_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dialog międzyreligijny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dialog międzyreligijny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 grudnia 2014

ks. Franciszek Knittel FSSPX: Czy chrześcijanie, żydzi i muzułmanie wierzą w tego samego Boga?


«My, chrześcijanie i muzułmanie, mamy wiele rzeczy wspólnych, tak jako ludzie wierzący, jak i jako istoty ludzkie (...) Wierzymy w tego samego Boga, w Boga żywego, w Boga, który stworzył świat i doprowadza swe stworzenia do ich doskonałości» (1).

Słowa te wypowiedział do młodych Marokańczyków Jan Paweł II w sierpniu 1985 r. Powtórzył w ten sposób jedynie to, co powiedział do wspólnoty żydowskiej w Mainz o dialogu chrześcijańsko-żydowskim:
Przede wszystkim jest kwestia dialogu pomiędzy dwiema religiami, które – razem z islamem – były w stanie dać światu wiarę w jednego niewysłowionego Boga, który przemawia do nas i któremu pragniemy służyć w imieniu całego świata.
Słuchając słów papieża, można by sądzić, że chrześcijaństwo, judaizm i islam czczą tego samego Boga. Czy możemy wyprowadzić z tego wniosek, że wszystkie religie oddają cześć temu samemu Bogu? Praktyka międzywyznaniowych spotkań modlitewnych w intencji pokoju (takich jak spotkanie w Asyżu w 1986 r.) zdawałaby się sprzyjać takiej interpretacji. Bez wątpienia ta doktryna, wspierana przez wspomniane wyżej praktyki, wydaje się pociągająca dla wielu współczesnych ludzi. Czy jednak jest zgodna ze zdrowym rozsądkiem oraz zasadami wiary katolickiej? (...)

Zdrowy rozsądek

Pragnienie osiągnięcia jedności oraz zakończenia niekończącej się walki pomiędzy prawdą a błędami popycha wielu współczesnych do stworzenia własnej, odpowiadającej im koncepcji prawdy. Wedle tej koncepcji nikt nie posiada całej prawdy, wszyscy posiadamy jedynie różne jej elementy. W sferze religii wyraża się to w sposób następujący: wszystkie religie mówią nam o Bogu, jednak z różnych i wzajemnie się uzupełniających punktów widzenia.

Twierdzenie takie byłoby jednak pogwałceniem podstawowych praw logiki, gdyż albo prawdy te są częściowe, niesprzeczne i uzupełniające się wzajemnie, a w rezultacie dają nam bardziej dogłębne poznanie rzeczywistości – albo też są ze sobą sprzeczne, a wówczas jedna z nich jest fałszywa.

Dwa twierdzenia dotyczące tego samego przedmiotu, ujmujące go z dwóch różnych punktów widzenia, mogą być równocześnie prawdziwe. I przeciwnie, dwa diametralnie sprzeczne twierdzenia dotyczące tego samego przedmiotu i ujmujące rzecz z tego samego punktu widzenia nie mogą być równocześnie prawdziwe: jedno z nich jest z pewnością fałszem.

Weźmy konkretny przykład. Jeśli powiem, że mój samochód jest niebieski, a osoba, z którą rozmawiam, doda, że to cadillac, obaj możemy mieć rację. Jeśli jednak będę twierdzić, że mój samochód jest niebieski, a kto inny będzie temu zaprzeczał, jeden z nas z pewnością będzie się mylił.

Religie w ogólności

Co jednak widzimy w przypadku religii? Są one wzajemnie sprzeczne w najbardziej zasadniczych punktach swych doktryn. O. Garrigou-Lagrange poczynił następującą, bardzo prostą obserwację:
Pomiędzy różnymi religiami istnieją liczne sprzeczności i przeciwieństwa. 
Odnośnie do prawd, w które należy wierzyć: pomiędzy politeizmem, panteizmem i monoteizmem; widzimy też, że chrześcijaństwo wyznaje Bóstwo Jezusa Chrystusa, które jest negowane przez judaizm i islam; również nieomylność Kościoła jest uznawana przez katolików, a odrzucana przez protestantów. 
Odnośnie do zasad moralnych: w jednych religiach dopuszcza się poligamię i rozwody, w innych są zakazane – a przecież nie mogą być one (...) równocześnie dozwolone i niedozwolone. 
Odnośnie do kultu: niektóre są czyste i uczciwe, inne same w sobie nieludzkie i bezwstydne. Absurdem byłoby twierdzić, że Bóg może traktować na równi wszystkie religie. Podczas gdy jedna naucza prawdy, inne nauczają kłamstwa; jedna prowadzi do dobra, inne wiodą do zła. Byłoby to równoznaczne z twierdzeniem, że Bóg jest obojętny wobec dobra i zła, wobec tego, co jest uczciwe i bezwstydne (2).
Zwykła refleksja i zdrowy rozsądek dowodzą, że religie mają fundamentalne dogmaty, które są ze sobą sprzeczne. Skoncentrujmy się w tym miejscu na islamie i judaizmie.

Islam

Czego naucza islam w kwestii fundamentalnych prawd wiary katolickiej? (3).

Trójca Święta:
Zaprawdę, ci są niewiernymi, którzy powiadają: „Allach, On jest Mesjaszem, synem Marii” (4).
Nie powiadajcie: „Jest ich troje”. Odstąpcie od tego, tak bowiem będzie dla was lepiej. Zaprawdę, Allach jest Jedynym Bogiem. On jest Święty, daleki od posiadania syna (5).
Wcielenie:
Zaprawdę, sprawa Jezusa w związku z Allachem podobna jest do sprawy Adama. Pan stworzył go z pyłu, a potem powiedział do niego: „Bądź”, a ten stał się (6). 
I powiadają: „Miłosierny Bóg wziął sobie syna”. (...) Niechybnie wypowiedzieliście rzecz najbardziej ohydną. (...) Albowiem przypisują syna Bogu Miłosiernemu (7).
Ukrzyżowanie i odkupienie:
Powiadali: „Zabiliśmy Mesjasza, Jezusa, syna Marii, Posłańca od Allacha”, podczas gdy nie zabili go ani nie spowodowali jego śmierci na krzyżu, on bowiem tak tylko wyglądał jak ktoś ukrzyżowany; ci, którzy mają w tym względzie różne zdania, są z pewnością w stanie zwątpienia co do tego; nie posiadają o tym pewnej wiedzy, lecz tylko słuchają domysłów, a nie zdobyli w tej sprawie pewności (8).
Wszystkie te tezy są sprzeczne z wiarą katolicką. W jaki sposób mogłyby nas prowadzić do oddawania czci jednemu i temu samemu Bogu? Podkreśla to prof. Roger Arnaldez, kiedy pisząc o monoteizmie, stwierdza:
Terminem monoteizmu objęliśmy wszystko. Wielu ludzi wierzy w to, że jest tylko jeden Bóg. Zasadnicze pytanie (...) brzmi jednak: kto jest tym Bogiem. W tym momencie monoteizm pęka i znaczy jedynie tyle, co etykietka, która w istocie nic nie wyraża.
Przyjmijmy, że człowiek jest przekonany, iż blok skalny jest jedynym Bogiem i kieruje do niego swe modlitwy. Dlaczego mielibyśmy odmawiać mu prawa do miana monoteisty? A co z deistami? Chrześcijańscy teologowie zawsze uważali ich za wrogów, a jednak wierzą oni w jednego Boga: Voltaire był monoteistą.
Powiecie mi jednak, że atakował on doktrynę chrześcijańską: podobnie czyni Koran, odrzucający trzy najbardziej podstawowe tajemnice chrześcijaństwa: Trójcę Świętą, wcielenie oraz odkupienie (9).
Odnosząc się w sposób bardziej konkretny do islamu, ten sam autor pisze dalej:
Jest oczywiste, że jeśli Bóg jest jeden, ale nie trójjedyny, błędem jest wyznawać wiarę w Trójcę: jeśli jednak przeciwnie, jest On równocześnie jeden i trójjedyny, błędem jest twierdzić, że jest jeden, a nie trójjedyny. Logika nie dopuszcza, by Bóg jeden i trójjedyny był identyczny z Bogiem nietrójjedynym. Jednak Koran, „Słowo Boże”, neguje Trójcę. Bóg, który neguje Trójcę, nie może być tożsamy z Bogiem, który sam jest Trójcą (10).
Musimy więc wyciągnąć z tego wniosek, że to, w co każe wierzyć islam, nie jest identyczne z wiarą katolicką. Obiektywnie mówiąc, katolicy nie wierzą w tego samego Boga, co muzułmanie.

