______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

czwartek, 28 kwietnia 2016

x. Andrzej Kobyliński: Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa



W ostatnich latach dokonuje się w Polsce i na świecie tzw. pentekostalizacja chrześcijaństwa. Pentekostalizacja (ang. Pentecostalization, niem.die Pentekostalisierung , wł. pentecostalizzazione) oznacza niezwykle szybki wzrost liczebny różnego rodzaju wspólnot stricte zielonoświątkowych oraz proces stopniowego przekształcania wielu innych chrześcijańskich kościołów i związków wyznaniowych w jedną uniwersalną odmianę chrześcijaństwa charyzmatycznego w wymiarze globalnym. Dynamiczny i ogólnoświatowy proces pentekostalizacji chrześcijaństwa jest nazywany często „ucharyzmatycznieniem” religii chrześcijańskiej lub narodzinami chrześcijaństwa pentekostalnego, charyzmatycznego lub ewangelikalnego.

Całość do przeczytania na portalu ACADEMIA.edu

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Ks. prof. Tadeusz Guz: Bóg miłosierny czy sprawiedliwy?


Bp. Schneider: Neokatechumenat to protestancko-żydowska wspólnota wewnątrz Kościoła, jedynie z katolicką dekoracją.


Jest to fragment wywiadu jaki przeprowadził z Jego Ekscelencją x. bp Atanazym Schneiderem Pan Daniel Fülep z John Henry Newman Center of Higher Education. Dotyczył on różnych spraw, w tym też odnośnie Neokatechumenatu.

(...)

Pan Fülep: (...) istnieją pewne nowe współczesne ruchy , które są silnie wspierane. Jednym z nich jest wspólnota Kiko. Jaka jest Twoja opinia na temat Neokatechumenatu? [11]

Jego Ekscelencja bp Schneider: To bardzo złożone i smutne zjawisko. Mówiąc otwarcie: jest to koń trojański w Kościele. Znam ich bardzo dobrze, ponieważ byłem u nich delegatem biskupim przez kilka lat w Kazachstanie, w Karagandzie. Również uczestniczyłem w ich Mszach i spotkaniach i czytałem pisma Kiko, ich założyciela, więc znam ich dobrze. Jeśli mówić otwarcie bez dyplomacji, muszę stwierdzić: Neokatechumenat to protestancko-żydowska wspólnota wewnątrz Kościoła, jedynie z katolicką dekoracją. Najbardziej niebezpieczny aspekt dotyczy Eucharystii, ponieważ jest ona sercem Kościoła. Kiedy serce jest w złym stanie, całe ciało jest w złym stanie. Dla Neokatechumenatu, Eucharystia jest jedynie braterską ucztą. To protestanckie, typowo luterańskie podejście. Odrzucają pojęcie i nauczanie Eucharystii jako prawdziwej ofiary. Uważają nawet, że tradycyjne nauczanie i wiara Eucharystię jako ofiarę nie jest chrześcijańska, lecz pogańska. To zupełny absurd, to typowo luterańskie, protestanckie. Podczas ich liturgij eucharystycznych traktują Najświętszy Sakrament w tak banalny sposób, że czasem jest to aż straszne. Podczas przyjmowania Komunii siedzą, gubią fragmenty gdyż nie przykładają do nich uwagi, a po Komunii tańczą zamiast się modlić i adorować Jezusa w ciszy. To zupełnie światowe i pogańskie, naturalistyczne.

Drugim niebezpieczeństwem jest ich ideologia. Główną ideą Neokatechumenatu, według założyciela Kiko Argüello jest: Kościół prowadził życie idealne tylko do Konstantyna w IV wieku, tylko wtedy był właściwie prawdziwy Kościół. Wraz z Konstantynem Kościół zaczął degenerować: degeneracja doktrynalna, liturgiczna i moralna. Swoje dno degeneracji doktryny i liturgii Kościół osiągnął wraz z dekretami Soboru Trydenckiego. Tymczasem prawda jest odwrotna: były to czasy świetności w historii Kościoła dzięki klarownej doktrynie i dyscyplinie. Według Kiko, od IV wieku do II Soboru Watykańskiego trwały ciemne wieki w Kościele. To herezja, ponieważ to tak jakby mówić że Duch Święty opuścił Kościół. I jest to typowo sekciarskie i zgodne z linią Marcina Lutra, który uważał że aż do niego Kościół był w ciemności i tylko dzięki niemu pojawiło się światło w Kościele. Pozycja Kiko jest fundamentalnie taka sama, z tym tylko że Kiko postuluje wieki ciemne Kościoła od Konstantyna do II SW. Oni źle interpretują II Sobór Watykański. Uważają że są apostołami V II. Wszystkie swoje heretyckie praktyki uzasadniają Soborem. To wielkie nadużycie.

Jak taka wspólnota mogła być oficjalnie uznana przez Kościół?

To kolejna tragedia. Ustanowili silne lobby w Watykanie co najmniej trzydzieści lat temu. Jest i inne oszustwo: przy wielu okazjach przedstawiają biskupom wielkie owoce nawróceń i powołań. Wielu biskupów jest zaślepionych owocami, i nie widzą błędów, nie badają ich. Mają oni duże rodziny, mają wiele dzieci, i wysokie standardy moralne w życiu rodzinnym. To są, oczywiście, dobre rezultaty. Istnieją też jednak przesadne naciski na rodziny by mieć maksymalną liczbę dzieci. To nie jest zdrowe. Mówią, akceptujemy Humanae Vitae, i to jest, oczywiście, dobre. Ale w rzeczywistości jest to iluzja, bo istnieje dziś na świecie również wiele grup protestanckich o wysokich standardach moralnych, mających wiele dzieci i protestujących przeciwko ideologi gender, homoseksualizmowi, i które również akceptują Humanae Vitae. Ale dla mnie to nie jest decydującym kryterium prawdy! Istnieje też wiele wspólnot protestanckich, które nawracają wielu grzeszników, ludzi którzy żyli w nałogach takich jak alkoholizm czy narkotyki. Więc owoce nawróceń nie są dla mnie kryterium decydującym i nie będę zapraszał tych dobrych grup protestanckich nawracających grzeszników i mających wiele dzieci do diecezji by prowadzili apostolat. To iluzja wielu biskupów, zaślepionych tak zwanymi owocami.


tłumaczenie: Amid

niedziela, 24 kwietnia 2016

Z księgarskiej półki: Nadchodzi kres. Mistyczne wizje końca świata


Nadchodzi kres
Czy zalew mrożących krew w żyłach informacji to efekt naszego dostępu do internetu? Wielkie wulkany budzą się na nowo, trzęsienia ziemi niszczą całe miasta. Szaleją tornada i tsunami, zmienia się klimat. Zaczynają się wędrówki ludów, nienormalność staje się normą. Fanatyzm i terroryzm pukają do naszych drzwi. Polityka staje się domeną szaleńców, ekonomia rujnuje całe narody.

Niebo wciąż nas ostrzega. To objawienia, głosy proroków, wizje końca świata, łzy i krew na obrazach. Liczone w tysiącach, jednym głosem zapowiadają czasy ciemności. Są niepokojąco spójne i logiczne.

Apokaliptyczne przestrogi. Kiedy pojawiły się w historii? Czy pierwszy raz w dziejach mamy do czynienia z ich lawiną? Czy mówią o naszych czasach? Czy wiemy, kiedy i gdzie zacznie się Armageddon?

I najważniejsze pytanie: Czy można odwlec wyrok albo go złagodzić? A gdy nadejdzie kres, co zrobić, by przetrwać? Czy Bóg przygotował „miasta ucieczki”?

Jak zachować się w dniach ostatecznych, jak się do nich praktycznie przygotować? Niebo daje odpowiedź. Przeczytaj zanim będzie za późno.

Dodatek specjalny: islamizacja i wizje wojny cywilizacji poprzedzającej dni ostateczne.


****

Dowiedz się jak przetrwać w czasach ostatecznych!


Mistyczka Anna z Warszawy ostrzegała:

Szatan obecnie opanował ludzi stojących u władzy w polityce, a przede wszystkim w królestwie mamony, we wszystkich prawie krajach. Dotyczy to największych mocarstw świata zachodniego i Azji. Szatan opanował dużą część ludzkości, ale zrobił to waszymi rękami. Sam nie zrobiłby nic.

Potem przyjdzie wewnętrzne ostrzeżenie. Na ziemi i niebie pojawią się wielkie cuda. Niekoniecznie wyczekiwane przez ludzi.

Następnie będzie czas oczyszczenia, nie wszyscy bowiem odpowiedzą na wewnętrzny głos i na otaczające ich znaki. Wielu zanurzy się jeszcze głębiej w grzech.

Wówczas zstąpi z Nieba Boża Sprawiedliwość – przez zachwianie ładu natury, na skutek działania samego człowieka, wreszcie przyjdzie ono od Boga. Otworzą się pieczęcie najstraszniejszych sekretów.

Na którym etapie jesteśmy? Niestety, już na początku Apokalipsy. Oto najważniejsze słowa z objawienia Matki Bożej udzielonego ks. Gobbiemu w 1992 roku. Maryjny wykład został zatytułowany Koniec czasów:

Tej ostatniej nocy roku zbierzcie się wspólnie na modlitwę i słuchanie słowa waszej Niebieskiej Matki, Prorokini czasów ostatnich. (...)

