______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

czwartek, 30 czerwca 2011

Jest zgoda na polski, tradycyjny instytut kapłański



Z radością informujemy, iż jeden z polskich księży arcybiskupów, po wstępnych rozmowach, wyraził zgodę na powstanie w swojej archidiecezji polskiego, tradycyjnego instytutu kapłańskiego, który będzie kultywował klasyczną liturgię łacińską oraz tradycyjną, polską pobożność i duchowość katolicką.

Jeśli Bóg pozwoli i znajdą się kapłani, którzy włączą się w to dzieło, to wkrótce powstanie w Polsce Instytut Kapłański, którego podstawowym celem wewnętrznym będzie wynagrodzenie i przebłaganie Boga za wszelkie zniewagi i przejawy profanacji Najświętszego Sakramentu: za świętokradzkie Komunie Święte, za brak wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, za brak poszanowania, za niewiarę wielu katolików, za grzechy kapłanów, za niegodnie sprawowane Msze święte.

Księżą Instytutu będą celebrować liturgię rzymską przede wszystkim w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, jako własnej dla Instytutu oraz w uzasadnionych przypadkach, w zwyczajnej formie rytu rzymskiego. Zadaniem kapłanów będzie posługa duszpasterska i opieka nad grupami i wspólnotami związanymi z nadzwyczajną formą rytu rzymskiego według Mszału bł. Jana XXIII.

Kapłanów i kleryków rozważających przystąpienie do tradycyjnego Instytutu prosimy o przesłanie informacji zawierającej: imię i nazwisko, diecezja/zakon, rocznik święceń i numer telefonu na adres e-mail: pastores@sanctus.pl

Można też telefonować na nr 42 686 95 66 (w godzinach wieczornych)

Źródło informacji: SANCTUS.pl

Dom Bractwa św. Piotra w Krakowie uzyskał status kanoniczny


Za zezwoleniem Metropolity Krakowskiego, ks. kard. Stanisława Dziwisza, w Uroczystość św. Apostołów Piotra i Pawła Generał Bractwa św. Piotra ks. John Berg kanonicznie erygował dom zakonny zgromadzenia w Krakowie.

Źródło informacji: http://www.rafalgwarek.boo.pl/fssp/

środa, 29 czerwca 2011

60. rocznica święceń kapłańskich papieża Benedykta XVI


AD MULTOS ANNOS, BEATISSIME PATER !

W tym jakże radosnym dniu nie zapomnijmy o modlitwie za Ojca Świętego

V. Orémus pro beatíssimo Papa nostro Benedícto. R. Dóminus consérvet eum, et vivíficet eum, et beátum fáciat eum in terra, et non tradat eum in ánimam inimicórum ejus.

Pater. Ave. Glória.

Omnípotens sempitérne Deus, miserére fámulo tuo Pontífici nostro Benedícto, et dírige eum secúndum tuam cleméntiam in viam salútis ætérnæ: ut, te donánte, tibi plácita cúpiat, et tota virtúte perfíciat. Per Dóminum.


HOMILIA OJCA ŚWIĘTEGO WYGŁOSZONA W 60. ROCZNICĘ ŚWIĘCEŃ KAPŁAŃSKICH

Drodzy bracia i siostry,

„Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi” (J 15,15). W dniu, kiedy mija sześćdziesiąt lat od moich święceń kapłańskich słyszę na nowo w mym sercu te słowa Jezusa, którymi nasz wielki arcybiskup, kardynał Faulhaber, głosem już nieco słabym a mimo to zdecydowanym zwrócił się do nas, neoprezbiterów pod koniec uroczystości święceń. Według ówczesnych zasad liturgicznych aklamacja ta oznaczała wyraźne udzielenie nowo wyświęconym kapłanom mandatu odpuszczania grzechów. „Nie jesteście już sługami, ale przyjaciółmi”: w tej chwili wiedziałem i odczuwałem, że nie było to tylko słowo „ceremonialne”, a bardziej cytat z Pisma Świętego. Byłem tego świadom: w owej chwili On sam, Pan mówi to do mnie w sposób bardzo osobisty. Już w chrzcie i w bierzmowaniu pociągnął nas ku sobie, już nas przyjął do rodziny Bożej. Jednak to, co się działo w tym momencie, było czymś więcej. Nazywa mnie przyjacielem. Przyjmuje mnie do kręgu tych, do których zwrócił się w Wieczerniku. Do kręgu tych, których zna w sposób zupełnie wyjątkowy i którzy w ten sposób poznają Go szczególnie. Udziela mi władzy, która napawa niemal lękiem, by czynić to, co jedynie On, Syn Boży może prawomocnie czynić i mówić: „Ja odpuszczam tobie grzechy”. Pragnie On, abym ja, z Jego pełnomocnictwa mógł wypowiadać wraz ze swoim „ja” słowo, które nie jest jedynie słowem, ale działaniem, które sprawia przemianę w najgłębszej głębi bytu. Wiem, że za tym słowem kryje się Jego Męka z naszego powodu i dla nas. Wiem, że przebaczenie ma swoją cenę: w swojej Męce, zstąpił On w ciemne i brudne dno naszego grzechu. Zstąpił w ciemną noc naszej winy i jedynie w ten sposób może być ona przekształcona. Poprzez nakaz przebaczania pozwala mi On spojrzeć w otchłań człowieka i wielkość Swojego cierpienia dla nas, ludzi pozwalając mi pojąć wielkość swojej miłości. Zwierza się mnie: „Nie jesteście już sługami, ale przyjaciółmi”. Powierza mi słowa konsekracji w Eucharystii. Uważa, że jestem zdolny, by głosić Jego Słowo, poprawnie je wyjaśnić i nieść je do współczesnych ludzi. Powierza się mnie. „Nie jesteście już sługami, ale przyjaciółmi”: stwierdzenie to prowadzi do wielkiej radości wewnętrznej, a jednocześnie w swej wielkości może przez dziesiątki lat rodzić dreszcze wraz ze wszystkimi doświadczeniami własnej słabości i niewyczerpanej dobroci Boga.

„Nie jesteście już sługami, ale przyjaciółmi”: w słowach tych zawarty jest cały program życia kapłańskiego. Czym jest tak naprawdę przyjaźń? Idem velle, idem nolle - chcieć tego samego i tego samego nie chcieć - mawiali starożytni. Przyjaźń to wspólnota myśli i woli. Pan mówi nam to samo z wielkim naciskiem: „Znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10,14). Pasterz woła swoich po imieniu (por. J 10,3). On zna mnie po imieniu. Nie jestem byle jakim anonimowym bytem w nieskończoności wszechświata. Zna mnie w sposób bardzo osobisty. A czy ja Go znam? Przyjaźń, którą mnie obdarza może jedynie oznaczać, abym także ja nieustannie starał się Go lepiej poznać; żebym ja, w Piśmie Świętym, sakramentach, spotkaniu na modlitwie, we wspólnocie świętych, w ludziach, którzy do mnie przychodzą i których On mi posyła, starał się poznawać zawsze bardziej Jego samego. Przyjaźń to nie tylko wiedza, to przede wszystkim wspólnota woli. Oznacza to, że moja wola wzrasta ku „tak” przylgnięcia do Jego woli, która w rzeczywistości nie jest dla mnie obca i zewnętrzna, do której się skłaniam mniej lub bardziej chętnie, albo której nie ulegam. Nie, w przyjaźni moja wola wzrastając jednoczy się z Jego wolą, Jego wola staje się moją i właśnie w ten sposób staję się naprawdę sobą. Oprócz wspólnoty myśli i woli Pan wspomina o trzecim, nowym elemencie: Daje On swoje życie za nas (por. J 15,13; 10,15). Pomóż mi Panie poznawać Cię coraz lepiej! Pomóż mi być coraz pełniej jedno z Twoją wolą! Pomóż mi przeżywać moje życie nie dla siebie, ale przeżywać je wraz z Tobą dla innych! Pomóż mi być coraz bardziej Twoim przyjacielem!

Słowo Jezusa o przyjaźni jest umieszczone w kontekście mowy o winnym krzewie. Pan wiąże obraz winnicy z zadaniem powierzonym uczniom: „Przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (J 15,16). Pierwsze zadanie powierzone uczniom - przyjaciołom – to wyruszenie w drogę, wyjście z samych siebie i pójście do innych. Możemy też usłyszeć tutaj słowo Zmartwychwstałego skierowane do swoich uczniów, którymi św. Mateusz kończy swoją Ewangelię: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody ...”(por. Mt 28,19 n). Pan zachęca nas do przekraczania granic naszego środowiska, do niesienia Ewangelii w świat innych, aby przenikała wszystko i aby w ten sposób świat otworzył się na Królestwo Boże. Może nam to przypomnieć, że sam Bóg wyszedł od siebie, porzucił swoją chwałę, aby nas szukać, aby nam przynieść swoje światło i miłość. Chcemy przezwyciężając lenistwo pozostawania we własnym kręgu podążać za Bogiem, który wyrusza w drogę, aby On sam mógł wkraczać w świat.

Następnie, po słowie dotyczącym wyruszenia w drogę Jezus kontynuuje: przynoście owoc, owoc który będzie trwał! Jakiego owocu od nas oczekuje? Co jest owocem, który pozostaje? Owocem winorośli jest winogrono, z którego później wyrabia się wino. Zatrzymajmy się na chwilę na tym obrazie. Aby mogło dojrzeć dobre winogrono potrzebne jest słońce, ale również deszcz, dzień i noc. Aby dojrzało szlachetne wino konieczne jest wyciskanie, potrzebna jest cierpliwość fermentacji, staranna troska służąca procesom dojrzewania. Szlachetne wino charakteryzuje się nie tylko słodyczą, ale także bogactwem odcieni, różnorodnym aromatem, który rozwinął się w procesach dojrzewania i fermentacji. Czyż nie jest to już obraz życia ludzkiego, a w sposób bardzo szczególny naszego życia jako kapłanów? Potrzebujemy słońca i deszczu, spokoju i trudności, faz oczyszczania i prób a także radosnej drogi z Ewangelią. Patrząc wstecz, możemy dziękować Bogu za obydwie rzeczy: za trudy i radości, za godziny mroczne i szczęśliwe. W obydwu rozpoznajemy nieustanną obecność Jego miłości, która zawsze na nowo nas prowadzi i wspiera.

Teraz jednak musimy postawić sobie pytanie: jakiego rodzaju owocu oczekuje od nas Pan? Wino jest obrazem miłości: to ten prawdziwy owoc, który pozostaje, ten, którego chce od nas Bóg. Nie zapominajmy jednak, że w Starym Testamencie wino, którego się oczekuje z grona wysokiej klasy jest nade wszystko obrazem sprawiedliwości, która się rozwija w życiu zgodnie z Bożym prawem! Nie mówmy, że jest to wizja starotestamentowa, która utraciła już swą aktualność: nie jest to zawsze prawdziwe. Autentyczna zawartość Prawa, jego summa to miłość Boga i bliźniego. Jednakże ta podwójna miłość nie jest czymś słodkim. Nosi w sobie brzemię cierpliwości, pokory, dojrzewania w kształtowaniu i upodabnianiu naszej woli z wolą Bożą, z wolą Jezusa Chrystusa, Przyjaciela. Tylko w ten sposób, kiedy całe nasze istnienie staje się prawdziwym i prawidłowym, także miłość jest prawdziwa, tylko w ten sposób jest ona dojrzałym owocem. Jej wewnętrzny wymóg - wierność Chrystusowi i Jego Kościołowi, musi być realizowana zawsze, także w cierpieniu. Właśnie w ten sposób wzrasta prawdziwa radość. Naprawdę istota miłości, prawdziwy owoc odpowiada słowu wyruszyć w drogę, iść: miłość oznacza powierzyć się, dać siebie; nosi w sobie znak krzyża. W tym kontekście, Grzegorz Wielki powiedział kiedyś: Jeśli zmierzacie ku Bogu, uważajcie, aby nie osiągnąć Go samotnie (patrz Ev H 1,6,6: PL 76, 1097n) - słowo, które dla nas jako kapłanów musi być wewnętrznie obecne każdego dnia.

Drodzy przyjaciele, może zatrzymałem się zbyt długo na wspominaniu sześćdziesięciu lat mojej posługi kapłańskiej. Nadszedł czas, aby pomyśleć, o tym, co jest właściwe tej chwili.

