_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Islamizacja Europy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Islamizacja Europy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2026

„To nie jest miłosierdzie, to zdrada”. Arcybiskup Viganò o inwazji w Ceucie i diabolicznym planie globalistów

Arcybiskup Carlo Maria Viganò skomentował na platformie X masowy napływ migrantów, do którego doszło w hiszpańskiej enklawie Ceuta, wskazując na metapolityczny i duchowy wymiar trвающей katastrofy cywilizacyjnej.

Pełny komentarz abp. Viganò do sytuacji w Ceucie

„Zaplanowana inwazja na apostacki Zachód nie jest zjawiskiem żywiołowym, lecz diabolicznym planem wymiany etnicznej, celowego niszczenia tkanki społecznej oraz prowokowania zamieszek i wojny domowej” – pisze arcybiskup. „Narody bez wiary, bez korzeni i bez tożsamości są zatapiane w masach cudzoziemców, którzy nie dzielą ani Wiary, ani kultury, ani prawa naturalnego, w celu złamania wszelkiej spójności i uniemożliwienia jakiegokolwiek oporu”.

Tak dopełnia się przekleństwo, które Bóg wypowiedział już przeciwko swojemu nieposłusznemu ludowi:

„Cudzoziemiec, który jest pośród ciebie, będzie wynosił się coraz wyżej nad ciebie, ty zaś będziesz schodził coraz niżej. On ci będzie pożyczał, a ty mu nie będziesz pożyczał; on będzie głową, a ty będziesz ogonem” (Pwt 28, 43-44).

„Synodalna hierarchia, apostacka i zdradziecka, nie tylko milczy, ale bierze czynny udział w tym piekielnym planie” – grzmi arcybiskup. „Poprzez swoje słowa bezwarunkowego przyjmowania, poprzez swoje dokumenty negujące prymat Wiary i cywilizacji chrześcijańskiej, poprzez swoje milczenie będące współudziałem w obliczu wymazywania chrześcijaństwa z rodzin i społeczeństwa, współdziała w ruinie tego, co pozostało z Chrześcijaństwa”.

„To nie jest miłość: to współudział. To nie jest miłosierdzie: to zdrada” – podsumowuje duchowny.

„Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha. A kto chce uratować swoją duszę i swoją ziemię, niech powróci do Boga i Jego Prawa, zanim będzie za późno”.

Globalistyczna inżynieria społeczna - konsekwentne stanowisko

Arcybiskup Viganò już wcześniej wielokrotnie sprzeciwiał się niekontrolowanej imigracji, określając ją mianem „inżynierii społecznej globalizmu”. W tekście z 2023 roku były nuncjusz apostolski w USA zarysował religijny i polityczny wymiar zjawiska migracyjnego:

„Inwazja nielegalnych imigrantów jest chciana przez globalistyczną elitę w dwóch celach: pierwszym jest wymiana etniczna w narodach w celu wymazania ich tożsamości, tradycji i wiary. Drugim jest zasilanie procederu handlarzy niewolników oraz organizacji pseudo-pomocowych, które czerpią zyski z fenomenu migracyjnego (zarówno świeckich, jak i kościelnych)”.

„Dowodem na instrumentalny charakter tej inwazji jest fakt, że większość nielegalnych imigrantów jest wyznania islamskiego lub hinduskiego i pochodzi z regionów, w których nie ma konfliktów” – kontynuował arcybiskup.

„I odwrotnie: praktycznie nie tworzy się żadnych korytarzy humanitarnych, aby przyjąć uchodźców z państw, w których toczy się wojna domowa i w których chrześcijanie są prześladowani. Gdyby bowiem Europa przyjmowała chrześcijańskich uchodźców, wzmocniłaby ich obecność i nie stworzyła żadnego konfliktu społecznego – podczas gdy chce osiągnąć cel zgoła odwrotny”.

Broń w walce z cywilizacją chrześcijańską

W październiku ubiegłego roku ks. arcybiskup opublikował kolejny precyzyjny komentarz dotyczący zjawiska masowych migracji i ich historii. Według abp. Viganò dzisiejsi nielegalni imigranci są:

„...używani jako oddziały szturmowe do islamizacji chrześcijańskiego Zachodu, a w szczególności narodów katolickich, przeciwko którym nieprzypadkowo rozpętuje się wymianę etniczną oraz propagandę śmierci i sterylności ideologii woke. Albo są wykorzystywani do zasilania nikczemnego rynku prostytucji (w tym nieletnich), przestępczości i pozyskiwania narządów. Albo traktowani jak żywy towar, z którego ciągnie się zyski w biznesie tzw. 'przyjmowania' (hojnie sponsorowanym do niedawna przez USAID i inne agencje rządowe w celach dywersyjnych)”.

Słowa abp. Viganò bezkompromisowo diagnozują to, co wielu współczesnych obserwatorów próbuje przemilczeć: kryzys na granicach Europy nie jest dziełem przypadku, lecz konsekwencją odrzucenia prawa Bożego i porzucenia chrześcijańskiej tożsamości.

Źródło: Profil na portalu X abp. Viganohttps://www.renovatio21.com/

niedziela, 26 stycznia 2020

Ks. Guy Pages: Prawdziwe oblicze Islamu. Jedna z najbardziej politycznie niepoprawnych książek o Islamie.


"To zapewne jedna z najbardziej politycznie niepoprawnych książek, jakie ostatnio czytałem".
Paweł Lisicki
  • Czym jest islam?
  • Kim był Mahomet?
  • Czy wierzymy w tego samego Boga?
  • Czy islam jest religią pokoju?
Ksiądz Guy Pages z mocą słowa właściwą prorokom piętnuje mielizny i słabości obecnej zachodniej uległości wobec islamu. Książka, będąca owocem jego wieloletnich badań, poszukuje prawdy o złożonej rzeczywistości islamu, często zupełnie nieznanej Europejczykom. To obszerne dzieło, napisane w popularnej formie pytań i odpowiedzi, pozwala zorientować się w meandrach islamskiej religii, kultury i obyczajowości - bez przemilczeń, stereotypów i ulegania mitom politycznej poprawności. Lektura książki pozwoli czytelnikom nieznającym islamu uniknąć szkodliwych nieporozumień i złudzeń oraz lepiej zdać sobie sprawę z różnic kulturowych i mentalnych, które bywają zarzewiem konfliktów z silnymi i coraz liczniejszymi społecznościami muzułmańskimi w Europie.

Abbé Guy Pages (ur. 1958) – kapłan diecezji paryskiej, znany badacz i krytyk islamu. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1994 r., w 2003 r. przez rok był duszpasterzem w islamskiej Republice Dżibuti (dawnej Somali Francuskiej), w ramach misji prowadzonej przez francuski ordynariat połowy. Po powrocie do Francji zajął się popularyzacją wiedzy o islamie.

Wydawnictwo AA, Kraków 2020, op twarda, s. 536 
Do nabycia w Księgarni internetowej religijna.pl

Ojciec Zakaria Boutros: Gdy chrześcijanie dowiedzą się prawdy będzie już za późno




Gdy chrześcijanie dowiedzą się prawdy będzie już za późno

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Islamizacja - kara za apostazję. Rozmowa z ks. Guyem Pagesem




Poddając się strachowi, już ulegamy islamizacji, bo islam znaczy właśnie „poddanie”. Francuzi, nawet kiedy dostrzegają ten problem, nie mają możliwości rozwiązania go, ponieważ krępuje ich republika, która – w imię rzekomej wolności religijnej – zabrania im działać. Nie uznaje przy tym faktu, że islam wcale nie jest religią, tylko totalitarnym systemem politycznym – mówi ksiądz Guy Pagès, autor książki Przesłuchać islam; 1501 pytań, które należy postawić muzułmanom, w rozmowie z Piotrem Doerre.

Zamachy, do jakich doszło niedawno w Paryżu, wstrząsnęły całą Europą. Chyba nikt we Francji nie ma już wątpliwości, że islam to poważny problem?

Nie byłbym tego taki pewien. Przede wszystkim o islamie nie mówi się dziś prawdy – to wielkie nieszczęście. Z tego powodu muzułmanie nie mogą się nawrócić, a niemuzułmanie, którzy nic o islamie nie wiedzą, myślą, że jest on w gruncie rzeczy religią dobrą, a źli są tylko fanatycy.

