym biskupom, sami byli głęboko przepojeni błędami teilhardyzmu i etyką sytuacyjną, któreż to błędy niszczą boską wiarę i moralność i władzę hierarchiczną.

One czynią człowieka centrum i sędzią nad wszystkimi prawdami i moralnością, bez względu na nauki Kościoła. Źródło zła leży w braku szacunku dla władzy, świętości i człowieka.

Ci liberalni teologowie uchwycili się Soboru jako sposobu na zdekatolizowanie Kościoła Katolickiego udając, że chcą tylko Go zderomanizować.

Poprzez wypaczenie znaczenia słów i używanie terminologii protestantyzmu, udało im się stworzyć taki bałagan, dzięki któremu wielu katolickich księży, zakonników i świeckich zostało do tego stopnia zdezorientowanych, że czują się wyalienowani z kultury katolickiej."

bp. William Lawrence Adrian
The Wanderer, 1 i 8 sierpnia 1969 r.

Inni uczą o katolicyzmie, my uczymy katolicyzmu



Wywiad z ks. Patrickiem Summersem FSSPX

Czym różni się szkoła, którą Ksiądz kierował, od przeciętnej angielskiej szkoły?

Nasz szkoła jest tzw. szkołą niezależną (independent school), czyli niepubliczną. Jest wiele takich szkół, które mają dużą niezależność od władz państwowych, ale nasza jest jedyną katolicką szkołą, która pozostała niezależna w Anglii, chociaż co 2–3 lata mamy państwową inspekcję. Przykładowo inne szkoły katolickie otrzymują fundusze państwowe i dlatego muszą przyjmować niekatolików. Może tam więc być „katolicka atmosfera”, lecz w praktyce nie mogą to być szkoły katolickie. Wszystkie placówki założone przez diecezje otrzymują rządowe wsparcie, zatem muszą być bardzo „delikatne” w nauczaniu katolicyzmu ze względu na niekatolików w szkole. Jest takie prawne uwarunkowanie, że jeśli przyjmuje się niekatolików do szkoły, to nie można ich uczyć katolicyzmu, bo to rzekomo łamie ich prawa. I to jest specyficzny „sposób” na te szkoły.

W waszej szkole są tylko katolicy?

Jesteśmy otwarci na przyjmowanie niekatolików, lecz stanowią oni niewielki procent naszych uczniów. Muszą zaakceptować naukę katechizmu, Mszę świętą i katolicki profil szkoły. Inne szkoły katolickie uczą o katolicyzmie, my po prostu uczymy katolicyzmu. W naszej szkole jest bardzo wysoki poziom dyscypliny, dlatego 95% czasu może być poświęcone nauczaniu, a tylko 5% utrzymaniu porządku. W szkołach państwowych jest inaczej: 40% czasu zajmuje nauczanie, a 60% utrzymanie porządku. W związku z tym nasze wyniki egzaminów końcowych są w czołówce najlepiej zdanych egzaminów w kraju. Dotyczy to zarówno egzaminów po gimnazjum, jak i maturalnych. Cały czas podkreślamy, że edukacja nie jest „prawem z urodzenia”, że jest to przywilej, na który zarówno rodzice, jak i dzieci muszą „zasłużyć”. Jednak tak naprawdę dobre wyniki egzaminów nie są najważniejsze. Oczywiście dla części rodziców są one bardzo ważne, ale coraz więcej spośród nich zdaje sobie sprawę, że to formacja moralna jest tym, co najistotniejsze. Często edukacja rodziców jest trudniejsza niż edukacja dzieci. Oni sami otrzymali złą edukację, dlatego nie rozumieją, na czym polega dobra.

Ilu uczniów uczęszcza obecnie do waszej szkoły i w jakim są wieku?

Szkoła jest koedukacyjna od 4. do 10. roku życia i dla tych dzieci nie ma internatu. Wielu ludzi przeprowadza się np. ze Szkocji czy Skandynawii, aby ich dzieci mogły uczęszczać do naszej szkoły, bo u nich takiej nie ma. Osobno są chłopcy od 11. do 17. roku życia, a osobno dziewczęta, które znajdują się w swoim kampusie. Dokupiliśmy nową nieruchomość i nauczyciele mogą łatwo przechodzić z jednej części do drugiej. Są trzy roczniki dziewcząt: 12-, 13- i 14-letnie. W tej chwili mamy w internacie 20 dziewcząt i 50 chłopców. W każdym roku jest zwykle około 10 nowych uczniów, więc nasza szkoła powoli się rozwija. Kiedy 10 lat temu przejmowałem kierownictwo szkoły, liczyła ona około 35 uczniów; teraz jest ich 135.

Skąd bierzecie nauczycieli?

Trzonem naszej kadry jest dwóch braci, pięć sióstr i czterech księży. Przez cały czas są obecni na terenie szkoły. Uczą dwie siostry i czterech księży, przede wszystkim katechizmu, ale w miarę potrzeby także innych przedmiotów (angielski, łacina, filozofia). W Anglii, inaczej niż w Polsce, człowiek z wyższym wykształceniem może uczyć wszystkiego.

Jakie budynki i tereny składają się na szkołę?

Ta nieruchomość była szkołą 25 lat temu, zanim została przez nas kupiona. Miała mniej więcej połowę obecnej wielkości. To była szkoła państwowa, która została zamknięta. Dysponujemy obecnie 12 hektarami, czyli ogromnym terenem, na którym można biegać, ćwiczyć, hodować zwierzęta. Mamy stado owiec, krowy, świnie, 50 kur, a także trzy ogrody warzywne.

Kto się tym wszystkim zajmuje?

Wspólną odpowiedzialnością wszystkich, którzy tam mieszkają, jest zajmowanie się zwierzętami. Wprowadziliśmy takie „służby”: ktoś ma pod opieką zakrystię, a ktoś inny świnie. Obowiązuje zasada, że jeśli ktoś bardzo dobrze pracuje w swojej „służbie”, to ma wybór, czy chce przejść do innej i sam ją sobie wybiera. Natomiast jeśli ktoś pracuje źle, to zostaje w niej na stałe. Każdego dnia uczniowie są odpowiedzialni za wiele rzeczy, które muszą być zrobione.

Wasi uczniowie noszą też mundury…

Tak, ponieważ oprócz zajęć lekcyjnych mamy akademię kadetów i orkiestrę dętą, która wykonuje muzykę marszową. Niektórzy chłopcy nie są dobrzy w ćwiczeniach wojskowych, ale lubią muzykę. Mundury dla kadetów zafundował nam pewien parafianin, który służył w armii, a dziś jest biznesmenem. Co drugi dzień przez dwie godziny uczniowie ćwiczą strzelanie. Samochody terenowe do ćwiczeń wypożyczają nam parafianie, a instruktorem musztry jest jeden z księży.

Czy uczniowie mają czas na odrabianie pracy domowej?

Założenie jest takie, że codziennie mają dwie godziny na pracę domową.

Jak wygląda kwestia programów nauczania? Jak duża jest ingerencja państwa, a jak duża swoboda szkoły?

