_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plinio Corrêa de Oliveira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plinio Corrêa de Oliveira. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2013

Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku


czwartek, 2 maja 2013

Koegzystencja, dialog, akceptacja

Najwierniejsze echo dokumentów Magisterium Kościoła – tymi słowami prefekt ­Świętej Kongregacji Seminariów i Uniwersytetów (od roku 1988 nazywanej Kongregacją ds. Wychowania Katolickiego) kardynał Giuseppe Pizzardo określił w roku 1964 niewielką książeczkę autorstwa profesora Plinia Corrêi de Oliveira zatytułowaną Wolność Kościoła w państwie komunistycznym. Publicznego poparcia owej pracy udzielili również kardynałowie Eugenio Tisserant i Alfredo Ottaviani (ówczesny sekretarz Świętego Oficjum, przemianowanego później na Kongregację Doktryny Wiary). Jednocześnie książka brazylijskiego myśliciela stała się obiektem szczególnej agresji ze strony katolików aktywnie współpracujących z komunizmem. Dlaczego dzieło profesora Corrêi de Oliveira wywołało tyle zamieszania, budząc równie wiele zachwytu co nienawiści?

wtorek, 13 grudnia 2011

Plinio Corrêa de Oliveira - Kontrrewolucyjny wymiar dogmatu o Niepokalanym Poczęciu

Jednym z prawdziwie Kontrrewolucyjnych czynów pontyfikatu papieża Piusa IX było ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu.

Poniżej podajemy trzy powody, dla których ogłoszenie tego dogmatu miało wyjątkowo kontrrewolucyjny wymiar, nieznośny dla rewolucjonistów.

Pierwszy powód: Antyegalitaryzm dogmatu

Dogmat, o którym mowa, uczy, że Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia była niepokalana, co oznacza, że została zachowana jako nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego. Ani Jej ani Pana naszego Jezusa Chrystusa nie dotyczyło surowe prawo ciążące na wszystkich potomkach Adama i Ewy.

Maryja Panna nie podlegała zatem wszystkim troskom upadłego człowieka. Nie była podatna na żadne złe wpływy, nie miała w sobie skłonności ku złu. Wszystko w Niej w zrównoważony sposób zmierzało ku prawdzie i dobru, a tym samym ku Bogu. Można powiedzieć, iż Matka Boża jest przykładem doskonałej wolności, ponieważ cały jej rozum, oświetlany przez wiarę, był zdeterminowany przez dobro, którego całą wolą pragnęła. Nie miała w sobie żadnych wewnętrznych przeszkód, które utrudniałyby jej praktykowanie cnót.

Bycie pełną łaski tylko potęgowało ten efekt, tak, że Jej wola z niewyobrażalnym impetem zmierzała ku wszystkiemu co prawdziwe i dobre.

Deklaracja mówiąca, że zwykła ludzka istota doznała tak nadzwyczajnego przywileju, czyni omawiany dogmat fundamentalnie antyegalitarnym, gdyż podkreśla on olbrzymią nierówność pośród dzieł Bożych. Pokazuje całkowitą wyższość Najświętszej Maryi Panny nad wszystkimi pozostałymi stworzeniami. Z tego powodu jego proklamacja doprowadziła do pełnego nienawiści wrzenia rewolucyjnego ducha egalitaryzmu.

Powód drugi: Nieskalana Czystość Maryi Panny

Jest jednak jeszcze głębsza przyczyna, dla której Rewolucja nienawidzi tego dogmatu.

Rewolucja kocha zło i jest w jak najlepszej komitywie z ludźmi złymi, dlatego też stara się wynajdywać zło we wszystkim. Z drugiej strony ludzie postępujący w sposób nienaganny budzą w Rewolucji zajadłą nienawiść. Dlatego też idea, według której stworzenie mogłoby być całkowicie czyste od pierwszych momentów swojego istnienia, jest dla rewolucjonistów odrażająca.

Posłużmy się przykładem: wyobraźmy sobie mężczyznę przesiąkniętego nieczystością. Przytłoczony przez skłonność ku nieczystości wstydzi się swojego przyzwolenia na nią. Sprawia to, że jest on przygnębiony i zdruzgotany.

Wyobraźmy sobie tego samego mężczyznę, rozmyślającego o Matce Bożej będącej uosobieniem transcendentnej czystości, nieulegającej żadnej, nawet najmniejszej pokusie nieczystości. Czuje on nienawiść i pogardę do Matki Boga, ponieważ Jej cnoty upokarzają go.

Poprzez podkreślenie, że Maryja Panna w niebywały sposób była wolna od pychy, zmysłowości i pożądania czegokolwiek co byłoby rewolucyjne, ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu potwierdziło Jej całkowicie kontrrewolucyjnego ducha. Spotęgowało to nienawiść rewolucjonistów względem dogmatu jeszcze bardziej.

Sprzeciwianie się Doktrynie: kontrrewolucyjna walka

Na przestrzeni wieków w Kościele w kwestii dogmatu o Niepokalanym Poczęciu ścierały się dwa przeciwne prądy. Jakkolwiek przesadą byłoby twierdzić, że wszyscy, którzy walczyli z tą doktryną, działali z pobudek rewolucyjnych, to jednak wszyscy działający z otwarcie rewolucyjnymi intencjami zwalczali naukę o Niepokalanym Poczęciu. Z drugiej zaś strony wszyscy zwolennicy proklamacji dogmatu, wykazywali się nastawieniem kontrrewolucyjnym, przynajmniej na tym polu.

Można więc rzec, że walka między Rewolucją i Kontrrewolucją była obecna w starciu między tymi dwoma teologicznymi stanowiskami.

Trzeci powód: Papieska nieomylność

Jest jeszcze trzeci powód, dla którego dogmat, o którym mówimy, jest tak znienawidzony przez Rewolucję: jest to pierwszy dogmat ogłoszony na mocy papieskiej nieomylności.

W owym czasie dogmat o nieomylności papieskiej nie był jeszcze zdefiniowany i w Kościele obecny był prąd twierdzący, że papież jest nieomylny jedynie przewodnicząc soborowi. Mimo to Pius IX, po wcześniejszych konsultacjach się z częścią teologów i biskupów, powołał się na nieomylność papieską formułując dogmat o Niepokalanym Poczęciu.

Dla liberalnych teologów było to przykładem okrężnego rozumowania. Skoro nieomylność nie została jeszcze zdefiniowana, jak papież mógł jej użyć? Jest jednak odwrotnie: skoro papież użył swojej nieomylności, potwierdził jedynie, że przysługuje mu te prawo.

To śmiałe stwierdzenie wywołało wybuch oburzenia pośród rewolucjonistów, a zarazem niespotykany entuzjazm pośród kontrrewolucjonistów. Aby uczcić nowy dogmat dzieci na całym świecie chrzczone były pod imionami: Conception, Concepcio czy Concepta, dla szczególnego poświęcenia ich Niepokalanemu Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Pius IX i wypowiedzenie wojny wrogowi

Nie jest niczym zaskakującym, że Pius IX tak zdecydowanie potwierdził nieomylność papieską. Inaczej niż jego następcy, był on zawsze gotowy stanąć w szranki z wrogiem. Uczynił to w Genewie, w Szwajcarii, która była wówczas sprzyjającym gruntem dla rozwoju kalwinizmu – najbardziej radykalnej formy protestantyzmu.

Kiedy szwajcarskie prawo zmieniło się pozwalając wybudować katolikom katedrę w Genewie, Pius IX zarządził ustawienie pomnika Niepokalanej w centrum miasta. Miał on przypominać o dogmacie o Niepokalanym Poczęciu, w miejscu gdzie kalwiniści, luteranie i inni protestanci zaprzeczali mu bardziej niż gdziekolwiek. Jest to jeden z przykładów przywództwa papieża Pisa IX w walce z Rewolucją.

Dlatego jest czymś zupełnie właściwym, aby wszyscy katolicy w sposób szczególny byli przywiązani do dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, tak nieznośnego także dla współczesnych wrogów Kościoła.