Co więcej, w panującej obecnie mentalności postępu, w której za lepsze uważa się zawsze to co nowsze, islam – późniejszy w historii od chrześcijaństwa – jawi się wielu ludziom jako coś z definicji od chrześcijaństwa doskonalszego. Kraje Europy Zachodniej, wyrzekając się chrześcijaństwa, zaczęły sprzyjać islamizacji, a sam Kościół wydaje się nie mieć nic przeciwko opinii, że islam jest religią dobrą. Droga do islamizacji Europy jest więc otwarta, a na całym globie żyje miliard czterysta tysięcy muzułmanów – przekonanych, że ich misją jest narzucenie światu szariatu.

Najgorsze zaś jest to, że prawodawstwo europejskie zaczyna się do szariatu dostosowywać. Na przykład, we Włoszech odbył się proces muzułmanina, który pobił i uwięził swoją córkę dlatego, że spotykała się z niemuzułmaninem. Sędzia włoski uniewinnił oskarżonego uzasadniając, że zrobił to dla dobra córki i działał według własnych wartości. Tak oto prawo islamskie okazało się ważniejsze od prawa włoskiego.

Jest wiele przykładów na to, że muzułmanie zamieszkujący Europę żyją w zupełnej niezgodzie z panującymi tu prawami, szczególnie rażąca wydaje się jednak poligamia. Czy to częste zjawisko we Francji?

Zgodnie z obecnymi przepisami na temat rodziny jeden mężczyzna – nawet jeśli oficjalnie nie jest zdeklarowanym poligamistą – może mieć kilka kobiet, z którymi ma dzieci. I albo te kobiety mieszkają razem z nim, albo deklarują się jako matki samotnie wychowujące dzieci, nabywając tym samym prawo do subwencji socjalnych, przydziału mieszkania i wszelkiej innej pomocy. Mężczyzna z taką sytuacją rodzinną może bardzo dobrze żyć dzięki świadczeniom socjalnym przekazywanym jego kobietom. W niektórych przypadkach taka comiesięczna pomoc pozwala na uzbieranie całkiem pokaźnej fortuny. Poligamia jest zatem metodą zarabiania pieniędzy.

Dlaczego francuskie władze nie przeciwdziałają tego rodzaju praktykom i w ogóle ekspansji islamu?

Bo zaślepia je zasada laickości, która postuluje równość wszystkich religii. Francuska klasa polityczna nie rozumie, czym jest islam i nie może tego zrozumieć, nie odwołując się do Chrystusa. Bo islam istnieje tylko po to, aby zniszczyć chrześcijaństwo. Kiedy nie wierzy się w Chrystusa, nie jest się w stanie poznać prawdy na temat islamu.

Wynika z tego, że to laicyzacja otworzyła Francję na przyjęcie islamu…

We Francji laickość jest dogmatem, którym Francja się szczyci na całym świecie. Właśnie ta laickość, to zepchnięcie całego życia religijnego do sfery prywatnej pozwala, dać muzułmanom miejsce we francuskim społeczeństwie. Ale – uwaga! – miejsce to chce definiować republika pragnąca kierować islamem w taki sposób, aby stał się on „islamem francuskim”.

Rząd francuski zamiast walczyć przeciwko islamowi szuka raczej środka, aby go oswoić. Politycy wierzą, że islam jest zdolny zaakceptować oddzielenie domeny religijnej od państwowej. Tymczasem religia ta nie dopuszcza podobnego rozróżnienia, bo islam to reżim totalitarny. Oczywiście, muzułmanie się do tego nie przyznają, ponieważ nie są jeszcze w większości i tymczasowo tolerują politykę rządu, na co pozwala im takija – islamska strategia okłamywania i udawania. Ale od dnia, w którym zdobędą liczebną przewagę, będą chcieli żyć według szariatu, który nie odróżnia ani sfery państwowej od religijnej, ani publicznej od prywatnej. Islam pozbędzie się wtedy swego „francuskiego” oblicza i ukaże się takim, jakim jest, czyli systemem reguł kompletnie barbarzyńskich i totalitarnych. Projekt stworzenia przez rząd lokalnej odmiany islamu jest więc krokiem fałszywym.

Ale przecież rząd to nie wszystko. Co z samym społeczeństwem francuskim?

Współcześni Francuzi są kompletnie znieczuleni strachem wobec postępów islamu. Myślą, że ustępując coraz więcej pola muzułmanom, inwestują kapitał na przyszłość na zasadzie: Kiedy wy będziecie u władzy, to będziecie dla nas tak mili, jak my byliśmy mili dla was. Nie ma innej reakcji – serca wszystkich ludzi odpowiedzialnych za życie polityczne i społeczne we Francji poddały się strachowi.

A poddając się strachowi, już ulegamy islamizacji, bo islam znaczy właśnie „poddanie”. Francuzi, nawet kiedy dostrzegają ten problem, nie mają możliwości rozwiązania go, ponieważ krępuje ich republika, która – w imię rzekomej wolności religijnej – zabrania im działać. Nie uznaje przy tym faktu, że islam wcale nie jest religią, tylko totalitarnym systemem politycznym – i niczym innym. Jest systemem najgorszym, jaki tylko może być, ponieważ ingeruje nawet w życie prywatne ludzi.

Czy w kontekście dążenia islamu do narzucenia światu prawa szariatu jest w ogóle możliwe pokojowe współżycie chrześcijan i muzułmanów w jednym kraju?

Nie, ponieważ islam w założeniu ma podzielić ludzkość na muzułmanów i niemuzułmanów i zbudować miedzy nimi mur nienawiści. Koran zawiera setki wersetów wzywających do nienawiści i zabijania niemuzułmanów. W jego narracji wszystko, co nie jest muzułmańskie, jest z definicji złe i musi zostać zniszczone, a niewierni albo się nawrócą, albo spotka ich śmierć, bądź też będą żyć pod islamskim panowaniem, akceptując swój upośledzony, niższy status społeczny i polityczny.

Europejczycy, jako niemuzułmanie, powinni się obawiać islamu, ponieważ islam chce ich uczynić poddanymi. Zresztą, jak już wspomniałem, samo słowo „islam” znaczy „poddanie”. Poddanie czemu? Antychrystowi. Któż inny bowiem może przybyć po Chrystusie, jeśli nie Antychryst? Islam nadchodzi, aby zniszczyć dzieło Chrystusa. W tej religii Jezus nie jest Bogiem, nie umarł i nie zmartwychwstał, grzechy nie są zmazywane, a człowiek wierzy, że może się zbawić tylko wypełniając nakazy prawa. Jest to system, w którym zamiast miłości praktykuje się ślepe posłuszeństwo względem rozkazów boga, którego się nie zna i którego się nigdy nie zobaczy.

Stosunek Allacha do człowieka ma charakter przemocy i będzie się każdorazowo powtarzał w relacjach muzułmanów do niemuzułmanów, mężczyzn do kobiet, panów do niewolników. W Koranie Allach zabrania zniesienia niewolnictwa. Kobieta w islamie nie ma tej samej godności co mężczyzna, nie ma prawa dziedziczenia jak jej brat, w sądzie jej słowo ma wartość połowy słowa mężczyzny, nie może także sama decydować o swoim małżeństwie, i tak dalej…

Niemuzułmanie powinni więc zrozumieć, że skoro odrzucili Chrystusa, będą mieli Antychrysta. Rozwój islamu na Zachodzie to ciężka kara za apostazję. Trzeba zatem, aby ludzie Zachodu zadali sobie pytanie: Czy chcę być muzułmaninem? Statystycznie bowiem wszystko zmierza właśnie w tym kierunku. Muzułmanie są przekonani, że mają rację i dla tej racji gotowi są wysadzać się w powietrze, zabijać i narzucać islam wszędzie.

Zatem ludzie Zachodu albo staną się muzułmanami, aby mieć święty spokój, albo stawią opór. Muszą jednak wiedzieć, dlaczego nie mogą się poddać. A do tego konieczny jest powrót do początków ich tożsamości. Niezbędne jest ponowne odkrycie tego, co sprawia, że chcą żyć jako ludzie wolni. Postępy islamu stawiają Europejczyków przed nieuchronnym wyborem: albo powrócą do Chrystusa, który ich wyzwolił z niewoli demona, albo popadną w system siedem razy gorszy niż ten, którego ich praojcowie zaznali przed chrześcijaństwem.

Islam nie jest więc – jak się twierdzi – religią pokoju?

