_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzina. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2015

Opcja preferencyjna na rzecz RODZINY. 100 pytań i odpowiedzi wokół Synodu poświęconego rodzinie.


Przedmowa Jego Eminencji Jorge A. kard. Medina Estévez'a.

Ocena, wedle której rodzina przechodzi w wielu częściach świata poważny i głęboki kryzys, wydaje się obiektywnie zgodna z prawdą. Ignorowanie tej rzeczywistości czy też pomniejszanie jej skali nie byłoby postawą rozsądną. Należy brać ją pod uwagę, starać się ocenić jej zasięg i intensywność. Trzeba również zidentyfikować środki, by jej zaradzić. W takim celu, powodowani nadzieją i poczuciem realizmu, oddajemy niniejsze opracowanie. Kryzys rodziny nie jest jedynym kryzysem trapiącym dzisiejszy świat. Są i inne, i nierzadko istnieją między nimi wzajemne związki i uwarunkowania. Pomyślmy choćby o wykorzystaniu fałszu jako uprawnionego sposobu stawiania czoła różnym złożonym sytuacjom, o powszechności zachowań egoistycznych, o gorszących nierównościach między tymi, którzy cieszą się bezmiernym, wręcz zbytkownym dobrobytem, a rzeszami tych, którzy są pozbawieni nawet tego, co zupełnie niezbędne, o monstrualnym rozplenieniu się handlu narkotykami i samego uzależnienia od narkotyków, jak i o innych faktach, które zagrażają samym podstawom ludzkiego współżycia.

Są tacy, którzy sądzą, że rozwiązanie tych problemów tkwi w  zasadzie w pomnażaniu ilości przepisów i kontroli. Nie negując znaczenia tych środków, chrześcijanin powinien pamiętać o następujących słowach Jezusa: Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym. To zaś, że się je nie umytymi rękami, nie czyni człowieka nieczystym (Mt 15,19-20, zob. też Mk 7,21-23). Podstawowe jest zatem nawrócenie serca, bez którego zewnętrzne narzędzia wywołają jedynie efekt chwilowy i ograniczony.

Zaś nawrócenie serca zakłada radykalne oczyszczenie umysłu, o czym mówi św. Paweł: Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12,2). Wiele rzeczywistości tego świata nosi piętno złego (por. 1 J 5,19), którego Jezus nazywa kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8,44), a pieczęć ta objawia się przede wszystkim w formie błędów przybierających pozory prawdy, wypaczających możliwość wyboru rzeczywistego dobra.

W wymiarze rodziny nawrócenie serca musi oczywiście oznaczać życie zgodne ze świadomością faktu, że jej natura stanowi obraz miłości oblubieńczej Boga do swojego ludu i Chrystusa do swojego Kościoła. Rodzina chrześcijańska powstaje z sakramentalnego związku, z wylania łaski, a tym samym z powołania do świętości tych, którzy zostali powołani do życia wiarą w stanie małżeńskim i poprzez podjęcie odpowiedzialności rodzicielstwa. Odpowiedzialność ta nie ogranicza się do dobrobytu doczesnego, ale musi sięgać również obszaru łaski otrzymywanej podczas ziemskiego pielgrzymowania, prowadząc z radością ku chwalebnemu i błogosławionemu przeznaczeniu, do którego wzywa nas nasze powołanie chrzcielne. Rodzina chrześcijańska z samej swej natury jest rzeczywistością religijną. I jest nią ze swej istoty, nie chodzi tu jedynie o jakąś cechę przypadkową, która może sobie istnieć lub nie i będzie to obojętne. Do chrześcijańskich małżonków, tak jak do wszystkich uczniów Chrystusa, stosuje się programowa zasada św. Pawła: Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana (Rz 8,44), która obowiązuje w każdych okolicznościach, by nikt nie mógł utracić cudownej konsekwencji namaszczenia otrzymanego w  chrzcie świętym, a którą małżonkowie przeżywają w swym rodzinnym „kościele domowym”. Stąd wynika odpowiedzialność rodziców za głoszenie dzieciom wiary, a także znaczenie codziennej modlitwy w rodzinie, przed ołtarzem lub obrazem umieszczonym w honorowym miejscu domu. Członkowie rodziny tak jak wszyscy chrześcijanie mogą doświadczać słabości, a nawet popełniać grzechy. W takich przypadkach, otwarta dla nich pozostaje możliwość przyjęcia nieskończonego, ojcowskiego miłosierdzia Bożego, wzywającego ich do nawrócenia poprzez szczery żal, którym jest, jak naucza Sobór Trydencki, ból duszy i obrzydzenie sobie popełnionego grzechu z postanowieniem niegrzeszenia na przyszłość (por. Denz 1676).

Wstęp


Czym jest ta książeczka?

Jest to vademecum opracowane w formie pytań i odpowiedzi, przedstawiające w zrozumiały i prosty sposób niektóre zagadnienia szczególnie interesujące z punktu widzenia nauki Kościoła w odniesieniu do małżeństwa i rodziny. Będziemy poruszać kwestie drażliwe, ale zasadnicze, dotyczące rodziny we współczesnym świecie. Nie tylko omawiano je podczas Nadzwyczajnego Synodu Biskupów, jaki odbył się w zeszłym roku, są one także przedmiotem debaty, która trwa wśród intelektualistów, dziennikarzy i komentatorów, zarówno wierzących, jak i niewierzących, którzy pragnęliby, by Kościół katolicki podzielał ich punkt widzenia. Wiele z tych kwestii zapewne pojawi się na następnym synodzie, dlatego też dyskusja wokół nich z pewnością nie zatrzyma się na tym rozległym obszarze mediów, blogosfery i sieci społecznościowych, które dziś chyba najbardziej bezpośrednio wpływają na opinię publiczną i kształtują ją.

Jaki jest zakres tego opracowania?

