______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

środa, 18 stycznia 2012

a jak TY przygotowujesz się do Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan?

Do Kongregacji Nauki Wiary dotarła druga, odpowiedź Bractwa św. Piusa X na preambułę doktrynalną


W minionym tygodniu do Kongregacji Nauki Wiary dotarła druga, właściwa odpowiedź Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X na preambułę doktrynalną, sformułowana zgodnie z żądaniami Stolicy Apostolskiej informuje na łamach portalu vaticaninsider Andrea Tornielli

x. prof. Waldemar Chrostowski: Obecni Żydzi nie są naszymi starszymi braćmi w wierze


Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, konsultorem Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego, rozmawia Irena Świerdzewska

Jak przyjął Ksiądz Profesor słowa redaktora naczelnego „L’Osservatore Romano” Giovanniego Marii Viana, że nazywanie Żydów naszymi „starszymi braćmi” jest już nieaktualne?

Z satysfakcją i wielką ulgą, bo to ważny element samoświadomości chrześcijańskiej. Wyrażenie Jana Pawła II „starsi bracia” wypowiedziane w 1986 r. w synagodze rzymskiej, doprecyzowane potem jako „starsi bracia w wierze”, wymagało od początku bardzo ostrożnego stosowania. Problem w tym, że wypaczono przekład tych słów z włoskiego na inne języki, w tym również na polski i wielokrotnie zafałszowywano ich rozumienie. Chociaż wiele razy w ciągu kilkunastu ostatnich lat postulowałem i prosiłem, także w rozmowie z ks. Adamem Bonieckim, ówczesnym redaktorem naczelnym polskiego wydania „L’Osserwatore Romano”, żeby te słowa papieża podawać we właściwym brzmieniu, te nawoływania pozostawały bez odzewu. Dobrze się więc stało, zwłaszcza w kontekście zapowiadanej wizyty Benedykta XVI w tej samej synagodze rzymskiej, w której przemawiał Jan Paweł II, że pojawiło się oficjalne i tak potrzebne doprecyzowanie.

Skąd wzięło się to wypaczenie?

W przemówieniu w synagodze rzymskiej Jan Paweł II powiedział: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii «zewnętrzna», lecz w pewien sposób «wewnętrzna». Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”. W przekładach tego przemówienia wyrzucono słowa „w pewien sposób”, na skutek czego formuła stała się bezwarunkowa. I to jest właśnie ów wielki teologiczny błąd, który oznacza poważne zafałszowanie wypowiedzi papieskiej i wypaczenie samych podstaw teologicznych relacji chrześcijańsko-żydowskich.

Jakie skutki niosło bezwarunkowe określanie Żydów jako naszych „starszych braci”?

Współczesny judaizm, czyli judaizm rabiniczny bądź talmudyczny, jest traktowany przez większość chrześcijan, co gorsza przez wielu teologów chrześcijańskich, jako religia Starego Testamentu. Sądzą oni, że współczesna religia żydowska jest kontynuacją religii biblijnego Izraela. W związku z tym twierdzą, że stanowi proste przedłużenie wiary i pobożności Starego Testamentu, co sprzyja traktowaniu chrześcijaństwa jako swoistej na nim narośli. Tymczasem, o czym doskonale wiedzą Żydzi, a często nie chcą wiedzieć teologowie chrześcijańscy, współczesny judaizm nie jest zwyczajną kontynuacją religii biblijnego Izraela! Na jej glebie wyrosły dwie religie: ta, która uznała Jezusa za Mesjasza, czyli chrześcijaństwo, oraz ta, która tego nie uczyniła i w dużej mierze ukształtowała się w konfrontacji z chrześcijaństwem, czyli judaizm rabiniczny. Dość paradoksalnie judaizm rabiniczny okrzepł i rozwinął się już po zaistnieniu chrześcijaństwa, a także w opozycji do niego. Ten paradoks historyczny ma ogromne konsekwencje teologiczne. Obie religie polegają na Starym Testamencie i w równym stopniu nie mogą się bez niego obyć! Dziedzictwo biblijnego Izraela to nie tylko dziedzictwo żydowskie, lecz w najpełniejszym tego słowa znaczeniu także dziedzictwo chrześcijańskie. Bezwarunkowe uwypuklanie „starszeństwa” wyznawców judaizmu prowadzi do zupełnego wydziedziczenia wyznawców Chrystusa z tej życiodajnej gleby, jaką również dla nas stanowi Stary Testament.

W grę wchodzą też inne przesłanki. „Starsi bracia” oraz „starsi bracia w wierze” to dwa wyrażenia, które weszły do obiegu podczas pontyfikatu Jana Pawła II, lecz nie miały precedensu w wielowiekowym nauczaniu Kościoła. Powstaje pytanie: jakie są ich źródła oraz jak należy je poprawnie rozumieć? Znamienne, że im mocniej katolicy wskazywali, że wyznawcy judaizmu są naszymi „starszymi braćmi”, tym mocniej oni odżegnywali się od tej formuły. Nie znam nikogo reprezentatywnego po stronie żydowskiej, kto by głośno i z równą siłą przyznawał, że chrześcijanie są „młodszymi braćmi” żydów. Ta powściągliwość wynika przede wszystkim z utrwalonego żydowskiego spojrzenia na chrześcijaństwo, które nadal pozostaje bardzo nieprzychylne. Jednym ze skutków tego stanu rzeczy jest fakt, że w ujęciu żydowskim nie traktuje się chrześcijan jako bratnich wyznawców wiary w jedynego Boga. Tego spojrzenia nie wolno lekceważyć, bo jeżeli formuła tak chętnie powtarzana przez część chrześcijan ma istotne znaczenie teologiczne i ma służyć zbliżeniu wyznawców obu religii, to powinna być dobrze zrozumiana, zaakceptowana i upowszechniana przez obie strony.

Czy ostatnie stwierdzenia mogą osłabić dialog z judaizmem?

Zbliżenie z Żydami i ich religią nie może polegać na prawieniu tanich komplementów, ani tym bardziej na ignorancji czy wypaczaniu nauczania chrześcijańskiego. Musi polegać na prawdzie! W przeciwnym wypadku nie przynosi pożytecznych rezultatów, a tylko deformację, która w naszych czasach stanowi przejaw judaizacji chrześcijaństwa, równie niebezpiecznej jak tendencje judaizujące, które miały miejsce w pierwszych wiekach, zwalczane przez Ojców Kościoła oraz apologetów i pisarzy wczesnochrześcijańskich. W tym miejscu warto przytoczyć słowa św. Ignacego z Antiochii: Jest rzeczą bezsensowną mówić o Jezusie Chrystusie i zarazem żyć po żydowsku, ponieważ to nie chrześcijaństwo przyjęło judaizm, lecz judaizm chrześcijaństwo, w którym zgromadzili się wszyscy ludzie wierzący w Boga” („List do Magnezjan”, VIII, 3).

Myślę, że wyznawcy judaizmu usłyszeli w podanym doprecyzowaniu coś bardzo ważnego: są naszymi braćmi, podobnie jak wszyscy inni ludzie, aczkolwiek braterstwo z wyznawcami judaizmu ma dla nas aspekty szczególne i wyjątkowe. Właśnie dlatego trzeba prawidłowo ustalić, na czym dokładnie ono polega, co oznacza, a także co z niego wynika. Należy też podkreślić, że „stwierdzenie braterstwa” nie może być deklaracją jednostronną. Wtedy jesteśmy naprawdę braćmi, kiedy obie strony mówią o braterstwie, uznają je oraz wspólnie umacniają i budują.

Idziemy nr 43/2009

Źródło informacji: SANCTUS.pl

Tajemnica Izraela na tle historii


Nie da się zaprzeczyć, że zagadnienie narodu żydowskiego jest tyleż trudne, co fascynujące. Trudne, gdyż naród ten jest obecny w całej historii, zarówno boskiej, jak i ludzkiej. Nie ma takiego okresu historycznego, o którym możnaby napisać z pominięciem Żydów. Autor Jezusa widzianego oczami wędrującego żyda (Editions Fleg, s. 177) pisze, że „historia zna dwie tajemnice. Tajemnicą jest Jezus, tak jak tajemnicą jest Izrael! Czy muszę mówić, co powstanie, gdy złożymy razem te dwie tajemnice? Tajemnica trzecia, jeszcze bardziej niezgłębiona niż dwie poprzednie!”.

