_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neokatechumenat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neokatechumenat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2016

Maria Kominek OPs: Neokatechumenat



Neokatechumenat (...) Założony przez Kiko i Karmen, działający na całym świecie, rozwija się ekspansywnie. Jak wielka jest ekspansja tego ruchu widać z danych statystycznych: w 2009 r. formacja neokatechumenalna była prowadzona w 19 tysiącach wspólnot w 4,5 tys. parafii w 820 diecezjach w 101 krajach na 5 kontynentach. Grupy zaś maja od 20 do 50 osób. W Polsce jest około 1000 wspólnot.

Założenia ruchu brzmią bardzo po katolicku, bo w sumie nie ma nic niekatolickiego w chęci prowadzenia w diecezjach i parafiach wtajemniczenia chrześcijańskiego na wzór katechumenatu pierwotnego Kościoła. Jednakże przez swoją ekskluzywność ruch oddalił się stanowczo od rdzenia Kościoła. Ma on swoją własna liturgię, która używał i zasadniczo używa za milcząca zgoda hierarchii, swoja zwyczaje , swoje obchody Świąt, swoje katechezy, które nie są dostępne dla każdego. Najbardziej groźne w tym ruchu jest ekskluzywizm. Polega on na zdobywaniu rzeczonego wtajemniczenia chrześcijańskiego stopniowo, przechodząc przez kolejne etapy wtajemniczenia. W neokatechumenacie nie istnieje komunikacja z «dołu» do «góry», tzn. od członków grup (wspólnot) młodszych do starszych, do tzw. katechistów. Nie ma miejsca na dialog, na wyjaśnianie wątpliwości. Liczy się jedynie transmitowany z «góry» nakaz, katecheza, czy decyzja wyższych katechistów. Jest to typowe dla wszystkich sekt gnostyckich. Zauroczenie hierarchii neokatechumenatem jest co najmniej niezrozumiale dla zwykłego wiernego. Musi być wielkie, jeśli Kiko może odezwać się do 253 biskupów z obu Ameryk w takich słowach: (1)
Droga ma swój język. Nie gorszcie się tym językiem, przeciwnie. Pewien ekspert od mass mediów powiedział nam, że gdyby Droga nie miała swojego języka, to nie miałaby nic. To jest kultura. Niektórzy księża są tak słabo wykształceni, że mówią, iż mamy własny język. I musimy mieć jakąś syntezę, to jest fundamentalne. Trzeba tylko wiedzieć, czy jest on profetyczny, rzeczywisty, prawdziwie pomaga ludziom. Od księży natomiast należy wymagać, aby byli obeznani z różnymi językami w Kościele.
Tych słów nie potrzeba komentować. Starczy dodać, że w ramach „tego własnego języka, tej własnej syntezy neokatechumenat się dorobił wiele dziwactw, wiele groteskowości, wśród których przyjmowanie Komunii św. (prawdopodobnie ważnie, ale niegodnie konsekrowanej) na rękę i na siedząco, specyficzne tańce (słynny już taniec z Hostią jest najlepsza ilustracja swiętokradstw świadomych i nieświadomych, do których dochodzi na spotkaniach neokatechumenatu). Jak dodamy do tego, że Droga buduje własne świątynie, tak zaplanowane, by móc odprawiać swoją liturgię, ma własne seminaria, własną liturgię (o czym już wspomnieliśmy) nie można mieć wątpliwości co do tego, że mamy do czynienia z czymś niespotykanym dotychczas w kościele. Owszem Kościół zna wiele rytów: greko-katolicki, ambrozyjański, mediolański, ryty zakonne, ostatnio nawet ryt rzymski ma dwie formy – zwyczajna i nadzwyczajną. Ale z neokatechumenatem jest inaczej. [Twórca] Neokatechumenatu oddalił się od Kościoła i przestał być jego rzeczywista częścią choć jest w dalszym ciągu formalną. Ale nie tylko o ryt tutaj chodzi. Chodzi o inna doktrynę – już nie katolicka a neokatechumanalną By nie być gołosłownym należy zacytować chociaż kilka nauk Kiko:
Kościół ma być charyzmatycznym, wewnętrznym, wyjętym spod wszelkiego magisterium i jurysdykcji zewnętrznej. Dzisiaj wszelkie odnowicielskie dociekania odkrywają centrum sakramentu i teraz pojmuje się Eucharystię jako pamiątkę męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa… Odkrycie sedna centrum Eucharystii sprawia iż wyjaśniają się inne aspekty, skutkiem czego zanikają rozbieżności z protestantami. W pewnym momencie dla przeciwstawienia się protestantom trzeba było podkreślić realna obecność. Ale w momencie gdy to nie jest konieczne, nie trzeba przy tym się upierać. Gdyż ten historyczny moment już przeminął. Eucharystią jest obwieszczenie, kerygmat o powstaniu Jezusa Chrystusa ze śmieci (2).
I znowu – gdzie tu jest miejsce na ratio? Adepci ruchu uczą się nie myślenia. Za nich myśli katechista, lider, animator. Więc oni nawet nie są w stanie zobaczyć, że nauki Kiko się różnią od tego, co od wieków naucza Kościół.

PRZYPISY:

(1) Nowa Ewangelizacja i Trzecie Milenium. „Tylko nowa estetyka uratuje Kościół”. Konwiwencja w Nowym Jorku. 253 Biskupów z obu Ameryk na temat „Ewangelizacja i Droga Neokatechumenalna”, Lublin 1998, s. 41.

(2) Cytaty z katechez Kiko za: ks. E. Zoffoli, Czy „Droga” neokatechumenatu jest prawowierna?, Komorów 1999.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Bp. Schneider: Neokatechumenat to protestancko-żydowska wspólnota wewnątrz Kościoła, jedynie z katolicką dekoracją.


Jest to fragment wywiadu jaki przeprowadził z Jego Ekscelencją x. bp Atanazym Schneiderem Pan Daniel Fülep z John Henry Newman Center of Higher Education. Dotyczył on różnych spraw, w tym też odnośnie Neokatechumenatu.

(...)

Pan Fülep: (...) istnieją pewne nowe współczesne ruchy , które są silnie wspierane. Jednym z nich jest wspólnota Kiko. Jaka jest Twoja opinia na temat Neokatechumenatu? [11]

Jego Ekscelencja bp Schneider: To bardzo złożone i smutne zjawisko. Mówiąc otwarcie: jest to koń trojański w Kościele. Znam ich bardzo dobrze, ponieważ byłem u nich delegatem biskupim przez kilka lat w Kazachstanie, w Karagandzie. Również uczestniczyłem w ich Mszach i spotkaniach i czytałem pisma Kiko, ich założyciela, więc znam ich dobrze. Jeśli mówić otwarcie bez dyplomacji, muszę stwierdzić: Neokatechumenat to protestancko-żydowska wspólnota wewnątrz Kościoła, jedynie z katolicką dekoracją. Najbardziej niebezpieczny aspekt dotyczy Eucharystii, ponieważ jest ona sercem Kościoła. Kiedy serce jest w złym stanie, całe ciało jest w złym stanie. Dla Neokatechumenatu, Eucharystia jest jedynie braterską ucztą. To protestanckie, typowo luterańskie podejście. Odrzucają pojęcie i nauczanie Eucharystii jako prawdziwej ofiary. Uważają nawet, że tradycyjne nauczanie i wiara Eucharystię jako ofiarę nie jest chrześcijańska, lecz pogańska. To zupełny absurd, to typowo luterańskie, protestanckie. Podczas ich liturgij eucharystycznych traktują Najświętszy Sakrament w tak banalny sposób, że czasem jest to aż straszne. Podczas przyjmowania Komunii siedzą, gubią fragmenty gdyż nie przykładają do nich uwagi, a po Komunii tańczą zamiast się modlić i adorować Jezusa w ciszy. To zupełnie światowe i pogańskie, naturalistyczne.

Drugim niebezpieczeństwem jest ich ideologia. Główną ideą Neokatechumenatu, według założyciela Kiko Argüello jest: Kościół prowadził życie idealne tylko do Konstantyna w IV wieku, tylko wtedy był właściwie prawdziwy Kościół. Wraz z Konstantynem Kościół zaczął degenerować: degeneracja doktrynalna, liturgiczna i moralna. Swoje dno degeneracji doktryny i liturgii Kościół osiągnął wraz z dekretami Soboru Trydenckiego. Tymczasem prawda jest odwrotna: były to czasy świetności w historii Kościoła dzięki klarownej doktrynie i dyscyplinie. Według Kiko, od IV wieku do II Soboru Watykańskiego trwały ciemne wieki w Kościele. To herezja, ponieważ to tak jakby mówić że Duch Święty opuścił Kościół. I jest to typowo sekciarskie i zgodne z linią Marcina Lutra, który uważał że aż do niego Kościół był w ciemności i tylko dzięki niemu pojawiło się światło w Kościele. Pozycja Kiko jest fundamentalnie taka sama, z tym tylko że Kiko postuluje wieki ciemne Kościoła od Konstantyna do II SW. Oni źle interpretują II Sobór Watykański. Uważają że są apostołami V II. Wszystkie swoje heretyckie praktyki uzasadniają Soborem. To wielkie nadużycie.

Jak taka wspólnota mogła być oficjalnie uznana przez Kościół?

To kolejna tragedia. Ustanowili silne lobby w Watykanie co najmniej trzydzieści lat temu. Jest i inne oszustwo: przy wielu okazjach przedstawiają biskupom wielkie owoce nawróceń i powołań. Wielu biskupów jest zaślepionych owocami, i nie widzą błędów, nie badają ich. Mają oni duże rodziny, mają wiele dzieci, i wysokie standardy moralne w życiu rodzinnym. To są, oczywiście, dobre rezultaty. Istnieją też jednak przesadne naciski na rodziny by mieć maksymalną liczbę dzieci. To nie jest zdrowe. Mówią, akceptujemy Humanae Vitae, i to jest, oczywiście, dobre. Ale w rzeczywistości jest to iluzja, bo istnieje dziś na świecie również wiele grup protestanckich o wysokich standardach moralnych, mających wiele dzieci i protestujących przeciwko ideologi gender, homoseksualizmowi, i które również akceptują Humanae Vitae. Ale dla mnie to nie jest decydującym kryterium prawdy! Istnieje też wiele wspólnot protestanckich, które nawracają wielu grzeszników, ludzi którzy żyli w nałogach takich jak alkoholizm czy narkotyki. Więc owoce nawróceń nie są dla mnie kryterium decydującym i nie będę zapraszał tych dobrych grup protestanckich nawracających grzeszników i mających wiele dzieci do diecezji by prowadzili apostolat. To iluzja wielu biskupów, zaślepionych tak zwanymi owocami.


tłumaczenie: Amid

piątek, 14 listopada 2014

Marcin Dybowski: Neokatechumenat na rozdrożu



"W czasie pierwszego skrutinium chrzcielnego za dwa lata, powie się wam, że macie sprzedać dobra. I powinniście je sprzedać wszystkie, bo jeśli ich nie sprzedacie, to nie będziecie mogli wejść do Królestwa, nie będziecie mogli wejść w katechumenat. Teraz nie macie na to sił, ale później będziecie je mieć, bo udzieli wam się Ducha Świętego, byście to mogli uczynić."