W uroczystość świętych apostołów Piotra i Pawła kieruję nade wszystko najserdeczniejsze pozdrowienia do Patriarchy Ekumenicznego Bartłomieja I i delegacji, którą posłał, i której bardzo dziękuję za miłą wizytą z radosnej okazji uroczystości Świętych Apostołów, patronów Rzymu. Pozdrawiam również kardynałów, braci w biskupstwie, ambasadorów i władze cywilne, jak również kapłanów, zakonników i wiernych świeckich. Dziękują wszystkim za obecność i modlitwę.

Obecnie zostaną nałożone paliusze arcybiskupom metropolitom mianowanym po ubiegłorocznej uroczystości wielkich Apostołów. Co to oznacza? Mogą nam one przypominać nade wszystko słodkie jarzmo Chrystusa, nakładane nam na ramiona (por. Mt 11,29 n). Jarzmo Chrystusa jest tożsame z Jego przyjaźnią. Jest to jarzmo przyjaźni i dlatego jest „słodkim jarzmem”, ale właśnie z tego powodu jest to także jarzmo wymagające i kształtujące. Jest to jarzmo Jego woli, która jest wolą prawdy i miłości. W ten sposób jest to też jarzmo wprowadzania innych w przyjaźń z Chrystusem i bycia do dyspozycji innych, zatroszczenia się o nich jako duszpasterze. I tak dochodzimy do drugiego znaczenia paliusza: jest on utkany z wełny jagniąt, poświęconych w święto świętej Agnieszki. W ten sposób przypomina nam on o Pasterzu, który sam stał się Barankiem, ponieważ nas umiłował. Przypomina nam Chrystusa który wyruszył w góry i na pustynie, gdzie zagubiła się jego owieczka - ludzkość. Przypomina nam, Tego, który wziął baranka, ludzkość - mnie - na ramiona, aby mnie doprowadzić do domu. Przypomina nam w ten sposób, że jako pasterze w Jego służbie także i my powinniśmy prowadzić innych, niosąc ich, że tak powiem, na swoich plecach i doprowadzić ich do Chrystusa. Przypomina nam, że możemy być pasterzami Jego owczarni, która pozostaje Jego owczarnią a nie staje się naszą. Wreszcie, paliusz oznacza również bardzo konkretnie komunię pasterzy Kościoła z Piotrem i jego następcami - oznacza, że powinniśmy być pasterzami dla jedności i w jedności, i że jedynie w jedności której symbolem jest Piotr prowadzimy naprawdę ku Chrystusowi.

Sześćdziesiąt lat posługi kapłańskiej - drodzy przyjaciele, może nazbyt zatrzymywałem się na szczegółach. Jednakże w tej chwili poczułem się zmuszony, by spojrzeć na to, co charakteryzowało dziesiątki lat. Czułem się zobowiązany, aby wam wyrazić - wszystkim kapłanom i biskupom, także wiernym Kościoła - słowo nadziei i otuchy; słowo, które dojrzewało w doświadczeniu, na fakcie że Pan jest dobry. Przede wszystkim jest to jednak godzina wdzięczności: wdzięczności Bogu za przyjaźń, którą mnie obdarzył i którą pragnie obdarzyć każdego z nas. Wdzięczności dla osób, które mnie ukształtowały i mi towarzyszyły. W tym wszystkim kryje się modlitwa, że pewnego dnia Pan w swojej dobroci przyjmie nas i pozwoli nam kontemplować Jego radość. Amen.

Źródło informacji: SANCTUS.pl

Zapomniane prawdy

Wiara katolicka ma to do siebie, że nie można do niej ani niczego dodać, ani niczego od niej odjąć: albo się ją zachowuje całą, albo całą odrzuca. To jest wiara katolicka; jeżeli jej kto nie zachowa wiernie i mocno, nie będzie mógł być zbawiony (Wyznanie wiary św. Atanazego). Żeby więc zaznaczyć wyznanie katolickie, nie potrzeba żadnych dodatków, niechaj każdy poprzestaje na tym, że wyzna tę wiarę tak: „Imię moje jest chrześcijanin, a nazwisko katolik" (św. Pacjan, List pierwszy; P. L. 13,1055); niechaj jednak stara się być tym, jakim się nazywa.

Benedykt XV, Encyklika "Ab beatissimi"

Fronda nr 59

FRONDA

nr 59



Wydawnictwo: Fronda, Warszawa 2011
EAN: 7712316471049
Format: 10 x 15,5 cm, ss. 291, op. miękka, cena 25,00 zł
Do nabycia w księgarni XLM.pl

W najnowszym numerze m.in.
Tematy numeru

Gdzie jesteście ojcowie.
Mam spore trudności w katolickim wychowaniu dzieci.
Dlaczego chłopcy porzebują Boga.
Trudno nie wierzyć w nic.
Narzeczeni-Wiaroodporni.
Jerzy Giedroyć i tajne organizacje.
Wspólnie broniąc Europy przed przekleństwem.
Mieć czy być.W cieniu urynkowionej rewoluji seksualnej.
Zdrada protestantów i anglinkanów.
Wyjść poza teologię roku 1204.Papieże, patriarchowie, Kościół.
Antychrześcijaństwo.

Święcenia w Instytucie Dobrego Pasterza

Dzień 25 czerwca 2011 roku, w którym wypadło wspomnienie św. Wilhelma, był dniem długo wyczekiwany przez seminarzystów Instytutu Dobrego Pasterza, ponieważ pięciu z nich miało przyjąć święcenia prezbiteratu lub diakonatu. Dodatkowych emocji dodawał fakt, iż sam Darío kardynał Castrillón Hoyos, jako jeden z ojców Instytutu Dobrego Pasterza przybył do Bordeaux, gdzie znajduje się parafia św. Eligiusza, w której miały miejsce święcenia.

Uroczysta ceremonia rozpoczęła się o godz. 9.00, kiedy to kardynał rozpoczął modlitwy przygotowujące do Mszy świętej, a także przybrał się w szaty liturgiczne. W procesji do ołtarza przystąpił jeden diakon – kandydat do święceń prezbiteratu (Francuz) oraz czterech subdiakonów – kandydaci do święceń diakonatu. Wśród nich, obok Francuza, Włocha i Brazylijczyka, znajdował się także Polak – Sergiusz Orzeszko.

Homilię kardynała Hoyosa wygłoszoną od tronu (przed święceniami) bez wątpienia możemy wpisać w hermeneutykę ciągłości (o której naucza papież Benedykt XVI), ponieważ kardynał – cytując kanony Soboru Trydenckiego obok dokumentów Soboru Watykańskiego II, czy fragmenty katechizmu św. Piusa X obok przemówień bł. Jana Pawła II, czy wreszcie odnosząc się do Ojców Kościoła, jak św. Jan Chryzostom (szczególnie do jego dzieła O kapłaństwie) – przedstawił godność diakonatu oraz wielkość sakramentu kapłaństwa. W swej pokorze powiedział także, że nawet on sam, jako kardynał, korzy się przed Bogiem, podziwiając i dziękując za to wielkie misterium.

Po odśpiewaniu Epistoły, nadszedł tak długo wyczekiwany dla Sergiusza i jego trzech współbraci moment – zostali oni wezwani przez Księdza rektora seminarium, pełniącego rolę archidiakona w czasie Mszy świętej: Accedant qui ordinandi sunt ad Diaconatum („Niech się zbliżą ci, którzy mają przyjąć święcenia diakonatu”). Po jednoznacznym wyrażeniu gotowości do otrzymania tego daru (każdy z subdiakonów wykrzyczał Adsum – jestem [obecny, gotowy]) wszyscy czterej upadli na kolana; odbyła się rozmowa archidiakona z kardynałem, w której ten pierwszy zapewnia, iż obecni tu subdiakoni są godni, mimo ludzkich słabości, przyjąć święcenia diakonatu, na co kardynał odpowiedział: Deo gratias! („Bogu niech będą dzięki!”). W następujących po tym słowach eminencja ogłosił wybór klęczących przed nim subdiakonów do otrzymania kolejnego stopnia święceń wyższych, a następnie, za pontyfikałem rzymskim, wyjaśnił i przedstawił kandydatom powinności i przywileje diakona. Po Amen kandydatów, będącym swego rodzaju potwierdzeniem, wyrażeniem zrozumienia tej odpowiedzialności rozpoczął się śpiew Litanii do Wszystkich Świętych, kiedy to leżąc krzyżem (wraz z kandydatem do kapłaństwa) wszyscy byli pogrążeni w modlitwie. Tuż po litanii, kardynał zwracając się do Boga Ojca, przez Jezusa Chrystusa Jego Syna, który żyje z Nim w jedności Ducha Świętego, wypowiedział pierwsze słowa modlitwy konsekracyjnej i odśpiewał uroczystą modlitwę – prefację. Po tym, kardynał, na wzór Apostołów (por. Dz 6, 6), kładł prawą rękę na głowy tych, którzy mieli się stać diakonami, mówiąc: Accipe Spiritum Sanctum, ad robur, et ad resistentum diabolo et tentationibus eius. In nomine Domini („Przyjmij Ducha Świętego, On będzie twoją mocą, by oprzeć się demonowi i jego pokusom. W imię Pana”). Następnie kardynał odmówił (lub odśpiewał) pozostałe trzy części modlitwy konsekracyjnej. Kończąc ostatnią z nich, usiadł na faldistorium, by wręczyć nowym diakonom szaty liturgiczne oraz księgę Ewangelii, które są oznakami ich posługi.



Po święceniach diakonatu, odśpiewano graduał, by przystąpić do przekazania największego daru i zadania – sakramentu kapłaństwa. Obrzędy związane z tym jego udzieleniem są nieco bardziej rozbudowane, niż te opisane wyżej: już to ze względu na namaszczenie rąk, już to przez śpiew hymnu Veni, Creator Spiritus, czy wreszcie poprzez obmycie rak biskupa (mające miejsce po przekazaniu pateny i hostii).

Tuż po śpiewie Alleluja nowowyświęcony diakon Sergiusz mógł po raz pierwszy, jako ten, który służy, użyczyć swych ust samemu Chrystusowi, aby w świątyni Bożej dały się usłyszeć słowa Świętej Ewangelii. W czasie ofiarowania wszyscy nowowyświęceni zbliżyli się do tronu, by ofiarować kardynałowi swe świece jako znak ich osobistej ofiary z siebie dla Jezusa Chrystusa Najwyższego Kapłana. Od momentu zaś modlitwy Suscipe, sancte Pater… neoprezbiter rozpoczął koncelebrację Mszy świętej wraz z wysokim ministrem Kościoła, który przekazał mu dar kapłaństwa.



Tuż przed Ecce Agnus Dei… i Komunią diakonów, a po Komunii celebransa, neoprezbiter przyjął Ciało i Krew Chrystusa – pierwszy raz jako ten, który (współ)składał Najświętszą Ofiarę.

Przed odmówieniem Communio i odśpiewaniem Postcommunio kardynał, stojąc po stronie Epistoły, zaintonował Iam non dicam… („Nie nazywam was już sługami, ale przyjaciółmi…”), po którym neoprezbiter wyznał swą wiarę, a następnie uklęknął i otrzymał poprzez drugie włożenie rąk Ducha Świętego (Accipie Spiritum Sanctum…). W tym momencie ornat, do tej pory zwinięty, został rozłożony; neoprezbiter przyrzekł posłuszeństwo swym przełożonym i otrzymał osobiste błogosławieństwo.

Po uroczystym błogosławieństwie zebranych, kardynał wygłosił ostatnie już napomnienie do nowowyświęconych: by modląc się za niego bądź to odmówili nokturn z oficjum dnia dzisiejszego (diakoni), bądź odprawili (po swej pierwszej Mszy świętej) trzy inne Msze – o Duchu Świętym, o Matce Bożej i za dusze wiernych zmarłych.

W zakrystii, tuż po ceremonii, kardynał udzielił wszystkim posługującym swego błogosławieństwa, pogratulował nowowyświęconemu kapłanowi oraz diakonom, a także, w serdecznej rozmowie z x. Philippe Laguérie wypowiedział niezwykle znaczące słowa: Wierzę w Instytut Dobrego Pasterza!

Neoprezbiter, po odebraniu braw i gratulacji, ku jeszcze większemu wzruszeniu swych rodziców, rozpoczął udzielać prymicyjne błogosławieństwo.

