_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieznane karty z historii Kościoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieznane karty z historii Kościoła. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 maja 2014

Tomasz E. Woods: Jak Kościół Katolicki zbudował zachodnią cywilizację odc. 5




Zachodnia cywilizacja ofiaruje nam cuda współczesnej nauki, bogactwa gospodarki wolnorynkowej, bezpieczeństwo płynące z przepisów prawa, wyjątkowe wyczulenie na prawa człowieka i jego wolność, dobroczynność postrzeganą jako cnota, wspaniałą sztukę i muzykę, filozofię zakorzenioną w rozumowym myśleniu i wiele innych rzeczy, które uważamy za zupełnie naturalne i oczywiste dla cywilizacji będącej najbogatszą i najpotężniejszą w dziejach ludzkości.

Jakie jest prawdziwe źródło tych darów? Profesor Thomas E. Woods, wskazuje na zapomnianą już odpowiedź: Kościół katolicki.

czwartek, 12 grudnia 2013

Tomasz E. Woods: Jak Kościół Katolicki zbudował zachodnią cywilizację odc. 4




Zachodnia cywilizacja ofiaruje nam cuda współczesnej nauki, bogactwa gospodarki wolnorynkowej, bezpieczeństwo płynące z przepisów prawa, wyjątkowe wyczulenie na prawa człowieka i jego wolność, dobroczynność postrzeganą jako cnota, wspaniałą sztukę i muzykę, filozofię zakorzenioną w rozumowym myśleniu i wiele innych rzeczy, które uważamy za zupełnie naturalne i oczywiste dla cywilizacji będącej najbogatszą i najpotężniejszą w dziejach ludzkości.

Jakie jest prawdziwe źródło tych darów? Profesor Thomas E. Woods, wskazuje na zapomnianą już odpowiedź: Kościół katolicki.

niedziela, 17 listopada 2013

Tomasz E. Woods: Jak Kościół Katolicki zbudował zachodnią cywilizację odc. 3




Zachodnia cywilizacja ofiaruje nam cuda współczesnej nauki, bogactwa gospodarki wolnorynkowej, bezpieczeństwo płynące z przepisów prawa, wyjątkowe wyczulenie na prawa człowieka i jego wolność, dobroczynność postrzeganą jako cnota, wspaniałą sztukę i muzykę, filozofię zakorzenioną w rozumowym myśleniu i wiele innych rzeczy, które uważamy za zupełnie naturalne i oczywiste dla cywilizacji będącej najbogatszą i najpotężniejszą w dziejach ludzkości.

Jakie jest prawdziwe źródło tych darów? Profesor Thomas E. Woods, wskazuje na zapomnianą już odpowiedź: Kościół katolicki.

poniedziałek, 28 października 2013

Tomasz E. Woods: Jak Kościół Katolicki zbudował zachodnią cywilizację odc. 2




Zachodnia cywilizacja ofiaruje nam cuda współczesnej nauki, bogactwa gospodarki wolnorynkowej, bezpieczeństwo płynące z przepisów prawa, wyjątkowe wyczulenie na prawa człowieka i jego wolność, dobroczynność postrzeganą jako cnota, wspaniałą sztukę i muzykę, filozofię zakorzenioną w rozumowym myśleniu i wiele innych rzeczy, które uważamy za zupełnie naturalne i oczywiste dla cywilizacji będącej najbogatszą i najpotężniejszą w dziejach ludzkości.

Jakie jest prawdziwe źródło tych darów? Profesor Thomas E. Woods, wskazuje na zapomnianą już odpowiedź: Kościół katolicki.

poniedziałek, 21 października 2013

Tomasz E. Woods: Jak Kościół Katolicki zbudował zachodnią cywilizację odc. 1



Zachodnia cywilizacja ofiaruje nam cuda współczesnej nauki, bogactwa gospodarki wolnorynkowej, bezpieczeństwo płynące z przepisów prawa, wyjątkowe wyczulenie na prawa człowieka i jego wolność, dobroczynność postrzeganą jako cnota, wspaniałą sztukę i muzykę, filozofię zakorzenioną w rozumowym myśleniu i wiele innych rzeczy, które uważamy za zupełnie naturalne i oczywiste dla cywilizacji będącej najbogatszą i najpotężniejszą w dziejach ludzkości.
Jakie jest prawdziwe źródło tych darów? Profesor Thomas E. Woods, wskazuje na zapomnianą już odpowiedź: Kościół katolicki.