Uczniowie muszą być nauczeni tego, co jest na egzaminach, natomiast w jaki sposób się tego nauczą, to już jest całkowicie sprawa szkoły. Na tym polega niezależność szkół, które nie biorą pieniędzy od państwa. Natomiast jeśli na egzaminie zdarzają się treści niekatolickie, np. kwestia kontroli urodzeń, to my mówimy uczniom w ten sposób: „Będziecie mieli takie pytanie i możecie napisać to i to, żeby zdać egzamin, niemniej jednak prawda jest inna”. To jest szkoła katolicka i uczy tego, czego chce uczyć. Mamy więc ogromną swobodę kształtowania programu. Nawet liczba godzin nauki danego przedmiotu jest tylko moją decyzją. W szkole państwowej jest z góry narzucone, ile ma być godzin, a w szkole niezależnej to wyłącznie nasza sprawa. Co prawda szkoła jest kontrolowana przez Ofsted – urząd, który robi inspekcje i wydaje opinie (nieco inny niż polskie kuratorium), jednak dopóki wyniki egzaminów są bardzo dobre, to urzędnicy nie robią problemów. Oczywiście jest dużo biurokracji, niepotrzebnych papierów, ale nie ma większych problemów, bo mamy dobre wyniki. Trzy lata temu była niespodziewana inspekcja, ponieważ ktoś anonimowo zrobił donos, że uczymy ekstremalnych, radykalnych treści. Urzędnicy przyszli, porozmawiali w kampusie z ludźmi i stwierdzili, że te zarzuty są bezzasadne. Musiałem się tłumaczyć, dlaczego nie mamy procedury, jak sobie radzić z takimi treściami. Wytłumaczyłem, że skoro nie ma takich treści, to nie ma z czym sobie radzić, niemniej jednak w ciągu dwóch tygodni dostarczyłem odpowiednie dokumenty i urzędnicy stwierdzili, że skoro mamy procedurę, to wszystko jest w porządku. To takie bardzo brytyjskie…

Jeżeli macie taką swobodę kształtowania programów nauczania, to na jakie przedmioty – albo raczej na jakie dziedziny wiedzy – kładzie Ksiądz największy nacisk?

Największą część nauczania stanowią oczywiście język ojczysty, matematyka i przedmioty przyrodnicze. Oprócz tego jest tyle, ile potrzeba, katechizmu. Ogromną wagę przywiązujemy do prac ręcznych, co ma związek z naszą farmą. Jeżeli chodzi o chłopców, to wykonują dużo prac w drewnie i prac konstrukcyjnych – ja sam ich tego uczę. U dziewcząt jest oczywiście inaczej: mamy emerytowaną panią, która pracowała w domu towarowym Harrodsa i uczy je np. haftowania. Poza tym mamy lekcje plastyki i każda klasa przez dwie godziny w tygodniu tworzy jakieś dzieła sztuki. Natomiast jeśli chodzi o muzykę, to dla chłopców śpiewanie jest trudne, więc zaczynamy od śmiesznych piosenek ludowych, żeby w ogóle ich rozśpiewać i dopiero po okresie śpiewania takich łatwiejszych rzeczy przechodzą do śpiewania części Mszy świętej. Chłopcy i dziewczęta – na zmianę – co dwa miesiące przygotowują śpiewy, więc w każdym miesiącu mamy inną oprawę Mszy świętej. Chłopców przygotowują księża, a dziewczęta nauczycielka śpiewu.

Na jakich zasadach odbywa się współpraca z rodzicami i jakie są w tym zakresie największe problemy?

Największym problemem jest to, że chcielibyśmy mieć rodziców, którzy mówią to samo, co my, czyli żeby była jedność wychowywania w szkole i w domu. Rok przed tym, zanim przyszedłem do szkoły, przełożony dystryktu wprowadził słynny już kontrakt z rodzicami. W tym kontrakcie jest bardzo jasno przedstawione, czego szkoła oczekuje od rodziców, np. że w domu nie wolno oglądać telewizji – co nie znaczy, że nie można oglądać filmów (chodzi tylko o tę „sieczkę”, która jest ciągle pokazywana w TV). Kontrakt dotyczy też zakazu słuchania złej muzyki, noszenia nieprzyzwoitych ubrań itd. Po wprowadzeniu kontraktu liczba uczniów spadła w ciągu roku z 70 do 20, ale po roku było już ich 35, a dzisiaj 135. A więc ten kontrakt działa! I nawet, jeśli ktoś z rodziców przekracza ten kontrakt, to oczywiste staje się ukazanie naszej zasady wychowawczej, że w szkole kształtuje się umysł, a te wszystkie złe rzeczy, które są w domu, niszczą całą pracę szkoły. Dziesięć lat temu był to dokument bardzo kontrowersyjny, dzisiaj jest o wiele lepiej przyjmowany. Prawdopodobnie jesteśmy jedyną szkołą w Bractwie, która posiada tego typu kontrakt. Jestem jednocześnie proboszczem parafii i wyjaśniam, że to nie szkoła narzuca rodzicom ten kontrakt, lecz to Kościół stawia takie wymagania swoim wiernym – tak samo, jak np. niejedzenie mięsa w piątek. Tak więc kontrakt narzucany jest nie tyle ze strony szkoły, lecz Kościoła i jego nauczania.

Jest to zatem nie tylko edukacja dzieci, ale całych rodzin…

Tak. Kościół wykazuje w ten sposób troskę nie tylko o dzieci, lecz o całe społeczeństwo – tak jak to zawsze czynił.

Stanowi to zarazem zaprzeczenie społeczeństwa liberalnego, które ma się składać ze zatomizowanych jednostek i Kościołowi nic do tego…

Jeżeli te zasady nie są utrzymywane w domu i uczniowie mają w głowach mnóstwo złej muzyki czy złych postaw wziętych z telewizji, to jak ich uczyć rzeczy religijnych? To tak, jakby uczyć w kajdankach. Trzeba wtedy konkurować z diabłem, co jest zupełnie absurdalne, bo nawet jeśli 80% uczniów stosuje się do zasad, to problem jest z tymi 20%, które przynoszą do szkoły złe rzeczy. Tylko wówczas, gdy wszyscy zgodnie wyznają te same wartości, nauczanie ma sens.

Zaszczepiając taki model edukacji i wychowania, bierzecie ogromną odpowiedzialność za przyszłość tych młodych ludzi, którzy po ukończeniu szkoły wchodzą w liberalne społeczeństwo z nieliberalną edukacją. W jaki sposób radzicie sobie z tym wyzwaniem?

Nasi uczniowie oczywiście nie są izolowani od współczesnego świata, np. co jakiś czas wspólnie oglądamy hollywoodzkie filmy, które potem uczniowie muszą przeanalizować, przemyśleć i napisać, czego ich to nauczyło, co było złe. Tak wygląda normalne zderzenie młodego człowieka ze światem i tutaj kluczową rolę odgrywa własna rodzina, do której można pójść i opowiedzieć, co się dzieje, dostając jakieś wsparcie. Ale oczywiście nie ma jednego „magicznego” sposobu, który sprawiłby, że młodzi ludzie od razu poradzą sobie we współczesnym świecie.

Ilu chłopców zostaje przy tradycyjnych praktykach religijnych po ukończeniu szkoły?

