_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Celibat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Celibat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 lutego 2021

Abp Fulton J. Sheen: Rozważania o celibacie

 

Kochankowie Boga

Tysiące razy pytano mnie, dlaczego księża się nie żenią. Za tym pytaniem kryje się założenie, że małżeństwo w pewnym sensie zajmuje w Bożym planie miejsce mniej święte niż celibat. Sam fakt powstrzymywania się od małżeństwa ma jakoby wskazywać, że jest w nim jakaś niedoskonałość. Zarówno małżeństwo, jak i celibat są środkami komunikacji i mają jeden cel: doświadczenie miłości, którą nie da się nasycić, wiecznej ekstazy i poddania się ukochanemu, czyli Bogu, od którego nie ma powrotu do egoistycznej samotności.

Zarówno w celibacie, jak i w małżeństwie obecna jest ta sama pasja miłości, z tą różnicą, że celibat ma charakter bezpośredni, choć niedoskonały, podczas gdy małżeństwo ma charakter pośredni i również niedoskonały. Celibat to „beznamiętna pasja, dziki spokój”; małżeństwo to brak pełni, który dąży do zjednoczenia i szczęścia poprzez trawiące płomienie. Jedno i drugie jest dobrem. Celibat nie jest wznioślejszy, małżeństwo nie jest bardziej przyziemne. Obydwa są znakami przymierza Boga z człowiekiem.

Błąd w dyskusji na temat celibatu i małżeństwa polega na tym, że porównuje się te dwa powołania ze sobą. To tak, jakby dowodzić, że prawa noga jest relatywnie doskonalsza niż lewa. Obydwa powołania są wyrazem pragnienia Boga, a to, w jakim stopniu do Niego należymy, nie zależy od stanu, w jakim przechodzimy przez życie, lecz od tego, na ile potrafimy odpowiedzieć na łaskę, jakiej On nam udziela. Celibatariusze przyczyniają się do rozwoju królestwa Bożego „płodząc dzieci w Chrystusie” na chrzcie; małżonkowie rozwijają to królestwo, rodząc dzieci dzięki głębokiemu zjednoczeniu w jednym ciele. Bóg ma dwa rodzaje kochanków – tych, którzy zmierzają bezpośrednio do rzeczy ostatecznych przez celibat oraz tych, którzy zmierzają tam drogą pośrednią, przez małżeństwo. 

Era uczuć 

Istnieją trzy rady ewangeliczne: ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Nie wszystkie jednak wzbudzają takie samo zainteresowanie. W naszych czasach ubóstwo jest „w modzie”, czystość i posłuszeństwo są „w odwrocie”. Posłuszeństwo i czystość na ogół nie cieszą się dzisiaj zbytnim poważaniem. Natomiast ubóstwo jest dość popularne, chociaż nie w rozumieniu wyrzekania się własności, lecz jako niesienie pomocy ubogim, co oczywiście jest godne pochwały. Czystość jest w odwrocie dlatego, że żyjemy w kulturze zmysłów. Średniowiecze było epoką wiary, osiemnaste stulecie jest nazywane wiekiem rozumu, obecnie zaś żyjemy w erze uczuć. 

W epoce wiktoriańskiej seks był tematem tabu, w naszych czasach tematem tabu jest śmierć. Każda epoka ma swój zakazany temat. Moim zdaniem jedną z przyczyn współczesnej rozwiązłości seksualnej jest brak poczucia, że życie ma cel. Kiedy zgubimy się podczas jazdy samochodem, na ogół zaczynamy jechać szybciej. Jeśli więc brakuje nam poczucia sensu życia, mamy skłonność do zastępowania go szybkością, używkami i intensywnością doznań. 

Ucieczka przed komornikiem 

Wszystko sprowadza się do tego, jak bardzo namiętny jest mężczyzna i jak palące są płomienie jego pożądliwości. Jeśli mężczyzna rezygnuje z wolności dla kobiety, którą kocha, to przecież możliwe jest również, że zrezygnuje z kobiety dla Chrystusa. Miłość w służbie celibatowi wzmacnia się i słabnie wraz z miłością do Niego. Kiedy królowanie Chrystusa obejmuje coraz mniejszy obszar w ludzkim sercu, coś musi wypełnić powstałą pustkę.

Dostawałem niezliczoną ilość listów od moich braci w kapłaństwie, którzy doświadczali wzrostów i spadków temperatury duszy. Wielu z nich wracało, nie próbując się usprawiedliwiać, i udowodniło, że w miłości pojednanie może czasami być słodsze niż nieprzerwana przyjaźń. Miernikiem podejścia do kwestii celibatu zawsze jest Chrystus na krzyżu i Chrystus w Eucharystii. 

Im dalej nam do przyjęcia tego daru, tym mniejszą mamy ochotę, aby patrzeć na krucyfiks i nawiedzać naszego Pana w Jego Sakramencie. Stajemy się wówczas podobni do człowieka, który przechodzi na drugą stronę ulicy, kiedy zauważa przed sobą komornika. Krzyż jest zatem miejscem, gdzie niebo spotyka się z piekłem. Staje się piekłem, gdy dostrzegamy, jaką rolę odegraliśmy w ukrzyżowaniu Jezusa przez swoją niewierność. Jest niebem, kiedy dochowujemy wierności lub kiedy ponownie padamy do Jego stóp, prosząc o przebaczenie.

Jest to fragment książki “SKARB W GLINIANYM NACZYNIU” Abp. Fultona J. Sheena, WYDAWNICTWO ESPRIT, KRAKÓW 2020

piątek, 17 stycznia 2020

Luiz Sérgio Solimeo - Zwodzenie i podstęp w kampanii przeciw celibatowi kapłańskiemu



W moim poprzednim artykule o apostolskim pochodzeniu celibatu (tłumaczenie dostępne tu:
Spośród Apostołów jedynie o Św. Piotrze wiadomo, że był żonaty, ze względu na wzmiankę Ewangelii o jego teściowej. Niektórzy z pozostałych mogli mieć żony, lecz jest wyraźnie stwierdzone, że pozostawili oni wszystko, łącznie z rodzinami, by iść za Chrystusem.
Nie zgodził się z tym pewien czytelnik, mówiąc, że powinieniem był sprawdzić fragment I Listu Św. Pawła do Koryntian (1 Kor 9, 5) by stwierdzić, że wszyscy Apostołowie byli w związkach małżeńskich, w tym także św. Paweł. Aby prawdzie stało się zadość zostałem wezwany do poprawienia tego artykułu. A jednak tak się składa, że prawda wymaga ode mnie utrzymania w mocy tego, co wcześniej napisałem.

Zgodnie z tłumaczeniem przesłanym przez czytelnika św. Paweł napisał: „Czy nie mamy prawa zabrać ze sobą wierzącej żony , tak jak inni apostołowie i bracia Pana oraz Kefas?” (tłum. własne)

Rozbieżne tłumaczenia

Tłumaczenie to, zaczerpnięte, jak się okazuje, z protestanckiej Nowej Międzynarodowej Wersji Biblii, wydaje się nie pozostawiać wątpliwości, że „inni apostołowie”, w tym „Kefas” (tj. Św. Piotr), byli żonaci.

Wersja Króla Jakuba (King James Bible, KJV) zawiera jednak nieco inne tłumaczenie: „Czy nie mamy mocy, by prowadzić siostrę, żonę, tak jak inni apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?” (tłum. własne)

Klasyczne tłumaczenie katolickie Pisma Świętego na język angielski, powszechnie nazywane wersją Douay-Reims (DR), daje nam tekst, który wyklucza interpretację, jakoby wszyscy Apostołowie, ze św. Pawłem włącznie, byli żonaci: „Czy nie mamy mocy, by prowadzić przy sobie kobietę, siostrę , tak jak inni apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?” (tłum. własne – por. 1 Kor 9, 5 z Biblii Jakuba Wujka: „Izali nie mamy wolności wodzić się z siostrą niewiastą, jako i drudzy Apostołowie i bracia Pańscy i Cephas?”)

Można by zarzucić, że wersja Douay-Rheims nie tłumaczy tekstu bezpośrednio z greckiego, ale z wersji łacińskiej, znanej jako Wulgata. Ten łaciński tekst brzmi Mulierem sororem lub „kobietą-siostrą”. Zatem powrót do pierwotnego greckiego powinien rozwiać wszelkie rozbieżności w tym względzie.

Prawdziwe znaczenie Adelphên Gunaika

Jakie są więc greckie słowa, które zostały przetłumaczone jako „wierząca żona”, „siostra - żona” lub „kobieta - siostra”? Kluczowe słowa (w łacińskiej transkrypcji) to: adelphên gunaika .

Gunaika ( biernik dopełnieniowy, forma gunê ) może oznaczać zarówno „kobietę”, jak i „żonę”. Nawiasem mówiąc, zjawisko to do dziś występuje w językach romańskich, takich jak francuski, hiszpański i portugalski, w których odpowiednio femme , mujer i mulher , może mieć oba znaczenia.

Aby uniknąć niejasności co do znaczenia, św. Paweł zakwalifikował słowo gunaika słowem adelphên (dopełnieniowa forma adelphê ), co oznacza „siostra”, tworząc w ten sposób złożone wyrażenie, które dosłownie znaczy „kobieta - siostra”.

