______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

piątek, 30 sierpnia 2019

Zapomniane prawdy: (...) taniec nie jest formą wyrażania liturgii chrześcijańskiej



„Także taniec nie jest formą wyrażania liturgii chrześcijańskiej. Około III wieku kręgi gnostycko-doketyckie próbowały wprowadzić go do liturgii. Ukrzyżowanie traktowano tam jako pozór: ciało, którego nigdy tak naprawdę nie przyjął, Chrystus opuścił przed męką. I w ten sposób, skoro Krzyż był tylko pozorem, miejsce liturgii Krzyża mógł zająć taniec. (...) Zatem absolutny nonsens stanowią próby „uatrakcyjniania”liturgii pantomimą, i to wykonywaną w miarę możliwości przez profesjonalne zespoły, co kończy się często (w tej perspektywie całkiem słusznie) aplauzem zgromadzonych. Jeśli w liturgii oklaskuje się ludzkie dokonania, to jest to zawsze ewidentny znak tego, iż całkowicie zagubiono istotę liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki."
kard. Józef Ratzinger

czwartek, 29 sierpnia 2019

Aberracje Liturgiczne cz 127 - Ojciec Antonio i jego wygłupy podczas Mszy Świętej


Wyznanie Wiary Katolickiej według Kodeksu Prawa Kanonicznego



WYZNANIE WIARY KATOLICKIEJ

według Kodeksu Prawa Kanonicznego (1917)

––––––

Ja N. wierzę mocno i wyznaję każdą prawdę z osobna i razem wszystkie prawdy, jakie się zawierają w Składzie Wiary, którego używa święty Kościół Rzymski, to jest:

Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Wierzę w Pana Jezusa Chrystusa, jedynego Syna Bożego, który zrodzon jest z Ojca przed wszystkimi wieki, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego; zrodzony, nie zaś stworzony, współistotny Ojcu, i przez Niego wszystko się stało. Który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia z nieba zstąpił i przyjął ciało za sprawą Ducha Świętego z Maryi Panny, i stał się człowiekiem. Który ukrzyżowany został dla nas pod Ponckim Piłatem, umęczony i pogrzebiony, i trzeciego dnia zmartwychwstał według Pisma, wstąpił na niebiosa, siedzi na prawicy Ojcowskiej, i powtórnie przyjdzie sądzić żywych i umarłych, a królowanie Jego końca mieć nie będzie. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Dawcę łask, który od Ojca i Syna pochodzi, który z Ojcem i Synem jedną cześć i uwielbienie odbiera, który mówił przez proroków. Wierzę w Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół. Wyznaję jeden Chrzest na odpuszczenie grzechów; oczekuję wskrzeszenia zmarłych i żywota w wieku przyszłym. Amen.

Ochotnie i ze czcią przyjmuję to, co Apostołowie i Kościół do wierzenia podają, oraz wszystkie tegoż Kościoła zwyczaje i ustawy. Przyjmuję również Pismo święte w tym rozumieniu, jakiego się trzymał i trzyma Kościół święty, matka nasza, do którego należy sąd wydawać o prawdziwym znaczeniu i wykładzie Pisma świętego, i zawsze tylko według jednozgodnego rozumienia Ojców rozumieć je i wykładać będę.

Wyznaję również, że prawdziwie siedem jest istotnych Sakramentów Nowego Zakonu przez Jezusa Chrystusa Pana naszego ustanowionych, że są one potrzebne do zbawienia ludzkiego, choć nie każdy z nich człowiekowi każdemu. Tymi zaś Sakramentami są: Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Pokuta, Ostatnie Namaszczenie, Kapłaństwo i Małżeństwo. Wyznaję, że one udzielają łaski, i że z nich Chrztu, Bierzmowania i Kapłaństwa bez świętokradztwa ponownie przyjmować się nie godzi. Przyznaję też i uznaję zwyczajem uświęcone i zatwierdzone obrzędy Kościoła Katolickiego, używane przy uroczystym sprawowaniu wszystkich wyżej wymienionych Sakramentów.

Wszystko w ogóle i w szczególności, co o grzechu pierworodnym i o usprawiedliwieniu na świętym Soborze Trydenckim określono i wyjaśniono, bez zastrzeżeń przyjmuję.

Wyznaję także, iż we Mszy świętej ofiaruje się Bogu prawdziwą, istotną, błagalną Ofiarę za żywych i umarłych, i że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii jest prawdziwie, rzeczywiście i istotnie Ciało i Krew razem z Duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa; i że się tam przemienia cała istota chleba w Ciało i cała istota wina w Krew, którą to przemianę Kościół Katolicki nazywa przeistoczeniem. Wyznaję też, iż nawet pod jedną tylko postacią przyjmujemy prawdziwie całego Chrystusa i rzeczywisty Sakrament.

Wierzę niezachwianie, że jest Czyściec, i że duszom tam zatrzymanym pomagać może wstawiennictwo wiernych. Wierzę również, iż Świętych w niebie czcić i wzywać należy, że oni modlitwy za nas Bogu zanoszą, że Relikwie ich należy szanować. Uznaję, iż obrazy Chrystusa Pana, Najświętszej Panny, Matki Bożej, i innych Świętych mieć i zachowywać trzeba, oraz oddawać im należną cześć i poszanowanie. Uznaję też, że Chrystus Pan udzielił Kościołowi władzy nadawania Odpustów, i że korzystanie z nich jest bardzo zbawienne dla wiernych.

Uznaję Święty, Katolicki i Apostolski Kościół Rzymski za matkę i mistrzynię wszystkich Kościołów, a Biskupowi Rzymskiemu, następcy świętego Piotra, Księcia Apostołów, jako Namiestnikowi Jezusa Chrystusa, ślubuję i przyrzekam prawdziwe posłuszeństwo.

Wszystko również, co przez święte kanony i sobory powszechne, a zwłaszcza przez święty Sobór Trydencki i Sobór Watykański zostało podane, określone i wyjaśnione, a w szczególności o najwyższym zwierzchnictwie Biskupa Rzymskiego i o nieomylnym jego nauczycielstwie, bez zastrzeżeń przyjmuję i wyznaję; żadnych natomiast przeciwnych twierdzeń i kacerstw, przez Kościół nie uznanych, odrzuconych i potępionych, ja także nie uznaję, odrzucając je i potępiając.

Ja N. obiecuję, przyrzekam i zaręczam, że tę prawdziwą wiarę katolicką, poza którą nikt zbawionym być nie może, a którą ja teraz dobrowolnie wyznaję i prawdziwie w sercu swoim żywię, całkowicie i nieskażenie aż do ostatniego tchu życia, przy pomocy Bożej, stale chować i wyznawać będę; nadto wedle sił swoich starać się będę, aby moi podwładni i ci, o których piecza do mnie z obowiązku ma należeć, tę wiarę zachowywali, głosili i jej nauczali.

Tak niech mi pomoże Bóg i ta święta Jego Ewangelia.

––––––––

Rituale Romanum Pauli V Pontificis Maximi jussu editum aliorumque Pontificum cura recognitum atque auctoritate ss.mi D. N. Pii Papae XI ad normam Codicis Juris Canonici accomodatum, ecclesiis Poloniae adaptatum et ab eodem ss.mo D. N. Pio Papa XI approbatum. Editio typica. Katoviciis. Typis officinae typographicae Catholicae MDCCCCXXVII (1927), p. 664-667.

Deklaracja dotycząca prawd odnoszących się do niektórych błędów najbardziej rozpowszechnionych w życiu Kościoła naszych czasów


Kościół Boga żywego, filar i podpora prawdy (por. 1 Tm 3,15)

Deklaracja dotycząca prawd
odnoszących się do niektórych błędów najbardziej rozpowszechnionych
w życiu Kościoła naszych czasów


Podstawy wiary

1. Prawidłowy sens wyrażeń „żywa tradycja”, „żywe Magisterium”, „hermeneutyka ciągłości” czy „rozwój doktryny” jest taki, że bez względu na to, jak nowe byłoby rozumienie depozytu wiary, nie może ono być przeciwne temu, co Kościół zawsze podawał do wierzenia w tej samej nauce, w tym samym znaczeniu i w tym samym sformułowaniu (por. Sobór Watykański I, Dei Filius, sesja 3, rozdział4:„in eodem dogmate, eodem sensu, eademque sententia”).

2. Znaczenie formuł dogmatycznych „pozostaje w Kościele prawdziwe i stałe, nawet wtedy, gdy jest głębiej wyjaśniane i pełniej rozumiane”. A zatem błędem jest twierdzić, że po pierwsze „formuły dogmatyczne (lub jakiś ich rodzaj) nie mogłyby dokładnie wyrażać prawdy, lecz tylko w jej zamiennych przybliżeniach, które są w jakiś sposób jej zniekształceniami lub podlegają zmianie”, po drugie „wspomniane formuły wyrażają prawdę w sposób nieokreślony, i dlatego należy jej ciągle szukać przy pomocy owych przybliżeń”. Dlatego też „kto przyjmowałby taką opinię, nie może uchronić się przed relatywizmem dogmatycznym i zniekształcałby pojęcie nieomylności Kościoła, dotyczącej jednoznacznego nauczania i przyjmowania prawdy” (Święta Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja o katolickiej doktrynie o Kościele przeciw niektórym współczesnym błędom Mysterium Ecclesiae, nr 5).