Wiele razy ogłaszałam wam, że nadchodzi koniec czasów i że powrót Jezusa w chwale jest bardzo bliski. Chcę pomoc wam zrozumieć znaki opisane w Piśmie Świętym, które mówią, że Jego chwalebne przyjście jest teraz blisko.

Znaki zostały jasno ukazane w Ewangelii, w listach św. Piotra i św. Pawła. Ich treść w tych dniach staje się rzeczywistością.

Pierwszy znak to szerzenie się błędów, które prowadzą do utraty wiary i apostazji. Błędy są rozgłaszane przez fałszywych nauczycieli i przez uznanych teologów, którzy nie uczą już prawd Ewangelii, ale zgubnych herezji opartych na błędach i ludzkim rozumowaniu. Z powodu nauczania tych błędów ginie prawdziwa wiara, a wszędzie szerzy się apostazja. Uważajcie, aby was nikt nie zwiódł. Bowiem wielu będzie starało się zwieść wielu ludzi. Przyjdą fałszywi prorocy i będą zwodzić tłumy (...).

Drugim znakiem jest wybuch wojen i bratobójczych walk, które prowadzą do narastania przemocy i nienawiści i powszechnego zaniku miłosierdzia. Jednocześnie coraz częstsze będą naturalne katastrofy jak epidemie, głód, powodzie i trzęsienia ziemi. (...)

Trzeci znak to krwawe prześladowanie tych, którzy pozostali wierni Jezusowi i Jego Ewangelii i którzy trwają mocno w prawdziwej wierze. Przez to wszystko Ewangelia będzie głoszona w każdej części świata. Pomyślcie, umiłowane dzieci, o wielkich prześladowaniach, jakie dotknęły Kościół; pomyślcie o apostolskiej gorliwości ostatnich papieży, nade wszystko mojego papieża Jana Pawła II, który niósł wszystkim narodom ziemi orędzie Ewangelii. (...)

Czwarty znak to straszliwe świętokradztwo, dokonane przez tego, który stanął przeciwko Chrystusowi, to jest przez Antychrysta. Wejdzie on do świętej świątyni Bożej i zasiądzie na Jego tronie i będzie adorowany jako Bóg. (...) Przez przyjęcie doktryny protestanckiej ludzie będą uważać, że msza nie jest ofiarą, ale jedynie świętym pokarmem, inaczej mówiąc wspomnieniem tego, co Jezus dokonał podczas ostatniej Wieczerzy. W ten sposób celebracja Mszy świętej zacznie ustawać. Porzucenie codziennego sprawowania Ofiary oznacza, że przez Antychrysta dokonane zostanie straszne świętokradztwo. (...)

Piątym znakiem są niezwykłe fenomeny, które ukażą się na niebie. (...) Cud słońca, który nastąpił w Fatimie podczas mego ostatniego objawienia, miał wam pokazać, że wchodzicie w czasy, kiedy takie wydarzenia będą miały miejsce – wydarzenia przygotowujące przyjście Jezusa w chwale. (...) Nastaje czas wielkiego ucisku, podczas którego szerzyć się będzie apostazja, mnożyć się będą wojny, w wielu miejscach nastąpią naturalne katastrofy, nasili się prześladowanie, Ewangelia będzie niesiona wszystkim narodom, niezwykłe zjawiska pojawią się na niebie, coraz bardziej zbliżać się będzie chwila pełni manifestacji Antychrysta.

Czytajcie ze mną znaki czasu i zachowajcie w sercu pokój i ufność. Zawsze jestem z wami, by mówić wam, że pojawienie się tych znaków wskazuje z pewnością na koniec czasów.

Te słowa zostały wypowiedziane kilkanaście lat temu, ale proroctwa Matki Najświętszej wypełniają się jedno po drugim już przez ostatnie trzydzieści lat. W samych tylko przekazach udzielonych ks. Gobbiemu są „proroctwa dokonane”: zapowiedź upadku komunizmu i rozpadu Związku Radzieckiego, epidemia AIDS. Znalazła się też dziwna wzmianka o nawróceniu Japonii, zgodnie z tym, co głosił polski „Szaleniec Niepokalanej” – święty Maksymilian Kolbe.

Najświętsza Maryja Panna cieszy się z poświęcenia Japonii Jej Niepokalanemu Sercu, kocha bowiem Japonię. Smutno Jej jednak, że to poświęcenie nie jest traktowane poważnie.

Anioł, objawienia w Akicie


----------


Wincenty Łaszewski

NADCHODZI KRES 
Mistyczne wizje końca świata

 Oprawa: miękka | Ilość stron: 400 | EAN: 9788380790353 | Cena detaliczna: 39.90 zł 

piątek, 22 kwietnia 2016

Maria Kominek OPs: Odnowa w Duchu Świętym



(...) ruchy, pochodzące z protestantyzmu.

Największy z nich to Odnowa w Duchu Świętym, zwana też Odnową Charyzmatyczną. Powszechnie wiadomo, że wywodzi się z ruchu zielonoświątkowego, uważana jest nawet za jego katolicka odmianę. Warto jednak dokładnie przypomnieć jakie są jego początki. Ruch wywodzi się z USA (Topeka, stan Kansas). Założył go pastor metodysta Charles Parham, który prowadził z grupą studentów szkolę biblijną. Zastanawiał się dlaczego pierwsi chrześcijanie byli bardziej skuteczni w głoszeniu Ewangelii i doszedł do wniosku, że źródło tej skuteczności tkwiło w Pięćdziesiątnicy. Pasham usilnie się modlił o nową Pięćdziesiątnicę, aż w nocy z 31 grudnia 1900 na 1 stycznia 1901 Agnes Ozman (jedna z uczestniczek szkoły biblijnej) zaczęła się modlić językami po uprzednim nałożeniu na nią rąk przez pastora Parhama. Proszę zwrócić uwagę na to nałożenie rąk. Tu mamy do czynienia ze specyficznym nowym rytem. Nazwano potem ten ryt – chrztem w Duchu Świętym. I co ciekawe i niezmiernie ważne – osoby, które dostają tzw. dar języków zawsze go dostają po otrzymaniu tego chrztu – nałożenia rąk. Kto więc nakłada ręce, inaczej rzecz biorąc – kto jest szafarzem tego rytu? Z gruntu jest to lider grupy lub cała grupa, w zdecydowanej większości przypadków są to osoby świeckie, choć to akurat ma najmniejsze znaczenie. Istotne jest to, że wraz z nałożeniem rąk (podobno w powyżej 90% przypadków, jak o tym świadczą sami członkowie Odnowy) otrzymuje się ów dar czy tzw. charyzmat glosolalii. Jeszcze istotniejsze jest to, że nałożenie rąk jest przekazywalne, jeśli można się tak wyrazić. Dla większej jasności porównam ze święceniami kapłańskimi. Są one ważne, ponieważ nałożenie rąk rozpoczęte od Apostołów trwa nieprzerwanie przez ich następców. (Chyba, że sukcesja apostolska jest przerwana, jak to jest z anglikanami.) Otóż w Odnowie nałożenie rąk trwa nieprzerwanie od pastora Parhama, bowiem ci, na których ona nakładał ręce i otrzymywali charyzmatu tworzyli dalej nowe grupy, przekazywali ten tzw. charyzmat nakładając ręce i w ten sposób mnożyły się i mnożą grupy Odnowy.

W roku 1967 czterech członków pewnej katolickiej grupy modlitewnej z Pittsburga, stan Pensylwania nawiązało kontakt z pewną międzywyznaniowa grupa protestancką. Ciekawostką jest, że dwie osoby z tej grupy było wykładowcami teologii na uniwersytecie w Pittsburgu. Na kolejnym spotkaniu doszło do modlitwy nad nimi, nałożono na nich ręce. Byli to Ralf Keifer i Patrick Bourgois. Zaledwie w tydzień potem Ralf Keifer nałożył ręce na inne osoby, które też otrzymały dar glosolalii. I tak Pentecostyzm wszedł do Kościoła Katolickiego. Dalej – można prześledzić ciąg nakładania rąk i otrzymywania charyzmatycznych owoców chrztu w Duchu Świętym. Można prześledzić rozprzestrzenianie się ruchu w środowiskach luteranów, metodystów, anglikanów itd. Zawsze będzie tak samo – przekazywanie daru przez nakładanie rąk przez kogoś na kogo uprzednio nałożono ręce. Rzec by można sukcesja metodysty Parhama. O tym się nie mówi, jakoś się tego nie zauważa. Ale jest to bodajże najistotniejszy element ruchu Odnowy. Wspomnijmy jeszcze, że taki chrzest w Duchu Świętym udzielono przyszłym założycielom wspólnot Emanuel, Lion de Juda (obecnie Błogosławieństw), Chemin Neuf, powiązanie z Odnową miała Marta Robin i jej Ogniska Miłości. Wspomniany poprzednio ruch Jamaa (zakazany obecnie przez biskupów Konga) był przedstawiany jako istna nawałnica Ducha, nowa Pięćdziesiątnica.