piątek, 20 września 2013

Nieznane karty z historii Kościoła - Bitwa pod Castelfidardo


18 września
O wzgórza Castelfidardo, które piłyście ich krew i przyjęły ich popioły,

wczoraj imię wasze było nieznane, dziś stało się nieśmiertelne.
Felix Dupanloup - Biskup Orleanu
Pod koniec 1860 r., korzystając ze sprzyjającej sytuacji politycznej, Piemont postanowił zaatakować Państwo Kościelne i zająć tzw. Legacje, czyli prowincje stanowiące jego północno-wschodnią część. Wódz naczelny wojsk papieskich - generał Krzysztof Lamoriciere zdawał sobie sprawę, że jego nieliczna, słabo uzbrojona armia, nie może długo stawiać oporu świetnie wyszkolonym i wyposażonym wojskom Piemontu. Wydawało się jednak, że sprawa nie jest beznadziejna, ponieważ dyplomacja francuska stwarzała pozory, że Ojciec Święty ma w Napoleonie III sojusznika i gwaranta praw (okazało się to kłamliwą grą cesarza). Analizując sytuację strategiczną gen. Lamoriciere postanowił skoncentrować znaczną część oddziałów papieskich w nadmorskiej twierdzy Ankona. Tam zamierzał dotrwać do przewidywanej interwencji armii francuskiej, bądź austriackiej.

środa, 15 maja 2013

Sobór w Bazylei o prawdziwej reformie Kościoła

Papież Eugeniusz IV
z ojcami soborowymi
"Dom papieski i kuria rzymska powinny być czyste jak lustro, w którym wszyscy się przeglądają i na ich wzór postępują i żyją. Dlatego papież gruntownie naprawi i zniszczy wszystko, co mogłoby być splamione symonią, brudem konkubinatu, jednym słowem co mogłoby obrazić Boga albo zgorszyć ludzi. Papież zatroszczy się, aby urzędnicy nie pełnili niegodnie swych obowiązków, aby nikogo nie uciskali, ani niczego nie wymuszali pogróżkami lub niegodziwym postępowaniem, osoby zaś poddane ich władzy, aby nie cierpiały bezkarnych nadużyć z ich strony. Nikomu nie pozwoli na noszenie strojów i barw zakazanych na mocy świętych kanonów. W sprawach kościelnej uczciwości będzie przede wszystkim nauczać duchowieństwo rzymskie, które jest zasadniczo i bezpośrednio jemu poddane, upominając, że Bóg nie ma upodobania w przepychu i świetności szat, ale w pokorze, wiedzy, czystości umysłu, prostocie serca, skromności obyczajów i pięknie innych cnót, których posiadacz jest ceniony przez Boga i ludzi. Odnowi zwłaszcza kult Boży w kościołach rzymskich, aby był sprawowany – jak przystoi – z czcią i dyscypliną".

„Zdrada” św. Stanisława, czyli jak się tworzy antykatolickie mity

„Zdrada” św. Stanisława, czyli jak się tworzy antykatolickie mity

Dramat jaki wydarzył się w Krakowie w 1079 r. na długo zaważył na losach Polski. Stała się rzecz bezprecedensowa w historii naszego kraju. Z rozkazu króla Bolesława Szczodrego zginął hierarcha Kościoła, biskup krakowski Stanisław. Niedługo potem polski władca udał się na wygnanie, a jego kraj podupadł.

W następnych stuleciach postać św. Stanisława Szczepanowskiego, Patrona Polski, długo nie wzbudzała żadnych kontrowersji. Dynamicznie szerzył się jego kult, źródła kościelne dokumentowały liczne przypadki cudów dokonanych za jego wstawiennictwem, w 1253 r. miała miejsce kanonizacja. Osobę i czyny męczennika opiewała sztuka, pod jego opiekę uciekało się polskie rycerstwo wyruszające do boju (prawdopodobnie jako pierwsi uczynili tak synowie Bolesława Krzywoustego w 1146 r. – ponad sto lat przed kanonizacją!).

Czytaj dalej: http://www.pch24.pl

W sprawie Hugona K.

W sprawie Hugona K.

