______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

środa, 5 grudnia 2012

o. prof. J.P.M. van der Ploeg OP - Modernizm cz. 1


Gdy studiowaliśmy teologię między 1927 a 1934 rokiem, uczyliśmy się o herezji modernizmu, która w czasach Leona XIII podniosła głowę, a przez świętego papieża Piusa X została osądzona i wyklęta. Nie była to herezja jak inne, odrzucająca tylko jedną prawdę wiary, ale ‘zbiór wszystkich herezji’, jak to nazwał Pius X w 1907 roku (“omnium haereseon collectum”, encyklika Pascendi Dominici Gregis, nr 86). ‘Gdyby ktoś zadał sobie trud zebrania wszystkich błędnych twierdzeń, wymierzonych przeciw wierze, i wyciśnięcie z nich niejako soków i krwi - zapewne nie mogły tego dokładniej uczynić, niż moderniści. Owszem oni dalej jeszcze poszli: nie tylko religii katolickiej grożą ruiną, lecz, jak to już zaznaczyliśmy, grożą ruiną wszelkiej religii.’ (Pascendi, numery 86 i 87). Jest to negatywna ocena wyrażona w sposób bardzo jasny.

Św. Pius X pierwszy raz użył słowa modernizm w zdaniu, gdzie potępia tę herezję. Samo w sobie słowo to jest neutralne: modernizm = coś, co jest nowe. W kontekście nurtu filozoficznego znaczy to: nowoczesny, to znaczy dzisiejszy, z naszych czasów. Wiadomo, że Luter używał już tego słowa na określenie filozofii nominalizmu, będącej prekursorką wielu nowoczesnych systemów. Słowo ‘modernizm’ używane na określenie poglądów, użyte w kontekście chrześcijaństwa z jego niezmienną wiarą, instytucjami i wartościami, brzmi dla wierzącego niepokojąco. W 1871 34-letni wówczas Abraham Kuyper nazwał tym słowem liberalny holenderski protestantyzm ( Modernizm…. Na gruncie chrześcijańskim, 1871). Belgijski ekonomista Périn napisał w 1881 roku o modernizmie w Kościele, i od tego czasu termin ten był używany coraz częściej na określenie błędnego kierunku myśli w Kościele. Biskupi północnych Włoch używali tego słowa we wspólnych pismach pasterskich od 1905 roku, a papież Pius X w 1907 roku oficjalnie wprowadził ten termin do słownictwa kościelnego.


Historia modernizmu

Historia modernizmu jest długa i właściwie nie wiadomo gdzie się zaczyna. Niektórzy sądzą, że należy cofnąć się do humanizmu czasów renesansu, rozpoczętego w XIV wieku, a przede wszystkim zwrócić uwagę na przedstawicieli XV i XVI wieku. Humanizm ten uważał, że dotąd nie nadano odpowiedniego znaczenia „człowiekowi” i „temu co ludzkie” nawet w nauczaniu Jezusa Chrystusa. Humanizm chciał odrodzić szacunek dla sfery tego, co ludzkie szczególnie poprzez studia nad starożytnością, nie wypierając się przy tym prawd chrześcijańskich. Na naszym podwórku takim humanistą, być może najbardziej znanym ze wszystkich, był Erazm. 

Koło fortuny steruje ludzkim życiem. Przywódcy renesansu próbowali odrodzić kulturę starożytnych Greków i Rzymian i wysławiali idee klasyczne, jako idee Fortuny obracającej swoje koło z zawiązanymi oczami. Według słów Petrarki klasycy zawierają ‘całą mądrość i zasady postępowania’, jakie są potrzebne człowiekowi.

W XVIII wieku mieliśmy do czynienia z pisarzami i uczonymi, którzy starali się akcentować ‘ludzkie’ wartości kosztem tradycyjnie chrześcijańskich, a nawet częściowo lub całkowicie zniszczyć chrześcijaństwo. W języku niemieckim nazywa się to Aufklärung (w naszym języku Oświecenie). We Francji ten kierunek filozoficzny, w którym ludzki rozum stał się absolutną normą ponad religią i wiarą, zwrócił się przeciw Kościołowi katolickiemu doprowadzając do Rewolucji Francuskiej. W Anglii, Oświecenie miało wpływ na powstanie lóż masońskich, które później rozprzestrzeniły się na całą Europę. W Niemczech w tym okresie żyli filozofowie, z których znamy szczególnie Emmanuela Kanta (1724-1804), który uczył między innymi, że czas i przestrzeń to jedyne zjawiska poznawalne ludzkim rozumem, czyli że nie jest możliwe poznanie rozumem Boga lub rzeczy ponadnaturalnych. Istoty znajdujące się poza tymi dwoma płaszczyznami istnieją tylko w naszej duszy.

Wizja raju na ziemi: chrześcijańska czy laicka?

Na znanym obrazie z 1848 roku europejskie narody maszerują zgodnie przed pomnikiem praw człowieka, gdy Chrystus przypatruje się im z nieba. Niektórzy chrześcijanie widzieli liberalizm polityczny, a nawet rewolucję, jako walkę dla sprawiedliwości. Katolicy widzieli w tym bezsensowną próbę stworzenia laickiego raju na ziemi, aby odwrócić uwagę od tego prawdziwego.

Rewolucja francuska, będąca powstaniem przeciwko dotychczasowemu modelowi społeczeństwa i Kościołowi, dosłownie wyniosła rozum ludzki na tron. 10 listopada 1793 ładna aktorka zajęła miejsce w „świątyni rozumu”, stworzonej w samym środku wielkiego paryskiego kościoła katedralnego Notre Dame, i odbierała tam cześć jako bogini. Stało tam także popiersie Voltaire’a, a ludzie śpiewali pieśni, w których nazywano ją (boginię Rozum): „O, święta Wolności, zamieszkuj tę świątynię, bądź bóstwem Francuzów!” Uczestnicy tego bluźnierczego kultu zebrali się po południu na obradach Zgromadzenia Narodowego i, zgodnie z propozycją ojca Chabot, byłego Kapucyna, ustalono, że odtąd katedra Notre Dame będzie uważana za świątynię Rozumu. Podobne przedstawienia miały miejsce w katedrach Reims, Metz, Strasburg, Chartres. Wiarołomni księża brali udział w tym pseudo-kulcie co zakrawało na obłęd. Obłęd czy nie, myśl o absolutnej wyższości człowieka i jego rozumu została szeroko rozpowszechniona.

Kościół reaguje

Rewolucja francuska się skończyła, ale jej idee wciąż żyły. Stało się to widoczne dla Kościoła w XIX wieku, gdy rozpoczął walkę z tak zwanym indyferentyzmem, i z tym co nazywano racjonalizmem. Papież Grzegorz XVI (1836-1846) zwalczał przede wszystkim ten pierwszy błąd mówiący, że aby się zbawić nie trzeba należeć do Kościoła katolickiego, lecz wystarczy dobrze żyć. Jego następca, niedawno ogłoszony błogosławionym, papież Pius IX (1846-1878) poświęcił bardzo ważną część swojej pracy zwalczaniu niewiary w formie „racjonalizmu” - poglądowi uznającemu wyższość rozumu ludzkiego, który przenikał także do wnętrza Kościoła nie po to aby go zdobyć lecz aby go zniszczyć. 8 grudnia 1864 został ogłoszony słynny Syllabus, czyli lista 80 błędnych nauk o Bogu, Kościele, stosunku do Kościoła, państwie i społeczeństwie, moralności, małżeństwie, liberalizmie i indyferentyzmie. Lista ta została sporządzona na podstawie nie mniej niż 32 dokumentów i przemów papieskich z lat 1846-1864. Pius IX ukoronował swą pracę I Soborem Watykańskim, który wydał 24 kwietnia 1870 roku Konstytucję Dogmatyczną o wierze Dei Filius.

Papież Leon XIII i amerykanizm

Pontyfikat Leona XIII był inny niż jego poprzedników. Wiara Kościoła zdawała się być silną. Oczywiście sam Leon XIII także przyczynił się do tego stanu, lecz w sposób zgoła inny niż jego poprzednicy co spowodowało, że był postrzegany jako ‘liberalny’ papież. Chciał wspierać naukę, a żeby zwalczać błędy filozoficzne nie używał potępień - tych było już wystarczająco - ale wspierał naukę świętego Tomasza z Akwinu. Był wielkim człowiekiem i godnym następcą św. Piotra. Pod koniec życia Leon XIII musiał zwalczać prąd filozoficzny, mający zwolenników przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, skąd przyjął nazwę ‘amerykanizmu’ i uważany był za bezpośredniego poprzednika modernizmu, z którym walczył będzie święty Pius X. Pod wpływem Redemptorysty (studiował między innymi w Wittem) i późniejszego założyciela kongregacji Paulistów Izaaka Tomasza Hecker’a (1819-1888), Amerykanina niemieckiego pochodzenia chcącego uczynić przejście do Kościoła katolickiego dla niekatolików łatwiejszym i atrakcyjniejszym, rozprzestrzeniane były w Stanach Zjednoczonych idee, przeciwko którym opierał się Leon XIII. Zostały one krótko streszczone w liście, który papież napisał do Jakuba Kardynała Gibbons’a, arcybiskupa Baltimore (1834-1921), poważanego w Ameryce i nastawionego postępowo człowieka.

