_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Język łaciński w liturgii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Język łaciński w liturgii. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2015

ks. Robertus SPATARO SDB: Dlaczego w liturgii powinien być stosowany język łaciński




Wielce Szanowni Profesorowie, znakomici studenci, prześwietni słuchacze, Wielkim zaszczytem jest dla mnie przemawiać do was w tak szacownym zgromadzeniu i wypowiedzieć najlepsze pozdrowienia w imieniu Papieskiego Instytutu Łacińskiego, który założył Czcigodny Papież Paweł VI, a zarazem w imieniu Papieskiej Akademii Łacińskiej, którą ustanowił Benedykt XVI. Bardzo również dziekuję za to, że byliście uprzejmi zaprosić mnie do udziału w tym sympozjum. Dziś upominamy się o prawa języka łacińskiego, którego najznakomitsza godność, największy blask i najwspanialsze piękno jawią się jako najodpowiedniejsza ozdoba liturgii Kościoła katolickiego. To właśnie postaram się wyjaśnić w tym moim wystąpieniu przed wami.



piątek, 8 sierpnia 2014

Zapomniane prawdy c.d. - Ks. Krukowski o języku iturgicznym



Jak były trzy napisy na krzyżu: grecki, łaciński, hebrajski, tak też trzy główne języki liturgiczne wcześnie się ustaliły, - że inne następnie od Kościoła potwierdzone uważane być mogą jako gałęzie tych trzech szczepów; chociaż z bardzo ważnych przyczyn pozwalała Stolica np. na inne jeszcze języki obrzędowe, jak Ormianom, Słowianom, Bułgarom. Z czasem jednak, gdy liczba języków pomnożyła się, Kościół św. mianowicie na zachodzie zaczął obstawać usilnie przy języku obrzędowym łacińskim, a czyni to:

1. Dla zachowania jedności wiary. Dla zasłonięcia od wpływu zmian, jakim podlegają języki żyjące, używa Kościół języka martwego, niepodlegającego już więcej skażeniu; gdy przeciwnie z postępem języka, musielibyśmy co 50 lat zmieniać księgi liturgiczne, a z tą ustawiczną zmianą wyrazów może nadwerężyłoby się w końcu i ważność sakramentów. Znaczenie obrządkowego języka niezmiennego niejednokrotnie uwydatniło się w sporach dogmatycznych, w których powoływano się na wyrazy liturgiczne. Zamieszanie z używania języka narodowego pomnożyłoby jeszcze różne w każdym z nich narzecza i niepodobieństwo ujęcia go w taką formę, iżby dla wszystkich warstw była przystępną, bo co dla wyższych za niskie, dla niższych będzie za wysokie.

2. Aby zabezpieczyć powszechność Kościoła. Nie o to bowiem chodzi, aby się wszyscy stali łacinnikami, ale żeby wszyscy byli katolikami. Związka biskupów całego świata, porozumienie się na soborach powszechnych, węzeł jedności i społeczności z Rzymem tego również wymaga, jak też duchowny pożytek katolika; gdziekolwiek się obróci znachodzi nabożeństwo swoje. Przeciwnie narodowe liturgie dążyły niekiedy u dążą do utworzenia narodowych, a raczej państwowych ze szkodą katolicyzmu kościołów.

3. Dla nadania religii większej powagi. Jest bowiem w naturze ludzkiej, że się ma większy szacunek dla rzeczy, które nie spowszedniały, które otacza jakiś urok tajemniczy. Niemusiałażby liturgia spowszednieć, gdyby lada swawolny chłopak albo lekkomyślny dowcipniś jej słowa wywłaczał na ulicę? Lub czy nabożniejsze zachowanie się w kościele zawsze idzie w parze z rozumieniem języka Mszy św.? Niestety często właśnie przeciwnie się dzieje. Lud nasz prosty więcej oczyma widzi, a wiarą rozumie, niż innych wielu. Zresztą Msza św. nie jest kazaniem, lecz ofiarą. Od dzieciństwa tłumaczą kapłani ludowi obrzędy i w książkach do nabożeństwa ma je dostatecznie objaśnione. Nie lud, który żywą wiarą, modlitwą, komunią sakramentalną i duchowną, bierze udział w nabożeństwie, a w odpowiadaniu na słowa kapłana zastąpiony przez ministrantów i chór, uszczerbku żadnego nie ponosi; ani też kapłani życzą sobie zmiany.