Przez wiele lat uspokajaliśmy się tym, że u nas, w Polsce jest lepiej niż na Zachodzie, nie dochodzi do takich wynaturzeń jak tam. Te czasy od dawna minęły. Doszła do nas jedna z najbardziej groteskowych odmian ruchu Odnowy – tzw. spoczynek w Duchu Świętym. Zjawisko to staje się oraz bardziej masowe. Polega na dziwacznym upadku osoby, nad która się modlą odpowiednio dobrani charyzmatycy. Czasami starczy tylko lekką pchnąć ręka człowieka i pada na ziemię, może leżeć długo. Czasem pomocnicy „charyzmatyka” stają za osobą pchniętą, by ją podtrzymać i położyć na ziemię. Staje się to coraz popularniejsze w naszych kościołach, gdzie odprawia się modlitwy o uzdrowienie. Z wypowiedzi ludzi, którzy poddali się temu wiadomo, że bywa bardzo różnie. Wielu z nich mówi, że wyczuli Ducha Świętego, uświęcili się, pogłebiła im sie wiara, mało kto się wypowiada o dalszych skutkach takiego „zaśnięcia”. Ale wiadomo, że czasami miało to bardzo przykre skutki – popadanie w depresję na jakiś czas po „odpoczynku”, kłopoty zdrowotne. Używam specjalnie określenie „poddali się, bo niektórzy opowiadają o tym, że stawili opór „duchowemu pchnięciu” i nie upadli, oprócz zniesmaczenia ta próba nie miała dla nich innych skutków. Najbardziej groteskowy jest chyba (jak na razie) tzw. „święty śmiech”, czasami połączony z tarzaniem się, szczekaniem itd. Podobnie jak padanie, zwane zaśnięciem w Duchu Świętym, wywodzi sie z protestantyzmu i jest charakterystyczny dla grupy Toronto Blessing, sekty protestanckiej, która swoje zwyczaje z powodzeniem rozpowszechnia na inne grupy charyzmatyczne. Być może nie wiele czasu potrzeba, by ta kolejna groteskowość przesiąkła do katolickich grup Odnowy.

Groteskowość jest jedna z oznak działania szatana – powinno się postawić stanowczo pytanie – skąd te charyzmaty, skąd te prorokowania, glosolalie, spoczynki w Duchu Świętym itd. Niewątpliwi doprowadzi to do pytania – skąd ten dar pastora Parhama, który pierwszy nałożył ręce na Agnes Ozman? Czyja to sukcesja? I gdzie tu miejsce na ratio – na racjonalne podejście do wiary, gdzie tu miejsce na działanie rozumu? (...)


1) Sekty i nowe ruchy religijne jako problem duszpasterski w L’Osservatore Romano, wyd. polskie, 7(134) 1991, s. 12-16

Kazanie bp. Fellaya podczas pielgrzymki do Puy



W niedzielę 10 kwietnia 2016 r., podczas pielgrzymki do sanktuarium Matki Bożej w Le Puy-en-Velay we Francji, bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, wygłosił kazanie, mówiąc w nim m.in. o postsynodalnej adhortacji Amoris laetitia, ogłoszonej dwa dni wcześniej, oraz o swoim spotkaniu z papieżem Franciszkiem, które miało miejsce 1 kwietnia br. Poniżej fragment tego kazania (w tłumaczeniu starano się zachować mówiony styl wypowiedzi).

Radość mieszająca się ze łzami. Pozwólcie, że nawiążę do bieżącego wydarzenia, bardzo niedawnego wydarzenia: adhortacji apostolskiej zatytułowanej Radość miłości, która doprowadza nas do łez. Adhortacja jest podsumowaniem dwóch synodów poświęconych rodzinie. Jest bardzo długa, zawiera wiele stwierdzeń prawdziwych i pięknych, jednak po przedstawieniu czegoś, co nazwałbym piękną konstrukcją, piękną łodzią, Najwyższy Pasterz wywiercił dziurę w dnie, poniżej linii wodnej, a sami wiecie, jakie są tego skutki. Co to za różnica, jeśli dziurę wywiercono zachowując najwyższą ostrożność? Co z tego, że dziura jest bardzo mała? Łódź nabiera wody.

Nasz Pan zakazał zmienić choćby jotę: „jedna jota albo jedna kreska nie odmieni się w Zakonie” (Mt 5, 18). Kiedy Bóg mówi, Jego słowa nie pozwalają na żadne wyjątki. Kiedy On rozkazuje – a wszak jest On nieskończenie mądry i przewidział wszystkie okoliczności – nie ma wyjątków od Jego praw. I oto nagle oni udają, że prawo odnoszące się do małżeństwa zostało potwierdzone przez stwierdzenie, że więź małżeńska jest nienaruszalna – bo owszem, podtrzymują to – ale następnie dodają, że jednak mogą być tu pewne wyjątki: tzw. powtórnie zaślubieni rozwodnicy, żyjąc w grzechu, mogą znajdować się w stanie łaski, a zatem mogą przystępować do komunii św. To jest coś niezwykle doniosłego. Myślę, że niedostatecznie doceniamy wagę tego, co właśnie zostało powiedziane. Co z tego, że są to małe wyjątki gdzieś z dala od centrum spraw? To w ten sposób wprowadzili udzielanie komunii na rękę. I, jak mówiłem, małe dziury w dnie łodzi wystarczą. Łódź nabiera wody!

Miscens gaudia fletibus (‘radość mieszająca się ze łzami’, tytuł hymnu nieszpornego ku czci św. Józefa – przyp. tłum.). Jest więcej [powodów do] radości i łez, także świeżych. Wiecie, że niedawno spotkaliśmy się z papieżem Franciszkiem. Wyjawił nam, że pod koniec swego pontyfikatu Benedykt XVI wyznaczył konkretną datę i gdyby do tej daty Bractwo nie zaakceptowało propozycji z Rzymu, podjąłby decyzję o obłożeniu go ekskomuniką. Franciszek mówił dalej: to prawdopodobnie Duch Święty natchnął Benedykta XVI i na kilka dni przed jego rezygnacją skłonił go do porzucenia tego planu, gdyż papież powiedział: pozostawię tę kwestię mojemu następcy.

Tak więc zostało to przekazane następcy, papieżowi Franciszkowi. Położyli mu na biurku dokument z naszą ekskomuniką, mówiąc: „Wystarczy, że Wasza Świątobliwość wpisze datę i złoży podpis”, jednak Franciszek powiedział: „Nie, nie ekskomunikuję ich, nie potępię ich”. Powiedział do mnie: „Nie potępię was”. Dodał następnie: „Jesteście katolikami…” i, po chwili: „na drodze do pełnej łączności”. Tak więc uważa on nas za katolików. Powiedział też: „Wiecie, mam z wami mnóstwo problemów; ludzie utrudniają mi życie, ponieważ jestem dla was miły, ale mówię im: słuchajcie, uściskałem patriarchę Cyryla, jestem dobry dla anglikanów, jestem dobry dla protestantów, czemu nie miałbym być dobry dla tych katolików?”. Tak to opisał. Następnie dodał: „Jeśli ja mam problemy, wtedy wy też macie problemy, a zatem nie wolno nam naciskać, nie wolno nam tworzyć kolejnych podziałów, więc będziemy działać powoli”.

Później powiedział: władza słuchania spowiedzi, co oczywiste, nie zniknie po zakończeniu [Roku Miłosierdzia], a także udzielania ostatniego namaszczenia, a także rozgrzeszania z aborcji – to wszystko zostaje. W tym momencie zapytałem: czemu zatem nie inne sakramenty? Był otwarty na ten pomysł. Zobaczymy, jak te sprawy się rozwiną. To wszystko oczywiście daje nam nadzieję. Ale pewnego dnia widzimy rzeczy, które dają nam trochę nadziei i radujemy się nimi, a następnego przychodzi ta zatrważająca adhortacja, wyrządzająca tyle szkody Kościołowi.

Następnego dnia spotkaliśmy się z abp. Pozzo, sekretarzem Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, rzymskiej dykasterii, która zajmuje się kontaktami z Bractwem. Abp Pozzo powiedział nam: „Uważamy” – tzn. Kongregacja Nauki Wiary, a nie tylko on sam – „że powinniśmy prosić was tylko o to, czego się domagamy, czego wymagamy od każdego katolika, nic więcej”. Rozwinął tę myśl, mówiąc: „Większość [dokumentów] II Soboru Watykańskiego nie ma charakteru doktrynalnego, zatem nie trzeba tego od was wymagać”. Wyraził się jeszcze jaśniej, gdy powiedział: „Macie prawo do obrony swojego zdania nt. wolności religijnej, ekumenizmu, relacji z innymi religiami wyłożonymi w Nostra aetate”. Było to tak zaskakujące, że powiedziałem: „Całkiem możliwe, że zaproszę Ekscelencję do odwiedzin w naszych przeoratach i powtórzenia tych słów”.

Nie uważam, że powinniśmy z tego powodu triumfować, drodzy wierni katolicy. Myślę, że jest to głęboka zmiana, bardzo ważna; dokonała się z powodu okropnej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół. Można by powiedzieć, że częściowo jest to wynik chaosu, który opanowuje Kościół. Panuje takie zamieszanie, są takie ataki przeciwko wierze, przeciwko moralności w każdym możliwym aspekcie, że w końcu Kongregacja Nauki Wiary zdecydowała: nie mamy prawa, żeby traktować w ten sposób ludzi, którzy powtarzają i nauczają tego, czego Kościół zawsze nauczał… nie mamy prawa uważać tego, co oni robią, za bardzo ciężki grzech, gdy dokoła tyle się ich popełnia – łącznie z prałatami i kardynałami; można by wręcz powiedzieć, że łącznie z papieżem – którzy wygadują nie tylko nonsensy, ale rzeczy wprost heretyckie, które otwierają drogę do grzechu.

