______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

piątek, 28 maja 2010

prof. Henryk Kiereś - Trzy socjalizmy

czwartek, 20 maja 2010

REWOLUCJA Z DUCHA - Paweł Milcarek o pontyfikacie Jana Pawła II

REWOLUCJA Z DUCHA

Tomasz Terlikowski rozmawia z dr Pawłem Milcarkiem

Audycja została wyemitowana w Radiu Wolność w czerwcu roku 2009 z okazji 30 rocznicy pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski

W pierwszej części możemy usłyszeć o międzynarodowym i ideologicznym kontekście, a także o sytuacji wewnętrznej Kościoła w latach poprzedzających wybór Jana Pawła II. Rozmówcy starają się także zrekonstruować splot tendencji wśród hierarchów kościelnych, który wyniósł Karola Wojtyłę na Stolicę Apostolską.

Część pierwsza od odsłuchania tutaj

W drugiej części rozmowy Tomasza Terlikowskiego z Pawłem Milcarkiem usłyszymy o dziejach recepcji nauczania Soboru Watykańskiego II w latach 70. XX wieku, a także o sporze Jana Pawła II z zakonem jezuitów i teologią liberalną (przypadek Hansa Kunga). Dyskusję zamyka omówienie wątków apokaliptycznych w myśli i nauczaniu Jana Pawła II.

Część druga do odsłuchania tutaj

poniedziałek, 17 maja 2010

Aberracje liturgiczne cz. 20


wtorek, 11 maja 2010

Św. Grzegorz z Nazjanzu o kapłaństwie

Choćby jednak ktoś był bez grzechu, a w cnocie osiągnął doskonałość, nie wiem jaką naukę powinien posiąść, ani na jakiej mocy się oprzeć, by mieć odwagę do podjęcia takiego urzędu [kapłańskiego]. Wydaje się ona bowiem być sztuką nad sztukami i wiedzą nad wszystką wiedzą kierowania człowiekiem – istotą tak bardzo zmienną i wielokształtną. Można to zrozumieć przez porównanie troski o duszę z leczeniem ciała. Widząc, jak żmudna jest praca lekarza, można pojąć, ile żmudniejsza jest nasza praca i szlachetniejsza z natury przedmiotu, z zasięgu wiedzy i z celu działania. Lekarz bowiem zajmuje się ciałem, materią ułomną i związaną z tym światem, przeznaczoną na całkowite zniszczenie, która musi swoje przecierpieć, choćby na razie za pomocą sztuki przezwyciężyła wewnętrzną trudność. Albo choroba, albo czas ją pokona, gdyż musi ustąpić przed prawem natury i swoich granic nie przekroczy.

Nasza praca zajmuje się duszą, która pochodzi od Boga i jest boska, powołana do niebiańskiego szlachectwa i do niego dążąca, chociaż została związana z czymś gorszym.

Naszą zaś dziedziną jest ocalenie cennej duszy nieśmiertelnej, która na wieki może być potępiona lub otrzyma nagrodę w zależności od tego, czy służyła grzechowi czy cnocie. Jak nieustanna powinna być nasza walka, jak nieograniczona nasza wiedza, by skutecznie leczyć, albo doprowadzać dusze do leczenia się, do zmiany życia i do oddawania materii pod panowanie ducha! Albowiem inna jest mentalność oraz reakcja kobiety i mężczyzny, starca i młodzieńca, nędzarza i bogacza, optymisty i pesymisty, człowieka chorego i człowieka zdrowego; inaczej reaguje władca i poddany, inteligent i prostak, człowiek odważny i tchórz, złośliwiec i mąż pogodny, człowiek stały i człowiek zmienny. Wszyscy ludzie różnią się między sobą bardziej usposobieniem i charakterem niż zewnętrznym wyglądem, albo, jeśli wolisz, układem i proporcją pierwiastków, z których się składają. Dlatego nie łatwo jest nimi kierować.

W dziedzinie ciała różne leki oraz różne potrawy stosuje się, w zależności od stanu zdrowia czy rodzaju choroby. Tak samo w dziedzinie duszy różne są sposoby i metody leczenia. Znawcą zaś kuracji będzie znawca tych chorób. U jednych poskutkują słowa, inni powrócą do zdrowia pod wpływem przykładów; jedni potrzebują jakiegoś bodźca, inni hamulca. Jedni są ociężali i mało wrażliwi na dobro moralne; tych trzeba rozbudzić dobitnym słowem. Inni mają zbyt zapalczywy temperament i dają się ponieść namiętnościom, jak szlachetnej krwi źrebięta biegające z dala od mety; tych może poskromić słowo powstrzymujące i uspokajające.

