______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

piątek, 25 listopada 2011

Zapomniane prawdy c.d.

Nietrudno jest znaleźć tysiące yuppies, którzy spędzają 2-3 godziny dziennie na siłowni, lecz gdy poprosisz ich o to, aby zgięli kolana przed Bogiem i spędzili 5 minut na modlitwie, zaczną protestować, że to zbyt długo.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Aberracje liturgiczne cz. 55


Superior dystryktu Ameryki Południowej Bractwa św. Piusa X o spotkaniu w Albano


Martinez, 12 października 2011.

Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X
Superior dystryktu Ameryki Południowej

+
Wielebni Księża,

Przed kilkoma godzinami wróciłem z Rzymu i chcę powiadomić Was o niektórych wiadomościach związanych ze spotkaniem, na które byliśmy wezwani przez naszego superiora generalnego, bpa Fallay. Było to spotkanie informacyjne.

Tak jak mówił opublikowany komunikat, wzięli w nim udział członkowie rady generalnej, wszyscy przełożeni dystryktów i trzech z czterech biskupów Bractwa.

Biskup Wiliamson w końcu nie był obecny w Albano. Także on był zaproszony na spotkanie, ale bp Fellay do zaproszenia dodał dwa warunki: bp. Wiliamson miał zamkną swój blog i zachować milczenie na temat preambuły jaką Rzym przedłożył Bractwu. Bp Wiliamson nie przystał przynajmniej na jeden z warunków i przez to odrzucił możliwość uczestnictwa w spotkaniu w Albano.

Spotkanie podzielono na trzy części. Po pierwsze bp Fellay predstawił historyczny balans kontaktów z Rzymem. Po drugie bp de Galarreta i x. de Jorna mówili o dyskusjach doktrynalnych w Rzymie. I na końcu była przedstawiona preambuła doktrynalna przygotowana przez Kongregację Nauki Wiary i podpisana przez kard. Levadę.

Nie ma potrzeby bym przypominał historię naszych relacji z Rzymem. Księża już je znają co do istoty. W odniesieniu do dyskusji doktrynalnych były przestudiowane 4 tematy: Novus Orda Missae, wolność religijna, eklezjologia – Lumen gentium, „subsistit in” i kolegializm -, Magisterium i Tradycja.

Nasi adwersarze nie starali się odpowiedzieć na nasze argumenty tylko ciągle próbowali udowodnić, że nie istnieje żadne zerwanie z Tradycją. Uznali, że wolność religijna, kolegializm ect. są nowością, ale – wg nich – były one zawarte implicite w Tradycji i wyjaśnione przez Sobór Watykański.

Klimat dyskusji był serdeczny, co pozwoliło każdemu szczerze zademonstrować swoje pozycje. Nasi adwersarze pozostali hermetycznie zamknięci na nasze argumenty, przynajmniej zewnętrznie.

Tekst dokumentu wręczonego bpowi Fallay i jego asystentom pozostaje utajniony. Mimo to mogę Wam zakomunikować niektóre elementy dotyczące treści tegoż. Posiada dwie części: preambuła doktrynalna i krótki projekt rozwiązania kanonicznego dla FSSPX.

Preambuła bazuje na protokole ugody, który w swoim czasie był przedstawiony abpowi Lefebvre, ale w formie bardziej rstrykcyjnej.

Prosi się nas, byśmy uznali w świetle Tradycji Katolickiej Vaticanum II i późniejsze nauczanie papieży aż do dnia dzisiejszego. Dodatkowo musielibyśmy zaakceptować z jednej strony Katechizm KK, który konstytuuje kompendium doktryny soborowej, a z drugiej strony Kodeks Prawa Kan. opublikowany w 1983 r. z dostosowaniem do partykularnej dyscypliny nadanej dla FSSPX.

W ten sposób musielibyśmy uznać prawowitość (legitimidad) Novus Ordo. Wg tłumaczenia watykańskich kanonistów, słowo „prawowity” oznacza „legalny”... To nie jest akceptacja powszechnie otrzymywana.

Potem następowałoby wyznanie wiary i przysięga wierności.

Na koniec, jeśli podpisalibyśmy tę preambułę, zostałaby nam udzielona prałatura personalna, podobna do struktury kanonicznej Opus Dei.

Pozostaje jasnym, że ta preambuła, z zawartością jaką posiada, nie może być podpisana, chociażby naniesiono na nią modyfikacje. Sytuacja Kościoła soborowego, deklaracja Papieża w Niemczech, przyszłe spotkanie w Asyżu pokazują, że sytuacja nie jest dogodna do podpisaywania podobnych dokumentów. Bylibyśmy zduszeni przez system, tak jak stało się to ze zgromadzenimi „motu proprio”.

Bp Fellay w ciągu kilku tygodni pośle swoją odpowiedź i być może opublikuje deklarację doktrynalną, która nie będzie miała nic wspólnego z tą, którą nam przedstawiono y nie zostanie zaakceptowana przez Rzym. Chociaż istnieje otwartość kanoniczna ze strony Rzymu, to sytuacja doktrynalna Kościoła nie zmieniła się.

Rzym nas potrzebuje, potrzebuje byśmy połączyli się z nimi by udowodnić, że Vaticanum II nie jest zerwaniem z Tradycją i by móc zneutralizować progresywne skrzydło, które pokazuje to zerwanie z Tradycją. Jest jasne, że nie możemy iść dalej tą drogą. Musimy trzymać się mocni i oczekiwać, że Rzym poczyni nowe kroki. Rzym cofa się coraz bardziej, ale jeszcze nie jest to wystarczające.

A więc walka trwa dalej! Proszę Was, byście utrzymali w tajemnicy treść tego okólnika. Księża mogą powiadomić wiernych, że nic nie podpisaliśmy i że sytuacja pozostaje identyczna do tej sprzed 14 września. Gdy będę wizytować wasze przeoraty przekaże wam więcej informacji dotyczących bieżącej sytuacji.

Na koniec chciałem powiedzieć, że w poniedziałek byłem w Rzymie, by modlić się przed katedrą św. Piotra. Także udało i się wejść na Św. Schody, prosząc Naszego Pana by udzielił każdemu kapłanowi dystryktu niezniszczalnej wierności w walce prowadzonej przez abpa Lefebvre o dobro dusz, Kościoła i Tradycji. Myśl o tragedii, którą przeżywa dziś Kościół musi stymulować nasz zapał do pracy (gorliwość) o uświęcenie dusz, które były oddane pod naszą opiekę.

Zapewniam Was o mojej braterskiej modlitwie w Sercach Jezusa i Maryi.

Ksiądz Christian BOUCHACOURT

Tłumaczył x. K.N.

Kto powinien rządzić w domu?

Kwestia tradycyjnego podziału ról budzi wśród młodych, nowoczesnych i postępowych ludzi coraz większy sprzeciw. Najczęściej na ten temat zabierają głos kobiety, które wzdrygają się na myśl, że mogłyby słuchać i podporządkować się mężczyźnie. Zresztą, dlaczego miałyby to robić?

Same są dobrze wykształcone, zajmują kierownicze stanowiska i doskonale wiedzą, co jest najlepsze dla nich i dla ich najbliższych. Zastanawiające w tym wszystkim jest jednak to, skąd u inteligentnych i wykształconych kobiet przeświadczenie, że taki model oznacza mężczyznę tyrana, któremu należy się bezwzględne posłuszeństwo, a każdy sprzeciw i własne zdanie są surowo karane! Chyba tylko z seriali i kobiecych czasopism, bo nie z normalnego życia. Taki pogląd to typowy stereotyp – czyli gotowe przekonanie, które nie wymaga myślenia głębszej refleksji. Zresztą po co? Nie daj Boże, jeszcze kobiety zaczną samodzielnie myśleć i spadną wielotysięczne nakłady gazet i oglądalność telenowel…

Stanowisko Kościoła katolickiego

Jeśli ktoś decyduje się na zawarcie małżeństwa, powinien sobie zdawać sprawę, że ta przestrzeń ma być najważniejszą rzeczywistością jego życia i muszą w niej panować pewne zasady i reguły – w tym także odpowiedni podział ról. I trzeba zdecydować się na konkretny model życia małżeńskiego. Jaki? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w Piśmie świętym, w Liście św. Pawła do Efezjan, gdzie są jasno wyłożone zasady życia domowego. Jest tam napisane: ,,żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła” (Ef 5,32). Ten fragment bardzo często jest interpretowany jako przyzwolenie Kościoła na bezwzględną męską dominację i upokarzanie kobiety. Tymczasem jest to tylko pewien mały fragment, wyrwany z całego rozdziału, oderwany od całości i podawany w skróconej formie, a jak wiadomo, tekst bez kontekstu jest tylko pretekstem…

Rola mężczyzny w małżeństwie i rodzinie

Mąż posiada w małżeństwie i rodzinie władzę daną mu od Boga. Jednak nie jest ona zawężona tylko do prawa wydawania poleceń i egzekwowania posłuszeństwa. Jest to służba mężczyzny dla swojej żony i dzieci. Taki mąż nie kieruje swoją współmałżonką, ani nawet jej nie prowadzi w znaczeniu dosłownym, ale raczej przyciąga ją ku Chrystusowi i daje przykład swoim życiem.

