_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomoce duszpasterskie dla tradycyjnych księży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomoce duszpasterskie dla tradycyjnych księży. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 listopada 2025

Ks. Stanisław Sapiński - O miłości Ojczyzny

 

"Wypełnienie zakonu jest miłość".

 

(Rzym. 13, 10).

 

WSTĘP


Ojczyzna, Polska! Po raz pierwszy usłyszeliście te dwa słowa na ławie szkolnej – i od tej chwili słyszycie je prawie bez ustanku. Czy weźmiecie książkę lub gazetę do ręki, czy bierzecie udział w pochodach i uroczystościach narodowych, czy wreszcie idziecie na wiec, spotykacie się z tym słowem: Ojczyzna, miłość Ojczyzny. O ile hasło to za czasów dawnej Polski podtrzymywane było tylko przez szlachtę i magnatów, to po upadku Polski weszło ono na wieś między lud i zamieszkało także pod słomianą strzechą; dzisiaj, gdy Polska już zmartwychwstała, porywa ono wszystkie warstwy społeczne, żyje w nich i pali się ogniem w ich sercu.


A jednak gdyby tak dzisiaj rzucić między wszystkich znienacka pytanie: Co to jest ojczyzna? co znaczy kochać ojczyznę? Czemu ją kochać należy i jak ta miłość powinna się objawiać? czy wszyscy daliby odpowiedź wystarczającą? Niejeden czułby się pytaniem zaskoczony. Czułby może Polskę w swej duszy – tyle się przecież o niej naczytał! – ale dobrej odpowiedzi dać by nie mógł albo też przyszłoby mu to trudno. Cóż dopiero gdyby kto zapytał: jak się na ojczyznę zapatruje religia chrześcijańska? jak wygląda miłość ojczyzny w świetle wiary, w świetle ewangelii Jezusa Chrystusa? Każdy zagadnięty niespodzianie, wiedziałby już z góry i dobrze by to odczuwał, że miłość ojczyzny jest rzeczą szlachetną, wielką i wzniosłą, że samym brzmieniem swoim przypomina ewangeliczny nakaz miłości – bo przecie naczelnym prawem ewangelii i wypełnieniem zakonu jest miłość – a jednak odpowiedzieć na to pytanie przyszłoby mu dosyć trudno.


Dlatego dzisiaj, w czasie gdy cały świat żyje hasłem narodowym, gdy całe społeczeństwo polskie jest przejęte myślą o ojczyźnie i kiedy przyszedł czas, że nie wolno nam poprzestawać na słowach tylko, lecz, że miłość dla Polski musimy objawić w czynie, w praktyce, dzisiaj poświęćmy tej sprawie chwil kilka. Zachęcimy się przez to wspólnie do ukochania ojczyzny, a w tym obowiązku miłości, do posłuszeństwa dla ewangelii i do lepszego jej zrozumienia, bo przecież istotą jej i wypełnieniem jest miłość.

 

CZĘŚĆ PIERWSZA


Ojczyzna, Polska! Co to jest? Co znaczą te słowa? Czy to jest może coś nieuchwytnego, co istnieje w myśli jedynie? coś o czym się marzy i wzdycha młodocianym sercem, ale czego zobaczyć nigdy nie można? Nie, Ojczyzna to co innego. Ojczyzna jest to na pierwszym miejscu ziemia nasza, miła i kochana ziemia polska. Ziemia, poczynająca się od niebotycznych turni tatrzańskich i spływająca pod Gdańskiem ku morzu. Ziemia cudna i droga, pełna lasów i gajów, pól i łąk, malowana zbożem rozmaitym, wyzłacana pszenicą, posrebrzana żytem. Ziemia, przepasana srebrną wstęgą Wisły, użyźniona Wartą, Bugiem i Niemnem. Ziemia, pokryta setkami tysięcy wiosek i siół, rojna od miast, pomiędzy którymi świecą drogie naszemu sercu stolice: Poznań i Gniezno, Kraków i Lwów, Warszawa i Wilno. Oto, co nazywamy Polską, oto ojczyzna nasza.


Na tę ziemię powinniśmy wszyscy patrzeć, jak na dar Boży. Bóg jest jej panem i właścicielem, ale od wieków już, od niepamiętnych czasów za wolą Bożą obrali sobie na niej nasi słowiańscy przodkowie siedzibę; wzięli ją, jako włodarstwo z rąk Bożych, uprawili i ukochali całym sercem. Ten dar Boży i my dzisiaj mamy w swoich rękach. Odziedziczyliśmy go po ojcach i następnym pokoleniom go przekażemy.


Czy jednak naprawdę jesteśmy przeświadczeni, że to dar i dobrodziejstwo Boże? Czy zapatrujemy się na to w ten sposób, jak się zapatruje polski chłop, który zawsze powiada o swym kawałku pola, że to naprzód Boskie, a potem dopiero jego? Niech cały naród nasz tak samo powiada o swej ziemi, niech to powiada z głębi swego przekonania, nic na tym nie straci, a zyska bardzo wiele, zyska jeden więcej powód do ukochania ziemi – ojczyzny, powód najgłębszy, bo religijny.


Ale ziemia nie stanowi jeszcze ojczyzny. Jest ona podstawą jej, jest fundamentem, jest tej ojczyzny połową, do której dołączyć musimy drugą połowę, jeśli chcemy mieć naprawdę całą ojczyznę, Polskę. Tą drugą połową, tym dopełnieniem ziemi jest człowiek, co na tej ziemi mieszka, jesteśmy my sami, my Polacy. Nie ten czy ów Polak, nie ten czy inny stan, nie ta czy owa dzielnica, ale wszystkie dzielnice, wszystkie stany, i wszyscy Polacy, jak ich jest dzisiaj blisko 30 milionów. Oni dopiero, my dopiero razem z naszą ziemią tworzymy ojczyznę, Polskę. Ziemia nasza bez nas – to rzecz martwa, potrzebująca życia, duszy. My dopiero przez przywiązanie do ziemi, przez nasze serce ku niej, przez nasze uczucie wnosimy do niej duszę i życie. Ziemia bez nas – to winnica pusta, potrzebująca ogrodnika, któryby ją uprawił. Ogrodnikiem i włodarzem, który od Boga tę winnicę wydzierżawił, który w nią ustawicznie wkłada swoją myśl, swoje uczucie i wysiłki rąk swoich, jesteśmy my. Jesteśmy sobie wszyscy bliscy, jesteśmy sobie braćmi, tworzymy jakby jedną wielką wspólną rodzinę polską. Rodzina ta, to związek, nie jakiś narzucony z zewnątrz i sztuczny, ale wewnętrzny, i ścisły, to dzieło dziwnie piękne i wielkie, to zaiste dzieło mądrości Bożej. Bóg włożył w nas wszystkich tę spójnię, tę jedność, Bóg nas wszystkich razem połączył i związał, dla naszego dobra.


Aby ten związek i łączność pomiędzy nami były silniejsze i nierozerwalne, dał nam Bóg trzy wielkie dary: polską mowę, polską historię i świętą katolicką wiarę. Te trzy czynniki mieszkają w naszej duszy i stanowią niejako nas samych. Wycisnęły one niezatarte piętno na naszym sercu, stworzyły odrębny polski charakter i stały się naszą wyłączną własnością.


Mowa polska. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jaka to cenna rzecz, jaki to Boży dar? Przedstawcie sobie przed oczyma tysiąc lat naszej historii, cofnijcie się o wieki całe wstecz w czasy przedhistoryczne, legendarne; przywołajcie na pamięć te miliony, co przed nami na naszej ziemi żyły, przebiegajcie pokolenie za pokoleniem, czasy niewoli i upadku Polski, czasy jej sławy i wielkości, czasy Jagiellonów i Piastów aż do pierwszego, legendarnego Piasta Kołodzieja i pomyślcie, że te olbrzymie masy narodu mówiły językiem polskim, uczyły się w dzieciństwie tego języka od swych ojców i z tym językiem na ustach kładły się do grobu. Tym językiem, tą drogą, kochaną mową polską my dzisiaj mówimy. Wieki minęły, a ona przetrwała w naszych ustach, wieki przejdą, a ona karmić będzie przyszłe pokolenia polskie. Jakaż to cenna rzecz, ta mowa, jaki drogocenny skarb przeszłości naszej, jaki nieoceniony dar Boży. Jakeśmy go szanować powinni, jakże za niego Bogu wdzięczni być powinniśmy, uważając go nie tylko za naszą własność, lecz także za narzędzie Bożego błogosławieństwa.


Obok wspólnej mowy jednoczy nas wszystkich nasza historia. Historia polska. Co to jest? To obraz tego wszystkiego, co się na ziemi naszej od najdawniejszych czasów działo. To są wszystkie wielkie i ważne wypadki przeszłości, co na cały naród wpływ swój wywarły. To są sławne czyny oręża polskiego, którymi umacniali nasi ojcowie granice miłej Rzeczypospolitej; to dzieła geniuszu polskiego, rzucające blask nie tylko na Polskę, lecz często na cały świat cywilizowany. Wystarczy wspomnieć Kopernika. To są te chwile wzniosłe i górne, jasne i świetlane, które na zawsze napawać będą uczuciami dumy; to chwile upadku, smutku i boleści, na wspomnienie których spuszczamy oczy i ronimy gorzkie łzy. Jak każda rodzina, każdy dom ma swe wspomnienia, swe dzieje, ku którym wszyscy członkowie wyrywają się, uważając je za wspólną własność, wspólny, osobisty dorobek, tak my wszyscy, my Polacy, jak nas jest blisko 30 milionów mamy wspólny skarb, mamy nasz własny narodowy dorobek, dorobek duży, historię wielką, bo tysiąc już lat trwającą. My się w nią zagłębiamy i często do niej wracamy, my w niej szukamy światła na dalszą drogę, bo ona jest nauczycielką życia. My ją kochamy tę historię, przywiązani do niej jesteśmy, uważamy ją za swoje dobro i za swoją własność. Ona nas ściślej spaja, ona nas łączy razem i uczy nas, przypominając, że jesteśmy sobie braćmi.


Już tysiąc lat dobiega, jak z mową polską i z dziejami polskimi sprzęgnął się trzeci czynnik: chrześcijańska religia. Przyjął książę Mieszko razem z rycerstwem chrzest, ręka polska uczyniła znak krzyża świętego, a usta polskie wypowiedziały imię Trójcy Świętej. Polska otwarła swe bramy na przyjęcie Ewangelii i stała się służebnicą Chrystusa Pana, zawsze Kościołowi wierną. Była to chwila niezmiernie ważna w dziejach naszych. Ważna stąd, że ojcowie nasi przyjęli prawdziwą wiarę. Pogaństwo, fałsz, błąd zniknął z polskiej ziemi, w duszę narodu wstąpił Chrystus i uświęcił ją swoją łaską. Po kilkudziesięciu latach gorliwej pracy chrześcijaństwa w Polsce, staje się ojczyzna nasza wierzącą, Bogu bezgranicznie oddaną.


