______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

sobota, 30 sierpnia 2014

Mario Castellano: tradycjonaliści są jak islamscy radykałowie!



Przedstawiciel nowych władz zgromadzenia Franciszkanów Niepokalanej twierdzi, że katoliccy tradycjonaliści – broniący ten zakon przed represjami – są jak… islamscy radykałowie. Takie zdanie prezentuje "profesor" Mario Castellano, członek triumwiratu narzuconego zgromadzeniu przez Kongregację ds. Instytutów Życia Konsekrowanego.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wizyta w Gricigliano



Gricigliano, dla tych, którzy nie wiedzą, to Seminarium Instytutu Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana (ICRSP), w którym ja i mój dobry przyjaciel mogliśmy przebywać przez tydzień w lutym (w trakcie wizyty obchodzono w kalendarzu liturgicznym środę popielcową i początek Wielkiego Postu). Oboje wnikliwie przyglądaliśmy się, gdyż mamy zamiar wstąpić do Instytutu. Ów tydzień był wspaniały, i mogę bez przesady powiedzieć, że był to najlepszy tydzień w moim życiu.

Chcieliśmy przede wszystkim poprzez tę wizytę poznać jak wygląda życie w tradycyjnym seminarium i zorientować się czy taki sposób życia jest dziś aktualny.

Typowy dzień rozpoczyna się o wschodzie słońca, tj. o 6.00, później śniadanie o 6.30. Klerycy i goście jedzą śniadanie oddzielnie, jest to gest pokory z naszej strony, który jest jeszcze bardziej dostrzegalny podczas Mszy św., gdyż goście zajmują miejsce za kapłanami i seminarzystami, na końcu chóru. Taki sposób zajmowania miejsc w kaplicy jest godny uwagi, choć we współczesnym kościele już niepraktykowany z powodu prawie 4 dekad zamieszania jakie spowodował tzw. „duch Soboru”, który przeobraził kapłaństwo w laicką, nadzwyczajną posługę na rzecz wspólnoty.

Po śniadaniu o 6.50 śpiewa się Laudesy, czyli Jutrznię na jednym tonie, co trwa ok. 10-20 min., kolejne 30 min. to czas przeznaczony na prywatną medytację. Następnie wykłady aż do 10.30, gdyż o tej godzinie jest Msza św. czytana. W święta i niedziele o tej porze celebruje się oczywiście Mszę św. uroczystą. Porządek dnia w święta i niedziele jest nieco inny, pobudka jest później, no i oczywiście nie ma wykładów.

Po Mszy św. i krótkiej przerwie zaczynają się wykłady, po których jest obiad w refektarzu. Obiad goście wraz z seminarzystami spożywają w tym samym pomieszczeniu w ciszy, jedynie jeden z kleryków czyta na głos po francusku różne książki, najczęściej dzieła św. Franciszka Salezego. Po obiedzie wszyscy przechodzą do pokoju obok refektarza na godzinną rekreację, w czasie której można rozmawiać, pić kawę i słuchać muzyki klasycznej.

Po rekreacji następują znowu wykłady albo studium z przerwą na herbatę. W ciągu tygodnia między 17 a 18 jest również wystawienie Najświętszego Sakramentu i nabożeństwo przebłagalne za grzechy i obrazy popełnione w trakcie karnawału. Po nim o 19.30 kolacja. Kolacja spożywa się w podobny sposób jak obiad, w ciszy itp. W święta klerycy mogą ze sobą rozmawiać, zwłaszcza, że kolację serwuje się wtedy na wzór stołu szwedzkiego.

Po wieczornym posiłku jest, podobnie jak po obiedzie, rekreacja, z tym, że znacznie dłuższa. Duch św. Franciszka Salezego, miłość i gościnność Seminarium jest widoczna na każdym kroku. Jest to duchowość, która przenika cały Instytut. Nawet jeśli wszędzie będzie można odprawiać Mszę św. w Klasycznym Rycie Rzymskim, Instytut będzie miał rację bytu ze względu na swą duchowość, miłość i misyjną naturę. A przecież bez duchowości kapłan jest nikim.
Kompletę śpiewa się o godz. 21, a silentium sacrum (święte milczenie) rozpoczyna się o godz. 21.30, ale nawet wtedy seminarzyści mogą pozostać w kaplicy na osobistej modlitwie przed przepiękną figurą Matki Bożej Fatimskiej aż do 22.00, kiedy to gasi się światło. Rygor duchowy i formacja intelektualna, porzucona przez bardziej seminaria, jest kluczem do tego, by uformować dobrego, świętego kapłana.

Po tygodniu przebywania w seminarium, mieliśmy spotkanie z Rektorem seminarium, które okazało się bardzo owocne i jednocześnie stanowiło dobre zakończenie pobytu w seminarium. Jestem pewien, jeżeli Bóg pozwoli, że we wrześniu wstąpię do Instytutu i rozpocznę formację w seminarium w Gricigliano. Proszę módlcie się za mnie i mojego przyjaciela.

Sanctus Franciscus Salesius ora pro nobis.

tłum. x. Jarosław

TEKST POCHODZI Z 2007 ROKU 
(http://english-trad.blogspot.com/2007/04/visit-to-gricigliano.html)

Z księgarskiej półki c.d.- Liturgie Kościoła prawosławnego


ks. Henryk Paprocki

LITURGIE KOŚCIOŁA

PRAWOSŁAWNEGO

Obrazek Liturgie Kościoła prawosławnego

Wydawnictwo M, Kraków 2014
ISBN978-83-7595-633-7
Format: 140x202, ss. 320, oprawa: miękka, cena 40,50 zł

Liturgie Kościoła prawosławnego – czyli Niebo tu i teraz!

Duchowość Kościoła prawosławnego od wieków kształtuje się wokół wspaniale rozwiniętej liturgii. Czym jest liturgia, która zajmuje tak wyjątkowe miejsce w duchowości Kościoła prawosławnego?

Książka jest zbiorem źródłowych tekstów liturgicznych Eucharystii Kościoła prawosławnego, które zostały opatrzone komentarzem zarówno historycznym jak i teologicznym.

Z całego bogactwa pierwotnych liturgii chrześcijańskiego Wschodu Kościół prawosławny zachował pięć: Liturgię św. Jana Chryzostoma, Liturgię św. Bazylego Wielkiego, Liturgię św. Jakuba, Liturgię Świętego Marka Apostoła oraz Liturgię Uprzednio Przygotowanych Darów.

Przytaczane teksty zostały przetłumaczone i opracowane przez wybitnego teologa prawosławnego ks. prof. Henryka Paprockiego.

Publikacja ma na celu zapoznanie Czytelnika z bogactwem liturgicznym prawosławia.

KS.HENRYK PAPROCKI, profesor, teolog i duchowny prawosławny. Jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Patrystycznych, redaktorem pisma „Elpis” oraz Międzynarodowej Komisji ds. dziedzictwa św. Grzegorza Peradze. Pełni funkcję rzecznika prasowego Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Wykłada w Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie, Prawosławnym Seminarium Duchownym w Warszawie oraz na Uniwersytecie w Białymstoku. Pracę duszpasterską prowadzi w Prawosławnym Punkcie Duszpasterskim św. Męczennika Archimandryty Grzegorza w Warszawie. Za wybitne zasługi w pracy naukowo-publicystycznej i działalności dydaktycznej, za upowszechnianie wiedzy o liturgiach wschodnich, został odznaczony przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Ty jesteś Piotr Opoka...


Tu est Petrus, et super hanc petram, aedificabo Ecclesiam meam

Widzialna głowa Kościoła i Namiestnik Jezusa Chrystusa na ziemi – papież. Katolik z synowskim oddaniem i miłością powinien posłusznie poddać się Biskupowi Rzymu. Wszak to z woli Chrystusa do Papieża należy najwyższa władza w Kościele.

Zechciejmy zatrzymać się nad słowami św. Efrema Syryjczyka - doktora Kościoła, do Ewangelii św. Mateusza (rozdz. XVI, 18-19) i św. Jana ( r. XXI, 15. 17):

„Szymonie, uczniu mój, Ja ciebie ustanowiłem fundamentem Kościoła świętego. Przedtem nazwałem cię opoką, bo ty będziesz na sobie dźwigał wszystkie gmachy; ty jesteś dozorcą tych, którzy budować Mi będą Kościół na świecie; gdyby chcieli zbudować coś niewłaściwego, ty, opoko, powstrzymaj ich; ty jesteś początkiem źródła, z którego czerpie się nauka Moja, ty jesteś głową uczniów Moich; przez ciebie będę poił wszystkie narody; twoją jest owa życiodajna słodycz, której udzielam; ciebie wybrałem, abyś był w nauce Mojej jakby pierworodny i abyś został dziedzicem skarbów Moich; klucze królestwa Mego dałem tobie. Oto księciem cię ustanowiłem nad wszystkimi skarbami Moimi” (z mowy Na Wielki Tydzień)

Jak pięknie św. Efrem podkreśla to, czego o prymacie piotrowym uczy nas Ewangelia! Mowa ta świadczy też doskonale o tym, że Kościół już od swoich początków ( św. Efrem żył w IV w. ) interpretował Słowa Zbawiciela jednoznacznie, przydając Biskupowi Rzymu należne mu miejsce.

Katechizm Piotra kardynała Gaspariego uczy (p. 130), że papież w Kościele posiada z mocy prawa Bożego nie tylko pierwszeństwo honorowe, lecz najwyższą władzę rządzenia zarówno w sprawach wiary i obyczajów, jak i zachowania porządku.

Tym bardziej słuszne, zgodnie z tym co już zauważyliśmy, są słowa prof. Plinio Correi de Oliveira:

"Prawdziwy wierny wie, iż papież uosabia cały Kościół katolicki – ubi Petrus, ibi Ecclesia – gdzie św. Piotr, tam Kościół. Związek ów jest tak prawdziwy i tak nierozerwalny, że nawet gdyby za sprawą jakiegoś absurdu, wszyscy biskupi świata, wszyscy księża i wszyscy wierni opuścili Ojca świętego, to i tak prawdziwi katolicy zgromadziliby się wokół niego." („O Legionario” nr 610, 16 IV 1944)

Powinniśmy pamiętać o tym zwłaszcza ilekroć podważany jest autorytet Ojca św. Chciejmy z pokorą wsłuchiwać się w słowa Piotra naszych czasów i umieć odważnie Go bronić kiedy tylko zajdzie taka potrzeba – jest to nasz synowski obowiązek.

oprac. JW

Tekst ukazał się po raz pierwszy w numerze 4. (maj - czerwiec 2009) „Kontrrewolucji”

sobota, 23 sierpnia 2014

Aberracje liturgiczne cz. 97 - Takie coś tylko w Nowym Orleanie można zobaczyć




czwartek, 21 sierpnia 2014

Dekret QUAM SINGULARI CHRISTUS AMORE o wczesnym dopuszczeniu dzieci do pierwszej Komunii św.


DEKRET 

QUAM SINGULARI CHRISTUS AMORE 

ŚW. KONGREGACJI DLA SPRAW SAKRAMENTÓW ŚWIĘTYCH O WCZESNYM DOPUSZCZENIU DZIECI DO PIERWSZEJ KOMUNII ŚWIĘTEJ


[...]