Jednych zdobędziecie pochwałą, innych naganą, byleby je zastosować w pomyślnej chwili, gdyż inaczej mogą tylko zaszkodzić. Jednych zaprowadzi na właściwą drogę słowo pocieszenia, innych nagana; ale tę ostatnią dla niektórych trzeba zastosować ostro i publicznie, dla innych zaś w osobności i łagodnie. Jedni bowiem mają tendencję do lekceważenia prywatnych uwag, ale nabierają rozumu na skutek publicznej nagany; inni zaś hardo się ustosunkowują do zbyt otwartej nagany, ale ukarani w tajemnicy, dają dowód posłuszeństwa za okazane im wyrozumienie.

Sytuacja jest całkiem inna niż w dziedzinie moralnej, gdyż zawsze i dla każdego cnota jest czymś pięknym, a zło czymś brzydkim i szkodliwym. Natomiast w naszej dziedzinie jedno i to samo lekarstwo dla tych samych ludzi, raz okazuje się bardzo dobre, raz znowu niebezpieczne. Tak jest z ostrożnością i łagodnością i tak z każdym innym sposobem postępowania. Jednym to się podoba i pomaga, innym znów przeciwnie, w zależności, sądzę, od pory i stanu oraz usposobienia pacjenta. Trudno to wszystko rozpatrzyć teoretycznie i dokładnie ująć w jakąś krótką rozprawę o leczeniu dusz, nawet przy pomocy wielkiej inteligencji i w nastroju szczególnej troskliwości. Jedynie praktyka i doświadczenie wskażą lekarzowi drogę prawidłowego rozumienia.

Ogólnie rzecz biorąc wiem tylko, że [leczenie dusz] jest podobne do chodzenia po linie. Niebezpiecznie bowiem jest dla linoskoczka ćwiczącego po linie zawieszonej wysoko w powietrzu, przechylać się na jedną lub drugą stronę; najmniejsze nawet przechylenie, które wydałoby się niewielkie [jest niebezpieczne], gdyż cała sztuka polega na zachowaniu idealnej równowagi. Tak samo będzie z lekarzem dusz: niech się przechyli w jakąkolwiek stronę, czy to przez własne złe postępowanie, czy z braku kompetencji, natychmiast grozi mu niebezpieczeństwo popełnienia błędu i wprowadzenia innych w błąd. Trzeba więc podążać szeroką drogą i uważać, by nie zboczyć ani w lewo ani w prawo, jak mówi Księga Przypowieści.

Takie są choroby nam powierzone i tak poważne zadania dobrego pasterza, który ma obowiązek z cała sumiennością poznać dusze swojej owczarni i prowadzić je według zasad prawego i sumiennego pasterzowania, zgodnie z postępowaniem prawdziwego Pasterza

Eucharystia pierwszych chrześcijan, Kraków 1987, 295-299.

Własna apologia po powrocie z Pontu i rozprawa o kapłaństwie, 16n., 28-34, tł. J.M.Szymusiak, SJ, w Tenże, Grzegorz Teolog, Poznań 1965, 262-265

Źródło informacji: http://fronda.pl/siloam/blog/

niedziela, 9 maja 2010

Ty jesteś kapłanem na wieki


Śpiewa Annie Karto www.anniekarto.com
Video Margie Sindelar www.videosforlife.org

czwartek, 6 maja 2010

Czy sedewakantyzm jest katolicki?

Przez wiele lat byłem tradycyjnym katolikiem, aż wreszcie złapałem się na tym, że jestem sedewakantystą. Brzmi to raczej dziwnie, ale tak było w istocie. Nie podjąłem decyzji, aby stać się sedewakantystą, lecz uczęszczając na Msze gdzie ksiądz otwarcie nie sprzeciwiał się sedewakantyzmowi oraz po przeczytaniu wielu artykułów wyjaśniających przypuszczalnie antykatolickie poglądy Papieża doszedłem do wniosku, że Papież nie może być katolikiem.