Rodzina to bardzo szeroka tematyka, ale rozmiar niniejszej publikacji jest z konieczności ograniczony. Chcemy zgłębić ogromne bogactwo, jakie tematyka ta wnosi do duszpasterstwa, poruszając takie tematy, jak małżeństwo jako stan w Kościele, rodzina jako mały kościół domowy, powołanie do świętości w małżeństwie, modlitwa w rodzinie, rodzice jako pierwsi głosiciele Ewangelii wobec siebie wzajemnie i wobec swoich dzieci. Każdy z nich zasługuje na oddzielne opracowanie, które byłoby wielką pomocą w dziele ewangelizacji rodziny. Mamy szczerą nadzieję, że kwestie te zostaną wzięte pod uwagę podczas obrad synodu w 2015 roku. Jednak duszpasterskie potrzeby chwili wymagają również przejrzystego objaśnienia kluczowych zagadnień omawianych na synodzie, częściowo zniekształconych przez interpretacje niektórych szkół teologicznych, a przede wszystkim przez popierającą je masową propagandę medialną. Słuszne zatem wydaje się przypomnienie pewnych podstawowych prawd doktrynalnych i kluczowych potrzeb duszpasterskich w dziedzinie rodziny, której rzeczywista sytuacja dalece odbiega od tego, co się sugeruje.

Dla kogo ta broszura jest przeznaczona?

Jest ona przeznaczona przede wszystkim dla biskupów, kapłanów, zakonników, katechistów, wiernych na odpowiedzialnych stanowiskach w Kościele, ale także dla tych świeckich, którzy są zaniepokojeni narastającymi problemami w sferze związanej z rodziną i chcą przeciwdziałać dokuczliwej antyrodzinnej ofensywie propagandowej potężnych mass mediów, a dla których niniejsza książeczka może stanowić rodzaj poradnika.

Ludzie sprzeciwiają się czynieniu tego, czego wymaga Słowo Boże. Wręcz uważają za wrogie samo Słowo Boże tylko dlatego, że nakazuje. Ponieważ ja powtarzam to Słowo, obawiam się, że i mnie niektórzy uznają za wroga. Ale koniec końców, co mnie to obchodzi? Bóg, który mnie umacnia, zachęca mnie do głoszenia bez obaw o sprzeciw ze strony ludzi. Czy im się to podoba, czy nie, będę mówił. Św. Augustyn, Kazanie IX (o małżeństwie),

BROSZURĘ MOŻNA ŚCIĄGNĄĆ KLIKAJĄC TUTAJ

wtorek, 15 września 2015

ks. A.D.: List kapłana do młodych małżeństw



Jak wszyscy wiemy, małżeństwo jest kontraktem zawieranym pomiędzy mężczyzną a kobietą, kontraktem, przez który każde z nich oddaje się drugiemu na zawsze. Obrączki, które przy tej okazji dają sobie, symbolizują fakt, że małżonkowie są ze sobą związani na całe życie, są nierozerwalnie zjednoczeni. Ich związek jest trwały, może być zerwany jedynie przez śmierć jednego ze współmałżonków.

Musimy dziś mieć jasne i dokładne rozumienie tej nierozerwalności, aby lepiej żyć i skuteczniej bronić świętości małżeństwa. Najpierw wyjaśnimy, dlaczego ten kontrakt jest stały, podczas gdy wiele innych można unieważnić. Następnie przyjrzymy się owocom tego trwającego całe życie zobowiązania.

Nierozerwalność jako wyraźna wola Stwórcy

Istnieją trzy powody nierozerwalności małżeństwa. Pierwszym jest wyraźna wola Stwórcy, dawcy ludzkiego życia i autora kontraktu wiążącego dwa życia ludzkie w celu zrodzenia potomstwa (prokreacja). Pan Jezus odpowiedział faryzeuszom: „Nie czytaliście, że ten, który stworzył człowieka na początku, «mężczyzną i niewiastą stworzył ich»? I rzekł: «Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele». A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co więc Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza” (Mt 19, 4-6).

To ostatnie zdanie oznacza, że węzeł małżeński zawierany jest przy pomocy woli ludzkiej i boskiej. Wynika z tego, że w tym samym czasie, kiedy małżonkowie zawierają związek, sam Bóg ratyfikuje go w taki sposób, iż w Jego oczach tych dwoje ludzi tworzy jedno ciało, jedną wspólnotę. Żadna więc władza ludzka nie jest w stanie unieważnić tego kontraktu, który został zatwierdzony i „podpisany” przez najwyższą możliwą władzę: przez Boga.

Pius XI przypomina o tej nierozerwalności w swej encyklice Casti connubii: „Słowo Pańskie «co tedy Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza», wypowiedziane o małżeństwie naszych pierwszych rodziców, musi się odnosić do wszystkich małżeństw prawdziwych”.

W ten więc sposób od początku w zamyśle Bożym małżeństwo było odzwierciedleniem związku Jego Syna z naturą ludzką, zjednoczenia, które jest trwałe, odkąd Pan Jezus wstąpił do nieba razem z ludzkim Ciałem.

Pierwszy powód dotyczy wszystkich, jako że wynika z ustanowionego przez Boga prawa naturalnego. Właśnie dlatego kontrakt małżeński zawarty między poganami jest ważny i nierozerwalny. Dlaczego Bóg pragnął nierozerwalności małżeństwa? Aby chronić dzieci i ich wychowanie, aby udoskonalić małżonków i poprzez stabilność rodzin zapewnić pomyślność państwu.

Nierozerwalność i nadprzyrodzoność

Drugi powód nierozerwalności dotyczy tylko katolików. Sakrament wynosi to zjednoczenie małżonków do poziomu nadprzyrodzonego, wzorując je na zjednoczeniu Chrystusa i Kościoła. Pius XI nauczał: „W chrześcijańskim i dopełnionym małżeństwie, pakt małżeński osiąga swą doskonałość, ponieważ jest sakramentem. W tym samym czasie z woli Bożej jest tam największa stabilność i nierozerwalność, a żadna władza ludzka nie może jej podkopywać”.