Są jednak takie osoby w Kościele, którzy reagują, myślą, którzy mówią: nie powinno tak się dziać. I to pośrodku tego zamieszania, pośród łez daje się słyszeć szept: nie, nie możemy zmusić was do zaakceptowania soboru. Być może nie powiedzą tego jasno, jednak w istocie właśnie tak do nas mówią. Oczywiście, podchodzimy do tego ostrożnie, prosimy Boga, by nas oświecił, żebyśmy zrozumieli, co to wszystko znaczy, czy to istotnie prawda, czy jutro sprawy nie potoczą się od nowa w zupełnie innym kierunku. Mimo wszystko, drodzy bracia, wszystko to czegoś dowodzi: że wierność temu, czego Kościół zawsze nauczał, naprawdę się opłaca. Musimy pozostać nieugięci. Te przesiąknięte nowoczesnością osoby nie mogą temu zaprzeczyć, ta sprawa jest oczywista: jesteśmy katolikami, i chcemy nimi pozostać.

Zatem nasza pierwsza prośba skierowana dziś do Najświętszej Maryi Panny, tu w Puy, jest właśnie taka, abyśmy mogli zatrzymać i przechować wszystkie te skarby, abyśmy pozostali katolikami, tak po prostu, i kontynuowali nasze dzieło, aby mogło się znowu rozrosnąć i abyśmy mogli, po trochu, zawojować dusze, aby te dusze zostały uratowane i powróciły do naszego Pana, do wiary, do Jego przykazań, do Bożych przykazań.

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl/

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Na żyznej ziemi – katolicki tradycjonalizm we Francji przed powstaniem FSSPX



Pozytywna reakcja, z jaką spotkała się postawa abp. Lefebvre’a we Francji, w dużej części wynika ze skomplikowanej historii tamtejszego Kościoła – historii, która opatrznościowo dała francuskim katolikom czas i możliwość przygotowania środków zaradczych na czas kryzysu. Poniższe opracowanie, pierwotnie opublikowane w wewnętrznym biuletynie Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, a następnie, za zgodą bp. Bernarda Fellaya, w miesięczniku „The Angelus”, opowiada o historii ruchu tradycji katolickiej, który – jak udowadniają jego autorzy – zaczął się formować nie dopiero w odpowiedzi na postanowienia II Soboru Watykańskiego, lecz o wiele wcześniej, gdy idee Rewolucji Francuskiej nie sięgnęły jeszcze tak głęboko do wnętrza Kościoła.

środa, 13 kwietnia 2016

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Katechizmy pochwalone i zalecone przez św. Piusa X



KATECHIZM WIĘKSZY

Pierwsze początki katechizmu dla małych dziatek

Katechizm Krótki

Nauka o świętach Pana Jezusa, Matki Boskiej i Świętych Pańskich

Krótka Historia Religii

––––––––––



__________
__________

Pierwsze początki katechizmu dla małych dziatek. Pochwalone i zalecone przez Ojca Świętego Piusa X. Przełożył z włoskiego Ks. Franciszek Albin Symon, Arcybiskup. Warszawa. Nakładem Księgarni "Pol.-Kat." Krak.-Przedm. 64. Drukiem "Polaka-Katolika" Nowy Świat 34. 1908, str. 14+[II].

Katechizm Krótki. Pochwalony i zalecony przez Ojca Św. Piusa X. Przełożył z włoskiego Ks. Franciszek Albin Symon, Arcybiskup. Warszawa. Nakładem księgarni "Polaka-Katolika", Krak. Przedmieście 64. 1908, str. 92+III.

Katechizm Większy. Pochwalony i zalecony przez Ojca Św. Piusa X. Przełożył z włoskiego Ks. Franciszek Albin Symon, Arcybiskup. Warszawa. Nakładem księgarni "Polaka-Katolika", Krak. Przedmieście 64. Czcionkami drukarni "Pol.-kat." i "Posiewu". 1908, str. 249+VII.

Nauka o świętach Pana Jezusa, Matki Boskiej i Świętych Pańskich. Pochwalona i zalecona przez Ojca św. Piusa X. Przełożył z włoskiego Ks. Franciszek Albin Symon, Arcybiskup. Warszawa. Nakładem Księgarni "Polaka-Katolika", Krakowskie-Przedmieście 64. 1908, str. 70+II.

Krótka Historia Religii. Pochwalona i zalecona przez Ojca Św. Piusa X. Przełożył z włoskiego Ks. Franciszek Albin Symon, Arcybiskup. Warszawa. Nakładem księgarni "Polaka Katolika", Krak. Przedmieście 64. 1908, str. 72+III. 

Kardynał Burke na temat adhortacji "Amoris Laetitia"



Franciszek wyjaśnia, od samego początku, że posynodalna adhortacja apostolska nie jest aktem Magisterium (nr 3). Sama forma dokumentu to potwierdza. Jest to refleksja Ojca Świętego nad pracami ostatnich dwóch sesji Synodu Biskupów.  


Kardynał Burke przeciwstawia się postrzeganiu Amoris laetitia jako rewolucji i radykalnego odejścia od nauczania i praktyki Kościoła. "Takie spojrzenie na dokument jest zarówno źródłem zdziwienia i konfuzji wiernych, a także potencjalnie źródłem skandalu, nie tylko dla wiernych, ale także dla innych ludzi dobrej woli, którzy patrzą ku Chrystusowi i Jego Kościołowi" - pisze amerykański purpurat.


"Jedynym kluczem do właściwej interpretacji Amoris laetitia jest niezmienne nauczanie Kościoła i jego dyscyplina, która zabezpiecza i chroni jego nauczanie. Papież Franciszek jasno wskazuje, od początku, że posynodalna adhortacja apostolska nie jest aktem magisterium. Sama forma dokumenty potwierdza to samo. Jest napisany jako refleksja Ojca Świętego nad pracą dwóch ostatnich sesji Synodu Biskupów" - kontynuuje Burke.

Na przykład w rozdziale ósmym - co niektórzy chcą interpretować jako propozycję nowej dyscypliny z oczywistymi konsekwencjami dla doktryny Kościoła - Franciszek, powołując się na jego wcześniejszą adhortację apostolską Evangelii Gaudium, oświadcza: "Rozumiem tych, którzy wolą duszpasterstwo bardziej rygorystyczne, nie pozostawiające miejsca na żadne zamieszanie. Szczerze jednak wierzę, że Jezus Chrystus pragnie Kościoła zwracającego uwagę na dobro, jakie Duch Święty szerzy pośród słabości: Matki, która wyrażając jednocześnie jasno obiektywną naukę „nie rezygnuje z możliwego dobra, lecz podejmuje ryzyko pobrudzenia się ulicznym błotem"(nr 308).

Innymi słowy, Ojciec Święty proponuje to, w co on osobiście wierzy, że jest Wolą Chrystusa dla Jego Kościoła, ale nie ma zamiaru narzucać swojego punktu widzenia, ani potępiać tych, którzy kładą nacisk na to, co nazywa 'bardziej rygorystycznym duszpasterstwem' . Kardynał wskazuje też, że adhortacja apostolska, ze swej natury, nie proponuje nowej doktryny i dyscypliny, ale odnosi odwieczne doktryny i dyscypliny do sytuacji na świecie w obecnym czasie".

Jak więc ten dokument ma być odbierany? Przede wszystkim powinien być przyjęty z głębokim szacunkiem, należnym Biskupowi Rzymskiemu, jako Namiestnikowi Chrystusa

Niektórzy komentatorzy mylą taki szacunek z obowiązkiem "boskiej i katolickiej wiary" (Kanon 750, § 1)... Kościół katolicki, natomiast domaga się szacunku należnego Urzędowi Piotrowemu, jako ustanowionemu przez samego naszego Pana, i nigdy nie stwierdził, że każda wypowiedź Następcy Piotra powinna być odebrana jako część jej nieomylnego Magisterium.

Byłoby jednak, jak pisze, "absurdem" uznawać wypowiedzi papieskie w Amoris laetitia za nieomylne, bo nie taka jest w ogóle ich natura: "Kościół w swojej historii był bardzo wrażliwy na błędną tendencję interpretowania każdego słowa papieża jako wiążącego w sumieniu, co jest, oczywiście, absurdem. Zgodnie z tradycyjnym rozumieniem papież ma dwa ciała; ciało, które jest jego osobiste jako indywidualnego członka [wspólnoty] wiernych i jest poddane śmiertelności; a także ciało, które jest jego jako Wikariusza Chrystusa na ziemi, które, zgodnie z obietnicą Naszego Pana, przetrwa aż do Jego powrotu w chwale. Pierwsze ciało jest jego ciałem śmiertelnym; drugie ciało jest boską instytucją urzędu św. Piotra i jego następców" - pisze Burke.