Poniższy tekst jest nieautoryzowaną adaptacją wykładu wygłoszonego 15 czerwca 1973 roku przez prof. Plinio Correa de Oliveira.

Tekst pierwotnie ukazał się w kwartalniku Kontrrewolucja (nr10) – piśmie wrocławskiej Krucjaty Młodych (tłumaczenie: Jakub J. Wawrzyn).

W artykule tym użyte zostały terminy „Rewolucja” i „Kontrrewolucja” zgodnie z ich definicjami podanymi w książce Rewolucja i Kontrrewolucja. W znaczeniu tam podanym „Rewolucja” jest więc rozumiana jako trwający od kilku już wieków proces, powodowanym pychą i zmysłowością, oraz wynikającymi z nich egalitaryzmem i liberalizmem. Proces ten dominuje w dzisiejszym dążąc do zniszczenia cywilizacji chrześcijańskiej. „Kontrrewolucjoniści” zaś to ludzie oddani walce z Rewolucją i obronie praw Bożych.


Źródło informacji: http://www.summorumpontificum.pl

piątek, 30 września 2011

Królewskość Chrystusa Króla

Idea królewskości Naszego Pana Jezusa Chrystusa obecna była już od czasu Jego ziemskiego życia. Dla przykładu: On sam przedstawił się w ten sposób, gdy Piłat zapytał: „Czy ty jesteś królem żydowskim? On zaś odpowiedział mu i rzekł: Jest jak powiedziałeś” (Łukasz 23:3).

Pod różnymi tytułami odnajdujemy Jego manifestacje jako Króla obecne w Kościele od samego początku. Istnieje np. bardzo stare wyobrażenie Chrystusa Pantokratora – co jest greckim określeniem Chrystusa jako Króla Wszechrzeczy. Zasiada On w majestacie na tronie, a otacza go zwykle tęcza lub eliptyczna aureola. Tęcza w Piśmie Św. symbolizuje przymierze, jakie Bóg zawarł z ludźmi po Potopie, z kolei aureola – to znak zarezerwowany do podkreślania, że On powstał z martwych. Ze swojego tronu na wysokościach rządzi wszystkimi rzeczami. Innymi słowy: panuje nad Kościołem Triumfującym i Kościołem Walczącym, którym rządzi od swojego Poczęcia aż po Kres Czasów, a wiec na wieczność. Jest Rządcą i Panem wszystkiego.

Chrystus zasługuje na tytuł królewski z dwóch powodów

Pogląd nakazujący przypisanie Chrystusowi godności królewskiej implikuje również to, że jest on nie tylko Panem Wszechrzeczy, ale także każdej istoty ludzkiej. Zasługuje na tytuł królewski zarówno jako Wcielony Syn Boży, jak też jako Odkupiciel, przy czym owe prawa jego panowania nad nami nie są identyczne. Pierwsze to – by tak rzec – prawo urodzenia, drugie – prawo podboju.

Jest On naszym królem z uwagi na prawo urodzenia, gdyż istnieje zasada, zgodnie z którą jeżeli jeden byt w sposób bezsprzeczny stoi ponad innym, zyskuje nad nim zwierzchność. Nasz Pan dzierży nieskończoną władzę nad nami, gdyż jest Człowiekiem hipostatycznie zjednoczonym z Drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej. Zarówno przez swoje Człowieczeństwo, jak też Boskość, jest Królem i głową całej ludzkości.

Jest ponadto Królem rodzaju ludzkiego jako Odkupiciel, gdyż wybawił ludzkość: poświęcił sam siebie składając ofiarę na Krzyżu, a swoją ofiarą ocalił ludzkość od piekła i otworzył jej bramy niebios. Swoją krwią dokonał podboju ludzkości. Zyskał nad nią królewskie prawo. Stąd też królewskość Chrystusa może być kontemplowana zarówno przez pryzmat Jego Tronu, ja też Jego Krzyża, gdyż obydwa te prawa, jakkolwiek różne, dotyczą obydwu płaszczyzn.

Król Kościoła - Król Państwa

Ludzkość może być postrzegana poprzez pryzmat dwóch typów społeczeństw: społeczeństwa duchowego (Kościół), a także doczesnego (Państwo).

Nasz Pan jest Królem społeczeństwa duchowego, którym jest Kościół Katolicki. On jest Jej założycielem, źródłem wszelkiej łaski i przywilejów. On ustanowił Jej nakazy. Jest głową tego monarchicznego społeczeństwa, określanego też mianem Mistycznego Ciała, dlatego też pozostaje Królem Kościoła w prawidłowym i prawdziwym znaczeniu tego pojęcia. Papież pozostaje władcą Kościoła z uwagi na to, że jest Wikariuszem i Reprezentantem Chrystusa. Monarchiczna władza Papieży jest władzą [powierzonych im] kluczy, przelaną przez Chrystusa na Jego Namiestników.

Wśród katolików często słychać szerzące się błędne spostrzeżenie dotyczące rozdziału Kościoła od Państwa, stanowiące, że Kościół służy temu, co duchowe, natomiast Państwo zwraca się w stronę celów doczesnych. Kościół wiedzie wiernych do Nieba; Państwo natomiast dostarcza im tego, co niezbędne w zakresie potrzeb materialnych, tak, by mogli praktykować cnoty w celu osiągnięcia Wieczności.

Ktoś chcący zrozumieć to rozdzielenie i niezależność w sposób dosłowny mógłby stwierdzić, że Nasz Pan jest wyłącznie Królem Kościoła, z kolei Państwo nie ma króla. To z kolei może prowadzić do wniosku, że państwa katolickie nie potrzebują uznania Chrystusa za swojego Króla. Są to wnioski najzupełniej błędne. Państwa doczesne muszą przyjąć Panowanie Chrystusa już choćby z uwagi na swoją naturę, mają obowiązek przyjęcia Jego Prawa, jeżeli zaś tego nie czynią, znajdują się niejako w stanie buntu przeciw ich prawdziwemu Królowi.

Czy możliwe jest udowodnienie, że nasz Pan jest Królem Państwa? De facto już to zrobiliśmy. Ma on takie prawo w odniesieniu do całej ludzkości z uwagi na Jego narodziny jako Wcielonego Słowa, a także poprzez podbój dokonany za pomocą Odkupienia rodzaju ludzkiego.

Tak więc: Państwo winno uznać Kościół Katolicki za jedyny i prawdziwy Kościół. Nie może pozwolić na prozelityzm ze strony innych, fałszywych religii, nawet w przypadku uznania ich miejsca w społeczeństwie za znaczące; toleruje je tylko tam, gdzie nie ma innego rozwiązania. Dla przykładu: Brazylia powinna zawsze unikać zezwoleń na emigrację protestantów i schizmatyków do naszego kraju. Jeżeli nie ma innego wyjścia, może ich tolerować – ale winna unikać tego tak bardzo, jak to możliwe, inaczej bowiem sprzeciwi się królestwu Naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Wszystkie prawa Państwa muszą być inspirowane przez Kościół, tak, jak miało to miejsce przed rewolucją francuską. W rzeczy samej – gdyby Kościół miał możliwość ogłaszania prawa, mogło by ono ulegać wcielaniu w życie przez Państwo bez konieczności ratyfikacji. Powiedzmy, że Kościół ustanawiał by nowe prawa dotyczące narodzin, pogrzebów, małżeństw lub edukacji: Państwo mogło by je zaakceptować, a także wprowadzić w życie.

Władze religijne były przedmiotem publicznego szacunku i czci, były bowiem władzami jedynego prawdziwego Boga, który jest też Królem Państwa.

By pokazać swój szacunek względem Kościoła, Państwo musi zorganizować całe życie cywilne, kulturalne i artystyczne zgodnie z prawem Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jest to konsekwencją zasady, zgodnie z którą Nasz Pan Jezus Chrystus jest Królem wszystkich ludzkich społeczności.