W tym czasie nasz duszpasterz rozprowadzał taśmę z wykładem pewnego tradycyjnego księdza, który twierdził, że my, jako katolicy nie mamy prawa sądzić papieża. Pomimo, że dwukrotnie przesłuchałem kasetę i znałem treść wykładu, nie stałem się przeciwnikiem sedewakantyzmu. Nie zdecydowałem się na gruntowne przestudiowanie problemu i przemyślenie własnych poglądów aż do momentu, kiedy przeprowadziliśmy się do miasta, w którym znajdowała się kaplica Bractwa Św. Piusa X, gdzie ksiądz był bardzo negatywnie nastawiony do sedewakantyzmu. Po przeprowadzeniu wielu rozmów zauważyłem, że początki sedewakantyzmu są u wszystkich bardzo podobne.


Stanąwszy w obliczu konieczności wyboru właściwej postawy, rozpocząłem studia nad tym zagadnieniem. Nie było to łatwe, gdyż w literaturze katolickiej sprzed Vaticanum II termin sedewakantyzm nie pojawia się ani razu. Dlatego też dla tzw. tradycjonalisty przyjęcie postawy tradycyjnej określanej jako sedewakantystyczna wydawało się cokolwiek dziwne, skoro nie udało się odnaleźć chociażby wzmianki na temat takiego określenia. Postawa sedewakantystyczna (tj. taka według której Stolica Piotrowa jest pusta, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy Kościół Wojujący) znajduje swoje odzwierciedlenie w historii w czasie wielkiej schizmy zachodniej, będącej owocem sedewakantyzmu, jak również w okresie bezpośrednio ją poprzedzającym.

Po przeczytaniu wielu różnych artykułów posiadających imprimatur, jak również takich, które sprzyjają sedewakantyzmowi stało się dla mnie jasne, że wokół całej sprawy narosło wiele nieporozumień i istnieje potrzeba napisania artykułu, który cytowałby dokumenty i książki wydane z aprobatą Władzy kościelnej, które odnalazłem podczas moich studiów. Niniejszy artykuł jest próbą podsumowania tych badań i w przeważającej części składa się z cytatów.

środa, 5 maja 2010

x. prof. Michał Poradowski - Trybalizm i duszpasterstwo misyjne

Czy byłoby do pomyślenia, aby w Polsce z początków pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa, biskupi, celebrując uroczyście w swych katedrach Mszę św., w czasie odmawiania wraz z ludem Wyznania Wiary wspominali imię światowida, zamiast Boga w Trójcy Jedynego ? A jednak to się dzieje dzisiaj w Kościele posoborowym w wielu krajach, zwłaszcza w Ameryce Południowej, oczywiście z ta małą różnicą, że nie chodzi w tych wypadkach o imię światowida, lecz o miejscowych pogańskich bożków.

of_the_aztecsI tak na przykład niedawno w katedrze w Sao Paulo w Brazylii, tamtejszy arcybiskup ks. kardynał Pauio Eyaristo Ams, koncelebrując Mszę św. (?) z 33 biskupami i wielu księżmi, śpiewał wraz z ludem nowe Credo: wyznanie wiary w pogańskiego bożka Tupa, o czym obszernie informuje prasa brazylijska, podając teksty i mnóstwo fotografii.

Nowa brazylijska teologia marksistowska, w pewnym stopniu oparta na bałamuctwach Karola Rahnera, widzi Objawienie Boże także i w starych pogańskich wierzeniach Indian brazylijskich i nie tylko wierzenia te z wielkim entuzjazmem sztucznie wskrzesza, lecz nawet włącza je do oficjalnej liturgii mszalnej Kościoła. Tak też i stary bożek Tupa, dawno już zapomniany w praktyce religijnej, dzięki gorliwej ewangelizacji szeregu wieków i pracy misyjnej Kościoła, choć obecny w literaturze (podobnie jak i nasz sympatyczny słowiański światowid), został ostatnio odkryty, “zrehabilitowany”,! z czcią wprowadzony do świątyń katolickich i włączony do Credo, ku uciesze gawiedzi i ku zgrozie, zgorszeniu i bólowi katolików, którzy nadal biorą na serio dogmaty katolickiej Wiary, a przede wszystkim dogmat Trójcy Przenajświętszej.

Wspomnianej ceremonii nie rozpoczęto w “Imię Ojca i Syna i Ducha świętego”- jak tego zawsze wymaga każda liturgia mszalna, tak dawna, skodyfikowana przez św. Piusa V (a obecnie zakazana), jak i ostatnia posoborowa Pawła VI (obecnie nakazana) ale “w imię ojca wszystkich ludów, Maira wszystkiego, wzniosłego Tupa” (”em nome do todos os Povos, Maira de todo, excelso Tupa”). I należy zwrócić uwagę na zwrot :”Maira wszystkiego” (Maira de todo) – gdyż Tupa jest bożkiem panteistycznym, a więc obecnym we wszystkim i wszystko ubóstwiającym, nie jest bowiem Bogiem osobowym, monoteistycznym Biblii, Bogiem Stwórcą, istniejącym poza światem i nie utożsamiającym się ze stworzeniem. Oto jeden z przykładów poganizacji chrześcijaństwa w Ameryce Łacińskiej, a zwłaszcza poganizacji tego, co w Kościele jest najświętsze: Mszy świętej.