Judaizm

A co z judaizmem? Prawdą jest, że starotestamentowy judaizm przygotował świat na przyjście Chrystusa. W tym właśnie celu Bóg chronił lud Izraela przed politeizmem i zachował go w monoteizmie. Jednak Ewangelia objawia nam, że w Bogu istnieją nieoczekiwane bogactwa: troistość Osób. Tajemnica Trójcy Świętej stanowi zamierzone przez Boga rozwinięcie i realizację tajemnicy Jego jedności. Konsekwentnie musimy powiedzieć, że Bóg Starego Przymierza i Bóg w Trójcy Nowego Przymierza to jedna i ta sama rzeczywistość.

Można by podnosić obiekcję, że Bóg, który objawił się synom Izraela, nie dał się poznać jako Trójca. To prawda, jednak przez ten fakt nie przestaje On być Bogiem chrześcijan, po pierwsze dlatego, że Biblia, w odróżnieniu od Koranu,
nie naucza, że Bóg nie jest Trójcą; a po wtóre dlatego, że objawienie zawarte w Biblii, poprzez łatwo zauważalną pedagogikę biblijną, zyskuje ostateczne wypełnienie w objawieniu chrześcijańskim (11).
Bóg, do którego modlą się dziś żydzi, to Bóg, który jest jeden, ale też przede wszystkim Bóg antytrynitarny. Zaprawdę, jeśli dogmat katolicki definiuje tajemnicę Trójcy Świętej jako „tajemnicę jednego Boga w trzech równych i różnych osobach”, żydzi mogliby sformułować swą naukę o Bogu następująco: „tajemnica jednego Boga w jednej osobie”. Tak więc: jedna czy trzy osoby? W rzeczywistości te dwie nauki są ze sobą nie do pogodzenia.

Sprzeczność między chrześcijaństwem a judaizmem dotyczy zwłaszcza osoby naszego Pana Jezusa Chrystusa. Czy jest On Synem Bożym i Bogiem? „Tak” – odpowiadają katolicy. „Nie” – twierdzą żydzi. Tak więc: czy jest On Bogiem, czy nie? Musimy wybrać: te dwa twierdzenia nie mogą być równocześnie prawdziwe (12).

Sprzeciw wobec osoby Chrystusa Pana jest odczuwalny wyraźnie przez samych Żydów. Albert Mammi, Żyd z Tunezji, pisał w 1962 r.:
Czy chrześcijanie zawsze zdają sobie sprawę, co może oznaczać dla Żydów imię ich Boga, Jezusa? Dla Żyda, który nigdy nie przestał wierzyć i praktykować swej własnej religii, chrześcijaństwo jest największą teologiczną i metafizyczną uzurpacją w historii; jest bluźnierstwem, duchowym zgorszeniem, przewrotem.
Dla każdego Żyda, nawet ateisty, imię Jezusa jest symbolem niebezpieczeństwa, tego największego niebezpieczeństwa, jakie wisiało nad ich głowami przez wieki i które mogło doprowadzić do katastrof, których (...) nie potrafili powstrzymać. Imię to jest częścią i elementem absurdalnych i szalonych oskarżeń o potworne okrucieństwo, które uczyniło ich życie społeczne trudnym do zniesienia. Imię to stało się w końcu dla nich jednym ze znaków, jednym z symboli wielkiej machiny, która otacza ich, potępia i wyklucza.
Niech nasi chrześcijańscy przyjaciele wybaczą mi, aby jednak lepiej zrozumieli o co mi chodzi i by posłużyć się ich własnym językiem, powiedziałbym, że dla Żydów ich [chrześcijan] Bóg jest diabłem, jeśli, jak twierdzą, diabeł jest symbolem i streszczeniem wszystkiego, co na tym świecie złe, jest zarazem wszechmocny i niesprawiedliwy, niepojęty i niezmordowanie starający się zmiażdżyć zdziczałe istoty ludzkie (13).
Również reakcja matki Edyty Stein na nawrócenie córki na katolicyzm była symptomatyczna dla stosunku dzisiejszych żydów do Jezusa Chrystusa: „Nie mam nic przeciwko niemu. (...) Mógł być dobrym człowiekiem. (...) Dlaczego jednak czynił się podobnym Bogu?” (14).

Odrzucenie Bóstwa Chrystusa jest spoiwem, wiążącym dzisiejszych Żydów z tymi, którzy skazali Mesjasza na śmierć:
Dla każdego, kto czyta Ewangelię, jest jasne, że Jezus został potępiony przez Sanhedryn z pobudek religijnych: został oskarżony o bluźnierstwo. Człowiek, który głosi sam siebie Mesjaszem i Synem Bożym, nie będąc nim w rzeczywistości, jest bluźniercą zasługującym na śmierć. Obecnie dalsze pokolenia Żydów zaprzeczają, że Jezus jest Mesjaszem i Synem Bożym. W ten sposób logicznie podpisują się pod wyrokiem wydanym przez Sanhedryn, nawet jeśli w rzeczywistości nie wygłaszają wyroku śmierci i najczęściej nie myślą o tym (15).
Musimy zatem wyciągnąć wniosek, że Bóg czczony przez katolików oraz ten, któremu oddają dziś cześć wyznawcy judaizmu, nie jest jednym i tym samym Bogiem.

Poznanie Boga: kompletne czy częściowe?

Powróćmy w tym miejscu do dominującego obecnie przeświadczenia, wedle którego wszystkie religie mówią nam o Bogu, jednak z różnych i wzajemnie się uzupełniających punktów widzenia. Pytanie brzmi: czy możemy posiadać częściowe poznanie Boga?

Św. Tomasz odpowiada negatywnie, argumentując, że częściowy błąd w poznaniu rzeczywistości tak prostej jak Bóg nie jest w ogóle poznaniem:
Jeśli posiadają oni [poganie] pewne spekulatywne poznanie Boga, jest ono zmieszane z wieloma błędami: niektórzy odmawiają Mu Opatrzności nad wszystkimi rzeczami, inni czynią Go duszą świata, jeszcze inni nadal oddają cześć równocześnie wielu bóstwom. Z tego powodu mówimy, że nie znają oni Boga.
O ile złożone rzeczywistości mogą być częściowo poznane, a częściowo nieznane, również przeciwnie: byty proste nie są znane tak długo, jak nie są one poznane całkowicie. Stąd też, jeśli ktoś błądzi, choćby w niewielkim zakresie, w swym poznaniu Boga, mówi się o nim, że nie zna Go wcale (16).
Nie wiedząc kim jest Bóg, ci, którzy Go nie znają, nie mogą oddawać Mu czci. Twierdzenie, wedle którego wszystkie religie czczą tego samego Boga, sprzeczne jest nawet ze zdrowym rozsądkiem, wspólnym wszystkim ludziom. Co więcej, dla katolików twierdzenie to jest bluźnierstwem, ponieważ jest równoznaczne z uznaniem Chrystusa za uzurpatora, a Jego nauk za kłamstwa.

Wiara katolicka

Zwracając się do katolików, musimy zmienić metodę argumentacji. Aby nasza argumentacja była skuteczna, musi opierać się na wspólnych zasadach: na samym rozumie, kiedy dyskutujemy z poganami, na Starym Testamencie w dyskursach z żydami, na całej Biblii, jeśli rozmawiamy w heretykami, schizmatykami lub katolikami (17).

Co więc czytają katolicy w Nowym Testamencie? Całe nauczanie Chrystusa kładzie nacisk na konieczność naśladowania Go w drodze do Ojca. Znajomość Jezusa Chrystusa i posłuszeństwo Jego nakazom nie są opcjonalne: mają znaczenie zasadnicze. Poniższe cytaty nie wymagają komentarza:

„Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14, 6).