Są to wszystko spostrzeżenia bardzo nam bliskie, nawet jeżeli pozostają dziś zapomniane. Wszystko, co słyszymy z nad pulpitów postępowców lub władz prowadzi nas nie tylko do zapomnienia, ale wręcz do zaprzeczenia tym zasadom. W konsekwencji katolicy zaczynają przyzwyczajać się do błędnych idei i przekonania, że Państwo winno być naturalnie a-religijne nie mając nic wspólnego z Naszym Panem Jezusem Chrystusem. I tak też dziś widać wyraźnie, że świeckie państwo nieustannie ignoruje Go, a także odrzuca.

Praktyczny wymiar rozpowszechniania w/w prawd

Wiara w teoretyczną słuszność tych prawd – to jedno, czymś innym jest natomiast życie z nieustannym przekonaniem, że są one prawdziwe. Zawsze, gdy widzimy wszechobecne uwłaczanie królewskiemu majestatowi Naszego Pana w społeczeństwie, musimy się przed tym strzec, odczuwać z tego powodu gorycz, a także oburzenie. Powyższa prawda musi żyć w nas, tak, jakby stanowiła część naszej skóry. Powinniśmy być smutni w obliczu laicyzmu wściekle atakującego każdą sferę życia, a także otwierającego drzwi ateizmowi. Winniśmy znieść życie we współczesnym społeczeństwie jak na wygnaniu, gdyż zaprzecza ono królestwu Chrystusa i odwraca wszystko do góry nogami. Jest naszą powinnością wzniecenie nieustającego wewnętrznego protestu przeciw tej sytuacji.

Tylko z takim stanem umysłu będziemy prawdziwymi żołnierzami Chrystusa.

Weźmy taki przykład: idąc co brazylijskiej Sali sądowej z pewnością znajdziemy na ścianie krucyfiks. Są dwa sposoby patrzenia na niego. Jeden – sentymentalny i z pewnością nieco głupi, gdy dana osoba myśli: „Pięknie jest mieć tu Naszego Pana. Rozpostarł swój wpływ na wyroki i sędziów. Sędzia – z pewnością musi to być człowiek rodzinny, zawsze spogląda na Chrystusa przybitego do Krzyża. A obrońca – ileż to łask musi on otrzymać od Naszego Pana. A pomyślcie o tych poważnych ławnikach…”.

Wierzę, że jest to sentymentalna i liberalna droga do uniknięcia dojrzenia rzeczywistości i prawdziwego cierpienia Chrystusa, którego doznaje on w skutek zaprzeczenia jego królowaniu, mającego miejsce również w owej wspomnianej przed chwilą sali rozpraw. A rzeczywistość jawi się zupełnie inaczej niż wyobraża to sobie sentymentalny katolik. Oczywiście to dobrze mieć tam krzyż, ale cały system prawny, a także sprawiedliwość, jaka funkcjonuje w naszym kraju, ignoruje Chrystusa. Sprzeczność między resztkami starego porządku, a dominującą dziś laicyzacją prawa, obraża Naszego Pana.

Dlatego prawdziwy wasal Chrystusa Króla, Jego żołnierz, winien jest bezustannie uważać na to, co dzieje się dookoła niego, dostrzegać i wznosić lament nad wszystkim, co zaprzecza królestwu Naszego Pana. Jest czymś daremnym posiadanie pewnych abstrakcyjnych idei w sytuacji, gdy nie stosujemy ich w w praktyce codziennego życia.

Katolik, który nie przyjmuje pozycji smutku i żalu widząc królewskość Naszego Pana stale odrzucaną, nie jest Jego prawdziwym żołnierzem. Musimy być znani z nieustannego trwania w goryczy w obliczu negacji Jego praw. Nie chodzi o rzecz sterylną, wyłącznie akademicką, ale o męskie oburzenie stanowiące wstęp do kontruderzenia, mającego na celu przywrócenie prawidłowego porządku rzeczy tak szybko, jak to możliwe.

Przyjmując te warunki naszego osobistego wygnania powinniśmy modlić się do Naszego Pana prosząc go o pozwolenie na przywrócenie jego królestwa na ziemi w sposób najbardziej autentyczny i wzniosły, tj. przez panowanie Naszej Pani. To Jej Królestwo jawi się na horyzoncie – tak, jak przepowiedziała w Fatimie.

Plinio Corrêa de Oliveira

Tłum. Mariusz Matuszewski

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

piątek, 2 września 2011

Nadzieja beznadziejnego świata

Jeżeli istnieje stulecie, którego jedyna nadzieja leży w Przenajświętszym Sercu Jezusa, to jest nim nasze własne.

Zło popełniane przez współczesną ludzkość trudno wyolbrzymić. Wśród jego przykładów są bluźnierstwo, zniszczenie rodziny przez praktyki aborcyjne, rozwody, eutanazja, szerząca się pornografia, nie licująca z moralnością moda i styl życia, homoseksualizm, etc. Jak powiedział niegdyś papież Pius XI, współczesny świat jest moralnie tak zdeprawowany, że w każdej chwili da się go zanurzyć w głębszą otchłań duchowej nędzy, niż ten, w którym przyszedł na świat nasz Błogosławiony Odkupiciel.

Myśli o tak wielu zbrodniach w sposób naturalny towarzyszy idea boskiej zemsty. Gdy spoglądamy na grzeszny świat, jęczący pod ciężarem tysięcy kryzysów i tysięcy nieszczęść – ciągle jednak zatwardziały, gdy rozważamy alarmujący postęp neopogaństwa, znajdującego się już na krawędzi podboju ludzkości, gdy wreszcie z drugiej strony daje się odczuć brak determinacji, przewidywania i jedności wśród resztek [tych, którzy wierzą], jesteśmy ze zrozumiałych względów przerażeni ponurą perspektywą katastrof, które obecne pokolenie może ściągnąć samo na siebie.

Jest coś liberalnego lub luterańskiego w wyobrażeniu, że tak wielka ilość przewin nie zasługuje na karę, a szerząca się apostazja ludzkości stanowi po prostu owoc jakiegoś intelektualnego błędu bez moralnej winy. Rzeczywistość przedstawia się zgoła inaczej, jakkolwiek Bóg nie porzuca swojego stworzenia. Raczej bezustannie towarzyszy mu i wspiera je niezbędną łaską, pomocną w powrocie na właściwą ścieżkę. Jeśli jednak wybierze ono drogę inną, niż ta, którą On wskazał, odpowiedzialność leży po jego stronie.

Czy zatem nic nie zostało ludzkości prócz ognia i siarki? Czy oglądając świt nowego tysiąclecia możemy mieć nadzieję na przyszłość inną, aniżeli bicz przepowiedziany przez Pismo Święte jako odpowiedź na brak skruchy dni ostatecznych? Jeżeli Bóg postąpi ściśle według reguł swojej sprawiedliwości, wówczas nie możemy wątpić w to, co nas czeka. Bo w rzeczy samej – czy mogliśmy zrobić w tym kierunku więcej, niż przyniosło XX stulecie?

Niezależnie od tego, skoro Bóg jest nie tylko sprawiedliwy, ale również miłosierny, wrota zbawienia nie zostały jeszcze przed nami zatrzaśnięte. Ludzie, nieubłagani w swej bezbożności, mają wszelkie powody by oczekiwać jego surowych wyroków. On jednak, pełen miłosierdzia, nie chce śmierci grzesznego pokolenia, lecz „by nawróciło się (…) i żyło” (Ezechiel 18:23). Dlatego też Jego łaska bezustannie ściga każdego człowieka, zaprasza go do porzucenia złych dróg i powrotu do zagrody Dobrego Pasterza.

Jeśli zatwardziała ludzkość ma wszelkie powody do obaw przez katastrofami, to ludzkość skruszona ma wszelkie powody oczekiwać miłosierdzia. W istocie: by Boża łaska została wylana na skruszonego grzesznika, jego pokuta nie musi wcześniej nabrać pełnej mocy. Jeśli nawet nadal znajduje się on w czeluściach otchłani i jest grzesznikiem, ale szczerze i żarliwie zwraca się do Boga ze skruchą budzącą się w jego sercu, natychmiast znajdzie pomoc, gdyż Bóg nigdy nie okaże mu wzgardy.