Aby w pełni zrozumieć znaczenie wyrażenia „kobieta - siostra”, potrzebne jest podłoże historyczne. Wśród Żydów zwyczajem było, że pobożne kobiety podążały za swymi mistrzami duchowymi, aby pomóc im w ich potrzebach domowych. Ewangelie odnotowują fakt, że takie właśnie kobiety podążały za naszym Panem i służyły Mu. W Ewangelii św. Mateusza rozdział XXVII czytamy:
55 I było tam wiele niewiast z daleka, które były poszły za Jezusem od Galilei, posługując mu. 56 Między któremi była Marya Magdalena i Marya Jakóbowa i Józephowa matka i matka synów Zebedeuszowych.2
Podobnie św. Łukasz pisze w rozdz. VIII:
I stało się potem, a on chodził po mieściech i miasteczkach każąc i przepowiadając królestwo Boże: a dwanaście z nim, 2 I niektóre niewiasty, które były uzdrowione od duchów złych i od chorób, Marya, którą zowią Magdaleną, z któréj siedm czartów wyszło było, 3 I Johanna, żona Chuzego, sprawcy Herodowego, i Zuzanna i innych wiele, które mu służyły z majętności swoich.
Greckie słowo użyte zarówno przez św. Mateusza, jak i św. Łukasza, odnoszące się do tych pobożnych kobiet, które podążyły za naszym Panem i służyły mu, jest tym samym słowem, którego użył św. Paweł: gunaikes3. Żaden z egzegetów nie myślał o przetłumaczeniu tego wyrażenia jako „żony”.

Apostoł pogan

Wracając do św. Pawła, kontekst Listu do Koryntian w żaden sposób nie uzasadnia wniosku, by Apostoł domagał się jakiegoś prawa do zabrania ze sobą żony; co więcej, wcześniej (1 Kor VII, 7-8) sam wyjaśnił, że był nie był żonaty i nie miał zamiaru się żenić. Wolał on doskonałą czystość od stanu małżeńskiego, który jednak mimo wszystko cenił. W tym fragmencie, odnosząc się zarówno do osób niezamężnych / nieżonatych, jak i owdowiałych, pisze:
Albowiem chcę, abyście wy wszyscy byli jakom ja sam; ale każdy ma własny dar od Boga, jeden tak, a drugi tak. 8 A mówię nieżonatym i wdowom: Dobrze im jest, jeźliżeby tak trwali jako i ja.
W swej Teologii św. Pawła ks. Fernand Prat, SJ, stwierdza: „Jeśli coś jest pewne, to jest to fakt, iż Apostoł pozostawał w celibacie, a odmienny głos Klemensa z Aleksandrii jedynie podkreśla spójność tradycji katolickiej w tym względzie. Nie można wątpić w to, że [św. Paweł] uważał dziewictwo za lepsze od małżeństwa, a wysiłki niektórych pisarzy heterodoksyjnych, mające na celu pominięcie tego irytującego świadectwa, zakończyły się uwypukleniem go w szczególnie jasnym świetle.”4

W nowszych badaniach, poddających analizie spuściznę Ojców Kościoła oraz innych pisarzy eklezjalnych, ks. Christian Cochini SJ potwierdza również, że większość z nich poświadcza celibat św. Pawła, stwierdzając:
„większość odrzuca ideę małżeństwa apostoła i potwierdza, że Paweł był bezżenny, zanim uwierzył w Chrystusa i takim pozostał”.5
Ks. Cochini rozszerza to przekonanie na św. Jana: „Szczególna miłość Jezusa do apostoła Jana jest często potwierdzana w Ewangeliach i innych tekstach Nowego Testamentu. Tradycja była jednomyślna, przypisując to wyróżnienie ze strony naszego Pana wiecznemu dziewictwu swego umiłowanego apostoła.”6

Ukryty cel protestanckiego tłumaczenia Pisma Świętego

Sprzeciwiający się kapłańskiemu celibatowi protestanccy reformatorzy zaczęli kwestionować ważność łacińskiej Wulgaty i w/w tekstu św. Pawła. Przywodca kalwiński Theodore de Beze (1519-1605), był jednym z pierwszych, którzy zastąpili tłumaczenie adelphên gunaika słowem „siostra żona”. Tłumaczenie to zostało jednak szybko obalone, między innymi przez wielkiego katolickiego komentatora Pisma świętego, Korneliusza á Lapide (1567) -1637), z punktu widzenia filologii, a także pod względem kontekstu biblijnego i patrystycznego.7

W związku z tym szczególnie niepokoi fakt, że takie błędne tłumaczenia pojawiają się ponownie - nawet w wersjach zatwierdzonych przez źródła katolickie. Widać to w tłumaczeniu fragmentu św. Pawła w Nowej Biblii Amerykańskiej (New American Bible), sponsorowanym przez Komitet Biskupów Bractwa Doktryny Chrześcijańskiej Konferencji Episkopatu USA. W wydaniu z 1970 roku czytamy: „Czy nie mamy prawa poślubić wierzącej kobiety, jak reszta apostołów i braci Pana oraz Kefasa?” (tłum. własne). Takie tłumaczenie jest całkowicie sprzeczne z katolicką tradycją egzegetyczną i wydaje się, że zostało dostosowane do promowania kampanii na rzecz zniesienia celibatu kapłańskiego, prowadzonych przez stowarzyszenia byłych kapłanów.

Wznowienie tej samej Biblii z 1991 r. umieszczone na stronie internetowej Konferencji Biskupów Katolickich USA unika już co prawda czasownika „poślubić”, lecz poczucie protestanckiego błędnego tłumaczenia, sprzyjającego położeniu kresu celibatowi kapłańskiemu pozostaje: „Czy nie mamy prawa wziąć chrześcijańskiej żony, podobnie jak reszta apostołów, bracia Pańscy i Kefas? ” (tłum. własne).

Jak napisałem w poprzednim artykule, nawet jeśli kilku Apostołów pozostawało wcześniej w związkach małżeńskich - a jedyne przypuszczenie co do takiego stanu rzeczy, znalezione w Piśmie Świętym, dotyczy św. Piotra - pewne jest, że wszyscy z nich, w tym Książę Apostołów, żyli w doskonałej czystości już od dnia powołania.

Tak więc w Ewangeliach czytamy:
28 I rzekł Piotr: Oto my opuściliśmy wszystko, a szliśmy za tobą. 29 Który im rzekł: Zaprawdę wam powiadam, iż niemasz żadnego, który opuścił dom, albo rodzice, albo bracią, albo żonę, albo dzieci dla królestwa Bożego, 30 A nie miałby wziąć daleko więcéj w tym czasie, a w przyszłym wieku żywot wieczny. (Por. Mt XIX, 27-30, Mk X, 20-21)
Silna tradycja apostolska

Zamiast powtarzać wszystkie argumenty z poprzedniego artykułu, zakończę słowami, którymi ks. Cochini skonkludował swoje dokładne, ponad 400 stronicowe studium, solidnie ugruntowywujące tradycję apostolską w tej sprawie:

„Zamknijmy nasze dociekania wnioskiem, iż obowiązek, wymagający od żonatych diakonów, kapłanów i biskupów zachowania doskonałej wstrzemięźliwości nie jest w Kościele owocem opóźnionego rozwoju, lecz wręcz przeciwnie, w pełnym tego słowa znaczeniu niepisaną tradycją pochodzenia apostolskiego, która, o ile wiemy, znalazła swój pierwszy kanoniczny wyraz w IV wieku.

<<Ut quod apostoli docuerunt, et ipsa servavit antiquitas, nos quoque custodiamus>> - <<To, czego nauczali apostołowie i co zaobserwowała sama starożytność, starajmy się również zachować>>.. Ta afirmacja Ojców [Soboru] Kartagińskiego z 390 r. pozostanie istotnym ogniwem, łączącym z samymi korzeniami [apostolskiej tradycji]. Niechaj pomoże to Kościołom Wschodu i Zachodu, które wszak się do niej odnoszą, w osiągnięciu silniejszej świadomości ich wspólnego dziedzictwa.”8

***

Artykuł tłumaczony z języka angielskiego – źródło: https://www.tfp.org/

Tłumaczyła: A. Gruszczyńska

PRZYPISY:
  1. O autorze: Luiz Sergio Solimeo jest katolickim badaczem, autorem wielu książek, esejów i artykułów. Od 1959 r. członek Brazylijskiego Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności. Obecnie wykłada filozofię i historię na Sedes Sapientiae Institute w USA.
  2. Od tłumacza: Od tego miejsca autor zaczyna posługiwać się cytatami z Biblii w wersji Douay-Rheims (DR), czyli z tłumaczenia opartego na Wulgacie. Z tego też względu wszystkie cytaty z DR podajemy w brzmieniu Biblii ks. Jakuba Wujka, co dodatkowo pozwala zachować właściwe archaizmy.
  3. Por. www.awmach.org/library/parallel.htm
  4. Westminster, Md.: The Newmann Bookshop, 1952, tom I, str. 107
  5. Christian Cochini, S.J., Apostolic Origins of Priestly Celibacy (San Francisco: Ignatius Press, 1990), str. 77
  6. Ibid., str. 68
  7. Cornelius á Lapide, Commentaria in Scripturam Sacram (Paris: Vives, 1863), tom XVIII, str. 328-329
  8. Cochini, str. 439

sobota, 6 stycznia 2018

Abp. Fulton J. Sheen: Refleksje na temat celibatu



Libido lub popęd seksualny jest jednym z najsilniejszych instynktów człowieka. Jednym z największych mitów związanych z niektórymi rodzajami edukacji seksualnej jest założenie, iż jeśli dzieci poznają niektóre ze złych skutków ekscesów seksualnych, będą one unikać lekkomyślnych zachowań w tej dziedzinie. Jest to nieprawda. Żaden śmiertelnik, który widzi drzwi opatrzone napisem gorączka tyfoidalna, nie odczuwa potrzeby wtargnięcia do środka, aby zarazić się chorobą. Lecz gdy na drzwiach widnieje słowo seks, pojawia się potrzeba przełamania barier.