„Ja jestem bramą” (J 10, 7).

„Ja jestem dobrym pasterzem” (J 10, 14).

„Ja jestem światłością świata” (J 8, 12).

„Ten, kto wierzy w Syna, nie umrze, ale ma życie wieczne” (J 3, 16).

„Jeśli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach waszych” (J 8, 24).

„Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał” (J 5, 23).

„Kto nie jest ze mną, przeciwko mnie jest” (Mt 12, 30).

„Ponieważ nie dano pod niebem ludziom żadnego innego imienia, w którym mogliby być zbawieni” (Dz 4, 12).

„Kto nie ma Syna, nie ma i Ojca. Kto wyznaje Syna, ma i Ojca” (1 J 2, 23).

Jak katolicy czytający te słowa mogą wierzyć, że wszystkie religie czczą tego samego Boga, skoro inne religie negują jedynego Pośrednika pomiędzy ludźmi a Bogiem, Jezusa Chrystusa? Jak bardzo stracili wiarę ci „katolicy”, którzy nie wierzą już w słowa Chrystusa!

Obiekcje

Czy jednak nie moglibyśmy traktować fałszywych religii jako kolejnych stadiów, pozwalających przejść stopniowo od prawd częściowych do prawdy całkowitej?

Z pewnością każdy błąd zawiera w sobie element prawdy. Strzeżmy się jednak tej iluzji, o której pisał o. Garriou-Lagrange OP: „W doktrynie całościowo fałszywej prawda nie jest duszą doktryny, ale niewolnicą błędu” (18). A Ludwik Jugnet, wykładowca filozofii, dodaje:
Katoliccy teologowie wcale nie negują, że pewne prawdy można odnaleźć w protestantyzmie, judaizmie czy braminizmie. Nie o to jednak chodzi; rzecz w tym, czy są one w obrębie tych sprzecznych ze sobą doktryn wolne i – że tak powiem „u siebie”. Zauważamy, że prawdy te grają w nich rolę jedynie fragmentaryczną i niepełną. Otoczone są oczywistymi błędami, które wypaczają je i zniekształcają ich prawdziwe znaczenie – tym więc, co dominuje w fałszywej doktrynie i co powoduje, że może mieć ona naprawdę katastrofalne konsekwencje, jest duch błędu i negacji. 
Na przykład judaizm i islam zawsze podkreślają jedność Boga (co jest prawdą), czynią to jednak celowo i jednostronnie, aby zakwestionować dogmat o Trójcy Św. Luter podkreślał fakt, że sama tylko łaska usprawiedliwia – i formuła ta jest zasadniczo prawdziwa; dla niego jednak wykluczała ona katolicką ekonomię sakramentów etc. Podobnie Kant rozumiał, że poznanie jest aktem, postrzegał jednak to działanie jako ślepe, twórcze i niezdolne do osiągnięcia istoty rzeczy. Marks dostrzegał rolę faktów ekonomicznych, zbyt często ignorowanych, nadał im jednak wymiar nadmierny i wyłączny, etc.
W tych systemach nie wszystko jest fałszywe, jednak duch błędu zatruwa całość. Prawdy częściowe mogą być akceptowane i przyswajane jedynie pod warunkiem, że zostaną odseparowane od błędnych doktryn (musi więc najpierw nastąpić krytyka błędu) oraz „ochrzczone” i przedstawione we właściwej perspektywie (19).
Czy nie byłoby jednak lepiej pozostawić niekatolików w stanie nieprzezwyciężalnej ignorancji? To wystarczyłoby do ich zbawienia, ponieważ taką ignorancję traktuje się jako niezawinioną. Dopiero gdyby poznali prawdziwą religię i odrzucili ją, akt ten stanowiłby o ich winie i doprowadziłby do ich potępienia.

Postawa taka nie miałaby jednak charakteru nadprzyrodzonego i nie wyrażałaby szacunku dla umysłu ludzkiego, stworzonego, by poznać i ukochać Boga. Musimy też pamiętać, że granica między ignorancją zawinioną a niezawinioną w przypadku każdego człowieka jest tajemnicą Boga. Jak moglibyśmy grać w ruletkę o wieczne zbawienie naszych bliźnich? Ignorowalibyśmy wówczas usilną radę Piusa XII skierowaną do tych, którzy nie są jeszcze widzialnymi członkami Kościoła. Przynaglał ich on, by
dążyli do wydobycia się ze stanu, w którym pewności o swym własnym zbawieniu wiecznym mieć nie mogą. Albowiem, chociaż pewne nieświadome pragnienia i tęsknoty pociągają ich ku Mistycznemu Ciału Odkupiciela, to jednak pozbawieni są przebogatych darów i pomocy niebieskich, których zażywać można wyłącznie tylko w Kościele katolickim (20).
Wnioski

Pozostawianie katolików i niekatolików w przekonaniu, że czczą tego samego Boga, jest błędem przeciwko rozumowi oraz grzechem przeciw wierze katolickiej. Stanowi brak miłości wobec tych, którzy zeszli z drogi prawdy – utwierdza ich w błędach. Jest też brakiem miłości wobec katolików, ponieważ naraża ich na niebezpieczeństwo utraty wiary.

Co więc powinniśmy czynić? – Doktryna katolicka uczy nas, że podstawowy obowiązek miłości bliźniego nie polega na tolerowaniu fałszywych idei, niezależnie od tego, jak szczere by były, ani na teoretycznej czy praktycznej obojętności na błędy i wady, w jakich widzimy uwikłanych naszych braci... Co więcej, sam Chrystus Pan, tak pełen dobroci wobec grzeszników, którzy zbłądzili, nie wyrażał szacunku wobec ich fałszywych przekonań, niezależnie od tego, jak bardzo szczere mogły się one wydawać. Kochał ich wszystkich, pouczał ich jednak, aby ich nawrócić i zbawić (21). 

Tłumaczył Tomasz Maszczyk.

PRZYPISY:

(1) Jan Paweł II podczas spotkania z młodymi muzułmanami na stadionie w Casablance, 19 sierpnia 1985.
(2) R. Garrigou-Lagrange OP, De revelatione, Paris 1921, t. II, s. 437.
(3) Por. „SiSiNoNo” nr 326, czerwiec 1992, s. 1–7.
(4) Koran 5, 73.
(5) Koran 4, 171.
(6) Koran 3, 59.
(7) Koran 19, 90–91.
(8) Koran 4, 157.
(9) R. Arnaldez, Réflexion sur le Dieu du Coran du point de vue de la logique formelle, Versailles 1997, s. 130–131.
(10) Ibid., s. 132.
(11) Ibid.
(12) Por. „SiSiNoNo” nr 319, listopad 1991, s. 1–5.
(13) A. Memmi, Portrait d’un Juif, 1962.
(14) J. Bouflet, Edith Stein, philosophe crucifiée, Paris 1998, s. 208.
(15) A. Santogrossi, L’Evangile prêché à Israël, Clovis 2002, s. 48.
(16) Św. Tomasz z Akwinu, Super Joannem nr 2265.
(17) „Niektórzy z nich, jak muzułmanie i poganie, nie zgadzają się z nami w kwestii uznawania autorytetu ksiąg Pisma św., za pomocą których moglibyśmy ich przekonywać, gdyż możemy dyskutować z żydami w oparciu o Stary Testament, a z heretykami o Nowy. Ci jednak [muzułmanie i poganie] nie przyjmują żadnych z tych argumentów” (św. Tomasz z Akwinu, Summa contra gentiles, I, 2).
(18) R. Garrigou-Lagrange OP, De revelatione, t. II, s. 436.
(19) Za „SiSiNoNo” nr 283, czerwiec 1988, s. 8.
(20) Pius XII, enc. Mystici Corporis, 29 czerwca 1943, § 103.
(21) Św. Pius X, Notre charge apostolique, 25 sierpnia 1910.