Spośród 34 chłopców, którzy w ostatnich pięciu latach ukończyli naszą szkołę, był może jeden czy dwa przypadki porzucenia praktyk religijnych. Reszta zostaje i praktykuje.

Czyli ta formacja jest skuteczna…

Dodam jeszcze, że w ostatnich latach z naszej szkoły wyszło pięciu seminarzystów Bractwa.

Czy jest normą, że dzieci przechodzą w waszych szkołach cały cykl edukacji?

Ci, którzy rozpoczynają nasze szkoły, zwykle przechodzą przez cały cykl edukacji. Oprócz tego są tacy, którzy dochodzą na różnych etapach. Często jest tak, że dziecko chodzi do szkoły państwowej, a gdy w wieku 12, 13 czy 14 lat pojawiają się problemy, rodzice przenoszą je do nas.

Każdy kraj ma swoją specyfikę, dlatego chciałbym zapytać, jakie ogólne wskazówki mógłby Ksiądz udzielić szkołom Tradycji katolickiej na całym świecie?

Mam doświadczenie pracy w szkołach w Stanach Zjednoczonych, potem przez trzy lata w Indiach i obecnie w Wielkiej Brytanii. To, co wszędzie zauważyłem, to problem z dziećmi z rodzin tradycyjnych, zwłaszcza w dużych parafiach, które się rozrastają, gdzie można się urodzić, przyjmować sakramenty, mieć przyjaciół, szkołę i właściwie wszystko. Tutaj bardzo trudno przebić się do nastolatka z nauczaniem religii, polegającym na uświadomieniu istoty Chrystusa, Kościoła i jednocześnie głębokości kryzysu. Ci młodzi ludzie zupełnie nie rozumieją, dlaczego ich rodzice wybrali Tradycję, nie rozumieją powagi sytuacji, bo sami nie poznali niczego poza Tradycją. Z kolei u tych, którzy przychodzą z novus ordo albo w ogóle z pogaństwa, dla dorosłych trudnością są wysokie wymagania moralne, a dla dzieci – kwestia, dlaczego wszystko musimy robić w sposób najtrudniejszy, skoro nasi rówieśnicy robią to łatwiej.

A jak sobie z tym radzić?

Największym wyzwaniem dla szkół Tradycji jest wyposażanie młodych ludzi w narzędzia, które pozwolą im zrozumieć kryzys i znaleźć na niego właściwą odpowiedź. Gdy np. postanowiliśmy z 15-latkami przerobić biografię arcybiskupa Lefebvre’a, to ich to wcale nie interesowało. To, co ich ruszyło, to była dopiero Msza św. z klaunami i inne szokujące rzeczy, ale przecież to nie jest istota problemu i sposób wyjścia. Chodzi o wyposażenie uczniów w odpowiednie narzędzia, a to mogą zrobić tylko właściwi nauczyciele. Dobra szkoła jest o tyle dobra, o ile dobrzy są nauczyciele. Może być piękny budynek, piękne wyposażenie, ale jeśli nauczyciele są zainteresowani tylko swoim zatrudnieniem, to nie stworzą dobrej szkoły. Szkoła stoi nauczycielami!

Na koniec pytanie o sposoby rekrutacji. W jaki sposób wasza szkoła przyciąga nowych uczniów? Jakie są sposoby promocji szkoły?

Ten problem właściwie już nas nie dotyczy, ponieważ nasza szkoła osiągnęła „masę krytyczną”, jeśli chodzi o liczbę uczniów. Gdy mieliśmy 30 uczniów, musieliśmy błagać rodziców, żeby posłali do nas swoje dzieci. W tej chwili, przy 135 uczniach, szkoła nie da rady pomieścić więcej, a ponieważ mamy dobrą reputację, także egzaminacyjną i duchową (absolwenci w seminarium!), to promocja następuje samoczynnie. Tutaj oczywiście najważniejsza jest sieć księży, którzy widząc konkretne rodziny, oceniają, czy dane dziecko jest dobre i powinno pójść do dobrej szkoły. Księża mają przynajmniej raz w roku kazania o katolickiej edukacji i to oni pracują z konkretnymi rodzinami, zachęcając je do naszej szkoły.

wtorek, 19 grudnia 2017

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: O wielkim środku modlitwy do dostąpienia zbawienia i otrzymania od Boga wszystkich łaski jakich pragniemy





O WIELKIM ŚRODKU MODLITWY

DO DOSTĄPIENIA ZBAWIENIA I OTRZYMANIA OD BOGA
WSZYSTKICH ŁASK JAKICH PRAGNIEMY

Św. Alfons Maria Liguori

––––––––––

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15,4 Mb)
__________

Św. Alfons Maria Liguori, Doktor Kościoła, Założyciel Zgromadzenia Redemptorystów, O wielkim środku modlitwy do dostąpienia zbawienia i otrzymania od Boga wszystkich łask, jakich pragniemy. Przetłumaczył z włoskiego O. Stanisław Misiaszek, Redemptorysta. Kraków 1930. NAKŁADEM OO. REDEMPTORYSTÓW, str. 211. (Cz. I-II).

Bp Bernard Fellay FSSPX: List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 88



Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy!

W październiku 2017 r. obchodzimy rocznice trzech wydarzeń, które naznaczyły bieg historii ludzkości i Kościoła: buntu Lutra, rewolucji bolszewickiej i cudu w Fatimie.

Pięćset lat temu, 31 października 1517 r., Marcin Luter wystąpił przeciw Kościołowi katolickiemu. Sto lat temu, 7 listopada, wybuchła rewolucja w Rosji. Ze względu na obowiązujący tam wówczas kalendarz juliański otrzymała nazwę „rewolucji październikowej”.

Sto lat temu, kilka dni przed wydarzeniami w Rosji, 13 października Niepokalane Serce Maryi spektakularnym cudem przypieczętowało swoje przesłanie zapowiadające wielkie wydarzenia w Kościele i na świecie, spośród których kilka należy już do przeszłości, jak na przykład II wojna światowa, a inne jeszcze się nie wydarzyły, jak na przykład triumf Niepokalanego Serca i nawrócenie Rosji.


Reformacja zainicjowana przez Lutra jawiła się początkowo jako wydarzenie należące [tylko] do sfery religijnej. Z pewnością niemiecki heretyk wstrząsnął fundamentami Kościoła katolickiego, atakując papiestwo, [pojęcie] łaski, Mszę świętą, kapłaństwo, Najświętszą Eucharystię… Wiara i środki dane ludziom przez Boga dla wyjednania im wiecznego zbawienia zostały odrzucone lub kompletnie zafałszowane.

Z uwagi na niezaprzeczalny związek między nadprzyrodzonym porządkiem Kościoła i łaski z jednej strony, a doczesnym porządkiem rządów człowieka i społeczeństwa obywatelskiego z drugiej, wkrótce bunt przeciwko Kościołowi rozprzestrzenił się na sferę społeczną, po dziś dzień dzieląc Europę, rozpoczynając czasy prześladowań Kościoła w krajach, w których zwyciężyła reformacja i zostawiając na całym kontynencie blizny okrutnych wojen, z których najbardziej brutalna była wojna trzydziestoletnia. Jesteśmy prawdziwie skonsternowani, widząc dzisiaj katolickich prałatów upamiętniających, a nawet świętujących to wydarzenie, tak smutne i przerażające dla chrześcijaństwa.