4. Pomijamy na koniec, że sama wdzięczność dla pierwszych wiary krzewicieli powinna nas pobudzać do zachowania języka łacińskiego. Z tego zróbmy wniosek: że język polski w Rytuale o tyle jeno może być przypuszczonym, o ile Kościół przypuszcza. W czasie Mszy św., gdzie zwyczaj ustalony, że zamiast, coby miał organista śpiewać łacińską Mszę i grać, z ludem śpiewa po polsku, i biskupi powszechnie tolerują, nie ma potrzeby pasterz temu się sprzeciwiać. Toż i w czasie nieszporów nic w tym zdrożnego nie ma. Wszakże nie wolno pasterzowi po polsku nieszpory intonować, zamiast po łacinie; po polsku Asperges, lub Te Deum, lub inne części Rytuału wprowadzać – po polsku przy komunii mówić: Misereatur.. albo ja ciebie chrzczę, bo nie jest do tego upoważnionym, a Sobór Trydencki Sesja VII najmniejszej zmiany w obrzędach aprobowanych nie pozwala robić. Toż Pius IX enc. Ad Epp. Austr. 1856.

„Teologia Pasterska katolicka dla użytku seminariów duchownych i pasterzów dusz przez ks. Józefa Krukowskiego plebana w Błażowy dycezji Przemyskiej”, Lwów 1874, s. 217-219. 

czwartek, 10 lutego 2011

Liturgiczna Wieża Babel czyli o gorszącym i dzielącym języków pomieszaniu

Mnożyć można by na pęczki argumenty za łaciną jako jedynym oficjalnym językiem Kościoła Katolickiego. Rozdrabnianie się na języki narodowe wydaje się być kuriozum w dobie, aż nadto (bo w sposób kompromisowy i poniewierający rzymski katolicyzm) zaawansowanego, globalnego ekumenizmu. I pomyśleć, że w ślad za mrowiem modlitw o ustanie zgorszenia podziału wśród chrześcijan idą, jeszcze bardziej niezliczone, przypadki amnezji odnośnie elementarnego, zewnętrznego znaku jedności, o którą te bezmyślne modły. W zapomnienie odchodzi także fundamentalna wiedza o człowieku. To, co zewnętrzne pociąga za sobą ducha… i jedności w Kościele nie będzie dopóty, dopóki nie zostaną powszechnie przywrócone jej zewnętrzne wyrazy – z uświęconym językiem łacińskim na czele; dopóki liturgiczna wieża Babel nie zostanie zburzona, a mieszkańcy całego Kościoła nie będą mieli jednej mowy, czyli jednakowych słów (por. Rdz 11, 1).

Dlaczego łacina? Jako odpowiedź polecam m. in. książkę "W poszukiwaniu Świętego Krzyża", C. P. Thiede i M. D’Ancona, Warszawa 2006, której fragment poniżej…
O dziwo, wersje grecką i łacińską napisano od prawej do lewej. To, co jest prawidłowe w języku hebrajskim, wydaje się wyjątkowo dziwaczne w dwóch kolejnych napisach. Zachowały się, co prawda, starożytne teksty etruskie i greckie inskrypcje, gdzie słowa lub litery napisano od prawej do lewej, nie ma jednak żadnego ówczesnego lub przynajmniej zbliżonego wiekiem całego tekstu zapisanego w taki sposób. Uważamy, że jest to kolejny poważny argument przeciwko tezie, iż Titulus z Santa Croce jest fałszerstwem. Żaden rzemieślnik pracujący dla Heleny lub Makarego bądź dla jakiegoś średniowiecznego kardynała nie zaryzykowałby czegoś tak rzucającego się w oczy, jeżeli polecono mu, żeby nadał pozory autentyczności swemu dziełu. Gdyby ktokolwiek polecił wykonanie Titulusu, to po pierwsze, na pewno nie poprosiłbyo fragment takiej tablicy. Bez wątpienia zamawiający dostarczyłby rzemieślnikowi jakiś model i tekst do skopiowania. Nie do pomyślenia jest, żeby jakikolwiek późniejszy tekst lub jego kopię napisano z prawej do lewej. Znacznie bardziej prawdopodobna wydaje się hipoteza, że człowiek, który napisał oryginalny tekst na Titulusie – na rozkaz Piłata i może pod jego dyktando – zrobił to właśnie w taki sposób i że było już za późno, aby poprawić błąd, gdy go zauważono. I tutaj zbliżamy się do sedna sprawy: kto wówczas mógł zauważyć ten błąd, w 30 roku n.e.? Na pewno nie osoby czytające po hebrajsku, gdyż pierwszy wiersz zapisany w ich języku był prawidłowy – litery biegły z prawej do lewej. Po prostu nie zawracałyby sobie głowy dalszym czytaniem i nie zwróciłyby uwagi na błędy w obcojęzycznej wersji tekstu. Naturalnie ludzie czytający po grecku i po łacinie byliby skonsternowani, ale tekst pozostawałby dla nich czytelny i zrozumiały, chociaż wyjątkowo dziwaczny. Innymi słowy, przesłanie, które Piłat chciał przekazać, odstraszająca causapoenae, trafiło do gapiów. Możemy nawet zaproponować charakterystykę osoby, która wyryła litery w drewnie. Był to Żyd, od dziecka mówiący po hebrajsku lub aramejsku. Zapewne służył u Piłata jako niewolnik lub wolny urzędnik sądowy i znalazł się pod ręką akurat wtedy, gdy należało napisać Titulus w krótkim czasie między ostatecznym wyrokiem a ukrzyżowaniem. Piłat podyktował treść napisu po łacinie, w oficjalnym języku administracji rzymskiej. Ponieważ jednak podstawową grupę ludności, do której ten napis był skierowany, stanowili Żydzi, namiestnik polecił skrybie zacząć od wersji hebrajskiej. I pisarz tak zrobił. Później spisał pośpiesznie z prawej do lewej następne wiersze. Może próbował nieco zakpić z żydowskiego sposobu pisania? Niewykluczone też, że po prostu był zdezorientowany. Wydaje się w każdym razie bardziej prawdopodobne, że gorzej znał łacinę i grekę niż hebrajski i chociaż umiał pisać w obu językach i wykonał polecenie, zapisał litery w odwrotnym porządku. Zapewne zawahał się po napisaniu ostatniego wiersza. Mógł poczuć, i słusznie, że jeśli skończy tak, jak zaczął, tekst na Titulusie będzie przynajmniej wyglądał w miarę estetycznie i harmonijnie.