W czasie samej ceremonii funkcje liturgiczne pełnili również Polacy: wicerektor seminarium św. Wincentego à Paulo, x. Leszek Królikowski jako diakon honorowy jego eminencji; kleryk Karol, przybrany w fioletową sutannę, jako drugi ceremoniarz; kleryk Mateusz jako jeden z tzw. pluwialistów (był on tym, którego po francusku nazywa się dosłownie „trzymający pastorał”); kleryk Łukasz jako krucyfer; kleryk Bartłomiej jako ceremoniarz chóru.

Po czterogodzinnej ceremonii wszyscy udali się na poczęstunek, w czasie którego kardynał Hoyos wyraził swą wielką wdzięczność i radość z tego, iż mógł w tym dniu być obecny w Bordeaux, zapewniając kapłanów oraz seminarzystów Instytutu Dobrego Pasterza o swym wsparciu. Po swej przemowie udzielił on wszystkim szczerego błogosławieństwa.

Dla polskich kleryków ważne okazało się także przemówienie samego neoprezbitera, który w krótkich, ale ciepłych słowach podziękował im oraz klerykom pochodzącym z Brazylii, za ich świadectwo, za to, że w życiu wiary mógł wiele się od nich nauczyć.



Nazajutrz miała miejsce pierwsza Msza święta nowowyświęconego kapłana. Była to II niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego, w czasie której we Francji świętuje się ponownie Uroczystość Bożego Ciała (niedziela ta nosi nazwę Sollenité de la Fête-Dieu). Stąd też, po solennej Mszy świętej (sumie parafialnej), podczas której Sergiusz pełnił posługę diakona, odbyła się procesja eucharystyczna. Zebrani, maszerując pod wodzą swego Króla i Zbawiciela, śpiewając na Jego chwałę takie pieśni, jak Lauda Sion Salvatorem, przeszli pobliskimi ulicami zeświecczałego, a czasami nawet niebezpiecznego i agresywnego wobec kleru Bordeaux, by na jednej z nich zatrzymać się i oddać hołd Jezusowi Chrystusowi ukrytemu pod postacią Chleba oraz otrzymać błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem.

Źródło informacji: http://www.summorumpontificum.pl

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Gnostyckie brednie „Pełna jedność” i inne kosmiczne związki



Jedną z zalet bycia felietonistą „The Remnant” jest wielka terapeutyczna wartość tych łamów, na których można dać upust katolickiej frustracji powodowanej ogólnym zamętem panującym w ramach tego, co Włosi nazywają il dopoconcilio – okresem po II Soborze Watykańskim. Kto wie, jak wielu poważnych konsekwencji zdrowotnych uniknąłem dzięki rozładowaniu na tych stronach ciążącej mi złości na idiotyzmy dopoconcilio? Nadszedł czas, aby ponownie dać jej upust.

Gdy idzie o idiotyzmy, producent RealCatholicTV.com1 wydał właśnie w sprawie Bractwa Świętego Piusa X „oficjalne stanowisko” tej treści: „Bractwo nie jest w pełnej jedności z Kościołem, który je zaprasza do ponownego odkrycia tej ścieżki [do jedności]”.

No tak, ta tajemnicza „ścieżka” ku wciąż wymykającemu się duchowemu celowi, jakim jest „pełna jedność”. Wydaje się to oznaczać neokatolicką analogię do ośmiu ścieżek buddyzmu, które – jeśli tylko Bractwo zdoła je „ponownie odkryć” – doprowadzą wszystkich jego zwolenników na wyższy poziom oświecenia, osiągalny tylko poprzez radosne zdanie się na niewysłowione nauki II Soboru Watykańskiego: soboru takiego samego, a jednak różnego od wszystkich innych soborów; nowatorskiego, a mimo to tradycyjnego; nowego, a jednak starego; pasterskiego, a mimo to doktrynalnego; otwarcia kościelnych czakramów na pewne energie współczesnego świata; „wydarzenia”, którego sens można wyczuć tylko intuicyjnie, nie zaś precyzyjnie określić jego znaczenie zgodnie z „prawdziwą interpretacją”, która oczywiście czai się gdzieś blisko, ale wciąż jeszcze nie została odnaleziona. Posłuchaj uważnie, Pasikoniku2, a usłyszysz sobór w delikatnym podmuchu wiatru pośród topoli na rzymskich wzgórzach. Jest to dźwięk, jaki wydaje jedna klaszcząca dłoń3.

Zadajmy sobie proste pytanie: czy nie mamy już szczerze dość tych gnostyckich bredni? Wspólnie wyciągnijmy wnioski. Zróbmy to, co tradycyjni katolicy zawsze robili: przeciwstawmy się obskurantyzmowi i intelektualnej nieuczciwości kilkoma oczywistościami – zdrowym rozsądkiem, jak go nazywali jezuici w czasach, gdy Kościół był jeszcze domeną zdrowego rozsądku. A teraz kilka jasnych stwierdzeń. Dwanaście, gwoli precyzji:

Po pierwsze: dzięki papieżowi Benedyktowi na czterech biskupach Bractwa nie ciąży już ekskomunika, jeśli w ogóle kiedykolwiek ciążyła.

Po drugie: trzeba podkreślić, że księża i wierni Bractwa nigdy nie byli ekskomunikowani i dlatego papież Benedykt nie musiał zdejmować z nich żadnej ekskomuniki.

Po trzecie: kto nie jest wyłączony ze wspólnoty Kościoła, ten może otrzymywać wszystkie jego sakramenty, w tym Komunię św., i nikt w Watykanie, a już szczególnie papież, niczego innego wobec Bractwa nawet nie sugerował.

Po czwarte: ani biskupom Bractwa, ani jego księżom, ani zakonnikom i zakonnicom, ani jego wiernym świeckim nie zarzuca się herezji, która wiązałaby się z uporczywym powątpiewaniem lub zaprzeczaniem któremuś z artykułów świętej i katolickiej wiary.

Po piąte: kto jest a) ochrzczony w Kościele, b) nie jest ekskomunikowany, c) może otrzymywać wszystkie sakramenty i d) nie jest heretykiem, jest – wiem to z pewnego źródła – katolikiem.

Po szóste: katolicy są w łączności z Kościołem katolickim.

Po siódme: nie można być „nie w pełni” katolikiem, a tym samym nie można być prawdziwym katolikiem w „niepełnej jedności” z Kościołem.

Po ósme: członkowie i wierni Bractwa są prawdziwymi katolikami.

Po dziewiąte: nikt w Watykanie nigdy nie twierdził, że członkowie i wierni Bractwa nie są prawdziwymi katolikami. Przeciwnie – wielu watykańskich prałatów i sam papież oświadczali, że są oni prawdziwymi katolikami, których organizacja pozostaje w nieuregulowanej sytuacji kanonicznej (co może zostać naprawione odpowiednim dekretem).

Po dziesiąte: członkowie i wierni Bractwa nie są niekatolikami.

Po jedenaste: zgodnie z zasadą niesprzeczności, duchowni i świeccy związani z Bractwem nie mogą być katolikami i niekatolikami w jednym i tym samym czasie.

Po dwunaste: zgodnie z prawem wyłączonego środka [łac. tertium non datur], twierdzenie, że „członkowie Bractwa są katolikami”, jest – obiektywnie rzecz ujmując – albo prawdziwe, albo fałszywe (subiektywna dyspozycja poszczególnych osób nie jest dostępna naszej wiedzy).

Wniosek: twierdzenie, że katolicy związani z Bractwem nie są w „pełnej jedności” z Kościołem katolickim, którego bez wątpienia są członkami, jest nonsensem. Tak jak pozbawiony sensu jest pomysł, że kard. Mahony 4 i bp Gumbleton 5 są w „pełnej jedności” z Kościołem, a biskupi Bractwa nie. Albo że masy szeregowych katolików – tak samo heterodoksyjnych, jak najbardziej liberalni protestanci – są w „pełnej jedności”, ale nie świeccy związani z Bractwem, którzy przyjmują każde wiążące orzeczenie Magisterium w sprawach wiary i moralności.

Sprawa Bractwa pokazuje, jak ogromne szkody wyrządził Kościołowi niejednoznaczny soborowy neologizm „pełna jedność” i jego drugie oblicze, którym jest „jedność niepełna”. Niekatolicy, obecnie witani i fetowani podczas ekumenicznych zgromadzeń, nie są już postrzegani jako heretycy czy schizmatycy, ponieważ są uważani za posiadających mglistą „niepełną jedność” z Kościołem, a jednocześnie tradycyjni katolicy są potępieni i wykluczeni z powodu braku równie mglistej „pełnej jedności” – potępieni i wykluczeni przez tych samych krytyków, świętujących swą „niepełną jedność” z szeroką rzeszą rzeczywistych heretyków i schizmatyków, którzy odrzucają praktycznie wszystko, czego naucza Kościół.

Wybuch śmiechu – oto jedyna właściwa odpowiedź, jaką można dać tym, którzy nadal bredzą o braku „pełnej jedności” katolików podtrzymujących wiarę pośród tego, co poprzedni papież – po ćwierćwieczu świętowania „wielkiej odnowy”, która nigdy nie nastąpiła – w końcu opłakiwał jako „milczącą apostazję” w chrześcijańskiej niegdyś Europie. Jednak ten sam papież – papież, którego rozgorączkowani miłośnicy domagali się natychmiastowego ogłoszenia, przez aklamację, jego świętości – publicznie zadeklarował ekskomunikowanie czterech6 tradycjonalistycznych biskupów, którzy poświęcili swoje życie, by przeciwdziałać skutkom apostazji, której ów papież przewodził. Ten sam papież rozpieszczał i chronił Marcjalisa Maciela Degollado7, nie chcąc słyszeć niczego przeciwko niemu, mimo całej masy dowodów, że nieszczęsny założyciel Legionistów Chrystusa popełnił wiele strasznych przestępstw. Ten sam papież zrobił niewiele (albo nic), żeby przeciwdziałać szerzącemu się pośród kapłanów homoseksualizmowi i ogromnemu upadkowi wiary i dyscypliny w Kościele, jednocześnie zachęcając wszystkich, od animistów do zaratusztrian, do odprawienia ich pogańskich rytuałów nie gdzie indziej, jak w Asyżu, w klasztorze świętego Franciszka. Ten sam papież podarował nam ministrantki i rockowe koncerty w samym środku eklezjalnego chaosu, podczas gdy biskupi Bractwa przez dziesięciolecia nosili piętno wątpliwej, papierowej „ekskomuniki”, po prostu wycofanej przez kolejnego papieża. Ten sam papież całował Koran, pozwalając jednocześnie, żeby prawdziwe Pismo św. było wykoślawiane przez wielość modernistycznych i „neutralnych płciowo” błędnych tłumaczeń.

Nawiasem mówiąc, gdy idzie o skandal z całowaniem Koranu, pewien neokatolicki komentator, konkludując niechętnie, że stało się, co się stało – papież pocałował Koran – sugerował, że „okazywanie w ten sposób szacunku może sprzyjać pokojowi i harmonii między religiami”. Tak się składa, że zgadzam się z tym komentatorem, iż ten gest mógł być wykonany pod wpływem nagłego impulsu, ale nigdy też nie został odwołany, nawet wówczas, gdy chaldejski patriarcha Rafał Bidawid publicznie chwalił papieża za to, że „pocałował go [Koran] na znak szacunku”.

Kościół został wywrócony do góry nogami w imię ekumenicznego soboru, którego „prawdziwa interpretacja” nadal, po półwieczu od jego zakończenia, pozostaje przedmiotem dyskusji. Sam Watykan zaprosił nie kogo innego, jak ekspertów teologicznych Bractwa – i tylko ich – na serię spotkań, aby dyskutowali z watykańskimi ekspertami nad tą „prawdziwą interpretacją”, która oczywiście nie może być wprost przedstawiona Bractwu – czy również nam – w tak wielu słowach. Bo żadna formuła składająca się ze zwykłych słów nie byłaby przenigdy w stanie uchwycić istoty „prawdziwego soboru”.

Tymczasem katolickie duchowieństwo kontynuuje swój daremny posoborowy „dialog” z moralnie upadłym protestanckim klerem, wiecznie oburzonymi liberalnymi rabinami i wściekle fundamentalistycznymi imamami. Cały zachodni świat ulega milczącej apostazji. Nie napotykając już na opozycję ze strony patologicznie irenicznych8 duchownych, którzy teraz chcą być wyłącznie jego przyjaciółmi, islam rozwija się wszędzie bez przeszkód. Najbardziej dynamicznie we Francji, której rząd, okaleczony przez sztywny laicyzm, podejmuje niedorzecznie świeckie próby przeciwdziałania, takie jak zakaz noszenia burek (bo stanowi to akt nielegalnego ukrywania tożsamości), a jednocześnie niestrudzenie demontuje to, co pozostało z moralnego porządku w tym jednym z niegdyś najbardziej katolickich narodów.