Zagadnienie fascynujące, któż bowiem potrafi myśleć o narodzie żydowskim nie odczuwając jednocześnie podziwu i żalu? Naród żydowski dał światu Chrystusa, aby wyrzec się Go i postawić Go przed obliczem Piłata; naród bez własnego państwa, niezdolny do życia pośród innych.

Naród żydowski jest jeszcze bardziej fascynujący z uwagi na mnogość swoich talentów. To dzięki swoim osiągnięciom Żydzi zajmują pozycje w rządach, w międzynarodowej i krajowej polityce i ekonomii; są obecni w skomplikowanych mechanizmach finansowych, w świecie mediów i rozrywki; wywierają wpływ na całościowo pojęty sposób życia i opinię publiczną. Przez dwa tysiące lat poświęcają się temu wszystkiemu z wyjątkową determinacją. I kiedy myśli się o tym narodzie, żyjącym w samym środku innych narodów, wśród najbardziej zróżnicowanych kolei losu, lecz zawsze i wszędzie niezmiennym i nienaruszonym, to można dojść do wniosku, że jest to największy ród na ziemi!

Żydzi słusznie roszczą sobie prawo do posiadania największego z rodów, gdyż mają sześć tysięcy lat nieprzerwanej historii. Największego z rodów, gdyż w nim Chrystus, Syn Boga żywego przyjął swoje Ciało. Jest to naród, który, chociaż w mniejszości, jest tu i wszędzie – i tak było przez dwadzieścia wieków historii chrześcijaństwa. Gdzie jest jego początek? Jak i dlaczego trwa? Jakie jest jego przeznaczenie w historii? Jaką postawę należy wobec niego przyjąć? Niniejszy artykuł jest próbą odpowiedzi na powyższe pytania.

Artykuł ten będzie próbą wyjaśnienia zagadnienia żydowskiego – wyjaśnienia teologicznego, które jest w tym przypadku jedynym możliwym. Teologia jest nauką traktującą o tajemnicach Bożych. Tajemnice te są niezbadanymi zrządzeniami Najwyższego, które są nam znane dzięki temu, że On raczył je nam objawić. Bez tego objawienia nie mielibyśmy o nich pojęcia.

Katolicka teologia naucza, że Żydzi są przedmiotem specjalnego Bożego powołania. Tylko w świetle teologii można wyjaśnić zagadnienie żydowskie. Ani psychologia, ani nauki biologiczne, ani nawet studia czysto historyczne nie są w stanie dostarczyć wyjaśnienia tajemnicy narodu żydowskiego. Problem tego narodu mieści się w wymiarze uniwersalnym i wiecznym, ze swojej natury wymagającym wyjaśnienia uniwersalnego i wiecznego, które jest aktualne dziś, wczoraj i na zawsze. Naród żydowski wymaga wyjaśnienia wiecznego, tak jak Bóg, to jest wyjaśnienia teologicznego.

To, co wyłania się z tego wyjaśnienia, w żaden sposób nie może posłużyć do usprawiedliwienia ani działań filosemickich, ani antysemickich. Obie te postawy wykazują tendencję do upraszczania sytuacji, która w rzeczywistości jest głębsza i bardziej uniwersalna. Teologia katolicka, rzucając światło na tajemnicę narodu żydowskiego, ukaże relacje między żydami i chrześcijanami, którzy muszą żyć oddzielnie, dopóki Bóg w swym miłosierdziu nie doprowadzi do usprawiedliwienia żydów.

x. prof. Waldemar Chrostowski - "STARSI BRACIA" - DYLEMATY CHRZEŚCIJAŃSKO - ŻYDOWSKIEGO BRATERSTWA


Z księgarskiej półki - MOWY PRZECIWKO JUDAIZANTOM I ŻYDOM.

św. Jan Chryzostom

MOWY PRZECIWKO

JUDAIZANTOM I ŻYDOM. PRZECIWKO ŻYDOM I HELLENOM



Wydawnictwo WAM, Warszawa 2007
ISBN: 978-83-7318-910-2
format 156x236 , ss. 332, oprawa: miękka, cena 49,00 zł
do nabycia w księgarni internetowej wydawcy

W 2007 roku mija 1600 lat od śmierci jednego z czterech wielkich Ojców Kościoła na Wschodzie - św. Jana Chryzostoma. Mamy już niedawno wydane w nowej formie jedne z jego najpiękniejszych homilii na Ewangelię św. Mateusza (WAM 2000 i 2001), mamy też jeden z najlepszych starożytnych komentarzy do Listu św. Pawła do Rzymian (WAM-PAT 1998). A teraz dochodzą Mowy przeciwko judaizantom i Żydom. Przeciwko Żydom i Hellenom, w pięknym i wiernym przekładzie prof. Jana Iluka. Stanowią one zbiór homilii pierwszy raz tłumaczonych na język polski. Dzieło od dawna oczekiwane, które ukazuje i pozwala lepiej zrozumieć późnoantyczne relacje pomiędzy chrześcijaństwem i judaizmem. Wygłosił je Chryzostom na początku swojej działalności kaznodziejskiej w latach 386-387. Wielu powoływało się na te homilie w aspekcie antysemityzmu. Tymczasem, jak pokazuje prof. Jan Iluk skierowane są przede wszystkim do grupy chrześcijan judaizujących, podobnie jak czynił św. Paweł w Liście do Galatów. Podobnie, jak w innych homiliach, także i tu natrafiamy na niezliczone cytaty biblijne. Homilie te zapewne posłużą owocnej pracy nie tylko dla historyków i teologów zainteresowanych problematyką, ale także dla badaczy egzegezy biblijnej, homiletów i kaznodziejów, eklezjologów i wszystkich zajmujących się dziedzictwem literackim starożytnego chrześcijaństwa.

Zapomniane prawdy c.d.

"Kościół katolicki tryumfuje nad żydami w szlachetniejszy sposób, ukazując im ich błędy lub nawracając ich (...). Nie jest bez znaczenia, że Kościół wprowadził modlitwy za zatwardziałych żydów: gdyż byłoby bezcelowym modlić się za nich, gdybyśmy nie mieli nadziei na ich nawrócenie.(...)"

Św. Bernard z Clairvaux

Rada Stała Episkopatu: Osoby współpracujące z suspendowanym ks. Piotrem Natankiem przyczyniają się do rozłamu w Kościele


Oświadczenie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ks. Piotra Natanka i jego zwolenników

Rada Stała, w oparciu o analizę sytuacji dotyczącej działalności suspendowanego ks. Piotra Natanka, stanowczo przestrzega katolików przed gromadzeniem się wokół jego osoby i popieraniem głoszonych przez niego idei. Mimo wyraźnego zakazu biskupa miejsca i nałożonej kary kanonicznej, ks. Natanek nie zaprzestał niestety swojej działalności. Rada zwraca uwagę, że Msze św. sprawowane przez suspendowanego kapłana są niegodziwe i świętokradzkie, a udzielane rozgrzeszenia są nieważne.

Rada Stała Episkopatu Polski po raz kolejny stanowczo przestrzega też katolików przed błędnym nauczaniem tego duchownego i prosi wiernych, by nie korzystali z posługi duszpasterskiej ks. Natanka, nie kierowali się jego nauką, nie wierzyli w jego bezpodstawne zapewnienia o jej zgodności z nauczaniem papieży i biskupów oraz nie przystępowali do tworzonych przez niego grup.

Osoby współpracujące z suspendowanym ks. Piotrem Natankiem przyczyniają się do rozłamu wspólnoty wierzących. Współdziałając w niszczeniu jedności Kościoła, popełniają grzech, z którego mają obowiązek oczyścić się w sakramencie pokuty. Warunkiem natomiast otrzymania rozgrzeszenia jest odstąpienie od wspierania rozłamu w Kościele i gotowość naprawienia wyrządzonego zła.


Członkowie Rady Stałej
Konferencji Episkopatu Polski


Warszawa, 16 stycznia 2012 r.