Tak jak nierozerwalne jest zjednoczenie Chrystusa i Kościoła - Chrystus nigdy nie założy innego Kościoła i nigdy go nie opuści – tak zjednoczenie poślubionych sobie małżonków musi dostosować się do tego modelu, musi być nierozerwalne.

Nierozerwalność na wzór Osób Trójcy Świętej

Trzeci powód ma coś wspólnego z naturą ludzkiego serca, poszukującego absolutu: całkowitego i trwałego zjednoczenia poprzez miłość. Jest to odzwierciedlenie wiecznych relacji pomiędzy Osobami Trójcy Świętej. Ponadto, jako że celem małżeństwa jest prokreacja, dziecko do harmonijnego i zrównoważonego rozwoju potrzebuje stabilnej i wspólnej obecności tych, którzy dali mu życie. Te ostatnie argumenty są najbardziej oczywiste i zrozumiałe.

Nierozerwalność i ciągły rozwój moralny

Aby pełniej uświadomić sobie wartość więzów, które małżonków nie tylko nie ograniczają, ale ich rozwijają i chronią, przyjrzyjmy się teraz owocom ich podjętych na całe życie zobowiązań.

Po pierwsze, to trwałe zobowiązanie wymaga od małżonków stałego wzrostu moralnego. W życiu rodzinnym czymś nieuchronnym są trudniejsze okresy, czas nieporozumień i rozczarowań. Pozornie najprostszym wyjściem wydaje się wówczas poszukanie w innym związku radości i oparcia, które małżonkowie stracili. W ostatecznym rozrachunku oznacza to poddanie się własnym kaprysom i egoizmowi.

Czy jednak ucieczka przed trudnościami jest cnotą, czy wzmocni ich moralnie?

Przeciwnie, jest w tym zachowaniu coś poniżającego, upokarzającego. Nierozerwalność natomiast wymaga praktykowania cnoty cierpliwości, przebaczania, ofiarności, nadziei i hartu ducha. W ten sposób każdy kryzys, który trzeba przezwyciężyć, by żyć w pokoju i zgodzie, wymaga od małżonków ćwiczenia się w cnotach, nabywania ich w coraz większym stopniu. I to właśnie jest prawdziwy wzrost!

Nawet separacja nie może być traktowana jako ostateczne rozwiązanie, inaczej będziecie mieli wielkie trudności z pokonaniem problemów i przezwyciężaniem kryzysów. Życie stanie się nie do zniesienia, jeśli zamiast szukać rozwiązania, będziecie chcieli się rozejść, kiedy jedno z was będzie się upierać przy czymś mało istotnym i wyolbrzymiać problemy.

Separacja jest złem, gdyż naraża małżonków na niewierność, jest katastrofą w wychowaniu dzieci, gdyż pozbawia rodziców środków uświęcenia płynących ze wspólnego życia, jest skandalem w rodzinie. W praktyce Kościół dokładał zawsze wszelkich wysiłków, aby zapobiec tej ostateczności i poza wypadkiem cudzołóstwa, ze względu na wielkie niebezpieczeństwo dla ciała i duszy niewinnego małżonka, powinno się stosować mniej drastyczne rozwiązania.

Ten trwały węzeł jest również koniecznym warunkiem dobrego wychowania. Czy wam się to podoba, czy nie, istnieje głęboki i niezastąpiony związek pomiędzy ojcem i matką a dzieckiem. Dziecko potrzebuje obojga rodziców, żyjących razem w harmonii i zgodzie. I wcale nie jest tak, że ponieważ osiągnięcie tej harmonii pomiędzy małżonkami napotyka czasem na trudności, muszą się oni rozstać. Musicie dążyć do tej harmonii dla dobra waszych dzieci.

Każdy wie, jak wygląda wychowanie dziecka, które przebywa na przemian w domu ojca i matki, gdy rodzice nie są w stanie wykonywać wzajemnie uzupełniającej się władzy. Jeśli dziecku narzuci się zwierzchnictwo kogoś, kto nie jest jego naturalnym rodzicem, rozmaite aspekty jego osobowości nie będą w stanie się rozwinąć, zwłaszcza miłość synowska, która sprawia, że uznaje ono prawo rodziców do miłości i wymierzania kar. Dlatego właśnie dziecko zawsze powie do macochy: „Mimo wszystko nie jesteś moją matką”. Przybrani rodzice nigdy nie będą mieli do niego relacji w pełni matczynej czy ojcowskiej. Te ostatnie cechy widać często u osób zawierających ponownie związki małżeńskie lub poślubiające osoby mające już dzieci.

Nierozerwalność darem dla społeczeństwa

Nierozerwalność małżeństwa jest również wielkim dobrem dla społeczeństwa, ponieważ jego stabilność zależy od kondycji emocjonalnej obywateli. Niezrównoważenie emocjonalne, które powoduje rozwód, przejawia się najczęściej przez niemoralność i niestałość, wpływające niekorzystnie również na aktywność zawodową. Nie licząc utraty poszanowania powagi autorytetów i niechęć do wykonywania obowiązków. Dodajmy, że rozwód jest nierozumny, ponieważ niszczy to, czego zbudowanie zajęło tak wiele czasu i wysiłku – niszczy życie rodzinne.

Niektórzy podniosą zarzut: można przecież zaobserwować, że niekiedy drugie małżeństwo jest szczęśliwsze niż pierwsze, że ze względu na nabyte doświadczenie życiowe, strony zachowują się wówczas w sposób bardziej dojrzały. Niekiedy rzeczywiście tak jest z punktu widzenia harmonii i uzupełniania się charakterów, nie zmniejsza to jednak cierpień niewinnych w tej sytuacji dzieci. Ponadto, wskutek małżeństw „na próbę”, obniżana jest ranga związku małżeńskiego, a do roztropności w wyborze współmałżonka przestaje się przywiązywać większe znaczenie.