Tablica wystawiona w kościele Santa Croce in Gerusalemme z tradycyjną, lecz błędną rekonstrukcją napisu na Titulusie (C. P. Thiede)

…oraz słynne słowa ks. Piotra Skargi:
Spytałby kto: dlaczego Msza Święta nie pospolitym się językiem sprawuje, ale niezrozumiałym łacińskim? Msza Święta i ofiara nie jest dla nauki i ćwiczenia rozumu, na które są kazania, czytania, upominania i katechizmy; ale jest dla pokłonu, który oddajem Panu Bogu, wdzięczni będąc dobrodziejstw Jego; jest dla ubłagania gniewu Jego i dla zjednania i uproszenia nowych dobrodziejstw i darów. Z Panem Bogiem samym jest zajęcie, a nie z ludźmi. To wszystko językiem niezrozumiałym odprawiać się może, bo lud patrząc, rozumie, iż kapłan i słudzy kościelni za niego i z nimi Pana Boga chwalą, i od nich Jemu ofiary oddają i Pana Boga przepraszają i błagają. (…) Odmienia się też pospolity ludziom język: ledwie nie w każde sto lat, inaczej rzeczy zowią niektóre, a te trzy języki: łaciński, grecki, żydowski (hebrajski) iż na pismach są i swoje gramatyki i Kalepiny mają, nigdy się nie mienią. (…)
Na koniec nie byłaby taka do jedności z narody obcymi przyczyna, gdyby Włoch albo Niemiec, albo Francuz, w Polsce służyć Panu Bogu i ofiarować nie mógł. Teraz i z końca świata każdy kapłan po łacinie się nauczywszy, w Polsce i wszędzie Mszę Świętą mieć może.
Źródło informacji: http://martaczech.blogspot.com

wtorek, 17 października 2006

x. dr Franciszek Madeja - Język polski czy łaciński?

Jedynym dowodem, jakim sekta Hodura stara się usprawiedliwić przywłaszczoną sobie szumnie nazwę kościoła „polsko-narodowego” jest wprowadzenie do liturgii kościelnej języka polskiego. Tą nowością pragną hodurowcy pozyskać sobie sympatię i zwolenników wśród ludu polskiego, Kościołowi zaś katolickiemu zarzucają, że trzyma się uparcie przestarzałego, niezrozumiałego języka łacińskiego, jakgdyby do Boga nie mógł przemawiać każdy swoim ojczystym językiem.

Sprawa tego lub owego języka w obrzędach kościelnych jest w gruncie rzeczy sprawą drugorzędną. Kościół katolicki nie obstawał nigdy bezwzględnie przy używaniu jednego języka w swojej liturgii. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że i dzisiaj istnieje w Kościele katolickim kilka języków liturgicznych, jak staro-słowiański u Rusinów-unitów, ormiański u Ormian, w niektórych kościołach wschodnich syryjski, koptyjski, itd.