Jedna z wypowiedzi Kiko, założyciela neokatechumenatu, "Konwiwencja", Warszawa 1983, str. 87, druk wewnętrzny, dostępny tylko dla katechistów

Ruch Neokatechumenalny, (tzw Droga) a zwłaszcza proponowana przez jego twórcę, Kiko Argüello, nowa, protestancka wizja Kościoła, spotyka się z coraz większą krytyką - zarówno wśród wiernych, jak i duchownych. Trzeba wiedzieć, że w ostatnich latach wielu biskupów, arcybiskupów i kardynałów, szczególnie z Włoch, wypowiedziało się oficjalnie i ogłosiło szereg dokumentów pastoralnych krytycznych pod adresem neokatechumenatu.

W naszym kraju podobnie wypowiedział się posiadający duży autorytet ks. bp Zbigniew Kraszewski, bliski współpracownik Prymasa Tysiąclecia, w tamtych czasach dbałości o czystość wiary, wykładowca dogmatyki warszawskiego seminarium. W przedmowie do polskiego wydania książki włoskiego teologa ks. Henryka Zoffoliego "Czy droga neokatechumenaltu jest prawowierna..." Biskup określił neokatechumenat jako odnowiony luteranizm. Niestety na zarzuty, jakie wymienione są w książce pod adresem doktryny Kiko, wierni w Polsce nie doczekali się żadnych wyjasnień ani zaprzeczeń ze strony kogokolwiek z neokatechumenatu. Jedynie padły fałszywe pomówienia pod adresem ks. bpa Kraszewskiego i wydawcy. Dodajmy, że kanoniczne badanie tego ruchu przeprowadzone w diecezji Clifton zakończyło się definitywnym rozwiązaniem i wyproszeniem neokatechumenatu z diecezji. Na stronie www.antyk.org.pl można się o tych zastrzeżeniach szczegółowo dowiedzieć, łącznie z tekstami katechez dostępnymi tylko katechistom "drogi" z zaznaczonymi fragmenatami niezgodnymi z nauczaniem Kościoła Katolickiego.

Przypadek, który opisujemy poniżej, wydaje się potwierdzać, że kilkunastoletnia formacja neokatechumenalna, jest raczej indoktrynacją, niż rzeczywistą pracą nad rozwojem duchowości katolickiej. Co więcej, trening prowadzony przez super-przewodników (tzw. katechistów), bardziej służy przywiązaniu członków ruchu do konkretnej grupy ludzi, czyli tzw. wspólnoty, niż kształtowaniu chrześcijańskiego sumienia.

***

Pan Michał, obecnie siedemdziesięcioletni mężczyzna, wstąpił na neokatechumenalną drogę w 1979 roku. Jak mówi, szukał miejsca, w którym mógłby rozwijać swoją wiarę, i, czego nie ukrywa, łatwiej sobie poradzić z poplątaną sytuacją życiową. Po wysłuchaniu katechez, głoszonych na ogólnodostępnych rekolekcyjnych spotkaniach, przyszedł na wstępne zebranie. Wspólnota ujęła go ciepłem i serdecznością.

- Pociągała mnie pewna ich tajemniczość... Teraz widzę, że nie jest żadna "tajemniczość", lecz programowa izolacja. Podsyca się tam atmosferę zamknięcia, odrębności od wspólnoty parafialnej, istnienia jakiegoś nieokreślonego zagrożenia. "Niedzielni dreptacze do kościoła" przedstawiani są jako chrześcijanie gorszego gatunku, tylko z przyzwyczajenia przychodzący na niedzielną Mszę świętą. To jest, według mnie, główna przyczyna niezdrowej atmosfery panującej wewnątrz wspólnot neokatechumenalnych... - mówi pan Michał, nie zdając sobie chyba sprawy, że w ten sposób charakteryzowane są przez znawców tematu współczesne sekty. Co jednak tak silnie zraziło go do ruchu neokatechumemalnego? Odpowiedź wydaje się zaskakująca: pieniądze. Pieniądze i niefrasobliwy stosunek do własności. Oczywiście, do własności cudzej.

- W pewnym etapie drogi neokatechumenalnej przychodzi czas wyrzekania się dóbr materialnych - mówi pan Michał. - Następuje to po tzw. pierwszym scrutinium, czyli wyjazdowym, zamkniętym etapie, na którym nastepuje "rewizja" życia poszczególnych członków wspólnoty. W 1984 roku atmosfera na scrutinium była wyjątkowo gorąca. Zresztą, zawsze przy tych okazjach wszystkich ogarniała euforia. Ludzie oddaliby naprawdę wszystko: swoje i nie swoje. Wtedy właśnie postanowiłem pomóc Matyldzie, samotnej kobiecie z mojej wspólnoty. Otrzymała ona przydział na mieszkanie, ale nie była w stanie go wykupić. Postanowiłem pożyczyć jej 550 tysięcy ówczesnych złotych, co stanowiło 75% ceny dwupokojowego spółdzielczego mieszkania w Warszawie. Pożyczka, mimo inflacji, była nieoprocentowana i miała być spłacana w ratach ustalonych przez Matyldę.

Wyrzekaniu się dóbr towarzyszy chyba specyficzny nastrój, skoro znany jest przypadek, gdy matka pod wpływem impulsu oddała wspólnocie miesięczne alimenty, które, na nieszczęście swojego dziecka, akurat miała przy sobie. Działanie na uczuciach jest wadą niektórych ruchów, także tych bez wątpienia katolickich. Tymczasem wyrzekanie się dóbr, ofiara, dar - nie może się wiązać tylko z emocjami. Pozbycie się czegoś powinno wywoływać uczucie przykrości, że oto nam czegoś ubywa; bo taka jest istota ofiary. Oddawanie swej własności w nastroju euforii rodzi podejrzenie, że wobec ofiarodawców zastosowano jakąś metodę ze zbioru psychotechnik. Nie posądzamy katechistów o świadome, a więc zabarwione złą wolą, stosowanie ich. Twierdzimy, że stosują oni te techniki... nieświadomie. Nie da się jednak zaprzeczyć, że cała Kikowa metodologia - pozyskiwania i utrzymywania członków Neokatechumenatu oraz uzyskiwania środków materialnych - jest przemyślana i prze-eksperymentowana.

I tak pan Michał, uległszy - jak mówi - tej euforycznej atmosferze - zdecydował się pożyczyć ogromną sumę pieniędzy bez żadnego pokwitowania. Co więcej, przekazanie pieniędzy odbyło się bez świadków. Ale czyż po pięciu latach podążania wspólną, neokatechumenalną "Drogą" mógł żądać jakiegoś kwitu od "siostry" z tej samej wspólnoty? Żyrantów?

- Powiedziałem Matyldzie - podkreśla pan Michał - że pieniądze, które jej daję, są pożyczką. Dodałem, że traktuję to jako formę lokaty. Przekazanie pieniędzy odbyło się w moim domu bez świadków i dokumentów. Nie ustaliliśmy też terminów spłaty i wysokości rat. Matylda po pewnym czasie zwróciła mi 60 tysięcy złotych. Jasne więc, że od początku rozumiała, iż nie jest to darowizna, lecz właśnie pożyczka - pomoc w uzyskaniu mieszkania. Dzisiaj mnie oskarża: 'Ty zaplanowałeś mi życie. Byłam od ciebie uzależniona. Zachowywałeś się, jakby pieniądze nic dla ciebie nie znaczyły.'

Michał, nie widząc możliwości dojścia do porozumienia ze swą dłużniczką, poprosił o pośrednictwo zwierzchnika, którym w neokatechumenacie jest osoba świecka tzw. katechista. Chciał się spotkać w jego obecności z Matyldą, by przedstawić jedno z możliwych rozwiązań. Matylda mieszka sama w dwupokojowym (kupionym min. za pieniądze Michała) mieszkaniu, więc Michał wpadł na pomysł, że - skoro jest już ona na emeryturze i nie ma możliwości spłacania długu - mogłaby je zamienić na kawalerkę, a resztę pieniędzy - zwrócić. Przedstawia na piśmie gwarancję, że - za zwrot jego mieszkania - da taką sumę, aby Matylda uzyskała prawo do mieszkania lokatorskiego. Matylda, chociaż nie "obciążona" rodziną, jednak odrzuca to rozwiązanie. Wie zapewne, że od czasu udzielenia pożyczki minęło piętnaście lat, sprawa jest przedawniona prawnie. Niewątpliwie bardzo przywiązała się do tego mieszkania, "lęka się" przyszłości. Być może uważa, że mieszkanie to należy się jej przez zasiedzenie, że Michał - nie przypominający jej o długu przez całe piętnaście lat - zrezygnował z tych pieniędzy. Można to wszystko rozumieć, tylko dlaczego na wszelkie propozycje porozumienia i mediacji, także katechisty, odpowiada: 'Nie!'?

Tu trzeba wyjaśnić, że katechiści pełnią w ruchu neokatechumenalnym szczególną rolę jakby "ojców duchownych" kierowanych bezpośrednio przez Ducha Świętego, automatycznie wchodzą w posiadanie daru rozeznawania duchów. Oni decydują kto już osiągnął dostateczny poziom rozwoju, aby 'postępować na drodze', a kto jeszcze musi 'powtórzyć' jakiś etap. Towarzyszą temu pełne rozdarcia sceny, godne brazylijskiego serialu, gdy taki "niedojrzały" - według nieomylnego wyroku katechisty - musi na dłużej lub krócej opuścić swą grupę, by jeszcze raz przejść jakiś odcinek "Drogi" neokatechumenalnej (praktycznie polega o na powtórzeniu materiału Kikowego programu). Nie chcemy tu zanadto ironizować, gdyż w istocie jest to niesłychane nadużycie. Nadużycie, którego przeprogramowani neokatechumeni nie są w stanie w ogóle dostrzec. Cierpliwie cierpią; a gdy ktoś próbuje wskazać na niedopuszczalność postępowania katechistów, są oburzeni. Zamknięci w swoim neokatechumenalnym świecie, zatracają umiejętność obiektywnej samooceny. Jest to notabene jedna z głównych cech zjawiska zwanego sekciarstwem.