Duch Święty mówi w Piśmie: “Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Izajasz 49:15). Co znaczy, że nawet w sytuacji ekstremalnej, gdy nawet matka się podda, Bóg nie odpuści. Grzesznik jest beneficjentem Jego miłosierdzia nawet wówczas, gdy Boża sprawiedliwość dosięga go na drodze nieprawości. Człowiek współczesny nie może tracić z oczu tych dwóch podstawowych koncepcji: Bożej sprawiedliwości i Boskiego miłosierdzia. Sprawiedliwości – w sytuacji, gdybyśmy ośmielili się sądzić, że możemy ocalić nasze dusze bez zasług, miłosierdzia zaś – byśmy nie tracili nadziei na zbawienie tak długo, jak pokutujemy i chcemy zacząć od nowa.

Bóg jest miłością – tak więc proste wspomnienie Najświętszego Imienia Jezusa przywołuje miłość. Jest to miłość nieskończona i bezgraniczna, taka, która przywiodła Drugą Osobę Trójcy Świętej do stania się człowiekiem. Wyraziła się w zupełnym upokorzeniu Boga, który przybył do nas jako ubogie dziecię narodzone w grocie.

Jest to miłość pokazana w trakcie trzydziestu lat życia ukrytego, spędzonego w uwłaczającym ubóstwie, w trzech latach trudnej ewangelizacji, gdy Syn Człowieczy przemierzał gościńce i polne drogi, wspinał się na wzniesienia, przekraczał doliny, rzeki i jeziora, odwiedzał miasta i wsie, wędrował przez pustynie i osady, mówił do bogatych i biednych, rozdzielał miłość i - przede wszystkim – zbierał niewdzięczność.

Kulminacyjny moment manifestacji tej miłości nastąpił w trakcie Ostatniej Wieczerzy, gdy po umyciu stóp Apostołom, Jezus ustanowił Najświętszy Sakrament Eucharystii. Jest to miłość ostatniego pocałunku Judasza, przejmującego spojrzenia na Piotra, obelg znoszonych z cierpliwością i pokorą, a także cierpień zadawanych aż do przelania ostatniej kropli krwi. Miłość tę widać w ostatnim przebaczeniu udzielonym umierającemu łotrowi, dającemu mu wstęp do nieba. Jest to wreszcie miłość wyrażona w najwyższym darze Niebiańskiej Matki dla nieszczęsnej ludzkości.

Każdy z tych punktów był drobiazgowo badany przez uczonych, pięknie oddawany przez artystów, nabożnie kontemplowany przez świętych, a także niezrównanie czczony w Liturgii.

W czci oddawanej Najświętszemu Sercu Jezusa, Kościół w sposób szczególny sławi nieskończoną miłość, okazaną ludziom przez Naszego Pana. Jako że Jego serce jest symbolem miłości, czcząc je – Kościół czci Miłość.

Piękne i liczne są też inwokacje używane przez Świętą Matkę Kościół w odniesieniu do Naszej Błogosławionej Pani. Każda z nich jasno oddaje jej związek z Bożą miłością, każda też czci bądź to dar ofiarowany jej przez Boga, któremu pozostała doskonale oddana, bądź też jakąś szczególną moc lub wpływ, który ma wraz ze swym Synem.

Jakie są jednak Boże dary poza szczególną manifestacją Jego miłości? I jaka jest moc Naszej Pani, by mogła wstawiać się za nami u Boga, a równocześnie wspaniały aspekt Jego miłości do nas?

Jest wielce odpowiednim nazywanie jej Speculum Justitiae, „lustrem sprawiedliwości” z jednej strony, a "wszechmocną wstawienniczką” z drugiej. Jest lustrem sprawiedliwości, gdyż Bóg ukochał ją tak dalece, że skoncentrował w niej wszelką doskonałość dostępną istocie ludzkiej. W żadnym innym stworzeniu nie znajduje On tak wiernego odbicia, jak w Niej. Tak więc jest ona również doskonałym odbiciem Jego sprawiedliwości. Jest wszechmocną orędowniczką, bo żadna łaska nie zostaje osiągnięta bez naszej Pani, jak też nie ma łaski, której Ona nie mogła by nam wyjednać. Tak więc przywołując imię Maryi jako Naszej Pani o Świętym Sercu dokonujemy pięknej syntezy wszelkich innych inwokacji. Odwołujemy się do najczystszego odbicia Boskiego Macierzyństwa; równocześnie uderzamy we wszystkie struny miłości w pięknej harmonii, te same struny uderzamy recytując litanię do Niej lub śpiewając Salve Regina.

Istnieje jednak jedna inwokacja Naszej Pani, którą szczególnie chciałbym przywołać. Jest Ona „Obrończynią Grzeszników”. Pan Nasz Jezus Chrystus jest naszym sędzią, jakkolwiek jednak wielkie jest jego miłosierdzie, pozostaje On naszym najwyższym arbitrem i nie może postąpić wbrew tej roli.

Nasza Pani jest jednakowoż naszą obrończynią i robi dokładnie to, co powinien robić adwokat: broni oskarżonych. Czy nie mamy w Naszej Pani o Świętym Sercu, Obrończyni Grzeszników, wszechmocnej obrony przed sankcją Bożej Sprawiedliwości, której prośba o miłosierdzie nie będzie odrzucona? Opinia, zgodnie z którą Nasza Pani jest naszą obroną jest tożsame ze stwierdzeniem posiadania przez nas wszechmocnej obrończyni, dzierżącej złoty klucz do nieskończonych zasobów miłosierdzia. Jakież może być lepsze wyjście dla ludzkości, która popada w jeszcze głębszą otchłań grzechu bez przypomnienia o sprawiedliwości, a z drugiej strony traci nadzieję na zbawienie, gdy się o niej mówi?

Przez wzgląd na wszystko – niech sprawiedliwość będzie przywoływana; jest to obowiązek, uchybianie któremu przynosi wyłącznie przykre owoce. Jednak tuż obok sprawiedliwości, która wymierzona jest w grzeszników, nie zapominajmy o miłosierdziu, które pomaga szczerze skruszonym grzesznikom porzucić grzech i w ten sposób dostąpić zbawienia – tak, jak On tego pragnie z całego serca – Najświętszego Serca Jezusa.

Tłum. Mariusz Matuszewski

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

O rozwój katolickiego rozsądku

Katolicka doktryna to jedno, katolicki rozsądek – to coś innego. Istnieje kilka punktów, w których doktryna otrzymuje znaczną przewagę, gdy wspomaga się rozsądkiem.

Katolicka doktryna nie potępia małżeństwa kapłanów jako takiego. Jednak katolicki rozsądek, mądrze utożsamiony z nauczaniem Kościoła, rozumie, że w realnym świecie wielkość urzędu kapłańskiego wymaga celibatu.

Katolicka doktryna w zupełności przystawała do wczesnej organizacji Kościoła, kiedy to pewne stanowiska kościelne były obsadzane przez wiernych w drodze elekcji w ich własnym gronie. Katolicki rozsądek, rozumiejąc korzyści płynące z takiego systemu w innych czasóach, dziś nieustępliwie broni obecnej organizacji Kościoła, jedynej przystającej do epoki, w której żyjemy.

Doktryna nie obliguje Ojca Świętego do otaczania się w Watykanie splendorem papieskiego dworu. Jednak katolicki rozsądek doskonale rozumie potrzebę owego splendoru jako ludzkiej manifestacji uświęconej godności Jego Świątobliwości.

Inaczej mówiąc: wiedza na temat katolickiej doktryny jest dla nas niezbędna na sposób, w jaki dla nawigatora konieczne jest ustalenie pozycji gwiazd na niebie celem zorientowania kursu. W swojej części katolicki rozsądek reprezentuje praktyczną wiedzę pilota, który mając na uwadze zdradliwe rafy i mielizny, zwraca swoje oczy nie tylko na niebo, ale także na morze i wypatruje zagrożenia, którego musi uniknąć.