Kiedy nasz Pan Jezus Chrystus opuszczał ziemię, przekazał władzę św. Piotrowi, czyli pierwszemu papieżowi. My, katolicy wiemy zatem, do kogo się mamy zwrócić z problemami dotyczącymi wiary i moralności: „Cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie”. Mahomet nikomu nie powierzył swojego autorytetu. Islam nie jest zdolny przynieść światu pokoju, ponieważ w sobie samym nie ma zasady jedności. Zawsze znajdą się tacy muzułmanie, którzy będą twierdzili że mają interpretację Koranu bardziej autentyczną od ich sąsiadów. Z tego powodu wszyscy pierwsi kalifowie zostali zgładzeni. Jedyny możliwy system polityczny w krajach muzułmańskich to tyrania. Nie ma innego, ponieważ w islamie nie ma zasady jedności. Islam to strach, poddanie się. Poddanie czemu? Tego nie wiadomo, bo Allacha się nie widzi i tak naprawdę nikt nie wie, kim lub czym on jest.

W islamie istnieje instytucja muftich, ludzi posiadających głęboką wiedzę na temat religii, którzy pełnią również rolę sędziów. Jeśli oni stwierdzą, że jakiś człowiek prowadzi życie niezgodne z zasadami Islamu, mogą zażądać ukarania go śmiercią. Nosi to nazwę fatwy – jest to wyrażona na piśmie interpretacja islamskiego prawa, której praktykowanie zaleca się muzułmanom. Fatwa może być decyzją zarówno arbitralną, jak i śmieszną i absurdalną. Na przykład w czasie dojścia do władzy Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie na uniwersytecie Al-Azhar w Kairze wydano fatwę, która dopuszczała stosunek płciowy muzułmanina z jego zmarłą żoną do 6 godzin po jej śmierci. Istnieje też fatwa, w której muzułmańskiej kobiecie pracującej z mężczyzną nienależącym do jej rodziny doradza się, aby dała mu do picia mleka z własnej piersi. W ten sposób będzie mogło między nimi powstać coś na podobieństwo relacji matka-syn, co wykluczy możliwość wszelkich relacji seksualnych, jako, że kazirodztwo jest w islamie nie do pomyślenia.

Ale przecież islam przedstawia się często jako wielką religię i wspaniałą cywilizację. Tyle się mówi chociażby o wyższości cywilizacyjnej krajów muzułmańskich nad Europą w wiekach średnich…

Historia pokazuje, że islam nigdy nie doprowadził ludzkości do jakiegokolwiek stopnia doskonałości. Owszem, czasami słyszymy: popatrzcie tylko na Andaluzję, obejrzyjcie miniatury perskie z XIV wieku… Ale to przecież nie islam to wszystko stworzył, lecz zislamizowane podbite ludy, którym udało się zachować z ich macierzystych kultur nasiona ich własnych zdolności, które zaowocowały nie dzięki islamowi, ale wbrew niemu.

W Andaluzji muzułmanie zastali to, co stworzyła cywilizacja rzymska i chrześcijańska. Arabscy budowniczowie meczetów i medycy byli chrześcijanami – to nie byli muzułmanie! Dzisiaj we Francji nawet prezydent ośmiela się powiedzieć, że to islam przyniósł do Europy skarb filozofii greckiej i starożytności. To fałsz, to bezwstydne kłamstwo! Naprawdę bowiem to zislamizowani chrześcijanie arabscy, a nie Arabowie‑muzułmanie, przetłumaczyli na język arabski dokumenty nauki i filozofii greckiej. I to oni, aby uniknąć prześladowań, przynieśli ze sobą te dokumenty do Europy.

Zresztą wiele z tych tekstów znano na Zachodzie jeszcze przed przybyciem tu arabskich przekładów z greki. Udowadnia to Sylvain Gouguenheim w książce Aristote au Mont Saint‑Michel. Les racines grecques de l’Europe chrétienne (Arystoteles na Mont Saint‑Michel. Greckie korzenie Europy chrześcijańskiej)


Kraje muzułmańskie nie przechodziły nigdy ewolucji ekonomicznej, technicznej i naukowej. Wynika to ze stosunku muzułmanów do Boga i świata – stosunku całkowicie fałszywego. W islamie nie można się rozwijać. Ideałem jest powrót do Złotego Wieku, którym było VII stulecie, czas Mahometa. Wszystko zatem, co jest postępem czy ewolucją, jest grzechem, ponieważ stanowi odcięcie się od doskonałego początku. Islam to niszczenie wszystkiego: trzeba oczyścić wszystko, aby dotrzeć do punktu zerowego – bo tylko wówczas będzie się pewnym, że wokół nie będzie zła… bo nie będzie w ogóle niczego.

Czy nie boi się Ksiądz głosić tak skrajnie antyislamskich poglądów w kraju tak zdominowanym przez strach?

Jestem dobrze znany w niektórych radykalnych środowiskach muzułmańskich, otrzymuję pogróżki, straszą mnie torturami i śmiercią; jasne więc, że po pewnych dzielnicach nie spaceruję. A co do reszty, uważam, że nie należy się bać. Trzeba być roztropnym, ale nie można żyć w strachu. Jezus powiedział: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10, 28–29).

Islam zawsze narzuca się za pomocą strachu – wywoływanego przez odrażające metody, którymi się posługuje: masakrami, torturami… Niektórzy ludzie są gotowi wyrzec się własnej wiary i zostać muzułmanami tylko dlatego, aby uniknąć tych strasznych rzeczy. Nie wolno tego akceptować. Trzeba sobie uświadomić, że większą wartością jest umrzeć niż stać się muzułmaninem. Jedyną zaporą zdolną powstrzymać ekspansję islamu jest wiara ludzi gotowych oddać własne życie, aby dać świadectwo prawdzie – jak to zrobił Chrystus.

Rozmawiał Piotr Doerre


Polonia Christiana nr 48

Źródło informacji: http://www.pch24.pl/

sobota, 23 stycznia 2016

Czy dialog z islamem jest w ogóle możliwy?




Dialog służy wyprowadzeniu wspólnych wniosków. W przypadku relacji chrześcijaństwa i islamu jest to niemożliwe ze względu na samo rozumienie Boga. Mahometanizm nie akceptuje Trójcy Świętej i nie daje miejsca do porozumienia, ponadto zakłada, że tylko ich religia jest tą prawdziwą - mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. Martin Kromman Knudsen FSSP.

ks. Jan Jenkins FSSPX: Czy Koran propaguje przemoc?



W wielu gazetach i mediach napotkać można twierdzenie, że islam jest „religią pokoju”, a ataki terrorystyczne przeprowadzane przez muzułmanów są w rzeczywistości dziełem „fundamentalistów” czy też „fanatyków”, którzy „błędnie interpretują” Koran. Zgodnie z tą argumentacją, winnym aktów terroru nie jest islam, ale raczej „fundamentalizm”.

Jednakże nawet pobieżna lektura Koranu dowodzi niezbicie, iż nie jest on jedynie pretekstem dla terroryzmu, ale raczej jego źródłem. Koran zawiera co najmniej 109 wersów wzywających muzułmanów do prowadzenia wojny z niewiernymi w celu narzucenia światu rządów opartych na zasadach islamu. Niektóre z nich są bardzo obrazowe i zawierają nakazy obcinania głów, palców i zabijania niewiernych wszędzie, gdzie mogliby się ukrywać. Muzułmanie, którzy uchylają się od tej walki, określani są mianem „hipokrytów” i ostrzegani, że Allah ukarze ich piekłem, o ile nie przyłączą się do rzezi.

Również niektóre części Starego Testamentu zawierają opisy krwawych scen, zawsze jednak są one osadzone w kontekście historycznym, to jest opisują fakty, nie twierdząc przy tym, że sam Bóg pochwala takie postępowanie. Wręcz przeciwnie. Pismo święte szczegółowo opisuje kampanie prowadzone przez króla Dawida, czytamy w nim jednak również, że Bóg nie zezwolił mu na wzniesienie świątyni, ponieważ był on „mężem wojny i rozlewał krew” (1 Krn 28, 3). Ludzie w czasach Starego Testamentu w swoich działaniach dopuszczali zło, chcąc osiągnąć większe dobro, jednak Bóg nigdy nie usprawiedliwia tego rodzaju zachowań.

W przeciwieństwie do niemal wszystkich wersów o przemocy, jakie znajdują się w Starym Testamencie, odnoszące się do niej wersy Koranu nie są osadzone w kontekście historycznym, co pozwala na formułowanie na ich podstawie wniosków natury ogólnej. Stanowią one część wiecznego, niezmiennego słowa Allaha.

Trzeba też zauważyć, że w Koranie znaleźć można bardzo niewiele wersów o tolerancji i pokoju, które łagodziłyby lub choćby równoważyły wymowę znacznej liczby tych, które wzywają do zwalczania niewiernych, aż zostaną oni upokorzeni i przyjmą islam, albo też zostaną zabici. Podboje militarne, będące dziełem Mahometa oraz jego wyznawców, których uzasadnienie stanowią obecne na kartach Koranu nawoływania do przemocy, zaznaczyły się w historii świata niekończącym się pasmem łez i przelanej krwi.