[…]

Uwierzcie mi, że pokusa złamania ślubów czystości jest zjawiskiem częstym i silnym; w samotności łatwo jest wyobraźni szukać schronienia w myśli: Jezabel mnie rozumie. Gdy celibatariusz łamie swoje śluby i bierze sobie Jezabel, często musi praktykować wiele spośród tych samych cnót wyrzeczenia, które winien był zachowywać zanim porzucił kapłaństwo i które, gdyby tylko praktykował je na plebanii, pozwoliłyby mu dochować ślubu czystości i uczyniłyby go człowiekiem szczęśliwym. Gdy erotomania bierze we władanie środki komunikacji i gdy kontakty towarzyskie stają się coraz łatwiejsze, iskry łatwo zamieniają się w płomienie a umiłowanie cnoty łatwo przeradza się w miłość do konkretnej osoby, która ucieleśnia te cnoty. Jeśli ksiądz jest lubiany lub cieszy się popularnością, dochowywanie wierności niewidzialnej miłości Chrystusa stanowi prawdziwą walkę. Każde najdrobniejsze naruszenie obowiązków stanu kapłańskiego wywołuje wewnętrzne cierpienie. Jak twierdzi św. Paweł, może wynikać to z bliskiego związku ciała i duszy. Zdecydowanie mniej żalu wiąże się z grzechem pychy niż z nieczystym pragnieniem. Dlatego Pismo Święte trafnie napomina: Nie zasmucajcie Ducha Świętego.

Kapłan postrzega grzech w jego prawdziwej naturze, nie tylko jako złamanie prawa. Nikt, kto przekroczył limit prędkości, nie pochyla się nad kierownicą po powrocie do garażu, aby odmówić Akt Żalu. Lecz gdy my w jakikolwiek sposób narazimy na szwank miłość Chrystusa w naszej duszy i zbagatelizujemy naszą rolę jako Jego ambasadorów, wiemy, że grzech jest zranieniem kogoś, kogo kochamy. Wyobraź sobie dwóch mężczyzn, którzy poślubili złośnice; jeden z nich był uprzednio żonaty z uroczą, piękną żoną, która umarła. Drugi nigdy przedtem nie był żonaty. Który z nich bardziej będzie cierpiał z powodu żony-sekutnicy? Z pewnością ten, który dostąpił uprzednio lepszej miłości. Podobnie jest z nami: torturują nas wyrzuty sumienia, niepokój i smutek – nie dlatego, że złamaliśmy prawo kościelne – ta myśl nigdy nie przychodzi nam do głowy. Dlatego, że zdradziliśmy najlepszą z miłości.

Gdybym miał wybrać jedną scenę w Piśmie Świętym, która najlepiej opisuje walkę toczącą się w duszy kapłana, byłaby to scena opisująca duchowe doświadczenia Jakuba. Gdy był on młodym człowiekiem, miał wizję drabiny – sen o chwale i o Bożej opiece, mimo iż zawarł on z Bogiem rodzaj umowy. Tak wielu z nas rozpoczyna swoje kapłańskie życie w pokoju, sympatycznej atmosferze i na zielonych pastwiskach. Dwadzieścia lat później życie się zmienia, jak wówczas, gdy Jakub stawił czoła Ezawowi. Kryzys duchowy dopada niektórych na początku ich drogi kapłańskiej, lecz inni, z powodu słabości lub wad ich własnego charakteru, padają ofiarą tego kryzysu w późniejszym wieku.

Jakub mocował się z kimś. Nie wiedział, kto jest jego przeciwnikiem, tylko że zmaga się z jakąś postacią. Po chwili obaj przeciwnicy stali się bardziej widoczni w świetle poranka. [Ową postacią był] Niebiański Zapaśnik, który w końcu dotknął stawu biodrowego Jakuba i unieruchomił go. Wówczas walka zmieniła swoją naturę; siła ustąpiła błaganiu, aby Anioł nie odchodził, dopóki nie pobłogosławi Jakuba.

Podobnie w naszym życiu Chrystus pojawia się jako przeciwnik w nocy naszej duszy, gdy jesteśmy przepełnieni wstydem za to, co uczyniliśmy. Gdy siłujemy się z wielkim przeciwnikiem w naszym sercu, unikamy Jego wzroku i spuszczamy nasze głowy ze wstydu. Jesteśmy w konflikcie z samymi sobą i w konflikcie z Nim. Krążymy po omacku w ciemnościach i zapominamy, że nawet w ciemnościach On siłuje się z nami i zachęca nas do powrotu. Gdy sumienie zmaga się z kapłanem, zawsze ma ono postać Chrystusa; spotyka On nas w naszych godzinach ciszy; przemawia On do nas nawet wśród zgiełku; konfrontuje nas z wizją tego, jacy moglibyśmy być.

[…]

Dochowanie celibatu jest dozgonnym wysiłkiem, częściowo na skutek ludzkiej słabości. Dwie wielkie tragedie życia polegają na tym, że dostajemy to, czego chcemy i że nie dostajemy tego, czego chcemy. Ptaki w klatce chcą się uwolnić, a ptaki na wolności pragną znaleźć się w klatce. Rozmowa o miłości nigdy nie jest tym samym, co miłość. Rozmowa o cebuli nigdy nie powoduje, że z naszych oczu zaczną płynąć łzy.

[…]

Jest doświadczeniem każdego kapłana, a na pewno było tak w moim własnym przypadku, że najtrudniej jest przyprowadzić na powrót do Chrystusa te dusze, które zgrzeszyły pychą i samowolą, ponieważ pycha nadyma ich ego. Ogromne wyzwanie stanowi także prowadzenie do Chrystusa tych dusz, które stały się chciwe i zachłanne, ponieważ pieniądze są rodzajem ekonomicznej gwarancji nieśmiertelności: Zobaczcie, ile posiadam. Moje stodoły są pełne.

Celibat jest dochowywany najlepiej i rozumiany najlepiej przez wzgląd na Chrystusa. My, kapłani, naśladujemy Go. Nosimy krzyż, aby przedłużać Jego odkupienie i każde naruszenie celibatu zawsze interpretowane jest przez dobrych kapłanów jako zranienie Chrystusa. Mąż nigdy by nie powiedział: Wiem, że podbiłem żonie oko, rozbiłem jej też nos, biłem ją, ale nigdy nie ugryzłem jej w ucho. Jeśli mąż prawdziwie kocha swoją żonę, nie zacznie wprowadzać stopniowań odnośnie do tego, jak bardzo ją zranił. Mimo że ksiądz w stosunku do Chrystusa nie próbuje definiować stopnia, w jakim Go zranił, nawet nasze najmniejsze przewinienie boli nas, albowiem zraniliśmy naszego Zbawiciela. Jeśli należę do nowego rodzaju ludzkiego, który został zrodzony z Dziewicy, dlaczego miałbym nie żyć wyłącznie dla Pana? Nigdy nie czułem, że wyrzekłem się miłości poprzez przyjęcie ślubu celibatu; po prostu wybrałem wyższy rodzaj miłości. Jeśli ktokolwiek sądzi, że celibat działa szkodliwie na psychikę kapłanów, powinien zakraść się na spotkanie księży. Jestem pewien, że wśród księży panuje weselszy nastrój niż wśród jakiejkolwiek grupy zawodowej na świecie.

Im bardziej kochamy Chrystusa, tym łatwiej jest należeć wyłącznie do Niego. Skąd wiem, że jestem w łachmanach? Ponieważ widzę Jego piękno w stule i ornacie Jego kapłaństwa. Skąd wiem, że każda sadzawka, z której piję, jest zatęchła? Ponieważ widzę, jak świeże wody wypływają z Jego boku. Podróż kapłańskiego życia prowadzi zatem nie do bagien i mokradeł, lecz do oceanu miłości. Wykrywam wszystkie złe dźwięki w moim życiu przysłuchując się muzyce Jego głosu. Gdy trzyma mnie On w swoich ramionach, poznaję głębokość mojej skruchy. Pragnę wtedy, gdy znajduję się u Jego wód. To na widok Jego Eucharystycznej Manny odczuwam głód. Łkam, gdy spogląda na mnie z uśmiechem. To z powodu Jego miłości nie mogę znieść samego siebie. To Jego miłosierdzie przepełnia mnie skruchą. Możemy mieć aniołów, aby nas strzegli – tak – ale aniołowie nas nie osądzają. Jedynie Doskonała Dobroć nas osądzi i w tym musimy pokładać naszą jedyną nadzieję. I to nas ratuje. Zatem pokładam ufność w Jego miłosierdziu i kocham Go ponad wszelkie miłości, i nigdy nie zdołam Mu podziękować za to, że otrzymałem łaskę kapłaństwa. Wstąpiłem w stan kapłański z głębokim poczuciem niegodności. Kończę swe kapłańskie życie w jeszcze głębszym poczuciem niegodności i mimo, iż chodzę w łachmanach, pamiętam, że syn marnotrawny został przyodziany w szatę sprawiedliwości.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, 2008r., rozdział XIII – Reflections on Celibacy, str. 218, 219-221, 222-223.