Bez obydwu tych rzeczy – a więc wiedzy o gwiazdach, a także przeszkodach ukrytych w morzu, nawigacja nie byłaby możliwa.

Tak też samo bez gruntownej znajomości katolickiej doktryny i umiłowania katolickiego rozsądku niemożliwym byłoby żeglowanie przez ów burzliwy ocean, w jakim się znajdujemy.

Dlatego nie wystarczy szacunek dla kilku punktów katolickiej doktryny. Jest koniecznym z punktu widzenia katolickiego rozsądku, ażeby przeniknąć wszystko i otworzyć sobie drogę do rozwiązania naszych rozlicznych trudności na jej sposób.

Pierwodruk w : „Legionario” z 1 października 1933.

Tłum. Mariusz Matuszewski

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

niedziela, 24 lipca 2011

Plinio Corrêa de Oliveira - Duch rewolucyjny i kontrrewolucyjny

Analizując walkę pomiędzy Rewolucją a Kontrrewolucją, nie powinniśmy patrzeć na nią tylko jako na walkę dwóch ruchów albo dwóch ugrupowań. Koniecznym jest dostrzeganie w niej zasadniczej opozycji pomiędzy dwiema koncepcjami życia – dwoma porządkami rzeczy dogłębnie różnymi.

Chodzi tu z jednej strony o katolicką i kontrrewolucyj-ną koncepcję wszechświata, a z drugiej strony o rewolucyjny porządek wartości, który chcą zaprowadzić zastępy zła.

Głęboką przyczyną tej walki jest kwestia natury metafizyczno-religijnej.

Postaram się ukazać istnienie tej kwestii, która stanowi przyczynę pierwotną i podstawową dla rozdzielenia pól na te re- wolucyjne i kontrrewolucyjne.

Historia rewolucji rosyjskiej z 1917 roku, tak bogata w wątki, intrygi i zdrady, zawiera jednak pewne wydarzenia pełne szlachetności i głębokiego znaczenia dla żołnierzy Kontrrewolucji.

Mam na myśli zdarzenie, którego bohaterem był arcyksiążę Mikołaj Mikołajewicz. Miało ono miejsce w Petersburgu. Po abdykacji cara zapanował całkowity chaos. Carska policja rozproszyła się, a pałac został zaatakowany. Na ulicach przemawiali rewolucjoniści, zaś lud ich oklaskiwał. W pewnym momencie w tłumie zjawiła się limuzyna z dwoma k i e r o w- cami. Na przedzie samochodu widniało godło rodziny carskiej: korona na czymś w rodzaju poduszki. Był to wielki książę Mikołaj Mikołajewicz, który dowiedziawszy się o chaosie, jaki panował w Petersburgu, udał się do pałacu carskiego, aby zapewnić monarchę o swojej wierności. Nakazał kierowcy, aby zrobił drogę poprzez tłum. Motłoch sprzeciwił się i otoczył samochód. Widząc, że chodzi o arcyksięcia, ludzie zaczęli wygwizdywać i krzyczeć szyderczo, po czym zaczęto wybijać szyby w samochodzie. Pojazd zatrzymał się, a wielki książę otworzył drzwi i stanął na stopniu samochodu.

Prezentując się niczym Herkules, zaczął przemawiać, lżąc rewolucję, po czym w końcu nakazał wszystkim się rozejść. Zgromadzenie zaczęło się wycofywać i znikło. Wielki książę zwyciężył i bez przeszkód dojechał do pałacu carskiego.

Wydarzenie to przypomina nam inną historię związaną z Marią Antoniną podczas Rewolucji Francuskiej. Pojawiwszy się na balkonie swojego pałacu, samą swą prostą obecnością zmusiła rozwścieczony, miotający na nią najgorsze wyzwiska motłoch rewolucyjny, do milczenia.

ZASADA RELIGIJNA

W tych dwóch przykładach widzimy symbole dwóch światów, które się zwalczają i zarazem się wykluczają.

Człowiek, który analizuje powierzchownie powiedział- by, że chodziło o zwykłe zderzenie dwóch form sprawowania władzy. W rzeczywistości mamy do czynienia z czymś o wiele głębszym. Chodzi tu o nieprzejednaną opozycję pomiędzy dwoma porządkami wartości; między dwoma sposobami widzenia Wszechświata. Tak naprawdę były to dwa porządki najwyższe i transcendentne, które się wykluczają, jak czarne wyklucza białe; jak „tak” wyklucza „nie”. Z tego wynika, że w konsekwencji chodziło o zasadę religijną. W tej opozycji pomiędzy wspomnianymi postaciami historycznymi a tłumem rewolucyjnym były zawarte najdonioślejsze problemy Wszechświata. Problemy, które poprzez swoją wielkość i zakres koniecznie obejmują kwestię religijną.

Ze względu na co możemy tak twierdzić?

Jak można twierdzić, że sposób patrzenia na problemy Wszechświata zawiera kwestię religijną?

Postaram się wyjaśnić ten problem, analizując kwestię przyczyny stworzenia Wszechświata oraz kwestie rządzących nimi praw. Swój wywód będę opierał na badaniach jezuity, księdza Enrique Ramiera na temat porządku Wszechświata, aczkolwiek nie będę dokładnie trzymał się idei i nazewnictwa tego autora.

ESTETYKA WSCHECHŚWIATA

Stworzenie w planach Bożych

Rozważając stworzenie, możemy zapytać: dlaczego Bóg, który zawiera w Sobie całą pełnię, zechciał stworzyć olbrzymią wielość bytów, które stanowią Wszechświat. Będąc nieskończenie doskonały, nie musiał ich tworzyć. I jeśli jest prawdą, że nie było żadnego powodu, który by uniemożliwił Mu utworzyć kosmos, to z drugiej strony nie było też żadnego powodu, któryby Go zmuszał do tego. W Swojej nieskończonej dobroci i mądrości Bóg tak zechciał. Tak więc została stworzona przez Niego nieskończona ilość bytów, tak jak woda, która nagle wytryskuje ze źródła. Bóg, nasz Pan oprócz tego, że posiada wszystkie doskonałości, widzi również w Sobie wszystkie możliwe stopnie doskonałości.

Jego zamiar stworzenia tak wielkiej ilości bytów, był nie tylko po to, aby te byty odbijały Jego doskonałość, ale również aby pomnażały tę doskonałość we wszystkich możliwych stopniach. W ten sposób tłumaczy się charakter hierarchiczny, którym Bóg nacechował Wszechświat. Te stopnie doskonałości odpowiednio odzwierciedlają Boga.

Nie mógłby Bóg stworzyć jedno jedyne stworzenie, które samo w sobie odbijałoby wszystkie jego doskonałości tak dobrze, jak wszystkie stworzenia zarazem?

Opinie filozofów na ten temat są podzielone. Jesteśmy skłonni twierdzić, że byłoby to metafizycznie niemożliwe.

Bóg stworzył Wszechświat złożony z wielu stworzeń, aby one z jednej strony poprzez wielość, z drugiej – poprzez hierarchiczność odzwierciedlały odpowiednio Boską doskonałość. Racja istnienia stworzenia polega na oddawaniu chwały Bogu, odbijając w sposób całkowity i pełny doskonałości, które w Nim istnieją.

SPRAWA KATOLICKA

Te rozważania są ważne, aby dokładnie rozumieć, na czym polega „sprawa katolicka”. Można by to zdefiniować, jako ideał, który prowadzi do tego, aby stworzenie oddało chwałę Bogu, rozpatrując jednak stworzenie w całości, nie zaś tylko w jednym, czy drugim z jego aspektów częściowych. Chodzi tu o to, aby zarazem rodziny, miasta, narody, cała ludzkość i ostatecznie cały wszechświat oddawał chwałę Bogu.