Dwa stulecia po śmierci Hugo Kołłątaj (1750-1812) – który w swej epoce był kimś na kształt hybrydy profesora Geremka i arcybiskupa Życińskiego (niech im ziemia lekką będzie) – nadal trzyma się mocno w rankingach „wielkich Polaków” i systematycznie plasuje się wysoko na listach kandydatów do roli patrona, na przykład, nowo otwieranych szkół. Trudno zresztą zliczyć te już istniejące: podstawowe, średnie i wyższe, a także biblioteki czy inne instytucje życia publicznego noszące dumnie jego imię. Niewiele jest też chyba w Polsce miast, w których nie miałby nasz bohater swojej ulicy. Świat się zmienia, ale brednie powielane na temat samego Kołłątaja bądź z powołaniem się na jego autorytet – należące do stałego repertuaru demokratyczno-postępowych frazesów – wykazują niezwykłą trwałość. Rozpowszechniona już sto lat temu legenda tego wzorca patriotyzmu i ojca demokracji polskiej nie zmieniała się zasadniczo ani „za sanacji”, ani „za komunistów” – a i w III RP nie została poddana krytycznej rewizji.

Czytaj dalej: http://www.pch24.pl

sobota, 30 marca 2013

Kościół walczący i skrwawiony


logo Polonia Christiana


Historia Kościoła to przede wszystkim dzieje tych tysięcy, którzy „wybielili swe szaty we Krwi Baranka”; dzieje męczenników, których przelana krew była zawsze „zasiewem Kościoła”. To jest historia, która nie ma swojego końca, na pewno nie w naszych czasach.


Czytaj dalej 

wtorek, 27 marca 2012

Jak Żydzi dziękowali Piusowi XII


Watykan opublikował kolejne dokumenty obalające czarną legendę papieża z czasu II wojny światowej

Całość do przeczytania tutaj

Poznajcie prawdę o Piusie XII i Żydach


Aby włączyć polskie napisy należy kliknąć na ikonkę CC na panelu odtwarzacza

środa, 2 listopada 2011

Zbrodnie masonerii w Meksyku i Powstanie Cristeros

Templariusze spod Hattin


- Podnieś palec i głośno wyznaj Prawo!

Słońce pustyni świeci przeraźliwym blaskiem. Niemal tak jasnym, jak stalowe ostrze w ręku ulema.

Wokół narasta wrzawa, słychać wrzask z setek gardzieli. Nie jest to zgiełk bitwy, choć czuć zapach krwi. Walka dawno skończona. Opodal, na pobojowisku leży tysiące ciał, towarzyszy broni i nieprzyjaciół. Ich krew wsiąkła już w piasek – posoka, którą upaja się tłum, jest świeża.

- Podnieś palec i głośno wyznaj Prawo!

Rany, odniesione w bitwie i te nowe, palą żywym ogniem. Dookoła ogorzałe od słońca, wykrzywione wściekłością twarze. Czarne jak węgiel oczy, z których wylewa się nienawiść, zabarwiona ciekawością. Chcą, by się poddał. By stał się jednym z nich.

Widzi, jak muzułmański uczony mąż pochyla się ku niemu. Znowu błysk stali. Ostrze przebija skórę i wwierca się w mięśnie. Kolejny impuls bólu przeszywa mózg. Chrapliwy głos ulema dociera jakby z oddali, niczym syczący szept kusiciela:

- Podnieś palec…

***

To była straszna klęska, jedna z najdotkliwszych porażek chrześcijan w Ziemi Świętej. 4 lipca 1187 r., w dnu św. Marcina, patrona rycerstwa – pod Hattin, opodal Tyberiady, sułtan Jusuf Salah ad-Din, znany jako Saladyn, dokonał pogromu wojsk Królestwa Jerozolimskiego.
Padł wtedy, ze zmiażdżoną piersią Rufin, biskup Akry, do ostatka dzielnie broniąc wspaniałego, Prawdziwego Krzyża z sykomory, zdobnego w rubiny i szmaragdy, zawierającego najdroższą relikwię – fragment Krzyża Świętego, na którym przed ponad tysiącem lat umarł Syn Boży.

Po śmierci Rufina drzewce Krzyża pochwycił Bernard, biskup Lyddy. Trwał przy nim, osłaniany przez garstkę templariuszy. Jeden po drugim ginęli pod ciosami Saracenów, aż wreszcie relikwię porwał Taki ad-Din, bratanek sułtana.

„Muzułmanie zdobyli Prawdziwy Krzyż. Była to dla Franków najcięższa strata, ponieważ na nim, jak utrzymywali, ukrzyżowany miał być Mesjasz, niech Mu będzie pokój” – pisał Ibn al-Asir. Wojsku chrześcijan wydarto duszę.

