_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół a polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół a polityka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 maja 2013

Koegzystencja, dialog, akceptacja

Najwierniejsze echo dokumentów Magisterium Kościoła – tymi słowami prefekt ­Świętej Kongregacji Seminariów i Uniwersytetów (od roku 1988 nazywanej Kongregacją ds. Wychowania Katolickiego) kardynał Giuseppe Pizzardo określił w roku 1964 niewielką książeczkę autorstwa profesora Plinia Corrêi de Oliveira zatytułowaną Wolność Kościoła w państwie komunistycznym. Publicznego poparcia owej pracy udzielili również kardynałowie Eugenio Tisserant i Alfredo Ottaviani (ówczesny sekretarz Świętego Oficjum, przemianowanego później na Kongregację Doktryny Wiary). Jednocześnie książka brazylijskiego myśliciela stała się obiektem szczególnej agresji ze strony katolików aktywnie współpracujących z komunizmem. Dlaczego dzieło profesora Corrêi de Oliveira wywołało tyle zamieszania, budząc równie wiele zachwytu co nienawiści?

czwartek, 28 marca 2013

Złudzenie „tylko-katolicyzmu”



W najnowszym numerze pisma „Pro Fide Rege et Lege” (nr 2(70) z 2012 r.) znaleźć można artykuł na temat Ludwika Veuillota, utrzymany w tonie nader przychylnym wobec tego słynnego wojownika ultramontanizmu. Opracowanie jest napisane stylem raczej chłodnym i naukowym, mimo tego jednak nie sposób nie zauważyć aprobaty dla poglądów i metod Veuillota, mało tego: odnieść można wręcz wrażenie, że autor (a jest nim nikt inny jak Adam Wielomski) świadomie nawiązuje do pewnych sporów i dywagacji nurtujących współczesne polskie millieu konserwatywne.

piątek, 8 marca 2013

Mediolański przełom

logo Polonia Christiana

‎(...) Dziś pięknoduchy Zachodu (zarówno ci w koloratkach, jak i ci rozchełstani pod szyją) zarzucają Kościołowi wielowiekowe utknięcie w „konstantynizmie”, z czego – jak to z perwersyjną radością głoszą wszem i wobec – dopiero teraz wyzwala go duch Soboru Watykańskiego II. Ich zdaniem Kościół właściwie wypełniał swą misję jedynie w okresie katakumbowym, później zaś zdradził ideały pierwszych chrześcijan i odszedł od nauki Jezusa Chrystusa, stając się narzędziem sprawowania świeckiej władzy. Postulują zatem powrót do stanu sprzed tysiąca siedmiuset lat, w czym ochoczo sekunduje im współczesna zlaicyzowana cywilizacja.

środa, 20 lutego 2013

prof. Jacek Bartyzel: O bezsensie „demokracji chrześcijańskiej”

Druga śmierć Sillonu Horror moralno-obyczajowej rewolucji „od góry” w Republice Francuskiej, która weszła w swoje kolejne – acz chyba jeszcze nie „najwyższe”, bo któż to może wiedzieć – stadium od czasu objęcia władzy przez prezydenta – socjalistę, i która obecnie kulminuje w uchwaleniu ustawy o „homomałżeństwach”, ma jeszcze jeden aspekt, który zdaje się umykać uwadze komentatorów niemających szerszej perspektywy historycznej i doktrynalnej. Jeżeli jednak uwzględnimy tę właśnie perspektywę, to będziemy mogli dostrzec, że pogarda z jaką socjalistyczno-masońska Republika depcze elementarne normy prawa naturalnego, a także z jaką ostentacyjnie drwi sobie z religii katolickiej, Kościoła i Jego Najwyższego Pasterza doczesnego (vide: najnowszy „dowcip” Francoisa Hollande’a o niewystawianiu własnego kandydata na konklawe), unaocznia również niesławną śmierć iluzorycznej idei „schrystianizowania” Republiki i chimery demokracji „chrześcijańskiej”.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Państwo czy sumienie?

Pytanie: Jedno z pytań, jakie czasem stawia się katolikom w Stanach Zjednoczonych, brzmi następująco: „Po której stronie opowiedziałbyś się w przypadku konfliktu między prawami naszego państwa a naukami Kościoła katolickiego?” Jak powinien na to pytanie odpowiedzieć katolik?