Wyznanie Wiary

3. „Królestwo Boże, mające tu na ziemi początek w Kościele Chrystusowym, nie jest z tego świata, którego kształt przemija, i że wzrostu tego królestwa nie można uważać za to samo co postęp kultury ludzkiej czy też wiedzy lub techniki; lecz że wzrost ten dotyczy wprost coraz głębszego poznawania niedościgłych bogactw Chrystusowych coraz usilniejszego pokładania nadziei w dobrach Wiecznych, coraz żarliwszego odpowiadania na miłość Bożą i wreszcie coraz obfitszego szerzenia się między ludźmi łaski i świętości. (…) Usilnej troski, z jaką Kościół, oblubienica Chrystusowa, odnosi się do potrzeb ludzkich, do ich radości i oczekiwań, boleści i trudów, nie należy poczytywać za nic innego jak za gorące pragnienie towarzyszenia im, aby oświecać ich światłem Chrystusa i aby gromadzić oraz jednoczyć wszystkich w Nim, jedynym ich Zbawicielu. Nigdy zaś nie należy pojmować tej troskliwości w tym sensie, jak gdyby Kościół upodabniał się do spraw tego świata albo jakby słabnął w samym zapale, z jakim wyczekuje Pana i Jego wiekuistego królestwa” (Paweł VI, List apostolski Solemni hac liturgia (Wyznanie wiary Ludu Bożego), 27) Zatem fałszywe jest twierdzenie o tym, że Bóg będzie uwielbiony głównie przez poprawę doczesnych i ziemskich warunków życia ludzkości.

4. Po ustanowieniu Nowego i Wiecznego Przymierza w Jezusie Chrystusie nikt nie może być zbawiony jedynie przez posPodstawy wiaryłuszeństwo prawu Mojżesza bez wiary w Chrystusa jako prawdziwego Boga i jedynego Zbawiciela ludzkości (por. Rz 3,28; Ga 2,16).

5. Muzułmanie i wszyscy, którzy nie mają wiary w Jezusa Chrystusa, Boga i człowieka, nawet jeśli są monoteistami, nie oddają chwały Bogu w taki sposób, w jaki czynią to chrześcijanie, którzy otrzymawszy Ducha przybranego synostwa (por. Rz 8, 15) sprawują nadprzyrodzony kult w Duchu i w Prawdzie (por. J 4,24; Ef 2,8).

6. Duchowości i religie promujące jakiegokolwiek rodzaju bałwochwalstwo lub panteizm nie mogą być uważane, ani za „nasiona”, ani za „owoce” Boskiego Logosu, ponieważ są one oszustwem stojącym na przeszkodzie ewangelizacji i wiecznemu zbawieniu ich zwolenników zgodnie z tym, co naucza Pismo Święte: „niewiernych, których umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga” (2 Kor 4, 4).

7. Zgodnie z zasadami prawdziwego ekumenizmu niekatolicy muszą przystąpić do tej jedności, którą Kościół katolicki już posiada w taki sposób, że nie może być ona utracona, gdyż jest ona owocem niewątpliwie wysłuchanej przez Ojca modlitwy Chrystusa – „aby byli jedno” (J 17,11). Jedność tę wyznaje się w Symbolu wiary, „Wierzę w jeden Kościół”. Ekumenizm zatem nie może dążyć do ustanowienia nowego zjednoczonego Kościoła, który jeszcze nie istnieje.

8. Piekło istnieje, a ci, którzy są na nie skazani za którykolwiek nie odpokutowany grzech śmiertelny, są potępieni na wieki przez boską sprawiedliwość (por. Mt 25,46). Zgodnie z nauką Pisma Świętego nie tylko upadłe anioły, ale także dusze ludzkie są potępione na wieki (por. 2 Tes 1,9; 2 Pt 3,3). Co więcej, potępione na wieki ludzkie istoty nie zostaną unicestwione, ponieważ ich dusze zgodnie z nieomylnym nauczaniem Kościoła są nieśmiertelne (por. V Sobór Laterański, sesja 8).

9. Religia będąca owocem wiary w Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego i jedynego Zbawiciela ludzkości, jest jedyną religią chcianą przez Boga pozytywnym aktem woli. Twierdzenie, że Bóg pragnie różnorodności religii tak jak pragnie zróżnicowania płciowego ludzkości na płeć męską i żeńską oraz wielości narodów jest błędną opinią.

10. „Nasza religia [chrześcijańska] rzeczywiście tworzy prawdziwe i żywe obcowanie z Bogiem, jakiego inne religie dać nie mogą, chociażby, że tak powiemy, wyciągały swe ramiona do nieba” (Paweł VI, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi, 53).

11. Dar wolnej woli, którym Bóg Stwórca obdarzył osobę ludzką, daje człowiekowi naturalne prawo wyboru jedynie dobra i prawdy. Nikt nie ma zatem naturalnego prawa do obrażania Boga poprzez wybór zła moralnego lub religijnego błędu, jakim jest bałwochwalstwo, bluźnierstwo lub inny formy fałszywej religii.

Prawo Boże

12. Usprawiedliwiona osoba ludzka ma dzięki pomocy łaski Bożej wystarczającą moc, aby wypełnić obiektywne wymagania Prawa Bożego, ponieważ wszystkie przykazania Boże są możliwe do wypełnienia dla usprawiedliwionego. Łaska Boża, kiedy usprawiedliwia grzesznika, z samej swej natury skutkuje odwróceniem się od każdego grzechu ciężkiego (por. Sobór Trydencki, sesja 6, dekret o usprawiedliwieniu, rozdział 11; 13).

13. „Wierni mają obowiązek uznawać i zachowywać szczegółowe normy moralne, ogłoszone i nauczane przez Kościół w imię Boga, Stwórcy i Pana. (…) Miłość Boga i miłość bliźniego jest nieodłączna od zachowywania przykazań Przymierza odnowionego przez krew Chrystusa i przez dar Ducha Świętego” (Jan Paweł II, Encyklika Veritatis splendor, 76). Zgodnie z nauką tej samej encykliki za błędną należy uznać opinię tych, którzy „przypisują sobie zdolność usprawiedliwienia – to znaczy uznania za moralnie dobre – świadomych decyzji, które prowadzą do czynów sprzecznych z przykazaniami prawa Bożego i naturalnego. [Zatem] teorie te nie mogą powoływać się na tradycję katolickiej moralności.” (tamże)

14. Wszystkie przykazania Boże są równie sprawiedliwe i miłosierne. Błędem jest zatem uważać, że człowiek będąc posłuszny Boskiemu zakazowi – na przykład co do szóstego przykazania, które zakazuje cudzołóstwa – może grzeszyć przeciwko Bogu tym właśnie aktem posłuszeństwa, wyrządzić sobie krzywdę lub grzeszyć przeciwko bliźniemu.

15. „Żadna okoliczność, żaden cel, żadne prawo na świecie nigdy nie będą mogły uczynić godziwym aktu, który sam w sobie jest niegodziwy, ponieważ sprzeciwia się Prawu Bożemu, zapisanemu w sercu każdego człowieka, poznawalnemu przez sam rozum i głoszonemu przez Kościół.” (Jan Paweł II, Encyklika Evangelium vitae, 62). Istnieją zasady moralne i prawdy moralne zawarte w boskim objawieniu i prawie naturalnym, które obejmują zakazy całkowicie zabraniające pewnego rodzaju aktów, ponieważ akty te są zawsze wielką niegodziwością ze względu na ich przedmiot. Dlatego twierdzenie, że dobra intencja lub dobry skutek jest lub może być wystarczająca, aby usprawiedliwić dokonanie takiego czynu, jest błędna (por. Sobór Trydencki, sesja 6 o usprawiedliwieniu, kanon 15, Jan Paweł II, Adhortacja Apostolska Reconciliatio et Paenitentia, 17; Encyklika Veritatis splendor, 80).

16. Kobiecie, w której łonie poczęło się dziecko, prawo Boże i prawo naturalne zakazuje zabicia obecnego w tym łonie ludzkiego życia niezależnie od tego czy zrobiłaby to sama, czy z pomocą innych w sposób zamierzony czy niezamierzony (Jan Paweł II, Encyklika Evangelium vitae, 62).

17. Procedury, które powodują zapłodnienie poza macicą, są „nie do przyjęcia z punktu widzenia moralnego, ponieważ oddzielają prokreację od prawdziwie ludzkiego kontekstu aktu małżeńskiego” (Jan Paweł II, Encyklika Evangelium vitae, 14).

18. Żaden człowiek nie może moralne usprawiedliwić ani nie może zostać moralnie upoważniony do tego, by w imię uniknięcia doczesnego cierpienia zadać sobie śmierć lub pozwolić, aby inni go uśmiercili. „Eutanazja jest poważnym naruszeniem Prawa Bożego jako moralnie niedopuszczalne dobrowolne zabójstwo osoby ludzkiej. Doktryna ta jest oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne” (Jan Paweł II, Encyklika Evangelium vitae, 65).

19. Małżeństwo z woli Bożej i z prawa naturalnego jest nierozerwalnym związkiem mężczyzny i kobiety (por. Rdz 2,24; Mk 10, 7-9, Ef 5,31-32). „Z samej zaś natury swojej instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska nastawione są na rodzenie i wychowanie potomstwa, co stanowi jej jakby szczytowe uwieńczenie” (Sobór Watykański II, Gaudium et spes, 48).

20. Zgodnie z prawem naturalnym i prawem Bożym żaden człowiek nie może bez popadania w grzech dobrowolnie korzystać ze swojego potencjału seksualnego, to jest wzbudzać pożądania seksualnego, poza ważnie zawartym małżeństwem. Dlatego jest sprzeczne z Pismem Świętym i Tradycją twierdzić, że sumienie może w sposób prawdziwy i słuszny uznać akty płciowe spełniane przez osoby cywilnie ze sobą związane, gdy jeden z nich lub oboje pozostają związani sakramentalnie z inną osobą, za moralnie usprawiedliwione, a nawet, że Bóg oczekuje lub nawet nakazuje takie akty (por. 1 Kor 7,11; Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Familiaris consortio, 84) .