Jak do tego doszło ?

Fakt wyżej wspomniany nie jest jakimś wyjątkiem czy nieporozumieniem; jest tylko jednym z wielu i to bardzo częstych przejawów skandalicznego synkretyzmu religijnego, jaki się świadomie i oficjalnie wypracowuje w Ameryce Łacińskiej w imię “ewangelizacji” i “ekumenizmu”. Wskrzesza się bowiem sztucznie całość starożytnych wierzeń pogańskich różnych plemion Indian z czasów przed przyjęciem przez nich chrześcijaństwa i wierzenia te i praktyki religijne w całości wciela się do oficjalnej nauki Kościoła, niszcząc w ten sposób świadomie Wiarę. A czyni się to pod pretekstem “uszanowania wartości kulturalnych” starych szczepów pogańskich.

Co więcej, u podstaw tak pojętego duszpasterstwa(?) znajduje się nowa heretycka zasada, że Objawienie nie jest, zakończone. Wiadomo, że zasada ta jest sprzeczna z tradycyjną nauką Kościoła, wyrażoną na wielu soborach, a zwłaszcza na Soborze Trydenckim i ostatnio przypomniana przez Drugi Sobór Watykański (Konstytucja Dei Verbum i inne). Wbrew tej tradycyjnej i niezmiennej nauce Kościoła utrzymują, że Duch święty jest obecny wszędzie, a więc i w religiach pogańskich i opatrznościowo czuwa, dozwalając aby w religiach tych – pod Jego natchnieniem – człowiek także dochodził do poznania całkowitej prawdy. W ten sposób przeciwstawia się całkowicie dotychczasowej nauce Kościoła o Objawieniu i o niezbędności dla zbawienia poznania nauki Chrystusa Pana, zapominając o słowach Chrystusa Pana: “Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha świętego”(Mt.28,19).