Źródło informacji: http://episkopat.pl

Forma nadzwyczajna: instrukcja obsługi dla księży

Aby coraz większa liczba wiernych mogła korzystać z dobrodziejstw motu proprio Summorum Pontificum, potrzebni są księża, którzy odprawialiby w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego. O ile najlepszym rozwiązaniem będzie zawsze nauka liturgii tradycyjnej w seminariach – choć taka perspektywa ze względu na silny opór, szczególnie w Europie, to sprawa długoterminowa – o tyle indywidualne kształcenie księży i seminarzystów jest przecież alternatywą, którą można rozwijać.


Tym razem proponujemy państwu instrukcję obsługi nauki formy nadzwyczajnej według propozycji, jaką na swoim blogu zamieścił ksiądz Schnippel, duszpasterz powołań w diecezji Cincinnati (USA). Tekst ten może stać się inspiracją dla wielu księży, którzy chętnie włączyliby się w nowy ruch liturgiczny, zgodny z wolą Ojca Świętego, lecz wahają się, by zrobić pierwszy krok. Dlatego celowo zachowaliśmy niekiedy bardzo bezpośredni ton wypowiedzi autora bloga.


***

Wkrótce minie siedem lat mojego kapłaństwa. Przez cały ten okres pragnąłem nauczyć się celebrowania mszy trydenckiej, zrozumieć formę nadzwyczajną mszy świętej.

W najbliższy piątek wstąpię po stopniach ołtarza Bożego po raz pierwszy w tym właśnie celu, po raz pierwszy, by publicznie odprawić mszę solenną. Pomyślałem, że wielu księżom, którzy również pragną osiągnąć ten cel, i podobnie jak ja nie dysponują wielką ilością czasu, przyda się rodzaj przewodnika krok po kroku.

1) W dniach, gdy nie odprawiacie mszy z ludem, ale z uzasadnionych powodów celebrujecie mszę prywatną, czyli samotnie lub z ministrantem, odprawiajcie formę zwyczajną po łacinie. Czytania i formularze mszalne niech będą w języku narodowym, natomiast wszystko poza tym, lub możliwie najwięcej – po łacinie. Zacznijcie od modlitwy eucharystycznej i aklamacji, by przyzwyczaić mózg i język do praktyki łaciny. Nawet ktoś, kto niewiele uczył się tego języka, powinien dać sobie radę.

2) Poszerzajcie umiejętności stopniowo. Nawet jeśli na początku będziecie odmawiać części łacińskie po cichu, to też dobrze. Powoli zacznijcie mówić głośno fragmenty, wygładzając płynność słowo po słowie, potem zdanie po zdaniu. W miarę możliwości, w zależności od parafii, wprowadzajcie pewne elementy po łacinie do celebracji mszy parafialnych. Radziłbym zacząć od mszy w dni powszednie...

3) Gdy już się uda to osiągnąć, weźcie udział we mszy tradycyjnej siedząc w prezbiterium, na tyle, na ile to możliwe. Wyobrażam sobie, że każdy wie, gdzie odprawia się taką mszę w jego mieście czy diecezji. Księża ją odprawiający będą więcej niż zadowoleni, że mogą was na niej gościć, nawet jeśli poprzestaniecie tylko na asyście z ławki. GDY ZNAJOMI KSIĘŻA MÓWIĄ MI: „Ale ja nie będę wiedział, co mam robić!”, odpowiadam: „Nic ksiądz nie musi robić!”. Oczywiście poza modleniem się. Proszę pamiętać, że nie ma koncelebracji, należy tylko zająć miejsce i wziąć udział w najpiękniejszym wydarzeniu, jakie oferuje to miejsce. Choć raz wreszcie skorzystajcie!

4) Zakupcie wielką księgę, jeśli jej jeszcze nie macie. Ależ tak, już czas zaopatrzyć się w Mszał z 1962 roku. Sugerowałbym również nabycie mszału dwujęzycznego (rodzaj mszalika dla świeckich), bardzo przydatnego na początku przy modlitwach u stopni ołtarza, zawierającego tłumaczenia modlitw na prawej stronie. Jeśli ktoś posiada ipada, można załadować aplikację iMass z Bractwa Świętego-Piotra. Tam istnieje możliwość ustawienia na jednej stronie łaciny i języka angielskiego, a także otwarcia okna wideo, co pozwala śledzić gesty kapłana w trakcie mszy. Dla mnie coś takiego okazało się niezwykle przydatne, tym bardziej, że można tam również znaleźć mszę z danego dnia, co potem ułatwia jej odnalezienie w wielkiej księdze (i to naprawdę bardzo pomaga!).

W czasie wolnym (tak, wiem, tego wam właśnie brakuje!), przeglądajcie mszał i oswajajcie się z nim.

5) Następnie, podczas waszej kolejnej mszy „nadzwyczajnej” zagadnijcie ceremoniarza lub celebransa i zapytajcie go: „Czy mogę prosić o pomoc?” Każdy kto godny jest tego imienia odpowie: „Naturalnie!” Mnie prowadził ceremoniarz z Una Voce przez cały mszał i rubryki mszy. Po osiągnięciu tego etapu, możecie pomyśleć o zaopatrzeniu się w tablice ołtarzowe. Powinna być możliwość znalezienia ich i wydrukowania z Internetu.

6) Przejdźcie z formy zwyczajnej na nadzwyczajną w prywatnych celebracjach w dalszym ciągu doskonaląc swe umiejętności.

7) Zaproponujcie, że weźmiecie udział w celebracji jako diakon lub subdiakon podczas mszy solennej.

8) Wyjdźcie na środek i zacznijcie celebrować!

W moim przypadku proces ten trwał prawie sześć miesięcy. Czasami nie było żadnego postępu, innymi razy, gdy miałem więcej czasu, nadrabiałem z nawiązką. W każdym razie starałem się posuwać się zawsze odrobinę do przodu.

Wasze kapłaństwo na to zasługuje! Mnie to pomogło w lepszym celebrowaniu formy zwyczajnej. Teraz odprawiam z większym szacunkiem i bardziej doceniam mszę świętą.

Jako księża zapewne dźwigacie wiele obowiązków i nauka oraz regularny rozwój nowej umiejętności zdaje się wam być dodatkowym ciężarem, dlatego radzę: podzielcie wszystko na drobne etapy, stwórzcie kalendarz zadań dostosowany do własnego rytmu i do dzieła!

Źródło informacji: http://www.paixliturgique.pl

prałat Gherardini uważa, że jego skromnym zdaniem DH nie jest ani kontynuacją, ani rozwojem poprzedniego Magisterium


Z księgarskiej półki c.d.

Mikołaj Krasnodębski

CZŁOWIEK I PAIDEIA

Realistyczne podstawy filozofii wychowania



Szkoła Wyższa Przymierza Rodzin w Warszawie, Warszawa 2009
ISBN: BRAK
format , ss. 484, oprawa: miękka, cena 30,00 zł
do nabycia na stronie internetowej wydawcy

W książce nie tylko analizuje się polską pedagogikę po 1989 roku, ale podejmuje się próbę sformułowania realistycznej filozofii wychowania. Zdaniem autora u podstaw wychowania leży wcześniej przyjęta koncepcja człowieka i jego działania, a zatem antropologia i etyka. Wskazuje się więc na filozoficzne przedzałożenia teorii wychowania. W Człowiek i paideia wskazuje się na aktualność filozofii klasycznej oraz jej paideii, która jest teorią kształcenia i wychowania. Stąd tytuł pracy: Człowiek i paideia. Wskazuje to na przedmiot materialny rozprawy. Jest nim związek wychowania z klasyczną filozofią człowieka i jej etyką. Przedmiotem formalnym pracy jest aspekt realizmu, o czym informuje podtytuł: Realistyczne podstawy filozofii wychowania.

Praca jest przeznaczona dla pedagogów i filozofów oraz tych wszystkich osób, które są zainteresowane teorią wychowania. Zachęcam do lektury tej pozycji.

