______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

wtorek, 30 czerwca 2015

Aberracje liturgiczne cz. 108 - Parafia św. Józefa Robotnika, Umuarama, Brazylia



Acampamento Sênior: Entrada dos campistas na igreja...
Posted by Paróquia São José Operário on 28 czerwca 2015

niedziela, 28 czerwca 2015

Jak powinni ubierać się katolicy?


Foto: http://www.catholic.com/
Zaczęło już się lato, a wraz z nim przyszedł upał. Sprawia to, że czujemy potrzebę zrzucenia kolejnych warstw ubrań w celu uzyskania większej swobody ruchów. Z tym pragnieniem nie znika wszakże obowiązek ubierania się skromnie, w związku z czym prezentujemy kilka porad jak można go wypełnić w nadchodzących dniach.

Dobrze jest sprawdzić instrukcje na temat ubioru jakie powinny być wywieszone przy wejściu kościołów zgodnie z Prawem Kanonicznym (CIC 1262, 2). Mimo że odzwierciedla to zdanie Kościoła co do świętych miejsc, zawiera również ogólne zasady odnoszące się do życia publicznego.

Pomimo że każdy katolik ma prawa (do otrzymywania sakramentów), on lub ona mają także obowiązki które muszą spełnić w celu utrzymania tych praw; właśnie dlatego Stolica Apostolska poszła aż tak daleko (w celu utrzymywania czystości dusz) zalecając by w razie potrzeby „wyprosić od Komunii a także z Kościoła nieodpowiednio ubrane kobiety” – ta zasada może oczywiście być także stosowana w stosunku do mężczyzn.

Kolejną ważną zasadą jest ubieranie się w sposób godny, wzbudzający szacunek. Poza zapewnieniem budującego przykładu, nasz strój definiuje także naszą pozycję w społeczeństwie. Dlatego stosowny strój matki lub ojca (zwłaszcza w zaciszu domowym) może wpłynąć pozytywnie lub negatywnie na proces wychowania ich dzieci – ważnym aspektem jest tu nie tylko nacisk na skromność ubrań rodziców, ale także na ich jakość, to jest schludność w przeciwieństwie do niedbałości.

Należy zwrócić także uwagę, by kobiety i mężczyźni ubierali się zgodnie ze swoją naturą, czyli odpowiednio w zgodzie ze swoją kobiecością lub męskością. Dla mężczyzn oznacza to by co do zasady nie ubierali obcisłych ubrań, albo nie wychodzili publicznie bez koszulki (a ojcowie nawet w domu przed swoimi dziećmi).

Dla pań zaś ubieranie się jak mężczyzna (na przykład noszenie spodni) jest niewłaściwe i sprzeczne z daną im przez Boga kobiecością. Nie chodzi tu wcale o „narzekanie niedzisiejszych staruszków”, co powinno być zrozumiane zwłaszcza kiedy uświadomimy sobie że proponenci ubrań typu unisex są tymi samymi ludźmi którzy stoją za promocją grzechów przeciwko naturze w postaci „teorii gender”.

Znaczące jest, że „Lew Campos”, biskup de Castro Mayer niegdyś wspomniał w liście pasterskim, że wolałby by kobiety nosiły minispódniczki niż spodnie. Mimo że są one nieskormne, są przynajmniej kobiece, podczas gdy spodnie są sprzeczne z kobiecą naturą (te pierwsze atakują zmysły, a te drugie powodują nieuporządkowanie intelektu)

Dlatego tak zwane „kobiece spodnie” (zwykle noszone dla przyjemności lub wygody) nie są normalnym strojem katolickiej (czyli naśladującej Maryję) dziewczyny lub damy, zarówno w życiu parafialnym, domowym, jak i społecznym. Jednakże, jeśli ubieranie spodni przez kobiety nie może być kompletnie uniknięty ze względu na warunki naszych czasów (zobowiązania zawodowe, bezpieczeństwo, nadzwyczajna aktywność itp.), powinny przynajmniej zniknąć z rodziny, parafii i życia towarzyskiego.

Co się tyczy skromnego ubioru – zarówno dla mężczyzn i kobiet – podstawową zasadą jest by więcej ukrywać niż odkrywać przed okiem postronnych. Dlatego zarówno męzczyźni jak i kobiety powinny zakładać takie rzeczy by wzbudzać szacunek i czystą miłość, a nie pożądanie.

Trzeba przyznać, że odnalezienie odpowiednich ubrań w dzisiejszych czasach może być bardzo trudne, ze względu na to że moda jest bardzo prowokacyjna i została zaprojektowana by szerzyć nieczystość. Dotyczy to zwłaszcza ubrań kobiecych, jednakże dobre kobiety (za pomocą odrobiny zaradności) mogą jeszcze z powodzeniem ubrać się w sposób podkreślający atrakcyjność, skromność i urok – bez wzbudzenia wrażenia że wyszły z planu „Małego domku na prerii”.

Na koniec należy poruszyć temat pływania. Niestety to co jest dzisiaj dostępne w sklepach nie jest nawet w połowie przyzwoite lub skromne, choć niektórzy próbują złagodzić ten fakt poprzez zakładanie koszulki na stroje kąpielowe. Jednak rzeczą nawet ważniejszą, choć często ignorowaną, są nawoływania kościelne o niebezpieczeństwach kąpieli w miejscach publicznych. Tak więc jesteśmy zmuszeni by nawoływać rodziny by te poczyniły trud odnalezienia zacisznych miejsc do plywania tylko w swoim towarzystwie – albo niepływania w ogóle. Lepiej zrezygnować z rekreacyjnej (i opcjonalnej) przyjemności niż narazić dusze członków swojej rodziny (lub innych).

Na konkluzję tego krótkiego tekstu o znaczeniu skromnego ubioru proponujemy przeczytanie kilku stosownych cytatów (i jednego przykładu) – które jako że nie są starożytne, a raczej dość świeżej daty, a przez to ciągle aktualne.
G.K. Chesterton: „Jeśli nie będziemy żyć tak jak wierzymy, zaczniemy wierzyć tak jak żyjemy.”
Papież Pius XII: „Czystość dusz żyjących ponadnaturalnym życiem łaski nie może być zachowana i nigdy nie będzie zachowana bez walki”. Wiele kobiet i dziewczyn uparcie „podąża za pewnymi bezwstydnymi stylami niczym owce (…) Bez wątpienia zarumieniłyby się jeśli dowiedziałyby się jakie wrażenie robią i jakie uczucia prowokują w tych którzy je widzą.”
Ojciec Pio (+1968) zawsze odmawiam udzielenia rozgrzeszenia kobietom które nie nasiły spódnicy kończącej się przynajmniej 20 cm pod kolanem, jednocześnie nalegając by nie nosiły spodni. 
Nasza Pani z Fatimy: „Grzechy świata są zbyt wielkie! Grzechy które prowadzą większość dusz do piekła to grzechy ciała! Zostaną wprowadzone pewne mody które bardzo obrażą naszego Pana. Ci którzy służą Bogu nie mogą za nimi podążać. Kościół nie zna mód; nasz Pan pozostajea zawsze taki sam.”

Źródło informacji: http://bdp.xportal.pl/

Peter Kwasniewski: Tradycjonalizm a konserwatyzm


Wielu współczesnych biskupów jest konserwatystami, a nie tradycjonalistami, dlatego tak nikłe jest ich pragnienie, by odtworzyć to co przeszłe, by odkryć na nowo i przekazać pełnię dziedzictwa, ponieważ (1) sami słabo je znają i nawet nie wiedzą jak zostało utracone; (2) nie chcą poznać jego wartości ani też wiedzieć jak wielką tragedią byłoby jego zniszczenie; (3) zadowalają się status quo o ile tylko wolne jest od jaskrawych ekscesów czy wypaczeń. (To zaś, co uznaje się za odstępstwo różni się znacznie w zależności od konserwatysty. Na przykład, jeden stwierdzi, że świeccy szafarze czy ministrantki przy ołtarzu to niedopuszczalne zerwanie ze wspólną tradycją Wschodu i Zachodu sięgającą najwcześniejszych dostępnych nam liturgicznych i kanonicznych zapisków, podczas gdy inny takie praktyki uzna jedynie za sprawy administracyjne i biurokratyczne nie mające większych skutków.

piątek, 26 czerwca 2015

Rozmowa z dr. Taylorem Marshallem



Niedawno miałem okazję przeprowadzić wywiad z Dr. Taylorem Marshallem. To prawdziwy katolicki człowiek renesansu i dżentelmen w każdym calu. Jest wykładowcą akademickim, doktorem filozofii, myśliwym, rybakiem, mężem, ojcem, pisarzem, mówcą, miłośnikiem domowego piwa – lista jest długa. Myślę, że spodoba wam się jego mądre spojrzenie na świat.