Oto krótki wybór wersów Koranu, które nie tylko usprawiedliwiają zabijanie nie-muzułmanów, ale wręcz je nakazują.

• „I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili – Al Fitnah (niewiara) jest gorsza niż zabicie. (...) Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! – Taka jest odpłata niewiernym! Ale jeśli oni się powstrzymają... – zaprawdę, Allah jest przebaczający, litościwy! I zwalczajcie ich, aż ustanie Fitnah i religia będzie należeć do Allaha. A jeśli oni się powstrzymają, to wyrzeknijcie się wrogości, oprócz wrogości przeciw niesprawiedliwym!” (Sura 2, 191-193).

Wers poprzedni (190) mówi: „Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają”, co skłoniło niektórych do twierdzenia, że cały ten fragment odnosi się jedynie do wojny obronnej, w której muzułmanie broniliby swych domów oraz rodzin. Jednakże kontekstem historycznym tego ustępu nie jest wojna obronna, jako że powstał on w momencie, gdy Mahomet i jego zwolennicy przenieśli się do Medyny i nie byli atakowani przez swych przeciwników z Mekki. Odnosi się on wyraźnie do wojny ofensywnej, w trakcie której muzułmanie wypędzić mają mieszkańców Mekki z ich miasta (co też się stało).

Tak więc wers 190 sury 2. nakazuje walczyć z tymi, którzy stawiają opór panowaniu Allaha (czyli podbojowi muzułmańskiemu). Przekładanie przez niektórych tłumaczy muzułmańskich Al Fitnah jako „prześladowanie” jest pokrętne. Termin ten może oznaczać niewiarę, względnie zamieszanie spowodowane przez niewiarę lub pokusę. Jest to całkowicie zgodne z kontekstem, jako że wers ten nakazuje walkę aż „religia należeć będzie do Boga”, to jest aż niewierni wyrzekną się swych błędów.

• Sura 2, 244: „Walczcie na drodze Allaha i wiedzcie, że Allah jest słyszący, wszechwiedzący!”.

• Sura 2, 216: „Przepisana wam jest walka, chociaż jest wam nienawistna. Być może, czujecie wstręt do jakiejś rzeczy, choć jest dla was dobra. Być może, kochacie jakąś rzecz, choć jest dla was zła. Allah wie, ale wy nie wiecie!”. Wers ten nie tylko uznaje przemoc za cnotę, ale też obala w istocie mit, wedle którego muzułmanom walka dozwolona jest jedynie w samoobronie, jako że adresaci owych słów nie byli wówczas atakowani. Z hadisów wiemy, że wers ten powstał w czasie, gdy Mahomet usiłował nakłonić swych zwolenników do atakowania karawan kupieckich oraz ich łupienia.

• Sura 3, 56: „Tych, którzy nie uwierzyli, ukarzę karą straszną na tym świecie i w życiu ostatecznym; i oni nie będą mieli pomocników”.

• Sura 3, 151: „My wrzucimy w serca tych, którzy nie uwierzyli, przerażenie za to, iż oni dodawali Allahowi jako współtowarzyszy to, czemu On nie zesłał żadnej władzy. Ich miejscem schronienia będzie ogień. A jakże złe to miejsce pobytu dla niesprawiedliwych!”. Słowa te odnoszą się do politeistów, do których Koran zalicza również chrześcijan, jako że wierzą oni w Trójcę.

• Sura 4, 74: „Niechże walczą na drodze Allaha ci, którzy za życie tego świata kupują życie ostateczne! A kto walczy na drodze Allaha i zostanie zabity albo zwycięży, otrzyma od Nas nagrodę ogromną”. Męczennicy islamu różnią się zasadniczo od chrześcijan pierwszych wieków, którzy potulnie pozwalali prowadzić się na miejsce kaźni. Muzułmanie, o których mówi powyższy wers, ponoszą śmierć w walce, w trakcie której szerzyli śmierć i zniszczenie w imię Allaha. Słowa te stanowią teologiczne uzasadnienie współczesnych ataków samobójczych.

• Sura 4, 76: „Ci, którzy wierzą, walczą na drodze Allaha (...)”.

• Sura 4, 89: „Oni by chcieli, abyście byli niewiernymi, tak jak oni są niewiernymi, abyście więc byli równi. Przeto nie bierzcie sobie opiekunów spośród nich, dopóki oni nie wywędrują razem na drodze Allaha. A jeśli się odwrócą, to chwytajcie i zabijajcie ich, gdziekolwiek ich znajdziecie! I nie bierzcie sobie spośród nich ani opiekuna, ani pomocnika!”.

• Sura 4, 95: „Ci spośród wiernych, którzy siedzą spokojnie – oprócz tych, którzy doznali szkody – i ci, którzy z zapałem walczą na drodze Allaha, swoimi dobrami i swoim życiem – nie są wcale równi. Wywyższył Allah gorliwie walczących swoimi dobrami i swoim życiem nad tych, którzy siedzą spokojnie, o jeden stopień. Wszystkim Allah obiecał rzeczy piękne. Lecz Allah wyróżnił walczących gorliwie ponad tych, którzy siedzą spokojnie, nagrodą ogromną”.

Wers ten krytykuje „pokojowo nastawionych” muzułmanów, którzy nie przyłączają się do walki, uświadamiając im, że są mniej warci w oczach Allaha. Obala to rozpowszechniony obecnie mit, wedle którego dżihad nie oznacza w Koranie świętej wojny, ale jedynie walkę duchową. Tekst arabski nie tylko używa słowa „mujahiduna”, ale też w oczywisty sposób nie odnosi się do walki duchowej, jako że usprawiedliwia osoby fizycznie niezdolne do uczestnictwa w wojnie. (Wedle hadisów słowa te stanowią odpowiedź na protest ślepego człowieka, iż nie jest on w stanie dołączyć do dżihadu, co nie miałoby sensu, gdyby słowo to oznaczało walkę duchową).

• Sura 4, 104: „I nie traćcie ducha w ściganiu tych ludzi! Kiedy wy cierpicie, to i oni cierpią, tak jak wy cierpicie; ale wy spodziewacie się od Allaha tego, czego oni się nie spodziewają. Allah jest wszechwiedzący, mądry!”. Czy ściganie rannych i wycofujących się wrogów może być postrzegane jako akt samoobrony?

• Sura 5, 33: „Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Allaha i Jego Posłańca i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, iż będą oni zabici lub ukrzyżowani albo też obetnie im się rękę i nogę naprzemianległe, albo też zostaną wypędzeni z kraju. Oni doznają hańby na tym świecie i kary bolesnej w życiu ostatecznym”.

• Sura 8, 12: „(...) Ja wrzucę strach w serca niewiernych. Bijcie ich więc po karkach! Bijcie ich po wszystkich palcach!”. Żaden człowiek rozumny nie może interpretować tych słów jako odnoszących się do walki duchowej.

• Sura 8, 15-16: „O wy, którzy wierzycie! Kiedy spotkacie niewiernych, posuwających się w marszu, to nie odwracajcie się do nich plecami! A kto tego dnia odwróci się do nich plecami, jeśli nie czyni tego powracając do bitwy albo przyłączając się do oddziału, ten ściągnie na siebie gniew Allaha, a jego miejscem schronienia będzie Gehenna! A jakże to złe miejsce przybycia!”.

• Sura 8, 39: „Zwalczajcie ich, aż nie będzie już buntu i religia w całości będzie należeć do Allaha”.

Niektórzy tłumacze przekładają „fitna” jako ‘prześladowanie’, jednakże okoliczności, w jakich wers ten powstał, czynią tę interpretację pozbawioną podstaw. Mieszkańcy Mekki odmówili po prostu Mahometowi wstępu do ich miasta podczas Hajj. Innym muzułmanom zezwolono tam podróżować – jednak nie grupom zbrojnych, jako że Mahomet przed swą ucieczką wypowiedział Mekce wojnę. Również mieszkańcy Mekki występowali w obronie swej religii, jako że zamiarem Mahometa było obalenie ich bożków i narzucenie islamu siłą (co też później uczynił). Tak więc wers ten należy rozumieć jako walkę aż „religia w całości należeć będzie do Allaha”, w rozumieniu, iż usprawiedliwieniem dla przemocy była niewiara przeciwników.

• Sura 8, 57: „A jeśli spotkasz się z nimi na wojnie, to postępuj z nimi w taki sposób, by rozproszyć tych, którzy znajdują się za nimi. Być może oni się opamiętają!”.