21. Prawo naturalne i prawo Boże zakazuje „wszelkiego działania, które – bądź to w przewidywaniu zbliżenia małżeńskiego, bądź podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków – miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego” (Paweł VI, Encyklika Humanae vitae, 14).

22. Kto rozwiódłszy się cywilnie z ważnie poślubionym małżonkiem, zawarł cywilne małżeństwo z inną osobą, chociaż jego małżonek żyje oraz żyje more uxorio ze swoim cywilnym partnerem i decyduje się pozostać w tym związku z pełną świadomością natury swego aktu i przy pełnej zgodzie woli na ten akt, znajduje się w stanie grzechu śmiertelnego, a zatem nie może otrzymać łaski uświęcającej i wzrastać w miłości. Dlatego tacy chrześcijanie, jeśli nie żyją jak „brat z siostrą”, nie mogą przyjmować Komunii Świętej (Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Familiaris consortio, 84).

23. Dwie osoby tej samej płci grzeszą ciężko, gdy dążą do przyjemności seksualnej płynącej z obcowania ze sobą (por. Kpł 18,22, Kpł 20,13, Rz 1,24-28, 1 Kor 6,9-10, 1 Tm 1,10; Jk 7). Akty homoseksualne „w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (Katechizm Kościoła Katolickiego 2357). Dlatego też należy uznać za sprzeczny z prawem naturalnym i z objawieniem Bożym pogląd, zgodnie z którym Bóg Stwórca, niektórym ludziom dał naturalną skłonność do odczuwania pożądania seksualnego osób przeciwnej płci, a innym dał naturalną skłonność do odczuwania pożądania seksualnego osób tej samej płci i że Bóg chce, aby ta skłonność w pewnych okolicznościach była realizowana.

24. Prawo ludzkie lub jakakolwiek inna władza ludzka ze względu na to, że jest to sprzeczne z prawem naturalnym i Bożym, nie może dać dwóm osobom tej samej płci prawa do zawierania małżeństwa, a także może ogłaszać, że dwie osoby tej samej płci stają małżeństwem. „W planie Stwórcy komplementarność płci i płodność należą więc do samej natury instytucji małżeństwa” (Kongregacja Nauki Wiary, Uwagi dotyczące projektów legalizacji związków między osobami homoseksualnymi, 3 czerwca 2002, 3).

25. Związki, które noszą nazwę małżeństwa, lecz nim nie są w rzeczywistości, nie są w stanie otrzymać błogosławieństwa Kościoła, ponieważ jest to sprzeczne z prawem naturalnym i prawem Bożym.

26. Władza cywilna nie może ustanawiać związków cywilnych lub prawnych między dwiema osobami tej samej płci, które wyraźnie naśladowałyby związek małżeński, nawet jeśli takie związki nie otrzymują nazwy małżeństwa, ponieważ takie związki zachęcałyby do ciężkiego grzechu osoby, które je tworzą i a dla innych stałyby się przyczyną poważnych skandali (por. Kongregacja Nauki Wiary, Uwagi dotyczące projektów legalizacji związków między osobami homoseksualnymi, 3 czerwca 2003, 11).

27. Płeć męska i żeńska, „bycie mężczyzną”, „bycie kobietą” są rzeczywistościami biologicznymi, stworzonymi przez mądrą wolę Bożą (por. Rdz 1,27, Katechizm Kościoła Katolickiego 369). Jest zatem buntem przeciwko prawu naturalnemu i prawu Bożemu oraz grzechem ciężkim, gdy mężczyzna okaleczając się stanie się kobietą lub też zwyczajnie ogłosi się kobietą lub gdy kobieta stanie się mężczyzną czy też, gdy władza cywilna uznaje za swój obowiązek lub prawo działać tak, jakby takie rzeczy były lub mogły być możliwe i uzasadnione (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2297).

28. Zgodnie z Pismem Świętym i stałą tradycją Magisterium zwyczajnego i powszechnego Kościół nie popełnił błędu nauczając, że władza cywilna może zgodnie z prawem moralnym wykonywać karę śmierci na złoczyńcach, gdy jest to naprawdę konieczne dla zachowania istnienia lub słusznego porządku społecznego (por. Rdz 9,6, J 19,11, Rz 13,1-7, Innocenty III, Professio fidei Waldensibus praescripta; Katechizm rzymski Soboru Trydenckiego, część III, 5, nr 4, Pius XII, Przemówienie do członków Stowarzyszenia Katolickich Prawników Włoskich, 5 grudnia 1954).

29. Każda władza tak na ziemi, jak w niebie należy do Jezusa Chrystusa, dlatego społeczności ludzkie i wszystkie inne stowarzyszenia ludzi podlegają jego królewskiej władzy, a „obowiązek oddawania Bogu prawdziwej czci odnosi się do człowieka w wymiarze indywidualnym i społecznym” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2105; por. Pius XI, Encyklika Quas primas, 18-19; 32).

Sakramenty

30. W Najświętszym Sakramencie Eucharystii dokonuje się cudowna przemiana, a więc całej substancji chleba w Ciało Chrystusa i całej substancji wina w Jego Krew. Przemianę tę Kościół katolicki nazywa bardzo trafnie i właściwie przeistoczeniem (por. IV Sobór Laterański, rozdział 1, Sobór Trydencki, sesja 13, rozdział 4). „A wszelkie tłumaczenia teologów, które starają się nieco rozumieć tę tajemnicę, aby zgodne były z wiarą katolicką, powinny niewzruszenie utrzymywać, że niezależnie od naszej świadomości chleb i wino po konsekracji rzeczywiście przestają istnieć, tak że po niej godne uwielbienia Ciało i Krew Pana Jezusa są prawdziwie przed nami obecne pod postaciami sakramentalnymi chleba i wina” (Paweł VI, List apostolski Solemni hac liturgia (Wyznanie wiary Ludu Bożego), 25).

31. Sformułowanie, za pomocą którego Sobór Trydencki wyraził wiarę Kościoła w Najświętszą Eucharystię, jest odpowiednie dla ludzi wszystkich czasów i miejsc, ponieważ jest ono nauczaniem wciąż aktualnym (por. Jan Paweł II, Encyklika Ecclesia de Eucharistia, 15).

32. We Mszy Świętej jest składana Trójcy Przenajświętszej prawdziwa i właściwa ofiara. Jest to ofiara przebłagalna, która jest skuteczna zarówno dla żyjących na ziemi, jak dla dusz w czyśćcu. Błędem jest zatem twierdzenie, że ofiara Mszy św. polega po prostu na tym, że lud składa duchową ofiarę z modlitw i z uwielbienia, a także, że Msza może lub powinna być definiowana jako Chrystus dający się wiernym jako pokarm duchowy (por. Sobór Trydencki, sesja 12, rozdział 2).

33. „Msza, którą odprawia kapłan w zastępstwie Chrystusa mocą władzy otrzymanej przez sakrament kapłaństwa, i która ofiarowana jest przez niego w imieniu Chrystusa oraz członków Jego Mistycznego Ciała, jest rzeczywiście ofiarą Kalwarii, która uobecnia się sakramentalnie na naszych ołtarzach. Wierzymy, że tak jak chleb i wino konsekrowane przez Pana podczas Ostatniej Wieczerzy przemieniły się w Ciało Jego i w Jego Krew, które niebawem miały być za nas na krzyżu ofiarowane, również chleb i wino konsekrowane przez kapłana przemieniają się w Ciało i Krew Chrystusa zasiadającego w chwale niebieskiej. Wierzymy, że tajemna obecność Pana pod postacią tych rzeczy, które naszym zmysłom w dalszym ciągu okazują się takimi jak przedtem, jest prawdziwa, rzeczywista i substancjalna” (Paweł VI, List apostolski Solemni hac liturgia (Wyznanie wiary Ludu Bożego), 24).

34. „Bezkrwawa Ofiara, dzięki której, po wymówieniu słów konsekracji, Chrystus przybywa na ołtarz jako żertwa, jest dziełem samego kapłana jako przedstawiciela osoby Chrystusa, a nie jako przedstawiciela wiernych. (…) Że wierni składają Ofiarę przez ręce kapłana, wynika jasno z tego, że kapłan przy ołtarzu zastępuje osobę Chrystusa ofiarującego jako Głowa w imieniu wszystkich członków. (…) Natomiast stwierdzenie, że lud ofiaruje wraz z kapłanem nie oznacza, jakoby członki Kościoła dopełniały tak samo jak kapłan widzialnego obrzędu liturgicznego, co wyłącznie jest rzeczą kapłana do tego przez Boga powołanego, ale oznacza, że lud swe wyrazy uwielbienia, prośby, zadośćuczynienia i dziękczynienia jednoczy z wyrazami, czyli intencjami kapłana – a nawet Najwyższego Kapłana, w tym celu, aby one w samym ofiarowaniu żertwy zostały również przez zewnętrzny obrzęd kapłana przedstawione Bogu Ojcu. (Pius XII, Encyklika Mediator Dei, 92).

35. Sakrament Pokuty jest jedynym zwyczajnym środkiem, przez który można otrzymać odpuszczenie grzechów ciężkich popełnionych po Chrzcie św. i na mocy prawa Bożego wszystkie te grzechy muszą być wyznane co do liczby i co do rodzaju (por. Sobór Trydencki, sesja 14, kanon 7).

36. Na mocy prawa Bożego spowiednik bez względu na jakiegokolwiek powód nie może naruszyć tajemnicy sakramentu Pokuty; ponadto żadna władza kościelna nie ma prawa zwalniać go z tajemnicy sakramentalnej, a władza cywilna nie ma prawa zmuszać go do jej naruszenia (por. Kodeks prawa kanonicznego z roku 1983, kanon 1388 § 1; Katechizm Kościoła Katolickiego 1467).