Bunt Lutra oparł się na zasadzie, która jest podstawą myśli współczesnej i która rządzi całym dzisiejszym społeczeństwem, niezależnie od tego, czy uważa się ono za liberalne, czy socjalistyczno-komunistyczne. Ta zasada pragnie uwolnić ludzi od ich zależności od Boga i od ustanowionego przezeń porządku, zarówno w sferze naturalnej, jak i nadprzyrodzonej.

Tymczasem u podstaw natury człowieka leży ontologiczny fakt jego całkowitej zależności od Stwórcy; całkowitej, ponieważ nie ma miejsca, w którym człowiek mógłby się przed nią ukryć; już samo pojęcie stworzenia wyraźnie na to wskazuje. Od strony stworzenia ta obiektywna zależność natychmiast rodzi obowiązek równie całkowitego poddania się Stwórcy, który jest Bogiem. To poddanie się wykracza daleko poza posłuszeństwo przykazaniom Bożym, posłuszeństwo moralne, uważane za najpowszechniejszy sposób jego wyrażenia. Rozciąga się również na porządek inteligencji, na naszą wiedzę. Jest to poddanie naszego rozumu rzeczywistości, która narzuca się nam w ten sposób, że prawdę możemy zdefiniować jako „zgodność intelektu z rzeczywistością”, rzeczywistością obiektywną. W sferze wiary podążamy tą samą drogą, jednak powód naszego poddania się jest inny. O ile rozum naturalny ulega mocy dowodów, o tyle nadprzyrodzona wiara poddaje się autorytetowi Boga, Prawdy objawionej, która nie myli się, jak wyznajemy w akcie wiary, i nie wprowadza nas w błąd.

Stosując zasadę „wolnego badania”, Luter zniszczył to podporządkowanie. Od tego czasu hasłem, które rozbrzmiewa w świecie, jest okrzyk: „wolność!”; w rzeczywistości wyraża ono bunt przeciwko Bogu i przeciwko ustanowionemu przez Niego porządkowi rzeczy. Ta współczesna wolność schlebia duszy upadłej na skutek grzechu pierworodnego; to pokusa i ułuda naszych czasów. To fantazja, która natchnęła archanioła Lucyfera do grzechu i zainspirowała wszystkie kolejne grzechy. Tak zwana emancypacja kończy się bardzo źle i ostatecznie ma niewiele wspólnego z prawdziwą wolnością. Człowiek został bowiem stworzony jako istota wolna nie po to, aby buntować się przeciwko Bogu – swemu ostatecznemu celowi i najwyższemu dobru – ale po to, aby samemu wybrać środki, które go doprowadzą do Boga, a tym samym aby zasłużyć na osiągnięcie wiecznego szczęścia, które Bóg Wszechmogący pragnie dzielić ze swoim stworzeniem.

Jakże niewielu ludzi, żyjących w tej liberalnej atmosferze, rozumie dziś te podstawowe prawdy!

Niemożliwe do uniknięcia nadużycia liberalizmu doprowadzonego do swojej logicznej konkluzji – a więc albo do anarchii, albo do tyranii materialistycznej władzy – podobnie jak ekscesy socjalizmu i komunizmu, których okrutne występki tragicznie naznaczyły XX wiek dwustu pięćdziesięcioma milionami ofiar, nie skłaniają współczesnego człowieka do refleksji.

Rewolucja rosyjska zaczęła się od buntu przeciwko jarzmu władzy doczesnej, ale korzenie tej rewolty nie znajdowały się w Rosji. Odnajdujemy je raczej w Europie Zachodniej: Karol Marks był Niemcem. Rosja była terenem, na którym miały zostać wprowadzone opracowane przez Niemca Marksa zasady, przy – jak uważają niektórzy historycy – finansowym wsparciu zachodnich kręgów biznesowych. Jednak bardzo szybko rewolucja zaatakowała także religię. Komunizm już zawsze będzie widział w Kościele katolickim, bardziej niż w jakimkolwiek innym wyznaniu, swego zaprzysięgłego wroga, którego trzeba zniszczyć, o ile to możliwe. To właśnie pod rządami komunistów miały miejsce największe prześladowania Kościoła i trwają one po dziś dzień w Chinach, w Korei Północnej czy w Wietnamie.

Wszystko to zostało przepowiedziane w Fatimie, gdzie Matka Boża w celu zażegnania zagrażającego ziemi zła poprosiła władze kościelne oraz każdego chrześcijanina o coś bardzo prostego: o praktykowanie nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca, nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca w duchu zadośćuczynienia za zniewagi przeciwko Matce Bożej oraz o poświęcenie Rosji.

Uderza nas pozorna dysproporcja między wskazanymi przez niebo środkami, mającymi naprawić wszelkie zło ludzkości a dramatycznym kierunkiem obranym przez narody w naszej epoce. Jednakże Bóg Wszechmogący, w sposób nieskończenie wykraczający ponad ludzki zamęt, nie potrzebuje ludzkich środków. Wystarczy jedno Jego słowo, żeby stworzyć wszechświat, żeby go odnowić, żeby go ocalić – jednak do tego potrzeba ludzi, którzy w końcu uznają Jego władzę. „Wojna zbliża się ku końcowi, ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się kolejna, jeszcze gorsza”. „Jeżeli Moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła”. Pokój świata – i Kościoła – zależy od poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Według niepodważalnego świadectwa, które zostało mi osobiście złożone, siostra Łucja na krótko przed śmiercią powiedziała pewnemu księdzu, że „poświęcenie Rosji ZOSTANIE DOKONANE, ale będzie to bardzo trudne [do przeprowadzenia]”.

Triumf Niepokalanego Serca Maryi nadejdzie, nie mamy co do tego wątpliwości, ale w chwili obecnej walka szaleje, tym razem nawet w samym Kościele. Filary naszej wiary, które wydawały się niewzruszone, drżą w posadach; niektórzy biskupi i kardynałowie posuwają się nawet dalej niż ich nowy mistrz, Luter, i świętują w tym roku rocznicę jego buntu. Niewielu jest tych, którzy bronią prawdy objawionej. Głos, od którego w Kościele tu na ziemi wszystko zależy, konsekwentnie milczy. Pozwala ciemnościom doktrynalnego i moralnego chaosu przenikać do Miasta Boga.

Już Paweł VI, 29 czerwca 1972 r. zauważył, że „przez jakąś szczelinę dym szatana przeniknął do świątyni Boga”. Dziś to już nie nikły kłąb dymu, ale gęsty dym erupcji wulkanicznej. Św. Pius X twierdził z kolei: „Kto się istotnie nad tym zastanowi, ten się musi słusznie zatrwożyć, czy czasem ta przewrotność umysłów nie jest pewną próbką i już jakby początkiem nieszczęść, które są przeznaczone czasom ostatecznym; czy czasem «syn zatracenia» (2 Tes 2, 3), o którym mówi Apostoł, nie przebywa już na tej ziemi” (encyklika E supremi apostolatus z 4 października 1903 r.). Co sto lat później mamy powiedzieć na widok Kościoła, który stopniowo się rozpada? Nasza krew zastyga, gdy słyszymy ten sam głos, mówiący w trakcie konferencji prasowej 26 czerwca 2016 r. na pokładzie samolotu powracającego z Armenii, że Luter nie mylił się w kwestii usprawiedliwienia: „Uważam, że zamiary Marcina Lutra nie były błędne: był on reformatorem. […] A dzisiaj luteranie i katolicy, wraz ze wszystkimi protestantami, zgadzamy się w kwestii doktryny usprawiedliwienia: w tym bardzo ważnym punkcie, on [Luter] nie mylił się”.