• Sura 8, 67: „Nie jest odpowiednie dla Proroka, aby brał jeńców, dopóki on nie dokona całkowitego podboju ziemi. (...)”.

• Sura 8, 59-60: „I niech nie sądzą ci, którzy nie uwierzyli, że nas wyprzedzą. Oni przecież nie są zdolni niczego udaremnić! Przygotujcie przeciwko nim, ile możecie sił i oddziałów konnicy, którymi moglibyście przerazić wroga Allaha i wroga waszego, jak również innych, którzy są poza nimi, a których wy nie znacie”.

• Sura 8, 65: „O, Proroku! Pobudzaj wiernych do walki!”.

• Sura 9, 5: „A kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki! Ale jeśli oni się nawrócą i będą odprawiać modlitwę, i dawać jałmużnę, to dajcie im wolną drogę. Zaprawdę, Allah jest przebaczający, litościwy!”.

Zgodnie z powyższym wersem, najlepszym sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa ze strony muzułmanów jest przyjęcie islamu (modlitwa salat oraz podatek na ubogich zakat należą do pięciu filarów islamu). Treść tego wersu obala rozpowszechniony obecnie pogląd, iż Koran dopuszcza przemoc jedynie w samoobronie, jako że muzułmanie, do których słowa te były kierowane, nie byli przez nikogo atakowani. Gdyby byli, wówczas nie byłoby w nim wzmianki o okresie rozejmu (wcześniejsze wersy mówią o obowiązku prowadzenia walki w samoobronie nawet podczas świętych miesięcy). Słowa te napisane zostały w Mekce, gdy bałwochwalcy zostali już pokonani i nie stanowili zagrożenia. Skoro muzułmanie doszli do władzy, przemocą wygnali niewiernych, którzy odmówili konwersji.

• Sura 9, 14: „Zwalczajcie ich! Allah ukarze ich przez wasze ręce i okryje ich wstydem; i dopomoże wam zwyciężyć ich. On uleczy piersi ludzi wierzących”.

Upokarzanie i krzywdzenie niewiernych ukazane jest tu nie tylko jako nakaz Allaha, ale też jako narzędzie jego kary, a nawet środek, jakim posługuje się on w celu „uleczenia” serc muzułmanów.

• Sura 9, 20: „Ci, którzy uwierzyli, ci, którzy wywędrowali wspólnie, ci, którzy walczyli na drodze Allaha swoim majątkiem i swoimi duszami, będą mieli najwyższy stopień u Allaha – oni są tymi, którzy osiągnęli sukces!”.

Arabskie słowo tłumaczone jako „walczyli” wywodzi się z tego samego rdzenia co „dżihad”. Kontekstem jest w sposób oczywisty święta wojna.

• Sura 9, 29: „Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Allaha i w Dzień Ostatni, który nie zakazują tego, co zakazał Allah i Jego Posłaniec, i nie poddają się religii prawdy – spośród tych, którym została dana Księga – dopóki oni nie zapłacą daniny własną ręką i nie zostaną upokorzeni”.

„Tymi, który została dana Księga” są chrześcijanie oraz żydzi. Zgodnie w powyższym wersem mają być oni przemocą upokarzani, czego jedynym usprawiedliwieniem jest ich status religijny. Sura 9, 33 mówi muzułmanom, że Allah przeznaczył ich do tego, aby uczynili islam „widocznym ponad wszelką religię”. Rozdział ten był jednym z ostatnich „objawień” Allaha i zainicjował ekspansję militarną, w trakcie której wyznawcom Mahometa udało się podbić w przeciągu następnych stu lat dwie trzecie świata chrześcijańskiego.

• Sura 9, 30: „Żydzi powiedzieli: «Uzajr jest synem Allaha». A chrześcijanie powiedzieli: «Mesjasz jest synem Allaha». Takie są słowa wypowiedziane ich ustami. Oni naśladują słowa tych, którzy przedtem nie wierzyli. Niech zwalczy ich Allah! Jakże oni są przewrotni!”.

• Sura 9, 38-39: „O wy, którzy wierzycie! Dlaczegoż, kiedy wam mówią: «Ruszajcie na drogę Allaha!», tak ciążycie ku ziemi? Czy podoba wam się bardziej życie tego świata, czy życie ostateczne? Przecież używanie życia tego świata w porównaniu z życiem ostatecznym jest mizerne! A jeśli nie wyruszycie, to ukarze was Allah karą bolesną i zmieni was na inny naród. A wy nie możecie Mu w niczym zaszkodzić. Przecież Allah jest nad każdą rzeczą wszechwładny!”. Wers ten ostrzega, iż ci, którzy uchylać się będą od walki, ukarani zostaną karą piekła.

• Sura 9, 41: „Wyruszajcie – lekko i ciężkozbrojni! Walczcie waszymi majątkami i waszymi duszami na drodze Allaha! To jest dla was lepsze, gdybyście mogli wiedzieć!”.

Również wers kolejny stwierdza: „Jeśliby zysk był bliski, a droga umiarkowana, to oni z pewnością poszliby za tobą. Lecz daleka dla nich była odległość”. Fragment ten obala mit, wedle którego muzułmanom walczyć wolno jedynie w samoobronie, ponieważ słowa te wyraźnie sugerują, iż walka toczona będzie daleko od ich domów.

• Sura 9, 73: „O Proroku! Walcz przeciwko niewiernym i przeciwko obłudnikom i bądź dla nich surowy! Ich miejscem schronienia będzie Gehenna. Jakże nieszczęsne to miejsce przybycia!”.

Odczłowieczanie tych, którzy odrzucają islam, poprzez przypominanie, iż przeznaczeniem niewiernych jest ogień piekielny, służy tu usprawiedliwianiu mordów. Wyjaśnia to również, dlaczego współcześni pobożni muzułmanie tak mało przejmują się losem ludzi wyznających inne niż oni religie.

• Sura 9, 88: „Lecz Posłaniec i ci, którzy uwierzyli wraz z nim, zmagali się w walce swoim majątkiem i swoimi duszami. Dla nich będą dobra i oni będą szczęśliwi!”.

• Sura 9, 111: „Zaprawdę, Allah kupił u wiernych ich dusze i ich majątki, w zamian za co otrzymają Ogród. Oni walczą na drodze Allaha i zabijają, i są zabijani, zgodnie z Jego prawdziwą obietnicą w Torze, Ewangelii i w Koranie. A kto wierniej wypełnia swoje przymierze aniżeli Allah? Cieszcie się więc z handlu, jaki z Nim zrobiliście! To jest osiągnięcie ogromne!”.

A jak definiuje Koran gorliwego wyznawcę?

• Sura 9, 123: „O wy, którzy wierzycie! Walczcie z tymi niewiernymi, którzy są blisko was i niechaj odnajdą w was twardość. I wiedzcie, że Allah jest wraz ze sprawiedliwymi”.

• Sura 17, 16: „A kiedy chcemy zgubić jakieś miasto, to nakazujemy jego mieszkańcom żyjącym w dobrobycie, aby oddawali się tam rozpuście. Wtedy sprawdza się nad nim słowo i niszczymy je całkowicie”.

Zwróćmy uwagę, iż przestępstwem jest tu wykroczenie moralne, karą zaś „całkowite zniszczenie”. Przed wydaniem rozkazu do przeprowadzenia ataków z 11 września Osama bin Laden wezwał uprzednio Amerykanów do przyjęcia islamu.

• Sura 18, 65-81: Przypowieść ta stanowi teologiczne uzasadnienie zabójstw honorowych, podczas których członek rodziny zabijany jest ze względu na to, iż okrył ją hańbą, czy to poprzez apostazję czy też dostrzeżone uchybienie moralne. Historia ta (nie znajdujemy jej w żadnych źródłach żydowskich ani chrześcijańskich) opowiada o Mojżeszu spotykającym człowieka mającego „specjalną wiedzę”, robiącego rzeczy, które pozornie nie mają sensu, później jednak znajdują usprawiedliwienie.

Jednym z takich postępków jest zabicie młodego człowieka, pozornie bez powodu. Jak jednak wyjaśnia później mędrzec, istniała obawa iż człowiek ten „zasmuci” swych rodziców „nieposłuszeństwem i niewdzięcznością”. Został więc zabity, aby Allah mógł obdarzyć ich „lepszym” synem (jest to jednym z powodów sankcjonowania przez szariat honorowego zabójstwa. Udmat al-Saliq mówi, że rodzice lub dziadkowie zabijający swe potomstwo, nie podlegają karze).