Papież Leon XIII: ‘Sumienie świata’

W liście wyjaśniono, że nie jest zgodne z wiarą objawioną okrawanie nauki katolickiej z części wyglądających na mniej ważne, opuszczanie lub osłabianie znaczenia jakichkolwiek artykułów wiary. Odnośnie ostatniego punktu Leon XIII przypomniał, za Soborem Watykańskim I, że nauka katolicka zawsze zostaje taka sama i nigdy nie może się zmienić. Nie można uważać nakazów urzędu nauczycielskiego za nadmierne lub mniej potrzebne tam, gdzie mają na celu dążenie do chrześcijańskiej pełni i powoływać się na dary Ducha Świętego. Nie powinno się także przeceniać i stawiać cnót naturalnych ponad nadprzyrodzonymi. Nie można też dzielić ich na aktywne i pasywne i uważać, że te ostatnie (np. posłuszeństwo czy pokora) znaczą w naszych czasach mniej. To właśnie się stało i można w związku z tym zauważyć pogardę dla religijnego życia zgodnie z radami ewangelicznymi; papież potępił ten stan.

List Leona XIII wywołał oczywiście wielki wstrząs, ale dyscyplina w Kościele była jeszcze w tych czasach na tyle silna, że napomnienia papieskie brano sobie do serca w wyniku czego ruch amerykanizmu zniknął z Kościoła. Ta sytuacja pokazuje jak wielka była pokusa odrzucenia nauki Kościoła dla poglądów pochodzących z zewnątrz. Warto zauważyć, że nadwyrężanie nauki wiary próbowano zatuszować powoływaniem się na dary Ducha Świętego i Jego wpływ na każdego wierzącego, zjawisko znane także naszym czasom. Da się też zauważyć wpływ protestantyzmu, zrozumiały w krajach gdzie katolicy stanowili mniejszość i przez to bywali lekceważeni przez rodaków.

Papież Pius X

Po tym wstępie przechodzimy do modernizmu potępionego przez papieża Piusa X. Zwięzły obraz sytuacji daje encyklika Pascendi Dominici Gregis wydana przez świętego papieża 8 września 1907 roku, w której to rozprawia się on z modernizmem. Określenie „rozprawiać się” nie jest tu zbyt mocnym. Pius X uważał, że Kościół jest tak zagrożony przez modernizm, że żadne działania nie wydają się zbyt radykalne żeby zapobiec temu zagrożeniu. W ocenie wielkości zagrożenia wykazywał przenikliwość jakiej brakowało wielu jemu współczesnym.

Można by powiedzieć, że opisywanie modernizmu na podstawie dokumentu, który przedstawia go negatywnie i potępia, jest niewłaściwe i jeśli chce się skargę sprawiedliwie ocenić należy wysłuchać i drugiej strony. To prawda, ale tu nie chodzi o osoby – one nie zostały wymienione w encyklice – ale o poglądy. I to właśnie o takie poglądy, jakie Kościół potępił. Encyklika została przygotowana bardzo starannie jako mistrzowskie streszczenie nauki modernistów, co też sami przyznają. Pascendi jest dokumentem Magisterium Kościoła, który nie walczył z wiatrakami. Przed pojawieniem się encykliki Pascendi, Kongregacja Świętego Oficjum wydała dekret Lamentabili (3 czerwca 1907), który streszczał herezje modernistyczne w 65 zdaniach, a kończył się słowami: ‘Jego Świątobliwość zatwierdził dekret kardynalski i nakazał każdemu wyżej wymienione tezy wszystkie razem i każdą z osobna odrzucić i uważać za potępione.’(DS. 3466).

Modernizm potępiony przez Piusa X był opracowany i rozprzestrzeniany głównie przez duchowieństwo, zajmujące czołowe pozycje wśród wykładowców akademickich wydziałów teologicznych. Okupował przede wszystkim obszary nauk biblijnych i dogmatykę. Nie zapuszczał się na grunt społecznej i moralnej nauki Kościoła.

Okazją do powstania modernizmu był z jednej strony wpływ nowej filozofii, która od czasów Kanta uważała za niemożliwe poznanie Boga i świata ponadnaturalnego, a z drugiej strony studia nad historią, przede wszystkim historią biblijną, które w protestantyzmie zrodziły radykalną i wolnomyślicielską krytykę biblijną.

Przodownicy modernizmu

Centrum modernizmu była Francja; najbardziej znany modernista Alfred Loisy (1861 – 1940) był francuskim księdzem i profesorem. Został on potępiony i ekskomunikowany przez Rzym, ale sam nie chciał opuścić Kościoła, który chciał przeformować według zasad modernizmu.

W Wielkiej Brytanii przodującym modernistą był Jezuita G. Tyrrell (1861 – 1909). Pisał pod niezliczonymi pseudonimami, ale gdy w 1906 roku został zdemaskowany jako autor pism modernistycznych Praepositus Generalis Towarzystwa Jezusowego wydalił go z zakonu. W 1909 roku został ekskomunikowany przez Rzym. W tym samym roku nieoczekiwanie zmarł mając 48 lat. W Niemczech nie było wyróżniających się modernistów, ale austriacki baron Friedrich von Hügel (1852 – 1925) mieszkający z matką – Szkotką w Wielkiej Brytanii utrzymywał żywe stosunki z tamtejszymi modernistami samemu nie przyjmując ich poglądów. Najbardziej znanym włoskim modernistą był ksiądz Ernesto Bonaiuti (1881 – 1946). Czasopismo, które prowadził, Rivista storico critica delle scienze teologiche zostało w 1910 umieszczone na Indeksie. W 1926 został on ekskomunikowany, a w 1944 „wszystkie jego prace i pisma” zostały umieszczone na Indeksie. W latach 1915 – 31 był profesorem uniwersyteckim wykładającym historię chrześcijaństwa. Nazwiska można by wymieniać dalej, ale należą one już do historii. Uderzające jest to, że niektórzy poszli mocno do przodu i ruch modernistyczny zdaje się być reprezentowanym w ich osobach.

Agnostycyzm

Najważniejszy zarzut, który encyklika stawia modernistom to popieranie jednej z form agnostycyzmu (braku możliwości poznania), poglądu filozoficznego, według którego możemy poznawać jedynie zjawiska obecne w czasie i przestrzeni, a nie głębszych (zwanych metafizycznymi) rzeczywistości z nimi związanych. Dlatego istnienie Boga nie może być wyprowadzone czy udowodnione przy pomocy świata widzialnego. Bóg nie może być bezpośrednim podmiotem naszych myśli i nie ma także możliwości wskazania Jego roli w historii. Następstwem tych znanych już, i proponowanych przez Kanta , poglądów jest to, że nie można podać żadnej naturalnej, wartej uwagi, filozofii Boga ani wiarygodnie udowodnić prawdziwości naszej wiary na drodze rozumowej. Według nauki katolickiej nie możemy zrozumieć ponadnaturalnych prawd naszej wiary, ale możemy udowodnić, że są one w zupełności zgodne z rozumem. Vaticanum I uczy, że przede wszystkim cuda i proroctwa są dowodami na boskie pochodzenie wiary chrześcijańskiej (DS. 3034). Ich istnienia nie przyjmują moderniści. Twierdzą, że posługując się rozumem pozostajemy całkowicie ślepi na rzeczywistość ponadnaturalną, Bożą. Nie chcą jednak zniknięcia religii. Jak można to pogodzić?

Religijne uczucie

Religia i religijność pochodzą według modernistów z uczucia religijnego (dziś określa się to raczej jako „doświadczenie religijne”). Jak mówią, w podświadomości człowieka leży potrzeba wiary w coś, posiadania jakiegoś połączenia z Bogiem, chęć zrozumienia nieznanego Najwyższego Bytu. To co mówi człowiekowi owo uczucie, można też nazwać „objawieniem”. Przyczyną tego ostatniego poglądu jest brak możliwości usunięcia pojęcia „objawienia”, które tak mocno ugruntowane jest tak w Starym, jaki Nowym Testamencie, bez natychmiastowego postawienia się poza Kościołem, a nawet poza tradycyjnym chrześcijaństwem. Dla modernistów pojęcie ponadnaturalnego, z innego świata ( Bożego) objawienia kłóciło się z ich założeniami i uprzedzeniami filozoficznymi. Nauczyli się od Kanta, że spoza zjawisk zewnętrznych nie może przenikać boskość. Nie istnieje więc żadne „objawienie” w tradycyjnym znaczeniu tego słowa.

Papież podaje przykład nauki modernistów. W osobie Chrystusa, jak mówią, historia nie znajduje nic więcej niż człowieka; ich agnostycyzm nie pozwala im znaleźć Boga. Przez tę „wiarę” i w tej „wierze” historyczna osoba Chrystusa została przeformowana (zostaje On boskim cudotwórcą i Synem Boga) i zdeformowana (przypisuje się mu niesłusznie poglądy nie dające się utrzymać). Radykalna krytyka Ewangelii jest tego następstwem; nie pozostawia się zbyt wiele Jezusowi historycznemu.

Powstanie dogmatu

W Kościele, jak mówią moderniści, wierny wypracowuje pobożne uczucia w myślach; tak powstawał dogmat. Te dogmaty są jedynie formułami podatnymi na zmiany. Aby pozostać żywymi muszą być dopasowywane (pod wpływem czasu i miejsca) do zmieniających się religijnych uczuć. Co do tych ostatnich: są one ściśle związane z doświadczeniem religijnym, które czyni człowieka wierzącym par excellence. Encyklika używa tego słowa, które w naszych czasach spotyka się z takim uznaniem.

Wiara i nauka

Jako następstwo wymienionych poglądów wprowadzają moderniści całkowity rozdział między wiarą i nauką jako nie mające ze sobą nic wspólnego i zajmujące własne, całkowicie odmienne miejsca. Wiara jest jednak podporządkowana nauce tak, że ta ostatnia wskazuje ewentualne nieścisłości naukowe w nauce wiary.