RECENZJA KSIĄŻKI NA PORTALU EDUKACJA KLASYCZNA W XX WIEKU

Powrót do klasycznej myśli pedagogicznej jest najlepszą drogą do rozwiązania współczesnych problemów edukacyjnych. Wymaga on jednak ponownej recepcji sprawdzonych przez wieki wzorców wychowawczych. Okazję do ich przypomnienia daje praca dra Mikołaja Krasnodębskiego: „Człowiek i paideia. Realistyczne podstawy filozofii wychowania.”

Autor stoi na stanowisku, że każda koncepcja człowieka przekłada się na konkretny model wychowania. Niestety, współcześnie próbuje się nam wmówić, że pedagogika jest nauką “neutralną”, stricte “doświadczalną”. Jednak pomimo tej retoryki nie należy zapominać, że zawsze stoi za nią jakaś wizja osoby.

W książce mamy próbę: „sformułowania realistycznej filozofii wychowania, która z jednej strony wpisuje się w tradycyjną teorię wychowania i jej doświadczenie pedagogiczne, a z drugiej jest próbą wskazania nowych ujęć i doprecyzowań.” (M.K)

Praca składa się z trzech części

W pierwszej – zatytułowanej “Panorama współczesnej filozofii wychowania w Polsce – wybrane stanowiska”, dr Mikołaj Krasnodębski prezentuje niektóre nurty filozofii w kontekście wychowania. Praca przybliża stanowiska m.in. S. Kunowskiego, F. Adamskiego, K. Wojtyły. Szczególny akcent położony został na pedagogikę realistyczną w koncepcji prof. M. Gogacza.

Oprócz założeń personalistycznych i generalnie nawiązujących do tomizmu mamy też prezentację (krytyczną) wybranych teorii sprzeciwiających się realistycznej koncepcji wychowania.

W części drugiej: “Antropologia filozoficzna i etyka podstawą filozofii wychowania”, przeanalizowane zostały podstawy wychowania w kontekście antropologii filozoficznej. Podjęta zostaje kwestia idealistycznych i realistycznych koncepcji człowieka, rozumienia władz ludzkich, sprawności, sposobu podejmowania decyzji. Omówione zostały podstawowe tematy związane z etyką, relacje osobowe, znaczenie religii, wolności, wspólnoty.

Część trzecia: “Filozofia wychowująca – wychowanie ujęte od strony skutku”, stanowi próbą sformułowania autorskiej filozofii wychowania.

Dr M. Krasnodębski między innymi akcentuje moment “przejścia ze spotkania do obecności” oraz rozwija koncepcje “poznania niewyraźnego” i “słowa serca”.

Wspomniana koncepcje rozwijane są na gruncie tomizmu. Krasnodębski wyprowadza konsekwencje wychowawcze z tomistycznej teorii sermo cordis.

W rezultacie tych rozważań wśród głównych zadań wychowania wymienia kształcenie sprawności intelektu, cnót woli oraz wielkoduszność, kalokagathię i długomyślność. Wypada w tym miejscu zauważyć, że, gdy o. J. Woroniecki podkreślał znaczenie długomyślności w formacji nauczycieli i wychowawców, to autor “Człowieka i paidei” pisze o niej w kontekście wychowanków i ich samowychowania.

Książka stanowi kopalnię wiedzy na tematy związane z realistyczną formułą wychowania. Otrzymujemy nie tylko akademicki wykład, ale również mnóstwo inspirujących myśli i cytatów. Poniżej przedstawię dwie myśli, które zwróciły moją uwagę w trakcie lektury.

Wzór na człowieka

Pierwsza inspiracja wiąże się z cytatem: „Nie łudźmy się, że znajdziemy doskonałą metodę [wychowania - dopisek D.Z.]. Jak potwierdziły to badania, nawet najlepsze metody w wychowaniu nie zastąpią wierności człowieka” (G. Möbus).

Ta myśl zawiera głęboką mądrość. Zajmując się kwestiami edukacyjnymi od ponad 20 lat i dochodzę do podobnych wniosków. Młody człowiek zazwyczaj wymyka się utartym schematom i nie da się wyprowadzić na niego jednego, matematycznego wzoru.

Z drugiej strony nie oznacza to, że ludzka natura “nie skręca w pewnym kierunku”, że nie zaznaczają się tendencje w zachowaniu i, że nie powinno się formułować ogólnych zasad postępowania pedagogicznego. Owszem należy, ale przy tym nie można zakładać sobie klapek na oczy. Indywidualnie cnota może być kształtowana na różne sposoby.

Od maga do materialisty

Druga myśl, która zainspirowała mnie do podzielenia się krótką refleksją, wiąże się z zaniedbywaniem kwestii wychowawczych w pedagogice współczesnej. Zaczęło się wszystko gdzieś w okolicach J. A. Komeńskiego, który stawiał dydaktykę przed kształceniem cnót.

Dlaczego? Dr Krasnodębski wyjaśnia to zjawisko na gruncie filozoficznym. Jeśli w filozofii zaczynają dominować nurty spirytystyczne, wtedy poznanie staje się rodzajem wtajemniczenia. Nie trzeba już kształtować sprawności moralnej, bo dziecko staje się doskonałe poprzez zdobycie “tajemnej wiedzy”. Dzisiaj raczej nie jest to wiedza magiczna w tradycyjnym rozumieniu (choć czy zawsze trudno wyrokować, patrz: New Age), ale mechanizm pozostał ten sam.

Dziecko zdobywa “wiedzę tajemną” na temat tolerancji, ekologii, antykorupcji i owa “wiedza” – ma wystarczyć. Powiedzmy, że projekty tolerancyjne, ekologiczne, antykorupcyjne zostały wdrożone. Co dzieje się dalej?

Taki już dorosły człowiek prawi nam ciągle o tolerancji, ale sam nie jest tolerancyjny dla poglądów innych, niż swoje (liberalne). Po przejściu zaś szkoleń antykorupcyjnych: czy nie weźmie łapówki? Czy będzie posiadał sprawności niezbędne do powiedzenia: “nie”? Osobiście wątpię. Może się bać kar, ale niby dlaczego miał(a)by nie wziąć, jeśli warunki byłyby do tego sprzyjające i ryzyko wpadki zminimalizowane. Bez cnót, mając samą “wiedzę tajemną”, trudno oprzeć się pokusie.

Druga tendencja wiąże się z filozofiami materialistycznymi. Tutaj postrzega się człowieka, jako tego, którego wystarczy nauczyć nawyków. Dlatego pedagog przestaje być mistrzem, a staje się trenerem. W tej wersji trzeba człowieka odpowiednio przećwiczyć, wytrenować. Trening może dotyczyć kwestii zawodowych, ale również duchowych, psychologicznych (tzw. rozwój osobisty).

Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek w tym wariancie, to materia, biologiczność, fizykalność – wszystko zatem można wytrenować (z wyjątkiem polskich piłkarzy – tak na marginesie).

Tak współczesna pedagogika obija się od ściany do ściany; od magicznego wtajemniczenia do prymitywnego materializmu, który widzi człowieka jako troszeczkę mądrzejsze zwierzątko.

W takich warunkach realistyczna koncepcja filozofii wychowania, którą rysuje nam dr M. Krasnodębski wydaje się być rozwiązaniem znajdującym właściwie pojęty “złoty środek”, na którym można zbudować moralną i zarazem skuteczną strategię wychowawczą.

wtorek, 17 stycznia 2012

Kreuz.net o sprawie pojednania Bractwa z Rzymem

Na stronach niemieckojęzycznego portalu internetowego Kreuz.net pojawił się interesujący komentarz autorstwa Karola Boringera, zatytułowany Pojednanie: nie obędzie się bez kompromisu.

„Piusowcy są w Kościele coraz silniejsi — pisze autor — choćby z tego powodu, że liberałowie wraz z ich ideami zbliżają się ku biologicznemu końcowi. Negocjacje pomiędzy Stolicą Apostolską a Bractwem Św. Piusa X dotarły do decydującego punktu. Ich pozytywne zakończenie może nastąpić, jeśli obie strony będą gotowe do kompromisu.

