Pages

______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

wtorek, 28 lutego 2012

W obronie dystrybucjonizmu

Dlaczego dystrybucjonizm i socjalizm są całkowicie antytetyczne

W ostatnich latach libertarianie oraz rzecznicy neoliberalizmu, którzy dla niepoznaki nazwali się “konserwatystami,” starali się zatrzymać przybierający na sile ruch na rzecz ekonomicznej niezależności, znany jako dystrybucjonizm. Neoliberalny atak na dystrybucjonizm pozostaje w zgodzie z procesem, dzięki któremu przez prawie dwa stulecia katolicy ścigani przez straszydło socjalizmu wylądowali na terytorium radykalnego leseferystycznego kapitalizmu, gdzie firmy bez żadnych ograniczeń prawnych handlują wszystkim – od pornografii, po ludzkie zygoty, a wielki biznes i wielki rząd zawarły sojusz mając za cel destrukcję moralnego porządku. Dystrybucjonizm znajduje się pod ostrzałem dokładnie dlatego, że w ekonomicznym świecie reprezentuje alternatywę dla niekończącej się liberalnej gry w orła (ja wygrywam) i reszkę (ty przegrywasz).

Nie, to nie jest socjalizm

Czym więc jest dystrybucjonizm? Wbrew sugestiom krytyków, dystrybucjonizm nie denotuje rządowej redystrybucji mienia, jak to czyni socjalizm, ale oznacza naturalną dystrybucję bogactwa, która pojawia się w momencie rozpowszechnionych w społeczeństwie środków produkcji.

Dystrybucjonizm w istocie równa się jakiejkolwiek formie przedsiębiorstw rodzinnych (nie tylko hobbystycznych gospodarstw wiejskich, jak twierdzą niektórzy kpiarze), posiadanych przez własnych pracowników spółdzielni lub też niewielkich, czy nawet średnich przedsiębiorstw działających w lokalnej, bądź regionalnej skali. Ogólnie mówiąc, małe przedsiębiorstwa i samozatrudnienie to dystrybucjonizm w akcji. Są nim również lokalne kooperatywy żywnościowe (w których udział bierze wielu tradycjonalistów) i powszechny bojkot międzynarodowych gigantów pokroju Wal-Mart, którzy dokonali anihilacji małych firm niszcząc handel sąsiedzki.

Chesterton opisał dystrybucjonistyczny ideał korzystając ze swego niebywałego daru wyrażania istoty spraw:

„Nadmiar kapitalizmu nie oznacza nadmiaru kapitalistów, oznacza ich niedostatek.”

Dystrybucjonizm chce zwiększenia liczby osób posiadających własność prywatną, zamiast finansowej zależności od pensji. W praktyce może to równie dobrze oznaczać „trzy akry ziemi i krowę”, co „trzy komputery i domowe biuro.”

Ponieważ dystrybucjonizm dąży do przewrócenia mikroekonomii i sąsiedzkiego handlu, jest ruchem wyzwolenia z globalnego klinczu zależnego od rządów delikatnego porządku ekonomicznego, który dziś prześmiewczo samookreśla się mianem „wolnej przedsiębiorczości.” Ktokolwiek uważa, że wolna przedsiębiorczość sprowadza się do sieci Wal-Mart – z jej legionami chińskich niewolników, którym komunistyczne jarzmo zakazuje posiadania dzieci, a którzy pracują na korzyść amerykańskich akcjonariuszy – powinien niezwłocznie zasięgnąć porad Katolickiej Nauki Społecznej. Jest coś gruntownie złego z moralnym porządkiem społeczeństwa, gdy założyciele Wal-Mart zasiadają na akcjach wartych $84 miliardy, które to portfolio powstało dzięki praktycznie niewolniczej pracy, natomiast „współpracowników w sprzedaży” (sales associates) nie stać na utrzymanie własnych rodzin, czy ponoszenie kosztów leczenia, choć ułamek z miliardowej fortuny Walton’ów wystarczyłby na ufundowanie planu ubezpieczeń zdrowotnych dla każdego pracownika.