• Sura 21, 44: „Pozwoliliśmy używać dóbr tego świata – im i ich ojcom – jak długo potrwa ich życie. Czy oni nie widzą, że My przychodzimy na ziemię, zmniejszając ją po krańcach? Mogą oni zatem być zwycięzcami?”.

• Sura 25, 52: „Nie słuchaj więc niewiernych i zwalczaj ich z wielkim zapałem, przy jego pomocy”.

Jest to oczywiste odniesienie do dżihadu. Istotne jest również, iż wers ten należy do okresu mekkańskiego.

• Sura 33, 60-62: „Jeśli obłudnicy i ci, w których sercach jest choroba, jak i ci, którzy szerzą niepokoje w Medynie, nie zaprzestaną swoich poczynań, to My pobudzimy ciebie do wystąpienia przeciw nim. Wtedy oni pozostaną z tobą w sąsiedztwie niewiele czasu. Przeklęci! Gdziekolwiek się znajdą zostaną schwytani i zabici bez litości”.

Wers ten sankcjonuje zabijanie („bez litości”) ludzi należących do trzech grup: hipokrytów (muzułmanów, którzy odmawiają prowadzenia „walki na drodze Allaha” [3, 1670] i stąd nie postępują tak, jak przystoi prawdziwym wyznawcom); tych, „w których sercach jest choroba” (co obejmuje żydów oraz chrześcijan [5,51-52]); oraz „tych, którzy szerzą niepokoje”, co według biografów Mahometa odnosić się miało do ludzi, którzy jedynie słownie występują przeciwko islamowi. Warto zauważyć, że ofiary mają być wyszukiwane przez muzułmanów, co właśnie robią współcześni terroryści. Gdyby ustęp ten odnosić się miał jedynie do miasta Medyna, nie powinien znaleźć się w księdze zawierającej odwieczne słowo Allaha skierowane do przyszłych pokoleń muzułmanów.

• Sura 47, 3-4: „Tak jest dlatego, że ci, którzy nie wierzą, postępują za kłamstwem; natomiast ci, którzy wierzą, postępują za prawdą od ich Pana. (...) Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich całkiem rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta. (...) Lecz jeśliby zechciał Allah, to sam zemściłby się na nich, lecz On chciał doświadczyć jednych przez drugich. A co do tych, którzy zostaną zabici na drodze Allaha, to On nie uczyni ich uczynków daremnymi”.

Tak więc ci, którzy odrzucają Allaha, mają być zabijani podczas dżihadu. Ranni mają być zatrzymani dla okupu. Jedynym powodem, dla którego Allah nie zabija osobiście, jest testowanie wierności muzułmanów. Ci, którzy zabijają, przechodzą tę próbę pomyślnie.

• Sura 47, 35: „Nie słabnijcie więc i nie wzywajcie do pokoju, kiedy jesteście górą. Allah jest z wami. On nie zniweczy waszych dzieł”.

• Sura 48, 17: „Nie ma jednak żadnej nagany dla ślepego, nie ma też żadnej nagany dla kulawego, ani też nie ma żadnej nagany dla chorego. A kto będzie posłuszny Allahowi i Jego Posłańcowi, tego On wprowadzi do Ogrodów, gdzie w dole płyną strumyki. A kto odwróci się plecami, tego On ukarze karą bolesną”.

Współcześni apologeci utrzymują niekiedy, iż dżihad oznacza ‘walkę duchową’. Dlaczego więc wyłączeni mieliby z niej być ślepi, kulawi oraz chorzy? Wers ten mówi również, że ci, którzy nie walczą, poniosę karę piekła.

• Sura 48, 29: „Mahomet jest posłańcem Allaha. Ci, którzy są razem z nim, są gwałtowni wobec niewiernych, a miłosierni względem siebie”.

Wers ten mówi muzułmanom, że istnieją dwa standardy postępowania, uzależnione od statusu religijnego. Użyte w nim słowo „gwałtowni” posiada ten sam rdzeń co słowo „bolesny”, występujące w opisie piekła w ponad 25 innych wersach.

• Sura 61, 4: „Zaprawdę, Allah miłuje tych, którzy walczą na Jego drodze w zwartych szeregach, jak gdyby byli budowlą solidną”.

Wers ten używa sformułowania „zwarte szeregi”, wyraźnie wskazując, iż chodzi o rzeczywistą walkę. Podobnie w 61, 9 czytamy: „On jest Tym, który wysłał swojego Posłańca z drogą prostą i religią prawdy, aby ją wznieść ponad wszelką religię, chociażby to było nienawistne dla bałwochwalców”.

• Sura 61, 10-12: „O, wy, którzy wierzycie! Czyż mogę ukazać wam handel, który by was wybawił od kary bolesnej? Będziecie wierzyć Allaha i Jego Posłańca! Będziecie walczyć na drodze Allaha waszym majątkiem i waszymi duszami! To będzie lepsze dla was – o, gdybyście tylko mogli to wiedzieć! Wtedy On przebaczy wam wasze grzechy i wprowadzi was do Ogrodów, gdzie w dole płyną strumyki, i do mieszkań przyjemnych w Ogrodach Edenu. To jest osiągnięcie ogromne!”.

Wers ten odnosi się do rzeczywistej walki prowadzonej w celu narzucenia islamu wyznawcom wszystkich innych religii. Występuje w nim arabskie słowo „dżihad”.

• Sura 66, 9: „O, Proroku! Zwalczaj niewiernych i obłudników, i bądź względem nich surowy! Ich miejscem schronienia będzie Gehenna. A jakże nieszczęsne to miejsce przybycia!”.

Po raz kolejny występuje tu rdzeń słowa „dżihad”. Kontekstem jest w sposób oczywisty święta wojna, przy czym do tych, których należy zwalczać, dołączona została kategoria „obłudników” – to jest tych, którzy nazywają sami siebie muzułmanami, jednak nie postępują jak przystoi prawdziwym wyznawcom.

Źródło informacji: ZAWSZE WIERNI

piątek, 18 września 2015

Św. Tomasz z Akwinu o Mahomecie



"Ci zaś, którzy wprowadzili błędy sekciarskie, postępowali drogą przeciwną, jak to widać u Mahometa; zwabiał on ludy obietnicami rozkoszy zmysłowych, do których pragnienia podnieca pożądliwość ciała. Mahomet podawał także przykazania odpowiednie do obietnic, popuszczając cugli pożądliwości cielesnej, a temu ludzie zmysłowi łatwy dają posłuch. Jako dowody prawdy zaś podawał tylko takie, które każdy średnio mądry człowiek może poznać rozumem przyrodzonym. Co więcej, prawdy, których nauczał, pomieszał z wieloma bajkami i zupełnie błędnymi naukami. Nie ukazał też żadnych znaków nadprzyrodzonych, które jedynie dają odpowiednie świadectwo natchnieniu Bożemu, gdyż działanie widzialne, takie jakie może pochodzić tylko od Boga, wykazuje, że nauczyciel prawdy otrzymuje natchnienie niewidzialne. Powiedział zaś, że jest posłany z mocą zbrojną, a takich znaków nie brak także rozbójnikom i tyranom. Poza tym ci, którzy uwierzyli z początku Mahometowi, nie byli jakimiś uczonymi, wykształconymi w sprawach boskich i ludzkich, lecz byli to ludzie dzicy, przebywający na pustyniach i nieznający żadnej nauki boskiej. Wykorzystując tłum takich ludzi i przemoc zbrojną, zmusił innych do poddania się jego prawu. Żadne też proroctwa Boże poprzedzających go proroków nie dają mu świadectwa — przeciwnie, on raczej spaczył prawie wszystkie nauki Starego i Nowego Testamentu opowiadaniem pełnym bajek, co widzi każdy, kto bada jego prawo. Dlatego też chytrze nie zalecił swym wyznawcom czytania ksiąg Starego i Nowego Testamentu, by mu nie wykazali fałszu. I tak widać, że ci, którzy dają wiarę jego słowom, wierzą lekkomyślnie".

św. Tomasz z Akwinu, SUMMA CONTRA GENTILES
PRAWDA WIARY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
W DYSKUSJI Z POGANAMI INNOWIERCAMI
I BŁĄDZĄCYMI, Księga I, rozdział 6 

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Były muzułmanin przeciwko dżihadowi: islam jest jak komunizm



„Cytując Sun Tzu – aby wygrać wojnę, nie wystarczy poznać wroga. Trzeba najpierw poznać samego siebie” – mówił Ibn Warraq na Uniwersytecie Yale. Były muzułmanin nie ma wątpliwości, że współczesny świat zagalopował się tak daleko w obłędzie poprawności politycznej, iż nie jest w stanie rozpoznać swojego własnego położenia wobec zagrożenia wojującym islamem.