Dr Marshall i jego żona Joy mają siedmioro dzieci i mieszkają w Dallas w Teksasie. Dr Marshall jest autorem książki pt. Tomasz z Akwinu na 50 stronach (Thomas Aquinas in 50 Pages), którą możecie otrzymać za darmo odwiedzając stronę www.taylormarshall.com.


Jakie wyzwania stoją we współczesnym świecie przed mężczyznami wiary katolickiej?

W dzisiejszym świecie stoją przed mężczyznami dwa główne wyzwania.

Pierwszym jest to, że mężczyźni stają przed wyborem między dwoma fałszywymi skrajnościami męskiej tożsamości: miękkim metroseksualistą albo brutalnym barbarzyńcą. Arystoteles głosił, że cnota jest pośrodku, między dwoma skrajnościami.

Mężczyźni powinni być użyteczni. Powinni wiedzieć jak polować na zwierzynę, ostrzyć nóż oraz jak używać podstawowych narzędzi.

Mężczyźni powinni być kulturalni. Powinni wiedzieć którego widelca użyć przy stole i okazywać rycerskie maniery wobec kobiet. Powinni wiedzieć jak z szacunkiem zachowywać się i ubierać. Byłem niedawno na weselu, na którym drużbowie nie wiedzieli jak zawiązać krawat. Jest to objaw pewnego ogólnego problemu.

Drugim wyzwaniem jest pornografia i rozwiązłe obyczaje. W dawnych czasach, mężczyzna musiał realizować swoje pragnienie prokreacji poprzez zabieganie o względy pięknej dziewczyny i proszenie jej o rękę w celu zawiązania sakramentalnego związku małżeńskiego. Obecnie nagie dziewczyny można znaleźć w najbliższym barze albo w ciągu paru chwil w Internecie.

Sądzę, że ta zmiana pobudziła u mężczyzn lęk i niepewność. W niektórych przypadkach – gniew i przemoc. Pornografia i rozwiązłość pchają mężczyzn ku obydwu skrajnościom.

Jest Pan wykładowcą akademickim oraz żarliwym Tomistą. Czy filozofia pełni jakąś praktyczną rolę w życiu współczesnego mężczyzny wiary katolickiej? Jeśli tak, to jaką?

Filozofia ma w moim życiu codzienne zastosowanie. Staram się codziennie czytać Księgę Przysłów. Ma ona 31 rozdziałów, więc dobrze rozkłada się na miesięczny plan czytania. Hebrajskie przysłowia pobudzają czytelnika do tego, by pokochał mądrość. Słowo filozofia oznacza „umiłowanie mądrości”.

Księga Przysłów wzywa każdego mężczyznę, aby wybrał pomiędzy dwiema kobietami: Panią Mądrością i Panią Głupotą. Pierwsza z nich jest uosobieniem mądrości, prawego życia, sprawiedliwości i świętości. Druga jest uosobieniem używania, pijaństwa, cudzołóstwa i głupoty. Ostatni, 31. rozdział Księgi Przysłów opisuje, jak mądrość uosabia się w żonie mężczyzny.

Jak powiedziałby Arystoteles, prawdziwa filozofia jest dążeniem do osiągnięcia naszego ostatecznego celu. Dla katolika jest nim świętość. Jeśli nie dążysz na co dzień do tego celu, przegrywasz. Jak powiedział Sokrates: „Nierozważne życie nie jest warte życia”.

Jest Pan ojcem czterech chłopców. W jaki sposób uczy ich Pan jak stawać się świętymi?

Według Platona dusza ma „trzy poziomy” odpowiadające „trzem poziomom” ciała: głowie, klatce piersiowej oraz lędźwiom. Chłopcy (jak również dziewczynki) muszą być wychowywani zgodnie z tymi trzema „poziomami”.

Głowa symbolizuje intelekt. Przed dziećmi muszą być od najmłodszych lat stawiane wyzwania intelektualne i moralne. W przypadku młodszych dzieci wypełnia się to poprzez opowiadanie im pięknych historii. Staram się wymyślać dla nich moje własne opowieści.

Klatka piersiowa symbolizuje wzorce postępowania odważnego, strachliwego, gniewnego, walecznego i silnego. Szczególnie chłopcy potrzebują być dobrze kierowani na tym polu. Muszą pokonywać swój strach. Trzeba stawiać przed nimi nowe wyzwania takie jak skakanie z trampoliny do wody, jeżdżenie na nartach wodnych, jedzenie nieznanych potraw, uprawianie zapasów ze starszymi chłopcami i uderzanie bejzbolem piłki lecącej z prędkością 100 km/h. W przeciwnym razie staną się nadwrażliwymi mięczakami.

Trzeba ich także miarkować. Wchodząc w wiek nastoletni, młody mężczyzna może być nazbyt odważny i żyć tak, jak gdyby był niepokonany. To nie jest cnotliwe. Niemniej, w naszych czasach wolałbym nierozważnego i krzepkiego, niż strachliwego.

W końcu, lędźwie (żołądek i genitalia) reprezentują dziecięce pragnienie przyjemności. Dla małego dziecka jest nim jedzenie. W przypadku nastolatka zaczyna wchodzić w grę pociąg seksualny. Jeśli 9-latek nie potrafi powstrzymać się od zjedzenia garści cukierków, czy będzie potrafił powstrzymać się od oglądania pornografii, kiedy będzie miał 15 lat? Wątpię.

Cnota umiarkowania musi być wpajana od początku.

Z punktu widzenia porządku nadprzyrodzonego, wszystko to musi być otoczone łaską. Dziecko potrzebuje dobrej katechezy i udziału w sakramentach. Moja żona i ja przywiązujemy wielką wagę do pierwszej Komunii Świętej, bierzmowania i częstej spowiedzi. Myślę też, że dobrze jest, aby dzieci znały kapłanów i osoby duchowne. Potrzebują widzieć ich przykład.

Męska przyjaźń bardzo osłabła przez ostatnie kilka dekad. Jak ważna w życiu katolickiego mężczyzny jest silna męska przyjaźń i jakimi sposobami może być rozwijana?

Tak, jak żelazo ostrzy żelazo, tak jeden mężczyzna ostrzy drugiego. Jestem w tej materii bardzo wrażliwy. Kiedy nie spotykam się z moimi przyjaciółmi, staję się przygnębiony. Moja żona widzi to i zachęca mnie do spędzania czasu z nimi.

Arystoteles mówił, że prawdziwa przyjaźń polega na kochaniu duszy przyjaciela. Jeśli znajdziesz takiego kogoś, bądź gotów za niego umrzeć. Nie strać go.

Wydaje mi się, że boimy się homoseksualizmu, wskutek czego słabną męskie więzi. To niedobrze. Musimy mieć bliskich przyjaciół i nie pozwolić, aby kultura za nas określiła, czym jest zażyłość pomiędzy mężczyznami.

Żyjemy w czasach coraz większej swobody. Czy mężczyzna wiary katolickiej powinien wyróżniać się wyglądem i zachowaniem? A jeśli tak, to dlaczego jest to ważne?

Jest czas na bycie nieformalnym i jest czas na bycie formalnym. Mężczyźni muszą zacząć dążyć do tego, aby dobrze wyglądać od stóp do głów.

Panowie, jeśli nie potraficie wypolerować swoich butów, macie przegwizdane i tyle! Zdarte, matowe buty jak nic innego świadczą o tym, że jesteś pętakiem. Jeśli twoje buty nie są w porządku, prawdopodobnie cała reszta twojego ubioru też nie jest.

Następnymi elementami są skarpetki, spodnie, paski, koszule, sportowe marynarki, krawaty, no i wisienka na torcie – nakrycie głowy. Przykładowo, na oficjalne okazje powinno ubierać się białą koszulę i krawat. Czerwona koszula z czerwonym lub czarnym krawatem oznacza: „Nie wiem, co robię”. Nie ubieraj się jak alfons. Ubieraj się jak mężczyzna.

Zacznij uczyć się, na czym polega różnica między marynarką zwykłą a marynarką sportową. Jeśli masz wątpliwości, zapoznaj się z katalogiem firmy Brook Brothers.

