_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kara śmierci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kara śmierci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 czerwca 2018

Kara śmierci. Istotny element porządku prawnego



Zagadnienie kary śmierci wielokrotnie pojawia się w opinii publicznej od wielu lat. Problem ten jest szczególnie żywo omawiany w kontekście najbardziej makabrycznych zbrodni do jakich dochodzi wielokrotnie na świecie. Wtedy też do ostrej dyskusji stają naprzeciw siebie zwolennicy i przeciwnicy kary głównej. Obydwie strony wysuwają szereg argumentów za i przeciw i starają się dowieść ich prawdziwości i słuszności. Można powiedzieć, że te dyskusje są natury filozoficznej, gdyż jeszcze chyba nigdy nie udało się dojść do osiągnięcia porozumienia. Trzeba zaznaczyć, że tak długo jak istnieje świat i istnieją ludzie ten problem będzie zaprzątał głowy wielu ludzi.

Na zagadnienie kary śmierci można spojrzeć wielostronnie. Inaczej będzie patrzył na ten problem zwykły człowiek, inaczej prawnik, a jeszcze inaczej filozof, którego oceny sprowadzają się do teoretycznych rozważań na temat rzeczywistości. Jednakże wspólnym mianownikiem każdej dyskusji w kontekście kary śmierci jest pytanie, czy jest ona słuszna i czy należy ją wymierzać za oczywiście słuszne, zawinione, umyślne i najcięższe przestępstwa.

Aktualnie panujące poglądy prawne eliminują z porządku prawnego karę główną. Przedstawiciele tego nurtu, nazywani abolicjonistami uważają, że kara główna jest nieludzka i nie spełnia swojej roli. Odrzucają oni jej rolę prewencyjną, odstraszającą. Przede wszystkim jest ona dla nich ostrzem w naturę ludzką, ponieważ uważają oni człowieka za dobrego i wolnego od popełniania błędów. Trudno wyjaśnić ten ignorancki pogląd, zważywszy że wielu myślicieli politycznych na przestrzeni dziejów wyrażało poglądy przychylne wobec kary śmierci. Wystarczy wspomnieć Tomasza z Akwinu. Uważał on, że kara śmierci powinna być wymierzana za najcięższe przestępstwa, a obowiązek jej wymierzania powinien spocząć na suwerenie. Panujący władca, który w tym kontekście jest odpowiedzialny za dobro wspólne wymierza karę śmierci wobec sprawców najcięższych przestępstw. Zaniedbanie tego obowiązku powinno spowodować, że suweren nie wywiązał się ze swojej roli i nie może być uważany przez społeczeństwo za godnego władcę. Poglądy te odbierają realizację wymierzania kary poszczególnym członkom społeczeństwa, a przenoszą ten obowiązek na suwerena, który kierując się zasadami rozumu ocenia, czy dane postępowanie kwalifikuje się do całkowitego potępienia.

Najbardziej radykalne poglądy w tej kwestii przedstawił Immanuel Kant. Był on podobnie jak Tomasz z Akwinu zwolennikiem prawa naturalnego, jednak już w wersji laickiej. Słynne słowa Kanta „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie można zinterpretować, że człowiek prawa moralnego nie tworzy i jest ono w nim zaszczepione. W tym kontekście popełnienie najcięższych zbrodni jest zaprzeczeniem jakiegoś prawa kosmicznego. Kant uważał, że kara śmierci ma być odwetem społeczeństwa na sprawcy za popełnione zło i nie wymaga ona żadnego innego usprawiedliwienia niż wymierzenie sprawiedliwości. W refleksji teoretyczno-prawnej poglądy te są nazywane teorią retrybutywną, czyli teorią odwetu.

Refleksję filozoficzną na temat kary śmierci trzeba zacząć od pytania czy człowiek jest zły, czy dobry z natury. Światopogląd chrześcijański pokazuje, że wszyscy jesteśmy obarczeni grzechem pierworodnym, popełnionym przez pierwszych ludzi, Adama i Ewę. Opis tego wydarzenia zawarty jest w Księdze Rodzaju. Od tamtej pory musimy sobie zdać sprawę, że nasza natura jest grzeszna. Ciekawie przedstawił to Św. Augustyn, doktor Kościoła w swoim dziele Wyznania, gdzie prosił Boga o oddalenie od siebie pokus i wszystkiego, co przyczynia się do grzechu. W czasach już nam bliższych pogląd na naturę ludzką i jej negatywną poniekąd stronę wyraża się w rozważaniach fenomenologów. Fenomenologia to najogólniej nauka o tym, co bezpośrednio dane. Edmund Husserl, twórca fenomenologii w dziele Idea fenomenologii napisał, że bezpośrednio dane są przyroda, społeczeństwo oraz dzieła sztuki. To wszystko jest poznawanie. Karol Wojtyła, papież Jan Paweł II, łączący idee fenomenologii z personalizmem chrześcijańskim, uważał, że w poglądzie na człowieka bezpośrednio dany jest czyn. Swoje poglądy na ten temat wyraził w swoim głównym dziele Osoba i czyn. Napisał tam, że czyn jest nie tylko źródłem poznania człowieka ale ujawnia on jego wnętrze. Jest to można powiedzieć fenomenologiczna interpretacja chrześcijańskiego poglądu na naturę ludzką. Bowiem na podstawie czynu możemy stwierdzić czy człowiek postępuje właściwie czy swoim zachowaniem łamie przykazania boże.

Niestety światopogląd nowożytny zrujnował zdroworozsądkowy pogląd na naturę ludzką. Wzięło się to od Rousseau, który źródła zła upatrywał już nie w człowieku ale poza nim, w złych urządzeniach społecznych. Dla niego źródłami zła były sztuka, kultura czy najszerzej cywilizacja. W tym wszystkim człowiek jest istotą dobrą, a niszczą go i deprawują czynniki zewnętrzne. Podobnie wyrażał się na ten temat Leibnitz. Był on reprezentantem melioryzmu, co oznacz dobry. Zło, jeśli istnieje jest poza człowiekiem. Zła należy szukać w kontekście społecznym, intelektualnym, a nie w naturze ludzkiej.

Udział w burzeniu poglądów na naturę ludzką mieli także marksiści. Uważali oni, że człowiek jest bytem wyniesionym ponad przyrodę i nie ma poza nim nic większego. Wyrażali oni w ten sposób swój dogmat podstawowy, że świat składa się tylko z materii i nie ma w nim miejsca dla Boga i Jego praw. Człowiek powstał jako byt przyrody i jest przez nią ucieleśniany. Oznacza to, że na pierwszym miejscu stawiamy prawo ludzkie. Prawo boskie czy naturalne nie istnieje z uwagi na brak istnienia Boga. W tym kontekście nie można człowieka pozbawić życia wskutek kary śmierci bo człowiek jest istotą najważniejszą i najwznioślejszą.

Trzeba wyrazić ubolewanie nad faktem, że kara śmierci zniknęła z porządków prawnych państw europejskich. Sprawcy najcięższych przestępstw nie mogą spodziewać się adekwatnej kary w stosunku do swoich czynów. Zbrodnie, które można popełnić tylko umyślnie wymagają absolutnego potępienia ze strony władz państwowych. Gdy zabraknie takiej kary może to wywołać niepokoje społecznej i odbierać zaufanie obywateli do mandatu społecznego swoich reprezentantów.

Kara śmierci w Polsce zniknęła wraz z wprowadzeniem nowego kodeksu karnego w 1997r. Obecnie najwyższą karą, jaką można wymierzyć jest dożywocie. Niestety praktyka prawna pokazuje, że jest to kata niewystarczająca i nieskuteczna. Odpowiedni artykuł w polskim kodeksie karnym głosi, że za dobre sprawowanie sprawca zbrodni może opuścić więzienie po odbyciu określonego czasu kary. Czy oznacza to, że po tym czasie jego zła natura została naprawiona i jest on gotowy do funkcjonowania w społeczeństwie? Czy nie istnieje ryzyko, że popełni czyn ponownie? Takie oraz inne pytania pozostawmy zwolennikom i przeciwnikom kary śmierci.

Mateusz Sanicki

sobota, 29 listopada 2014

Zapomniane prawdy: Święty Tomasz z Akwinu o karze śmierci


Św. Tomasz z Akwinu w Sumie Teologicznej wyraził swoje stanowisko w następujący sposób: „Tego rodzaju grzeszników, od których raczej szkody spodziewać się można dla innych aniżeli poprawy, zarówno prawo boskie jak i ludzkie nakazuje skazywać na śmierć. Czyniąc to, sędzia kieruje się nie nienawiścią, lecz miłością, dla dobra społeczeństwa, które ma większą wartość niż życie jednostki. Co więcej, śmierć wymierzona przez sędziego przynosi pożytek grzesznikowi: jest ekspiacją za winy, jeśli się nawróci, a kładzie kres winie, jeśli się nie nawróci, ponieważ odbiera się mu możność dalszego dokonywania występków” (II–II, q. 25, a. 6, ad 2). W Indeksie Sumy Teologicznej pod nazwą mors („śmierć”), znajduje się następujące wyjaśnienie: Mors illata etiam pro criminibus aufert totam poenam pro criminibus debitam in illa vita, vel partem poenae secundum quantitatem culpae, patientiae et contritionis, non autem mors naturalis – „śmierć nałożona za winy usuwa całą należną karę za winy w tamtym życiu, albo część kary według ilości winy, cierpliwości i skruchy – nie zaś śmierć naturalna”.

Profesor Romano Amerio w swej książce Iota Unum (Kansas City, 1997) podaje przykład, jak bardzo powyższa myśl św. Tomasza była powszechną w Kościele. Pisze, iż powstało nawet Bractwo Św. Jana Chrzciciela Ściętego, którego celem było towarzyszyć skazanym do miejsca egzekucji, przy tym członkowie tego Bractwa starali się wzbudzić w nich prawdziwą skruchę oraz akceptację dla kary śmierci, obiecując im obfitą łaskę Bożą (s. 434).