37. Na mocy woli Chrystusa i w zgodzie z niezmienną tradycją Kościoła Komunia święta nie może być udzielona tym, którzy trwają w publicznie wiadomym stanie grzechu obiektywnie ciężkiego, a sakramentalne rozgrzeszenie nie może być udzielone tym, którzy wyrażają niechęć do przestrzegania prawa Bożego, nawet jeśli ta niechęć odnosi się chociażby do jednej tylko poważnej materii (cfr. Sobór Trydencki, sesja 14, kanon 4; Jan Paweł II, List do Kardynała William W. Bauma, 22 marca 1996).

38. Zgodnie ze stałą tradycją Kościoła nie można udzielić Komunii św. tym, którzy zaprzeczają którejkolwiek prawdzie wiary katolickiej wyznając formalnie przynależność do heretyckiej lub schizmatyckiej wspólnoty chrześcijańskiej (cfr. Kodeks Prawa Kanonicznego, kanon 915; 1364).

39. Prawo, zgodnie z którym kapłani są zobowiązani do przestrzegania pełnej wstrzemięźliwości celibatu, wypływa z przykładu Jezusa Chrystusa i należy do niepamiętnej i apostolskiej tradycji poświadczonej stałym świadectwem Ojców Kościoła i Rzymskich Biskupów i dlatego w Kościele Rzymskim zarówno na poziomie regionalnym, jak i uniwersalnym nie należy znosić tego prawa poprzez wprowadzenie novum w postaci opcjonalnego celibatu kapłańskiego. Odwieczne i ważne świadectwo Kościoła potwierdza, że zobowiązanie do wstrzemięźliwości kapłańskiej „nie jest nowym przykazaniem, lecz że zostało ono przypomniane, ponieważ zostało przez niektórych zaniedbane przez ignorancję i lenistwo. Przykazanie to jednak pochodzi od Apostołów i zostało ustanowione przez Ojców zgodnie ze słowami: „bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu” (2 Tes 2,15). Tymczasem liczni są ci, którzy zlekceważyli nakazy naszych poprzedników, naruszyli czystość Kościoła poprzez własną zarozumiałość i dostosowali się do woli ludu, nie bojąc się sądu Bożego” (Papież Syrycjusz, Dekret Cum in unum z roku 386, kanon 1).

40. Z woli Chrystusa i z Boskiego ustanowienia Kościoła tylko mężczyźni ochrzczeni (viri) mogą otrzymać sakrament święceń, zarówno w stopniu episkopatu, jak i prezbiteratu i diakonatu (por. Jan Paweł II, List apostolski Ordinatio Sacerdotalis, 4). Co więcej, twierdzenie, że tylko Sobór Ekumeniczny może zdefiniować tę sprawę, jest błędne, ponieważ autorytet nauczania soboru ekumenicznego nie jest większy od autorytetu nauczania Biskupa Rzymu (por. V Sobór Laterański sesja 11; Sobór Watykański I, sesja 4, rozdział 3).

31 maja 2019

Kardynal Raymond Leo Burke, Patron Suwerennego Zakonu Maltańskiego
Kardynal Janis Pujats, Arcybiskup emerytowany Rygi
Tomash Peta, Arcybiskup Metropolita Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie
Jan Pawel Lenga, Arcybiskup-biskup emerytowany Karagandy
Athanasius Schneider, Biskup pomocniczy Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie

Źródło informacji: pch24.pl & Templum Christi

wtorek, 27 sierpnia 2019

Ks. dr Gregory Hesse: Kryminał wokół II Soboru Watykańskiego


Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Tajemnica Maryi


o. R Bernard OP


TAJEMNICA MARYI

Macierzyństwo łaski Najświętszej Panny

JEGO PODSTAWY I WIELKIE ZADANIA


Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15,4 Mb)
__________

O. R. Bernard O. P., Tajemnica Marji. Macierzyństwo łaski Najświętszej Panny, jego podstawy i wielkie zadania. Przełożyła z francuskiego: S. M. Monika, niepokalanka. Lwów 1936. Wydawnictwo oo. Dominikanów, str. 536.

Ks. dr Maciej Sieniatycki: System modernistów




Modernizm jest dzieckiem najnowszych czasów. Począł się we Francji, stąd rozszerzył się na Włochy, Anglię, w nieznacznej mierze na Niemcy, jeszcze mniej na inne kraje. We Francji głównym przedstawicielem modernizmu jest X. Alfred Loisy, ur. w r. 1857, najpierw proboszcz, potem profesor w Instytucie katolickim w Paryżu, zasuspendowany przez Rzym w r. 1909 i w tym samym roku mianowany przez rząd francuski profesorem w szkole państwowej w College de France. Obok niego, we Francji, z wybitniejszych modernistów księży należy wymienić: Houtin, Laberthonnière, Turmel; ze świeckich: Le Roy, Blondel, Fonsegrive. W Anglii głową modernistów był Jerzy Tyrrel, przez 26 lat Jezuita, poczym wydalony z Zakonu, suspendowany przez Rzym, umarł 11 lipca 1909 r. We Włoszech wysunęli się na czoło ks. Romolo Murri i hr. Antoni Fogazzaro, ten ostatni znany powieściopisarz, autor wziętej na indeks powieści "Il Santo". Niemcy nie mają zbyt głośnych przedstawicieli modernizmu. Zasady modernistyczne głoszą z więcej znanych: Gebert, Schnitzer, Funk, Koch. U nas w Polsce oprócz bałamutnych, z wielkim bombastem, w duchu liberalno-modernistycznym pisanych broszur Antoniego Szecha (O. Wysłouch) objawów modernizmu tak jakby nie było (1). Jak wiadomo, błędy modernistyczne w liczbie 65 zdań zostały potępione w Nowym Syllabusie, dekretem Kongregacji Inkwizycji "Lamentabili", zatwierdzonym przez Piusa X z 14 lipca 1907. Za Syllabusem poszła Encyklika "Pascendi" z 8 września 1907 r. Propaganda modernizmu i po encyklice Pascendi nie ustała, choć niezbyt wielkim cieszy się powodzeniem.

Zdaje się nawet, iż istnieje międzynarodowy związek modernistów. "Berliner Tageblatt" z 2 marca 1910 mówi o Związku Modernistów w Niemczech, świeckich i duchownych, do którego należą reprezentanci wszystkich niemal krajów niemieckich. Od r. 1910 wychodzi w Genewie "Revue moderniste internationale", co by świadczyło o międzynarodowej łączni między modernistami. Po tym krótkim historycznym szkicu modernizmu, przejdźmy do systemu modernistycznego.

* * *

Twórcy modernizmu chcieli pogodzić katolicyzm z nowszymi prądami nauk świeckich. Myśl była chwalebna, ale jej inicjatorzy zapomnieli, że zgoda nie może nastąpić kosztem i ze szkodą religii katolickiej. Przejęci bałwochwalczą czcią dla nowoczesnych prądów naukowych, nie rozróżnili w nich błędu od prawdy, hipotezy od pewnika naukowego, ale przyjęli, bezkrytycznie, wszystko en bloc, za prawdy nienaruszalne, nie podlegające dyskusji, za bezcenną zdobycz nowszych wieków. Na ołtarzu całopalnym tej rzekomej wiedzy nie zawahali się złożyć prawd objawionych, jednej po drugiej.

Podstawy filozoficzne, na których się modernizm opiera, to agnostycyzm, immanencja i ewolucjonizm.

1. Najprzód agnostycyzm. Osnowa apologetyki katolickiej jest mniej więcej taką: Jako przesłanki wiary objawionej udowadnia się argumentami rozumowymi istnienie Boga; następnie możliwość i moralną konieczność objawienia. Religia objawiona legitymuje się faktami nadprzyrodzonymi, przede wszystkim cudami i proroctwami. Chrystus, który się ze swego Boskiego posłannictwa właśnie tak wylegitymował, założył Kościół nieomylny, więc we wszystko, co ten Kościół za prawdy objawione podaje, trzeba bez wahania wierzyć.

Przyszli tymczasem moderniści. Powiadają, iż tą drogą nie można poznać Boga, ani dojść do religii. Czemu? Bo Kant, Schleiermacher i inni orzekli, iż rozum może poznać tylko rzeczy pod zmysły podpadające, doczesne, fakty, które się wydarzają w obrębie świata zmysłowego. Wszystko, co nadzmysłowe, wychodzi poza sferę poznania rozumowego. Wszelkie więc konkluzje, czy to ze świata widzialnego, czy z tzw. faktów cudownych, na przyczynę nadzmysłową, jak Bóg, dusza, objawienie, mają tylko wartość subiektywną. Cuda, proroctwa, objawienie się Bóstwa zewnątrz nas, rozumowe dowody na istnienie Boga, duszy nieśmiertelnej itp., to zdaniem modernistów broń dziś przestarzała, wobec odkryć nowoczesnej nauki, broń, którą trzeba przekuć na inną lub przekazać do muzeum starożytności, bo biada każdemu, kto by w dzisiejszej walce chciał się nią posługiwać – zginie niechybnie, a z nim religia, której chciał bronić!

Tak orzekli moderniści, a tymczasem Sobór Watykański orzekł uroczyście: "Jeśliby kto twierdził, że Boga jednego i prawdziwego, Stwórcy i Pana naszego, ze stworzeń, światłem przyrodzonego rozumu ludzkiego, poznać nie można, niech będzie wyklęty"; a dalej: "Jeśliby kto twierdził, że niemożliwą jest rzeczą, albo nie wypada, aby objawienie Boże pouczało człowieka o Bogu i czci Bogu należnej, niech będzie wyklęty" – i w końcu: "Jeśliby kto twierdził, że objawienie Boże znaki zewnętrznymi nie może się stać wiarogodnym – niech będzie wyklęty".