Jak to działa w praktyce? Przeanalizujmy zwykłą kłótnię w małżeństwie. Gdy wybuchnie konflikt, zadaniem męża jest, by jako pierwszy przeprosił i prosił o przebaczenie za to, co było niedobre w jego zachowaniu. Oczywiście, wina żony może być równie wielka, albo i większa, jednak to jest bez znaczenia. Ponieważ, jak dalej czytamy w liście św. Pawła do Efezjan, mężowie mają miłować swoje żony tak, jak Chrystus umiłował Kościół – a Jezus z miłości upokorzył siebie samego i umarł za nasze grzechy.

Wracając do postawy męża: takie zachowanie to śmierć jego ego. Nie osądza on grzechu żony i nie próbuje kalkulować, jaki efekt może przynieść jego skrucha; po prostu idzie drogą krzyża, rezygnując w tym momencie z własnych praw. Ta duchowa władza jest zakorzeniona w paradoksie: jeśli ktoś chce być pierwszy, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich (Mk 9,35)

Rola żony

Mimo, że mąż posiada władzę i odpowiedzialność za wszystko, co dokonuje się w jego rodzinie, musi w pełni respektować zakres obowiązków i kompetencji żony. Powinien pozostawić część władzy i odpowiedzialności w jej rękach. W żadnym stopniu nie zmniejsza jego roli jako głowy domu, gdy zwraca się do niej z prośbą o pomoc czy radę. Raczej wynika to ze zdrowego rozsądku i pokory, bo naturalną rzeczą jest to, że w pewnych dziedzinach kobieta jest lepsza od mężczyzny i w określonych obszarach posiada szczególne kompetencje, z których mąż powinien korzystać. Tak, jak to się dzieje w poważnych i dobrze prosperujących firmach, gdzie całą instytucją zarządza dyrektor, jednak rozdziela poszczególne obszary (np. finanse, reklamę, czy rekrutacje) swoim zaufanym współpracownikom.

Można rozważać jeszcze wiele aspektów relacji męża i żony w małżeństwie i napisać sporo na ten temat, jednak wszystkich zainteresowanych odsyłam do książki L. Christensona Rodzina chrześcijańska, która nie tylko zainspirowała mnie do napisania tego tekstu, ale także została sprawdzona przeze mnie w praktyce.

Źródło informacji: http://katolickarodzina.pl

FAKTOID: Ujawniamy agentów Opus Dei


Zaprenumeruj FAKTOID na Facebooku

Zapomniane prawdy c.d.

„Bóg Ojciec posłał swego przedwiecznego Syna na świat, aby wypełnił Jego plan zbawienia – mówił Papież. – Jezus Chrystus ustanowił Kościół, aby dobroczynne skutki odkupienia mogły trwać w czasie. Powołanie kapłańskie wyrasta właśnie z tego dzieła Boga Ojca, które dokonało się w Chrystusie przez Ducha Świętego. Powołanie do posługi nie jest owocem szczególnych zasług, lecz darem, który mamy przyjąć i do którego musimy się dostosować, poświęcając się nie realizacji planów własnych, lecz planu Boga, aby On mógł nami dysponować zgodnie ze swą wolą, nawet jeśli nie odpowiadałaby ona naszym pragnieniom samorealizacji”.

Benedykt XVI

O obrządkach Kościoła katolickiego

x. Mateusz Terklau

O OBRZĄDKACH

KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

Przednia okładka

LESZNO

Nakładem i drukiem Ernesta Gunthera

1858

**********


Program do otwierania plików pdf: PDF-XChange Viewer (exe, 18,0 Mb)

Bractwo św. Piusa X eksomunikowane ?


P.N. 569/2011
08 November 2011

FR. FRANCOIS LAISNEY
Priests of the Society of Saint Pius X
# 9 Carpio Subdivision
Buhangin Road, Davao

Drogi Ojcze Laisney:

Jako arcybiskup Davao i prawowity pasterz mający czuwać nad katolicką wiarą tego lokalnego Kościoła, pragnę przypomnieć Księdzu ponownie podstawowe i fundamentalne zasady Kodeksu Prawa Kanonicznego, które muszę regulować i kierować naszą kapłańską posługę.

Piszę, aby Ci je przypomnieć po przyjacielsku. Przypomnienie to kieruję także do Twojego Bractwa tutaj w Davao oraz za pośrednictwem Ciebie także do niektórych naszych wiernych, którzy będąc całkowicie niewinnymi szukali waszej posługi.

Jedną z podstawowych zasad prawnych jest uprawnienie hierarchiczne do posługiwania na tym terenie. Gdy kapłan jest ważnie wyświęcony, posiada on bez wątpienia takie prawo. Niemniej bez prawdziwej autoryzacji lub też mojej zgody jako biskupa i lokalnego zwierzchnika, nie może taki kapłan korzystać z tego prawa pod moją jurysdykcją i na moim terytorium. Nie posiadacie kanonicznego upoważnienia ani zgody, którą tylko ja mógłbym wam dać na piśmie.

Sądzę, że wiecie bardzo dobrze, iż kapłani, którzy nie są kanonicznie inkardynowani do naszej Diecezji, muszą otrzymać pisemne pozwolenie na posługiwanie na tym terenie. Wiecie również bardzo dobrze, że nawet księża posługujący chwilowo na tym terenie, muszą okazać celebret lub zatwierdzenie od ich własnego biskupa lub superiora, gdy sprawują liturgiczne celebracje i sakramenty na terenie naszej Diecezji. Wy tego nie posiadacie. I nawet jeżeli poprosilibyście o to, nie otrzymacie, gdyż nie posiadacie statusu kanonicznego.

Powód tego został już jasno podany i wyjaśniony przez Ojca Świętego Benedykta XVI w jego liście pasterskim na temat Bractwa św. Piusa X z dnia 12-ego marca 2009. W związku z tym, o czym piszę, stwierdził on, co następuje:

„ Fakt, że Bractwo św. Piusa X nie posiada statusu kanonicznego w Kościele nie jest spowodowane w gruncie rzeczy powodami dyscyplinarnymi, lecz doktrynalnymi. Tak długo jak Bractwo nie posiada statusu kanonicznego w Kościele, jego członkowie nie wykonują legalnie posługi w Kościele.”

Jest to sprawą oczywistą, że nie możecie legalnie wykonywać swoich kapłańskich praw w posłudze naszemu Kościołowi, czy też Diecezji. I powodem tego jest- czego prawdopodobnie nie wytłumaczyliście swoim wiernym- poważny błąd doktrynalny popełniany przez Wasze Bractwo przeciwko autorytetowi Papieża i Soboru Watykańskiego, poważne wykroczenie i przestępstwo przeciw jedności Kościoła, nieszczęśliwa schizma.

W związku z tym zastanawiam się dlaczego nie wytłumaczycie ludziom, że są 2 rodzaje ekskomuniki - ipso facto lub automatyczna ( latae sententiae) oraz sub judice, czy też po przeprowadzeniu dochodzenia( ferendae sententiae). Oczywiście ja rozumiem dlaczego nie możecie i nie tłumaczycie tego, że jesteście automatycznie ekskomunikowani, co nie wymaga kościelnej deklaracji. Nadal pozostajecie ekskomunikowani w sumieniu z powodu błędu doktrynalnego. I z tego właśnie powodu wy i wasze Bractwo nie posiadacie statusu kanonicznego.

Idąc dalej, szczególnie dla korzyści ludzi świeckich, oznacza to, że wy i wasze Bractwo nie jesteście na zatwierdzonej liście legalnie posługujących w Kościele, ani legalnie w nim działających stowarzyszeń. Żaden rodzaj rozumowania typu postrzegana przez was konieczność, odwoływanie się do ludzi, do zbawienia dusz, do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, nie może skutkować pomijaniem zwykłej jurysdykcji czy też autoryzacji ze strony lokalnego biskupa. Nie możecie też powoływać się na jedną zasadę prawa kanonicznego, łamiąc drugą.

Proszę, wybaczcie mi powiedzenie tego, ale logiczną konsekwencją tego, co wyżej powiedziałem jest to, że jako nieupoważnieni bez zgody wdzieracie się do naszych wspólnot i zwodzicie naszych wiernych. Jako oficjalny pasterz stada, nie mogę nie powiedzieć, że naruszacie naszą prywatną własność, wślizgujecie się do naszego stada i porywacie z niego niewinne owce niczym wilki w owczej skórze. ( Mt 7, 15)

Jako główny pasterz lokalnego stada jestem świadomy wad i braków swoich oraz mojego duchowieństwa i świeckich. Tak, są błędy, praktyki nad którymi można stawiać znak zapytania i niewłaściwe zachowanie w życiu liturgicznym, duszpasterskim i moralnym naszych wspólnot. Nie ignorujemy ich. Sprawiają one, że pochylamy się w pokorze, licząc na Boże miłosierdzie i przebaczenie oraz zachęcają nas one do walki o autentyzm i wierność. Nasze Archidiecezjalne Centrum Liturgiczne pod kierownictwem ks. Joela Caasi w niedługim czasie przygotuje ludzi do celebracji z wymaganą godnością Mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, gdzie jest to potrzebne.

Musiałem to powiedzieć jako duchowy przywódca i odpowiedzialny przed Bogiem i Papieżem za dobro powierzonej mi owczarni. Przepraszam, ale nie jest mi miłe ta publiczna wymiana listów, którą sprowokowaliście. Jestem pewien jednak, że nasi wierni- kapłani, duchowieństwo, świeccy, szczególnie ze Stowarzyszenia Mszy Łacińskiej - odpowiedzą na wasze błędne stanowisko we właściwym czasie i odpowiedni sposób.