Nie sugeruję rządowej konfiskaty bogactwa rodziny Walton’ów. Oczywiście chodzi o to, że Waltonowie powinni działać sprawiedliwie w stosunku do swych żyjących w coraz większym trudzie pracowników, bez jakichkolwiek rządowych nakazów. Oznacza to, że w prowadzeniu swej firmy powinni stosować prawo ewangelii. W książce The Church and the Libertarian pokazuję w jaki sposób firma Costco, której szef i założyciel jest katolikiem realizującym społeczne postulaty Kościoła, wypłaca swym pracownikom pensję rodzinną oraz pokrywa 92% kosztów związanych z leczeniem.

Dystrybucjonizm odnosi sukces w takim zakresie, w jakim ludzie odmawiają uczestnictwa w kulturze masowego kapitalizmu. To nie jest program rządowy, ale sposób życia. To forma pokojowej secesji od ekonomii zdominowanej przez międzynarodowe firmy, które przemierzają świat szukając współczesnych niewolników, szkodzą moralności handlując rozpustą, niszczą miejscowy przemysł, na każdym kroku otrzymują rządowe wsparcie i domagają się publicznego ratunku (bailoutów) oraz możliwości niewywiązywania się z umów, kiedy tylko chroni to ich surrealnie nabrzmiałe struktury przed zawaleniem. Dystrybucjonizm jest uzasadnioną reakcją przeciw materialnym nadużyciom piętnowanym na kartach kolejnych encyklik Magisterium, które podsumował zapadającym w pamięć zdaniem słynny luterański obrońca wolnego rynku – Wilhelm Röpke, jako „kult tego, co kolosalne.”

Socjalizm i dystrybucjonizm są przez to antytetyczne. Pozwólcie, że powtórzę: socjalizm jest przeciwieństwem dystrybucjonizmu. Ktokolwiek sugeruje, że dystrybucjonizm stanowi jakąś formę socjalizmu, jest albo niedoinformowany, albo nieuczciwy. Nawet wpis w Wikipedii mniej więcej oddaje sens: „Dystrybucjonizm jest terecerystyczną filozofią ekonomiczną uformowaną przez takich katolickich myślicieli, jak G. K. Chesterton oraz Hilaire Belloc, w celu aplikacji zasad Katolickiej Nauki Społecznej, wyrażonych szczególnie w encyklikach Rerum Novarum Leona XIII, oraz obszerniej w Quadragesimo Anno Piusa XI…W gruncie rzeczy dystrybucjonizm wyróżnia się przez dystrybucję własności, której nie należy mylić z dystrybucją bogactwa.” Chcę pospiesznie dodać, że dystrybucjoniści nie muszą zgadzać się każdą praktyczna sugestią Chesterbelloca, lecz jedynie z celem w postaci powszechnej własności środków produkcji, i płynącej zeń wolności ekonomicznej jednostek i rodzin stanowiących podstawowy element społeczeństwa.

Co należy rozumieć przez “trzecią drogę”? Zwyczajnie to, że dystrybucjonizm nie jest ani kapitalizmem, ani socjalizmem. Jak wyraził to Thomas Storck: „zarówno socjalizm, jak i kapitalizm są produktami oświecenia, a przez to siłami przeciwstawnymi tradycji. W odróżnieniu od nich, dystrybucjonizm postuluje subordynację ekonomii całościowo ujętemu życiu ludzkiemu, wyżej stawia nasze życie duchowe, intelektualne i rodzinne.” Dokładnie tego w swych naukach domagają się kolejni papieże.

Nienasycone pragnienie bogactwa

Zgodnie z deklaracją Piusa XI wyrażoną w Quadragesimo anno (1931), społeczny i ekonomiczny liberalizm zapuścił korzeń w odrzuceniu nauczania ewangelii nt. grzechu:

To odwrócenie się od chrześcijańskiego prawa w życiu społecznym i gospodarczym i wynikające stąd masowe odstępstwa robotników od wiary katolickiej ma najgłębszą swą przyczynę w nieuporządkowanych afektach duszy, tym smutnym owocu grzechu pierworodnego, który przedziwną harmonię uzdolnień ludzkich tak zakłócił, że człowiek, łatwo złymi uwiedziony namiętnościami, skłania się gwałtownie do cenienia wyżej przemijających dóbr tego świata niż dobra niebiańskie i trwałe. Stąd owo nienasycone pragnienie bogactwa i dóbr doczesnych, które niewątpliwie w wszystkich czasach podniecało człowieka, by gwałcił zakon Boży i deptał prawa bliźniego, jednak w współczesnym ustroju gospodarczym naraża słabość ludzką na częstsze upadki.