I tak dochodzimy do sytuacji, mówi papież, gdzie w pracach modernistów znajdujemy wywody, pod którymi katolik może się podpisać lecz już o stronę dalej należy się zastanowić czy nie pisze tego człowiek zaprzeczający wierze katolickiej. Raz piszą więc jako „wierzący”, a chwilę później już jako ludzie nauki. W ich uczonych pismach nie zważają na naukę Kościoła, Ojców Kościoła czy Soborów. Gdy się im to wyrzuca, odpowiadają, że to atak na ich wolność jako uczonych.

Filozofia Boga

Moderniści uczą, że pojmowanie Boga zależy w całości od religijnych uczuć człowieka. Ubieramy w słowa i sformułowania boską i ponadnaturalną prawdę całkowicie dla nas niepoznawalną. Te formuły są niczym więcej niż symbolicznymi wyrażeniami. Mówiąc o Bogu, niektórzy moderniści interpretują Jego rolę jako identyczną z rolą natury, w której Bóg występuje jako pierwsza Przyczyna. Tutaj papież pokazuje różnicę między porządkiem naturalnym i ponadnaturalnym (Pascendi, nr 34). Inni wyjaśniają aktywność Boga tak, że przypomina ona interpretację panteistyczną i tę Pius X uważa za najlepiej współgrającą z resztą poglądów modernistów (Pascendi, nr 92).

Kościół, sakramenty i Pismo Święte według modernistów

Kościół i jego sakramenty nie zostały, według modernistów, ustalone bezpośrednio i osobiście przez Chrystusa. Powstały dzięki przyjściu Chrystusa, ale trochę później. Co do Pisma Świętego, nie jest ono inspirowane przez Boga i zawiera sporo błędów i nieścisłości. Należy je wykładać z pomocą nowoczesnej nauki, przede wszystkim historii, licząc się także z prawami ewolucji religii i cywilizacji.

Immanentyzm

Moderniści są przekonani, że każda religia – także katolicka – musi być wyjaśniana poprzez człowieka z odrzuceniem wszystkich argumentów, a nawet wyłączeniem Objawienia. Ponieważ religia jest formą życia, musi być tylko w życiu poszukiwana i znajduje swój początek w wewnętrznej potrzebie ludzkiego serca i uczuciu. Wiara powstaje w wewnętrznym przeczuciu, powstającym z potrzeby „boskiego”, które leży ukryte w podświadomości. Ta nauka została przez Piusa X potępiona i odrzucona w encyklice Pascendi (DS. 2074).

„Przysięga antymodernistyczna”

Powyżej wymieniono tylko kilka poglądów modernistów, o których mówi Pascendi. Można je także odnaleźć w wydanej 1 września 1910 roku przez świętego papieża Piusa X Przysiędze antymodernistycznej przeznaczonej dla wszystkich księży i posiadających wyższe święcenia osób oraz wszystkich mających składać w Kościele wyznanie wiary. Znajdziemy tam następujące, odrzucane przez modernistów, prawdy wiary:

„(…) wyznaję, że Boga, początek i koniec wszechrzeczy, przyrodzonym światłem rozumu możemy z pewnością poznać (…)”

„Przyjmuję, cuda i proroctwa, jako najpewniejsze znaki Boskiego pochodzenia religii chrześcijańskiej.”

Kościół jest przez Jezusa Chrystusa osobiście i bezpośrednio założony; że jest on stróżem i nauczycielem objawionej prawdy i zbudowany jest na Piotrze i jego następcach. Przyjmuję naukę wiary w tym samym znaczeniu, w jakim została podana przez Apostołów i prawowiernych Ojców. Jako herezję odrzucam naukę o ewolucji dogmatów, według której zmieniają one z czasem swoje znaczenie. Odrzucam także stawianie w miejsce nauki Kościoła wciąż rzekomo polepszanych systemów filozoficznych. Wyznaję, że wiara nie jest tylko ślepym uczuciem pochodzącym z podświadomości, ale przyjęciem rozumem „ze słuchania” (Rzym. 10, 17) otrzymanej prawdy, ze względu na osobowego Boga, naszego Stwórcę i Pana i pełni Prawdy, przyjmując wszystko co On objawił.

Po wyznaniu tych 5 fundamentalnych prawd wiary następuje w formule przysięgi stanowcze odrzucenie błędów modernistycznych, z których najgorsze zostają jeszcze wymienione. Przysięga zwraca szczególną uwagę na znaczenie i sposób interpretacji Pisma Świętego; następnie na znaczenie boskiego przekazu. Co do tego ostatniego, zostaje odrzucony błąd mówiący o nieposiadaniu przez ów przekaz niczego boskiego i o tym, że należy to rozumieć w sensie panteistycznym.

Z tego wynika jasno, że rację miał Pius X nazywając modernizm „zbiorem wszystkich herezji”. Gdy wcześniejsze herezje atakowały jedną lub kilka prawd wiary katolickiej, przez co heretycy opuszczali Kościół, aby założyć swój własny, modernizm odrzucał praktycznie całość nauk Kościoła; poddawał w wątpliwość osobowego Boga lub zwyczajnie Go ignorował.

Jak modernizm oddziaływał możemy się przekonać, wykonując mały skok w czasie, z ankiety przeprowadzonej przez Kaski około 1970 roku wśród księży z haskiego śródmieścia. Okazuje się, że dla prawie każdego (wyjątki były tak rzadkie, że nie zostały uwzględnione) Bóg zachował jeszcze znaczenie w ich życiu; stał się jednak tylko słowem błąkającym się gdzieś daleko na horyzoncie. Jest takie stare łacińskie przysłowie: Omne male a clero, to znaczy całe zło pochodzi od kleru. To z pewnością można powiedzieć o modernizmie, który został w Kościele rozprzestrzeniony właśnie przez księży. Księża mają za zadanie podawanie prawdziwej nauki; nie rzadko byli także głosicielami herezji, tak jak w przypadku modernizmu.

tłumaczył z niderlandzkiego Karol Kilijanek

czwartek, 29 listopada 2012

Aberracje liturgiczne cz. 72 - "Msza magiczna"


Pismo Święte w opałach, czyli o odkrywaniu na nowo dokumentów Papieskiej Komisji Biblijnej




Kiedy studiowałem w seminarium duchownym mówiono mi, że według współczesnych badaczy dekrety Papieskiej Komisji Biblijnej (PKB) z lat 1911-1912 nie mają już mocy obowiązującej. Mówiono mi także, że ich odwołanie miało miejsce gdzieś około lat 50. ubiegłego wieku. Sprawą zainteresowałem się bliżej, gdy pisałem pracę na temat zagadnienia dotyczącego Ewangelii synoptycznych. Kto napisał pierwszy – Mateusz, Marek czy Łukasz? Wkrótce się zorientowałem, że odpowiedzi na pytanie „kto napisał pierwszy?” nie da się udzielić tylko na podstawie argumentów pochodzących z samych tekstów1. Aby odpowiedzieć na pytanie, kto napisał pierwszy, drugi i trzeci, zacząłem szukać zewnętrznych autorytatywnych dowodów. To doprowadziło mnie do dekretów Papieskiej Komisji Biblijnej z lat 1911-1912. Jedyną trudnością było jednak to, że jeżeli te orzeczenia rzeczywiście zostały anulowane, nie mogły być już użyte jako argument rozstrzygający. Postanowiłem więc odnaleźć odwołanie i zobaczyć, czy dekrety te mają jeszcze jakąś (a jeżeli tak, to jaką) wartość w oczach Kościoła.


Moje dalsze poszukiwania doprowadziły mnie do opinii Thomasa Aquinasa Collinsa OP i Raymonda Browna SS znalezionych w Jerome Biblical Commentary. Ich zdaniem: „Wiele z tych dekretów [PKB z lat 1905–1915] ma dzisiaj niewiele więcej niż historyczną wartość, gdyż zostały pośrednio odwołane na mocy późniejszych dekretów, przez Divino afflante Spiritu oraz przez Sobór Watykański II. Wczesne dekrety należy oceniać zgodnie z wyjaśnieniem z 1955 roku wydanym po łacinie i po niemiecku przez A. Millera i A. Kleinhausa, sekretarza i asystenta sekretarza Papieskiej Komisji Biblijnej”2. Dalej twierdzą oni, że wyjaśnienie zostało wydrukowane w niemieckim periodyku biblijnym „Benediktinische Monatschrift” jako artykuł pod tytułem Nowy podręcznik biblijny (Das Neue Biblische Handbuch). Ten sam artykuł został później przedrukowany w innych czasopismach biblijnych, takich jak „The Catholic Biblical Quarterly”3. Trzy rzeczy budziły moje wątpliwości. Po pierwsze, nie szukałem już dalej dekretu odwołującego, lecz jakiegoś rodzaju „wyjaśnienia”. Po drugie, czy poprzednie nauczanie Kościoła mogłoby zostać – choćby nie wprost – odwołane? Po trzecie, jaki autorytet stoi za tym wyjaśnieniem, skoro zostało ono opublikowane tylko w czasopismach biblijnych?