Na dodatek, w środku cywilizacyjnej apostazji i ogromu szkód w Kościele spowodowanych w całości przez rzekome „nakazy” II Soboru Watykańskiego, jedynymi katolikami oskarżanymi o brak „pełnej jedności” z Kościołem są tradycyjni katolicy, którzy nie tylko nie mieli udziału w czynieniu tych szkód, ale i zdecydowanie się im przeciwstawiali. Z drugiej strony szkodnicy są uznawani za będących w „pełnej jedności” z tym samym Kościołem, który doprowadzili do ruiny.

Dajmy tej zgrai w „pełnej jedności” to, na co sobie zasłużyła przez swoje żałosne obelgi rzucane na wiernych katolików: retoryczny ekwiwalent tortu na gębę, klasyczny amerykański sposób spuszczenia powietrza z nadętych i świętoszkowatych. Naprawdę. Dość już tego nonsensu.

I tyle. Już czuję się lepiej. Dziękuję, Panie Redaktorze Naczelny. Ω

Krzysztof A. Ferrara

Tekst za „The Remnant” 5 lutego 2011. Przełożył Jakub Pytel.

Przypisy:

1. RealCatholicTV.com – północno­amerykańska katolicka telewizja internetowa kojarzona ze środowiskami Ecclesia Dei (wszystkie przypisy poza inaczej oznaczonymi pochodzą od tłumacza).

2. Odniesienie do popularnego w latach 70. amerykańskiego serialu telewizyjnego Kung Fu. Jego bohaterem był młody adept sztuki walki, Kwai Chang Caine, nazywany przez swego nauczyciela, Mistrza Po, Pasikonikiem (przyp. red. Zawsze wierni).

3. Odniesienie do buddyzmu zen. Chodzi o problem zwany koan, wskazujący – według zen – na ostateczną prawdę, nie mający jednak rozwiązania na gruncie logiki, lecz jedynie drogą głębszego wtajemniczenia.

4. Kard. Roger Mahony (ur. 1936), emerytowany ordynariusz Los Angeles, dał się poznać jako inicjator modernistycznych eksperymentów liturgicznych (promował tzw. tańce liturgiczne), wspiera ruch prohomoseksualny oraz liberalnych i lewicowych polityków amerykańskich.

5. Tomasz Gumbleton (ur. 1930), emerytowany biskup pomocniczy amerykańskiej diecezji Detroit, udziela wsparcia ruchom liberalnym w Kościele i „katolickim” aktywistom homoseksualnym.

6. W rzeczywistości dekret Kongregacji ds. Biskupów wymieniał sześć osób – oprócz czterech nowych biskupów także konsekratora, abp. Lefebvre’a, i współkonsekratora, bp. de Castro Mayera (przyp. red. Zawsze wierni).

7. Ks. Marcjalis Maciel Degollado (1920–2008), założyciel zgromadzenia Legionistów Chrystusa. Po swoim wyborze na Stolicę Piotrową papież Benedykt XVI poprosił go o „spędzenie reszty dni na modlitwie i pokucie”. W 2010 r. Watykan przyznał, że ks. Maciel Degollado dopuścił się skandalu „najcięższego i niemoralnego zachowania, licznych przestępstw i prowadził życie pozbawione skrupułów”.

8. Irenizm – dążenie do zniwelowania różnic międzywyznaniowych.

Źródło informacji: ZAWSZE WIERNI

Jan F. Libicki - Kiedyś Inkwizycja dziś Nagroda Darwina dla x. Kowalczyka SJ

Ksiądz Kowalczyk postawił w zasadzie kropkę nad i. Los Prezesa jest podobny do losu Chrystusa. Już tylko krok by wprost stał się on Chrystusem …

Z najgłębszym zdumieniem przeczytałem w ostatni piątek tekst ks. Dariusza Kowalczyka SJ zamieszczony na portalu Wpolityce.pl. Czcigodny jezuita, były prowincjał, stwierdza ni mniej ni więcej tylko to, że gdyby Chrystus działał dziś być może znaleźli by się tacy, chcący skierować go na badania psychiatryczne. Artykuł podparty jest licznymi cytatami z Pisma Świętego, a towarzyszące mu uwagi o „mainstreamie” i „polityce miłości” jasno wskazują że odnosi się on do sytuacji obecnej. Konkretniej nawet – do osoby Jarosława Kaczyńskiego.

Dlaczego jestem zdumiony? Bo tekst ten dowodzi, że jakiś dziwny syndrom targa sporą częścią naszej opinii publicznej. I dotyczy to nie tylko zwykłych czytelników Gazety Polskiej, skaczących przez płotki na Krakowskim Przedmieściu, ale i prominentnych duchownych. Ci ostatni są tym syndromem dotknięci nawet bardziej. Bo ci pierwsi krzyczeli do Jarosława Kaczyńskiego „tylko” Ty jesteś Polska! i Jarosław Polskę zbaw!

W unoszącym się tam klimacie oraz w twórczości Rymkiewicza jedynie wyczuwało się myśl, że znów Polska jest Chrystusem Narodów. A Polską jest Jarosław Kaczyński. Było już o włos. Ksiądz Kowalczyk postawił w zasadzie kropkę nad i. Los Prezesa jest podobny do losu Chrystusa. Już tylko krok by wprost stał się on Chrystusem…

Zastanawiam się jak można zaradzić takim publikacjom? Cóż… kiedyś było to Święte Oficjum czyli Inkwizycja. Dziś na szczęście pozostaje chyba tylko Nagroda Darwina…

Na www.facebook.com/flibicki możesz skomentować ten tekst!

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

Raymond de Souza - Katolicka kontrrewolucja


Raymond de Souza jest autorem prawie 3 tys. programów radiowych i telewizyjnych w obronie życia i wiary. Współpracuje z wieloma organizacjami katolików świeckich w przygotowaniu programów edukacji religijnej dla szkół i parafii. W swoich wystąpieniach przywołuje nauczanie papieża Piusa XII, który potępiał proces dechrystianizacji Zachodu (pisząc o ekonomii, polityce i prawie bez Boga), analizuje współczesną rewolucję antychrześcijańską w świetle nauczania papieży od Piusa XI do Benedykta XVI i proponuje realne rozwiązanie: katolicką kontrrewolucję!

Jan Pawel I i Msza św. Trydencka

Albino Luciani został wybrany 26 sierpnia 1978r. i zmarł 28 września 1978 r. Jego zgonowi towarzyszyły pogłoski, że został zamordowany.

Mówiło się, że Jan Paweł I był gotowy przywrócić Msze św. Trydencką. Zmarły o. Gommar De Pauw, który w 1964r. założył Katolicki Ruch Tradycjonalistyczy w Nowym Jorku, mówił, że w pierwszych dniach po wyborze Jana Pawla I został on wezwany do Watykanu, aby wziąć udział w pracach komisji mającej na celu przywrócenie Mszy św. Trydenckiej. Niestety, Jan Pawel I zmarł, zanim komisja mogla się zebrać.

Interesujące jest, że po śmierci Jana Pawła I człowiek, którego papież wybrał na organizatora przywrócenia Mszy św. Trydenckiej, popadł w zapomnienie. Wiekszość tradycyjnych katolików nie wie nawet dzisiaj, kim był założyciel ich ruchu, o. Gommar De Pauw. Zapomnieli oni też o Janie Pawle I, który miał być tym "tradycyjnym" papieżem, o którego wybór się modlili.

Źródło informacji: REBELYA.pl

Już wkrótce "Ordynariat Apostolski" dla Bractwa św. Piusa X

Messainlatino trwa przy swojej sensacyjnej informacji dotyczącej decydującego momentu jaki nadszedł dla Bractwa św. Piusa X. Włoski portal przytacza za portalem Unavox fragment internetowego wystąpienia biskupa Richarda Williamsona:

" That is why we already hear of an Ecclesia Dei spokesman telling that Rome will very soon offer an "Apostolic Ordinariat" to the Society. "

Po ukazaniu się informacji o zbliżającym się momencie uregulowania statusu fsspx, przełożony Bractwa, bp. Bernard Fellay, uspakajał: prosił by nie wierzyć we wszystko co jest mówione i pisane, oraz zapewniał, że nic nie ma do ukrycia. Jeżeli propozycja ze strony Rzymu pojawi się, to zostaniemy o tym poinformowani.

Bp. Fellay mówi zatem prawdę: propozycji jeszcze nie ma, jest jednak jej oficjalna zapowiedź - złożona przez rzecznika Ecclesia Dei.

Messainlatino zakłada, że jeżeli propozycja zostanie oficjalnie złożona, Bractwo z odpowiedzią poczeka, aż opadnie pył spotkania w Asyżu.

Zakładając, że sytuacja wygląda tak, jak opisuje to autor włoskiego bloga Enrico, należy przypuszczać, że Nuncjatury musiały już poinformować Konferencje Episkopatów o projekcie "Ordynariatu Apostolskiego". A to dopiero ból dla ordynariuszy, zwłaszcza, że przełożony Bractwa bp. Fellay podczas homilii wygłoszonej niedawno w Winona, powiedział:

"se un giorno Roma regolarizza finalmente la nostra situazione, la battaglia comincerà"

"Jeżeli pewnego dnia Rzym ureguluje nareszcie nasz status, bitwa rozpocznie się"


Na podstawie: www.messainlatino.it

Źródło informacji: http://mszapiaseczno.blogspot.com

Z księgarskiej półki c.d.

PIUS XII

PAPIEŻ W EPOCE TOTALITARYZMÓW

Pod redakcją Marka Kornata


Wydawnictwo Arcana, Kraków 2010
ISBN 978-83-60940-81-5
format: A5, ss. 270, op. twarda, cena: 24,99
do nabycia u wydawcy

Papież Pius XII stoi w ścisłym centrum historycznych sporów o Kościół i jego rolę w wieku XX – w epoce panowania totalitaryzmów, II wojny światowej, holokaustu, pojałtańskiego rozdarcia Europy i gwałtownego przyspieszenia procesów modernizacyjnych po II wojnie. Nigdy zapewne nie nastąpi zamknięcie dyskusji. Proces beatyfikacyjny papieża przyniósł ożywienie starych oskarżeń pod jego adresem i oczywiście różne wysiłki jego obrońców. Można powiedzieć, że spór o Piusa XII ma dwie warstwy: toczy się na płaszczyźnie nauki historycznej i trwa w sferze ideologicznej. W drugiej sferze nie o cele poznawcze chodzi, ale o potwierdzenie dawno już wypowiedzianych ocen i oskarżeń. Usiłując uporządkować sprawy związane z dyskusją wokół „milczenia” Piusa XII, powiedzieć trzeba przede wszystkim to, że papież ten wielokrotnie mówił o cierpieniach ludzkich w czasie toczącej się wojny. Nikt nie może temu zaprzeczyć. Jednak w żadnej ze swoich wypowiedzi Pius XII nie wspomniał, kto jest sprawcą tych cierpień. Nie pojawiło się żadne odniesienie do tragedii narodu żydowskiego. Żadna interpretacja nie jest w stanie zmienić tego stanu rzeczy. Krytyczna historiografia Piusa XII ma głębokie uzasadnienie, ale tylko wówczas, kiedy nie tracimy z pola widzenia realiów ówczesnej epoki i nie przykładamy naszych dzisiejszych pojęć do ówczesnej rzeczywistości.

Ze Wstępu Marka KornataTeksty zamieszczone w niniejszym tomie pochodzą z konferencji w Instytucie Historii PAN: 10 stycznia 2009 r. Pokłosie tej sesji to studia, które wchodzą w skład tego tomu.Autorzy tomu: ks. Zygmunt Zieliński, Marek Kornat, Anna Wolff-Powęska, Zofia Waszkiewicz, Jan Żaryn, Dariusz Libionka, Andrzej Grajewski, Paweł Skibiński, Grzegorz Kucharczyk

Jak Bóg interweniuje w historii

Na stronie internetowej amerykańskiego Stowarzyszenia Obrony Tradycji Rodziny i Własności ukazał się kolejny artykuł poświęcony tragediom, proroctwom i Bożej Opatrzności. Jego autorem jest Jeremias Wells. We wcześniejszym artykule zwrócono uwagę na objawienia maryjne i zapowiedzi wielkich tragedii, jeśli ludzie nie poprawią się. W obecnym, jego autor wskazuje na tragedie, które nieustannie dotykają świat w różnych zakątkach. Są one z pewnością ostrzeżeniami dla nas, danymi przez Boga.