Jak bardzo kara śmierci może być okazją nie tylko powrotu do stanu łaski, ale także do świątobliwej śmierci, pokazuje chociażby przykład dobrego łotra na Kalwarii – św. Dyzmy, a również i tych wielu zbrodniarzy, którzy umierali w obecności św. Józefa Cafasso czy św. Katarzyny ze Sieny. Współczesnym przykładem może być Jacques Fesch, który zginął ścięty na gilotynie w 1957 r.; jego pisma więzienne są wzruszającym świadectwem duchowej doskonałości skazańca (zob.: A. M. Lemonnier, Lumiere sur l'echafaud, Paryż 1971).

Zawsze Wierni, nr 27, 03-04.1999, s. 127.

sobota, 21 grudnia 2013

o. Jacek Woroniecki OP: Kara śmierci a etyka katolicka


Obawa przed utratą tego, co człowiek uważa za najdroższe, wstrzyma niejednego od dogadzania na drodze przestępstwa swym pożądaniom lub namiętnościom. A skoro go nie wstrzymała i dopuścił się jednego z tych najcięższych przewinień naruszających porządek społeczny, przede wszystkim zabójstwa, to sprawiedliwe jest, aby sam został pozbawiony życia, skoro nie ceni go u innych.

Najwyższe dobro doczesne, jakim jest życie, winno być chronione karą pozbawiającą tego, co stoi najwyżej w skali dóbr doczesnych, a taka jest właśnie kara śmierci. Jej stosowanie nie jest bynajmniej sprzeczne z V przykazaniem, bo zakazuje ono zabijania powagą własną i załatwiania tą drogą porachunków osobistych, nie odnosi się zaś do prawa, jakie posiada społeczeństwo - karania cięższych przestępstw śmiercią. Najlepszym tego dowodem jest to, że natychmiast po ogłoszeniu Dekalogu Mojżesz ustanowił karę śmierci za cały szereg przewinień, nawet nie najcięższych, np. za złorzeczenie rodzicom.

Etyka chrześcijańska nie wchodzi w szczegóły, gdy chodzi o wskazanie, jakie przestępstwo winno być karane śmiercią, ale stoi na stanowisku, że państwo ma prawo stosować tę karę za przewinienia szczególnie szkodliwe dla wspólnego dobrobytu społeczeństwa.

Na pozór trudniej pogodzić karę śmierci z celem /.../, jakim jest zadośćuczynienie Bogu. A jednak z tego, co powiedzieliśmy wyżej o tych dwóch celach kary, wynika z żelazną konsekwencją, że możność zapłacenia za popełnione przewinienia życiem ma wszelkie dane, aby stać się dla przestępcy pobudką do odrodzenia duchowego, a więc i radykalnej poprawy, i uleczenia przed stanięciem na sądzie Bożym.

Jak widzieliśmy powyżej /.../, nikomu nie wolno wymierzyć sobie samemu kary śmierci za popełnione przewinienia, ale przyjąć ją należy, gdy zostanie wymierzona wyrokiem sądu państwowego. Poddanie się jej w nadprzyrodzonym duchu wiary i pokuty posiada wielką moc zadośćuczynienia, choćby za największe przestępstwa popełnione w ciągu życia. Jeden z łotrów na Golgocie dał nam wzór, jak z kary śmierci można wyciągnąć największą korzyść dla duszy. Jego słowa: "godną zapłatę za uczynki odbieramy", najlepiej pokazują ten nastrój, który w mgnieniu oka leczy duszę złoczyńcy, kruszy jej przywiązanie do grzechu i sprawia, że kara przemienia się w pokutę, a ta prowadzi do zbawienia.

Poprawczy charakter kary śmierci, gdy rozważa się ją z nadprzyrodzonego punktu cnoty pokuty, występuje w całej pełni i doświadczenie krajów, w których obyczaj chrześcijański jest jeszcze żywy, wskazuje, że ogromna większość przestępców pod wpływem tego wstrząsu, jakim jest wyrok śmierci, poddaje się łasce nawrócenia. Znane są przypadki, że tak nawrócony skazaniec nie chce składać prośby o ułaskawienie, widząc jasno, że śmierć przyjęta w tych warunkach jako odkupienie grzechów daje mu taką nadzieję zbawienia, jakiej nie miałby spędzając resztę życia w więzieniu. Bo rzeczywiście, przy największych wysiłkach, jakie czynią społeczeństwa, aby z więzień zrobić zakłady poprawcze, człowiek skazany na długoletnie zamknięcie albo w samotności, albo w towarzystwie ludzi często głęboko zdeprawowanych, zbyt narażony jest na to, że nie wytrwa w nastroju pokuty, jaki wywołała w nim groza śmierci.

Nietrudno zrozumieć, że w krajach, które zatraciły ducha chrześcijańskiego, powyższe względy nic nie znaczą i że budzą się w nich tendencje do zniesienia kary śmierci. Stosowana bowiem tylko dla racji odwetowych i prewencyjnych, z pominięciem względu na poprawę przestępcy, ma ona w sobie coś, co słusznie wywołuje zastrzeżenia. W okresach większych niedomagań społecznych, kiedy przestępczość wzrasta i wymaga silniejszych represji, te kraje, które pod wpływem niewiary i liberalizmu już zniosły karę śmierci, powracają do niej. Spełnia ona wtedy swe wtórne zadanie, ale nie spełnia, albo przynajmniej rzadko, pierwszego, jakim jest poprawa przestępcy, skoro w społeczeństwach, które utraciły obyczaj chrześcijański, znikło zrozumienie jej nadprzyrodzonej doniosłości.

Tam, gdzie myśl o życiu nadprzyrodzonym jest w społeczeństwie żywa, kara śmierci spełnia też całkowicie swe zadanie zadośćuczynienia Bogu. Każdy człowiek winien być gotów oddać Bogu to życie, które dostał z Jego rąk, toteż przyjmowanie śmierci z całkowitym poddaniem, ma zawsze wielką wartość zadośćuczynienia sprawiedliwości Bożej. Są ludzie, którym danym jest złożenie życia w ofierze za wielkie sprawy - za wiarę, w chwilach prześladowań oraz za ojczyznę, gdy wypadnie jej bronić w wojnie sprawiedliwej. Podobnie oddanie życia Bogu w wypadkach kary śmierci, choć nie posiada (jako mniej dobrowolne) tych cech bohaterstwa, jest aktem, który naprawia ujmę przyniesioną Bogu przez nieposzanowanie Jego praw i tego porządku społecznego, jaki ustanowił On wśród ludzi.

Większe uświadomienie w świecie katolickim wszystkich nadprzyrodzonych aspektów kary śmierci sprawiłoby, że spełniałaby ona lepiej to zadanie, jakie Bóg przeznaczył jej dla zbawienia dusz obciążonych szczególnie wielkimi przestępstwami.

Katolicka etyka wychowawcza, t.II, cz. 2, Lublin 1986, s. 385 - 388

czwartek, 2 maja 2013

Kara śmierci w Piśmie Świętym i nauczaniu katolickim



Chrześcijanie w Piśmie Świętym znajdują nakaz karania śmiercią: sprawców pobić ze skutkiem śmiertelnym, osób które uderzyły rodzica lub mu złorzeczyły, handlarzy żywym towarem, czarownic, niewiernych małżonków i ich kochanków, kazirodców, homoseksualistów, zoofilów, bluźnierców i morderców.


Czynny zagrożone karą śmierci według Pisma Świętego

W 21 rozdziale Księgi Wyjścia znaleźć można postulat ukarania śmiercią: sprawców pobić ze skutkiem śmiertelnym, osoby która uderzyła swego rodzica lub mu złorzeczyła, handlarzy żywym towarem.

„12 Jeśli kto tak uderzy kogoś, że uderzony umrze, winien sam być śmiercią ukarany.” „15 Kto by uderzył swego ojca albo matkę, winien być ukarany śmiercią. 16 Kto by porwał człowieka i sprzedał go, albo znaleziono by go jeszcze w jego ręku, winien być ukarany śmiercią. 17 Kto by złorzeczył ojcu albo matce, winien być ukarany śmiercią.”

W kolejnym 22 rozdziale Księgi Wyjścia znajduje się postulat karania śmiercią czarownic.

„17 Nie pozwolisz żyć czarownicy.”

Księga Kapłańska powtórzyła w swoim 20 rozdziale nakaz karania śmiercią złorzeczących rodzicom, nakazała również karanie śmiercią niewiernych małżonków i ich kochanków, kazirodców, oraz homoseksualistów, zoofilów, kazirodców.

„9 Ktokolwiek złorzeczy ojcu albo matce, będzie ukarany śmiercią: złorzeczył ojcu lub matce, ściągnął śmierć na siebie. 10 Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany śmiercią i cudzołożnik, i cudzołożnica. 11 Ktokolwiek obcuje cieleśnie z żoną swojego ojca, odsłania nagość ojca: będą ukarani śmiercią oboje, sami tę śmierć na siebie ściągnęli. 12 Ktokolwiek obcuje cieleśnie z synową, będzie razem z nią ukarany śmiercią: popełnili sromotę, sami tę śmierć na siebie ściągnęli. 13 Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.” „15 Ktokolwiek obcuje cieleśnie ze zwierzęciem wylewając nasienie, będzie ukarany śmiercią. Zwierzę także zabijecie. 16 Jeśli kobieta zbliży się do jakiegoś zwierzęcia, aby z nim się złączyć, zabijesz i kobietę, i zwierzę. Oboje będą ukarani śmiercią, sami śmierć na siebie ściągnęli. 17 Jeżeli kto weźmie swoją siostrę, córkę swojego ojca albo swojej matki i będzie oglądał jej nagość, a ona będzie oglądać jego nagość, jest to czyn haniebny, oboje będą zgładzeni w obecności synów ich ludu. Ten, kto odsłonił nagość swojej siostry, zaciągnie winę.”

W 24 rozdziale Pan Bóg nakazał Mojżeszowi by mordercy i bluźniercy byli karani śmiercią.