Podejmując najpierw zagadnienie „wyjaśnienia” i jego formalnego znaczenia, znalazłem stosowne fragmenty artykułu wspomnianego przez Collinsa i Browna w apendyksie książki Rzym i studium Pisma Świętego (Rome and the Study of Scripture: A Collection of Papal Enactments on the Study of Holy Scripture together with the Decisions of the Biblical Commission, 7th ed., 1964). Redaktorzy książki stwierdzili wyraźnie, że artykuł posiada jedynie inicjały „A.M.” wskazujące na autora. Pisali: „Ta rewizja została podpisana A.M., ale raczej nie ma wątpliwości, że chodzi o przewielebnego Atanazego Millera OSB, sekretarza Papieskiej Komisji Biblijnej”. Fragment „wyjaśnienia” brzmiał następująco:

„O ile jest to kolekcja dokumentów ukazujących, że Pismo Święte zawsze było podstawowym źródłem i fundamentem prawd wiary katolickiej, ich postępu i rozwoju, Enchiridion4 oddaje znakomitą przysługę przede wszystkim historii dogmatów. Ponadto jasno przedstawia zaciętą walkę, jaką Kościół we wszystkich czasach musiał toczyć, choć z różną intensywnością, aby podtrzymać czystość i prawdziwość Słowa Bożego. Zwłaszcza w tym względzie dekrety Papieskiej Komisji Biblijnej mają wielkie znaczenie. Jednakże, jak długo dekrety te prezentują poglądy nie będące ani bezpośrednio, ani pośrednio związane z prawdami wiary i moralności, jasne jest, że naukowiec może prowadzić swoje badania w całkowitej wolności,5 zawsze pod warunkiem, iż respektuje najwyższy autorytet Kościoła nauczającego. Dzisiaj trudno jest wyobrazić sobie sytuację badaczy katolickich z początku wieku lub uświadomić sobie zagrożenia, jakie spotykały nauczanie katolickie odnośnie do Pisma Świętego i jego natchnienia ze strony krytyki liberalnej i racjonalistycznej. Krytyka ta, jak rzeka, chciała zmyć święte ramy Tradycji. Obecnie walka jest znacznie mniej zażarta, niemało kontrowersji zostało pokojowo rozwiązanych, a wiele zagadnień ukazuje się obecnie w całkiem nowym świetle. Jest więc nam łatwo uśmiechać się wobec wąskości spojrzenia i ograniczenia dominującego pięćdziesiąt lat temu. W końcu, Enchiridion ma znaczącą wartość apologetyczną, ponieważ jest świadkiem niesłabnącej czujności Kościoła i jego wieloletniej troski o Pismo Święte. Przypomina jak Kościół jest gotów bronić jego świętego charakteru i czuwać nad poprawną interpretacją. Encykliki, takie jak Providentissimus Deus i Divino Afflante Spiritu, ukazują jak Kościół dokłada starań, aby promować w każdy możliwy sposób porządne i owocne studium Pisma. Encykliki te z podziwu godną jasnością prezentują podstawowe zasady katolickiej interpretacji, obowiązujące we wszystkich czasach i skutecznie zamykają drzwi wyjaśnieniom subiektywnym i arbitralnym. W ten sposób wskazują drogę interpretacji i użycia Pisma w celu ożywiania życia dusz i Kościoła jednocześnie w pełni wykorzystując osiągi współczesnych badań”6.

Ten sam artykuł został opublikowany w „The Catholic Biblical Quarterly” wraz z komentarzem Edwarda F. Siegmana CPPS. Ojciec Siegman, wypowiadając się bardzo przychylnie o „wyjaśnieniu”, pisał także: „Aż do dzisiaj [„wyjaśnienie”] nie ukazało się w Aktach Stolicy Apostolskiej i dlatego umknęło uwadze licznych badaczy. Prawdopodobnie nie powinno być nazywane oficjalnym w ścisłym sensie […], ponieważ autora można zidentyfikować jedynie na podstawie inicjałów A.M. […] Niemniej, wydaje się, że nie ma wątpliwości, iż tym autorem jest wielebny Atanazy Miller OSB. Z pewnością mamy tutaj przedstawione zdanie Komisji Biblijnej”. Ale do 2012 roku „wyjaśnienie” nie ukazało się w Aktach Stolicy Apostolskiej (Acta Apostolicae Sedis - AAS). Zatem artykuł ten należy nazwać tym, czym jest w istocie, czyli zaledwie prywatną opinią i to opinią niebezpieczną dla wiary. Jest po temu przynajmniej pięć powodów.

Po pierwsze, jak to zauważył o. Siegman, w jaki sposób artykuł wydrukowany w różnych nie-autorytatywnych periodykach biblijnych, podpisany jedynie inicjałami A.M., może stanowić wyjaśnienie nauczania Kościoła? Nie ma tam podpisu papieża, kardynała czy biskupa. Jakie jest pełne imię i stanowisko autora? Czy może to być właściwy sposób dokonania wyjaśnienia o tak fundamentalnym i szerokim znaczeniu? Gdyby przewielebny Atanazy Miller chciał, aby to „wyjaśnienie” było wiążące lub rozstrzygające musiałby włączyć je do AAS. To właśnie taka publikacja sprawia, że tego rodzaju dekrety i sprostowania stają się wiążące. Kiedy ten sam Atanazy Miller opublikował instrukcję Komisji Biblijnej w 1955 roku, była ona podpisana zarówno przez papieża Piusa XII, jak i umieszczona w Aktach Stolicy Apostolskiej. Zatem to, co stwierdza artykuł podpisany przez A.M. jest niczym więcej niż osobistą opinią, kimkolwiek byłby A.M.

Po drugie, A.M. pisał, że: „Enchiridionoddaje znakomitą przysługę przede wszystkim historii dogmatów”. Przeciwnie, pierwszorzędnym celem Enchiridion Biblicum zawsze było ocalenie i zachowanie integralności Pisma Świętego. Jest on po prostu podręcznikiem (enchiridion po grecku oznacza „w ręku, pod ręką”) zawierającym istotne fragmenty wszystkich znaczniejszych orzeczeń i rozstrzygnięć na temat wiary i moralności odnoszących się do Pisma Świętego. Enchiridion Biblicum oddaje przysługę „historii dogmatów” tylko o tyle, o ile pokazuje w jakim czasie w historii i w których dziedzinach nauczania Kościół był zmuszony wystąpić w obronie depozytu wiary. Niemniej takie znaczenie jest wtórne wobec pierwszorzędnego. Ponadto Enchiridion Biblicum występował zawsze jako przypomnienie niezmiennego nauczania Kościoła, ponieważ jedynie prezentuje to, czego Kościół nauczał na temat wiary i moralności na przestrzeni lat. Kościół nigdy nie cofnął ani nie odwołał tego, czego nauczał na temat wiary lub moralności. Stąd starożytne powiedzenie „Rzym przemówił, sprawa skończona” (Roma locuta, causa finita). Sprowadzanie znaczenia Enchiridion Biblicum do „niewiele więcej niż wartości historycznej” jest atakiem na całość podręcznika, a tym samym atakiem na nauczający autorytet samego Kościoła. Artykuł ten jest więc, przynajmniej potencjalnie, niebezpieczny dla wiary.

Po trzecie, A.M. pisał, że dekrety PKB posiadają „znaczącą wartość apologetyczną, ponieważ są świadkiem niesłabnącej czujności Kościoła i jego wieloletniejtroski o Pismo Święte”. Przeciwnie, owa „wartość apologetyczna” musi rozciągać się ponad jej zdolność wyłącznie do „ukazywania niesłabnącej czujności Kościoła” i musi być użyta do obrony Pisma przed wszystkimi zanieczyszczeniami. W tym sensie odpowiedzi PKB stają w jednej linii z Providentissimus Deus i Divino Afflante Spiritu i także one „z podziwu godną jasnością prezentują podstawowe zasady katolickiej interpretacji, obowiązujące we wszystkich czasach i skutecznie zamykają drzwi wyjaśnieniom subiektywnym i arbitralnym”, jak ujął to A.M. Zamiast wyjaśniać nauczanie Kościoła, „wyjaśnienie” podane przez A.M. ma na celu osłabienie „niesłabnącej czujności Kościoła i jego wieloletniej troski o Pismo Święte”. Z tego powodu artykuł ten powinien zostać odrzucony jako niebezpieczny dla wiary.

Po czwarte, A.M. pisał: „jak długo dekrety te prezentują poglądy niebędące ani bezpośrednio, ani pośrednio związane z prawdami wiary i moralności, jasne jest, że naukowiec może prowadzić swoje badania, zawsze pod warunkiem, iż respektuje najwyższy autorytet Kościoła nauczającego”. Przeciwnie, należy wziąć pod uwagę rangę nadaną orzeczeniom PKB przez papieża, św. Piusa X:

„Oznajmiamy i ustanawiamy, że wszyscy są związani w sumieniu do poddania się orzeczeniom Papieskiej Komisji Biblijnej, tym, które zostały wydane w przeszłości oraz tym, które będą ogłoszone w przyszłości, w taki sam sposób, w jaki poddają się nauczaniu Świętych Kongregacji zatwierdzonemu niezależnie przez papieża. Nie mogą wymówić się od piętna zarówno nieposłuszeństwa jak i zuchwałości, ani być uwolnionymi od ciężkiej winy ilekroć kwestionują te decyzje słowem lub pismem. A to przede wszystkim ze względu na zgorszenie, jakie czynią przed Bogiem oraz grzechy, których mogą być przyczyną, gdy wynikają z nich inne twierdzenia pochopne i błędne”7.