1. Wiekiem rozeznania tak co do spowiedzi jak i co do Komunii jest wiek, w którym dziecko zaczyna rozumować, czyli mniej więcej rok siódmy, niekiedy nieco później, niekiedy nawet wcześniej. Od tego czasu zaczyna obowiązywać dziecko przykazanie dotyczące spowiedzi i Komunii świętej.

2. Do pierwszej spowiedzi i do pierwszej Komunii świętej nie jest konieczna pełna i doskonała znajomość nauki chrześcijańskiej. Dziecko powinno wyuczyć się całego katechizmu stopniowo, odpowiednio do swej pojętności.

3. Znajomość zasad religii, potrzebna dziecku do odpowiedniego przygotowania się do pierwszej Komunii świętej ma być taka, by dziecko stosownie do swego rozwoju umysłowego przyswoiło sobie prawdy t wiary konieczne do zbawienia i, odróżniając Chleb eucharystyczny od zwykłego i ziemskiego chleba, mogło przystąpić do Najświętszej Eucharystii z pobożnością, na jaką je w jego wieku stać.

4. Troska o to, by dziecko wypełniło ciążący na nim obowiązek, dotyczący przykazania o spowiedzi i Komunii, spada głównie na jego opiekunów, a więc na rodziców, na spowiednika, na nauczyciela i na proboszcza. Do rodziców zaś i ich zastępców oraz do spowiednika należy, według Katechizmu Rzymskiego, dopuszczanie dziecka do pierwszej Komunii świętej.

5. Raz lub więcej razy w roku niech proboszczowie zapowiedzą i urządzą generalną Komunię dzieci i dopuszczą do niej nie tylko te dzieci, które dopiero pierwszy raz komunikują, lecz także i te, które tak było wyżej powiedziane, za zgodą rodziców lub spowiednika, już przedtem po raz pierwszy przystąpiły do Stołu Pańskiego. Jedne i drugie dzieci należy wpierw przez parę dni pouczyć i przygotować.

6. Sprawujący opiekę nad dziećmi powinni dołożyć wszelkich starań, by dzieci po pierwszej Komunii świętej przystępowały do Stołu Pańskiego częściej, a nawet, o ile to jest możliwe, codziennie, jak tego pragnie Jezus Chrystus i Kościół święty. Matka nasza i by przystępowały z taką pobożnością, na jaką dzieci w ich wieku stać.

Ci też opiekunowie powinni nadto pamiętać o nader poważnym obowiązku czuwania nad tym, aby dzieci, które przyjęły pierwszą Komunię świętą, uczęszczały potem w dalszym ciągu na publiczną naukę religii. Jeżeli zaś nie jest to możliwe, niech w inny sposób udostępnią dzieciom gruntowniejszą naukę religii.

7. Stanowczo należy potępić zwyczaj niedopuszczania do spowiedzi dzieci, które doszły już do używania rozumu lub spowiadania ich, ale bez rozgrzeszenia. Biskupi winni dołożyć starań, a nawet użyć środków.

8. Z oburzeniem napiętnować trzeba nadużycie, że dzieci, które doszły do używania rozumu, nie zaopatruje się w niebezpieczeństwie śmierci świętym Wiatykiem i Ostatnim Namaszczeniem. Biskupi powinni wystąpić z całą surowością przeciwko tym, którzy takiego zwyczaju wyzbyć się nie chcą.

Powyższą uchwałę Kardynałów, należących do tej świętej Kongregacji, Ojciec święty Pius X na posłuchaniu dnia 7 tego miesiąca w całości zatwierdził i kazał dekret niniejszy wydać i ogłosić. Nadto polecił wszystkim Biskupom, żeby tenże dekret podali do wiadomości nie tylko proboszczom i w ogóle duchowieństwu, lecz także wiernym, i zarządził, aby corocznie w okresie spowiedzi wielkanocnej odczytywano go wiernym w języku ojczystym.

Biskupi zaś, zdając co pięć lat relacje o stanie swych diecezji, powinni zawiadomić Stolicę świętą także o wykonywaniu tego dekretu.

Bez względu na przeciwne zarządzenia gdziekolwiek wydane lub obowiązujące.

Dan w Rzymie, z Pałacu tejże świętej Kongregacji Sakramentów, dnia 7 miesiąca sierpnia 1910 roku.

Koedukacja - droga na manowce



Do systemu szkolnictwa koedukacja, jako rozwiązanie systemowe, została wprowadzana na skutek nacisków ideologicznych oraz ze względów finansowych dopiero w drugiej połowie ubiegłego wieku. Jest to zatem model dość nowy. Tymczasem badania efektów kształcenia i wychowania realizowanego w szkołach męskich i żeńskich, np. w Australii, USA, Wielkiej Brytanii, dość jednoznacznie pokazują skuteczność modelu edukacji zróżnicowanej. Dziewczęta różnią się od chłopców, i nie są to - jak chcieliby niektórzy - różnice uwarunkowane li tylko kulturowo i społecznie. Inne jest tempo ich rozwoju fizycznego i psychicznego, inaczej funkcjonują od strony emocjonalnej.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Tradycyjna liturgia? Dla niektórych to największe „przestępstwo”!


Tradycyjna liturgia? Dla niektórych to największe „przestępstwo”!

Jednym z największych wydarzeń pontyfikatu Benedykta XVI było „uwolnienie” tradycyjnej Mszy świętej. Aż do wydania „Summorum Pontificum” wierni chcący uczestniczyć w starej liturgii byli lekceważeni i marginalizowani – pisze Michael Brendan Dougherty. Niestety, motu proprio wyszło zbyt późno, by uratować niektóre spośród amerykańskich parafii.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

x. bp. Atanazy Schneider: Św. Pius X - Wybitny propagator katolickiej i apostolskiej wiary..




Święty Pius X jest wybitnym i świetlanym promotorem i obrońcą katolickiej i apostolskiej wiary w czasach współczesnych i tym samym ukazuje się w szczególności dla papieży biskupów jako przykład do naśladowania – podkreślił podczas wykładu bp. Atanazy Schneider.

x. bp. Ryszard Williamson FSSPX - Kobiecość odkrywana na nowo


Jego Ekscelencja x. bp Richard Williamson
Kiedy obmurowane miasto znajduje się w stanie oblężenia, i kiedy wróg ciągle atakuje jedną cześć murów, obrońcy powinni ciągle bronić tej własnie atakowanej części. Dzisiaj, Wróg ludzkości, szatan, atakuje ciągle prawdziwą kobiecość, ponieważ bez prawdziwych kobiet nie może być prawdziwych matek, nie będzie też prawdziwych rodzin ani naprawdę szczęśliwych dzieci i w końcu - nie będzie istot ludzkich. Chciałbym przytoczyć całe świadectwo kolejnej ex-feministki która napisała do mnie kilka miesięcy temu aby podziękować mi, za jak to nazwała "afirmację i wsparcie naszej kobiecej natury" . Następujący tekst jest skrótem tego przykładu który jest z kolei przykładem klasycznego listu które dostaje:

"Urodziłam się w połowie lat 60tych, miałam brutalnego, miotającego obelgami ojca, i przez cały czas odczuwam brak tego prawdziwego ojca. Kiedy zmarł gdy miałam lat 14, odrzuciłam Katolicką wiarę i opuściłam Kościół - trudno jest wierzyć w kochającego nas Boga kiedy nie jest się kochanym przez własnych rodziców. Z dala od Kościoła zostałam zwolenniczką radykalnego feminizmu i pogaństwa, znienawidziłam sukienki ponieważ obrazowały niższość wobec form jakie nosili chłopcy. Zastanawiam się w którym momencie nabrałam przekonania, że kobiety są słabe? Teraz rozumiem, że kobiety nie są wcale słabe, są po prostu silne w inny niż mężczyźni sposób.

Poszłam do liceum zdeterminowana udowodnić wszystkim, że potrafię zrobić to wszystko co potrafi mężczyzna, ale podczas mojej siedmioletniej pracy w policji, zdałam sobie sprawę, że agresja i okazywanie dominacji potrzebnych w tej pracy nie przychodzi mi w sposób naturalnie łatwy, i także to, że nigdy nie będę tak fizycznie silna jak mężczyzna. Porównywałam jakikolwiek objaw kobiecości we mnie ze słabością. W tym samym czasie, jako radykalna feministka, znienawidziłam mężczyzn, i postanowiłam, że żadnego z nich nie potrzebuje, ponieważ tak jak cały feministyczny śmietnik - nie zamierzałam się żenić. Jednak tak około połowy trzydziestki zdałam sobie sprawę, że ryzykuję spędzenie reszty mojego zycia w samotności, zatem zdecydowałam się na randkę. Wkrótce potem, spotkałam mojego przyszłego męża.

Kiedy poprosił mnie, żebym włożyła sukienkę ponieważ wyglądam w niej bardziej atrakcyjne, eksplodowałam ! Jednak, postanowiłam spróbować tylko po to, żeby zrobić mu przyjemność. Po tym wydarzeniu, moje zachowanie zaczęło się powoli zmieniać, tym bardziej im bardziej zaczynałam zachowywać się i czuć bardziej kobieco, i wtedy odkryłam, że lubię to uczucie ponieważ przychodziło mi to z naturalną łatwością. Kiedy po jakimś czasie pobraliśmy się, moje priorytety zmieniły się i chciałam coraz bardziej zostawać w domu. W pracy, potrafiłam być asertywna, ale nie było to dla mnie przyjemne. Teraz rozumiem, że to normalne dla mnie jako kobiety, że nie dominuję ani nie przewodzę , ponieważ w taki sposób stworzył mnie Bóg. Spędziłam moje całe życie próbując konkurować z mężczyzną aby być jak mężczyzna, i to sprawiało, że stawałam się coraz bardziej nieszczęśliwa obciążona poczuciem życiowej porażki poniewaz próbowałam jak mogłam, ale nie jestem jak mężczyzna ponieważ nie jestem mężczyzną.

To właśnie miłość mojego męża otworzyła mnie po 26 latach na Boga, i umożliwiła powrót do Kościoła. Wróciłam krzycząc i kopiąc, jednak Bóg mnie wzywał! Tam odnalazłam wszystko w odmienionym jakby stanie w stosunku to tego jak Kościół zapamiętałam, i gdy zaczęłam w nim żyć, odrzuciłam wszystko czego Kościół nauczał a co dotyczyło kobiety. Jednak czytałam coraz więcej, i moje oczy otworzyły się kiedy zrozumiałam pośród wielu innych rzeczy to jak jak bardzo sukienka kształtuje moje uczucia a nawet moją osobowość. Kiedy zakładam sukienkę czy spódnicę, czuję się delikatna i kobieca, bardziej naturalna. Moja trwająca wciąż edukacja w Kościele na temat roli kobiety, która zawiera również lekturę "Listów od Rektora" (autor +Richard Williamson, przyp. tł.) pomogły mi odzyskać szacunek dla mnie jako kobiety a nie jako pseudo-mężczyzny. Ze szkodą dla wszystkich jest fakt, że korzenie feminizmu sięgają tak głęboko w naszej kulturze." (koniec świadectwa)

Błogosławiona Matko Boża, prosimy abyś dała nam męskiego mężczyznę, bez którego ciężko będzie nam o kobiecą kobietę.