Co do stroju codziennego, możesz ubierać się swobodnie, ale nie wyglądaj jak 15-latek w centrum handlowym. Czapeczki z daszkiem, sportowe koszule i spodnie treningowe są może fajne do pracy na powietrzu albo do biegania. Ale jeśli pokazujesz się ze swoją kobietą, ubieraj się jak mężczyzna, nie jak chłoptaś.

Święci głosili potrzebę oderwania się od spraw tego świata. Jak mężczyzna wiary katolickiej może zrównoważyć pragnienie posiadania rzeczy ziemskich bez stawania się nadmiernie materialistycznym?

Święty Franciszek Salezy powiedział, że trzeba być jak aptekarz. Aptekarz całymi dniami zajmuje się lekami i sprzedaje je, ale ich nie zażywa. Za ich pomocą osiąga wspaniałe rzeczy, ale sam nie bierze ich do ust. To samo dotyczy dóbr ziemskich. Możemy je posiadać i używać ich, ale nie możemy pozwolić, aby wyparły Chrystusa z naszych serc.

Krzyż przypomina nam, jak ważne jest poświęcenie w życiu katolika. W jaki sposób mężczyźni wiary katolickiej mogą się poświęcać?

Mój ksiądz mówi mi, że każdy mąż może codziennie odbywać pokutę za swoją rodzinę. Post. Zmówienie dodatkowych modlitw. Zamówienie z menu tego, co ci nie smakuje. Odmówienie sobie soli. Włożenie kamienia do buta. Tego rodzaju rzeczy.

Sądzę, że ojcowie powinni ostrożnie wprowadzać pokutę do rytmu życia rodzinnego. Powstrzymanie się od mięsa w piątki to dobry punkt wyjściowy.

Mężczyźni mają więcej pokus do nieczystości, niż kiedykolwiek wcześniej. Czy ma Pan jakieś rady odnośnie powstrzymywania się od grzechów nieczystości?

Mam wspaniałą żonę, a to zmienia postać rzeczy. Joy i ja jesteśmy małżeństwem od 12 lat. Razem dorastaliśmy. Gdy żona jest twoim najlepszym przyjacielem, jeśli dogadujecie się świetnie, pokusy są rzadkie. W byciu czystym i cnotliwym nie chodzi jedynie o „nierobienie”, ale również o kochanie i docenianie własnej małżonki. Nie tylko nie chcę grzeszyć przeciw Bogu, ale nie chcę krzywdzić Joy. Małżeńskie łoże jest uświęcone sakramentem.

Czasami jednak natykasz się po prostu na ładną kobietę. Gdy tak się dzieje, modlę się słowami: „Drogocenna Krwi, obmyj mnie” i odwracam wzrok. Możemy się również modlić do Jezusa, Maryi i Józefa oraz św. Marii Goretii i św. Filomeny. Nie bez powodu akurat do nich: są to święci od czystości.

Każdy dzień rozpoczynam od nabożeństwa trzech Zdrowaś Mario. Jest to bardzo stara katolicka tradycja, dzisiaj już zapomniana. Wierzę, że Matka Boża obdarza mnie szczególnymi łaskami w tym obszarze – dlatego, że proszę o nie. Co jednak najważniejsze, mężczyźni powinni spowiadać się co tydzień i mieć dobrego kierownika duchowego.

Jaką rolę odgrywa liturgia w życiu mężczyzny wiary katolickiej?

Lubię mówić, że człowiek nie jest homo sapiens, ale homo liturgicus. Mamy upodobanie do liturgii z natury. Wyczuwam, że mężczyźni w Ameryce nie lubią liturgii, ponieważ stała się zbyt zniewieściała. Muzyka jest bardzo kobieca. W naszej liturgii zapanowała wylewność i emocjonalność. To nie leży w naturze mężczyzn. Nawet szaty liturgiczne są kobiece.

Chodzę z moją rodziną na łacińską Mszę świętą. Uważam, że w Mszy łacińskiej pierwiastki męski i kobiecy są doskonale zrównoważone. Msza łacińska głębiej wyraża ludzką naturę, ponieważ jest bardziej transcendentna. Jest bardziej romantyczna – w starym znaczeniu tego wyrazu.

Jest Pan mocno przywiązany do Matki Bożej. Jak mężczyźni mogą rosnąć w świętości poprzez nabożność do Błogosławionej Dziewicy?

Wszyscy święci głoszą, że trzeba odczuwać głębokie nabożeństwo do Matki Bożej, aby być świętym. Średniowieczna rycerskość i średniowieczne nabożeństwo do Matki Bożej szły ręka w rękę. Mężczyzna musi żyć, pracować i modlić się tak, jakby nieustannie spoczywały na nim oczy Matki.

Niedawno założył Pan ruch harcerski im. św. Jerzego. Czy może nam Pan opowiedzieć o tym apostolacie i wyjaśnić, dlaczego jest potrzebny?

Uwielbiałem harcerstwo. Miałem najwyższą odznakę harcerską. Harcerstwo było jednym z ostatnich chronionych bastionów męskości w Ameryce. Niestety, od dziesięcioleci odziera się je ze zdolności do hartowania młodych ludzi.

Założyłem katolicką organizację harcerską, ponieważ chciałem, żeby młodzi mężczyźni (i ich ojcowie) mogli na nowo zżyć się z naturą. Łączy ona męską przyjaźń z cnotą i hartem ducha. To zwycięska kombinacja.

Kto jest Pana ulubionym świętym?

Święty Jan, ponieważ był pod Krzyżem i był najbliższym Maryi. Kocham również św. Gabriela, św. Judę, św. Tomasza Becketa, św. Błażeja, św. Tomasza z Akwinu, św. Franciszka, św. Antoniego, św. Piotra, św. Pawła, św. Joachima i św. Annę oraz oczywiście św. Józefa.

Co jest Pana ulubionym napojem alkoholowym?

Szkocka whisky single malt. Lubię Oban, bo to była ulubiona whisky mojego ojca. Pijam również Dalwhinnie i Glenfiddich. Lubię też Lagavulin w zimną noc, albo kiedy poluję. Jeśli mam ochotę na whisky mieszaną z lodem, najbardziej lubię Chivas. Lubię pić piwo i wino do posiłków. Raczej nie lubię koktajli.

Pali Pan fajkę. Co odpowiada Pan ludziom uznających palenie za niezdrowe?

Gdy miałem 19 lat, złożyłem Bogu nieprzemyślany ślub, że nigdy więcej nie zapalę tytoniu. Paliłem zbyt dużo. Kochałem jednak palenie fajki. Od tamtej pory nie paliłem.

Około roku temu odkryłem, że fajkę można palić bez tytoniu. Pali się zioła (nie marihuanę), takie jak mięta, kora wierzbowa czy mącznica. Wymyślili to rdzenni Amerykanie. Zakładam, że jest to zdrowsze, niż tytoń. W paleniu fajki jest coś wspaniałego. Fajka jest niczym zabawka dla dorosłego mężczyzny.

Jakie są Pana inne męskie zainteresowania?

Pierwszym jest blogowanie. Nie wiem, czy jest to męskie per se. Kiedyś warzyłem piwo prawie co tydzień. Wychodziło mi całkiem nieźle. Tymczasowo to zarzuciłem.

Uwielbiam wędkarstwo muchowe. Pewnego dnia złowiłem 9 pstrągów tęczowych w rzece Los Pinos w Colorado.

Gdy dzieci trochę podrosły, spodobało nam się wyjeżdżanie na kemping. Lubię przyrządzanie jedzenia w holenderskim garńcu nad ogniskiem, zebrałem sporo dobry przepisów. Przyrządzam również mięso. Robię potrawę z mostku, rozdrobnioną wieprzowinę, a nawet wędzonego indyka.

Hobby to świetny sposób na nawiązywanie i podtrzymywanie męskich przyjaźni. Warzenie piwa, kempingowanie i spotkania na palenie fajki to spędzanie czasu z przyjacielem na robieniu czegoś fajnego. Przy okazji można prowadzić głębokie rozmowy.


Bardzo dziękuję Dr. Taylorowi Marshallowi za poświęcenie czasu na rozmowę. Z pewnością jest on dla nas przykładem prawdziwego mężczyzny. Odwiedźcie jego blog.