„16 Ktokolwiek bluźni imieniu Pana, będzie ukarany śmiercią. Cała społeczność ukamienuje go. Zarówno tubylec, jak i przybysz będzie ukarany śmiercią za bluźnierstwo przeciwko Imieniu. 17Ktokolwiek zabije człowieka, będzie ukarany śmiercią.” „Kto zabije człowieka, będzie ukarany śmiercią.”

W 19 rozdziale Księgi Potworzonego Prawa nakazano karanie śmiercią za morderstwo.

„11 Jeśli jednak człowiek z nienawiści do swego bliźniego czatował na niego, powstał przeciw niemu, uderzył go śmiertelnie, tak iż tamten umarł, i potem uciekł do jednego z tych miast, 12 starsi tego miasta poślą po niego, zabiorą go stamtąd i oddadzą w ręce mściciela krwi, by umarł. 13 Nie zlituje się nad nim twoje oko, usuniesz spośród Izraela [przelanie] krwi niewinnego, by ci się dobrze powodziło.”

W 21 rozdziale Księgi Powtórzonego Prawa nakazano karać śmiercią handlarzy żywym towarem.

„7 Jeśli znajdą człowieka, porywającego kogoś ze swych braci, z Izraelitów – czy sam będzie go używał jako niewolnika, czy go sprzeda – taki złodziej musi umrzeć. Usuniesz zło spośród siebie.”

Na temat kary śmierci wypowiedział się też Jezus Chrystus w 21 rozdziale Ewangelii Mateusza.

„Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. 34 Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. 35 Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. 36 Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. 37 W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. 38 Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. 39 Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. 40 Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?» 41 Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze».”

Kara śmierci w nauczaniu katolickim

W swym nauczaniu kościół katolicki wielokrotnie wypowiadał się za karaniem śmiercią morderców.

Święty Paweł w 13 rozdziale Listu do Rzymian stwierdzał że państwo (prawomocna władza ale nie tyrania) ma prawo karać śmiercią.

„1 Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. 2 Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. 3 Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. 4 Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.”

O karze śmierci wypowiadali się też ojcowie kościoła. Karę śmierci przewidywał w swoim nauczaniu Klemens Aleksandryjski w „Kobiercach”. Niechętni karze śmierci (z powodu stosowania jej w prześladowaniach chrześcijan) Tertulian w „Lekarstwo na ukłucie skorpiona” i „O duszy”, Orygenes, św Cyprian, uznawali prawo władzy do jej stosowania. Zaprzestanie prześladowań chrześcijan doprowadziło do pełnego uznania kary śmierci w kościele. Laktancjusz w „O gniewie bożym” wypowiadał się za karą śmierci. Święty Augustyn w „liście do Apringiusza” i „O państwie bożym” dopuszczał wojny, karę śmierci, potępiał zabijanie w relacjach prywatnych. Państwu prawo do karania śmiercią przyznawał papież Mikołaj I i Innocenty III. Święty Bernard z Clairvaux w „Do rycerzy świątyni” przyznawał krzyżowcom prawo zabijania w Imię Boże. Za karą śmierci opowiadał się również świety Dominik. Święty Tomasz z Akwinu w „Sumie Teologicznej” i „Sumie przeciw poganom” głosił ze należy zabijać jednostki szkodliwe dla społeczeństwa (tak jak się usuwa z organizmu organy dotknięte gangreną), państwu przyznawał prawo do karania śmiercią, głosił że kara śmierci daje zbrodniarzom możliwość nawrócenia. Duns Szkot Święty postulował by karać śmiercią za bluźnierstwo i morderstwo, przeciwstawiał się karze śmierci za kradzież i cudzołóstwo. Alfons de Liguori w swej „Teologi Moralnej” przyznawał państwu prawo do karania śmiercią.

Papież Leon XIII w „Pastoralis officii” z 1891 roku przyznawał państwu monopol na zabijanie. Pius XI w „Casti Conubii” popierał stosowanie kary śmierci. Pius XII w 1952 (wypowiedzi z 13.09.1952, 5.12.1954) roku stwierdzał że morderca sam ponosi winę za swoją śmierć. Drugi sobór watykański nie potępił kary śmierci. Jan Paweł II w swej encyklice Evangelium Vitae pisał że

„Zdarza się niestety, że konieczność odebrania napastnikowi możliwości szkodzenia prowadzi czasem do pozbawienia go życia. W takim przypadku spowodowanie śmierci należy przypisać samemu napastnikowi, który naraził się na nią swoim działaniem, także w sytuacji, kiedy nie ponosi moralnej odpowiedzialności ze względu na brak posługiwania się rozumem. 56. W tej perspektywie należy też rozpatrywać problem kary śmierci.”.

Karę śmierci dopuszczał (przed zmianami) Katechizm Kościoła Katolickiego

„2266 Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi. Z analogicznych racji sprawujący władzę mają prawo użycia broni w celu odparcia napastników zagrażających państwu, za które ponoszą odpowiedzialność.”

Odstępstwem od tradycyjnego nauczania kościoła w sprawie kary śmierci był apel Jana Pawła II o zniesienie kary śmierci z 1998 roku (który nie był dokumentem dogmatycznym).

Filozofia klasyczna o potrzebie kary śmierci

Kościół katolicki w swym nauczaniu czerpał z filozofii klasycznej (czemu dawali wyraz papieże w swych encyklikach). Karę śmierci popierał Platon w „Prawach” i „Protagoras”, Arystoteles w „Ustroju politycznym Aten”, Seneka w „O gniewie”.

Jan Bodakowski

Źródło informacji: http://www.nacjonalista.pl

wtorek, 6 grudnia 2011

Wojciech Cejrowski o karze śmierci

PRAWDZIWA NAUKA KOŚCIOŁA O KARZE ŚMIERCI



Nauka Kościoła Katolickiego dotycząca moralnej oceny (a więc zgodności z Prawem Bożym) jakiegoś obszaru działalności człowieka zawsze formułowana jest na dwu poziomach:

Pierwszym jest ogólna zasada, obowiązująca bezwarunkowo, to znaczy zawsze, wszędzie, w każdych okolicznościach i w odniesieniu do każdego.

Poziomem drugim są odniesienia tej ogólnej zasady do konkretnych, często bardzo skomplikowanych sytuacji, w jakich znajdować może się człowiek, często nieznanych w czasach, w których formułowana była ogólna zasada.

Nigdy te szczegółowe aplikacje nie mogą wykroczyć poza sens nadrzędnej, zawsze obowiązującej ogólnej zasady moralnej, bo prowadziło by to do relatywizmu. Z drugiej strony brak takich odniesień zamieniałby prawo moralne w krzywdzący człowieka fundamentalizm.

Dopuszczalność kary śmierci

W przypadku kwestii ochrony życia ludzkiego tą ogólną, od samego początku Kościoła obowiązującą zasadą jest, że piąte przykazanie Dekalogu zakazuje odbierania życia jedynie osobie niewinnej. Katechizm Kościoła Katolickiego podpisany w 1992 r. przez bł. Jana Pawła II ujmuje to tak: „Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego niszczenia niewinnej istoty ludzkiej.” (KKK, nr 2258)

Mówiąc o absolutnej ochronie przysługującej „niewinnej” istocie ludzkiej nauczanie to od początku dopuszcza zatem sytuacje, w których odebranie życia innemu człowiekowi, jeśli nie ma innego sposobu ochrony dobra wspólnego nie jest złamaniem V przykazania. Teologia moralna używała i używa tu pojęcia „skutku przewidywanego ale nie chcianego”. Jeśli strzelamy do napastnika, który w sposób bezpośredni zagraża naszemu życiu to oczywiście przewidujemy, że możemy go zabić ale nie jest to naszym celem. Naszym celem jest ochrona naszego życia. Jeśli napastnik przeżyje a my ocalimy swoje życie nie będziemy nadal nastawać na życie napastnika. Właśnie bazując na tej doktrynie Kościół rozwinął swą naukę o prawie do skutecznej obrony siebie i dobra wspólnego oraz doktrynę o wojnie sprawiedliwej.

Należy tu dodać, że nie chodzi o „winę” w sensie procesowym (brak wątpliwości co do faktu i co do premedytacji działania, których nie rozprasza materiał dowodowy) ale o winę w sensie obiektywnego faktu zagrażania jakiemuś dobru – bez względu na stan świadomości napastnika. Właśnie wychodząc ze wspomnianego prawa do skutecznej obrony dobra wspólnego niezmienne od samego początku nauczanie Kościoła formułowało ogólną zasadę, że mogą zaistnieć takie okoliczności, w których prawowita władza państwowa ma prawo wymierzyć przestępcy karę śmierci.