Lecz przyjęcie chrześcijaństwa przez naszych ojców i przez to także jest zdarzeniem doniosłym, że ono nam wskazało rolę, jaką zajmować mamy wśród narodów, że wyznaczyło nam nasze posłannictwo historyczne. Pokazało nam, że powinniśmy naprzód pogłębiać Ewangelię u siebie, a potem szerzyć ją i zaszczepiać u drugich. I my tej Bożej woli usłuchaliśmy. Chrzest Litwy, obrona kresów przed Turkami i Tatarami, przez którą staliśmy się przedmurzem chrześcijaństwa, wreszcie sławna pod buławą Sobieskiego, odsiecz Wiedeńska – oto dowody, że czas długi byliśmy swemu posłannictwu wierni. Bo wiary swojej my nie uważaliśmy za coś narzuconego sobie z zewnątrz. Nie, my wiarę świętą, kiedy była ona już przez nas dostatecznie poznana, przyjęliśmy otwartymi rękoma, i zamknęliśmy ją w sercu swoim. Ona weszła nam w krew i kości, ona przeniknęła nasze życie, stała się duszą naszej duszy. Ona wsiąkła w nasz narodowy organizm i przesyciła go sobą tak silnie, że dzisiaj lud polski nazywa ją po prostu polską wiarą w przeciwieństwie do wiary niemieckiej i moskiewskiej. Symbolem i opiekunką tej wiary u nas jest Matka Boska Częstochowska, której obraz znajdować się musi w każdym polskim domu.


Podnieśmy teraz myśli swoje i przedstawmy sobie żywo jeszcze raz naszą ukochaną, polską ziemię. Wyobraźmy sobie, że oto z wysoka mamy ją przed oczyma, szeroką i bogatą, że oto usunęły się z niej wszystkie mgły i opary, a ona wyszła niejako naprzeciw nam – ziemia piastowska, nasza własna. Wyobraźmy sobie dalej, że widzimy na niej wsi i miasta, a po wsiach i miastach miliony i miliony ludzi, ludzi takich, jak my sami, z tym samym sercem, z tą samą krwią, z tymi samymi przywiązaniami! Oto patrzymy na ten lud 30 milionowy, oto go mamy przed sobą. Mamy przed sobą jego polskie, słowiańskie serce, objawia się przed nami jego dusza i oto zobaczyliśmy w tym sercu, w tej duszy trzy wielkie narodowe skarby: polską mowę, polską historię i świętą katolicką wiarę. To wszystko razem mamy przed oczyma i czujemy, że serce nam bije mocniej, ogarnia nas potężne wzruszenie, jakaś radość głęboka, której niepodobna wyrazić – albowiem widzimy na własne oczy to, o co pytaliśmy się na samym początku, widzimy ojczyznę, widzimy Polskę. Już wiemy więc co to jest Ojczyzna, co Polska.

 

CZĘŚĆ DRUGA


Tę Polskę powinniśmy miłować. Dlaczego? Dlatego, bo tak nam nakazuje prawo natury, prawo Boże i nasz własny interes. Ojczyznę kochać powinniśmy na mocy prawa natury. Znaczy to, że Bóg wlał w nas samych dziwny, wewnętrzny popęd, który pobudza nas do kochania Polski. Ten popęd potęguje się w nas przez to, że od chwili dzieciństwa ciągle prawie i bez przerwy patrzymy na naszą ziemię, chodzimy po niej, karmimy się jej płodami i stajemy się niejako jej cząstką; że od zarania lat stykamy się z takimi, jak my ludźmi, Polakami, patrzymy na nich, rozmawiamy z nimi, poczuwamy się do jedności, do braterstwa razem z nimi; że wreszcie widzimy u nich tyle podobieństwa do siebie, tę samą historię i tę samą religię. Zżyliśmy się z tym od najpierwszych chwil młodości i wydaje się nam to takie swoiste, takie bliźnie, takie nasze własne, że ot, nie możemy tego nie kochać, że samorzutnie budzi się w nas przywiązanie do ojczyzny. Przywiązanie to uznaje rozum, który powiada, że tak być powinno. I to zowiemy prawem natury, tę siłę, ten popęd szlachetny, wynikający z natury rzeczy i poparty rozumem, ten instynkt, pchający nas do ukochania ziemi, narodu, naszej mowy i naszych tradycji. Ten instynkt jest bardzo silny; my sobie nieraz nie zdajemy sprawy z tego, jak on głęboko wrósł w naszą krew i dopiero trzeba próby, trzeba długich miesięcy lub całych lat tułaczki, abyśmy zatęsknili za domem, za ojczystym niebem, abyśmy po prostu marli z tęsknoty – wtenczas dopiero pojmujemy, że ojczyzna jest jako zdrowie: ile ją cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto ją stracił. Popęd ten, siłę tę wewnętrzną, to prawo natury włożył w nas sam Bóg, który serce nasze usposobił do umiłowania ojczyzny.


Bóg jednak nie poprzestał na tym, ale dał nam nadto wyraźne przykazanie miłowania ojczyzny. Zawarł je naprzód w przykazaniu czwartym, potem w przykazaniu miłości, wreszcie w przykładzie jaki nam dał Jezus Chrystus. W przykazaniu czwartym. Nakazuje ono szanować, miłować i słuchać ojca i matkę. Ojczyzna nasza – to droga i miła matka, od której otrzymaliśmy tyle dobrodziejstw. Prześlicznie mówił już o tym w kazaniu o miłości ojczyzny Ks. Piotr Skarga: "Jako najmilejszej matki swej miłować i onej czcić nie macie, która was urodziła i wychowała, nadała i wyniosła? Bóg matkę czcić rozkazał. Przeklęty, kto zasmuca matkę swoją! A która jest pierwsza i zasłużeńsza matka jako ojczyzna? od której imię macie i wszystko, co macie, od niej jest; która gniazdem jest matek wszystkich i powinowactw wszystkich i komorą dóbr waszych wszystkich".


Obowiązek miłowania ojczyzny wkłada na nas Ewangelia. Ewangelia – to zakon miłości. Weźcie do ręki księgę Ewangelii. Natchnie was ona duchem mądrości Bożej, przemówi do was z jej kart wielki duch miłości – miłości Boga i miłości bliźniego. Rozkazanie daję wam, abyście się społecznie miłowali tak, jakom ja was umiłował – mówi do nas Chrystus (Jan 13, 34). Będziesz miłował bliźniego, jako samego siebie (Mt. 22, 39). Chrystus Pan przyniósł na ziemię przykazanie miłości, przykazanie obejmujące cały świat – położył na nie nacisk i nazwał je swoim przykazaniem. Wypełnieniem zakonu jest miłość – powiada św. Paweł (Rzym. 13, 10). Bliźnimi naszymi są wszyscy ludzie, nawet nasi wrogowie. Kochać powinniśmy wszystkich, a nikogo nie wolno nam nienawidzieć. Ale ta miłość nie może być w stosunku do wszystkich jednakowa, muszą w niej być różne stopnie. Jedno z pierwszych miejsc zajmować musi z natury rzeczy miłość ku ojcu i matce, miłość ku braciom i siostrom. Ojczyzna – to matka nasza, Polacy – to bracia nasi rodzeni, to rodzina nasza. Więc miłość nasza ku ojczyźnie powinna być bardzo silna, – tak dalece, że kiedy wymaga tego dobro Polski, mamy obowiązek porzucić ojca, matkę, żonę, dzieci i życie swoje położyć za bracią swoją, na ołtarzu ojczyzny.


Mamy w ręce Ewangelię, patrzymy na życie Zbawiciela i mimo woli przychodzi nam na myśl: czy Pan Jezus miał w sercu swoim miłość ojczyzny? Tak, Pan Jezus kochał swoją ojczyznę. Ojczyzną Jego była ziemia święta i lud izraelski, z którego On wyszedł. On kochał i ten lud i tę ziemię. Kochał lud swój. Przyniósł mu przecież zbawienie przez miłość swą ku niemu; przyniósł mu Prawdę, Drogę i Żywot. Ewangelię i zbawienie przyszedł Pan Jezus dać także całemu światu, nie chciał ich ograniczyć do narodu swojego, to prawda; ale jednak od swego narodu zaczął wypełniać posłannictwo, które Mu kazał wykonać Ojciec niebieski. Sam powiada, że przyszedł ratować, co było zginęło z domu Izraelowego, że przyszedł naprzód do owiec Izraelskich. Przez swój naród chciał zbawić inne narody, chciał swój naród zrobić dobrym narodem w ręku Boga, chciał, aby lud Izraela przejął od Niego dobrą nowinę i szedł ją obwieszczać całemu światu. O jakże to przeczysta i prześwięta miłość ojczyzny! jakiż to przykład dla nas, że winniśmy kochać naszą Polskę.


Kochał Pan Jezus Jerozolimę, kochał świątynię Pańską, jak tylko Jego Boskie serce miłować mogło. Jest jeden wypadek w Jego życiu, kiedy ta miłość objawiła się w całej pełni. Zstępował Pan Jezus do Jeruzalem w niedzielę palmową, jadąc na osiołku, otoczony wielkim tłumem i spojrzał ku miastu, które z góry oliwnej było doskonale widoczne. "A gdy się przybliżył, patrząc na miasto, głośno nad nim zapłakał, mówiąc: O gdybyś i ty, w tym dniu swoim, poznało, co ku pokojowi twemu, a teraz zakryte jest od oczu twoich" (Łk. 19, 41-42). Miłość dla tego miejsca, miłość zraniona, bo wzgardzona przez Jerozolimę, wyciska z ócz Zbawiciela łzy. Święty Łukasz wspomina jeszcze o innym bolesnym okrzyku Pana Jezusa nad miastem świętym: "Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroki i kamienujesz tych, których do Ciebie wysłano: ilekroć chciałem zebrać dziatki twe, jako kokosz pod skrzydła gniazdko swoje, a nie chciałoś!" (Łk. 13, 34). Oto, jak Jezus kochał Jeruzalem, symbol ziemskiej ojczyzny swojej – oto najwyższy, Boski przykład mówiący nam, że powinniśmy kochać swój naród.


Lecz obowiązek miłości ojczyzny płynie także z naszego dobrze zrozumianego interesu. Jeśli ojczyzna jest silna, bogata, porządnie zorganizowana, nieustraszenie broniona, to i nam w niej dobrze. Przeciwnie szczęścia w domu nie znajdziemy, jeśli go nie będzie w ojczyźnie. Ojczyzna jest jakby okrętem wielkim, a my podróżnikami. "Najmilszy okręt ojczyzny naszej, powiada nasz Skarga, wszystkich nas niesie, wszystko, co mamy, w nim mamy. Gdy się z okrętem źle dzieje, gdy dziur jego nie zatykamy, gdy wody z niego nie wylewamy, gdy się o zatrzymanie jego nie staramy, gdy dla bezpieczności jego wszystkim, co w domu jest, nie pogardzamy: zatonie, i z nim my sami poginiemy" (Kazanie o miłości ojczyzny).

 

CZĘŚĆ TRZECIA


Mamy na koniec podać kilka wskazówek, jak miłość ojczyzny powinna wyglądać w życiu. Przede wszystkim więc powinna ona być silnym i wielkim przywiązaniem do ojczystej ziemi. Bez ziemi nie ma ojczyzny. Bez ziemi polskiej nie ma Polski. Więc szanować nam naszą ziemię, pracować na niej i nie sprzedawać zwłaszcza tym, co są obcego nam pochodzenia. Biada nam, jeśli się pozbędziemy ziemi – stracimy wtenczas ojczyznę i pójdziemy z torbami, jako włóczęgi po świecie.


Obok ziemi kochać i szanować winniśmy jeden drugiego, Polak Polaka. Unikać trzeba swarów, unikać pieniactwa, unikać krzywdy. Powinniśmy dbać o zdrowie fizyczne i moralne polskiego domu, polskiej rodziny. Biada, jeśli do nas wszedłby występek, panujący na zachodzie, mający na celu ograniczenie urodzin. Grzech to sromotny przeciw Bogu i przeciw ojczyźnie. Cieszyć winniśmy się, gdy z pośród Polaków wzbudza Bóg wielkich, genialnych ludzi, smucić się, gdy z pośród nas wychodzą zbrodniarze, przynoszący wstyd narodowi.