Z życzeniem wszelkiego dobra i modlitwą;
Wasz przyjaciel i brat w Chrystusie,

(Sgd.) Fernando R. Capalla
Arcybiskup Davao

Życie Karola de Foucauld


"Christianitas": W kościołach powinno się grać wyłącznie muzykę religijną

- List kardynała Dziwisza jest w Kościele zdecydowanie potrzebny. Są dziś w kościołach nadużycia, pomieszanie porządków na wielu poziomach. Pierwszym nadużyciem, jest to, że w kościołach są koncerty muzyki świeckiej, zarówno jeśli chodzi o treść jak i o formę. Są błędy, które należy zwalczyć - mówi portalowi Fronda.pl Michał Barcikowski z „Christianitas”.

- Innego rodzaju przykładem są koncerty muzyki religijnej czy sakralnej, na które sprzedawane są bilety. Pobieranie za to pieniędzy sprawia, że świątynia staje się miejscem tylko dla tych, którzy wniosą opłatę. To zaprzeczenie tego, czym jest świątynia chrześcijańska. Wreszcie nawet jeśli opłaty nie są pobierane, to i tak na takich koncertach muzyka jest zupełnie oderwana od celu w jakim została stworzona. Jeżeli przychodzimy do kościoła słuchać np. „Requiem” Mozarta, czyli faktycznie muzyki napisanej do tekstów żałobnej Mszy Świętej i patrzymy tylko w twarz solistom, orkiestrze, słuchamy modlitwy „Wieczny Odpoczynek”, i wychodzimy z kościoła jakby nigdy nic, to mija się to z celem.
Takie nadużycia muszą być zwalczone i tego w szczególności dotyczy list kardynała Dziwisza. W kościołach ma być grana muzyka religijna. Uporządkowana ma być kwestia opłat za takie koncerty. To jest po prostu dla mnie oczywiste.

Problemem jest również to jaką muzykę słyszymy na co dzień w naszych kościołach podczas liturgii. Bardzo często mamy do czynienia podczas Mszy Świętej z piosenkami o treści co prawda religijnej, ale która jest wykonywania zupełnie w świecki sposób. Są instrumenty, które nie powinny brzmieć tak jak często brzmią na liturgii mszalnej. To określa tradycja Kościoła i dokumenty II Soboru Watykańskiego. Kościół to precyzuje: ma to być muzyka dostojna, przede wszystkim wokalna, a muzyka instrumentalna odgrywaj tu tylko rolę akompaniamentu. Mają być śpiewane teksty liturgiczne zaczerpnięte z Mszału Rzymskiego i do melodii zatwierdzonych przez Kościół (czyli to, co w dużym uproszczeniu nazywamy chorałem gregoriańskim). Dopiero na drugim miejscu jest śpiew w językach narodowych a i to tylko ten, który ze względu na powagę tak formy jak i treści do liturgii się nadaje. Nie każda piosenka religijna nadaje się do użytku liturgicznego. My mamy dziś utożsamienie tych dwu związanych ze sobą, ale jednak nie tożsamych pojęć: muzyki religijnej, która jest pojęciem szerszym i muzyki liturgicznej. Jest to wprost przeciwne zarówno tradycji Kościoła jak i teologii liturgii, którą wyłożył II Sobór Watykański. Tego list kard. Dziwisza niestety nie porusza - uważa Barcikowski.

Not. Jarosław Wróblewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

Dbałość o szczegóły w liturgii pomaga w spotkaniu z Bogiem

Papież przywiązuje wielką wagę do szczegółów w liturgii. To bowiem dzięki nim Msza staje się prawdziwą rozmową z naszym Panem – powiedział papieski ceremoniarz w wywiadzie dla agencji CNA. Benedykt XVI często powtarza, że liturgia to najdoskonalsza adoracja – wspomina ks. Guido Marini. Dlatego tak ważne miejsce zajmuje w jego Mszy krucyfiks.

W czasie konsekracji oczy i serca wszystkich powinny być zwrócone na krzyż, na Tego, który stanowi centrum liturgii. W ten sposób odnawia się Jego zbawcza ofiara miłości – wyjaśnił ks. Marini. Papieski ceremoniarz zaznaczył, że liturgia składa się z małych rzeczy i dlatego dbałość o szczegóły jest tak ważna. Klękanie przy przyjmowaniu Komunii czy zachowanie ciszy i skupienia wzmacnia w wiernych postawę adoracji i pozwala im doświadczyć Boga – dodał mistrz papieskich ceremonii liturgicznych w wywiadzie dla amerykańskiej agencji.

Źródło informacji: http://antonianum.pl

środa, 23 listopada 2011

Zapomniane prawdy c.d.



„Ojcze mój, zgrzeszyłem, nie spędziłem dnia duchowo, a zajmowałem się jedynie codziennymi, życiowymi sprawami. Osądziłem, dużo rozmawiałem, śmiałem się, dużo piłem, nie modliłem się. U mnie jedynie słabość i upadki. Przebacz mi Boże…”

POUCZENIE O MODLITWIE starca Hieronima z Eginy (+1966)

Powstanie komisja ds. sztuki sakralnej


W najbliższych tygodniach w obrębie Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów powstanie komisja ds. sztuki sakralnej i muzyki liturgicznej – twierdzi na łamach portalu vaticaninsider dobrze poinformowany włoski watykanista, Andrea Tornielli.

Ponad 2000 uczestników manifestacji przeciwko chrystianofobii w Tuluzie 19 listopada 2011 r.



"Kościół to nie miejsce na muzykę świecką"


Kościół to nie jest miejsce na muzykę świecką - napisał w liście do muzyków kościelnych metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. Jego zdaniem koncerty takiej muzyki w świątyniach sprawiają, że "nieuszanowana jest sakralność miejsca".

Aberracje liturgiczne cz. 54


Zapomniane prawdy c.d.

"Małe rzeczy są naprawdę małe, ale być wiernym w małych rzeczach - to wielka rzecz"

św. Augustyn

Tamiza wpada do Tybru



Benedyktowi XVI zależy, aby pokazać, że istnieje myśliciel, który może być dobrym przewodnikiem we właściwej recepcji Vaticanum II. Z drem hab. Pawłem Kłoczowskim, znawcą myśli bł. Johna Henry’ego Newmana, rozmawia Marta Kwaśnicka.

Kiedy czyta się pisma Newmana, to widać, że antycypował niemal wszystkie idee, które potem pojawiły się podczas Vaticanum II. Mimo to wydaje się, że Newman w drugiej połowie XX wieku to myśliciel bardzo niedoceniony.

Paweł Kłoczowski: Niewątpliwie ostatnia beatyfikacja zmusza nas do zastanowienia się nad Newmanem. To nie przypadek, że to akurat Benedykt XVI go beatyfikował, ponieważ istnieje duże podobieństwo w formacji ich obu, formacji swoiście patrystyczno-augustyńskiej. Poza tym wydaje mi się, że Ojciec święty chciał podkreślić swoją solidarność z opinią, wyrażona wcześniej m.in. przez Pawła VI, że za każdym wielkim soborem stoi jakiś wielki myśliciel. Swoim aktem Benedykt XVI podkreślił, że owym myślicielem, który stoi za Vaticanum II, jest właśnie Newman.

Ale błogosławiony Newman nie dominuje wśród tych, których cytuje się, kiedy pisze się o nauczaniu SW II.

To wiąże się z kwestią interpretacji dziedzictwa Soboru Watykańskiego II. Niewątpliwie Benedykt XVI chce widzieć to dziedzictwo właśnie w duchu Newmana, to znaczy wąskiej ścieżki pomiędzy integryzmem i modernizmem. Kiedy w 1907 roku ukazała się encyklika potępiająca modernizm, wiele osób zastanawiało się przecież, czy przypadkiem nie stosuje się również do Newmana...

Homoseksualna infiltracja katolickiego kleru

X. Karol Stehlin: Nauka św. Tomasz z Akwinu o Państwie a Unia Europejska

Dużo mówi się dziś o Unii Europejskiej, rozważa się jej zalety i wady. Zapomina się jednak często o najważniejszym zagadnieniu: jakie są metafizyczne podstawy nie tylko Unii Europejskej, lecz również całego dominującego dziś na świecie demokratycznego systemu rządów, z jego głównym organem – tj. ONZ – na czele? Czym jest państwo? Na czym polega istota rządzenia społecznością?

Przyzwyczajeni do zastanych systemów społecznych często przyjmujemy je całkowicie bezrefleksyjnie i dopiero kiedy władza zaczyna być zagrożeniem dla naszego osobistego dobra, zastanawiamy się nad jej istotą. Pamiętajmy jednak, że rozum został nam dany po to, abyśmy analizowali fakty, z którymi się stykamy (tzn. wydarzenia, doktryny etc.) i wyciągali z nich wnioski nie tylko w tych kluczowych momentach, kiedy trzeba decydować, czy poprzeć je, czy też stawiać im opór, ale również wybiegając myślą w przyszłość. Dlatego potrzebna jest analiza podstaw funkcjonowania państwa i rządu, bo dopiero na jej podstawie możemy znaleźć odpowiedź, czy Unia Europejska jest instytucją szanującą porządek naturalny, czy nie, czy ma charakter chrześcijański – czy antychrześcijański.