Pomijając prawo objawione w Starym Testamencie przez Boga Izraelowi na Górze Synaj, które przewidywało karę śmierci za różne przestępstwa niezmienna tradycja Kościoła za podstawę swojego stosunku do kary głównej uważała zdanie z Nowego Testamentu, z listu św. Pawła do Rzymian:

„Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.”[1]

O prawie prawowitej władzy państwowej do karania śmiercią przestępców zgodnie mówili Ojcowie Kościoła. Jedynie tytułem przykładu można zacytować św. Klemensa Aleksandryjskiego:

„Prawo (…) jeśli (…) dostrzeże kogoś, kto zachowuje się tak, że wygląda na nieuleczalnie chorego pod względem moralnym, jako że popada w ostateczną nieprawość, wtedy prawo z samej już troski o innych, aby nie ulegli zniszczeniu z powody przestępczego działania tej jednostki, postępuje podobnie, jak gdyby odcięło część całego ciała, a mianowicie takiego człowieka – zabija, mając na względzie przede wszystkim zdrowie społeczności.”[2]

Również św. Tomasz z Akwinu odpowiedział pozytywnie na pytanie o prawo prawowitej władzy państwowej do karania śmiercią przestępców:

„Jeśli jakiś człowiek jest niebezpieczny dla całej społeczności i swoim grzechem psuje drugich, jest rzeczą chwalebną i zdrową zabić go celem zachowania dobra wspólnego, gdyż “odrobina kwasu zakwasza całe ciasto”, jak mówi św. Paweł (Gal 5, 9)”.[3]

Katechizm Rzymski wydany na polecenie Soboru Trydenckiego w 1566 r. oświadczał:

„Zabijania dopuszczonego sposób jest, który onym urzędom należy, którzy mają moc zabijać, za którą mocą według zamierzenia prawa i osądzenia, karzą ludzi złośliwych, a niewinnych bronią. I gdy się oni w tym urzędzie sprawiedliwie obchodzą, natychmiast nie tylko dla takiego zabijania winy żadnej nie mają, ale też Przykazaniu temu Boskiemu bardzo są posłuszni, które zakazuje zabijać. Bo gdy ten jest koniec przykazania tego, aby zdrowie i żywot ludzki był opatrzony, więc się ku temu ściągają one karania przełożonych, którzy porządnie karzą złości, aby żywot ludzki był bezpieczny, gdyby śmiałość i krzywda przez karania powściągnione były.”[4]

W XX w. o prawowitości kary śmierci wypowiedział się m. in. Pius XII:

„Jeżeli chodzi o egzekucję skazanego na śmierć, państwo nie rozporządza prawem życia osoby. W takim przypadku władza publiczna ogranicza się do pozbawienia skazanego wartości życia jako zadośćuczynienie za jego winy, przez które on sam już pozbawił się prawa do życia.”[5]

Tę niezmienną ogólną zasadę o prawie prawowitej władzy państwowej do wymierzania przestępcom kary śmierci potwierdził Jan Paweł II. W podpisanym przez niego Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy:

„Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem.”[6]

Warto zwrócić uwagę na czas teraźniejszy w tym fragmencie Katechizmu. W dużym streszczeniu tak właśnie wygląda pierwszy filar katolickiego nauczania wobec kary śmierci: bezwzględne prawo do życia i wynikająca z tego prawa bezwzględna ochrona wynikająca z piątego przykazania Dekalogu należy się jedynie osobie niewinnej. Osoba dopuszczająca się zamachu na dobro wspólne musi liczyć się z tym, że jej ta bezwzględna ochrona nie obejmuje. To jest fundament katolickiego nauczania w sprawie kary śmierci. W przeciwieństwie do np. aborcji czy eutanazji kara śmierci nie jest zła sama w sobie, to znaczy zawsze zła bez względu na okoliczności.

Wstrzemięźliwość w wykonywaniu kary śmierci

Ta ogólna zasada dość wcześnie zaczęła być doprecyzowana poprzez od zawsze obecne w Tradycji Kościoła przeświadczenie: że kary tej należy używać z umiarem, jako ostateczności i zawsze w obliczu braku możliwości wymierzenia innej, sprawiedliwej kary.

Przeświadczenie to nie było od razu obecne w sposób równie silny i wyraźny jak przeświadczenie o zasadniczej dopuszczalności tej kary. Najwcześniej dało o sobie znać w żywotach świętych władców, gdzie bardzo często podkreślano ich powściągliwość w sięganiu po karę główną i radość z możliwości jej uniknięcia. Jeszcze silniej widać tę intuicję moralną w żywotach świętych małżonek królewskich, gdzie wypraszanie łaski dla skazanych na śmierć przedstawiane było jako przykład czynnego praktykowania cnoty miłosierdzia.

Do tej właśnie intuicji nawiązał papież Jan Paweł II, gdy w encyklice „Evangelium vitae” tak precyzował ogólną zasadę o prawie władzy państwowej do karania śmiercią złoczyńców:

„Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby, za wspólne dobro rodziny lub państwa. Zdarza się niestety, że konieczność odebrania napastnikowi możliwości szkodzenia prowadzi czasem do pozbawienia go życia. W takim przypadku spowodowanie śmierci należy przypisać samemu napastnikowi, który naraził się na nią swoim działaniem, także w sytuacji, kiedy nie ponosi moralnej odpowiedzialności ze względu na brak posługiwania się rozumem

W tej perspektywie należy też rozpatrywać problem kary śmierci. Zarówno w Kościele, jak i w społeczności cywilnej oraz powszechnej zgłasza się postulat jak najbardziej ograniczonego jej stosowania albo wręcz całkowitego zniesienia. Problem ten należy umieścić w kontekście sprawiedliwości karnej, która winna coraz bardziej odpowiadać godności człowieka, a tym samym — w ostatecznej analizie — zamysłowi Boga względem człowieka i społeczeństwa. Istotnie, kara wymierzana przez społeczeństwo ma przede wszystkim na celu naprawienie nieporządku wywołanego przez wykroczenie. Władza publiczna powinna przeciwdziałać naruszaniu praw osobowych i społecznych, wymierzając sprawcy odpowiednią do przestępstwa karę, jako warunek odzyskania prawa do korzystania z własnej wolności. W ten sposób władza osiąga także cel, jakim jest obrona ładu publicznego i bezpieczeństwa osób, a dla samego przestępcy kara stanowi bodziec i pomoc do poprawy oraz wynagrodzenia za winy.

Jest oczywiste, że aby osiągnąć wszystkie te cele, wymiar i jakość kary powinny być dokładnie rozważone i ocenione, i nie powinny sięgać do najwyższego wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy, poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa. Dzisiaj jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale.”[7]

Zwróćmy uwagę na kilka punktów w rozumowaniu Jana Pawła II: po pierwsze, problem kary śmierci jest problemem granic uprawnionej obrony przed napastnikiem. Po drugie, Jan Paweł II nie wyklucza, że w przeszłości istniały i w przyszłości mogą zaistnieć „przypadki absolutnej konieczności” sięgnięcia po tę karę (potwierdza wspomnianą ogólną zasadę moralną). Nie ma więc mowy o często imputowanym katolickiemu nauczaniu bezwzględnym zakazie kary śmierci wynikającemu wprost z piątego przykazania bo ten, jak wykazaliśmy wyżej, dotyczy jedynie osoby niewinnej. Po trzecie, chociaż Jan Paweł II sugeruje, że we współczesnym, cywilizowanym państwie w czasie pokoju te „przypadki absolutnej konieczności” „są bardzo rzadkie, a być może nie zdarzają się wcale” to jednak użycie owego „być może” sprawia, że trudno mówić o bezwarunkowym i absolutnym sprzeciwie Jana Pawła II wobec kary śmierci w jakichkolwiek okolicznościach również w czasach współczesnych, również w państwach cywilizowanych.

Kara śmierci w nauczaniu Jana Pawła II nie jest złem samym w sobie, ale przypadki uprawnionego jej zastosowania są, zdaniem papieża, bardzo rzadkie a obowiązkiem katolika jest przyczynianie się do budowy takiego społeczeństwa, w której kara ta stanie się karą niepotrzebną. Te dwa poziomy od zawsze obecne w katolickim nauczaniu odnośnie kary śmierci (ogólna zasada uznająca prawo władzy państwowej do jej wymierzania oraz precyzacja nakładająca obowiązek poszukiwania innej sprawiedliwej kary tam, gdzie to możliwe) połączone zostały w przywoływanym już Katechizmie Kościoła Katolickiego podpisanym przez Jana Pawła II:

Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby. Obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności.

Wysiłek państwa, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się zachowań, które łamią prawa człowieka i podstawowe zasady obywatelskiego życia wspólnego, odpowiada wymaganiu ochrony dobra wspólnego. Prawowita władza publiczna ma prawo i obowiązek wymierzania kar proporcjonalnych do wagi przestępstwa.

Pierwszym celem kary jest naprawienie nieporządku wywołanego przez wykroczenie. Gdy kara jest dobrowolnie przyjęta przez winowajcę, ma wartość zadośćuczynienia. Poza ochroną porządku publicznego i bezpieczeństwa osób kara ma wartość leczniczą; powinna w miarę możliwości – przyczynić się do poprawy winowajcy .

Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem.

Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem , władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.

Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale.[8]

Podsumowanie

Jakiekolwiek wypowiedzi Jana Pawła II dotyczące kary śmierci nie mogą być zatem odbierane przez katolika jako stojące w sprzeczności z utrwaloną w tradycji Kościoła ogólną zasadą moralnej dopuszczalności kary śmierci w niektórych przypadkach. Jeśli zresztą czyta się wypowiedzi papieża uczciwie to widać, że papież nie miał intencji wyjścia poza tę ogólną zasadę. Benedykt XVI w swym nauczaniu kontynuuje wytyczoną przez Jana Pawła II linię.

Jeżeli chodzi o wnioski praktyczne płynące ze zreferowanej powyżej nauki katolickiej, to o tym czy w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie istnieją te rzadkie przypadki konieczności zastosowania kary śmierci każdy katolicki polityk, każdy katolicki sędzia, a w gruncie rzeczy każdy katolik, musi rozstrzygać we własnym sumieniu. Wypowiedzi biskupów w udzieleniu odpowiedzi na to pytanie mogą mieć jedynie charakter pomocniczy, a w żadnym razie wiążący.

Michał Barcikowski

Historyk Kościoła, redaktor „Christianitas”

[1] Rz 13, 1-4

[2] Św. Klemens Aleksandryjski, Kobierce zapisków filozoficznych dotyczących prawdziwej wiedzy, t. 1, Warszawa 1994, s. 118

[3] Św. Tomasz z Akwinu, Summa Teologiczna, tom XVIII, zagadnienie 64, artykuł 2.

[4] Katechizm Rzymski, Jasło 1866, s. 404 – 405. Tłumaczenie archaiczne, ale nie dysonujemy bardziej współczesnym. Sens wydaje się być widoczny jednak – pomimo archaizmów.

[5] Przemówienie z 14 IX 1952 r. do uczestników I Międzynarodowego Kongresu Histopatologii Systemu Nerwowego

[6] KKK, nr 2267

[7] EV, nr 55

[8] KKK, nr 2265, 2266, 2267


Źródło informacji: CHRISTIANITAS.pl

Jeśli kara śmierci nie jest sprawiedliwa...