Rozmawiał: Sam Guzman

Tłumaczenie: Maksymilian Sielicki

Rozmowa z Dr. Taylorem Marshallem ukazała się oryginalnie na blogu The Catholic Gentleman. Wywiad pierwszy raz w języku polskim ukazał się na blogu Prawdziwy Mężczyzna.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

prof. Jacek Bartyzel: Obrona Tradycji na Soborze Watykańskim II


Z księgarskiej półki: Fatima. Życie i śmierć


o. Mikołaj Gruner

FATIMA. ŻYCIE I ŚMIERĆ

Jak zachować dogmat wiary i ocalić swoją duszę 
w czasach apostazji


Wydawnictwo ANTYK DYBOWSKI, Komorów 2015
format A5, s. 300, op. miękka, cena 30,00 zł
Książka do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa

Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym?” (Mt 24, 45) Co oznacza bycie katolikiem – czy też, co ważniejsze, katolikiem wiernym i posłusznym? Czy „dobrym” katolikiem jest ten, który bezrefleksyjnie wierzy we wszystko co mówi papież i biskupi i jest im posłuszny, nawet gdy jest to sprzeczne z nauczaniem papieży i biskupów w minionych wiekach? Odpowiedzią na to pytanie mogą być słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II w Fatimie 13 maja 2000 roku. Cytując Apokalipsę (12, 4) papież powiedział wówczas: „Orędzie Fatimy jest wezwaniem do nawrócenia, apelującym do ludzkości, aby nie była w służbie ŤSmokať, którego Ťogon zmiata trzecią część gwiazd nieba: rzucił je na ziemięť” (Ap 12,4)”. Na podobieństwo gwiazd, prowadzących bezpiecznie żeglarzy do ich portów, „gwiazdy z nieba” oznaczają w języku biblijnym kardynałów, biskupów i kapłanów Kościoła katolickiego, których zadaniem jest ukazywanie nam drogi do Nieba. Jan Paweł II mówi nam jednak, iż żyjemy obecnie w czasach kryzysu przepowiedzianych zarówno w Apokalipsie św. Jana jak i przez Matkę Bożą w Fatimie, w czasach kiedy jedna trzecia owych „gwiazd” (świadomie lub nieświadomie) znalazła się w służbie diabła! Zbawiciel powiedział, że ten kto wytrwa do końca, będzie zbawiony (Mt 24, 13). Nasze zbawienie lub potępieni zależeć będzie od tego, czy niewzruszone trwać będziemy we wierze katolickiej oraz posłuszeństwie prawowitej władzy Kościoła. W czasach, w których Bóg daje swemu Kościołowi godnych zaufania przywódców, wierni mogą bezpiecznie podążać za watykańskimi hierarchami, którzy jako prawdziwi pasterze wskazują im drogę do Nieba. W okresach zamętu jednak, takich jak np. kryzys ariański czy czasy nam współczesne (po II Soborze Watykańskim) – takie samo postępowanie stwarzałoby dla nas ryzyko utraty wiary i wiecznego potępienia! Współcześni katolicy muszą dobrze zrozumieć ograniczenia władzy papieskiej i biskupiej. Muszą samodzielnie poznawać i studiować prawdy wiary, a także źródła dogmatów katolickich – zwłaszcza uroczystych i nieomylnych definicji Magisterium. Każdy katolik musi wiedzieć, jak odróżnić Magisterium zwyczajne i powszechne, które nigdy nie może sprzeciwiać się definicjom wiary ani stałemu nauczaniu minionych wieków, od heretyckich nauk modernistycznego duchowieństwa. Pomóc w tym może czytelnikowi niniejsza książka, na której kartach znaleźć będzie on mógł również odpowiedź na pytanie, jak radziły sobie w podobnych sytuacjach poprzednie pokolenia katolików. Sprawia to, iż pozycję tę uznać należy za swoisty „podręcznik przetrwania”, niezbędny wiernym w czasach najgorszego kryzysu w historii Kościoła.

8 rzeczy w które NIE WOLNO się ubrać do Kościoła. Nawet gorącym latem



Im więcej stopni Celsjusza wskazują termometry w późnowiosenne niedziele, tym świadkami większego zgorszenia stają się wierni polskich kościołów. Krótkie spódniczki, dekolty, odsłonięte ramiona, krótkie spodenki – coraz częściej ubrani w ten właśnie sposób chodzimy uczcić Pamiątkę Śmierci Pana Jezusa. To naprawdę woła już o pomstę do nieba.

Oto czego zdecydowanie nie powinniśmy zakładać wybierając się na Mszę Świętą. Zupełnie nie jest przy tym ważne, czy na zewnątrz jest 28 czy 37 stopni, nie jest też ważne czy po/przed Mszą wybieramy się nad jezioro, do restauracji czy na grilla. Nie zakładamy i już:


Kobiety:

1. Krótkie sukienki lub spódniczki

Jak sprawdzić, czy sukienka lub spódniczka, którą mamy ochotę ubrać jest zbyt krótka aby założyć ją do Kościoła? Wystarczy usiąść! Gdy siedzimy sprawdźmy, czy mamy przykryte kolana. Jeśli nie, oznacza to, iż musimy wrócić do szafy i poszukać dłuższego stroju.

Dlaczego to takie ważne, aby przykryć kolana? Wczujmy się w księży i służbę liturgiczną – przecież fakt, iż założyli oni sutanny czy alby nie oznacza, że przestali być mężczyznami. Odsłonięte kolana przyciągają niestety ich wzrok, więc fakt, że zmuszamy ich do walki z „uciekającymi oczami” zamiast na służbie ołtarza, jest naszym przewinieniem. I nie jest żadnym usprawiedliwieniem znalezienie sobie miejsca z dala od oczu księdza – w ostatnich ławkach również siedzą mężczyźni, im również należy pozwolić skupić się wyłącznie na Bogu.

2. Krótkie spodenki i duży dekolt

Wszystkie zalecenia dotyczące punktu pierwszego odnoszą się także do popularnych wśród młodych dziewcząt krótkich spodenek czy tak zwanych shortów. Różnica między sukienką a szortami jest jednak zasadnicza – tych drugich nie powinno się nosić w ogóle, chyba że we własnym ogrodzie. Ostatnimi czasy coraz więcej kobiet uznaje tego typu ubiór - niewiele różniący się obfitością od bielizny - za odpowiedni do wyjścia z domu. Doprawdy jednak kościół jest ostatnim miejscem w którym należałoby prezentować kawałek swego udźca, choćby nie wiem jak zgrabne miałybyśmy nogi.

Z coraz powszechniejszym brakiem wstydu wiąże się też brak jakiejkolwiek refleksji dotyczącej eksponowania dekoltu. Ten najbardziej wydawałoby się elementarny wyraz skromności, jakim jest zakrycie piersi wydaje się dziś młodym kobietom mocno nieoczywisty. Przypomnijmy więc – przychodzicie uczestniczyć w Najświętszej Ofierze a nie w zabawie w remizie.

3. Widoczna bielizna – górna i dolna

Modne są również – co dość niezrozumiałe, ale to nie jest tekst na ten temat – bluzki trzymające się na jednym ramieniu oraz spodnie z bardzo niskim stanem. Oba te rodzaje garderoby nastręczają problemów moralnych i estetycznych – a z nimi szczególnie w kościele nie chcemy mieć przecież nic wspólnego. Ubierając się więc na Mszę Świętą lub inne nabożeństwo absolutnie nie bierzmy pod uwagę bluzek z jednym rękawem, bluzeczek z cieniutkimi rękawkami czy topów bez rękawów! Prócz tego, że odsłaniają ramiona, pokazują też światu nasze ramiączka od biustonosza.

Zwróćmy również uwagę na zakładane przez nas spodnie. Pamiętajmy, by nie wybierać biodrówek i innych spodni z niskim stanem. Dlaczego? Osobom, które dawno nie były w kościele przypomnę – tam się dość często klęka. Przy klęknięciu osoby siedzące w ławkach za nami lub stojące w naszej okolicy narażone mogą być na widok naszej dolnej bielizny. Zapewne byśmy tego nie chciały, a nawet jeśli z jakichś powodów jest nam to obojętne – inni modlący się z pewnością przyszli patrzeć na co innego.

4. Gołe nogi, widoczne brzuchy, klapki i ubrania prześwitujące

Choćby nie wiem jak było gorąco, nie eksponujmy w kościele takich części ciała jak brzuch, ramiona czy plecy. Tak zwane ubrania prześwitujące w tych miejscach, choć być może zapewniają fizyczny komfort przy upalnej pogodzie, zapewniają jednocześnie ogromny dyskomfort jeśli chodzi o moralność.