13235__apocalyptobor_l
Błędnie interpretując postawę Drugiego Soboru Watykańskiego o “wolności religijnej”, usiłuje się nie tylko pomijać starą zasadę “poza Kościołem nie ma zbawienia”, ale nawet utrzymuje się, że wszystkie religie mają tę samą wartość, a nawet, co gorsza, że w religiach pogańskich, tak w dawnych, jak i w dzisiejszych, Duch święty objawia jedyną prawdę i że Objawienie nie jest zamknięte, lecz nadal jest udzielane człowiekowi poprzez współczesne religie pogańskie. Stąd wiara chrześcijańska powinna być otwarta na te nowe prawdy i włączać je w skład swojego Credo. A wielu biskupów Ameryki Łacińskiej nie tylko nie widzi w tym żadnej herezji, ale nawet sami są głosicielami i obrońcami tej postawy. Utrzymują oni, że dzisiejsi chrześcijanie powinni uczyć się od pogan nie tylko moralności, lecz także i wiary, czyli przejmować od pogan pojęcia o Bogu. Tą droga dochodzą om do przeświadczenia, że to nie chrześcijanie mają obecnie ewangelizować pogan, lecz odwrotnie, poganie powinni być naszymi nauczycielami w sprawach wiary. Z zachwytem odkrywają, że Ewangelia, choć nieświadomie, jest głębiej i autentyczniej przeżywana przez barbarzyńskich pogan, którym jest nieznana, niż przez cywilizowanych chrześcijan. Zwłaszcza zachwyca ich życie Indian we wspólnotach i w systemie komunizmu prymitywnego, gdzie wszystko jest wszystkich, gdzie nie ma małżeństwa ani rodziny, gdzie w nagości gromadnie przeżywa się wyuzdanie seksualne w naiwnej nieświadomości zwierzęcia. I ten właśnie zachwyt nad zwierzęcością życia barbarzyńskich szczepów Indian znajduje pełny wyraz w liturgii mszalnej(?), o której była mowa na początku artykułu, czyli o uroczystości celebrowanej w katedrze Sao Paulo. Jej autorem jest znany hiszpański komunista, ks. biskup Casadaliga, który w swym herbie biskupim, zamiast Krzyża, ma sierp i młot, symbol bolszewickiej rewolucji. W tekście tym liturgicznym jest pochwała życia w nagości, pochwała wyuzdania seksualnego, pochwała życia gromadno-komunistycznego, pochwala walki klas i walki ras i nienawiści, a przede wszystkim pochwała życia barbarzyńskiego, czyli poza cywilizacją. I takie życie barbarzyńsko-pogańskie stawia się jako wzór dla katolików cywilizowanych i wychowanych przez wieki kultury chrześcijańskiej (4). W tekstach tych nie tylko powtarza się ciągłe wyznania wiary w bożka Maira: Eu adorava a Deus,maira em toda coisa.Tupa de todo gęsto…Eu conhecia a Ciencia do Bem e o Mai primeiros, ale także utrzymuje się, że ten stan życia w pogaństwie był stanem doskonałości, a więc że ludy te nie potrzebują Chrztu św., którego udzielanie przez misjonarzy porównuje się do piętnowania bydła: Quando nos te ferramos com um Batismo imposto, marca do humano gado… Wychwala się życie nieświadomej zwierzęcości : Eu vivia na pura nudez, brincando, plantando, amando,gerando,cretsctndo, na pura nudez da Vida… Żyłem w czystej nagości, pląsając, tańcząc, miłując, płodząc, wzrastając, w czystej nagości Życia… Natomiast używanie odzienia ta liturgia mszalna (?) uważa za hipokryzję: E nos te revestimos com roupade malicia Te demos por morał a nossa Hiezazchia.Także poprzez tę liturgię dzisiejsza ierarchia Kościoła w Brazylii (koncelebrowało 34 biskupów) potępia cztery wieki pracy misyjnej Kościoła: E nos te dizimamos, portadores da Morte, rmssionarios do Nada… A myśmy cię dziesiątkowali, zwiastuni śmierci, misjonarze Nicości. Czy nie są to zbyt surowe słowa dzisiejszej hierarchii kościelnej o swych poprzednikach? Kto nieco zna bohaterska prace tysięcy misjonarzy męczenników za Wiarę, te wypowiedzi biskupów marksistów uznać musi za bezczelne oszczerstwo. To nie hierarchia wczorajsza, ale właśnie dzisiejsza jest w Brazylii głosicielem śmierci i Nicości bolszewickiej rewolucji

Tak więc niektórzy biskupi brazylijscy nie ograniczają się już tylko do zachwycania się komunizmem Marksa, czyli ustrojem gospodarki całkowicie upaństwowionej, lecz będącej bądź co bądź na poziomie cywilizacji dwudziestego wieku, ale także zachwycają się komunizmem barbarzyńskim ludów niecywilizowanych, żyjących w ciemności i na poziomie zwierzęcymi to taki komunizm stawiają jako wzór swoim wiernym, mieszkającym w najnowocześniejszych miastach. Zaczęło się od komunizmu Marksa, a kończy się na komunizmie ludożerców. A czyni się to wszystko w imieniu Drugiego Soboru Watykańskiego i Puebla. Jakże dalecy są oni od starych zasad szerzenia Wiary i cywilizacji, których zawsze wymaga Kościół od swych misjonarzy i których przykładem jest dekret papieża Pawła V z roku 1596, skierowany właśnie do ówczesnych biskupów w Brazylii, gdzie czytamy : “duszpasterzować z gorliwością i ostrożnie, używając wszelkich środków, aby nawróceni na Wiarę opuścili dzikie zwyczaje i przyjęli obyczaje cywilizowane , przekonywując ich, aby zarzucili zwyczaj chodzenia nago, ubierając się jak przystoi chrześcijańskiej wstydliwości i ludom cywilizowanym”.

Najgorsze jest to, że ta garstka(5) biskupów marksistów usprawiedliwia swoje duszpasterstwo(?) i liturgię(?), (poprzez które świadomie powraca do barbarzyńskiego poganizmu), zarządzeniami samego Episkopatu Brazylijskiego, powołując się na dokument “Zarządzenie w sprawie Mszy grup ludowych” (Directorio para Misas con grupos populares(ó), który to dokument zachęca do “uludowienia” całej liturgii mszalnej i upoważnia do usuwania wielu tekstów oficjalnych (jak np. Credo, Gloria itp.) i zastępowanie ich “elementami kultury ludowej”, które w wypadku Indian-dzikusów są pogańskimi. A z kolei rzeczy ,wspomniany dokument Episkopatu Brazylii jest oparty na różnych instrukcjach Stolicy Apostolskiej, jak np. instrukcje w sprawie Mszy św. dla dzieci(z l listopada 1973), Instrukcja Ogólna Mszału Rzymskiego, instrukcja Musicam Sacram, a także na niektórych ustępach encykliki Evangelii Nuntiandi i innych dokumentach .