Co zrobić zatem z rozwodnikami w nowych związkach? Kardynał Burke wyjaśnia, że są oni powołani do życia w czystości. Owszem, jest to być może życie heroiczne – ale wszyscy wierni Kościoła są powołani do życia heroicznego. A zatem nie można zakłamywać rzeczywistej sytuacji rodzinnej rozwodników w nowych związkach. Należy z miłością wskazać im na prawdę pozostając w zgodzie z Magisterium Kościoła świętego.

Źródło informacji: GLORIA.TV i FRONDA.pl

Abp. Fulton Sheen: O marnowaniu życia (polskie napisy)


sobota, 9 kwietnia 2016

Kard. Sarah o naprawie liturgii


kard. Robert Sarah
Prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów chce ukrócić nadużycia w sprawowaniu liturgii. Mówił o tym podczas prezentacji książki włoskiego teologa ks. Nicoli Buxa „Non si scherza con i sacramenti – Z sakramentami nie ma żartów”. Powołując się na liczne wystąpienia Benedykta XVI, kard. Robert Sarah zauważył, że w ostatnich, posoborowych dziesięcioleciach byliśmy świadkami deformacji liturgii aż do granic możliwości. Jest to stały, wzmagający się proces, który zdaje się nie mieć końca – podkreślił kard. Sarah. Przypomniał on, że na ten problem reagował już Jan Paweł II encykliką Ecclesia de Eucharistia i instrukcją Redemptionis sacramentum. Zaś Benedykt XVI wydał w tym samym celu adhortację Sacramentum caritatis i motu proprio Summorum pontificum.

Okładka najnowszej książki ks. prof.
Nicoli Buxa 
Zdaniem szefa watykańskiej dykasterii trzeba dziś przywrócić do centrum Najświętszy Sakrament, który z niezrozumiałych powodów został odstawiony na bok, aby nie wywoływać rzekomego konfliktu znaków. Tabernakulum tymczasem wprowadza nas w orientację na Boga, która jest bardzo potrzebna w naszych czasach, kiedy tak wielu ludzi żyje tak, jakby Boga nie było. Kard. Sarah ostrzega, że mamy dziś do czynienia kulturowym i pokoleniowym przełomem w postrzeganiu liturgii, lecz tylko nieliczni zwracają na to uwagę, choć tak wiele się mówi o znakach czasu. Słabnie wiara w przemieniająca moc sakramentów. Trzeba je na nowo wyjaśniać, ponieważ na skutek arbitralnych decyzji niektórych księży doszło do wielkiego zamętu i ludzie nie rozumieją już sakramentów. Wielu księży zachowuje się jak prezenterzy telewizyjni, a liturgię opatrują długimi didaskaliami. Tymczasem, żeby ją zrozumieć trzeba zamknąć oczy, bo do sakramentów dociera się oczami wiary.

Kard. Sarah poinformował, że o powrocie do prawdziwej liturgii rozmawiał w ubiegłą sobotę z Papieżem Franciszkiem. Zasugerował mu na przykład wprowadzenie zakazu robienia zdjęć podczas liturgii, aby nie stawały się one jakimś spektaklem. Szef watykańskiej dykasterii wspomniał też Jana Pawła II. Przyznał, że największym darem, jaki od niego otrzymał, był jego szacunek względem Najświętszego Sakramentu. Nie było w tym lęku, ale wielka miłość do Pana Boga – wspomina kard. Sarah.

kb/ rv, la stampa

Źródło informacji: RADIO VATICANA

Zapomniane prawdy c.d. - O niewiernych pasterzach


„W czasie soboru nazbyt wielu tak zwanych pasterzy, oddając się poszukiwaniu błędów i wystawiając wiernych na ogromne niebezpieczeństwo duchowe, zmieniło się w niegodne hybrydy owcy i wilka. 

Stało się tak, ponieważ — niech Bóg ma nas w swej opiece! — owi pasterze bali się, że ktoś uzna ich za nie dość intelektualnych, za bigotów bez pojęcia o współczesnych nurtach myślenia albo dlatego że chcieli uchodzić za śmiałych reformatorów. 

Przyjęli mieszaninę nowych — czy może raczej beznadziejnie starych i odgrzanych — pomysłów i koncepcji, i przywlekli je do domu, by działać nimi na nerwy całej reszcie wiernych”.

Anna Haycraft, Moja wojna z Worlockiem, 
„Catholic Herald”, 3 maja 1996

Ciebie Boga wysławiamy... Muzyka w liturgii



O miejscu muzyki w liturgii, muzycznym wykształceniu duchownych i „nieziemskim” śpiewie gregoriańskim z ks. dr. Wojciechem Kałamarzem z Międzyuczelnianego Instytutu Muzyki Kościelnej w Krakowie rozmawia Błażej Tobolski.

Od początków chrześcijaństwa liturgii towarzyszy muzyka. Czy to jedynie piękny dodatek do niej czy coś więcej?

– Z całą mocą należy podkreślić, że muzyka jest integralną częścią liturgii. Nie jest żadnym dodatkiem, żadną ozdobą, ornamentem, kaprysem, ale sama jest częścią kultu oddawanego Bogu. Niestety, w ogłoszeniach, rozmowach, różnych pismach wciąż możemy spotkać się z wyrażeniem „oprawa muzyczna” np. Mszy św. Świadczy ono o kompletnym niezrozumieniu miejsca muzyki w liturgii oraz o nieznajomości dokumentów Kościoła i nauczania chociażby papieża Benedykta XVI. Jakkolwiek świeckich katolików można tu trochę usprawiedliwić, tak ignorancja duchownych jest niezrozumiała. Przecież na studiach, zgodnie z ratio studiorum, winni oni poznać dokumenty, w których jasno sformułowane jest m.in., że: „śpiew kościelny związany ze słowami jest nieodzowną oraz integralną częścią uroczystej liturgii” (konstytucja II Soboru Watykańskiego Sacrosanctum concilium, nr 112); „Muzyka, a zwłaszcza śpiew, jest nie tylko jej ozdobą, ale po prostu jej integralną częścią” (Instrukcja Episkopatu Polski, p. 4). Swoim studentom tłumaczę to bardzo prosto i dosadnie: „oprawić” to sobie można obraz w ramkę. Muzyka zaś nie jest ramką, ale samym obrazem wewnątrz ramki, muzyka należy do liturgii, jest częścią tego obrazu, jest współpatrzeniem z Bogiem, jest zasłyszaną częścią liturgii niebios, jest aktem uwielbienia Boga przez Ciało Chrystusa, czyli Kościół, ale wraz z jego Głową, czyli z Synem Bożym.

Mamy więc pewnie w Polsce jeszcze sporo do zrobienia na tym polu...

– Jednym z poważniejszych problemów jest tutaj słabe przygotowanie muzyczne kapłanów, mające źródło m.in. w braku odpowiedniej edukacji muzycznej na poziomie szkolnictwa podstawowego, gimnazjalnego, średniego. Przychodzący do seminarium kandydat nierzadko po raz pierwszy ma do czynienia z muzyką dopiero na studiach. To trochę późno dla owocnej edukacji. Czyni to naukę trudną, ale nie niemożliwą. Ściśle z tym związany jest problem właściwie przygotowanych wykładowców muzyki kościelnej, którzy nie tylko powinni mieć wiedzę i odpowiednie uzdolnienia muzyczne, ale poprzez własne świadectwo powinni rozpalać w młodych miłość do muzyki, winni przekazywać niezbędne informacje oraz kształcić u studentów podstawowe umiejętności. Potrzebujemy wykładowców pasjonatów, zapaleńców, bo tylko oni zainicjują, często niestety w niezbyt muzycznie uzdolnionych alumnach, chęć muzykowania.

Zdaniem Księdza to przed kapłanami stoją największe wyzwania, jeśli chodzi o zmianę naszej świadomości muzycznej?

– Niewątpliwie najważniejsza jest edukacja duchownych. Oni stoją na czele Kościoła, zarówno na jego górze, jak i na czele lokalnych wspólnot, kształtują ich gust, dyktują poziom artystyczny. Brak odpowiedniego wyczucia estetycznego u księży owocuje bylejakością w duszpasterskiej działalności. Nie można dać czegoś, czego się nie ma. Natomiast muzycznie wykształcony ksiądz nie tylko sam będzie dbał o wysoki poziom we wspólnocie, w której będzie pracował, ale też doceni rolę świetnie przygotowanego organisty. Nie zatrudni domorosłego muzykanta, któremu się wiele wydaje, lecz niewiele umie, ale raczej zatrudni fachowego muzyka, potrafiącego akompaniować do śpiewu liturgicznego, prowadzić śpiew podczas liturgii, dyrygować chórem i ubogacać uroczystości artystyczną grą instrumentalną. Mądry rządca wspólnoty zna wagę dobrego organisty, wie, ile znaczy dobrze uformowany, przygotowany pod względem liturgicznym i teologicznym, muzyk w parafii.

A chorał gregoriański? Czy jest jeszcze miejsce dla niego w dzisiejszej liturgii polskiego Kościoła?