Kto kocha ojczyznę prawdziwie, będzie szanował i miłował polską mowę. Będzie się starał, aby jej nie szpecić obcymi wyrażeniami, jak to mają zwyczaj robić nasi wychodźcy na Saksy, będzie jej zawsze używał i będzie dumny z tego, że po polsku mówi. Będzie mowę swą uważał za dar, od Boga narodowi dany.


Miłość Polski – to miłość ojczystej historii. Znać powinniśmy dzieje Polski, czytać je sobie często, poznawać, jak wielką i sławną mieliśmy przeszłość, aby się nauczyć, jakimi drogami dążyć winniśmy na przyszłość. W historii naszego narodu widzieć powinniśmy pewną, szczególną myśl Bożą, której wszyscy musimy być wierni.


Miłość Polski – to także miłość katolickiej wiary. Mówi się u nas, że katolik i Polak, to jedno. Może zdanie to niezupełnie się sprawdza, jeśli je odniesiemy do sfer inteligencji, ale gdy chodzi o wieś, o nasz lud, widzimy wszyscy, że rzeczywiście lud ten religię katolicką uważa za religię polską, trzyma się jej, strzeże jej i kocha ją gorąco. Religia katolicka uratowała lud polski od germanizacji i od rusyfikacji. Religia była kamieniem granitowym, o który rozbiły się zapędy naszych postronnych wrogów. Religii tej winniśmy być za to wdzięczni, winniśmy poznawać ją coraz lepiej. Wtenczas tylko, gdy ją poznamy, możemy się do niej przywiązać, ją pokochać. Miłujmy tę religię na pierwszym miejscu dlatego, że ona jest dziełem Jezusa Chrystusa, że ona jest jedynym prawdziwym objawieniem danym ludzkości przez Boga, ale kochajmy ją także dlatego, że ona weszła w naszą krew, że się związała z nami silnie i nierozerwalnie. Pamiętajcie o tym rodzice polscy i wychowujcie dzieci swoje we wierze ojców. Na tej drodze zbudujecie ojczyznę wielką i niezwyciężoną.


Lecz to jeszcze nie wszystko. Kto kocha ojczyznę, ten nie będzie skąpił dla niej grosza. Przychodzą czasem chwile, że kraj potrzebuje pieniędzy. Zdarzają się klęski, które pochłaniają tysiące ofiar, szerzy się choroba, nędza, głód. Ojczyzna wtedy woła przez usta swych wybitnych przedstawicieli o pomoc. Należy wtenczas ochotnie sięgnąć po datek i ofiarować krwawiznę swoją dla losem dotkniętych braci. Tu się dopiero pokazuje, kto rzeczywiście ma miłość ojczyzny. Nie sztuka bowiem mówić o miłości, ale sztuka dać, bo to kosztuje.


Ofiara taka przyjemna jest i miła Bogu. Jakżeż często i do tych ofiar pieniężnych, składanych na ołtarzu ojczyzny, zastosować możemy słowa Zbawiciela: "a ktobykolwiek dał się napić jednemu z tych najmniejszych kubek zimnej wody – zaprawdę powiadam wam, nie straci zapłaty swojej" (Mt. 10, 42).


Ojczyzna wymaga od nas podatków. Dajmy jej, co się jej należy. Nakłada na nas obowiązek służby wojskowej dla obrony swych granic i dla utrzymania porządku wewnątrz kraju, powinniśmy głosu jej usłuchać, i poddać się jej rozkazom. Tak czyni miłość ku niej prawdziwa.


Powinniśmy wreszcie objawiać miłość ku Polsce przez szanowanie praw. Jeśli prawowity rząd wyda prawo, mające wszystkie cechy prawa, winniśmy według prawa tego postępować. Inaczej bowiem nie będzie ładu u nas, jak go nie było w dawnej Polsce i ojczyzna znowu musiałaby runąć. Tylko bezprawia nie powinniśmy słuchać – wtenczas pamiętać winniśmy o tym, że naprzód trzeba być posłusznym Panu Bogu, a potem ludziom. Gdy jednak prawo nie łamie moralnych zasad chrześcijańskich, musimy je szanować, musimy jego nakazy spełniać, jeśli chcemy naprawdę ojczyznę miłować.

 

ZAKOŃCZENIE


Oto dobiegliśmy do kresu. Wiemy, co jest Polska; wiemy, czemu ją kochać mamy; wiemy, jak ją kochać w praktyce. Kochajmyż ją w ten sposób! Pamiętajmy, że miłość taka, to rzecz wielka i szlachetna, to rzecz zasługująca u Boga. Miłość ta u nas niech będzie chrześcijańską, niech płynie z Boga, niech zniża się do naszej braci i znowu niech się podnosi ku Bogu. Taką miłością dopomożemy Ojczyźnie i siebie uświęcimy. Taką miłością spełnimy życzenie Zbawiciela, wypełnimy Jego przykazanie miłości, wypełnimy zakon nowy. Jakże wielką miał tę miłość Paweł apostoł, gdy pragnął być nawet odrzucony od Chrystusa, byle tylko mógł ocalić i zbawić własny naród. O naśladować nam apostoła narodów w tej miłości, o naśladować nam psalmistę Pańskiego i wołać z nim razem: "Jeśli cię zapomnę, ojczyzno miła i Jeruzalem moje, niech zapomnę prawice ręki swojej! Niech język mój przyschnie do podniebienia mego, jeśli pomnieć na ciebie nie będę, a jeśli cię na czele wszystkich pociech moich nie położę" (Ps. 136, 5-6). Kochajmy Polskę tak, abyśmy te słowa mogli z czystym sumieniem powiedzieć przed światem. Spełnimy wtenczas także wolę ewangelii i zakonu Chrystusowego, bo wypełnieniem zakonu jest miłość!

 

Ks. Stanisław Sapiński

 

–––––––––––

 

 

Szkice kazań i przemówień na chwilę obecną. Wydawnictwo zbiorowe. Zeszyt pierwszy. Kraków 1919, ss. 84-96. (1)

 

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; ilustracje i przypisy od red. Ultra montes).


ŹRÓDŁO: ultramontes.pl

niedziela, 2 listopada 2025

NOWE PRAKTYCZNE ROZMYŚLANIA na każdy dzień roku - 2 listopada. Dzień zaduszny


PRZEWODNIK PRAWDZIWEJ POBOŻNOŚCI czyli NOWE PRAKTYCZNE ROZMYŚLANIA na każdy dzień roku o życiu Pana naszego Jezusa Chrystusa ku użytkowi wiernych, którzy, żyjąc wśród świata, dążą do doskonałości O. BRUNON VERCRUYSSE SI 

2 LISTOPADA 

Dzień zaduszny

I. Prel. Wyobraź sobie dusze, w czyśćcu zostające. 
II. Prel. Proś o prawdziwą pobożność do dusz cierpiących. – Pobudki, dla których nieść mamy skuteczny ratunek duszom zmarłych. 

I PUNKT
Pobudki ze względu na Boga. 

Rozważanie. Dusze, zamknięte w więzieniu czyśćcowym, są to istoty miłe Bogu i przez Boga ukochane... bardziej utwierdzone w łasce uświęcającej, aniżeli Święci za życia, gdyż ci mogli ją postradać, a one już jej nigdy utracić nie mogą: posiadanie nieba jest im zapewnione. Bóg chciałby je natychmiast wprowadzić do swej chwały, odpuszczając dług grzechu, z którego się jeszcze nie wypłaciły. Ale sprzeciwia się temu odwieczny wyrok, przez Niego samego ogłoszony: na mocy tego wyroku Bóg zostawia je w miejscu cierpień, dopokąd nie oczyszczą się z najmniejszej pozostałości grzechu, i tylko modlitwy żyjących mogą przyśpieszyć ich wyzwolenie. On sam zaleca nam tę powinność w imię tej miłości, jaką pała dla tych dusz na wygnaniu zostających; a my jak ją spełniamy?...

Zastosowanie. Z tego, cośmy rozważali, wypływa, że Bóg w nasze niejako ręce złożył los dusz w czyśćcu zostających, i że obojętność względem nich dowodzi obojętności względem Boga samego! Nie chcąc ściągnąć na siebie tak ciężkiego zarzutu, korzystajmy z uroczystości dnia dzisiejszego, wzbudzając w sercach naszych litość nad duszami cierpiącymi. Tyle mamy środków przyniesienia im ulgi! Są to naprzód częściowe i zupełne odpusty, tak liczne i tak łatwe do pozyskania. Czy korzystasz z tej władzy, nadanej Kościołowi? Czy masz zwyczaj ofiarowania odpustów duszom czyśćcowym, niestety, zbyt często zapomnianym? Nie wahaj się tego uczynić, wszak jest to tylko wymiana dobrych uczynków, na czym nic nie stracisz, a wszystko zyskujesz. 

Uczucia. Uwielbiaj nieskończoną sprawiedliwość Bożą, która karze i ogniem oczyszcza wybrane i najmilsze dzieci swoje, by ich zbawić! Obudź w sercu swoim silną wolę unikania grzechu i niesienia gorliwej a skutecznej pomocy duszom w czyśćcu będącym. 

Postanowienie. Przy rannej modlitwie, ofiarując Bogu wszystkie moje sprawy i postanowienia, odnowię intencję dostąpienia dla dusz w czyśćcu cierpiących, odpustów na ten dzień przypadających (i oznaczonych pod dniem 16 lipca). 

II PUNKT 
Pobudki ze względu na dusze czyśćcowe. 

Rozważanie. Dusze, w czyśćcu zatrzymane 1) doznają cierpień, przechodzących wszelkie pojęcie: najmniejsze cierpienie czyśćcowe większe jest, mówi św. Tomasz, od wszystkich mąk męczenników, a te cierpienia mogą trwać bardzo długo! Kościół nie naznacza granicy nabożeństwom żałobnym; 2) nie mogą sobie przynieść w niczym najmniejszej ulgi, bo pozbawione są wolności; 3) błagają nas o ratunek jękami rozdzierającymi serce, gdybyśmy je tylko słyszeć mogli; 4) błagają o ratunek z prawa miłości, w imię Jezusa Chrystusa, który w nich niejako cierpi: byłem w więzieniu, rzecze, a przyszliście do mnie (Mt. XXV, 36); 5) niektóre z nich błagają prawem słuszności... wdzięczności... bliskiego pokrewieństwa, wołając do nas słowy cierpiącego Joba: Zmiłujcie się nade mną, zmiłujcie się nade mną przynajmniej wy, przyjaciele moi! 

Zastosowanie. Rozważ dobrze te prawdy zaczerpnięte z nauki doktorów Kościoła i nie stawiaj granic swemu miłosierdziu, chciej raczej naśladować ofiarność tych, którzy osobnym ślubem zobowiązali się wszystkie dobre uczynki ofiarować za dusze w czyśćcu cierpiące, jako zadośćuczynienie Bożej sprawiedliwości. Papież Benedykt XIII potwierdził to nabożeństwo i co więcej, zachęcił do tego aktu heroicznego nadaniem trzech przywilejów: 1) dla kapłanów, którzy ten ślub uczynili, każdy ołtarz jest ołtarzem uprzywilejowanym; 2) inni wierni mogą dostąpić odpustu zupełnego każdym razem, gdy Komunię św. przyjmują i każdego poniedziałku gdy Mszy św. słuchają; 3) wszystkie odpusty, których dostąpią, mogą być za dusze zmarłych ofiarowane. Rzecz ta mało jest znana, staraj się ją rozpowszechnić, ile tylko możesz. 