Odpowiedź: Pytanie przytoczone przez naszego korespondenta często ma na celu postawienie katolików w sytuacji, w której można ich potępić, niezależnie od tego, jakiej odpowiedzi by udzielili. Jeżeli odpowiedzą, że byliby posłuszni prawu stanowionemu, usłyszą zarzut, iż nie są konsekwentni w kwestii zasad wiary katolickiej; jeżeli odpowiedzą, że byliby posłuszni naukom Kościoła, oskarży się ich o nielojalność wobec państwa.

Uważam, że najlepszą ripostą jest zadanie naszemu rozmówcy następującego pytania: „Co zrobiłbyś, gdyby uchwalono prawo państwowe, które — zgodnie z twoim sumieniem — byłoby sprzeczne z prawem boskim?” Jeżeli osoba ta odpowie, iż niezależnie od okoliczności uznałaby prawo państwowe, jako wyższe rangą względem jakiejkolwiek innej formy legislacji, tj. uznałaby zasadę „moje państwo ma zawsze rację”, spór z nią na nic by się nam nie zdał, bowiem nie istniałaby wspólna płaszczyzna, na której dyskusja mogła by być prowadzona. Nie sądzę jednak, by wielu Amerykanów było przychylnych tak extremalnemu poglądowi.

Większość obywateli naszego kraju uznaje zasadę, iż w przypadku konfliktu między prawem stanowionym a prawem boskim, to drugie powinno mieć pierwszeństwo. Rzeczywiście, kilka lat temu rząd amerykański zastosował tę zasadę w praktyce, by odeprzeć twierdzenia niektórych narodowo-socjalistycznych zbrodniarzy wojennych. Gdy tłumaczyli się, że dopuścili się aktów okrucieństwa, ponieważ tak nakazywało prawo państwowe oraz ich zwierzchnicy, usłyszeli w odpowiedzi, iż istnieje wyższe prawo (przez katolików nazywane prawem naturalnym), którego należy przestrzegać, nawet jeśli stałoby to w sprzeczności z prawem państwowym i rozkazami zwierzchników. Większość obywateli naszego kraju uznaje tę zasadę, niezależnie od swych przekonań religijnych.

Gdyby jednak w naszym kraju uchwalono ustawę, którą Kościół oficjalnie uznałby jako sprzeczną z prawem boskim, katolicy powinni przyjąć decyzję Kościoła. Na przykład, gdyby jakikolwiek stan (a w niektórych takie próby są podejmowane) zalegalizował eutanazję, katolicy byliby zobowiązani odmówić wszelkiego udziału w owym zabiegu, który jest po prostu morderstwem. Tak więc, sędzia-katolik nie mógłby upoważnić nikogo do zabicia chorej osoby, a lekarz-katolik nie mógłby podać jej uśmiercającego leku, nawet jeśli taki obowiązek nakładałoby na nich prawo stanowe bądź urzędnicy państwowi. Katolicy nie powinni wahać się, by wyjaśnić te zasady swoim niekatolickim współobywatelom. Nie wstydzimy się swego stanowiska, iż w przypadku konfliktu między prawem stanowionym a prawem boskim uznamy pierwszeństwo prawa boskiego, zgodnie ze stanowczym oświadczeniem naszego Kościoła.

o. Franciszek J. Connell CSsR

tłumaczenie: Dawid Świonder

Źródło informacji: http://www.legitymizm.org

środa, 23 listopada 2011

X. Karol Stehlin: Nauka św. Tomasz z Akwinu o Państwie a Unia Europejska

Dużo mówi się dziś o Unii Europejskiej, rozważa się jej zalety i wady. Zapomina się jednak często o najważniejszym zagadnieniu: jakie są metafizyczne podstawy nie tylko Unii Europejskej, lecz również całego dominującego dziś na świecie demokratycznego systemu rządów, z jego głównym organem – tj. ONZ – na czele? Czym jest państwo? Na czym polega istota rządzenia społecznością?