Jeśli kara śmierci nie jest sprawiedliwa, to oczywiście należy ją wykreślić z arsenału kar kodeksowych raz na zawsze, ponieważ przy pomocy niesprawiedliwej kary nie da się wymierzyć żadnej sprawiedliwości. Jeżeli jednak jest sprawiedliwa - to dlaczego państwo miałoby pozbawiać się tak ważnego narzędzia wymierzania sprawiedliwości?

Żeby zatem odpowiedzieć na to pytanie, warto przypomnieć definicję sprawiedliwości Ulpiana Domicjusza, według którego iustitia est firma et perpetua voluntas suum cuique tribuendi - co się wykłada, że sprawiedliwość jest to niezłomna i stała wola oddawania każdemu tego, co mu się należy. Cóż zatem „należy się” mordercy? Jest on winien odebrania życia, zatem w imię sprawiedliwości winien zaoferować życie własne. I w zasadzie na tym stanowisku prawo stoi, dopuszczając możliwość obrony koniecznej. Jeśli morderca próbuje pozbawić życia swoją ofiarę, ta ofiara ma prawo podjąć walkę i nawet pozbawić napastnika życia. Mówiąc inaczej, na etapie usiłowania, życie napastnika jest legalnie zagrożone. I jeśli w kodeksie nie ma kary śmierci, to w sytuacji, gdy morderca przekroczy etap usiłowania i morderstwa dokona, to jego sytuacja prawna będzie korzystniejsza, niż na etapie usiłowania, bo jego życiu już nic odtąd zagrażać nie będzie, nawet jeśli zostanie schwytany.

Nie jest dobrze, jeśli prawo nagradza mordercę za to, że pozostał głuchy na błagania ofiary o litość, albo za to, że przełamał jej opór i jednak ją życia pozbawił. I przywrócenie kary śmierci usunęłoby tę niebezpieczną sprzeczność, powstałą, jak sądzę, z przyjętego pod wpływem marksistów błędnego przekonania, że prawo karne działa w imieniu „społeczeństwa”. Tymczasem ono wcale nie działa, to znaczy - nie powinno działać w imieniu żadnego „społeczeństwa”, które nie jest niczym innym, jak hipostazą - tylko w imieniu ofiary. Istnienie kary śmierci w arsenale kar kodeksowych sprawia, że mimo przekroczenia przez sprawcę etapu usiłowania i dokonania morderstwa, legalne zagrożenie jego życia nie ustaje - tak jakby ofiara nadal żyła i nadal się broniła.

Źródło informacji: http://michalkiewicz.pl

piątek, 2 grudnia 2011

Ewangelia galerników




Niedawna wypowiedź Ojca Świętego Benedykta XVI, który w posłaniu do uczestników światowego kongresu abolicjonistów nazwał karę śmierci „obrazą godności człowieka”, wywołała nową falę dyskusji nad tą kwestią. Pojawiły się nawet głosy, iż sprzeciw wobec kary śmierci wyraża aktualnie obowiązującą – bo „zrewidowaną” pod wpływem refleksji moralnej śp. Sługi Bożego Jana Pawła II – naukę Kościoła, co, jakoby, obliguje katolików mających w tej materii odmienne przekonania, do ich zrewidowania.

W rzeczywistości rzeczy mają się zgoła odmiennie. Autentyczne nauczanie Kościoła w kwestii moralnej dopuszczalności kary śmierci jest jasne, stałe i niezmienne, toteż żadną miarą nie może podlegać rewizji. Uprawnienie władzy (wyłącznie świeckiej, albowiem „bojownik Boży nie wikła się w sprawy tego świata” – 2 Tm 2, 4) do stosowania kary głównej było potwierdzane przez Urząd Nauczycielski na przestrzeni prawie dwóch tysięcy lat, od Apostołów św. św. Piotra i Pawła po najnowszą wersję Katechizmu Kościoła Katolickiego, a zmienny bywał jedynie uprawniony zakres jej stosowania. Kto twierdzi, że z „drugiego wydania” (w rzeczywistości chodzi o tzw. Corrigenda, czyli poprawki naniesione przez Kongregację Nauki Wiary) tego Katechizmu kara śmierci „zniknęła”, ten po prostu wprowadza w błąd skołatanych katolików; wystarczy dokładnie przeczytać kanon 2267, aby przekonać się, że tak kategorycznego rozstrzygnięcia tam nie ma. Płynąca atoli stamtąd niewątpliwa niechęć do stosowania kary śmierci, jak również podobne osobiste przekonania obu ostatnich papieży, również nie mają żadnej mocy zmieniania nauki Kościoła, która jest związana nieomylną Tradycją (depozytem wiary). W Kościele niemożliwa jest bowiem niczyja arbitralna władza, nawet namiestnika Chrystusa, ani jakakolwiek tyrania – nawet dobrotliwa „tyrania serca”.

Na okoliczność niefortunnej wypowiedzi Jego Świątobliwości można natomiast zauważyć, że w ten sposób dezawuuje on poniekąd swoich Czcigodnych Poprzedników, sprawujących przez wieki władzę świecką w Państwie Kościelnym. Jeszcze w XIX wieku wykonywano tam statystycznie najwięcej ze wszystkich państw europejskich wyroków śmierci na zbrodniarzach pospolitych. Idąc za myślą papieża, należałoby zatem uznać, że Grzegorz XVI czy bł. Pius IX dopuszczali się systematycznej „obrazy godności człowieka”. Lecz o jakiej godności tu mowa – tego niestety się nie dowiadujemy. Czy chodzi tu o godność, nazywaną w tradycyjnej teologii „początkową”, która istotnie przysługuje każdej istocie ludzkiej, lecz została skaleczona i osłabiona grzechem pierworodnym? Czy o godność „ostateczną”, nabywaną jedynie za cenę odkupieńczej Krwi ukrzyżowanego Syna Bożego? Brak tego rozróżnienia niebezpiecznie zbliża wszelkie dywagacje „godnościowe” do ujęć humanitarystycznych i sentymentalnych, w istocie z gruntu laickich. Dlatego nie należy zapominać, że – jak w Eseju o katolicyzmie, liberalizmie i socjalizmie pisał Juan Donoso Cortés – „gdyby Bóg mój nie stał się ciałem w łonie niewiasty i gdyby nie umarł na krzyżu za cały rodzaj ludzki, płaz ten, którego depczę swą stopą, byłby w oczach moich mniej godnym wzgardy niż człowiek”.

Jak się zdaje, w dotychczasowych debatach wyłożono już wszystkie możliwe argumenty pro i contra karze śmierci, i trudno byłoby dorzucić tutaj coś oryginalnego. Wolałbym zatem zwrócić jedynie uwagę na samo „zakotwiczenie” argumentów obu stron w absolutnie wykluczających się koncepcjach antropologicznych oraz dotyczących wspólnoty politycznej i władzy.

Abolicjoniści często podkreślają, że zakaz stosowania kary śmierci należy do kanonu „standardów” moralnych i politycznych współczesnej demokracji liberalnej i laickiej. W zupełności podzielam ten pogląd. Rzeczywiście, rodowodu stanowiska postrzegającego karę śmierci jako przejaw „barbarzyństwa” należy upatrywać w humanitarystycznej, liberalnej i demokratycznej rewolucji, której podstawy myślowe zbudowali w XVIII wieku ideolodzy tzw. oświecenia, a zaczęli ją wcielać w życie rewolucjoniści czynni, począwszy od francuskich (przypomnijmy, iż krwawy Robespierre był za młodu działaczem komitetu na rzecz zniesienia kary śmierci, a z powieści Sołżenicyna pamiętamy, iż dwukrotne zniesienie kary śmierci przez Stalina skutkowało w „Archipelagu Gułag” pewnym, by tak rzec, bałaganem buchalteryjnym). Należy jednak być konsekwentnym i dodać, że owa nieustająca i wielopostaciowa rewolucja, dla której abolicjonizm był ważnym segmentem ideologicznym, była ze swojej istoty i celu „przeciwchrześcijańska”. Jej fundamentem antropologicznym było, negujące grzech pierworodny, przekonanie o „naturalnej” dobroci człowieka, fundamentem politycznym zaś – negujące społeczną naturę człowieka i pochodzenie władzy od Boga – twierdzenie, iż jedynym źródłem prawomocności władzy jest „kontrakt” równych i wolnych jednostek.

Ta ideologia, legitymizująca współczesne, „demokratyczne państwo prawa” i jego „standardy” jest zatrutym sztyletem, wrażonym w samo serce chrześcijańskiej wizji państwa, które – jak podkreśla luterański teolog Wilhelm Stapel – istnieje tylko jako „zepsuta wprawdzie”, ale „pozostająca w zasięgu Bożej cierpliwości” instytucja metafizyczna. Posiada ona, udzieloną jej przez Kościół, który sam nie może posługiwać się mieczem „fizycznym”, sankcję egzekutora Bożej sprawiedliwości. Istotnie, sama w sobie, żadna władza nie ma prawomocnego roszczenia do czegokolwiek. Żaden człowiek nie posiada w sobie samym uprawnienia do wydawania rozkazów innemu człowiekowi (to dlatego właśnie demokratyczny kontraktualizm jest zuchwałą tyranią i antropoteistyczną herezją zarazem). Jakakolwiek władza – kościelna, państwowa, rodzicielska, nauczycielska, etc. – prawomocnie czerpie swoje uprawnienie wyłącznie z prawa Bożego. Metafizyczna sankcja udzielona przez Kościół, założony przez Boga, daje państwu prawo do posiadania i wykonywania czterech tzw. regaliów: prawa do prowadzenia wojny (ius belli), prawa przysięgi (ius jurandi) oraz właśnie prawa wymierzania kary śmierci (ius vitae et necie), zwanego też prawem miecza (ius gladii) i, będącego jego rewersem, prawa łaski (właściwie: ius juris intermittendi). Pozbawienie któregokolwiek z tych regaliów sprowadza państwo do instytucji czysto administracyjnej i gospodarczej, co w istocie dzieje się w pozbawionym wszelkiej godności państwie współczesnym, traktowanym jako użytkowa maszynka do zapewniania obywatelom życia lekkiego, łatwego i przyjemnego („po pierwsze gospodarka”). Dlatego spór pomiędzy liberalną teorią państwa, traktującą wojnę, karę śmierci, przysięgę i ułaskawienie, jako przeżytki epoki barbarzyńskiej, a konserwatywną teorią państwa, uznającą prawomocność wszystkich tych regaliów jest sporem metafizycznym, uniemożliwiającym osiągnięcie jakiegokolwiek konsensu. Albo „my”, albo „oni” – tertium non datur.