Nic innego jak tylko „owo nienasycone pragnienie bogactwa i dóbr doczesnych” spowodowało kryzys w 2008. Encyklika Quadragessmo Anno mogłaby równie dobrze powstać, w celu ukazania klimatu tamtych dni:

Bo cóż pomoże ludziom, jeśliby przez rozumniejsze używanie bogactw cały świat zdobyli, a przez to na duszy szkodę ponieśli? Cóż pomoże podać im wypróbowane zasady gospodarcze, jeżeli pod wpływem nieokiełznanej i brudnej chciwości ulegają zupełnie samolubstwu, tak że „słysząc przykazania Boże, wszystko czynią przeciwnie”

Ponieważ niestabilność struktur ekonomicznego życia zmusza do nieustannego wysiłku ludzi zaangażowanych w to życie najmocniej, niektórzy stali się tak głusi na wyrzuty sumienia, by twierdzić że wolno im w jakikolwiek możliwy sposób zwiększać zyski, pozwoli im to przecież uchronić ciężko wypracowane bogactwo przed nagłą zmianą losu. Tym samym kolejne prawa uchwalane są w celu promocji korporacyjnych interesów, redukując stopień ryzyka przedsiębiorstw otworzyły też wrota najnędzniejszych praktyk. Ludzkich sumień raczej dziś nie wzrusza ta redukcja odpowiedzialności za własne czyny, chroniący się pod szyldem fuzji najgorszy rodzaj niesprawiedliwości i oszustw, gdy dyrektorowie zapominają o powierzonym im zaufaniu i dopuszczają się zdrady osób, których oszczędnościami mieli okazję zarządzać.

Twierdzenie, że kryzys wynikał jedynie z polityki monetarnej FED jest niedorzeczne. Był to sztorm doskonały ludzkiej chciwości, na który złożyły się następujące czynniki (a) banki i brokerzy udzielający nierentownych kredytów hipotecznych, w celu uzyskania należnych sobie opłat i procentowych udziałów od transakcji, (b) ludzie pożyczający więcej, niż byli w stanie spłacić, w celu nabycia ilości dóbr przekraczającej ich potrzeby, (c) lichwiarskie stopy procentowe kart kredytowych i kredytów, (d) umieszczanie toksycznych kredytów w pakietach, sprzedawanych następnie inwestorom dzięki oszustwom wynikającym z fałszywych ratingów AAA wystawianych przez firmy ratingowe, oraz (e) praktyka hedgingowa (zabezpiecznia przed nadmiernym ryzykiem kursowym) wobec tych toksycznych papierów za pomocą instrumentów pochodnych służących przenoszeniu ryzyka kredytowego (CDS – Credit Default Swaps), co umożliwiło firmom sprzedającym toksyczne aktywa swym klientom obstawiać niewypłacalność sprzedanych wcześniej instrumentów, uruchamiając tym samym ogromne wypłaty z tytułu ubezpieczeń dla firm inwestycyjnych, podczas gdy klienci cierpieli katastroficzne straty. (Zob. The Church and the Libertarian, Rozdział 13).

Wszystko to miało miejsce w rozregulowanym środowisku, w którym bankom gromadzącym depozyty, które to instytucje niegdyś miały zakaz uczestnictwa w ryzykownych inwestycjach, pozwolono tym razem nierozważnie inwestować; firmom inwestycyjnym dawniej ograniczonym do kapitału partnerów, pozwolono przy pomocy publicznej emisji akcji gromadzić sterty ryzykownego kapitału; umożliwiono handel CDS’ami, jako nieuregulowanymi papierami wartościowymi, tworząc ogromny domek z kart zagrożony upadkiem, gdy ktoś wyciągnie tę niewłaściwą.