***

Dziesięć tysięcy łacinników zasłało ciałami pobojowisko. Drugie tyle poszło w niewolę. Zaledwie trzy tysiące wyniosło głowy z pogromu. Niemal wszyscy dostojnicy, cała prawie elita Królestwa Jerozolimskiego poległa lub dostała się do niewoli. Wśród jeńców był sam król, Gwidon.

Sułtan Saladyn rozkazał przyprowadzić do swego namiotu najznamienitszych brańców. Potraktował ich nadzwyczaj łaskawie. Wyczerpanym walką i upałem, ofiarował wodę różaną, schłodzoną śniegiem ze stoków Hermonu. Kurtuazyjną pogawędkę zakłócił niemiły incydent.

Książę Renald de Châtillon odmówił przyjęcia poczęstunku. Ten stary łupieżca, niestrudzony wojownik pogranicza, który bezlitośnie wyrzynał karawany muzułmańskich kupców i pątników, nie był wzorem cnót chrześcijańskiego rycerza. Teraz jednak pokazał, że umierać należy z godnością.

- Jeśli miałbyś mnie w swojej mocy, tak ja ciebie teraz – zagadnął go Saladyn – co, zgodnie z twoim prawem, uczyniłbyś ze mną?

- Dopomóż mi Bóg – rzekł Renald, spokojnie patrząc wrogowi w oczy. – Ściąłbym ci głowę!

Sułtan, rozsierdzony zuchwałością giaura porwał za szablę i ciął Renalda w szyję. Ten padł, zalany krwią. Zaraz doskoczyli mamelukowie ze straży przybocznej i zasiekli nieszczęśnika; potem odrąbali mu głowę, a Saladyn zanurzył palce w jego krwi, którą następnie pokropił swe włosy, na znak dokonanej zemsty.

***

Saladyn ochłonął nieco. Był zadziwiającym człowiekiem, skłonnym zarówno do odrażającego okrucieństwa, jak i wielkoduszności. Polecił, by większość jasyru odesłać do Damaszku. Równocześnie nakazał egzekucję pojmanych rycerzy zakonnych – templariuszy i joannitów.

„- Oczyszczę ziemię z tych dwóch nieczystych ras” – rzekł sułtan. Zadecydował, że kaźń przeprowadzą islamscy teologowie i prawnicy – ulemowie i sufi. Oszczędził jedynie pojmanego wielkiego mistrza templariuszy, Gerarda de Ridefort, dość tajemniczą postać, która w bitwie odegrała dwuznaczną rolę.

***

Bitwa pod Hattin okazała się katastrofalna w skutkach dla państwa łacinników w Ziemi Świętej. Dżihad al-Kuds – święta wojna o Jerozolimę – nabrała rozmachu. Hordy muzułmanów zalewały ziemie chrześcijan, niczym niepowstrzymany potop.

2 października padła Jerozolima. Wprawdzie arabscy poeci śpiewali: „Niech potoki krwi oczyszczą Jerozolimę”, jednak Saladyn zadowolił się przyjęciem okupu w zamian za oszczędzenie ludności. Życie i wolność mężczyzny wycenił na 10 dinarów, kobiety na 5, dziecka – na 1 dinar.

Sułtan osobiście pokropił wodą różaną Meczet Al-Aksa oraz Kopułę na Skale, przywracając je islamowi. Jego zwycięstwo zdawało się być całkowite. Bronił się jeszcze tylko Tyr oraz małe enklawy chrześcijan, w okolicach Tyru, Antiochii i Trypolisu.

A jednak… Jednej rzeczy nie udało mu się osiągnąć!

***

W ów lipcowy dzień pod Hattin, gdy tysiące poległych chrześcijan leżało niepogrzebanych, porzuconych na pastwę hien i szakali, gdy w stronę Damaszku pędzono tłumy jeńców – na pobojowisku znowu rozległy się jęki cierpiących. To pojmani templariusze i joannici dawali świadectwo o Chrystusie.

Było ich dwustu trzydziestu. Tylu rycerzy obu zakonów stało się pod Hattin jeńcami muzułmanów. Każdy ze skazanych otrzymał szansę ocalenia życia – pod warunkiem wyrzeczenia się Wiary, przejścia na islam, „podniesienia palca i głośnego wyznania Prawa”.