2. Ale wróćmy do śledzenia systemu modernistów. Skoro rozumem ani objawieniem nie możemy poznać Boga, to co mamy robić, viri fratres, mamyż zwątpić o możliwości dojścia do prawdziwej religii i czarnej oddać się melancholii? Bynajmniej, odpowiadają moderniści. Jest inna droga, która w zgodzie z dzisiejszą nauką zawiedzie nas do Boga i do prawdziwej religii. Drogą tą to immanencja.

Źródło religii leży w nas, pouczają moderniści, nie poza nami, w objawieniu wewnętrznym, nie zewnętrznym. Tak jak źródłem sztuki jest natura nasza, umiejąca odczuć piękno, tak i religii źródłem jesteśmy my sami. Tak jak pająk z siebie snuje swą nitkę, tak człowiek z siebie, z głębi swej duszy wydobywa pierwiastki religijne. W jaki sposób?

W duszy ludzkiej rozróżniają moderniści dwa stany, dwie jakby strefy, podświadomość i świadomość. Czymże jest podświadomość? Pod progiem świadomości znajduje się wyższa sfera życia, nie dochodząca w zwykłych warunkach do naszej świadomości. Anglicy, że to naród więcej na wodzie, niż na ziemi żyjący, przyrównują nasze ja do góry lodowej po morzu płynącej. Ukryta we wodzie część tej góry to podświadomość. Część widzialna, zaledwie ¹/9 objętości całej góry stanowiąca, odpowiada naszemu świadomemu ja.

Ta podświadomość jest zbiornikiem ukrytych uczuć, utajonych idei, jest spiżarką życia duchowego. Stamtąd od czasu do czasu, wśród szczęśliwych zewnętrznych i wewnętrznych okoliczności, wyłaniają się uczucia, wybuchają jak lawa z uśpionego na chwilę wulkanu, dochodzą do świadomości najrozmaitsze popędy, niespodziewane, nieoczekiwane, jakby nie nasze, ale od obcego ducha nam wlane. Akty podświadome to aktorzy za kulisami, oczekujący swego czasu, by wyjść na scenę i odegrać swą rolę. Tam to, w podświadomości jest kuźnica takich uczuć, jak miłość, nienawiść, tam siedziba przesądów, źródło snów, mistycyzmu, hipnozy, histerii itp. W tej to także podświadomości znajdują się najpowszedniejsze z uczuć, uczucia religijne. Co je wywołuje z podświadomości i jakimi aktami się objawiają? Wywołują je różne potrzeby, drzemiące na dnie duszy ludzkiej. Człowiek doznaje uczucia zależności od wszechświata, pragnie szczęścia, boi się nieszczęść, zniszczenia. Odczuwa potrzebę ideału, której tu na ziemi nic zaspokoić nie może, tęskni za nieskończonością, za ciasno mu na świecie, wyrywa się do prawdy, do doskonałości. Otóż te potrzeby i pragnienie ich zaspokojenia wypędzają z podświadomości uczucia religijne. Zjawia się w duszy człowiekowi Bóstwo. Człowiek, wiedziony wrodzonym mu instynktem, intuicją serca, odczuwa obecność Bóstwa, czuje się z nim złączonym, jest głęboko przekonany, że to Bóg się mu objawił i niczym nie da sobie wyrwać tego przekonania. W taki to sposób, odczuciem, własnym doświadczeniem dochodzi się do poznania Boga. Nie przez rozumowe dowodzenie, ani nie przez zewnętrzne objawienie przekonujemy się o istnieniu Boga, ale przez bezpośredni kontakt z Bóstwem, nie wyrozumowujemy istnienia Boga, ale odczuwamy. Czucie, nie rozum, jest władzą duszy do Boga wiodącą.

Przylgnięcie do tego uczucia stanowi wiarę. Ani objawienie zewnętrzne, ani autorytet ludzki nie mogą zrodzić wiary w człowieku. Gdy w naturze człowieka nie ma oddźwięku, nastroju na słyszaną naukę, to ona w nim nie może się zakorzenić. Żądanie wiary dla objawienia zewnętrznego lub autorytetu Kościoła, jeśli mu nie towarzyszy objawienie wewnętrzne, odczuciem doświadczone, nazywają moderniści ujarzmieniem myśli ludzkiej, tyranią ducha. Nie trzeba atoli sądzić, żeby moderniści wykluczali ze swego systemu nauczanie zewnętrzne. Owszem oni uznają, iż rozszerzenie się religii, jak żydowska, chrześcijańska, nie dokonało się bez nauczania, bez wpływu osobistego założycieli tych religii: Mojżesza i Chrystusa. Były to osobistości, szczególnie przez Boga uprzywilejowane, w których potrzeba Bóstwa, ów popęd religijny ludzkości doszedł do punktu kulminacyjnego. Dlatego oni lepiej niż inni odczuli Bóstwo i temu odczuciu dali wyraz w nauczaniu, budząc w ten sposób podobne odczucie Bóstwa w innych. Nie cudami, nie rozumowaniem przekonał Chrystus swych słuchaczów, lecz udzieleniem im swoich wewnętrznych doświadczeń, które podobne w nich budziły doświadczenia. Odczuli w Chrystusie objawienie się Bóstwa, dlatego do niego przylgnęli. Ewangelia Chrystusowa wyszła z bezpośredniej świadomości objawiającego się mu Bóstwa. Jezus dał nam ewangelię, która odpowiadała głębi jego serca. Bóg w ten sposób się objawia, że powołuje od czasu do czasu takie wybitne osobistości, jak Mojżesz i Chrystus, które odczuwają potężnie Bóstwo i udzielając tej świadomości innym, budzą w nich podobne doświadczenia i w ten sposób wyżłobiają w ludzkości pewien religijny kierunek...

Zanim pójdziemy dalej w przedstawieniu systemu modernistów – oto kilka słów krytyki owej immanencji modernistycznej.

Pomijam, bo to aż nazbyt widoczne, że modernizm stoi w rażącej rozbieżności z nauką katolicką, kiedy zaprzecza możliwości objawień zewnętrznych. Również i to widocznym, że modernizm znosi różnicę między religią naturalną a objawioną. Wszak objawienia modernistów są tylko ewolucją drzemiących na dnie duszy naturalnych, religijnych uczuć. Nie ma więc różnicy między prawdami naturalnymi a objawionymi. Wszystkie są naturalne, bo są wyrazem naturalnego rozwoju duszy ludzkiej. Zwracam tutaj na to uwagę, że uczucie, instynkt, intuicja serca, wewnętrzne objawienia w guście objawień modernistycznych nie mogą nam dać żadnej pewnej rękojmi, iż religia na nich oparta jest prawdziwą. Wszak historia poucza, iż owe stany duszy, ile razy nie były kierowane i kontrolowane rozumem, stawały się źródłem najoczywistszych złudzeń.

Metodyści, Kwakrzy, Mormoni i tylu, tylu innych fanatycznych sekciarzy tyle umieją opowiadać o rzekomo doznanych wewnętrznych objawieniach i doświadczeniach religijnych, tak są pewni obiektywnej wartości tych objawień, a przecież ulegają tylko złudzeniom. W dziwną doprawdy anomalię duszy ludzkiej na polu religijnym każą nam wierzyć moderniści. Kiedy wszystkich spraw ludzkich rozum jest kierownikiem, kiedy codzienne doświadczenie poucza, że uczucie samopas puszczone niemal zawsze przynosi człowiekowi szkodę, kiedy świat dzisiaj przed rozumem jak przed bożyszczem bije czołem, – to w jednej religii, w sprawie dla człowieka najważniejszej, gdzie omyłka nieobliczone może przynieść szkody, ślepe uczucie, widziadła, nieokiełzaną fantazją wywołane, objawieniami zwane, mają być ostatnią wyrocznią, najwyższym kryterium prawdy! Jeśli uczucie ma być w sprawach religijnych jedynym, przed rozumem nieodpowiedzialnym sędzią, to tym samym znika wszelka obiektywna norma odróżnienia prawdziwej od fałszywych religii, tym samym uprawnione są i z góry rozgrzeszone wszystkie dziwactwa powstałe pod wpływem rozpalonego uczucia religijnego. "Nauka o doświadczeniu" – mówi Encyklika Pascendi – "kładzie na każdej religii, nie wyłączając i pogańskiej, znamię religii prawdziwej. Bo czyż nie napotyka się w każdej religii tego rodzaju doświadczeń? – wielu to potwierdza. Jakim prawem odmówią moderniści uznania doświadczeniu, które wyznaje religia mahometańska, a obronią doświadczenie jedynie prawdziwe u katolików?".

Bezpośredniego kontaktu z Bogiem nie doświadczają i najlepsi chrześcijanie, ani nawet Święci. Powołują się wprawdzie moderniści, dla poparcia swego systemu, na mistyków, którzy odczuwali obecność Boga. Były to atoli rzadkie i wyjątkowe dary łaski. Że nie był to stan naturalny, dowodzi tego rzadkość daru mistycznego. Gdyby to był dar naturalny, to wszyscy posiadający zdrowe władze umysłowe, musieliby odczuwać obecność Bożą, tak jak wszyscy, posiadający zdrowe oczy, widzą przedmiot zabarwiony.