Otóż okazuje się, że wiele tych urzędowych postanowień Kościoła w tej sprawie interpretuje się niezgodnie z ich duchem i celowością. Oto jeden przykład: kiedy encyklika Evangelii Nuntiandi zaleca, aby Depositum Fidei “przekładać na wszystkie języki i kultury”, w tymże samym paragrafie(6)kładzie nacisk “na wielką odpowiedzialność zachowania wartości niezmiennych katolickiej wiary”. Tymczasem w praktyce, jak widzieliśmy, wspomniana “moda na trybalizm”(plemienność) właśnie całkowicie zmienia “zawartość katolickiej wiary”, gdyż w jej miejsce wprowadza wierzenia pogańskie. Dodajmy także, że -jak wiadomo z socjologii religii i etiologii – prawie wszystkie religie pogańskie ludów prymitywnych są ześrodkowane na kulcie życia biologicznego. Człowiek pierwotny jest prawie całkowicie “zahipnotyzowany” przyrodą i życiem biologicznym roślin i zwierząt, a więc i płodnością i rozrodczością. Co więcej, ta płodność rozrodczość przyrody jest – jako pokarm – czynnikom przedłużania własnego życia. Stąd też prymitywne religie pogańskie ubóstwiają życie, ale w sensie niemal wyłącznie biologicznym, a więc płodność i dla tego rytuały, śpiewy, tańce, a zwłaszcza muzka rytmiczna tych kultur pogańskich wyraża tę płodność i to co ją symbolizuje, a więc organy seksualne, a przede wszystkim phalus.

Należy także pamiętać i o tym, że w wielu wypadkach te pogańskie religie, tak dawne jak i dzisiejsze, to po prostu kult szatana .To tylko bardzo naiwni teolodzy całkowicie oderwani od rzeczywistości i zupełnie nie obeznani z wynikami studiów antropologii kulturalnej, socjologii, religii i etnologii, a zwłaszcza z doświadczeniami misjonarzy, naiwnie sobie wyobrażają, że wszystkie pogańskie wierzenia i kulty to resztki pierwotnego Objawienia, czyli danego przez Boga pierwszej parze ludzkiej( zob. Drugi Sobór Watykański, Dei Verbum, p3) i, a priori, dopatrują się w nich “zarodków Słowa” (zob. Drugi Sobór Watykański, Ad gentes divinitus, p. 11). Rzeczywistość jest niestety, bardziej prozaiczna, gdyż w większości wypadków spotykamy się bądź to z wyraźnym kultem szatana, bądź to z kultem zwyrodniałych słabości ludzkich, a zwłaszcza chuci, co też jest pewną formą kultu szatana.

Bezkrytyczne i nieroztropne wprowadzanie elementów tych kultur pogańskich do liturgii kościelnej, a zwłaszcza mszalnej jest po prostu świętokradztwem, zbrodnią i przestępstwem(7). Obecnie w wielu wypadkach autentyczne, “czarne msze”, czyli kult szatana, to właśnie tak splugawiona liturgia mszalna, celebrowana uroczyście przez biskupów publicznie w świątyniach katolickich. Stąd okropny ból, troska i cierpienie tych rzetelnych katolików, wiernych Chrystusowi Panu i świętej wierze katolickiej, którzy bezsilnie na to wszystko patrzą i w wielu parafiach boją się iść do kościoła, aby nie stać się uczestnikami tych niegodziwości, błazeństw i cynicznych świętokradztw.

Ograniczyliśmy się tylko do poinformowania o sytuacji w Brazylii, ale trybalizm jest obecnie prawie we wszystkich krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie jeszcze znajdują się poważne grupy szczepów Indian-dzikusów, a więc w Paragwaju, Boliwii, Peru, Kolumbii, Wenezueli, Meksyku i wielu innych krajach Ameryki Centralnej. Bogaty materiał informacyjny na ten temat można znaleźć w plugawym, marksistowskim czasopiśmie Pastorał Popular, które od trzydziestu lat zatruwa życie religijne katolików kontynentu amerykańskiego. Jest też faktem bardzo wymownym, że głównie, jeśli nie wyłącznie, duchowieństwo związane z rewolucją marksistowską, szerzy tę nową zarazę w Kościele.