Pierwsze nadużycie katechistów polega na tym, że dopuszczają się oceniania czyjejś wiary-niewiary, i to publicznie! Dzieje się tak na różnych etapach drogi. Ale dla przykładu: na samym początku tzw. drogi wymaga się od ludzi przecież już ochrzczonych publicznego aktu zaprzeczenia swej wierze dotychczasowej, bo oto teraz dopiero ta wiara (w neokatechumenacie) jest wiara prawdziwą. A przecież człowiekowi wiara dana jest w pełni już we Chrzcie świętym, do czego zatem ma prowadzić owe jawne nakłanianie do publicznej apostazji, w ruchu który podobno ma pogłębiać świadomość wielkości i niepowtarzalności tego właśnie daru jakim jest udzielony już Chrzest święty?.

Drugie zaś nadużycie "katechistów" to stawianie się ponad kapłanów, którzy są już tylko po to by obsługiwać wspólnotowe nabożeństwa.. Choć oficjalne deklaracje są inne w praktyce jest to "anty kapłańska" fobia Kiko, przedmiotowe traktowanie księży, fobia wszczepiana teraz także Polakom-katolikom.

Izolacjonizm neokatechumenatu przejawia się niedostępnością ceremonii i liturgii dla osób spoza ruchu, których się bezpardonowo wyprasza nawet z Mszy Świętej, sprawowanej koniecznie w soboty i według rytu, który nie jest zatwierdzony ani przez Rzym ani przez Kosćiół loklany (min. brak Credo, Komunia Święta na siedząco i do ręki, w postaci wypiekanego po domach placka, rozrywanego podczas ceremonii rękami). Oprawa nabożeństw jest szczególna, pełna tajemniczych symboli i niemal układów scenograficznych. Rygorystyczne przestrzeganie tych "znaków neokatechumenatu" doprowadza często do przykrych i groteskowych sytuacji jak w przypadku otwarcia Redemptoris Mater w Warszawie kiedy to nawet doszło do swoistego skandalu z udziałem Kiko.

W trakcie kiedy inni zajęci byli przekazywaniem znaku pokoju Kiko zajął się niszczeniem przygotowanego wystroju ołtarza, układając kwiaty nie według zastanego wzoru lecz przekładając je podług owych "znaków w neokatechumenacie". Neokatechumenat izoluje się poprzez wprowadzanie swojej własnej nomenklatury, mającej zaakcentować odrębność od parafialnego Kościoła. Zaawansowany neokatechumen nie używa nazw: Msza święta, nabożeństwo, ksiądz. Zachodzi zjawisko odcinania się od korzeni. Dla neokatechumena obce, niezrozumiałe a nawet drażniące są takie terminy, jak: Święta Tradycja, herezja, prawowierność, odpust, koronka, Droga Krzyżowa, koło różańcowe, itp.

Bezgraniczne zdziwienie neokatechumena wywołuje zarzut, że nie szanują oni i odrzucają Świętą Tradycję, która - przypomnijmy - jest takim samym Źródłem Objawienia jak Pismo Święte. Otóż każdy będący "w Drodze" tłumaczy, iż Neokatechumenat jest właśnie powrotem do Tradycji, bo przywołuje i kultywuje wiarę i liturgię pierwszych wieków. Ale dla neokatechumenatu Tradycja to raczej "midrasze", opowieści rabinackie i to co wiąże się z judaizmem, a więc ten powrót do źródeł jest przez neokatechumenat utożsamiany z powrotem do judaizmu.

Zacytujmy samego Kiko, by uzmysłowić nie tylko ten judaizujący sposób na tłumaczenie tajemnic katolickiej wiary, lecz także dla ukazania jednego z jego błędnych mniemań na temat Mszy Świętej:

"Niedopuszczalny jest absolutnie obrzęd indywidualny. Żydzi nie mogą świętować Paschy, jeśli nie ma jedenastu osób w gronie rodzinnym. /.../
Nie może być Eucharystii bez zgromadzenia/.../ I z tego zgromadzenia wypływa Eucharystia/.../"
"Już powiedziałem, że pierwsza rzecz, jaka się pojawia, to doświadczenie życiowe, a nie pisma na ten temat. Pierwszą rzeczą, jaką znajdujemy w Izraelu, jest odpowiedź na to wyzwolenie dokonane przez Boga, a tą odpowiedzią będzie właśnie Pascha, święto, które nie zostało przez nich wymyślone, tak jak Jezus nie wymyślił Eucharystii."

***

Judaizująco-protestanckie cofanie się neokatechumenatu do przeszłości jest kolosalnym nieporozumieniem. Po pierwsze, Tradycja jest wciąż obecna w Kościele a Kościół sam jest żywą Tradycją. Nie są uprawnione ani też potrzebne takie "powroty"! Po drugie, ów neokatechumenalny powrót następuje wyłącznie według dowolnego mniemania o pierwszych wiekach Kościoła, a więc w duchu protestanckim! To Kiko poprzez własną niewiedzę tworzy nieprawdziwą historię Kościoła, opowiadając na przykład o rzekomych powszechnych zwyczajach celebracji Mszy św. czy o praktykach związanych dawniej ze spowiedzią po to by uzasadnić dziwaczność praktyk liturgicznych w swym ruchu, na które nota bene nie ma zgody Kongregacji d/s Liturgii.

***

Wróćmy jednak do sprawy Michała, do której włącza się katechista Andrzej. Włącza się i nie włącza jednocześnie.

- Andrzej powiedział, że nie zamierza być stroną w tej sprawie, ale zaczął mnie naciskać, abym... darował całą sumę Matyldzie - mówi pan Michał. - Zarzuca mi ponadto, że Matylda była przeze mnie terroryzowana. Wreszcie zaproponował, że z własnej kieszeni ureguluje dług Matyldy. Wtedy zatkało mnie zupełnie. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć; obecnie mieszkanie Matyldy ma wartość w starych złotych półtora miliarda. Z innej zaś strony licząc, owe 550 tysiące z 1984 roku to dzisiejsze, jak mi wyliczyli w Głównym Urzędzie Statystycznym, 28 874 złote, biorąc oczywiście pod uwagę oficjalny stopień rewaloryzacji i bez doliczania bankowych odsetek. Byłem więc zaszokowany, bo przecież mówiłem Andrzejowi o wielkości tych sum.. Zanim ochłonąłem, on mi wyjaśnił, że udał się do banku, gdzie uzyskał informacje, z których wynikało, że ja pożyczyłem Matyldzie równowartość... 4000 dolarów. I że te pieniądze on mi może zwrócić. Na moje przypomnienie, że dług Matyldy ma zupełnie inną rzeczywistą wartość, zawołał: 'Nie bądź lichwiarzem! Lichwa jest karalna!'

Michał, gdy doszedł do siebie, znów zadzwonił do katechisty Andrzeja. Ten zmienił koncepcję i, wbrew nawet Matyldzie, która nie zaprzecza, że otrzymane pieniądze były pożyczką, że pamięta, iż Michał użył słowa "lokata", że spłaciła pierwszą ratę w wysokości sześćdziesięciu tysięcy złotych, wbrew temu wszystkiemu Andrzej zmienia zdanie.

- Tym razem znów mnie zatkało - mówi pan Michał. - Zatkało mnie, bo Andrzej stwierdził: 'Nie jest ci nic winna Matylda, ponieważ darowałeś jej całą sumę.' 'Ja? Kiedy!?' A on na to: 'Na konwiwencji!' Na konwiwencji, czyli wewnętrznych neokatechumenalnych 'sesjach wyjazdowych'.
- 'Człowieku!', zawołałem, 'Przecież tam wybaczaliśmy sobie krzywdy, a nie darowali długi!' Ale nie było dyskusji, bo tylko znów mi poradził:
- 'Daruj jej te pieniądze, to jedyny dla ciebie ratunek. Inaczej trafisz do piekła'. No i co mam teraz zrobić?

Do dnia dzisiejszego pan Michał nie odzyskał swego długu, z punktu widzenia prawa stanowionego, rzecz się przedawniła i ani prokurator ani sądy tym typowym wyłudzeniem pieniędzy się nie zajmą. Nie chcą się tym też zająć duchowni bowiem musieliby narazić się ruchowi neokatechumenalnemu, który jest coraz silniejszy i stanowi "państwo w państwie", lub powoli staje się strukturą równoległą do Kościoła.

***

Wieloletnia obserwacja grup neokatechumenalnych potwierdza uzasadniony niepokój, iż nie sprzyjają one rozwojowi ich członków. Wszyscy wszystko o sobie wiedzą, najintymniejsze rodzinne sprawy roztrząsane są publicznie. Publiczne wyznawanie grzechów nie zna granic, zdarzają się przypadki wyznania zdrady małżeńskiej przy dzieciach i współmałżonku, zdarzają się publiczne przyznania się kapłanów do łamania celibatu i to z podaniem takich okoliczności, na podstawie których z łatwością dojść można kto był tą drugą osobą. Panuje w tych wspólnotach wymuszana szczerość. Gdy przychodzi czas próby, zdarza się, że wieloletnie przebywanie ze sobą w tej atmosferze (spotkania odbywają się dwa razy w tygodniu i trwają wiele godzin) i wspólnych wyjazdów na tzw. konwiwencje wcale nie sprzyjają tworzeniu się normalnych międzyludzkich relacji. Zamknięcie się na osoby z zewnątrz doskonale "zabezpiecza" przed zdrową, życzliwą (i nieżyczliwą, która - paradoksalnie - także bywa potrzebna...) krytyką. Osoby postronne, które chciałyby uczestniczyć w spotkaniach, odbywających się wszak w pomieszczeniach parafialnych, są wypraszane!

Takich praktyk nie znają katolickie, parafialne wspólnoty. Czy ktokolwiek, normalnie się zachowujący, zostałby wyproszony ze spotkania np. Koła Żywego Różańca? Gdy ktoś pojawi się na spotkaniu jakiejś parafialnej grupy, obecni cieszą się, że oto przyszedł ktoś nowy, aby wspólnie modlić się!