Żródło informacji: ZAWSZE WIERNI

piątek, 27 grudnia 2013

Do czego prowadzi dialog Kościoła z Hinduizem


Autor: Lawrence D'Souza - był klerykiem w seminarium w Bombaju.


"Przyjdzie bowiem czas gdy zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich pożądliwości zgromadzą sobie nauczycieli — mając uszy chciwe pochlebstwa i od prawdy sluch z pewnością odwrócą, a obrócą się ku baśniom" 
(2 Tym 4, 3)
 
Mając na celu wprowadzenie w życie owych (określonych przez Konferencję Katolickich Księży Azji - przyp. tłum.) zasad ekumenizmu, proponuje się zmiany mające usunąć wszelkie przejawy tryumfalizmu czy wyższości ducha, katolickiego w stosunku do innych religii. Przedsięwzięto m.in.:
  1. Włączanie hinduskich wartości i zwyczajów do praktyk kościelnych oraz aktywne i częste uczestnictwo w hinduskich festiwalach (religijnych - przyp. tłum.).
  2. Zachęcanie „małych wspólnot «chrześcijańskich»" (SCC) do angażowania się w inicjowanie i rozwój „małych wspólnot «ludzkich»", by włączać wszystkie religie do Kościoła.
  3. Promowanie dialogu międzyreligijnego w teologii i duchowości.
  4. Stosowanie praktyk ta kich jak joga, wipasana, medytacja transcendentalna, reiki, czy uzdrawianie pranie, jako pomocnych w osiągnięciu zdrowia duchowego  i  fizycznego, a także recytacja chrześcijańskich mantr.
  5. Badanie  „ziaren  Słowa" obecnych w pismach niechrześcijańskich i hinduskich sagach autorstwa Tukarama, Tulsidasa, Surdasa etc.
Powinno się w tym miejscu wspomnieć Jesuit Agenda (...) stwierdzającą: „Dzisiaj Pan nie dałby tak tryumfalistycznych poleceń, jakie podał w Mt 28, 19-2O, powiedziałby raczej: "Dzielcie się Dobrą Nowiną w nieustannym, pełnym miłości i pokory dialogu z ubogimi Indii, z ich lokalną kulturą i tradycjami religijnymi, żyjcie jak Ja pośród waszych bliźnich z innych wyznań, byście mogli osiągnąć wzajemne ubogacenie i czynić moje dzieła mocą mojej łaski»".

Tak więc odtąd żadnego nawracania, żadnych chrztów - wszyscy są zbawieni. Koniec z potępieniami!

Ta rewolucja inkulturacji czy też hinduizacji zainicjowana została w latach 70. przez jezuitę, - o. Amalorpavadasa, młodszego brata kardynała Lourduswamiego z watykańskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego. Zbudował on w Bangalore Centrum Inkulturacji znane jako NBCLC (Narodowe Centrum Katechetyczne i Liturgiczne), posiadające świątynię z symbolami wszystkich religii wyrytymi na drzwiach. Do ośrodka tego przyjeżdżają świeccy, często sponsorowani przez diecezje i parafie, na swoiste „pranie mózgu", poganizując się i wchłaniając truciznę „Mszy w rycie hinduskim", sfabrykowanym przez o. Amalorpavadasa (...) Owa „Msza w rycie hinduskim" stanowi dalej jeszcze idącą aberrację „ohydy spustoszenia", jaką jest Novus Ordo Missae Pawia VI.

O. Amalorpavadas jako pierwszy stworzył „ryt hinduski" poprzez włączenie do liturgii wszystkich hinduistycznych i braministycznych obrzędów, łącznie ze śpiewem mantr z wed i upaniszad. Obejmuje to również czytania ze świętych ksiąg hinduizmu, takich jak Bhagavadgita. Słowa konsekracji ewoluują i zmieniają się stosownie do „kreatywności" celebransa. Msza odprawiana jest przez kapłana, który przykuca na ziemi przed małym stołem otoczonym lampkami. Szaty kapłańskie zarzucono zupełnie, celebrans występuje w świeckim ubraniu przystrojony w szafranowy szal z literami OM w centrum. Wszystkie mantry i modlitwy w tej odrażającej „Mszy" zaczynają się od OM. Na czole kapłana i wiernych znajduje się tilak. Aarti (rytuał polegający na zataczaniu kolistych ruchów tacką, z kadzidełkami) wykonuje się nad brązowym naczyniem, liśćmi i orzechem kokosowym (symbolizuje to trzy bóstwa: Siwe, Ganeśa i Parvati - hinduskie bożyszcze płodności). Jako wytłumaczenie podaje się, że jest to symbol powitania. Mantry wzywające Siwe i Wisznu odnosi się, oczywiście całkowicie fałszywie, do Chrystusa Pana.

"Ryt hinduski" nie uzyskał jeszcze aprobaty Rzymu, niemniej praktykowany jest szeroko w seminariach, klasztorach i stopniowo wprowadzany do wielu parafii. Podczas świąt parafialnych oraz w niedziele Msze zaczynają się procesjami, na czele których idą dziewczęta lub kobiety tańczące Bharatnatyam przy klasycznych hinduskich melodiach (widzieliśmy to podczas Mszy papieskiej z okazji beatyfikacji matki Teresy). Bhajany (poetyckie pieśni Mirabai) i pieśni aarty śpiewane są przed Najświętszym Sakramentem.

W jednej z parafii Bombaju podczas Wielkanocy Komitet Liturgiczny zaaprobował użycie krowiej uryny podczas Asperges (podobnie jak to jest czynione w hinduistycznych obrzędach oczyszczenia).

Seminarzyści wysyłani są do aśramów („klasztorów") hinduistyczno-chrześcijańskich, gdzie żyją, wchłaniając elementy hinduskiego kultu i medytacji. Zabierani są również co pewien czas przez swoich przełożonych na tzw. odwiedziny świątyni, przy czym wszelki opór łamany jest przez metody wywierania nacisku, takie jak aktywność grupowa. Cała grupa seminarzystów idzie do świątyni i razem śpiewa kritany oraz, bhajany (hinduistyczne hymny) i uczestniczy w kulcie bożków.

Ja sam byłem indagowany i przesłuchiwany przez cały zarząd seminarium, gdy odmówiłem nawet wejścia do świątyni. Byłem prześladowany za to, że nie miałem dość „otwartego umysłu".

Pewnego roku razem z całym rocznikiem zostałem wysłany na rekolekcje wipasana, prowadzone przez jezuitę o. Josepha Pitekara z diecezji Nashik, który już podczas pierwszej konferencji poprosił nas o pozbycie się wszystkich sakramentaliów, jeśli jakieś mamy, szkaplerzy, różańców etc.- powodem było "uniknięcie rozproszenia uwagi". Rekolekcje rozpoczęły się w kaplicy recytacją mantr do hinduskiej triady: Brahmy, Wisznu, Sziwy. Modlitwa połączona była z wipasana, buddyjską medytacją skupioną na sobie samym. Msze celebrowane przez tego jezuitę były bez wyjątku "improwizowane na miejscu", nawet formuła konsekracji przeplatana była mantrami z Wed - prawdziwe świętokradztwo!

Oficjum w seminarium często zastępowane było Sandhyavandaną - braministycznym elementem kultu boga-Słońca. Obejmowało to śpiewanie hinduistycznych bhajanów, czytanie świętych pism innych religii takich jak Gita, Koran, porównywanie hinduistycznych "świętych" z ich odpowiednikami z Biblii. Miało to rzekomo ukazać zgodność Bibli ze świętymi księgami innych religii.

Seminarzyści byli zachęcani do przyłączania się do hinduistycznych festiwali Ganpati - i rzeczywiście aktywnie uczestniczą w procesjach Ganes Visarjan (topienie bożków Ganpati). Wielu seminarzystów przyłączało się do 9-dniowej zabawy Raas Lila - tańcząc wokół bogini Durgi z kijami w rękach.