Papież Pius X uczynił zarządzenia Komisji częścią Magisterium Kościoła, czyli częścią najwyższego autorytetu nauczycielskiego Kościoła. To „rozciągnięcie” Magisterium zostało później cofnięte po Soborze Watykańskim II. Kardynał Ratzinger pisał: „Papieska Komisja Biblijna, w jej nowej postaci po Drugim Soborze Watykańskim, nie jest organem Urzędu Nauczycielskiego, ale raczej komisją badaczy […]”8. Innymi słowy, papież, św. Pius X, uczynił Komisję organem i ten organ nauczał nas publikując dekrety w AAS. Promulgowane dekrety były i pozostają aż do dzisiaj zwyczajnym nauczaniem Kościoła. Ale po Vaticanum II PKB nie ma już takiej władzy. Pius X wspomina także, że dekrety Papieskiej Komisji Biblijnej „odnoszą się do wiary”, co wyraźnie sprzeciwia się twierdzeniu A.M., że „prezentują poglądy nie będące ani bez­pośrednio, ani pośrednio związane z prawdami wiary i moralności”. Ponownie artykuł A.M. okazuje się być niebezpiecznym i staje w sprzeczności do nauczania Kościoła.

Po piąte, A.M. stwierdził, że Enchiridion Biblicum „przedstawia zaciętą walkę, jaką Kościół we wszystkich czasach musiał toczyć, choć z różną intensywnością, aby podtrzymać czystość i prawdziwość Słowa Bożego”. Dalej A.M. mówi, że „Obecnie walka jest znacznie mniej zażarta […]”. Przeciwnie, wydaje się, że „zacięta walka” niemal zupełnie się skończyła po tym, jak „wyjaśnienie” autorstwa A.M. rozpowszechniło się w świecie. Magisterium jeszcze kilka razy czyniło wysiłki w latach 1950. i wczesnych 1960., aby powstrzymać rozprzestrzenianie się złej nauki, ale wszystkie te próby okazały się nieskuteczne. Jedną z prób podjął sam przewielebny Atanazy Miller za zgodą papieża Piusa XII w 1955 roku kiedy opublikował instrukcję, w której można było przeczytać:

„Należy żałować, że te spotkania [różnych towarzystw biblijnych] nie są prowadzo­ne w każdej dziedzinie w pełnej zgodności z właśnie przedstawionymi normami i że czasem zachodzi niebezpieczeństwo, że takie spotkania, czy to zorganizowane przez towarzystwa biblijne, czy innych ludzi, nie tylko nie dają odpowiedniej korzyści uczestnikom, ale nawet dochodzi do tego, że dla niektórych są bardziej powodem „zagłady” niż „zbudowania” (por. 2 Kor 10,18). Mówcy, o których słyszymy, nie zawsze są ludźmi dobrze znającymi się na tematach, o których rozprawiają. Niektórzy z nich są całkowicie gotowi do pójścia za mniej godnymi zaufania autorami, pochopnie i zuchwale przyjmują i roz­powszechniają wątpliwe lub błędne opinie, zalecają książki lub czasopisma wątpliwej wartości, czytanie o sprawach, którym albo brak kościelnego zezwolenia albo obarczonych pozytywnym zakazem. A to wszystko nieraz w obecności osób całkowicie nieprzygotowanych do rozważania i oceny tych spraw. Słyszeliśmy nawet, że zdarzało się, iż mówcy nie brali pod uwagę norm, na które Najwyższy Pasterz, obecnieszczęśliwie rządzący, ponownie kładł duży nacisk w encyklice Humani generis, że zuchwale przedstawiali teorie potępione przez Magisterium Kościoła, lub nawet szli tak daleko, że proponowali w miejsce literalnego sensu, należycie wydobytego pod czujnym okiem Kościoła, jakiś nowy sens, nazywany przez nich symbolicz­nym i duchowym, w którym trudności nieodłącznie związane z sensem literalnym miałyby znikać. Nikt nie może nie zdawać sobie sprawy, jak nieobliczalnie groźne są wszystkie te rzeczy, kiedy przedstawia się je słuchaczom niedoświadczonym w zagadnieniach biblijnych”9.

Po przeczytaniu tego fragmentu można zastanawiać się, czy przewielebny Atanazy Miller jest rzeczywiście tym „A.M.” podpisanym pod „wyjaśnieniem” z 1955 roku. Skutkiem tej instrukcji, która, jak się zdaje, nigdy nie została stosownie wprowadzona w życie, wszystko, co zostało z „zaciętej walki” Magisterium, to monitum Świętego Oficjum wydane za pontyfikatu Jana XXIII ostrzegające teologów biblijnych aby „zawsze mieli na uwadze nauczanie Świętych Ojców oraz zmysł i Urząd Nauczycielski Kościoła tak, aby sumienia wiernych nie były niepokojone a prawdy wiary narażane na szwank”10. W latach 50. miała miejsce bitwa, ale po 1955 roku niewielu już walczyło po stronie Kościoła.

Znakiem tego, że bitwa jest skończona jest fakt, że wielu, jeśli nie większość, księży wykształconych od lat 60. i obecnych kleryków nie wie nawet czym są dekrety PKB. W efekcie, kiedy w seminariach są nauczani różnych teorii sprzecznych z tymi orzeczeniami, osoby te nawet nie wiedzą, że Kościół uznaje te teorie za problematyczne lub nawet szkodliwe dla wiary. Jako dobry przykład niech nam posłużą ewolucyjne teorie odniesione do Pisma Świętego, bardzo dziś popularne, które są otwarcie nauczane i przyjmowane w naszych seminariach. Warto zauważyć, że w latach 50., kiedy ukazało się „wyjaśnienie” A.M., teoria ewolucji właśnie zdobywała popularność. Te ewolucyjne idee były nawet aplikowane do powstania Biblii. Dla katolickich naukowców jednak jedyną drogą do zablokowania tych teorii w odniesieniu do Biblii były właśnie dekrety PKB!

Jako szczególny przykład rozważmy autorstwo Pentateuchu – pierwszych pięciu ksiąg Biblii. Obecnie niemal powszechnie utrzymuje się, że Mojżesz nie mógł napisać tych ksiąg z wielu różnych powodów, jak na przykład relacja o jego śmierci w ostatnim rozdziale Księgi Powtórzonego Prawa. Mówi się: jak Mojżesz mógł napisać księgę, która wspomina jego własną śmierć? Odrzucając Mojżeszowe autorstwo, współcześni badacze wykształceni w instytucjach kościelnych preferują wnioskowanie o autorstwie jedynie na podstawie wewnętrznych dowodów. Na przykład w odniesieniu do Pięcioksięgu identyfikują przynajmniej trzech lub więcej autorów w oparciu o styl i treść. Następnie przedstawiają wiele różnych teorii, aby wyjaśnić w jaki sposób otrzymaliśmy pierwsze pięć ksiąg Biblii. Jedna z bardzo popularnych współczesnych teorii, hipoteza dokumentalna [w Polsce znana jako hipoteza Wellhausena – przyp. red.], jest ze swej natury ewolucyjna i utrzymuje, że Pięcioksiąg nie został napisany przez jednego autora, lecz przez trzech lub czterech autorów lub tradycji, które badacze nazywają J, E, D i P. („J” oznacza Jahwistę, „E” – Elohistę, „D” – Deuteronomistę, „P” – źródło kapłańskie) Ci trzej lub czterej autorzy lub tradycje czasem opowiadali różne historie, a czasem sprzeczne wersje tej samej historii. W końcu ktoś pozbierał te wszystkie różne historie, zachowując ich oryginalne brzmienie tak dalece jak to możliwe. W rezultacie produktem końcowym jest zlepek (patchwork) pozostających w kon­flikcie tradycji, często sprzecznych, obecnie beznadziejnie połączonych i pomiesza­nych razem przez ostatecznego redaktora. Innymi słowy Pięcioksiąg wyewoluował w czasie, z pracy kto wie ilu autorów, aby osiągnąć w końcu stan, który mamy obecnie. Dekrety PKB zwracają się ku temu problemowi, ograniczając liczbę możliwości. Weźmy na przykład następujący fragment dekretu PKB na temat Mojżeszowego autorstwa Pięciokięgu:

Czy można przyjąć bez uszczerbku dla autentycznie Mojżeszowego pochodzenia Pięcioksięgu, że Mojżesz użył [innych] źródeł przy tworzeniu swojego dzieła, takich jak dokumenty pisane lub ustne tradycje, z których, aby pasowały jego określonym celom i pod wpływem natchnienia Bożego, wybrał niektóre rzeczy i wstawił do swojego dzieła albo dosłownie, albo co do znaczenia (quoad sententiam), w skrócie lub w rozwi­nięciu? Odpowiedź pozytywna”11.

Innymi słowy, Pięcioksiąg mógł mieć różne źródła, ale ma on tylko jednego ludzkiego autora – Mojżesza. Joszua, lub ktoś inny, mógł z łatwością dodać ostatni rozdział opisujący śmierć Mojżesza.

Ten sam styl teorii ewolucyjnych jest odnoszony do innych ksiąg biblijnych, takich jak Księga Izajasza, Psalmy lub nawet ewangelie. Na przykład, wielu dzisiaj utrzymuje, że Księga Izajasza ma dwóch lub trzech autorów stosownie do różnych dowodów wewnętrznych, takich jak styl i język. Zwróćmy uwagę na dekret PKB mówiący o jedności autorstwa księgi proroka Izajasza:

„Czy argument filologiczny, zbudowany w oparciu o język i styl, w celu podważenia jedności i tożsamości autora Księgi Izajasza ma taką wartość, że znaczący badacze, obeznani ze sztuką krytyki [tekstu] i z językiem hebrajskim są zmuszeni rozpoznać w tejże Księdze wielu autorów? Odpowiedź negatywna”12.