Podobnie niezdrowa jest mania "wybebeszania" się ze swoich win, rozterek duchowych czy rodzinnych przeżyć. Od tego jest konfesjonał i rozmowa z duchowym przewodnikiem. Patologia tego zjawiska jest psychologicznie oczywista i przypomina inicjacje tajnych bractw. Tam kandydaci mają podczas obrzędu inicjacyjnego opowiedzieć o swych najbardziej intymnych czynach i wybrykach seksualnych, oraz o tajemnicach małżeńskiej sypialni. W ten sposób powstaje sztuczna, właśnie patologiczna, ale niezwykle silna solidarność, a raczej - uzależnienie.

Pewna wieloletnia neokatechumenka, w obecności swego małżonka, zawołała z błyszczącymi oczami: "Nie mąż, nie rodzina, ale Neokatechumenat jest dla mnie najdroższy!' Na uwagę księdza, że jednak najpierw jest Pan Bóg, potem mąż, a dopiero na trzecim miejscu wspólnota, ona powtórzyła: "Nie, wspólnota, wspólnota!"

Czy jednak przypadek Michała może posłużyć do uogólniającej, negatywnej opinii o ruchu neo-katechumenalnym?...

Otóż, uważamy, że w historii Michała, jak w soczewce mogą ogniskować się błędy i niedostatki ruchu neokatechumenalnego. I dlatego właśnie opisujemy tę bardzo przykrą sprawę.

Kończąc, należy zaznaczyć, że w powyższych relacjach nie zależy nam na demonizowaniu neokatechumenatu. Stopień zainteresowania wiernych neokatechumenatem wskazuje potrzebę formacji będącej pogłębianiem tajemnicy Chrztu Świętego. Z brakiem katechezy w rodzinach związany jest najgłębszy kryzys naszej religijności a nawet wyraziście rysujący się kryzys naszej łacińskiej cywilizacji. Katecheza księdza czy siostry zakonnej w szkole, czy krótkotrwała z okazji Pierwszej Komunii nie zaradzi brakowi fundamentu, którym jest rodzinny przekaz depozytu wiary. Kryzys katechizacji pogłębia brak przykładu ze strony rodziców, zanik ideału Matki Polki i Wiernego Ojca. Czy temu zaradzi specyficzny przekaz neokatechumenalny? Przecież idzie nam o formację, która by zarówno w doktrynie katechetycznej, jak i w szeroko pojętych znakach (znaki liturgiczne, znaki - świadectwa moralne, znaki ewangelizacyjne) budowała i pogłębiała jedność komunii kościelnej.

Poruszone powyżej sprawy - jak wiemy nie odosobnione - wskazują na konieczność uważnego przyjrzenia się i oczyszczenia neokatechumenatu. Bo choć można podziwiać neokatechumenat za jego zdolności pozyskiwania wiernych, trzeba jednak domagać się, aby zechciał zrezygnować z wydumanych przez siebie nieprawowiernych praktyk i teorii a ludziom pozwolił trwać w katolicyzmie i katolickiej moralności.

niedziela, 10 listopada 2013

Marek Alessio: Neokatechumentat


Foto: Tradition in Action
Od roku 1996 napisałem dla „Catholic Family News” serię artykułów poświęconych „Drodze Neokatechumenalnej”, jednej z głównych sił „nowej ewangelizacji”. Swego czasu byłem dość aktywnym członkiem „Drogi”. Pracowałem jako katechista (byłem członkiem zespołu wysłanego do parafii w celu tworzenia nowych wspólnot „Drogi”), „współodpowiedzialnym” wspólnoty (co oznaczało, że mogłem kierować grupą pod nieobecność „odpowiedzialnego”), kantorem (czyli osobą grającą na gitarze i śpiewającą podczas liturgii „Drogi”), seminarzystą (w domu formacyjnym Redemptoris Mater House w Newark w stanie Nowy York) i „misjonarzem” (czyli osobą pracującą z „rodzinami misyjnymi” „Drogi” w Wheeling i Pittsburgu w Pensylwanii).

środa, 14 sierpnia 2013

x. prof. Michał Poradowski - Neokatechumenat

Już w czasach apostolskich pojawiały się najrozmaitsze sekty wśród wspólnot chrześcijańskich, zagrażając czystości Wiary i nauki Kościoła.

Szczególnie skarżył się na to św. Paweł w swych “Listach”. Słynny jest z tego powodu jego “List do Galatów”, w którym pisze z goryczą: “Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma, są, tylko tacy ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybym nawet my lub anioł z Nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęły” (Gal 1, 6-9).

Najwięcej jednak najrozmaitszych sekt powstało za czasów Lutra i protestantyzmu, a które obecnie tylko w Stanach Zjednoczonych przekraczają kilka tysięcy, rozprzestrzeniając się na cały świat. Było ich już wiele w Polsce w okresie międzywojennym, nie miały jednak większego wpływu na naszą ludność katolicką, głęboko maryjną, ale po drugiej wojnie światowej, a zwłaszcza po Drugim Soborze Watykańskim, stały się one prawdziwą plagą i wielkim niebezpieczeństwem dla Wiary. Co więcej, dawniej, a więc przed Drugim Soborem Watykańskim, wszystkie te sekty protestanckie działały poza Kościołem katolickim, a jako heretyckie były zwalczane przez autorytety kościelne, a więc przez biskupów, którzy jako gorliwi pasterze, bronili czystości Wiary, zabraniając księżom proboszczom tolerowania owych sekt w swych parafiach. Natomiast po Drugim Soborze Watykańskim przyszła “moda” nie tylko na kontakty z owymi sektami, ale nawet na wspólne nabożeństwa w imię tzw. “ekumenizmu”, a nawet niektórzy biskupi zaczęli polecać księżom proboszczom, aby oddawali do użytku owych sekt heretyckich swoje parafialne sale, a nawet kościoły i kaplice. Stąd też obecnie w Polsce setki sekt protestanckich, a więc heretyckich, korzysta z sal, kaplic i kościołów katolickich, czy to dla swoich zebrań czy nabożeństw, czy też dla wspólnych z katolikami zgromadzeń i nabożeństw. Dlatego też czystość świętej Wiary Katolickiej została poważnie zagrożona. Doszło nawet do tego, że niektóre ruchy lub wspólnoty protestanckie, a więc heretyckie, zostały z polecenia niektórych biskupów włączone do życia religijnego parafii katolickich, a ich książki, broszury i modlitewniki zostały przez niektórych biskupów nie tylko polecone katolikom, ale nawet uzyskały przedmowy i wstępy, w których się te heretyckie poglądy gorliwie zaleca. Jednym z takich ruchów jest właśnie tzw. Ruch Neokatechumenalny, całkowicie sprzeczny z tradycyjną nauką Kościoła katolickiego, co w niniejszej broszurze staramy się wyjaśnić, porównując naukę Ruchu Neokatechumenalnego z tradycyjną nauką Kościoła, którą św. Paweł nazwał “Depositum Fidei”.

Co to jest ruch neokatechumenalny?

W połowie lat sześćdziesiątych ukazał się w Hiszpanii ruch charytatywny, działający początkowo wyłącznie na przedmieściach Madrytu, opiekując się tamtejszą biedotą, na czele którego stały dwie osoby: Kiko Arguello i Carmen Hermandez; ruch ten spotkał się natychmiast z uznaniem tamtejszego arcybiskupa. Z biegiem jednak czasu z ruchu charytatywnego zaczął przekształcać się w ruch religijny typu sekciarskiego, co jednak nie zostało spostrzeżone przez autorytety kościelne, które nadal go popierały jako ruch charytatywny. To dzięki swej działalności dobroczynnej wśród najbardziej ubogich uzyskał sobie jak najlepszą opinię wśród autorytetów kościelnych tak w Hiszpanii, jak i winnych krajach na które stopniowo zaczął się rozszerzać. Stąd też i sympatia do niego ówczesnego Papieża Pawła VI, który zaczął go wychwalać i zalecać. W międzyczasie zaczęły się duże zmiany wewnątrz owego ruchu, a to w miarę jak przybywali zwolennicy i opiekunowie, tak iż z ruchu charytatywnego stał się rodzajem sekty religijnej wewnątrz Kościoła, o czym różni jego opiekunowie, głównie biskupi, niewiele wiedzieli, jako iż przez kierowników tego ruchu wypracowane instrukcje religijne nie zostały aż do dzisiaj opublikowane i są znane tylko wtajemniczonym, gdyż dostępne wyłącznie kierownikom owego ruchu, będąc wydane jako maszynopis do użytku prywatnego, liczący 373 stronice. Jest to tzw. “katecheza”, której analiza wykazuje, że nie ma ów ruch neokatechumenalny nic wspólnego z nauką oficjalną Kościoła. Co więcej, nauka owej “katechezy”, z punktu widzenia nauki tradycyjnej Kościoła, jest zbiorem najrozmaitszych herezji, głównie protestanckich. (…)

Wspomniana wyżej “Katecheza” owego Ruchu Neokatechumenalnego została szczegółowo przestudiowana przez księdza włoskiego Enricco Zoffoli, który na ten temat napisał i wydał kilka książek, a główną z nich jest “ERESIE DEL MOVIMENTO NEOCATECUMENALE” – SAGCIO CRITICO – 1991. Książka ta ma już pięć wydań. Korzystam tutaj z wydania piątego. Tenże autor wydal także studium porównawcze pod tytułem “MAGISTERO DEL PAPA E KATECHESI DI KIKO”, wykazując sprzeczność między nauką Papieża i katechezą Kiko.

We wspomnianej “Katechezie”, zarezerwowanej tylko dla “wtajemniczonych”, znajduje się wiele stwierdzeń heretyckich, z których, w tej pierwszej części naszej krytyki, zostaną na razie wzięte pod uwagę tylko następujące:

- Człowiek nie może nie grzeszyć.

- Nawrócenie polega jedynie na uznaniu swej nędzy moralnej.

- Grzech nie obraża Pana Boga, bo jest czymś normalnym w życiu człowieka.

- Chrystus Pan dokonał odkupienia wszystkich ludzi nie przez Swą mękę i śmierć na Krzyżu, lecz przez Swe Zmartwychwstanie.

- Kościół nie został założony przez Chrystusa Pana, lecz przez pierwotną wspólnotę wiernych, jak wszystkie religie, stąd też są one sobie równe i każdy może się zbawić niezależnie od wiary, którą wyznaje. Kapłaństwo nie ma nic wspólnego ze święceniami, gdyż każdy chrześcijanin jest kapłanem przez Chrzest, a więc także i kobiety są kapłankami.

- Msza święta, zwana przez ową “Katechezę” Eucharystią nie jest ofiarą, stąd też nie jest potrzebny ołtarz, bo wystarcza stół.

- Eucharystia jest tylko ucztą – biesiadą, a nie ofiarą.

- Konsekracja chleba i wina jest tylko symbolem Zmartwychwstania Chrystusa.