3. Trzecim elementem modernizmu to ewolucja.

Religia to jeden z objawów życia. Wywołują ją potrzeby duszne. One powodują objawienia. Ale życie nie stoi w miejscu. Z głębin duszy tryskają coraz to nowe objawy życia. Jeśli religia jest tylko jednym z objawów tego życia, niepodobna, by ona sama była w zastoju. Stąd według modernistów ciągły rozwój pojęć religijnych, ciągły dopływ objawień. Ze wzrostem kultury nowe powstają potrzeby, a te znowu nowe wywołują objawienia. Stąd dawne, nie odpowiadające nowym warunkom, muszą ustąpić lub być wymienione na nowsze. I taka ewolucja religijna trwać będzie tak długo, póki tylko ludzkość na ziemi istnieć i rozwijać się będzie. Według nauki katolickiej objawienia ze śmiercią ostatniego z Apostołów ustały; rozwój nauki objawionej jest możliwym, ale jak mówi Wincenty Lirenejski, in eodem dogmate, eodem sensu eademque sententia – o czym poniżej będzie jeszcze mowa.

* * *

Poznaliśmy myśli zasadnicze, kierownicze systemu modernistycznego, przyjdzie nam teraz łatwo, na tym tle, zrozumieć poglądy modernistów na poszczególne kwestie religijne.

1. Czym jest Pismo św. i Tradycja dla modernistów? W pojęciu katolickim Pismo św. i Tradycja to źródła, z których Kościół św. w sposób nieomylny czerpie naukę Zbawiciela i do wierzenia nam ją podaje. Jedno i drugie źródło jest Boskiego pochodzenia. Pismo św. pod wpływem Ducha Świętego napisane, Tradycja to skarbnica prawd Chrystusowych, za wpływem tegoż Najświętszego Ducha niezmiennie przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Według modernistów w Piśmie św. trzeba rozróżnić materiał historyczny od materiału, który stworzyła wiara. Wszystko, co nadprzyrodzone, jak cuda, proroctwa, objawienia zewnętrzne, trzeba wyeliminować z Pisma św. i Tradycji jako dokumentów historycznych, a przekazać wierze. Nie dość na tym. Wszystko, co w Ewangeliach wystaje ponad ducha czasu, co nie wypłynęło z potrzeb ówczesnych ludzi, z ich charakteru, stanu kulturalnego, trzeba uważać nie za rzeczywistość, ale za wytwór wiary. Pismo św. i Tradycja to nie wyraz historycznych faktów czy osób, ale faktów przekształconych pod wpływem religijnego uczucia do niepoznania, wyidealizowanych, w sferę nadprzyrodzoną przeniesionych, choć w rzeczywistości nic nadprzyrodzonego w nich nie było. Krytyka historyczna musi dopiero z tego balastu osobistych zapatrywań wyławiać z mozołem okruchy faktów, by jako tako odtworzyć faktyczny stan rzeczy.

Dla ilustracji poglądów modernistów na Pismo św. i Tradycję, weźmy pod uwagę zapatrywania modernistów na osobę Chrystusa.

Kim jest Chrystus według modernistów? Trzeba rozróżnić, mówią, Chrystusa "historii" i Chrystusa "wiary", tj. Chrystusa w rzeczywistości istniejącego i Chrystusa wymarzonego przez uczniów i następne pokolenia pod wpływem uczuć religijnych. Chrystus rzeczywisty to największy z dotychczasowych geniuszów religijnych, większy niż Budda, Zoroaster, Mahomet, Mojżesz, większy, – ale nie Bóg, tylko człowiek. Odczuł on lepiej niż inni Bóstwo, nasz stosunek do niego i temu odczuciu dawał wyraz w nauczaniu, budząc w ten sposób podobne odczucie Bóstwa w innych. Objawienie się Bóstwa w Chrystusie dokonało się w stopniu niezwykłym. Cuda, proroctwa, mowy Chrystusa o swoim Bóstwie, o wszystkim zresztą, co nadprzyrodzone – o czym piszą Ewangelie – należy z Ewangelii usunąć, gdy idzie o Chrystusa rzeczywistego. Chrystus np. taki, jakim go przedstawia Ewangelia św. Jana, jest od początku do końca tworem rozmyślań pobożnych, ale nie osobą wziętą z rzeczywistości. Chrystus rzeczywisty nie był ani cudotwórcą, ani prorokiem, ani utrzymywał, że jest Bogiem. To wszystko trzeba odnieść do Chrystusa, jakiego wiara pierwszych wieków stworzyła. To zaś, co wiara tworzy, usuwa się spod badania naukowego, należy w dziedzinę religii. Wiedza bowiem i wiara chodzą różnymi drogami. Choć mówią o tym samym przedmiocie, to przedmiot wiary jest uczuciami religijnymi przepojony, wyidealizowany, w sferę nadprzyrodzoności przeniesiony. "Jeśli kto pytać będzie – powiada Encyklika – czy Chrystus prawdziwie czynił cuda i prawdziwie przewidział przyszłość, czy wstał z martwych prawdziwie i w niebo wstąpił, zaprzeczy mu agnostycyzm (modernista), przyzna wiara; z tego jednakże powodu żadnej pomiędzy nimi nie będzie walki. Bo raz zaprzeczy temu modernista jako filozof rozprawiający z filozofami, pojmując Chrystusa jedynie wedle rzeczywistości historycznej, drugi raz przyzna jako wierzący i przemawiający do wierzących, zapatrując się na życie Chrystusa, jakby ono rozwijało się przed nim po raz drugi z wiary i w wierze".

Ojcowie Kościoła, główny, jak wiadomo, przewodnik Tradycji, wcale nie Chrystusowe dogmaty podają potomności, bo takich skrystalizowanych dogmatów Chrystus nie zostawił w spuściźnie Kościołowi, ale przekazują kształtujące się w świadomości Kościoła zapatrywania religijne, a nieraz sami mozolnie i pracowicie się przyczyniają do skrystalizowania się objawień w świadomości Kościoła żyjących.

Szkoda tracić słów na wykazywanie, że takie okrawanie Pisma św. i dzieł Ojców, jak to czynią moderniści, w tym celu, aby je zmusić, by mówiły to, czego sobie życzą moderniści, wyrzucanie z nich wszystkiego, co nie odpowiada zapatrywaniom a priori powziętym, urąga pierwszym zasadom badań historycznych. Historyk uczciwy po naukowym zbadaniu autentyczności dokumentu historycznego przyjmuje materiał w nim zawarty bez względu na to, czy odpowiada jego filozoficznym poglądom, czy nie, czy fakty, osoby, o których w dokumencie mowa, wystają ponad ducha czasu, czy nie. Chrystus, nauka Jego, czyny Jego, Kościół katolicki – tak wystają ponad stan cywilizacyjny czasów swego powstania, że chcieć to wszystko wtłoczyć w ówczesne stosunki ludzkie, chcieć wytłumaczyć naturalnym rozwojem tych stosunków, – na to trzeba być ślepym fanatykiem z góry powziętych uprzedzeń filozoficznych, a nie rzetelnym historykiem.

2. Czym jest Kościół według zapatrywań modernistów? Chrystus zdaniem ich wcale nie miał na myśli zakładać organizacji tak skonsolidowanej, jaką dzisiaj jest Kościół katolicki. Kościół katolicki sam się wytworzył z biegiem wieków, jako naturalne zespolenie się tych wszystkich, w których idee Chrystusowe znalazły oddźwięk, wzbudziły i do świadomości przywiodły tkwiące w nich, ale jeszcze nieuświadomione, podobne do Chrystusowych duszne nastroje i spowodowały podobne objawienie się w nich Bóstwa. Chrystus i to Chrystus wiary, tj. taki, jakiego sobie wyobrazili jego uczniowie i późniejsi wierni, różniący się od rzeczywistego, jak ideał od rzeczywistości, ten Chrystus może być nazwany najwyżej pośrednim założycielem Kościoła tak, jak każdy ideolog jest twórcą instytucji, której powstaniu przez swe idee dał impuls, choć inni ją do życia powołali. Nie ustanowił też Chrystus hierarchii kościelnej, ona sama wypłynęła z natury społeczności kościelnej. Mylnym też jest mniemanie, jakoby Chrystus nadał hierarchii kościelnej formę monarchiczną.

Władza kościelna, jeśli nie chce stać się anomalią i wejść w konflikt z dzisiejszym stanem kultury, musi sama ulec demokratyzacji, musi część swych przywilejów odstąpić klerowi niższemu, a nawet świeckim – słowem gruntowna decentralizacja władzy musi być spiesznie w Kościele przeprowadzona. Encyklika Pascendi tak po mistrzowsku kreśli zapatrywania modernistów na władzę kościelną: "W wiekach dawniejszych mniemano błędnie, że Kościół z zewnątrz, bezpośrednio od Boga otrzymał władzę, stąd słusznie uważano ją za autokratyczną. Ale obecnie pogląd to przestarzały. Jak Kościół wedle ich zapatrywań powstał z zespolenia samowiedzy, tak podobnie wypłynęła władza z Kościoła samego. Władza więc, jak i Kościół, dźwiga się z samowiedzy i stąd od niej zależy; jeśli zależnością tą gardzi, zamienia się w samowładztwo. Żyjemy przecież obecnie w czasie, w którym poczucie wolności najzupełniej się rozwinęło... Jeśli więc Kościół nie chce w sumieniach ludzkich rozbudzić i rozpłomienić walki wewnętrznej, winien demokratyczny przybrać ustrój, tym więcej, że zagraża mu zguba, jeśli tego nie uczyni. Bo trzeba by zaprawdę być z rozumu obranym, aby sądzić, że w poczuciu wolności, istniejącym obecnie, nastąpi zwrot kiedykolwiek. Skrępowane i powstrzymywane przemocą, wybuchnie tym gwałtowniej i zburzy Kościół i religię równocześnie". Miejsce zdetronizowanego papieża i biskupów chcieli w tym demokratycznym Kościele zająć oczywiście moderniści. Wczas odkrył Pius X ich zamiary, co wywołało u nich łatwo zrozumiałe oburzenie, jako oddźwięk zawiedzionych nadziei!