Za: ks.Michał Poradowski, Zródła współczesnego ekumenizmu i Trybalizm, Wrocław 1995, ss.27-33

Źródło informacji: BIBULA.com

wtorek, 4 maja 2010

Aberracje liturgiczne cz. 19




Une messe entièrement composée et jouée par P.U.S.H. pour le Frat de Jambville 2007, rassemblement de 13000 collégiens d'Ile-de-France

poniedziałek, 3 maja 2010

Rok kapłański

sobota, 1 maja 2010

Aberracje liturgiczne cz. 18 - Msza św. Neokatechumenatu


Piotr Jan Fulton Sheen - Kapłan według Serca Jezusowego

W każdy wtorek o godz. 20.00 miliony Amerykanów gromadziły się przed telewizorami, aby oglądać program „Życie warte życia”. Audycję nadawano na żywo z nowojorskiego Adelphi Theater. „30 sekund!” – oznajmiał głos z reżyserki. Publiczność milkła i po chwili na scenie pojawiał się wysoki, dostojny biskup w czarnej sutannie, z piuską na głowie i krzyżem biskupim, z fioletową peleryną narzuconą na ramiona. Kłaniał się, rozbrzmiewały oklaski. Patrząc prosto do kamery, rozpoczynał: „Przyjaciele, dziękuję za to, że pozwoliliście mi przyjść znowu do waszego domu…”. Program Sheena w niczym nie przypominał występów dzisiejszych telewizyjnych kaznodziejów, którzy bazują na emocjach i często oferują „ewangelię” w wersji „lajt” (głównym źródłem "lajtowego katolicyzmu" w naszej telewizji są obecnie programy Redakcji Katolickiej TVP, z indyferentystycznym "Ziarnem" na czele - Dextimus). (...) Bp Sheen wiedział, że przemawia nie tylko do katolików. Unikał teologicznego żargonu (zaraz mi się przypominają te wszystkie "diakonie", "kairosy", "koinonie", "kerygmaty", odmianą których przez wszystkie przypadki tak lubują się posoborowe "nowe ruchy" w Kościele - Dextimus), nie cytował nigdy z kościelnych dokumentów (należy przypomnieć, że 50 lat temu krajowe Konferencje Episkopatów nie emitowały swoich nudnych okólników raz na dwa tygodnie, tylko dwa razy na rok - Dextimus). Wychodził od konkretnych ludzkich pytań i rozterek. Pokazywał, w jaki sposób wiara odpowiada na te problemy i prowadzi do życiowej mądrości. Odwoływał się do zdroworozsądkowej argumentacji, w czym pomagało mu filozoficzne wykształcenie. Mówił zrozumiałym językiem. Co kilka minut rozluźniał atmosferę anegdotą wtrąconą jakby mimochodem. (...) Był tytanem pracy. Przez 16 lat stał na czele amerykańskiego Stowarzyszenia Rozkrzewiania Wiary (powtórzmy: Rozkrzewiania Wiary, Wiary Katolickiej, a nie Dialogowania Ekumenicznego!!! - Dextimus), które dostarczało 2/3 środków finansowych na cele misyjne Kościoła katolickiego (a ludzie byli ponoć biedniejsi niż dzisiaj - z tym, że rozkrzewianie Wiary jest celem zbożnym - któżby wrzucił dzisiaj złamanego ojrocenta na rozkrzewianie Dialogu Akukumenicznego? - Dextimus) . Jego biuro prowadziło korespondencję ze stu tysiącami misjonarzy, wydawało dwa pisma o misjach. (...) Przez całe swoje życie był wierny dwóm postanowieniom: w każdą sobotę odprawiał Mszę św. (oczywiście trydencką, Nowej Mszy starał się nie odprawiać - Dextimus) ku czci NMP z prośbą o opiekę nad jego kapłaństwem; każdego dnia spędzał godzinę na adoracji Najświętszego Sakramentu (ile sekund dziennie przeznacza na adorację Pana Jezusa w Naświętszym Sakramencie przeciętny dzisiejszy kapłan? - Dextimus). Przez 40 lat prowadził kursy dla konwertytów na katolicyzm (gdyby chciał je organizować dzisiaj, zapewne zostałby przykładnie potępiony przez Komisję Ekumeniczną Konferencji Episkopatu. Kto to widział organizować jakieś "kursy" dla "naszych braci chrześcijan innej tradycji wyznaniowej"? Przecież to afront, policzek dla dialogu ekumenicznego i "odrzucanie Soboru"! - Dextimus). Dzięki jego ewangelizacyjnej pasji drogę do Kościoła znalazło wielu ludzi, w tym wiele postaci publicznych: politycy, liberalni myśliciele, komuniści, aktorzy, muzycy, pisarze, milionerzy, złodzieje, szpiedzy. (...)