W samych początkach chrześcijaństwa odprawiano Najśw. Ofiarę i inne wspólne modły w języku, jakiego używali wierni danej miejscowości, a więc na Wschodzie przeważnie w języku greckim, na Zachodzie w łacińskim. Język łaciński stał się wkrótce językiem urzędowym całego Kościoła zachodniego. W wiekach średnich, owszem dalej jeszcze, bo aż do wieku XVII-go rozumieli ten język wszyscy ludzie wykształceni całego świata. Dlatego zatrzymał go i Kościół katolicki i posługuje się nim przy swoich czynnościach liturgicznych. A czyni to dla słusznych zupełnie powodów.

Przede wszystkim jest jeden język, używany w całym Kościele, widocznym znakiem i zewnętrznym wyrazem tej jedności i powszechności, jaką odznaczać się ma prawdziwy Kościół Chrystusowy. P. Jezus bowiem nie założył jakiś tam osobnych kościołów narodowych czy narodowościowych, niezależnych od siebie i zwalczających się wzajemnie, ale zbudował jeden swój Kościół powszechny dla wszystkich ludów, wszystkich narodów i wszystkich czasów. Do tego swojego Kościoła powołał wszystkich bez wyjątku, bez względu na przekonania polityczne, stanowisko społeczne i przynależność narodową. Posłał bowiem swoich apostołów i ich następców na cały świat, aby nauczali wszystkie narody chować wszystko cokolwiek im przekazał. Dlatego modlił się jeszcze przy ostatniej wieczerzy, ażeby Jego wyznawcy odznaczali się taką jednością, jaka istnieje pomiędzy trzema Osobami Trójcy Przenajśw., dlatego zapowiedział, iż z Jego wyznawców powstanie kiedyś jedna owczarnia i jeden pasterz. A właśnie jednym z zewnętrznych znaków tej jedności pomiędzy wszystkimi owieczkami Chrystusowymi jest jeden i ten sam język, używany w całym Kościele rzymsko-katolickim. W ten sposób mogą się jednoczyć i rozumieć w Kościele katolickim wszyscy wierni bez różnicy miejsca i narodowości, gdyż wszędzie odprawiają się ważniejsze obrzędy liturgiczne i Najśw. Ofiara w ten sam sposób i w tym samym języku. Tym się tłumaczy, że gdy np. Polak zajdzie do któregokolwiek kościoła katolickiego, choćby w najbardziej obcych stronach świata, zobaczy Mszę św. odprawianą w ten sam sposób i w tym samym języku, jak jej słuchał w swoim miejscu rodzinnym, w swoim kościółku parafialnym. Tam, gdzie mu może wszystko obce i nieznane, znajduje przynajmniej w kościele coś swojskiego, co mu przypomina strony ojczyste, gdy usłyszy przy Mszy św. Gloria, Credo, Pater noster, czuje że jest przecież coś, co łączy z obcymi mu zupełnie ludźmi, a to ta sama religia, ta sama św. wiara. W ten sposób czuje się każdy katolik na każdym miejscu członkiem jednej wielkiej rodziny Bożej, jednego Kościoła Chrystusowego, a to poczucie stanowi dla niego wielką pociechę i podnosi jego upadłego ducha.

Używając przy najważniejszych czynnościach liturgicznych języka łacińskiego, unika Kościół katolicki tych rozlicznych trudności, jakieby się wyłoniły, gdyby się posługiwał językiem ludności miejscowej. Trudności takie występują jaskrawo tam zwłaszcza, gdzie mieszka razem ludność różnych narodowości, usposobionych wrogo względem siebie. Spory i zatargi narodowościowe przenoszą się w takim razie i do samego kościoła, który przecież powinien być ostoją jedności i łącznikiem pomiędzy dziećmi tego samego ojca niebieskiego. Wiadomo dobrze, ile nieporozumień i zatargów wynika w takich parafiach mieszanych z powodu tzw. nabożeństw dodatkowych, które się odprawiają w języku ojczystym ludności miejscowej. Wierni jednej narodowości słuchają z największą nieraz niechęcią, jak język ich wrogów rozbrzmiewa w kościele, w którym chwalili przed chwilą Boga w swojej mowie ojczystej. W ten sposób przenoszą się spory i nieporozumienia narodowościowe w sprawy i nieporozumienia narodowościowe w sprawy czysto religijne, a wszystko to wychodzi tylko na szkodę samej religii. Język zaś łaciński, jako język obojętny dzisiaj dla każdej narodowości, nie drażni niczyich uczuć narodowych i w ten sposób chroni Kościół przynajmniej najświętsze dla każdego katolika tajemnice i czynności od zamieszania, jakieby w nie wnieść mogły przeciwne przekonania patriotyczne każdego narodu. Tym sposobem zaznacza również Kościół, że stoi ponad wszystkimi przeciwieństwami narodowościowymi i spełnia swoje posłannictwo bez względu na przynależność narodową swoich dziatek.