Źródło informacji: http://fronda.pl/coldcut/blog

G.K. Chesterton: Uparta ortodoksja



Ktoś mnie poprosił, bym wyjaśnił pewną moją cechę, która, jak się okazuje, uważana jest za dziw niepojęty. Dla zilustrowania sprawy otrzymałem wycinek z bardzo pochlebnego artykułu na mój temat, opublikowanego w amerykańskim piśmie. Artykuł napisany był w duchu niejakiego zdumienia. Na ile pojąłem, uznano za nadzwyczajne, że człowiek może być do tego stopnia zwyczajny.

Istotnie, jestem człowiekiem zwyczajnym, co oznacza, że akceptuję powszechne ludzkie zwyczaje. Zwykłem wierzyć w Stwórcę, zwykłem czuć wdzięczność za to, że istnieje świat, zwykłem uważać życie i miłość za dary zawsze dobre, a małżeństwo i rycerskość za prawa, które słusznie wzięły te dary w karby; zwykłem też podtrzymywać całą resztę normalnych tradycji naszego ludu i naszej wiary. Niektórzy patrzą na mnie jak na raroga, bo wciąż myślę, że trawa jest zielona, choć niedawno odkryty słowacki artysta pomalował ją na szaro, i nadal utrzymuję, że światło dzienne jest całkiem miłe, mimo że trzynastu litewskich filozofów zasiadło w kręgu i przeklęło je uroczyście; zaś w kwestiach bardziej kontrowersyjnych szczerze wolę śluby od rozwodów i niemowlaki od kontroli urodzeń. Nie będę tu po kolei bronił każdego z tych wielce ekscentrycznych poglądów, jakie dzielę z przeważającą częścią ludzkości, dawnej i teraźniejszej. Jeśli ogólnie o nich napomykam, to mam po temu konkretny powód. Otóż, chcę, żeby było jasne jak słońce, że moja sympatia dla tych sentymentów nie jest ani trochę sentymentalna. Ani mi w głowie szczebiotać o nich z ckliwą afektacją. Więcej nawet - rzucam Czytelnikowi wyzwanie, by spróbował wytropić w tym eseju ślad jednej łzy wzruszenia. Moje poglądy nie wynikają ze wzruszeń: są rozważne, nie romantyczne.

Dokładnie na odwrót ma się sprawa z poglądami sceptyków. To właśnie sceptycy są sentymentalni. Współczesna "młodzieżowa rewolucja", wszystkie te slogany o postępie i kroczeniu z duchem czasów, to po większej części zwyczajny snobizm, który przybrał formę kultu Młodości. Niektórzy ludzie z mojego pokolenia z upodobaniem głoszą, że należą do Stronnictwa Młodzieży i bronią wszelkich młodzieżowych mód. Ja tego nie robię, z tych samych powodów, dla których nie farbuję włosów ani nie ściskam mej tuszy gorsetem. Nawet jednak gdy kult młodości nie przybiera postaci aż tak żałosnej, współczesne hasła, że należy robić wszystko dla dobra młodych, że liczy się tylko nadchodzące pokolenie, stanowią przejaw czystego sentymentalizmu. Oczywiście, w granicach rozsądku jest to również przejaw zdrowych uczuć. Normalni ludzie z przyjemnością patrzą, jak młodzież korzysta z życia. Kiedy jednak czynimy z tej przyjemności zasadę postępowania, stajemy się sentymentalni. Skoro pragniemy największego możliwego szczęścia dla największej możliwej liczby ludzi, jest ewidentne, że największa aktualnie liczba ludzi to zawsze raczej ci pomiędzy późna, trzydziestką a siedemdziesiątką niż ci pomiędzy siedemnastym a dwudziestym piątym rokiem życia. Poświęcać wszystko dla młodych to zupełnie jakby pracować wyłącznie na rzecz bogatych. Młodzież stanie się klasą uprzywilejowaną, a reszta z nas - snobami lub niewolnikami. Co więcej, młodzi ludzie i tak nawet w najgorszych warunkach znajdą okazję do zabawy. Jeżeli naprawdę chcemy nieść światu pociechę, byłoby dużo rozsądniej nieść ją starcom. Oto, co rozumiem przez stawianie czoła faktom. Właśnie dlatego wciąż wierzę w większość tradycyjnych poglądów: bo są to fakty. Mógłbym tu dać wiele innych przykładów, chociażby rycerskość wobec kobiet. Jest to realistyczny, a nie romantyczny, pogląd na sprawy płci. Ba, jest to pogląd do tego stopnia realistyczny, że nie zawsze uchodzi wskazywać realia, na których się opiera.

O ile tak zwani zwolennicy wolnej myśli są już wystarczająco sentymentalni, o tyle tak zwani zwolennicy wolnej miłości są sentymentalni w sposób jaskrawy i jawny. Widać to po ich słabości do eufemizmów. Frazesy, w których się lubują, są zawsze wygładzone stosownie do potrzeb języka prasowego. Ci ludzie mówią o wolnej miłości, rozumiejąc przez to coś całkiem odmiennego, co należałoby prędzej nazwać wolną rozpustą. Jako sentymentaliści wolą jednak mizdrzyć się i gruchać nad słowem "miłość". Z uporem powtarzają frazes o kontroli urodzeń, mając na myśli brak kontroli i mniej urodzeń. Moglibyśmy rozpylić ich na atomy, gdybyśmy byli tak rozwiąźli w mowie, jak niemoralni oni są w koncepcjach. Jacy są w dziedzinie moralności, tacy są też i w dziedzinie religii. Ich twierdzenie, że agnostycyzm szerzy się wskutek rozwoju nauki nie jest prawdą, lecz zaledwie nieporozumieniem, powstałym z używania łaciny i greki zamiast prostej angielszczyzny. "Nauka" to łacińskie słowo oznaczające wiedzę21. "Agnostycyzm" to greckie słowo oznaczające niewiedzę. Nie jest bynajmniej jasne samo przez się, że wiedza z natury swej prowadzi do niewiedzy. A właśnie z niewiedzy wynika przeświadczenie, że wolna myśl osłabia wiarę w Boga. To świat realny, który widzimy na własne oczy, składa się najwyraźniej z elementów celowo dopasowanych i dostosowanych do siebie nawzajem. To tylko mętne bajania próbują to tłumaczyć za pomocą tezy, że elementy "lepiej dostosowane" mają automatyczną przewagę. Dzisiejsi zwolennicy ewolucji, nawet jeśli wciąż trzymają się darwinizmu, bynajmniej nie udają, że ich teoria wyjaśnia wszelkie odmiany i adaptacje gatunków. Ci lepiej zorientowani są raczej skłonni ratować Darwina kosztem jego teorii; ci niezorientowani nadal wątpią i negują. Doprawdy typowe, że ich główny mit nosi nazwę Brakującego Ogniwa. Jedyne, co tak naprawdę wiedzą o swojej własnej argumentacji, to że w pewnym miejscu zionie w niej luka. Warto by spytać, czemu baśń o ewolucji zaczęła żyć własnym życiem, zyskując tak wielką władzę nad umysłami. Zaraz zaproponuję tu odpowiedź. Otóż, jeśli o mnie chodzi, nigdy nie zmieniłem zdania na temat ewolucji. Rzecz w tym, że ludzie, którzy zaakceptowali tę teorię, też nie zmienili zdania. Zmienili tylko opinię niemodną na modną.

Bywalcy świata, zwanego światem intelektualnym, dzielą się na dwie kategorie: na tych, którzy wielbią intelekt oraz na tych, którzy go używają. Zdarzają się wprawdzie wyjątki, lecz na ogół nie są to ci sami ludzie. Ci, którzy używają intelektu nie wielbią go, bo zbyt dużo o nim wiedzą. Ci, którzy wielbią intelekt, nie czynią z niego użytku, co łatwo poznać po opiniach, które na jego temat wygłaszają. Za ich sprawą myli się dziś intelekt z intelektualizmem; a najwyższy stopień tej pomyłki stanowi coś, co w wielu krajach nazywa się warstwą inteligencji, we Francji zaś - Intelektualistami. Są to kluby i koterie osób rozprawiających głównie o sztuce i książkach - zazwyczaj o sztuce awangardowej i książkach niedawno wydanych - tudzież o muzyce, o ile jest to muzyka współczesna, zdaniem niektórych podobna raczej do kociej muzyki. Pierwsze, co należy o nich rzec, to że słowa Carlyle' a na temat świata odnoszą się w pierwszym rzędzie do świata intelektualnego: składa się on przeważnie z głupców. Ba, przyciąga głupców z magnetyczną siłą, nęci ich miłym ciepełkiem, jak ogień na kominku nęci koty. Jako człowiek normalnie i przeciętnie bezrozumny często bywałem w tym towarzystwie i odkrywałem tam, w zadziwieniu, głupców tak bezgranicznie głupich, że ich głupoty nie sposób ogarnąć wyobraźnią; ludzi posiadających ledwo tyle szarych komórek, by z trudem zasłużyć na miano półgłówków. Fakt, że obracają się w tym środowisku, rozświetlał ich jednak wewnętrzną aurą. Przekonani, że nurzają się w intelektualnej atmosferze, ubóstwiali ją z zapałem, jakby oddawali cześć nieznanemu bogu. Mógłbym opowiedzieć wiele anegdot z tego swatka. Pamiętam szacownego dżentelmena z bardzo długą brodą, który, zdawać by się mogło, mieszkał w jednym z takich klubów. Od czasu do czasu miał zwyczaj podczas rozmowy unosić rękę, jakby uciszając interlokutora, po czym rozpoczynał wypowiedź od słów: "Oto Myśl". Następnie oznajmiał coś, co brzmiało, jakby wół znienacka przemówił ludzkim głosem. Pewien mój znajomy, który długo cierpiał w milczeniu (o ile pamiętam, był to pisarz Edgar Jepson) nie wytrzymał w końcu i jęknął rozpaczliwie, już u kresu sił: "Na litość Boską, człowieku, chyba nie nazywasz tego myślą?". Zaręczam jednak, że na tle innych myślicieli, zwłaszcza wolnomyślicieli, dżentelmen ów bynajmniej się nie wyróżniał.