- Msza święta nie jest celebrowana przez kapłana, lecz przez Zgromadzenie.

- Nie istnieje obecność rzeczywista Chrystusa Pana w Eucharystii, stąd też nie usprawiedliwiają się akty adoracji, przyklękania itp.

- Sakrament pokuty utożsamia się z sakramentem Chrztu i spowiedź powinna być publiczną wobec Zgromadzenia, a nie wobec kapłana.

- Wszyscy ludzie są grzeszni, więc nie może istnieć “stan łaski”.

- Chrystus Pan nie może być naśladowany.

- Chrystus Pan wymaga, aby każdy chrześcijanin nienawidził swych rodziców, braci i krewnych.

- Aby być chrześcijaninem trzeba najpierw wyzbyć się wszelkich dóbr na korzyść wspólnoty neokatechumenalnej.

- Dobra wspólne mogą być używane i nadużywane; nie usprawiedliwia się żadna asceza, ani też powściągliwość.

- Wszyscy będą zbawieni dzięki miłosierdziu Boga; nie istnieje piekło, ani czyściec, więc modlitwy za zmarłych są niepotrzebne.

- Historia Kościoła kończy się z edyktem cesarza Konstantyna i zaczyna się na nowo dopiero dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu.

- Biblia interpretuje się sama (a nie przez Kościół).

Jak z powyższego widać, Ruch Neokatechumenalny jest zbiorem najrozmaitszych herezji, jakie ukazywały się wciągu dziejów Kościoła, a głównie jest syntezą nauki różnych sekt protestanckich.

Według tej “Katechezy” kapłaństwo (a więc i cała hierarchia Kościoła) są zbyteczne.

Przyjrzyjmy się tym dziwnym stwierdzeniom “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego Kiko Arguello i Carmen Hermandez z punktu widzenia tradycyjnej nauki Kościoła, przedstawionej w dziele Henryka Denzingera, Enchiridion Symbolorum et Definitionum, który, wydany w połowie XIX wieku, został przez Papieża Piusa IX, w roku 1854, zalecony jako podręcznik dogmatyki katolickiej. Korzystam tutaj z wydania szóstego z roku 1888.

A więc najpierw stwierdzenie pierwsze: “człowiek nie może nie grzeszyć”. Jest to skrajny pesymizm, sprzeciwiający się nauce Chrystusa Pana, a często podkreślany przez najrozmaitsze herezje, jak np. albigensów, waldensów, anabaptystów itd., a przede wszystkim przez Lutra. Wśród czterdziestu jeden słynnych błędów Lutra, potępionych przez Papieża Leona X, dnia 16 maja 1520 roku, znajdują się właśnie twierdzenia, że człowiek nie może nie grzeszyć. Luter sformułował to w dwóch stwierdzeniach, a mianowicie stwierdzenie 31: “In omni opere bono justus peccat” (w każdym swym czynie dobrym sprawiedliwy grzeszy), oraz stwierdzenie 32: “Opus bonum optime factum est veniale peccatum” (czyn dobry, najlepiej spełniony, jest grzechem powszednim). Denzinger, o. c., s. 178, par. 655 – Errores 41 Lutheri damnati a Leone X, per Bullam “Exurge Domine”, 16 Mai 1520. Tak więc twierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego Kiko Arguello i Carmen Hermandez, że człowiek nie może nie grzeszyć, jest herezją, potępioną przez Kościół. Inna sprawa, że człowiek, na skutek grzechu pierworodnego, ma skłonność do złego, ale dzięki Odkupieniu, przy pomocy łaski, udzielanej przez sakramenty, może żyć w stanie bezgrzesznym, co potwierdzają kanonizowani święci i liczni ludzie świętobliwi.

Stwierdzenie drugie, a mianowicie: że “nawrócenie polega jedynie na uznaniu swej nędzy moralnej”, także nie jest zgodne z nauką Kościoła, gdyż każdy chrześcijanin, kiedy się “nawraca” nie tylko czyni decydujący akt woli unikania grzechu i wszelkich okazji do grzechu, lecz przede wszystkim zobowiązuje się, w miarę swych możliwości, do praktykowania cnót; bez tego nie można mówić o żadnym “nawróceniu”. Uznanie tylko swej nędzy moralnej nie jest jeszcze żadnym nawróceniem, a tylko aktem pokory, a więc “wstępem” do prawdziwego nawrócenia, czyli do powrotu do życia w stanie laski, do współżycia z Bogiem.

Trzecie stwierdzenie, że: “grzech nie obraża Pana Boga”, bo jest czymś normalnym w życiu człowieka, jest opinią całkowicie niezgodną z nauką Kościoła. Kościół zawsze nauczał, że każdy grzech, czy “lekki”, czy też “ciężki” (śmiertelny) jest obrazą Boga i dlatego ze wszystkich grzechów należy się spowiadać przed kapłanem i za wszystkie grzechy szczerze żałować, gdyż stanem normalnym dla chrześcijanina jest tylko “stan łaski”, czyli miłosne współżycie z Bogiem. To lekceważenie grzechów powszechnych i lekkich zostało wielokrotnie potępione przez Kościół (peccatum ex natura sua veniale). I tak np. papież św. Pius V, w Bulli “Ex omnibus afflictionibus” (1 Oct. 1567), potępiając siedemdziesiąt dziewięć błędów Michaelis Baii, potępia także i owe trzy stwierdzenia “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego: “20. Nullum est peccatum ex natura sua veniale, sed omne peccatum meretur poenam aeternam” (żadnym jest grzech z natury swej powszedni, ale każdy grzech zasługuje na karę wieczną), Denzinger, o. c., s. 243, par. 20.

Czwarte stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego odnosi się do Odkupienia, a mianowicie twierdzą oni, że Odkupienie dokonało się nie przez śmierć i mękę Chrystusa Pana na Krzyżu, lecz przez Zmartwychwstanie. Otóż wszystkie oficjalne “Wyznania Wiary” Kościoła Katolickiego, na przestrzeni dwóch tysięcy lat, czyli (zw. “Credo”, stwierdzają, że Odkupienie dokonało się przez mękę i śmierć na Krzyżu Chrystusa Pana. Formułą najczęściej używaną jest: “Qui passus es pro salute nostra” (który cierpiał dla zbawienia naszego). Denzinger, o.c., s. 37, par. 137. Natomiast w żadnym “Credo” nie przypisuje się Odkupienia Zmartwychwstaniu. Każdy katolik wie, że Zmartwychwstanie jest dowodem boskości Chrystusa Pana, gdyż jest zwycięstwem nad śmiercią.

Piąte stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego jest: że “Kościół nie został założony przez Chrystusa Pana”, lecz przez pierwotną wspólnotę wiernych i że wobec tego wszystkie religie są sobie równe, jako dzieła ludzkie, a nie boskie i że każdy człowiek może się zbawić, niezależnie od tego jaką religię wyznaje; jest to całkowicie niezgodne z oficjalną nauką tradycyjną Kościoła, wyrażoną w wielu dokumentach zwłaszcza soborowych, a szczególniej przez Sobór Watykański Pierwszy, sesja czwarta: “Konstytucja Kościoła Chrystusowego”. Dokument ten jest bardzo długi, oparty głównie na Ewangelii i na nauce Soborów poprzednich, które wszystkie stwierdzają, że nie ma zbawienia poza Kościołem Katolickim. Dla przykładu przypomnijmy formuły najczęściej spotykane, a mianowicie: jedną z najstarszych, tzw. wyznania wiary, pod nazwą “Symbolum Athanasianum”, zaczyna się słowami: “Quicunque vult salvus esse, ante omnia opus est, ut teneat catholicam fidem, quam nisi quisque integram inviolatamque servaverit, absque dubio in aeternum peribit”. Denzinger, o. c., s. 36, par. 1 (ktokolwiek chce być zbawionym powinien przede wszystkim wyznawać wiarę katolicką, zachowując ją całkowitą i nienaruszoną, gdyż inaczej na pewno będzie potępiony). A więc nie ma zbawienia poza Kościołem Katolickim. To wyznanie wiary kończy się surową przestrogą: “Haec est fides catholica: quam nisi quisque fideiliter firmiterque crediderit, salvus esse non poterit”, a więc: taką jest Wiara katolicka: kto jej wiernie i silnie nie wyznaje, nie może być zbawionym. Potwierdzają to prawie wszystkie Sobory, używając jednak nieraz formuł krótszych, jak np. IV Sobór Laterański: “Una vero est fidelium universalis Ecclesia, exstra, quam nullus omnino salvatur”, “Jednym jest wiernych Kościół powszechny, poza którym nie ma zbawienia”. Najczęściej powtarza się zdanie: “Absque fide catholica nulla salus, ed hoc est de fide” (poza Wiarą katolicką nie ma zbawienia i tak trzeba wierzyć). A więc herezją jest twierdzić, że wszystkie religie są równe i że wyznając religie jakiekolwiek można się zbawić. Nadto, ci co to twierdzą, ciężko grzeszą, gdyż obrażają Chrystusa Pana, stawiając go na równi z najrozmaitszymi założycielami religii pogańskich, a nade wszystko przez to samo zaprzeczają, że Chrystus Pan jest Bogiem i że tylko Jego nauka jest boską, a więc prawdziwą.

Szóste stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokalechumenalego, a mianowicie: że “kapłaństwo nie ma nic wspólnego ze święceniami gdyż każdy chrześcijanin jest kapłanem przez Chrzest”, jest to nauka Lutra, potępiona przez Sobór Trydencki. Wszystkie sekty protestanckie nie uznają sakramentu kapłaństwa i żadna z sekt protestanckich nie ma kapłanów, a tylko mają “pastorów”, podobnie jak żydzi po zburzeniu świątyni Jerozolimskiej przez Tytusa w roku 70, którzy też tylko mają “rabinów”, czyli “mędrców”, a w gruncie rzeczy są oni prawnikami, czyli specjalistami od Prawa Mojżeszowego, a także i od przepisów Talmudu, lub też “cadycy”, czyli “cudotwórcy”, uchodzący za świętobliwych. Kościół Katolicki jednak zachował kapłaństwo ustanowione przez Najwyższego Kapłana Chrystusa Pana, w czasie Ostatniej Wieczerzy, jak to opisuje Nowy Testament i jak to naucza oficjalnie Kościół w aktach wielu Soborów. Według tradycyjnej nauki Kościoła, przez święcenia kapłańskie (Sacramentum Ordinis), osoba wyświecona na kapłana uczestniczy w kapłaństwie Chrystusowym w najściślejszym tego słowa znaczeniu, a więc jest jakby “wszczepiona” w Kapłaństwo Chrystusa Pana, czyli jest jakby narzędziem w rękach Chrystusa Pana, przede wszystkim jeśli chodzi o konsekrację chleba i wina w czasie Mszy świętej, dlatego też kapłan wypowiada słowa Chrystusa Pana z Ostatniej Wieczerzy: “to jest Ciało moje” – “to jest kielich Krwi mojej”, bo to sam Chrystus Pan konsekruje, posługując się kapłanem, co jest Misterium Fidei, czyli Wielką Tajemnicą Wiary. Stąd też teolodzy, jak np. ś.p. R. L. Bruckberger, uważają, że skoro kapłaństwo w Kościele Katolickim jest uczestnictwem w kapłaństwie Chrystusowym, a Chrystus Pan jest mężczyzną, to kobiety nie mogą otrzymywać tych święceń.