I na co trzeba zwrócić szczególną uwagę: w życiu istnieje kilka zasadniczych i fundamentalnych wartości, które pochodzą od Boga – a małżeństwo jest jednym z nich – dla których trzeba potrafić poświęcić własne zachcianki, zachować zasady i przekazać je w czystości i integralności przyszłym pokoleniom.

Kończę, prosząc wszystkich małżonków o dwie sprawy: postanówcie nie dopuszczać do siebie pojawiających się w okresach przeciwności myśli o rozwodzie; oraz inwestujcie w rodzinę, poświęcajcie się dla niej, bądźcie nieczuli na pokusy tego świata, obojętni na namiętności, które rozbudza.

Jeśli ktoś nie żyje prawdziwie swym małżeństwem, pozostanie słaby i ryzykuje, że namiętności czy przeciwności pewnego dnia zdruzgocą tę świętą instytucję. Niech św. Jan Chrzciciel, męczennik nierozerwalności i świętości małżeństwa, wstawia się za wami.

Źródło informacji: ZAWSZE WIERNI

poniedziałek, 15 grudnia 2014

x. Jan Jenkins FSSPX: Grzech pierworodny a rodzina



Ludzie są istotami bardzo obdarowanymi. Mamy wiele zdolności, którymi obdarzył nas Bóg ze względu na jakieś poszczególne dobro, konieczne dla naszej doskonałości. Wszystkie te zdolności dane są nam, byśmy postępowali w doskonałości i mogli ostatecznie osiągnąć cel, dla którego zostaliśmy stworzeni: byśmy poznali oraz ukochali Boga i mogli cieszyć się Nim przez całą wieczność. Zdolności te powinny zostać ukierunkowane na ten właśnie cel, każda z nich powinna zostać mu podporządkowana.

Przez łaskę chrztu Trójca Święta zamieszkuje w naszej duszy jak w świątyni. Nasze dusze są świątyniami Ducha Świętego, świątyniami, w których mieszka Bóg, gdyż za pośrednictwem łaski zostaje nam zaszczepiona Jego natura. Jesteśmy nawet więcej niż świątyniami, ponieważ świątynie są jedynie budynkami – my natomiast jesteśmy żywymi stworzeniami, zdolnymi do czczenia i kochania Boga, mogącymi osiągnąć szczęście wieczne. Świątynia, niezależnie od tego, jak byłaby piękna i wspaniale ozdobiona, nie jest zdolna do miłości. Jednak jako żyjące istoty ulegamy wielu wpływom, a nie wszystkie z nich odpowiadają godności, którą otrzymaliśmy poprzez sakrament chrztu.

W chwili swego stworzenia Adam był na wszelki sposób doskonały. Jego umysł był natchniony Boską wiedzą, jego wola ukierunkowana na najwyższe dobro, a ciało wolne od bólu i zepsucia. Wszystko to było skutkiem specjalnego daru Bożego, było konsekwencją łaski i posłuszeństwa Bożemu prawu. Wszystkie umiejętności Adama znajdowały się w doskonałej harmonii i porządku w taki sposób, że on sam był gwarantem ładu w świecie naturalnym i ich związku ze Stwórcą, ponieważ był jedynym ziemskim stworzeniem posiadającym nieśmiertelną duszę.

Najgorsza jest pożądliwość

Jednak ten dar integralności, który kierunkował wszystkie zdolności Adama ku jego nadprzyrodzonemu przeznaczeniu, został utracony wraz z popełnieniem grzechu pierworodnego. Wraz z utratą łaski utracił także posiadaną prawość, a ponieważ stan ten został odziedziczony przez jego dzieci – wszyscy rodzimy się nie tylko oddaleni od Boga, ale też bardzo dalecy od panowania nad sobą. Pożądliwość, cierpienie i śmierć zatruły naszą naturę tak, że – jak mówi św. Paweł – czynimy zło, którego nie chcemy, a jednak niezdolni jesteśmy do dobra, którego pragniemy.

Z tych trzech konsekwencji – pożądliwości, cierpienia i śmierci – najgorsza jest prawdopodobnie pożądliwość. Nawet Chrystus Pan mógł cierpieć i przyjąć śmierć bez zniewagi dla swego Bóstwa, nie mógł jednak przyjąć na siebie nieuporządkowania, jakie niesie nasza pożądliwość. Czym więc jest pożądliwość i w jaki sposób możemy z nią walczyć?

Jesteśmy istotami bardzo obdarowanymi – posiadamy tak wiele zdolności, którymi obdarzył nas Bóg ze względu na jakieś poszczególne dobro, konieczne dla naszej doskonałości. Posiadamy zmysł dotyku, byśmy mogli czuć otaczający nas świat, zmysł wzroku pozwalający nam widzieć i czytać, zmysł słuchu, dzięki któremu możemy poznać dźwięki muzyki, zmysł smaku i węchu, byśmy mogli znaleźć to, co jest nam potrzebne do pożywienia i rozwoju. Posiadamy też zdolności pozwalające na zrodzenie dzieci i zapewnienie ciągłości oraz doskonałości rodzaju ludzkiego jako całości.

Wszystkie te zdolności dane są nam po to, byśmy postępowali w doskonałości i mogli ostatecznie osiągnąć cel, dla którego zostaliśmy stworzeni: byśmy poznali oraz ukochali Boga i mogli cieszyć się Nim przez całą wieczność. Zdolności te powinny zostać ukierunkowane na ten właśnie cel, każda z nich powinna zostać mu podporządkowana – gdyż jedynie on zapewnić nam może szczęście i doskonałość.