Oto rozwiązanie. Kompromis mógłby polegać na tym, że Watykan pisemnie zagwarantowałby Bractwu możliwość prezentowania rzymskiego Magisterium w takim stanie, w jakim było ono w 1962 r. Krok ten stanowiłby zwycięstwo obu stron. W ten sposób Watykan jasno by stwierdził, że sobór nie zerwał ciągłości wiary i nie stworzył nowego Credo. Jednocześnie papież i Watykan nie musieliby porzucać swoich posoborowych poglądów.

Liczy się wiara, nie sobór. Sygnał dla Kościoła powszechnego byłby zatem taki, że znakiem pełnej jedności z Kościołem Chrystusowym nie jest sobór, lecz dogmaty i nauczanie. I właśnie ten sygnał odpowiadałby intencji papieża Benedykta XVI.

Przyszłość jest po stronie piusowców. Nie można dłużej twierdzić, że nieposłuszni moderniści mogą w domu Bożym zachowywać się jak ewangeliczny bogacz, podczas gdy Bractwo Św. Piusa X jest jak wyrzucony za drzwi ubogi Łazarz. Jak pokazuje przykład dekadenckich protestantów, przyszłość jest po stronie piusowców, a nie po stronie liberałów. Aby jednak takie pojednanie mogło dojść do skutku, najpierw ołtarze i różańce muszą się rozgrzać do czerwoności” (źródło: kreuz.net, 20 grudnia 2011).

Choć trudno się nie zgodzić z niektórymi tezami komentarza Karola Boringera — choćby tą, iż z samych statystyk powołań wynika, że „przyszłość jest po stronie piusowców” — równie trudno nie zauważyć, że optymizm autora graniczy z naiwnością. Kompromis, o którym pisze, nie byłby bowiem kompromisem, lecz zwycięstwem Bractwa. Należałoby sobie tego życzyć, ale czy tak się właśnie stanie?

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl/?p=240

Piękno życia zakonnego

Kapłan nie może ulec zeświecczeniu Z JEm. ks. kard. Mauro Piacenzą, prefektem Kongregacji ds. Duchowieństwa, rozmawia Agnieszka Gracz


A na ile rezygnowanie ze stroju kapłańskiego przyczynia się do rozmywania tożsamości kapłana?

- Zaniedbanie ze strony niektórych kapłanów obowiązku noszenia sutanny czy habitu nie będzie bezpośrednią przyczyną rozmycia kapłańskiej tożsamości, ale ewidentnym znakiem osłabienia, jakie w nich zaistniało. Kiedy przynależność do Chrystusa i do Kościoła jest wierna, całkowita, entuzjastyczna, kiedy jest się pokornie świadomym tego, kim się jest, to pragnie się, aby ta kapłańska tożsamość przeniknęła każdą myśl, słowo, gest, spojrzenie. I wówczas ważny jest nawet taki "detal", który często jest zaniedbywany, jakim jest strój kapłański. Dlatego są wyznaczone precyzyjne normy obowiązujące i w pełni regulujące noszenie stroju kapłańskiego.

Zapomniane modlitwy Kościoła

Modlitwa za Duchowieństwo z 1853r.

Pasterzu Boski! któryś owieczki swoje powierzył wybranym swoim, aby ich strzegli, i zemdlone na duchu, zdrojem żywota, Duchem Twoim ożywiali, do wyrozumienia głosu Twojego usposabiali, i do owczarni Twojej na ciernistych tego świata drogach, zdrowe doprowadzili; pokornie Ciebie prosimy, zsyłaj ich z Niebios, z przybytku swojego, abyśmy ich mieli obficie, aby Twoje owieczki same się nie błąkały, aby światłością swoją przyświecać im nie ustawali: bo wtenczas cały świat ciemności by ogarnęły, bo szatan zająłby ich miejsce, i zdradliwą strażą swoją zniszczyłby dzieło odkupienia, i owieczki by Twoje wszystkie zaginęły. Gospodarzu i ogrodniku Niebieski! któryś pozostawił czeladce swojej sól duchowną, ku zachowaniu jej od zgnilizny grzechów i utrzymaniu w czerstwości pokarmu jej duszy, któryś uczniów swoich posadził na ziemi jakoby drzewo, ku wydaniu obficie dobrego owocu, ku zakładowi rozkosznego Raju, ku wybudowaniu nowej Jerozolimy; daj to, aby ta sól czeladce Twojej nie zwietrzała, bo wtenczas wszystko by było dla niej niesmaczne, mdłe i jałowe: aby to drzewo Twoje nie stało próżno na ziemi, lecz aby nie tylko zasłaniało Kościół Twój święty przeciw burzom i wichrom piekielnym, ale nadto, aby owocem doskonałości zgłodniałe pod jego cieniem dziatki zasilało, i umęczone skwarem i trudem pielgrzymów ożywiało, to jest: aby miało ochłodę, pokarm i balsam. Uchowaj Panie! aby który z Kapłanów Twoich miał być owym kalęcznikiem, co nie tylko, że jest stróżem ślepym, nie znającym złodzieja, nie znającym majątku Pana swojego; który nie tylko, jak mówi Pismo św., jest psem niemym, ospałym, gnuśnym, nie umiejącym szczekać około owczarni Chrystusowej, nie tylko, że nie jest pośrednikiem pomiędzy Bogiem i grzesznikiem: ale co większa, że żyje sam w sobie, z sukni samej nakazuje się szanować, urząd swój uważa nie za ciężkie brzemię, Panu wiernie oddać się mające, ale za łoże wygodne, udaje się za łakomstwem, rozłącza przyjaciół, szydzi z prawdy, i od niej odwodzi!.... Spraw to, o Panie wszechmocny! aby każdy Twój sługa przede wszystkim oczyścił serce swoje, i nad nim panował; aby poznał prawdę, zaparł się samego siebie, porzucił ojca, matkę, braci, siostry, to jest wszystek świat, i co z niego jest, a niósł krzyż Chrystusowy i postępował tą drogą, którą mu ręka Chrystusowa na krzyżu przybita wskazuje: tą drogą, którą Apostołowie, poprzednicy jego chodzili: aby to, czego naucza, z głębokości jego wynikało; bo ten nie może dać poznać Chrystusa, który go nie ma w sercu, który sam nie pełni Chrystusowej nauki, ale jest kłamcą, i w nim prawdy nie ma: bo nikt sam w studni siedząc, nie wydobędzie z niej na wierzch bliźniego swojego. Umocnij siły sług Twoich, aby mogli ocierać łzy sierotom i maluczkim, idąc śladami Chrystusa, który nie przyszedł na świat, aby Mu służono, ale aby sam służył, i aby wszystkie swoje myśli, mowy, pragnienia i uczynki zawsze obracał na pomnożenie chwały Ojca Niebieskiego, i zbawienie dziatek Bożych: aby nie na powierzchowności ale na uczynkach spierali doskonałość swoje; aby się kochali w zakonie Pańskim, i o nim rozmyślali we dnie i w nocy; aby ich usta były źródłem mądrości, jako potok wylewający; aby owocem warg swoich byli nasyceni, i jedynie zajęci dobrem dziatek Bożych, a w trudnej przeprawie tego świata, sami szli naprzód, aby w bezpieczeństwie za nimi postępować mogły; i aby omdlałe na barkach swoich przenosili, iżby żadne nie zginęło , ale aby wszystkie miały żywot obficiej na łonie Kościoła Chrystusowego, niżeli gdzie indziej; aby Imię Pańskie było dla nich warowną, wieżą, dokąd sprawiedliwy uciekać powinien; aby, skoro przyjdzie Pan, zastał je czuwające. O.Boże miłosierny! spojrzyj z wysokości świątyni Swojej na ziemię, ujżyj nędzę ludu Swojego, usłysz jęki, zobacz sieroctwo i wysłuchaj wstrząsający Niebiosa płacz jego. Ześlij prawdziwe sługi Twoje, tę jedyną pociechę w nędzy i utrapieniu, którzy by, jako widomy Chrystus, stali na świeczniku Kościoła i przyświecali ludowi otoczonemu grubą ciemnością, która już sama okropnym strachem przeraża; aby wszyscy mogli się w jedno doskonałe ciało Chrystusa budować, z jednej doskonałości w drugą przechodzić, i rychło stanęła jedna owczarnia i jeden Pasterz. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Zapomniane prawdy c.d.