Nie mamy zatem dla Bractwa Św. Piusa X, dla was, Drodzy Wierni, żadnej innej strategii działania, jak tylko kontynuowanie tego, co zawsze czynił Święty Kościół, cokolwiek by się działo. Droga prawdy, która we wszystkich czasach wydawała na świat świętych, zawsze pozostanie bezpieczną drogą daną przez niebo; drogą Ewangelii, drogą naśladowania Pana Jezusa i Matki Bożej. Przyjmujemy środki wskazane przez niebo, mając pewność, że nie możemy zrobić nic lepszego. Nasza Krucjata Różańcowa oficjalnie zakończyła się 22 sierpnia, jednak błagamy i zachęcamy Was, abyście podtrzymali nabyte dobre nawyki: odmawianie różańca, składanie małych ofiar tak miłych Bogu, mających moc ratowania dusz dla wieczności, pod warunkiem, że włożymy w nie ziarno miłości do Boga!

Pod koniec tego roku, w którym obchodzimy setną rocznicę objawień fatimskich, pamiętajmy o naukach i prośbach Maryi, zawsze Dziewicy i Matki Boga. Zgodnie z Jej własnymi słowami Jej Serce będzie naszą ucieczką i drogą, która prowadzi do Boga. Żyjemy tą nadzieją, nie zniechęcając się przerażającymi wydarzeniami, które się wokół nas dzieją, świadomi, że możemy i powinniśmy robić wiele dobrego dla ludzi nam współczesnych, wiernie zachowując skarby Tradycji.

Przyjmijcie serdeczne podziękowania za Waszą niestrudzoną wspaniałomyślność. Niech Bóg Wam wynagrodzi łaskami i niech Wam błogosławi w Waszym oczekiwaniu na triumf Niepokalanego Serca Maryi.

Menzingen, 21 listopada 2017 r., w uroczystość Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny

+ Bernard Fellay
Przełożony generalny

Źródło informacji: https://news.fsspx.pl/

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Spotkanie z Aurelio Porfirim:"Służyć Bogu w liturgii dając z siebie to co najlepsze"





LIST NR 66
______



„Zachodnia muzyka sakralna (...) jest dla mnie wyrazem prawdy chrześcijaństwa” (por. Benedykt XVI, Castel Gandolfo, 4 lipca 2015)

W trakcie konferencji prasowej poświęconej obchodom dziesięciolecia motu proprio Summorum Pontificum w Rzymie, organizacja Cœtus Internationalis Summorum Pontificum zapowiedziała, że zleciła napisanie dzieła muzycznego, specjalnie dla uświetnienia mszy świętej pontyfikalnej w bazylice św. Piotra w sobotę 16 września 2017 o godzinie 11. Jest to rzadka w świecie współczesnej muzyki sakralnej inicjatywa i świadczy o tym, że tradycyjna liturgia rzymska jest niewyczerpanym źródłem inspiracji.

Chcąc się dowiedzieć więcej na temat tej wiekopomnej inicjatywy, poprosiliśmy o spotkanie maestro Aurelio Porfiriego, twórcę dzieła powstającego na cześć motu proprio papieża Benedykta XVI, który też osobiście nim zadyryguje.


Maestro Porfiri dyrygujący chórem w Macao, a po prawej – zasiadający przy organach Kaplicy Sykstyńskiej.

I – NASZ WYWIAD Z MAESTRO PORFIRI


1) Aurelio Porfiri, w jaki sposób narodziło się Pana powołanie muzyczne?

Aurelio Porfiri: Byłem jeszcze malcem, pewnego dnia w pasażu handlowym zobaczyłem elektryczne organy, z rodzaju tych, które widywało się w latach 80-tych. Zapisałem je zaraz na pierwszym miejscu na swej liście prezentów bożonarodzeniowych a rodzice wysłuchali mej prośby. Wszystko zaczęło się od tego podarunku, również i pasja, w wyniku której całe dnie spędzałem przy klawiszach nie tylko własnego instrumentu, ale też parafialnej fisharmonii. Tkwiłem tam, wyszukując nowe melodie, akordy, nowe pomysły muzyczne.

2) Jak przebiegała Pańska ścieżka artystyczna i zawodowa?

Aurelio Porfiri: Studiowałem kilka kierunków: organy, kompozycję i dyrygenturę chóralną. Po złożeniu dyplomu w konserwatorium pracowałem w wielu kościołach i bazylikach rzymskich. Była wśród nich bazylika Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu, bazylika Świętego Chryzogona, Santa Susanna i wiele innych. Przez wiele lat pełniłem też funkcję zastępcy organisty u św. Piotra, aż do roku 2008, gdy wyruszyłem do Chin. Od roku 2008 do 2015 mieszkałem bowiem i pracowałem w Macao. Pobyt ten głęboko mnie naznaczył. Od czasu powrotu do Rzymu w 2015 roku – do dzielnicy, w której się urodziłem, czyli na Zatybrze – oddaję się projektom bliskim memu sercu: czy to tworzeniu kompozycji, czy to pisaniu artykułów, książek, itd.

3) Co Pana pociągnęło ku muzyce sakralnej?

Aurelio Porfiri: Naprawdę uważam, że powołanie. Byłem w parafii, gdzie się grało modne w ostatnich dziesięcioleciach pioseneczki i czułem, że potrzebuję czegoś głębszego, treściwszego pokarmu. Od spotkania do spotkania, korzystając z okazji, jakie się nadarzały, zdobywałem pierwsze doświadczenia na niwie muzyki sakralnej, i dalej się już potoczyło samo!

4) Jest Pan nie tylko muzykiem, ale też autorem licznych artykułów i książek oraz wydawcą tekstów z dziedziny liturgii, teologii i duchowości. Niedawno wylansował Pan przegląd liturgiczny w sieci, którego 3 numer właśnie się ukazał. Czy może Pan nieco więcej o nim opowiedzieć?

Aurelio Porfiri: Wydawnictwo jest zatytułowane Altare Dei i w zamyśle ma być pomostem między dwoma katolickimi światami: europejskim i anglosaskim. Można go pobrać z internetu w formie PDF. Zawiera artykuły i wypowiedzi uznanych specjalistów z dziedziny liturgii, muzyki sakralnej i kultury katolickiej. Ponadto każde wydanie zaopatrzone jest w dodatek muzyczny – partytury utworów sakralnych współczesnych kompozytorów. Sprzedaż odbywa się przez stronę internetową Choralife.

5) W roku 2011 Riccardo Muti żalił się na pobrzmiewające na mszy pioseneczki i argumentował na rzecz powrotu „do wielkiego dziedzictwa muzycznego chrześcijaństwa”. Czy Pana zdaniem forma nadzwyczajna może przysłużyć się przywróceniu śpiewu liturgicznego w celebracjach formy zwyczajnej?