Prócz tych powodów natury ogólnej przemawiają za językiem łacińskim, jako liturgicznym i względy praktyczne. Języki nowożytne są językami żywymi, a więc rozwijają się i zmieniają powoli wprawdzie, ale stale. Zmiana ta, niewidoczna w przeciągu krótkiego czasu, uwydatnia się wyraźnie po kilku wiekach i jest tak znaczna, że dzisiaj np. z trudnością tylko i to niedokładnie moglibyśmy zrozumieć język, jakim się posługiwali nasi przodkowie w wieku XII. lub XIV. Wobec tego trzebaby też ustawicznie zmieniać tekst słów, używanych przy Mszy św. i innych czynnościach liturgicznych, albo też z czasem sam język „narodowy” stałby się dla przyszłych pokoleń prawie tak samo niezrozumiały, jak dzisiaj język łaciński. Każdy zaś uzna, jak niepożądaną a nawet niebezpieczną byłaby ciągła zmiana słów tak świętych i czcigodnych jak np. te, jakich Kościół używa przy sprawowaniu Najśw. Ofiary. Przy takich bowiem zmianach i tłumaczeniach na tysięczne języki i narzecza, mogłyby się łątwo wkraść do świętego tekstu różne niedokładności i niewłaściwości, powstałyby częste kłótni i nieporozumienia, jak przetłumaczyć to lub owo wyrażenie, bo co jednym wydaje się dobrym i właściwym, to drudzy uważają za niesłuszne i błędne. Trzymając się więc stale jednego, martwego języka łacińskiego, który nie podlega żadnym zmianom, unika Kościół tych wszystkich trudności, a przy tym ta stałość i niezmienność językowa odpowiada przedziwnie stałości i niezmienności samych zasad wiary św., jakie głosił i głosi Kościół katolicki.

A zresztą nie czyni przez to Kościół najmniejszej krzywdy żadnej narodowości, ani nie lekceważy żadnego języka. Tam bowiem, gdzie chodziło i chodzi o wytłumaczenie i zrozumienie prawd wiary, nie tylko dopuszcza, ale każe Kościół posługiwać się tym językiem, jakiego używają wierni danej miejscowości. Owszem, kiedy np. nasi zaborcy prześladowali język polski i wprowadzili swój język gwałtem do naszych szkół, Kościół katolicki nie zgodził się nigdy na wprowadzenie języka obcego do nauki religii ani do żadnego nabożeństwa w kościele, stając silnie w obronie języka ojczystego wiernych. Nie ponoszą też wierni żadnego uszczerbku przez używanie języka łacińskiego przy Mszy św., gdyż poza tym mają dosyć sposobności do modlitwy w języku ojczystym. Wszak wiemy, że chociaż Msza św. odprawia się po łacinie, lub wierny modli się i śpiewa po polsku, nie mówiąc nuż o innych nabożeństwach, które odprawiają się całkowicie w języku ojczystym.

Jeżeli wreszcie chodzi o zrozumienie słów Mszy św., istnieją dokładne tłumaczenia wszystkich modlitw, jakie odmawia kapłan przy ołtarzu, może więc z nich korzystać każdy, kto chce brać żywy udział w ofierze Mszy św. A choćby Msza św. odprawiała się w języku polskich, wierni nie mogliby brać bezpośrednio w niej udziału, gdyż całą prawie Mszę św. odprawia kapłan po cichu, a tylko krótkie wyjątki śpiewa głośno.

W ten sposób i ta nowość, jaką wprowadzili hodurowcy w swoim kościele, nie ma bynajmniej takiego znaczenia, jakie chcieliby jej nadać oni sami i dlatego nie zwabi w ich szeregi nikogo rozsądnego. Mogli tym hasłem przez jakiś czas bałamucić naszych uchodźców w Ameryce, ale tutaj nie zdołają nim skusić nikogo, gdyż lud polski modli się nawet w rzymskim Kościele do woli po polsku, a tego, co mu dał i daje Kościół katolicki, nie dadzą mu nowi przybysze zza oceanu, ani żaden kościół niezależny.

"Kościół katolicki czy „narodowy”? Odpowiedź na główniejsze zarzuty hodurowców" napisał x. dr. Franciszek Madeja. Kraków 1923, s. 51-57.

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.