Źródło informacji: https://abpsheen.pl/

czwartek, 12 października 2017

Celibat nie jest wymysłem człowieka



Celibat kapłanów od lat jest na celowniku modernistów. Uważają go za relikt przeszłości, który przeszkadza w dostosowaniu się Kościoła do nowych, lepszych rzekomo czasów. Dlaczego jednak Kościół nadal chroni celibatu, który choć nie jest dogmatem, wynika z katolickiej Tradycji opartej na Ewangelii?

Sumienia katolików co jakiś czas targane są powracającymi dyskusjami na temat celibatu, który Kościół od lat przechowuje niczym bardzo cenny skarb. Tak jest w istocie – tradycja bezżeństwa kapłanów liczy sobie wiele lat. Ale jej źródeł można szukać już w Ewangelii.

Sprzeciw wobec celibatu

Przeciwnicy celibatu powołują się na Pismo Święte – na to, że nie ma w nim mowy o tym wielkim wyrzeczeniu, którego Kościół oczekuje dziś od kapłanów.

Wydaje się, że zapisy Nowego Testamentu rzeczywiście nie stawiają przed nami wymagań obowiązkowego celibatu. Proponowany jest on raczej jako możliwość przyjęcia pewnej szczególnej łaski. Czy pamiętamy, co Pan Jezus mówił przecież do uczniów, gdy powiedzieli, że nie warto się żenić. „Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mt 19, 11-12). Pamiętamy jednak, że Panu Jezusowi nie przeszkadzało to, że wybrani przez Niego Apostołowie mieli żony. Święty Paweł w jednym z listów pisał nawet, opisując idealnego biskupa, że powinien być to człowiek „nienaganny, mąż jednej żony”.

Owoc niezdrowej obsesji czystości?

Trzeba przyznać, że nawet Ojcowie Kościoła nie pisali o celibacie – zalecali raczej czystość życia w małżeństwie, niż bezwzględną czystość, a więc konsekrowany celibat. Tak więc przeciwnicy celibatu wyciągają z tych starożytnych postaw wnioski dotyczące Kościoła późniejszych wieków, nazywając go „opętanym manią przesadnej czystości”. Odwołują się również do kontekstu społeczno-kulturowego, który w czasach wprowadzania celibatu był zupełnie inny niż w naszych czasach. Dostrzegają także dramatyczny spadek liczby powołań – otwarcie się na „żonatych księży”, miałoby ten kryzys powstrzymać. Czy mają rację?

Warunek niemożliwy do spełnienia?

Cóż, trzeba przyznać, że jest jeszcze jeden argument – nieprzestrzeganie celibatu. Ile to razy już o tym słyszeliśmy – kapłani w dobie kryzysu Kościoła rzeczywiście niejednokrotnie stali się przyczyną publicznego zgorszenia. Stąd też argument modernistów – celibat nie jest możliwy do utrzymania, bo jest nienaturalny, a przez to nieludzki. Stawia kapłana w szkodliwej sytuacji psychicznej i fizycznej. Trzeba go więc znieść – mówią zwolennicy nowinek, często również i ci, szczerze zatroskani losem Kościoła i jego kapłanów.

Czy argumenty w sprawie obrony celibatu są zawsze dobre?

Często źle w tym sporze argumentują również pobożni i dobroduszni obrońcy celibatu. Używają na przykład argumentu o braku czasu żonatego kapłana dla wiernych. O możliwości łatwiejszego popełnienia grzechu złamania tajemnicy spowiedzi – wiadomo bowiem, że żonie mówi się wszystko. A to może odciągnąć ludzi od spowiedzi. To błędne argumenty. Przecież lekarz też musi wychodzić z domu w środku nocy, by pomóc choremu. Również ma kontakt z ich niezwykle intymnymi sprawami – a jednak ludzie nie unikają go z tego powodu. I nikt nigdy nie oczekiwał od lekarza, że nie będzie się żenił! Takie argumenty nie zrobią więc dobrze obronie celibatu.

Stała praktyka Kościoła

Wydaje się więc, że argumenty przeciwników celibatu są silniejsze, niż jego zwolenników. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa jedynie zalecano kapłanom wstrzemięźliwość seksualną, bez względu na to czy żyli samotnie, czy mieli rodziny. Nie istniały jednak w tej kwestii żadne przepisy prawne – nie uznawano jedynie możliwości ponownego zawarcia małżeństwa przez owdowiałych duchownych. W IV wieku wzmocniono jednak praktykę celibatu i zaczęto zwracać na tę kwestię większą uwagę. Sobór Nicejski walczył z konkubinatem wśród ówczesnego kleru, Synod w Elwirze zabraniał współżycia z żonami, ale nie zakazywał małżeństwa, a Synod w Kartaginie już tylko zalecał wstrzemięźliwość.

W VIII wieku celibat stał się prawem powszechnym na Zachodzie, ale został usankcjonowany jako jedyna forma życia duchownego dopiero za czasów papieża Grzegorza VII, w XI wieku, w ramach reformy gregoriańskiej.

Praktyka uniwersalna

W Kościele, który opiera się na Piśmie Świętym i Tradycji, praktyka celibatu nie może być traktowana li tylko jako zwykły ludzki zwyczaj, odwołujący się wyłącznie do ludzkiej woli. Przeciwnie – wszystkie nasze katolickie Tradycje mają głębokie powiązanie z Objawieniem.

Prawdziwy sens kapłańskiego celibatu

Oczywiście Tradycja nie jest nakazana sama z siebie – musi z natury rzeczy opierać się na Bożym Objawieniu. Tak jest też z Tradycją kapłańskiego celibatu – opiera się ona na nadprzyrodzonych motywach najwyższej wartości, wynikających z samej Ewangelii. Sacerdos alter Christus, kapłan jest drugim Chrystusem – to podstawowa zasada oświetlająca katolickie kapłaństwo. Kapłaństwo Chrystusa jest wyjątkowe i ostateczne, a kapłaństwo ludzi to prawdziwy udział w tym Chrystusowym dziele. Skoro kapłan chce być święty i prowadzić swe owce na drodze do Królestwa Niebieskiego – tak jak robił to Chrystus – powinien starać się na każdym kroku naśladować Chrystusa. Kapłaństwo człowieka musi wzorować się na najświętszym Kapłaństwie Syna Bożego, który sam siebie ofiarował za nasze grzechy.

Jezus Chrystus, najwyższy kapłan, żył w celibacie

Kogóż naśladować, jeśli nie Chrystusa? Każdy człowiek powinien naśladować Jezusa w Jego postępowaniu, ale kapłani są na tej drodze uprzywilejowani – mogą bowiem naśladować Pana nie tylko jako człowieka bez grzechu, ale i jako wzór kapłana. Nie ma takiej możliwości np. robotnik czy dziennikarz – oni muszą brać sobie za przykład Pana Jezusa kapłana, a nie Pana Jezusa robotnika czy dziennikarza. Kapłan zaś bierze za wzór Chrystusa – Nauczyciela i Kapłana! A on żył w celibacie, nie ożenił się, całą swoją energię oddał Bogu Ojcu i dziełu, które On dla Niego przygotował! Bezwarunkowo oddał się Ojcu! To właśnie dzięki temu całkowitemu oddaniu się Chrystus stał się pośrednikiem między Niebem a ziemią. I takim właśnie wzorem pośrednika pozostaje dla kapłanów swojego Kościoła. Wzorem czystym, przestrzegającym celibatu.

Celibat, jako całkowite poświęcenie się Bogu

Celibat jest więc ostateczną istotą kapłaństwa Chrystusa. Dziewictwo i czystość Chrystusa wynika z Jego kapłaństwa i jest ściśle z nim związane. Ludzki kapłan, uczestniczący wszak w kapłaństwie Chrystusa, bierze też udział w Jego poświęceniu własnego życia Bogu. Celibat kapłana jest więc niczym innym jak próbą naśladowania Chrystusa w ofiarowaniu się Bogu – i nie chodzi o ludzkie rozumienie tej sprawy, nie chodzi o oddanie całego swojego czasu Bogu, ale o oddanie się Chrystusa na krzyżu. To pierwszy i najbardziej podstawowy powód, dla którego księża powinni żyć w celibacie.

Miłość Chrystusa do Kościoła

Oto co mówi Pismo Święte: „Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5 , 25-27). Jeśli Chrystus trwał w celibacie wyrażającym oddanie się Ojcu, trwał również w celibacie dla swojego Kościoła. A więc celibat księdza przedłuża zatem tę dziewiczą miłość Chrystusa do Kościoła i nadprzyrodzoną płodność tej miłości. Wyraża się ona w kapłańskim życiu poprzez możliwość przez sprawowanie sakramentów, a zwłaszcza Najświętszej Ofiary – będącej wszak okazaniem miłości samego Chrystusa.

Znak przyszłego Królestwa

Misja Chrystusa nie skończyła się wraz jego śmiercią na krzyżu, ale trwa nadal w Niebie. Tam, gdzie jest już tylko świętość – a więc stan, do którego powinniśmy stale dążyć. Kościół na ziemi jest bowiem tylko zasiewem Kościoła niebieskiego, w którym, jak powiedział nam Pan Jezus, „przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie” (Mt 22, 30). A więc brak żon czy mężów – celibat – będzie stanem błogosławionym ludzkości! Kapłański celibat jest więc widocznym znakiem Królestwa Bożego na ziemi! Czy moglibyśmy sami z siebie się go pozbawić? Wszak to antycypacja niebieskiej chwały, której mogą dostąpić ci, którzy starać się będą o łaskę zbawienia.

Podsumowując trzy powyższe argumenty: kapłański celibat jest więc udziałem w czystości Najświętszego Kapłana, wyrazem całkowitego ofiarowania się Ojcu, i widomym znakiem Królestwa Niebieskiego.