Jedność w różnorodności

Zgodnie ze Scholastyką, piękno polega na jedności znajdującej się w różnorodności. Uznajemy daną rzecz za piękną wtedy, gdy jej elementy składowe tworzą całość. Byty podzielone, nie stanowiące całości nie mają ani piękna, ani nie są atrakcyjne. To jedność nadaje bytom piękno i nadaje wartość dzięki swoim różnorodnym elementom. Tak więc jedność stanowi formę piękna, a różnorodność stanowi materię piękna, element drugorzędny, ale niezbędny dla piękna.

Poniekąd każdy byt zawiera w sobie tę jedność i różnorodność. Łatwo to dostrzec we wszystkich bytach rozważanych z osobna. Rozważmy np. duszę ludzką. Wiemy, iż posiada ona rozum, wolę i uczucia – oto jej różnorodność. Ale różnorodność ta jest umiejscowiona w jedności ludzkiej osoby.

Zasada jedności w różnorodności ma swoje prawa, które utożsamiają się w tym, co nazywamy estetyką Wszechświata. Studiując te prawa, napotykamy wyjaśnienie wielu rzeczy z okresu średniowiecza, które nas zachwycają, i które należą do sposobu bycia i działania naszej rodziny dusz.* Na początek przeanalizujemy zasady różnorodności.

Pierwsza zasada różnorodności:
Zasada cechy charakterystycznej

Aby dobrze zrozumieć tę zasadę, posłużymy się przykładem.

Weźmy pokój z różnymi rzeczami: fotelami, obrazami, lampami, dywanami, zasłonami. Stanowi to różnorodność elementów. Pod jakimi warunkami jednak ta różnorodność jest autentyczna? Będzie taką tylko wtedy, kiedy każda z tych rzeczy wyróżnia się od innych w sposób bardzo typowy i charakterystyczny. Fotele powinny być typowe dla samych siebie; obrazy tak samo. Załóżmy, że wszystkie te rzeczy byłyby zrobione z jednej materii – z plastiku, tak lubianego przez świat współczesny – i że ich kształty nie różniłyby się między sobą, jak powinny: lampa byłaby podobna do fotela, a fotel do lampy. Wtedy nie istniałaby różnorodność.

Cecha charakterystyczna stanowi więc znak typowy prawdziwej różnorodności i w nim urzeczywistnia się prawdziwa różnorodność.

Stanowi to powód, dla którego tak podziwiamy bogate, charakterystyczne i typowe aspekty, które odnajdujemy w organizacji politycznej i społecznej średniowiecza. I dlatego też „Catolicismo”[TFP]** broni rzeczy właściwie typowych.

Dlaczego np. mamy uczucie sympatii i podziwu dla typowego Andaluzyjczyka? Dlatego, że wszystkie cechy, które go wyróżniają od Baska czy Nawarryjczyka są w nim bardzo wyraziste. Jeśliby istniał standardowy człowiek nowoczesny, nie istniałaby różnorodność. Uważamy za piękne, np. to że w dawnej Hiszpanii, monarcha nazywał się „królem wszystkich Hiszpanii”. Tak, ponieważ każdy z regionów tego kraju stanowił coś w rodzaju małej Hiszpanii z własną architekturą, tańcami, muzyką, wszystkim bardzo charakterystycznym.

W tym samym sensie jest bardzo interesująca różnica istniejąca pomiędzy klasami społecznymi w społeczeństwie średniowiecznym. Wojownik był typowym wojownikiem. Mnisi, kupcy, rzemieślnicy, wieśniacy byli bardzo nacechowani poprzez to, czym byli. Możemy sobie wyobrazić ulicę pewnej średniowiecznej wioski: idzie szlachcic i poprzedza go orszak, za chwilę duchowny a potem rzemieślnik, w końcu mnich. To, co czyni ten widok ciekawym, to fakt, że każdy z tych elementów jest rzeczywiście nim samym.

To samo musimy powiedzieć o stylu gotyckim, który będąc pełnym różnorodności, zachowuje głęboką jedność. I dlatego zachowuje równowagę i harmonię.

Przeciwnie, cywilizacja współczesna nienawidzi różnorodności i ubóstwia prawo jedności. Nie cierpi wszystkiego, co jest typowe; w ogólności, kocha to, co jest bezładne i pomieszane. Usuwając różnorodność i wprowadzając w jej miejsce uniformizację bez żadnego sensu, Rewolucja niszczy podobieństwo stworzenia do swego Stwórcy.

Druga zasada różnorodności:
Zasada kontrastu

Poza tym rzeczy winny manifestować pewien kontrast; pewną opozycję, aby ich piękno było jeszcze pełniejsze. W instytucjach Kościoła katolickiego znajduje się wiele aspektów tej różnorodności, które tworzą kontrast. Wyobraźmy sobie np. wchodzący do Watykanu orszak papieski. Dostrzeżemy natychmiast dostojników Kościoła Wschodniego z całym przepychem właściwym dla Wschodu. Trochę dalej ojców franciszkanów przyodzianych bardzo ubogo w swoje proste habity. Dalej książęta, którzy reprezentują szlachtę, z tyłu wojskowi w swoich galowych mundurach. W końcu wchodzi papież otoczony wielką chwałą. Pokorne zakonnice modlą się i kłaniają, kiedy on przechodzi. Mamy tutaj wspaniały kontrast pomiędzy papieżem, znajdującym się na szczycie władzy i przed którym wszyscy klękają i pokory brata zakonnego, który protestuje, gdy ktoś przed nim klęka. W tej opozycji jest wielka harmonia. Szczególnie w tym kontraście, w tych skrajnie przeciwnych aspektach. Różnorodność objawia sie w całym bogactwie.

Jest bolesne widzieć, jak we współczesnym świecie piękno okaleczone jest przez uniformizację narzuconą przez Rewolucję w każdym zakątku Ziemi.

Trzecia zasada różnorodności:
Prawo gradacji

Boża Opatrzność zechciała stworzyć wszystkie rzeczy zhierarchizowane. Tworząc minerały, rośliny, zwierzęta, ludzi i anioły ustanowiła wewnątrz każdej z tych kategorii ogromną gamę stopni pośrednich.

Ta hierarchia pełna różnorodności jest zarazem całkowicie harmonijna. Pomiędzy różnymi stopniami istnieje niezliczoność odcieni, dzięki którym nie pojawiają się gwałtowne skoki. Zresztą bez tych stopni pośrednich świat byłby dziki i nieprzyjazny.

Wyobraźmy sobie, że człowiek żyłby w świecie składającym się tylko z minerałów, i że Opatrzność kazałaby mu czynić z tego świata pożywienie. Człowiek czułby się źle, ponieważ istnieje przepaść pomiędzy nim a minerałem. Jednak gdy człowiek ma wokół siebie rośliny i zwierzęta tworzą się stopnie naturalne, które wywołują uczucie dobrego samopoczucia.

Hierarchia organiczna i pełna stopni pośrednich sprawia przyjemność duchowi kontrrewolucyjnemu, ponieważ stanowi jedność pełną różnorodności. Ta zasada gradacji przeniesiona w sferę polityczno-społeczną stworzyła społeczeństwo średnio-wieczne, w którym klasy społeczne utworzyły łagodną hierarchię z niezliczoną liczbą stanów pośrednich pomiędzy plebejuszem a królem.

Przeciwnie, Rewolucja nienawidzi społeczeństw pełnych stopni, które się przenikają, organicznych i ze sobą złączonych. Rewolucja, co najwyżej, toleruje nowobogackich mieniących się panami wszechświata, uważając za pariasów wszystkich innych, a w szczególności tradycyjne elity.

Rewolucja chce zniszczyć stopnie pośrednie społecznej piramidy. Zobaczmy, dlaczego.

Rozważmy wszechświat. Wyobraźmy sobie średniowieczną pracownię kamieniarską, kamieniarza pracującego w półmroku, kilka kamieni tu, kilka tam. Trochę dalej przyjemny zapach smacznych wypieków, dębowe meble, dziecięcy śpiew. Jednym słowem: komfort plebejski. Jest to oczywiście przyjemne. Jednak jeśli cały świat byłby tylko taki, byłoby to przerażające.