Przyzwyczajeni do zastanych systemów społecznych często przyjmujemy je całkowicie bezrefleksyjnie i dopiero kiedy władza zaczyna być zagrożeniem dla naszego osobistego dobra, zastanawiamy się nad jej istotą. Pamiętajmy jednak, że rozum został nam dany po to, abyśmy analizowali fakty, z którymi się stykamy (tzn. wydarzenia, doktryny etc.) i wyciągali z nich wnioski nie tylko w tych kluczowych momentach, kiedy trzeba decydować, czy poprzeć je, czy też stawiać im opór, ale również wybiegając myślą w przyszłość. Dlatego potrzebna jest analiza podstaw funkcjonowania państwa i rządu, bo dopiero na jej podstawie możemy znaleźć odpowiedź, czy Unia Europejska jest instytucją szanującą porządek naturalny, czy nie, czy ma charakter chrześcijański – czy antychrześcijański.

Nauka św. Tomasza z Akwinu dotycząca państwa i społeczeństwa jest dla katolików nie tylko przewodnikiem, zatwierdzonym zresztą przez Urząd Nauczycielski Kościoła z powodu swej jasności, logicznego przedstawienia oraz obiektywnej obserwacji faktów historycznych – miała ona również zasadniczy wpływ na filozofię prawa, naukę społeczną i politologię do dzisiejszych czasów. Także – niektóre – niekatolickie środowiska naukowe uznają swą naukową zależność od Akwinaty (tak np. J. Baumann, O. Gierke, E. Troeltsch, A. Carlyle, R. Ihering etc.). Doktor Anielski jest mistrzem w przedstawianiu zarówno naturalnego, jak i nadprzyrodzonego porządku świata. Głównym dziełem zajmującym się interesującym nas zagadnieniem jest jego praca O władzy (De regimine principum), podsumowująca wszystkie główne teorie państwa rozrzucone w innych dziełach św. Tomasza (np. Suma teologiczna I, 96; Komentarz do Polityki Arystotelesa etc.)

Juan Donoso Cortes: O społeczeństwie pod władzą teologii katolickiej

Katolicyzm jest domkniętym systemem cywilizacyjnym, kompletnym do tego stopnia, że w swym ogromie obejmuje on wszystko – naukę o Bogu, naukę o aniołach, naukę o wszechświecie i naukę o człowieku. Niewierny wpada w ekstazę na widok jego ekstrawagancji nie do pomyślenia, wierny zaś widząc jego cudowną wielkość. Jeśli znalazłby się ktoś, kto na jego widok minąłby go z uśmiechem, większość ludzi zdumiona taką obojętnością na ekstrawagancję nie do pomyślenia i cudowną wielkość, podniosłaby głos mówiąc „niech głupiec idzie dalej”. Cała ludzkość od osiemnastu stuleci uczyła się w szkole jego teologów i nauczycieli, a jednak, mimo tylu lat studiów, głębia jego nauki nie została zmierzona. Tu uczy jak i kiedy wszystkie rzeczy i czasy znajdą swój kres i jak i skąd wzięły swój początek: odkrywane są tajemnice które pozostawały zakryte przed spekulacjami filozofów pogaństwa i rozumieniem jego mędrców. Odsłonięte zostają praprzyczyny wszystkich rzeczy, zaplanowanych ruchów wszystkiego co ludzkie, natura ciał i esencja dusz, drogi którymi kroczą ludzie, pojęcia które tworzą, miejsce z którego przyszli, tajemnica ich pielgrzymki i trasa ich podróży, zagadka ich łez, tajemnica życia i śmierci. Dzieci wykarmione u piersi tej nauki wiedzą dziś więcej niż Arystoteles i Platon, ateńscy mędrcy. A jednak, ci którzy nauczają o owych rzeczach, wznoszących się na wysokości, zachowują pokorę. Tylko światu katolickiemu było dane przedstawić na ziemi to, co wcześniej oglądali tylko aniołowie w niebie – naukę pokornie skłonioną przed tronem Boga.