Odpowiedź na zarzuty

Tak więc właśnie należy odpowiedzieć na argumenty, z których wynikać ma, że Pan Jezus nie nakazał celibatu, a więc jest to tradycja sprzeczna z Ewangelią. Owszem, nie nakazał, ale sam dał swoim apostołom wielki przykład celibatu. Na każdej karcie każdej znanej nam Ewangelii.

Szczególnie wyrazista zgodność

Ojcowie Kościoła nigdy nie zaprzeczyli temu powiązaniu między kapłaństwem Chrystusa a jego celibatem. Nie wypowiadali się na ten temat kategorycznie, owszem, ale nie znaczy to, że bezżeństwo księży im się nie podobało. Po prostu nie wprowadzili go, być może kierując się przesadnym pesymizmem – w ich czasach bowiem, w znanym im kontekście kulturowo-społecznym, celibat mógł wydać się bowiem żądaniem nie do zrealizowania. My wiemy już jednak, co udowodniły dziesiątki pokoleń świętych kapłanów, że wytrwanie w celibacie przez całe życie, jest możliwe.

Powołanie nie jest prawem, ale… powołaniem

Ci, którzy twierdzą, że powołanie kapłańskie należy oddzielić od zachowywania czystości, popełniają błąd polegający na niezrozumieniu sensu powołania. A ono nie jest wyrażeniem zwykłej chęci wstąpienia w stan kapłański. Powołanie jest wołaniem Chrystusa do człowieka, by wstąpił do jego Kościoła, prowadzonego przez Jego biskupów. Kogo więc Bóg powołuje do służby kapłańskiej, od tego oczekuje celibatu. Inaczej musielibyśmy stwierdzić, że od tysiąca lat powołania kapłańskie są nie do końca ważne – a to byłby przecież absurd! Osoby twierdzące więc, że wstąpił by w stan kapłański, ale nie zrobią tego przez konieczność zachowania celibatu, nie zostały powołane do kapłaństwa przez Boga. I dobrze, że weszły na tą drogę – krzywdziłyby bowiem nie tylko siebie, ale i innych ludzi.

Żonaty kapłan to lepszy kapłan? Skąd ten pomysł?

Ludzie atakujący celibat nierzadko utrzymują, że kryzys powołań wynika z konieczności utrzymywania czystości przez księży. Zapomina się jednak o tym, że istnieją wspólnoty, które dopuściły do wyświęcania żonatych kapłanów – np. prawosławni czy anglikanie. I co? Tam również trwa kryzys powołań. I nie ma to związku z celibatem, którego przecież w tamtych wspólnotach nie ma. Upada jednak wiara, duch liturgii, niszczona jest rodzina, rozwija się szalejący materializm – i to są prawdziwe przyczyny spadku liczby powołań. Całkowity dar poświęcenia się Bogu – celibat – jest więc we współczesny świecie przepięknym znakiem wiary, światłem prowadzącym dusze ku zbawieniu.

Zmienić prawo, ponieważ nie jest doskonale przestrzegane?

Pojawia się również argument, by znieść celibat, ponieważ wielu kapłanów faktycznie go nie przestrzega. To już wyjątkowo nietrafne postawienie problemu. Owszem, zdarza się wiele przypadków złamania celibatu, księża stają się sprawcami skandali obyczajowych, ale to nie powód, by odwoływać celibat. Zdarza się bowiem wiele zdrad małżeńskich, ale to przecież nie powód, by odwoływać sakrament małżeństwa i anulować instytucję rodziny! Czy zakażemy używania samochodów, ponieważ zdarza się wiele wypadków drogowych? Zabronimy spożywania jedzenia, ponieważ część ludzi cierpi na niestrawność? Zakażemy życia, bo wiele osób popełniło już samobójstwo?

Co możliwe dla Boga, nie jest możliwe dla człowieka

Skoro powiedzieliśmy, że celibat kapłański to naśladowanie Chrystusa, może pojawić się argument o tym, że przecież Pan Jezus był Bogiem i nie możemy oczekiwać od ludzi, że będą tak doskonali jak Bóg. Że celibat jest rzekomo możliwy wyłącznie dla Boga, a ludzie nie są w stanie go przestrzegać. Ale to nie prawda – dało temu wyraz wiele pokoleń świętych. Również nauka w żaden sposób nie potwierdza, by człowiek mógł żyć wyłącznie współżyjąc seksualnie. Co więcej, w dzisiejszych rozseksualizowanych czasach celibat kapłana jest właśnie obroną człowieczeństwa przed stopniowymi próbami zrównania popędów ludzi i zwierząt.

Piękne słowa Piusa XII

Zakończmy słowami Piusa XII, które nie wymagają już żadnego komentarza:
Działalność kapłańska odnosi się do dziedziny nadprzyrodzonej, albowiem troszczy się o wzrost nadprzyrodzonego życia i udziela go Mistycznemu Ciału Jezusa Chrystusa. Z tej racji musi kapłan pożegnać się ze sprawami "światowymi" a troszczyć się jedynie o to, co Pańskiego jest (1 Kor 7,32 - 33). Ponieważ więc kapłan ma być wolny od trosk świata i całego siebie ma oddać służbie Bożej, Kościół ustanowił prawo celibatu, aby dla wszystkich było coraz oczywistsze, że kapłan jest sługą Boga i ojcem dusz. I przez to prawo celibatu nie tylko nie traci kapłan daru i obowiązku ojcostwa, ale je nieskończenie potęguje, rodząc potomstwo nie dla tego ziemskiego i przemijalnego życia, lecz dla niebieskiego i wiecznego. 
Im zaś jaśniej świeci czystość kapłańska, tym bardziej staje się kapłan razem z Chrystusem "Hostią czysta, Hostia święta, Hostią nieskalana" (Missale Rom., can.). 
Dla zachowania z całą pieczołowitością nienaruszonej czystości, jako najdroższego skarbu, koniecznie trzeba święcie się zastosować do wezwania Księcia Apostołów, które codziennie powtarzamy w brewiarzu: "Bądźcie wstrzemięźliwi i czuwajcie" (1 P 5,8).


Źródło: „The Remnant Newspaper”

oprac. malk

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. O źródłach celibatu kapłańskiego w Kościele


Ci, którzy nie chcą patrzeć na początek w świetle rezultatu są równie nieskorzy do przyjęcia, że całość może objaśnić części. Doktryny katolickie [...] są jakby członkami jednej rodziny, [...] wszystkie doktryny razem tworzą jedną integralną religię, wynika z tego, że poszczególne świadectwa, na jakich opierają się te doktryny, należą do jednej całości, trzeba je odnosić do wspólnego pnia i wszystkie razem można wykorzystać do obrony każdej z osobna. 
bł. John Henry Newman

Dekret Presbyterorum ordinis Drugiego Soboru Watykańskiego stwierdza, że celibat (coelibatus) „z wielu względów odpowiada kapłaństwu”. Wcześniej jednak wyjaśnia, że o ile „[d]oskonała i dozgonna powściągliwość (continentia), zalecana przez Chrystusa Pana ze względu na Królestwo niebieskie […] była zawsze uważana przez Kościół za rzecz wielkiej wagi, szczególnie dla życia kapłańskiego”, o tyle nie jest ona wymagana przez kapłaństwo „z jego natury, jak to okazuje się z praktyki Kościoła pierwotnego i tradycji Kościołów Wschodnich”. Natomiast w Kościele łacińskim, celibat, „który początkowo zalecano kapłanom, został później […] przez prawo nałożony wszystkim mającym otrzymać święcenia kapłańskie”[1].

Intencją dekretu, jak wspominał Joseph Ratzinger, było skierowanie „słowa zachęty” do kapłanów, w kontekście, w którym „katolickie pojęcie kapłaństwa przestało być zrozumiałe samo z siebie nawet w świadomości samych katolików”[2]. Na pogłębione rozważania zabrakło jednak „czasu i sił”, a po Soborze „kryzys pojęcia” szybko przerodził się w „kryzys egzystencji kapłana i powołań do kapłaństwa”[3]. Z pewnością jedną z głównych oznak tego kryzysu jest dziś kwestia celibatu. Po pierwsze, głęboko zakorzeniona przez nowożytność mentalność nominalistyczna, skłania współcześnie do wniosku, że skoro celibat nie wynika z natury (czyli nie należy do „istoty” kapłaństwa), to jest on czymś „nieistotnym”, a więc pozbawionym głębszego znaczenia i możliwym do porzucenia. Po drugie, szeroko rozpowszechnione mniemanie o tożsamości starożytnego charakteru wyświęcania żonatych księży i praktyki zachowanej na Wschodzie („praktyka Kościoła pierwotnego i tradycja Kościołów wschodnich”), rodzi często przekonanie, że nałożony później przez łacińskie prawo kościelne (a więc ludzkie) celibat, ma źródła wyłącznie doczesne (polityka, ekonomia) i jest znamieniem typowego dla Kościoła „rygoryzmu”. W związku z tym, szukając źródeł i znaczenia celibatu dla życia kapłańskiego należy ustalić (przynajmniej) jaki jest jego związek z naturą nowotestamentalnego kapłaństwa oraz jaką rolę odgrywa tu prawo kościelne.

W poniższych rozważaniach, z oczywistych względów lakonicznych, będę opierał się przede wszystkim na ustaleniach zawartych w pracach o. Christiana Cochini’ego SJ[4], kard. Alfonsa M. Sticklera[5], grekokatolickiego ks. Romana Cholija [6] oraz uczonych nawiązujących do ich badań.