Sobór Trydencki poświęca wiele stronic w swych aktach przepisom odnośnie sakramentów w ogóle, a przede wszystkim sakramentowi kapłaństwa. Aż do reform liturgicznych Drugiego Soboru Watykańskiego, sakrament kapłaństwa składał się z siedmiu święceń: czterech mniejszych (ostiariusza, lektora, egzorcysty i akolity) oraz trzech większych (subdiakona, diakona i kapłana). Reformy Drugiego Soboru Watykańskiego, a raczej po DSW, zniosły cztery święcenia mniejsze, stąd też ostatnio wyświęceni kapłani nie posiadają władzy Egzorcysty, czyli władzy wypędzania szatana z duszy człowieka opętanego (jak to tak często czynił Chrystus Pan, żyjąc na ziemi). Nadto, zreformowana liturgia Chrztu świętego obecnie tego nie przewiduje, podczas gdy tradycyjna liturgia udzielania Chrztu świętego zawierała aż pięć egzorcyzmów, zakładając możliwość, że nowo narodzony człowiek może być przed Chrztem “mieszkaniem” złego ducha i dlatego, “na wszelki wypadek” aż pięć razy kapłan wyrzucał (wyklinał) szatana z niemowlęcia, zanim przystępował do samego obrzędu Chrztu świętego. Natomiast obecny, posoborowy, rytuał Chrztu świętego nie przewiduje tej sytuacji (ewentualnego opętania niemowlęcia przez szatana). Kto wie, czy tak często obecnie na całym świecie zdziczenia wśród młodzieży nie są skutkiem owych zmian w liturgii Chrztu świętego, skoro małoletni podpalacze kościołów i kaplic, oraz niszczyciele przydrożnych figur świętych i Krzyży prawie zawsze pozostawiają po sobie jakieś bluźniercze napisy i symbole szatańskie. Prawie wszędzie znikła też z użycia woda święcona, a przecież dusze zmarłych tak bardzo o nią p roszą (zob. Maria Simma, Moje przeżycia zduszam! czyśćcowymi). Tak więc twierdzenia “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego odnośnie kapłaństwa Kościoła Katolickiego są bałamutne, i całkowicie sprzeczne z nauką tradycyjną Kościoła.

Siódme stwierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, że “Msza święta, zwana przez ową ‘Katechezę’ Eucharystia (zobaczymy nieco dalej, że to nie jest to samo), nie jest ofiara, stąd też nie jest potrzebny ołtarz, a wystarczy stół,” co także jest sprzeczne z tradycyjną nauką Kościoła, gdyż rozporządzenia w tej sprawie, na przestrzeni wszystkich wieków, zawsze wymagają, także i obecnie, a więc po Drugim Soborze Watykańskim, aby Msza święta była odprawiana na ołtarzach poświęconych, w których znajdują się relikwie świętych. Inna sprawa, że obecnie w praktyce, po niszczycielskiej reformie liturgicznej masona Bugniniego, przeprowadzonej po Drugim Soborze Watykańskim, w wielu wypadkach, te dzisiejsze ołtarze są traktowane jak zwykle stoły, a nie jak ołtarze poświęcone i zawierające relikwie świętych. A dzieje się to głównie dzięki właśnie różnym ruchom pseudoliturgicznym, jak omawiany tutaj heretycki Ruch Neokatechumcnalny Kiko Arguello i Carmen Hermandez.

Że Msza święta jest ofiarą, a nie tylko jakąś “ucztą” czy “biesiadą” oderwaną od ofiary Baranka Bożego, poucza nas cala tradycja Kościoła Katolickiego, poczynając od samego Chrystusa Pana i Jego Apostołów aż do dziś. świadczą o tym Ewangelie, Dzieje Apostolskie i Listy Apostołów, a później wszystkie dokumenty Kościoła. Ustanowienie Mszy świętej ma miejsce nie tylko na Ostatniej Wieczerzy, ale też i to przede wszystkim na Krzyżu. Ostatnia Wieczerza, męka i śmierć Chrystusa Pana na Krzyżu oraz Jego Zmartwychwstanie są to trzy akty tego samego wydarzenia: Odkupienia i ustanowienia Mszy świętej, która odnawia nieustannie w ciągu wieków, aż do powtórnego przyjścia Zbawiciela, akt najwyższej miłości Chrystusa Pana. To nie tylko na Krzyżu Chrystus Pan cierpiał i umarł, odkupując wszystkich ludzi, czyli zbawiając ich od wiecznego potępienia, ale także ustanawiając Mszę świętą w Wieczerniku i oddając się wszystkim w Niego wierzącym jako pokarm dla duszy na żywot wieczny. Stąd też Msza święta nie utożsamia się z Eucharystią, chociaż Eucharystia jest jej najistotniejszą częścią, bo poza powtarzaniem Ostatniej Wieczerzy jest ona także i powtarzaniem Ofiary Krzyżowej. Dlatego też słowo “Eucharystia” znaczy co innego w Kościele Katolickim i co innego w sektach protestanckich, gdyż w protestantyzmie odnosi się ono do ceremonii, która zastępuje Mszę świętą, a polega tylko na wspominaniu Ostatniej Wieczerzy, co Luter nazwał Abendmahl (Wieczerzą) i w czasie tej “wieczerzy” używa się, ale tylko w niektórych sektach, nawet opłatka, którym się dzielą uczestnicy, ale ten opłatek jest tylko opłatkiem (podobnym do polskiego zwyczaju dzielenia się opłatkiem z okazji świąt Bożego Narodzenia) i niczym więcej, podczas gdy we Mszy świętej Kościoła Katolickiego dokonuje się konsekracji owego opłatka przez kapłana, uczestniczącego w kapłaństwie Chrystusa Pana i, dzięki tej konsekracji, chleb (opłatek) i wino, stają się Ciałem i Krwią Chrystusa Pana, w sensie rzeczywistej obecności Chrystusa Pana w pokonsekrowanym chlebie i winie; podczas gdy w ceremonii protestanckiej tylko “wspomina się” Ostatnią Wieczerzę, ale ta wspominana Wieczerza nie powtarza się tak jak we Mszy świętej. Tylko w pewnych wypadkach, zależnie od sekty, protestanci przypisują obecność Chrystusa Pana w Eucharystii przez wiarę uczestników, ale nigdy nie ma “konsekracji” czyli przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa Pana i nigdy nie może mieć miejsca takie “przeistoczenie”, gdyż celebrujący pastor nie ma święceń kapłańskich. Stąd też Eucharystia protestantów nie ma nic wspólnego z Eucharystią Kościoła Katolickiego. Dla protestantów cała ceremonia jest tylko “wspominaniem” (może dla wielu bardzo poważnym i uroczystym) Ostatniej Wieczerzy, ale dla katolików Msza święta, niesłusznie nieraz zwana Eucharystią, jest to powtórzenie nie tylko Ostatniej Wieczerzy (przez realną obecność Chrystusa Pana, działającego poprzez kapłana wyświęconego), ale także jednocześnie męki i śmierci Chrystusa Pana na Krzyżu. Stąd też słowo “Eucharystia” ma zupełnie inne znaczenie u protestantów i inne w Kościele Katolickim i dlatego nie należy używać tego słowa odnośnie Mszy świętej, bo powoduje to nieporozumienia. Nadto należy pamiętać, że nawet u anglikanów, których ceremonie eucharystyczne są niemal identyczne z katolickimi (oczywiście aż do zmian jakie zaszły w Kościele Katolickim po Drugim Soborze Watykańskim), naucza się oficjalnie, że nie tylko nie ma przeistoczenia w czasie tej ceremonii, ale sam reformator anglikanizmu, arcybiskup T. Cranmer, w opracowanym przez siebie “Book of Common Prayer”, oświadcza, że przypuszczać iż w Eucharystii jest realna obecność Chrystusa Pana to bluźnierstwo, bo według anglikanizmu ich “msza” jest tylko wspominaniem Ostatniej Wieczerzy. Ruch Neokatechumenalny właśnie podziela poglądy protestanckie anglikańskie co do Eucharystii, bo Lutra, i Cranmcra, a więc całkowicie obce nauce Kościoła Katolickiego.

Przypomnijmy, że to dopiero w zaawansowanym średniowieczu pojawiają się sekty heretyckie zaprzeczające, że Msza święta ma charakter ofiarny, stąd też i Sobory owego czasu zaczynają zajmować się tym zagadnieniem, potępiając heretyckie poglądy i przypominając wiernym poprawną naukę Kościoła. I tak np. Sobór Laterański IV, z roku 1215, bardzo silnie podkreśla charakter ofiary Mszy świętej, deklarując: “Una vero est fidelium universalis Ecclesia, exstra quam nullus omnino salvatur. In qua idem ipse sacerdos est sacrificium Jesus Christus: cujus corpus et sanguis in sacramento altaris sub speciebus panis et vini in sanguinem, potestate divina…” (Denzinger, o. c., s. 120, par. 357). Co po polsku można przetłumaczyć: “Jeden jest wiernych Kościół Powszechny, poza którym nie ma zbawienia, w nim Jezus Chrystus jest kapłanem – ofiarą, a którego Ciało i Krew stanowią sakrament ołtarza i pod postaciami chleba i wina prawdziwie zawierają przeistoczony władzą boską chleb w Ciało i wino w Krew”.) A więc Msza święta ma charakter ofiary. Jeszcze silniej podkreśla to dekret Soboru Trydenckiego: “Sacrificium et sacerdotium ita Dei ordinatione conjuncta sunt, ut utrumque In omni legę exisiterit. Cum igitur in Novo Testamento sanctum Eucharistiae sacrificium visibile ex Domini institutione catholica Ecclesia acepperit…” (Denzinger, o. c., s. 226, par. 834. – Ofiara i kapłaństwo są złączone przez samego Boga, aby obydwa prawnie istniały. Jako iż w Nowym Testamencie święta ofiara Eucharystii widocznie z postanowienia Pana jako instytucja Kościoła została przyjęta.)