Nauka św. Tomasza z Akwinu dotycząca państwa i społeczeństwa jest dla katolików nie tylko przewodnikiem, zatwierdzonym zresztą przez Urząd Nauczycielski Kościoła z powodu swej jasności, logicznego przedstawienia oraz obiektywnej obserwacji faktów historycznych – miała ona również zasadniczy wpływ na filozofię prawa, naukę społeczną i politologię do dzisiejszych czasów. Także – niektóre – niekatolickie środowiska naukowe uznają swą naukową zależność od Akwinaty (tak np. J. Baumann, O. Gierke, E. Troeltsch, A. Carlyle, R. Ihering etc.). Doktor Anielski jest mistrzem w przedstawianiu zarówno naturalnego, jak i nadprzyrodzonego porządku świata. Głównym dziełem zajmującym się interesującym nas zagadnieniem jest jego praca O władzy (De regimine principum), podsumowująca wszystkie główne teorie państwa rozrzucone w innych dziełach św. Tomasza (np. Suma teologiczna I, 96; Komentarz do Polityki Arystotelesa etc.)

Zarabiamy pieniądze na tym, przeciwko czemu występujemy w naszych niedzielnych kazaniach. To po prostu skandal!

Od połowy października nie milkną w Niemczech kontrowersje wokół domu wydawniczego Weltbild. Okazało się bowiem, że wydawnictwo to, w całości należące do Kościoła katolickiego w tym kraju, w ofercie ma m.in. 2,5 tysiąca książek o tematyce pornograficznej oraz ezoterykę. Sprawą zajmie się na posiedzeniu 21 listopada Rada Stała Niemieckiej Konferencji Biskupów, która ma powołać niezależną komisję do wyjaśnienia tych zarzutów.

Mająca siedzibę w Augsburgu firma odrzuca krytykę, jakoby zarabiała na pornografii. „Pornografia” jest pojęciem jednoznacznie określonym przez prawo, uważają właściciele wydawnictwa i podkreślają, że w jego asortymencie nie ma i nigdy nie było książek o tej tematyce, a informacje, jakoby „Kościół katolicki zarabiał na pornografii” są „nieprawdziwe i oszczercze”.

Należące do Kościoła od 30 lat wydawnictwo zatrudnia 6,4 tys. pracowników, a jego roczne obroty wynoszą około 1,6 miliarda euro. O jego sile świadczy wykupienie w kwietniu br. od Bertelsmanna działającego w Polsce wydawnictwa Świat Książki, przez co jest ono obecne również w naszym kraju. Udziałowcami Weltbildu jest 12 katolickich diecezji w Niemczech, Związek Diecezji Niemieckich (VDD) i duszpasterstwo wojskowe w Berlinie. Największe udziały mają: VDD – 24,2 proc.) oraz archidiecezja Monachium i Fryzyngi – 13,2 proc. i diecezja Augsburg – 11,7 proc.

O tym, że w ofercie augsburskiej firmy znajdują się liczne tytuły z pogranicza erotyki i pornografii, mówiono od lat. Od dłuższego czasu wzburzeni katolicy, zarówno indywidualnie jak i zbiorowo, przesyłali listy protestacyjne i dokumenty dowodzące jednoznacznie, że erotyka stanowi sporą część internetowej oferty tego wydawnictwa. Jej treść ustalają wspólnie Weltbild i współpracująca z nim duża, prywatna sieć 35 księgarni Hugendubel. Dotychczas na zarzuty te reagowano standardowo, przerzucając odpowiedzialność na drugiego partnera, podkreślając przy tym stale, że wydawnictwo stosuje filtr wyłapujący niestosowne treści. Nie był on jednak zbyt szczelny.

Kilka dni temu, po posiedzeniu Rady Nadzorczej Weltbildu, jej dotychczasowy przewodniczący Klaus Donaubauer i sekretarz episkopatu niemieckiego Hans Langendörfer we wspólnym oświadczeniu stwierdzili, że „grupa wydawnicza Weltbild jest największym przedsiębiorstwem księgarskim w Niemczech i dlatego ponosi szczególną odpowiedzialność społeczną”. Zapewnili jednocześnie, że oferta wydawnictwa jest systematycznie kontrolowana pod względem wartości łączących udziałowców.

Tymczasem głosy protestów i oburzenia, również ze strony hierarchów Kościoła katolickiego, nie ustają. Już po raz kolejny – w przededniu zaplanowanego na 21 listopada posiedzenia Rady Stałej Episkopatu – wypowiedział się krytycznie na ten temat metropolita Kolonii kard. Joachim Meisner. Zażądał „radykalnego” odstąpienia diecezji niemieckich od Weltbildu. „Od lat powtarzam w episkopacie, że musimy się rozstać z tym przedsiębiorstwem” – oświadczył kardynał na łamach berlińskiego „Welt am Sonntag”. Wyjaśnił, że „nie może tak być, że w tygodniu zarabiamy pieniądze na tym, przeciwko czemu występujemy w naszych niedzielnych kazaniach. To po prostu skandal!”.

Oburzenia nie ukrywa również niemiecka zakonnica i obrończyni praw kobiet Lea Ackermann. W wywiadzie dla ukazującego się w Würzburgu „Tagespost” zarzuciła ona grupie wydawniczej z Augsburga wykorzystywanie kobiet jako „towaru” służącego czerpaniu korzyści finansowych.

Do całej sprawy odniósł się też Benedykt XVI. Podczas audiencji dla nowego ambasadora Niemiec przy Stolicy Apostolskiej 7 listopada powiedział, że Watykan zatroszczy się o to, aby Kościół katolicki w tym kraju „bardziej zdecydowanie i wyraźniej” wypowiedział się przeciw rozpowszechnianiu w internecie materiałów o charakterze erotycznym i pornograficznym.

Wszyscy czekają w napięciu, w jakim kierunku potoczą się sprawy. Mówi się, że wydawnictwo może zostać sprzedane, ale rozważane są także zdecydowane zmiany personalne w jego Radzie Nadzorczej (jej przewodniczący już złożył rezygnację) i w sekretariacie niemieckiego episkopatu. Niektórzy biskupi domagają się wglądu w finanse VDD i dokładnego wyjaśnienia, na co wydawane są pieniądze tej organizacji, bo na przykład „większość biskupów diecezjalnych nie wie dokładnie”, kto otrzymuje 14-15 milionów euro z funduszu VDD przeznaczonego na media. Dyrektor finansowy diecezji augsburskiej oświadczył, że jego propozycje rozwiązań w debacie wokół wydawnictwa Weltbild nie znalazły dostatecznego poparcia udziałowców.

Diecezja ta ustami swego rzecznika Markusa Kremsera ogłosiła, że ustąpienie przewodniczącego Klausa Donaubauera należy rozumieć jako „pierwszą decyzję personalną”. Kremser nawiązał do debaty „wokół powiązań przedsiębiorstwa z produkcją i rozpowszechnianiem produktów literackich, głęboko sprzecznych z godnością człowieka, a więc z tym, co głosi i czego naucza Kościół katolicki” i zapowiedział, że diecezja augsburska „ma już od pewnego czasu pewien wyraźny plan”, ale musi go omówić z innymi udziałowcami.

Przed poniedziałkowym zebraniem Rady Stałej Episkopatu pojawiają się też głosy w sprawie ograniczenia uprawnień sekretariatu Niemieckiego Konferencji Biskupów w Bonn. Wielu biskupów narzeka bowiem, że w przeszłości często ogłaszano różne oświadczenia episkopatu, które nie były uzgadniane z biskupami.

Źródło informacji: FRONDA.pl

Z księgarskie półki c.d.

abp Marcel Lefebvre

K O Ś C I Ó Ł 

PRZESIĄKNIĘTY MODERNIZMEM


Wydawnictwo TE DEUM, Warszawa 2012
ISBN: 978-83-89345-79-0
format: 130X195, ss. 128, oprawa: miękka, cena: 14,00 zł

W czasie, gdy ludzie zatykali sobie uszy na prawdę, by zwrócić się w stronę kłamstwa, abp Lefebvre z niestrudzoną cierpliwością i troską głosił słowo Boże, odpierał zarzuty oraz napominał. Jego kazania, Jego odczyty religijne przeznaczone dla księży i seminarzystów, Jego publiczne wykłady głoszone chrześcijańskiemu ludowi pozwalają nam Go poznać jako doktora wiary, jako prawdziwego teologa, który z najwznioślejszych zasad umiał wyciągnąć praktyczne wnioski dla naszych czasów oraz dawał stosowne i żywotne wskazówki dla życia nadprzyrodzonego.

Słuszne jest to, co powiedział o nim ks. Berto, Jego doradca podczas soboru: „Nie zdradzam żadnej tajemnicy, mówiąc wam, że abp Lefebvre jest teologiem o wiele lepszym ode mnie. Dałby Bóg, aby wszyscy ojcowie soboru nimi byli w takim stopniu jak on! Posiada on niesłychanie pewny i wyostrzony zmysł teologiczny, do którego jego wielkie oddanie dla Stolicy Apostolskiej dorzuciło wyczucie pozwalające, nawet przed interwencją logicznej refleksji, intuicyjnie odróżnić to, co się da, od tego, czego nie się da pogodzić z suwerennymi prerogatywami Opoki Kościoła… Ani razu nie przedłożyłem mu memoriału, notatki, szkicu, których by nie przejrzał, rozważył, powtórnie przemyślał i często swoją osobistą wytrwałą pracą przerobił całkowicie na nowo”.