Papież, król i kat byli przez wieki Christianitas metafizyczną „świętą trójcą”, trzema filarami ładu duchowego, moralnego i społecznego. W sławnym „portrecie kata” z Wieczorów Petersburskich katolicki kontrrewolucjonista Joseph hr. de Maistre przestrzegał: „Zabierzcie światu ów niepojęty czynnik, a w jednej chwili ład ustąpi chaosowi, trony upadną i społeczeństwo zniknie”. Tak właśnie się stało: rewolucja zamordowała nam królów, wydając nas na pastwę demagogów i wzgardziła autorytetem papieża, a teraz nawet papież chce zdelegitymizować kata. Wkroczyliśmy w świat bezkarności dla zbrodniarzy i negowania samej zbrodni (za którą odpowiedzialne jest ponoć samo społeczeństwo), gdzie wymierzanie śmierci stało się już wyłączną prerogatywą tych, którzy za nic mają i prawo Boże, i godność człowieka; ich „abolicja” przecież nie obowiązuje. Tam, gdzie kara śmierci została zakazana władzy publicznej, spełniło się ponure proroctwo Donoso Cortésa, iż społeczeństwo, które ją zniesie, przekona się niebawem, „ile kosztują takie doświadczenia, bo krew poczyna się zaraz sączyć przez wszystkie jego pory”, a nową „dobrą nowinę” głosić będą i spełniać galernicy: „Racjonaliści nowożytni zbrodnię zdobią nazwą nieszczęścia; jeżeli to pojęcie zapanuje szerzej, przyjdzie dzień, w którym rządy społeczeństwa przejdą w ręce tych nieszczęśliwych, i wówczas zbrodnią będzie niewinność. Po szkołach liberalnych przyjdą socjaliści ze swoją nauką o świętych rewolucjach i o heroicznych zbrodniach; a nie będzie to jeszcze koniec: na dalekich widnokręgach poczynają krwawsze jeszcze przeświecać zorze. Na galerach piszą może nową ewangelię dla świata. Jeżeli świat będzie zmuszony do przyjęcia tych nowych apostołów i ich ewangelii, zaprawdę wart tego będzie”.

Jacek Bartyzel

Źródło informacji: LEGITYMIZM.pl

Bywa cenniejsza niż... życie




Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie legalizacji w Polsce kary śmierci wywołała dyskusję, na ile jest to wyraz bieżącej gry politycznej prowadzonej przez PiS, ale także uruchomiła debatę, czy katolik powinien popierać najwyższy wymiar kary czy nie.

Katechizm Kościoła Katolickiego nie pozostawia tu wątpliwości - "tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem" (2265). Tak jest w istocie. Pomijając nawet Stary i Nowy Testament, można przytoczyć długą listę luminarzy zasłużonych w kształtowaniu nauki katolickiej, którzy dopuszczali stosowanie kary śmierci: św. Klemens Aleksandryjski, Orygenes, św Cyprian, Laktancjusz, św. Augustyn, św. Dominik, św. Tomasz z Akwinu, św. Alfons Liguori, papieże Leon XIII, Pius XI czy Pius XII... i wielu innych.

Poparcie dla kary śmierci grzechem?

Wśród przeciwników kary śmierci najdalej chyba poszedł moralista, ks. dr hab. Piotr Kieniewicz, który wypowiadając się dla portalu fronda.pl stwierdził: "Nie widzę możliwości, aby na gruncie moralności katolickiej i zgodnie z duchem nauczania bł. Jana Pawła II usprawiedliwić w jakiś sposób przywrócenie kary śmierci. Jeśli ktoś jako katolik wsparłby takie działania to popełnia grzech bo popiera działania niemoralne, chce odebrać życie człowiekowi, nie mając do tego prawa. Człowiek nie jest panem życia, jest nim tylko Pan Bóg, który daje życie i je odbiera".

Jest faktem, że bł. Jan Paweł II apelował o zniesienie kary śmierci. Na przykład podczas orędzia na Boże Narodzenie 1998 r. stwierdził: „Niech dzięki Bożemu Narodzeniu umocni się na całym świecie poparcie dla stosownych i pilnie potrzebnych działań, które położą kres produkcji zbrojeniowej i handlowi bronią, pozwolą strzec ludzkiego życia, znieść karę śmierci...”. Niemniej wypowiedzi papieża miały charakter postulatywny, a nie rozstrzygający. Nie wiązały sumienia wiernych ani nie zmianiały tradycyjnej wykładni katolickiej w zakresie dopuszczalności kary śmierci.

Twierdzenie przez ks. Kieniewicza, że katolik popełnia grzech wspierając działania na rzecz przywrócenia kary śmierci, jest szokujące w świetle nauczania Kościoła. Wprowadza zamęt tam, gdzie panuje jasność. Poza tym absolutyzowanie życia przestępcy za wszelką cenę, zwłaszcza w świetle działaności stróżów prawa, prowadziłoby do tragedii. Oto wszyscy uprawnieni - by przywołać św. Pawła - do "noszenia miecza" nie mogliby używać broni do zadania śmierci, skoro tylko Pan Bóg "daje życie i je dobiera". Prowadzi to do demobilizacji władzy. Ściganie przestępców, ich eskortowanie, nadzorowanie, włącznie z konsekwencją zabicia, osłabiałoby morale policji, strażników, wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem przestępcy raczej nie mają tego rodzaju dylematów.

Już nie potrzebna?

Także Tomasz Terlikowski dał sie poznać jako zdecydowany przeciwnik wprowadzenia kary śmierci. Znany publicysta nie udaje, że Kościół nie dopuszcza stosowania kary śmierci. Terlikowski dobrze zna tradycyjne nauczanie Kościoła i Katechizm. Skądś jednak jest bardzo pewien, że zagwarantowanie obecnie bezpieczeństwa obywateli nie wymaga istnienia kary śmierci ("Nie ma moralnych powodów, które mogłyby usprawiedliwić przywrócenie czy wykonywanie kary śmierci"). Systemy penitencjarne mają być skuteczne bez niej. Skąd to wie, niestety nas nie informuje.

Podaje przykład stanu wojny albo państwa w stanie rozkładu, gdy można stosować karę śmierci. Z jakiegoś powodu przyjmuje, że np. działalność zorganizowanej przestępczości i zawodowych morderców nie jest stanem zagrożenia bezpieczeństwa obywateli, który wymaga istnienia kary śmierci w kodeksie karnym. Podobnie w przypadku recydywistów-morderców, którzy ponoć nie są zagrożeniem bezpieczeństwa dla współwięźniów i strażników. Wizja kary śmierci nie działa. To, że autorytet i siła wymiaru sprawiedliwości staje się w ten sposób słabsza niż siła przestępcy, przestaje mieć znaczenie.

Katechizm wskazuje, że władza powinna się ograniczyć do stosowanie środków bezkrwawych, jeśli wystarczą one do obrony osób przed napastnikiem (2267). Wskazanie to wcale nie zabrania istnienia kary śmierci w prawodawstwie i jej wykonywania. Rzucać może jedynie światło na jej stosowanie w konkretnych przypadkach. Wymiar sprawiedliwości może rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z sytuacją skutecznego ukarania i unieszkodliwienia przestępcy bez odbierania mu życia czy też nie.

Droga nawrócenia

W dyskusji nad karą śmierci pojawiają się tradycyjne argumenty za jej stosowaniem, np. wymóg sprawiedliwości czy czynnik odstraszania. Rzadko katolicy w kontekście kary śmierci podnoszą kwestię, która powinna być dla nich najważniejsza - chodzi o nawrócenie i zbawienie. To jest przecież perspektywa, w której ostatecznie Kościół postrzega rzeczywistość życia człowieka.

Dobrym przykładem takiej właśnie optyki jest postać mordercy, który skazany został na karę śmierci i przed wykonaniem wyroku wypowiedział znamienne zdanie: "Za pięć godzin zobaczę Jezusa". Wiedział co jest najważniejsze.

Jakub Fesch, bo o nim mowa, był młodym Francuzem, który uciekając z paryskiego kantoru, w którym miał dokonać rabunku, przypadkiem śmiertelnie postrzelił policjanta. Za ten czyn, w 1957 roku, po trzech latach od momentu ujęcia, wykonano na nim wyrok śmierci. Po rocznej odsiadce, kiedy Jakub miał jeszcze nadzieję na uniknięcie najwyższego wymiaru kary, nawrócił się - później do ostatnich dni prowadził bardzo ascetyczny tryb życia, którego pozazdrościć by mu mogło wielu zakonników.

Przed otrzymaniem wyroku napisał bardzo ważne słowa: "Proszę nie mówić mi o ułaskawieniu, ponieważ teraz jestem gotów umrzeć i nie byłbym zdolny spędzić dwudziestu lat w więzieniu. Zdemoralizowałbym się. (...) Zamiast umrzeć głupio, będę mógł ofiarować swoją śmierć za tych, których kocham”. Fesch przyjął karę śmierci jako ofiarę za zło, które popełnił i jako wyraz sprawiedliwości.

Był jednocześnie realistą, gdy pisał o groźbie więziennej demoralizacji. Takim samym realistą był jego duszpasterz, o. Devoyod, który towarzyszył na szafot ok. 40 więźniom. Mało jest ludzi tak bardzo zdających sobie sprawę z grozy kara śmierci jak więzienny kapelan; Devoyod jednak w pełni świadomie ją popierał. Wiedział, że wyrok śmierci powodował, iż więźniowie stawali się moralnie i duchowo lepsi, dożywocie natomiast degenerowało ich kompletnie.