Istnieje czasem wyjątek od tej reguły. Inteligencja zdarza się nawet wśród intelektualistów. Bywa, że jakiś naprawdę zdolny człowiek ma słabość do pochlebstw, choćby i pochlebstw głupców, woli zatem mówić to, w czym głupcy widzą mądrość, niż to, w czym jedynie mądrzy ujrzeliby prawdę. Takim człowiekiem był Oskar Wilde. Kiedy powiedział, że kobieta niemoralna to jedyna kobieta, jaką mężczyzna nigdy się nie znudzi, rzucił frazes tak bezpodstawny, że prawie bezsensowny. Dobrze wiadomo, że mężczyzna może się znudzić całym tabunem niemoralnych kobiet, zwłaszcza jeśli sam jest niemoralnym mężczyzną. Krótko mówiąc, była to "Myśl"; coś, co wygłasza się z uniesioną ręką do ludzi, którzy w ogóle nie potrafią myśleć. W ich biednych, zamulonych mózgach kołatało się jakieś nieokreślone skojarzenie między dowcipem a cynizmem, toteż nigdy goręcej nie oklaskiwali dowcipu Wilde' a, jak wówczas gdy Wilde bywał cyniczny nie będąc dowcipny. Kiedy jednak powiedział, że "cynik to ktoś, kto zna cenę wszystkiego, a nie zna wartości niczego" poczynił (w doskonałej epigramatycznej formie) spostrzeżenie, które naprawdę coś znaczyło. Dla niego znaczyłoby tyle, co natychmiastowa detronizacja, gdyby ludzie, którzy wyłącznie za cynizm wynieśli go na tron, w ogóle byli w stanie je zrozumieć.

W tym właśnie świecie intelektualnym, z jego zastępami głupców, paroma błyskotliwymi kpiarzami i nielicznymi mędrcami, bezustannie wre ferment modnego buntu i modnego sceptycyzmu. To stąd płynie tak zwana miażdżąca krytyka społeczna; choć, jeśli bliżej się jej przyjrzeć, nowy krytyk jest zazwyczaj miażdżony przez jeszcze nowszego na długo nim sam zdołałby coś zmiażdżyć. Ilekroć ludzie oznajmiają uroczyście, że świat buntuje się przeciw religii, prywatnej własności, patriotyzmowi i małżeństwu, mają na myśli, że buntuje się przeciw nim ten właśnie światek. Jest on zresztą permanentnie zbuntowany przeciw wszystkiemu. Żyje w stanie ciągłego podniecenia, lecz ma po temu powód i może tłumaczyć się czymś więcej niż tylko głupotą i ważniactwem. Powód ten jest na tyle istotny, że każdy, kto rzeczywiście chce posługiwać się myślą, a zwłaszcza wolną myślą, powinien się nad nim przez chwilę głęboko zastanowić. Otóż, wszyscy ci ludzie są szalenie przejęci studiowaniem Sztuki. Wyniesieni w ten sposób na wyżyny, spadają następnie w otchłań bredni i desperacji, ponieważ próbują przenieść swe pojęcia o sztuce do sfery moralności i filozofii. Jest to przykry błąd w rozumowaniu - ale bo też, jak wyjaśniłem, intelektualiści nie są przesadnie intelektualni.

Sztuka, w wymiarze pradawnym i elementarnym, istnieje, aby demonstrować chwałę Bożą. Przełożone na język psychologii oznacza to, że sztuka ma w ludziach budzić i podtrzymywać zdolność zadziwienia. Dzieło sztuki, obierając za temat obłok, roślinę czy ludzki charakter, osiągnie cel wówczas, gdy odbiorca powie: "Widziałem to już tysiąc razy i dopiero teraz zobaczyłem". Rzecz jasna, różnorodność podejścia do tematu jest dla artysty nie tylko naturalna, ale wręcz niezbędna.

Artyści zmieniają metodę tak zwanego ataku, bo do pewnego stopnia ich praca polega na tym właśnie, by atakować z zaskoczenia. Muszą rzucać na obiekt coraz to nowe światło, więc nic dziwnego, że bywają to i promienie ultrafioletowe, i czarny cień obłędu lub śmierci. Ale gdy artysta rozciąga swój ekscentryczny eksperyment na świat rzeczywisty, żarty się kończą. To zupełnie jakby rzeźbiarz, nieobecny duchem, wbił dłuto nie w marmurowe popiersie, lecz w łysą głowę dostojnego modela. A tacy anarchiczni artyści cierpią ciut jakby na nieobecność Ducha. Ale, dla uproszczenia, wyjaśnijmy to na bardziej praktycznym przykładzie.

Wielu współczesnych prycha ze wzgardą mówiąc o "cukierkowej sztuce", nudnej i przesłodzonej. Przypuśćmy, że spoglądamy akurat ze smutkiem na bombonierkę po cukierkach (ze smutkiem, bo nie muszę chyba wyjaśniać, że bombonierka jest niestety pusta). Widzimy wyrysowany na wierzchu obrazek. Obrazek ów, poprzez leciutką mgiełkę, przedstawia młodą damę z długimi złocistymi lokami, stojącą na balkonie i trzymającą różę, rozświetloną przez blady promień księżyca, padający usłużnie akurat w to miejsce. Należy jeszcze przyozdobić dzieło detalami; dama powinna kurczowo ściskać list, ostentacyjnie unosić dłoń z zaręczynowym pierścionkiem lub w omdlewającej pozie machać na pożegnanie dżentelmenowi w dalekiej gondoli; może to być cokolwiek, co tylko przeszyje bólem wrażliwą duszę krytyka. Cierpię razem z krytykiem, ale się z nim nie zgadzam.

Otóż, co tak naprawdę mamy na myśli, gdy oznajmiamy, że nawet wzmocnieni cukierkami nie jesteśmy w stanie znieść tak głupiego obrazu lub tak kiczowatego tematu? Mamy na myśli, że możliwy jest nadmiar czegoś dobrego; można zjeść za dużo cukierków. Cukierkowy obraz to nie obraz sam w sobie; to obraz wyobrażenia. W gruncie rzeczy nie przedstawia dziewczyny, róży ani promienia księżyca, lecz niezliczone inne obrazy. Artyści zawsze kopiują artystów, i tak oto temat ciągnie się w przeszłość aż do pierwszych sentymentalnych dzieł romantycznych.

Ale róże nie kopiują róż. Promienie księżyca nie naśladują się nawzajem. I choć jedna kobieta może zewnętrznie imitować drugą, jej kobiecość nie została skopiowana z żadnej innej kobiety na świecie. Jako byty realne, każda kobieta, każda róża i każdy promień księżyca są po prostu sobą. Załóżmy, że scena, którą opisano wyżej, nie jest namalowana, lecz prawdziwa. Kwiat jest niewątpliwie świeży, blondynka niewątpliwie młoda. Róża, jak to róża, pachniałaby równie słodko pod inną nazwą albo i w ogóle bez nazwy. Gdyby żywa, prawdziwa dziewczyna wyszła na balkon i stanęła tam w takiej akurat pozie, trzymając taki akurat okaz botaniczny (co nie wydaje się szczególnie prawdopodobne), z pewnością miałaby po temu jakiś powód. My zaś, wiedząc że scena jest rzeczywista, nie moglibyśmy nią wzgardzić jako powtarzającą się sztampą. Dopóki zatem myślimy o kwiatach jako o czymś, co produkuje się taśmowo dla pieniędzy, jako o jednostajnych i komercyjnych ornamentach, czujemy, że są to sztuczne kwiaty; czujemy, że masowo kopiowany promień księżyca to tylko bujda księżycowa. Chętnie powitalibyśmy najdzikszą nawet odmianę w tej nudnej monotonii. Toteż i podziwiamy artystę, malującego czarne róże, bo gdyby nie on, gotowiśmy zapomnieć, że róże są pąsowe; podziwiamy go, gdy maluje zielony księżyc, bo w ten sposób wyraziście zdajemy sobie sprawę, że księżyc ma barwę odrobinę subtelniejszą od białej. Lecz prawdziwy księżyc zawsze zostaje taki sam; róża pozostaje różą. Nie oczekujemy, by się odmieniły. Nie czekamy, znudzeni, na zmianę praw natury. Nie spodziewamy się też, że kobiety zmienią zdanie na temat róż albo na temat zobowiązań wynikających z noszenia zaręczynowego pierścionka. Te kwestie, kiedy są realne, pozostają poza zasięgiem artystycznych wizji, dotyczących ich fikcyjnych odpowiedników. Możemy sobie malować księżyc w kolorze zielonym czy też księżyc niebieski w ciapki lilaróż, a on i tak nadal będzie władał przypływami. A człowiek, który wyobraża sobie, że rewolucje artystyczne odnoszą się również do moralności, mógłby równie dobrze powiedzieć: "Widziałem tyle ckliwych róż na bombonierkach, że nie wierzę, by róże mogły rosnąć w ziemi".

Krótko mówiąc, to, co krytycy zwą romantyzmem, jest w gruncie rzeczy jedyną formą realizmu. Jest też jedyną formą racjonalizmu. Im intensywniej człowiek będzie ćwiczył umysł na realiach, tym jaśniej ujrzy, że realia pozostają niemal bez zmian, choć ogromnie się różnią ich przedstawienia czy wyobrażenia. A tylko wyobrażenia bywają powtórzeniami. Wrażenia zawsze są szczere; jednostki są zawsze jednostkowe i indywidualne. Jeśli realnie istniejąca dziewczyna zakocha się, będzie przeżywać coś, co jest stare jak świat, lecz wcale nie nudne. Jeśli zerwie kwiat z krzewu różanego, będzie trzymać w dłoni bardzo stary symbol, lecz bardzo świeżą różę. Każdy człowiek o jasnym umyśle potrafi ujrzeć rzeczy takimi, jakie są, i przez to potrafi pojąć, że rzeczy są permanentnie ważne takie, jakimi są. Ale gdy jego umysł jest zmącony przez aktualne trendy i przelotne estetyczne mody, ujrzy jedynie, że coś jest podobne do obrazka na pudełku z cukierkami, zamiast, jak należy, do obrazu w Galerii Postfuturystycznej. Na ile dotrze do niego, że ludzie są prawdziwi, na tyle zrozumie, że są tak naprawdę romantyczni. Na ile będzie rozmyślał o malarstwie, poematach i stylach dekoracyjnych, na tyle też będzie sądził, że romantyzm to tylko fałszywy, przestarzały styl. Będzie postrzegał ludzi jako imitacje portretów, podczas gdy prawdziwi ludzie nie są imitacjami. Są tylko sobą - tym, czym zawsze będą. Róże nie tracą tajemniczego uroku, choćby nie wiadomo ile róż płowiało na tanich tapetach. Zakochanie pozostaje cudowne i fascynujące, chociażby słowo "miłość" zdzierało się na strzępy na tandetnych walentynkowych pocztówkach. Kto pojmuje ten fakt, żyje w świecie faktów. Kto widzi tylko banalność tapet i walentynek, żyje w świecie fikcji.