Musimy pamiętać, że kościół jest kościołem, a nie na przykład plażą. Klapki, japonki i tego typu obuwie są zapewne odpowiednim ubiorem na spacer po piasku, ale niekoniecznie na Mszę Świętą. Kobieta, która została dopuszczona do czytania Pisma Świętego powinna dawać tym lepszy przykład – wymaga się od niej, by nie tylko dostosowała się do wszystkich powyższych punktów, ale także miała na nogach rajstopy. Gołe nogi nigdy nie było bowiem oznaką szacunku dla gospodarza miejsca.

5. Obcisłe stroje

Z tego samego powodu dla którego nie powinnyśmy nosić wyżej wymienionych ubrań, na Mszę Świętą nie należy także zakładać odzieży obcisłej. Jeśli już czujemy jakiś niejasny przymus by założyć na siebie leginsy, obcisłą bluzkę czy opinające dżinsy, nie zakładajmy ich do Kościoła!

Mężczyźni:

1. Krótkie spodenki

Polscy mężczyźni coraz częściej uprawiają latem coś na kształt turystyki kościelnej. Nie chodzi jednak o zwiedzanie kościołów, ale o ubieranie się na Mszę Świętą jak turysta na plażę. Krótkie spodenki nie są przecież strojem, który należałoby wybrać na okazję, jaką jest spotkanie ze Zbawicielem.

Poza tym, dorosły mężczyzna w krótkich spodenkach? Czy to licuje z powagą ojca rodziny?

2. Koszulka typu T-Shirt

Trudno spodziewać się, by polski mężczyzna, wychowany przez polską matkę, ewentualnie mający polską żonę nie miał w domu choćby jednej porządnej koszuli! Jednak przypatrując się męskim strojom w kościołach w miesiącach wiosennych i letnich wydaje się, że przychodzą do nich głównie kawalerowie wracający ze spaceru z psem.

T-shirt to strój dobry na rower, jogging czy koszenie trawy, a nie do kościoła!

3. Spodnie z niskim stanem

W ramach feminizującej się męskiej mody, mężczyźni coraz częściej noszą spodnie typu biodrówki i spodnie z niskim stanem. Przy klęknięciu niestety, widać wszystko. Nikt tego oglądać nie chce, szczególnie w kościele.

Ubierając się latem do kościoła myślmy w następujący sposób – w co ubrałbym się na spotkanie z Królową Brytyjską? Ubierzemy leginsy i japonki? T-shirt i klapki? A potem uświadommy sobie, że Wielkość, Godność, Chwała i Majestat Chrystusa – Króla Wszechświata – są nieskończenie większe niż jakiegokolwiek ziemskiego monarchy.

Źródło informacji: http://www.pch24.pl

niedziela, 21 czerwca 2015

O słuszności określania się mianem „tradycyjnego katolika”



W setną rocznicę śmierci św. Piusa X, dla którego tradycjonaliści „są prawdziwymi przyjaciółmi Ludu“.

Często spotkać się można ze sprzeciwem wobec stosowania przymiotników takich jak „tradycyjny” czy „tradycjonalistyczny” do określenia swojego katolicyzmu. Pisałem już o tym wcześniej, ale myślę, że temat ten wymaga nieco więcej uwagi.

Aberracje liturgiczne cz. 107 - Adoracja Najświętszego Sakramentu u charyzmatyków


Se puede alabar con alegría, con baile, con risa, con amor.

Posted by Pro-Valores San Ildefonso on 24 maja 2015

prof. Jacek Bartyzel: Dlaczego Tradycja przegrała ostatni sobór?

Coetus Internationalis Patrum (łac. ‘międzynarodowa grupa ojców’) – nieformalny zespół biskupów, którzy podczas II Soboru Watykańskiego usiłowali przeciwstawić się wpływowemu lobby modernistycznemu zwanemu „sojuszem reńskim”, którego jednym z czołowych przedstawicieli był kard. Augustyn Bea SJ.
Dlaczego najpotężniejsza – zdawać by się mogło instytucja w Kościele, czyli Kuria Rzymska – była tak "koncertowo" ogrywana przez "przymierze europejskie" przy wszystkich starciach przesądzających o treści i kształcie tego, co będzie debatowane: w kwestii procedury, obsady komisji soborowych, prezydium i moderatorów, wreszcie głosowania o przyjęcie bądź wywrócenie (doskonałych) schematów przygotowanych na Sobór przez tąż Kurię? Późniejsze klęski przy głosowaniu schematów są już tylko prostym przedłużeniem tych pierwszych.

Im więcej o tym czytam i dłużej o tym myślę, utwierdzam się w przekonaniu, że jest tylko jedna, ale decydująca, przyczyna tej klęski: bo grunt spod nóg usunęli im papieże: Jan XXIII, a zwłaszcza Paweł VI. Sens istnienia i wspaniała logika tej instytucji, jaką przez wieki była Kuria Rzymska, zasadzał się na nierozerwalnym połączeniu dwóch rzeczy: niezachwianego posłuszeństwa papieżowi i strzeżeniu czystości doktryny katolickiej, aby nawet na jotę nic z niej nie uronić. Właściwie – skoro to papież jest Tradycją – nie są to nawet dwie różne rzeczy, tylko awers i rewers tego samego medalu. Więc kiedy papież sprzyja nowatorom i rewolucjonistom, pomaga im swoimi posunięciami w przeprowadzeniu ich zamysłów, ba! – nawet wyraża radość (jak Paweł VI, który do trzech liberalnych moderatorów (Döpfnera, Lercaro i Suenensa) powiedział "Zwyciężyliśmy!", gdy 30 listopada 1963 przegłosowano punkt o kolegialności, to kurialiści stanęli przed dylematem, który nie mieścił się w otrzymanej przez nich formacji i całej dotychczasowej praktyce funkcjonowania instytucji: być posłusznym papieżowi, czy doktrynie? To właśnie ich paraliżowało wewnętrznie, powstrzymując także przed zdecydowanym wsparciem dla Międzynarodowej Grupy Ojców tradycjonalistycznych (Sigaud, Meyer, Lefebvre) i koordynacją działań, bo uważali, że nie wypada im występować jako "strona" czy "partia" na Soborze, skoro reprezentują instytucjonalne "centrum".

Ta tragedia jest w gruncie rzeczy analogiczna do dramatu legitymistów, jak na przykład hiszpańskich karlistów, których fidelitas monarchiczna też wspiera się na dwóch filarach: wierności prawowitemu Księciu i wierności Tradycji. Ale co zrobić, kiedy prawowity Książę jest liberałem albo socjalistą? Podążać za Księciem i zdradzić Tradycję, czy trwać przy Tradycji, ale wystąpić przeciwko Księciu? I tak źle, i tak niedobrze.

Jak-em monarchista muszę przyznać otwarcie: najsłabszym punktem monarchii – czy to papieskiej, czy królewskiej – jest ewentualność rewolucjonisty na tronie.

Źródło informacji: MYŚL KONSERWATYWNA

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Nauka wiary i obyczajów Kościoła Katolickiego


Hermann Rolfus, F. J. Brändle


NAUKA WIARY

I OBRZĘDÓW KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO
––––––––––


__________


 Program do otwierania plików pdf: PDF-XChange Viewer (exe, 32,42 Mb)
__________

Hermann Rolfus, F. J. Brändle, Nauka wiary i obyczajów Kościoła katolickiego wyłożona obszernie, stwierdzona i objaśniona miejscami z Pisma świętego i Ojców Kościoła. Przewodnik dla rodzin chrześcijańskich, Wydawnictwo Dzieł Ludowych Karola Miarki, Mikołów 1894?

środa, 17 czerwca 2015

o. prof. J.P.M. van der Ploeg OP: Kościół w Holandii


„Jest to jeden z najlepszych artykułów jakie czytałem o historycznym tle kryzysu Kościoła w Europie (który poprzedził kryzys Kościoła także w innych miejscach).”  
Bill Basile w „Latin Mass Magazine”, zima 1998 r.


Rozkwit i upadek Kościoła w Holandii.