Rozważmy z jednej strony króla, a z drugiej plebejusza niższej kategorii, a także istniejącą między nimi całą gradację stopni pośrednich, wg zasad piękna, o których mówiliśmy. Król i plebejusz uzupełniają się. W pewien sposób piękno stanu plebejskiego wynika z faktu istnienia króla, zaś piękno stanu królewskiego wynika z faktu istnienia plebejuszy.

Jeśli istnieliby jedynie królowie, a nie istnieli plebejusze, bycie królem znaczyłoby niewiele. Albowiem istnienie plebejusza daje królowi wielką wagę.

Tak więc król i plebejusz uzupełniają się nawzajem. Wobec tego obrazu, chcąc go zniszczyć, Rewolucja miała dwa rozwiązania: uczynić wszystkich królami albo uczynić wszystkich plebejuszami. Dochodząc do wniosku, że to pierwsze rozwiązanie jest niemożliwe, zdecydowała się na drugie – zresztą o wiele bardziej zgodne ze swoim duchem demokratycznym. W rezultacie te aspekty życia codziennego prawie zupełnie znikły ze społeczeństwa.

Czwarta zasada różnorodności:
Zasada ruchu

Istnieje jeszcze inny rodzaj różnorodności: transformacja. W świecie istnieje ciągła transformacja, ciągły ruch. Jednak odmiany ruchu – ustanowione przez Boga we wszechświecie są stopniowe i harmonijne, tak jak zostało to opisane w zasadzie poprzedniej. Ta harmonia ruchu stanowi element piękna w stworzeniu.

Dla przykładu rozważmy rozwój życia ludzkiego – danego prawego człowieka. Człowiek się rodzi, rozkwita w ruchu harmonijnym podczas dojrzewania i staje się dorosły w sposób szlachetny; starzeje się w godności i gdy Bóg powołuje jego duszę, jest to jak zerwanie cennego owocu, który zostaje przeniesiony do Nieba. Jest to piękna droga. A jednak. Czego chce duch rewolucyjny? On dąży do tego, aby człowiek był młodzieńcem dopóki nie padnie martwy. Wymodelowany lub wymalowany, wszyscy muszą wyglądać, jakby mieli ten sam młody wiek.

Rewolucja nie znosi Bożego planu, zgodnie z którym wiek ludzi jest zróżnicowany. Kiedy jednak zmuszona jest uznać tę różnicę, której nie może zakwestionować – stara sie to zrobić w sposób brutalny, ignorując gradację miedzy wiekiem i pogardzając starością, która niczego nie daje dlatego, że niczego nie produkuje.

Można dojść do takiego wniosku, obserwując życie dawnej rodziny oraz życie rodziny współczesnej. W pierwszej w jednym salonie dziadkowie, rodzice, dzieci, przyjaciele; ludzie w różnym wieku obcują razem, rozmawiają: różnorodność w jedności. W rodzinie nowoczesnej, kiedy rodzice organizują przyjęcie, dzieci nie mogą być na nim obecne.

Jeśli dzieci organizują przyjęcie, to wtedy rodzice, a szczególnie matka, nie mogą być na nim obecne. Dzieci nazywają swoich rodziców „starzy” i niezbyt chcą z nimi obcować. Dzieje się tak dlatego, że Rewolucja nienawidzi łączności między pokoleniami, łączności, która jest swego rodzaju pięknem Boskiej doskonałości, którym Bóg naznaczył stworzenie.
Przejdźmy teraz do analizy prawa jedności.

Pierwsza zasada jedności:
Zasada ciągłości i spójności

Zasada spójności zakłada nieprzerwalność, co można stwierdzić na dwa sposoby: poprzesz ciągłość i poprzez spójność. Ciągłość znaczy, że nie ma próżni, aby w spójnym bycie nie było rozziewu. O wiele zaś głębsza jest jedność, którą można stwierdzić poprzez spójność. W tym wypadku istnieje wewnętrzna zbieżność pomiędzy elementami w taki sposób, że są one wzajemnie połączone poprzez wewnętrzne potężne więzy.

Pomiędzy warstwami społecznymi w Cywilizacji Chrześcijańskiej musi istnieć ciągłość i spójność. Mimo że istnieją liczne i dogłębne różnice miedzy nimi, całość, którą stanowią jest ciągła i spójna. Istnieje ciągłość, ponieważ jedna klasa uzasadnia drugą, wspomagając się wspólnie i stanowiąc zbiór, bez rozziewów, które cechują społeczeństwo rewolucyjne. Jest spójne, ponieważ klasy – mimo, że odróżniają się – szanują się i bronią się wzajemnie i nie uznają się za obce albo wrogie. Miłują się w prawdziwym duchu Pana Jezusa, który był zarazem księciem i rzemieślnikiem. Jak to wszystko różni się od walki klas świata współczesnego!

Druga zasada jedności:
Zasada harmonijnego przejścia

Kiedy mówiliśmy o zasadzie różnorodności oraz gradacji, zauważyliśmy, że w stworzeniu musi istnieć hierarchia. Studiując teraz zasadę jedności, zobaczymy jak ta hierarchia, aby być autentyczna musi składać się ze stopni, które nakładają się w sposób harmonijny, a nie w sposób dowolny.

W hierarchii różnorodność jest zagwarantowana przez wielość stopni pośrednich, a jedność zagwarantowana jest przez łagodność przejść pomiędzy stopniami. Przykładem tego jest tęcza. Kolory, które ją tworzą uporządkowane są przez łagodne przejścia. W tym objawia się Mądrość Boża, która stworzyła świat jako wspaniałą jedność – wyraz wielkiej siły – a zarazem wspaniałej różnorodności – wyraz wielkiej mocy.

Wyobraźmy sobie koronację cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W momencie, gdy cesarz został ukoronowany biły dzwony stolicy imperium. Natychmiast zaczynały również bić dzwony okolicznych miast. Następnie dzwony miast dalszych. I w końcu wszystkie kościoły Niemiec. Przez kilka dni biły dzwony, ogłaszając od dzwonnicy do dzwonnicy koronację cesarza.

Wyobraźmy sobie bicie dzwonów, które dochodzi do uszu wszystkich Niemców: wojskowych i mieszczan, do Bawarii, Saksonii, Drezna itd. Wszelkie reperkusje wiadomości o koronacji cesarza w tych wszystkich częściach Niemiec. Daje to wrażenie czegoś silnego i łagodnego zarazem. Jak wielka jest władza cesarza! Ale jednocześnie: jaka słodycz istnieje w tym cesarstwie. Jak ta siła i łagodność współistnieją harmonijnie!

Te właśnie wartości powinniśmy w głębi duszy kochać, ponieważ mają związek z pełną doskonałością tj. z doskonałoś- cią hierarchii, w której różnorodność i jedność wyrażają się w najdoskonalszym stopniu.

Trzecia zasada jedności:
Zasada proporcji

Pismo św. mówi, że Bóg stworzył wszystkie rzeczy wg liczby, wagi i miary. Rzeczywiście: widzimy, że natura, ruch i materia rzeczy są proporcjonalne.

Widzimy wyraźny przykład tej proporcji w Kościele katolickim. Jako olbrzymia organizacja, bardzo bogata i bardzo piękna uosabia się w najwyższym stopniu w osobie papieża. Papieski splendor, godność i piękno jego dworu wywołują uczucie podziwu. Ale równocześnie wzruszające jest to, że Kościół katolicki uosabia się także w prostym proboszczu w małej wiosce. Taka personifikacja jest najbardziej dostosowana do mieszkańców wsi. Jest harmonijnie dopasowana do poziomu ich dusz, albowiem z jednej strony nie onieśmiela, a z drugiej nie krępuje. W osobach prostych, wiejskich proboszczów odnajdujjemy miniaturowy obraz kapłaństwa samego Pana Jezusa Chrystusa, adekwatny do owego wiejskiego ludu.