Można sobie zresztą zrobić eksperyment myślowy. Mam jeszcze pół roku życia. To, co? Dalej - "tańce, hulanki, swawole" czy jednak przynaglenie do lepszego życia? Perspektywa nieuchronnego końca egzystencji za parę miesięcy, u ogromnej większości ludzi wyzwala nadzieję na "życie po drugiej stronie", a tym samym jest natchnieniem do refleksji i pogłebienia religijności.

Jakuba Fescha - być może zostanie on wyniesiony na ołtarze - warto przywoływać w dyskusjach na temat kary śmierci. Jego historia i historia jego duszpasterza są cennym argumentem (choć przede wszystkim moralnym i religijnym) na to, że najwyższy wymiar kary ma wpływ na przemianę przestępców.

I jeszcze jedno. Wiara religijna w lepszą przyszłość pomaga przyjąć nieuchronny koniec, który czeka nas na tym padole. Stąd widać jak na dłoni oczywisty związek między społeczeństwem „humanistycznym”, zsekularyzowanym a pielęgnowaną przez nie wrogością do kary śmierci. Nie może ono jej nadać żadnego głębszego sensu, nie ma tu żadnej nadziei. Ofiara, zadośćuczynienie, łaska... - budzą jedynie politowanie, niezrozumienie. Totalniactwo laickie, które jest propagowane w krajach UE, jest wyraźnym przykładem takiej postawy.

Ale dla człowiek wiary, np. Fescha, kara śmierci to droga do zmartwychwstania, tak jak kara śmierci była drogą do zmartwychwstania dla Chrystusa.

Dariusz Hybel

Zastępca redaktora naczelnego magazynu "Głos dla Życia", redaktor portalu: www.prolife.com.pl

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

Kościół a kara śmierci




Świat uważający się za cywilizowany chełpi się swoim abolicjonizmem. Tym niemniej temat kary śmierci wraca bezustannie, pytanie to musi bowiem wracać zawsze wtedy, gdy po szczególnie okrutnym przestępstwie prości ludzie pytają się o sprawiedliwość, o słuszną odpłatę. Trudno znaleźć inny problem, gdzie opinia oświeconej klasy politycznej tak radykalnie różniłaby się od najpierwotniejszych ludzkich instynktów, niż właśnie problem kary śmierci.

Przeciwnicy kary głównej atakują na dwóch polach doktrynalnych, mając świadomość, że społeczeństwa nowożytne nie stanowią ideowego monolitu, lecz podzielone są na dwie koegzystujące ze sobą cywilizacje, czyli ludzi religijnych i bezreligijnych. Do tych ostatnich apelują w imię wartości humanistycznych; do tych pierwszych, podpierając się autorytetem Kościoła katolickiego.

Abolicjoniści z pewnością odnieśli w ostatnich latach spory sukces marketingowy, polegający na tym, że udało im się wpoić w katolików opinię, że kara śmierci jest niezgodna z nauczaniem Kościoła, a jej przeciwnikiem był śp. Jan Paweł II. Ten argument papieski szczególnie nośny jest w Polsce. Warto więc sprawie tej poświęcić trochę miejsca.

* * *

Nie ma chyba potrzeby dowodzić, że starotestamentowe źródła chrześcijaństwa jednoznacznie opowiadają się za szerokim stosowaniem kary śmierci. Prawodawstwo Mojżesza dosłownie najeżone jest sankcją w postaci kary pozbawienia życia. Księga Wyjścia zawiera specjalną Księgę Przymierza, gdzie zawarte są postanowienia umowy o wybraństwo Izraela z Jahwe, a gdzie wprost roi się od sankcji w postaci kary śmierci (20, 12 i następne) tak za zabójstwo, jak za czary czy sodomię. Praktycznie zastosował Mojżesz karę śmierci za przestępstwo apostazji w stosunku do czcicieli złotego cielca (32, 27 i następne). Dodajmy przy okazji, że następnego dnia po rzezi czcicieli złotego cielca Mojżesz „poszedł do Pana”, aby spytać Go czy Bóg przebaczy ludowi Izraela? Bóg wybaczył, ale Mojżesz poszedł błagać nie o przebaczenie dla tych, którzy zastosowali karę śmierci wobec apostatów, lecz dla tych, którzy apostazji dokonali! Mojżeszowi bowiem ani przez moment nie przyszło do głowy, że wykonanie kary śmierci na apostacie – a w tym przypadku były ich setki - wiąże się z grzechem wobec Boga!

Nie przypadkiem zaczęliśmy od Mojżesza. On to bowiem z góry Synaj przynosi tablice, na których jest słynne przykazanie „Nie będziesz zabijał”. Następnie tenże sam człowiek dowodzi akcją pacyfikacyjną apostatów, na czele której to stanęli „synowie Lewiego” (32, 26), czyli to plemię Izraela, któremu żydzi powierzyli dziedzicznie zajmowanie się kapłaństwem. Możemy z tego wnioskować, że ani Mojżesz, ani kapłani nie dostrzegali sprzeczności pomiędzy zakazem zabijania, a stosowaniem kary śmierci. Pojawia się naturalne pytanie dlaczego ludzie ci nie widzieli sprzeczności pomiędzy zakazem zabijania, a stosowaniem kary śmierci? Na to pytanie odpowiedzieli filolodzy. Czasownik zabijać, którym tłumaczymy hebrajskie słowo użyte w Dekalogu, nie jest dokładnym odpowiednikiem słowa hebrajskiego i raczej należałoby tłumaczyć je jako nie morduj. Vulgata – a więc tłumaczenie Biblii uznane za kanoniczne dla Kościoła przez Sobór Trydencki - oddaje to przykazanie mianem non occides, czyli nie zabijaj, ale także nie morduj, nie zamęczaj. Zdaniem filologów, tekst hebrajski wskazuje na znaczenie nie morduj. Przykazanie nie będziesz zabijał oznacza tedy, dla starożytnego Izraela, zakaz mordowania przez jednego człowieka drugiego człowieka. Państwo jednak nie morduje, popełniając przy tym grzech, lecz wykonuje wyrok będący sprawiedliwą odpłatą za dokonane przestępstwo. Mojżesz w tym rozumieniu nie mordował, lecz wykonywał wyrok.

Powyższe rozróżnienie znajdziemy także w Nowym Testamencie. Zbawiciel nauczał o miłości pomiędzy ludźmi, której morderstwo jest ewidentnym zaprzeczeniem. Gdy Jezus rozmawia z Piłatem dobrze wie, że może zostać skazany na śmierć, choć jest niewinny. Czy w jakikolwiek sposób zaprzecza tej kompetencji Piłata? Nie, wręcz przeciwnie, przyznaje, że Piłat całą władzę otrzymał od Boga. Czy wisząc na krzyżu i mogąc uwolnić i Siebie i jednego ze złoczyńców, który wyraził skruchę, Jezus uczynił to? Nie, gdyż uznawał prawo państwo do wydania i wykonania kary śmierci. Zauważmy zresztą na marginesie, że gdyby w ówczesnej Palestynie nie było kary śmierci, to Zbawiciel nie mógłby umrzeć na krzyżu za grzechy całego świata... A więc Bóg posłużył się tą karą, aby zrealizować swój opatrznościowy plan.

Skoro doszliśmy już do doczesnego żywota Chrystusa Króla, to zajrzyjmy do Nowego Testamentu. Św. Paweł w Liście do Rzymian pisze: „Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy - przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle” (13, 1-5). I tu mamy odpowiedź dlaczego żaden papież nie może zanegować kary śmierci i dlaczego po wsze czasy będzie ona zgodna z nauczaniem Kościoła. Kto nawołuje do zniesienia kary śmierci, ten chce aby władza „na próżno nosiła miecz”.

Żaden papież i żaden autorytet kościelny nie może zmienić obiektywnego faktu, że kara śmierci jest zgodna z nauczaniem Kościoła. Już od czasu św. Augustyna wiemy zaś, że największym dowodem na prawdziwość Kościoła jest niezmienność nauczania (O Trójcy Świętej, 4,1), ponieważ Prawda ta nie została stworzona przez człowieka, lecz przez stojącego ponad czasem Boga, którego tenże Augustyn określa mianem „Niezmiennego” (7,5). Czy katolik może nie zgodzić się z niezmiennym i nieomylnym nauczaniem Kościoła? Może, ale przestając być katolikiem. Każdy, kto głosi, że Kościół katolicki kiedyś aprobował karę śmierci, a dziś już tego nie czyni, jest tym samym heretykiem.

Trudno przez następne 20 wieków chrześcijaństwa znaleźć dokument w którym Kościół sprzeciwiałby się stosowaniu kary śmierci, mając oczywiście świadomość, że z chrześcijańskiego punktu widzenia nie jest to kara idealna. Różnie dowodzono prawowitości tej kary. Św. Augustyn wywodził ją ze stwierdzenia św. Pawła, iż „wszelka władza pochodzi od Boga”, a więc i prawa stanowione przez władzę są zgodne z Jego wolą. Przeciwko temu poglądowi można podnieść jednak zarzut, że Augustyn nie doceniał roli prawa naturalnego, w związku z tym nazbyt chętnie uznawał prawowitość ustaw bez wnikania w ich zgodność z normami wyższymi. Jednak nawet tak wielki teoretyk prawa naturalnego jak św. Tomasz z Akwinu, nie dostrzegał niezgodności kary śmierci z prawem naturalnym. W Wykładzie przykazań Bożych Akwinata pisze, tłumacząc przykazanie Nie zabijaj: „Są tacy, którzy twierdzą, że to przykazanie zabrania absolutnie zabicia człowieka. Stąd zabójcami nazywają sędziów, którzy według ustaw cywilnych wydają wyroki śmierci”. Następnie Akwinata przytacza przykłady biblijne, gdy Bóg dopuszczał wykonanie wyroku śmierci, z czego Tomasz konkluduje: „To, co wolno Bogu, wolno także Jego przedstawicielom, jeśli otrzymają takie polecenie. A jest chyba jasną rzeczą, że Bóg nie jest winny grzechu, gdy jako prawodawca grozi śmiercią za popełniony grzech. A powiedziano Zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6, 23). Nie jest więc winny grzechu i ten, kto działa z Jego polecenia. Zatem przykazanie Nie zabijaj dotyczy tych, którzy to czynią z własnej woli (podkr. – A.W.)” (par. 133). Z tekstu tego wynika jednoznacznie, że skoro wszelka władza pochodzi od Boga, to wydawane przez nią i wykonywane wyroki śmierci nie stoją w sprzeczności z Dekalogiem.