Katedra w Utrechcie
Przed Soborem Watykańskim II Kościół w Holandii rozkwitał. Uznałbym wtedy za szaleńca każdego, kto przepowiadałby dzisiejszy upadek. „Coś takiego może się stać w innych krajach” powiedzielibyśmy wtedy, „ale nie w naszym kraju!”. Obecna sytuacja ma swoje korzenie w wojnie, która zaczęła się dla nas inwazją wojsk Hitlera w maju 1940 roku. Skutkiem okupacji było przerwanie dotychczasowej komunikacji z Kurią Rzymską. Siedziba internuncjusza apostolskiego Msgr Paolo Giobbe nie znajdowała się już w kraju. Siły odśrodkowe obecne zawsze w Kościele stawały się silniejsze. W różnych miejscach doszło do zebrań, w których brało udział duchowieństwo. Mówiono tam o przyszłości Kościoła po wyzwoleniu. Podczas tych potajemnych spotkań nie zawsze przywiązywano dostatecznie dużo uwagi do głosu Rzymu. Miasteczko Sint Michiels Gestel był rodzajem obozu koncentracyjnego, gdzie przetrzymywani byli w roli zakładników prominentni Holendrzy o różnych poglądach religijnych, politycznych i socjalnych. Miało to na celu egzekucje w rewanżu za zabijanie członków władz okupacyjnych Holandii przez organizacje niepodległościowe. Uwięzieni dyskutowali między sobą o przyszłości holenderskiego społeczeństwa z religijnego, socjalnego i politycznego punktu widzenia. Biskupi holenderscy ( w tamtych czasach było ich tylko 5) próbowali zawsze ochraniać swoją trzodę przed niekatolickimi wpływami, z których najgroźniejszym wydawał się socjalizm. Protestantyzm nie posiadał tej samej siły przyciągania, którą dysponował socjalizm.

Społeczeństwo holenderskie opierało się politycznie na tak zwanych „filarach” (zuilen). Wśród nich 3 były najsilniejsze: katolicki, protestancki i socjalistyczny. Partia katolicka, korzystająca z poparcia hierarchów, prowadziła pełną sukcesów współpracę z dwoma ważnymi partiami protestanckimi na różnych płaszczyznach, szczególnie jeśli chodzi o wychowanie. W 1920 roku szkoły katolickie zostały postawione w jednych szeregu z instytucjami prowadzonymi przez państwo. W 1923 roku został otwarty nowy Uniwersytet Katolicki w Nijmegen, czemu towarzyszyły wielkie ceremonie. Wszędzie zakładano więcej katolickich szkół i innych tego typu instytucji; na każdym obszarze kraj doświadczał rozwoju inicjatyw katolickich i socjalnych. Jednocześnie biskupi powstrzymywali członków swej owczarni przed staniem się socjalistami i współpracą z socjalizmem. Ich ideałem było wciąż chrześcijańskie społeczeństwo, gdzie Kościół i państwo współpracują w zgodzie ze społecznym nauczaniem Kościoła. W tej poważnej sprawie większość katolików podążała za swymi biskupami. Inaczej myśląca mniejszość spowodowała przełom w polityce Kościoła dotyczącej współpracy na polu socjalnym i politycznym.

Kilku uwięzionych przeżyło obóz koncentracyjny w Sint Michiels Gestel. Pierwszy gabinet po wojnie w Holandii składał się z socjalistów i katolików, wśród których byli wcześniejsi mieszkańcy obozu.

W 1950 roku Pius XII opublikował swoją encyklikę Humani Generis, w której potępiał znów jawnie występujący w Kościele modernizm. W Rzymie miano nadzieję, że list papieski odbije się głośnym echem w świecie katolickim, ale w Holandii nic takiego się nie stało. Uniwersytet Katolicki, a przynajmniej jego fakultet teologiczny, zignorował dokument.

W 1954 roku biskupi zwrócili się w długim liście pasterskim (nazwanym „Mandement”) do swoich wiernych. W liście tym podkreślili potrzebę współpracy katolików nie tylko w Kościele, ale także na polu socjalnym i politycznym. Wciąż ideałem było społeczeństwo chrześcijańskie gdzie Kościół i państwo współpracują. „Mandement” był martwym listem. Potężne KRO (Radio Katolickie) milczało. Zapytałem szefa radia o powód milczenia KRO. Odpowiedział mi pytaniem: „Czy chce pan to zrobić?” Byłem zdumiony, ale nie mogłem odmówić. Zorganizowałem cztery audycje radiowe dotyczące tego tematu, prowadzone przez trzech wykładowców z Nijmegen (ja byłem jednym z nich) i jednego świeckiego katolika. Niektóre rzeczy muszą być powiedziane nawet, jeśli nikt nie słucha.

Drugi Sobór Watykański

I wtedy nadszedł Drugi Sobór Watykański, gdzie „autonomia ziemskich wartości” była postrzegana jako jedna z najważniejszych nowych idei. Religia katolicka nie mogła już być religią państwową. Nowym ideałem było: „Wolność, ale żadnych przywilejów dla Kościoła katolickiego.”

„Nowy Katechizm”

W 1966 roku, w rok po zamknięciu soboru, ukazał się w Holandii Nowy Katechizm dla Dorosłych, pierwszy z serii heterodoksyjnych katechizmów publikowanych w różnych krajach.

Ten „katechizm” wyprodukowany został przez Wyższy Instytut Katechetyczny w Nijmegen (Hoger Katechetisch Instituut te Nijmegen). Była to instytucja jezuicka związana z ich fakultetem teologicznym w Maastricht na samym południu Holandii, gdzie nowocześni (modernistyczni) Jezuici nie chcieli mieszkać. Przenieśli swój instytut do Nijmegen do domu, który był spadkiem po ich dwóch księżach. „Twórcą” (przez swoje idee) i możliwe że głównym redaktorem „Nowego Katechizmu” był ojciec Peter Schoonenberg SJ, drugi wykładowca teologii dogmatycznej w Uniwersytecie w Nijmegen. Instytut Katechetyczny już nie istnieje i umarł śmiercią naturalną właściwą instytucjom nie przynoszącym dobrych owoców. Wydział teologiczny w Maastricht został, według kolejnego postanowienia, przeniesiony do Amsterdamu. Piękny dom w Maastricht został sprzedany, a kościół (używany także przez franciszkanów) zamknięty i zburzony.

Schoonenberg naświetlił swoje podstawy teologiczne w wykładzie inauguracyjnym wygłoszonym w Nijmegen w maju 1965 roku: „Bóg czy Człowiek, fałszywy dylemat”. „Kiedy Bóg pracuje w człowieku, twierdzi Schoonenberg z naciskiem, Jego praca jest także całkowicie pracą człowieka. U “immanentystów” brakuje rozróżnienia między współpracą pierwszej przyczyny, Boga, a drugiej przyczyny, człowieka. To, że Bóg daje nam nadprzyrodzoną łaskę może według Schoonenberga znaczyć tylko to, że „Bóg prowadzi nas do siebie jako kochających ludzi.” „Największą łaską unii hipostatycznej jest danie człowieczeństwa Chrystusa nam, innym ludziom. Z tego powodu nie ma żadnego nadnaturalnego działania Boga w człowieku, które nie byłoby również działaniem człowieka. (Z rozumowania Schoonenberga należy rozumieć, że są one identyczne). Logiczną konsekwencją jest to, że czego nie robi człowiek, tego też nie robi Bóg. Tą ideą przeniknięty jest cały „Nowy Katechizm”.

Gdy na przykład chrzczone jest dziecko, nieświadome tego, co się dzieje, nie jest możliwa z jego strony żadna akcja, która mogłaby być jednocześnie akcją Boga. Z tego wynika, że podczas chrztu dzieci nic się nie dzieje, a na pewno nic, co można nazwać ponadnaturalnym. Nie może być mowy ani o łasce uświęcającej lub wpływie chrztu, który odczuwa dziecko ani o jakimkolwiek innym darze ponadnaturalnym. Jedyną rzeczywistością jest to, że dziecko poprzez chrzest staje się członkiem Kościoła, „tak jakby włączyć cielątko do stada”.

Według Schoonenberga nie może być mowy o ponadnaturalnych znakach odciśniętych na duszy, ponieważ otrzymałaby to bez ludzkiego wpływu. Wnioskowanie, którego zwolennikiem jest również Schillebeeckx, prowadzi do tego, że kapłaństwo jest tylko funkcją, a nie czymś ontologicznie ponadnaturalnym. Z tego powodu święcenia kapłańskie nie są niezbędne, aby sprawować eucharystię (lub aby „przewodzić” jak mówią zawsze moderniści). Zgodnie z tą zasadą Nowy Katechizm nie może uznać, że sakramenty są instrumentami łaski w (klasycznym) katolickim rozumieniu tego słowa, że szafarz jest narzędziem działającym in persona Christi oraz, że otrzymujący rzeczywiście dostaje ponadnaturalną łaskę w (klasycznym) katolickim rozumieniu (a nie jak myśli Schoonenberg).