Uczucia. Abyś wiernym zmarłym wieczny odpoczynek dać raczył, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie. (Litania do Wszystkich Świętych). Postanowienie. Odnów gorliwość w niesieniu ulgi duszom zmarłych; zachęcaj do tego drugich, ile to jest w twojej możności. 

III PUNKT 
Pobudki ze względu na nas samych. 

Rozważanie. Nie tylko przykazanie miłości bliźniego obowiązuje nas do niesienia ratunku duszom zmarłych, ale dobrze zrozumiana miłość samego siebie powinna nas do tego zachęcić. Wielkie stąd spływają na nas korzyści za życia i po śmierci. I w rzeczy samej, niosąc w jaki bądź sposób ratunek duszom w czyśćcu cierpiącym: 1) myślimy o surowej sprawiedliwości Bożej; przejmujemy się tym większą nienawiścią grzechu i tym silniej postanawiamy odpokutować grzechy i występki nasze zadośćuczynieniem tejże sprawiedliwości; 2) jednamy sobie wdzięcznych przyjaciół i pośredników przed Bogiem; 3) zapewniamy sobie, gdy po śmierci w takich samych znajdziemy się mękach, rychłe z nich wyzwolenie. Chrystus Pan to obiecuje, mówiąc: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. 

Zastosowanie. Zacznij ofiarowaniem dzisiejszej Komunii św. z przyłączeniem odpustu zupełnego za dusze cierpiące; obacz następnie, co w tej mierze chcesz uczynić na przyszłość. Badaj, co możesz dodać do tego co już w tym celu uczyniłeś. 

Rozmowa duszy ze Świętymi w chwale wiecznej: proś ich, aby nasze pobożne błagania poparli przed Bogiem.

Przewodnik prawdziwej pobożności czyli Nowe praktyczne rozmyślania na każdy dzień roku o życiu Pana naszego Jezusa Chrystusa ku użytkowi wiernych, którzy, żyjąc wśród świata, dążą do doskonałości. Przez O. Brunona Vercruysse T. J., z III wydania franc. przetłóm. za pozwoleniem autora J. d'A[bancourt]. Dodane są niektóre nowenny, medytacje na pierwsze piątki każdego miesiąca i na dnie Komunii świętej, nowy sposób słuchania Mszy świętej i praktyczne uwagi o rozmyślaniu. Wydanie II, przejrzane, z ostatnią edycją oryginału starannie porównane. Tom II (od 1-go lipca do 31-go grudnia). We Lwowie. DRUKARNIA LUDOWA. GUBRYNOWICZ i SCHMIDT. 1886, ss. 422-426.

Źródło: ultramontes.pl

poniedziałek, 6 stycznia 2025

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz - Kazanie na Uroczystość Trzech Króli

Oto Mędrcy przybyli mówiąc: gdzie jest który się narodził, przyjechaliśmy pokłonić się Jemu. Mt. 2, 1. 2.

Uroczystość dzisiejsza kończy szereg uroczystości, które przedstawiając nam wzniosłe i rozrzewniające pamiątki, tak bliski mają związek z przeznaczeniem i nadziejami naszymi. Dzień bowiem dzisiejszy, przypomina nam zjawienie się owej przez proroków przepowiedzianej gwiazdy, zwiastującej światu Zbawiciela! Dziś to jest pamiątka dnia, w którym Królowie z Saby oddali hołd wcielonemu Przedwiecznemu Słowu! Sięgając myślą do owego dnia i owej chwili, co za wspaniały widok uderza nasze zmysły! przed słabym dziecięciem padają na kolana poważni starcy i witając w Nim Zbawcę Narodów, składają przepowiedziane przez Proroka Ageusza dary: mirę, kadzidło i złoto, których mistyczne znaczenie przedziwnie wielkość i godność przeznaczenia Chrystusa wyjaśnia. Jaka przemiana w niewielu dniach! Ten dla którego nie było gospody w Betleem – owo ubogie w żłobie złożone dziecię, – jakkolwiek oznajmione przez Aniołów, niepoznane! dziś odbiera hołd Królów, a w ich osobie od wszystkich narodów! – dziś publicznie wobec zaślepionego ludu uznane Królem narodów, – najwyższym Kapłanem nowego zakonu – człowiekiem wreszcie który dla odkupienia świata spełni śmiertelną ofiarę! takie bowiem jest mistyczne znaczenie złożonych Mu darów. Zbawiennym więc jest zamiar Kościoła; w obchodzie dzisiejszej uroczystości, chce on z przykładu Mędrców nauczyć nas oddawać hołd Jezusowi i składać Mu dary które by Go były godne. A jako Chrystus nie leży już w żłobie ubogim dzieciątkiem, ani Go czeka ucieczka do Egiptu, nie idzie tu więc o składanie darów zmysłowych, ale o dary trwalsze i szacowniejsze, o dary umysłowe, duchowne, idzie tu o nasze dusze, serce i uczucia. Na dwa więc punkta zwróćmy w dzisiejszej uroczystości uwagę: na znaczenie darów jakie Chrystusowi złożono, i na uczucia jakie Mędrcami kierowały przy złożeniu darów, a z obu tych uwag poznamy co nam za przykładem przez Mędrców wskazanym, czynić należy. Wy tylko o święci Królowie! coście pierwsi uznali i powitali Zbawiciela, uczyńcie waszym wstawieniem naszą ofiarę przyjemną Bogu.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Ktokolwiek pilnie rozważy dzieje Ewangeliczne, uderzające w nich dostrzeże piętna mądrości, wszechmocności Boskiej. Wszystko co od wieków obiecanym i przepowiedzianym było dla naszego zbawienia spełnia się z kolei. Ta sama Wszechmocna ręka, która nakreśliła znamiona przyszłego Mesjasza, przyprowadziła z dalekich krajów pierwszych Jego czcicieli. Boskie natchnienie i wyższe światło nauczyło ich w Chrystusie uznać Króla Królów, bo słusznie wnieśli, że Ten który gwiazdom na niebie zajaśnieć rozkazał i kieruje nimi, musi być Panem nieba i Władcą Stworzeń! i dlatego też, u nóg Jego słusznie korony, berło i złoto złożyli, – a tym sposobem w słabości moc, a w pokorze dziecięcia Majestat Boski uczcili. To w co Mędrcy Królowie wierzyli tylko, my Pobożni Słuchacze na własne oczy widzimy. – Królestwo Mesjasza po całym rozszerza się świecie, obejmuje wszystkie narody – a królestwem tym jest Jego święty Kościół. – On jest Królem tego królestwa, a tronem Jego chwały jest krzyż, to znamię zbawienia, a księga Ewangelii księgą praw dla ludów. Na niewzruszonej zbudowane opoce, królestwo to trwa niewzruszenie! Tak więc spełniły się słowa Archanioła wyrzeczone do Maryi: "Dziecię którego Ty będziesz Matką, będzie nazwane Synem Najwyższego i da Mu Pan dziedzictwo Ojca Jego Dawida i panować będzie w domu Jakubowym na wieki, a królestwu Jego nie będzie końca" (Łk. 1, 32-33).

Ale Jezus Chrystus, ta przedwieczna prawda, chociaż na zapytanie Piłata pytającego się czy jest Królem, odpowiedział ty mówisz, oświadczył w nauce swojej, że królestwo Jego nie jest z tego świata; bo w istocie trwa ono na świecie, ale nie tak jak królestwo światowe, nie powstało i nie utrzymuje się mocą, nie potrzebuje zewnętrznego blasku. – Ale założone i ugruntowane słowem Boskiej mądrości przez posłańców pokoju, trwa i utrzymuje się mocą Ducha Świętego który w nim przebywa, a bogactwem jego są skarby miłosierdzia i łaski! Dzięki niebu jesteśmy członkami tego królestwa – możemyż więc wymawiać się od hołdu jaki się Chrystusowi należy? Nie potrzeba nam Go szukać daleko, mamy Go wpośród siebie wszakże, w Sakramencie Ołtarza! – Oddajmy Mu więc hołd jak owi Mędrcy, oddajmy Mu serce nasze, czyste jak złoto, wolne od namiętności – oczyszczone w ogniu miłości Boskiej od wszelkiej skazy. – A nawet pomni na słowa Chrystusa, który powiedział, iż wszystko co się ubogim uczyni, On tak uzna jakby Jemu było uczynione, według możności składajmy Mu na ręce ubogich dary.

Między złożonymi Chrystusowi darami, Ewangelia wymienia po wtóre kadzidło. Dar ten słusznie przynależał Chrystusowi jako symbol najwyższego Kapłaństwa nowego zakonu. Do godności Kapłańskiej, należy nauczanie, modlitwa i ofiara. Tego wszystkiego dopełnił Jezus Chrystus, bo jak obficie z ust Jego płynęła Boska nauka, zaświadcza o tym kościół Jerozolimski, góry i pagórki Judei, jezioro Genesareth, wioski i miasta Galilei. Jak ze zdroju żywota, napawały się nauką Jego tysiące, z ust tego Kapłana nowego zakonu usłyszano pocieszające prawo, co tak silnie zobowiązuje, że dotąd powtarzamy z Piotrem: "Panie do kogóż innego pójdziemy, Ty masz słowa żywota!". – Cóż powiem o modlitwach Chrystusa i ofierze? całe ziemskie Jego życie było nieustanną modlitwą. Z jakimże wzruszeniem czytamy w Ewangelii św. Jana (r. 17) Jego modlitwę w słowach: "nie tylko za tych błagam Cię Ojcze, ale i za tych wszystkich którzy we mnie uwierzą"? Ostatnie nawet Jego słowa na krzyżu były modlitwą o przebaczenie mordercom! – Cóż gdy oprócz tej ofiary serca widzimy w ręku Jego ofiarę czystą, która zastąpiła wszystkie dawniejsze ofiary krwawe, która stała się pokarmem dusz naszych, a którą jako Kapłan w porządku Melchizedechowym z chleba i wina ofiarował Najwyższemu. Korzystajmy więc z przykładu świętych Królów i oddajmy cześć temu Najwyższemu Kapłanowi, a słuchając nauki św. Pawła danej Hebreom: przystępujmy (jak się wyraża) pełni ufności do tronu łaski, abyśmy miłosierdzie i łaskę znaleźli (r. 4, 16), niech modlitwa nasza w czasie świętych ofiar, jako wonne kadzidło wznosi się do Boga, a błogosławieństwo spłynie na pokornych uczestników najświętszej Syna Jego ofiary.