środa, 12 października 2011

Polityka i cnota

Dla św. Tomasza było sprawą zasadniczą, że polityka i cnota powinny iść w parze. I wcale nie uważał, że jest to jakaś oryginalna myśl, lecz tylko powtórka jednej ze źródłowych prawd filozoficznych

Ilu z nas w dzisiejszych czasach byłoby skłonnych do utożsamiania polityki z cnotą? Przypuszczam, że niewielu, i to z dobrych powodów. Wystarczy pobieżny rzut oka na współczesną scenę polityczną. Wskażmy jakikolwiek kraj a potwierdzi nam się to, co z góry podejrzewamy; cnota nie rzuca się tam w oczy, jeśli w ogóle można ją dostrzec. Lecz cóż się stanie, gdy zmienimy nasze podejście z faktograficznego na teoretyczne i zapytamy: jak często słyszymy deklaracje, a choćby i sugestie, że cnota winna odgrywać w polityce ważną rolę? Ilu współczesnych, czy to zwykłych obywateli, czy politycznych ekspertów lub komentatorów, w ogóle dopuszcza skojarzenie idei cnoty z pojęciem polityki? I ilu, wydaje się Państwu, poważnie wierzy a nawet byłoby skłonnych dyskutować, że główną cechą wybieranej osoby jest po prostu prawość; że aby być dobrym przywódcą ktoś musi być przede wszystkim dobrym człowiekiem? I znów przypuszczam, że niewielu.

Większość ludzi byłaby dziś zaskoczona stwierdzeniem, niektórzy przyjemnie, inni niezbyt przyjemnie, że między polityką a cnotą winno istnieć naturalne pokrewieństwo. Nie musimy od razu ich potępiać z tego powodu, bo jeśli w ogóle uświadamiają sobie, że coś się z polityką przenika, to należy im wybaczyć, że nie myślą o cnocie, lecz o czymś całkiem przeciwnym, co jest kamieniem węgielnym budowania w tym środowisku przyzwoitej, a nawet błyskotliwej kariery.

Sam fakt, że bardzo rzadko nas olśniewa myśl o koegzystencji polityki i cnoty jest kolejnym przykładem (jeśli potrzebujemy ich więcej) skrajnie zagmatwanego stanu naszych myśli. Mądrość stała się nam obca. Jedynym lekarstwem na wyobcowanie myśli jest iść do mądrych ludzi, posłuchać, co mają nam do powiedzenia i od nich się uczyć. A któż to są ci mądrzy ludzie? To ci, co zanurzeni są w mądrości bożej. ‘Ide ad Thomam!’, ‘Idźcie do Tomasza!’ - nawołuje nas wielki papież Leon XIII, mając na myśli naturalnie Tomasza z Akwinu, doktora Kościoła.

Dla św. Tomasza było sprawą zasadniczą, że polityka i cnota powinny iść w parze. I wcale nie uważał, że jest to jakaś oryginalna myśl, lecz tylko powtórka jednej ze źródłowych prawd filozoficznych; szczególnie w formie wyrażonej przez Platona i Arystotelesa, w czym odzwierciedlała się ich zgodność z prawem naturalnym. Dla tych myślicieli prawdziwie ludzka społeczność to społeczność sprawiedliwa, czyli taka, która charakteryzuje się przewagą cnoty sprawiedliwości, społeczną i polityczną: podstawową wykładnią sprawiedliwego społeczeństwa i sprawiedliwego przywództwa. Prawdziwie sprawiedliwy przywódca to prawy człowiek, gdyż wiemy, że zalety moralne trwają lub upadają wszystkie razem. Nikt nie może być naprawdę sprawiedliwy bez posiadania innych cnót. Czyli to właśnie cnota jako taka tworzy zdrową społeczność polityczną. Jakakolwiek społeczność polityczna staje się i pozostaje sprawiedliwa dzięki stanowieniu sprawiedliwych praw. I naturalnie sprawiedliwe prawo nie może mieć innego od sprawiedliwego ustawodawcy przyczynku. W tym świetle nie zaskakuje nas wiedza, że dla św. Tomasza głównym celem praw jest tworzenie cnotliwych ludzi. Prawo winno być znaczącym czynnikiem naszego moralnego udoskonalania. Jakże daleko znaleźliśmy się od tej niesłychanie ważnej zasady! Zniżyliśmy się do tragicznego stanu rzeczy, gdzie niektóre nasze prawa, nie mówiąc już o krzewieniu cnoty, są specjalnie formułowane po to, aby ułatwiać zło; jak prawo regulujące aborcję, które sankcjonuje wykonywanie najbardziej krwiożerczego i niezgodnego z naturą przestępstwa. Św. Tomasz uważał, że monarchia jest najlepszą formą rządzenia, bo najbardziej przypomina rządy boskie, czyli te, którymi świat jest rządzony przez Boga od swojego początku. Niech nas nie pociąga pokusa odrzucenia tego punktu widzenia jako zacofanego i nie przystającego do naszych czasów, lecz przeciwnie, naśladujmy Uczonego Dominikanina. Św. Tomasz nie był naiwny i podczas gdy deklarował monarchię jako najlepszą formę rządów, to przecież zdawał sobie sprawę z tego, że jest ona też najbardziej niebezpieczna, bo niegodziwy król, a ludzka natura jest omylna, może szybko przerodzić się w tyrana. (Przy okazji określenia monarchii jako pojęcia z przeszłości możemy się zastanowić nad przypadkiem głównego urzędnika władzy wykonawczej w USA, którego urząd wielu historyków określa mianem królewskiej prezydencji. Prezydent Stanów Zjednoczonych w wielu sytuacjach egzekwuje swoją władzę zupełnie jak król, w jaskrawym przeciwieństwie do tego, co Ojcowie Założyciele mieli na myśli.)