Trzy dni przed brutalnym pojmaniem, Pan Jezus na szczycie Góry Oliwnej cierpliwie tłumaczył proces historii powszechnej i historii Kościoła na przestrzeni wieków, z punktu widzenia Opatrzności Bożej ( Mt. 24). Wśród najbardziej przejmujących obrazów Jego wieloaspektowej wizji, wstrząsająca była zapowiedź różnorakich klęsk żywiołowych, które miały spaść na ludzkość.

Chrystus zapowiedział straszne zniszczenie Jego ukochanego miasta - Jerozolimy. Te wydarzenia i wizje ostro kontrastują z triumfalnymi scenami euforii, która widoczna była w czasie Niedzieli Palmowej.

Tego ranka, Jezus wyszedł z domu przyjaciela Łazarza oraz jego dwóch sióstr w Betanii i wspiął się na Górę Oliwną. Kiedy schodził z góry zachodnim stokiem, ukazał mu się olśniewający widok Jerozolimy z białymi ścianami budynków i błyszczącymi w słońcu złotymi kopułami pałaców oraz świątyń. Jednak, zamiast radości ogarnął Go głęboki smutek. Jezus zapłakał. Wiedział, co się stanie za kilkadziesiąt lat – potężna armia rzymska otoczy miasto i zburzy je.

Wybitny egzegeta jezuicki, Korneliusz À Lapide powiedział, że kara, która dotknęła Jerozolimę, spadła na nią z powodu niewiary, uporu i niewdzięczności jej mieszkańców. Ojciec Korneliusz twierdzi, że można to wytłumaczyć w następujący sposób: „To tak, jakby Chrystus powiedział: »Przez trzy lata nauczałem w tym mieście i okolicy, uzdrawiałem trędowatych, chorych, przywracałem umarłych do życia. Dlaczego nie odpłaciliście mi swoją miłością, ale wzgardziliście mną i niszczycie jak wroga«”. Wells zwraca uwagę, że już tutaj, na samym początku chrześcijaństwa, mamy dowody interwencji Chrystusa w historię.

Dzisiejsza masowa kultura spowodowała, że miłość do Boga wyparta została m.in. przez seksualną tolerancję wszelkich nieprawości, które są źródłem ogromnych konfliktów w społeczeństwie. Wola Boża bowiem nie uległa zmianie. Jak powiedział psalmista: "Veritas Domini manet in eternam" (Prawda Pana trwa na wieki). Bóg wciąż chce, abyśmy byli Mu wdzięczni za okazaną miłość.

Pan daje nam ostrzeżenia. Są nimi z pewnością różne kataklizmy. Wiele katastrof, które zdarzyły się w ostatnim czasie w miesiącu maju, były jednymi z najgorszych. Wciąż też trwają straszliwe skutki poprzednich kataklizmów. Kolejny już rok rozpoczął się tragicznie. 12 stycznia przypadła pierwsza rocznica trzęsienia ziemi na Haiti, gdzie zginęło setki tysięcy ludzi. Prawie w ogóle nie zmienił się tragiczny los jego mieszkańców. Wciąż kraj pokrywają sterty gruzów, blokujące ulice; miliony osób żyje w prowizorycznych obozach dla uchodźców, w których raz po raz wybuchają epidemie cholery.

Australię dotykają powodzie, które już spustoszyły obszar wielkości Niemiec i Francji razem wziętych. W Brazylii ulewne deszcze doprowadziły do powstania wielkich lawin błotnych, zabijając ponad 600 osób na północ od Rio de Janeiro. 11 marca 2011 r. osoby mające dostęp do Internetu patrzyły z przerażeniem, jak wielkie tsunami pustoszy północno-wschodnią Japonię, powodując śmierć kilku tysięcy mieszkańców i ogromne szkody gospodarcze.

Wielkie klęski żywiołowe nie ominęły Stanów Zjednoczonych. Szalejące tornada zdewastowały sześć stanów. Najbardziej ucierpiały Missisipi, Wirginia i Alabama. Meteorolodzy nazwali zabójcze tornada karzącą „ręką Boga”. Prasa donosi o najgorszych tornadach zabójcach w historii USA.

Na początku tego miesiąca rzeka Missisipi osiągnęła rekordowy poziom wód. Wielką powodzią szczególnie zagrożone jest miasto Cairo, w stanie Illinois, zamieszkiwane przez 3 tys. osób. Ekipy inżynierów drążą specjalne otwory w wałach ochronnych, aby zmniejszyć ewentualne skutki niebezpiecznego zalania. W wyniku dotychczasowych powodzi już wielu rolników straciło swoje uprawy, gospodarstwa i domy. Missisipi grozi wylaniem w stanach: Tennessee, Arkansas, Missisipi oraz w Luisianie.

23 maja br. potężny huragan Joplin spustoszył Missouri, zabijając ponad sto osób. Pewien młody człowiek został wyssany z samochodu przez szyberdach, gdy wracał do domu z ojcem z uroczystości rozdania świadectw. Znaleziono go później w pobliskim stawie. Wiele ofiar tornada oczekiwało na pomoc bez rąk, nóg, z wnętrznościami na wierzchu. Nie ma potrzeby dłużej kontynuować opisu tragedii, które dotknęły ostatnio ludzi. Jednak, jak zauważa Wells, to z pewnością są ostrzeżenia dane ludzkości przez Boga. Wszakże On już nie raz interweniował w historii.

TFP.org, AS

Źródło informacji: PIOTRSKARGA.pl

Joga albo życie


Wielkie zgromadzenie joginów z całego świata przywitało we wtorek lato na Times Square w Nowym Jorku. Uczestnicy brali udział w spotkaniu zwołanym pod hasłem "Umysł ponad szaleństwem”.

W jednym z najbardziej zatłoczonych miejsc na świecie zebrali się nie tylko Amerykanie, ale także przybysze z bardzo odległych krajów świata - Australijczycy, Nowozelandczycy, byli także Polacy. Zapowiedzi reklamowały to wydarzenie jako próbę znalezienia "spokoju i transcendencji pośrodku miejskiej energii najbardziej komercyjnego i szalonego miejsca na świecie".

Uczestnicy sesji otrzymywali od sponsora darmowe maty, na których pod okiem instruktorów przez cały dzień w skupieniu wykonywali zalecane ćwiczenia.

To pozornie niewinne wydarzenie niesie ze sobą jednak niebezpieczeństwo; szczególnie poważne dla osób, które o jodze maja niewielkie pojęcie. Utrwaliło się bowiem społeczne widzenie jogi jako jednego z rodzajów terapii będącej specyficznym lekarstwem na szok cywilizacyjny; jak na coś, co człowieka ma wyciszyć i zrelaksować. I prawdopodobnie po części tak jest, ale w ogólnym rozrachunku koszty mogą być bardzo wysokie. Joga bowiem nie jest tylko niewinną i obojętną technika relaksacyjną; to psychofizyczno-cielesna forma medytacji transcendentalnej o zupełnie niechrześcijańskim punkcie odniesienia.

W kontekście popularnego powiedzenia mówiącego, że święty spokój może być autostradą do piekła, chrześcijanin powinien zadać sobie pytanie: spokój czy życie?

Dlaczego?

Próbą odpowiedzi na to pytanie może być historia ojca Jacques'a Verlinde. Obecnie jest katolickim księdzem i zakonnikiem we wspólnocie „Rodziny Świętego Józefa", w Francheville, blisko Lyonu. Przebył jednak długą drogę zanim stał się tym, kim jest obecnie.

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku niezwykłą popularność zyskała medytacja transcendentalna oraz jej guru Maharishi Mahesh Yogi. Jacques uwiedziony wizją szczęścia, rozpoczyna od 20 minut medytacji dziennie, ale bardzo szybko przechodzi do całodziennych medytacji. Zostaje uczniem Maharishi i wyjeżdża do swojego guru do Indii, a później trafia w Himalaje, do ashramów, gdzie nie mają wstępu Europejczycy. Uczestniczy tam w naukach najznamienitszych indyjskich nauczycieli duchowych, ćwiczy jogę i techniki medytacji, co miało doprowadzić go do zjednoczenia z tzw. Najwyższą Rzeczywistością. Ojciec Verlinde tak mówi o tamtym doświadczeniu: "Żyłem medytacją całymi miesiącami, dzień i noc, praktycznie bez snu i jedzenia. Drążyłem w sobie pustkę, będąc całkowicie wyczerpanym: ciało, dusza i duch". W tej pustce doszedł do bardzo głębokiego przeświadczenia bolesnej i bezosobowej samotności, w której nie ma nikogo, kogo mógłby kochać. Pewnego razu usłyszał głos: „Jak długo, moje dziecko, każesz mi jeszcze czekać?"

Rozpoznał wołanie Jezusa i odszedł od guru. Jednak droga powrotu wcale nie była prosta. Długotrwała medytacja otworzyła jego przestrzeń duchową na rzeczywistość nadprzyrodzoną, ale – niestety – nieprzychylną człowiekowi. Z jednej strony, jest codziennie na Mszy św., ale zajmuje się też radiestezją i magnetyzmem, odkrywa zdolności mediumiczne i dar widzenia, czytania w przyszłości i przeszłości, uzdrawiania... Mimo tego, z każdym dniem ulatuje z niego poczucie szczęścia. Przeciwnie, ma coraz głębsze przekonanie, że jest w pułapce, we władaniu mocy ciemności. Przez akt oddania się Jezusowi Chrystusowi i długotrwałe modlitwy w Odnowie Charyzmatycznej o jego uwolnienie i uzdrowienie, dochodzi od odkrycia swego powołania jako kapłana Kościoła katolickiego. Obecnie wykłada filozofię i antropologię biblijną w Instytucie Katolickim w Lyonie.

Jako źródło swojego duchowego zagubienia, które doprowadziło go do nieświadomego powierzenia życia złym duchom, wskazuje bardzo często na jogę, jako technikę otwierającą człowieka na działanie rzeczywistości duchowej nieprzychylnej dla człowieka.

Jak podaje opracowanie pt. „Joga”:

„Celem wszystkich technik orientalnych jest odnalezienie absolutu, boskości, doprowadzenie do jedności czyli tzw. fuzji (...) Głosi się panteistyczną naukę, że wszystko jest Bogiem. Zaciera się granicę między samym Bogiem a stworzeniem. Tak więc wszystko jest przejawem Boga: roślina, krzesło. Nie można zeń wyjść, gdyż jest to sfera zamknięta. Możliwa jest natomiast swoista ewolucja wewnątrz tego jestestwa, w którym tkwimy. W człowieku sprawa wygląda następująco: również ja jestem bogiem, co mam sobie stopniowo uświadomić. Bóg - według tych poglądów - nie jest osobą, lecz zasadą, mocą, siłą kosmiczną.”

Sam ojciec Jacques Verlinde, w wykładzie wygłoszonym 23 X 1995 r. na Wydziale Orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego, kreślił zasadniczą różnicę między duchowością Dalekiego Wschodu, a duchowością chrześcijan, zwracając uwagę na grożące niebezpieczeństwa:

„Trzeba zaznaczyć, że dzisiejszy okultyzm zawdzięcza swoje rozprzestrzenienie się poprzez proponowanie technik orientalnych, które w wielu sytuacjach są skuteczne, ale ich pełny sens jest sensem duchowym, a nie rodzajem władzy czy mocy. Włączanie tych technik w doświadczenie chrześcijańskie jest niezwykle niebezpieczne, bo pociąga to za sobą synkretyzm. Modlitwa chrześcijańska to osobowy dialog, akceptacja osobowego Boga w moim sercu i budowanie relacji miłości do Niego i taka praktyka nie potrzebuje techniki anihilacji osobowości. Jest rzeczą oczywistą, że chrześcijanin nie może przygotowywać się do spotkania z Bogiem osobowym poprzez rozmywanie swojego ja.”