Także i wśród siedemdziesięciu dziewięciu błędów Michaelis Baii (poprzednio już wspomnianych), potępionych przez papieża Urbana VIII, w Bulli “In Eminenti” (6 marca 1641), potępiony błąd czterdziesty piąty właśnie odnosi się do “Sacrificium Missae”, w którym ów heretyk neguje charakter ofiarny Mszy świętej, podobnie jak to czyni “Katecheza” Ruchu Neokatechumenalnego. Kościół Katolicki bowiem nauczał, że Msza święta jest ofiarą, ale niekrwawą, jak nią była ofiara na Krzyżu.

Ósme stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego oświadcza, że “Eucharystia jest tylko ucztą – biesiadą, ale nie ofiarą”. Otóż według tradycyjnej nauki Kościoła Katolickiego, Msza święta jako Eucharystia (pojmowana po katolicku, co już było wyjaśnione) ma także charakter “uczty – wieczerzy”, ale jako uczestnictwo w ofierze na Krzyżu, nie jest to więc jakaś zwykła “biesiada”, lecz “Wieczerza Pańska” podwójnie sakralna, raz dlatego, że w ciągu niej Chrystus Pan ustanawia Eucharystię, czyli że Ciało Swoje i Krew Swoja,, pod postaciami chleba i wina, pozostawia jako pokarm duchowy swym wiernym, a po drugie dlatego, że natychmiast po Ostatniej Wieczerzy idzie do Ogrójca, gdzie rozpoczyna się Jego męka i cierpienia, kończące się ofiarą śmiertelną na Krzyżu, stąd też ta uczta – wieczerza ponawiana we Mszy świętej jest najściślej związana z ofiarą na Krzyżu, co już w Starym Testamencie zostało symbolicznie zapowiedziane jako ofiara Baranka, składana Bogu na ołtarzu z kamienia przez Abrahama, który swoje dziecię, Izaaka, zastępuje cudownie ukazującym się barankiem i odtąd Baranek Boży staje się symbolem i zapowiedzią ofiary Chrystusowej na Krzyżu, a przecież ta uczta historyczna w Wieczerniku też polega na spożywaniu baranka wielkanocnego, który był zapowiedzią i symbolem samego Chrystusa Pana. A więc Eucharystia jest “ucztą”, ale nie jakąkolwiek, lecz liturgiczną, świętą. Dlatego też w dawnej trydenckiej Mszy świętej, kiedy kapłan po konsekracji zwraca się do ludu, aby udzielać Komunii świętej, najpierw wypowiadał słowa formuły liturgicznej, bo brał do ręki Hostię konsekrowaną i ukazując ją wiernym mówił: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata… Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł do serca mego…” (itd.). A więc chodzi tu, we Mszy świętej, o Baranka, którym jest sam Chrystus Pan pod postaciami Hostii i Wina (Krwi Chrystusowej), co nie ma żadnego związku z jakimś świeckim “bankietem”. Dlatego też Kościół naucza, że do przyjmowania Komunii świętej należy się odpowiednio przygotować i przyjmować ją tylko w stanie łaski.

Dziewiąte stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego utrzymujące, że “konsekracja chleba i wina jest tylko symbolem Zmartwychwstania Chrystusa Pana” jest po prostu dziwactwem, bo Zmartwychwstanie nie jest żadnym symbolem, lecz rzeczywistością historyczną, zarejestrowaną w Ewangeliach i potwierdzoną przez świadków; jest jednak związane z Eucharystią i Ostatnią Wieczerzą, gdyż Chrystus na wieki żywy, a więc Zmartwychwstały, czyli mający swe uwielbione Ciało, które znajduje się w Eucharystii daje życie wieczne swym wiernym i utrzymuje ich w stanie łaski, udzielanej przez Sakramenty święte, a zwłaszcza przez Eucharystię – Komunię świętą.

Dziesiąte stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, utrzymujące, że “Msza święta nie jest celebrowana przez kapłana, lecz przez zgromadzenie wiernych”, jest całkowicie sprzeczne z tradycyjną nauką Kościoła Katolickiego. Wierni tylko uczestniczą we Mszy świętej, szczególniej właśnie przez przystępowanie do Komunii świętej, ale nie ma i nie może być Msza święta bez kapłana. Jedną z największych tragedii naszych czasów jest właśnie brak kapłanów; są obecnie tysiące parafii bez księży i więc bez Mszy świętej, a zastępują ją tylko “zgromadzenia wiernych”, na których wyłącznie są czytania z Pisma św., czasami także śpiewy i przemówienia, ale nie ma i nie może być żadnej Mszy świętej bez kapłana, bo nie ma przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa Pana, a bez tego nie ma Mszy świętej, a więc i Eucharystii. Żadne “zgromadzenie wiernych”, ani też żadna “wspólnota” nie mogą zastąpić kapłana. To tylko niektóre sekty protestanckie twierdzą, że zgromadzenie wiernych może odgrywać rolę kapłańską, ale to są herezje wielokrotnie potępione przez Kościół Katolicki. To są albo nieporozumienia, albo opinie heretyckie, luterskie i kalwińskie, stokroć razy potępione przez Sobory Kościoła Katolickiego. Sobór Trydencki wyraźnie potępia wyżej wspomnianą opinię, że przez wiarę wiernych, biorących udział w zgromadzeniu Eucharystycznym, chleb i wino stają się Ciałem i Krwią Chrystusa Pana. Oto odnośny tekst: “Si quis dixerit, solam fidem esse sufficientem praeparationem ad sumendum sanctissimae Eucharistiae sacramentum, Anatema Sit. (Denzinger, o. c., s. 204, par. 773; Dccreta dogmatica Concilli Tridentini.)

Jedenaste stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, że “nie istnieje obecność rzeczywista Chrystusa Pana w Eucharystii i że stąd też nie usprawiedliwiają się akty adoracji i przyklękania” jest surowo potopione przez wiele Soborów, a szczególniej przez Sobór Trydencki. I tak np. Can. 6 postanawia: “Si quis dixerit, in sancto Eucharistiae sacramento Christum unigenitum Dei Filium non esse cultu latriae, etiam externo, adorandum, atque ideo nec festiva peculiari celebritate venerandum, neque in processionibus, secundum laudabilem et universalem Ecclesiae sanctae ritum et consuetudinem, solemniter circumgestandum, et ejus adoratores esse idolatras; A. S.” Denzinger, o. c., s. 204, par. 76N. W skrócie po polsku: “Jeśliby kłoś powiedział, że w świętym sakramencie Eucharystii (katolickiej) Chrystus jednorodzony Syn Boży nie potrzebuje być czczony, także zewnętrznie adorowany, ani też w szczególniejszy sposób świętowany i uwielbiany, ani też przez procesje według chwalebnego i powszechnego świętego rytuału zwyczajowego uroczyście obchodzonego wychwalany i że Jego czciciele są idolatrami, niech będzie wyklęty”. A więc wyklętymi są wszyscy zwolennicy Ruchu Neokatechumenalnego przez dekret Soboru Trydenckiego (którym oni pogardzają, nazywając ten Sobór “paraliżem Kościoła”, powtarzając w ten sposób pogardę, jaką okazywał temu Soborowi Marcin Luter). To protestanci nie szanują Najświętszego Sakramentu, ale dla katolika największym zaszczytem jest adorowanie Najświętszego Sakramentu i uwielbianie Boga ukrytego w Eucharystii.

Dwunaste stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego głosi, że “sakrament pokuty utożsamia się z sakramentem Chrztu i że spowiedź powinna być publiczna wobec Zgromadzenia, a nie wobec kapłana”, co jest wielokrotnie potępiane przez Kościół, gdyż wiele Soborów w przeszłości zajmowało się tą sprawą, zwłaszcza po ukazaniu się sekty albigensów. Jednym z pierwszych czyni to Sobór Laterański III, z roku 1179, w dokumencie “dekret przeciwko albigensom”, przez który potępia tę herezję. Po ukazaniu się zaś protestantyzmu, który przejął tę herezję, Sobór Trydencki bardzo szczegółowo wykłada naukę Kościoła co d o sakramentów w ogóle, a w sesji XIV wyłącznie o sakramencie pokuty. Dokument ten jest bardzo długi (ponad dziesięć stronic), a więc niemożliwy tutaj do zacytowania, a mający dziewięć rozdziałów. W skrócie nauka ta jest następująca: w pierwszym rozdziale jest mowa o ustanowieniu przez Chrystusa Pana sakramentu pokuty; w drugim rozdziale wyjaśnia się różnicę między sakramentem Chrztu i sakramentem pokuty; w trzecim rozdziale opisuje się “owoce” sakramentu pokuty; w czwartym rozdziale o żalu za grzechy (de Contritione); w piątym o spowiedzi; w szóstym o ministrze tegoż sakramentu, a jest nim tylko i wyłącznie kapłan, dalsze rozdziały zawierają pouczenia dla spowiednika, głównie odnośnie co do grzechów zarezerwowanych (biskupowi lub papieżowi). Otóż w drugim rozdziale jest bardzo jasno i obszernie omawiany stosunek między sakramentem Chrztu i sakramentem pokuty, wyjaśniając, że sakrament Chrztu świętego gładzi wszystkie grzechy popełnione przed przyjęciem Chrztu, natomiast człowiek już raz ochrzczony, jeśli w jakikolwiek sposób zgrzeszył może się z owych grzechów oczyścić tylko przez spowiedź przed kapłanem lub biskupem i w żadnym wypadku nie przewiduje się spowiedzi publicznej przed jakimś “zgromadzeniem”, czy wspólnotą, nadto, dokument ten wielokrotnie stwierdza, że można się spowiadać tylko przed kapłanem lub biskupem i tylko od nich otrzymać rozgrzeszenie, a jednocześnie potępia wszelkie inne opinie co do tego, kończąc słowami: “fałszywe są i przeciwne prawdzie Ewangelii wszelkie doktryny, które twierdzą inaczej”. Tak więc Ruch Neokatechumenalny powraca do praktyk dawno potępionych przez Kościół. Denzinger, o. c., s. 205-213.