Również w czasach późniejszych Kościół nigdy nie wywodził z przykazania „Nie będziesz zabijał” postulatu zniesienia kary śmierci. W Katechizmie katolickim kardynała Gasparri’ego (Poznań 1934), czytamy, że zakazana jest „prywatna zemsta”, a nie wykonanie wyroku; także Breviarium fidei (Poznań 1988) z przykazania tego wywodzi problemy medyczne, ochrony pracy, nawet komunikacji drogowej, nie wspominając jednak, aby wynikał z tego zakaz stosowania kary śmierci.

* * *

Abolicjoniści bardzo chętnie powołują się na nauczanie Jana Pawła II, dowodząc, że papież ten był przeciwnikiem kary śmierci. W tej zresztą kwestii abolicjoniści dzielą się na zawodowych agnostyków, którzy z uśmiechem szyderstwa powołują się na papieża oraz na autentycznych katolików.

Jest faktem niezaprzeczalnym, że Karol Wojtyła był przeciwnikiem kary śmierci, dając temu wyraz w licznych wystąpieniach publicznych i apelach w obronie poszczególnych skazanych. Jest jednak rażącym nadużyciem wywodzenie z tego, że Kościół jako taki jest przeciwnikiem kary śmierci. Zgodnie z przyjętą przez Sobór Watykański I konstytucją Pastor aeternus, papież jest nieomylny w kwestiach wiary i moralności, pod warunkiem, że jego nauczanie jest zgodne z Tradycją katolicką i że owe nieomylne osądy zostaną wygłoszone z zachowaniem pewnej procedury. Zauważmy więc dwie rzeczy:

1. Jan Paweł II nie ogłosił kary śmierci za niezgodną z nauczaniem Kościoła, za sprzeczną z wiarą czy moralnością. Nie ogłosił swojego prywatnego poglądu przeciwko karze śmierci za obowiązujący w Kościele powszechnym.

2. Gdyby to zrobił, to z punktu widzenia teologicznego byłby to klasyczny przykład papa haereticus, gdyż do rangi nauczania nieomylnego podniesione zostałoby coś, co jest sprzeczne z tradycyjnym, tzw. zwyczajnym nauczaniem Kościoła.

Zauważmy najpierw, że Jan Paweł II wypowiadał się przeciwko karze śmierci w wystąpieniach o niskiej randze, takich jak przemówienia okolicznościowe. Wystąpienia takie nie są zaliczane do nieomylnego Magisterium. Na oddzielne miejsce zasługuje encyklika Evangelium vitae, gdzie papież broni życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Pojawia się tedy pytanie, czy kara główna nie stoi w sprzeczności z prawem do naturalnej śmierci? Jan Paweł II koncentruje się tu przede wszystkim na problemie eutanazji. Dwukrotnie porusza jednak i interesujące nas tu zagadnienie: „W tej samej perspektywie należy widzieć coraz powszechniejszy sprzeciw opinii publicznej wobec kary śmierci, choćby stosowanej jedynie jako narzędzie uprawnionej obrony społecznej: sprzeciw ten wynika z przekonania, że współczesne społeczeństwo jest w stanie zwalczać przestępczość metodami, które czynią przestępcę nieszkodliwym, ale nie pozbawiają go ostatecznie możliwości odmiany życia” (par. 27). Zwróćmy uwagę, że papież nie mówi tu, że Kościół, czy nawet on sam, wyraża „sprzeciw”, lecz, że wyraża go „opinia publiczna”. A to nie jest to samo!

W innym miejscu encykliki czytamy, że kara śmierci nie powinna być stosowana „poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa. Dziś jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (par. 57). Także w tym fragmencie nie ma nic o zakazie stosowania kary śmierci, a jedynie, że „być może” społeczeństwa mają środki unieszkodliwienia przestępców, które mogą karę śmierci zastąpić z równą jej skutecznością. To „być może” – nie zakończone żadnym wnioskiem – oznacza, że to same społeczeństwa winny dokonać tej oceny.

Z cytowanych fragmentów absolutnie tedy nie wynika, że stosowanie kary śmierci zostało zakazane przez Jana Pawła II, a jedynie, że kary tej należy unikać. Trudno się z tym poglądem nie zgodzić, gdyż nikt dziś nie stosowałby tej kary – jak Mojżesz – za czary czy sodomię. Potwierdza to także opublikowany za czasu pontyfikatu tegoż papieża Katechizm, gdzie czytamy: „Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi. Z analogicznych racji sprawujący władzę mają prawo użycia broni w celu odparcia napastników zagrażających państwu, za które ponoszą odpowiedzialność” (par. 2266).

Co prawda moderniści w 1998 roku dokonali zmian w Katechizmie, zastępując cytowane przed chwilą słowa tekstem: „Wysiłek państwa, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się zachowań, które łamią prawa człowieka i podstawowe zasady obywatelskiego życia wspólnego, odpowiada wymaganiu ochrony dobra wspólnego. Prawowita władza publiczna ma prawo i obowiązek wymierzania kar proporcjonalnych do wagi przestępstwa”. Jednak nawet ze zmienionego tekstu nie wynika, aby kara ta była niezgodna z nauczaniem Kościoła, gdyż kara ma być „proporcjonalna do wagi przestępstwa”. Jedyną proporcjonalną karą za morderstwo lub zdradę państwa jest śmierć. Tak było, jest i będzie, gdyż takie jest najpierwotniejsze prawo natury, najpierwotniejszy instynkt ludzkiego serca, który umieścił w człowieku Bóg w akcie stworzenia. Katechizm stwierdza zgodnie z naturalnymi pojęciami moralnymi, że „kara ma na celu ochronę porządku publicznego i bezpieczeństwa osób” (2266). Nie ma skuteczniejszej obrony przed mordercą niż jego fizyczna likwidacja. Kim jest bowiem morderca odsiadujący karę dożywocia w państwie, gdzie zniesiono karę śmierci? Jest immunizowany od kary za jakąkolwiek zbrodnię, którą popełniłby na terenie więzienia. Co można zrobić temu, kto już odsiaduje karę maksymalną za zabójstwo współwięźnia, strażnika? NIC.

Podsumujmy fakty. Encyklika Evangelium vitae pochodzi z roku 1995, podczas gdy Katechizm opublikowano trzy lata wcześniej, w roku 1992 a więc także za pontyfikatu polskiego papieża, którego podpis widnieje na stronie 9 polskiego wydania. Gdybyśmy więc chcieli – a tak czasami czynią abolicjoniści katoliccy nadinterpretując słowa Ojca Świętego – za pomocą tejże encykliki dowodzić, że Jan Paweł II sprzeciwił się karze śmierci, to musielibyśmy uznać, że Jan Paweł II za pomocą własnej encykliki sprzeniewierzył się oficjalnemu nauczaniu Kościoła katolickiego, zawartemu w Katechizmie, stanowiącemu wykład wiary dla każdego katolika. Tym samym – być może, że z ignorancji – katoliccy abolicjoniści próbują dowodzić, że Jan Paweł II był heretykiem! W historii Kościoła zdarzali się papieże podejrzewani o herezję (Liberiusz, Honoriusz), ale absurdalność tej sytuacji powiększałby jeszcze fakt, że Jan Paweł II byłby pierwszym w historii papieżem, który byłby heretykiem wobec... własnego Katechizmu!

Refleksje te pozwalają nam wysnuć następujący wniosek: prywatnie Jan Paweł II – jako Karol Wojtyła – był przeciwnikiem stosowania kary śmierci; jako papież nie mógł być jej przeciwny, gdyż wszedłby w konflikt z Tradycją katolicką. Każdy człowiek – także papież – może, kierując się własnym sumieniem, mieć prywatny pogląd na jakąś kwestię odmienny od przyjętego Magisterium. Nie ma w tym nic nienormalnego, szczególnie, że omawiany pogląd Karola Wojtyły ma charakter w sumie bardziej rygorystycznie moralny, niż przyjęty przez Kościół. Nie pojawił się on zresztą – zapewne właśnie dlatego - w dokumentach posiadających rangę dogmatyczną. Z tego właśnie powodu można stwierdzić, że papież Jan Paweł II nie zaprzeczał prawu państwa do stosowania kary śmierci, podczas gdy prywatnie – jako Karol Wojtyła – uważał, że nie należy jej stosować.

Refleksja ta każe nam jednak szczególnie zganić tych katolików – a przede wszystkim duchownych – którzy nadużywają prywatnych poglądów papieża, przeciwstawiając je nieomylnemu Magisterium. Nie dość, że przedstawiają Ojca Świętego jako heretyka, to dodatkowo wprowadzają do Kościoła niezwykle niebezpieczny wirus relatywizmu. Polega on na faktycznym zburzeniu hierarchicznej struktury nauczania eklezjalnego, skoro prywatny pogląd jednego człowieka – choćby to był nawet papież – stawiany jest ponad katechizm i nauczanie zwyczajne Kościoła. Jest to droga typowo protestancka, gdyż właśnie w wyznaniach reformowanych struktura ta została zachwiana i ostatecznie decydującym o poglądach religijnych i moralnych został zwykły wierny. Kościół katolicki – także w nauczaniu – zachowuje ścisły charakter hierarchiczny i katolik musi o tym pamiętać.

Adam Wielomski
IX 2007

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.