Ten fałszywy punkt wyjścia oznacza, że ten katechizm nie nadaje się do poprawienia – czego właściwie odmówili jego autorzy poproszeni o to przez Rzym.

Około 25 wiernych holenderskich katolików, księży i świeckich, skierowali list do Ojca Świętego, w którym podali nie mniej niż 7 podstawowych błędów doktrynalnych obecnych w Nowym Katechizmie i poprosili o jego interwencję. Powołano komisję złożoną z trzech rzymskich teologów. Spotkali się w Gazzada we Włoszech z trzema osobami odpowiedzialnymi za zawartość Nowego Katechizmu, a wśród nich z ojcem Schoonenbergiem, ale bez rezultatu. Wtedy Paweł VI powołał komisję kardynałów, która odkryła jeszcze poważniejsze błędy w tekście.

Kardynałowie zgodnie przedstawili pewną liczbę korekt i uzupełnień, co poskutkowało wydaniem w 1969 roku książki pod tytułem: „Dlaczego poprawki Nowego Katechizmu przepisane przez Rzym są nie do przyjęcia?”.

Kardynał Alfrink, który udzielił Nowemu Katechizmowi imprimatur (czyżby zanim go był przeczytał?) umówił się z Pawłem VI co do publikacji poprawek oddzielnie, a nie jako zawarte w samym tekście książki. Czy nie jest to tak samo, pytał, jakby katolikom pozwolić na używanie protestanckiego Katechizmu heidelbergskiego z kilkoma stronicami Katechizmu trydenckiego jako dodatkiem? „Nie!”, powiedział jeden z moich przyjaciół, konwertyta z protestantyzmu. „Katechizm heidelberski uznaje istnienie rzeczywistości ponadnaturalnej (zbawienie, łaska itd), czego holenderski Katechizm nie robi!” Paweł VI nie interweniował dalej. Jego postanowienie okazało się zgubne dla Holandii, z której zniknęły wszystkie wcześniejsze katechizmy. Prawdziwa nauka wiary katolickiej nie była już wykładana w szkołach, pomimo iż wiele z nich nazywało siebie wciąż „katolickimi”. Tylko bardzo znikoma liczba dzieci w niektórych szkołach „katolickich” otrzymywała katolickie wychowanie lub chociaż jakąkolwiek wiedzę o wierze . Nie uczono ich nawet Ojcze Nasz czy Zdrowaś Mario.

„Sobór” w Noordwijkerhout

W 1968 roku, niedługo po publikacji wyżej wspomnianego katechizmu, odbył się w byłym seminarium tak zwany „Sobór pastoralny” Kościoła w Holandii. Ten „sobór” został zorganizowany przez ojca Waltera Goddijna OFM. Biskupi brali w nim udział jedynie jako członkowie Ludu Bożego. Aby sprawić wrażenie bezstronności, ojciec Goddijn zaprosił także kilku konserwatywnych księży i świeckich.

Konserwatyści nie zostali zaproszeni na sesję końcową, a papieski internuncjusz abp A. Felici odmówił uczestnictwa w niej ponieważ w planie obrad było odrzucenie celibatu. Ale kardynał Alfrink, który otrzymał od Pawła VI list i zataił go (został on w końcu opublikowany w l’Osservtore Romano), nie ważył się na otwarty konflikt papieżem. To by oznaczało jego koniec. Papież odmówił w pewnym momencie kardynałowi przyjęcia go w Rzymie. Dokumenty tego soboru, który zajmował się różnymi kościelnymi sprawami i zawierał wiele heterodoksyjnych idei, zostały opublikowane bez żadnej kościelnej cenzury – o ile wiadomo. W związku z tym soborem Goddijn został pozbawiony swoich funkcji pastoralnych, ale powód jego zwolnienia nie został nigdy podany.

Pewna ilość twierdzeń kościelnego synodu w Pistoi w północnych Włoszech w 1786 została potępiona przez Piusa VII w długiej konstytucji papieskiej. Idee synodu holenderskiego były o wiele gorsze, przesiąknięte modernizmem, ale żaden rzymski autorytet nie potępił ich publicznie. Nic nie wiadomo o jakichś potępieniach prywatnych, które i tak byłyby nieodpowiednią odtrutką na publiczne zgorszenie. Rewolucyjne powołanie katechizmu i soboru, razem z milczeniem rzymskich autorytetów, były w całym znaczeniu tego słowa katastrofą.

Tłumaczenie Biblii

W 1995 roku Nederlandse Katholieke Bijbelstichting (Holenderska Katolicka Fundacja Biblijna), założona po ostatniej wojnie w Boxtel, mająca teraz swoją kwaterę główną w ‘s-Hertogenbosch, stolicy prowincji Północny Brabant i jednocześnie siedziby biskupa, opublikowała całkowicie odnowione tłumaczenie Biblii. Niedługo wcześniej, bo w 1975 opublikowano już zupełnie nowe tłumaczenie, ale to z 1995 roku wykazywało inspirowane modernizmem komentarze we wstępie. We wstępie do Księgi Rodzaju czytamy na przykład, że charakter historyczny pierwszych jedenastu rozdziałów jest „praktycznie fikcją”. To obejmuje nie tylko rozdziały 4-11, ale także 1-3: stworzenie i grzech pierworodny. 30 czerwca 1909 roku Papieska Komisja Biblijna orzekła, że historyczny charakter Genesis 1-3 nie może być poddawany w wątpliwość w kwestiach, które „należą do podstaw religii chrześcijańskiej”. To zostało wprost zaprzeczone przez nową holenderską Biblię.

Powiedziano, że nowsze tłumaczenie jest niezbędne z powodu rozwoju języka niderlandzkiego w ciągu ostatnich dwóch dekad. Ponieważ siłą rzeczy znam język niderlandzki, mogę zapewnić, że nic takiego nie miało miejsca. Tłumaczenie z 1995 roku było mniej naznaczone językiem mówionym niż to poprzednie.

Biskup Haarlem, Henricus Bomers, lazarysta i były biskup misyjny w Etiopii, potępił publikację otwarcie na łamach tygodnika „De Apostel”, ukazującego się w jego diecezji. Diecezja ma oficjalny tygodnik, ale to, co biskup powie jest zależne od zgody wydawców. Ta nieznośna sytuacja zmusiła wiernych katolików do wydania innego tygodnika. W wyniku tego umożliwiono biskupowi wyrażenie otwartej krytyki o ostatnim tłumaczeniu Biblii, przeznaczonej do użytku liturgicznego. Można ze zdziwieniem zapytać jak Słowo Boże w języku potocznym, języku ulicy może ułatwić czczenie Boga. Pismo Święte musi prowadzić nas do Boga i jest nieporozumieniem sądzić, że używanie języka codziennego, a czasem nawet wulgarnego, przyczyni się do głębokiego szacunku i poważania, jeśli skierujemy go do Boga. To nie jest przede wszystkim kwestia języka, ale także wiary. Nowe tłumaczenie niesie imiona i zalecenia kardynałów Simonisa i Daneelsa. Dlatego kardynał Simonis nie był zadowolony z krytyki biskupa Haarlem; posunął się do próby zapobieżenia publikacji, w tygodniku De Apostel, krytycznego artykułu holenderskich biblistów wspartych przez biskupa Bomersa. Wraz z publikacją nowego przekładu dopełniła się trylogia: nowy katechizm, dokumenty „soboru pastoralnego” w Noordwijkerhout i tłumaczenie Biblii.

Nominacje biskupie

Mówiło się, że przy wyborze biskupów, mniej więcej w ciągu ostatnich 10 lat, kandydaci byli ostrzegani przez Rzym, aby nie zmieniali swoich kadr z obawy, aby nie zostali skazani na los biskupa Gijsena z Roermond.

Biskup Gijsen chciał rządzić swoją diecezją zgodnie z kościelnym prawem i Vaticanum II. Został mianowany w 1972 roku przez Pawła VI, który zawsze go wspierał, czego nie można powiedzieć o jego kolegach hierarchach. Także zarząd Jana Pawła II nie kierował się w stronę obrony biskupa przed jego kolegami biskupami. Zdrowie biskupa Gijsena nie wytrzymało tej próby i zrezygnował on z posługi w 1993 roku; jego lekarz ostrzegał go, że inaczej pożyłby najwyżej pół roku.

W swojej książce Spustoszona winnica (niemieckie wydanie 1972) Dietrich von Hildebrand pisał, że w Kościele jest teraz wyraźna tendencja „aby dawać pierwszeństwo zgromadzeniu wiernych; tak jakby bezwarunkowy pokój był największym dobrem”.