Wielu księży i wiele zakonnic porzuciło odmawianie brewiarza i Różańca, podejmując medytacje wipasana i joge pod pozorem, że są one proste i praktyczne. Wielu księży, seminarzystów i zakonnic, podobnie, jak wielka liczba nowicjuszy, bierze udział w 10-dniowej medytacji wipasana w Centrum Wipasana w Igatpuri, na przedmieściach Bombaju. centrum to jest prowadzone przez p. Goenka, buddystę. Przez 10 dni pozostają tam oni bez sakramentaliów i Sakramentów, a po tym czasie powracają do domu bezbożni, pyszni (pod pozorem oświecenia) i obojętni.

Francuski jezuita zbudował kościół, przypominający świątynię w Sinnar w Nashik, w którym umieścił tabernakulum podobne do śiwalingramu (narządu płciowego Sziwy), z wężem na szczycie, zaś poniżej organ płciowy kobiety, co całościowo jest hinduistycznym symbolem kultu płodności. Najświętszy Sakrament umieszcza się wewnątrz śiwalingramu. Jezuita ów ubiera się w szafranowe szaty, podobnie jak hinduscy mędrcy. Przedstawiany jest jako wzorowy hinduski ksiądz. (...)

To właśnie są owe baśnie, do których obrócił się Kościół posoborowy, jak to przepowiedział św. Paweł. Jego duchowni wznoszą dziś wszędzie złote cielce. Wiemy, co stało się z Żydami i ich przywódcami, którzy poprowadzili ich do rebelii przeciwko Bogu i Jego przykazaniom... Jaki wyrok wymierzy Bóg dzisiaj uczestnikom ekumenicznej rebelii? Ave Maria!

Za „Biuletynem Dystryktu Azji FSSPX" lipiec - grudzień 2O03.

Tłumaczył Tomasz Maszczyk

piątek, 5 lipca 2013

Czy chrześcijanie, żydzi i muzułmanie wierzą w tego samego Boga?

czwartek, 28 marca 2013

Ochrzcił go BXVI. Odchodzi i krytykuje Franciszka




Włoski dziennikarz, 60-letni Magdi Allam, którego przed pięcioma laty ochrzcił papież Benedykt XVI, na znak protestu wystąpił z Kościoła katolickiego. Przy tej okazji skrytykował także papieża Franciszka.

W artykule na łamach dziennika "Il Giornale" zatytułowanym "Dlaczego opuszczam ten Kościół, za słaby wobec islamu" Allan zarzuca Kościołowi zaślepienie i "samobójcze szaleństwo" w dialogu międzyreligijnym.

CIEKAWE KOMENTARZE DO TEGO WYDARZENIA

- Daniel Wojciechowski, Apostazja Magdiego

poniedziałek, 1 lutego 2010

John Cotter - Nowe spojrzenie na Asyż

Przedruk za "The Remnant" z dnia 15 lutego 1987.



ONZ

19 czerwca 1955, w ramach obchodów 10 rocznicy powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, w San Francisco Cow Palace zorganizowano Festiwal Wszystkich Wiar (ang. U.N. Festival of All Faiths). “Nabożeństwo” stało się amalgamatem religii, w trakcie którego reprezentowane były judaizm, islam, buddyzm, bahaizm, a także prawie wszystkie odłamy chrześcijaństwa - za wyjątkiem dwóch. Te dwa wyjątki to luteranie i Rzymscy Katolicy. Obecnie, 27 października 1986, do podobnego spotkania doszło we włoskim Asyżu, przy czym zwołał je sam papież. Co więcej: papież postąpił krok dalej, sprowadził bowiem afrykańskich animistów. Co więc stało się z Kościołem w trakcie tych 31 lat?  Zmienia się? A może został zmieniony? A jeśli tak – to przez kogo?

Gdy we wrześniu 1984 papież odwiedził Kanadę, staraniem wielebnego Briana Clougha, rektora największego anglojęzycznego seminarium św. Augustyna w Toronto, przygotowano dla niego dwa „spotkania ekumeniczne”. O. Clough włączył w nie większość tych samych kościołów oraz wyznań, jak wspomniane wyżej: „buddyści, autochtoni, hindusi, bahaiści, sikhowie, muzułmanie i zoroastrianie” – wyliczał Toronto Sun z dnia 12 czerwca 1984. Sam o. Clough, tuż przed przybyciem papieża, został zresztą pośpiesznie zwolniony ze stanowiska rektora z uwagi na swój zbyt pobłażliwy stosunek do homoseksualizmu w seminarium, niemniej jednak jego spotkania ekumeniczne pozostawiono. W trakcie ich trwania Ojciec Święty zupełnie zignorował obecność nie-chrześcijan i poprowadził „nabożeństwo ekumeniczne” tak, jak gdyby było czysto chrześcijańskie – a więc zgodnie z tradycyjnym rozumieniem słowa ekumenizm. Nawet najsłynniejszy rabin Kanady, dr. W. Gunther Plaut, przyznał, że “jest to - rzecz jasna - uprawnione i akceptowalne znaczenie pojęcia ekumeniczny”. Za swoje postępowanie papież został natomiast poddany krytyce prasy – wystarczy wspomnieć artykuł w  Globe & Mail z 18 września 1984, w którego nagłówku czytamy: „Nie-chrześcijanie czuli się jak obcy przy recepcji”. Później do grona krytyków miał jeszcze dołączyć kardynał Carter, który stwierdził, że „z perspektywy czasu dostrzega lepszą organizację nabożeństwa międzyreligijnego w anglikańskim kościele św. Pawła, gdzie zezwolono na większy udział reprezentacji nie-chrześcijan, w szczególności przywódców żydowskich” (Toronto Sunday Sun z dnia 15 września 1985).

W tamtym czasie wszystko, co zrobił papież, sprowadziło się do interpretacji ekumenizmu jako jedności chrześcijan. Kilka miesięcy wcześniej Światowa Rada Kościołów (World Council of Churches, WCC) zwołała swoje 6 walne zgromadzenie w Vancouver. Zdefiniowano wówczas ekumenizm jako mający dotyczyć „całego zamieszkanego świata” (od greckiego oikumenous, oznaczającego właśnie „cały zamieszkany świat”). Dziś, w Asyżu, w roku 1986 papież zaakceptował interpretację ekumenizmu zaproponowaną przez WCC, którą przebywając w Kanadzie, wcześniej odrzucił! Raz jeszcze musimy zadać pytanie: czy Kościół Rzymskokatolicki zmienia się? Czy też jest zmieniany, a jeśli tak – to co za tym stoi?


Światowa Rada Kościołów

Czy Kościół Katolicki dołączy teraz do WCC? Miejmy na uwadze, że organizacja ta (rzecz jasna reprezentowana w Asyżu) mknie w stronę synkretyzmu z szybkością wprost zawrotną. Na obrady jej 5 w kolejności walnego zjazdu w Nairobi, w roku 1975, zaproszono przedstawicieli religii nie-chrześcijańskich i pozwolono im wygłosić krótkie odczyty; w Vancouver, w czerwcu 1984, uczestniczyli oni w posiedzeniach już nie jako zwykli obserwatorzy, ale pełnoprawni członkowie! Co więcej: WCC jest dziś nieomal w całości komunistyczna. Time z 21 sierpnia 1983 w artykule zatytułowanym „Zastanawiająca polityka ekumenizmu” pisze: „dla Światowej Rady Kościołów sowieci są bezgrzeszni”. Tak więc grzech pierworodny nie dotyczy komunistów… Watykan rozważa poza tym liturgię WCC z Limy, stworzoną w styczniu 1982 w stolicy Peru przez 120 teologów, przede wszystkim protestanckich, wliczając też 12 katolickich, pod ogólnym przewodnictwem protestanta – Maxa Thuriana z ekumenicznej ‘wspólnoty zakonnej’ z Taize.

Istotnie - Barka Piotrowa kieruje się na przerażające morza!