"Państwo... należy rozdzielić od Kościoła, katolika od obywatela. Stąd katolik, ponieważ jest zarazem obywatelem, ma prawo i obowiązek, z pominięciem powagi Kościoła, z nieuwzględnieniem jego życzeń, wskazówek i przykazań, nawet z lekceważeniem jego nagan, pełnić to, co wedle jego mniemania przyczynia się do pożytku państwa. Nadużyciem władzy kościelnej, które wszystkimi siłami należy usunąć, byłoby podawanie z jej strony obywatelowi normy działania".

Papież i biskupi nie są wcale nieomylnym Kościołem nauczającym, bo normą najwyższą wiary, to zbiorowa świadomość religijna, jaka się w pewnym okresie w Kościele wytwarza, a która jest wyrazem wewnętrznych objawień Bóstwa. Papieżowi i biskupom nic innego nie pozostaje, jak tylko do tej świadomości zgłosić swój akces. Chyba dość jasne, że tego rodzaju pojęcia o Kościele Chrystusowym, o jego organizacji, o urzędzie nauczycielskim – nie są katolickimi.

3. Czym jest dogmat w pojęciu modernistów i na czym polega u nich ewolucja dogmatu?

Przez dogmat w katolickim znaczeniu rozumie się pewną naukę, o której najwyższa powaga kościelna orzekła, że jest objawioną i dlatego należy ją za prawdę uznać, a przeciwną jej odrzucić.

Czy dogmat, przez Kościół ogłoszony, może ulec zmianie, innymi słowy, czy Kościół uznaje rozwój swoich dogmatów? – Uznaje, ale nie w tym znaczeniu, jakoby rozwój dogmatu polegał na "przyroście, po śmierci ostatniego Apostoła, nowo objawionej prawdy lub skasowaniu dawnej definicji dogmatycznej lub na zmianie sensu dawnego dogmatu".

Na czymże więc polega ów rozwój dogmatu?

a) Rozwój dogmatu może na tym polegać, że Kościół ogłasza jako dogmat prawdę objawioną przez Chrystusa, ale która nie była dawniej z takim naciskiem, jak później, w Kościele przepowiadana. Między prawdami bowiem objawionymi są pewne, których zawsze z naciskiem uczono – to są prawdy, zawarte w Składzie Apostolskim. Inne, których znajomość na razie mniej była wiernym potrzebną, zostały niejako na drugim planie nauczania kościelnego. Potrzeby jednak czasu się zmieniają i dlatego mogło się stać, że prawda pewna, przedtem mniej podkreślana w nauczaniu kościelnym, nagle lub zwolna na pierwszy plan się wybiła. Przyczyną tego przesunięcia się prawd były zwykle herezje lub wątpliwości, w łonie samego Kościoła obudzone, czy pewna prawda jest objawioną, czy nie.

b) Rozwój dogmatu mógł dalej na tym polegać, że prawdę objawioną ujęto w pewną formułę lub użyto na jej określenie technicznego wyrazu. Bóg nie objawił ludziom systematycznie ułożonej dogmatyki ze stałymi wyrażeniami i naukowymi pojęciami, ale dostosował się do stanu umysłowego pierwszych odbiorców objawienia. "Ponieważ mowa ludzka i pojęcia się zmieniają, dlatego było rzeczą wielkiej wagi nadać prawdom wiary pewną stałą formę, aby razem ze zmianą mowy i pojęć same prawdy nie uległy zmianie. Kościół tedy ustalił terminologię".

c) Rozwój dogmatu mógł polegać na wyciągnięciu konkluzji z prawd wyraźnie objawionych lub z dogmatów przedtem zdefiniowanych.

d) Wreszcie rozwój dogmatów polega na przystosowaniu prawd objawionych do praktycznego życia i do poszczególnych potrzeb ludności. Rozwój dogmatu w tym ostatnim znaczeniu zmierza do zapuszczenia coraz głębiej swych korzeni w życie ludzkie, uświęcenia i uszlachetnienia ludzkości.

Taką jest nauka katolicka o dogmatach i ich rozwoju; jakie zaś są zapatrywania modernistów w tym względzie?

Objawienia się Bóstwa w nas nie podają nam szczegółowych prawd, jak je już skrystalizowane w dogmatach katolickich znajdujemy, ale tylko rzucają ogólne, bogate treścią i płodne w następstwa myśli o naszym stosunku do Boga, np. że Bóg jest Ojcem naszym, że się nami opiekuje, że chce swe królestwo założyć na ziemi itp. Skrystalizować te prawdy i niejako je rozdrobić, ująć w dogmaty jest rzeczą ludzką. Dogmaty to twory ludzkie. Kiedy pewne objawienie doszło do świadomości wielu ludzi, stara się ta świadomość zbiorowa ująć to objawienie, jeszcze nie dość jasne, w pewne formy, w pewien symbol. Teraz rozum zaczyna swą pracę. Nie wolno mu badać, czy owe objawienia od Boga pochodzą czy nie, czy są prawdziwe, czy fałszywe; nie ma on być ich sędzią, ale tłumaczem, analitykiem, ma szukać dla nich odpowiedniej zewnętrznej szaty, wyrazu, symbolu. Ten symbol, gdy zostanie przez Kościół zatwierdzony, staje się dogmatem. Dogmaty więc są tylko symbolami pewnych objawień. Dogmaty te nie zawierają bezwzględnej prawdy i to z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, bo bezwzględnej prawdy nie ma, jest tylko względna. Wszak prawda religijna to tylko jeden z objawów życia, a to ciągłej fluktuacji, zmianie podlega, a z nim i prawda. To, co dziś jest prawdą, objawieniem religijnym, wskutek nowych potrzeb życia, wyższego stanu kultury może przestać być prawdą, musi być inną zastąpione, jest prawdą tylko do czasu. Po wtóre, Bóg jest nieskończony w doskonałościach, stąd jedno objawienie Go nie wyczerpuje, ale nowe, doskonalsze mogą nastąpić, które swym blaskiem zaćmią tamte, dawne. A wreszcie, symbole dogmatyczne są urobione według pojęć czasów, w których powstały. Cały kulturalny poziom tych czasów w nich się odbija. Nic więc dziwnego, że noszą na sobie braki kultury minionych wieków. Są tylko nieudolnymi określeniami dobroci Bożej, jego ojcowskiego do nas stosunku. Stąd zawierają wiele przesady, nieścisłości, błędów. Muszą tedy w miarę nowych, dokładniejszych objawień o Bogu, jako też w miarę postępu zmieniać się i dogmaty. Stare formuły nie obejmą już nowych prawd, nowe objawienia rozsadzą je. Jak długo jednak Kościół nie zmienia dogmatów, tak długo wierni powinni je wyznawać. Bo Kościół jest siłą zachowawczą tradycji. Działalność jego w tym względzie w pewnych granicach jest uprawnioną i zbawczą. Siła bowiem, rwąca do postępu, mogłaby rozwój religijny sprowadzić z drogi tradycją wskazanej. Władza więc kościelna dobrze robi, że ową siłę, prącą do postępu, miarkuje. Z drugiej atoli strony Kościół nie powinien tamować rozwoju dogmatów. Kiedy w samowiedzy ludzi prywatnych, lepiej odczuwających Bóstwo, niż władza, nowe objawienia się ukażą, Kościół powinien się z tym liczyć, nie upierać się przy dawnych dogmatach, ale dla nowych objawień nowych poszukać formuł, słowem nowe ogłosić dogmaty. Moderniści właśnie siebie uważają za narzędzie nowych objawień, a wywieranie nacisku na Władzę kościelną, by w kierunku tych objawień zmieniła dogmaty, uważają za swój obowiązek. "Łatwo stąd zrozumieć, czemu się moderniści tak dziwią, skoro się ich zgani, albo ukarze. Co im się poczytuje za winę, to oni za święty swój obowiązek uważają. Nikt nie ma lepszej potrzeby samowiedzy jak oni, bo bezpośredniej ją odczuwają, niż władza kościelna. Gromadzą więc niejako w sobie one potrzeby i stąd zniewala ich obowiązek, aby podnosili głos publicznie i pisali. Niech ich gani władza, jeśli się jej podoba, oni na poczuciu obowiązku się opierają i z wewnętrznego wiedzą doświadczenia, że nie zasługują na nagany, ale na pochwały. ...Nie zrażają się do władzy, choć im sprawia przykrości... Skarżą się jedynie, że się ich wcale nie słucha; w ten sposób wstrzymuje się ruch duchowny, ale przyjdzie z całą pewnością godzina, że ustanie zwłoka, bo prawa rozwoju można zacieśnić, ale nie można ich zniszczyć".