Jak dwa poprzedzające dary, złoto i kadzidło, widomy mają związek z wielkością i wspaniałością Jezusa Chrystusa, tak trzeci dar ofiarowany przez Królów, Jego upokorzenie się i uniżenie aż do śmierci wyraża; bo mirra służąc do zachowania ciał śmiertelnych od zepsucia, przypomina nam śmierć i pogrzeb Chrystusa. Gdyby kto tego daru mirry jako symbolu śmiertelności zaprzeczał Chrystusowi, niech sobie przypomni słowa Jego, które wyrzekł gdy Go Maria siostra Łazarza namaszczała: dozwólcie, ona to na dzień mego pogrzebania uczyniła (Jan 12, 7). W tym więc darze i Królowie i my czcimy człowieczeństwo Chrystusa, a zarazem przypominamy sobie losy całej ludzkości. – Dla uczynienia bowiem zadosyć sprawiedliwości Boskiej, obrażonej grzechem ludzi, potrzeba było ofiary wielkiej, ofiary czystej; tej żaden z śmiertelnych dopełnić nie mógł, bo wszyscy byli winnymi, tylko więc sam Chrystus który opuściwszy chwałę jaką miał u Ojca, z czystej dziewicy stał się czystym człowiekiem, mógł sam jeden godnie za całą ludzkość złożyć czystą ofiarę. Ale gdyby nie był zarazem Bogiem, ofiara Jego nie byłaby nieskończonej ceny, niemiałaby zbawiającej mocy. Tę to prawdę wiary naszej, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, Kościół święty szczególniej w dzisiejszej uroczystości przypomina wiernym i publiczne czyni tego wyznanie, bo w dzisiejszej prefacji powtarza te słowa: "Twój jednorodzony Syn, który nam śmiertelnym we wszystkim podobny, objawił się na ziemi i naszego zaciemnionego ducha nowym i nigdy niegasnącym światłem oświecił" a w kanonie dzisiejszej Mszy wyraża się: "My co wspólnie obchodzimy świętą ofiarę, z serdecznym współczuciem uroczyście obchodzimy święty dzień, w którym Twój jednorodzony i od wieków Tobie równy Syn, w naszym ciele prawdziwie i widocznie objawił się". – Jakże to więc nauczający przykład zostawili nam Mędrcy, oddając hołd człowieczeństwu Chrystusa, w którym On dla nas znosił wszystkie niewygody życia, cierpiał i śmierć za nas podjął! ileż tu powodów miłości i czci! A kiedy według nauki Apostoła Pawła (1 Kor. 6, 15) członkami jesteśmy tego ciała Chrystusa, mogęż wam Pobożni Słuchacze lepiej wytłumaczyć obowiązki z dzisiejszej uroczystości wynikające, jak odzywając się do was słowy tegoż Apostoła: "Bracia, proszę was przez miłosierdzie Boże, abyście wydawali ciała wasze, ofiarą żyjącą, świętą, przyjemną Bogu – rozumną służbą waszą!" (do Rzym. 12, 1). Tak wyrozumiawszy znaczenie darów ofiarowanych Chrystusowi przez Mędrców – zobaczmy teraz, jaki wzór uczuć i wiary w nich znajdziemy.

CZĘŚĆ DRUGA

Nigdy Opatrzność nie dała światu doskonalszego wzoru tej prawdziwej mądrości zależącej na szukaniu i znalezieniu Boga, jak w owych trzech Mędrcach, których uroczystość dziś obchodzimy. Ich uczucia, ich wiara, ich mądrość, oto przymioty godne rozważania i naśladowania; bo Chrześcijanin nie może być doskonałym jeśli w postępowaniu jego nie te same nim kierują uczucia, jeżeli wiara jego nie jest taką samą. Zobaczmy to pokrótce.

Pierwszym przymiotem znamionującym owych Mędrców, a godnym aby go naśladował każdy Chrześcijanin, jest ich ochota jak najprędszego znalezienia Chrystusa. – Zaledwie zobaczyli zwiastującą gwiazdę, natychmiast bez wahania, bez namyślania, puszczają się w drogę. Z tej ich ochoty św. Chryzostom wyprowadza zbawienną dla nas naukę mówiąc: Jeśli dusza prawowierna chce znaleźć i uczcić swojego Stwórcę, niechże się nie namyśla, nie waha, nie zwłóczy, bo w sprawie zbawienia, wszystko zależy na tym, aby niezwłocznie pójść za światłem łaski. W jakiej to więc sprzeczności i jak gorzkim wyrzutem dla nas jest ta ochota Mędrców, z jaką oni śpieszyli oddać cześć Chrystusowi, a z jaką my Go szukamy. Dzień za dniem, rok za rokiem upływa, a niejeden nie idzie za natchnieniem i światłem łaski – chociaż nam nie jedna gwiazda, jak Mędrcom, ale tysiące dowodów, tysiące przykładów, wskazuje drogę i zachęca – chociaż tylu nauczycielów i tyle pism oświeca i nagli. Uroczystość więc dzisiejsza, przypominając tę naszą niebaczność, ostrzega że skwapliwie korzystać należy z światła Boskiej nauki i łaski, żeby nie zagasło dla nas na zawsze. O to woła doświadczenie – o to woła na nas przykład uroczystujących dziś Mędrców, którzy poszedłszy za natchnieniem łaski, na żadne nie zważali przeszkody, owszem, dla znalezienia Boga, opuścili wszystko co człowieka najwięcej wiąże: kraj, rodzinę, dom własny; a jeśli oni poganie tak uczynili, jakże daleko bardziej my wychowani na łonie Chrystianizmu, my wyznawcy Chrystusa, który do uczniów swoich mówił: Kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie.

Drugi przykład godny w Mędrcach naśladowania, jest ich gorliwość i wytrwałość z jaką szukają Chrystusa. Gwiazda która w nich obudzała chęć i która ich przyprowadziła do Jeruzalem, zniknęła nagle z przed oczu ich; wypadek ten nie zachwiał jednak ich wiary, nie zmienił ich zamiaru; owszem obudził tym większą pilność i gorliwość; wypytują się kapłanów o miejsce urodzenia! Ach ileż razy w podobnym położeniu znajduje się Chrześcijanin, a czemuż przykład Mędrców nie uczy go co mu czynić należy? Wychowaniem, przykładem, nauką, łaską Boską powołani na drogę zbawienia, czemuż pierwszą przeszkodą i trudnością zniechęceni, chcemy się cofać? – dlaczegóż kiedy umilkł w nas na chwilę głos świętych natchnień odstępujemy sami zbawiennie rozpoczętego dzieła? nie ucząż nas święci trzej Królowie jak w takim razie postąpić? Jak oni mamy równie łatwy sposób, aby się oświecić w wątpliwości i wyjść z niepewnego położenia. Jest Pismo Święte, są Kapłani postanowieni dla tłumaczenia go i przewodniczenia nam na drodze zbawienia, udajmy się do nich, oni nauczą nas co mamy czynić, gdzie i jak szukać Zbawcy naszego. Więcej nawet powiem, wytrwałość i odwaga Mędrców, z jaką się wypytują o Chrystusa, wobec nieprzychylnej Synagogi i chytrego Heroda, z narażeniem bezpieczeństwa swojego, ogłaszając zatrważającą ich wiadomość, jakże bardzo zawstydza wielu Chrześcijan, którzy nieraz, nie śmią wyznać swego sposobu myślenia, swych uczuć, którzy swoją wiarę stosują do tych z którymi muszą przestawać, którzy przed tym samym Chrystusem, którego Mędrcy pogańscy uczcili, wstydzą się upaść na kolana, żeby za nabożnych i sług Jego nie byli poczytani!

Na koniec wejdźmy z Mędrcami do stajenki Betleemskiej. – Jakiż tam uderzył ich widok? dziecię złożone w żłobie, uwinięte w pieluszki, a jednak owi królowie, pod tak ubogą postacią, w takiej nędzy, w takim upokorzeniu, uznają w tym dziecięciu Króla nad królami – i przenikając wielką tajemnicę zbawienia, uznają w tym ubogim dzieciątku Zbawiciela świata, Ojca przyszłego wieku, władcę serc ludzkich! kiedy ich serca tak cudownie natchnął, oświecił i wzruszył. A w tym wszystkim jakże to powinniśmy podziwiać ich wiarę! Żydzi mieli wpośród siebie Mesjasza, a nie uznali Go; a Magowie z dalekiej krainy przyszli Mu hołd oddać. Żydzi ukrzyżowali Go później, chociaż czynił wpośród nich cuda; a Magowie chociaż ubogie tylko dziecię widzieli, w upokorzeniu jednak upadli przed Nim na kolana. – Jakże przeciwny obraz przedstawia nasza obojętność. – Wpośród nas jest ten sam Chrystus, i my jesteśmy ludem Jego wybranym, a jednak nie znamy Go, lub znając nie myślimy o Nim, ani się troszczymy o Jego chwałę. Lękać się więc należy, aby się i na nas nie spełniło owo odrzucenie jakiego doznali Izraelici za podobne nieuznanie. Jakże to więc pożądanym jest! i to niech będzie tej mojej nauki owocem, aby przykład dziś uroczystujących Mędrców, powiększył naszą gorliwość, zapalił miłość Zbawiciela i umocnił naszą wiarę, bo ta wiara jest naszą gwiazdą zbawienia, idźmy więc za nią aż do żywota wiecznego. AMEN.

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz

Kazania na wszystkie w roku Niedziele i Święta X. Józefa Kalasantego Mętlewicza, magistra nauk i sztuk pięknych, kanonika h. kaliskiego, proboszcza łęczyckiego. Tom III. (Kazania świąteczne i przygodne). Petersburg. NAKŁADEM B. M. WOLFFA. 1853, ss. 28-39.

Za: ultramontes.pl

środa, 1 stycznia 2025

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz: Kazanie na Uroczystość Nowego Roku



Gdy się spełniło dni ośm, nazwane jest imię jego Jezus. Łk. 2, 21.

Kiedy dziś w całym chrześcijańskim świecie, a osobliwie w tutejszej świątyni, z szczególną uroczystością obchodzimy pamiątkę tajemnicy dopełnionej na Jezusie Chrystusie po spełnieniu się dni ośmiu od Jego narodzenia, tajemnicy kończącej stary, a zaczynającej nowy zakon, nie może co innego zajmować myśli i uczuć naszych, jak wspomnienie na bieg czasu, i na zachowanie się nasze! I dla nas spełniły się dni! upłynął znowu rok jeden, i powiększył przeciąg życia naszego! a prosty rozsądek i wiara pytają nas dziś, czyli dni które nam opatrzność pozwoliła dopełnić do lat życia naszego, powiększają tylko ciężar win – czy też owoce zasług! W dzisiejszej tajemnicy widzimy Jezusa poddającym się woli Ojca Przedwiecznego, a wasza tu liczna obecność, oddaje publiczny, uroczysty hołd temu poddaniu się. – Kościół więc Święty ma prawo zapytać się, czyli będąc uczniami Chrystusa, naśladujemy Jego zachowanie się względem Ojca niebieskiego, czy dążymy za Nim do zbawienia, które nam przygotował? Bo ten jest cel podwójny dzisiejszej uroczystości, aby wspomnieniem upływu lat, przypomnąć zbliżającą się wieczność, a wspomnieniem Jezusa, nauczyć sposobu osiągnienia szczęśliwej wieczności. – Dzień więc dzisiejszy, jest dla nas dniem zbawienia, bo dniem nadziei i radości, bo każdy nowy rok, zbliżając nas do wieczności, zbliża do urzeczywistnienia nadziei, jakie w niej mieć powinniśmy – i każdy nowy rok przypominając nam, że przez Jezusa dokonane zostało nasze odkupienie, napełnia serca nasze duchowną radością. Mogęż więc lepiej z wami rozpocząć rok nowy, jak życząc abyście pamiętając na upływające co rok lata, zrozumieli potrzebę i nagłość starania się o zbawienie? – mogęż wam korzystniejsze wynurzyć życzenia, jak życząc aby imię Jezus, stało się wam zadatkiem wszelakiej łaski potrzebnej do zbawienia! Tak Pobożni Słuchacze! krótkość czasu i łaska Boska, oto dwie korzystne uwagi do rozważenia w dzisiejszej tajemnicy, i dwa główne punkta mojej do was nauki. Dzień dzisiejszy nie może być lepiej rozpoczęty i użyty, jak rozważaniem tych prawd, dla których żyjemy na ziemi i żyć mamy w wieczności – to więc co stanowi doczesną i wieczną szczęśliwość naszą, godne jest pilnej uwagi.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Chociaż czas zawsze jednakowo i bez przerwy upływa, ludzie jednak dla swojej potrzeby podzielili bieg jego na pewne oddziały, dni, miesiące, lata i wieki! Ale dni i miesiące zbyt krótkie, a wieki zbyt długie, nie tyle nas obchodzą – tylko więc lata głównie zajmują uwagę naszą! Nikomu też nie przychodzi na myśl mówić: żyłem tyle miesięcy, ani nikt się nie może pochwalić: żyłem tyle wieków! – ale pospolicie mówimy: żyję tyle a tyle lat, i to jest dla nas stanowczym! Rozpoczęcie więc nowego roku, przypomina nam nasze życie i naszą przyszłość, a tym samym zbawienie; a przypomina je jako najważniejszą, najnaglejszą i najtrudniejszą sprawę.