– W dużej mierze ten śpiew już w niej funkcjonuje. Polacy nie skorzystali bowiem z możliwości ułożenia nowych melodii do tłumaczonych na język polski tekstów liturgicznych, ale dostosowali do niego melodie gregoriańskie. Tak więc melodie w Mszale rzymskim, tony Ewangelii, czytań, pasji, są melodiami w dużej mierze gregoriańskimi. Ponadto gregoriańskie tony psalmowe legły u fundamentów nie tylko psalmodii, ale także wielu polskich pieśni kościelnych. Nie jest więc z tym śpiewem gregoriańskim w naszej liturgii tak źle, jakby się mogło z pozoru wydawać. Owszem, mało jest go w postaci oryginalnej, z tekstami w języku łacińskim. Przyczyn tego stanu rzeczy upatrywałbym w braku odwagi u ludzi odpowiedzialnych za śpiew. Powiem szczerze, że największe wrażenie zrobiło na mnie wykonanie Missa de Angelis na wsi, na Zamojszczyźnie podczas prymicji mojego kolegi w 1997 r. Mało kto zachwycił mnie później podobną żarliwością i dbałością o wierność zapisowi.

Z kolei przed kilkoma laty, z inicjatywy mojej koleżanki ze studiów muzycznych, w jednym z krakowskich kościołów odprawiłem Mszę św. w języku łacińskim. Przygotowane były teksty łacińsko-polskie dla ludzi, a zespół zadbał o śpiewy. Daliśmy też informacje do ogłoszeń duszpasterskich w niedzielę, że w najbliższą sobotę o godz. 20.00 zostanie odprawiona taka Msza. Nigdy w sobotę o tej godzinie w tej parafii żadnej Mszy św. nie było. Księża w parafii wieszczyli więc wielką porażkę. Tymczasem kościół był pełen ludzi i to w większości studentów uczelni niemuzycznych! Powiem więcej – bez przygotowania wczytywali się w teksty i dialogowali ze mną po łacinie. Czasem naprawdę więcej jest w nas obaw i lęków niż rzeczywistych powodów tychże.

Czyli potrzeba tylko odwagi?

– Oczywiście! Co przeszkadza włączyć do liturgii Mszy Świętej jakiś śpiew gregoriański, chociażby z repertuaru podanego w Śpiewniku kościelnym ks. Jana Siedleckiego? Śpiew gregoriański jest nie tylko własnym śpiewem Kościoła, nie tylko legł u podstaw wszelkiej muzyki europejskiej, ale dzisiaj, przez swą antyczność, odmienność, wokalność, modalność, ametryczność, jest śpiewem ponadczasowym, nieziemskim, innym niż wszystko, co nas otacza. Przez to idealnie nadaje się do odsyłania do rzeczywistości odmiennej od tej, w której na co dzień żyjemy. W kościele nie powinno być łomotu, jaki w dużej mierze towarzyszy przeciętnemu Polakowi w przestrzeni jego życia rodzinnego i zawodowego. Tak jak świątynia jest miejscem innym, bo wyłączonym z profanum, a czas spotkania liturgicznego jest czasem świętym, bo uobecnia Tajemnicę. Również święte obrzędy winna przenikać muzyka, która się do tego najbardziej nadaje, czyli śpiew gregoriański, lub ten, który jest w nim zakorzeniony, czyli muzyka polifoniczna, pieśni kościelne, muzyka instrumentalna.

Wspomniał Ksiądz o Śpiewniku kościelnym ks. Siedleckiego. To ważna pozycja, jeśli chodzi o muzykę liturgiczną.

– Śpiewnik kościelny ks. Jana Siedleckiego to dzieło wyjątkowe pod wieloma względami. Jest wydawany od 136 lat. Najbardziej do jego wysokiej pozycji przyczynił się ks. Wendelin Świerczek, który jako redaktor naczelny 13 wydań z lat 1928–1975 nadał temu wydawnictwu rangę opracowania krytycznego, rzetelnego, wzorcowego. Jego założenia metodologiczne zawarte w zwięzłych wprowadzeniach do kluczowych wydań (1928, 1959) winne być istotnym katalogiem wskazań dla każdego, kto bierze się za ułożenie jakiegokolwiek śpiewnika kościelnego. Jednak nigdy oficjalnie śpiewnik ten nie uzyskał aprobaty Episkopatu jako śpiewnik ogólnopolski, choć niewątpliwie taką funkcję spełnia od ponad 100 lat. Mam nadzieję, że doczekamy się w końcu swego rodzaju formalnego ukoronowania tego, co de facto od wielu lat i tak ma miejsce, czyli że Śpiewnik kościelny ks. J. Siedleckiego uzyska kiedyś aprobatę Episkopatu Polski. Świadom ogromnej odpowiedzialności, wraz z księżmi redaktorami, rozpocząłem w tym roku w październiku przygotowanie 41. wydania tego śpiewnika, które powinno się ukazać ok. 2015-2016 r. Mam nadzieję, że ono także spotka się z przychylnym przyjęciem wśród polskich katolików.

ks. dr Wojciech Kałamarz


nr 46/2012

piątek, 8 kwietnia 2016

abp Guido Pozzo: Zastrzeżenia Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X do soborowego nauczania nie stanowią przeszkody do prawnego i kanonicznego uznania Bractwa


Abp Guido Pozzo
Zastrzeżenia Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X do soborowego nauczania o relacjach państwo-Kościół, wolności religijnej, ekumenizmie i dialogu z religiami niechrześcijańskimi oraz do niektórych aspektów reformy liturgicznej nie stanowią przeszkody do prawnego i kanonicznego uznania Bractwa – powiedział w wywiadzie dla dziennika La Croix abp Guido Pozzo, sekretarz komisji Ecclesia Dei, która z ramienia Stolicy Apostolskiej prowadzi dialogiem z FSSPX.

Nawiązał on do niedawnej wizyty w Watykanie zwierzchnika Bractwa bp. Bernarda Fellaya i jego spotkania z Papieżem. Zaznaczył on, że Bractwo jest na drodze ku pełnemu pojednaniu. W tym, co dotyczy Soboru Watykańskiego II, dzięki rozmowom prowadzonym w ostatnich latach doszło do ważnych uściśleń. Sobór Watykański II może być zrozumiany prawidłowo jedynie w kontekście całej Tradycji Kościoła i jego niezmiennego nauczania. Prawdy wiary i nauczanie katolickie zawarte w soborowych dokumentach powinny być przyjęte w tej mierze, w jakiej jest to wymagane. Abp Pozzo wyraźnie odróżnia tu dogmaty od deklaracji zawierających wskazania dotyczące kwestii praktycznych i duszpasterskich. Odnosi się to zwłaszcza do deklaracji Nostra Aetate, która zainicjowała dialog z religiami niechrześcjańskimi. Wszystko to są kwestie, które nie stanowią przeszkody dla kanonicznego uznania Bractwa i będzie można nad nimi dyskutować również w przyszłości.

Od Bractwa Stolica Apostolska będzie się domagać uznania, że to jedynie nauczycielskiemu urzędowi Kościoła powierzony został depozyt wiary, aby przez niego był zachowywany, broniony i interpretowany. W deklaracji doktrynalnej, którą Bractwo będzie musiało zaakceptować, znajdują się ponadto trzy podstawowe elementy, które decydują o katolickości: wyznanie wiary, więź sakramentów i hierarchiczna jedność z Papieżem.

Źródło informacji: Radio Watykańskie / http://bdp.xportal.pl

Z księgarskiej półki: Fatima. Stuletnia tajemnica


Fatima. Stuletnia tajemnica. Nowoodkryte dokumenty 1915-1925 - Wincenty ŁaszewskiDlaczego Łucja słyszała wszystkie proroctwa, a Franciszek tylko niektóre? Jak wygląda piekło? Skąd możemy mieć pewność, że wszystko co czytamy o Fatimie to prawda, a nie zmyślone historie? Na te i inne pytania odpowiada książka, w której kompleksowo omówiono okoliczności objawień fatimskich, mających miejsce w 1914 r.

Dokumentacja, w której opisano objawienia liczy kilkanaście grubych tomów. Samych listów Siostry Łucji jest ponad dwa tysiące. Do tej pory nikt nie zadał sobie trudu ich całościowego zbadania i rzeczowej analizy. Były pomijane ze względu na to, że okazały się zbyt obszerne, aby omówić je w jednej książce. Wielu twierdziło także, że nie wnoszą nic istotnego do naszej wiedzy o tych niesamowitych wydarzeniach. Rzeczywiście, choćby pobieżne przejrzenie dokumentacji budziło dużo wątpliwości i nie pozwalało do końca odtworzyć przebiegu wydarzeń. Wiele zmieniło się po opublikowaniu fragmentów duchowego dzienniczka Siostry Łucji.

Po lekturze wszystkich dostępnych dokumentów równolegle z dzienniczkiem Siostry Łucji okazuje się, że nie stajemy przed naukową fortecą. Wystarczyło dokonać prostego, chociaż wymagającego dużej pracy zabiegu: przedstawienia wszystkich dokumentów mówiących o objawieniu z Fatimy i uzupełnienia ich stosownym komentarzem. Tego zadania podjął się autor niniejszej książki – dr Wincenty Łaszewski, międzynarodowy autorytet w dziedzinie objawień.