O. Verlinde dowodzi, że joga nie jest tylko zwykłą techniką relaksacyjną. Kiedy wchodzi się w praktykę hinduizmu – bo tym jest w istocie uprawianie jogi - przez odpowiednie ćwiczenia uruchamia się tym samym poszczególne centra energetyczne. Joga jest narzędziem będącym uprzywilejowana drogą mającą doprowadzić do zjednoczenia z wielkim kosmicznym „Ja". Jej celem jest zatem nie osiągniecie powierzchownego „spokoju” lub „wyciszenia”, jak się często reklamuje jej kursy. Ojciec Jacques Verlinde twierdzi, że nawet gdy uprawia się jogę zaledwie dwie godziny tygodniowo, przy wielkich trudnościach w przyjmowaniu właściwych pozycji na początku, to jednak – chcąc czy nie chcąc - powoli posuwa się do uaktywniania kundalini, czyli energii i mocy duchowej występującej równorzędnie pod postaciami węża, bogini oraz "siły", łączącej w sobie atrybuty wszystkich bogiń i bogów, a to z chrześcijaństwem nie ma już nic wspólnego.

Zaangażowanie się w szeroko propagowane duchowości wschodnie, obce chrześcijaństwu, może prowadzić do wielu niebezpieczeństw i destrukcji na podstawowych płaszczyznach człowieka jako osoby: religijnej (odrzucenie Chrystusa), duchowej (otwieranie się na okultyzm, zniewolenie, a nawet opętanie), psychicznej (uzależnienie od guru, psychomanipulacja), fizycznej (osłabienie, wyczerpanie, wyniszczenie) i społecznej (bierność, wycofanie, destrukcja więzi rodzinnych i międzyludzkich).

Św. Jan od Krzyża pisząc w „Drodze na Górę Karmel”: „Szatan, gdy zobaczy u ludzi skłonność ku takim rzeczom, daje im po temu szerokie pole i mnóstwo zainteresowań, mieszając się w nie sam na różne sposoby”, odróżnia świadomy pakt z szatanem od zniewolenia nieświadomego, co skutkuje: „ogłaszaniem ludziom własnych urojeń i widzeń, bądź zmyślonych przez siebie, bądź też podsuniętych przez szatana”, natomiast Dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej z roku 1996 mówi: „Twierdzenie, że wszystkie religie są prawdziwe, jest jednoznaczne z twierdzeniem, że wszystkie są fałszywe.”

Od wielu już lat daje się zauważyć wzrost popularności propagowanej przez różne ośrodki tzw. "duchowości wschodu". Atrakcyjny sposób ukazywania może spowodować, że osoby nią zainteresowane nie zauważą jej destrukcyjnych elementów. Mnożą się kursy medytacji i jogi, bardzo często ukazuje się je jako atrakcyjną alternatywę w stosunku do duchowości chrześcijańskiej, W efekcie jednak alternatywa zaczyna być konkurencją, by w finale zamienić się we wrogość do wiary chrześcijańskiej. Skutki dla osób wchodzących na drogę „nowej duchowości” bywają dramatyczne, za przestrogę niech posłuży przykład o. Verlinde.

On sam, który na własnej skórze przeżył czym jest czynne zaangażowanie w duchowość Wschodu, mówiąc o grożących niebezpieczeństwach i zagrożeniach duchowych, przytacza przykład pewnej bardzo niewinnej z pozoru grupki „terapeutycznej” opartej na technikach jogi. Instruktor na początku mówił wszystkim uczestnikom, że nie ma znaczenia to jaką religię wyznają uczestnicy „terapii”, każdy z nich niech pozostanie przy swoich praktykach duchowych, bo z jogą to nie ma nic wspólnego. W efekcie, pod koniec „terapii”, okazało się, ze wszyscy(!) jej uczestnicy odeszli od swojej wiary.

Paweł Krzemiński

Przy pisaniu korzystałem z tekstów:

1. Opracowanie Marioli Orzepowskiej na podstawie "Famille Chretienne" nr 816, w: "List" 1-2/94.

2. Opracowanie „Joga”.

3. Wykład wygłoszony przez ojca Jacquesa Verlinde 23 X 1995 na Wydziale Orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Źródło informacji: FRONDA.pl

sobota, 25 czerwca 2011

x. prof. Michał Poradowski - Trzydziestolecie II Soboru Watykańskiego (fragmenty)


Już pierwsza ekipa Chrystusa Pana odzwierciedla słabość natury ludzkiej i jakby zapowiada, iż tak będzie zawsze, a więc aż do drugiego przyjścia Zbawiciela. Znana jest powszechnie opinia o dwunastu apostołach: „... jeden zdrajca (Judasz), drugi zaprzańca (św. Piotr), trzeci niedowiarek (św. Tomasz), a reszta... pożal się Boże". Nie lepiej było i później, a więc po Wniebowstąpieniu Chrystusa Pana, o czym informują nas Listy św. Pawła i Dzieje Apostolskie.


Co więcej, już św. Piotr, jako pierwszy papież, denuncjuje istnienie „spisku", czyli układu między Synagogą (Żydami) i ówczesną władzą polityczną, reprezentowaną przez Heroda i Piłata, a więc współpraca w zwalczaniu powstającego Kościoła (Dzieje Apostolskie, 4, 26-27). Żydzi stają się inspiratorami prześladowań chrześcijan i Chrześcijaństwa jako takiego poprzez pogan rządzących ówczesnym światem. To oni spowodowali okrutne prześladowania najpierw w Palestynie, a później w całym cesarstwie rzymskim, a to głównie w czasach rządów Nerona. (...)

W czasach apostolskich istnienie różnych herezyj w Kościele było prawie nagminne. Św. Paweł często się na to skarżył. (...) „Ci fałszywi apostołowie to podstępni działacze, udający apostołów Chrystusa, l nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości. (...) „Nadziwić się nie mogę, że od tego. który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty".

W Liście do Kolosan tak przestrzega: „Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą tylko na ludzkiej tradycji, na żywiołach świata. a nie na Chrystusie". (...)

Tych kilka przykładów, wziętych z Nowego Testamentu, podaje się tutaj, aby przypomnieć. że słabość ludzka, spowodowana przez grzech pierworodny, stale jest obecna w dziejach Kościoła i to właśnie nam tłumaczy, że mimo swej świętości Kościół zawsze miał swoje trudności, kryzysy i objawy swej słabości moralnej, ale mimo tego zawsze triumfuje, gdyż stale jest w nim obecny jego Założyciel.

Obok tej słabości, Kościół też zawsze był zwalczany przez swych wrogów, czy to wprost, jak za czasów prześladowań, aż do końca czwartego wieku, czy też stale przez swych wrogów, którzy go infiltrowali, a byli tymi wrogami przede wszystkim Żydzi, ale nie tylko Żydzi. Należy pamiętać, że nowo powstały Kościół był zagrożeniem dla wielu religij, które wówczas panowały i przez wiele wieków stanowiły struktury społeczne i państwowe.

Zapamiętajmy przeto, że pierwszą główną infiltracją wrogów Kościoła byli zawsze i są do dziś Żydzi, którzy to czynią świadomie, jako wrogowie chrześcijaństwa, oraz zupełnie inna grupa Żydów, którzy szczerze nawracają się na wiarę chrześcijańską, ale, jako Żydzi, nie zawsze są w stanie wyzbyć się całkowicie swej wielotysięcznej tradycji. Nadto, także i Żydzi, najszczerzej wierzący w Chrystusa Pana. nie zawsze potrafią wychować należycie swe dzieci w wierze katolickiej, a stąd też albo powracają w następnych pokoleniach do wiary swych przodków, albo też stają się niewierzącymi lecz przynależącymi do społeczeństwa chrześcijańskiego w sensie tylko cywilizacyjnym, co nie przeszkadza, że często pozostają osobami szlachetnymi, choć obojętnymi w sprawach religijnych.

Masowe nawrócenia się Żydów na wiarę chrześcijańską, jak to było z marranami w Hiszpanii lub też z „frankistami" w Polsce (od nazwiska Frank, w połowie osiemnastego wieku) okazały się raczej oportunistyczne. Znaczna część protestantów, zwłaszcza kalwinów, to potomkowie nawróconych na Chrześcijaństwo Żydów.

Obecność Żydów w Kościele katolickim, zwłaszcza tych niecałkowicie nawróconych, przyczyniła się do pojawienia się wielu herezyj. To nie tylko arianizm był herezją żydowską, ale także niezliczone herezje późniejsze, a przede wszystkim protestantyzm i kalwinizm.

Drugim zdecydowanym wrogiem Chrześcijaństwa jest masoneria. Różne są opinie co do jej powstania. Najprawdopodobniej ma ona jakieś związki z najdawniejszymi religiami, a zwłaszcza z cechami kapłańskimi różnych religii pogańskich, oraz z cechami architektów najdawniejszych cywilizacji. Jej główną charakterystyką jest tajemniczość, co jej ułatwia przypisywanie sobie niebywałych wpływów w najdawniejszych cywilizacjach. Ukazanie się Chrześcijaństwa, a zwłaszcza triumfy Kościoła katolickiego prawdopodobnie masoneria przyjęta jako konkurencję. a więc i jako swego wroga. Nadto, tajemniczość masonerii, podkreślana w różnych jej rytach, przyczyniła się do podejrzewania masonerii o kult szatana. (...)

To dopiero po ukazaniu się encykliki papieża Klemensa XII, In Eminenti, w roku 1738, dowiedziano się, że jest to instytucja wroga Kościołowi i wierze chrześcijańskiej. Ale, w owych czasach, kiedy jeszcze nie było gazet, wydanie owej encykliki nie mogło zaraz dać poważniejszych skutków, zwłaszcza, że prawie wszystkie te loże były kierowane przez księży i biskupów, a nawet było wiele lóż, które miały swe siedziby w klasztorach. Nadto, niemal wszyscy ci księża, biskupi i kanonicy, należąc do owych lóż nic zdrożnego w tym nie widzieli, gdyż ówcześni „bracia" byli bardzo ostrożni, nie atakowali Kościoła, ani wiary i uczuć religijnych.

We Francji masoni wykorzystali tę sytuację znakomicie przygotowując spokojnie i metodycznie Rewolucję Francuską. Tak zwane „societśs do pensśe" funkcjonowały we wszystkich miastach i miasteczkach na całym terytorium Francji, przygotowując gilotyny dla swych przeciwników. Funkcjonowanie lóż pozwalało na doskonałe rozróżnienie między zwolennikami i przeciwnikami rewolucji i jej ideologii.

Stolica Apostolska, doskonale poinformowana przez własną policję Państwa Papieskiego o celach działalności masonerii niestrudzenie wydaje nowe encykliki i różne dokumenty przeciwko masonerii, a szczególniej dla poinformowania duchowieństwa, które tak naiwnie współpracowało z masonerią. Są to prawie wszystkie encykliki doktrynalne, a więc uświadamiające o wrogim stosunku masonerii wobec Kościoła. To dopiero po Rewolucji Francuskiej nadchodzi nowa seria encyklik papieskich, które ujmują zagadnienie masonerii także z punktu widzenia politycznego. (...)

Nadto, zaraz niemal po tej pierwszej encyklice zakazującej należenia do masonerii katolikom, ukazuje się cała seria dokumentów, które z jednej strony informują czym jest masoneria i przedstawiają ją jako największego wroga Kościoła, a z drugiej strony ponawiają kary kościelne za przynależność do niej, a jednak z uporem tak wielu dostojników Kościoła nadal wstępuje do lóż i dochodzi do najwyższych urzędów w Kościele. (...)

Stąd też dochodzi się do sytuacji, w której nawet najwyżsi urzędnicy Kurii Watykańskiej są masonami zamaskowanymi. Jako przykład ilustracyjny może służyć fakt, który miał miejsce za rządów papieża Leona XIII. Papież ten wielokrotnie potępiał masonerię i jego encyklika Humanum Genus (1884) jest do dzisiaj jednym z najważniejszych dokumentów w sprawie masonerii, a jednak za jego pontyfikatu sekretarzem Stanu byt kardynał Rampolla, a kiedy papież Leon XIII zmarł i zwołano konklawe, aby wybrać nowego papieża, największą ilość głosów otrzymał ówczesny sekretarz Stanu, kardynał Rampolla.

W czasie głosowania kardynał Puzyna, biskup Krakowskiej diecezji, będącej wówczas pod władzą cesarza Austrii, z rozkazu cesarza zawetował ten wybór, motywując swoje weto faktem, że kardynał Rampolla jest masonem. W owym czasie cesarstwo austryjackie, jako uznane przez władzę kościelną, że jest kontynuacją cesarstwa Karola Wielkiego (który podobno miał prawo weta w wyborach papieża), powołując się na swój przywilej polecił kardynałowi Puzynie zawetować wybór Rampolli, gdyż policja austryjacka wykryła, że jest on masonem. W następnym głosowaniu otrzymał większość głosów kardynał Sarto, przyjmując tytuł papieża Piusa; późniejszy Pius X, święty.