Innymi słowy, po prostu nie ma wystarczającej ilości informacji w samym tekście, aby udowodnić, że Izajasz został napisany przez różnych autorów i później dopiero złączony w jedną księgę przez jakiegoś redaktora. Św. Tomasz z Akwinu napisał wspaniałe dzieła teologiczne, takie jak Suma Teologii, ale także wiele różnych pieśni i modlitw, takich jak Lauda Sion. Czy mamy wątpliwości, że jest autorem obu? Nie, ponieważ posiadamy zewnętrzne dowody na poparcie tezy o jedności. Niemniej, gdybyśmy wzięli pod uwagę jedynie dowody wewnętrzne z pewnością zwątpilibyśmy w jedność autorstwa i zwrócili się ku wielości autorów. Podobnie, tylko dlatego, że Izajasz zawiera i prozę i poezję w tej samej księdze nie stanowi to wystarczająco silnego argumentu na rzecz dwóch lub większej ilości autorów. Takie jest nauczanie Kościoła.

Aby pokazać tendencyjny wpływ „wyjaśnienia” A.M. odwołajmy się teraz do twierdzenia Fredericka Gasta OCD dotyczącego kwestii synoptycznej (czyli autorstwa trzech ewangelii Mt, Mk i Łk – przyp. red.): „Będąc posłusznymi względem dekretów Papieskiej Komisji Biblijnej z lat 1911-1912, katolicy zazwyczaj popierali to rozwiązanie problemu synoptycznego [Mt-Mk-Łk], ale teraz, ponieważ w odniesieniu do tych dekretów została dana całkowita wolność, zostały uczciwie rozpoznane ograniczenia takiego rozwiązania [i tutaj Gast odnosi się do Collinsa i Browna, których wypowiedź była cytowana na początku]”13. Jasno wynika stąd, że bitwa została przegrana po publikacji „wyjaśnienia” A.M. w 1955 roku.

Mając jeszcze wątpliwości w odniesieniu do tych, tak zwanych, odwołań „nie-wprost” zawartych w encyklice Divino afflante Spiritu i konstytucji Dei Verbum wspominanych przez Collinsa i Browna odnalazłem stosowne fragmenty obu dokumentów. Pius XII w Divino afflante Spiritu pisał:

„Taki stan rzeczy [istnienie problemów nadal nierozwiązanych] nie powinien powstrzymywać egzegety katolickiego, który posiada silne i czynne zamiłowanie w swoim zawodzie, a Matce Kościołowi szczerze jest oddany. Niechaj trudne, dotąd nie rozwiązane zagadnienia wciąż na nowo podejmuje, nie tylko by odpierać zarzuty przeciwników, ale przede wszystkim, aby wypracować pozytywne rozwiązanie, zgodne z nauką Kościoła, zwłaszcza z tradycją o pełnej nieomylności Pisma Św., uwzględniając niewątpliwe wyniki wiedzy świeckiej. Starania tych dzielnych pracowników w winnicy Pańskiej należy osądzać nie tylko z uznaniem i sprawiedliwością, ale i z miłością. O tym obowiązku niechaj pamiętają wszyscy inni synowie Kościoła, trzymając się z dala od nierozumnej gorliwości, która wszystko co nowe potępia lub uważa za podejrzane tylko dlatego, że jest nowe. W orzeczeniach i prawach Kościoła - niechaj pamiętają o tym - chodzi o sprawy wiary i moralności, a spomiędzy wielu rzeczy w Piśmie Św. w księgach prawnych, historycznych, dydaktycznych i prorockich jest tylko niewiele takich, których sens został przez autorytet Kościoła wyjaśniony. A i teksty, co do których Ojcowie Kościoła są jednomyślni, nie są wiele liczniejsze. Zatem pozostaje wiele kwestii i to w stosunku do bardzo ważnych zagadnień, których wyjaśnienie i zbadanie pozostawione jest swobodnie przenikliwości i zdolnościom egzegetów katolickich, a każdy ku pożytkowi ogólnemu obowiązany jest wedle możności przyczyniać się do stałego postępu wiedzy biblijnej i do obrony honoru Kościoła. To prawdziwa wolność dzieci Bożych, która z jednej strony trzyma się mocno nauki Kościoła, a z drugiej każdy przyczynek wiedzy świeckiej przyjmuje jako dar Boży. Ta wolność, pielęgnowana przez dobrą wolę wszystkich, jest warunkiem i źródłem owocnych wyników oraz trwałego postępu wiedzy katolickiej”14.

Konstytucja Soboru Watykańskiego II Dei Verbum:

„Egzegeci katoliccy i inni uprawiający świętą teologię powinni starać się, by wspólnym wysiłkiem pod nadzorem świętego Urzędu Nauczycielskiego, przy zastosowaniu odpowiednich pomocy naukowych, tak badać i wykładać boskie Pisma, by jak najliczniejsi słudzy Słowa Bożego mogli z pożytkiem podawać ludowi Bożemu pokarm owych Pism, który by rozum oświecał, wolę umacniał, a serca ludzi ku miłości Bożej rozpalał. Sobór święty dodaje otuchy synom Kościoła, którzy zajmują się studiami biblijnymi, by z odnawianą ciągle energią dzieło szczęśliwie podjęte prowadzili nadal z wszelką starannością wedle myśli Kościoła” (KO 23).

Papież Pius XII oczywiście zachęcał do dalszych badań skrypturystycznych, ale zawsze w ramach nauczania Kościoła. Dekrety PKB zostały włączone w nauczanie Kościoła w takim sensie, w jakim mówi o tym encyklika Divino afflante Spiritu. Jeżeli ta encyklika implicite odwołała tamte dekrety, to dlaczego „wyjaśnienie” A.M. o tym nie wspomina, to znaczy, nie mówi, że uzupełnia to, co już zostało oznajmione w Divino afflante Spiritu? Skoro jednak Pius XII nie odniósł się do orzeczeń PKB i nie stwierdził, że zostały uchylone w jakikolwiek sposób, to pozostają ważne i wszyscy wierzący powinni ich przestrzegać. Pisząc cytowane słowa, Pius XII nie odwoływał wcześniejszych dekretów, lecz odnosił się do braku reakcji ze strony katolickich egzegetów na kryzys modernistyczny, który ponownie zaczął wpływać na Kościół. Tym razem jednak modernizm nie wychodził z wnętrza Kościoła, lecz z różnych protestanckich źródeł na zewnątrz. Racjonalistyczna protestancka nauka biblijna, taka jak metody historyczno-krytyczne i teoria źródeł, zdobywały sobie grunt w świecie teologii. Te popularne i nowatorskie idee stanowiły atak na Pismo Święte. Jako że Kościół katolicki jest strażnikiem i przechowawcą depozytu wiary, włączając spisane Słowo Boże, Pius XII wezwał badaczy, aby zaangażowali się w walkę, „odparli zarzuty przeciwników” i „bronili przed zarzutami księgi przez Boga natchnione”. Zamiast zaprzeczać zarządzeniom PKB i postrzegać je jako przeszkodę, badacze katoliccy powinni raczej rzeczywiście użyć ich jako wskazówek i podjąć wysiłek wyjaśnienia dlaczego i jaki sens mają poszczególne dekrety. Czyż taki wysiłek nie stanowiłby „stałego postępu wiedzy biblijnej i obrony honoru Kościoła”, które wspomina Pius XII? Niestety, badacze poszli z duchem czasu i przyjęli racjonalistyczną naukę protestancką. Przyjrzyjmy się następującej wypowiedzi z Jerome Biblical Commentary zawartej w podpunkcie „Powstanie katolickiej nauki krytycznej” (org. „Emergence of Catholic Critical Scholarship”):

„Ogólnie, nowożytna katolicka nauka na temat Nowego Testamentu polegała na roztropnym dobieraniu i włączaniu elementów akceptowalnych w badaniach protestanckich. Jak na razie, nie idzie więc ona własnymi nowymi ścieżkami. Zdołała natomiast przekonać bardziej inteligentnych katolików, że ultrakonserwatywne poglądy biblijne z przeszłości są już nie do utrzymania”15.

Jak to ujął A.M. nasi badacze – zamiast promować „na każdy możliwy sposób solidne i owocne studium Pisma Świętego” i „skutecznie zamykać drzwi wyjaśnieniom subiektywnym i arbitralnym” modernistów – pomogli „zmyć święte ramy Tradycji”.

Po Piusie XII, Sobór Watykański II powtórzył nauczanie Divino afflante Spiritu i nawet podkreślił dwa razy w jednym krótkim fragmencie konieczność trzymania się myśli Kościoła. Tak więc Sobór, zachęcając do studiów biblijnych, przypomniał badaczom również to, że wszystkie badania mają być utrzymane w obrębie stosownych granic i prowadzone „przy zastosowaniu odpowiednich pomocy naukowych”. Ostatecznie, Sobór nauczał, że „badacz katolicki musi opanować techniczne szczegóły Pisma Świętego, a także zweryfikować wyniki tych badań wobec świadectwa całości Pisma Świętego, nauki Ojców, soborów, liturgii (wschodniej i zachodniej) i życia świętych”. Nowe metody naukowe, takie jak krytyka historyczna, mogłyby być sprawdzone i użyte, ale musiałyby być zawsze wykorzystywane w celu zachowania całości depozytu wiary.

Inaczej niż twierdzą Collins i Brown, nie wydaje się, aby istniało jakieś odwołanie „nie-wprost” dekretów PKB w cytowanych dwóch dokumentach (tj. Divino afflante Spiritu i Dei Verbum). Najlepsze wyraźne odwołanie jakie można znaleźć, to tylko artykuł opublikowany przez kogoś nazywającego siebie A.M. w niemieckim biblijnym czasopiśmie pozbawionym kościelnego autorytetu. Oznacza to, że nie było unieważnienia, ani wyjaśnienia, ani odwołania „nie-wprost”. Był tylko kiepsko napisany artykuł, podpisany przez tajemniczego autora „A.M.” w najlepszym razie wyrażającego swoje prywatne przekonania, a w najgorszym niebezpiecznie atakującego nauczanie Kościoła. Wniosek z tego, że dekrety PKB są nadal ważne, obowiązujące i w pełni skuteczne. Jaki jeszcze wniosek jest możliwy?