W skrócie kryzys ten reprezentował to, co Pius XI nazwał “haniebnym samolubstwem, które jest plamą i wielkim czasów naszych grzechem.” Obniżenie stóp procentowych przez FED nie wywołało haniebnego samolubstwa prowadzącego do ekonomicznej zapaści w stopniu większym, niż posiadanie pistoletu powoduje czyjeś samobójstwo. W każdym bądź razie FED, który oczywiście powinien być zlikwidowany, stanowi ucieleśnienie kapitalistycznej manipulacji państwową władzą, kwazi-prywatny kartel bankowy, który nie ponosi odpowiedzialności przed rządem. Dokładnie dlatego libertarianie, którzy potępiają FED (wygodnie ignorując jego kapitalistyczne pochodzenie) domagają się audytu, którego nie chce umożliwić Kongres.

Ruch wolności ekonomicznej zgodny z ewangelią

Podobny kryzys nie mógłby zaistnieć w katolickim porządku społecznym, ponieważ w katolickim ustroju czynności ekonomiczne będą zarządzane, jak pisał Pius XI „łagodnym, a jednak bardzo silnym prawem chrześcijańskiego umiarkowania, które nakazuje człowiekowi szukać przede wszystkim Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, w tym przekonaniu że dobra doczesne będą mu dodane według wyraźnej obietnicy Bożej hojności.” Dystrybucjonizm to nic innego, jak wolna przedsiębiorczość realizowana w zgodzie z ewangelią, podsumowana w dwóch przykazaniach: miłości Boga i miłości bliźniego. Z wolnej przedsiębiorczości usuń „haniebne samolubstwo” i nieograniczone ambicje, dodaj miłość Boga i bliźniego, a ujrzysz powstający naturalnie ład ekonomiczny, który pamiętają starsi z nas: ekonomię lokalnego sklepu z zieleniną, czy ciężkim sprzętem, lokalnych oszczędności i pożyczek; ekonomię, gdzie można przeżyć i urządzić dom dzięki sąsiedzkim wymianom; ekonomię ludzkiej skali tworzoną rękoma ludzi, nie zaś przy pomocy rządowego fiat („niech mi się stanie”) sztucznych „osobowości prawnych”, o cechach psychopaty.

Odnowa tego, co Röpke nazwał ludzką ekonomią nie jest też kwestią „osobistej” moralności, którą dany kapitalista mógłby się stosować, jak chcieliby tego libertarianie. Imperatywy ewangelii muszą bowiem znaleźć odzwierciedlenie w prawach i instytucjach. W świecie ekonomii, nie mniej niż w świecie polityki, nie istnieje rozdział pomiędzy publiczną i „prywatną” moralnością, ale jeden uświęcony porządek moralny dotyczący całego społeczeństwa. Kapitalista nie kocha Boga lub bliźniego, kiedy wyzyskuje swych pracowników, pompuje w społeczeństwo moralny szlam sprzedając pornografię, gdy zapewnia możliwośc wykonywania aborcji, uczestniczy w lichwie i zmowach cenowych, gdy nonszalancko spekuluje pieniędzmi klientów, systematycznie łamie Szabat najgorszym rodzajem handlu, gdy podczas negocjacji wyzyskuje słabszych, zanieczyszcza rzeki i popełnia tysiąc innych wykroczeń, godząc nimi w porządek moralny i dobro wspólne.

Władza cywilna, szczególnie ta na poziomie lokalnym, działając w zgodzie z zasadą pomocniczości ma pełne prawo ograniczać kapitalistyczną grabież korzystając z odpowiednich zapisów legislacji, włączając w to sankcje karne. Koniec końców, nie jesteśmy zdani na łaskę dyrektorów rad nadzorczych, gdyż nie otrzymali oni od Boga żadnego autorytetu umożliwiającego zarządzanie nami z pomocą decyzji wpływających na dobro wspólne w jego moralnej, duchowej i intelektualnej całości.

Papież Jan Paweł II zgodnie ze swymi poprzednikami , w rocznicę powstania Rerum Novarum zadeklarował, że Kościół nie może zaakceptować kapitalizmu, „jeśli przez >>kapitalizm<< rozumie się system, w którym wolność gospodarcza nie jest ujęta w ramy systemu prawnego, wprzęgającego ją w służbę integralnej wolności ludzkiej i traktującego jako szczególny wymiar tejże wolności, która ma przede wszystkim charakter etyczny i religijny.” Dystrybucjonizm jako ruch ludzkiej ekonomii na ludzką skalę respektuje etyczne i religijne ograniczenia ekonomicznych działań, a dzięki temu naturalnie prowadzi ludzi z dala od korporacyjnego kultu kolosów, w kierunku ekonomicznego ładu, gdzie pogoń za materią podporządkowano wiecznemu przeznaczeniu człowieka.