Otóż co nas tutaj najbardziej obchodzi to fakt, że przez wiele lat sekretarzem Stanu był w Watykanie kardynał-mason, całą duszą służący masonerii, mianując biskupami na całym świecie masonów; tak to pod koniec wieku XIX i w początkach wieku XX było wielu masonów w hierarchii Kościoła i to na całym świecie; byli to masoni ukryci, ale czynni, faworyzujący przede wszystkim modernizm, czyli tzw. „Nową Teologię", teologię heretycką, zatruwającą naukę Chrystusa Pana. Ta sytuacja trwała wiele lat właśnie w przededniu Drugiego Soboru Watykańskiego, stąd też nic dziwnego, że w czasie tego soboru tylu prałatów okazywało swą sympatię modernizmowi i tej „Nowej Teologii", czyli ideom masońskim i heretyckim, które w dużej mierze weszły do dokumentów Drugiego Soboru Watykańskiego, a przez nie do nauki posoborowej. Dlatego też nic dziwnego, że i w nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego nie wszystko jest w porządku.

Obecnie jest wiadomo, że kardynał Mariano Rampolla di Tindaro (1843-1913) nie byt zwykłym masonem, lecz wielką eminencją w masonerii, należąc do Zakonu Świątyni Wschodu (1'Ordre du Tempie d'0rient); instytucja uważana za jedną z najważniejszych, które działają wewnątrz Kościoła, jakimi są: Gnostycki Kościół Katolicki. Zakon Kawalerów Ducha Świętego, Zakon Iluminatów, Zakon Templariuszy. Zakon Kawalerów Świętego Jana, Zakon Kawalerów Maltańskich, Zakon Kawalerów Grobu Świętego. Tajemniczy Kościół Świętego Grala. Hermetyczne Bractwo Światłości, Święty Zakon Różokrzyżowców Heredomu, Królewski Zakon Świętego Enocha. Zakon Martynistów, Zakon Świętego Bhai i wielu innych instytucyj masońskich.

Po Soborze Watykańskim drugim prasa włoska, głównie Borghese, zaczęła podawać wiele wiadomości o przynależności różnych dostojników Kościoła, pracujących w Watykanie, do różnych lóż masońskich, obliczając ich ha około 121 osób i podając bardzo dokładne dane: kiedy i gdzie wstąpił do loży, jakie zajmuje urzędy i godności w lożach, a jakie w Watykanie. Ogłoszono też wiele wywiadów z tymi masonami. Oczywiście, trzeba być bardzo ostrożnym co do tych danych prasowych, gdyż wiadomo, że prasa przede wszystkim szuka sensacji, ale faktem jest, że i obecnie wielu prałatów, pracujących w Watykanie, należy do masonerii, a przecież masoneria, według opinii wielu papieży, jest największym wrogiem Kościoła.

Znana też jest tajemnicza śmierć papieża Jana Pawła I. Wiadomo, że nastąpiła ona zaraz kiedy otrzymał on listę masonów pracujących w Watykanie i kiedy zażądał od swego sekretarza Stanu wyjaśnienia tej sprawy. Śmierć jego jest do dzisiaj „tajemniczą" w tym sensie, że nie zostało nic wyjaśnione kiedy, dlaczego i jak nagle zmarł człowiek, który obejmując to stanowisko byt w pełni sił i zdrowia. Nie zrobiono sekcji zwłok i nie wyjaśniono przyczyny zgonu, wszystko do dzisiaj jest pokryte dziwną tajemnicą. Dziwnie też szybko zmarli różni dygnitarze masońscy pracujący w Watykanie.

Ale to nie tylko w Watykanie jest tak wielu masonów, jest ich bowiem także wielu wśród biskupów w różnych krajach, zwłaszcza w Ameryce Południowej i Północnej, we Francji, w Niemczech, w Austrii i w różnych innych krajach. Także znikły zakazy przynależności do masonerii w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego. Dawne Prawo Kanoniczne kategorycznie zabraniało należeć katolikom do masonerii, ale po Drugim Soborze Watykańskim, kiedy wypracowano nowy Kodeks Prawa Kanonicznego, dostosowany do nauki DSW, zniesiono w nim zakaz przynależności do masonerii, to też jest przecież bardzo wymowne, l można się zapytać: czy wobec tego obecnie wolno katolikom wstępować do lóż masońskich? Zdaje się że tak, skoro tylu prałatów, pracujących w Watykanie chlubi się przynależnością do masonerii.

Czyżby więc masoneria przestała być wrogiem Kościoła? Nic podobnego, bo przecież widzimy jak na całym świecie masoneria w dalszym ciągu szerzy swą ideologię antychrześcijańską walcząc wszędzie o laicyzm Państwa, o aborcję, o rozwody, o szerzenie ateizmu, o rozdział Kościoła od Państwa (w czym odnieśli wielkie zwycięstwo w samym Kościele i w nowym kodeksie prawa kanonicznego), o seksualizm. liberalizm, kosmopolityzm itd.

Wszyscy papieże przedsoborowi potępiali masonerię i jej ideologię. (...) Żaden z papieży nie zwalczał tak gorliwie masonerii jak właśnie Pius IX, jego bowiem encykliki przeciwko masonerii są nie tylko wyjątkowo ostre, ale przede wszystkim wykazujące doskonałą znajomość tego wroga Kościoła. Najgłówniejszymi są następujące: Qui Pluribus (1846), w której piętnuje masonerię jako kult sataniczny: Nostis et Nobiscum (1849), potępiającej marksistowski komunizm, natychmiast po ukazaniu się Manifestu komunistycznego Karola Marksa (1848). W roku 1854 rozpoczyna nową serię encyklik przeciwko masonerii, ale z punktu widzenia spraw Kościoła należy uznać za encyklikę najważniejszą i najbardziej obecnie aktualną Ouanta Cura (1864) i dołączony do niej tzw.

Syllabus, czyli zbiór błędów głoszonych przez ówczesnych pseudoteologów, a który to dokument był uważany jakby za podręcznik teologii dogmatycznej Kościoła katolickiego, aż do czasów Drugiego Soboru Watykańskiego, który to Sobór, owe błędy wyliczone w Syllabusie, częściowo włączył do swej nauki, powodując obecny niebywały zamęt w teologii i w całym życiu Kościoła. (...)

Co więcej, masoneria zostaje uznana za Antykościół, stąd też przynależność do masonerii staje się dla katolików, a zwłaszcza dla duchowieństwa, czymś absurdalnym. Toteż, w niektórych diecezjach biskupi zakazują uroczystych pogrzebów dla zmarłych katolików-masonów.

Natomiast nieco odmienną jest sytuacja w owym czasie w Stanach Zjednoczonych, gdzie niektóre sekty protestanckie utrzymują przyjazne stosunki z masonerią, a także z synagogami. To właśnie w tym środowisku powstał prąd religijny, który wkrótce przyjął nazwę „ekumenizmu".

Tradycyjne prawo kanoniczne, a zwłaszcza kodeks prawa kanonicznego z roku 1917, zabrania małżeństw z osobami należącymi do masonerii oraz pogrzebów religijnych, a także należących do stowarzyszeń katolickich; zakazuje również przyjęcia masonów do nowicjatów lub Seminariów Duchownych, a przede wszystkim należenia do masonerii pod karą ekskomuniki (c. 2335), zarezerwowanej Stolicy Apostolskiej.

Jest więc bardzo symptomatyczne, że po Drugim Soborze Watykańskim, w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego z roku 1983, kary te zostały zniesione. Ale dlaczego zostały zniesione? Czy dlatego, że zmienił się stosunek masonerii wobec Kościoła? Nie, gdyż masoneria pozostaje taką jaką była, a tylko zmienił się stosunek władz kościelnych wobec masonerii, kiedy to masoneria zdołała pozyskać znaczną część duchowieństwa posoborowego, zwłaszcza w samym Watykanie, o czym wiele pisała prasa włoska, podając nazwiska dostojników Kościoła należących do masonerii.

Świątobliwy Pius X walczył z masonerią podobnie jak i jego poprzednicy, a więc głównie encyklikami, które przestrzegały katolików przed niebezpieczeństwem ideologii masonerii i to za jego pontyfikatu powstała specjalna instytucja do zwalczania wpływów masonerii w Kościele. zwana Sodalitium Pianum, a kierowana przez Bpa Benigni (1862-1934). Wpływy masońskie wyrażały się przede wszystkim w modernizmie. (...)

Wszyscy ci trzej papieże doskonale zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa przenikania ideologii masońskiej do wewnątrz Kościoła, a to głównie przez tzw. „nową teologię", która wykluta się z modernizmu. Niebezpieczeństwo ze strony masonerii nie było jedyną troską tych papieży, gdyż jednocześnie świat chrześcijański został zagrożony rewolucją komunistyczną rozciągającą się na cały świat aż z Rosji, a także i niebezpieczeństwem totalitaryzmu Hitlera. Stąd też odnośne encykliki owych papieży. Mieli oni jednak świadomość, że za modernizmem, za „nową teologią", za hitleryzmem i komunizmem znajduje się masoneria.

Już w okresie między pierwszą i drugą wojną światową zaczyna się flirt niektórych jezuitów z przedstawicielami masonerii, a to głównie najpierw we Francji, a nieco później i w innych krajach europejskich. Zaraz po drugiej wojnie światowej te zbliżenia między jezuitami i masonerią, a także i z komunistami odżywają, co ułatwia masonerii infiltrację duchowieństwa. W ten sposób przygotowuje grunt dla większej ofensywy zbliżenia między masonerią i Kościołem. Ojciec Riquet wizytuje najrozmaitsze loże masońskie we Francji, głosząc konieczność braterstwa między masonami i duchowieństwem.

Po takim przygotowaniu opinii publicznej, zaczynają też występować najgłośniejsi kardynałowie „postępowcy", a więc kardynał Marty we Francji, kardynał Bea w wielu krajach europejskich i kardynał Kóning. głównie w Austrii. To oni w swych przemówieniach publicznych domagają się zniesienia kar kościelnych za przynależność do masonerii i osiągają to, gdyż nowy Kodeks Prawa Kanonicznego nie zawiera już żadnej wzmianki o masonerii. Natomiast czasopismo oficjalne kurii w Kolonii w roku 1973 powiadamia, że katolicy mogą wstępować do lóż masońskich. Zaczynają się więc wzajemne wizyty między biskupami i masonami przede wszystkim we Francji w Niemczech. Po roku 1970 zaczyna występować nowa motywacja tych zbliżeń, a jest nią ekumenizm. W prasie masońskiej ukazują się liczne artykuły na temat Drugiego Soboru Watykańskiego. W artykułach tych wychwala się Sobór za zniesienie tradycyjnej nauki.

Triumf zwolenników masonerii w Kościele został ukoronowany w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego (25 stycznia 1983): nie ma w nim żadnej wzmianki o masonerii. Jednocześnie w prasie włoskiej ukazują się coraz częściej wiadomości, którzy kardynałowie i prałaci, pracujący w Watykanie, należą do masonerii. Podobno liczba ich, za czasów Jana Pawła l doszła do 121. Wielu z nich już zmarło, ale być może na ich miejsce przyszli nowi.

Tak więc, poza infiltracją judaizmu w kościele katolickim, trzeba też brać pod uwagę i infiltrację masonerii przed Drugim Soborem Watykańskim. w czasie jego narad i po jego zakończeniu. Infiltracja ta jest bardzo szkodliwa dla Kościoła, gdyż usiłuje ona przekształcić i zdeformować tradycyjną naukę Kościoła, opartą na nauczaniu Chrystusa Pana. *

Nadto należy też pamiętać, że istnieją dwie masonerie: jedna, którą można by nazwać „powszechną", czy też „kosmopolityczną", a więc ta, która rozciąga się na wszystkie kraje i przyjmuje do swej wspólnoty wszystkie osoby, które uważa za odpowiednie, oraz druga masoneria, zarezerwowana wyłącznie dla Żydów, a jest nią B'nai B'rith. Niektórzy znawcy masonerii przypuszczają jednak, że B'nai B'rith jest supermasonerią, a więc że ta pierwsza masoneria podlega owej drugiej (...).