Najważniejsze w całym buncie sceptyków jest to, że ma on źródło właśnie w fikcji. Narodził się wśród intelektualistów, wiecznie rozprawiających o powieściach i sztukach teatralnych zamiast o normalnych ludziach. Chcieli mieć "prawdziwe życie" na scenie, a nigdy nie dostrzegli go na ulicy. Upajali się realizmem swej literatury, podczas gdy ostatnie ślady realizmu znikały z ich dyskusji, gdy je porównać z rozmowami zwykłych ludzi. Myśleli w kategoriach bezustannego eksperymentu, ciągłej zmiany podejścia. To rzecz naturalna u artysty poszukującego efektu (jak i u fotografa, z zaaferowaniem skaczącego wokół kamery i wciąż zmieniającego ogniskową). Nie są to jednak kategorie myślenia stosowne dla reguł i stosunków społecznych. Kiedy intelektualiści zaczęli eksperymentować z moralnością i metafizyką, stworzyli serię szalonych światów, zamiast po prostu stworzyć serię szalonych i nikomu nie wadzących dzieł malarskich. Dzieła malarskie mają to do siebie, że usiłują uchwycić pewien ulotny aspekt rzeczywistości, spojrzeć pod pewnym kątem, w pewnym świetle, czasem tak nagłym i krótkim, jak światło błyskawicy. Kiedy więc z artystów zrobili się anarchiści, usiłowali oświetlać błyskawicami całe społeczeństwo i cały kosmos. W efekcie otrzymali nie realizm, lecz koszmar. Ponieważ taki czy inny malarz w takim czy innym celu namalował pąsowe róże jako czarne, pesymista wyciągał wniosek, że pąsowa róża życia i miłości jest dokładnie tak czarna., jak ją odmalowują. Ponieważ jakiś artysta, patrząc pod jakimś kątem, uchwycił chwilową impresję, że księżyc jest zielony, filozof z powagą zakładał na nos zielone okulary i oświadczał, że wedle niepodważalnych odkryć naukowych księżyc musi być cały przeżarty przez wijące się robactwo, ponieważ jest zrobiony ze spleśniałego sera.

Reasumując, hasło o sztuce dla sztuki mogło mieć sens, gdyby oznaczało, że artyści ograniczą się do świata artystycznego. Oni jednak bezustannie wtrącali się do moralności i religii, wnosząc tam swój niepokój, zmienne nastroje i eksperymentalne tricki typowe dla swej sztuki. Każdy, kto ma mocne poczucie realizmu, dostrzeże, jak bardzo było to oderwane od życia. Prawa, rządzące życiem, miłością i stosunkami międzyludzkimi, jakie by nie były, nie mogą podlegać zmianom wraz ze zmianą mody poetyckiej, tak jak nie podlegają zmianom, kiedy przychodzi moda na inny krój spodni. Nie wyrzuca się głowy na śmietnik, bo nastał nowy fason kapeluszy - to chore. Oto fakty, realne niczym przypływ albo gleba w ogrodzie. Nikt jeszcze nie zdołał pozbyć się przypływów zarzucając księżycowi sentymentalizm. Nikt nie pozbył się gleby oznajmiając, że róże są staromodne. Ośmielę się zatem zauważyć, bez zbędnego samochwalstwa, że jeśli nie odcinam moich korzeni, tkwiących głęboko w pewnych tradycjach, to nie dlatego, abym był sentymentalny czy bodaj romantyczny, ale dlatego, że jestem realistą. A jako realista rozumiem, że moralność nie może zmieniać się stosownie do mody, tak jak ekspresjonizm nie mógł oznaczać budowania domów mieszkalnych o ekspresyjnych kształtach.
Nie zmieniłem poglądów na tę kwestię, bo nigdy nie widziałem powodu, by je zmienić. Albowiem człowiek, który kieruje się rozumem zamiast pozwalać unosić się przez tłum, niechybnie zauważy, że w każdej epoce pozostają aktualne te same argumenty przemawiające za tym, że świat urządzony jest celowo, a co za tym idzie, że urządził go jakiś Umysł. Tak powie człowiek myślący. Człowiek bezmyślny przyzna, bo ma takie niejasne wrażenie, że w naturze istnieje pewna celowość, ale zaprzeczy istnieniu Umysłu, bo tak dziś wygląda łatwizna umysłowa.. W naszych czasach, równie stanowczo jak w każdych innych, możemy uznać za pewnik, że życie to dar Boży, bezmiernie cenny i bezmiernie ceniony; łatwo to udowodnić, przystawiając pistolet do głowy pesymisty. Tyle tylko, że żyje obecnie pewien typ ludzi, którzy nie lubią zaprzątać sobie głowy myśleniem i jeśli spytać ich o coś jasno i konkretnie, nie spodoba im się to niemal równie bardzo, jak przystawiony do głowy pistolet. Zdrowy rozsądek mówi, zgodnie z doświadczeniem życiowym, że romantyczna miłość jest typowa dla młodości, po czym rozwija się w naturalny sposób w małżeństwie i rodzicielstwie, w miarę jak człowiek dojrzewa. Ile by bzdur o tym nie pisać, ile by nie popuszczać wodzy prywatnym pretensjom czy prywatnej swobodzie seksualnej, ta społeczna prawda i tak się nie zmieni, o czym wie każdy, kto ceni sobie prawdę choćby i pod postacią stereotypu. Ale człowiek, który nie pojmuje, że coś może być prawdziwe mimo że jest stereotypowe, to pospolita ofiara słów i skojarzeń słownych. To idiota, który doprowadzony do szału przez papierowe róże nie chce wierzyć, że prawdziwa róża ma korzenie, ani nawet (póki nie odkryje tego z bolesnym okrzykiem profana) że ma kolce.

Prawda przedstawia się tak, że dzisiejszy świat przechodzi kryzys rozumu raczej niż moralności. Ludzie ustalają swe poglądy w drodze skojarzeń, bo wolą ich nie ustalać w drodze argumentów. Niemal wszystkie rozmowy o postępie i zacofaniu sprowadzają się w praktyce do rozchichotanej ekscytacji modą. Najnowocześniejsi z nowoczesnych gapią się na portret damy w krynolinie z dokładnie takim samym bezmyślnym uśmieszkiem, z jakim wieśniacy gapią się na obcego w miastowym kapeluszu. Traktują przodków z innego stulecia całkiem tak samo, jak najbardziej ograniczeni wyspiarze traktują cudzoziemca z innego kraju. Są umysłowo niezdolni, by wykroczyć poza stwierdzenie, że nasze dziewczęta noszą krótkie włosy i krótkie spódnice, podczas gdy ich głupie praprababki nosiły loki i suknie do ziemi. To wystarczy, by zaspokoili swą potrzebę kpiarskiej wyższości; prosty z nich ludek, trochę jak dzicy. Przypominają londyńskiego ulicznika, który trafił do wojska i pokłada się ze śmiechu, bo francuscy żołnierze mają czerwone spodnie i niebieskie bluzy, podczas gdy żołnierze angielscy ubrani są, jak przystoi, w niebieskie spodnie i czerwone bluzy. Nie zmienię poglądów, aby dogodzić ludziom rozumującym w taki sposób. Bo i po co miałbym zmieniać?

(G.K.Chesterton, Dla sprawy, ss.61-76)

ks. Chad Ripperger FSSP: Katolicyzm tradycyjny kontra katolicyzm konserwatywny


W 1996 roku, grupa przyjaciół poszła na obiad przy Kolegium Czeskim w Rzymie. Jeden z kapłanów, sprawujący Mszę według nowego rytu, został wprawiony w zdumienie. Napisał on artykuł, w którym omówił pewne aspekty reformy liturgicznej. Jego zakłopotanie wynikło z faktu, iż, czego nie potrafił zrozumieć, jego artykuł został zaatakowany przez tradycjonalistów. Tradycjonalistyczny seminarzysta powiedział mu: "Zgadzamy się, że trzeba coś zrobić z liturgią, ale nie zgadzamy się w kwestii tego, co powinno być zrobione". Tradycjonaliści i neokonserwatyści często stanowią dla siebie zagadkę, czego przyczyną jest relacja, jaką te nurty mają względem tradycji kościelnej.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Letni bezwstyd


Letni bezwstyd

Dlaczego kobieta wyznająca islam, w najbardziej dotkliwy upał nie pokaże nawet włosów, przyznająca się do prawosławia nie wejdzie w spodniach do cerkwi, nie odsłoni tam też stóp i głowy, natomiast dzisiejsze katoliczki wsiądą półnagie do tramwaju, a po świątyni potrafią paradować w krótkich spodenkach i bluzce „na ramiączkach”?

Czytaj dalej

piątek, 8 sierpnia 2014

Moda i skromność



Leah Darrow była uczestniczką TV Show, America's Next Top Model, Cykl 3. Pomimo, że została wychowana w ktolickiej rodzinie, żyła w duchowym letargu przez 10 lat. Nawróciła się. Dziś daje świadectwo wiary i promuje program "czysta moda" ("pure fashion").

Zapomniane prawdy c.d. - Ks. Krukowski o języku iturgicznym



Jak były trzy napisy na krzyżu: grecki, łaciński, hebrajski, tak też trzy główne języki liturgiczne wcześnie się ustaliły, - że inne następnie od Kościoła potwierdzone uważane być mogą jako gałęzie tych trzech szczepów; chociaż z bardzo ważnych przyczyn pozwalała Stolica np. na inne jeszcze języki obrzędowe, jak Ormianom, Słowianom, Bułgarom. Z czasem jednak, gdy liczba języków pomnożyła się, Kościół św. mianowicie na zachodzie zaczął obstawać usilnie przy języku obrzędowym łacińskim, a czyni to:

1. Dla zachowania jedności wiary. Dla zasłonięcia od wpływu zmian, jakim podlegają języki żyjące, używa Kościół języka martwego, niepodlegającego już więcej skażeniu; gdy przeciwnie z postępem języka, musielibyśmy co 50 lat zmieniać księgi liturgiczne, a z tą ustawiczną zmianą wyrazów może nadwerężyłoby się w końcu i ważność sakramentów. Znaczenie obrządkowego języka niezmiennego niejednokrotnie uwydatniło się w sporach dogmatycznych, w których powoływano się na wyrazy liturgiczne. Zamieszanie z używania języka narodowego pomnożyłoby jeszcze różne w każdym z nich narzecza i niepodobieństwo ujęcia go w taką formę, iżby dla wszystkich warstw była przystępną, bo co dla wyższych za niskie, dla niższych będzie za wysokie.

2. Aby zabezpieczyć powszechność Kościoła. Nie o to bowiem chodzi, aby się wszyscy stali łacinnikami, ale żeby wszyscy byli katolikami. Związka biskupów całego świata, porozumienie się na soborach powszechnych, węzeł jedności i społeczności z Rzymem tego również wymaga, jak też duchowny pożytek katolika; gdziekolwiek się obróci znachodzi nabożeństwo swoje. Przeciwnie narodowe liturgie dążyły niekiedy u dążą do utworzenia narodowych, a raczej państwowych ze szkodą katolicyzmu kościołów.

3. Dla nadania religii większej powagi. Jest bowiem w naturze ludzkiej, że się ma większy szacunek dla rzeczy, które nie spowszedniały, które otacza jakiś urok tajemniczy. Niemusiałażby liturgia spowszednieć, gdyby lada swawolny chłopak albo lekkomyślny dowcipniś jej słowa wywłaczał na ulicę? Lub czy nabożniejsze zachowanie się w kościele zawsze idzie w parze z rozumieniem języka Mszy św.? Niestety często właśnie przeciwnie się dzieje. Lud nasz prosty więcej oczyma widzi, a wiarą rozumie, niż innych wielu. Zresztą Msza św. nie jest kazaniem, lecz ofiarą. Od dzieciństwa tłumaczą kapłani ludowi obrzędy i w książkach do nabożeństwa ma je dostatecznie objaśnione. Nie lud, który żywą wiarą, modlitwą, komunią sakramentalną i duchowną, bierze udział w nabożeństwie, a w odpowiadaniu na słowa kapłana zastąpiony przez ministrantów i chór, uszczerbku żadnego nie ponosi; ani też kapłani życzą sobie zmiany.