Wyobraźmy sobie teraz męża stanu okrytego chwałą, dobiegającego starości, któremu Kościół przydziela kapłana, aby troszczył się o jego duszę, co z resztą w historii się zdarzało. Rozważmy starszego męża stanu i kapłana, którzy rozmawiają ze sobą z szacunkiem i spokojem. Czy kościół postąpił właściwie, uznając i szanując godność tej osoby? Oczywiście! Kościół dąży do dostosowania swojej hierarchii do hierarchii społecznej. Miłość Kościoła podobna jest do miłości macierzyńskiej. Tak jak matka, która jak nikt inny potrafi dozować łagodność i energiczność, tak samo czynił Kościół.

Proporcja istniała w stopniu doskonałym w feudalnej hierarchii średniowiecza. Naród uosobiony w królu, uosabiał się również w zwykłym panu feudalnym żyjącym wśród prostego ludu. Oto najmniejszy stopień arystokracji, który oświetla transcendencją szlachty ostatni stopień drabiny społecznej.

Nawet w odniesieniu do trunków możemy rozważyć proporcjonalność. Np. obok najznamienitszych rodzajów wina istnieją dobre trunki ludowe, wytwarzane właśnie dla prostego ludu. Jest to proporcjonalność rzeczy dobrych. W domu króla meble pozłacane, w domu szlachcica meble dębowe. W domu króla znajduje się złoto i srebro. W domu rolnika rzeczy surowe i proste, ale ponieważ są godne i na dobrym poziomie artystycznym niekiedy warte są złota czy srebra. Jest to piękna, lekka, łagodna, rozsądna proporcja, którą mamy kochać z całych sił.

Czwarta zasada jedności:
Zasada symetrii

Wyobraźmy sobie budynek z tak szeroką fasadą, że może utracić jedność. Jeśli jednak dodamy dwie równe wieże na skrajach tego budynku, jego jedność zostaje odtworzona przez symetrię.

W historii wieku XVI mamy przykład, który to obrazuje. Franciszek I król Francji i Henryk VIII, który nie był jeszcze protestantem zdecydowali spotkać się w Cambrai. Spotkanie było tak wytworne, tak wspaniałe, że jego miejsce zostało później nazwane Le Camp du Drap d’Or („Pole złotego sukna”). Wystarczy powiedzieć, że w miejscu, gdzie przebywał Franciszek I namioty były pozłacane.

Do spotkania obu monarchów doszło na moście. Wyobraźmy sobie piękno tego spotkania dwóch suwerenów wraz z towarzyszącymi im orszakami. Na moście całkowicie pokrytym dywa- nami jeden król kłania się przed drugim, witając się wzajemnie, podczas gdy trębacze grali uroczyście.

Kiedy Francuzi opisują władczą postawę człowieka mówią, że jest on jak król podejmujący drugiego króla: l’air d’un roi recevant un roi.

Na czym polega piękno spotkania dwóch monarchów? Jest to właśnie piękno symetrii, w której dwie różne zasady podziwiają się nawzajem i w pewien sposób zwielokrotniają się wzajemnie.

W chrześcijaństwie istnienie wielu monarchów o równej sile, chwale i władzy było dokładną manifestacją zasady symetrii.

Piąta i szósta zasada jedności:
Zasada monarchiczna i zasada społeczeństwa

Piata zasada jedności to zasada monarchii. Jest ona niezbędna dla piękna życia ludzkiego. Aby wszystkie rzeczy były zredukowane do swojej jedności, powinny dążyć do uporządkowania się wokół elementu najwyższego, który będzie symbolem stanowiącym jakby uosobienie całego zbioru. I właśnie to uosobienie daje doskonałość jedności.

Monarchia nie jest, jak mogłoby się czasami wydawać, przeciwieństwem hierarchii. Przeciwnie – jest jej zwieńczeniem. To w monarchii koncentruje się piękno wszystkich różnych perspektyw. Obok zasady monarchii istnieje zasada społeczeństwa, polegająca na tym, że rzeczy właśnie razem, wzajemnie się uzupełniają i upiększają.

Konkluzja: pragnienie majestatu i świętości

Przeanalizowaliśmy, choć w formie bardzo zwięzłej zasady estetyki Wszechświata. Omówimy jeszcze jeden punkt pozostający w ścisłym związku z tym tematem.

Weźmy następujące słowa: przyzwoity, doskonały, szlachetny, majestatyczny, święty. Stanowią one hierarchicznie wznoszącą się gradację. O danej rzeczy można mówić najpierw że jest przyzwoita, tzn. że nie ma żadnej plamy niegodziwości. Oprócz tego, że jest godziwa możemy mówić, że jest doskonała, wspaniała. Doskonały to coś więcej niż tylko godziwy. Dalej jeszcze moglibyśmy dodać przymiotnik szlachetny, co stanowi coś więcej niż wspaniały i godziwy. Możemy też powiedzieć, że dana rzecz jest majestatyczna – od szlachetności różni się jedynie stopniem. Na końcu możemy dodać, że rzecz jest święta, kiedy zawiera wartości przewyższające ludzki majestat.

W tej gradacji wartości dusza bardzo religijna będzie pociągana przez to, co lepiej odzwierciedla doskonałość Boską: majestat i świętość. Będzie ona szukać we wszystkim tych najważniejszych wartości i będzie ona ich pragnąć.

Mając takiego ducha, człowiek będzie pragnął społeczeństwa, w którym obok rzeczy przyzwoitych będą rzeczy doskonałe, szlachetne, majestatyczne i święte. Wtedy taki człowiek utworzy w sposób naturalny społeczeństwo, które realizuje – w obrębie tego porządku – godną podziwu różnorodność i doskonałą jedność.

Uświadamiamy sobie więc, że kiedy osoba zna i kocha zasady różnorodności oraz jedności Wszechświata, i kiedy ta osoba jest katolikiem – ponieważ tylko katolik może całkowicie zrozumieć te zasady – jest ona w rzeczywistości głęboko religijna w prawdziwszym tego słowa znaczeniu. Rozumiemy więc, dlaczego w cytowanych przykładach zdarzeń z udziałem wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza oraz królowej Marii Antoniny, zawiera się kwestia religijna.

Ten obraz, który opisaliśmy – to estetyka wszechświata z jego zasadami, Boskie odbicie umieszczone przez Stwórcę we wszystkich rzeczach; ostatecznie rzecz biorąc, wszystko to, co prawdziwi katolicy kochają, wszystko to, czego pragną – wszystko to Rewolucja chce zniszczyć, wyeliminować, zmazać. I na tym polega zasada religijna, która nie ogranicza się do problemu laicyzmu oraz rozdziału Kościoła i państwa. Jest to problem, który się nie rozwiąże poprzez ustanowienie konkordatu i deklarację, że Kościół katolicki jest oficjalną religią w państwie.
Cała koncepcja życia, cały sposób myślenia ludzkiego są w tym zawarte.

Tak więc jako Kontrrewolucjoniści musimy dogłębnie kochać „Oblicze Boże” , które odbija się w prawdziwym porządku rzeczy, którego Rewolucja nienawidzi i wszystkimi sposobami chce zniszczyć.

Ale aby nasza miłość doszła dokąd powinna dojść, koniecznym jest abyśmy ćwiczyli stosując te zasady różnorodności i jedności. W taki sposób, że zawsze, kiedy coś wzbudzi w nas podziw i zachwyt, będziemy w stanie dostrzec, która z tych zasad estetyki Wszechświata jest tam zawarta. Czyniąc to stale, robimy rzecz niezwykle przyjemną dla Matki Bożej, dlatego że wypełniamy powołanie, które od niej otrzymaliśmy, aby walczyć przeciwko Rewolucji.

* Mowa tu o członkach międzynarodowego, katolickiego ruchu TFP (Tradycja, Rodzina, Własność).
** „Catolicismo” to pismo wydawane przez brazylijski oddział TFP.

Powyższy tekst ukazał się w trzecim numerze pisma Krzyżowiec, wydawanego przez warszawską Krucjatę Młodych.

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.