Oto paradoks apostolatu: im mniejsze mamy mniemanie o sobie, tym więcej dobra możemy zdziałać. Tylko wtedy, gdy św. Piotr pracował całą noc i nic nie złowił, Chrystus w cudowny sposób wypełnił jego łódź wielką ilością ryb. Im wyższy budynek, tym głębsze są jego fundamenty. Im większa cnota, tym więcej w niej pokory. Dlatego narzędziami Chrystusa na tym świecie są tylko ludzie pokorni. Redukując samych siebie do zera, zostawiają oni miejsce na Nieskończoność, podczas gdy tych, którzy uważają siebie za nieskończonych, Bóg zostawia z ich małym zerem.

Arcybiskup Fulton J. Sheen, "Victory over Vice", 1939r. (wyd. 2004r.), str. 52.

Ks. de Tanouarn z Instytutu Dobrego Pasterza inicjuje debate o Soborze

Rebelya

Ks. de Tanouarn z Instytutu Dobrego Pasterza, znakomity filozof i teolog, jeden z tęższych umysłów Tradcyji, inicjuje na swoim blogu debatę na 50lecie Soboru.

czwartek, 12 stycznia 2012

ks. Jan Jenkins FSSPX - Sobór Watykański II - śmierć zachodniej kultury

Belgia: W ciągu dekady liczba kapłanów spadła o 24 procent


W ciągu dekady liczba katolickich księży w wieku aktywnym zmniejszyła się tam o 24 proc.: z ponad 3,5 tys. w roku 2000 do ok. 2.700 obecnie. Święcenia nowych kapłanów zdarzają się sporadycznie – w całej Belgii w ubiegłym roku było trzech neoprezbiterów.

TEOLOGIA MORALNA DLA UŻYTKU PLEBANÓW I SPOWIEDNIKÓW


TEOLOGIA MORALNA


DLA UŻYTKU PLEBANÓW I SPOWIEDNIKÓW


Kardynał GOUSSET

Arcybiskup w Reims etc.


–––––––––––


TOM I (djvu, 41.5 Mb)


TOM II (djvu, 46.2 Mb)

TOM III (djvu, 46.3 Mb)

TOM IV (djvu, 52.7 Mb)


Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15.4 Mb)


–––––––––--


Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników, przez Kardynała Gousset, Arcybiskupa w Reims &. Tom I. Tłumaczenie z wydania ósmego. Warszawa. NAKŁADEM I DRUKIEM JÓZEFA UNGRA. Krakowskie-Przedmieście Nr. 391. 1858, str. [8]+311.

Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników, przez Kardynała Gousset, Arcybiskupa w Reims etc. Tom II. Tłumaczenie z wydania ósmego. Warszawa. NAKŁADEM I DRUKIEM JÓZEFA UNGRA. Krakowskie-Przedmieście Nr. 391. 1858, str. 333.

Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników, przez Kardynała Gousset, Arcybiskupa w Reims &. Tom III. Tłumaczenie z wydania ósmego. Warszawa. NAKŁADEM I DRUKIEM JÓZEFA UNGRA. Krakowskie-Przedmieście Nr. 391. 1858, str. 341.

Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników, przez Kardynała Gousset, Arcybiskupa w Reims etc. Tom IV. Wydanie drugie. Warszawa. NAKŁADEM I DRUKIEM JÓZEFA UNGRA, przy ulicy Nowolipki, Nr. 3. 1881, str. 390.

Kościół z basenem, łóżko na ołtarzu


Kościół z basenem, łóżko na ołtarzu, łazienka w kaplicy i pokój gościnny na chórze. Wiele świątyń, zwłaszcza na Wyspach Brytyjskich i w Danii, zostaje przemianowanych na prywatne oazy świętego… spokoju.

Zapomniane prawdy c.d.

Wystarczy, że zapomnisz o Bogu i uczynisz bogiem samego siebie, a twoja mizerna edukacja stanie się podstawą do przekonania, że jesteś wszechwiedzący. Święci staną się dla ciebie głupcami, męczennicy - "fanatykami", wierzący - "durniami", Spowiedź święta - "wynalazkiem klechów", Eucharystia - "reliktem pogaństwa", Niebo - "dziecinną mrzonką", a prawda - "ułudą". Musi być wspaniałą rzeczą wiedzieć tak dużo, lecz musi być rzeczą straszliwą przekonać się na końcu, że w rzeczywistości wiedziało się tak niewiele.

Arcybiskup Fulton J. Sheen "Victory over Vice", 1939r (wyd. 2004r.), str. 53.

Polonia Christiana nr 24

POLONIA CHRISTIANA

NR 24 STYCZEŃ-LUTY 2011



Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańaskiej im. ks. Piotra Skargi, Kraków 2012
ISSN: 1898-7877
ss. 96, oprawa miękka, cena 12,00 zł

Rok 2012 rodzi się w niepokojach kryzysu ekonomicznego, pośród gróźb destabilizacji politycznej starego kontynentu i rzekomo strasznych a nieprzewidywalnych tego skutków oraz fali dorzynających naszą gospodarkę podwyżek cen i podatków. Dotychczasowi superoptymiści głoszący dalszy wzrost dobrobytu i niczym nieograniczony postęp w Europie przodują obecnie w straszeniu mieszkańców zarówno całego kontynentu, jak i naszego kraju skutkami rozpadu strefy euro oraz całej Unii. Malują przed nami wizję pogrążenia się w chaosie, destrukcji, nie wykluczając nawet wojny. A to wszystko w atmosferze przepowiadanego przez samozwańczych proroków końca świata, ustalonego na podstawie jakichś prehistorycznych kalendarzy i popularyzowanych przez media wizji kataklizmów czekających planetę, które wpędzają w depresję miliony pragnące jedynie, aby nikt nie zakłócał im trwającej zabawy.

Ale oprócz tych wyimaginowanych i prawdziwych lęków zaciska się jak najbardziej realna pętla prześladowań wokół chrześcijan na całym świecie, którzy już giną tysiącami w Azji i Afryce z rąk islamskich i komunistycznych oprawców. Nie gaśnie jednocześnie, a wręcz ciągle na nowo jest w Europie podsycana chrystianofobia, co zdaje się dopiero zapowiadać falę nowych prześladowań. Jeśli dołożymy jeszcze do tego powszechny rozkład instytucji rodziny, rozpad małżeństw i kryzys demograficzny, który za moment odbije się na systemach opieki zdrowotnej i społecznej starzejących się społeczeństw europejskich, z łatwością dostrzeżemy łańcuch przyczynowo skutkowy, którego kresem może być już tylko jakaś nawałnica na skalę globalną.

O zdecydowanej większości przejawów tego kryzysu pisaliśmy wielokrotnie na łamach naszego pisma, nie potrzebując daru prorokowania, aby przewidzieć negatywne skutki takich procesów, jak: pogłębiający się centralizm UE, który musiał doprowadzić do jej fiaska ekonomicznego czy przejście arabskiej Wiosny Ludów w Afryce Północnej w jesień prześladowań chrześcijan i przejmowanie tam kontroli przez islamskich fundamentalistów. Niestety, trudno mówić o satysfakcji płynącej z tego, że dostrzegając ciągłość pewnego procesu, przewidzieliśmy jego skutki. Bynajmniej nie byliśmy też jedynymi pełniącymi rolę Kasandry w upadającej Troi; znalazło się po tej samej stronie wielu, którzy zachowali choćby tylko resztki zdrowego rozsądku. Wiemy też, że po drugiej stronie nie stoją sami naiwni, którzy pchają rewolucyjny wózek z głupoty, nie dostrzegając przepaści w poprzek ich drogi. Są pośród nich tacy, którzy znają wszystkie konsekwencje chaosu, a mimo to chcą w nim pogrążyć znienawidzony świat na przekór tylu rewolucyjnym wysiłkom ciągle zachowujący chrześcijańskie bastiony. A jakaż frustracja musi targać szatanem, który wie, że im bardziej osacza i pogrąża w chaosie grzechów, tym bardziej przybliża moment Bożej interwencji i własnej, nieuchronnej przecież klęski.