Asyż

Głównym organizatorem spotkania był Roger kardynał Etchegaray, przewodniczący dalece lewicowej Komisji Sprawiedliwości i Pokoju, wspierany przez działającą pod auspicjami ONZ Światową Konferencję Religii i Pokoju (World Conference for Religion and Peace, WCRP). Wzięło w nim udział 155 przywódców reprezentujących 12 największych religii: chrześcijan, muzułmanów, buddystów, Żydów, hindusów, zoroastrian, afrykańskich animistów (w tym czcicieli kultu węża), Sikhów, kapłanów shinto z Japonii, dżinistów, dwóch północnoamerykańskich Indian (jeden z nich był szamanem plemienia Crow), ponadto bahaisów (wierzących, że Chrystus był tylko jednym z 9 niebiańskich posłańców, zresztą nie najważniejszym). W skład delegacji chrześcijan wchodzili m. in. Robert Runcie – arcybiskup Canterbury, Dr. Emilio Castro, obecny Sekretarz Generalny Światowej Rady Kościołów, a także patriarchowie kościołów ortodoksyjnych z Rosji, Bułgarii oraz Czechosłowacji i patriarcha Konstantynopola. Nie zabrakło wygnanego z Tybetu Dalaj Lamy. Na jego temat New York Times z 28 października 1986 napisał m. in.: „Dzień przyniósł pewne nietypowe wydarzenia kulturalne. Dla przykładu: buddyści pod przewodnictwem Dalaj Lamy, szybko przeobrazili ołtarz w kościele św. Piotra, umieszczając na tabernakulum małą figurkę Buddy, ustawiając zwoje modlitewne oraz zapalając dookoła kadzidła. Buddyści odwrócili się potem tyłem do Najświętszego Sakramentu, pozostawionego w bocznej kaplicy”.
Dlaczego w czasie trwania spotkania, rzekomo poświęconego “modlitwie o pokój”, Bóg miałby wysłuchać modlitw tych, którzy czczą innych bogów? Papież Jan Paweł II mógł sam nie złamać Pierwszego Przykazania, mówiącego  o czci oddawanej obcym idolom, jednak to on zwołał do Asyżu zjazd, na którym obecnych było wielu wiernych z całego świata i który to zjazd cieszył się niemal zupełną przychylnością mediów. Niektórzy ‘bogowie’ byli zresztą dość dziwaczni. „To trudny do zmierzenia skandal bez precedensu” – jak określił rzecz Arcybiskup Lefebvre. Św. Paweł mówi: „Nie ciągnijcie wespół z niewiernymi w jarzmie, które wam jest obce. Jakaż jest łączność między sprawiedliwością a nieprawością? Cóż wspólnego ma światłość z ciemnością? Jakaż być może harmonia między Chrystusem a Belialem? Co ma wierzący wspólnego z niewierzącym? Jakiż jest stosunek świątyni Boga do bałwanów?” (II Kor VI, 14-16).

Odpowiedzialność Soboru Watykańskiego II

Zacytujmy Canadian Catholic Register z 10 stycznia 1987 (za NC News Service): „Jedność pokazana przez światowych przywódców religijnych, modlących się o pokój w Asyżu w październiku 1986, była widzialną ilustracją wezwania II Soboru Watykańskiego do ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego – powiedział papież Jan Paweł II. Jego słowa przeplecione były cytatami z dokumentów soborowych, co – jak stwierdził, pokazało, że tak wspaniałe wydarzenie stało się owocem nauczania Soboru”. Mamy tu więc źródło - Sobór Watykański II, co do którego z pewnością nie ma mowy o nieporozumieniu, skoro tak właśnie interpretuje go sam Papież. Jednak nasz Pan nie wzywał do „ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego”. Mówi On: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody chrzcząc je w Imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego”.

Św. Pawła definicja istoty wojny

Spotkanie w Asyżu miało miejsce w celu odprawienia modłów o pokój. Jakkolwiek na świecie rozgorzało obecnie wiele drastycznych konfliktów, wszystkie inspirowane przez Sowietów (np. Afganistan), zobaczmy jak św. Paweł definiuje dlaczego tak się dzieje: „Bo nie z ciałem i krwią staczamy bój, lecz z mocami i potęgami, ponurymi władcami tego świata, ze złymi duchami, które unoszą się w przestworzach” (Ef VI, 12).

Nawet chcąc wykazać jak najwięcej dobrej woli musimy przyznać, że muzułmanie, hindusi, zoroastrianie, bahaisi, afrykańscy animiści i inne tego typu religie nie akceptują faktu, że Chrystus jest Bogiem. Skoro odmawiają mu boskości, to – znów nawet przy najlepszych chęciach – muszą być uważane za anty-chrześcijańskie, a wiec także za anty-boskie.

Jak zatem ich modlitwy mogą pomóc w prawdziwej wojnie, tej zdefiniowanej przez św. Pawła, której wojny mające miejsce na ziemi są jedynie odbiciem, a nie przyczyną? Jezus mówi: „Jakże to może szatan wypędzać szatana?” (Ewangelia św. Marka III, 23). Pamiętajmy: “wojny to kara za grzechy” – jak zapowiedziała Nasza Pani w Fatimie. Kto zaś wpędza nas w grzech i tym samym powoduje wojny przyczyniające się do naszych cierpień i szerzenia się strachu na ziemi? „Moce i potęgi, ponurzy władcy tego świata”. Papież w swoim niewątpliwie szczerym pragnieniu pokoju powinien raczej posłuchać naszego Pana, który rzekł: „Jeżeli mocą Ducha Bożego wypędzam czarty, wówczas już przyszło do was królestwo Boże”.

Synkretyzm zaprzeczony

“To, co stanie się w Asyżu, z pewnością nie będzie religijnym synkretyzmem” – powiedział papież Jan Paweł II 22 października 1986. W jego przekonaniu różnica polega na tym, że zebrani tam nie przybyli „modlić się razem” lecz „przybyli razem by się modlić”. Dobrze znany komentator religijny wpływowej gazety Toronto Star, Tom Harper, napisał po Asyżu: „było zbyt wiele obaw, że różne grupy mogły by być postrzegane lub uważane za modlące się razem, jak również sugerujących, że postrzegają się wzajemnie za równe w prawdzie. Dlatego właśnie papież Jan Paweł II cały czas nalegał, by nie przybywali modlić się razem, lecz by przybyli razem, aby się modlić. I co z tego?” (Toronto Star z 9 listopada 1986). Właśnie, w tym sęk: i co z tego?  Kto zauważy te niezbędne, wysublimowane uwagi, stanowiące w zasadzie kwestię czysto semantyczną? Mogło by się wydawać, że jakaś oszczercza ręka stojąca za papieżem jest zdeterminowana do pchnięcia katolików w stronę synkretyzmu, równocześnie nie chcąc mieszać w to papieża.

Nie może być inaczej, odkąd papież Paweł VI potępił synkretyzm w swojej encyklice Evangelii Nuntiandi z 8 grudnia 1975. Ale Bóg nie jest czymś sztucznym. Spora ilość katolików może teraz wybiec w stronę synkretyzmu lub pewnych egzotycznych religii – jak bahaizm, kulty hinduistyczne, zoroastryzm, etc. – albo też wpaść w obrzydzenie do fundamentalizmu. Popularny amerykański lider fundamentalistów, dr Carl McIntyre [co prawda protestant – przyp. tłum.], nazwał Asyż „największym pojedynczym ohydztwem w dziejach Kościoła”. To te same odczucia, jakie wyraził Arcybiskup Marcel Lefebvre, który nazwał go „szczytem mistyfikacji, najwyższą obrazą Naszego Pana”, i dalej: „z mojego punktu widzenia był to akt diaboliczny”.

Synkretyzm zdefiniowany

“Zadziwiająca różnorodność zaproszonych grup również wzbudziła podejrzenia wśród niektórych chrześcijan, że Asyż stanowił heretycki krok w stronę synkretyzmu, amalgamatu wielu skonfliktowanych religii” (Time z 10 listopada 1986). Co wyjaśnia, dlaczego papież wcześniej powiedział, że „To, co stanie się w Asyżu, z pewnością nie będzie religijnym synkretyzmem”. Poczyńmy zatem w tym miejscu krótką dygresję, która pozwoli określić to, czym jest synkretyzm.