Namiętności – armia bez dowódcy

Kiedy Adam został stworzony, każda z tych zdolności podporządkowana była innej: jego zmysły podporządkowane były woli, wola z kolei osądowi intelektu, a intelekt prawdzie. Jednak grzech pierworodny zburzył ten ład. Każda z naszych zdolności nadal zachowuje swą pierwotną moc i cel, dla którego została przeznaczona, funkcjonuje jednak w sposób niezależny i bez względu na dobro całej osoby czy celu, dla jakiego została stworzona. Poprzez swe nieposłuszeństwo Adam odrzucił swój ostateczny cel, którym jest Bóg, niszcząc w ten sposób sam fundament ładu porządkującego jego władze, pozostawiając je nienaruszone, pozbawione jednak zasady jednoczącej – poza samą naturą.

Wszystkie jego władze są więc poważnie osłabione nawet w tym, co dotyczy ich naturalnej mocy, są jak armia bez dowódcy. Ludzie jedzą i piją często bez względu na swe zdrowie; przyjemność, która normalnie byłaby jedynie pomocą dla osiągnięcia celu, dla którego zostaliśmy obdarzeni zdolnościami, stała się obecnie celem samym w sobie. Nawet przyjemność, która jest owocem dobrze wykonanej pracy i nagrodą za nią, często jest pozostawiona jak sierota bez opieki. Ten smutny stan prowadzi wiele dusz do ruiny: zamiast szukać rzeczy wyższych, rzeczy, które mogą im dać prawdziwe szczęście, ulegają one nieuporządkowanym namiętnościom prowadzącym donikąd, gdyż namiętności są ślepe.

Naszym obowiązkiem jako chrześcijan, czy nawet jako ludzi, jest odbudować znowu ten ład w naszej naturze. Już poganie dostrzegali to nieuporządkowanie w naszej naturze, nawet jeśli nie wiedzieli, w jaki sposób ten ład odbudować. Taki właśnie jest cel umartwienia: zaprowadzić ład wśród zdolności, które znajdują się w tak godnym pożałowania stanie. Trzeba powstrzymać się od tego, ku czemu nas popychają, aby wykształcić w sobie nawyk podporządkowania ich rozumowi.

Potrzebujemy umartwienia

Dzieło chrześcijańskiej doskonałości polega w wielkiej mierze na usiłowaniu odbudowy ładu, który Bóg ustanowił w Adamie; ładu, który Chrystus Pan pragnie odbudować przy pomocy swojej łaski. Ponieważ umartwienie jest nam tak bardzo potrzebne i ponieważ jest ono tak istotnym elementem chrześcijańskiej doskonałości, nierzadko mylnie bierzemy je za samą doskonałość. Jest to jednak błąd. Doskonałość polega zasadniczo na miłości Boga, do czego umartwienie jest jedynie niezbędnym środkiem. Umartwienie jest jedynie wynikiem realistycznego spojrzenia, uznania, że nie wszystko, co się nam podoba, musi koniecznie prowadzić do szczęścia, że często nasza niewiedza i naiwność prowadzą nas na manowce.

Tak więc w praktyce musimy myśleć, zanim cokolwiek uczynimy. A skoro zrozumiemy jasno, co powinniśmy uczynić, musimy starać się dążyć do realizacji tego celu. To właśnie poprzez nieustanny nacisk naszego intelektu na nasze działanie jesteśmy w stanie postępować w cnocie, czyniąc nasze dusze dobrymi i sprawiając, że po długim ćwiczeniu osiągniemy pewną biegłość w czynieniu dobra. I będzie nam to sprawiało przyjemność. Cnota, jak każdy inny nawyk, nie pojawia się nagle. Podobnie jak nauka jazdy na rowerze czy gry na fortepianie wymagają znacznego wysiłku, tak również nasze starania, aby być dobrymi i mieć dobre nawyki, wymagają czasu, cierpliwości i energii.

Ta rzeczywistość grzechu pierworodnego, którą do pewnego stopnia rozumieli nawet starożytni poganie, jest jednak w naszej postchrześcijańskiej erze czymś wyśmiewanym, a nierzadko całkowicie zapomnianym. Upadek społeczeństwa nie jest skutkiem braku technologii, pieniędzy, czy nawet środków i władzy posiadanych przez rządy – wynika po prostu z tego, że ludzie nie chcą obecnie panować nad sobą. Dzisiejsi rodzice, którzy rozpieszczają swe dzieci i spełniają każdy kaprys ich nieuporządkowanych namiętności, przygotowują im dożywotnie niewolnictwo. Patrząc na dzisiejszą młodzież, widzimy ze smutkiem, że będzie ona niezdolna zrozumieć nawet nauki przekazane im przez poprzednie pokolenie. Jest niezdolna do koncentracji na dłużej niż kilka minut i trzymania w ryzach swej wyobraźni.

Nie potrafi odmówić sobie nawet najbardziej błahej przyjemności, niezdolna jest zrozumieć wartość ofiary. Nie potrafi nawet wstać rano z łóżka, narzeka na wszystko, z czego mogłaby czerpać naukę. Państwo może przetrwać każdy rodzaj naturalnego kataklizmu, a nawet obcą okupację, jeśli jego mieszkańcy są silni. Jednak państwo, którego obywatele niezdolni są do panowania nad sobą, nie potrzebuje żadnego wroga zewnętrznego – upadnie po prostu pod swym własnym ciężarem, podobnie jak wiele imperiów, które zniszczyła pożądliwość.