Aurelio Porfiri: Mogłoby się tak stać, gdyby rzeczywiście istniało wzajemne ubogacanie, którego pragnął Benedykt XVI. Bądźmy jednak szczerzy, bądźmy realistami: taka synergia nie istnieje! Ciągle mamy do czynienia z dwoma Kościołami, rzeczy mają się tak samo jak przed Summorum Pontificum: z jednej strony Kościół, który w sposób godny idei Gramsciego przejął ster władzy – z drugiej ten, który z większym lub mniejszym skutkiem nadal stawia opór...

6) Rozpoczął się dziesiąty rok istnienia motu proprio Summorum Pontificum, do którego Pan zawiązał. Czy wzajemne ubogacanie, o którym Benedykt XVI z nadzieją przypomina, jest wskazane i możliwe również w dziedzinie muzyki?

Aurelio Porfiri: Mam nadzieję i bardzo wierzę, że tak. Niestety z wielu stron pojawia się silny opór. Pewne stanowiska trudno pogodzić i bardzo są zamknięte umysły niektórych osób. Zachowuję tym niemniej przekonanie, że Benedykt XVI wyraził tu niezwykle trafną intuicję.

7) 16 września 2017 zadyryguje Pan w bazylice Świętego Piotra w Rzymie mszą w trakcie oficjalnej celebracji z okazji dziesiątej rocznicy motu proprio. Komponuje Pan mszę specjalnie na tę okazję. To rzadka już dziś okoliczność, tak w jednej, jak i w drugiej formie rytu rzymskiego zresztą. Niniejsza inicjatywa jest dla nas dowodem wiecznej młodości liturgii tradycyjnej: czy tak nie jest?

Aurelio Porfiri: Owszem, nie myli się Pan. Nova et vetera: mamy do czynienia właśnie z wieczną młodością Tradycji, która dziś nadal przemawia do nas i zaprasza, byśmy z lamusa wydobyli starą perłę – to dawne, które posłuży jako wzór dla tego, co nowe. Nowe zaś sprawi, że ożyje na nowo to, co dawne. Podjąłem tym samym trudne wyzwanie i wiem, że niełatwo mi będzie zadowolić jednocześnie wszystkich krytyków. Nie ma to jednak dla mnie znaczenia, o ile uda mi się zachować artystyczną uczciwość i wypełnić służbę przed Bogiem w liturgii, dając z siebie to, co najlepsze.


II – REFLEKSJA PAIX LITURGIQUE


1) Od lutego 2016 na łamach włoskiego wydania Paix Liturgique mamy możliwość oddać do rąk czytelników serię artykułów, w których maestro Porfirii opowiada o związku między muzyką sakralną i liturgią. Swoje rozważania opiera na konstytucji soborowej o świętej liturgii. Jego argumentacja i analizy inspirowane są bogatym nauczaniem o roli muzyki papieży XX stulecia, szczególnie: motu proprio „Tra le sollecitudini" świętego Piusa X, z listopada 1903 roku, konstytucją apostolską „Divini Cultus Sanctitatem" Piusa XI, z listopada 1928 roku i encykliką „Musica Sacræ Disciplinæ" Piusa XII, z grudnia 1955. Dotychczas pojawił się temat uczestnictwa, uroczystej powagi, wzgacenia repertuatu, podstawowego rozróżnienia między śpiewem religijnym i śpiewem liturgicznym (które od czasu reformy liturgicznej niestety zaczęto utożsamiać), oraz temat antyfon. Wkrótce ukaże się zaś artykuł poświęcony misyjności muzyki sakralnej.

2) Trzy pierwsze numery Altare Dei – cyfrowego czasopisma wydawanego przez maestro Porfiriego – są zbiorem tekstów liczących się w aktualnym krajobrazie liturgicznym autorów. Jest wśród nich profesor Fagerberg z uniwersytetu Notre-Dame, który prowadzi w gazecie rubrykę z zakresu teologii liturgii czy profesor Kwasniewski – niestrudzony propagator formy nadzwyczajnej rytu rzymskiego. W redakcji muzycznej z Aurelio Porfirim współpracują: J.E. Miserachs Grau – od 40 lat dyrektor kapeli Liberiana przy bazylice Santa Maria Maggiore, i ksiądz Friel – młody organista i kompozytor z diecezji filadelfijskiej. Obok artykułów poruszających aktualne problemy, czasopismo oferuje spotkania z wyjątkowymi ludźmi, jak to z J.E. Marchetto – historykiem Soboru, o tendencji wpisującej się w „hermeneutykę kontynuacji,” oraz świadectwa, dla przykładu: świadectwo kompozytora Colin Mawby. Na koniec ważna rzecz: do każdego numeru dołączony jest zeszyt zawierający 5 – 7 partytur ze współczesną muzyką sakralną., Jak informują znawcy dziedziny, świadczy to o wielkiej oryginalności Altare Dei. Sprzedawane jest w cenie 6 euro za egzemplarz, w związku z czym niewątpliwie stanowi prezent zarówno użyteczny, jak i przystępny, z którego ucieszy się organista w Państwa kościele!

3) W wywiadzie z naszym gościem, Aurelio Porfiri, w odpowiedzi na pytania 5 i 6 pobrzmiewa nuta pesymizmu. Przyznajmy, że to nie tylko kwestia artystycznej wrażliwości, że niestety podobne odczucie towarzyszy wielu katolikom mieszkającym w Rzymie, osobom duchownym oraz świeckim. Pontyfikat Benedykta XVI wzbudził wszak ogromny entuzjazm wśród orędowników formy zwyczajnej, który wraz z jego dymisją, i potem przybyciem papieża Franciszka – nie bardzo zajmującego się sprawami ważnymi dla liturgii – obrócił się w rozczarowanie. My, silni doświadczeniem losu, który spotkał liturgię tradycyjną w ostatnim pięćdziesięcioleciu, możemy jedynie dodawać odwagi naszym braciom „zwyczajnym” w tym zranieniu spowodowanym gwałtownym zatrzymaniem reformy reformy (można tu przytoczyć smutny przykład tego, co stało się z wezwaniem kardynała Saraha, by celebrować ad Orientem). Życzymy, by w swoich dążeniach nie dali się osłabić przeciwnym wiatrom. Bo choć czas u Boga nie płynie tak samo jak na ziemi, to przecież tam, gdzie ludzie cierpliwie i w stałości ducha działają ad majorem Dei gloriam, Dobry Bóg na koniec zawsze niesie strapionym duszom pociechę, której tak bardzo potrzebują.