Imad ed-Din, osobisty sekretarz sułtana, był naocznym świadkiem egzekucji giaurów. „Byli posępni” – zanotował. Natomiast twarz Saladyna „promieniowała radością”. Fanatyczni ulemowie i sufi z entuzjazmem mordowali jeńców.

„Widziałem tego, który śmiał się szyderczo i zabijał – pisał Imad ed-Din. - [...] Ile pobożnych dzieł dokonał przez podrzynanie gardeł…”

Wobec chrześcijan zastosowano najbrutalniejsze tortury. Ani jeden nie załamał się. Ani jeden nie wyrzekł się Wiary. Żaden nie wzniósł palca i nie wyznał islamskiego Prawa. Dwustu trzydziestu „posępnych” rycerzy-mnichów odeszło do swego Pana.

Andrzej Solak

Źródło informacji: http://krzyzowiec.prv.pl/

poniedziałek, 24 października 2011

Liberalna walka z „przesądami”


W jednym z francuskich pociągów zdążających do Paryża rozegrała się pod koniec XIX wieku następująca scena: do przedziału, w którym siedział starszy pan, wszedł młody człowiek. Gdy zauważył, że jego starszy towarzysz podróży odmawia różaniec, skomentował ten fakt słowami: „Ot, ciemnota i zabobon. Wy, staruszku, jeszcze wierzycie w takie bzdury?!”. Tekst dedykujemy wszystkim którzy mają zamiar uczestniczyć w ponad stuletnim cywilizowaniu ciemnoty.

Po czym jął przekonywać starszego pasażera o tym, że w epoce błyskawicznego postępu nauk i wynalazczości skończył się czas „zabobonów” (czytaj: praktykowania religii) i „klerykalizmu” (czytaj: wierności Kościołowi). Starszy pan zadeklarował jednak, że pozostanie przy swoim „zacofaniu”, zachęcił jednak postępowego młodego człowieka, by odwiedził go w Paryżu, gdzie młodzieniec mógłby go jeszcze bardziej oświecić o współczesnym postępie nauk. Podał mu wizytówkę. Skonsternowany młody człowiek przeczytał: „Ludwik Pasteur. Instytut Badań nad Szczepionkami. Francuska Akademia Nauk”.

środa, 12 października 2011

Mocna książka o Janie XXIII

Autor książki „Układ z Metzu” Jean Madiran uważa, że Janowi XXIII tak bardzo zależało na obecności przedstawicieli rosyjskiego prawosławia, że za ich przyjazd zaoferował Moskwie milczenie na temat komunizmu. Książka została zaprezentowana wczoraj włoskim czytelnikom. Jej autor opisuje tajną i niepisaną umowę Watykanu i Moskwy zawartą właśnie w Metzu w północnej Francji.

Według autora Jan XXIII, gdy poprosił Kościół prawosławny, aby przysłał swych obserwatorów na Sobór, patriarchat moskiewski odmówił udziału w obradach. Madiran zauważa, że Kreml dobrze wiedział, że w ramach oficjalnych przedsoborowych konsultacji, dotyczących zagadnień, które mają być podjęte na Soborze, większość biskupów zaapelowała o oficjalne potępienie komunizmu. Janowi XXIII tak bardzo zależało na obecności przedstawicieli rosyjskiego prawosławia, że za ich przyjazd zaoferował Moskwie milczenie na temat komunizmu. Tego właśnie dotyczyło spotkanie w Metzu, w którym Stolicę Apostolską reprezentował kard. Eugène Tisserant, ówczesny dziekan kolegium kardynalskiego. Wysłannikiem Moskwy był Nikodem, wówczas metropolita jarosławski.

Jean Madiran powołuje się w swojej pracy na wspomnienia biskupa Metz. „To właśnie w naszym regionie miało miejsce spotkanie incognito kard. Tisseranta z Nikodemem. Metropolita Nikodem zgodził się wówczas, by wystosowano oficjalne zaproszenie do Moskwy z zapewnieniem o apolitycznym charakterze Soboru” – miał oświadczyć bp Paul Joseph Schmitt. Francuski pisarz i dziennikarz przytacza również wspomnienia niemieckiego teologa Bernarda Häringa, sekretarza i koordynatora komitetu redakcyjnego soborowej konstytucji o Kościele w świecie współczesnym: „Wiedziałem z całą, że Papież Jan obiecał władzom rządowym w Moskwie, że Sobór nie wyda żadnego potępienia komunizmu, aby dzięki temu mogli w nim uczestniczyć obserwatorzy Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej”.