Nie znamy dnia ani godziny powtórnego przyjścia Zbawiciela, na które jako chrześcijanie ciągle czekamy. Koniec świata z pewnością kiedyś nastąpi, jednak zanim to się stanie – jak pouczają nas święci i uznane przez Kościół objawienia Matki Bożej – musi nadejść oczyszczenie świata i wywyższenie Kościoła. Nadzieję pokładamy w zapewnieniu danym przez Matkę Bożą w Fatimie, iż po karach, które spadną na grzeszną ludzkość Jej Niepokalane Serce zatriumfuje i na pewien czas zostanie dany światu pokój. Dlatego, odpowiadając na lęki roku 2012, powtarzamy słowa wielkiego obrońcy Kościoła, Plinia Corrêi de Oliveiry: Zmierzamy ku cywilizacji katolickiej, która ma powstać na ruinach dzisiejszego świata, podobnie jak cywilizacja średniowiecza zrodziła się na ruinach świata rzymskiego.


***************


Do nabycia w wybranych kioskach RUCH-u, KOLPORTER-a, EMPIK-ach i bezpośrednio u wydawcy

Ks. Robert Skrzypczak szuka klucza do Vaticanum II


"Sobór nie został jeszcze całkowicie wprowadzony w życie. (..) Rabini opowiadają, że Bóg zostawił cały worek kluczy i człowiek musi znaleźć właściwy, aby mógł otworzyć Torę. My dziś jesteśmy w analogicznej sytuacji, mamy worek kluczy pochodzących z różnych środowisk kościelnych, teologicznych. Musimy znaleźć ten, który pozwoli nam odczytać sobór, z założenia mający wywołać wiosnę Kościoła."

Tydzień modlitw o nawrócenie Żydów – katolicka odpowiedź na Tydzień Judaizmu CZEŚĆ NIEPOKALANEJ!


Drodzy Rycerze!

W dniach 11 – 18 stycznia 2012 roku biskupi polscy, ci sami, którzy podczas adoracji Najświętszego Sakramentu śpiewają „niech przed Nowym Testamentem starych praw ustąpi czas” , będą obchodzić Tydzień Judaizmu w Kościele katolickim*, zmuszając również do tego podwładnych księży i zachęcając wiernych.

Jako katolicy uważamy, że hołdowanie fałszywej religii, która gardzi Jezusem Chrystusem i prowadzi dusze do piekła, jest całkowicie sprzeczne z przykazaniem miłości Pana Boga i bliźniego oraz z nakazem: „Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, nauczając je zachowywać wszystko, cokolwiek wam przykazałem” (Mt 28, 19-20).

Ponieważ celem Rycerstwa Niepokalanej jest staranie się „o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a zwłaszcza masonów i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Niepokalanej", zachęcamy, by Tydzień Judaizmu w Kościele katolickim stał się Tygodniem modlitw o nawrócenie Żydów. Odmawiając codziennie Różaniec św., dołączajmy do naszych intencji różańcowych również błagania za „Żydów wiarołomnych, by Bóg i Pan nasz zdjął zasłonę z ich serca, aby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego" (Liturgia Wielkiego Piątku).

Sam Święty Maksymilian nawoływał rycerzy, aby szczególnie modlili się o nawrócenie Żydów: „Pamiętajmy, że za każdego, bez względu na różnice narodowości, umarł Pan Jezus [i że] każdy, a więc i każdy Żyd, jest niewdzięcznym, ale jednak dzieckiem naszej Matki wspólnej w niebie. Modlitwą (a zwłaszcza odmawianiem Różańca św.), umartwieniem (wzroku, słuchu, smaku, woli), dobrym przykładem, a jeżeli roztropność na to pozwala, to i zbawiennymi rozmowami, a przede wszystkim roztropnym szerzeniem Cudownego Medalika, nawet wśród zabłąkanych synów Izraela, starajmy się doprowadzić ich do poznania prawdy i osiągnięcia prawdziwego pokoju i szczęścia przez oddanie się bezgraniczne naszej wspólnej Pani i Królowej, a przez Nią Przenajświętszemu, miłością dla każdej duszy pałającemu, Sercu Boga Zbawcy” („Rycerz Niepokalanej” 5 [1926] 2-7).

Wierzymy, że Niepokalana, która wszystkie herezje sama zniszczyła na całym świecie, może nawrócić nawet najbardziej zatwardziałych grzeszników, tak jak kiedyś nawróciła żydowskiego bankiera Alfonsa Ratyzbona, późniejszego kapłana katolickiego i misjonarza.

Rycerz Niepokalanej

*http://www.coexist.org.pl/index.php?strona=aktualnosc&id=123

Modlitwa o nawrócenie Żydów


Módlmy się za żydów wiarołomnych
aby Bóg i Pan nasz zdarł zasłonę z ich serc,
iżby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego.
Módlmy się: Wszechmocny wiekuisty Boże,
który od miłosierdzia Twego nawet Żydów wiarołomnych nie odrzucił:
wysłuchaj modły nasze za ten lud zaślepiony,
aby wreszcie, poznawszy światło prawdy, którym jest Chrystus,
z ciemności swoich został wybawiony.
Przez Tegoż Chrystusa Pana naszego.
Amen.

Modlitwa o nawrócenie żydów z liturgii Wielkiego Piątku wg mszału św. Piusa V

wtorek, 10 stycznia 2012

A CZY TY...


Zapomniane prawdy c.d.

Słynny francuski myśliciel i pisarz J. Guitton przytoczyl niegdyś słowa pewnego biskupa z Patriarchatu Moskiewskiego, który powiedział: "My prawosławni jesteśmy przekonani, że wy na Zachodzie, wy łacinnicy, nie jesteście na dobrej drodze, gdy publicznie dyskutujecie o celibacie. Jeśli oddzielicie Kapłaństwo od celibatu, to przeżyjecie szybki rozklad. Zachód nie jest dość mistyczny, by bez upadku wytrzymać małżeństwa księży. Rzym musi sobie gruntownie przemyśleć, czy wolno mu kompromitować tysiącletnią ascezę." Nie chodzi zresztą tylko o ascezę, lecz o właściwe rozumienie i realizowanie kapłaństwa Chrystusowego. Czyż muszą nas tego uczyć "bracia odłączeni"?

Oświecenie i religia. Czyli o nieporozumieniach


Termin „tolerancja” najbardziej upowszechniał Wolter. Można o nim powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że sam był człowiekiem tolerancyjnym.

I. Oświecenie i duch fanatyzmu

W świadomości potocznej Oświecenie kojarzy się nam zwykle z zażartym antyklerykalizmem. Mamy przed oczami obraz filozofów zmagających się w walce z „fanatyzmem” i „nietolerancją”, zawzięcie niosących kaganek laickiego światła tłumom pogrążonym w ciemnocie i słuchającym nieoświeconych księży. Czynić by to mieli z narażeniem życia i wolności, zagrożeni przez fanatycznych inkwizytorów. Pogląd ten tak jak jest popularny, tak też jest błędny.

Piękno tradycyjnej liturgii (video) c.d.

w Polsce wciąż (tradycyjnie?)

O ile pięćdziesięciolecie Soboru Watykańskiego II wywołało na świecie ciekawą debatę, z której najgłośniejsze jak dotąd były opinje x. Ferdynanda Ocariza i x. Brunona Gherardiniego , to w Polsce wciąż (tradycyjnie?) dzieje się niewiele. Z braku partnerów do dialogu, stanowisko swe narzucają luminarze Tygodnika Powszechnego, pisząc peany ku czci Vaticanum II Równocześnie pokazują, co sądzą o „hermeneutyce ciągłości”. Znany nam już prof. Józef Michalski pisze 20 grudnia 2011:

Czy zasygnalizowane zmiany, jakie dokonały się na Soborze Watykańskim II, mieszczą się w granicach zakładanych przez „hermeneutykę odnowy w ciągłości”, czyli znaczą przełom jedynie „słaby”? Wydaje się, że zmiany te rozsadzają owe granice i je przekraczają. Soborowe novum o kolegialności biskupów, wolności religijnej, ekumenizmie, innych religiach czy judaizmie chyba nie dotyczy tylko sposobów wyrażenia doktryny. Zmiany są bardziej zasadnicze.