Na samym wstępie trzeba wprowadzić konieczne uściślenie natury językowej. Termin „celibat”, pochodzący od łacińskiego caelebs, oznacza „stan bezżenności”. Jako taki, powszechny celibat został wprowadzony w Kościele łacińskim dopiero po Soborze Trydenckim, który ustanowił seminaria duchowne jako podstawową instytucję przygotowującą do święceń. Wcześniej wyświęcano zarówno żonatych, jak i nieżonatych mężczyzn. W dokumentach kościelnych poświęconych „celibatowi” pojawia się jednak jeszcze jeden termin – mianowicie „wstrzemięźliwość” (continentia). Ściśle rzecz biorąc nie są to terminy zamienne. W jakiejś mierze widać to w sformułowaniu kanonu 277 (§1) bieżącego Kodeksu Prawa Kanonicznego, który mówi, że duchowni „obowiązani są zachować […] doskonałą i wieczystą wstrzemięźliwość, i dlatego zobowiązani są do celibatu”, co znaczy, że bezżenność wynika tu z nadrzędnej zasady wstrzemięźliwości (lex continentiae). Utarło się jednak używać słowa „celibat” w szerokim sensie, zarówno „celibatu bezżenności”, jak i „celibatu wstrzemięźliwości”, co niekiedy bywało powodem konfuzji[7].

Z kanonicznym sformułowaniem zasady wstrzemięźliwości po raz pierwszy spotykamy się na początku IV wieku. Sformułowany ok. 305 r., 33. kanon Synodu w Elwirze (Hiszpania) stwierdza, że biskupi, prezbiterzy i diakoni, tj. „wszyscy duchowni oddani służbie ołtarza”, mają zachowywać całkowitą wstrzemięźliwość w stosunku do swoich żon, pod karą wykluczenia ze stanu duchownego. Kan. 27 zakazywał zaś kobietom (poza siostrami lub córkami będącymi poświęconymi dziewicami) zamieszkiwania z duchownymi. Powołując się na te kanony, papież Pius XI w encyklice Ad catholici sacerdotii (1935), twierdzi, że „celibat dawno już był w zwyczaju”, co potwierdzają współczesne badania kanonistów. Kard. A. Stickler zauważył, że Kościół w Hiszpanii składał się najprawdopodobniej w większości z żonatych kapłanów (tzw. viri probati), którzy po przyjęciu święceń byli zobowiązani do zachowywania całkowitej wstrzemięźliwości. Lakoniczność kanonów oraz brak odnotowanego sprzeciwu wobec ich treści świadczy, że obyczaj ten był znany, lecz łamany, przeciwko czemu wystąpił Synod. Jest to zgodne również z samą naturą rzymskiej kultury prawnej, pod której wpływem znajdowała się młoda społeczność Kościoła. Odróżnia ona prawo przekazywane ustnie lub przez obyczaj (ius), od proklamowanego prawa sformułowanego pisemnie (lex). Takie rozumienie prawa znajduje również potwierdzenie w Listach św. Pawła (2 Tes 2,15)[8]. Dlatego wniosek, że celibat ma swój początek dopiero w IV w., jak twierdzili niektórzy XIX-wieczni badacze[9], wydaje się tu mniej prawdopodobny.

Kilkadziesiąt lat później Synody w Rzymie (384) i w Kartaginie (ok. 390)[10] potwierdziły powszechność prawa wstrzemięźliwości, wskazując wprost na jego apostolskie pochodzenie:

Stosowne jest, aby święci biskupi i kapłani Boży, jak również Lewici, tj. ci, którzy służą boskim sakramentom, zachowywali doskonałą wstrzemięźliwość, aby w ten sposób osiągnęli w całej prostocie to, do czego są wezwani przez Boga; zachowujmy to, czego nauczali Apostołowie i to, czego przestrzegała sama starożytność… Podoba się nam, aby każdy biskup, kapłan oraz diakon, strażnicy czystości, powstrzymali się od współżycia małżeńskiego ze swoimi żonami, a w ten sposób, żeby ci, którzy służą przy ołtarzu, mogli zachować doskonałą czystość. (Kartagina, kan. 3)[11]

Pod koniec IV stulecia, przekonanie o apostolskich źródłach celibatu znajduje się również w dekretach papieża św. Syrycjusza, świadczących zarazem o teologicznej debacie wokół prawa wstrzemięźliwości żonatych kapłanów. Pierwszy z nich, Directa (385), jest reakcją na wiadomość o duchownych, którzy powołując się na prawo obowiązujące Lewitów w Starym Testamencie nie przestrzegali całkowitej wstrzemięźliwości i poczęli dzieci. Odpowiedź papieża opiera się na zasadzie, że Chrystus nie przyszedł znieść prawa, lecz je wypełnić i w ten sposób tymczasowa wstrzemięźliwość Lewitów na czas służby w Świątyni, uzyskała swoje doskonałe wypełnienie w permanentnej wstrzemięźliwości kapłanów Nowego Przymierza. Z kolei w dekrecie Cum in unum (386), Syrycjusz reaguje na argumenty wywiedzione z pasterskich zaleceń św. Pawła, zwłaszcza z formuły, że kandydat do święceń ma być „mężem jednej żony” (unius uxoris vir) (1 Tm 3,2.12; Tt 1,6). Papież stwierdza, że z zalecenia tego nie wynika prawo do kontynuowania pożycia małżeńskiego po przyjęciu święceń, lecz że Apostoł przedstawił je biskupom, aby wybierali mężczyzn zdolnych do późniejszego zachowania wstrzemięźliwości (propter continentiam futuram)[12]. Oba zestawy argumentów warte są tu do odnotowania, ponieważ na nich zasadniczo opiera się teologia celibatu formułowana przez Ojców, podejmowana również na nowo przez współczesnych teologów i Magisterium. Przyjrzyjmy się jednak najpierw najczęstszym zarzutom względem apostolskiego pochodzenia lex continentiae, opartym na świadectwie Pisma św.

Zacznijmy od tego, który przed chwilą się pojawił: o ile św. Paweł radził życie wstrzemięźliwe, wskazując na swój własny przykład (1 Kor 7,8), o tyle przedstawiając kryteria wyboru kandydatów do święceń sformułował zalecenie, aby kandydat taki był „mężem jednej żony”. Można by z tego wnioskować, że warunkiem wejścia w stan duchowny było uprzednie małżeństwo. Gdyby jednak tak było, należałoby przyjąć, że innym warunkiem było również posiadanie potomstwa, co wynikałoby z analogicznych zaleceń w tym samym kontekście. Następnie sam kontekst: składa się nań prezentowany przez Pawła katalog cech stanowiących „negatywne” kryterium wyboru, tzn. takich, które pozwalają odrzucić nieadekwatnych kandydatów (a nie katalog obowiązków, które mieliby spełniać już wyświęceni duchowni, na co wskazuje fakt, że adresatami są tu Tymoteusz i Tytus, a nie całe duchowieństwo). Innymi słowy, jeśli aspirujący do święceń mężczyzna byłby żonaty powtórnie, należało odrzucić jego kandydaturę (jednoczesna poligamia nie wchodzi tu w grę, ponieważ wymóg monogamiczności dotyczy wszystkich chrześcijan) – podobnie, gdyby nie spełniał któregokolwiek z innych kryteriów. Jaki zatem był „pozytywny” sens tego zalecenia? W niektórych wypadkach Paweł dopuszczał powtórne małżeństwo (1 Tm 3,14), zabronił go jednak kandydatom do święceń. Wyjaśnienie dla tego pasterskiego zalecenia można znaleźć w siódmym rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, gdzie Apostoł zalecał małżeństwo jako lekarstwo na pożądliwość („ze względu na niebezpieczeństwo rozpusty”), remedium concupiscentiae, dla tych, którzy nie otrzymali „daru” (gr. charisma), życia doskonale wstrzemięźliwego. Przez pryzmat takiej optyki wyraźniej widać cel omawianego kryterium: jeśli mężczyzna owdowiał i pojął kolejną żonę, znaczy to, że nie potrafił panować nad pożądaniem, co w istocie wykluczało go z możliwości przyjęcia święceń, które zakładały przyjęcie całkowicie wstrzemięźliwego stylu życia. Pawłowi nie mogło tu chodzić wyłącznie o tymczasową wstrzemięźliwość („by oddać się modlitwie”), ponieważ taka praktyka stosowna była dla świeckich (1 Kor 7,5); najprawdopodobniej nie mogło też chodzić o wymóg wstrzemięźliwości po śmierci małżonki (jeśli żyła w momencie przyjęcia święceń), ponieważ przedmiot kryterium stałby się przygodny (zależny od tego jak długo żyłaby żona), a przez to – samo kryterium nieistotne. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe rozstrzygnięcia wydaje się, że wniosek wyciągany przez Tradycję (propter continentiam futuram) był zgodny z intencją Apostoła, którą można odczytać z kontekstu i wewnętrznej spójności jego Listów[13].