Najlepszą definicję (co w sumie dość ironiczne) podał swego czasu pierwszy Sekretarz Generalny Światowej Rady Kościołów (1948 -1966), Dr W. A. Visser’t Hooft, w swojej książce pt. No Other Name: The Choice between syncretism and Christian Universalism (Philadelphia 1963; Londyn 1963). Na stronie 11 pisze on: “Słowo synkretyzm powinno być zarezerwowane dla innego rodzaju nastawienia, zasługującego na swoją własną nazwę z uwagi na to, że jest ono ważnym, uporczywym i ogólnoświatowym zjawiskiem religijnym. Jest to pogląd, który utrzymuje, że w dziejach nie zaistniało jedno unikalne objawienie, że istnieje zatem wiele dróg do osiągnięcia boskiej rzeczywistości, że wszystkie sformułowania prawd religijnych są w istocie nieadekwatnymi wyrażeniami samej prawdy, dlatego też ważne jest zharmonizowanie wszystkich idei i doświadczeń religijnych w stopniu tak dalekim, jak to możliwe, by móc stworzyć jedną uniwersalną religię dla całej ludzkości”.

Na stronie 10 dr Hooft zapisał: „Wielu najlepszych spośród nas zaniepokojonych jest niezdolnością rodziny ludzkiej, obecnie zmuszonej na dobre i złe do życia w bliższym kontakcie, do znalezienia wspólnego etosu i standardu więzi międzyludzkiej. Zdano sobie sprawę, że etos taki musi być głęboko zakorzeniony we wspólnych przekonaniach co do najwyższych kwestii dotyczących naszego życia. Czyż nie implikuje to konieczności zmuszenia jakoś liderów religijnych do osiągnięcia porozumienia i rozwoju w kierunku jednej uniwersalnej religii światowej? Czy synkretyzm nie jest zatem czymś nieuniknionym?”

To właśnie ten jakże przekonujący, racjonalnie niemal rozumiały sam przez się, charakter odpowiedzi synkretyzmu na światowe potrzeby czyni z niego wyzwanie dla Kościoła znacznie poważniejsze niż to, które prezentuje ateizm.

Jest nader niefortunnym, że w ostatnich miesiącach papież, wliczając tu spotkanie w Asyżu, kilkukrotnie wzywał do jak najbliższej współpracy z ONZ, bezbożną i masońską organizacją, obecnie coraz bardziej popadającą pod kontrolę Związku Radzieckiego. W rzeczy samej Asyż został zwołany dla „podkreślenia rangi Międzynarodowego Roku Pokoju ONZ”. WCRP odbyła jak na razie 4 posiedzenia: w Kyoto (Japonia) w roku 1970; w Louvain (Belgia) w 1974; w Princeton (U.S.A.) w  1979; i ostatnie – w Nairobi (Kenia) w sierpniu 1984. Hołubiony przez media kardynał Desmond Tutu, podejrzewany o anglikanizm, został wybrany przewodniczącym WCRP. Jej obecnym sekretarzem generalnym jest dr John B. Taylor, były dyrektor Wydziału ds. Dialogu z Ludźmi Żywych Wiar i Ideologii Światowej Rady Kościołów (DFI), który oświadczył, że “Światowa Konferencja Religii i Pokoju przy ONZ wspierała spotkanie w Asyżu od samego początku i została w nie włączona już na etapie planowania” (Toronto Star z 18 października 1986). Cytowano też inną wypowiedź dra Taylora: „Patronat ludzi takich, jak papież i arcybiskup Canterbury, jest w stanie zachęcić nieco tych, którzy wahają się lub mają jakieś uprzedzenia co do zbierania się razem na poziomie lokalnym” (Star z 18 października 1986). To dokładnie to, czego się obawialiśmy.

Papieskie podróże sprzyjają synkretyzmowi

Podstawową zasadą leżącą u podstaw synkretyzmu jest przeświadczenie, że wszystkie religie mają tę samą wartość. Papież oczywiście nie wypowiada takich osądów, ale jego pochwały i bezkrytyczna obrona pogan, religii stanowiących dzieło człowieka, a także judaizmu, z całą pewnością stanowić będą nośnik w/w pryncypium, a jego nieustanne podróże służyć będą dalszemu umacnianiu synkretyzmu Asyżu. Zważmy: w trakcie swojej wizyty w Kanadzie w roku 1984 papież palił słodką trawę tamtejszymi Indianami. W tym samym roku odwiedził buddyjską świątynię w Tajlandii. W roku 1985 przepraszał muzułmanów w trakcie swojej podróży do Maroka i obsypywał ich pochwałami. Następnie odwiedził święty las niedaleko Lohomay (Togo), a jego towarzyszem był niejaki Arseno, Wielki Kapłan Świętego Lasu.

W trakcie wizyty na Togo papież spotkał się też z wyznawcami kultu węża, którzy następnie weszli w skład reprezentacji zebranych w Asyżu. W roku 1986 odwiedził najważniejszą synagogę Rzymu – na warunkach i w postawie zupełnej akceptacji równouprawnienia starego [zastąpionego już przez nowe] Przymierza z Żydami. W roku 1986, podróżując po Indiach, zezwolił na oznaczenie przez lokalnych kapłanów jego czoła tilakiem – znakiem wykonywanym przy pomocy pasty z drzewa sandałowego. Gdziekolwiek się udał, cytował teksty hinduskich świętych ksiąg, a także był obecny przy odprawianiu pogańskich rytów. Wychwalał hinduskiego synkretystę, Ghandiego, pod niebiosa. Ghandi stwierdził niegdyś: „Jestem chrześcijaninem i hindusem, i muzułmaninem, a także Żydem”, co więcej: przy realizacji filmu o Ghandim doradzali wyznawcy bahaizmu. Papież recytował ponadto tzw. modlitwę o pokój, “asothama satgamaya”, tę samą, której wprowadzenie w Anglii przez kardynała Humea próbował powstrzymać wielki Hamish Fraser. Jakie jednak miał on szanse, skoro w/w modlitwy używał sam papież? W Suva (archipelag Fiji), w trakcie wizyty mającej miejsce w listopadzie 1986, [Jan Paweł II] pił też napój zwany kava, niegdyś oficjalnie potępiony jako element [lokalnego] kultu demonów. Papież wychylił go jednym haustem.

Przyzwolenie Hansa Kunga

Hans Kung, w roku 1979 pozbawiony statusu katolickiego teologa, jest gorącym zwolennikiem inicjatyw z Asyżu. Cytujemy za Catholic Register (Toronto) z dnia 19 kwietnia 1986: „O. Hans Kung, urodzony w Szwajcarii profesor teologii, który oskarżył Jana Pawła II o mentalność sprzed Soboru Watykańskiego II, chwalił papieża za jego niedawne kontakty z chrześcijańskimi i nie-chrześcijańskimi liderami religijnymi. ‘W tym aspekcie papież jest zgodny z Vaticanum II’ – powiedział Kung. ‘Wielu uważa mnie za stojącego w opozycji do papieża we wszystkim. To fałsz’ – dodał. ‘Jestem szczęśliwy widząc, że papież przemawia mając na uwadze dialog z innymi religiami i czuje się zobowiązany do przychylności wobec nich w trakcie swoich podróży’ – dodał. W zakresie dialogu z religiami niechrześcijańskimi ważne jest, by ‘unikać każdego impulsu, mogącego sugerować, że za tymi nowymi inicjatywami stoi stary duch rzymskiego imperializmu’ (innymi słowy – żadnych nawróceń)… ‘Mam nadzieję, ze wydarzenia z Asyżu będą spotkaniem zrównania w godności, nie zaś manifestacją papieskiego triumfalizmu’. ‘Papież Jan Paweł II, domagając się zunifikowanej modlitwy ludzi wielu religii ukazuje swoją wiarę w ich wspólny fundament’ – powiedział”.

Obawiamy się, że Hans Kung miał na myśli tzw. złotą regułę – wrócimy do niej za chwilę. Winno się mieć na uwadze, że Kung, epatował zgniłą wonią synkretyzmu będąc jeszcze profesorem wizytującym na Uniwersytecie Toronto; mówił wówczas: „Niech oni (biskupi katoliccy) pracują nad osiągnięciem zrozumienia między kościołami chrześcijańskimi, ponadto zaś nad wolnym od uprzedzeń dialogiem z Żydami, muzułmanami oraz innymi religiami” (za Globe & Mail z 5 października 1985).