(fragment wstępu ks. F. Schmidbergera)

Zapomniane prawdy c.d.

‎"Żyć swoim kapłaństwem - to przede wszystkim swięcie odprawiać Mszę świętą i sprawować Sakramenty święte, które łączą się ze Mszą świętą - to trwać w jedności ze swoim biskupem a tym samym z Namiestnikiem Chrystusa i samym Chrystusem, by uczestniczyć w dziele, jakim jest chwała Przenajświętszej Trójcy i odkupienie świata."

kard. Mercier

Prof. Roberto de Mattei - Europejski reżim technokratów

Wydarzenia, które miały miejsce we Włoszech na przestrzeni mijającego 2011 roku, coraz wyraźniej ukazują obecność "wielkich potęg", jak się dzisiaj zwykło mówić, działających za kulisami międzynarodowej sceny politycznej. Jakiś czas temu ośrodki te były nazywane "ciemnymi siłami". Dziś natomiast nie muszą się one już ukrywać: ukazują swoją twarz, wchodzą w dialog z rządami poszczególnych krajów i ingerują w działania instytucji politycznych.

Jednym z głównych centrów władzy jest Europejski Bank Centralny z siedzibą we Frankfurcie. Instytucja ta cieszy się autonomią i posiada własną osobowość prawną. Do jej zadań należy prowadzenie polityki monetarnej dla 17 krajów Unii Europejskiej należących do strefy euro. Europejski Bank Centralny, którego idea zawarta została w traktacie z Maastricht z 7 lutego 1992 r. i który został powołany do życia 1 czerwca 1998 r., w rzeczywistości przestał ograniczać się do prowadzenia polityki jedynie walutowej, ale zaczął wpływać na ekonomiczno-społeczną politykę europejską, stopniowo pozbawiając państwa narodowe ich władzy w tych obszarach.

Włochy pod kontrolą EBC

W liście z 5 sierpnia br. skierowanym do premiera Włoch Silvio Berlusconiego, Mario Draghi i Jean-Claude Trichet, w imieniu władzy wykonawczej Europejskiego Banku Centralnego, przedstawili włoskiemu rządowi dokładny program naprawczy. Nie ograniczyli się jednak do ogólnych sugestii i rekomendacji, ale określili punkt po punkcie, jak ma wyglądać włoska polityka ekonomiczna i społeczna, wskazując jako niezbędne przeprowadzenie prywatyzacji na szeroką skalę i reformy systemu zarobków. Postulowali rewizję norm regulujących zatrudnianie i zwalnianie pracowników, zmodyfikowanie systemu emerytalnego, obniżenie kosztów zatrudnienia w sektorze publicznym, aż do redukcji zarobków osób zatrudnionych w strefie budżetowej. Wyrazili w końcu postulat, żeby tego rodzaju reguły zostały zadekretowane prawnie i ratyfikowane przez parlament, a dzięki odpowiednim zmianom w konstytucji stały się bardziej wiążące.

Oto po raz pierwszy grupa eurokratów, niezależnych od władzy politycznej, interweniuje wprost i kategorycznie w życie publiczne naszego kraju. A co stałoby się, gdyby rząd narodowy próbował oprzeć się takiemu dyktatowi?

Europejski Bank Centralny jest dziś jedyną instytucją europejską, która mogłaby przejąć typową dla suwerennego państwa prerogatywę, tzn. emisję pieniądza. Siła pieniądza powinna odpowiadać zasobności państwa. W rzeczywistości Bank Centralny, nie będąc państwem, emituje banknoty, nie pomnażając swojego stanu posiadania. Narzuca państwom narodowym, którym nie wolno wybijać monety, swoje reguły. Jeśli państwa, które mają trudności, wyrównają swój stan posiadania, Bank Centralny pomaga im, kupując prerogatywy należące do organów państwa i w ten sposób zmniejsza ich zadłużenie. W sytuacji gdy nie podporządkują się one otrzymanym wskazówkom, Bank Centralny zaprzestanie udzielania im pomocy finansowej, ograniczając nabywanie kompetencji organów państwa. Prowadzi to do zwiększenia tzw. spreadu, tzn. różnicy pomiędzy wydajnością niemieckich organów państwa (Bund), uważanych za najbardziej godne zaufania, a wydajnością ich włoskich odpowiedników (BTp), postrzeganych przez inwestorów jako "ryzykowne". Jeśli spread się zwiększa, państwo włoskie jest zmuszone do zagwarantowania bezpieczeństwa własnym organom władzy, powiększając w ten sposób swój deficyt na rzecz spekulacji potentatów finansowych. Trudno, żeby w tej sytuacji rząd miał szansę sprawnie kierować państwem. Ani Hiszpanii, ani Grecji, ani Włochom nie udało się przeciwstawić tej ogromnej presji. Europejski Bank Centralny, krótko mówiąc, "pilotuje", a czasem prowokuje, kryzysy polityczne w państwach narodowych.

Utopia republiki uniwersalnej

Europejski Bank Centralny nie działa oczywiście samodzielnie, ale w ścisłej współpracy z innymi aktorami sceny politycznej: Międzynarodowym Funduszem Walutowym, agencjami ratingowymi, które oceniają stabilność finansową państw i rządów narodowych, eurogrupą, do której należą ministrowie gospodarki i ministrowie finansów państw członkowskich należących do strefy euro. Te inicjatywy są uzgadniane w miejscach kiedyś utrzymywanych w dyskrecji, a dziś znanych już wszystkim, takich jak okresowe spotkania Rady Spraw Zagranicznych (Council on Foreign Relations - CFR), Komisji Trójstronnej czy Grupy Bilderberg.

Wyobrażanie sobie, że za tymi posunięciami stoją państwa narodowe, takie jak Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Niemcy czy Francja, byłoby niepełne. Niewyrażonym wprost celem Europejskiego Banku Światowego jest w istocie likwidacja państw narodowych. Powołanie Unii Europejskiej, przedstawiane jako wynikające z potrzeb ekonomicznych, było w istocie precyzyjnym wyborem ideologicznym. Nie zakładał on narodzin silnego państwa europejskiego, ale raczej nie-państwa, policentrycznego i chaotycznego, charakteryzującego się multiplikacją centrów decyzyjnych o złożonych i często przeciwstawnych zadaniach. Znajdujemy się zatem w obliczu przenoszenia ciężkości ośrodka władzy, która zaczyna być sprawowana poprzez wiele instytucji międzynarodowych, których kompetencje celowo pozostają niejasne.

Tym, co charakteryzuje tę sytuację, jest ogromny bałagan w ciałach odpowiedzialnych za sprawowanie rządów i ich jawne bądź ukryte skonfliktowanie - krótko mówiąc - brak suwerennego zarządzania pozwalający na zbudowanie systemu zarządzania odgórnie, na poziomie światowym. Były przewodniczący Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet w swoim przemówieniu z 26 kwietnia 2010 r. w Nowym Jorku w siedzibie Rady Spraw Zagranicznych wyraził wprost pilną potrzebę stworzenia superrządu światowego, który określałby reguły finansowe i ekonomiczne, pozwalając tym samym na skonfrontowanie się z czarnym scenariuszem depresji ekonomicznej.

Wizja ta stawia sobie za cel narzucenie ludzkości modelu "republiki uniwersalnej", będącej w oczywisty sposób antytezą dla cywilizacji chrześcijańskiej, w której miałyby się połączyć wszystkie kraje świata, realizując tym samym egalitarne marzenie stopienia wszystkich ras, ludów i państw. Profetyczna powieść Roberta Hugha Bensona "Zarządca świata" ("Il Padrone del mondo", wyd. Fede e Cultura, Werona 2011) pokazuje, w jaki sposób ta utopia technokratyczna może się połączyć z religijną utopią synkretyzmu. W imię tego superekumenizmu zostanie zaakceptowane wszystko z wyjątkiem Kościoła katolickiego, którego eliminacja planowana jest w następnej kolejności po zlikwidowaniu państw narodowych.

Oczekiwanie na nową Wandeę

Eliminacja suwerenności narodów w konsekwencji prowadzi do usunięcia ich reprezentacji politycznej. Ostatnie słowo ma należeć do technokratów, którzy nie reprezentują organów władzy, takich jak rządy czy parlamenty, do klubów, lóż i grup lobbystów, których interesy często stoją w sprzeczności z interesami narodowymi poszczególnych państw. Technokraci aspirują do tego, aby stanąć na czele "rządów stanu wyjątkowego" i ustalać "prawa stanu wyjątkowego". W ten sposób torują oni drogę dyktaturze jakobińskiej, jak miało to miejsce w czasie rewolucji francuskiej. Jakobinizmowi dały jednak odpór, zarówno we Francji, jak i w całej Europie - przy sukcesach i porażkach - ruchy kontrrewolucyjne. Czy dziś na Starym Kontynencie, zniszczonym przez eurokratów, będzie miała miejsce nowa Wandea?

tłum. Agnieszka Żurek

Autor jest redaktorem naczelnym miesięcznika "Radici Cristiane", autorem głośnej książki "Dyktatura relatywizmu".