Tak! dzień to dzisiejszy, nowy rok, najbardziej nam przypomina, że zbawienie jest naszą najważniejszą sprawą – bo upłynienie przeszłego roku, z wszystkimi w nim uciechami i rozkoszami, jest nowym dowodem niestałości i próżności rzeczy ludzkich, a tym samym jest nową przestrogą o potrzebie myślenia o zbawieniu. Bo przekonawszy się o niemożności ochronienia przed potęgą i wpływem czasu, naszego majątku, zdrowia, ciała i życia, przynajmniej duszę naszą zachować widzimy ostateczną potrzebę. – A więc z rozpoczęciem i dzisiejszego nowego roku uznajmy tę potrzebę i zrozumiejmy wołanie Psalmisty: "czemuż miłujecie marność i szukacie kłamstwa" (Ps. 4, 3) bo próżnością i kłamstwem są wszystkie rzeczy ludzkie – kłamstwo to jest, że dobra ziemskie są stałe, kłamstwo że zaspakajają człowieka! kłamstwo że prawdziwie są dobrymi te dobra! Wszakże to własnymi widzicie oczyma, że nic nie masz stałego na świecie, że wszystko upływa i kończy się z czasem! że zatem nie na ziemi cel i szczęście człowieka – że przyszłość i wieczność do której co rok, co dzień, co chwila się zbliżamy, są naszym ostatnim przeznaczeniem!

Nowy rok prócz tego ostrzega nas, że zbawienie jest potrzebą nagłą, nie cierpiącą zwłoki; bo ostrzega, że kiedy życie nasze z upływem roku, o rok już jest krótsze i bliższe kresu, tym mniej nam zostaje czasu do starania się o zbawienie. "To tedy powiadam wam bracia, mówi św. Paweł, że czas krótki jest" (1 Kor. 7, 29). Tak! krótki jest, bo na miarę lat, miesięcy i dni dozwolony nam; a im dłużej żyjemy, tym bliżej jest kres tej miary! Był już i tak krótkim, gdyśmy zaczęli żyć – a cóż kiedy już większa część życia upłynęła? wszakże tego roku i dziś, krótszy jest jak roku zeszłego i wczoraj – krótkim jest, dodaje tenże Apostoł: "bo kształt tego świata przemija" (ibid.) Przemija, zmienia się postać świata i my z nim co godzina! gdzież są uciechy, rozkosze, nadzieje i przyjaciele lat przeszłych? gdzie troski, zmartwienia i zabiegi lat dawniejszych? wszystko przeszło! z upływem czasu upłynęło! Na dowód tego oczywistszy, przypomnijcie sobie zdarzenie, w Piśmie Świętym opisane. Kiedy Mojżesz policzył lud w drugim roku na puszczy, znalazł 603,550 mężów zdolnych do oręża, mających więcej nad 20 lat (Num. 1, 45. 46), a gdy w trzydzieści lat potem, przybywszy na równinę Moab, obliczył ich powtórnie, małą znalazł różnicę co do liczby, bo tylko o dwa tysiące mniej, ale rzecz osobliwa! z owych sześciukroć stu trzech tysięcy mężów z pierwszego policzenia, dwóch tylko pozostało: Kaleb 78-letni i Jozue 83-letni! wszyscy inni pomarli lub poginęli, (Num. 26, 65) i sam Mojżesz czyniący to policzenie, umarł tegoż roku! To więc i wy Pobożni Słuchacze! uczyńcie podobne obliczenie; obejrzyjcie się wkoło siebie, obliczcie waszych znajomych, przyjaciół, krewnych i współmieszkańców przynajmniej od lat trzydziestu – obliczcie kapłanów, którzy z tego samego miejsca przemawiali do was i przy tych samych ołtarzach sprawiali ofiarę świętą, – gdzież są ci wszyscy? co się z nimi stało? i co się stanie z nami, którzyśmy ich zastąpili? ach! jak przed trzydziestu laty nie wiedziano o nas, tak i po trzydziestu zapomną! bo: "zmienia się postać świata i czas jest krótki!" i jeszcze krótszym będzie, im się bardziej zestarzejemy, im nam więcej lat przybędzie! – Czas więc co ciągle postępuje, – nagli, pędzi nas do kresu naszego, a tym samym ostrzega, że potrzeba starania się o zbawienie nie cierpi zwłoki!

Ale sprawa zbawienia tak ważna i nagła, z upływem każdego roku staje się trudniejszą dla nas – bo nie wiecież tego z doświadczenia, że więzy grzechu z każdym dniem pomnażają się i ścieśniają – że namiętności stają się gwałtowniejsze, okazje do grzechu częstsze, a bojaźń Boża słabszą! Przypomniawszy sobie teraz swoją przeszłość, nieprawdaż że żałujecie teraz wielu okoliczności, że poznajecie iż wiek młodości był skłonniejszym i łatwiejszym do cnoty, że niewinność wasza ozdobioną była kwiatami wszystkich cnót! – A teraz gdy minął ten błogi wiek, czujecie że każdy krok w życiu oddala was coraz bardziej od Boga, że stan któryście obrali, urząd któryście pozyskali, małżeństwo któreście zawarli, są dla was nowymi zawadami, nowym sidłem i źródłem zepsucia! A w tym wszystkim ileż to zawad do zbawienia! ile przeszkód, które tego roku są większe jak przeszłego, a w przeszłym były większe jak dawniej. – Tak więc stopniami ubywa nam niewinności, prostoty, pobożności, nadziei, wiary, tak że wreszcie prawie już nic nam nie zostało do stracenia? ach! jeżeli więc nam została jeszcze aby iskierka rozumu – aby odrobina wiary, użyjmy ich na nabycie tego przekonania, że jeżeli się teraz nie nawrócimy, jeżeli nam teraz trudno starać się o zbawienie, tym trudniej będzie z każdym rokiem, z każdym dniem!

I niech nam Pobożni Słuchacze, stanie w myśli i pamięci owa bezowocna figa, o której gospodarz ewangeliczny na próżno długo oczekujący owocu, powiedział: "wytnijże ją, na co próżno ziemię zastępuje!" a ogrodnik prosi za nią: "Panie, daruj jeszcze ten rok, okopię ją, obłożę gnojem, może da owoce – jeżeli nie, więc ją potem wytniesz" (Łk. 13, 7-9).

Obraz to jest nasz najwyraźniejszy, i najwymowniej nauczający! – bo powiedzcie, moi bracia! ile to lat na próżno ziemię zastępujemy, – ile to lat gospodarz niebieski – Bóg – oczekuje z nas owoców! – dla niepłodnej figi, po trzech latach przeznacza siekierę i ogień. – Ach cóż nas czeka po trzech, pięciu, dwudziestu, kilkudziesięciu bezowocnych latach? siekiera i ogień – śmierć i piekło! – Dziś więc zawołajmy z owym litościwym ogrodnikiem: Panie, jeszcze ten rok daruj! miej litość, my przyłożymy starań, żeby przynieść owoce zbawienia; jeżeli i ten rok upłynie daremnie . . . ach boję się powiedzieć, bo ta okropna myśl! straszne wspomnienie! quid restat nisi securis? woła święty Augustyn (Serm. 72), cóż zostanie jeśli nie siekiera, – śmierć i potępienie!

Widzimy więc najoczywiściej potrzebę starania się o zbawienie, zobaczmy teraz gdzie i jak go szukać.

CZĘŚĆ DRUGA

Grzesznicy zrodzeni z grzeszników, nie możemy nic zasłużyć i otrzymać sami przez siebie; potrzeba nam pośrednika, któryby dla nas wyjednał łaskę i pomoc potrzebną do zbawienia. – Takiego mamy w Zbawicielu, który nie tylko wziął dziś imię Jezusa, ale spełniając swoje posłannictwo, ofiarował za nas Bogu pierwiastki krwi swojej. To imię więc Jezus, jest dla nas źródłem łaski i zasadą zbawienia, bo nad to imię, jak mówi Pismo Święte: "nie jest pod niebem inne imię, dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni" (Act. 4, 12). – Na mocy więc tych słów, i ja dziś w uroczystość imienia Jezusa zbawienie w tym imieniu wskazuję, i wołam dziś do was z Dawidem: (Psalm 145, 2) "nie ufajcie w synach człowieczych, w których nie masz zbawienia". – Jest w ludziach wielkość, potęga, blask i znaczenie; – są łaski, względy i obietnice, ale zbawienia nie masz, tylko w imieniu Jezus – bo łaska zbawiająca tylko od Niego pochodzi! Nie mógł zaś Jezus dać nam większej łaski, jak kiedy dał nam z siebie przykład umacniający nas w staraniach o zbawienie i gdy wewnętrzne daje usposobienie do zwalczenia przeszkód.