Rodzina jest pierwszym miejscem walki

Dlatego właśnie życie rodzinne ma dziś tak wielkie znaczenie. Święty Tomasz z Akwinu uczy nas, że grzech pierworodny przekazywany jest przez rodziców. Skutki grzechu pierworodnego widzimy zwłaszcza w życiu rodzinnym, i to właśnie w rodzinie będzie się toczyć pierwsza walka. Rodzina jest fundamentem społeczeństwa, a społeczeństwo będzie prosperowało lub chyliło się ku upadkowi proporcjonalnie do liczby tworzących je świętych rodzin. Z tego właśnie powodu rodzice, bardziej niż ktokolwiek inny, muszą nie tylko zrozumieć istotę katastrofalnych skutków grzechu pierworodnego, muszą mieć również rzeczywistą świadomość tego w codziennym życiu.

Z katechizmu wiemy, że chrzest gładzi grzech pierworodny, nie usuwa jednak jego skutków. Stan nieprzyjaźni z Bogiem zostaje naprawiony, jakbyśmy się na nowo narodzili, obumarłszy grzechowi i przeniesieni zostali do życia. Jednak blizny po tym grzechu pozostają, pozostaje nasza słabość. Tak więc rodzice muszą prawdziwie kochać swe dzieci – nie takimi, jakimi chcą, żeby one były, ale takimi, jakimi są w rzeczywistości. Prawdziwa miłość nie jest sentymentalizmem. Prawdziwa miłość uznaje w innych słabość i możliwość błądzenia, jednocześnie czyni wszystko co w jej mocy, by pomóc im przezwyciężyć ich słabość. Ignorowanie skutków grzechu pierworodnego jest w istocie duchowym samobójstwem.

Rodzice, tak jak trzymają swe dzieci z dala od używanych w domu środków chemicznych, którymi mogłyby się zatruć, tak też w porządku moralnym muszą chronić je przed wszystkim, co mogłoby zatruć je duchowo. Największym z możliwych zaniedbań w stosunku do nich jest dawanie im wszystkiego, czego chcą. Dzieci, zwłaszcza gdy są młodsze, nie rozpoczęły nawet walki o dominację rozumu, stąd ich pożądliwości są znacznie bardziej związane z instynktem. Instynkt jest ślepy i całkowicie zdeterminowany przez bodźce dawane przez środowisko.

Rodzice nie powinni naiwnie wierzyć, że ich dzieci spontanicznie będą postępowały dobrze. Muszą być kierowane, ponieważ nie w pełni rozumieją, co jest dobre a co złe, kierują się głównie instynktem i emocjami. Dzieci stopniowo nauczą się rozumować, obserwując rozumność wymagań rodziców. A później, kiedy ich intelekt zacznie zdobywać przewagę i panowanie nad innymi władzami, będą bardziej skore do słuchania rodziców, tłumaczących im, co jest dobre, a czego powinny się wystrzegać. W pierwszej kolejności dzieci powinny uczyć się posłuszeństwa.

I przeciwnie, pozostawienie dzieci samymi sobie, pozwolenie im na błąkanie się bez jakiegokolwiek ich korygowania i pozostawienie na pastwę ich własnych decyzji oznacza przygotowanie ich do życia tylko nieco różniącego się od życia zwierząt – do bycia niewolnikami, którzy ulegają każdej namiętności. Jest to po prostu śmierć za życia, gdyż rozum, najwyższa władza ich duszy, na zawsze pozostanie więźniem w ich ciałach. Mamy obecnie całe pokolenie będące z winy rodziców duchowymi sierotami, którzy uważali, że mogą delegować ciążącą na nich odpowiedzialność na współczesną technologię.

Módlmy się o święte rodziny, które rozumieją tę walkę między ciałem a duchem. Módlmy się, by w tych rodzinach, które dotąd tego nie zrozumiały, proces ten mógł się przynajmniej rozpocząć. Oby Bóg, poprzez sakramenty, które nam pozostawił, zwłaszcza poprzez sakrament małżeństwa, udzielił nam łaski zwycięstwa nad pożądliwością. Przez sakrament chrztu staliśmy się świątyniami Ducha Świętego. Nie bezcześćmy więc naszych dusz dla przyjemności tego świata, ale zachowujmy je dla celów wyższych – niech będą domami modlitwy. Oby to nie do nas odnosił się zarzut Zbawiciela, że uczyniliśmy je „jaskinimi zbójców”. Raczej prośmy Go, aby pomógł nam wyzbyć się rzeczy, które nie są nas godne. Prośmy, by oczyścił nasze dusze i uczynił je świątyniami godnymi Jego samego.

Źródło informacji: BIBULA.com

środa, 15 maja 2013

Zasady katolickiej edukacji według encykliki Divini illius Magistri


Encyklika Divini illius Magistri (dalej w skrócie DIM) to doskonały wykład fundamentów, na których spoczywa zdrowa katolicka edukacja. W zawartym w niej programie można wyróżnić jedenaście głównych punktów czy też zasad, które jednocześnie stanowią kluczowe kryteria pozwalające ocenić, czy jakiś system szkolny ma charakter katolicki, czy też nie.