Trzynaste stwierdzenie heretyckie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, że “wszyscy ludzie są grzeszni, wiec nie może istnieć stan łaski’ ” jest sprzeczne z rzeczywistością, której wszyscy jesteśmy świadkami. Faktem jest tylko, że wszyscy ludzie mają skłonność do złego, bo wszyscy rodzą się w stanie grzechu pierworodnego, ale jeśli chodzi o chrześcijan, to dzięki sakramentowi Chrztu świętego, grzech pierworodny zostaje usunięty, zmazany i chociaż pozostaje skłonność do złego, to dzięki Łasce Bożej, otrzymywanej przez różne sakramenty, a szczególniej Eucharystii, czyli Komunii świętej, życie w stanie Łaski jest możliwe, choć trudne, a świadczą o tym tysiące świętych beatyfikowanych i kanonizowanych i ogromna liczba osób świętobliwych, bo d;a katolików życie normalne jest życiem w stanie łaski, a nie w stanie grzechu. Sam Chrystus Pan nas naucza: “Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą żydzi mówiąc: Jak on może nam dać swoje ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus; Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a ja jego wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (J 6, 48-55) Także i inne sakramenty uświęcają życie człowieka, umożliwiając życie w łasce. Twierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego jest więc sprzeczne z nauką Kościoła, ale zgodne z pesymizmem Lutra. Luter jednak był heretykiem i skończył marnie.

Czternaste stwierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, a mianowicie: że “Chrystus Pan nie może być naśladowaniy” jest sprzeczne z Ewangelią i praktyką wiernych Kościoła Katolickiego. W Ewangelii Chrystus Pan mówi do młodzieńca: “Pójdź za Mną” (Mt 8, 22), co zawsze było i jest rozumiane w Kościele Katolickim jako powołanie do naśladowania Chrystusa Pana i taką zawsze była i jest praktyka wiernych. Przecież jedno z najbardziej znanych dziel literatury religijnej to książka Tomasza z a Kempis “O naśladowaniu Chrystusa Pana” (żył on w latach 1380-1471). Książka ta była i jest tak czytana i wykorzystywana przez ludzi ze wszystkich warstw społecznych, że nawet jest bardziej znana niż Ewangelie, a to właśnie głównie dlatego, że wierni dobrze pojęli zaproszenie Chrystusa Pana: “Pójdź za Mną”, czyli “naśladuj mnie”. Tego Ruch Neokatechumenalny nie rozumie, bo jest ruchem głęboko protestanckim, opartym na luteraniźmie.

Piętnaste stwierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, że “Chrystus Pan wymaga, aby każdy chrześcijanin nienawidził swych rodziców, braci i krewnych”, jakoby to było warunkiem miłości Jego, jest bolesnym nieporozumieniem. Wiadomo, że żydzi bardzo przesadzają i to się odzwierciedla w ich języku, stąd częste zwroty językowe, jak np. “śmiercią umrzesz” itp. Tłumaczenia z hebrajskiego też są często niedokładne. Chrystus Pan mówił językiem tamtejszego ludu i używał wyrażeń potocznych, aby mógł być przez swych słuchaczy zrozumianym i używał – jak to widać w tekstach Ewangelii – ówczesnych wyrażeń, czyli często przesadnych, jak np. “widzisz źdźbło w oku swego brata, a nie widzisz belki w oku własnym” itp. (Mt 7, 3). Będąc Bogiem wymaga, aby go ludzie kochali nade wszystko, stąd też i przestroga: “Kto miłuje swego ojca łub swą matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 37), ale nie wymaga nienawiści do rodziców i rodzeństwa. Chrystus Pan wymaga od nas tylko nienawiści do grzechu i szatana; ale bliźnich i krewnych zawsze mamy miłować.

Szesnaste stwierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, że “aby być chrześcijaninem trzeba najpierw wyzbyć się wszystrkich dóbr na korzyść Wspólnoty Neokatechumenów” jest postawą komunistyczną. Komunizm, jak nas poucza historia, jest urzeczywistniany tylko w rodzinie i w zakonach, poza tym jest zawsze utopią, czyli czymś, co jest nieosiągalne, przynajmniej w krajach cywilizacji europejskiej. Ruch Neokatechumenalny nie jest ani rodziną, ani też zakonem w ścisłym lego słowa znaczeniu, więc nie może wymagać takich wyrzeczeń. Takie zadania przypominają ruchy wywrotowe i rewolucyjne albigensów, waldensów, anabaptystów o zabarwieniu komunistycznym, a więc ruchów potępionych przez Kościół. Co więcej, w niektórych grupach tego ruchu Neokatechumenalnego są widoczne tendencje w kierunku komunizmu państwowego, a więc do tego, co panowało do niedawna w Rosji bolszewickiej, czyli całkowitego zniesienia własności prywatnej na rzecz Państwa, podczas gdy chrześcijaństwo zawsze broniło własności prywatnej, zwłaszcza rodzinnej. Przecież w Dziesięciu Przykazaniach, czyli Dekalogu, aż cztery odnoszą się do własności prywatnej: VI, VII, IX, i X. W praktyce to żądanie zniesienia własności prywatnej może okazać się zwykłym łupiestwem, czyli obrabowaniem naiwnych zwolenników owego ruchu z wszelkiej własności.

Siedemnaste stwierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, że “dobra wspólne mogą być nie tylko używane, ale i nadużywane i że nie usprawiedliwia się żadna asceza, ani powściągliwość”, są to też opinie niezgodne z nauką Kościoła, gdyż tzw. “nauka społeczna Kościoła” wymaga poszanowania wszelkich dóbr, gdyż powinny one służyć nie tylko właścicielowi, ale całemu społeczeństwu (tzw. hipoteka społeczna), a więc moralność chrześcijańska nie dopuszcza “nadużywania”, jak na to pozwalało dawne, przedchrześcijańskie prawo rzymskie (ius possedendi, fruendi, utendi et abutendi), a również ze względów moralnych, a więc “powściągliwości”, czyli cnoty umiarkowania we wszystkim: jedzenia, picia, zabawy, odpoczynku, pracy itd. Postawa więc “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego jest niemoralna z punktu widzenia chrześcijańskiego.

Osiemnaste stwierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego: że “wszyscy będą zbawieni dzięki miłosierdziu Boga; że nie istnieje piekło ani też czyściec i że niepotrzebne są modlitwy za zmarłych” jest bałamutne. Prawdą jest, że wszyscy są powołani do współżycia z Bogiem w Niebie, a także że za wszystkich zmarł na Krzyżu Chrystus Pan, aby wszystkich zbawić, ale nie wszyscy będą zbawieni, bo nie wszyscy odpowiadają na wezwanie Chrystusa Pana. Twierdzenia Ruchu Neokatechumenalnego mają charakter herezji, którą Kościół nazwał “indyferentyzmem”, która to herezja została potępiona w wielu dokumentach Kościoła, jak np. Multiplices inter z 10 czerwca 1851; Maxima quidem z 9 czerwca 1862; Qui pluribus z 9 listopada 1846 i kilkunastu innych dokumentów.

Dziewiętnaste stwierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, że “historia Kościoła kończy się w czasach edyktu cesarza Konstantymi i zaczyna się na nowo dopiero dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu”, oraz że “okres między tymi wydarzeniami jest periodem nadużyć i że czasy Soboru Trydenckiego to paraliż Kościoła” są opinią szkalującą Kościół Katolicki. Prawda natomiast jest, że Kościół, w ciągu swych dziejów w każdym okresie, poczynając od czasów apostolskich, zawsze przeżywał najrozmaitsze trudności, prześladowania i walki; jego symbolem jest barka świętego Piotra, topiąca się na zburzonym morzu, w której Chrystus Pan jest zawsze obecny, chociaż wydaje się nam, że śpiący, tak jak wówczas, kiedy tą barką pływał po jeziorze Genezaret. Zawsze Kościołowi towarzyszyły najrozmaitsze herezje, juk również różne nadużycia, niedbalstwa, czy pomyłki; zawsze wszyscy chrześcijanie, a zwłaszcza duchowieństwo, są wystawieni na próbę wierności nauce Chrystusa Pana, a bardziej jeszcze na próbę Jego miłosierdzia. Pogardliwe traktowanie okresu Soboru Trydenckiego przez Ruch Neokatechumenalny jest najlepszym dowodem, że ruch ten jest przesiąknięty herezją luteranizmu, a więc jest ruchem heretyckim.

Dwudzieste stwierdzenie “Katechezy” Ruchu Neokatechumenalnego, że “Biblia interpretuje się sama”, wzięte jest od sekty protestanckiej “Badaczy Pisma świętego”, a polega na tym, że każdy może ją tłumaczyć na swój sposób, uciekając się do metody porównawczej różnych części Biblii między sobą, podczas gdy Kościół Katolicki wymaga, aby Biblia była czytana “w Kościele i z Kościołem”, czyli w świetle tradycyjnej nauki Kościoła, a to dlatego że Objawienie Boże zostało dane ludzkości częściowo jeszcze w czasach przedbiblijnych, a było i jest przekazywane przez tzw. Tradycję. Co więcej, wiadomo jest, że tylko część owego Objawienia przekazywanego przez Tradycję została spisana w różnych czasach, powoli tworząc dzisiejszą Biblię, złożoną z dwóch części: Starego i Nowego Testamentu, ale ani Stary Testament, ani też nowy Nowy Testament nie zawierają całości Objawienia. Jasno i kategorycznie stwierdza to święty Jan Ewangelista, kiedy pisze na końcu swej Ewangelii: “Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał i nauczał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać” (J 21, 25). To samo odnosi się i do Starego Testamentu. Objawienia Boże zostały nam przekazane przez Tradycję i tylko mała część tej Tradycji została spisana i zawiera się w Biblii. Natomiast reszta Tradycji zachowała się w tym co nazywamy “nauką Kościoła”, zawartą w najrozmaitszych dokumentach pisanych i innych przekazach jak np. sztuka kościelna, rzeźby, obrazy, różne malowidła, pieśni, śpiewy, ceremonie liturgiczne, architektura świątyń, szaty liturgiczne, kalendarze świąt i kultu itd., co bardzo silnie podkreślają Synody pierwszych wieków, broniąc najrozmaitszych zwyczajów i obyczajów. Stąd też zasada Badaczy Pisma świętego, że “Biblia się interpretuje sama” nie jest uzasadniona. Jest to opinia Lutra i sekt protestanckich. Ruch Neokatechumenalny idzie drogą Lutra, a nie tradycji Kościoła katolickiego. Co więcej, z powyższej krótkiej analizy jest oczywiste, że Ruch Neokatechumenalny jest zbiorem najrozmaitszych herezji, głównie sekt protestanckich ale także i gnozy oraz kabały.

Źródło informacji: http://konserwatywnaemigracja.com

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.