Wielka to zaiste jest łaska, że nam Jezus zostawił z siebie przykład, który nam dodaje męstwa i ochoty w trudnościach starań o zbawienie! – I tak, jeżeli idzie o zniesienie niewygód życia, a nam się to trudnym wydaje – wnet wspomnienie że Jezus to znosił, łagodzi przykrość! jeżeli potrzeba abyśmy przebaczyli, pościli, umartwiali ciało, a nam to przykro! wnet przykład Jezusa, że On przebaczał, pościł, w pokorze i cierpliwie znosił umartwienia, usuwa wszelką trudność. Bo możemyż powiedzieć do Jezusa: Zbawicielu nasz, Ty sam tylko przebaczaj, pość, umartwiaj ciało, bądź pokornym i cierpliwym, my chcemy z Tobą podzielić chwałę i dostąpić zbawienia, ale cierpieć z Tobą i iść za Tobą tą samą drogą umartwień, pokory i cierpliwości, nie możemy i nie chcemy! O! zapewnie nie możemy tak powiedzieć, bo byłoby to szyderstwo i nierozsądek. – A tak jednak czynimy! pod cieniem krzyża szukamy ochrony – chcemy korzystać z Jego zasług, ale nic dla Niego nie poświęcić. Nierozsądni, nikczemni, fałszywi wyznawcy i czciciele Jezusa! możecież pochlebiać sobie, że osiągniecie korzyści z krzyża i tajemnic na Jezusie dopełnionych, nie naśladując w niczym Jezusa, który w dniu dzisiejszym, w tajemnicy dzisiaj na Nim dopełnionej, tak wymowny zostawił nam przykład pokory, zgadzania się z wolą Boga, poświęcenia dla dobra ludzi? – Ośm dni zaledwie życia ziemskiego liczył, a już krew swoją za nas poświęca i szuka naszego zbawienia, a my! – po upływie tylu lat życia naszego, postarzawszy się nawet, pomyślcie cóżeśmy uczynili dla zbawienia? Ach jeżeliście chrześcijanami, jeżeli wierzycie w Jezusa, poznajcie niebaczność i niedbałość swoją; On wam dziś szczególniej przykładem swoim przypomina potrzebę starania o zbawienie, – czemuż więc ociągacie się, jeśli wam idzie o natchnienie i wewnętrzne usposobienie – i to wam Jezus dziś daje. Wszakże tę wewnętrzną łaskę natchnienia, dał Jezus męczennikom różnego wieku, płci i stanu! bo bez tej pomocy nie potrafiliby byli znieść tyle prześladowań i mąk – dał tę łaskę tylu pustelnikom i pokutnikom, że umartwienia, posty i surowość przenieśli nad rozkosze! Nie łudził nas więc Prorok kiedy mówi: a ja będę się weselił w Bogu Jezusie moim! (Habak. 3, 18). Nie oszukiwali nas Apostołowie, gdy ze zgromadzenia żydów wychodzili radując się, iż się stali godnymi dla imienia Jezusowego zelżywość odnieść (Act. 5, 41). I święci następnych wieków nie byli w błędzie, że w Imieniu Jezus, szukali złagodzenia wszelkiej przykrości! Jesteśli smutnym, mówi św. Bernard, niech tylko Jezus wstąpi do twego serca, a radość i pokój powrócą do ciebie (Serm. 15 in cant.). Świat pełnym jest goryczy, mówi święty Augustyn, ale Imię Jezus najsłodsze jest (in Psal. 15). Uważcie tylko dobrze te wyrazy, Pobożni Słuchacze! jakaż to w nich pociecha! Na wszystkie nędze, uciski, gorycze i niesprawiedliwości świata, słodkie imię Jezusa, jest lekarstwem! ono wszystkie przykrości łagodzi! To imię natchnęło męstwem i wytrwałością tylu świętych i pobożnych, miałożby na nas tylko nie mieć żadnego wpływu? myż tylko nie znalibyśmy dla niego żadnej wdzięczności, uszanowania i miłości? także to nasze serca byłyby oschłe, twarde, nieczułe, i tak do ziemskości przywiązane? Ach! serca nasze umieją kochać sławę, piękność, dostatki! każda namiętność ma swoich w nas czcicielów, Tyż tylko sam Jezu będziesz dla nas obojętnym? Ale wszakże imię Jezus ciągle jest w ustach naszych, ono mimowolnie wyrywa się nam z głębi serca uciśnionego boleścią i dotkniętego smutkiem, we wszystkich ważniejszych okolicznościach tym to imieniem zastawiamy się. – Jeżeli więc powtarzamy je bez znaczenia i bez uczucia, do nas się tyczą słowa Pisma: nie ujdzie karania, któryby na próżną rzecz wziął Imię Boga (Deut. 5, 11). Ach Pobożni Słuchacze! pomyślcie tylko, że to Imię tak często przez was i nadaremnie powtarzane w ciągu życia, będzie wam potrzebne w godzinę śmierci! To to imię będzie wam wtedy ostatnią nadzieją! ono z ostatnim tchnieniem ulatującego życia, będzie ostatnim hołdem wiary, miłości i nadziei! – Skądże więc wtedy zdobędziecie się na tę miłość i czułość, z jakimi ono powtarzane być wtedy powinno, jeżeli teraz, w ciągu życia, nie przyzwyczaicie się do tego? Teraz więc, teraz póki czas, tym imieniem przywitajcie dzisiaj nowy rok, i tym imieniem uświęcajcie wszystkie chwile życia – a imię Jezus zjedna wam zbawienie. AMEN.

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz

Za: ultramontes.pl 

niedziela, 19 maja 2024

Ks. Marian Morawski SI: Czym jest Duch Święty w Kościele?. Kazanie na Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

 

"Tom wam powiedział, u was mieszkając; lecz Pocieszyciel Duch Święty, którego

Ojciec pośle w imię moje, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko,

cokolwiek bym wam powiedział" (Jan. 14, 25-26).


Czemu dzisiejsze święto, najmilsi w Panu, obchodzi się z tak szczególnymi oznakami radości? Wierni zdobią wiosenną zielenią swe domy i ołtarze; a Kościół w swym zapale, jakoby cały świat porywając, śpiewa w Prefacji dzisiejszej: "Z wylaniem radości cały na kuli ziemskiej świat się weseli"? (Profusis gaudiis, totus in orbe terrarum mundus exsultat).


Weseli się Kościół, bo dziś obchodzi dzień, w którym życie otrzymał. Gdy Bóg tworzył człowieka, ukształcił najpierw z mułu jego ciało, i następnie, jak mówi Pismo św., "natchnął w oblicze jego dech żywota, i stał się człowiek w duszę żyjącą" (Rodz. 2, 7). W stworzeniu widać zarys odkupienia. Podobnym sposobem Bóg-Odkupiciel ulepił mistyczne ciało Kościoła z mułu ziemi, tj. z najwzgardzeńszych na świecie ludzi, z prostych i biednych rybaków; ukształcił ów przedziwny organizm, który aż do końca świata ma trwać nieskażony. A po trzech latach, ukończywszy to dzieło, tchnął weń Ducha swego – i Kościół ożył Duchem Bożym. I w tej chwili to życie Boskie objawiło się Boskimi czynami, i dało poznać światu, jaki Duch tym ciałem porusza i w tym ciele żyje. Nieprzebrane mnóstwo ludzi ze wszystkich stron świata było zgromadzone w Jeruzalem, na uroczystość żydowską w tym samym dniu przypadającą. Zdumiewają się słysząc, każdy w swym języku, mówiących Apostołów i ognistymi słowy głoszących wielkie dzieła Boskie. Wnet Apostołowie dzielą między sobą ziemię na dwanaście części, i jak aniołowie dobrej nowiny, już się rozlecieli po wszystkim świecie; już się po wszystkim świecie wiara zaszczepia i Kościół kwitnie – i już Paweł Apostoł donosi chrześcijanom w Rzymie, że wiara ich opowiadaną jest po całej ziemi (Rzym. 1, 8)


Na próżno piekło podburza cały świat przeciwko Kościołowi; na próżno mocarze ziemscy dobywają mieczy i zapalają stosy; na próżno rozum ludzki, zwodniczą nadęty filozofią, szereguje swe wywody przeciw nauce wiary; na próżno namiętności oburzają się przeciw jarzmu krzyża – Kościół wśród przeciwności i gwałtów, wśród wzgardy i męczeństw, wzrasta i rozkrzewia się – im bardziej uciskany, tym potężniejszy, im ciężej raniony, tym pełniejszy życia: bo ma w sobie pierwiastek życia nieśmiertelny: duszą Kościoła jest Duch Święty.


Ten stosunek Kościoła do Ducha Świętego jest bardzo ważnym i godnym naszego badania przedmiotem, bo w naszych czasach mało jest znany samym synom Kościoła; a tymczasem pociski niewiary są dziś głównie wymierzone przeciw temu artykułowi wiary: "Wierzę w Kościół powszechny". Uważać zatem będziemy w tym kazaniu: jaki jest ów stosunek między Duchem Świętym a Kościołem – i jakie stąd dla nas obowiązki wynikają.


Za przyczyną przeczystej Oblubienicy Ducha Świętego Maryi, którą pozdrówmy nabożnym: "Zdrowaś Maryjo".


I. Jakiż był cel Zbawiciela w ustanowieniu Kościoła? Jedynym celem, dla którego Chrystus z nieba na ten świat zstąpił, było zbawienie świata, jak to wyraża samo Jego imię Jezus tj. Zbawiciel. Ku temu celowi piastował trojaki urząd: kapłana, króla i mistrza, wyrażony w imieniu Chrystus, tj. Namaszczeniec, bo w starym Zakonie kapłanów, królów i proroków namaszczano. Był kapłanem, bo spełnił ofiarę, którą świat odkupił, i uświęcał ludzi odpuszczeniem grzechów i rozdawaniem łask Boskich: "Ty jesteś kapłanem na wieki" (Ps. 109, 4) – mówi Psalmista. Był królem, nie z tego świata wprawdzie, ale na tym świecie, bo na mocy swej najwyższej władzy stanowił prawa i kazał nimi obowiązywać wszelkie narody: "Dana mi jest wszystka władza na niebie i na ziemi; idąc tedy nauczajcie wszystkie narody... chować wszystko, com wam kolwiek przykazał" (Mt. 28, 18-20). Był mistrzem, bo opowiadał tajemnice królestwa Bożego i wskazywał drogę do żywota: "Jam jest droga i prawda i żywot" (Jan. 14, 6). Ale Zbawiciel miał tylko lat kilka te urzędy widomie na ziemi sprawować, a świat potrzebował zawsze kapłaństwa, zawsze potrzebował rządów duchownych i zawsze potrzebował nauczania o prawdzie; dlatego Pan Jezus ustanowił Kościół, któremu dał uczestnictwo w trojakim swym urzędzie. Dał mu w pewnej mierze swe kapłaństwo, aby Kościół ofiarę, raz na krzyżu spełnioną, co dzień na swych ołtarzach powtarzał, aby grzechy odpuszczał i ludzi uświęcał szafowaniem łaski w Sakramentach świętych. Dał mu swą władzę królewską, aby Kościół rządził ludzkością w rzeczach zbawienia dotyczących, aby prawa stanowił odpowiednie do tego celu i do różnych potrzeb każdego wieku. Dał mu swą władzę nauczania, aby tę prawdę Boską, którą Zbawiciel w zakątku żydowskiej ziemi opowiadał, po całym świecie głosił i wszystkie narody pod słodkie jarzmo Zbawiciela podbił: "Idąc na wszystek świat, opowiadajcie Ewangelię wszemu stworzeniu" (Mk 16, 15).


II. Ale gdzież jest mądrość Twoja, o Panie? ludziom powierzasz duchowne rządy ludzkości? ludziom poruczasz nauczanie prawd zbawienia? Gdzież znajdziesz na starszych Twego Kościoła ludzi, którzy by nie byli ułomni, jak inni; którzy by nie podlegali namiętnościom i błędom, jak inni? Może kierunek, jaki nadadzą Twemu dziełu, przeciwny będzie Twoim zamiarom – a któż się temu kierunkowi podda z całego serca? Może ich nauka zboczy od prawdy, którąś opowiadał – a któż ją bezwarunkowo przyjmie? kto ujarzmi swój rozum pod słowem ludzkim? kto będzie tak wierzył w naukę przez nich głoszoną, że i krew za nią przeleje? Panie! jak się oddalisz widomie od Twych uczni, jak wstąpisz na niebiosa, Kościół Twój musi upaść, bo ludzie zawsze będą ludźmi.


Cóż na to Pan odpowiada? "Nie zostawię was sierotami" (Jan. 14, 18). Gdy odejdę, "prosić będę Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami mieszkał na wieki – Ducha prawdy" (Jan. 14, 16-17); "On was wszystkiego nauczy" (Tamże, w. 26). W rzeczy samej, najmilsi w Panu, Kościół będąc tym, czym jest, mając to posłannictwo, które mu Chrystus powierzył, nie mógł być jedynie z ludzkiego materiału zbudowany. Władza nad sumieniem w rękach samych ludzi, nauka wiary samym ludziom powierzona – słowem, Kościół czysto ludzki jest to niedorzeczność. Kościół Chrystusowy, aby spełniać swe boskie posłannictwo, musi mieć w sobie Boski pierwiastek; ludzie będą ciałem Kościoła, jedni będą głową, drudzy członkami, do rozmaitych czynności przeznaczonymi, ale duszą tego ciała musi być Bóg, Duch Święty. Jak dusza ciałem włada i, niewidzialną będąc, objawia się w ciele życiem i czynami, tak ten Duch Boży musi niewidzialnie rządzić widomym Kościołem, On przezeń musi rządzić, uświęcać, nauczać ludzkość. Taki tylko Kościół da się pojąć, taki tylko Kościół jest dziełem godnym swego Założyciela, Mądrości wcielonej. Jak Chrystus jest Bogiem-człowiekiem, tak Kościół być musi Bosko-ludzkim społeczeństwem.