4. Pomijamy na koniec, że sama wdzięczność dla pierwszych wiary krzewicieli powinna nas pobudzać do zachowania języka łacińskiego. Z tego zróbmy wniosek: że język polski w Rytuale o tyle jeno może być przypuszczonym, o ile Kościół przypuszcza. W czasie Mszy św., gdzie zwyczaj ustalony, że zamiast, coby miał organista śpiewać łacińską Mszę i grać, z ludem śpiewa po polsku, i biskupi powszechnie tolerują, nie ma potrzeby pasterz temu się sprzeciwiać. Toż i w czasie nieszporów nic w tym zdrożnego nie ma. Wszakże nie wolno pasterzowi po polsku nieszpory intonować, zamiast po łacinie; po polsku Asperges, lub Te Deum, lub inne części Rytuału wprowadzać – po polsku przy komunii mówić: Misereatur.. albo ja ciebie chrzczę, bo nie jest do tego upoważnionym, a Sobór Trydencki Sesja VII najmniejszej zmiany w obrzędach aprobowanych nie pozwala robić. Toż Pius IX enc. Ad Epp. Austr. 1856.

„Teologia Pasterska katolicka dla użytku seminariów duchownych i pasterzów dusz przez ks. Józefa Krukowskiego plebana w Błażowy dycezji Przemyskiej”, Lwów 1874, s. 217-219. 

Z księgarskiej półki: Cuda z Jasnej Góry.


Beata Legutko

CUDA Z JASNEJ GÓRY

Obrazek Cuda z Jasnej Góry

Wydawnictwo M, Kraków 2014
ISBN978-83-7595-821-8
Format: 140x202, ss. 148, oprawa: miękka, cena 17,90 zł
do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa

Na Jasną Górę prowadzi ok. 60 pieszych szlaków pielgrzymkowych, liczących co najmniej 100 km. Trasy najdłuższych przekraczają 600 km. Co roku w ok. 250 pieszych pielgrzymkach do Częstochowy przybywa ok. 140 tysięcy pątników, a liczba wszystkich odwiedzających Jasną Górę dochodzi rocznie do dwóch milionów.

Dlaczego wędrujemy tak licznie przed obraz Czarnej Madonny? Czy wyłącznie po to, by wypraszać łaski, które Bóg tak chętnie udziela za pośrednictwem Maryi? Powodów jest z pewnością więcej.

Jasna Góra jest żywą księgą historii Polski. Cudowny wizerunek Maryi stawał się przez wieki narodowym symbolem, drugim godłem naszego kraju. Noszono go na sztandarach, proporcach, orderach, ryngrafach, a nawet broni.

Gromadzone przez lata wota są wyrazem dziękczynienia za otrzymane łaski i liczne cuda. Znajdziemy tu np. bogato zdobioną monstrancję – dar Zygmunta Starego, buławy hetmańskie Stefana Czarnieckiego czy Stanisława Żółkiewskiego, obrazy wybitnych malarzy, pióro Henryka Sienkiewicza, odznaczenia wojenne gen. Władysława Andersa, różańce byłych więźniów obozów koncentracyjnych, kule pozostawione przez uzdrowionych pielgrzymów.

Ile cudów zdarzyło się na Jasnej Górze, tyle było ludzkich dramatów i nadziei, tyle pytań i wątpliwości. Zakonnicy przechowują świadectwa o zdarzeniach sprzed wieków, ale także z ostatnich kilku lat. W kronikach zapisano świadectwa ratunku od śmierci, cudownych poczęć, uzdrowień, a nawet wskrzeszeń…

Książka przedstawia fenomen miejsca, które od wielu wieków jest celem pielgrzymek, a także symbolem podtrzymywania polskości i patriotyzmu narodu.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Część hierarchów wspiera dyktaturę relatywizmu


Część hierarchów wspiera dyktaturę relatywizmu

Relatywizm wymaga de facto powstrzymania i odrzucenia wolności, której rzekomo służy; wiemy to od lat. Wyznają go także ludzie Kościoła, zajmujący tak niskie jak i wysokie stanowiska – pisze prof. Roberto de Mattei analizując policyjne najście na dom pisarza sympatyzującego z Franciszkanami Niepokalanej.

środa, 6 sierpnia 2014

Pielgrzymować po katolicku



„Pielgrzymka powinna mieć charakter sakralny. Codzienna Msza święta, modlitwy i poświęcenie mają doprowadzić każdego z nas do nawrócenia, a bez poświęcenia trudno będzie osiągnąć zamierzony efekt” – o charakterze pielgrzymki i duchowych darach, jakie można otrzymać poprzez pątniczy trud, mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl ks. Grzegorz Śniadoch IBP.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Prymas August kard. Hlond o polskiej kobiecie


Zapomniane prawdy c.d. - O cywilizacji współczesnej


Od dawna już stwierdzamy, Czcigodni Bracia, jak nieszczęsny na­prawdę konflikt wynikający ze zwalczających się wzajemnie zasad - kon­flikt pomiędzy prawdą a błędem, cnotą a występkiem, światłością a ciem­nościami - wstrząsa, w naszej zwłaszcza opłakanej epoce, społecznością cy­wilną. Jedni bowiem ze swej strony, strzegą pewnych upodobań związa­nych z nowoczesną, jak ją nazywają, cywilizacją; inni, z drugiej, walczą w obronie praw sprawiedliwości i najświętszej naszej religii. I pierwsi do­magają się, by Papież Rzymski pojednał się i ułożył z Postępem, z Liberaliz­mem, jak to nazywają, i z cywilizacją ostatniego czasu. Drudzy zaś całko­wicie słusznie domagają się, by nieporuszalne i niezachwiane zasady wiecz­nej sprawiedliwości strzeżone były nietknięte i niepogwałcone, i by zacho­wywana była zbawienna w najwyższym stopniu siła naszej Boskiej religii - siła, która zarówno rozszerza chwałę Bożą, jak też przynosi stosowne środ­ki zaradcze na wszelkie rodzaje zła, jakie dręczą rodzaj ludzki; siła, która jest jedyną i prawdziwą normą, dzięki której synowie ludzcy, odebrawszy w śmiertelnym tym życiu we wszelkiej wykształcenie cnocie, dochodzą do portu szczęśliwej wieczności. Adwokaci jednak dzisiejszej cywilizacji nie przystają na taki podział: twierdzą wszak, że są prawdziwymi i szczerymi przyjaciółmi religii. I chcielibyśmy dać im tu wiarę, jednakże bardzo na­prawdę smutne fakty, każdego dnia rozgrywające się przed oczyma wszy­stkich, dowodzą czegoś wręcz przeciwnego. A przecież jedna jest prawdzi­wa i święta na ziemi religia, przez samego Chrystusa Pana założona i uksz­tałtowana, płodna matka i karmicielka cnót wszelkich a tępicielka występ­ków, wyzwolicielka serc i drogowskaz do prawdziwego szczęścia; imię jej - Katolicka, Apostolska i Rzymska. Co zaś sądzić o tych, którzy poza tą arką zbawienia żyją, oświadczyliśmy już w Naszej alokucji konsystorialnej z dnia 9 grudnia roku 1854, i tu tęże samą naukę potwierdzamy. Teraz zaś tych, co Nas zachęcają, byśmy podali rękę dzisiejszej cywilizacji, pytamy: czy fakty są tego rodzaju, by Chrystusowego tu na ziemi Wikariusza - któ­rego sam Pan na sposób Boski ustanowił po to, by chronił czystość Jego niebieskiej nauki i by za sprawą tej właśnie nauki pasł i umacniał baranki i owce - mogły skłonić do tego, by bez najcięższej obrazy sumienia i bez największego dla wszystkich zgorszenia sprzymierzył się z dzisiejszą cywi­lizacją, której dokonania powodują tyle nigdy dość opłakanych rodzajów zła, które nadają oficjalny wymiar (promulgantur) tylu najohydniejszym poglądom, błędom i zasadom, całkowicie przeciwnym katolickiej religii i jej nauczaniu? Przykładem owych faktów może być to - o czym wszyscy dobrze wiedzą - w jaki sposób doszczętnie są niweczone solenne nawet po­rozumienia uroczyście zawarte pomiędzy Stolicą Apostolską a Monarcha­mi, jak się to właśnie wydarzyło w Neapolu. W tej ostatniej sprawie usilną w tym dostojnym Waszym zgromadzeniu zanosimy skargę, Czcigodni Bra­cia, i jak najmocniej protestujemy, tak samo jak przeciwko podobnym za­machom i gwałtom w innych protestowaliśmy razach.

Ta zaś nowoczesna cywilizacja, gorliwie wspierając wszelki kult nie­katolicki i nawet niewiernym nie broniąc pełnienia urzędów publicznych, odcina zarazem dzieci tych samych niewiernych od szkół katolickich, szale­je przeciw rodzinom zakonnym, przeciw zakładom powołanym do pro­wadzenia szkół katolickich, przeciw ogromnej liczbie znamienitych god­nością, wszelkiego stopnia duchownych (spośród których wielu prowadzi nędzne życie na niepewnym wygnaniu albo w więzieniu), a wreszcie i prze­ciw wyróżniającym się świeckim, którzy Nam i tej Świętej Stolicy oddani, z zapałem bronią sprawy religii i sprawiedliwości. Cywilizacja ta, udzielając finansowego wsparcia instytucjom i osobom niekatolickim, odziera jed­nocześnie Kościół katolicki z najbardziej prawowitych jego posiadłości i wszelkie podejmuje zabiegi, by zmniejszyć tegoż Kościoła zbawienną sku­teczność. Poza tym dając pełną swobodę wszelkim słowom i pismom, które zniechęcają do Kościoła i do wszystkich, którzy są mu z serca oddani, oka­zuje się jednocześnie bardzo ostrożna i powściągliwa w powstrzymywaniu gwałtów i dokuczliwych działań podejmowanych przeciwko tym, co wy­dają pisma dobre; dopełnia za to wszelkiej surowości w karaniu, gdy uzna, że te ostatnie choćby nieznacznie przekroczyły granice umiarkowania.