Autor przypomina, że istnienie porozumienia między Moskwą i Watykanem potwierdził w 1963 r. biuletyn Francuskiej Partii Komunistycznej „France Nouvelle”. Czytamy w nim: „Kościół katolicki »nie może już się zadowolić prostackim antykomunizmem. On sam, przy okazji dialogu z Rosyjską Cerkwią Prawosławną, zobowiązał się zresztą, że w czasie Soboru nie będzie żadnego bezpośredniego ataku na reżim komunistyczny«”. O gwarancjach danych Moskwie przez Jana XXIII wspominał też w 1963 r. katolicki dziennik „La Croix”. Pisarz ponadto dodaje w swojej publikacji ,że ponad 400 ojców soborowych złożyło petycję z wnioskiem o zajęcie się komunizmem w „Gaudium et Spes”, jednak ich petycja została odrzucona bez wyjaśnień i jakiejkolwiek dyskusji w czasie obrad. Co więcej, kiedy 15 listopada 1965 r. Paweł VI wyliczał w swych zapiskach zobowiązania Soboru, wymienił wśród nich: „nie wspominać o komunizmie”, dodając w nawiasie: r. 1962, co bezpośrednio zdaje się odsyłać do tajnego spotkania w Metzu – przypomina rozgłośnia watykańska.

Część konserwatywnych publicystów i historyków Kościoła od lat zarzuca Pawłowi VI i Janowi XXIII uległość wobec komunizmu. Pisał o tym m.in. Jozef Mackiewicz w swoim dwóch książkach „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy” oraz „W cieniu krzyża”.

Ł.A/PiotrSkarga.pl

Źródło informacji: FRONDA.pl i RADIO VATICANA

środa, 17 sierpnia 2011

prof. Jacek Bartyzel - Zanim wybuchła Cristiada

Do 1910 roku Meksykiem rządził od czterech dziesięcioleci gen. Porfirio Díaz Mori (1830-1915). Był on wprawdzie, tak samo jak jego poprzednicy, masonem i liberałem, ale mającym na tyle rozsądku, żeby nie ranić katolickiej tożsamości narodu. Za jego rządów przeto formalnie wciąż obowiązywały antykatolickie tzw. prawa Reformy z lat 1857-1861, ale nie były one wykonywane, toteż Kościół cieszył się wolnością de facto. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy 5 października 1910 roku wybuchło powstanie radykalnych (jakobińskich) liberałów, które przeszło do historii pod nazwą rewolucji meksykańskiej. Od 1913 roku przeszła ona w stan wojny domowej, toczonej przez kilka frakcji rewolucjonistów, którym przewodzili generałowie: Venustiano Carranza (1859-1920), Emiliano Zapata (1879-1919) i Doroteo Arango, zwany Pancho Villa (1878-1923).

W każdym zdobytym przez rewolucjonistów mieście mordowano, torturowano, poniżano bądź deportowano księży, profanowano naczynia liturgiczne, plądrowano kościoły oraz urządzano w nich orgie i tańce; palono też biblioteki, a także konfesjonały, jako... meble wykorzystywane do konspirowania przeciwko rewolucji. Po opanowaniu stanów północnych gen. Carranza nakazał wydalenie jezuitów; wypędzani byli też biskupi, zakazywano odprawiania Mszy Świętych, bicia w dzwony i spowiadania. Co najważniejsze, nastąpiła instytucjonalizacja antykatolickiego terroru. 14 lipca 1914 roku rewolucyjny gubernator stanu Nuevo León - gen. Antonio I. Villarreal (1879-1944) wydał edykt karzący "zepsuty i reakcyjny kler" oraz nakazujący zniesienie "konfesjonału i zakrystii", które są "tak niebezpieczne, jak dom publiczny". Edykt postanawiał przeto: ograniczenie liczby świątyń w Monterrey (stolica stanu) do pięciu, a godzin ich otwarcia do siedmiu na dobę; usunięcie z kościołów konfesjonałów, zakaz spowiadania oraz przebywania wiernych w zakrystiach; zakaz używania dzwonów, wyjąwszy (obligatoryjnie!) uczczenie zwycięstw rewolucjonistów; wygnanie wszystkich księży obcokrajowców oraz jezuitów bez względu na narodowość, a także tych, którzy nie udowodnili swojej abstynencji politycznej; zamknięcie wszystkich szkół katolickich, które nie przyjmą narzuconych podręczników i nauczycieli ze "szkół normalnych". W ślad za nim poszły inne zrewolucjonizowane stany. Na przykład gubernator stanu Meksyk gen. Arnulfo R. Gómez (1890-1927) wydał dekret zakazujący wygłaszania kazań, udzielania chrztów i spowiedzi, płacenia dziesięcin, odprawiania Mszy Świętych za zmarłych i... całowania kapłanów w rękę. Należy dodać, że bardzo aktywna w wypieraniu katolicyzmu była także rola północnoamerykańskich protestantów, m.in. doradcy prezydenta Woodrowa Wilsona, Johna Linda, który jednemu z księży, interweniującemu w sprawie znieważenia zakonnic z Veracruz, odpowiedział: "Najgorszą rzeczą po prostytucji jest w Meksyku Kościół katolicki. Obie muszą zniknąć".