Przedstawianie zwyczajnego nauczania Kościoła jako mającego „niewiele więcej niż historyczną wartość” jest ciężkim błędem i w żadnym wypadku nie stanowi „wyjaśnienia”. Kiedy takie rzeczy stają na naszej drodze, musimy wybrać między „prawdziwą wolnością dzieci Bożych, która trzyma się mocno nauki Kościoła”, jak twierdził papież Pius XII a „całkowitą wolnością wobec tych dekretów”, jak to utrzymują Collins, Brown i Gast.

Przylgnąwszy wiernie do nauki Kościoła, miałem teraz wystarczający zasób informacji, aby dokończyć mój artykuł na temat „zagadnienia synoptycznego”. W moim artykule Kto napisał pierwszy? odwołałem się do dekretów PKB i innych autorytatywnych argumentów z Ojców Kościoła i Tradycji. Mogłem trafnie argumentować za tym, że Mateusz był pierwszy, po nim Marek a potem Łukasz. Takie podejście i rozwiązanie uspokoiło moje sumienie, wzmocniło wiarę, i wywołało uśmiech wobec ograniczoności używania tylko argumentów z wnętrza tekstu.

Sean Kopczynski

tłum. Michał Chaberek OP

Tekst ukazał się w 64 numerze kwartalnika Fronda.

1). Potwierdzenie tej tezy zob. International Critical Commentary, t. 1, s. 99.
2). T.A. Collins OP, R.E. Brown, S.S., Church Pronouncements [w:] The Jerome Biblical Commen­tary, New Jersey: Prentice-Hall, Inc. 1968, [72:25], s. 629.
3). A.M.,Das neue Biblische Handbuch [w:] „Benediktinische Monatschrift”, (31)1955, s. 49–50. „The Catholic Biblical Quarterly”, (18)1956, s. 24–25 (przyp. red.).
4). Sprostowanie autorstwa A.M. było recenzją czwartej edycji Enchiridion Biblicum — zbioru wypowiedzi doktrynalnych Kościoła dotyczących Pisma Świętego zawierającego także wczesne odpowiedzi PKB (przyp. red.).
5). Słowa zaznaczone kursywą zostały pominięte w angielskim przekładzie „wyjaśnienia” po­danym na przykład w opracowaniu Rome and the Study of Scripture. Jednak istnieją one zarówno w tekście niemieckim (in aller Freiheit), jak i łacińskim (plena libertate) (przyp. red.).
6). Rome and the Study of Scripture. A Collection of Papal Enactments on the Study of Holy Scripture together with the Decisions of the Biblical Commission, wyd. 7, St. Meinrad: Abbey Press Publishing Division 1964, s. 169–170 (przyp. red.).
7). Pius X, Motu proprio Praestantia Scripturae Sacrae (EB 271), ASS 40(1907), s. 724.
8). Zob. J. Ratzinger, Wstęp do anglojęzycznego wydania dokumentu PKB Interpretacja Pisma Świętego w Kościele (The Interpretation of the Bible in the Church) z 23 kwietnia 1993 roku.
9). Instrukcja Komisji Biblijnej z 15 grudnia 1955 roku O stowarzyszeniach biblijnych, AAS, 48(1956), n. 61–64 (EB 625).
10). Monitum Św. Oficjum z 20 czerwca 1961 roku (AAS, t. 53(1961), s. 507).
11). Enchiridion Biblicum 183, por. ASS, 39(1906), s. 377.
12). Enchiridion Biblicum 279, por. ASS, 41(1908), s. 613.
13). F. Gast, hasło „Synoptic Problem” [w:] Jerome Biblical Commentary, [40:14]. s. 5.
15). S. Kselman SS, hasło: „Modern New Testament Criticism” [w:] Jerome Biblical Commentary, [41:71], s. 19

Źródło informacji: FRONDA.pl

poniedziałek, 29 października 2012

Ruchy charyzmatyczne - Koń trojański w Kościele Katolickim




Wykład ks. Karola Stehlina FSSPX pt. "Ruchy charyzmatyczne - Koń trojański w Kościele Katolickim".

sobota, 20 października 2012

Maciej Tryburcy: Buntownicy, obserwatorzy i Magisterium



Całość artykułu do przeczytania tutaj

piątek, 12 października 2012

Zapomniane prawdy c.d. - Benedykt XVI o Soborze Watykańskim II


"Ojcowie Soboru nie mogli i nie chcieli tworzyć nowego Kościoła, innego. Nie otrzymali polecenia ani zadania, by to uczynić. Byli ojcami Soboru, którzy mieli jeden głos i prawo do decydowania tylko jako biskupi, a więc na mocy sakramentu i w Kościele sakramentalnym. Dlatego nie mogli i nie chcieli tworzyć innej wiary ani nowego Kościoła, lecz pragnęli głębiej zrozumieć jedno i drugie, a więc naprawdę je «odnowić». Dlatego hermeneutyka zerwania jest absurdalna, sprzeczna z duchem i wolą ojców Soboru" 

Benedykt XVI, Wspomnienia z otwarcia Soboru Watykańskiego II opublikowane na łamach polskiego wydania dziennika "L'Osservatore Romano" z dnia 10 października b.r.

Arkadiusz Robaczewski - "Tradsi" w nowej ewangelizacji


Ostatnie skojarzenie, jakie może przyjść do głowy, to skojarzenie Nowej Ewangelizacji z tradycjonalizmem i środowiskami kształtującymi swe życie w oparciu o tzw. starą Mszę. Z tymi, którzy szanują i dostrzegają wartość i niezmienność tradycyjnej (przedsoborowej) doktryny, a w swoich domach praktykują katolicki obyczaj zupełnie tak, jak praktykowali ich dziadowie i pradziadowie. Dominuje bowiem pojęcie Nowej Ewangelizacji, która każe ją widzieć jako zerwanie ze wszystkim, co stare –ze starą, oczywiście „skostniałą i niezrozumiałą” liturgią, ze starą, nieprzystającą do dzisiejszych czasów doktryną, z obyczajowością, która, jak niektórzy mniemają, była zbiorem zewnętrznych praktyk, może i cennych, nawet z sentymentem wspominanych, pozbawionych jednak „ducha”, spełnianych mechanicznie i z przyzwyczajenia.

To oczywiście nieco uproszczony rys. Faktem jest jednak, że wspólnot tradycyjnych nie tylko nie uwzględnia się w planach ewangelizacyjnych Kościoła; nie widzi dla nich miejsca w ogóle, co najwyżej tolerując ich inercyjną egzystencję gdzieś na obrzeżach parafii, poza niedzielnymi godzinami celebracji, pozwalając czasem na sprawowanie Mszy wówczas gdy pozostali parafianie albo zasiadają do obiadu, albo właśnie wybierają się na rodzinny spacer, czy w odwiedziny.

Ciągłość czy zerwanie?

logo Polonia Christiana

Z profesorem Robertem de Mattei, dziekanem studiów historycznych na Uniwersytecie Europejskim w Rzymie, autorem książki Sobór Watykański II – nieopowiedziana historia, rozmawia Valdis Grinsteins.

Wiele osób w Polsce uważa, że o Soborze Watykańskim II się nie dyskutuje, że jest to rodzaj zaakceptowanego już przez wszystkich dogmatu. Jak to wygląda w Rzymie? Kto dyskutuje i na ile autorytatywnie?

– Po znanym już przemówieniu Benedykta XVI do Kurii Rzymskiej wygłoszonym 22 grudnia 2005 roku w Rzymie i w ogóle we Włoszech rozpoczęła się żywa dyskusja – historyczna i teologiczna – na temat Soboru Watykańskiego II. Mogę, na przykład, potwierdzić, ponieważ wiadomość ta ukazała się już na pewnym blogu, że kardynał Walter Brandmüller, emerytowany przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, patronował kilku odbytym w Rzymie i w północnych Włoszech warsztatom poświęconym studiom nad Vaticanum II. Rozmowy te – prowadzone „przy drzwiach zamkniętych” z udziałem ekspertów o różnych poglądach – stały się dobrą okazją do zdjęcia z Vaticanum II welonu „nietykalności” uniemożliwiającego wszelką poważną dyskusję czy dokładniejsze zgłębienie tematu. Dziś sobór nie jest już żadnym „superdogmatem”, ale wydarzeniem historycznym podlegającym ścisłej ocenie historycznej i teologicznej.


Odważna książka o kryzysie w Kościele

Tomasz Terlikowski


KOŃ TROJAŃSKI W MIEŚCIE BOGA


PÓŁ WIEKU PO SOBORZE




Wydawnictwo AA, Kraków 2012
ISBN: 978-83-786406-4-6
Format: 130x200 , ss. 232, oprawa: miękka, cena 24,90 zł
do nabycia w księgarni internetowej POCZYTAJ.pl

Książka nawiązuje do bestsellerowej publikacji Dietricha von Hildebranda Koń trojański w mieście Boga, która ukazała się w 1967 r., wieszcząc poważny kryzys w Kościele po Soborze Watykańskim II. Tomasz P. Terlikowski pisze o nadużyciach, herezjach, sporach i skandalach, które od tamtego czasu miały miejsce w różnych dziedzinach życia i nauczania Kościoła.