Obie te masonerie usiłują infiltrować Kościół Katolicki. W ostatnich czasach, a więc po drugiej wojnie światowej, głównym przedstawicielem B'nai B'rith przy Watykanie był niedawno zmarły Żyd z Polski, Lichten, prawie przez pół wieku. Wiadomo, że ideały masonerii zostały przyjęte i rozpowszechnione przez Rewolucję Francuską, stąd też triumfy ideologii tejże rewolucji, oczywiście w czasie obrad Drugiego Soboru Watykańskiego są bardzo znamienne, zwłaszcza te, które znalazły się w dokumentach. (...)

Ale poza infiltracją judaizmu i ideologii masonerii, trzeba także przypomnieć wpływy żydowskiego (marksistowskiego) komunizmu w Kościele katolickim. Wpływy te szły dwoma drogami, a mianowicie: wprost i poprzez tzw. „ekumenizm". (...)

Ten wpływ bezpośredni, aż do pierwszej wojny światowej, był w Kościele katolickim bardzo słaby, natomiast okazał się bardzo silnym wśród protestantów, wielu bowiem pastorów protestanckich weszło do Pierwszej Międzynarodówki. (...)

Wszyscy jednak papieże, przed drugą wojną światową otwarcie i kategorycznie potępiali ideologię marksistowskiego komunizmu. Ta postawa papieży została zdradzona przez wybitnego pracownika Kurii Watykańskiej, młodego wówczas prałata Montiniego. który, będąc Sekretarzem Stanu (najwyższe stanowisko po papieżu) papieża Piusa XII, od początku drugiej wojny światowej utrzymywał stały kontakt z Moskwą, a to przez pośrednictwo swego sekretarza ks. Tondiego. członka włoskiej partii komunistycznej. Doszło nawet do zawarcia „porozumienia" ze Stalinem i to już w roku 1942 (kiedy tyle katolików ginęło w koszmarnych sowieckich obozach koncentracyjnych).

Co więcej, ujawniona została także i inna bardzo bolesna sprawa, a mianowicie sprawa Seminarium w Watykanie dla przygotowania misjonarzy dla Rosji; chodzi o tzw. Russicum. Niemal od początku funkcjonowania owego Seminarium, każdego roku, prawie wszyscy wyświęceni kapłani-misjonarze, po „przerzuceniu" do Związku Sowieckiego prawie natychmiast byli aresztowani i rozstrzeliwani. Te „przerzuty" były, oczywiście, utrzymywane w największej tajemnicy. ale mimo tego, okazało się, że były dobrze znane „służbom bezpieczeństwa" Związku Sowieckiego. Było jasne, że w Watykanie był jakiś zdrajca. Policja watykańska jakoś nie mogła nic wykryć. Wobec tych trudności papież Pius XII zwrócił się poufnie do wywiadu wojska francuskiego i dzięki jego pomocy, a głównie pułkownika Arnould Henri Le Caron. szybko odkryto sprawcę tych zdrad, a byt nim ksiądz prałat Tondi, Sekretarz Sekretarza Stanu. Prałata Montiniego (późniejszy papież Paweł VI).

Prałat Tondi był członkiem włoskiej partii komunistycznej i pracował w Watykanie jako szpieg sowiecki, a włoska partia komunistyczna przekazywała wszystko do Moskwy. Prałat Tondi został natychmiast usunięty nie tylko z pracy w Watykanie, ale także z Kościoła, czym się zresztą wcale nie przejmował, gdyż powrócił do swej dawnej pracy w partii komunistyczne, tym razem przede wszystkim oddawał się walce z religią i Kościołem Katolickim, pisząc obrzydliwe broszury i dając konferencje ateistyczne.

Wkrótce też ożenił się z komunistką, po przejściu do stanu laickiego. Niestety, późniejsi papieże przebaczyli mu wszystko i przywrócili do stanu kapłańskiego. Także Prałat Montini natychmiast został usunięty z Watykanu i przeniesiony na stanowisko arcybiskupa Mediolanu, jednak nie został kardynałem za czasów Piusa XII, stał się nim później, co mu ułatwiło drogę do papiestwa.

Ale, niestety, marksistowski komunizm miał swych sympatyków nie tylko w Watykanie (mimo okrutnego prześladowania wszystkiego co chrześcijańskie), ale także wśród wielu biskupów i księży na całym 'świecie. Okazało się to przede wszystkim w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Wiadomo też, że po przegranej wojnie domowej w Hiszpanii, hiszpańska partia komunistyczna natychmiast rozkazała masowe wejście młodzieży męskiej do Seminariów Duchownych i do zakonów.

Stąd tak wielka ilość księży komunistów w Hiszpanii, z których wielu emigrowało do Ameryki Południowej, gdzie oddawali się działalności rewolucyjnej. Zresztą, to nie tylko w Hiszpanii partia komunistyczna nakazała swym członkom masowo wstępować do Seminariów i zakonów, gdyż rozkaz ten wyszedł z Moskwy w roku 1936 (...) Władze Kremla uznały, iż szybciej i łatwiej zniszczą Kościół Katolicki przez infiltrację niż przez prześladowania i dlatego nakazał, aby we wszystkich krajach młodzież komunistyczna wstępowała masowo do Seminariów i Zakonów. Nadto stwierdza, że taktyka ta dała doskonałe wyniki, bo jeszcze przed DSW Kościół przestał zwalczać komunizm.

Pani Bella Dodd, która prawie przez całe swoje życie pracowała w partii komunistycznej w USA, a jednym z głównych jej zajęć było kierowanie młodzieży wyselekcjonowanej do Seminariów i Zakonów, w zeznaniu swym oświadczyła, że ona sama skierowała ponad tysiąc osób do Seminariów i Zakonów, że tylko w roku 1930 umieściła przeszło stu mężczyzn w Seminariach, aby rozkładali Kościół katolicki od wewnątrz; stwierdziła też, iż wielu z nich zajmuje obecnie (rok zeznań 1955) najwyższe stanowiska w Kościele Katolickim. W zeznaniu swym mówi: „nie tyle nam chodziło o zniszczenie Kościoła, ale o jego przekształcenie, tak aby porzucił nauczanie tradycyjnej wiary i zastąpił ją pseudoreligią, a szczególniej, aby Kościół porzucił swoją arogancką postawę, że tylko on posiada prawdę". Pani Bella Dodd z dumą stwierdziła, że osiągnęła swoje cele, gdyż Kościół po DSW przyjął postawę, jakiej komunizm sobie życzył.

Z moich osobistych doświadczeń pozwolę sobie przytoczyć następujący fakt: w czasie jednego z moich odczytów na ten temat, kiedy informowałem o konkretnych faktach infiltracji Kościoła Katolickiego przez komunistów, jakiś pan brutalnie mi przerwał, oświadczając, że ja przesadzam, i że to co mówię jest niemożliwe. Ale natychmiast wstał inny pan i poprosił o głos, oświadczając, że sam kilka lat temu wstąpił do Seminarium w Madrycie (chodziło w tym wypadku o Seminarium dla księży - misjonarzy dla Ameryki Południowej) i już był na drugim roku studiów. Otóż na początku nowego roku przyjechał duża grupa młodzieży męskiej z Kuby. Zdziwiony taką ilością „powołań" Kubańczyków, zapytał ich: „... że też Fidel Castro pozwolił wam tutaj przyjechać?". „No, a gdyby wam Fidel Castro nie nakazał, to przyjechalibyście?" „A po co?" brzmiał odpowiedź. (...)

Tylko jedna pani Bella Dodd wprowadziła do Seminariów ponad tysiąc komunistów, to ileż ich weszło we wszystkich krajach? Dlatego też poza infiltracją Kościoła Katolickiego przez Żydów i masonów, na przestrzeni prawie całych dziejów Kościoła, trzeba też brać pod uwagę infiltrację w Kościele przez ideologię marksistowskiego komunizmu. (Ten koń trojański w Kościele amerykańskim daje znać o sobie w czasach obecnych – przypis A. Szewczyk)

Za pontyfikatu papieża Piusa XII byli także i nuncjusze o orientacji komunistycznej o czym świadczy fakt, który miał miejsce w Hiszpanii. Według konkordatu z roku 1953. jaki został zawarty między Watykanem a Hiszpanią, nominacje księży na biskupów przez Stolicę Apostolską musiały być uzgadniane z rządem Hiszpanii. Otóż Nuncjusz Luigi Dadalio usiłował uzyskać zgodę rządu Hiszpanii na wyniesienie do godności biskupów listy księży, z których wszyscy byli komunistami. Lista ta została kategorycznie odrzucona przez rząd, ale Nuncjusz Dadalio usiłował mimo to uzyskać podpis viceministra Spraw zagranicznych Gonzalo Fernan-dez de la Mora, wykorzystując nieobecność ministra. który przez kilka dni przebywał poza krajem, a to twierdząc, że minister już zaaprobował tę listę, co było kłamstwem.

Te wpływy wrogów Kościoła istniały już długi czas przed DSW. ale skutki tych wpływów okazały się przede wszystkim w czasie obrad DSW, stąd też nic dziwnego, że ich ślady także pozostały w dokumentach DSW.

Jednym z tych przejawów jest przede wszystkim tzw. „posoborowy ekumenizm", który niewiele ma wspólnego z ekumenizmem tradycyjnym Kościoła Katolickiego, lecz ma bardzo wiele wspólnego z ekumenizmem wypracowanym przez rabinów pod koniec dziewiętnastego wieku w USA, o którym piszę dokładnie i obszernie w mojej broszurze Źródła współczesnego ekumenizmu i do niej odsyłam zainteresowanych dzisiejszym ekumenizmem.

Tak więc pamiętajmy, że: Kościół założony przez Chrystusa Pana jest instytucją złożoną z ludzi, którzy mimo swej wiary i gorliwości, są ułomni jak wszyscy ludzie, gdyż wszyscy jesteśmy obarczeni skutkami grzechu pierworodnego; że Kościół jest stale atakowany przez spiski jego wrogów od czasów Piłata i Heroda, aż do dziś; że jest także infiltrowany przez swych wrogów, którymi byli i są: Żydzi i masoni, a w naszych czasach także i marksistowski komunizm. Stąd też obecna bolesna sytuacja Kościoła nie jest tylko skutkiem reform posoborowych, lecz przede wszystkim dziedzictwem całej historii Kościoła.

********************

x. prof. Michał Poradowski - Urodzony 4 września 1913 roku ukończył gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Kaliszu i Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku. Po otrzymaniu święceń kapłańskich w 1936 roku studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, a po wojnie na uniwersytetach w Paryżu, uzyskując doktoraty z teologii, prawa i socjologii. Od 1950 roku pracuje w Chile jako profesor na uniwersytetach katolickich w Santiago i Yalparaiso. Przez wiele lat był prezesem Zjednoczenia Polaków w Chile i wydawcą miesięcznika „Polak w Chile". Należy do wielu stowarzyszeń naukowych zajmujących się socjologią i badaniami nad komunizmem. Wydaje hispańskojęczyczny kwartalnik „Studia nad Komunizmem".

Już w 1945 roku napisał we Francji książkę „Protestantyzacja Kościoła katolickiego", drukowaną najpierw w czasopiśmie „Duszpasterz Polski Zagranicą" (Rzym). W wydaniu książkowym ukazała się ona pt. „ Kościół od wewnątrz zagrożony" (Londyn 1983). Z okazji stulecia śmierci Karola Marksa pisze ks. Poradowski serię artykułów na temat marksistowskiej rewolucji komunistycznej, które później ukazują się w książce „Wyzwolenie czy ujarzmienie" (Londyn, 1987). Problemom marksizmu-komunizmu poświęcona jest jego broszura „Aktualizacja marksizmu przez trockizm" (Londyn 1983). Jest autorem pracy „Wizyta pasterska Jana Pawła II w Chile" (Toronto 1987). Jego pierwszą książką po hiszpańsku jest „Socjologia cywilizacji" (Santiago de Chile 1950). Następne książki to: „Marxismo invade la Iglesia" (Yalparaiso 1974); „Teologia de la liberacion" (Santiago de Chile 1974); „Marxismo en la teologia" (Madrid 1976) oraz praca „Karl Marx, su pensamiento y su revolucion" (Santiago de Chile 1978).

Już w kraju ukazuje się jego „Dziedzictwo rewolucji francuskiej" (Warszawa 1992). We wrześniu 1993 Ks. Poradowski na stałe powraca do kraju i pisze książki: „Talmud czy Biblia?", „Nowy Światowy Ład" i „Palimpsest", oraz broszury: „Neokatechumenat" i „Źródła współczesnego ekumenizmu".

Printfriendly

______________________________________________________________________
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny. 
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________