* * *

4. Dla uzupełnienia poglądów modernistycznych musimy jeszcze przypatrzyć się choć jednemu punktowi etyki modernistów. Encyklika Pascendi, mówiąc o reformatorskich zapędach modernistów, ich projekt reformy moralności chrześcijańskiej tak przedstawia: "W sprawie obyczajów przyswajają sobie zasadę amerykanizmu, że cnoty czynne przenosić trzeba nad cnoty bierne i rozwijać je przez ich wykonywanie". Kilka słów dla objaśnienia tego określenia. Amerykanizm, to system religijny, propagowany głównie przez X. Izaka Haeckera, najprzód Redemptorystę, potem kapłana kongregacji Paulistów, † 1888 r. Dzielił on cnoty na bierne i czynne. Do cnót biernych zaliczał np. pokorę, cierpliwość, łagodność, umartwienie, posłuszeństwo, czystość... w ogóle te wszystkie, które, zdaniem systemu, małej przy wykonywaniu wymagają energii, mało czynu. Cnoty czynne to te, które czynnością na zewnątrz się zaznaczają, ujawniają energię danego osobnika, dużo wymagają ruchliwości, jak np. cnota męstwa, ufności w swe siły, przedsiębiorczości itp. Twierdził O. Haecker, że cnoty bierne były pożądane w średniowieczu i jeszcze w czasie reformacji, gdy wybujałą indywidualność należało za pomocą biernych cnót trzymać w ryzach, ale dziś tego niebezpieczeństwa nie ma, a świat od sług ołtarza domaga się czynu. Epoka rzymskiego katolicyzmu, a więc hierarchii, dyscypliny, kultu zewnętrznego musi ustąpić katolicyzmowi anglo-saksońskiemu, katolicyzmowi siły, czynu, samodzielności. Dodawał, że cnoty bierne niwelują indywidualność ludzką, odbierają jej inicjatywę, cnoty zaś czynne rozwijają indywidualność, obrotność, samodzielność – a właśnie dziś potrzeba ludzi z takimi przymiotami. Jako curiosum, do jakich ekstrawagancji doprowadziła zasada cnót czynnych pewnych duchownych, może posłużyć cytat, wyjęty z artykułu pewnego kapłana, zamieszczony u O. Weissa "Religiöse Gefahr", str. 362. Autor wspomnianego artykułu tak sobie wyobraża ideał nowoczesnego kapłana-ascety: "Przez fałszywe pojęcie ascezy, powiada, jakie niegdyś panowało, niejeden stawał się moralnym karłem i niszczył całą swą indywidualność. Dziś musi się asceza w innym rozwinąć kierunku: spacer, bilard, gra w kręgle, w tennis, wiosłowanie, gimnastyka pokojowa itp.; także w kwestii systematycznych ćwiczeń ciała musi kler być solą ziemi. W ten sposób osiągnie się moralną silną świadomość, wytworzy się doskonała chrześcijańska indywidualność".

Amerykanizm został zganiony przez papieża Leona XIII w liście do kardynała Gibbonsa. Tenże wielki papież zbija, jak nikt inny lepiej, argumenty Amerykanistów. Na ich twierdzenie, że dzisiejsze czasy wymagają innych cnót niż czasy ubiegłe, odpowiada: "Tylko ten tak może mówić, kto przeocza słowa Apostoła: których przejrzał i przeznaczył, aby byli podobni obrazowi Syna Jego (Rom. 8, 29). Nauczycielem i wzorem wszelakiej świętości jest Chrystus; do Jego nauk ma się stosować, kto chce być zbawionym. A Chrystus nie zmienia się z biegiem wieków, ale jest ten sam wczoraj i dziś i na wieki. A zatem do ludzi wszystkich czasów stosują się Jego słowa: «Uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca»; zawsze staje przed nami Chrystus posłuszny aż do śmierci. Do ludzi wszystkich wieków odnoszą się słowa Apostoła: Którzy są Chrystusowi, ciało swe ukrzyżowali z namiętnościami swymi". Sam podział cnót na bierne i czynne spotkał się z naganą we wspomnianym liście papieskim. W rzeczy samej cnota, virtus, równoznaczna etymologicznie z męstwem, może być tylko czynną. Każda wymaga rozwinięcia energii w wysokim stopniu, a tzw. bierne może jeszcze więcej niż czynne. Zwycięstwo, odniesione nad sobą, nawet u pogan uchodziło za największe zwycięstwo. A temu właśnie zwycięstwu służą cnoty tzw. bierne.

Poddać swą samowolę przez posłuszeństwo przełożonym, woli Bożej, zdusić w sobie egoizm, ujarzmić w sobie zwierzę przez umartwienie, nałożyć pożądliwości oczu kaftan bezpieczeństwa przez wyrzeczenie się dóbr doczesnych, to wymaga energii, nieraz heroicznej. Cnoty bierne nie znoszą indywidualności, ale ją oczyszczają z wszystkiego, co w niej małego, niskiego, na urojeniu o swej wielkości, a nie na prawdzie opartego. Dość wspomnieć imiona takich Świętych, jak Franciszek Seraficki, Dominik, Ignacy Lojola, Franciszek Salezy, Alfons Liguori, Wincenty a Paulo – ile indywidualności, ile piękna w tych postaciach, a ile przy tym energii woli, heroizmu! A przecież to wszystko ludzie, którzy już ze swego zakonnego stanowiska musieli praktykować przede wszystkim cnoty bierne. Imiona te dowodzą także, że cnoty bierne nie tylko nie osłabiają energii w czynnej miłości bliźniego, w cnotach tzw. dziś socjalnych, przez Amerykanistów zwanych czynnymi, ale są ich źródłem, stamtąd te ostatnie czerpią swą siłę, wytrwałość, nadprzyrodzoną wartość, piękność. Tyle tylko idealizmu na świecie, ile ludzi wykonujących cnoty bierne! Stąd znowu – tak pięknie, głęboko i trafnie mówi Leon XIII: "Dałby Bóg, by większą była liczba tych, którzy wykonują cnoty, które Święci w ubiegłych czasach wykonywali, którzy przez swą pokorę, swe posłuszeństwo, swe umartwienie potężnymi się stali w słowie i czynie, nie tylko ku pożytkowi religii, ale całej ludzkości".

Moderniści, ponieważ wszystko wydaje się im w Kościele złem, a wydać się takim musi, bo na zasadach diametralnie przeciwnych ich zasadom oparto, wszystko na gwałt chcą reformować, oczywiście w duchu swych zasad. Filozofię scholastyczną pragną zastąpić nowoczesną filozofią na Kancie opartą. W teologii dogmatycznej spekulację scholastyczną ma zastąpić historia okrojona i spreparowana według systemu krytyki modernistycznej. Wprowadzenie do teologii dogmatycznej więcej pierwiastku pozytywnego i historycznego, niż było go dotąd, uznaje za potrzebne i Pius X, ale występuje przeciw rugowaniu scholastyki. "Dodajemy tu, że na pochwałę zasługują ci, którzy z niezłomnym poszanowaniem dla Tradycji Ojców Kościoła i nauczycielskiego urzędu Kościoła, usiłują na podstawie rozsądnego zapatrywania i zasad katolickich wyjaśnić światłem, zapożyczonym z prawdziwej historii, teologię pozytywną. Więcej z pewnością uwzględnić trzeba teologię pozytywną niż dawniej, ale to w ten sposób dziać się powinno, żeby na tym nie ucierpiała teologia scholastyczna". W obrzędach św. zmniejszyć należy wedle mniemania modernistów zewnętrzne formy nabożeństwa i rozrost ich powstrzymać. Władza kościelna, o czym już wspominaliśmy, ma ulec decentralizacji i demokratycznymi ideami przesiąknąć. "Twierdzą także – słowa Encykliki – że działalność władzy kościelnej w sprawach politycznych i społecznych należy zmienić, aby nie wkraczała w ustawy świeckie, ale się dostosowała do nich". W ogóle duch nowatorstwa, tak niebezpieczny w religii zawsze, jest cechą modernizmu, duch, "który w pogoni za oryginalnością – słowa Leona XIII – wyśmiewa pobożność wiernych, a głosi nowy rodzaj życia chrześcijańskiego, nowe przykazania kościelne, nowe duszy nowoczesnej aspiracje, nowe socjalne powołanie kleru, nowe miłosierdzie chrześcijańskie i wiele innych tego rodzaju nowości".

* * *

Oto system modernistów w zarysie przedstawiony. Już choćby z tego krótkiego szkicu widać, iż modernizm niszczy jeden dogmat za drugim. Bóstwo Chrystusa, cuda, Pismo św., Tradycja, Kościół, dogmat – słowem, wszystko, co podwalinę i istotę religii katolickiej stanowi, nie może się ostać wobec zasad modernizmu. Mówi wprawdzie modernizm o wierze w te prawdy, ale same te prawdy uważa lub uważać logicznie musi nie za rzeczywiste, obiektywne, lecz za wytwór uczucia, więc ostatecznie fantazji ludzkiej. Cała ta wiara ma urojenia za przedmiot, za podstawę nieokreślone, niekontrolowane, niesprawdzone, zmienne, jak powiew wiatru, uczucie ludzkie. Prowadzi konsekwentnie do zupełnego nihilizmu religijnego, do ateizmu. Jakże słusznie Pius X nazywa modernizm stekiem wszystkich herezji – omnium haereseon conlectum! "Zapewniamy – słowa Papieża – że gdyby ktoś był zapragnął zestawić wszystkie błędy przeciwne wierze, jakie kiedykolwiek się pojawiły, nie mógłby tego uczynić dokładniej, jak to uczynili moderniści w swym systemie. A nawet posunęli się dalej, niwecząc nie tylko religię katolicką, ale... niwecząc zupełnie religię wszelką". Błąd to tym niebezpieczniejszy, że się zasłania troską o dobro Kościoła. "Moderniści – mówi Pius X – z pozornej ku Kościołowi miłości... zuchwale narzucają się na odnowicieli Kościoła"... "Nie mija się z prawdą – słowa znowu Papieża – kto uważa modernistów za wrogów Kościoła, niebezpieczniejszych od wszystkich innych".

ks. dr Maciej Sieniatycki


(1) W duchu bardzo przychylnym modernizmowi jest pisana książka M. Zdziechowskiego: Pesymizm, romantyzm a podstawy chrześcijaństwa, Kraków 1915, zwłaszcza tom II, część IV i wstęp do dzieła.

–––––––––––

X. Dr. M. Sieniatycki. "System modernistów". Odbitka z "Gazety Kościelnej". Lwów 1916, str. 22. (a)

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

Źródło informacji: http://www.ultramontes.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.