4) 5 marca 2017 z okazji pięćdziesiątej rocznicy instrukcji Musicam Sacram, ponad 200 osobistości opublikowało międzynarodowy apel zredagowany z inicjatywy maestro Aurelio Porfiriego oraz profesora Petera Kwasniewskiego. Apel wypływa z trzeźwej analizy sytuacji, w jakiej znalazła się aktualnie muzyka sakralna i która stała się punktem wyjścia do sformułowania ośmiu konkretnych propozycji mogących przyczynić się do „przywrócenia godności liturgii i muzyki w Kościele”. Żywo zachęcamy do zapoznania się z tym apelem, który został przetłumaczony na sześć języków i zamieszczony na blogu Altare Dei. 4 marca sam Papież Franciszek uznał, że: „Zetknięcie z modernizmem i wprowadzenie języka mówionego do Liturgii zrodziło całkiem sporo problemów wokół języka, formy i rodzajów muzycznych. W niektórych przypadkach zapanowała niejaka przeciętność, powierzchowność i banalność, ze szkodą dla piękna i żywej głębi celebracji liturgicznych.” (Słowo do uczestników międzynarodowego zjazdu z okazji 50-lecia Musicam Sacram)


Źródło informacji: PAIX LITURGIQUE

piątek, 15 grudnia 2017

Recenzja książki "Helena Pelczar. Zapomniana stygmatyczka"



W wieku 24 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Pracowała jako służąca. Wykazywała się pobożnością i skromnością. Należała do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Z czasem  zaczęła doznawać cierpień ukrzyżowanego Jezusa: najpierw niewidzialnie, później poprzez stygmaty. Na polecenie Zbawiciela i Maryi ofiarowała swoje cierpienia za nawrócenie grzeszników. Cierpiała także za dusze czyśćcowe, z którymi miała szczególną więź. Zmarła w opinii świętości 27 kwietnia 1926 r. Tak w wielkim skrócie można by opisać życie Heleny Pelczar, zapomnianej polskiej stygmatyczki, której poświęcona jest wydana w 2014 roku przez wydawnictwo Rosemaria książka ks. Jarzembowskiego "Helena Pelczar. Zapomniana stygmatyczka. Książka jest reprintem wydania z 1936 r, opatrzonego imprimatur arcybiskupa Chicago.

Nie będę tutaj opisywał historii życia Heleny Pelczar, bo szczegółowo jest ona omówiona w książce ale pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewien rys tej Służebnicy Bożej. 

Jest nim tajemnica męki Chrystusa szczególnie odczuwana przez nią podczas Mszy Świętej. W czasach gdy Mszę Świętą traktuje się jako radosne spotkanie czy ucztę to wydarzenia z życia Heleny przypominają tradycyjną naukę katolicką o tym, że każda Msza Święta jest uobecnieniem ofiary krzyżowej Chrystusa, której ona sama doświadczała każdego dnia.  Dzień w dzień o godzinie wpół do szóstej rano czy to leżała czy siedziała stawała się sztywna i nieruchoma. Twarz jej napełniała się nowym życiem, rumieńce wstępowały na policzki , szeroko otwarte oczy błyszczały jak gwiazdy. Wyglądała tak pięknie, że bardziej była podobna do anioła niż do człowieka. Taki stan trwał godzinę. Gdy ekstaza kończyła się, powracały wielkie cierpienia. O godzinie siódmej rozpoczynała się zazwyczaj Msza św. w parafialnym kościele. Mimo, że Helena leżała w łóżku wiedziała doskonale, którą część Mszy w danej chwili odprawia celebrans i odczuwała narastającą Mękę Pana Jezusa w kolejności następujących po sobie części Mszy świętej. Im dalej kapłan sprawował ofiarę Mszy, tym boleśniejsze stawały się cierpienia Heleny. Do momentu rozpoczęcia konsekracji, ręce, nogi i bok cierpiącej przybierały kolor ciemnoczerwony. W chwili gdy kapłan podnosił Hostię świętą, rany momentalnie się otwierały jakby ktoś przebił je ostrym narzędziem i płynęła z nich krew. Sączyła się ona z ran aż do Komunii świętej. Gdy kapłan spożył Hostię krew przestawała płynąć, rany zamykały się i goiły a po 10-15 minutach pozostawały po nich tylko ślady, jakby dawno zagojone zadraśnięcia. 

Książka ta, to niezwykła historia zapomnianej stygmatyczki, spisana przez naocznych świadków jej życia i cierpienia poczynając od czasów dzieciństwa, przyjazd do Ameryki i pierwsze krwawe plamy na rękach i nogach a później łaska stygmatów. W książce także świadectwo objawień Pana Jezusa i Maryi oraz poruszających łask i podróży do czyśćca. Historia przyjaźni Heleny z Aniołem Stróżem i jego pouczenia.

Jest to kolejny reprint wydany przez poznańskie wydawnictwo RoseMaria, który z czystym sumieniem mogę Państwu polecić.



poniedziałek, 11 grudnia 2017

NIE WIERZMY OKÓLNIKOM ! Kuria Płocka: Ksiądz Piotr Glas nie posiada formalnej zgody na pełnienie posługi egzorcysty



«Na prośbę ks. biskupa Artura G. Mizińskiego, Sekretarza Generalnego Konferencji Episkopatu Polski przekazujemy informację dotycząca ks. Piotra Glasa. Ten były członek Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, a obecnie pracujący w diecezji Portsmouth w Wielkiej Brytanii, w ostatnim czasie prowadzący w Polsce wiele sesji rekolekcyjnych, dni skupień oraz warsztatów – nie posiada formalnej zgody na pełnienie posługi egzorcysty. Ponadto, podając się za egzorcystę, dopuszcza się on praktyk, których nie wolno stosować.» 

 Płock, dnia 7 grudnia 2017 r., 
Kanclerz Kurii, ks. Piotr Grzywaczewski.



Źródło informacji: http://diecezjaplocka.pl/


**********


Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. dr Paweł Rytel-Andrianik wydał dziś oświadczenie ws. ks. Piotra Glasa, obecnie duszpasterza w Diecezji Portsmouth w Wielkiej Brytanii.




OŚWIADCZENIE

Informacja jakoby Episkopat Polski zajął stanowisko ws. ks. Piotra Glasa jest nieprawdziwa.

W związku z napływającymi pytaniami o ks. Piotra Glasa, na prośbę Rady Stałej KEP, bp Artur Miziński, Sekretarz Generalny KEP w dn. 1 grudnia 2017 r. przesłał księżom biskupom pismo ks. prał. Stefana Wylężka, który jest rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii. Ks. prał. Stefan Wylężek przytacza w piśmie różne opinie nt. działalności ks. Piotra Glasa, zaznaczając, że obecna praca duszpasterska ks. Glasa w Diecezji Portsmouth w Wielkiej Brytanii nie podlega jego ocenie, ponieważ – pracując w parafii angielskiej – jest on księdzem należącym do tej diecezji.

Trzeba podkreślić, iż bp Artur Miziński, Sekretarz Generalny KEP w swoim piśmie skierowanym do biskupów w żaden sposób nie zajmował stanowiska ws. działalności ks. Piotra Glasa.