Kiedy w maju 1915 roku tymczasowy prezydent de facto gen. Carranza umocnił swoją władzę po pokonaniu najgroźniejszych rywali w obozie rewolucji: Villi i Zapaty, rozpoczął się kolejny okres gwałtownych prześladowań Kościoła. Wszyscy biskupi zostali aresztowani albo wygnani z kraju, zamordowano ponad 160, a uwięziono około 100 księży, liczbę kapłanów w poszczególnych stanach ograniczono od jednego do trzech na 5-10 tysięcy mieszkańców, w zależności od uznania danego gubernatora. Zamknięto wszystkie klasztory i szkoły katolickie, skonfiskowano dobra kościelne, nałożono ogromne kontrybucje.

środa, 27 lipca 2011

Cristeros – wojownicy Chrystusa


Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, lecz miecz.”
Mt 10,34.


- Viva Cristo Rey! Niech żyje Chrystus Król! - krzyczeli idąc do boju, a także patrząc w lufy plutonów egzekucyjnych. Dla rewolucyjnych władz Meksyku z lat 1926-1935 byli zmorą. Ich krwawe zagony mocno wstrząsnęły podstawami ateistycznego państwa. Mówili o sobie: „obrońcy”, „wyzwoliciele”, „ci z ludu”, („defensores”, „libertadores”, „populares”), lecz najbardziej przylgnęło do nich miano „cristeros” – „chrystusowcy”.

***
Praźródeł ich konfliktu z władzami szukać należy w 1813 roku, gdy północnoamerykańska masoneria (Wielka Loża Luizjany) rozpoczęła aktywną infiltrację środowisk politycznych Meksyku, wówczas jeszcze hiszpańskiej kolonii. Wpływy wolnomularstwa w Meksyku wzrastały w miarę upływu lat, a jego antychrześcijańskie działania przybierały na agresywności. Ukoronowaniem ich było uchwalenie konstytucji z 1917 roku, nomen omen – w dwusetną rocznicę powstania masonerii.

Konstytucja podporządkowywała Kościół władzom państwowym, ograniczała posługi religijne tylko do terenu świątyni, w dodatku – pod ścisłą kontrolą. Zakonnikom zabraniano składania ślubów ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, liczbę duchownych ustalać miało państwo. Prowadzone przez Kościół szkoły zamknięto, w całym zaś szkolnictwie, tak państwowym, jak i prywatnym, zakazano nauczania religii. Własność kościelna uległa konfiskacie, zaś duchownym odebrano prawa cywilne.

***
Nie było łatwe wprowadzenie powyższych przepisów w kraju, w którym katolicy stanowili większość społeczeństwa. Dopiero w 1926 roku poważył się na to prezydent P. E. Calles, mason i fanatyczny antyklerykał. Wobec opornych zastosował represje.


Papież Pius XI opłakiwał wkrótce wiernych, którzy „ponieśli okrutną śmierć na wielu ulicach i miejscach publicznych, często na progach kościołów„.

Meksykański Kościół zszedł do podziemia, nabożeństwa odprawiano potajemnie w domach. Wśród czterech tysięcy kapłanów zanotowano tylko jedno odstępstwo. Dwa miliony katolików podpisało petycję do władz, żądając uchylenia konstytucji. Gdy wyczerpały się pokojowe metody walki – pojawili się cristeros.