Były wyznawca Mahometa, działający pod pseudonimem Ibn Warraq, wystąpił z wykładem na amerykańskim Uniwersytecie Yale. Poważany znawca islamu i autor książek (m.in. „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”) bezkompromisowo rozprawił się z mitami na temat „religii pokoju” i bez ogródek wytknął Amerykanom ich, mogącą prowadzić do tragedii naiwność, w jej postrzeganiu. Mówca zabrał ważny, prawdziwy i niepoprawny politycznie, a co za tym idzie, niebezpieczny głos w dyskusji o religii mahometańskiej.

- Musimy wyciągnąć wnioski z lekcji, jaką stanowiła zimna wojna, ponieważ istnieją uderzające podobieństwa pomiędzy ideologią islamu i tą, którą kierowała się Rosja sowiecka – powiedział prelegent. Odniósł się jednocześnie do książki Jamesa Burnhama „Samobójstwo Zachodu”, której autor podjął tę samą myśl. Otóż islam i komunizm stosują podobny sposób geopolitycznego podziału świata na „strefę pokoju” (Dar al-Islam) i „strefę wojny” (Dar-al Harb) – przy oczywistym założeniu, że ta pierwsza stanowi ziemie już podbite, druga zaś te, które dopiero mają być zdominowane przez ideologię Marksa albo Mahometa

- Ideologia terrorystów posiada religijną podstawę wywodzącą się z islamu i jego tekstów założycielskich – Koranu, hadisów, sunny i historii wczesnego kalifatu – podkreślił Ibn Warraq. - Islamski terroryzm bynajmniej nie jest spowodowany biedą, brakiem wykształcenia, deprywacją seksualną, kwestiami psychologicznymi, czy też brakiem perspektyw ekonomicznych, zachodnim imperializmem, czy degrengoladą zachodu albo konfliktem izraelsko-arabskim – w tym jednym zdaniu były islamista rozprawił się z większością pokrętnych tłumaczeń, jakimi zachodnie media próbują lukrować prawdę o religijnej proweniencji współczesnego terroryzmu.

Przytoczył też nazwiska i dzieła współczesnych ideologów dżihadu, a słowa sekretarza stanu USA Johna Kerry o tym, że ich idee nie mają nic wspólnego z islamem skomentował jako po prostu komiczne. – Ignorancja, naiwność, arogancja, polityczna poprawność, opieszałość, sentymentalizm, a z drugiej strony pieniądze z Arabii Saudyjskiej, Kataru i Iranu dopomogły islamistom w skutecznym przeniknięciu do zachodnich instytucji, począwszy od rozgłośni Voice of America, Pentagonu, CIA, FBI, DS, PBS, a skończywszy na uniwersytetach i koledżach, gdzie bezwstydnie i otwarcie rozpowszechnia się islamską propagandę – stwierdził prelegent w swojej niepokojącej analizie.

Źródło informacji: http://www.pch24.pl/

Siedem grzechów głównych dialogu z islamem



Co roku katoliccy wielbiciele religii pokoju z upragnieniem wyczekują Dnia Islamu, afirmującego religię pod tym samym tytułem, mając jednakowoż z islamem jako takim niewiele wspólnego. Dialog międzyreligijny stwarza bowiem wrażenie, że islam jest religią prowadzącą do zbawienia, Mahomet to prawdziwy prorok, zaś jego objawienia zapisane w Koranie zaiste pochodzą od Boga.

Wynika to z prostego założenia, że islam i chrześcijaństwo to w sumie dwie różne formy kultu tego samego Boga. Że przy okazji podważa to dogmat o pełni Objawienia w Jezusie Chrystusie, że przyklepuje się z uznaniem muzułmańskie wyobrażenia na temat Boga (i Chrystusa), że skandując wszem i wobec slogany o “pokojowej naturze” wyznawców Mahometa, pomija się wygodnym milczeniem błagania o pomoc prześladowanych w krajach islamskich chrześcijan, czy smutny los tych, którzy porzucając islam zdecydowali się przyjąć chrześcijaństwo, to są zdawałoby się drobiażdżki nieistotne wobec wszechogarniającej miłości, która panuje między oboma wyznaniami dzięki aktywnemu propagowania “ducha Asyżu”. Owóż powiedzmy sobie szczerze, drobiażdżki to nie są, są to poważne zaniedbania, konsekwencje których, już niekiedy rysujące się na horyzoncie, mogą doprowadzić do katastrofalnych rezultatów. Pozwólmy sobie zatem opisać 7 grzechów głównych dialogu religijnego z islamem.

1. Dialog ekumeniczny z islamem istnieje, chociaż nie powinien.

Islam nie jest odłamem chrześcijaństwa, nie jest nawet wariacją na jego temat. Uznawanie islamu za religię Objawienia równe jest bluźnierstwu przeciw Chrystusowi, w którym dokonała się Jego pełnia. Bo jeśli naprawdę wierzymy, że Jezus jest Zbawicielem, jak możemy uznać, że Bóg zdecydował się do Ewangelii dodać post scriptum pod postacią Koranu? To namiętne redukowanie chrześcijaństwa do postaci dziwnego tworu kompatybilnego z islamem niesie za sobą nieodwołalnie redukowanie postaci Chrystusa do koranicznego Isy. Muzułmanie od dawna twierdzą, że Jezus był muzułmaninem, w tej więc kwestii grunt porozumienia religijnego jest od dawna przygotowany. Zwolennicy tej formy synkretyzmu religijnego mogą jednak zechcieć sobie odświeżyć tezy stawiane dawno temu przez niejakiego Ariusza.

2.Wszelkie słowa krytyki pod adresem wyznawców Mahometa stwarzają tylko niepotrzebne napięcia i niweczą wysiłki na rzecz porozumienia między religiami.

Uważa się, że zarzuty, choćby nie wiadomo jak uzasadnione, osłabiają potencjalny wpływ Kościoła na muzułmanów, w tym torpedują wszelkie wysiłki ewangelizacyjne. To samo niedwuznacznie napisali przedstawiciele świata muzułmańskiego w swoim liście do Ojca Świętego Benedykta XVI. Stawianie w takim wypadku słów “przemoc” i “islam” w jednym zdaniu jest zniewagą wymagającą krwi, gdyż albowiem ponieważ wiadomo, że wszyscy muzułmanie, za wyjątkiem kilku radykałów, którzy w sumie muzułmanami nie są, pragną pokojowej koegzystencji. Jakiekolwiek sugestie, że są w islamie aspekty problematyczne, wpychają natomiast owych pokój miłujących w ramiona radykałów, a zatem bezpośrednio godzą w sielankową ideę ekumenizmu. Przypomnieć tu należy, że metoda zagłaskiwania i patrzenia na wszystko przez pobożnożyczeniowe okulary ignoruje tak klasyczne, jak i współczesne islamskie nauczanie w kwestii “niewiernych” i zakłada, że “Ludzie Księgi”, a to jest żydzi i chrześcijanie są dla muzułmanów równoprawnymi partnerami. Że jest to całkowitą nieprawdą wie każdy, kto zadał sobie trud wzięcia Koranu do ręki. Pobieżna choćby lektura tej księgi uświadomi nam także, że terroryści nie są wcale apostatami, którzy uprawiają samowolnie prywatną interpretację religii pokoju. Koran i tradycyjne źródła nauczania w islamie pełne są jednoznacznych nakazów w kwestii dżihadu. Dialog z islamem nie może być budowany na fundamencie zakłamania, w którym a priori wyklucza się możliwość jakiejkolwiek krytyki, czy też poruszania tematów newralgicznych, albowiem taki dialog jest sprzeczny z istotą dialogu. Bardziej przypomina on dobrowolne przyjmowanie na siebie statusu dhimmi, przypisanego przez Koran wszystkim niewiernym, którzy w żadnej sytuacji nie mogą krytycznie wyrażać się na temat muzułmanów.

3. Zawsze i wszędzie należy przyznawać, że w ciągu wieków muzułmanie wycierpieli z rąk chrześcijan wiele, że to zawsze oni byli ofiarami złego i niesprawiedliwego traktowania i pochylać się z troską nad krzywdami im wyrządzanymi.