Mając to na względzie, podsummowuje on swoje wywody

Alternatywa: „hermeneutyka odnowy w ciągłości” albo „hermeneutyka zerwania” – nie wyczerpuje wszystkich możliwości w „ważeniu” przełomu Soboru Watykańskiego II. A może warto pójść w tym względzie drogą wyznaczoną przez Ormonda Rusha, teologa z Australii, w książce „Still Interpreting Vatican II”? Autor chce uniknąć absolutyzowania, czy to „ciągłości”, czy „braku ciągłości”. Rozróżnia między „makrozerwaniem”, czyli rozbratem z wielką tradycją Kościoła, a „mikrozerwaniem”, gdzie ujawnia się autentyczna nowość i brak ciągłości z niektórymi aspektami tradycji w znaczeniu szerszym. Na soborze miałoby dojść do mikro-, a nie makrozerwania.

pozostając zapewne w przekonaniu, że jego stanowisko podzieliłby także Papież Benedykt XVI, gdyby tylko zrozumiał swój błąd.

Nie lepiej prezentują się autorzy postrzegani jako tradycjonaliści katoliccy. X. Wojciech Grygiel zareagował dość kuriozalnie na notatkę z 20 XII 2011 pt. Obłudnik Powszechny o lefebrystach, cz. I – x. Grygiel FSSP pisząc m.in.:

Mało kto mnie zrozumiał. Większość drobiazgowej egzegezy szła w kierunku doszukania się argumentów przeciwko posoborowiu, doczekałem się również przydomku „młot na posoborowie”. Nic bardziej mylącego, dlatego polecam lekturę całości, dostępną już na portalu TP. Zainteresowanych proszę o przeczytanie od początku do końca i zweryfikowanie błędnych interpretacji. Tego tekstu nie trzeba interpretować, tylko przyjąć jego przesłanie takim, jakim jest.

Hmmm … Nikt przy zdrowych zmysłach, a przynajmniej trzeźwy, nie sugerowałby, że x. Grygiel jest młotem na posoborowie (nawet pluszowym). Jedną jego wypowiedź zawartą w wywiadzie dla TP uznałem za słuszną, a dotyczy ona rozbieżnych filozofij prezentowanych przez piusowców i posoborowców. Reszta notatki stanowi dopełnienie do tej myśli, nie wypowiedziane niestety przez x. Grygiela. Natomiast to, co mówi, jest z pewnością warte uwagi:

Problem nie tkwi wcale w doborze argumentów do dyskusji o wolności religijnej i innych spornych tematach: to są kwestie wtórne. Leży on znacznie głębiej – na poziomie myślenia o rzeczywistości. Teologia zawsze posługuje się jakimś narzędziem, czyli jakąś filozofią. Lefebryści polegają wyłącznie na myślowym systemie św. Tomasza z Akwinu, który uważają za kanonizowaną filozofię Kościoła, a która rzeczywistość wyjaśnia na zasadzie hierarchii. Wszystko jest w niej uporządkowane hierarchicznie od Pana Boga po najmniejszy kamień. W tym trybie myślenia najważniejszy jest autorytet, wyraźnie też widać, gdzie leży jedyna prawda. Tymczasem w XX w. większość teologów odeszła od tomizmu i zaczęła stosować filozofię dialogu, fenomenologię, egzystencjalizm. Tak zbudowana teologia stawia na dialog, zbliżenie, i z niego wyprowadza formę porozumienia z innymi, licząc na pojednanie w prawdzie. Wizja świata powstaje w oparciu o relację horyzontalną, czyli człowiek–człowiek.

To wręcz spotkanie dwóch odrębnych światów. Nie negując bezwzględnie tomizmu, teologowie rzymscy [tzn.: posoborowi – Krusejder] posługują się językiem poszerzonym o nowe systemy filozoficzne, w którym kwestia rozsądnie pojętego ekumenizmu i dialogu jest naturalną metodą budowania relacji i rozumienia świata. W systemie hierarchicznym te zagadnienia wywołują sprzeczności. Sposób myślenia lefebrystów nie pozwala im uwzględnić i zrozumieć rozstrzygnięć, które przyniósł Sobór.

Jakoś nie przypominam sobie, by którykolwiek z „dogmatycznych” lub „niedogmatycznych” tekstów V2 zalecał odejście od tomizmu, zwłaszcza na rzecz pseudohumanistycznych przesądów wymienianych przez x. Grygiela. Nie są one „gorszą filozofją” tylko dlatego, że nie są tomizmem, ale dlatego, że zazwyczaj nie mają nic wspólnego z jakąkolwiek filozofją realistyczną. Nazywanie teologjami systemów, które z założenia nie chcą się zajmować głównie Bogiem ma sens o tyle, o ile kynologiem można nazywać kogoś, kto zamierza poświęcić się hodowli kotów rasowych.

Rozczarował mnie również głos Pawła Milcarka

Nie oczekuję od niego, by np. przyjął punkt widzenia takiego prostego bloggera jak ja, który może sobie pozwolić na promowanie swoistej „hermeneutyki zerwania”, bo taką przyjął konwencję. Ale byłbym wdzięczny Milcarkowi, gdyby nie poprzestał na słowach:

widzący trudności teologowie i biskupi powinni przyłożyć rękę do tego, aby te trudne miejsca zyskały poprawki, jednak bez wylewania dziecka z kąpielą

lecz odniósł się do poszczególnych zidentyfikowanych bomb zegarowych Soboru Watykańskiego II i je rozbroił. Zadanie takie nadał sobie Instytut Dobrego Pasterza, ale przecież inni katolicy również mogą działać na rzecz prawidłowej interpretacji Soboru Watykańskiego, zgodnie z życzeniem wyrażonem przez Jego Świątobliwość Benedykta XVI w przemówieniu do Kurji Rzymskiej wygłoszonem w dniu 22 grudnia 2005 r. Byłoby to znacznie cenniejsze niż skrytykowanie jakiegoś lefebrysty, do czego w dzisiejszej rzeczywistości kościelnej za wiele odwagi nie potrzeba.

Im więcej lat mija od Soboru Watykańskiego II, tem głośniejsze są głosy przeciwne jego wieloletniej interpretacji. Dopóki nie zamkniemy jego problematyki, dopóty nie będziemy w stanie stawić czoła problemom współczesności. Przypatrując się debatom teologicznem widzimy, że o ile teologowie tradycjonalistyczni (np. z FSSPX) doskonale sobie radzą z błędami (po)soborowemi, to nie są przygotowani do transformacji katolicyzmu na potrzeby XXI wieku na podobieństwo wytworzenia innowacyjnych i skutecznych modeli działania np. przez Piusa IX, kontrreformację kierowaną przez jezuitów czy reformy średniowiecza z wielkimi zakonami dominikanów i franciszkanów na czele. Model posoborowy Kościoła okazał się z punktów widzenia ilościowego i jakościowego skrajnie szkodliwy, ale zapewne przez wielu ludzi jest akceptowany, gdyż nie widzą dla niego żadnej alternatywy. Tymczasem jest on wytworem i pochodną tych samych czasów (Rewolty uniwersyteckiej 1968 r.), co bankrutujące dziś dosłownie państwa opiekuńcze. Kościół Posoborowy pragnął dopasować się do tamtej rzeczywistości i wieść w niej spokojny żywot. Plan się nie udał, bo zawiódł (?) czynnik ludzki, o naturze skażonej grzechem pierworodnym. Nie wiemy, jak może wyglądać świat za lat 10, dokąd przeniosą się centra władzy, finansów, kultury i religiij. Należy rozważać całą paletę możliwych rozwiązań, od libertarjańskich (na które chyba jeszcze za wcześnie) po całkiem prawdopodobny nawrót totalitaryzmów. Możemy założyć, że jeśli dziś Kościół mocno niedomaga, to nic nie wskazuje, by mógł szybko otrząsnąć się z inercji i zareagować na aktualne problemy duszpasterskie.

Źródło informacji: http://przedsoborowy.blogspot.com

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.