Święta Katarzyna ze Sieny pisała, że pokój może być gorszy niż walka czy wojna. Nie jest to dla większości katolików holenderskich stan idealny, ponieważ wolą materialny dobrobyt i małe przyjemności. Nowoczesne społeczeństwo nie wydaje silnych charakterów, co częściowo tłumaczy kryzys Kościoła na zachodzie.

Una Voce

Kilka lat wcześniej stworzono holenderską gałąź międzynarodowej federacji Una Voce. Natychmiast powstał opór ze strony Vereniging voor Latijnse Liturgie (Zrzeszenie na rzecz liturgii łacińskiej), która za ideał miała nową Mszę odprawianą po łacinie i wspomaganą śpiewami gregoriańskimi.

Zrzeszenie chciało zachować neutralność w sprawach doktrynalnych. Z tego powodu mocno sprzeciwiało się Una Voce, tłumacząc w prasie, że ci, którzy nie akceptują Novus Ordo Missae są ekskomunikowani.

Ich opór, połączony z oporem hierarchii, powodował, że Una Voce miała trudności z użyciem kaplicy czy kościoła dla odprawienia mszy według klasycznego rytu, rytu naszych ojców. Obecnie prawie każdy holenderski ksiądz odprawia (przewodniczy) eucharystię na sposób jaki mu się podoba. Punkt wyjścia, mianowicie, że prawo kościelne musi być przestrzegane, nawet w regułach liturgicznych, zupełnie zniknął. Każdy ksiądz może celebrować tak jak chce, używając własnych tekstów, ale liturgia tradycyjna to tabu.

Liturgia Mszy Świętej

Trzeba przyjąć, że tak jak w innych krajach, większość księży nie wierzy już w transsubstancjację, a ryt eucharystii ma tylko znaczenie symboliczne wspólnotowego posiłku. Jeśli Chrystus nie zjawia się na ołtarzu w czasie mszy rzeczywiście i substancjalnie, nie może zostać ofiarowany, a co za tym idzie, nie ma już więcej ofiary. W rezultacie zmieniono słowo „kanon” na „modlitwa przy stole”. Lata temu, uroczysta msza celebrowana przez papieża była transmitowana w telewizji. Ceremonie wyjaśniane były przez niderlandzkojęzycznego komentatora. Po Sanctus komentator wyjaśniał: Doszliśmy do tej części mszy, która w Rzymie nazywana jest Kanonem, a którą my w Holandii nazywamy modlitwą przy stole. Bardzo poważnie zadaje sobie pytanie czy taka msza z „modlitwą przy stole” jest ważna? Msza może być ważna tylko wtedy, gdy ksiądz ma intencję zrobienia tego, co robi Kościół, a Kościół ma wyraźną intencję odprawienia na ołtarzu ofiary Kalwarii. Gdy jest jasne, że umyślnie usuwa się odwołania do charakteru ofiarnego [mszy], to czy dalej ten obrzęd może być ofiarą? Większość hierarchii milczy w tej ważnej kwestii, tak jak i w innych tematach.

Nawet zdecydowana interwencja hierarchii odniosłaby słaby skutek, ponieważ większość kleru i tak nie okazałaby posłuszeństwa. Kardynał arcybiskup mógłby przynajmniej próbować doprowadzić do celebrowania chociaż niedzielnych mszy nadawanych przez radio i telewizję, zgodnie z normami Kościoła. Nawet to nie jest robione, a taki nakaz spotkałby się w każdym wypadku z oporem i nieposłuszeństwem.

W dwóch przypadkach miała miejsce „eucharystia” dla homoseksualistów w kościołach katedralnych w ‘s-Hertogenbosch i Haarlem. Dwóch biskupów stanowczo zabroniło bluźnierczych demonstracji, ale posługujący w katedrach księża wydali pozwolenie, co nie spotkało się z żadnymi sankcjami kanonicznymi.

Uczestnictwo we Mszy

Według KASKI (Katolicki i Socjalny Instytut Kościelny) tylko 9% wierzących w całym kraju uczestniczy w niedzielnej mszy świętej (w 2002 roku było to 8,6%). W niektórych częściach dużych miast jest tylko 3%. W wielkim mieście przemysłowym Eindhoven, leżącym w prowincji niegdyś przeważająco katolickiej, 6% wiernych chodzi na mszę. Na wsi, jak można było oczekiwać, liczby są wyższe. I to pomimo przeszkód czynionych, gdy księża lub wierni proszą o starą liturgię pogrzebu lub inne specjalne okazje. Sprawą podstawową w tym przeciwdziałaniu jest strach przed „restauracją”, w wyniku której nakazano by księżom nosić ubiór kapłański, odprawiać brewiarz i sprawować codzienną mszę świętą (to nie było nigdy przepisane, ale przed Vaticanum II była to powszechna praktyka), regularnie słuchać spowiedzi, odwiedzać chorych i nosić im Komunię Świętą, uczyć się prawdziwego katechizmu i tak dalej.

Czasem ktoś mnie pyta czy szybki rozpad holenderskiego katolicyzmu jest rzeczywisty czy ma tylko charakter powierzchowny. Po ponad 60 latach kapłaństwa, z których większość spędziłem we własnym kraju, mogę zaświadczyć, że nic takiego nie ma miejsca. Absolutnie! W czasie mojej młodości w Maastricht i innych miastach kościoły w niedzielę były pełne. Także setki ludzi uczestniczyło we mszy w kościołach wielkich miast w innych dniach tygodnia. Życie katolickie kwitło, gdyż było głęboko zakorzenione.

Przyszłość Kościoła w Holandii

W czasie i po Soborze moderniści zaczęli siać zwątpienie w sercach wiernych. Odrzucono tradycyjny katechizm. Przede wszystkim przez wprowadzenie nowej liturgii i używanie nowej terminologii (Msza Święta zaczęła być nazywana „służbą”, a ksiądz stał się „tym ,który w służbie przewodzi”) skutkowało w najlepszym przypadku przesiąknięciem podejściem protestanckim. To wszystko prowadziło do utraty wiary i osłabienia życia religijnego. Ten stan się pogorszył, gdy księża, będący pod wpływem modernizmu, zaczęli mówić wiernym, że wiele rzeczy, których się dotąd nauczyli nie były prawdą.

O opowieściach o Adamie i Ewie w raju, o grzechu pierworodnym, potopie, Noem i zwierzętach w jego arce, przejściu Izraela przez Morze Czerwone powiedziano, że nie mają żadnej podstawy historycznej. Kościelna nauka obyczajów została nazwana przestarzałą i niepasującą do nowoczesnego człowieka. Ciągle było się bombardowanym tymi ideami. Dla wielu ludzi i tak zawsze było trudno zachować czystość we wszystkich okolicznościach życia; teraz twierdzi się, że Bóg nie wymaga żadnej czystości. Słowem: chrześcijańska nauka obyczajów i nauka wiary była bezustannie podważana prowadząc do rozterek. Prasę przejęły osoby, próbujące bez ustanku przedstawiać nam złe zasady. Rewolucja seksualna była w całości skierowana przeciwko moralności, jakiej uczył Kościół w imię Boże.

Wszystko to razem doprowadziło do dzisiejszej sytuacji – już nie sytuacji kryzysu, ale upadku. Rząd holenderski zezwolił na eutanazję, gdy spełni się kilka małych warunków. Lista ofiar rośnie z każdym rokiem idąc w tysiące, a między nimi pacjenci (chorzy lub nie), którzy nie zadeklarowali, że chcą umrzeć. Prawo regulujące eutanazję, zostało wprowadzone przez tak zwanego „katolickiego” ministra sprawiedliwości i zatwierdzone przez chrześcijańskich demokratów. Nie ma żadnego powodu, aby z zadowoleniem patrzeć w przyszłość. „Ufajcie. Jam zwyciężył świat” mówi Pan (J 16:33).

Profesor J. P. M. van der Ploeg jest doktorem i wykładowcą teologii, doktorem nauk biblijnych i wykładowcą Starego Testamentu na Katolickim Uniwersytecie w Nijmegen w Holandii, jest członkiem Królewskiej Akademii Nauk Holandii i jednym z największych autorytetów wśród znawców zwojów znad Morza Martwego. Ten wykład został wygłoszony podczas zjazdu Una Voce w 1996 roku w Dusseldorfie.

Tłum.: Karol Kilijanek

Źródło informacji: MYŚL KONSERWATYWNA

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.