1. Cel albo powód edukacji

Wedle słów Piusa XI wszelka edukacja „polega na urobieniu człowieka jakim być powinien, jak powinien postępować w tym ziemskim życiu, żeby osiągnąć ów wzniosły cel, dla którego został stworzony” (DIM 7). Oto jest zatem cel edukacji: nauczyć człowieka, jak ma żyć, aby osiągnąć wieczną szczęśliwość. Postawienie takiego celu jest całkowicie zrozumiałe, ponieważ w ogóle celem naszej egzystencji jest znać i miłować Boga oraz służyć Mu na tym świecie, tak byśmy mogli radować się z Nim w wieczności.
Stąd, pisze dalej papież, „nie może być prawdziwego wychowania, które by nie było całe skierowane do ostatecznego celu”, a ponieważ Syn Boży „sam tylko jest drogą, prawdą i żywotem, nie może być pełnego i doskonałego wychowania, jak tylko chrześcijańskie” (DIM 7). W istocie, wychowanie chrześcijańskie ma „najwyższą doniosłość (…) nie tylko dla poszczególnych jednostek, ale także dla rodzin i dla całej ludzkiej wspólnoty, ponieważ jej doskonałość nie może nie wynikać z doskonałości tworzących ją członków” (DIM 8). Dzieło wychowania ma „nie dającą się przewyższyć wielkość”, jego celem jest bowiem „zapewnić duszom wychowanków najwyższe dobro – Boga, a ludzkiej społeczności najwyższy stopień możliwego na tej ziemi dobrobytu. I to w sposób ze strony człowieka najbardziej skuteczny, przez współdziałanie z Bogiem w udoskonaleniu jednostek i całej społeczności” (DIM 8). A to dlatego, że „właściwym i bezpośrednim celem chrześcijańskiego wychowania jest współdziałać z łaską Bożą w urabianiu prawdziwego i doskonałego chrześcijanina, tj. samego Chrystusa w ludziach” (DIM 94).
Zestawmy to ze współczesną edukacją. W najlepszym razie jej oficjalnie wyrażanym celem jest nabycie przez uczniów umiejętności, które umożliwią im podjęcie pracy lub dalszą edukację. Nawet katolicy uważają to dziś za główny cel edukacji. Większości z nich całkowicie obcy jest pomysł, że edukacja ma na celu zapewnienie nam wiecznego szczęścia. Nic w tym dziwnego, skoro deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim Vaticanum II, nosząca tytułGravissimum educationis, mimo że w kilku miejscach wspomina o ostatecznym celu człowieka, w rzeczywistości przesuwa akcent z perspektywy wertykalnej, skierowanej ku Bogu, na horyzontalną, ziemską i doczesną. Stawiane przez ten dokument cele edukacji stały się humanistyczne i naturalistyczne. Jest to więc wychowanie „nastawione na braterskie z innymi narodami współżycie dla wspierania prawdziwej jedności i pokoju na ziemi”[1], zharmonizowane z ujmowanymi jako „prawo człowieka do nauki” celami edukacji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Edukacja służy, zdaniem soborowej deklaracji, „budowaniu świata bardziej ludzkiego”[2].

czwartek, 29 grudnia 2011

Miłość małżeńska – towar na wagę złota

Łaciński wyraz określający małżeństwo – coniugium – oznacza „być w jednym zaprzęgu” i wskazuje na wspólne podejmowanie trudów i zadań życiowych. Wielu małżonków pośród wspólnie znoszonych przeciwności losu, jak trafnie dowodzi o. Jacek Salij OP, uświadamia sobie, że ich wzajemnej wspólnoty nawet śmierć nie rozłączy. A wiara podpowiada im, że w ich miłości – dzięki łasce Bożej – wypełnia się tajemnica wielka w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła (Ef 5,32)1.

Dla wielu ludzi małżeństwo jednak wydaje się być instytucją hamowania miłości, szczęścia, seksualności. To, co najpierw było idealne, z czasem staje się normalne, nudne i obojętne. W kręgach katolickich pojawia się też stwierdzenie w rodzaju: skoro budujemy swoją miłość na Chrystusie, to automatycznie tworzymy dobre małżeństwo. Sam punkt wyjścia jest słuszny: Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus (1 Kor 3,11). Takie małżeństwa są trwałe, ale oprócz słusznego fundamentu musimy włożyć do małżeństwa jeszcze swoje 100 %.

piątek, 25 listopada 2011

Kto powinien rządzić w domu?

Kwestia tradycyjnego podziału ról budzi wśród młodych, nowoczesnych i postępowych ludzi coraz większy sprzeciw. Najczęściej na ten temat zabierają głos kobiety, które wzdrygają się na myśl, że mogłyby słuchać i podporządkować się mężczyźnie. Zresztą, dlaczego miałyby to robić?

Same są dobrze wykształcone, zajmują kierownicze stanowiska i doskonale wiedzą, co jest najlepsze dla nich i dla ich najbliższych. Zastanawiające w tym wszystkim jest jednak to, skąd u inteligentnych i wykształconych kobiet przeświadczenie, że taki model oznacza mężczyznę tyrana, któremu należy się bezwzględne posłuszeństwo, a każdy sprzeciw i własne zdanie są surowo karane! Chyba tylko z seriali i kobiecych czasopism, bo nie z normalnego życia. Taki pogląd to typowy stereotyp – czyli gotowe przekonanie, które nie wymaga myślenia głębszej refleksji. Zresztą po co? Nie daj Boże, jeszcze kobiety zaczną samodzielnie myśleć i spadną wielotysięczne nakłady gazet i oglądalność telenowel…

Stanowisko Kościoła katolickiego

Jeśli ktoś decyduje się na zawarcie małżeństwa, powinien sobie zdawać sprawę, że ta przestrzeń ma być najważniejszą rzeczywistością jego życia i muszą w niej panować pewne zasady i reguły – w tym także odpowiedni podział ról. I trzeba zdecydować się na konkretny model życia małżeńskiego. Jaki? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w Piśmie świętym, w Liście św. Pawła do Efezjan, gdzie są jasno wyłożone zasady życia domowego. Jest tam napisane: ,,żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła” (Ef 5,32). Ten fragment bardzo często jest interpretowany jako przyzwolenie Kościoła na bezwzględną męską dominację i upokarzanie kobiety. Tymczasem jest to tylko pewien mały fragment, wyrwany z całego rozdziału, oderwany od całości i podawany w skróconej formie, a jak wiadomo, tekst bez kontekstu jest tylko pretekstem…

Rola mężczyzny w małżeństwie i rodzinie

Mąż posiada w małżeństwie i rodzinie władzę daną mu od Boga. Jednak nie jest ona zawężona tylko do prawa wydawania poleceń i egzekwowania posłuszeństwa. Jest to służba mężczyzny dla swojej żony i dzieci. Taki mąż nie kieruje swoją współmałżonką, ani nawet jej nie prowadzi w znaczeniu dosłownym, ale raczej przyciąga ją ku Chrystusowi i daje przykład swoim życiem.