Zrozumienie objawień maryjnych jest drogą do radykalnej zmiany historii, także tej jednostkowej. Dla każdej wierzącej osoby lektura tych dokumentów stanie się medytacją, w której zachwyt podaje dłoń poczuciu pokoju, którego nic i nikt nie jest w stanie zabrać. Warto przy tym pamiętać, że Bóg wybrał sobie na proroków trójkę biednych dzieci, których prostota okazała się dla Niego ich największą cnotą. Opisywane w książce ich proste i szczere relacje niekiedy wywołują uśmiech na twarzy czytelnika.

Książka zawiera:
- relacje spisane przez siostrę Łucję i fragmenty jej duchowego dzienniczka,
- apele orędzia fatimskiego – zbiór odpowiedzi siostry Łucji na listy, kierowane do niej, kiedy przebywała w klasztorze w Coimbra,
- wywiady z wizjonerami z czasów wielkiego cudu.
Dokumentacja, jaka znajduje się w pieczy Sanktuarium, obejmuje kilkanaście tomów. Zapiski siostry Łucji weryfikowane w czasie procesu beatyfikacyjnego liczą 20 tysięcy stron.

ZAJRZYJ DO ŚRODKA

----------

AUDYCJA Z UDZIAŁEM AUTORA W RADIO WNET



----------


Wincenty Łaszewski

Fatima. Stuletnia tajemnica 
Nowoodkryte dokumenty 1915-1925

 Oprawa: miękka | Ilość stron: 320 | EAN: 9788380790339 | Cena detaliczna: 39.90 zł 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Miłosierdzie, uporządkowana cnota czy nieuregulowane uczucie?



Nauczanie Świętego Tomasza za Akwinu

Słowo „miłosierdzie” jest jednym z obecnie najbardziej nadużywanych wyrazów. Niewłaściwy użytek terminu, tak ściśle związanego z Bożą Mądrością i Dobrocią pociąga za sobą konsekwencje, które odbijają się nawet na sposobie rozumienia natury Boga. Z jednej strony należy się zgodzić, że miłosierdzie można rozumieć na wiele sposobów, z drugiej jednak strony jest ważne, by dokonać pewnych sprecyzowań, aby nie dochodziło do poważnych błędów w materii Wiary i moralności.

W tym krótkim artykule przyjrzymy się niektórym kapitalnym rozróżnieniom uczynionym przez Świętego Tomasza w Sumie Teologii; przeanalizujemy głównie kwestię, jak należy rozumieć pojęcie miłosierdzia u człowieka i pojęcie miłosierdzia u Pana Boga. Ustanowiwszy te rozróżnienia – pomocne w uniknięciu zarówno niebezpieczeństwa panteizmu, jak i tego związanego z nadmierną antropomorfizacją Boga – przyjrzymy się, podążając za Doktorem Anielskim, jakie są powody i warunki miłosierdzia wobec grzeszników.

Miłosierdzie jest cnotą „zgodną z rozumem”

Święty Tomasz rozprawia o miłosierdziu pod względem ściśle moralnym w Secunda Pars i, odwołując się do etymologii, wyjaśnia nam czym ono jest i jak należy je zdefiniować. Mówi się o miłosierdziu [misericordia], kiedy ktoś patrząc na cudze nieszczęście posiada w „osierdziu, czyli w sercu, litościwą miłość” [cor miserum], czy inaczej, ma serce «współczujące» [1]. Innymi słowy, serce mającego miłosierdzie identyfikuje się z tym, który jest w nieszczęściu i w swojej kolejności lituje się nad tym nieszczęściem. Jest to fakt smucenia się z tym, który jest smutny, identyfikowania się po części z będącym w nieszczęściu utożsamiając się z jego własnym pragnieniem ku dobru.

To poruszenie duszy jest w pewnej mierze czymś wrodzonym dla naszej natury; to znaczy, że Bóg w Swojej nieskończonej Mądrości stworzył człowieka obdarzonego uczuciami [passiones], które same w sobie przyczyniają się do doprowadzenia nas do celu ostatecznego. Na przykład, wobec oczywistej niesprawiedliwości można odczuć poruszenie gniewu, który może być święty i sprawiedliwy oraz może popchnąć do działania w celu ochrony prawdy lub tego, który jest niesprawiedliwie zaatakowany. Perfekcja Stworzenia przewidziała istotnie, aby dla duchowego i społecznego zwierzęcia jakim jest człowiek, istniały „reakcje” mające same w sobie na celu skłonienie stworzenia zmysłowego ku swojemu własnemu dobru oraz dobru innych; jednakże – głównie z powodu grzechu pierworodnego – uczucia [passiones] muszą być zawsze kierowane przez rozum, aby ze względu na swoje nieuregulowanie nie stały się powodem do grzechu.

Taki sam dyskurs dotyczy również miłosierdzia, które rodzi się wobec „niedoli” czy bólu bliźniego prawie że z naszych wnętrzności. Tak przedstawione miłosierdzie jest poruszeniem duszy, które Święty Tomasz nazywa „poruszeniem dążenia [appetitus] zmysłowego”. Święty teolog dodaje: „w tym przypadku miłosierdzie jest uczuciem [passio] a nie cnotą” [2]. Innymi słowy, nasza natura zmysłowa sprawia wywołanie „natychmiastowej reakcji” wobec nieszczęśliwej sytuacji bliźniego i jest to połączone z wewnętrznym poruszeniem w naszej duszy, aby ulżyć nieszczęśnikowi w takiej niedoli. Jest to pierwszy sposób mówienia o miłosierdziu, „najniższy poziom”, poziom uczucia [passio]. Jest to jeszcze domena „natychmiastowej reakcji” zakorzenionej w zmysłach, która potrzebuje – tak jak inne uczucia [passiones] – uporządkowania dokonywanego przez rozum.

Istnieje też inny sposób mówienia o miłosierdziu: to znaczy jako o poruszeniu dążenia [appetitus] regulowanego przez rozum. Odnosi się to do poruszenia duszy, przez które w sposób rozumny – a nie tylko uczuciowy – smucimy się z powodu bólu bliźniego. Takie poruszenie, przez które nasze serce staje się „nieszczęsne z nieszczęśnikami”, nie jest tylko krzykiem, zawołaniem czy uderzeniem serca, ale jest kierowane ono przez rozum i ukierunkowane na cel przez nasz intelekt. Odwołując się do autorytetu Świętego Augustyna Akwinata wyjaśnia, że poruszenie miłosierdzia jest cnotliwe, kiedy służy rozumowi, kiedy pozostaje w porządku i w dobru, oraz kiedy jest ono sfinalizowane na utrzymanie sprawiedliwości porządku Bożego[3]. Innymi słowy Święty Augustyn i Święty Tomasz jasno stwierdzają, iż celem miłosierdzia nie jest współczujący romantyzm, który obejmuje wszystko i wszystkich bez żadnego kryterium, niczym chorągiewka na wietrze, lecz jest to poruszenie wpisane przez Stworzyciela w naturę ludzką w konkretnym celu, którym w głównej mierze jest skłonienie ludzi do niesienia ulgi bliźniemu w nędzy, ażeby wkroczyć w sprawiedliwy porządek chciany przez Boga.

Nie przypadkiem Doktor Anielski idąc w ślad Arystotelesa stwierdził wcześniej, iż miłosierdzie jest intensywniejsze, gdy nieszczęśnik znajduje się w niedoli z powodów losowych, na przykład kiedy zło spotyka niespodziewanie kogoś, kto miał nadzieję na nadejście dobra; a miłosierdzie jest jeszcze silniejsze wobec nieszczęścia spotykającego osobę, która wybiera zawsze dobro. W tym przypadku jest ono intensywniejsze, gdyż ofiara jest całkowicie niewinna, jest to cierpienie sprawiedliwego i dlatego silniejsza jest „zachęta” do powrotu ku sprawiedliwemu porządkowi rzeczy [4].

Sprawiedliwość i miłosierdzie u Boga

Po zajęciu się kwestią „czym jest Miłość Boża”, Akwinata w kwestii 21 Prima Pars rozprawia o sprawiedliwości i miłosierdziu Boga, które są połączone w jednej kwestii. Oczywiście, nie tylko są one jednym u Boga, lecz są również zjednoczone w studium teologicznym, gdyż nie można zdefiniować jednego abstrahując od drugiego. Sprawiedliwość i miłosierdzie jaśnieją we wszystkich dziełach Boga [5].

Przed przejściem do odpowiedzi Świętego Tomasza dobrze jest zatrzymać się na pierwszej obiekcji artykułu pierwszego, ponieważ zawiera ona rozróżnienie przydatne do zrozumienia obecnego zamieszania wokół pojęcia miłosierdzia. Święty Tomasz posługując się swoją zwyczajową metodą zadawania „quaestio” stwierdza, iż miłosierdzie nie wydawałoby się należeć do Boga, gdyż jest ono rodzajem smutku. Biorąc pod uwagę, że u Boga nie ma miejsca na smutek, nie może być tym bardziej miejsca na miłosierdzie [6].