Tak być musiało, najmilsi w Panu, i tak jest w istocie, tak świadczy Ewangelia. Słyszeliście dopiero, że Chrystus przyrzekł dać Ducha swego Kościołowi. Posłuchajmy, na co mu tego Ducha daje? – aby w Duchu Świętym sprawował kapłaństwo: "Weźmijcie Ducha Świętego; których odpuścicie grzechy, są im odpuszczone" (Jan. 20, 22-23); – aby w Duchu Świętym rządził: "Duch Święty postanowił biskupów, aby rządzili Kościół Boży" (Dz. Ap. 20, 28), czytamy w Dziejach Apostolskich; – aby w Duchu Świętym całemu światu głosił naukę Chrystusową: "Weźmiecie moc Ducha Świętego, który przyjdzie na was i będziecie mi świadkami w Jeruzalem i we wszystkiej żydowskiej ziemi i w Samarii i aż na kraj ziemi" (Dz. Ap. 1, 8). W Duchu Świętym nauczać, mieć Ducha Prawdy, znaczy prawdę przy pomocy Ducha Świętego zachowywać i głosić bez błędu, nieomylnie, taką jaką im Chrystus przekazał: "Gdy zaś przyjdzie on Duch Prawdy, nauczy was wszelkiej prawdy" (Jan. 16, 13).


Gdyby Kościół nie był nieomylnym w nauczaniu prawdy wiary, na cóżby mu Chrystus dał Ducha Prawdy? Gdyby Kościół nie był nieomylnym, mogłoby piekło przywieść go do zboczenia od nauki Chrystusowej, a tym samym strącić go z tej podwaliny wiary, na której stoi. A przecież Chrystus powiada, że "bramy piekielne nie zwyciężą go" (Mt. 16, 18). Gdyby Kościół nie był nieomylny, to nie tylko nierozsądną, ale niemożliwą byłaby wiara, niezachwianie oparta na jego nauce; Chrystus by nie mógł nas obowiązać do takiego sposobu wierzenia. A przecież Chrystus mówi: "Nauczajcie wszystkie narody" (Mt. 28, 19); "kto nie uwierzy, będzie potępion" (Mk 16, 16) – i zarazem ręczy za naukę Kościoła: "Kto was słucha, mnie słucha" (Łk. 10, 16). Jednym słowem, Duch Święty dany jest Kościołowi, aby nim we wszystkim co do zbawienia należy kierował, jak świadczy dzisiejsza Ewangelia: "Pocieszyciel Duch Święty, którego Ojciec pośle w imię moje, On was wszystkiego nauczy". A dany jest nie tylko Apostołom, lecz w ich osobie wszystkim ich następcom; bo wyraźnie mówi Pan, że ten Duch Prawdy zostanie z nimi "na wieki" (Jan. 14, 16).


III. Lecz jak mamy rozumieć to działanie Ducha Świętego w Kościele? Czy papież i biskupi, ile razy nauczają, ile razy prawa stanowią, mają szczególne objawienie? Czy Duch Święty mówi przez nich, jak niegdyś przez Proroków przemawiał?


Taką naukę o działaniu Ducha Świętego chcieliby w nas wmówić nieprzyjaciele Kościoła; tak ją przedstawiają nieświadomym, aby wydrwić Kościół Boży. Ale taką nie jest nauka Kościoła. Objawienia w właściwym znaczeniu Kościół sobie nie przypisuje, ale czuwanie nad sobą Ducha Świętego, zwane "asystencją". Różnica między natchnieniem a asystencją jest, że w natchnieniu Duch Święty niejako bezpośrednio, cudownym i nadzwyczajnym sposobem, objawia człowiekowi tajemnice Boże; w asystencji zaś działanie Boskie ukrywa się za ludzkimi środkami, których człowiek używać musi, ale którymi Duch Święty kieruje, aby niepochybnie do prawdy doprowadziły. Papież, gdy ma jako namiestnik Chrystusowy przemówić, biskupi, gdy mają na soborze zagadnienia jakie rozstrzygnąć, nie czekają objawienia Ducha Świętego, ale muszą ludzkimi sposobami prawdy szukać, muszą zastanawiać się, radzić się, badać Pismo św. i podania kościelne; a gdy to czynią, Duch Święty, według najpewniejszej obietnicy Zbawiciela, czuwa nad nimi i tak kieruje ich roztropnością i ludzkimi środkami, których używają, że ostatni wynik ich badań i rozpraw, na który się godzą, nie może być błędem, z nauką Chrystusa niezgodnym – i chociaż jest płodem ludzkich rozumów, jest też zarazem dziełem Ducha Świętego: "Zdało się Duchowi Świętemu i nam" (Dz. Ap. 15, 28) – taki był wstęp orzeczeń soboru Apostolskiego w Jeruzalem.


Ten dogmat, iż Duch Święty jest w Kościele, kieruje jego nauką i rządami, i dopuścić nie może, aby Kościół powszechny w swych zbiorowych czyli społecznych czynach zbłądził, ten dogmat mówię, był zawsze podwaliną wiary katolickiej, ten dogmat jest cechą katolickiego Kościoła, głównie odróżniającą go od protestantyzmu i wszelkich sekt kacerskich, gdzie nie znają władzy uczącej i każdy wedle swej głowy wierzy. Ten dogmat sprawia tę jedność wiary, której żadna inna religia mieć nie może, boć jest własnością jedynej prawdziwej religii – jedność taką, że wszystkie wieki i wszystkie narody jedno i to samo wierzą, i za te same prawdy krew przelewają dzisiaj misjonarze w Chinach i Korei i bracia nasi od schizmy prześladowani, za które ją przelewali w pierwszych trzech wiekach męczennicy rzymscy i kartagińscy.


Dlatego też za tym dogmatem najgorliwiej obstawali dawni Ojcowie Kościoła i wszyscy obrońcy wiary. "Ktokolwiek – mówi św. Wincenty z Lerynu w V wieku – ktokolwiek gardzi zgodnym w Chrystusie zdaniem Pasterzy Kościoła, ten nie na człowieka, lecz na Boga wzgardę miota" (Commonitorium). Słuchajmy, jak wielki nauczyciel Francji Ireneusz św., w II już wieku o tym dogmacie pisze: "Wiarę zachowujemy, którąśmy od Kościoła otrzymali. W Kościele bowiem jest dar Boży, jako dusza ożywiająca ciało, z której wszystkie członki życie czerpią; jest uczestnictwo Chrystusa tj. Duch Święty: zadatek nieskazitelności i utwierdzenie wiary naszej i szczebel wstępowania do Boga. W Kościele bowiem, mówi Pismo, dał Bóg apostołów, proroków, mistrzów i wszystkie inne czynności Ducha Świętego – tego Ducha, w którym nie mają uczestnictwa ci wszyscy, co nie należą do Kościoła, lecz sami się pozbawiają żywota, przez błędne mniemania i najgorsze postępki. Gdzie bowiem Kościół, tam i Duch Boży; a gdzie Duch Boży, tam Kościół i wszelka łaska; Duch zaś jest prawdą. Którzy się oddalają od Kościoła i u piersi matki nie karmią się na żywot, ci się też od prawdy oddalają i kopią sobie cysterny, cysterny rozwalone; albowiem nie są na jednej opoce oparci, ale na piasku z mnogich kamyków złożonym" (Adversus haereses).


IV. Taka jest najmilsi, wiara katolicka. Cóż stąd za wniosek? Że kto ją odrzuci, ten nie jest katolikiem; kto nie uznaje w Kościele powagi Boskiej, ten nie jest w tym Kościele, który ma Ducha Prawdy; ten może być lutrem, ale katolikiem nie jest. Katolik nie może przeciwstawiać Kościoła Bogu, prawdy Bożej nauce kościelnej; nie może mówić: Boga czczę, a o Kościół nie dbam; w Boga wierzę, ale ludziom nie mogę się poddawać; nie chcę słyszeć o postach, o nabożeństwach w kościele i podobnych papieża wymysłach! – Boże! jak często takie mowy słyszeć się dają w naszym katolickim kraju! Nie ludziom te mowy się sprzeciwiają, ale Duchowi Świętemu, który jest duszą Kościoła. Nie chcecie słuchać Kościoła? nie Kościół was wyklina, ale sam Zbawiciel wykreśla was z liczby chrześcijan i każe was za wyklętych poczytać: "Jeśliby kto Kościoła nie usłuchał" – mówi uroczyście u Mateusza św. – "niech będzie jako poganin i celnik" (Mt. 18, 17).


My, najmilsi w Panu! poddawajmy umysł nasz Kościołowi św., wierząc niezachwianie w naukę wiary, którą nam przekazuje; z uszanowaniem, nie zaś z krytyką przyjmując prawa, jakie nam nakłada. Nie ludziom mamy rozum poddawać, bo to jest upodleniem (tak się upadlają ci, co wierzą w pierwszego lepszego samozwańca, który w zgodną z ich namiętnościami strunę uderzy); ale Duchowi Świętemu się poddajemy – co jest uszlachetnieniem i wywyższeniem ludzkiego rozumu.


Poddajmy też, najmilsi, serce nasze Kościołowi, kochając tę oblubienicę Chrystusową, którą On tak dalece umiłował, jak mówi Paweł św., że wydał samego siebie zań, aby ją poświęcił (Efez. 5, 25. 26). Kochajmy jego naukę, jego sakramenta, jego hierarchię, jego prawa – wszystko, co do niego należy, bo to wszystko krwią Zbawiciela namaszczone, to wszystko Jego łzami się promieni, w tym wszystkim wionie Duch Boży.


Umiejmy odróżnić ułomności ludzkie, znajdujące się w Kościele, od tego, co należy do Kościoła, co stanowi Kościół, jeśli sam Oblubieniec te cienie do czasu znosi, jakżeby nas grzeszników miały one odrażać? Ściskajmy tę Matkę oboma ramiony: bo czasy są złe, burzliwe; kto nie jest silnie przywiązany, tego łatwo burza oderwie. Niestety, ileż to dziś smutnych przykładów! A gdy porzucimy Kościół, gdzież pójdziemy drugiej matki szukać? Czyż na bezdroża sekt protestanckich pójdziemy? czy w racjonalizmu pustynie? czy w bagna materializmu?... Boże uchowaj!


O Duchu Święty! za Twoją łaską jesteśmy członkami mistycznego ciała, którego Ty duszą jesteś. Spajaj nas silnie z tym ciałem, abyśmy na zawsze w nim wytrwali. Ożywiaj nas życiem, którym to ciało żyje, abyśmy w Kościele zostając, nie byli martwymi członkami. Daj, abyśmy Cię czcili, czcząc Twój Kościół; abyśmy Cię słuchali, posłuszeństwo oddając Twemu Kościołowi; abyśmy Cię miłowali, kochając Twój Kościół, i tą wiernością i miłością ku Kościołowi wojującemu zasłużyli na przyjęcie do Kościoła triumfującego, który chwali Cię z Ojcem i Synem po wszystkie wieki. Amen.


 

Ks. Marian Morawski SI (b. prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego), Kazania i szkice. Kraków 1921, ss. 52-59. 


Za: ultramontes.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.