Pozostałe zarzuty dotyczą stanu cywilnego samych apostołów. Opierają się przeważnie na wzmiance o teściowej Piotra (Mk 1,29-31) oraz retorycznym pytaniu Pawła, które jako oczywistość formułuje możliwość zabierania w podróże misyjne przez innych apostołów (zwłaszcza „Kefasa i braci Pańskich”), kobiet do pomocy (1 Kor 9,2-6). W pierwszym przypadku egzegeci wskazują jednak na prawdopodobieństwo wdowieństwa Piotra (o czym miałby świadczyć brak wzmianki o obecności żony tam, gdzie relacjonowane jest uzdrowienie teściowej)[14]. Niezależnie od tego, kluczowe fragmenty przemawiające za wstrzemięźliwością apostołów to relacje dialogu Piotra z Panem Jezusem, w którym Kefas pyta o zysk z „opuszczenia wszystkiego”, aby pójść za Mistrzem (Mt 19,27-29; Mk 10,28-30; Łk 18,28-30). W odpowiedzi Apostoł słyszy, że każdy kto dla Imienia Jezusa/Ewangelii opuszcza „dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole” stokroć więcej otrzyma teraz, a życie wieczne w czasie przyszłym. Łukasz dodaje do tej listy jeszcze żonę. Niezależnie od tego, czy jego wzmianka jest autentyczna, trudno w tym kontekście przyjąć możliwość wymogu porzucenia dzieci przez rodziców, tak więc porzucenie dzieci byłoby komplementarne z porzuceniem żony. Dodatkowo, w relacji Mateusza dialog poprzedzony jest odnowieniem nierozerwalności małżeństwa w kontekście Prawa Mojżeszowego, które „przez zatwardziałość serc” dopuściło list rozwodowy, zakończone logionem o „eunuchach dla Królestwa niebieskiego”: „Bo są niezdatni do małżeństwa (dosł. eunuchoi), którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni (eunuchoi), którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni”. Niektórzy sądzą, że Jezus wybrał to określenie, nadając nowy sens obeldze, która miała stanowić pogardliwe wyjaśnienie bezżennego trybu życia, jaki prowadził wraz z uczniami. W każdym razie to, co jest tu dla nas ważne, to zauważenie, że obok obiektywnych przeszkód dla małżeństwa, istnieje możliwość dobrowolnej rezygnacji z płodności na rzecz Królestwa, czyli wybór wstrzemięźliwości seksualnej. Co istotne – bycie eunuchem jest kondycją nieodwracalną, a więc nie chodzi tu o wybór tymczasowy. Jezus zachęca do „pojęcia tego”, lecz zastrzega, że nie wszystkim „jest to dane”. Podsumowując, poza wzmianką o teściowej Piotra, teksty kanoniczne nie mówią wprost nic na temat ewentualnych żon Apostołów[15]. Niezależnie od tego, z cytowanych wyżej fragmentów wynika, że po spotkaniu Jezusa, Apostołowie wyrzekli się wszystkiego „ze względu na Królestwo”, w tym ewentualnego życia małżeńskiego i rodzinnego.

Jednak w kontekście słów Pawła, który zwracając się do chrześcijan w Koryncie stwierdzał, że apostołowie biorą ze sobą w podróże misyjne kobiety (1 Kor 9,5: dosłownie „siostry kobiety”, adelphe gyne), pojawiła się wątpliwość, czy po etapie wędrówek z Nauczycielem, najbliżsi uczniowie Jezusa nie wrócili do swoich żon. Faktem jest, iż gyne może oznaczać również „żonę”, a Paweł używa (1 Kor 7,15) rzeczownika „siostra” na określenie małżonki. Jednak w tym samym liście pojawia się również określenie „kobieta niezamężna” (gyne agamos) (7,34), co oznacza, że w uzusie Pawłowym gyne nie musi oznaczać żony. Pomijając jednak kwestie filologiczne, wydaje się, że sam kontekst rozstrzyga przynajmniej kwestię wstrzemięźliwości. Oto zirytowany Paweł pyta retorycznie Koryntian, czy on i Barnaba nie mają prawa do pomocy kobiet, które byłyby utrzymywane przez gminę, ponieważ takie prawo przysługuje apostołom. Paweł jednak podróżował i utrzymywał się sam. Stąd niektórzy wysnuwali wniosek, że nie jest on prawdziwym apostołem! Mówiąc nieco kolokwialnie, kwestia sprowadza się tu do tego, kto za kogo płaci i co z tego wynika. Przyjmując więc hipotezę, że siostry zabierane w podróż były żonami apostołów, należy zauważyć, że Paweł nie wspomina w ogóle o ich dzieciach, które również byłyby na utrzymaniu gminy, stąd zaś wynikałoby, że apostołowie zachowywali wstrzemięźliwość. Bardziej jednak prawdopodobnym wyjaśnieniem jest tłumaczenie adelphe gyne jako „ochrzczona kobieta”, przez co Paweł wskazywał, że jest to kobieta zdolna do wstrzemięźliwości; natomiast sam zwyczaj kobiet pomagających zarówno Jezusowi, jak i Jego uczniom, znajduje się już w ewangeliach (por. np. Łk 8,1-3).

Z powyższych rozważań wynika zarazem, że sami Apostołowie, wzorem Jezusa, prowadzili życie wstrzemięźliwe, oraz że sformułowane w Nowym Testamencie wymagania dotyczące kandydatów do kapłaństwa wskazują na to samo wymaganie względem duchowieństwa. Przekonanie to wyrażają również liczni Ojcowie oraz cytowane wyżej prawo regulujące wstrzemięźliwość żonatych księży w pierwotnym Kościele. Stwierdzenie, że celibat stanowi factus apostolicus dowodziłoby, że nie mamy tu do czynienia ze zwykłą kwestią dyscyplinarną wprowadzoną przez Kościół, lecz raczej z kwestią wynikającą z prawa Bożego[16].

Dotychczas skupialiśmy się przede wszystkim na ustaleniu starożytnych źródeł lex continentiae. Teraz należy zapytać o teologiczne racje wstrzemięźliwości kapłańskiej, aby móc dokładniej ustalić stosunek celibatu do kapłaństwa jako takiego.

Jak widać w cytowanych wyżej rozporządzeniach prawnych, powodem wymagania wstrzemięźliwości przez duchownych był od początku ścisły związek ze służbą ołtarza. Nie było to jednak proste powtórzenie prawa Starego Testamentu, wymagającego od Lewitów rytualnej czystości w czasie przepisanej im służby w Świątyni. Po pierwsze zauważyć należy, że obowiązek wstrzemięźliwości jest jedynym z praw Starego Przymierza dotyczących czystości rytualnej, które nie zostało zniesione przez Prawo Ewangelii[17]. Po drugie, wymóg ten z tymczasowego, został rozciągnięty na całe życie kapłana. Dynamika ta znajdowała uzasadnienie w hermeneutyce Ojców, wedle której Stare Przymierze stanowi figurę rzeczywistości Nowego Przymierza w Chrystusie. I tak kapłaństwo i ofiary Lewitów stanowiły znak i zapowiedź jedynego Kapłaństwa i jedynej Ofiary Jezusa Chrystusa, która ustanawiała Nowe Przymierze. Dopiero hermeneutyka figura-veritas pozwala rozwiązać sakramentalne napięcie pomiędzy legalnym małżeństwem, a kapłaństwem, które widoczne było w prawodawstwie dotyczącym żonatych duchownych. Gdyby celibat stanowił jedynie zewnętrzną wobec kapłaństwa normę dyscyplinarną, nie mógłby, jako taki, pozbawiać prawa do prawowitego korzystania z sakramentu małżeństwa. Tymczasem zarówno Ojcowie, a za nimi starożytne penitencjały, określały brak wstrzemięźliwości małżeńskiej żonatych kapłanów mianem „cudzołóstwa”! Znajduje to wyjaśnienie w tym, że kapłaństwo, nie znosząc małżeństwa, transcendowało je, tak jak „duch” transcenduje „ciało”. Mówiąc dokładniej, jeśli małżeństwo cielesne jest figurą oblubieńczego związku Chrystusa i Kościoła, Jego dziewiczej Oblubienicy (Ef 5,21-33 & 2 Kor 1,2), to kapłan – powołany do sprawowania świętych misteriów in persona Christi – na mocy sakramentu święceń znajduje się już w rzeczywistości tego „duchowego małżeństwa”. Niektórzy teolodzy dostrzegają już w samej kanonicznej formule Listów Pasterskich unius uxoris vir, odniesionej wyłącznie do biskupa, kapłana i diakona, formułę przymierza, tzn. formułę wyrażającą oblubieńczy charakter kapłaństwa[18]. Oblubieńcza teologia kapłaństwa została we współczesnym Magisterium przypomniana i wyrażona w adhortacji Jana Pawła II Pastores dabo vobis (1992)[19].

Na marginesie należy tu podkreślić, że dynamika ciało-duch wpisuje się w tradycji apostolskiej w hermeneutykę figura-veritas i nie ma nic wspólnego z często zarzucanym Ojcom manichejskim dualizmem:

Nie znajdujemy w tej tradycji żadnego odniesienia do gnostyckiego dualizmu materii i ducha, lecz przeciwnie – liturgiczny rozwój konkretnych, tj. symbolicznych, sakramentalnych implikacji biblijnego dualizmu ciała i ducha, który stanowi zupełnie inne przedsięwzięcie, polegające na afirmacji historii jako zbawczej, zamiast ucieczki od niej jako czegoś demonicznego. Biblijny dualizm ciało-duch ma u Ojców wymiar zbawczo-historyczny, jest przeżywaniem wędrówki w historii […], która nie anuluje, lecz nadaje nowe znaczenie i na nowo integruje wszystkie wydarzenia przeszłości w świetle tego, co przyszłe – zarazem sakramentalnie uobecnianego i sakramentalnie ukrytego tu i teraz.[20]

Zanim przejdziemy do podsumowania, na końcu zostaje jeszcze wskazanie źródeł dyscypliny Kościoła wschodniego, która wymaga ścisłej wstrzemięźliwości wyłącznie od biskupów, natomiast na pozostałych duchownych nakłada jedynie obowiązek tymczasowej wstrzemięźliwości.