Będąc w trakcie rozprawiania o miłosierdziu u Boga, Doktor Wspólny postępuje wykluczając z miłosierdzia aspekt „bezpośredniego smutku”, który ludzie odczuwają widząc nieszczęście innych, czyli to „poruszenie serca”, które dotyka tylko zmysłową naturę człowieka, lecz nie niezmienną naturę Boga. Bóg nie „smuci się” z powodu nieszczęścia innych tak jak to następuje w przypadku naszej zmysłowej natury, działa On jednakże, aby usunąć przyczynę nieszczęścia i aby przynieść ulgę nieszczęśnikowi w swoim brzemieniu. U Boga więc nie ma nigdy tego nieładu, który w związku z miłosierdziem znaleźć można u człowieka; zatem Bóg nie lituje się nigdy w sposób nieuporządkowanie uczuciowy, lecz całe Jego działanie jest zawsze uporządkowane i sprawiedliwe. Człowiek mógłby smucić się i odczuwać ból, czyli mógłby być naprawdę ukierunkowany ku miłosierdziu (jako uczuciu [passio]) wobec fałszywego żebraka, który symuluje niedolę czy to dla błahych powodów, czy też dla nieuporządkowanej miłości wobec pozornego dobra wiodącego do potępienia wiecznego; dusza takiego człowieka mogłaby nawet odczuwać poważny i dysproporcjonalny niepokój wobec „nieszczęśliwej” sytuacji bliźniego. U Boga nie może być miejsca na podobny proces, nie ma podobnego „afektu” wynikającego z uczucia [passio], ale istnieje wyłącznie „efekt” – mówi Święty Tomasz – czyli istnieje tylko wola Boga do przyniesienia ulgi nieszczęśnikowi w potrzebie materialnej lub duchowej, zgodnie z porządkiem Swojej sprawiedliwości [7].

Ukazuje się więc, jak bezsensowne są teorie (często o podłożu panteistycznym), które chciałyby wprowadzić u Boga cierpienie i uczucie [passio], aby następnie podchodzić w sposób sentymentalny (jeśli nie w sposób otwarcie hedonistyczny) do samych rozporządzeń Mądrości Bożej co do miłosierdzia. Święty Tomasz tłumaczy klarownie, iż cnoty relatywne w odniesieniu do uczuć i ich uporządkowania można przypisać Bogu tylko poprzez metaforę, oraz że u Boga nie ma uczuć ani dążenia [appetitus] zmysłowego [8]; zatem nie ma u Niego nawet śladu poruszenia miłosierdzia, które nie byłoby w doskonałej harmonii z całością Swojego prawa.

Święty Tomasz mówi, iż „do Boga nie należy smucenie się z nieszczęścia innych, lecz fakt niesienia ulgi w takim nieszczęściu, owszem należy to do Niego w stopniu najwyższym” [9]. A to z tego powodu, że Bóg kochając samego siebie, kocha swoje stworzenia i porządek przez Siebie ustanowiony we wszystkim, co stworzył, kocha On każdego w całości porządku stworzonego oraz w nadprzyrodzonym porządku zbawienia, w konsekwencji działa tym samym dopełniając brak dobra w takim porządku. Hojność Boga wpisuje się w sprawiedliwość w tym sensie, że pragnie dać On stworzeniom to, do czego są one przeznaczone [10]. Bóg zatem ponad wszystko chce, aby stworzenia duchowe dostąpiły zbawienia poprzez łaskę. Pragnąc ich dobra nadprzyrodzonego, Bóg chce dopełnić przede wszystkim ten „brak”, który mógłby doprowadzić dusze do zatracenia. Tak więc miłosierdzie w najwyższym stopniu działa i najbardziej jaśnieje w nawróceniu grzesznika, gdzie brak porządku moralnego w jego życiu jest skorygowany – poprzez miłosierdzie Boże – na życie zgodne z wlaniem łaski i zbawieniem wiecznym. Jest to dzieło prawdziwie Boskie, mówi święty Augustyn, „większe niż stworzenie nieba i ziemi” [11].

Można nawet powiedzieć więcej: Bóg jest aż tak sprawiedliwy w Swoim miłosierdziu, że raz jeszcze zachowuje porządek przez Niego ustanowiony, gdyż jeśli rzeczywiście Bóg zechciał człowieka obdarzonego naturą duchową, tak więc wolną, to owszem, będzie On miłosierny, ale szanując wolność człowieka [12]. Kiedy na przykład Bóg nawraca grzesznika do nowego życia, zachowuje się trochę jak wierzyciel, który z jednej strony udziela dłużnikowi równowartość długu, a z drugiej strony sprawia, aby to dłużnik zdobył to wszystko, co niezbędne jest do wypełnienia długu (a nawet więcej), samemu użyczając mu wszystkich potrzebnych do tego środków. W tym porządku sprawiedliwości i miłosierdzia jest zatem również niezbędne, ażeby wolne stworzenie zgodne było z miłosierdziem poprzez wolne i konkretne czyny. Miłosierdzie posiada więc aspekt łaskawości oraz aspekt związany z zasługą.

Lecz istnieją również ci, którzy nie zasługują na miłosierdzie, czy raczej ci, którzy już nie zasługują na nie w porządku zbawienia, tak jak Judasz Iskariota, który na zawsze stracił Niebo. Jakkolwiek miłosierdzie Boże dociera aż do piekła, gdzie wieczne kary potępionych nie są tak poważne, jakby na to zasługiwali według ścisłej sprawiedliwości [13].

„Wszystkie ścieżki Pana są miłosierdziem i prawdą” mówi Psalmista (24, 10). Nie może być inaczej, każde dzieło Boże postępuje zgodnie z porządkiem i proporcją Jego Mądrości i Dobroci. W każdym dziele Bożym siłą rzeczy musi być sprawiedliwość, tak jak w każdym dziele Bożym musi być miłosierdzie [14]; „w każdym dziele Bożym objawia się miłosierdzie jako pierwsze źródło” [15], i jest tak w przypadku nawrócenia Magdy Magdaleny, tak jak i w przypadku wiecznej kary Judasza.

Miłosierdzie dla grzesznika

Jeśli pojęło się wyjaśnienie Świętego Tomasza to można zrozumieć, że grzesznik nie może poruszyć Boga do czynienia miłosierdzia, o ile narusza on dobrowolnie sprawiedliwość Bożą, lecz tylko ze względu na doznawaną karę. Bóg czyni miłosierdzie właśnie dla tego aspektu nieszczęścia, czyli dla niedoli doczesnej i duchowej – które są karami – a nie, rzecz jasna, ze względu na zło grzesznika, którym, wręcz przeciwnie, należy gardzić. Współczesna mentalność, włączając w to mentalność pewnych pasterzy, jest tak nasycona prymatem immanencji, że przenosi się nawet omawiane nieuporządkowane uczucie [passio] miłosierdzia do intelektu i woli Bożej. Nieuporządkowane uczucie miłosierdzia, które to – będąc z dala od jakiejkolwiek prawdy czy jakiegokolwiek kryterium – hipokrycko „rozczula się” nad zatwardziałością w grzechu, prawie że do niej zachęcając. A dzieje się to dokładnie tam, gdzie Ewangelia wręcz przeciwnie głosi – ponieważ jest miłosierna – stanowczość i niezmienność postanowienia Bożego.

A zatem imitując Boga nie można nigdy litować się nad grzesznikiem poprzez wspieranie go w złu. Można jednakże odczuwać miłosierdzie wobec tego co on znosi, na przykład wobec kar związanych z grzechem, wobec ataków demona któremu się on poddał, wobec słabości i ułomności wynikających z grzechu pierworodnego czy też wobec braków i przewinień pasterzy, którzy go nie upomnieli i pozwolili mu upaść w grzechu, oraz pozostawiających grzeszników „jak owce nie mające pasterza” (Mt, 9, 36) [16].

Wspólnota Świętego Grzegorza Wielkiego


[1] S. Th., IIa IIae, q. 30, a. 1, c. : „dicitur enim misericordia ex eo quod aliquis habet miserum cor super miseria alterius”.
[2] Ibidem, a. 3 c. : „dicendum quod misericordia importat dolorem de miseria aliena. Iste autem dolor potest nominare, uno quidem modo, motum appetitus sensitivi. Et secundum hoc misericordia passio est, et non virtus”.
[3] Ibidem : „iste motus animi, scilicet misericordia, servit rationi quando ita praebetur misericordia ut iustitia conservetur : sive cum indigenti tribuitur, sive cum ignoscitur penitenti”. Patrz również: Ia IIae, q. 59, a.1, ad 3.
[4] S.Th., IIa IIae, q. 30, a. 1, c.
[5] S.Th., Ia, q. 21, a. 4.
[6] S. Th., Ia, q. 21, a. 3, arg. 1.
[7] S.Th., Ia, q. 21, a. 3, c.
[8] S. Th., Ia, q. 21, a. 1, ad 1.
[9] Ibidem, a. 3, c.: „Tristari ergo de miseria alterius non competit Deo: sed repellere miseriam alterius, hoc maxime ei competit”.
[10] Ibidem, a.1, ad 3.
[11] S.Th., IIIa, q. 43, a. 4, ad 2.
[12] S. Th., Ia IIae, q. 113, a. 3, c.: „Unde et homines ad iustitiam movet secundum conditionem naturae humanae. Homo autem secundum propriam naturam habet quod sit liberi arbitrii. Et ideo in eo qui habet usum liberi arbitrii, non fit motio a Deo ad iustitiam absque motu liberi arbitri”.
[13] S. Th., Ia, q. 21, a. 4, ad 1.
[14] Ibidem, a. 4, c.
[15] Ibidem.
[16] S. Th., IIa IIae, q. 30, a.1, ad 1.

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.