W książce przeczytamy m.in. o teologach, którzy wystąpili przeciw doktrynie, o kryzysie w szeregach kapłanów, o homoseksualnej „bombie” w Kościele, o szokujących eksperymentach liturgicznych, o podważaniu istnienia piekła i szatana oraz o innych kontrowersjach, które skutecznie zabijają ducha wierności i modlitwy. Autor wskazuje też na znaki odnowy w Kościele, do których należą: autentyczna, niezafałszowana interpretacja Soboru oraz papieska walka o prawdę.

piątek, 21 września 2012

Znaczenie i ograniczenia autentycznego Magisterium


x. prof. Brunero Gherardini 

ZNACZENIE I OGRANICZENIA AUTENTYCZNEGO MAGISTERIUM

Jeżeli jednak ktoś chciał mówić doktrynalny mając na myśli dogmatyczny, byłby to błąd: żaden dogmat nie jest określony przez Sobór Watykański II. Jeżeli ma on jakąś wartość dogmatyczną, to tylko w fragmentach, w których powołuje się na uprzednio zdefiniowane dogmaty. Jego Magisterium, mówiąc krótko, jak było mówione nieraz do każdego kto ma uszy do słuchania, jest uroczyste i najwyższe. Bardziej problematyczna jest jego ciągłość z Tradycją...


piątek, 14 września 2012

Pielgrzymka do Rzymu z okazji 5 rocznicy ogłoszenia motu proprio Summorum Pontificum

Na 3 listopada w ramach Roku Wiary mają spotkać się w Rzymie katolicy korzystający z postanowień listu apostolskiego - motu proprio Benedykta XVI "Summorum Pontificum". 

Organizacją spotkania zajmuje się utworzony w tym celu przez różne stowarzyszenia, grupy i ruchy wiernych "Coetus internationalis pro Summorum Pontificum" (Międzynarodowa grupa na rzecz Summorum Pontificum) 

Celem spotkania jest  możliwość wyrażenia poparcia dla Ojca Świętego i podziękowania za papieski dokument uwalniający stary ryt rzymski, która stał się dla wielu kapłanów i wiernych źródłem ogromnych duchowych łask. A zaproszenie do pielgrzymowania skierowane jest do wszystkich wiernych aby potwierdzili swą katolicką wiarę i wierność papieżowi,  oraz wyrazili wiarę, że tradycyjna liturgia łacińska jest doskonałym narzędziem Nowej Ewangelizacji ze względu na jej powodzenie wśród ludzi młodych oraz jej uniwersalność.  

Głównym punktem pielgrzymki będzie Msza Pontyfikalna w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego o godz. 10 w sobotę, 3 listopada, w bazylice św. Piotra, bijącym sercu świata katolickiego.

_____________________

Rozmowa z Thomasem Murphym, rzecznikiem Coetus Internationalis pro Summorum Pontificum.

1) Jest Pan oficjalnym rzecznikiem Coetus Internationalis pro Summorum Pontificum: Co jest celem tego komitetu?

Coetus Internationalis zrzesza różne grupy wiernych które na swój sposób pracują na rzecz wsparcia Summorum Pontificum. Współpraca i zjednoczenie tych grup w miłości są naszym podstawowym zadaniem. Obecnie koncentrujemy się na organizacji pielgrzymki do Rzymu w pierwszej połowie listopada.

Korzystając z okazji Roku Wiary i piątej rocznicy Summorum Pontificum zapraszamy stowarzyszenia, grupy i ruchy wiernych z Europy i świata, aby dołączyły się do nas w Rzymie, żeby wyrazić poparcie dla Ojca Świętego i podziękować z papieski dokument uwalniający stary ryt rzymski. To zaproszenie jest skierowane do wszystkich wiernych aby potwierdzili swą katolicką wiarę i naszą wierność papieżowi, żeby wyrazić wiarę, że tradycyjna liturgia łacińska jest doskonałym narzędziem Nowej Ewangelizacji ze względu na jej powodzenie wśród ludzi młodych oraz jej uniwersalność.

Głównym punktem pielgrzymki będzie Msza Pontyfikalna w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego o godz. 10 w sobotę, 3 listopada, w bazylice św. Piotra, bijącym sercu świata katolickiego.

2) Jakie ruchy przyłączyły się do tej inicjatywy?

Lista ruchów rośnie niemalże z dnia na dzień. Zamierzamy stworzyć wstępną listę na dzień oficjalnego ogłoszenia pielgrzymki, 10 września, lecz niektóre z ruchów zasługują na szczególną uwagę. Mówię to także jako sekretarz Międzynarodowej Federacji Una Voce, która udzieliła mocnego wsparcia Coetus Internationalis. Organizacje członkowskie naszej Federacji z pięciu kontynentów, a zwłaszcza Una Voce Italia, są zaangażowane czynnie w pracę Coetus Internationalis.

Wspaniałą nową inicjatywą jest Coetus Nationalis pro Summorum Pontificum (CNSP), zrzeszające  grupy i organizacje Półwyspu Apenińskiego, w tym niektóre z naszych stowarzyszeń Una Voce. CNSP jest opoką Coetus Internationalis.

Chciałbym również zauważyć wkład bardzo doświadczonej i znanej francuskiej organizacji Notre- Dame-de-Chretiente, organizatora dorocznej pielgrzymki do Chartres a takżeFoederatio Internationalis Juventutem, Międzynarodowej Federacji Młodych wspierającychSummorum Pontificum, znanych ze Światowych Dni Młodzieży, którzy potwierdzili swoje uczestnictwo w Coetus Internationalis kilka dni temu.

Wsparcie wszystkich tych grup i ruchów jest kluczowe, jeśli mamy osiągnąć nasz cel stworzenia jedności w miłości i współpracy wśród zwolenników Summorum Pontificum, a zwłaszcza w wyrażaniu naszego podziękowania za Summorum Pontificum i naszej wierności Ojcu Świętemu podczas pielgrzymki do Rzymu w listopadzie. Powtarzam nasze zaproszenie dla każdej grupy wspierającej Summorum Pontificum, aby zarejestrowała się, popierającCoetus Internationalis.

3) Czy możecie podać jakieś szczegóły dotyczące organizacji pielgrzymki, takie jak np. kto będzie celebransem?

Pracujemy tak intensywnie jak tylko pozwala na to przerwa letnia, zwłaszcza w Rzymie. Nazwisko celebransa zostanie podane podczas oficjalnego ogłoszenia pielgrzymki we wrześniu. Poza Mszą w Bazylice św. Piotra, zapraszamy wszystkie grupy, które się do nas przyłączą, do zebrania się w Rzymie podczas weekendu Wszystkich Świętych. O. Claude Barthe, autor licznych książek i artykułów o kwestiach liturgii, będzie współpracował z grupami pielgrzymów i duchownych, którzy będą obecni w Rzymie z tej okazji. Każdy zainteresowany może skontaktować się z naszym sekretariatem pod adresem cisp@mail.com lub też ze mną pod adresem secretary@fiuv.org.

4) Planujecie oficjalnie ogłosić pielgrzymkę 10 września, czyli osiem tygodni przed Mszą zaplanowaną na 3 listopada. To niewiele czasu. Ilu pielgrzymów oczekujecie zatem w Rzymie?

To prawda, że jest to niewiele czasu. Jednakże, większość czasu zostało wykonane przezCoetus Internationalis dyskretnie przez wiele miesięcy. Szacunki z którymi się spotkałem, mówią o 3 do 4 tysięcy pielgrzymów z całego świata.

5) Wspomniał Pan również, że jest sekretarzem FIUV. Jaką rolę odgrywa FIUV w tej pielgrzymce i jakie miejsce zajmuje ta pielgrzymka w działaniach FIUV?

Jako najstarsza ze świeckich organizacji pracujących na rzecz zachowania tradycyjnej liturgii łacińskiej, Międzynarodowa Federacja Una Voce od początku była w to zaangażowana. Nasza sieć organizacji i federacji w 33 krajach na pięciu kontynentach kładzie wielki nacisk na współpracę i jedność. Było zatem czymś naturalnym, że FIUV będzie jednym z pierwszych i najsilniejszych podmiotów wspierających Coetus Internationalis.

Nasza Federacja przybywa do Rzymu co dwa lata na Zgromadzenie Ogólne Członków, lecz chcielibyśmy także uczynić specjalne wysiłki na rzecz uczczenia piątej rocznicySummorum Pontificum i zademonstrowania naszej wierności papieżowi podczas Roku Wiary. Pielgrzymka do Rzymu w listopadzie będzie doskonałą okazją do uczynienia tego jak katolicy zawsze to czynili, do odbycia pielgrzymki do grobów Apostołów i zadeklarowania publicznie swojej wierności papieżowi.

Tym, czym Coetus Internationalis różni się, i co powinno być bardzo atrakcyjne dla wszystkich wspierających Summorum Pontificum, jest jego wolność od podziałów na różne części. Jest to zwyczajny akt miłości ze strony wielu dusz w wielu ruchach katolickich, który zamierza zawszeć wszystkich w naszym widocznym wyrażeniu Wiary, wdzięczności i wierności. Wszystkim tym, którzy dzielą z nami naszą katolicką wiarę, którzy podzielają naszą wdzięczność za Summorum Pontificum, którzy podzielają naszą wierność Ojcu Świętemu i wszystkim tym, którzy słuchają mych słów, chciałbym powiedzieć: „Przybądźcie z nami do Rzymu!”



Więcej informacji na oficjalnej stronie organizatorów http://unacumpapanostro.wordpress.com/  
oraz  na facebooku https://www.facebook.com/unacumpapanostro

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.