Dystrybucjoniści podczas okupacji Wall Street

Richard Aleman w swoim artykule dla Remnant pisał o tym, jak razem ze mną i Johnem Rao wspólnie udaliśmy się w miejsce demonstrantów okupujących Wall Street, by zaprezentować im katolickie argumenty na rzecz rynkowej sprawiedliwości. Nie jechaliśmy tam, by poobcować sobie z hipisami, czy wesprzeć którąkolwiek z lewackich ideologii. Wybraliśmy się tam, ponieważ wiele tułających się po Parku Zuccotti dusz podejrzewało, że coś radykalnie złego dzieje się ze współczesną ekonomią, jednak nie miało klarowności odnośnie przyczyn tego zła.

Dostrzegliśmy w tej demonstracji neopogan, którzy szukają Boga Nieznanego. Powiedzieliśmy im, że Bóg, którego szukają jest Tym, który dał nam ewangelię dla dobra ludzi i narodów. Wręczyliśmy im fragmenty Quadragesimo Anno oraz ulotki zawierające elementy tego, jak wyglądałaby ludzka i dystrybucjonistyczne ekonomia, bez jednej rządowej interwencji, jeśli tylko ludzie podporządkowaliby pogoń za ziemskimi dobrami wiecznej szczęśliwości. Czuliśmy konieczność przekazania tym ludziom, że fundamentalnym problemem społecznym, który ich bezwiednie, bądź świadomie zjednoczył na protestach, stanowi apostazja cywilizacji Zachodu i nie ma innej drogi wiodącej ku sprawiedliwości społecznej, jak wąska ścieżka Kościoła katolickiego, wyznaczona ludziom i narodom. Pius XI ujął to następująco:

Wszyscy naprawdę doświadczeni społecznicy domagają się głośno racjonalizacji, która by w życie gospodarcze ład wprowadziła. Ale ten ład, którego My sami tak gorąco pragniemy i który skrzętnie popieramy, będzie całkiem ułomny i niedoskonały, jeżeli wszystkie rodzaje działalności ludzkiej nie złączą się, o ile to ludziom jest możliwa, w przyjaznej współpracy na wzór przedziwnej jedności Boskiego planu. Doskonałym nazywamy ów porządek, który Kościół niestrudzenie gorąco poleca, którego domaga się sam zdrowy rozum, aby odnosić wszystko do Boga jako do pierwszego i najwyższego celu wszelkiej twórczości stworzonej, a dobra doczesne oceniać jako środki, z których korzystać wolno o tyle, o ile do najwyższego celu prowadzą.

To naprawdę proste: stosując dwa wielkie przykazania w pogoni za dobrami tego świata będziesz dystrybucjonistą. Dystrybucjonista bowiem, ufając opatrzności Bożej będzie miał wszystko, czego potrzebuje jego rodzina. Będzie również pierwszym obrońcą zabezpieczającej wolność własności prywatnej, nie tylko przed rządem, ale i przed hegemonią wielkich korporacji, uparcie tłumiących dane ludziom przez Boga prawo, by własnymi siłami wybierać sobie drogę w życiu.

O ironio, uważający się za libertarian katolicy bronią korporacyjnego kolektywizmu przy asyście rządu, który to kolektywizm oznacza tak naprawdę sprywatyzowany socjalizm, atakują natomiast dystrybucjonistów za prawdziwie libertariańską obronę ekonomicznej niezależności jednostek i rodzin w gospodarce, która odrzuca chińskie niewolnictwo. Połóżmy kres tej demagogii i pozwólmy, by The Remnant Newspaper pomagała prowadzić katolików ku będącej celem Magisterium ekonomii miłosierdzia.

Christopher A. Ferrara

Źródło: C. A. Ferrara, In Defense of Distributism. Why Socialism and Distributism are Wholly Antithetical, New Jersey, 2011. Przekład artykułu z internetowego wydania The Remnant Newspaper.

Źródło informacji: http://www.dystrybucjonizm.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz



______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________