Jak to działa w praktyce? Przeanalizujmy zwykłą kłótnię w małżeństwie. Gdy wybuchnie konflikt, zadaniem męża jest, by jako pierwszy przeprosił i prosił o przebaczenie za to, co było niedobre w jego zachowaniu. Oczywiście, wina żony może być równie wielka, albo i większa, jednak to jest bez znaczenia. Ponieważ, jak dalej czytamy w liście św. Pawła do Efezjan, mężowie mają miłować swoje żony tak, jak Chrystus umiłował Kościół – a Jezus z miłości upokorzył siebie samego i umarł za nasze grzechy.

Wracając do postawy męża: takie zachowanie to śmierć jego ego. Nie osądza on grzechu żony i nie próbuje kalkulować, jaki efekt może przynieść jego skrucha; po prostu idzie drogą krzyża, rezygnując w tym momencie z własnych praw. Ta duchowa władza jest zakorzeniona w paradoksie: jeśli ktoś chce być pierwszy, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich (Mk 9,35)

Rola żony

Mimo, że mąż posiada władzę i odpowiedzialność za wszystko, co dokonuje się w jego rodzinie, musi w pełni respektować zakres obowiązków i kompetencji żony. Powinien pozostawić część władzy i odpowiedzialności w jej rękach. W żadnym stopniu nie zmniejsza jego roli jako głowy domu, gdy zwraca się do niej z prośbą o pomoc czy radę. Raczej wynika to ze zdrowego rozsądku i pokory, bo naturalną rzeczą jest to, że w pewnych dziedzinach kobieta jest lepsza od mężczyzny i w określonych obszarach posiada szczególne kompetencje, z których mąż powinien korzystać. Tak, jak to się dzieje w poważnych i dobrze prosperujących firmach, gdzie całą instytucją zarządza dyrektor, jednak rozdziela poszczególne obszary (np. finanse, reklamę, czy rekrutacje) swoim zaufanym współpracownikom.

Można rozważać jeszcze wiele aspektów relacji męża i żony w małżeństwie i napisać sporo na ten temat, jednak wszystkich zainteresowanych odsyłam do książki L. Christensona Rodzina chrześcijańska, która nie tylko zainspirowała mnie do napisania tego tekstu, ale także została sprawdzona przeze mnie w praktyce.

Źródło informacji: http://katolickarodzina.pl

poniedziałek, 18 lipca 2011

Majewski: Wierność jest sexy!

- Kiedy mówię, że wierność jest ważna, kiedy mówię, że ona jest między nami, to od razu mam zarzut, że jestem staromodny, że jestem tradycjonalistą. A ja jestem normalsem. To świat oszalał - mówi Szymon Majewski.


- Gdybym miał poradzić innym związkom, tobym powiedział, że należy przetrwać trudne momenty, bo potem następuje niesamowity czas. Ja teraz wiem, czego Magda chce, nie walczę już, żeby zmieniać jakieś jej cechy. Ona zaakceptowała moje dziwactwa – mówi w rozmowie z „Galą” Szymon Majewski.


- Szymon, uważaj, bo staniesz się ulubieńcem portali katolickich po tych deklaracjach na temat małżeństwa... - ostrzega go dziennikarka gazety.


- Już się stałem. Jest taka organizacja studencka – Akademickie Stowarzyszenie Katolickie Soli Deo. To stowarzyszenie zaprosiło mnie na dyskusję na temat wierności. Chętnie poszedłbym i pomówił o tym – odpowiada Majewski.


O czym? „Że wierności nie można nakazać, że trzeba ją zbudować i pracować nad nią razem. Znam rodziny, które są razem od 30 lat, a nienawidzą się od 29. Tak naprawdę mam wrażenie, że tu nie zawsze musi pomóc religia. Ale dla mnie naprawdę największą wartością jest to, że wciąż jesteśmy razem”.


- Ale z Ciebie tradycjonalista – podkreśla przewrotnie dziennikarka.


- Ciekawe, że kiedy mówię, że wierność jest ważna, kiedy mówię, że ona jest między nami, to od razu mam zarzut, że jestem staromodny, że jestem tradycjonalistą. A ja jestem normalsem. To świat oszalał – odpowiada showman.


- Tak zwana wierność niesie ze sobą zapomniane cechy, na przykład odpowiedzialność. Jesteśmy odpowiedzialni za siebie, bo sobie coś zadeklarowaliśmy, jesteśmy odpowiedzialni za dzieciaki, bo sobie postanowiliśmy, że nie będą z rozbitego domu... - wtóruje mu żona.


- Małżeństwo i wychowanie dzieci to trochę bilet na pociąg w nieznane dodaje Magda Majewska.


Majewski podkreśla kolejne zalet wierności. - Kiedy czytam o dziwnym życiu singli: co tydzień nowy partner, bankiety, drżące ręce, niepokój egzystencjalny, budzenie się co chwilę z kimś nowym, niepamiętanie imion – to im współczuję i myślę, że oni mają trudniej... - zapewnia.


Majewski podkreśla także wartość patriotyzmu. - Co roku w sierpniu Szymon zaczyna powstanie. Teraz, od paru lat, od kiedy otworzyło się Muzeum Powstania Warszawskiego, Szymon jest nieobecny w sierpniu – zdradza jego żona.


- Zdecydowaliśmy rodzinnie i oddaliśmy do Muzeum Powstania uniform dziadka i papierośnicę – mówi Majewski i dodaje, że raz w miesiącu spotyka się z przyjaciółmi dziadka z Powstania.


eMBe/Gala


Całość wywiadu w najnowszym numerze „Gali”

Źródło informacji: FRONDA.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.