Powiedzmy sobie szczerze, to wszystko nasza wina, od krucjat po Irak – winni są chrześcijanie w ogóle, a katolicy w szczególności, zwłaszcza papież. Trzeba zatem nieustannie wynagradzać za błędy przeszłości i okazywać zrozumienie dla zachowania wyznawców Mahometa, które nam nie przypada do gustu (terroryzm? jaki terroryzm?!), albowiem jest tyko słuszną odpowiedzią na nasze działania. Oczywiście byłoby miło, gdyby sympatia dla muzułmanów i ich wszelakich cierpień szła w parze ze zwracaniem uwagi na cierpienia chrześcijan nagminnie prześladowanych w krajach islamskich. Nie chodzi tu tylko o sprawy zaszłe, jak choćby masowe mordy dokonywane na Ormianach, ale też te współczesne z Sudanu, Pakistanu, Algierii, Nigerii, Indonezji i wielu, wielu innych miejsc na całym świecie. Strach przed urażeniem uczuć wyznawców Mahometa, nie powinien nikogo powstrzymywać od spuszczania zasłony milczenia na prześladowania chrześcijan.

4. Jezus nakazał nam miłować bliźniego, należy więc muzułmanów kochać, miłość zaś wprowadzać w czyn poprzez zaangażowanie w dialog międzyreligijny. Kto się sprzeciwia ekumenizmowi, ten grzeszy przeciw przykazaniu miłości.

Krótko i prosto z mostu. Nie należy się bać radykalizmu miłości, bo tego właśnie nauczał nas Jezus. Na tej właśnie i nie innej podstawie należy budować stosunki między obiema religiami. Że miłość ta może być lekko niesymetryczna i jednostronna? Trudno!

5. Islam jest sprzymierzeńcem w walce z ateizmem i zeświecczeniem społeczeństwa.

Od lat 70. muzułmanie z zapałem twierdzą, że mamy wspólnego wroga, jest nim naturalnie ateizm i zeświecczenie społeczne prowadzące do braku poszanowania dla życia, rodziny i moralności. – Mamy więcej wspólnego w tych kwestiach z gorliwymi muzułmanami – zarzekają się ekumeniści – niż z sekularyzowanymi Brytyjczykami, czy Holendrami. Jakkolwiek nie można temu argumentowi odebrać pewnej dozy trafności, należy ostrożnie podchodzić do zapewnień o wspólnocie celów. Po pierwsze, każde wyznanie inaczej rozumie sekularyzację, po drugie uważanie, że wspólny wróg oznacza dążenie w tym samym kierunku jest bardzo naiwne.

6. Islam jest prawdziwą, choć niedoskonałą drogą ku Bogu.

Nieważne, że to Biblia jest Słowem Bożym, że to Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem, że w Nim jest nasze Odkupienie i że Kościół katolicki jest Jego Kościołem. Dialog międzyreligijny zakłada, że islam też prowadzi do Boga, nawet jeśli podważa to cały sens bycia chrześcijaninem, ba! podważa cały sens chrześcijaństwa w ogóle. To przekonanie, prowadzi zaś bezpośrednio do zakwestionowania zasadności jakiejkolwiek ewangelizacji. Pomińmy może nieistotny szczegół, że w wielu krajach islamskich jest dozwolona jedynie w formie “milczącego świadectwa”, albowiem wszelkie publiczne przejawy wiary (takie choćby, jak krzyże na kościołach) są zakazane jako “agresywny prozelityzm” , a skupmy się na dwóch innych aspektach godzenia przez ekumenizm w misyjną działalność Kościoła. Primo, oczekuje się, że ewangelizacja nie może być w jakikolwiek połączona z krytyką islamu, o czym pisałam powyżej. Jak jednak ma wyglądać głoszenie Chrystusa bez jednoczesnego zwracania uwagi na to, że Mahomet nie może być prorokiem a jego słowa nie mogą zawierać prawdy, nie potrafię sobie wyobrazić. Secundo, ewangelizacja, której muzułmanie i tak są niechętni, traci w ogóle rację bytu. Po co nawracać kogoś, kto i tak będzie zbawiony?

- My, muzułmanie nie pozwalamy na prowadzenie wśród nas agresywnego prozelityzmu, który w imię wolności zniszczyłby naszą wiarę – oświadczył bez ogródek, uważany za jednego z najbardziej liberalnych i umiarkowanych muzułmanów na Zachodzie, Seyyed Hossein Nasr podczas pierwszej konferencji zorganizowanej w Watykanie przez Forum Katolicko-Muzułmańskie (4-6 listopada 2008 r.). Prawidło to dotyczy nie tylko działalności w zapadłych wioskach Bangladeszu, demony zostały wywołane także przy okazji chrztu Chritiano Magdiego Allama, którego Ojciec Święty udzielił mu na Wielkanoc 2008 r. Chrzest ten oceniony został jako celowa prowokacja i uczynienie propagandowego widowiska mającego na celu upokorzenie muzułmanów. W istocie chrzest od zawsze uważany był za publiczny wyraz identyfikacji z Chrystusem i Kościołem, utrzymywanie go w tajemnicy ma sens tylko wtedy, kiedy zagrożone jest życie konwertyty, sytuacja skądinąd nierzadka w krajach islamskich, gdzie za apostazję grozi kara śmierci. Piękna uroczystość chrztu Allama była zatem ze strony papieża gestem dodającym otuchy tysiącom ludzi żyjących w ciągłym zagrożeniu. Przypomnieniem, że każdy ma prawo do tego by wyznawać Chrystusa w pokoju – rzeczy, o której zwolennicy dialogu religijnego zbyt często zdają się zapominać.

7. Chodzi o przyszłość świata i ludzkości.

Niektórzy katolicy zdają się skupiać wyłącznie na doczesnych problemach nękających ludzkość, a to jest przede wszystkim na politycznych niesnaskach pomiędzy muzułmanami a resztą świata. Ich niepokoje są jedynie echem obaw wyrażonych przez muzułmanów we wspomnianym już liście wystosowanym do Ojca Świętego, z którego można wyczytać, że w istocie losy świata ważą się na szali i że przyszłość ludzkości zależy od współpracy pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami. Osiągnięcie porozumienia między oboma wyznaniami zostało wręcz określone jako “jedno z wyzwań tego stulecia”. Pytanie tylko jaką cenę jesteśmy gotowi zapłacić za realizację tej utopii? Wychodzenie na przeciw wszystkim oczekiwaniom islamu bez pełnego zrozumienia dla jego wierzeń, strategii i celów jest zwyczajną głupotą. Nie wątpię, że pragnienie pokoju deklarowane przez stronę katolicką jest autentyczne, ale jednocześnie jestem świadoma, że według nauki Kościoła pokój ów może nadejść tylko wraz z panowaniem Chrystusa. Muzułmańska wersja takiego stanu rzeczy zasadza się zaś na osiągnięciu rzeczywistości, w której wszystkie narody należeć będą do Dar al-Islam, Ziemi Pokoju, w której panuje islam. Przyznać trzeba, że są to dwie wzajemnie wykluczające się wizje. Od czasów swojego powstania islam był wrogi wobec chrześcijaństwa i jego wyznawców, stosunek ten nie zmienił się do dzisiaj i jest wyraźny w działaniach muzułmańskich rządów, jak i wśród szerokich rzesz wyznawców Mahometa. Więc choć to Jezus jest Księciem Pokoju, chociaż ukochał ludzkość aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu, nie przeczy to prostej prawdzie, że islam był i pozostaje wrogi Ewangelii.

Pomimo wielu lat starań i dobrej woli okazywanej przez ekumenistów, dialog międzyreligijny z islamem nie może się pochwalić żadnymi wymiernymi sukcesami na swoim koncie – bo nie są nimi przecież konferencje, seminaria i wykłady, w których uczestniczą obie strony; nie są nimi także wspólnie odprawiane “nabożeństwa” i modły. Prześladowania chrześcijan w krajach muzułmańskich trwają nadal, a ich los został poświęcony na ołtarzu porozumienia między religiami a chrześcijaństwo wciąż traktowane jest po macoszemu wobec “ostatecznego objawienia prawdy” która została ukazana Mahometowi.

We współczesnym, zglobalizowanym świecie dialog pomiędzy wyznawcami Mahometa i katolikami jest niezbędny, nie można temu zaprzeczyć, pozostaje jednak wątpliwość, czy kościół jest zaiste stosownym miejscem, w którym powinien się on odbywać. Jako katolicy jesteśmy zobowiązani nie do dialogu między religiami, ale do głoszenia Chrystusa aż po same krańce ziemi. Wyobraźmy sobie zatem jak świat współczesny wyglądałby gdyby wszystkie wysiłki, czas i fundusze przeznaczone na propagowanie “ducha Asyżu” zostałby spożytkowane zamiast tego na działalność misyjną.


Monika Gabriela Bartoszewicz

ŹRÓDŁO INFORMACJI: http://www.pch24.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.