Złota Reguła

Dziękując delegatom za przebycie długich nieraz dystansów i poświęcenie poniesione celem wzięcia udziału w spotkaniu zwołanym do Asyżu, wyraził pogląd, że ‘złota reguła’, której miał nauczać również Chrystus, by „traktować inne religie tak, jak chciałoby się być traktowanym przez nie”, stanowi fundament pokoju między religiami (Our Sunday Visitor z 16 listopada 1986)[1]. Jest prawdą, że „złota reguła” da się odnaleźć we wszystkich kultach i wyznaniach. Istnieje zresztą dowód, że także ONZ zechce proklamować ją jako duchową podstawę projektowanej synkretycznej światowej religii, mającą nosić miano Świata Powszechnego Braterstwa. Dzięki czemu Związek Sowiecki w szczególności a komunizm generalnie, podbijając świat poprzez zdradę, stosowanie kruczków – głównie prawnych, a także bezzasadną agresję, będzie w stanie cytować złotą regułę gwoli uzasadnienia swoich rojeń. Coś jak nawrócony złodziej, który stosuje 7 przykazanie (Nie kradnij!) by chronić łup, który wcześniej zagrabił.

Obecnie złota reguła jest przykładem religijnego indyferentyzmu par excellence. Czy naprawdę chcemy, by to właśnie ów religijny indyferentyzm stanowił duchową podstawę planowanego światowego superpaństwa? Należy pamiętać, że wraz ze złotą regułą wcale nie musimy dostać Chrystusa. Równie dobrze może to być Kriszna, Zoroaster, Konfucjusz lub Hillel.

Żydzi najczęściej przypisują jej powstanie Hillelowi[2], chociaż pojawia się w Leviticusie (19:18). Hillel był przewodniczącym Sanhedrynu i zmarł około 10 roku n.e. Jest dziś bardzo poważany m. in. przez B’Nai B’Rith. Biskup Fulton Sheen w swojej książce Life of Christ zapisał, że „Hillel mógł być obecny w świątyni i uczestniczyć w dyskusji o Bożym Dziecięciu”. W A Catholic Dictionary z roku 1949 stwierdzono też, że “w ujęciu pisarzy żydowskich i tych reprezentujących nurt modernistyczny Hillel jest wysuwany jako rywal Chrystusa…”.

Blisko 80 lat temu The Catholic Encyclopedia, wydana w roku 1910 w Nowym Jorku, musiała stwierdzić, że „Hillel z uwagi na charakter osobisty, walory duchowe oraz długotrwały wpływ, jaki wywarł, nie może być w żadnym stopniu porównywany (…) z Chrystusem, Światłem i Zbawicielem Świata”.

Chrystus zatem (a nie złota reguła) musi być duchową podstawą przyszłego porządku świata. Z Chrystusem bowiem zyskujemy ją niejako automatycznie, nie zaś vice versa. Papież Piux XII ujął jedyne rozwiązanie dla naszego umęczonego świata tak: „Świat słyszy dziś wołanie o odnowę i lament za powstaniem – chrześcijańskim powstaniem. Świat będzie musiał być odbudowany w Jezusie!”.

Św. Franciszek z Asyżu

Zobaczmy jeszcze jak sam św. Franciszek podszedł do tego samego problemu przy okazji VI Krucjaty w roku 1219. A jakże: on też chciał pokoju i był nastawiony ekumenicznie!  Po wielu trudnościach i wśród niemałego ryzyka, święty dotarł w końcu do sułtana. Cytat, który teraz zaprezentujemy, pochodzi z  Lives of the Saints Butlera:

„W międzyczasie Św. Franciszek, płonąc chęcią nawrócenia Saracenów, zapragnął przejść do ich obozu, dla Chrystusa nie lękając się żadnych niebezpieczeństw. Otoczyli go zwiadowcy niewiernych, do których zawołał: ‘Jestem chrześcijaninem, prowadźcie mnie do waszego pana’. Postawiony przed obliczem sułtana i zapytany o sprawę, z którą przybył, odrzekł ze wspaniałą odwagą i zapałem: ‘Zostałem posłany, ale nie przez ludzi, a przez najwyższego Boga, by pokazać tobie i twojemu ludowi drogę zbawienia głosząc Ci prawdę Ewangelii’. Sułtan wydawał się poruszony i zaprosił go, by z nim został. Mąż Boży odparł: „jeżeli ty i twoi ludzie wysłuchacie Słowa Bożego, zostanę z wami. Jeżeli jednak wahasz się między Chrystusem a Mahometem, każ rozpalić wielki ogień, ja zaś przejdę przez niego z twoimi imamami, byś zobaczył która wiara jest prawdziwa”. Sułtan odrzekł, że nie wierzy, by któryś z imamów wyrazi wolę przejścia przez ogień lub znoszenia cierpień za wiarę, zaś on sam nie może przyjąć warunków Franciszka z uwagi na obawę przed buntem”.

Ocena Asyżu

Arcybiskup Lefebvre powiedział o Asyżu: „Z mojego punktu widzenia był to akt diaboliczny” oraz “szczyt mistyfikacji, najwyższa obraza Naszego Pana”. Mamy przeczucie, że Asyż może być powtarzany cyklicznie, gdyż w swoim dorocznym Orędziu Bożonarodzeniowym w roku 1986 papież powiedział: „Wydarzenie w Asyżu może być uważane za widzialną ilustrację, lekcję z faktów, katechizm zrozumiały dla każdego, mówiące o tym, co znaczy i co zakłada zobowiązanie ekumeniczne i obowiązek dialogu między religiami” (Globe and Mail z 24 grudnia 1986).

Papież Jan Paweł II jest naszym papieżem, my zaś musimy modlić się za niego jak nigdy przedtem. Winniśmy przy tym bez ustanku wzywać imienia Błogosławionej Dziewicy Maryi, Lilii Izraela, bacząc na jej tytuły: „Zwyciężczyni Heretyków”, „Królowej Zwycięstwa” i „Królowej Pokoju”.

 Tłum. Mariusz Matuszewski


[1] Było to zresztą jawne nadużycie słów Chrystusa. W Ewangelii św. Łukasza odnośny fragment brzmi: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy wam złorzeczą; módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeżeli cię kto w policzek uderzy, nadstaw mu i drugi; a jeśli ci ktoś płaszcz zabierze, nie wzbraniaj mu także tuniki. Daj każdemu, kto cię prosi. Od tego, kto zabiera co twoje, nie żądaj zwrotu. Jak chcecie, żeby wam czynili ludzie, tak wy im czyńcie” (Łukasz VI, 27 – 32). Kontekst jest tu niezwykle ważny, Chrystus nie mówi bowiem o religii, ale o miłości bliźniego i nieprzyjaciół. Nie może być mowy o tym, że tzw. złota reguła w wydaniu ewangelicznym stanowić ma wskazówkę pozwalającą na snucie rozważań będących ukłonem w stronę synkretyzmu czy religijnego indyferentyzmu.

[2] Hillel zwany Starszym (przełom I w. p.n.e. i I w. n.e.) był wpływowym żydowskim autorytetem prawnym, stworzył własną szkołę interpretacyjną, przeciwstawianą szkole współczesnego mu Szammaja Starszego (ok. 50 r. p.n.e. – 30 r. n.e.), z którym tworzy ostatnią zugot. Prawdopodobnie wywodził się z diaspory babilońskiej (stąd określany również jako Hillel Babilończyk) i pochodził z rodu Dawida. Osoba Hillela obrosła w liczne anegdoty, w których podkreśla się jego łagodność. Był sławnym aforystą. Sformułował w formie negatywnej "złotą zasadę", która pozytywnie została wyrażona w ewangeliach synoptycznych. Jego szkoła prezentowała bardziej elastyczne podejście do Tory niż rygorystyczna szkoła Szammaja. Ostatecznie judaizm przyjął właśnie wykładnię Hillela za obowiązującą.

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.