***
Znamienne, że większość bojowników Kontrrewolucji Meksykańskiej stanowili chłopi. Od początku najżywiej reagowali na państwową politykę ateizacji, na zamykanie kościołów i mordowanie księży. Obce im były subtelne dylematy intelektualistów, nie wahali się nazywać zła po imieniu. To oni pierwsi chwycili za broń.

***

Na trzy lata Meksyk stał się krainą śmierci. Cristeros, których liczba w 1929 roku doszła do 50.000, w szaleńczych atakach rozbijali, liczniejsze nieraz, oddziały rządowe, pozostawiali za sobą zniszczone wojskowe posterunki i trupy znienawidzonych, ateistycznych nauczycieli. Przeciwnik, niezbyt sprawny w boju, nadrabiał brutalnością wobec ludności cywilnej, sprzyjającej insurekcji. Palono całe wsie, na masową skalę profanowano świątynie.

Obie strony ogarnął szał zabijania, okrzykom „Viva Cristo Rey!” torturowanych cristeros odpowiadały „Viva Grande Diablo!” rozstrzeliwanych masonów. Zginął w walce E. Gorostieta, wódz powstania. Na polach bitew padło 12 generałów i 70 pułkowników sił reżimowych. W 1928 roku w stołecznej restauracji „La Bombilla” młody intelektualista katolicki Jose de Leon Toral zastrzelił następcę Callesa, A. Obregona, prezydenta Meksyku i masońskiego mistrza. W morderczych walkach lat 1926 – 1929 zginęło 90.000 Meksykanów.

***
W 1929 roku rząd zawarł ugodę z Episkopatem, ogłaszając amnestię dla cristeros i zwrot części zagrabionego majątku kościelnego. Na krótko zapanował pokój. Władze nie dotrzymały jednak warunków porozumienia. Rychło zamknięto większość świątyń. W kraju rozszalał się terror lewicowych bojówek – „czerwonych koszul”. Do szkół wprowadzono „wychowanie socjalistyczne”, w ramach którego m. in. upaństwowiono dzieci powyżej pięciu lat (!). Na wzór rewolucji francuskiej ogłoszono koniec ery chrześcijańskiej, wprowadzając pogański kalendarz, Boga zaś, mocą urzędowych postanowień, skazano na nieistnienie.


Odpowiedzią katolików były masowe demonstracje i reaktywowanie partyzantki cristeros.

***
Ogół obywateli USA z niepokojem przyjmował doniesienia o prześladowaniach religijnych za południową granicą. Mimo to amerykańskie bombowce atakowały pozycje powstańców (1929 r.).

W 1935 roku senator W. Borah z Idaho zażądał śledztwa w związku z sytuacją w Meksyku. Poparła go ponad połowa członków Izby Reprezentantów. Inicjatywy te zablokował ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych – F. D. Roosevelt. Ów członek Masonerii Rytu Szkockiego (32-gi stopień wtajemniczenia) czuł widać silną więź z meksykańskim reżimem. Liczne organizacje społeczne, jak Rycerze Kolumba, alarmowały go doniesieniami o rzeziach, o zabijaniu kapłanów i wiernych, ale późniejszy współgrabarz Polski pozostał obojętny.

***
Konflikt rozładował dopiero L. Cardenas, stosunkowo umiarkowany polityk meksykański, który bezkrwawym przewrotem z 1935 roku obalił rządy fanatyków Callesa.

Natychmiast rozwiązano organizację „czerwonych koszul”, podjęto rozmowy z Episkopatem. I chociaż trzeba było jeszcze przełamywać opory władz stanowych, choć dopiero w 1937 roku zakazano prześladowań katolików, to jednak normalizacja stała się faktem. Cristeros mogli złożyć broń, tym razem – ostatecznie. Zbrojny wysiłek katolickich rebeliantów nie poszedł na marne.

***
Prowadzona od przeszło dwóch wieków ofensywa sił Antychrześcijańskiej Rewolucji napotyka czasem na niespodziewany opór. Na jej drodze stawają wciąż nowe zastępy wojowników. Armia Katolicka z Wandei i Żołnierze Cudu nad Wisłą, frankistowska „krucjata przeciw synom Kaina” i meksykańscy cristeros…

W bezpardonowej walce z siłami zła, wierni tradycji obrońców przedmurza chrześcijaństwa, współcześni krzyżowcy nieugięcie trwali na zagrożonych rubieżach Cywilizacji Łacińskiej.

„Najwyższy Czas!” 9.03.1996

Źródło informacji: http://cristeros1.w.interia.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.