Czy tego zatem rodzaju cywilizacji mógłby kiedykolwiek Rzymski Papież podać przyjazną prawicę i zawrzeć z nią serdeczne przymierze i zgo­dę? Trzeba rzeczom przywrócić nazwy prawdziwe, a ta Święta Stolica zaw­sze będzie wierna sobie! (Vera rebus vocabula restituantur, et haec Sancta Sedes sibi semper constabit). Przecież to ona była niezmiennie opiekunką i karmicielką prawdziwej cywilizacji; wszystkie pomniki historii dają najwymowniejsze świadectwo i dowód tego, że w każdej z epok to ta Święta Stolica wnosiła we wszystkie, najodleglejsze i najbardziej barbarzyńskie kraje świata prawdziwą i właściwą cywilizację (humanitatem) obyczajów, dyscyplinę i mądrość. Ale skoro przez pojęcie cywilizacji chce się rozumieć system specjalnie przygotowany (systema apposite comparatum) dla osłabienia, a może i zniszczenia Kościoła Chrystusowego, to z tego rodzaju cywilizacją Stolica Święta i Papież Rzymski z całą pewnością nigdy nie mogą się porozumieć. Cóż bowiem – jak najmądrzej woła Apostoł – za uczestnictwo sprawiedliwości z nieprawością albo co za towarzystwo światłości z ciemnościami? Albo co za porozumienie Chrystusa z Belialem (2 Kor 6, 14-15).

bł. Pius IX, Alokucja Iamdudum Cernimus
wygłoszona na konsystorzu tajnym dnia 18 marca 1861 roku

Moda. Przemówienie papieża Piusa XII skierowane do młodych dziewcząt



Przemówienie papieża 

Piusa XII 

skierowane do młodych dziewcząt 
wygłoszone w Rzymie w Bazylice Św. Piotra, 
dnia 22 maja 1941 roku

Żywa radość napełnia nas, umiłowane córki, iż znowu możemy pobłogosławić, w waszych osobach, świętą "krucjatę czystości", którą tak stosownie podjęłyście i którą odważnie prowadzicie pod przemożną opieką Przeczystej Dziewicy Maryi Niepokalanej.

Godna i bardzo trafna nazwa krucjaty, którą wybrałyście i nadały pięknej i wzniosłej akcji stawia przed oczy jaśniejący krzyż, pochodnię zbawienia dla świata, i przywodzi na myśl chwalebne historyczne wspomnienia krucjat ludów chrześcijańskich, świętych wypraw i walk toczonych pod krzyżowymi sztandarami o zdobycie Miejsc Świętych i w obronie państw katolickich przed najazdami i zagrożeniami ze strony niewiernych. Tak samo i wy zamierzacie bronić katolickich dóbr, Ziemi Czystości, podbijać i strzec na niej tych lilii, które niczym obłok wypełniony wdzięczną wonnością Chrystusową, roztaczają swój zapach w rodzinach, na przyjacielskich spotkaniach, ulicach, zgromadzeniach, przedstawieniach, rozrywkach publicznych i prywatnych. Jest to krucjata przeciwko wrogom moralności katolickiej, przeciw niebezpieczeństwom, jakie wywołują, w spokojnym prądzie ludzi dobrych obyczajów, potężne fale niemoralności, które wypływają ulicami świata i zalewają wszystkie klasy społeczne.

Dziś takie niebezpieczeństwo istnieje wszędzie – nie tylko Kościół o tym mówi. Nawet wśród ludzi, którym obca jest wiara chrześcijańska, umysły najbardziej przenikliwe i najbardziej zatroskane o dobro publiczne głośno wyjawiają straszliwe jego zagrożenia dla porządku społecznego i przyszłości narodów. Te zachęty do nieczystości, które mnożą się w obecnych czasach, zatruwają korzenie życia, podczas gdy powstrzymywanie zła jest jeszcze bardziej osłabione przez pobłażliwość, którą to powinniśmy raczej nazwać negacją coraz szerszej części świadomości publicznej, która okazuje się ślepa w obliczu najbardziej karygodnych nieładów moralnych.

Czy ta niemoralność jest większa dzisiaj niż w dawniejszych czasach? Twierdzić tak, być może, mogłoby być czymś nierozważnym, w każdym bądź razie, jest to jałowe pytanie. Już autor Księgi Eklezjastesa napisał to ostrzeżenie: "Nie mów: «Co za przyczyna jest, że dawniejsze czasy lepsze były, niż obecne?» bo głupie jest takie pytanie... Wszystkie rzeczy trudne, nie może ich człowiek wypowiedzieć... Cóż to jest, co było? To samo, co potem będzie. Cóż jest to, co się stało? To co się stanie. Nic nie ma nowego pod słońcem" (Ekl. VII, 11; I, 8-10).

Życie człowieka na ziemi – nawet w czasach chrześcijańskich – jest zawsze wojowaniem. Musimy zbawić nasze dusze oraz dusze naszych bliźnich w naszych czasach, a dziś, zagrożenia są z pewnością jeszcze większe, gdyż wymysły wzmagające pożądliwości niesłychanie się zwiększyły, podczas gdy w innych czasach ograniczały się do ciasnych kręgów. Postęp prasy, tanich książek, jak i książek wykwintnych, fotografii, ilustracji, reprodukcji artystycznych wszelkiego rodzaju, wszelkich kolorów i cen, kina, przedstawienia różnorodności i tysiące innych zwodniczych i pokątnych środków propaguje powaby zła i wkłada je w ręce wszystkich, dorosłych i nieletnich, niewiast i dziewcząt. Czyż zuchwała i nieprzyzwoita moda nie roztacza się przed oczami wszystkich, przed młodą dziewczyną wychowaną po chrześcijańsku? Czyż kino nie każe uczestniczyć w przedstawieniach, które niegdyś kryły się w kręgach, gdzie nikt nigdy nie śmiałby postawić nogi?

W obliczu tych zagrożeń władze publiczne w wielu krajach powzięły przepisy prawne i administracyjne, w celu powstrzymania fali niemoralności. Jednakże, w dziedzinie obyczajów, zewnętrzne działanie władz, choćby najpotężniejszych, jakkolwiek chwalebne, pożyteczne i niezbędne by nie było, nigdy nie zdoła samo uzyskać tych prawdziwych i zbawiennych owoców, leczących dusze na które oddziaływać musi znacznie potężniejsza siła.

Kościół musi pracować nad duszami, a w jego służbie Akcja katolicka, wasza akcja, w ścisłej jedności i pod kierunkiem hierarchii kościelnej, zwalczając zagrożenia złego prowadzenia się we wszystkich dziedzinach otwartych przed wami: w modzie, strojach, ubiorze, higienie, sporcie, w kwestii relacji społecznych i rozrywek. Waszą bronią będą wasze słowa i wasz przykład, wasza życzliwość i wasza postawa, broń, która daje również innym świadectwo i czyni możliwym i chwalebnym zachowanie, które was odznacza i uświetnia waszą działalność.

Nie jest tu naszym celem przedstawienie aż nazbyt dobrze znanego żałosnego obrazu nieładu, jaki przedstawia się naszym oczom: stroje tak skąpe, bądź takie, które raczej wydają się być wyprodukowane po to by jeszcze bardziej podkreślać to co winny ukrywać; występy sportowe, które odbywają się w warunkach co do strojów, pokazów, towarzystwa, nie do pogodzenia choćby z najmniej wymagającą skromnością; tańce, spektakle, audycje, odczyty, ilustracje, zdobienia, gdzie chęć rozrywki i przyjemności skupia najpoważniejsze niebezpieczeństwa. Chcemy tu raczej przypomnieć wam i po raz kolejny przedstawić zasady wiary katolickiej, które w tej materii winny oświecać wasz osąd, kierować waszą postawą oraz waszym postępowaniem, ożywiać i podtrzymywać waszą walkę duchową.

Gdyż tu właśnie o walkę chodzi. Czystości dusz żyjących łaską nadprzyrodzoną nigdy nie utrzymuje się i nie ustrzeże się bez walki. Szczęśliwe jesteście, iż otrzymałyście w waszych rodzinach, u zarania życia, od kołyski, wraz ze chrztem życie bardziej wzniosłe, życie Boże! O dzieci nieświadome tak wielkiego daru i tak wielkiego szczęścia, wy nie musiałyście z niczym walczyć – jak dusze dojrzalsze, mniej szczęśliwe niż wy – o zdobycie tak wielkiego dobra; lecz i wy same nie zachowacie go bez walki.

O ile łaska oczyszczająca i uświęcająca, która pojednała was z Bogiem, jako przybrane córki i dziedziczki Nieba, zmazała w waszej duszy grzech pierworodny, to nie mniej jednak pozostawiła w was smutne dziedzictwo Adama, którym jest ta nierównowaga wewnętrzna, walka jaką odczuwał nawet wielki apostoł święty Paweł, który, jako człowiek wewnętrzny rozkoszujący się prawem Bożym, widział w swoich członkach inne prawo grzechu (Rzym. VII, 22-23), prawo pożądliwości i nieuporządkowanych skłonności, które nigdy nie dają się w pełni ujarzmić i z którymi, sprzymierzeńcami ciała i świata, sprzysięga się anioł Szatana, którego pokusy nagabują dusze. Taka to wojna toczy się między duchem a ciałem, o której tak otwarcie świadczy Objawienie Boże, że z wyjątkiem Najświętszej Dziewicy próżno wyobrażać sobie żywot ludzki, który mógłby być zarazem czysty i przeżyty bez czujności i bez walki. Nie łudźcie się, sądząc, że wasza dusza jest obojętna na podżegania, niezwyciężona wobec powabów i zagrożeń. Prawdą jest, że dobry nawyk często potrafi sprawić, iż umysł mniej poddaje się takim wrażeniom, zwłaszcza kiedy jest od nich odwrócony, zaabsorbowany w swych żywotnych siłach wykonywaniem wyższej działalności zawodowej lub intelektualnej. Lecz wyobrażanie sobie, że wszystkie dusze, tak skłonne do pożądliwości potrafiłyby być obojętne na wzbudzenia wywołane przez obrazy, które ubarwione powabami przyjemności, podżegają i zatrzymują na nich uwagę, byłoby zakładać i utrzymywać, iż złośliwe porozumienie, jakie te niebezpieczne poduszczenia znajdują w instynktach upadłej i nieuporządkowanej natury ludzkiej mogłoby kiedykolwiek ustać czy zmniejszyć się.

Tę nieuchronną walkę wy przyjmiecie odważnie i po chrześcijańsku. Celem waszej wspólnej akcji nie może być zatem zupełne jej usunięcie, otóż ma ona dążyć do uzyskania tego, aby ta niezbędna walka duchowa nie stawała się dla dusz jeszcze trudniejsza i bardziej niebezpieczna przez okoliczności zewnętrzne, przez atmosferę w której serca, które cierpią jej ataki muszą ją podtrzymywać i kontynuować. Na polach walki Kościoła, gdzie mierzą się ze sobą cnota i występek, znajdziecie zawsze pewne osobowości, którym Bóg udzielił nieustraszonego, heroicznego hartu ducha. Podtrzymywani łaską nie dają się ani zachwiać ani przewrócić żadnym podnietom; potrafią rzeczywiście ustrzec się przed zepsuciem i czyści pośród otaczającego ich błota, podobni do zaczynu z dobrego zakwasu i odrodzenia dla tej wielkiej liczby dusz – także odkupionych we krwi Chrystusa – które je otaczają. A zatem, celem waszej walki jest by czystość chrześcijańska, warunek zbawienia dla dusz, stała się mniej uciążliwa dla wszystkich mających dobrą wolę, tak aby pokusy, zrodzone z zewnętrznych okoliczności nie przekroczyły granic tej wytrzymałości, z którą za łaską Bożą, niewielkim wysiłkiem wiele dusz jest w stanie się przeciwstawić.