Źródło informacji: NASZ DZIENNIK

Rennes 10 listopada 2011 r - 2000 uczestników manifestacji przeciwko chrystianofobii


Juan Donoso Cortes: O społeczeństwie pod władzą teologii katolickiej

Katolicyzm jest domkniętym systemem cywilizacyjnym, kompletnym do tego stopnia, że w swym ogromie obejmuje on wszystko – naukę o Bogu, naukę o aniołach, naukę o wszechświecie i naukę o człowieku. Niewierny wpada w ekstazę na widok jego ekstrawagancji nie do pomyślenia, wierny zaś widząc jego cudowną wielkość. Jeśli znalazłby się ktoś, kto na jego widok minąłby go z uśmiechem, większość ludzi zdumiona taką obojętnością na ekstrawagancję nie do pomyślenia i cudowną wielkość, podniosłaby głos mówiąc „niech głupiec idzie dalej”. Cała ludzkość od osiemnastu stuleci uczyła się w szkole jego teologów i nauczycieli, a jednak, mimo tylu lat studiów, głębia jego nauki nie została zmierzona. Tu uczy jak i kiedy wszystkie rzeczy i czasy znajdą swój kres i jak i skąd wzięły swój początek: odkrywane są tajemnice które pozostawały zakryte przed spekulacjami filozofów pogaństwa i rozumieniem jego mędrców. Odsłonięte zostają praprzyczyny wszystkich rzeczy, zaplanowanych ruchów wszystkiego co ludzkie, natura ciał i esencja dusz, drogi którymi kroczą ludzie, pojęcia które tworzą, miejsce z którego przyszli, tajemnica ich pielgrzymki i trasa ich podróży, zagadka ich łez, tajemnica życia i śmierci. Dzieci wykarmione u piersi tej nauki wiedzą dziś więcej niż Arystoteles i Platon, ateńscy mędrcy. A jednak, ci którzy nauczają o owych rzeczach, wznoszących się na wysokości, zachowują pokorę. Tylko światu katolickiemu było dane przedstawić na ziemi to, co wcześniej oglądali tylko aniołowie w niebie – naukę pokornie skłonioną przed tronem Boga.

Doktorze chciałabym...

Przodem do Pana Boga


Studiują dokumenty Kościoła, uczą się łaciny, po wiejskich parafiach poszukują ornatów i feretronów. Wszystko po to, żeby lepiej poznać „Mszę wszechczasów”.

Raz w miesiącu malutki kościółek pw. św. Józefa Oblubieńca jest jak wehikuł czasu. Pełne skupienia milczenie, dym kadzidła i mruczący cichutko po łacinie ministranci.

Reakcja duchownych i niebywałe nadużycia policji wobec katolików protestujących w Paryżu

20 października br. wystawiono w Paryżu po raz pierwszy pseudo-sztukę włoskiego dramaturga Romeo Castelluciego pt. „O twarzy. Wizerunek Syna Boga”. Od tego czasu nie słabną protesty osób wierzących, oburzonych bluźnierczym spektaklem. Wielu młodych katolików bierze udział w nocnych czuwaniach przed teatrami, w których lżono wizerunek Jezusa Chrystusa. Każdego dnia do aresztu trafiają jakieś osoby – nawet tylko podejrzane o to, że chcą wziąć udział w proteście. Ludzi wierzących bulwersuje jednak najbardziej, reakcja niektórych hierarchów katolickich.

Dziesiątki protestujących zostało oskarżonych o „ingerencję w wolność ekspresji artystycznej przy użyciu przemocy”. Francuscy prawnicy orzekli, że w tym przypadku „przemoc” polega na „modleniu się i śpiewaniu pieśni religijnych”. Trzy osoby, zidentyfikowane przez pracodawców na zdjęciach i materiałach filmowych z protestów, straciły pracę.

Spektakl Castelluciego był grany początkowo w dwóch paryskich teatrach subsydiowanych z pieniędzy podatników. Wkrótce przeniósł się do prowincjonalnych miast Rennes, Tuluzy i Villeneuved'Ascq, gdzie wciąż są organizowane protesty.

Od pierwszej nocy, kiedy niepowiązane z sobą grupy zorganizowały różne działania na zewnątrz i wewnątrz teatru Teatru de la Ville, policja używa wobec protestujących brutalnej siły. Funkcjonariusze zatrzymali m. in. grupę 150 osób – głównie dziewcząt w wieku od 18 do 25 lat – które wychodziły z ruchliwej stacji centralnej Metro „Chatelet", znajdującej się w pobliżu Teatru de la Ville. Zostały one następnie osadzone w samochodach policyjnych i wywiezione do północnej części Paryża, gdzie przetrzymywano je przez dwa dni. Większość policjantów przyznała, że im się to nie podoba, ale „takie były rozkazy z bardzo wysoka”.

Czuwania modlitewne oraz demonstracja, którą zorganizował w sobotę 29 października ruch świeckich związany z Instytutem „Civitas" – a które zgromadziły ponad 5 tys. osób – przebiegały w ogromnej większości spokojnie i w atmosferze modlitwy. Jedynym incydentem było obrzucenie budynku teatru jajkami i oblanie go olejem napędowym przez dwóch studentów.

W tym czasie w prasie głównego nurtu już trwała nagonka na młodych katolików, oskarżanych o przemoc i ekstremizm. Przedstawiano ich jako chrześcijańskich „fundamentalistów i reakcjonistów”, niezdolnych do przystąpienia do intelektualnego „dialogu" ze współczesnym światem sztuki.

Christine Boutin, liderka francuskiej partii chadeckiej, szybko odcięła się od protestujących, określając ich mianem „katolickich integrystów", którzy są politycznie manipulowani przez skrajne ruchy religijne i protestują przeciwko sztuce, która w żaden sposób nie jest „świętokradzką prowokacją", a jedynie „przesłaniem o współczuciu".

Szczególnie niekorzystny dla protestujących jest fakt, że kilku biskupów, w tym: arcybiskup Paryża, kardynał AndréVingt-Trois, i biskup Rennes, Pierre d'Ornellas są nieugięci w publicznym interpretowaniu „dzieła” Castellucciego, jako „dzieła sztuki", prezentującego portret człowieka dekadencji i prowokującego do myślenia.

Arcybiskup Paryża,wykorzystując termin wymyślony przez Lenina, nazwał protestujących „sympatycznymi idiotami” i wezwał do zaprzestania publicznych demonstracji. Mgr d'Ornellas przekonuje katolików, że spektakl przypomina o „zwykłym, trywialnym cierpieniu”. Opowiada o doli człowieka w podeszłym wieku. Hierarcha mówił, że spektakl opowiada o głębokiej miłości syna do ojca. Wskazał, że starzec, obdzierany ze swej godności powinien przypominać nam Chrystusa, który także została odarty z wszelkiej godności, umierając na krzyżu.

Duchowny nie wspomniał jednak o kale obecnym w spektaklu Castellucciego. Napisał wręcz, że: „Dialog między Kościołem i sztuką współczesną jest koniecznym (chociaż trudnym) podejściem do ewangelizacji".

Wielu zwykłych katolików było oburzonych także tym, że list przeciwko protestującym, który podpisały znane osobistości świata kultury, poparło także trzech księży. Duchowni zwracali uwagę na potrzebę wykazania „chęci dialogu” z ludźmi sztuki. Skrytykowali oni „karykaturalny obraz katolika”.

Na szczęście kilkunastu innych francuskich biskupów wsparło działania protestujących, zwracając uwagę na zaplanowane na najbliższe miesiące prezentowanie obraźliwych dla katolików „dzieł”, będących przejawem chrystianofobii.

Biskup Raymond Centene z Vannes napisał list, powołując się na przykład prześladowanych chrześcijan na Bliskim i Środkowym Wschodzie. „Gratuluję i zachęcam wszystkich tych, którzy zgodnie ze swoją wiarą nie wahają się działać jawnie, i którzy – choć nigdy nie używali przemocy, zarówno słownej, jak i fizycznej, zostali zatrzymani przez policję i przebywali w areszcie – aby wyrażali swoją uzasadnioną dezaprobatę wobec spektakli, które są przerażające i niezgodne z wiarą” – czytamy w liście duchownego, który napłynął do Instytutu „Civitas”.

LifeSiteNet.com, AS

Źródło informacji: http://www.piotrskarga.pl

Zapomniane prawdy c.d.

‎"Piękność w kobiecie uczciwej jest jak ogień daleki albo ostry miecz: ani ogień nie pali, ani miecz nie rani tego, kto się zbliży. Cześć i cnota są ozdobą duszy, bez nich ciało, choćby piękne, nie powinno się takim wydawać"

Miguel de Cervantes - "Don Kichote"

wtorek, 15 listopada 2011

Sutanna jest najodpowiedniejszym strojem dla katolickiego księdza



- ksiądz "Uważam, że kapłaństwo powinno być widoczne. Po prawdzie noszę sutannę dla 96% ludzi, którzy nie chodzą do kościoła. Bo, widzi Pan, cały ten tłum, który jest "na zewnątrz", który do kościoła nie przychodzi, jak Pan, chce żeby miał możliwość spotkania z księdzem. Trzeba, aby tam gdzie przechodzę codziennie, na tym wielkim bulwarze, dla każdego było możliwe podejść do mnie, zagadać, powierzyć mi coś z życia. Sutanna jest dla mnie sprawą najwyższej wagi. Uważam, że powinniśmy poważnie zastanowić się (zrobić rachunek sumienia), bo aktualnie mamy 15 tys. księży we Francji. Czy Pan zdaje sobie z tego sprawę? 9 tys księży jest aktywnych, mamy też ok. 40 tys. zakonnic. Jestem pewien, że jeżeli wszyscy, jakimś dekretem, który spadnie z nieba, włożą sutannę, ubiorą habit - co się stanie? Każdego dnia ludzie zetkną się z Bożym sługą, Kościół znajdzie swoje miejsce w społeczeństwie."
- dziennikarz: " Nie przysporzy sobie ksiądz przyjaciół tą wypowiedzią?"
- ksiądz: "Trudno, robię to dla przyszłości chrześcijaństwa we Francji."