Proszę zwrócić uwagę: Biskup Fulton Sheen nie "dialogował" w marynarce i z krzyżem pod pachą. On, ubrany w mundur "generała' Kościoła walczącego, nauczał jak ten, który ma władzę i autorytet. Wychodził po zbłąkane, sparszywiałe owieczki, swoją pasterską lagą chwytał je i przyprowadzał do Chrystusowej Owczarni. I nie posługiwał się wyważonymi, okrągłymi zdaniami, jak dzisiejsi "garniturkowi" elokwentni jezuici w "Między ziemią a Niebem", tylko walił 100% katolicką nauką po oczach i uszach.

W internecie można znaleźć wiele nagrań kazań i konferencji wygłoszonych przez abpa Fulton Sheena konferencji. choćby taką z 1978 r.:

(...) Ostatnia z pokus diabelskich, która będzie pokusą dla Kościoła przez najbliższe sto lat... a nawet już ją zaczyna być czuć... Szatan mówi: teologia to polityka. Po co sobie zaprzątać głowę jakąś tam teologią? Bogiem... sprawami transcendentnymi... tajemnicą Odkupienia... Jedyne, co się dzisiaj liczy to polityka. I trzymając kulę ziemską, ten jasny glob w swoich rękach, Szatan mówi: wszystkie te królestwa... Są MOJE... Są MOJE. I ja dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Czy Szatan kiedykolwiek w swoim życiu powiedział komuś prawdę? Wszystkie królestwa są jego... To było trzecie kuszenie naszego Pana - aby nie troszczyć się o to, co Boskie, a za to zajmować się sprawami społeczno-politycznymi... Powróćmy teraz do sytuacji, gdy nasz Pan nazywa Szymona Piotra "Szatanem". Stało się tak dlatego, że Szatan kusił Pana Jezusa, aby nie dał się ukrzyżować, a słowa Piotra "Panie, nie przyjdzie to na Ciebie" były niczym innym jak tylko właśnie szatańską pokusą... Uznajemy Twoje Bóstwo, ale nigdy nie uznamy Twojego Krzyża! I od tamtego czas po dziś dzień to właśnie jest biblijną esencją satanizmu. Mamy to... Tego ducha... w naszym Kościele... Zauważcie, ile spraw ulega zmianie: zaparcie się samego siebie, dyscyplina w szkołach, w seminariach, próby wprowadzania nieporządków, zakłóceń... książki choćby tylko opisujące zło, prawdziwe lub fikcyjne... są takie w naszych szkołach... to są elementy zaburzające porządek, diaboliczne... Ale zanikanie ducha dyscypliny, posłuszeństwa... to się dzieje z nienawiści do Krzyża.

Warto posłuchać i innych konferencji jednego z największych kaznodziei XX wieku.

W 1972 r. przemawiając z ambony Abp Fulton Sheen widząc, co się zaczyna wyrabiać w Kościele posoborowym, w krótkich, żołnierskich słowach pozostawił nam swój testament: Na kogo można liczyć, aby uratować nasz Kościół? Nie na naszych biskupów, naszych kapłanów ani członków zakonów. To wasze zadanie, ludu wiernego! Pan Bóg dał wam rozum, oczy i uszy, abyście uratowali Kościół. Wasza misja to pilnować, aby wasi kapłani zachowywali się jak kapłani, biskupi jak biskupi, a zakonnicy jak zakonnicy!

Niech sługa Boży Piotr Jan Fulton Sheen wstawia się za nami u Boga, szczególnie w sprawach powrotu porządku, świętości, dyscypliny i ofiary z siebie - do społeczności świętego Kościoła katolickiego, niech oręduje za kapłanami, aby uświęcając siebie mogli uświęcać powierzony sobie lud, co daj Panie Boże, Amen.

Źródło informacji: KRONIKA NOVUS ORDO

Kapłan Jezusa Chrystusa

Film przedstawia aresztowanie x. Normana Weslina na terenie katolickiego Uniwersytetu Notre Dame. Więcej na stronie FRONDA.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.