Ażeby urzeczywistnić równie święte i cnotliwe postanowienia, należy działać w środowiskach i w oparciu o prądy ideowe, na które może wpłynąć dość skutecznie akcja powszechna, podczas gdy działalność indywidualna i odosobniona ma skuteczność ograniczoną lub zgoła żadną. Skoro siła tkwi w jedności, jedynie zwarta grupa, i tak liczna jak tylko to możliwe, dusz chrześcijańskich, zdecydowanych i bez bojaźni będzie umiała, tam gdzie jej sumienie mówi i tego wymaga, zrzucić jarzmo niektórych środowisk społecznych, wyzwolić się z tyrani – potężniejszej obecnie niż kiedykolwiek – mód wszelkiego rodzaju, mody ubrań, mody w obyczajach i stosunkach społecznych.

Moda, sama w sobie, nie ma nic złego. Rodzi się spontanicznie ze społeczności ludzkiej, według impulsu, który skłania do tego, by dopasować się do innych, oraz do obyczajów osób wśród których się żyje. Bóg wcale nie wymaga od was byście żyły poza waszymi czasami, byście były obojętne na wymogi mody, do tego stopnia by czynić się śmiesznym ubierając się na przekór gustom i powszechnym zwyczajom współcześnie żyjących, nie troszcząc się nigdy o to co się im podoba. I tak, anielski święty Tomasz z Akwinu twierdzi, iż w rzeczach zewnętrznych, z których człowiek korzysta nie ma występku, lecz, występek pochodzi od człowieka, który korzysta z nich bez umiaru w stosunku do obyczajów tych z którymi żyje, odróżniając się w sposób dziwny od innych, bądź używając rzeczy w sposób zgodny lub niezgodny w stosunku do ustalonych zwyczajów, lecz z uczuciem nieuporządkowanym, przez nadmiar strojów nadzwyczajnie zdobionych, lub noszonych z upodobaniem, lub wyszukiwanych z przesadną pieczołowitością, podczas gdy skromność i prostota wystarczyłyby, aby zadośćuczynić niezbędnemu decorum. Ten sam święty doktor dodaje w końcu, iż jest zasługującym aktem cnoty w wyglądzie niewiasty, jeśli jest on zgodny z obyczajem, stanem osoby i dobrą intencją. Kiedy niewiasty noszą ubrania skromne w harmonii z ich stanem i godnością, gdy stosują się w tym z umiarem do zwyczajów w ich krajach, wówczas dbanie o wygląd jest także aktem cnoty umiarkowania, która nadaje umiaru w chodzie, postawie, stroju i wszystkich ruchach zewnętrznych.

W postawie jaką należy zachować względem mody, cnota znajduje się zawsze pośrodku. To czego Bóg od was żąda to stała pamięć, że moda nie jest i nie może być nadrzędną regułą waszego postępowania, że ponad modą i jej wymogami, są prawa wyższe i nakazujące, zasady nadrzędne i niezmienne, których nie można się wyrzec kosztem przyjemności czy kaprysu i przed którymi bożek mody winien umieć pochylić swą przemijającą wszechpotęgę. Zasady te zostały ogłoszone przez Boga, przez Kościół, przez świętych i święte, przez rozum i moralność chrześcijańską. Są to punkty, które wyznaczają granice poza którymi nie kwitną lilie i róże, gdzie czystość, skromność, godność i honor niewieści nie wydzielają już swej woni, lecz gdzie powiewa i panuje niezdrowe powietrze płochości, dwuznacznej mowy, zuchwałej próżności, bezmyślności w sercu zarówno jak i w odzieniu. Święty Tomasz z Akwinu te oto zasady dotyczące stroju niewiasty formułuje i przypomina, wskazując jaki winien być porządek naszej miłości i naszych uczuć: dobro naszej duszy przewyższa dobro ciała, i musimy przedkładać nad wygodę naszego ciała dobro duszy naszego bliźniego. Stąd też, czy nie widzicie, iż istnieje granica, której żadna forma mody nie może sobie pozwolić na przekroczenie, granica poza którą moda staje się źródłem upadku dla duszy niewiasty i dla dusz innych osób?

Niektóre młode dziewczęta powiedzą być może, iż taki a taki sposób ubierania się jest wygodniejszy, a równie higieniczny; lecz jeśli staje się on dla zbawienia duszy ciężkim i bliskim zagrożeniem, z pewnością nie jest on higieniczny dla waszej duszy i waszym obowiązkiem jest z niego zrezygnowanie. Pragnienie zbawienia duszy uczyniło heroicznymi męczenniczkami święte Agnieszki, Cecylie, pośród tortur i rozszarpywania ich dziewiczych ciał. Wy, ich siostry w wierze, w miłości Chrystusowej i w poszanowaniu cnoty, czyż nie znajdziecie w głębi serca odwagi i siły do niewielkiego zrezygnowania z wygody, czy też dogodności fizycznej, aby zachować w zdrowiu i czystości życie waszych dusz? A jeśli, dla zwykłej przyjemności osobistej nikt nie ma prawa narażać cielesnego życia innych, to czyż nie mniej jeszcze wolno zaprzepaszczać zbawienia, czyli samego życia dusz? Jeśli, jak utrzymują niektóre, zuchwała moda nie wywiera na nich żadnego złego wrażenia, to cóż wiedzą o wrażeniu jakie inni z tego powodu odczuwają? Któż je upewnia, że inni nie wynoszą z tego złych podniet? Nie znacie głębi ludzkiej słabości, ani jak zepsuta krew sączy się z ran pozostawionych w naturze ludzkiej przez grzech Adama wraz z zaślepieniem rozumu, złośliwością woli, zapalczywością żądzy i słabością względem dobra trudnego w namiętnościach zmysłów, do tego stopnia, że człowiek, podatny jak wosk na zło, widzi to co dobre, pochwala, a przywiązuje się do zła, z powodu tego ciężaru, który zawsze niczym ołów ciągnie go w przepaść. Och, ileż to razy zwracaliśmy uwagę, iż gdyby niektóre chrześcijanki domyślały się do jakich pokus i do jakich upadków doprowadzają innych przez swój strój i poufałości do których, przez ich płochość, przywiązują tak mało uwagi, przeraziłyby się swoją odpowiedzialnością!

Do tego nie wahamy się dodać: O chrześcijańskie matki, gdybyście wiedziały jaką przyszłość udręk i wewnętrznych niebezpieczeństw, wątpliwości źle tłumionych, wstydów źle ukrytych gotujecie waszym synom i waszym córkom, niebacznie przyzwyczajając je do życia w skąpych ubraniach, sprawiając, iż zatracają delikatne poczucie skromności, rumieniłybyście się same przed sobą, drżałybyście przed hańbą, jaką same sobie wyrządzacie i krzywdą jaką wyrządzacie tym dzieciom, które Niebo wam powierzyło, byście je wychowały po chrześcijańsku. A to co mówimy matkom, powtarzamy do niezliczonej liczby wierzących, a nawet pobożnych niewiast, które przyjmując i naśladując taką czy inną zuchwałą modę, obalają swym gorszącym przykładem ostatnie wahania, które powstrzymywały całą masę ich sióstr z dala od tej mody, która może stać się dla nich powodem ruiny duchowej. Jako, że niektóre prowokujące stroje – to żałosny przywilej kobiet o wątpliwej reputacji i jako ich znak rozpoznawczy, nie wolno ośmielać się zakładać je dla siebie. Lecz gdy nadejdzie dzień, w którym owe stroje noszone będą przez osoby będące poza wszelkim podejrzeniem, ludzie nie zawahają się iść za prądem, za prądem, który powiedzie być może do najgorszych upadków.

O ile przystoi, by wszystkie chrześcijańskie niewiasty miały odwagę stanąć w obliczu tak ciężkich odpowiedzialności moralnych, wy, drogie córki, przez wzgląd na to żywe uczucie, jakie czerpiecie z waszej wiary i w czystości cnoty, macie honor, iż połączyłyście się, paladyny czystości, w waszej świętej krucjacie. Gdybyście były odosobnione, wasza dzielność byłaby małej wagi, by sprzeciwić się inwazji zła, które was otacza; ściśle zjednoczone i zorganizowane, będziecie wystarczająco silnym i potężnym zastępem, aby narzucać poszanowanie praw dla skromności chrześcijańskiej. Wasz zmysł młodych katoliczek, zmysł szlachetny i podtrzymywany mądrością wiary i świadomą praktyką życia prawdziwie pobożnego, pozwoli wam dostrzec i odróżnić, w świetle Ducha Bożego, z pomocą łaski otrzymanej przez modlitwę i także z pomocą rad udzielonych przez tych, których Jezus Chrystus dał wam jako przewodników i mistrzów u waszego boku, to co, w modach, w obyczajach i w konwenansach społecznych, jakie się przed wami przedstawiają, jest w pełni możliwe do przyjęcia, co jest tylko możliwe do tolerowania, a co jest zupełnie niedopuszczalne. Jasna i głęboko odczuwana znajomość waszego obowiązku uczyni was odważnymi i oddanymi we wzajemnym wspieraniu się, aby go wypełnić bez wahania, ze stanowczością godną waszego młodzieńczego zapału.

Piękną jest cnota czystości i słodki wdzięk, który błyszczy nie tylko w czynach, lecz także w słowach, które nie przekraczają nigdy reguł przyzwoitości i grzeczności, a które przyprawiają miłością uwagi i przestrogi. Czyste pokolenie równie promieniuje łaską przed Bogiem jak i przed ludźmi. W czasach doświadczeń, cierpień, poświęceń i srogich obowiązków, w których żyjemy nie boi się wznieść całą swoją mocą na wysokość poważnych obowiązków, jakie nakłada na nie Opatrzność. Dziś, drogie córki, krucjata dla was nie tkwi w mieczu, krwi czy męczeństwie, lecz w przykładzie, słowie i napomnieniu. Przeciwko waszym poczynaniom i zamiarom powstaje ów główny nieprzyjaciel, demon nieczystości i rozpasania obyczajów. Podnieście wysoko głowę ku Niebu, skąd Chrystus i Dziewica Niepokalana, wasza Matka, na was patrzą. Bądźcie dzielne i nieugięte w wypełnianiu waszego obowiązku chrześcijanek. Stańcie w obronie czystości krocząc przeciwko zepsuciu, demoralizującemu młodzież. Oddajcie waszej drogiej ojczyźnie tę posługę o wartości nieocenionej pracując i współdziałając skutecznie nad roztaczaniem w duszach jak najwięcej czystości i niewinności; przez to uczynicie je roztropniejszymi, czujniejszymi, bardziej prawymi, odważniejszymi i szlachetniejszymi.

Niech Królowa Aniołów, Pogromicielka zdradzieckiego węża, przeczysta, wspomaga i kieruje waszymi wysiłkami w tej krucjacie, do której was natchnęła! Niech pobłogosławi wasz sztandar i koronę trofeów niewinności waszych zwycięstw!

Pius XII Papież

Tłumaczyła z języka francuskiego Iwona Olszewska

Źródło informacji: ULTRAMONTES

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.