Monarchia jest najlepszą formą rządzenia jedynie wtedy, gdy sam król jest sprawiedliwy, i na dodatek jest najbardziej prawą osobą w otoczeniu. Niczego nie można znaleźć w pismach Św. Tomasza, co by wskazywało na faworyzowanie przez Niego monarchii dziedzicznej. Zawsze wyraźnie podkreśla coś przeciwnego: król ma być wybierany przez „lud”. Ponieważ ciężar rządzenia jest zbyt wielki dla jednej osoby, bez względu na jej cnotliwość, królowi winni towarzyszyć arystokraci. Możemy tu się skrzywić, my, uważający się za zatwardziałych demokratów. Lecz zaczekajmy. Pojęcie ‘arystokrata’ pochodzi od greckiego ‘aristoi’, co znaczy po prostu ‘najlepszy’. W tym przypadku ‘najlepsi’ to najlepsi moralnie, najbardziej cnotliwi. Czyli cnotliwy król w otoczeniu prawych asystentów. Słuchajmy św. Tomasza gdy przekazuje nam kwintesencję tego, co uważa za najlepszą formę rządzenia.

Reasumując, najlepszym systemem politycznym królestwo, gdzie jedna osoba dzierży władzę ponad wszystkimi z racji swoich cnót, podczas gdy niżej inni posiadają swój zakres władzy według swoich zalet, a w całości uczestniczą wszyscy, ponieważ jedni są predestynowani do rządzenia, a inni bo władców wybierają. Jest to najlepsza konstrukcja społeczna: częściowo królestwo, gdyż jest jeden panujący, częściowo plutokracja, z uwagi na ograniczoną ilość osób wyposażonych we władzę, i częściowo demokracja, czyli ‘rządy ludu’, z uwagi na to, że władcy są wybierani spośród ludu, i lud ma prawo wyboru owych władców. Czy taki model jest realny, zwłaszcza w świetle współczesnych realiów politycznych? Być może nie, przynajmniej nie we wszystkich szczegółach. Lecz nie może być z góry odrzucony jako nie mający zastosowania do współczesnych warunków. Powinniśmy się wzorować na politycznej myśli św. Tomasza na zasadzie, która stała się nam obca na naszą zgubę: że polityka i cnota muszą iść ręka w rękę. Musimy nauczyć się jak dostrzec i docenić coś, co winno być dla nas, a niestety nie jest, oczywistą i najrozsądniejszą prawdą, że ‘dobre społeczeństwo’ jest niemożliwe bez dobrych ludzi, i że ‘cnotliwa osoba’ i ‘dobry przywódca’ winny być kojarzone jako pojęcia tożsame.

Dennis McInerny FSSP

Źródło: http://fssp.com/press/2010/07/politics-and-virtue-dennis-mcinerny-series/

Tłum.: Krzysztof Szymanowicz

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.