Ks. dr Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski

Warszawa, 12 grudnia 2017 r.

piątek, 8 grudnia 2017

Niepokalane Poczęcie




I. – Pod tą nazwą rozumiemy przywilej nadprzyrodzony, na mocy którego Najświętsza Maryja Panna, począwszy od pierwszej chwili połączenia rozumnej swej duszy z ciałem, została zachowana i wolna od grzechu pierworodnego, podczas gdy wszyscy inni potomkowie Adama bywają tym grzechem zmazani. (Por. art. Grzech pierworodny). Ponieważ i Najświętsza Maryja Panna pochodzi od Adama podług zwykłych praw natury ludzkiej, powinna by się przeto rodzić bez łaski uświęcającej, którą pierwszy człowiek postradał dla siebie i dla całego swego potomstwa; a tym samym powinna by się była narodzić w grzechu pierworodnym, będącym brakiem tej łaski. Atoli, ze względu na tę nadzwyczajną godność Matki wcielonego Syna Bożego, jako też ze względu na zasługi, jakie On, jako Odkupiciel świata, miał sobie zdobyć, Najświętsza Maryja Panna została najzupełniej wyjęta od zmazy, wspólnej wszystkim ludziom (prócz samego Odkupiciela); została poczęta w łasce uświęcającej, w której oni wszyscy byliby się poczynali, gdyby nie grzech Adama, i do której przez chrzest św. bywają na nowo przywracani. Dla Niej zupełnie był niepotrzebny chrzest św. i wszelki inny środek przywracania nowonarodzonych dzieci do pierwotnego stanu łaski. Pomimo to jednak, Najświętsza Maryja Panna została odkupiona i jest najdoskonalszym owocem odkupienia, zdziałanego przez Jej Boskiego Syna: i rzeczywiście, bez tego odkupienia i bez nadmiernego i uprzedniego zastosowania do Niej tegoż odkupienia, byłaby się urodziła w grzechu pierworodnym.

II. – Protoewangelia (Gen. III, 15) zapowiadała zwycięstwo ze strony niewiasty i Jej owocu nad szatanem i zwolennikami jego: znaczenie tego proroctwa utrwaliła tradycja i upatrywała w nim słusznie całkowite zwycięstwo Maryi, Matki Jezusa, nad szatanem i grzechem, to jest Jej Niepokalane Poczęcie. – Archanioł Gabriel pozdrowił Maryję nazwą łaski pełnej (Łk. I, 28), co taż sama tradycja słusznie tłumaczyła w tym samym znaczeniu. – Kościół święty zawsze wierzył, że Matka Zbawiciela powinna była posiadać wyjątkowy stopień świętości, i że ten stopień świętości zamykał w sobie rzeczywiście przywilej niezależności od pierworodnego i od wszelkiego innego uczynkowego grzechu. – A przeto papież Pius IX dogmatyczną swą definicją z dnia 8 grudnia 1854 r. żadnej nowej nie stworzył wiary, stwierdził tylko, że ta wiara, dawna jak sam Kościół, była oparta na Objawieniu, i oświadczył, że nikomu nie wolno było nadal nauki tej przeczyć lub zwalniać się od jej przyjęcia pozytywnym aktem wiary.

III. – Przeciw temu zarzucają: 1) że wszyscy ludzie byli potępieni w Adamie a odkupieni w Jezusie Chrystusie; 2) że podług Ojców Kościoła, sam tylko Jezus Chrystus wolny był od grzechu pierworodnego na mocy cudownego swego narodzenia; 3) że Kościół pierwotny nie znał tego dogmatu; 4) że zwalczali go św. Bernard, św. Tomasz z Akwinu i cała szkoła dominikańska; 5) że nowy dogmat jest błędny dogmat.

IV. Odpowiedzi. – 1) Powszechne potępienie ciążyło nad Maryją, ale nie zostało na Niej wykonane, skutkiem cudownego wyjątku i moralnie należnego Matce Odkupiciela przywileju: siłą tego przywileju została Ona odkupiona jak wszyscy ludzie i nawet nieskończenie lepiej aniżeli wszyscy. – 2) Niezależnie od innych powodów, sam już nadprzyrodzony i dziewiczy sposób narodzenia się Jezusa Chrystusa powinien był Go zachować od grzechu Adama, albowiem nie pochodził On drogą naturalną od tego pierwszego człowieka. Ojcowie Kościoła bardzo słusznie zauważyli, że to było wyłączną cechą Zbawiciela. Ale ciż sami Ojcowie Kościoła wcale nie przeczyli, żeby inny znów przywilej, przywilej cudownego uwolnienia Najświętszej Maryi Panny, nie sprowadził dla Niej takiegoż samego rezultatu. – 3) Kościół święty zawsze znał Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny i we wszystkich czasach nauczał o nim więcej lub mniej wyraźnie, więcej lub mniej bezpośrednio; ale uznawał je zawsze, oparty na powadze biblijnego i tradycyjnego Objawienia. Gdy zaś okoliczności zaczęły tego wymagać, wiara w ten nadzwyczajny przywilej Matki Boga jasno została wypowiedziana. – 4) Św. Bernard narzekał przede wszystkim na liturgiczne uroczyste objawy czci dla tego dogmatu ze strony poszczególnych Kościołów, co zdawało mu się braniem inicjatywy w rzeczach, w których ona zastrzeżona była Rzymowi. Zdawał on się również nie dosyć dobrze pojmować właściwego przedmiotu tej uroczystości, albo też zdawał się zwalczać niedokładne jej tłumaczenia. Wielu też innych sławnych doktorów kościelnych podzielało te błędne pojęcia, więcej lub mniej rzeczywiście rozpowszechnione w ich czasach. Św. Tomasz zajmował się tą sprawą i o samej istocie tej kwestii zmienił swe zdanie, jeśli w ogóle przypuszczać można bezwzględną autentyczność jego tekstów o tym przedmiocie. Co do nas, to ważne mamy powody sądzenia, że teksty te uszkodzono na niekorzyść jego zasad, które pozostały bardzo jasne i bardzo przychylne powszechnie przyjętemu zdaniu. Opór, jaki to zdanie napotkało u franciszkanów, łatwo się wyjaśnia innymi przyczynami, które w niczym nie dosięgają dogmatu. – 5) Dogmat jakiś nowy wtedy bywa na pewno błędny, gdy zjawia się od razu w historii wierzeń religijnych, nie łącząc się w żaden sposób z wiarą Kościoła apostolskiego. Ale nie tylko nie jest błędny, lecz najzupełniej prawdziwy, gdy nieomylny tłumacz Objawienia – stwierdzając, że dogmat ten jest w powszechnym wierzeniu kolejno niewyraźny, a później wyraźny, praktyczny i teoretyczny, wyznawany wiarą maluczkich i broniony przez uczonych – ogłasza publicznie to swoje stwierdzenie i wynikający zeń dla wszystkich ludzi obowiązek stosowania doń swojego wierzenia.

(Por. Passaglia, De Immaculato Conceptu B. M. V.; Card. Gousset, L'Immaculée Conception; Msgr. Malou, La croyance á l'Immaculée Conception; Ballerini, Sylloge monumentorum; R. P. Hilaire, Nôtre-Dame de Lourdes et l'Immaculée Conception; Hurter, Mazzella, Palmieri w kursach teologii dogmatycznej, itd.).

Ks. Jules Didiot
Doktor teologii

Tłum. i opr. ks. Władysław Szcześniak


Słownik apologetyczny Wiary katolickiej podług D-ra Jana Jaugey'a, opracowany i wydany staraniem X. Wł. Szcześniaka, Mag. Teol. I GRONA WSPÓŁPRACOWNIKÓW, Tom II. Warszawa 1894, ss. 728-730. 

(Pisownię nieznacznie uwspółcześniono).

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.