Aż do VII wieku zarówno prawodawstwo kościelne, jak i wypowiedzi Ojców zachodnich i wschodnich, zasadniczo potwierdzają nakaz całkowitej wstrzemięźliwości dla żonatych kapłanów. W 691 r. cesarz Justynian zwołał Synod nazwany później „in Trullo”, ponieważ odbył się „pod kopułą” konstantynopolitańskiego pałacu. Choć Justynian chciał, aby ustawodawstwo trullańskie objęło cały Kościół, z powodu uchwalenia kanonów sprzecznych z prawem Rzymu, papież nie podpisał dokumentów synodu, który w związku z tym nie cieszy się znamieniem ekumeniczności. Było to pierwsze w historii formalne odrzucenie przez Rzym dyscypliny wschodniej. Głównym punktem spornym był kanon 13., ograniczający wymóg kapłańskiej czystości do jedynie czasowej wstrzemięźliwości, czyli de facto do praktyki, stosowanej przez wszystkich świeckich żyjących w małżeństwie, zgodnie z radą św. Pawła z 1 Kor 7,5. Warte odnotowania jest, że mimo zasadniczej rozbieżności z dyscypliną wcześniejszą, powołując się (wybiórczo) na kanony kartagińskie, Trullo potwierdziło apostolskie źródła wymagania wstrzemięźliwości dla żonatych kapłanów. Dopuszczając jednak zwykłe życie małżeńskie księży (poza biskupami), Trullo stanowiło „kompletną nowość” w stosunku do wcześniejszego obyczaju i „tworzyło po raz pierwszy w formie legislacyjnej zerwanie związku pomiędzy zakazem używania małżeństwa przez duchownych, a jego [teologiczną] przyczyną”[21]. O ile same kanony trullańskie zachęcały księży do normalnego życia małżeńskiego, o tyle już w następnych stuleciach rada ta zamieniła się w nakaz. Mierząc się z falą nielegalnie zawieranych małżeństw przez duchownych, Kościół wschodni polegając na zasadzie remedium concupiscentiae wprowadził nakaz wyświęcania wyłącznie żonatych mężczyzn. W ten sposób, jak zauważa R. Cholij, tracąc z oczu teologiczne podstawy celibatu – według których, przypomnijmy, zgodnie z tradycją apostolską same święcenia niosły ze sobą zobowiązanie do całkowitej wstrzemięźliwości – „do XI wieku, pierwotne znaczenie ducha tego wcześniejszego prawodawstwa [dotyczącego celibatu] zostało całkowicie zatracone, a w ten sposób już nie małżeństwo było ograniczane ze względu na celibat, lecz samo przyjęcie i wykonywanie święceń zostało ograniczone przez celibat”[22]. Uczony dodaje, że sama zasada nielegalności zawierania małżeństw przez już wyświęconych duchownych straciła tu swoje podstawy teologiczne, a jej stosowanie stało się „szczątkowym śladem pozytywnej dyscypliny, świadczącym o istnieniu prostszej starożytnej dyscypliny, która harmonizowała naturalną relację między kapłaństwem a celibatem”[23].

Choć Kościół łaciński inaczej zachował się wobec przeżywanego w okresie potrullańskim kryzysu wstrzemięźliwości kapłańskiej i potwierdzając zasadę wstrzemięźliwości uznał na I Soborze Laterańskim (XII w.) zawierane przez duchownych małżeństwa za nieważne, to samo ustawodawstwo trullańskie (za sprawą Dekretów Gracjana, który legitymizował dyscyplinę wschodnią jako apostolską) przedostało się do łacińskiego korpusu kanonicznego, przyczyniając się do zagubienia związku przyczynowo-skutkowego między wymaganiem wstrzemięźliwości a przeszkodą w zawieraniu małżeństw przez duchownych. Nie mogąc ustalić tego związku, XII-wieczni kanoniści (a za nimi również św. Tomasz z Akwinu) wypracowali teorię votum adnexum, dodatkowego ślubu czystości, który miał przyłączać się do święceń. Zgodnie z tym, co powiedziane zostało wyżej, teoria ta jest zbędna w świetle apostolskich źródeł pierwotnej praktyki całkowitej wstrzemięźliwości kapłańskiej, jako wynikającej z samych święceń.

Wnioski

Apostolskie pochodzenie celibatu potwierdzają współcześnie rzetelne badania biblistyczne, patrystyczne, kanoniczne i teologiczne, cieszące się kościelnym autorytetem. Z badań tych wynika m.in., że:

Mimo że pełna wstrzemięźliwość nie stanowi warunku sine qua non święceń, ani ich ważnego wykonywania, to celibat kapłański – mając swe źródła w praktyce apostolskiej, a jako taki wynikający z Objawienia – nie może być sprowadzony jedynie do poziomu ludzkiego wymysłu, zwyczajnej dyscypliny kościelnej w postaci dodawanego do święceń, opcjonalnego ślubu, lecz należy do pełni Chrystusowego kapłaństwa.

Choć kształt obecnej praktyki Kościoła łacińskiego, utwierdzonej przez współczesne Magisterium[24] – celibat bezżenności – wywodzi się z XVI w. (Sobór Trydencki), to co do zasady – celibat wstrzemięźliwości – jest ona zgodna z najwcześniejszym znanym kościelnym ustawodawstwem dotyczącym tej materii, a najprawdopodobniej wynika z samej praktyki apostolskiej.

Dyscyplina wschodnia ma swoje źródło w Synodzie in Trullo (koniec VII w.). Wymienienie przez Presbyterorum ordinis 16 tej praktyki obok praktyki pierwotnego Kościoła można traktować jako swoistą formę „ekumenicznej kurtuazji”[25], ponieważ został tu pominięty istotny fakt, że w ustawodawstwie przedtrullańskim żonaci księża byli zobowiązani do całkowitej wstrzemięźliwości[26].

Piotr Kaznowski
"Znak" 684, maj 2012


PRZYPISY:

[1]DK 16.
[2]Kościół. Pielgrzymująca wspólnota wiary, Kraków 2005, 139.
[3]Tamże, 141, 139.
[4]Les Origines apostoliques du célibat ecclésiastique (1981) / Apostolic Origins of Priestly Celibacy (1990).
[5]The Case for Clerical Celibacy. Its Historical Development & Theological Foundations (1993).
[6]Clerical Celibacy in East and West (1989).
[7]Por. S. Heid, Discipline of Obligatory Continence for Clrics in East and West (1997), 13n
[8]„Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu.”
[9]XIX-wieczne badania nad źródłami celibatu wyznaczają paradygmaty ustalone przez dwóch uczonych: Gustava Bickella (1838-1917) oraz Francisa Xaviera Funka (1821-1917). Bickell optował za apostolskimi początkami celibatu, tymczasem Funk twierdził, że dyscyplina ta rozpoczyna się z pierwszymi zapisami prawnymi w IV w. i nie ma źródeł apostolskich. Stickler odrzuca stanowisko Funka z powodu błędnej metodologii oraz opierania się na źródłach, których nieautentyczność została dowiedziona (11n).
[10]Por. Stickler, 23-33.
[11]Cyt. za Cochini, 5 (tłum. własne z jęz. ang. – PK). Jak zauważa Th. McGovern, kanon ten był znany wszystkim diecezjom Kościoła Rzymskiego, a na Wschodzie odniósł sie do niego Synod in Trullo, jako do pewnego źródła Tradycji. W XI w. podczas promotorzy odnowy gregoriańskiej znaleźli w kanonach kartagińskich swój „najsilniejszy argument”. Na tej samej podstawie, już w nowożytności, po Reformacji, Paweł IV odmówił zaś prośbę niemieckich książąt dotyczącą ustanowienia żonatego kleru (Priestly Celibacy Today, rozdz. I, korzystam z tekstu zamieszczonego na stronie christendom-awake.org).
[12]Por. Stickler, 28-30; 32-37, McGovern, rozdz. I.
[13]Więcej, zob. Heid, 41-52.
[14]Niektórzy idą jeszcze dalej, twierdząc, że „teściowa” oznacza tu drugą żonę ojca Piotra i Andrzeja, por. J. Galot TJ, Wybrane zagadnienia z teologii współczesnej. Stan cywilny apostołów, 1994, 105-121.
[15]O tradycjach apokryficznych, zob. m.in. Galot, Heid.
[16]G. Ryś, Celibat, 2002, 10.
[17]Cochini. Por. Keefe, przypis 14.
[18]I. de la Potterie, Le fondement biblique du célibat sacerdotal (1993), opieram się na tł. ang. (The biblical foundation of priestly celibacy) z watykańskiej strony Kongregacji ds. Duchowieństwa. Zob. też Keefe.
[19]Zob. zwł. n. 12, 22, 29.
[20]Donald J. Keefe SJ, The Eucharistic Foundation of Sacerdotal Celibacy (http://www.renewamerica.com/columns/abbott/061118)
[21]Por. Cholij, 64, 196; Stickler, 45-48.
[22]Cholij, 197
[23]Cholij, 68; por. McGovern.
[24]Wyłom w tradycyjnej dyscyplinie łacińskiej stanowi, przywrócona po II Soborze Watykańskim, praktyka diakonatu, zwalniająca z całkowitej wstrzemięźliwości przyjmujących święcenia żonatych mężczyzn.
[25]Keefe.
[26]Cholij, 8; 201.


Źródło informacji

christianitas.org

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.