Pamiętaj, abyś dzień święty spędził w robocie



Taki mesydż do swoich owieczek kieruje postępowa komunistyczna konferencja episkopatu Portugalii.
Biskupi podczas 178. sesji plenarnej Konferencji Episkopatu Portugalii postanowili "spowszednić" dwa dni świąteczne w roku, (aby podnieść wydajność pracy socjalistycznej - Dextimus).

Z informacji, do których dotarł dziennik "Jornal de Noticias", wynika, że biskupi zgodzili się, aby dniem roboczym było w przyszłym roku Boże Ciało, przypadające w czwartek 7 czerwca, a także obchodzone w środę 15 sierpnia święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
Ks. Manuel Morujao dodał, że portugalscy biskupi są gotowi do dalszej współpracy z rządem, lecz mają jednocześnie świadomość, że "zwiększanie produktywności gospodarki poprzez likwidację dni wolnych od pracy nie rozwiąże problemów portugalskiej gospodarki".
Ks.Emanuel powyższą wypowiedząi udowodnił, że portugalscy biskupi są sprawni inaczej mentalnie. Ale czegóż się spodziewać po socjalistycznym episkopacie, dla którego wiara katolicka to najwyraźniej puste słowo, a służba mamonie dobrem najwyższem jest? Tym samym episkopacie, który obstawił sanktuarium w Fatimie satanistycznym skulpturami, a ludzi pragnących się tamże pomodlić wspólnie na różańcu - przepędza hałasem z gigantofonów i podsyła panie które właśnie (w środku dnia) muszą poodkurzać...

Źródło informacji: KRONIKA NOVUS ORDO

Katecheza o Mszy Świętej

x. Tomasz Dawidowski



KATECHEZA O MSZY ŚWIĘTEJ

Rozważania o liturgii Mszy św.
w rycie klasycznym rzymskim
u progu Trzeciego Tysiąclecia chrześcijaństwa

Wigratzbad, 2000

Zapomniane prawdy c.d.

Świat dzieli się gwałtownie na dwa obozy: kumotrów antychrysta i drużynę Chrystusa. Rysuje się między nimi wyraźna granica. Nie wiemy, jak długo potrwa walka; nie wiemy, czy trzeba będzie dobyć miecza; nie wiemy, czy trzeba będzie przelać krew; nie wiemy, czy będzie to zbrojny konflikt. Lecz w starciu prawdy i ciemności prawda nie może przegrać.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Wywiad z ks. dr Zbigniewem Chromym

Ksiądz Zbigniew Chromy jest wikariuszem w parafii św. Józefa w Świdnicy, wykładowcą teologii w Seminarium Diecezjalnym w Świdnicy oraz na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Od kilku lat odprawia w swojej parafii regularnie Mszę w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego.

Ksiądz odprawia Mszę św. w swojej parafii w dwóch formach rytu rzymskiego: zwyczajnej (wg Mszału Pawła VI) oraz nadzwyczajnej (zwanej „trydencką”). Jak scharakteryzowałby Ksiądz najistotniejsze różnice między „starą” i „nową” Mszą św.?

Oczywiście najistotniejszą różnicą widoczną gołym okiem jest kierunek celebracji. Wprawdzie w nowym rycie można również celebrować ad orientem (w kierunku wschodnim –„tyłem do ludzi”) jednak zdarza się to rzadko, właściwie tylko w niektórych kaplicach, w których nie ma ołtarza posoborowego (np. Częstochowa). Co ciekawe, na temat konieczności zmiany starożytnego kierunku celebracji nie ma ani jednego słowa w Konstytucji o liturgii Soboru Watykańskiego II. Kierunek odprawiania jest więc, moim zdaniem, najistotniejszą różnicą. W drugiej kolejności wymieniłbym znaczną przestrzeń ciszy, jaka występuje w starej formie rytu rzymskiego. Właściwie najważniejsza część Mszy świętej dokonuje się w ciszy, zgodnie z tekstem Introitu na Boże Narodzenie: „Gdy głęboka cisza zalega wszystko, Wszechmocne twe Słowo z nieba, z królewskiej stolicy, zstąpiło na ziemię”. Bóg podobnie jak w noc Betlejemską przychodzi w ciszy. O misterium wcielania, dokonującym się w czasie Mszy Świętej, przypomina też ostatnia Ewangelia: „Et verbum caro factum est, et habitavit in nobis” („A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami”). Na trzecim miejscu wymieniłbym dużo większą ilość - niż ma to miejsce w nowszej formie rytu rzymskiego - gestów adoracji, podkreślających realną obecność Pana pośród nas: przyklęknięcia, skłony, pocałunki ołtarza, znaki krzyża. Nie wymieniam łaciny, gdyż również w Novus Ordo Missae jest ona coraz częściej używana, przynajmniej w częściach stałych. O wyrugowaniu z liturgii łaciny, podobnie jak o zmianie kierunku celebracji, również nic nie wspomina Konstytucja o Liturgii.

Co skłoniło Księdza do oprawiania Mszy św. w starym rycie i jak ocenia Ksiądz, „wychowany” na nowym rycie, doświadczenie sprawowania „starej Mszy”?

Do odprawiania namówił mnie papież Benedykt XVI, a ściślej mówiąc kontakt z jego teologią w czasie studiów na KUL-u. Ponieważ pisałem swoją pracę doktorską w oparciu o teologię Josepha Ratzingera, zetknąłem się również z jego twórczością liturgiczną.

Jak Księdza parafianie odbierają „starą Mszę”? Czy udaje się realizować wezwanie Ojca Świętego Benedykta XVI do hojnego otwarcia na stary ryt i wzajemnego wzbogacania się starej i nowej formy rytu rzymskiego, celem podniesienia godności i piękna liturgii ?

Wierni w parafii przyjęli starą mszę ze zrozumieniem, zwłaszcza po wprowadzeniach katechetyczno-mistagogicznych. Mamy chór młodych ludzi, którzy znają na pamięć wszystkie części stałe i potrafią je śpiewać na trzy różne melodie (Missa VIII, XI, XVIII). Od dwóch lat w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, w południe, sprawowana jest u nas Msza Święta śpiewana, a w każdy czwartek Msza św. recytowana. Od rozpoczęcia celebracji przybywa uczestników, np. na Mszy św. niedzielnej w starym rycie jest ich teraz więcej niż w pozostałe niedziele o godz. 12.00. W dalszym jednak ciągu jest potrzebna katecheza liturgiczna. Zresztą dotyczy to obu form rytu rzymskiego, żeby spotkanie z Chrystusem w czasie liturgii było spotkaniem żywym. Więc stopniowo udaje się realizować papieski zamysł, o którym Pan wspomniał. Jeśli chodzi o moje doświadczenie to wydaje mi się, że „stara msza” pozwoliła mi lepiej zrozumieć i dużo lepiej celebrować nową mszę, a zwłaszcza zrozumieć moje w niej miejsce (to, że nie ja jestem w niej najważniejszy, tylko Chrystus).

Ksiądz napisał doktorat na temat myśli teologicznej Josepha Ratzingera, dzisiejszego papieża Benedykta XVI. Czym jego nauczanie różni się od nauczania bł. Jana Pawła II ?

Nie rozdzielałbym tych dwóch pontyfikatów. Choć oczywiście pewne różnice są widoczne gołym okiem. Obecny papież to wytrawny teolog, posiadający niezwykły dar przypominania i naświetlania najbardziej znaczących dla naszej tożsamości prawd wiary. Wspólne dla obu papieży jest przekonanie o konieczności prymatu prawdy. Benedykt XVI podkreśla konieczność prymatu Boga, akcentując bardziej ten aspekt, niż to miało miejsce w poprzednim pontyfikacie, gdzie bardziej był akcentowany aspekt antropologiczny, charakterystyczny dla sposobu prowadzenia łodzi Piotrowej przez Jana Pawła II. Trzeba jednak podkreślić, że obydwa aspekty, teologiczny i antropologiczny, muszą iść ze sobą w parze, tak jak przykazanie miłości Boga i bliźniego, choć z pewnością trzeba pamiętać, że Bóg jest pierwszy. Benedykt XVI, podobnie jak jego poprzednik - choć w inny sposób - wzywa świat do szukania prawdy z odwagą, zaś chrześcijan do tego, by dawali o niej świadectwo, by sami poznając ją za pośrednictwem liturgii, wskazywali innym drogę do szczęścia, którym jest zjednoczenie z Bogiem w Chrystusie.

Źródło informacji: NOWY RUCH LITURGICZNY

‎"Nie było wspólnej modlitwy w Asyżu. No, ale była w przeddzień, w diecezji Savoie we Francji u bp. Filipa Ballot'a"

Z księgarskiej półki c.d.

x. prał. Nicola Bux

JAK CHODZIĆ NA MSZĘ

I NIE STRACIĆ WIARY


Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 2011
ISBN: 978-83-7422-379-9
format: 140x210, ss. 226, oprawa: miękka, cena: 24,90 zł
do nabycia w księgarni internetowej Sanctus.pl

Czyżby uczestnictwo w Eucharystii miało dziś być tak niebezpieczne, że może grozić utratą wiary? Co skłania do stawiania tak odważnej tezy? Jak sugeruje autor niniejszej książki: „Chrześcijańska liturgia poddawana jest w naszej epoce wysublimowanej postaci gwałtu. Jej obrzędy i symbole poddawane są desakralizacji. Zastępowane są świeckimi gestami”.

Nicola Bux staje w obronie prawdziwego ducha liturgii, wskazując na istotny sens odnowy, krytykując z żarliwym uporem wszelkie niewłaściwe tendencje i praktyki, które przekreślają sacrum liturgii. Jednocześnie odpowiada na, wydawać by się mogło, podstawowe pytania: Kiedy została odprawiona pierwsza Msza Święta? Jak powinien wyglądać kościół? Czy współczesna muzyka i sztuka sakralna nie są przesiąknięte kiczem? Czy można Mszę Świętą odprawiać „po swojemu”? Co to jest puryfikaterz? Co symbolizują kolory szat liturgicznych? Wszystkie swoje rozważania autor popiera dokumentami Kościoła katolickiego, a w szczególności nauczaniem Benedykta XVI.

Nicola Bux – duchowny katolicki, profesor liturgiki i sakramentologii w Instytucie Teologii Ekumeniczno-Patrystycznej w Bari. Jest konsultantem Kongregacji Nauki Wiary i Kongregacji ds. Świętych oraz Urzędu Papieskich Celebracji Liturgicznych, a także autorem licznych publikacji, m.in. Il Signore dei Misteri, Eucaristia e relativismo, Cantagalli.

"Nóż chirurga niczego nie zmienia" - świadectwo transseksualisty



Urodził się jako Walt Heyer. Potem stał się Laurą. Po zmianie płci zaczął żałować tego, co się stało. - Byłem przekonany, że nóż chirurga nie jest w stanie z mężczyzny zamienić mnie w kobietę, operacja była po prostu oszustwem - wspomina Walt. Portal Fronda.pl publikuje niezwykłe świadectwo nawróconego transeksualisty.

Walt Heyer, dorastał w połowie lat czterdziestych w Kalifornii. Jak typowy chłopiec, interesował się kowbojami i samochodami, ale pewnego dnia jego babci zdawało się, że dziecko woli być... dziewczynką. Podarowała mu elegancką fioletową sukienkę, która musiał nosić, kiedy odwiedzała go babcia.

Walt opowiada, że tak właśnie zaczęła się, trwająca 35 lat „droga udręki, rozczarowania, żalu i smutku”. Zaburzenia tożsamości płciowej doprowadziły mężczyznę do uzależnienia od alkoholu, narkotyków i kilku prób samobójczych. Heyer w końcu poddał się operacji, która miała nadać mu kobiecy wygląd, czego dziś głęboko żałuje.

W wydanej w 2006 roku książce „Trading my Sorrows” Walt wspomina, że przebieranie w sukienkę od babci było tylko jednym z elementów, które doprowadziły do tego, że zaczął wstydzić się, że jest mężczyzną. Opowiada, jak był wykorzystywany seksualnie przez swojego wujka i o surowej dyscyplinie ojca, którą trudna było odróżnić od fizycznego znęcania. - Nie potrafiłem być takim chłopcem, jakiego oczekiwał mój tata – wyznaje Heyer i dodaje, że nigdy nie był w stanie wystarczająco zadowolić swoich rodziców.

Walt wspomina, że przebieranie w dziewczęce ubranka stało się dla niego ucieczką, rzeczywistością, w której czuł się bezpieczny. Najpierw starał się to ukrywać przed rodzicami, ale z czasem coraz bardziej czuł się dziewczyną. Mimo że wciąż oglądał się za fajnymi samochodami i ładnymi dziewczynami, to obsesją stała się myśl o przemianie w kobietę. Po ukończeniu szkoły średniej wyprowadził się od rodziców, żeby bez skrępowania móc przebierać się w damskie ubrania.

Heyer szybko wzbogacił się, znalazł żonę, pozornie wiódł szczęśliwe życie. Ale myśl o „kobiecie uwięzionej w jego ciele” nie dawała mu spokoju. Zaczął pić, ale to tylko spotęgowało jego frustracje. W jego wspomnieniach powraca „dziewczyna siedząca w jego głowie”, która domaga się coraz większej ekspresji. Walt zaczął pokładać swoje ostatnie nadzieje w operacyjnej zmianie płci.

Najpierw mężczyzna przeszedł operację plastyczną wszczepienia biustu. Następnie były procedury, których dziś żałuje najbardziej – transformacja męskich genitaliów na te, przypominające wyglądem żeńskie organy rozrodcze.

Walt liczył, że po operacji ustąpią jego lęki, frustracje i niepokoje, że skończy się wyniszczający go od dziecka stres. Ale po operacji Walt stał się polem bitwy sprzecznych myśli i pragnień, które stały się przyczyną jeszcze większych frustracji i dysonansu. Z każdym dniem Heyer coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że operacja była wielkim błędem. Próbując jakoś pokonać swój egzystencjalny ból, Walt coraz bardziej uzależnił się od alkoholu i kokainy. Był przekonany, że nóż chirurga nie jest w stanie z mężczyzny zamienić go w kobietę, a operacja była po prostu oszustwem. Wprawdzie czuł, że nie miał innego wyboru, ale żyjąc jako kobieta, czuł się oszustem.

Heyer sięgnął dna. Operacja zniszczyła jego tożsamość, rozbiła rodzinę, krąg przyjaciół, karierę. Czuł, że nie czeka go nic, prócz śmierci. Próbował popełnić samobójstwo. Bez domu i bez gorsza niechybnie trafiłby na ulicę, gdyby nie obcy człowiek, który zaoferował mu miejsce do spania w swoim garażu. Zachęcił go również do skorzystania z pomocy grupy Anonimowych Alkoholików.

Walt coraz bardziej przekonywał się, że tak naprawdę zawsze był mężczyzną, a zmiana płci była po prostu maskaradą. - Byłem świadomy tego, że stałem się wrakiem człowieka, zniekształconym przez własne wybory. Alkohol, narkotyki, chirurgia uczyniły mnie niepotrzebnym nikomu – wspomina.

Dzięki pomocy kilku przyjaciół, Heyer rozpoczął podróż w kierunku uzdrowienia i odkrycia swojej prawdziwej tożsamości. Zdawał sobie sprawę, że kluczem do wygrania bitwy jest całkowita trzeźwość. Wyrzucił butelki z alkoholem i zwrócił się do Jezusa – nowego źródła swojej siły. Podczas jednej z modlitw zobaczył Chrystusa, który obejmuje go i mówi: „Od teraz, razem ze Mną, jesteś zawsze bezpieczny”. Walt był przekonany, że znalazł pokój i uzdrowienie, którego tak bardzo pragnął.

Heyer na koniec chce przekonać wszystkich, którzy zmagają się ze swoją tożsamością jako kobieta czy mężczyzna, że chirurgia nie jest żadnym rozwiązaniem. Radzi znaleźć dobrego psychologa czy psychoterapeutę, który pomoże odnaleźć przyczyny pojawiających się pragnień, które często mogą tkwić gdzieś głęboko, w dzieciństwie. Zapewnia, że gdyby tylko mógł cofnąć czas, zrobiłby wszystko, żeby uniknąć operacji.

- Każdy zabieg medyczny – genetyczny, hormonalny, chirurgiczny – który dokonuje ewentualnej korekty i gwarantuje danej osobie osiągnięcie pełni rozwoju pod względem płciowym, zasługuje na pochwałę – przypomina na łamach najnowszego „Don Bosco” ks. Paweł Bortkiewicz. Brzmi szokująco? Na pierwszy rzut oka tak, ale słowa duchownego odnoszą się do osób obciążonych jakąś wadą genetyczną, cierpiących na obojnactwo albo niedorozwój cech płciowych.

Ta zasada przestaje funkcjonować w przypadku transseksualistów. - Osoby przeżywające swoisty kryzys tożsamości i domagające się zmiany płci, to osoby jednoznacznie określone pod względem biologicznym – ich geny określają męskość czy kobiecość osobnika – przypomina ks. Bortkiewicz.

Sedno problemu polega tutaj na przeżywaniu innej płci w psychice. Płeć jest określona, nieokreślone jest jej przeżywanie. - Można zatem się zastanowić najprościej – czy jest sensowna zmiana tego, co jest, czy bardziej uzasadnione nie jest leczenie psychiki? Co usprawiedliwia radykalną, a zarazem fikcyjną interwencję w naturę biologiczną człowieka? - pyta ks. Bortkiewicz.

Opinię duchownego o „fikcyjnej interwencji” doskonale obrazują wspomnienia Walta Herey'a, który mówi, że po operacyjnej zmianie płci, w ciele kobiety, czuł się jak oszust. Jego niezwykłe świadectwo potwierdza tezę, że zabieg tzw. zmiany płci w żadnym stopniu nie jest leczeniem zaburzeń tożsamości seksualnej, ale wprowadzaniem w psychikę cierpiącego człowieka jeszcze większego zamętu. Ludzkie istnienie - jak przypominał Jan Paweł II w Familiaris consortio - jest „integralną całością”. Z moralnego punktu widzenia niedopuszczalne są zatem jakiekolwiek ingerencje w ten integralny byt.

eMBe/LifeSiteNews/„Don Bosco”

Źródło informacji: FRONDA.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.